• Sukces Świątek w cieniu skandalu — Jak Wielki Szlem zamienił się w burzę kontrowersji

    Sukces Świątek w cieniu skandalu — Jak Wielki Szlem zamienił się w burzę kontrowersji

    Sukces Świątek w cieniu skandalu — Jak Wielki Szlem zamienił się w burzę kontrowersji

    Turniej miksta podczas US Open miał być świętem — lekkim, odświeżającym dodatkiem, który łączy największe gwiazdy kobiecego i męskiego tenisa. Zamiast tego przerodził się w jeden z najbardziej kontrowersyjnych epizodów w najnowszej historii tego sportu. Zawodnicy są sfrustrowani, kibice podzieleni, a wiarygodność organizatorów mocno nadszarpnięta.

     

    W samym centrum tego zamieszania znalazła się Iga Świątek, która razem z Norwegiem Casperem Ruudem dotarła już do półfinału. Dla polskiej tenisistki miała to być prosta historia sukcesu. Jednak jej zwycięstwa rozgrywają się w cieniu chaosu, oskarżeń o stronniczość i gniewu zawodników, którzy czują się ograbieni z prawa do gry na nowojorskich kortach.

     

    Turniej, jakiego jeszcze nie było

     

    Tegoroczny mikst w US Open nie przypomina niczego, co dotąd znano. Cała formuła została wywrócona do góry nogami: mecze skrócono do czterech gemów w secie, rywalizację ściśnięto do zaledwie dwóch dni, a — co najbardziej kontrowersyjne — zmieniono zasady kwalifikacji.

     

    Tradycyjne ścieżki, dzięki którym eksperci od debla mogli zapewnić sobie miejsce w drabince, przestały istnieć. Organizatorzy uznali, że jedyną walutą jest rozpoznawalność.

     

    Osiem par wybrano wyłącznie na podstawie rankingów singlowych, a kolejne osiem musiało liczyć na „dzikie karty”. Efekt? Na kortach pojawiły się takie nazwiska jak Świątek, Ruud, Jessica Pegula czy Jack Draper. Tymczasem światowej klasy deblowi specjaliści — którzy przez lata budowali swoje kariery na pracy zespołowej — zostali odepchnięci na margines.

     

    Do głównej drabinki przebiła się tylko jedna prawdziwa para deblowa: włoski duet Sara Errani i Andrea Vavassori. Resztę stawki zdominowali singliści — wielu z nich po raz pierwszy próbowało swoich sił w mikście.

     

    Zapomniana gwiazda: Katerina Siniakova

     

    Jeśli jedna zawodniczka stała się symbolem niesprawiedliwości nowego systemu, to bez wątpienia jest nią Katerina Siniakova. Czeszka ma na swoim koncie aż 11 wielkoszlemowych triumfów w deblu. Mimo to jej pozycja wiceliderki rankingu deblowego nie miała żadnego znaczenia. Ponieważ w singlu zajmuje dopiero 65. miejsce, musiała ubiegać się o „dziką kartę”.

     

    Początkowo zgłosiła się w parze z Jannikiem Sinnerem — duetem, który od razu mógłby rozpalić emocje kibiców. Los jednak okazał się okrutny. Podczas finału w Cincinnati Sinner doznał kontuzji w starciu z Carlosem Alcarazem i musiał się wycofać. To oznaczało automatyczne wyeliminowanie ich zespołu.

     

    Siniakova, pozbawiona partnera, liczyła, że organizatorzy pomogą jej znaleźć zastępstwo. Nic takiego się jednak nie stało. Jej miejsce zajęli Amerykanie — Danielle Collins i Christian Harrison — którzy, jakimś „przypadkiem”, dotarli już do półfinału.

     

    Sytuację pogorszył fakt, że Siniakova specjalnie wycofała się z turnieju WTA w Cleveland, aby móc zagrać w Nowym Jorku. Teraz pozostały jej tylko treningi, a poświęcenie okazało się daremne.

     

    Statystyki mówią same za siebie: spośród 32 zawodników biorących udział w mikście aż 12 to reprezentanci USA. Turniej, który reklamuje się jako „otwarty”, coraz bardziej wygląda na zamknięty krąg gospodarzy.

     

    Głosy oburzenia

     

    Na organizatorów spadła fala krytyki nie tylko od specjalistów debla, ale również z niespodziewanych stron. Jessica Pegula, Amerykanka, która sama odniosła korzyści z nowego formatu, ostro zaatakowała decyzje władz US Open na konferencji prasowej.

     

    — Po prostu zmieniliście format i nikomu o tym nie powiedzieliście. Czy pytaliście zawodników o zdanie? Czy zastanowiliście się, jak to wpływa na tych, którzy żyją z debla i miksta? Niektórzy stracili szansę gry i szansę na zarobek — grzmiała Pegula.

     

    Jej słowa brzmiały szczególnie mocno, bo sama jest w półfinale. Zamiast milczeć, zdecydowała się jednak wytknąć niesprawiedliwość.

     

    A stawka finansowa jest ogromna: zwycięzcy miksta w Nowym Jorku zgarną aż milion dolarów. Dla zawodników żyjących głównie z gry podwójnej, to kwota oznaczająca nie tylko prestiż, ale i realne utrzymanie.

     

    Złamana tradycja, utracony prestiż

     

    Krytycznie wypowiedział się także Jan Zieliński, czołowy polski deblista. W ubiegłym roku triumfował w mikście na Wimbledonie i Australian Open z Hsieh Su-wei. Teraz nie dostał się nawet do drabinki.

     

    — Mikst w Nowym Jorku ma kilkudziesięcioletnią tradycję. To zawsze była prestiżowa rywalizacja. Wielkie nazwiska wygrywały ten turniej, budując swoje legendy. A teraz? W dwa dni, grając do czterech gemów, ktoś zdobędzie tytuł wielkoszlemowy. To odbiera temu wydarzeniu powagę — powiedział Zieliński.

     

    Jego słowa oddają rosnące przekonanie, że US Open poświęciło autentyczność dla widowiska. Zamiast doceniać kunszt gry podwójnej, organizatorzy postawilina marketing i nazwiska singlowych gwiazd.

     

  • Sukces Świątek w cieniu wielkiej burzy. Tak potraktowano drugą rakietę świata

    Sukces Świątek w cieniu wielkiej burzy. Tak potraktowano drugą rakietę świata

    Iga Świątek zameldowała się już w półfinale miksta podczas US Open, jednak sam turniej wzbudza sporo kontrowersji ze względu na nową formułę. Głos w sprawie zabrała nawet Amerykanka Jessica Pegula, otwarcie krytykując organizatorów. Najgłośniej mówi się jednak o tym, że przez zmienione zasady pominięto m.in. wiceliderkę rankingu deblistek Katerinę Siniakovą.

    Nowa formuła – krótsze mecze i inne zasady

    We wtorek w Nowym Jorku ruszył turniej gry mieszanej. W półfinale Świątek i Ruud zmierzą się z duetem Pegula – Draper, a w drugim meczu o finał zagrają Collins i Harrison przeciwko Errani i Vavassori. W tym roku rozgrywki skrócono do dwóch dni. Spotkania toczą się tylko do czterech gemów, a półfinały i finał zaplanowano na noc ze środy na czwartek.

    Najwięcej kontrowersji budzą jednak kryteria doboru uczestników. Organizatorzy chcieli, by mikst stał się bardziej atrakcyjny dla publiczności, dlatego wprowadzili zasadę, że osiem par dopuszcza się na podstawie łącznych rankingów singlowych, a kolejne osiem otrzymuje „dzikie karty”. Dzięki temu do gry weszły znane nazwiska jak Świątek i Ruud czy Pegula i Draper. Specjaliści od debla musieli liczyć na zaproszenia – i w większości się nie doczekali.

    Efekt? Wśród 16 par tylko jedna to prawdziwi specjaliści od gry podwójnej – Errani i Vavassori, którzy w tym roku wygrali Roland Garros w mikście. Reszta to głównie singliści, choć niektórzy, jak Taylor Townsend czy Mirra Andriejewa, odnoszą także sukcesy w deblu.

    Czeszka bez szans na grę

    Największą poszkodowaną okazała się Katerina Siniakova – jedna z najlepszych deblistek świata, mająca na koncie 11 tytułów wielkoszlemowych. Choć jest wiceliderką rankingu deblowego, to w singlu plasuje się dopiero w szóstej dziesiątce. Początkowo nie znalazła się w drabince, a „dziką kartę” otrzymała dopiero, gdy zgłosiła się do gry z Jannikiem Sinnerem. Pech chciał, że Włoch doznał kontuzji w finale w Cincinnati i musiał wycofać się z turnieju.

    Siniakova liczyła, że organizatorzy pomogą jej znaleźć innego partnera, ale zamiast tego miejsce jej pary zajęli… Amerykanie Collins i Harrison, którzy już awansowali do półfinału. Tymczasem Czeszka zrezygnowała specjalnie z występu w turnieju WTA w Cleveland, by móc zagrać w Nowym Jorku – teraz pozostały jej tylko treningi.

    Co więcej, aż 12 z 32 uczestników miksta to Amerykanie. Na przykład Jasmine Paolini, która wycofała się z gry z Musettim, została zastąpiona przez Caty McNally, a „dzikie karty” otrzymali także m.in. Venus Williams czy Reilly Opelka. Zdaniem wielu balans został zachwiany – w imprezie, która z definicji ma być „otwartymi mistrzostwami USA”, tym razem bardziej przypomina wewnętrzny turniej gospodarzy.

    Głośne głosy krytyki

    Siniakova już wcześniej komentowała nowe zasady. – Jeśli dwójka najlepszych tenisistów świata nie dostaje się do turnieju, to znaczy, że coś jest nie tak – mówiła w rozmowie z czeskim Canal+ Sport. Podkreślała, że wraz z Marcelo Arevalo (byłym liderem rankingu deblowego) nie otrzymali „dzikiej karty”, mimo że Arevalo wciąż jest w ścisłej czołówce.

    Krytycznie wypowiedziała się także Jessica Pegula, która sama korzysta z nowych reguł. – Nie podoba mi się sposób, w jaki to zorganizowano. Zmieniliście format bez konsultacji z zawodnikami. Kibice może będą zadowoleni, ale wielu graczy straciło szansę na występ i zarobek. Dla niektórych to był naprawdę ważny turniej – powiedziała Amerykanka.

    Prestiż pod znakiem zapytania

    Na problem zwrócił uwagę również Jan Zieliński, który przed rokiem triumfował w mikście na Wimbledonie i Australian Open. – Mikst w Nowym Jorku ma długą tradycję, a teraz nagle można zdobyć tytuł w dwa dni i przy meczu do czterech gemów. To odbiera wydarzeniu powagę i prestiż – ocenił.

    Kontrowersje wokół US Open 2025 sprawiły więc, że choć Iga Świątek i Casper Ruud notują świetny występ, to sukces Polki pozostaje w cieniu głośnej dyskusji o zasadach, które mocno uderzyły w deblistów i całkowicie zmieniły oblicze tej rywalizacji.

  • Podróż Świątek na US Open zamienia się w finansowy sukces — a liczby wciąż rosną

    Podróż Świątek na US Open zamienia się w finansowy sukces — a liczby wciąż rosną

    Podróż Świątek na US Open zamienia się w finansowy sukces — a liczby wciąż rosną

    Przygoda Igi Świątek w Nowym Jorku staje się czymś więcej niż tylko popisem jej tenisowej klasy — to również historia zdumiewających zarobków. Zanim Polka rozpoczęła długo wyczekiwaną rywalizację singlową na US Open, zdążyła już zapewnić sobie miejsce w półfinale gry mieszanej. W parze z Norwegiem Casperem Ruudem Świątek z łatwością przechodzi kolejne rundy, zachwycając pewnością i precyzją, a jednocześnie wzbudzając zainteresowanie imponującymi kwotami, które zaczynają spływać na jej konto.

     

    To, co zaczęło się jako swoisty eksperyment w mikście, bardzo szybko przerodziło się w udaną kampanię. Nowo utworzony duet najpierw odprawił wymagający amerykański duet Madison Keys – Frances Tiafoe, wygrywając 4:1, 4:2. Następnie równie pewnie pokonali Caty McNally i Lorenzo Musettiego, ponownie kończąc mecz takim samym wynikiem. Dzięki dwóm przekonującym zwycięstwom Świątek i Ruud zameldowali się w najlepszej czwórce turnieju w Nowym Jorku — a to oznacza także konkretne profity finansowe.

     

    Awans do półfinału gwarantuje im już 200 tys. dolarów, czyli po 100 tys. na zawodnika. Dla Świątek oznacza to natychmiastowy zastrzyk około 364 tys. złotych. Ale to dopiero początek. Jeśli wraz z Ruudem pokona w półfinale duet Jessica Pegula – Jack Draper, kwota ta podwoi się do 400 tys. dolarów.

     

    A potem nadejdzie prawdziwa nagroda. Triumf w finale zapewni aż milion dolarów do podziału, co dla Polki oznaczałoby 500 tys. dolarów, czyli blisko 1,8 mln złotych. Taki sukces stałby się kolejnym błyszczącym punktem w złotym okresie jej kariery.

     

    Lato Świątek to pasmo wielkich osiągnięć. Chwilę po zwycięstwie na Wimbledonie, sięgnęła po prestiżowy tytuł WTA 1000 w Cincinnati, nie tracąc ani jednego seta, czym udowodniła, że jej dominacja na światowych kortach rośnie z każdym tygodniem. Kilka godzin później rozpoczęła występ w Nowym Jorku w grze mieszanej i od pierwszego meczu pokazała, że z nowym partnerem tworzą duet, z którym trzeba się liczyć.

     

    Jednak droga do samego końca nie będzie łatwa. Pegula i Draper to niezwykle wymagający rywale, słynący z regularności i agresywnego stylu gry, co czyni ich jednym z faworytów całego turnieju. A nawet jeśli Świątek i Ruud zdołają ich wyeliminować, finał zapowiada się jako prawdziwy test nerwów — z potencjalnym starciem przeciwko amerykańskiemu duetowi Danielle Collins – Christian Harrison lub doświadczonej włoskiej parze Sara Errani – Andrea Vavassori.

     

    Na razie kibice czekają na nocne widowisko. Półfinał Świątek i Ruuda z Pegulą oraz Draperem zaplanowano na godzinę 1:00 czasu polskiego, a tysiące fanów zasiądzie do śledzenia relacji na żywo, czekając na kolejną ekscytującą odsłonę nowojorskiej historii Polki. Jeśli awansuje, finał odbędzie się niemal natychmiast po półfinale — co może zamienić jedną noc w mieście, które nigdy nie zasypia, w najważniejszą noc w jej karierze mikstowej.

     

    Świątek już wielokrotnie udowodniła, że potrafi wytrzymać presję największych scen. Pytanie brzmi: czy zdoła pójść jeszcze dalej, sięgnąć po ostateczną nagrodę i dopisać kolejną imponującą kwotę do swojej rosnącej fortuny?

     

     

  • Tyle na US Open zarobiła już Świątek, kwota robi wrażenie. Na tym nie koniec

    Tyle na US Open zarobiła już Świątek, kwota robi wrażenie. Na tym nie koniec

    Iga Świątek świetnie odnajduje się na kortach US Open. Zanim rozpoczęła rywalizację singlową, zdążyła już zapewnić sobie awans do półfinału turnieju mikstów. W duecie z Casperem Ruudem pokonała pewnie pary Madison Keys – Frances Tiafoe oraz Caty McNally – Lorenzo Musetti, notując bardzo udany początek w tej konkurencji. Co więcej, sukces ten przyniósł im już pokaźne zyski, a w przypadku dalszych zwycięstw kwota ta może jeszcze wielokrotnie wzrosnąć.

    Ostatnie tygodnie to dla Świątek pasmo znakomitych wyników. Polka, niedawna triumfatorka Wimbledonu, sięgnęła bez straty seta po tytuł w turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Kilka godzin później rozpoczęła występy w mikście na US Open i w 1/8 finału wraz z Ruudem zwyciężyła 4:1, 4:2 nad duetem Keys – Tiafoe. W ćwierćfinale takim samym wynikiem odprawili McNally i Musettiego, meldując się w najlepszej czwórce.

    Awans do półfinału oznaczał również konkretne korzyści finansowe. Do tej pory para zarobiła już 200 tys. dolarów, co daje po 100 tys. na zawodnika – w przypadku Świątek to równowartość około 364 tys. złotych. Jeśli uda im się pokonać w półfinale duet Jessica Pegula – Jack Draper, ich konto wzrośnie do 400 tys. dolarów.

    Największa nagroda czeka jednak w finale – triumf w turnieju to aż milion dolarów do podziału. Wtedy na konto Świątek trafiłoby 500 tys. dolarów, czyli około 1,8 mln złotych. Droga do tego nie będzie jednak łatwa. Po ewentualnym starciu z Pegulą i Draperem w decydującym meczu czekałby ich pojedynek z wygranym pary Collins – Harrison lub Errani – Vavassori.

    Mecz Świątek i Ruuda z Pegulą oraz Draperem zaplanowano na godzinę 1:00 w nocy czasu polskiego. Relację tekstową na żywo będzie można śledzić w serwisie Interia Sport. Jeśli Polka awansuje do finału, zagra w nim jeszcze tej samej nocy.

  • Od Pewnego Zwycięstwa do Szokującej Katastrofy: Niewiarygodny Powrót na US Open

    Od Pewnego Zwycięstwa do Szokującej Katastrofy: Niewiarygodny Powrót na US Open

    Od Pewnego Zwycięstwa do Szokującej Katastrofy: Niewiarygodny Powrót na US Open

    Kiedy tablica wyników pokazywała 6:4, 5:1, historia wydawała się zakończona. Sześć piłek meczowych dzieliło Tylera Zinka od kolejnego etapu kwalifikacji do US Open. A jednak, pod jaskrawymi światłami Nowego Jorku, kibice tenisa byli świadkami zwrotu akcji tak szokującego, że komentatorzy oniemieli, a fani łapali się za głowy z niedowierzaniem.

    To, co wydarzyło się na twardych kortach Flushing Meadows, nie było zwykłym spotkaniem kwalifikacyjnym. To była lekcja, że w tenisie — dopóki nie zostanie rozegrana ostatnia piłka — nic nie jest przesądzone.

    Noc, Która Przepisała Oczekiwania

    US Open, ostatni wielkoszlemowy turniej roku, jeszcze się oficjalnie nie rozpoczął — a już podarował światu jedną z najbardziej niezapomnianych historii. Mecz pomiędzy Tylerem Zinkiem (ATP 328) ze Stanów Zjednoczonych a Reiem Sakamoto (ATP 200) z Japonii z pewnością przejdzie do historii jako jedna z najbardziej dramatycznych katastrof i zarazem cudownych powrotów w kwalifikacjach ostatnich lat.

    Zink wydawał się nie do zatrzymania. Po wygraniu pierwszego seta 6:4, błyskawicznie objął prowadzenie 5:1 w drugim. Publiczność wyczuwała już koniec. Eksperci byli pewni, że Amerykanin za chwilę zamknie spotkanie i awansuje. Ale w sporcie — szczególnie w tenisie — takie pewniki bywają zgubne.

    Sześć Piłek Meczowych. Sześć Zmarnowanych Szans.

    Przy stanie 5:1, serwując na zwycięstwo, Zink wypracował trzy piłki meczowe. Wszystko było w jego rękach. Rakieta, publiczność, moment. Zwycięstwo wydawało się kwestią sekund. A jednak zamiast postawić kropkę nad „i”, Zink zawahał się. Punkt po punkcie Sakamoto zaczynał odrabiać straty. Amerykanin zmarnował wszystkie trzy okazje.

    Chwilę później pojawiła się czwarta szansa — i także przepadła. Nadal prowadząc, Zink otrzymał kolejną okazję przy stanie 5:4. Tym razem zmarnował dwie kolejne piłki meczowe.

    Kiedy kurz opadł, okazało się, że Amerykanin wypuścił z rąk aż sześć szans na zakończenie meczu. Drugi set przerodził się w maraton, który trwał ponad 72 minuty. Sakamoto, korzystając z darowanej szansy, rzucił się do ataku i ostatecznie wygrał 7:5. Niemożliwe stawało się faktem.

    Decydujący Set na Ostrzu Noża

    Trzeci set był czystą szkołą nerwów. Obaj zawodnicy walczyli o każdy punkt, wymieniając się ciosami i odmawiając poddania się. Każda wymiana miała wagę całego meczu. Żaden nie ustąpił, dlatego o losach awansu musiał zadecydować tie-break — idealne zwieńczenie tej dramatycznej nocy.

    W decydujących chwilach to Sakamoto okazał się odporniejszy psychicznie. Zink walczył do końca, lecz gdy stawką były najważniejsze punkty, to Japończyk zachował chłodną głowę. W tie-breaku, pełnym wymian na granicy wytrzymałości, Sakamoto zwyciężył 10:8, pieczętując triumf, który godzinę wcześniej wydawał się całkowicie poza zasięgiem.

    Po niemal trzech godzinach gry — dokładnie 2 godziny i 53 minuty — tablica wyników brzmiała:

    Rei Sakamoto pokonał Tylera Zinka 4:6, 7:5, 7:6 (10:8)

    Wstrząs w Świecie Tenisa

    Analitycy i kibice od razu zdali sobie sprawę ze skali wydarzenia.

    „Powrót turnieju — jak dotąd. Sakamoto obronił sześć piłek meczowych, w tym przy stanie 0:40. Absolutnie niewiarygodne.” — napisano na profilu edgeAl w serwisie X.

    „Prowadził 6:4, 5:1, miał sześć piłek meczowych, dwa razy serwował na mecz… i przegrał. Brakuje słów, by to opisać.” — skomentował analityk Damian Kust.

    „Powrót z krawędzi! Główna drabinka jeszcze się nie zaczęła, a już mamy faworyta do miana największego comebacku US Open.” — dodał Tick Tock Tennis.

    To, co miało być rutynowym zwycięstwem w kwalifikacjach, stało się jednym z najbardziej komentowanych upadków sezonu — i jednocześnie jednym z najbardziej heroicznych powrotów, jakie kibice zobaczą w tym roku.

    Co Dalej dla Sakamoto?

    Po tym sensacyjnym zwycięstwie Rei Sakamoto melduje się w półfinale kwalifikacji, gdzie zmierzy się z Ignacio Buse z Peru (ATP 136). Japończyk, który już zapisał jedną z najdramatyczniejszych historii tegorocznego turnieju, jest teraz o krok od finału kwalifikacji — i o dwa od miejsca w głównej drabince US Open.

    Dla Tylera Zinka ta noc pozostanie bolesną lekcją niewykorzystanych szans. Dla kibiców zaś już teraz jest to spotkanie, które zmieniło zwykły wieczór kwalifikacji w widowisko, o którym będzie się opowiadać przez lata.

  • Takie słowa o Świątek tuż przed kluczowym meczem. Legenda wydała werdykt

    Takie słowa o Świątek tuż przed kluczowym meczem. Legenda wydała werdykt

    Śmiała prognoza Martiny Navratilovej na temat Igi Świątek wstrząsnęła światem tenisa przed US Open

    Najbliższe dni zapowiadają się jako jedne z najbardziej intensywnych w karierze Igi Świątek. Już za kilka godzin Polka wyjdzie na korty w Nowym Jorku nie sama, lecz u boku Norwega Caspera Ruuda, by rozegrać półfinał miksta na US Open. A to dopiero początek — największe wyzwanie czeka ją tuż za rogiem, w singlowym turnieju ostatniego wielkoszlemowego turnieju w roku.

    Przy tak ogromnej stawce, cały tenisowy świat huczy od prognoz, analiz i śmiałych opinii. Wśród nich jedna wyróżnia się szczególnie — słowa legendy tenisa, Martiny Navratilovej, która postawiła jasny werdykt w sprawie Świątek. Jej ocena odbiła się szerokim echem w świecie sportu.

    Gorący terminarz polskiej gwiazdy

    Świątek znajduje się obecnie na fali zwycięstw, które na nowo przywróciły jej aurę niezwyciężoności. Triumf na Wimbledonie oraz wygrana w prestiżowym turnieju w Cincinnati dobitnie to potwierdziły. Teraz Polka chce przenieść tę dyspozycję na US Open, gdzie powalczy nie tylko w singlu, ale także w mikście, co daje jej szansę na zapisanie nowego rozdziału w historii.

    W duecie z Casperem Ruudem stanie przed niezwykle trudnym zadaniem. Półfinał, zaplanowany na godzinę 1:00 w nocy czasu polskiego, to starcie z najwyżej rozstawioną parą — Jessicą Pegulą i Jackiem Draperem. Zwycięstwo oznaczałoby awans do wielkiego finału i możliwość zdobycia pierwszego znaczącego trofeum w grze mieszanej.

    Jednak mimo emocji związanych z mikstem, to właśnie rywalizacja singlowa będzie najważniejsza. Kluczowe pytanie brzmi: czy Świątek zdoła ponownie podbić Nowy Jork, tak jak zrobiła to w 2022 roku?

    Bezlitosne grono rywalek

    Droga do sukcesu nie będzie jednak prosta. Aryna Sabalenka, prowadząca w rankingu WTA z przewagą ponad 3000 punktów, jest uważana za główną faworytkę i broni tytułu zdobytego rok temu. Eksperci i komentatorzy nie mają wątpliwości co do jej siły.

    „Czy w ostatnich latach była lepsza zawodniczka od Sabalenki? Odpowiedź brzmi: nie!” — stwierdziła dziennikarka Gigi Salmon, nie pozostawiając złudzeń.

    Ale Białorusinka nie jest jedynym wyzwaniem. Była tenisistka, a dziś ekspertka Naomi Cavaday, wskazała na Naomi Osakę jako czarnego konia turnieju. Japonka rozpoczęła współpracę z Tomaszem Wiktorowskim, niegdyś trenerem Świątek, i zdaniem ekspertki może ponownie błysnąć. „W Montrealu przegrała w finale, przytłoczona wagą chwili, ale Nowy Jork może wyglądać inaczej. Z nowym trenerem i bardziej rozsądną grą tytuł jest w jej zasięgu” — podkreśliła Cavaday.

    Inny znany komentator, Jonathan Overend, stawia z kolei na Jelenę Rybakinę. „Wciąż uważam, że Rybakina ma w sobie potencjał, by zdobyć kolejnego Szlema. Czy to będzie US Open? Może tak. Ale Świątek wróciła do gry i nie mam wątpliwości, że znów może sięgnąć po tytuł w Nowym Jorku” — ocenił.

    Navratilova zabiera głos

    I wtedy padły słowa, które rozpaliły dyskusję. Martina Navratilova — jedna z największych legend w historii tenisa, 18-krotna mistrzyni Wielkiego Szlema w singlu — jasno określiła swój typ. W przeciwieństwie do innych ekspertów, którzy wahali się między kilkoma nazwiskami, ona nie miała najmniejszych wątpliwości.

    Dla niej faworytką jest tylko jedna zawodniczka — Iga Świątek.

    „Stara Iga powróciła” — ogłosiła z przekonaniem. — „Mimo że nie miała najlepszego lata, jej zwycięstwo na Wimbledonie i sposób, w jaki zachowywała się przez cały turniej, pokazują, że dawna Iga znów jest na korcie. Dla mnie jest faworytką kobiecej drabinki US Open.”

    Słowa Navratilovej, cytowane przez tennis365.com, to nie tylko analiza. To swoiste błogosławieństwo od jednej z największych postaci w historii tej dyscypliny.

    Ciężar oczekiwań

    Gdy Świątek wyjdzie na kort Arthura Ashe’a, echa słów Navratilovej z pewnością będą jej towarzyszyć. Mogą działać jak presja, ale i jak obietnica — przypomnienie, że mimo przewagi Sabalenki, odrodzenia Osaki czy siły Rybakiny, droga do pucharu wciąż może należeć do polskiej mistrzyni.

    Scenariusz jest już napisany. Najpierw próba sił w mikście u boku Caspera Ruuda. Następnie prawdziwy sprawdzian — bezlitosna batalia w singlowej drabince.

    Dla Igi Świątek najbliższe dni mogą nie tylko zdefiniować cały sezon, ale także umocnić jej status zawodniczki, która na nowo podbiła Nowy Jork, mimo wszelkich przeciwności.

  • Było 6:4, 5:1 i sześć piłek meczowych. Nie do wiary, co się stało na US Open

    Było 6:4, 5:1 i sześć piłek meczowych. Nie do wiary, co się stało na US Open

    Nieprawdopodobne – właśnie tak można podsumować to, co wydarzyło się w kwalifikacjach do męskiego turnieju US Open. Choć główna część nowojorskiej imprezy jeszcze się nie zaczęła, eksperci już mówią o największym zwrocie akcji całej edycji.

    Ostatni wielkoszlem tego roku dopiero czeka na swój start, a już mamy historię, o której będzie się mówić długo. To, co wydarzyło się w nocy z wtorku na środę czasu polskiego, wymyka się zdrowemu rozsądkowi.

    Sensacyjny powrót w Nowym Jorku

    Wszystko rozegrało się w meczu kwalifikacyjnym pomiędzy Amerykaninem Tylerem Zinkiem (328. ATP) a Japończykiem Reiem Sakamoto (200. ATP). Zink wygrał pierwszego seta 6:4, a w drugim po dwóch przełamaniach prowadził już 5:1. Wydawało się, że kwestia awansu jest rozstrzygnięta.

    W ósmym gemie Amerykanin miał trzy piłki meczowe przy własnym podaniu i… nie wykorzystał żadnej. Mało tego – chwilę później zmarnował czwartą szansę. W dziesiątym gemie historia się powtórzyła: kolejne dwie piłki meczowe poszły na marne. W sumie Zink nie wykorzystał aż sześciu okazji do zakończenia spotkania, a chwilę później przegrał seta 5:7. Ten fragment gry trwał aż godzinę i 12 minut.

    Decydujący set również dostarczył ogromnych emocji. Gra była wyrównana, a losy awansu rozstrzygnął tie-break. Sakamoto wytrzymał presję i zwyciężył 10:8. Całe spotkanie trwało niemal trzy godziny – dokładnie 2 godziny i 53 minuty.

    Eksperci: „to powrót turnieju”

    „Finałowy mecz pierwszej rundy kwalifikacji do US Open przyniósł jak dotąd największy powrót tego tygodnia. Sakamoto obronił cztery piłki meczowe przy stanie 2:5, w tym wychodząc z 0:40, oraz dwie kolejne przy stanie 4:5” – napisano na profilu edgeAl w serwisie X.

    „Określenie na linach to za mało, by oddać sytuację Zinka – prowadzenie 6:4, 5:1, aż sześć piłek meczowych w dwóch gemach serwisowych, w tym przy stanie 40:0. Niewiarygodne” – podkreślił analityk Damian Kust.

    „Powrót z krawędzi! Główna drabinka jeszcze się nie zaczęła, a już mamy faworyta do miana największego comebacku całego turnieju” – dodał z kolei profil Tick Tock Tennis.

    Co dalej?

    Rei Sakamoto zameldował się w półfinale kwalifikacji do US Open, gdzie jego rywalem będzie Ignacio Buse z Peru (136. ATP).

    Ćwierćfinał kwalifikacji US Open:
    Rei Sakamoto – Tyler Zink 4:6, 7:5, 7:6 (10:8)

  • Świątek usłyszała te słowa i nie wytrzymała. Od razu ruszyła z wyjaśnieniami

    Świątek usłyszała te słowa i nie wytrzymała. Od razu ruszyła z wyjaśnieniami

    Świątek usłyszała te słowa i nie wytrzymała. Od razu ruszyła z wyjaśnieniami

    Iga Świątek nie poprzestała na wygranej w WTA 1000 Cincinnati i niemal od razu udała się na turniej miksta, rozgrywany w ramach wielkoszlemowego US Open. Tam występuje w parze z Norwegiem Casperem Ruudem. Duet z Polką w składzie jest już w półfinale, dzięki wygranej nad parą Caty McNally/Lorenzo Musetti. W trakcie pomeczowego wywiadu doszło do zaskakującej sceny. Gdy Iga Świątek usłyszała te słowa, które wypowiedział Casper Ruud, nie wytrzymała.

     

    Iga Świątek nie zatrzymuje się po tym, jak wygrała turniej WTA 1000 Cincinnati. Wielu mogło uznać, że skoro Polka zagrała wszystkie spotkania w Ohio, to nie znajdzie czasu na miksta w ramach US Open. Jak się okazało, nic bardziej mylnego. Raszynianka zdążyła się przetransportować i po zaledwie kilkunastu godzinach stanęła do kolejnej rywalizacji na korcie, tym razem u boku Norwega Caspera Ruuda.

     

    Warto podkreślić, że zasady obowiązujące w mikście są nieco inne, niż w przypadku gry pojedynczej. Przy okazji gry podwójnej w ramach US Open 2025 spotkania (do półfinałów włącznie) grane są do dwóch wygranych setów. Poszczególne partie są jednak skrócone do 4 wygranych gemów. Taka formuła pozwala rozegrać cały turniej w krótkim czasie. M.in. z tego powodu Świątek i Ruud stoczyli dwa zwycięskie starcia, i to jednego dnia.

     

    Świątek i Ruud bezlitośni dla swoich rywali

     

    Iga Świątek i Casper Ruud rozstawieni zostali z numerem trzecim. W pierwszym meczu zmierzyli się z parą Madison Keys/Frances Tiafoe. W premierowej partii tego spotkania polsko-norweska para straciła tylko jednego gema, raz doprowadzając do przełamania. W drugiej odsłonie meczu Świątek i Ruud także zdobyli jednego break pointa, odnosząc zwycięstwo nad Amerykanami.

     

    Niedługo po tym spotkaniu nadeszło ćwierćfinałowe. Naprzeciw Świątek i Ruuda stanęli Caty McNally i Lorenzo Musetti. To spotkanie przebiegło niemal identycznie, jak poprzednie. A więc pierwszy set wygrany przez Polkę i Norwega 4:1, z jednym przełamaniem, a drugi 4:2, również z jednym break pointem. Po wygranej Świątek i Ruud udzielili pomeczowego wywiadu na korcie.

     

    Scena na pomeczowym wywiadzie. Świątek nagle wypaliła. “Co? Nie”

     

    Iga Świątek i Casper Ruud udzielili klasycznego pomeczowego wywiadu na korcie po tym, jak wygrali w ćwierćfinale miksta US Open. Oboje stanęli przed mikrofonem. Tenisiści zostali zapytani o to, kto kogo w ogóle zaprosił do udziału w tym turnieju.

     

    – Pomyślałem, że jeśli Iga będzie chciała grać, to się pojawię. Wysłała mi SMS-a i zapytała, czy chcę grać – odpowiedział Casper Ruud.

     

    W tym momencie Iga Świątek, jakby poruszona, od razu zabrała głos.

     

    “”To nie jest możliwe, ponieważ kiedy twój agent zapytał mojego agenta, ty mnie zapytałeś. Nie miałam pojęcia, na co się piszę. Miałam takie “okej, chcę zagrać z Casperem”””

    odparła Iga Świątek🎤

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1957877279343931439

    Iga Świątek i Casper Ruud zmierzą się za kilkanaście godzin w półfinale miksta US Open. Naprzeciw polsko-norweskiej parze stanie duet rozstawiony z numerem jeden, a więc Jessica Pegula i Jack Draper.

  • Niewiarygodne, co zrobiła Iga Świątek. Sceny podczas US Open. Nagranie hitem sieci. viralowe wideo!

    Niewiarygodne, co zrobiła Iga Świątek. Sceny podczas US Open. Nagranie hitem sieci. viralowe wideo!

    Niewiarygodne, co zrobiła Iga Świątek. Sceny podczas US Open. Nagranie hitem sieci. viralowe wideo!

    Iga Świątek i Casper Ruud we wtorek 19 sierpnia zapewnili sobie awans do półfinału turnieju par mieszanych na kortach US Open. Polsko-norweska para w ćwierćfinale tego turnieju pokonała duet włosko-amerykański Musetti – McNally. Jedna z akcji w kluczowej fazie drugiego seta poderwała kibiców z miejsc, a wideo niesie się po sieci.

    Iga Świątek niecałe dwadzieścia cztery godziny temu rozpoczynała swój finał turnieju rangi WTA 1000 w Cincinnati. Po drugiej stronie siatki stała waleczna i bardzo niebezpieczna Jasmine Paolini. Włoszka z Polką stworzyły naprawdę bardzo dobre widowisko, które zakończyło się ostatecznie wygraną naszej gwiazdy w dwóch setach.

    Świątek niedługo po meczu wsiadła w prywatny samolot i razem z Carlosem Alcarazem wyleciała do Nowego Jorku, aby móc zagrać w turnieju par mieszanych US Open. Po około 16 godzinach od ostatniej piłki finału Polka wyszła na kort imienia Arthura Ashe’a i w parze z Casperem Ruudem rywalizowała o awans do kolejnych faz turnieju.

    Niewiarygodna akcja w meczu Świątek. Stadion wprost odfrunął

     

    Na otwarcie Polka z Norwegiem rozbili wspólnie duet Madison Keys – Frances Tiafoe, a potem przyszedł czas na zdecydowanie bardziej zaciętą ćwierćfinałową rywalizację z Lorenzo Musettim i Cathy McNally. Mecz z duetem amerykańsko-włoskim stał na naprawdę bardzo wysokim poziomie i mógł się podobać.

    https://x.com/Eurosport_PL/status/1957885250178101300

    Zagranie Świątek doprowadziło do wymiany pod siatką, w której mieliśmy aż piętnaście uderzeń, próby kończenia akcji mocnymi zagraniami, wolejami, aż w końcu Amerykance zabrakło sił i jednym z jej zagrań piłka wyleciała na aut. Nie było jednak słychać wywołania autu, bo kibice wszystko zagłuszyli swoim zachwytem po tym, co właśnie obejrzeli.

     

  • Ewa Pajor przejdzie do historii. Niewiarygodny wyczyn w Barcelonie! Polska na prowadzeniu!

    Ewa Pajor przejdzie do historii. Niewiarygodny wyczyn w Barcelonie! Polska na prowadzeniu!

    Ewa Pajor przejdzie do historii. Niewiarygodny wyczyn w Barcelonie! Polska na prowadzeniu!

    Przyjście Ewy Pajor do FC Barcelona wzbudziło ciekawość, lecz szybko okazało się, że polska napastniczka zyskała sympatię kibiców. Teraz, już w swoim pierwszym sezonie w barwach blaugrana, stoi przed szansą dokonania czegoś naprawdę niezwykłego.

     

    Niedawny wpis na profilu Postunitedfem ponownie rozbudził dyskusję wokół imponujących liczb Pajor. Konto zebrało zestawienie najlepszych strzelczyń FC Barcelona z poszczególnych sezonów, biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki — od ligi hiszpańskiej, przez Puchar Królowej i Superpuchar Hiszpanii, aż po prestiżową Ligę Mistrzyń.

     

    Na szczycie tej historycznej listy znajduje się Jennifer Hermoso, jedna z najbardziej utytułowanych napastniczek w kobiecym futbolu. W swoim niezapomnianym sezonie 2016/17 Hermoso osiągnęła zawrotny wynik 41 goli — rekord, który wielu uznawało za nieosiągalny.

     

    Pajor depcze po piętach legendzie

     

    Dziś jednak ten rekord jest poważnie zagrożony. Ewa Pajor, która od momentu dołączenia do Barcelony zachwyca formą, szybko zbliża się do osiągnięcia Hiszpanki. Mając już na koncie 39 bramek w debiutanckim sezonie, stała się nie tylko najgroźniejszą snajperką drużyny, ale również kandydatką do najbardziej prestiżowej indywidualnej nagrody w futbolu — Złotej Piłki.

     

    Przed nią jeszcze sporo okazji, by zapisać się na kartach historii. Barcelona ma do rozegrania dwa mecze ligowe — z Betisem i Athletikiem, a później dwa wielkie finały: z Arsenalem w Lidze Mistrzyń oraz z Atlético w Pucharze Królowej.

     

    Odliczanie rozpoczęte

     

    Zaledwie trzy gole dzielą Pajor od rekordu Hermoso. W obecnej formie wydaje się, że nie chodzi już o to, czy Polka tego dokona, ale kiedy to nastąpi. Każdy kolejny mecz to nowa szansa, by zapisać swoje nazwisko złotymi zgłoskami w historii Barcelony — i być może rozpocząć nową erę, w której jej nazwisko stanie się synonimem dominacji.

     

    Dla kibiców emocje sięgają zenitu. Czy Ewa Pajor zdoła przebić się do annałów futbolu już w pierwszym sezonie? Wszystko wskazuje na to, że historyczny przełom jest tuż za rogiem.