• Dzieli je 108 miejsc w rankingu. Sensacja w meczu Fręch. 144 minuty i koniec

    Dzieli je 108 miejsc w rankingu. Sensacja w meczu Fręch. 144 minuty i koniec

    Magdalena Fręch z pewnością inaczej wyobrażała sobie inaugurację turnieju w Cincinnati. W swoim pierwszym meczu zmierzyła się z niżej notowaną aż o ponad sto miejsc w rankingu WTA Soraną Cirsteą i po ponad dwóch godzinach walki musiała uznać wyższość rywalki. Choć w pierwszym secie prowadziła w tie-breaku 4:2, straciła przewagę, a o losach spotkania decydował trzeci set. Tym razem jednak nie udało się odwrócić losów rywalizacji – Polka przegrała 6:7 (4), 6:2, 4:6 i pożegnała się z turniejem.

    Dla Fręch było to pierwsze spotkanie w tegorocznej edycji zawodów, ponieważ – podobnie jak Iga Świątek – w pierwszej rundzie miała wolny los. Cirstea z kolei miała już za sobą niespodziewane zwycięstwo nad wicemistrzynią olimpijską z Paryża, Donną Vekić, i również w tym meczu sprawiła dużą niespodziankę.

    Początek pod kontrolą, potem nerwy i strata seta
    Fręch, zajmująca 28. miejsce w światowym rankingu, była zdecydowaną faworytką. Od startu gra układała się po jej myśli – przy stanie 1:1 przełamała rywalkę, a po chwili obroniła dwa breakpointy, obejmując prowadzenie 3:1. Grała ostrożnie, ale precyzyjnie, zmuszając przeciwniczkę do błędów. Rumunka kilkukrotnie zaskoczyła ją efektownymi skrótami, a przy stanie 4:3 po podwójnym błędzie serwisowym Polki miała kolejną szansę na przełamanie. Fręch wyszła z opresji, jednak gdy do wygrania seta brakowało jej jednego gema, zaczęła popełniać proste błędy. Przegrała trzy kolejne gemy i o wyniku decydował tie-break. Prowadziła w nim 4:2, ale od tego momentu nie zdobyła już punktu, przegrywając 4:7.

    Reakcja w drugim secie i nadzieja na przełom
    W statystykach serwisowych to Cirstea była górą – miała trzy asy, podczas gdy Fręch ani jednego, oraz wyższą skuteczność po drugim podaniu. Mimo to w drugiej partii to Polka jako pierwsza przełamała. Po efektownym returnie wyszła na 4:2, a chwilę później pewnie wygrała swój serwis i przy drugiej piłce setowej wymusiła błąd rywalki, zwyciężając 6:2.

    Decydujący set – nadzieja i rozczarowanie
    Początek trzeciego seta był obiecujący. Fręch pewnie wygrywała swoje gemy serwisowe, a w czwartym gemie przełamała do zera. Rumunka szybko jednak odpowiedziała re-breakiem i wyrównała na 3:3. Kluczowy moment nastąpił przy stanie 4:5 – Polka popełniła podwójny błąd serwisowy przy breakpoincie, a Cirstea dostała szansę na zakończenie meczu. Choć Fręch obroniła dwie piłki meczowe, trzeciej już nie zdołała. Rumunka wygrała 7:6 (4), 2:6, 6:4 i awansowała do kolejnej rundy, gdzie zmierzy się z triumfatorką meczu Yue Yuan – Diana Sznajder.

  • Nazwali Świątek “polską oszustką”. Tak zareagowali po meczu z Potapową

    Nazwali Świątek “polską oszustką”. Tak zareagowali po meczu z Potapową

    Rosyjskie media po meczu Świątek – Potapowa. Pochwały, ale i wzmianki o „problemach”

    Rosyjskie portale sportowe po sobotnim meczu w Cincinnati, w którym Iga Świątek pokonała Anastazję Potapową 6:1, 6:4, zgodnie podkreślały, że Polka była bardzo skuteczna i zdecydowanie lepiej poruszała się po korcie. W II rundzie turnieju WTA 1000 w Cincinnati liderka polskiego tenisa nie dała Rosjance większych szans, choć w drugim secie musiała chwilowo radzić sobie z trudnościami.

    Spotkanie trwało godzinę i 14 minut. Pierwszą partię Świątek wygrała pewnie – oddając rywalce tylko jednego gema. W drugiej Potapowa zdołała ją przełamać, lecz Polka szybko odzyskała kontrolę i zamknęła mecz przy drugiej piłce meczowej.

    Portal tenniskafe.ru w tytule podkreślił, że było to „przekonujące zwycięstwo”. – Trzecia zawodniczka świata była bardzo skuteczna w serwisie, świetnie się poruszała i potrafiła ustawiać się w korzystnych pozycjach do ataku – napisano o pierwszym secie. – W drugiej partii mistrzyni Wimbledonu miała pewne problemy, ale potrafiła powstrzymać 45. rakietę świata przed sprawieniem niespodzianki – dodano.

    Większość rosyjskich mediów ograniczyła się jednak do krótkich relacji. Livesport.ru napisał jedynie, że 45. tenisistka globu zakończyła udział w turnieju po porażce z Polką 1:6, 4:6. Z kolei Ria Novosti przypomniało, że pula nagród imprezy przekracza 5,1 mln dolarów.

    Metaratings.ru podało szczegółowe statystyki: Potapowa miała dwa asy serwisowe, cztery podwójne błędy i wykorzystała jednego z czterech breakpointów. Świątek posłała trzy asy, popełniła cztery podwójne błędy i zamieniła na punkty cztery z pięciu okazji na przełamanie.

    Co ciekawe, nawet sportbox.ru, który w przeszłości określał Świątek mianem „polskiej oszustki”, tym razem powstrzymał się od podobnych komentarzy. Serwis ograniczył się do suchego podsumowania, że Potapowa nie zdołała awansować do III rundy, a mecz trwał 1 godzinę i 13 minut.

  • Córka piłkarza reprezentacji Polski zdobyła medal ME! Ma już ćwierć miliona fanów

    Córka piłkarza reprezentacji Polski zdobyła medal ME! Ma już ćwierć miliona fanów

    Ma zaledwie 18 lat, a już może pochwalić się brązowym medalem mistrzostw Europy do lat 20. Anastazja Kuś znakomicie zaprezentowała się podczas zawodów w fińskim Tampere, dokładając do swojego dorobku kolejny cenny sukces. To wyjątkowe osiągnięcie tym bardziej imponuje, że mówimy o zawodniczce, która dopiero wchodzi w dorosłe życie sportowe. Dodatkowym smaczkiem jest fakt, że Kuś to córka byłego reprezentanta Polski w piłce nożnej, Marcina Kusia. Po tym starcie jej rozpoznawalność w świecie sportu i mediów społecznościowych zapewne jeszcze wzrośnie.

    Przed biegiem na 400 metrów eksperci typowali faworytki, analizując ich rekordy życiowe: Niemka Johanna Martin legitymowała się czasem 51,55 s, Polka – 51,89 s, a Brytyjka Charlotte Henrich – 51,95 s. Jednak to właśnie Henrich okazała się rewelacją finału, bijąc swoją życiówkę i wygrywając w zdecydowany sposób. Kuś tym razem musiała uznać wyższość rywalek, ale i tak zdobyła brąz, co w kontekście jej młodego wieku jest wynikiem godnym najwyższego uznania – jest o rok młodsza od obu medalowych rywalek.

    Henrich, która za trzy tygodnie skończy 19 lat, osiągnęła wynik 51,68 s. Od startu narzuciła bardzo mocne tempo, zmuszając biegnącą obok na sąsiednim torze Polkę do desperackiego pościgu. Kuś próbowała odpowiedzieć w drugiej części dystansu, lecz na ostatnich metrach brakowało jej już świeżości. Ostatecznie finiszowała w czasie 52,23 s, zaledwie o trzy setne sekundy wyprzedzając atakującą ją Francuzkę Victorię Kwarteng. Niemka Martin zajęła drugie miejsce z czasem 52,00 s.

    Dla reprezentacji Polski brąz Kuś był już piątym medalem zdobytym w Tampere (dotychczas: 1 złoty, 1 srebrny i 3 brązowe). Sama Anastazja dorzuciła do swojej kolekcji kolejne trofeum – to już jej drugi indywidualny medal na mistrzostwach Europy juniorów, po złocie zdobytym rok temu na ME do lat 18. Na swoim koncie ma też srebro w sztafecie szwedzkiej z tamtych zawodów oraz srebro tegorocznych halowych mistrzostw świata seniorek w sztafecie 4×400 m.

    Kuś nie tylko świetnie radzi sobie na bieżni, lecz także buduje swoją rozpoznawalność w mediach społecznościowych. Jej profil na Instagramie obserwuje już ponad 250 tysięcy osób. Sympatycy cenią ją nie tylko za sportowe umiejętności, ale i urodę, choć – jak podkreślają znawcy – to talent i determinacja powinny być jej największym atutem.

    Sportowe predyspozycje ma zapisane w genach – jej ojciec, Marcin Kuś, rozegrał wiele spotkań w barwach reprezentacji Polski. Co więcej, Anastazja już w wieku 17 lat zadebiutowała na igrzyskach olimpijskich w Paryżu, biegnąc w eliminacjach sztafety 4×400 m. Mimo że biało-czerwone odpadły z rywalizacji, młoda zawodniczka zapisała się w historii jako druga najmłodsza polska olimpijka po Gertrudzie Kilos, która w 1928 roku wystąpiła w biegu na 800 metrów w wieku 15 lat.

    Jej kariera nabrała rozpędu także na arenie halowej. W marcu tego roku w chińskim Nankinie Kuś została najmłodszą w historii medalistką halowych mistrzostw świata z Polski. Wraz z Justyną Święty-Ersetic, Aleksandrą Formellą i Anną Gryc zdobyła srebro w sztafecie 4×400 m, mając zaledwie 17 lat, 10 miesięcy i 12 dni. Poprzedni rekord należał do Lidii Chojeckiej, która w 1997 roku zdobyła brąz na 1500 metrów, będąc o niemal dwa lata starszą.

    Kuś już teraz inspiruje młodych sportowców, a jej dotychczasowe osiągnięcia pokazują, że stać ją na jeszcze więcej. Patrząc na tempo rozwoju jej kariery, można się spodziewać, że w kolejnych latach pobije niejedno rekordowe osiągnięcie – zarówno w kategorii wiekowej, jak i na najwyższym seniorskim poziomie.

  • Tak wygląda ranking WTA po meczu Świątek z Rosjanką

    Tak wygląda ranking WTA po meczu Świątek z Rosjanką

    Iga Świątek rozpoczęła zmagania w turnieju WTA 1000 w Cincinnati od pewnego zwycięstwa nad Anastasiją Potapową. Polka, rozstawiona z wysokim numerem, przystąpiła do rywalizacji od drugiej rundy i już na początek potwierdziła swoją dobrą formę, pokonując niżej notowaną rywalkę w dwóch setach. Triumf ten ma także znaczenie w kontekście rankingu WTA.

    Pierwszy set przebiegał pod pełną kontrolą liderki polskiego tenisa. Świątek dwukrotnie przełamała serwis Potapowej i bez większych problemów wygrała 6:1. W drugiej partii rywalka postawiła większy opór, jednak i tym razem dwa przełamania wystarczyły Idze do zwycięstwa. Sama straciła podanie tylko raz, a seta zakończyła wynikiem 6:4, pieczętując triumf 6:1, 6:4 w całym meczu.

    Dzięki temu rezultatowi Świątek umocniła się na trzecim miejscu w rankingu WTA. W najbliższych dniach jej pozycja jest bezpieczna, a awans wyżej będzie bardzo trudny – wymagałby od niej znakomitego występu w Cincinnati oraz słabego turnieju w wykonaniu wiceliderki, Coco Gauff.

    Ranking WTA Live po meczu Świątek – Potapowa:

    1. Aryna Sabalenka – 11 020 pkt

    2. Coco Gauff – 7 669 pkt

    3. Iga Świątek – 6 998 pkt

    4. Mirra Andriejewa – 4 733 pkt

    5. Jessica Pegula – 4 685 pkt

    6. Madison Keys – 4 579 pkt

    7. Qinwen Zheng – 4 433 pkt

    8. Amanda Anisimova – 3 844 pkt

    9. Jasmine Paolini – 3 476 pkt

    10. Jelena Rybakina – 3 283 pkt

    29. Magdalena Fręch – 1 566 pkt

    46. Magda Linette – 1 214 pkt

    W trzeciej rundzie turnieju w Cincinnati Świątek zagra z Martą Kostiuk, która w efektownym stylu pokonała Tatjanę Marię 6:0, 6:1.

  • Max Homa Cheers Wife as Newborn Son, Austin, Adds Joy to Family

    Max Homa Cheers Wife as Newborn Son, Austin, Adds Joy to Family

    While the FedEx St. Jude Championship played out in Memphis without the star power of Rory McIlroy, another familiar face was missing from the field — Max Homa. But unlike McIlroy, whose absence was a strategic move for the playoffs, Homa simply wasn’t there because golf wasn’t his top priority. This week, life handed him a far bigger trophy.

    On Friday, the six-time PGA Tour winner announced via Instagram that he and his wife, Lacey, had welcomed their second child, a baby boy named Austin Homa. “Austin Homa! 8/4/25. My wife is a rockstar, and Austin is very unsure of Cam (rightfully so). Our hearts are so full 💙,” Homa wrote, sharing a carousel of heartwarming photos — Lacey cradling Austin, their first son Cam peeking curiously at his little brother, and the whole family glowing in the moment.

    The couple had first revealed they were expecting back in April, during the Masters, posing in front of Augusta National with a tiny caddie jumpsuit ready for Austin’s future debut. Now, just four months later, those playful plans have turned into reality.

    Homa and Lacey’s love story began online in 2013, blossoming into marriage in November 2019. Over the years, she’s been a steady presence in his life and career, often appearing in his social media posts. Homa has never shied away from praising her — especially after the difficult birth of their first son, Cam, which involved multiple surgeries and a long stay in the ICU.

    Even this past Mother’s Day, he took to Instagram to post a heartfelt tribute: “Happy Mother’s Day @lacehoma you are truly amazing and I am impressed every day. We are so lucky to have u in our lives.”

    With Austin’s arrival, Homa joins the growing club of PGA Tour dads of two — alongside names like Jordan Spieth and Justin Thomas. And while he fell short of qualifying for this year’s FedExCup Playoffs, finishing 111th in the standings, his mind was elsewhere in the final stretch. “I need to win. I really need to win because my wife’s pregnant and I need to go home,” he joked to reporters during the 3M Open. “We have like two weeks left. It’s a little extra stressful, but… the only way you can win a golf tournament is by not exactly trying to win it. It’s a weird headspace.”

    Homa’s next competitive stop is expected to be the Fortinet Championship in September — a tournament he knows well, having won it back-to-back in 2021 and 2022. But until then, the scoreboards can wait. Max Homa isn’t chasing birdies right now. He’s busy holding the best prize of all.

  • Wszyscy słyszeli, co Abramowicz krzyknęła do Świątek. “Przestań”

    Wszyscy słyszeli, co Abramowicz krzyknęła do Świątek. “Przestań”

    Kiedyś Anastasija Potapowa była dla Igi Świątek prawdziwą zmorą. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej – role całkowicie się odwróciły. W drugiej rundzie turnieju WTA 1000 w Cincinnati Polka pewnie pokonała Rosjankę 6:1, 6:4, zadając jej kolejną bolesną porażkę.

    Od pierwszych piłek Świątek imponowała – mocny serwis, ostre returny, kontrola w wymianach i świetne poruszanie się po korcie sprawiły, że Potapowa w pierwszym secie była jedynie tłem dla trzeciej rakiety świata. Rywalka, obecnie 45. w rankingu WTA, w przeszłości regularnie ogrywała Igę, jednak tym razem nie miała żadnych argumentów. Pierwszy set trwał zaledwie 26 minut – Świątek wygrała go 6:1, zdobywając 26 punktów przy zaledwie dziewięciu po stronie rywalki. Popełniła tylko trzy niewymuszone błędy, dołożyła sześć uderzeń kończących, a Potapowa zanotowała zaledwie jednego winnera i osiem pomyłek.

    W drugiej partii Polka prowadziła 6:1, 2:1 z przełamaniem i wydawało się, że szybko zamknie mecz. Wówczas Rosjanka wygrała dwa gemy z rzędu, wykorzystując chwilowy spadek jakości gry Świątek. Od stanu 2:3 Iga jednak odzyskała kontrolę – pomogła też mobilizacja ze strony Darii Abramowicz, która z boksu krzyknęła: „Iga, przestań dyskutować. Skup się, come on”. Od tego momentu Polka grała już znacznie pewniej, choć przy stanie 5:4 musiała jeszcze zmierzyć się z lekkimi nerwami przy domykaniu spotkania.

    Od juniorskich porażek do pełnej dominacji

    Dla Potapowej porażki ze Świątek są szczególnie bolesne – w czasach juniorskich to ona była górą. Urodzone w odstępie dwóch miesięcy, spotykały się czterokrotnie w juniorskich turniejach, a Rosjanka wygrała wszystkie mecze. Wówczas uchodziła za cudowne dziecko tenisa, była liderką światowego rankingu juniorek i triumfatorką juniorskiego Wimbledonu. W dorosłym tourze role się jednak odwróciły – Świątek zdobyła już cztery tytuły wielkoszlemowe, a Potapowa ani razu nie wyszła poza IV rundę, nigdy też nie awansowała wyżej niż na 21. miejsce w rankingu.

    Ich relacje dodatkowo ochłodziły wydarzenia spoza kortu. W 2023 roku podczas turnieju w Indian Wells Potapowa wyszła na kort w koszulce Spartaka Moskwa, a kilka tygodni później wykonywała pierwsze kopnięcie piłki na meczu tego klubu. Świątek otwarcie skrytykowała te gesty, podkreślając, że w czasie rosyjskiej agresji na Ukrainę nie powinno się manifestować takich poglądów. Odpowiedź Rosjanki była ostra – stwierdziła, że „nie obchodzi jej” krytyka Polki.

    Iga koncentruje się na grze

    Świątek podkreślała, że niezależnie od rywalki stara się zachować profesjonalne podejście i skupia się na własnej grze. Mimo chłodnych relacji z Potapową nie daje się ponieść emocjom, co pokazała także w meczach z innymi trudnymi przeciwniczkami, jak Danielle Collins.

    Historia ich rywalizacji ma też ciekawy wątek z 2016 roku. W juniorskim Roland Garros Potapowa pokonała Świątek w ćwierćfinale 6:4, 3:6, 6:0. Był to mecz, po którym Iga zakończyła współpracę z ówczesnym trenerem i rozpoczęła współpracę z Piotrem Sierzputowskim – szkoleniowcem, z którym później zdobyła juniorski Wimbledon (2018) i pierwszy seniorski Roland Garros (2020).

    Dziś różnica między obiema tenisistkami jest ogromna – nie tylko w osiągnięciach, ale i w rankingu. Świątek jest trzecią rakietą świata, Potapowa – 45.

    Po zwycięstwie w drugiej rundzie w Cincinnati Polka zmierzy się teraz z Martą Kostiuk (27. WTA), która w imponującym stylu rozbiła Tatjanę Marię 6:0, 6:1 w zaledwie 51 minut.

  • Zaskakujący mecz Świątek. Polka powtórzyła wyczyn legendy

    Zaskakujący mecz Świątek. Polka powtórzyła wyczyn legendy

    Po pierwszym secie starcia Igi Świątek z Anastazją Potapową w drugiej rundzie turnieju WTA 1000 w Cincinnati wiele wskazywało na to, że czeka nas powtórka z paryskiej deklasacji sprzed roku. Jednak w połowie drugiej partii kibice Polki mogli poczuć lekki niepokój, gdy ich faworytka nagle złapała zadyszkę. Ostatecznie jednak raszynianka zwyciężyła 6:1, 6:4, wyrównując osiągnięcie jednej z legend kobiecego tenisa sprzed trzech dekad.

    Na oficjalnej stronie WTA pisano o „czystej furii”, a serwis Roland Garros opisywał Świątek jako „bezwzględną i skuteczną”. Nic dziwnego – w ubiegłym roku w 1/8 finału paryskiego szlema pokonała Potapową 6:0, 6:0 w zaledwie 40 minut. W Cincinnati, na szybkiej, twardej nawierzchni, trudno było oczekiwać aż tak jednostronnego widowiska. Po pierwszym secie wydawało się jednak, że scenariusz może być zbliżony, choć przebieg drugiej odsłony pokazał, że określenie „lekcja tenisa” w tym meczu dotyczyło w pewnym momencie obu zawodniczek.

    Szybki oddech Rosjanki i… długa lekcja od Świątek

    Potapowa, starsza od Igi o dwa miesiące, w czasach juniorskich uchodziła za większy talent i wygrywała wszystkie cztery bezpośrednie mecze. W dorosłym tenisie role się jednak całkowicie odwróciły – Świątek zdobyła już 23 tytuły, w tym sześć wielkoszlemowych, i była liderką rankingu, podczas gdy Rosjanka ma na koncie trzy triumfy turniejowe i najwyżej była 21. rakietą świata. Ich paryskie starcie sprzed roku było symbolicznym potwierdzeniem tej zmiany.

    – Dla Potapowej kluczowy będzie początek. Nie może myśleć o tamtej porażce – zapowiadał komentator Canal+ Dawid Celt.

    Już po sześciu minutach meczu było jasne, że Rosjanka nie przegra po raz drugi z rzędu „na rowerze” (0:6, 0:6). Było to jednak marne pocieszenie, bo kolejne pięć gemów padło łupem Świątek. Potapowa miała w tej odsłonie jedynie 38% skuteczności pierwszego podania i popełniła dwa podwójne błędy przy stanie 1:2, co otworzyło Idze drogę do pierwszego przełamania. – Idzie po swoje – komentowała Klaudia Jans-Ignacik po jednym z efektownych zagrań Polki.

    Mimo prób motywowania ze strony trenera, Potapowa nie potrafiła znaleźć recepty na równą, konsekwentną grę przeciwniczki. Po 26 minutach Świątek wygrała seta, a rywalka zanotowała w nim tylko jedno uderzenie wygrywające i aż osiem niewymuszonych błędów.

    Kryzys w drugim secie i powrót na właściwe tory

    Cztery tygodnie wcześniej Świątek sensacyjnie triumfowała w Wimbledonie, lecz po przenosinach na korty twarde potrzebowała czasu na adaptację. Pierwszy start w Montrealu zakończyła porażką z Clarą Tauson w 1/8 finału, tłumacząc później, że musi ponownie „nauczyć się” tej nawierzchni.

    Początek drugiego seta w Cincinnati nie zwiastował problemów – Potapowa była spięta i popełniała błędy, a Polka kontrolowała wydarzenia. Jednak po trzecim gemie w grze Igi pojawił się przestój – serwis przestał funkcjonować, a Rosjanka, dotąd bez wiary w sukces, zaczęła odzyskiwać pewność siebie. Wyszła na prowadzenie 4:3. – Musi wrócić do gry, bo Potapowa zaczęła wierzyć – ostrzegał Celt, zauważając, że Świątek zbyt długo rozpamiętuje nieudane zagrania.

    Polka jednak krok po kroku odzyskała rytm. Efektowna seria punktów dała jej prowadzenie 5:3, choć przydarzyło się jeszcze kilka nerwowych momentów. W końcówce Świątek obroniła trzy break pointy i wykorzystała drugą piłkę meczową, kończąc spotkanie w dwóch setach.

    Historyczna seria Świątek

    Wygrana z Potapową była 64. z rzędu wygraną Świątek w pierwszym meczu turnieju zaliczanego do klasyfikacji WTA (nie licząc wolnych losów). Tym samym wyrównała rekord Moniki Seles z lat 1990–1996, potwierdzając swoją renomę „Królowej Regularności”.

    W trzeciej rundzie czeka ją pojedynek z Martą Kostiuk (27. WTA), która w sobotę rozbiła Tatjanę Marię 6:0, 6:1.

  • Świątek wygrała z “prowokatorką” z Rosji. Oto co zrobiła po meczu

    Świątek wygrała z “prowokatorką” z Rosji. Oto co zrobiła po meczu

    Anastazja Potapowa była pierwszą przeciwniczką Igi Świątek w turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Polka nie okazała jej litości – pewnie wygrała 6:1, 6:4 i awansowała do trzeciej rundy. Od dawna wiadomo, że obie tenisistki nie darzą się sympatią, a wszystko zaczęło się od kontrowersyjnych gestów Rosjanki sprzed kilku lat. Jak liderka światowego rankingu zachowała się po zakończonym meczu? Oto szczegóły.

    Świątek i Potapowa znają się od dawna – obie mają po 23 lata, a ich pierwsze starcie miało miejsce w ćwierćfinale juniorskiego Rolanda Garrosa w 2016 roku. Wtedy lepsza okazała się Rosjanka. W seniorskiej rywalizacji spotkały się jednak dopiero po raz drugi. Rok temu w Paryżu Polka rozgromiła ją 6:0, 6:0, a tym razem wynik był tylko odrobinę łagodniejszy. Zwycięstwo 6:1, 6:4 z pewnością przyniosło Idze satysfakcję.

    Napięte relacje między tenisistkami rozpoczęły się w marcu 2023 roku, gdy Potapowa podczas turnieju w Indian Wells wyszła na kort w koszulce rosyjskiego klubu piłkarskiego Spartak Moskwa. W świecie tenisa wywołało to falę krytyki. Świątek również zabrała głos, mówiąc: – W takich czasach nie powinna w ten sposób manifestować swoich poglądów, nawet jeśli jest fanką tej drużyny. Rozmawiałam o tym z WTA – nawiązując do trwającej wojny w Ukrainie.

    Potapowa odpowiedziała w konfrontacyjnym tonie. – Nie sądzę, aby miała prawo potępiać ludzi za jakiekolwiek działania. Jej krytyka nie robi na mnie wrażenia. Jeśli chce mi coś zarzucić, proszę bardzo – oznajmiła.

    Od tego momentu stosunki między zawodniczkami były chłodne, jednak Świątek unikała dalszego eskalowania konfliktu i nie komentowała więcej zachowań Rosjanki. Równie profesjonalnie zachowała się po meczu w Cincinnati – podeszła do siatki, uścisnęła dłoń rywalki i podziękowała jej za grę, nie okazując żadnych negatywnych emocji.

    Dzięki tej wygranej Polka awansowała do trzeciej rundy turnieju, gdzie zmierzy się z Martą Kostiuk. Ukrainka w swoim meczu bez problemów pokonała Niemkę Tatjanę Marię 6:0, 6:1.

  • 6:0, 6:1 w Cincinnati! Wygrała i już czeka na Świątek! Pokaz siły

    6:0, 6:1 w Cincinnati! Wygrała i już czeka na Świątek! Pokaz siły

    Iga Świątek poznała już możliwą przeciwniczkę w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Może nią być Marta Kostiuk, która w swoim pierwszym meczu w imprezie nie dała najmniejszych szans Tatjanie Marii. Ukrainka rozgromiła rywalkę, wygrywając 6:0, 6:1, i na korcie spędziła niespełna godzinę.

    Świątek (3. WTA) rozpoczęła zmagania w Cincinnati od pojedynku z Anastasiją Potapową (45. WTA). Równolegle toczył się mecz Kostiuk (27. WTA) z Marią (41. WTA). Zwyciężczynie obu spotkań zmierzą się w trzeciej rundzie.

    Kostiuk bezlitosna dla Marii — set otwarcia w 25 minut
    Przed pierwszym gwizdkiem nic nie wskazywało, że będzie to tak jednostronne widowisko. Jednak Kostiuk od początku dominowała. W dwóch pierwszych gemach przy serwisie rywalki wykorzystała od razu pierwsze break pointy i objęła prowadzenie 4:0. W piątym gemie potrzebowała trzech okazji, aby ponownie przełamać Niemkę, a chwilę później serwowała na seta. Zamknęła go bez straty punktu, wygrywając 6:0 w zaledwie 25 minut.

    Ukrainka nie spuściła z tonu
    Druga odsłona zaczęła się identycznie — od przełamania na korzyść Kostiuk. Ukrainka szybko powiększyła przewagę, prowadząc 3:0. Maria zdołała jeszcze utrzymać własny serwis przy stanie 4:0, lecz był to tylko chwilowy przebłysk. Kostiuk ponownie odebrała jej podanie i zakończyła mecz wynikiem 6:0, 6:1 po 52 minutach gry.

    Teraz pozostaje jej czekać na wynik starcia Igi Świątek z Anastasiją Potapową, które wyłoni jej ewentualną rywalkę w trzeciej rundzie.

  • Anita Włodarczyk pobiła rekord świata! Ależ wyczyn w dzień 40. urodzin!

    Anita Włodarczyk pobiła rekord świata! Ależ wyczyn w dzień 40. urodzin!

    Anita Włodarczyk z pewnością na długo zapamięta swoje 40. urodziny. Dokładnie 8 sierpnia, w dniu swojego jubileuszu, nasza mistrzyni zaprezentowała się znakomicie podczas mityngu w Bańskiej Bystrzycy, dwukrotnie bijąc rekord świata i pewnie triumfując w konkursie rzutu młotem.

    Już wkrótce, od 13 do 21 września, w Tokio odbędą się mistrzostwa świata w lekkoatletyce, w których wystąpią najlepsi sportowcy globu, w tym liczna reprezentacja Polski. Na kilka tygodni przed tym wielkim wydarzeniem legendarna Włodarczyk udowodniła, że wciąż jest w znakomitej dyspozycji.

    Trzykrotna mistrzyni olimpijska postanowiła uczcić swoje urodziny nie przyjęciem czy odpoczynkiem, lecz rywalizacją na stadionie. I zrobiła to w imponującym stylu. W piątej próbie posłała młot na odległość 68 metrów, ustanawiając nowy rekord świata w kategorii masters 40+. W ostatnim rzucie poprawiła ten wynik, osiągając aż 70,94 m.

    Poprzedni rekord w tej kategorii należał do Ukrainki Iryny Sekaczowej (67,57 m). W czerwcu na drużynowych mistrzostwach Europy wynik 67,96 m uzyskała również Yipsi Moreno, mistrzyni olimpijska z Pekinu, lecz rezultat ten nie został jeszcze zatwierdzony przez World Athletics.

    Włodarczyk doskonale wie, co znaczy bić rekordy świata — to ona jest autorką najlepszego wyniku w historii bez podziału na kategorie wiekowe, wynoszącego 82,96 m. Choć w Bańskiej Bystrzycy nie zbliżyła się do tego rezultatu, jej forma napawa optymizmem. Wszystko wskazuje na to, że w Tokio możemy liczyć na jej efektowną walkę o kolejny medal.