• Nie mogli znieść zachowania Świątek. Tak pisali o Polce po starciu z Cirsteą. “Kompletny brak szacunku”

    Nie mogli znieść zachowania Świątek. Tak pisali o Polce po starciu z Cirsteą. “Kompletny brak szacunku”

    Po wycofaniu się Marty Kostiuk Iga Świątek automatycznie awansowała do 1/8 finału turnieju WTA Cincinnati. Już 13 sierpnia zmierzy się tam z doświadczoną rumuńską tenisistką Soraną Cirsteą. Obie panie miały już okazję rywalizować w przeszłości, a jedno z ich spotkań – rozegrane w lutym 2024 roku w Dosze – wywołało spore kontrowersje.

    Był to pojedynek 2. rundy WTA Doha, w którym Świątek, wówczas liderka światowego rankingu, pewnie pokonała rywalkę 6:1, 6:1. Po meczu udzieliła wywiadu, w którym podkreślała swoją dobrą formę i cieszyła się z 90. tygodnia na szczycie WTA. – Jestem bardzo szczęśliwa, dobrze się czuję w Dosze. To był solidny mecz i jestem zadowolona. Szczerze mówiąc, zapomniałam o tym [90. tygodniu na 1. miejscu – red.], bo zazwyczaj zespół mi o tym przypomina, a ja skupiam się na teraźniejszości. To szalone, bo kiedy byłam młodsza, nie sądziłam, że to będzie możliwe – mówiła Polka.

    Słowa te nie spodobały się rumuńskim mediom. Portal Prosport.ro zarzucił Świątek „kompletny brak szacunku” wobec Cirstei, podkreślając, że nie padły żadne podziękowania czy choćby wzmianka o rywalce. Według dziennikarzy, Polka skupiła się wyłącznie na własnych sukcesach, co uznano za przejaw arogancji i pychy. W serwisie ukazał się nawet artykuł zatytułowany „Arogancki gest Igi Świątek wobec Sorany Cirstei po meczu w Dosze!”.

    Kilka miesięcy później tenisistki spotkały się ponownie – w Madrycie – a wynik był identyczny, 6:1, 6:1 dla Świątek. Tym razem obyło się jednak bez echa poza kortem.

    Przed tegorocznym pojedynkiem w Cincinnati Iga ma za sobą udany początek rywalizacji – najpierw wygrała z Anastazją Potapową, a następnie, dzięki rezygnacji Kostiuk, bez gry awansowała do 1/8 finału. Teraz czeka ją kolejny test formy przed zbliżającym się US Open. Mecz z Cirsteą rozpocznie się 13 sierpnia o godz. 17:00.

  • Świątek wygrała z Rumunką, ale co się stało po meczu. “Arogancki gest”

    Świątek wygrała z Rumunką, ale co się stało po meczu. “Arogancki gest”

    Rumuński portal Prosport.ro opisał zachowanie Igi Świątek po meczu z Soraną Cirsteą w Dosze jako „aroganckie” i „pozbawione uprzejmości”. W ocenie tamtejszego eksperta tenisowego, Alexandru Taciny, Polka miała po spotkaniu okazać lekceważenie rywalce. Co ciekawe, Rumun skupił się niemal wyłącznie na tym rzekomo niestosownym geście, a nie na samym wyniku meczu.

    Obecnie trwa turniej WTA 1000 w Cincinnati. Świątek w pierwszej rundzie miała wolny los, w drugiej pokonała Anastasiję Potapową 6:1, 6:4, a trzecią przeszła bez gry po tym, jak jej rywalka, Marta Kostiuk, wycofała się z powodu kontuzji nadgarstka. Dzięki temu Polka kolejne spotkanie rozegra dopiero w środę, już w czwartej rundzie. W poniedziałek poznaliśmy jej następną przeciwniczkę – będzie nią Sorana Cirstea.

    Rumunka, obecnie 138. rakieta świata (najwyżej była na 21. miejscu), w Cincinnati wyeliminowała kolejno Donnę Vekić (6:1, 4:6, 6:3), Magdalenę Fręch (7:6, 2:6, 6:4) oraz Yuan Yue (6:7, 6:4, 6:4). Świątek i Cirstea zmierzą się po raz piąty w karierze, a wszystkie poprzednie pojedynki wygrała Polka:

    Australian Open 2022 – 5:7, 6:3, 6:3

    Indian Wells 2023 – 6:2, 6:3

    Doha 2024 – 6:1, 6:1

    Madryt 2024 – 6:1, 6:1

    Tylko pierwsze spotkanie miało wyrównany przebieg. Szczególnie zapamiętano jednak ten z Doha 2024, po którym rumuńskie media wystosowały wobec Świątek absurdalne zarzuty.

    Wówczas Polka całkowicie zdominowała rywalkę, wygrywając 6:1, 6:1 w zaledwie 61 minut. W pomeczowym wywiadzie odpowiadała m.in. na pytania o swoją pozycję liderki rankingu oraz o plany spędzenia wolnego czasu w Katarze. Nie padło ani jedno zdanie o Cirstei, co Tacina uznał za „brak uprzejmości” i „niechęć do pocieszenia rywalki”.

    Faktycznie, na turniejach często zwyciężczynie dodają kilka kurtuazyjnych słów o przeciwniczce, jednak nie jest to obowiązek. Co więcej, po zakończeniu meczu Świątek podziękowała Rumunce za grę, podchodząc do siatki i mówiąc „Thank you”, a następnie ściskając jej dłoń.

    Czy środowy mecz w Cincinnati przyniesie więcej sportowych emocji niż pozasportowych komentarzy? Godzina rozpoczęcia spotkania nie została jeszcze ustalona.

  • Krajowy Plan Katastrofy? “Kontrowersje hotelarskie” to wierzchołek góry lodowej

    Krajowy Plan Katastrofy? “Kontrowersje hotelarskie” to wierzchołek góry lodowej

    Krajowy Plan Katastrofy? “Kontrowersje hotelarskie” to wierzchołek góry lodowej

    Awantura o środki z Krajowego Planu Odbudowy to przede wszystkim głęboki kryzys komunikacji rządu z obywatelami. Panie i Panowie, w dobie cyfrowej tak nie da się zażegnać żadnego przesilenia! To ważne, bo prawdopodobnie to dopiero początek ujawniania, na co jeszcze popłynąć mogło KPO.

     

    Jako że dziś wszyscy lubimy transparentność, to proszę bardzo. Jako przedstawiciel trzeciego sektora w Polsce reprezentuję fundację, która starała się o środki z Krajowego Planu Odbudowy. Tych, którzy lubią binarne podziały rzeczywistości, muszę jednak rozczarować.

     

    Fundacja otrzymała figę z makiem. I już. Co jednak ważniejsze, w sierpniu 2025 roku z bliska oglądałem, jak wyglądało konkursowe dysponowanie środkami z KPO. Podejrzewam, że “kontrowersje hotelarskie” to wierzchołek góry lodowej. Górę pieniędzy trzeba było dystrybuować błyskawicznie. Rząd Donalda Tuska jeszcze był względnie świeży, zatem cała procedura w praktyce wyglądała jak fuzja chaosu z pobojowiskiem.

     

    W sektorze kultury teoretycznie duże środki poszatkowano jak kapustę na mikroczęści. Następnie – kompletnie nie wiadomo, dlaczego – ich przyznawaniem zajęła się instytucja z muzyką, tańcem i narodem w nazwie. Oczywiście konkursy dla całego świata kultury rozpisano “na ostatnią chwilę”.

     

    Nic dziwnego, że trzeba było się chłodzić w tamtym ukropie. Pootwierano szeroko okna. Kartki tak fruwały po biurkach, że pogubiono wnioski z poświadczonym odbiorem w biurze podawczym. Nic nie zmyślam! Jedynie antycypuję, że obecne wiadomości są być może tylko początkiem ujawniania tego, jak wesołymi kanałami popłynęły środki z KPO.

     

    Pewnie, że nie wszystkie. Ale też awantura o pieniądze na popandemiczne jachty czy na kluby zaradnych swingersów – dotyczą ułamka przyznanych kwot.

     

    Kryzys komunikacji

     

    I tu docieramy do sedna sprawy. To niewiarygodny kryzys komunikacji politycznej. Najstarsi z nas pamiętają, że przez bardzo długi czas zwolennicy (bo przecież nie przeciwnicy) gabinetu Tuska domagali się poprawienia PR-u. Wyglądało to tak, że czołowi politycy PO kontentują się obsługiwaniem własnych kont w mediach społecznościowych. W zaciszu gabinetów dwa, trzy razy dziennie układali bon moty na potrzeby platform, na których zarabiają amerykańscy właściciele. Ostatecznie – po bolesnych turbulencjach – powołano rzecznika rządu.

     

    Można było przecierać oczy ze zdumienia. Nie, nie chodzi o personalia. Rzecz w tym, że najlepszy czas instytucji rzeczników prasowych należy do historii. Owszem, służyła ona do skutecznego przyciągania uwagi dawnych mediów – czyli rozwiązywania problemów politycznych. I tenże czas przypadał mniej więcej wtedy, gdy premier Waldemar Pawlak powoływał na to stanowisko Miss Polonia 1992.

     

    Obecnie należałoby stworzyć stanowisko rzecznika cyfrowego z ogromnym zapleczem organizacyjnym. Taki rzecznik mógłby odpierać ataki polityczne, które toczą się dosłownie każdej sekundy w internecie. Wzmacniane botami – także “pisanymi cyrylicą” – polaryzują nas jak wściekłe. Zapychają kanały komunikacji tak, aby nikt nie widział, jaka jest prawda o czymkolwiek.

     

    Prawda w ogóle nie ma znaczenia, ale szybkość w odpowiadaniu na kryzys, umiejętność odwracania uwagi czy po prostu wygadywania bzdur. W dobie trumpizmu nr 2 u władzy nie jest to żadne odkrycie. Warstwami piramidalnych głupot przykrywa się poważne problemy kraju czy sukcesy przeciwników. “The Medium is the Message”, jak kiedyś zauważył klasyk.

     

    Bang, bang, bang!

     

    A jednak! Nasz rząd tak działa, jakbyśmy znajdowali się w epoce telewizji publicznej. Tymczasem niejeden jutuber wyprzedza oglądalnością wielkie produkcje TVP. Pielęgnowanie wewnętrznych podziałów w rządzie jest również kompletnym niezrozumieniem nowych mediów. Zamiast wspólnego budowania cyfrowego teflonu wszyscy tam pójdą na dno.

     

    Donald Tusk i Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz nie tworzą jednego frontu wobec PiS. Kiedy premier pytany o dymisję pani minister odpowiada, że ona “jutro na rządzie będzie tłumaczyła” – być może ma rację. Ale w czasach cyfrowej polaryzacji to strzał w stopy wszystkich członków rządu.

     

    Nasza prawica i skrajna prawica od dawna stosuje zalecenia guru komunikacji z USA, Steve Bannona, by gruntownie zapychać pseudowiadomościami media. Uderzać każdego dnia. Gdy media oraz politycy złapią się na jedną przynętę, należy ciskać kolejną. “Łup, łup, łup!”, jak mówił Bannon.

     

    Właśnie dlatego przekształcenie się marginalnych kwotowo (na razie) środków z KPO w problem polityczny – to wina niezaktualizowanej komunikacji. A to z kolei świadczy tylko o tym, że politycy obecnego rządu, a przynajmniej ich część, zapomniała, na jakim świecie żyje. W czasach triumfującego trumpizmu jakiekolwiek spory wewnątrz koalicyjnego rządu w pierwszej kolejności świadczą o utraciezmysłu powagi.

    Jarosław Kuisz

     

  • Oto co odpowiedział Nawrocki. Dwa słowa do kibica Legii

    Oto co odpowiedział Nawrocki. Dwa słowa do kibica Legii

    Karol Nawrocki Zaskakuje Kibiców! Pierwszy Występ na Trybunach Jako Prezydent RP i Tajemnicza Odpowiedź, Która Rozpaliła Emocje

    W poniedziałkowy wieczór oczy polskich kibiców skierowane były nie tylko na boisko, ale i na trybuny stadionu w Gdańsku. Podczas meczu Ekstraklasy między Lechią Gdańsk a Motorem Lublin pojawił się nowy prezydent Rzeczypospolitej Polskiej – Karol Nawrocki. To jego pierwsza publiczna wizyta na meczu od momentu zaprzysiężenia, a reakcja fanów była natychmiastowa i głośna.

     

    Jeszcze tego samego dnia zdjęcia i nagrania obiegły sieć, a w komentarzach zawrzało. Pojawiły się setki wpisów, memów, zaproszeń i żartów, które pokazały, że obecność głowy państwa na stadionie może wywołać prawdziwą lawinę emocji.

     

    Transparent, który mówi wszystko

     

    Nawrocki od lat jest znanym sympatykiem Lechii Gdańsk, a jego więź z klubem jest na tyle silna, że w dniu objęcia urzędu, w samej Warszawie, witały go tłumy fanów w biało-zielonych barwach. W Gdańsku, na stadionie, powitało go skandowanie jego imienia i nazwiska. Wśród kibicowskich opraw zawisł wymowny transparent:

    „Byłeś, jesteś, będziesz zawsze kibicem Lechii” – przesłanie, które trafiło prosto do serca prezydenta.

     

    Na platformie X Nawrocki szybko podziękował:

     

    > „Dziękuję Lechii Gdańsk i wszystkim kibicom z całej Polski za wsparcie!”

     

     

     

    Legioniści wkraczają do gry

     

    To jednak był dopiero początek. W sieci momentalnie pojawiły się reakcje fanów innych klubów – Widzewa, Wisły Płock czy Legii Warszawa. Jeden z kibiców stołecznego klubu napisał wprost:

    „Panie Prezydencie, kibice Legii też Pana kochają. Zapewniam”.

     

    Odpowiedź Nawrockiego była krótka, ale wywołała prawdziwą falę spekulacji:

    „Będę, podziękuję”.

     

    Te dwa słowa wystarczyły, by pojawiły się domysły, że prezydent może wkrótce pojawić się na stadionie przy ul. Łazienkowskiej 3.

     

    Nie tylko piłka – bokserska przeszłość prezydenta

     

    42-letni Nawrocki wzbudza zainteresowanie nie tylko wśród kibiców piłkarskich. Środowisko sportów walki również patrzy na niego z sympatią – i to nie bez powodu. Przez lata trenował boks, a choć nigdy nie zrobił profesjonalnej kariery, w 2020 roku był bliski udziału w charytatywnej gali organizowanej przez federację Biznes Boxing.

     

    W planach był pojedynek z Mariuszem Wachem – zawodnikiem, który w 2012 roku stanął naprzeciw Władimira Kliczki w walce o mistrzostwo świata wagi ciężkiej. Mecz miał odbyć się w Gdańsku, a dochód przeznaczony był na zakup sprzętu medycznego.

     

    Sam Wach wspomina dziś:

    – To miała być gala charytatywna gdzieś w Gdańsku, bo to jego tereny, on tam jest popularny. A pieniążki miały być zbierane na sprzęt lekarski – auto czy motocykl medyczny.

     

    Pięściarz zdradził też, że niedawno temat powrócił, ale szybko zgasł:

    – Myślę, że w takiej sytuacji, w jakiej jest pan Nawrocki, to chyba by nie wypadało – śmieje się Wach.

     

    Zaproszenie od mistrza KSW

     

    Co ciekawe, były podwójny mistrz KSW Roberto Soldić, który już wkrótce zmierzy się z Tomaszem Adamkiem podczas gali Fame 27 w Gliwicach, otwarcie wyraził nadzieję, że prezydent pojawi się na jego walce. Czy Karol Nawrocki zasiądzie przy ringu i połączy swoją piłkarską pasję z bokserską przeszłością?

     

    Jedno jest pewne – nowy prezydent RP udowadnia, że potrafi zaskakiwać. A jego obecność na trybunach – niezależnie od tego, czy chodzi o Gdańsk, Warszawę czy Gliwice – zawsze będzie tematem numerjeden w sportowych i politycznych kuluarach.

     

     

  • Barcelona na skraju porażki… aż Pajor odmieniła wszystko w 90. minucie!

    Barcelona na skraju porażki… aż Pajor odmieniła wszystko w 90. minucie!

    Barcelona na skraju porażki… aż Pajor odmieniła wszystko w 90. minucie!

    Przez niemal cały mecz wyglądało na to, że historia zapisze się w sposób, którego żeńska drużyna FC Barcelony wolałaby uniknąć. Dziewięćdziesiąt nerwowych minut mijało w Bilbao, a liderki tabeli były skutecznie powstrzymywane przez twardą defensywę Athleticu. Kibice szykowali się na pierwszy w tym sezonie rys na perfekcyjnym bilansie Barcelony.

    Aż wreszcie… Ewa Pajor dotknęła piłki.

    Polska napastniczka, która przez większość popołudnia siedziała na ławce, wkroczyła do akcji w chwili, gdy liczyło się to najbardziej. Jeden ostry ruch, perfekcyjnie wyważone podanie i nagle Alexia Putellas znalazła się sam na sam z bramkarką. Jeden strzał – i impas został przełamany, a marzenie o 16. zwycięstwie z rzędu znów było realne. Chwilę później Vicky Lopez postawiła kropkę nad i, ustalając wynik na 2:0 i utrzymując nieskazitelny sezon Barcelony.

    Rosnąca legenda Pajor w Barcelonie

    Od momentu, gdy latem 2024 roku dołączyła do katalońskiego giganta, Pajor nie traci czasu na udowadnianie swojej wartości. Jej skuteczność, wizja gry i zdolność do przesądzania o losach meczów uczyniły ją kluczową bronią w zespole, który wielu uważa za najlepszy na świecie. Ten ostatni występ pokazał jednak coś jeszcze – jej umiejętność odmiany losów spotkania w mgnieniu oka.

     

    Sobotnie starcie było prawdziwym testem cierpliwości dla liderek tabeli. Bez Pajor w wyjściowym składzie Barcelona nie potrafiła przebić się przez zdyscyplinowaną obronę Athleticu Bilbao. Przez godzinę próbowały, szukały i naciskały, ale bezskutecznie. W 61. minucie Pajor weszła na boisko – i rytm meczu zmienił się całkowicie.

     

     

    Jedno podanie, jedno zwycięstwo

     

    Chwila prawdy nadeszła w ostatnich sekundach regulaminowego czasu gry. Pajor, czytając sytuację o dwa kroki przed rywalkami, zgrała piłkę w idealnym tempie do Putellas. Kapitan nie pomyliła się, pewnym strzałem pokonując bramkarkę i dając Barcelonie prowadzenie, którego tak bardzo potrzebowała.

     

    Zaledwie minutę później Vicky Lopez zdobyła drugiego gola, sprawiając, że wynik oddał wreszcie dominację, o którą Barcelona walczyła przez całe popołudnie.

     

    Perfekcyjny sezon… jak dotąd

    To zwycięstwo sprawia, że bilans Barcelony jest wręcz imponujący: 16 rozegranych meczów, 16 wygranych. 74 zdobyte gole, tylko siedem straconych. Przewaga 11 punktów nad Realem Madryt oznacza, że kontrolują wyścig po mistrzostwo ligi – choć apetyt na kolejne trofea wciąż pozostaje ogromny.

    Statystyki Pajor tylko wzmacniają tę opowieść. Z 14 golami przewodzi w klasyfikacji strzelczyń, wyprzedzając o trzy trafienia Ednę Imade z Granady. Jej pięć asyst sprawia też, że jest liderką klasyfikacji kanadyjskiej, co potwierdza jej wszechstronny wpływ na grę zespołu.

    Następny przystanek: chwała w Superpucharze?

    Kolejnym wyzwaniem Barcelony będzie 22 stycznia półfinał Superpucharu Hiszpanii przeciwko Atletico Madryt. W drugim półfinale Real Madryt zmierzy się z Realem Sociedad.

    Męska drużyna Barcelony ma już ten puchar na swoim koncie w tym sezonie – a przy takiej formie Ewy Pajor niewielu odważy się postawić przeciwko temu, że kobiecy zespół powtórzy ten sukces.

     

  • Iga Świątek skradła całe show! Kibice jej tego nie zapomną

    Iga Świątek skradła całe show! Kibice jej tego nie zapomną

    Iga Świątek przebywa obecnie w Stanach Zjednoczonych, gdzie przygotowuje się do walki o kolejne trofeum – tym razem w prestiżowym turnieju Cincinnati Open. Choć głównym celem jej pobytu jest rywalizacja sportowa, Polka znalazła czas, by wziąć udział w wyjątkowej akcji przygotowanej przez organizatorów. Była to okazja, by pokazać się z zupełnie innej strony – nie tylko jako bezwzględna rywalka na korcie, ale przede wszystkim jako ciepła, serdeczna i niezwykle ludzka osoba. Spotkanie, w którym uczestniczyła, sprawiło, że kilku szczęśliwych kibiców zyskało wspomnienia, które pozostaną z nimi na całe życie.

    Świątek, mimo że jest dziś jedną z najlepszych zawodniczek na świecie, nie traci kontaktu z fanami i chętnie okazuje im wdzięczność. Jej media społecznościowe śledzą miliony osób z różnych zakątków globu, a możliwość zdobycia autografu czy wspólnego zdjęcia to dla wielu spełnienie marzeń. Ciepły uśmiech, naturalność i poczucie humoru sprawiają, że Iga wzbudza sympatię nawet wśród osób, które dopiero zaczynają interesować się tenisem.

    Organizatorzy turnieju w Cincinnati postanowili wykorzystać ten potencjał w kreatywny sposób. Przygotowali specjalną niespodziankę dla wybranych fanów – poprosili ich o nagranie krótkich wiadomości, w których opowiadali, dlaczego podziwiają swoich ulubionych zawodników. Wśród wspomnianych gwiazd pojawili się m.in. Iga Świątek, Jannik Sinner, Carlos Alcaraz czy Aryna Sabalenka. Kibice z przejęciem mówili o tym, co ich inspiruje w grze i postawie sportowców, nie wiedząc, że ci znajdują się… tuż obok nich, ukryci za kurtyną.

    Kulminacyjnym momentem była chwila, w której zasłona opadała, a zawodnicy wychodzili na spotkanie z niczego niespodziewającymi się kibicami. Emocje, jakie wtedy wybuchały, trudno opisać. Na twarzach fanów widać było zaskoczenie, wzruszenie i czystą radość. Jedna z uczestniczek – starsza kobieta, która od lat ogląda mecze Igi – z trudem powstrzymywała łzy, gdy zobaczyła ją na żywo. „Wow, co za niespodzianka” – wyznała drżącym głosem. Inna z kolei, nie kryjąc ekscytacji, zapytała tylko: „Czy mogę cię przytulić?”.

    Całe wydarzenie zostało uwiecznione w materiale wideo i opublikowane na oficjalnych kanałach turnieju. Widać w nim nie tylko zaskoczenie kibiców, ale też serdeczność i otwartość Igi, która z każdym zamieniła kilka słów, uśmiechnęła się do zdjęcia i sprawiła, że ten dzień stał się dla nich wyjątkowy.

    To kolejny dowód na to, że Świątek jest nie tylko wybitną mistrzynią kortu, ale i ambasadorką sportu, która potrafi budować prawdziwą więź z ludźmi. W Cincinnati znów udowodniła, że dla swoich fanów potrafi zrobić coś, co wykracza daleko poza tenisowe linie.

  • Tomasz Lis zobaczył, co Nawrocki robił na meczu. Tak go nazwał

    Tomasz Lis zobaczył, co Nawrocki robił na meczu. Tak go nazwał

    Lechia Gdańsk zremisowała 3:3 z Motorem Lublin, jednak tym razem to nie sam wynik czy przebieg meczu były w centrum uwagi. Najwięcej emocji wzbudziła obecność Karola Nawrockiego. Prezydent RP skradł show na stadionie, stając się głównym bohaterem wieczoru i przyciągając spojrzenia wszystkich kibiców. Jego pojawienie się wywołało lawinę komentarzy – do sytuacji odniósł się m.in. Tomasz Lis, a wkrótce odpowiedział mu Krzysztof Stanowski.

    Spotkanie 4. kolejki PKO BP Ekstraklasy dostarczyło wielu sportowych wrażeń – kibice obejrzeli sześć bramek, po trzy dla każdej drużyny. Lechia i Motor podzieliły się punktami, ale to debiut Karola Nawrockiego na trybunach w roli prezydenta RP przykuł największą uwagę. Znany z zamiłowania do piłki nożnej, a szczególnie do trójmiejskiego zespołu, Nawrocki został gorąco powitany przez fanów biało-zielonych. Skandowano jego imię i nazwisko, wywieszono specjalny transparent, a on sam pojawił się nawet w tzw. młynie kibiców. „Dziękuję Lechii Gdańsk i wszystkim kibicom z całej Polski za wsparcie!” – napisał później w mediach społecznościowych.

    Nie wszyscy jednak podzielali entuzjazm kibiców. Do sieci trafiło nagranie, na którym widać, jak prezydent schodzi z trybun, słuchając okrzyków na swoją cześć i odpowiadając na nie gestem. Film skomentował Tomasz Lis, który już w trakcie kampanii wyborczej krytykował Nawrockiego. – Prezydent wszystkich kiboli, czyli bezmyślnego marginesu społecznego. Straszne – napisał ostro na platformie X. Wpis wywołał falę komentarzy – jedni zgadzali się z dziennikarzem, inni go krytykowali. W dyskusję włączył się także Krzysztof Stanowski, publikując cztery zdjęcia przedstawiające Lisa na różnych stadionach, w barwach rozmaitych klubów. „Może chciał zapunktować u pana” – skwitował ironicznie.

    Pojawia się pytanie, czy Karol Nawrocki będzie częstym gościem na stadionie Lechii. Media sugerują, że jeśli pozwoli mu na to kalendarz, to na pewno pojawi się za dwa tygodnie na derbach Trójmiasta z Arką Gdynia. Sympatia prezydenta do gdańskiej drużyny jest dobrze znana – wytatuował sobie nawet logo grupy kibicowskiej Chuligani Wolnego Miasta, a w przeszłości uczestniczył w tzw. ustawkach.

    Pod względem sportowym Lechia wciąż znajduje się w trudnym położeniu. Mimo zdobycia punktu z Motorem, bilans drużyny pozostaje ujemny (-3) z powodu kary nałożonej przez PZPN jeszcze przed rozpoczęciem sezonu. Zespół zamyka tabelę ekstraklasy, zajmując 18. miejsce.

  • Oto co na meczu Lechii zrobił Karol Nawrocki. Kamery wszystko pokazały

    Oto co na meczu Lechii zrobił Karol Nawrocki. Kamery wszystko pokazały

    Oto co na meczu Lechii zrobił Karol Nawrocki. Kamery wszystko pokazały

    Karol Nawrocki kilka dni temu został zaprzysiężony na prezydenta Polski, a w poniedziałkowy wieczór pojawił się na meczu Ekstraklasy pomiędzy Lechią Gdańsk a Motorem Lublin. Kibice gorąco przywitali najsłynniejszego sympatyka trójmiejskiego klubu, a ten postanowił się odwdzięczyć, siadając w… młynie, wśród najzagorzalszych kibiców drużyny z Gdańska. Oto jak fani Lechii zareagowali na obecność prezydenta w sektorze.

     

    Karol Nawrocki nie zdążył nawet wejść na stadion Lechii, a kibice już go zauważyli. Wątek tego klubu był obecny nawet na jego zaprzysiężeniu. Gdy tuż po nim prezydent pojawił się na ulicach Warszawy, w pewnym momencie grupa kibiców Lechii zaczęła śpiewać przyśpiewkę klubową. Nowy prezydent wówczas pokazał wówczas kciuk w górę i szeroko się uśmiechnął.

    https://x.com/Fyordung/status/1954950513876930797

    Plotki o tym, że Karol Nawrocki będzie obecny na poniedziałkowym meczu, pojawiły się już wiele godzin przed nim. Kibice postanowili więc się na tę okazję dobrze przygotować i wywiesili transparent z prezydentem i napisem “byłeś, jesteś, będziesz zawsze kibicem Lechii”.

    https://x.com/piotr_bernaciak/status/1954960660611100987

    Prezydent postanowił nawet udać się do sektora najbardziej zagorzałych kibiców Lechii, którym także pokazał kciuk w górę. W pierwszej połowie on, jak i cały stadion mieli ogromny rollercoaster emocji. Gdańszczanie wyszli na prowadzenie na samym początku spotkania, ale kilkadziesiąt minut później przegrywali 1:2. W doliczonym czasie gry gospodarze doprowadzili jednak do remisu. Relację na żywo z tego spotkania można śledzić tutaj.

     

  • Miliony dla polskich klubów. Minister sportu ogłasza

    Miliony dla polskich klubów. Minister sportu ogłasza

    Minister sportu i turystyki Jakub Rutnicki wziął udział w konferencji prasowej, która odbyła się na stadionie w Poznaniu. Towarzyszyli mu prezes Ekstraklasy S.A. Marcin Animucki, prezes Pierwszej Ligi Piłkarskiej Marcin Janicki oraz prezes Lecha Poznań Karol Klimczak. Podczas spotkania ogłoszono kontynuację kluczowego programu wsparcia finansowego dla akademii piłkarskich działających przy polskich klubach.

    Pod koniec lipca premier przedstawił skład zrekonstruowanej rady ministrów, w której doszło do kilku zmian. Jedną z nich było powołanie Jakuba Rutnickiego na stanowisko ministra sportu i turystyki, w miejsce Sławomira Nitrasa. Nowy szef resortu podkreślił, że zmiana personalna nie oznacza rezygnacji z jednego z priorytetowych projektów ministerstwa, uruchomionego w 2024 roku, czyli programu dofinansowania akademii piłkarskich przy klubach.

    Jak poinformowano na stronie ekstraklasa.org, Ministerstwo Sportu i Turystyki przeznaczy 14 milionów złotych na wsparcie 34 akademii funkcjonujących przy klubach PKO BP Ekstraklasy oraz Betclic 1. Ligi. Środki te zostaną wykorzystane m.in. na wynagrodzenia trenerów, zakup sprzętu sportowego, a także organizację meczów i turniejów.

    — To dobry dzień dla polskiej piłki. Wsparcie akademii jest absolutnie kluczowe — podkreślił Rutnicki. — Inwestowanie w szkolenie młodych zawodników i rozwój bazy treningowej to podstawa. Wsłuchując się w głos środowiska, przekazujemy 14 milionów złotych klubom ekstraklasy i 1. ligi. Liczymy, że te pieniądze szybko trafią tam, gdzie są najbardziej potrzebne, czyli do systemu szkolenia i rozwoju akademii. Wielki sport zaczyna się w małych klubach, ale musimy zadbać, by najbardziej utalentowani zawodnicy i zawodniczki trafiali do najlepszych ośrodków — dodał minister.

    Program Wsparcia Akademii Piłkarskich Działających przy Klubach Ekstraklasy i 1. Ligi, którego pierwsza edycja miała miejsce w 2024 roku, ma zachęcać dzieci i młodzież do aktywności fizycznej oraz poprawiać jakość szkolenia w polskiej piłce nożnej.

  • 3 godziny i 9 minut! Sabalenka doprowadzona do pełnej frustracji

    3 godziny i 9 minut! Sabalenka doprowadzona do pełnej frustracji

    3 godziny i 9 minut! Sabalenka doprowadzona do pełnej frustracji

    Gem, w którym rozegrano 32 punkty i pojawiła się prośba o wyproszenie dziecka z trybun? To wszystko wydarzyło się w niesamowitym meczu Aryny Sabalenki z Emmą Raducanu w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Obie panie rozegrały trzysetową batalię, która trwała trzy godziny i dziewięć minut!

     

    Po porażce w półfinale Wimbledonu Aryna Sabalenka (1. WTA) wróciła do gry w turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Białorusinka w pierwszej rundzie miała wolny los, a w drugiej wygrała 7:5, 6:1 z Marketą Vondrousova (59. WTA). Sabalenka w tym meczu wykorzystała wszystkie trzy break pointy, a Czeszka żadnego z dwunastu!

     

    Iga Świątek? “Trudny temat”. Karol Strasburger z ważnym przesłaniem

     

    Niesamowicie zacięty mecz Aryny Sabalenki z Emmą Raducanu w Cincinnati

     

    Rywalką Aryny Sabalenki w meczu trzeciej rundy została Emma Raducanu (39. WTA). Obie panie niedawno spotkały się w trzeciej rundzie Wimbledonu i wtedy Białorusinka po dwugodzinnym spotkaniu wygrała 7:6(8-6), 6:4.

     

    Ich spotkanie w Cincinnati rozpoczęło się sensacyjnie. Raducanu wygrała dziewięć punktów z rzędu i rozpoczęła od prowadzenia 2:0. W kolejnych czterech gemach ugrała jednak zaledwie sześć punktów! Efekt? Cztery gemy z rzędu wygrane przez Białorusinkę i jej prowadzenie 4:2 z przewagą przełamania. Wtedy nastąpił kolejny zwrot akcji i odrobienie strat przez Raducanu. Ostatecznie doszło do tie-breaka, w którym Sabalenka prowadziła od początku do końca i po 56 minutach wygrała tę partię 7:6(7-3).

     

    Drugi set to była walka gem za gem. Obie panie pilnowały swojego serwisu i tego, żeby nie dopuścić do break pointu. Taki stan utrzymywał się do wyniku 3:3, gdy doszło do gema serwisowego Sabalenki. Wtedy Raducanu prowadziła 40-0 i miała trzy piłki na przełamanie. Pierwsze dwie Białorusinka wybroniła serwisem, ale trzeciej nie dała rady! Raducanu przełamała rywalkę i prowadziła 4:3.

     

    Obie panie odczuwały też trudy tego spotkania, co było widać, gdy w trakcie przerw starały się schłodzić i nawodnić, jak tylko mogły. A Raducanu się nie zatrzymywała i po chwili dołożyła kolejnego gema. Było 5:3 i Sabalenka stanęła pod ścianą w tej partii. Chociaż następnego gema wygrała, to odrobić straty nie dała rady. Po 45 minutach Raducanu wygrała drugą partię 6:4!

     

    W trzecim secie przy wyniku 1:1 Raducanu miała break point i piłkę na rakiecie, żeby przełamać rywalkę. Sabalenka jednak się wybroniła, ale było widać, że to spotkanie kosztuje ją równie wiele energii, co i emocji. Przy wyniku 4:3 kibice zobaczyli najdłuższy gem w całym meczu, w którym panie rozegrały aż 32 punkty! Sabalenka miała cztery break pointy. W jednej z wymian zagrała skrót prosto w siatkę. Jej reakcja po tym zagraniu mówiła wszystko. Z kolei Raducanu w trakcie gema… chciała wyprosić dziecko z trybun! – To dziecko. Chcesz wyprosić dziecko? – pytała sędzia prowadząca to spotkanie.

     

    Ten mecz zasługiwał na odpowiednie zakończenie i takie nadeszło. Do jego rozstrzygnięcia potrzebny był tie-break! A w tym ponownie lepsza była Aryna Sabalenka! Po trzech godzinach i dziewięciu minutach zameldowała się w czwartej rundzie! Raducanu robiła, co mogła, ale to i tak nie wystarczyło na Sabalenkę, która często męczyła się w wymianach i popełniała sporo błędów.

    https://x.com/TennisChannel/status/1954987928913903681

    Aryna Sabalenka – Emma Raducanu 7:6(7-3), 4:6, 7:6(7-5)

    W czwartej rundzie turnieju WTA 1000 w Cincinnati Aryna Sabalenka zmierzy się z Hiszpanką Jessicą Bouzas Maneiro (42. WTA). Dotychczas obie panie grały ze sobą tylko raz. W tegorocznym Australian Open Sabalenka wygrała 6:3, 7:5.