• To był ostatni rzut! Włodarczyk pokazała rywalkom, kto tu rządzi

    To był ostatni rzut! Włodarczyk pokazała rywalkom, kto tu rządzi

    Anita Włodarczyk przystępowała do tegorocznych mistrzostw Polski w rzucie młotem jako zdecydowana faworytka. Początek konkursu mógł jednak sugerować, że jej rywalki mają realną szansę na sprawienie niespodzianki. W kolejnych seriach trzykrotna mistrzyni olimpijska udowodniła jednak, że wciąż potrafi przejąć pełną kontrolę nad rywalizacją. Jej popis w drugiej części zawodów rozwiał wszelkie wątpliwości – Włodarczyk po raz kolejny udowodniła, że nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

    Nie ma wątpliwości, że sezon 2025 jest jednym z ostatnich w karierze legendy polskiej lekkoatletyki. Czy definitywnie kończącym jej sportową drogę? Sama zawodniczka jeszcze rok temu twierdziła, że to właśnie wtedy nastąpi jej pożegnanie ze sportem, jednak dziś wypowiada się ostrożniej. – Nie nastawiam się na nic konkretnego. Co będzie, to zobaczymy. Może w Tokio powiem: to już koniec. Nie chcę jednak zakładać, że obecny rok i mistrzostwa świata będą moimi ostatnimi – przyznała w rozmowie z Interią.

    Rywalki mocno zaczęły, ale mistrzyni odwróciła losy konkursu

    Choć na arenie międzynarodowej Włodarczyk nie jest już poza zasięgiem rywalek, w kraju nadal nie ma sobie równych. Aż 11 razy zdobywała wcześniej mistrzostwo Polski, a tegoroczny konkurs tylko umocnił jej dominację. Przepaść najlepiej obrazują tegoroczne rezultaty polskich młociarek: najlepszy wynik Włodarczyk to 74,70 m, podczas gdy Ewa Różańska uzyskała 70,51 m, a Katarzyna Furmanek – 70,38 m.

    Tymczasem początek zawodów wyglądał niepokojąco. Doświadczona zawodniczka oddała pierwszy rzut bardzo zachowawczo, jakby bardziej zależało jej na „wejściu w konkurs” niż na wyniku. Efekt? Zaledwie 63,99 m – dystans, który nie dawał szans na złoto.

    Dwie kolejne próby były znacznie lepsze, a w trzeciej Włodarczyk osiągnęła 68,59 m. Wciąż jednak znajdowała się za Furmanek, która rzuciła o trzy centymetry dalej. Groźnie prezentowała się także Różańska z wynikiem 68,18 m. Sytuacja stała się jasna – aby utrzymać krajową koronę, mistrzyni musiała pokazać swoją klasę.

    Włodarczyk krok po kroku budowała zwycięstwo

    Czwarta kolejka była momentem przełomowym. Włodarczyk przyspieszyła w kole, a młot poleciał na 69,42 m. To jednak nie był koniec – już w następnej próbie poprawiła się na 70,08 m, udowadniając, że wciąż potrafi wykrzesać z siebie mistrzowską moc. Imponujący był również sam progres – w każdym z pięciu kolejnych rzutów 40-latka podnosiła poprzeczkę.

    Rywalki nie były w stanie odpowiedzieć. Różańska uzyskała jeszcze 68,59 m, co dało jej ostatecznie trzecie miejsce. Furmanek spaliła dwie próby i w ostatnim rzucie osiągnęła tylko 68,62 m, co wystarczyło na drugą lokatę.

    Włodarczyk do ostatniej próby podchodziła już jako pewna mistrzyni Polski po raz dwunasty w karierze. I raz jeszcze udowodniła klasę – zakończyła konkurs najlepszym rzutem dnia na 70,66 m.

    Czy to jeszcze nie koniec wielkiej kariery?

    Choć wynik ten pozostaje daleki od światowej czołówki – rekord 2025 roku należy do Brooke Andersen i wynosi 79,29 m – to do mistrzostw świata (13–21 września) pozostało jeszcze trochę czasu. Historia pokazuje, że Włodarczyk niejednokrotnie potrafiła zbudować najwyższą formę na najważniejsze starty. Być może i tym razem udowodni, że wciąż może zaskoczyć światowe rywalki.

  • Sponsor Świątek wybrał kolejną Polkę. Rekord za rekordem

    Sponsor Świątek wybrał kolejną Polkę. Rekord za rekordem

    Angelika Sarna przechodzi obecnie jeden z najważniejszych okresów w swojej karierze. Zmieniła trenera z polskiego na szwajcarskiego, dołączyła do grona ambasadorów marki ON – tej samej, z którą współpracuje Iga Świątek, a której udziałowcem jest Roger Federer – i w ostatnich miesiącach notuje rekord za rekordem.

    – Robimy wszystko, co w naszej mocy. Mówię to również w imieniu innych polskich lekkoatletów, którzy – podobnie jak ja – wkładają w ten sport całe serce i całą energię. Nie chcemy, by oceniano nas tak, jakby światowa czołówka była gdzieś daleko, a my w zupełnie innej lidze – podkreśla biegaczka w rozmowie ze Sport.pl.

    Kolejne rekordy i przełomowy moment kariery

    27-letnia zawodniczka niedawno osiągnęła życiowy rekord – 1:59,08 w biegu na 800 metrów podczas Memoriału Kamili Skolimowskiej w Chorzowie, w zawodach Diamentowej Ligi. Choć w światowych tabelach daje jej to dopiero 45. pozycję, Sarna konsekwentnie przesuwa swoje granice.

    – W tym sezonie już trzy razy poprawiłam życiówkę. Po zmianie trenera drugi rok z rzędu biję rekordy i czuję, że zaczęły się moje najlepsze lata. Wierzę, że najważniejsze sukcesy dopiero przede mną – mówi.

    Inspiracje i zmiana środowiska

    Historia Anny Wielgosz, halowej mistrzyni Europy, jest dla niej dodatkową motywacją. – Ania i wiele dziewczyn z kadry to świetny przykład, że sukcesy można odnosić nawet po trzydziestce. Wszystko zależy od zdrowia i determinacji – zaznacza.

    Dla Sarny przełomem okazała się współpraca ze szwajcarskim szkoleniowcem Louisem Heyerem. – W Polsce działam sama, ale wiedziałam, że to za mało. Dlatego zaczęłam częściej wyjeżdżać do Szwajcarii, by być pod okiem trenera i trenować w grupie. To zupełnie inny poziom – feedback w trakcie zajęć, szybka reakcja na moje dyspozycje, indywidualne dopasowanie obciążeń. To rzeczy, których nie da się zrobić na odległość – tłumaczy.

    Nowy sponsor i współpraca z marką Federera

    Zmieniony trener oznaczał także zmianę sponsora – Sarna przeszła z Adidasa do szwajcarskiej marki ON, której ambasadorami są m.in. Świątek czy Alicja Konieczek. – To projekt mojego trenera, który prowadzi międzynarodową grupę biegaczek na 800 m. Chciał, byśmy wszystkie reprezentowały tę samą markę. To tworzy unikalną tożsamość zespołu – opowiada.

    Polska biegaczka miała już okazję odwiedzić siedzibę ON w Zurychu. – Zobaczyłam, jak powstają buty, jak wszystko jest testowane. Niesamowite doświadczenie! Szkoda, że nie spotkałam Rogera Federera, ale wierzę, że kiedyś się uda – dodaje.

    Marzenia i realizm

    Sarna zdaje sobie sprawę z różnicy, jaka dzieli ją od czołówki. – W Chorzowie pobiegłam 1:59,08, a Kelly Hodgkinson osiągnęła 1:54,74. To ogromny dystans. Ale gdybym nie chciała gonić najlepszych, zakończyłabym karierę. Moim celem są finały wielkich imprez i będę o to walczyć – podkreśla.

    Przyznaje, że nie zawsze liczy się samo miejsce. – Jeśli na mistrzostwach świata odpadnę w eliminacjach, ale poprawię rekord życiowy, będę czuła spełnienie. To oznacza, że zrobiłam wszystko, co mogłam. Oczywiście marzę o półfinale czy finale, ale kluczowe jest przesuwanie własnych granic – mówi.

    „Postawiłam wszystko na jedną kartę”

    Zdaniem Sarny polscy sportowcy wcale nie są tak daleko od światowej elity, jak się często mówi. – Szukamy nowych rozwiązań, wyjeżdżamy, pracujemy z zagranicznymi trenerami, żeby się rozwijać. Nie chcemy być postrzegani jako ci z „drugiej ligi”. Kiedy reprezentujesz Polskę, zawsze chcesz być najlepszą wersją siebie – zaznacza.

    Na koniec dodaje: – Kariera sportowa nie trwa wiecznie. Dlatego ryzykuję, szukam zmian i cieszę się, że już teraz mnie to przesunęło do przodu. Najważniejsze, by dopisywało zdrowie. O to zawsze proszę innych – resztą zajmę się sama.

  • Julia Szeremeta przeszła badania płci. Te wyniki są kluczowe

    Julia Szeremeta przeszła badania płci. Te wyniki są kluczowe

    Julia Szeremeta przeszła badania płci. Te wyniki są kluczowe

    Światowa federacja bokserska niedawno wprowadziła obowiązek posiadania certyfikatu płci, przez zawodniczki startujące w zawodach pod ich egidą, przez co polskie pięściarki na czele z Julią Szeremetą kilkanaście dni temu przeszły badania w Centralnym Ośrodku Medycyny Sportowej. Dowiedzieliśmy się oczywiście, że nasza wicemistrzyni olimpijska jest kobietą. Kulisy badań zdradził w rozmowie z PAP Maciej Demel, wiceprezes Polskiego Związku Bokserskiego.

     

    Obowiązek posiadania tych certyfikatów wprowadziła światowa federacja (World Boxing), która już wcześniej ogłosiła, że ten warunek ciąży na krajowych związkach. Brak odpowiednich dokumentów wyklucza udział kobiet w mistrzostwach świata, które odbędą się w dniach 4-14 września w Liverpoolu.

     

    Julia Szeremeta przeszła badania płci

     

    — Bardzo się z tego cieszę, że taki obowiązek został wprowadzony. Przynajmniej jest tak, jak w kilku innych dyscyplinach, np. lekkiej atletyce — przyznał Demel.

     

    Wiceprezes PZB wspomniał, że co prawda każda z pięściarek otrzymała swój certyfikat z COMS, ale dokumenty całej kadry kobiecej niezbędne przy zgłoszeniu (entry check) ekipy do MŚ przedstawi szef polskiej delegacji.

     

    — Naprawdę do uporządkowania tych spraw tak niewiele potrzeba. Sensacji i być może niesprawiedliwości można było uniknąć. Niesprawiedliwości, która wynika z pomówień. A te pomówienia stają się faktem — dodał.

     

    Demel nie bierze pod uwagę możliwość sfałszowania badań, gdyż jego zdaniem byłoby to bardzo niebezpieczne dla krajowych placówek naukowych, a co za tym idzie dla poszczególnych federacji.

     

    W przypadku mężczyzn World Boxing od stycznia 2026 r. także wprowadzi obowiązkowe testy płci. — To działa w dwie strony. Są kobiety, które stają się mężczyznami, choć one teoretycznie powinny mieć gorsze wyniki — zauważył wiceprezes.

     

    W światowym sporcie szerokim echem odbiła się sprawa Imane Khelif i Lin Yu-ting, dwóch pięściarek, które wcześniej nie zaliczyły testów płci i nie dostały zgody na start w mistrzostwach świata w roku 2023. Wówczas światowym boksem amatorskim zarządzało Międzynarodowe Stowarzyszenia Boksu (IBA). Był to m.in. podłożem konfliktu z MKOl, który dopuścił obie zawodniczki do turnieju olimpijskiego. Algierka i Tajwanka w Paryżu zdobyły złote medale.

     

    MKOl wykreślił IBA z rodziny olimpijskiej, decydując się na współpracę z World Boxing. Ta postawiła na wprowadzenie polityki, która skutecznie zapobiegnie podobnym incydentom na przyszłych wydarzeniach

     

  • Historyczny sukces na MŚ! Amerykanki przecierały oczy. 25:14 na koniec

    Historyczny sukces na MŚ! Amerykanki przecierały oczy. 25:14 na koniec

    Historyczny sukces na MŚ! Amerykanki przecierały oczy. 25:14 na koniec

    Pierwszy dzień mistrzostw świata siatkarek i już mamy całkiem sporą niespodziankę. Niewielu przed rozpoczęciem turnieju wskazałoby, że wicemistrzynie olimpijskie stracą seta z 25. drużyną światowego rankingu.

    Dobrze znamy potencjał słoweńskich siatkarzy po tym, jak często w przeszłości sprawiali kłopoty Polakom. Ale Słowenki, które dwa lata temu kadra trenera Stefano Lavariniego ograła bez straty seta w kwalifikacjach olimpijskich, do dziś wydawała się raczej przeciętną, niezbyt konkurencyjną drużyną. Do dziś, bo już ich pierwsze dwa sety na mistrzostwach świata w Tajlandii pokazały inną twarz zespołu.

    Słowenki zaskoczyły wicemistrzynie olimpijskie! 25:17 w drugim secie

    Słowenki to dopiero 25. drużyna rankingu Międzynarodowej Federacji Piłki Siatkowej (FIVB). Ich piątkowe rywalki z USA są od nich o 18 pozycji wyżej, mając ponad dwa razy więcej punktów w dorobku. To różnica klas. Chociaż na początku spotkania wcale nie było jej widać.

    Pierwsza partia padła łupem Amerykanek, ale przez długi czas prowadziły w niej właśnie ich rywalki. I to nawet z przewagą trzech punktów (9:12, potem 12:15). Zespołowi z USA udało się jednak wyrównać (18:18), a potem wygrać po zaciętej końcówce 25:23. Ale Słowenki pokazały już teoretycznie silniejszemu przeciwnikowi, że tego dnia nie będzie miał łatwo.

    I w drugim secie ich gra była jeszcze lepsza. W pewnym momencie Amerykanki wręcz nie wiedziały, co się dzieje. Przegrywały najpierw 8:14, potem 14:19. A gdy faworytki zmniejszyły stratę do trzech punktów (16:19) i wydawało się, że mają jeszcze szansę odwrócić losy tego fragmentu spotkania, Słowenki kompletnie je zdominowały. Ostateczny wynik brzmiał 17:25. Zawodniczki podskakiwały i świętowały niespodziewane zwycięstwo w tym secie, ale starały się też koncentrować na reszcie spotkania.

    Po zmianie stron miało się okazać, czy będą w stanie nie tylko pogrozić palcem wicemistrzyniom olimpijskim z Paryża, ale i spróbować powalczyć o punkt – a kto wie, może i pełną pulę. Amerykanki nie były pewne siebie. W dodatku, podobnie jak wcześniej podczas Ligi Narodów, mają mocno odmłodzony i przebudowany skład w stosunku do poprzednich lat rywalizacji w światowych imprezach, więc Słowenki nie były bez szans.

    Ale jedynym momentem, kiedy mogły im zagrozić, było dwupunktowe prowadzenie na początku trzeciego seta (4:6). Co prawda, w jego końcówce w pewnym momencie doszły Amerykanki na jeden punkt (22:21), ale te nie dały sobie tego wyrwać. Grały już lepiej, niż gdy wchodziły w to spotkanie. Tę partię wykończyły wygraną do 22, a w kolejnej już zdecydowanie odjechały Słowenkom. Dopiero wtedy pokazały swój potencjał i wyraźną różnicę klas na ich korzyść. Skończyło się 25:14, co dało im zwycięstwo 3:1 (25:23, 17:25, 25:22, 25:14) w całym meczu.

    Pomógł “Leon w sukience”. 20 punktów 22-latki!

    Trzeba jednak oddać Słowenkom, że raczej niewielu spodziewało się po nich tak dobrej gry. To głównie zasługa urodzonej w Gambii Fatoumatty Sillah. 22-latka to wielki talent, o którym w Słowenii mówiło się od dłuższego czasu.

    Sami usłyszeliśmy o nim przy wspominanych kwalifikacjach olimpijskich w Łodzi. – Ma możliwości Wilfredo Leona i to nie porównanie na siłę, bo naprawdę skacze wyżej niż wielu naszych zawodników. Ma ogromną siłę uderzenia, jej potencjał i możliwości wykraczają daleko poza te u pozostałych słoweńskich zawodniczek – mówił nam o niej dziennikarz radia Val 202, Bostjan Rebersak. Podobnie jak Turczynkę Melissę Vargas, urodzoną na Kubie, nazywano ją “Leonem w sukience”.

    Wtedy Sillah nie mogła jeszcze grać dla Słowenii, pozwolenie dostała 12 czerwca tego roku. I od razu postawiono przed nią zadanie poprowadzenia kadry do dobrej gry na mistrzostwach świata. W pierwszym meczu zdobyła aż 20 punktów – 18 atakiem i po jednym blokiem i zagrywką. To więcej niż którakolwiek z Amerykanek. Nic dziwnego, że Sillah od przyszłego sezonu będzie się rozwijać w najlepszym zespole na świecie – Imoco Volley Conegliano z Joanną Wołosz w składzie.

    Historyczny set Słowenek. Teraz powalczą o awans do 1/8 finału

    Lepszy debiut na tak ważnej imprezie w słoweńskich barwach Sillah mogłaby sobie wyśnić chyba tylko w przypadku zwycięstwa z USA. A ugrany set to dla Słowenek i tak świetny wynik. W końcu debiutują na mistrzostwach świata, więc to i pierwszy wygrany set w historii.

    Po tak dobrym występie przeciwko USA, pomimo porażki, można widzieć szanse Słowenek na wyjście z grupy. O awans do 1/8 finału powalczą jeszcze z Czeszkami i Argentynkami. W ich bezpośrednim spotkaniu w piątek 3:1 wygrała drużyna z Ameryki Południowej.

    Przypomnijmy, że w sobotę 23 sierpnia do gry na mistrzostwach świata w Tajlandii, które potrwają do 7 września, ruszy reprezentacja Polski. Siatkarki trenera Stefano Lavariniego zagrają o 14:30 czasu polskiego z Wietnamkami. W dwóch pozostałych spotkaniach fazy grupowej zmierzą się z Kenijkami i Niemkami.

  • US Open już “rozstrzygnięty”? Amerykanie wskazali murowaną faworytkę

    US Open już “rozstrzygnięty”? Amerykanie wskazali murowaną faworytkę

    Iga Świątek ma za sobą fantastyczne tygodnie – najpierw sięgnęła po tytuł w Wimbledonie, później wygrała prestiżowy turniej w Cincinnati, a teraz z dużą pewnością siebie szykuje się do startu w US Open. Amerykański magazyn „Sports Illustrated” nie ma wątpliwości, kto jest największą kandydatką do zwycięstwa w Nowym Jorku. „Wszystkie znaki wskazują na Świątek” – napisali dziennikarze.

    Jeszcze kilka miesięcy temu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Początek sezonu 2025 pełen był dyskusji o rzekomym kryzysie najlepszej polskiej tenisistki. Eksperci i kibice zastanawiali się, jak 24-latka poradzi sobie z problemami. Dziś jednak nikt już o tym nie mówi – Świątek znów uchodzi za dominującą siłę kobiecego touru.

    Świątek ponownie na szczycie

    Polka w Cincinnati nie straciła nawet seta, potwierdzając swoją klasę i wysoką formę. Kibice mają wciąż świeżo w pamięci także jej wielkoszlemowy triumf na trawie Wimbledonu. Co więcej, w Nowym Jorku świetnie wypadła również w mikście – wspólnie z Casperem Ruudem doszła aż do finału. Jedynym niedawnym niepowodzeniem Świątek był start w Montrealu, gdzie odpadła w 1/8 finału po porażce z Clarą Tauson.

    Mimo tego „Sports Illustrated” jasno wskazuje ją jako główną faworytkę US Open.

    Rywalki nie będą łatwe

    Na drodze Polki czekają poważne przeszkody. Tytułu broni Aryna Sabalenka, obecna liderka rankingu WTA. Coco Gauff spróbuje sięgnąć po drugi wielkoszlemowy tytuł w tym sezonie, a Madison Keys – triumfatorka Australian Open – także marzy o sukcesie w Nowym Jorku.

    „Nasza magiczna kula podpowiada jednak, że wszystkie znaki wskazują na Świątek. Jako rozstawiona z numerem trzy startuje z najlepszej pozycji. Jej gra jest dziś niezwykle kompletna – defensywa daje jej tyle samo punktów, co ofensywa. Burzliwe miesiące sprzed Wimbledonu są już tylko wspomnieniem” – czytamy w amerykańskim magazynie.

    Pierwszy krok

    Na otwarcie US Open Iga Świątek zmierzy się z Hiszpanką Emilianą Arango. Spotkanie zaplanowano na niedzielę, 24 sierpnia.

  • 21-letnia Polka sprawiła najpiękniejszą niespodziankę na US Open

    21-letnia Polka sprawiła najpiękniejszą niespodziankę na US Open

    21-letnia Polka sprawiła najpiękniejszą niespodziankę na US Open

    Linda Klimovicova zagra w turnieju głównym US Open, jeśli przedrze się przez kwalifikacje. W drugiej rundzie polska tenisistka trafiła na znacznie wyżej notowaną (i rozstawioną) Jessikę Ponchet. Jednak nie przestraszyła się faworytki i po zwycięstwie 6:3, 6:3 tylko jeden mecz dzieli ją od wielkoszlemowego debiutu.

     

    Linda Klimovicova (188. WTA), która nigdy nie zagrała w drabince głównej Wielkiego Szlema, rozpoczęła kwalifikacje US Open od pokonania 7:6(4), 6:7(2), 6:4 Aliny Korniejewej (195. WTA). W drugiej fazie poprzeczka poszła mocno w górę, gdyż Polka rywalizowała z Jessiką Ponchet (129. WTA), rozstawioną z numerem 25. Mecz odbył się w nocy z 21 na 22 sierpnia.

     

    Linda Klimovicova pokazała, co potrafi. W kwalifikacjach US Open ograła rozstawioną zawodniczkę

     

    21-latka dosyć szybko zaskoczyła faworytkę. W piątym gemie co prawda zmarnowała pierwszą szansę na przełamanie, jednak za drugim razem była już bezbłędna. Potem utrzymywała podanie, aż przy stanie 5:3 miała break point na wagę seta. Wykorzystała to i zwyciężyła 6:3.

     

    W drugim secie Klimovicova miała trochę więcej problemów. Mianowicie w trzecim gemie mogła zostać przełamana, jednak wybroniła się przed tym. Co dodało jej wiatru w żagle i niedługo przypuściła skuteczny kontratak.

     

    Linda Klimovicova pokonała Jessikę Ponchet i jest o krok od US Open. Znów nie będzie faworytką

     

    Prowadząc 3:2, polska tenisistka wygrała podanie Ponchet bez straty punktu. W tym momencie zwycięstwo miała o krok i nie zmarnowała tej szansy. Po wykorzystaniu drugiej piłki meczowej odniosła triumf 6:3, 6:3. Potrzebowała do tego 68 minut.

     

    W decydującej rundzie kwalifikacji US Open Linda Klimovicova zmierzy się z Darją Semenistają (116. WTA), rozstawioną z numerem 12. To spotkanie odbędzie się w piątek, najwcześniej o godz. 20:00 czasu polskiego(na korcie 10).

     

  • Tak słynny trener Szarapowej nazwał Świątek. Poszło w świat

    Tak słynny trener Szarapowej nazwał Świątek. Poszło w świat

    Tak słynny trener Szarapowej nazwał Świątek. Poszło w świat

    Iga Świątek jest ostatnio w znakomitej formie. Polka w lipcu wygrała Wimbledon, a w sierpniu Cincinnati Open, co sprawia, że jest regularnie chwalona przez ekspertów. Należy do nich też trener Rick Macci, który zdradził, jaką cechę Polki ceni sobie najbardziej. O tych słowach byłego opiekuna sióstr Williams będzie głośno!

     

    Iga Świątek w nocy z środy na czwartek czasu polskiego rywalizowała w turnieju miksta w US Open. Wraz z Casperem Ruudem awansowała do finału tych zawodów, ale tam musiała uznać wyższość włoskiej pary Sara Errani – Andrea Vavassori. Obecnie Polka przygotowuje się już do startu w wielkoszlemowych zawodach singla w Nowym Jorku. Jej celem będzie powtórzenie wyniku z 2022 roku, kiedy pokonała w finale Ons Jabeur i odniosła jeden z największych sukcesów w karierze.

     

    Rick Macci znowu chwali Igę Świątek

     

    W ostatnich tygodniach na największego fana talentu Świątek wyrósł Rick Macci. Amerykański szkoleniowiec bronił Polki, gdy inni przedstawiciele tenisowego środowiska wytykali jej, że rozgrywała mecze w Cincinnati o wczesnych porach, będąc faworyzowaną przez organizatorów. Teraz natomiast były trener Marii Szarapowej czy sióstr Williams za pośrednictwem “X” postanowił wskazać, co najbardziej zachwyca go w grze 24-letniej tenisistki.

     

    – Tym, co najbardziej kocham u Punishera [tak Macci nazywa Polkę, nawiązując do znanej fikcyjnej postaci z komiksowego uniwersum Marvela – przyp. red.], jest jej praca stóp. To powód, przez który tak trudno ją pokonać. Iga jest świetnym wzorem do naśladowania dla wszystkich młodych tenisistek, które powinny tańczyć na korcie tak jak polska wiewiórka – podkreślił Macci.

     

    W pierwszej rundzie US Open polska tenisistka zmierzy się z Hiszpanką Emilianą Arango. Ten mecz jest zaplanowany na niedzielę, 24 sierpnia.

     

  • Sabalenka jednak górą nad Świątek, kompletne zaskoczenie. Po wszystkim puściły hamulce

    Sabalenka jednak górą nad Świątek, kompletne zaskoczenie. Po wszystkim puściły hamulce

    Sabalenka jednak górą nad Świątek, kompletne zaskoczenie. Po wszystkim puściły hamulce

    Iga Świątek i Aryna Sabalenka przystępują do US Open jako dwie największe faworytki do triumfu. Ich bezpośrednie starcie w oczach sporej części kibiców byłoby wymarzonym scenariuszem wieńczącym wielkoszlemowe zmagania. Jeszcze przed startem rywalizacji w singlu kobiet doszło do pierwszego “pojedynku” dwóch topowych tenisistek. Dość niespodziewanie zdecydowanie górą wyszła z niego Białorusinka.

     

    Pojedynki Igi Świątek z Aryną Sabalenką w ostatnich latach stały się prawdziwą ozdobą rywalizacji w kobiecym tenisie i najbardziej wyczekiwanymi przez kibiców starciami. Po okresie dominacji Polki nastał czas, w którym lepsza była reprezentantka Białorusi. Wygrała ona 2-1 w półfinale Roland Garros, a wcześnie także 6:3, 6:3 przed rokiem na tym samym etapie turnieju, tyle że w Cincinnati.

     

    Ostatnie tygodnie należały jednak do Świątek. Polka triumfowała na Wimbledonie i w Cincinnati, po drodze sprawiając jedynie lekki zawód w Montrealu, gdzie odpadła już w 1/8 finału. Sabalenka natomiast na tytuł czeka od maja i triumfu w Madrycie.

     

    Sabalenka górą nad Świątek. Kontrowersyjny werdykt tuż przed US Open

     

    Tuż przed rozpoczęciem wielkoszlemowego turnieju oficjalny profil ITF opublikował na TikToku nagranie, które mocno podzieliło kibiców. Młodych tenisistów i tenisistki pytano o to, które tenisistki są obecnie na szczycie. I początkowo nikt nie wspominał o Idze Świątek.

     

    Każdy “uczestnik” wskazywał za to na Arynę Sabalenkę i Coco Gauff. Dwa głosy otrzymała także Mirra Andriejewa. Na szczęście po początkowych, zaskakujących odpowiedziach, zaczęły spływać głosy dla raszynianki.

     

    Finalnie wyniki “głosowania” prezentowały się następująco: osiem głosów dla Sabalenki, siedem dla Coco Gauff i pięć dla Igi Świątek. Po kilka otrzymały także wspomniana Andriejewa, Serena Williams, a także zajmująca obecnie odległe 72. miejsce w rankingu WTA Ons Jabeur.

     

    Świątek “przegrała” z Sabalenką i Gauff. Kibice oburzeni

     

    Taki wynik mimo wszystko można uznać za swego rodzaju “medialną porażkę” Igi Świątek. Chociaż Polka jest najbardziej utytułowaną w obecnym tourze, a w ostatnim czasie notowała sukcesy nieporównywalnie większe od Gauff, kojarzona jest przez młodzież mniej od Amerykanki.

     

    Rozkład głosów mocno oburzył kibiców. Niektórym z nich hamulce kompletnie puściły w komentarzach. Przede wszystkim zwracali oni uwagę na to, że Świątek otrzymała zdecydowanie zbyt mało głosów.

     

    “Dajcie spokój przecież Świątek to naturalna odpowiedź”, “Zbyt wiele czasu poświęcają na social media, gdzie Sabalenka jest wszędzie”, “Czy te dzieciaki w ogóle oglądają tenis? Iga to jedyna odpowiedź, ma na koncie sześć tytułów wielkoszlemowych”, “Coco nad Igą śmiech na sali”. Część z nich zwracała również uwagę na to, że w zestawieniu pojawiła się niespodziewanie Ons Jabeur.

     

    Za sprawą triumfu w Cincinnati Iga Świątek wróciła na pozycję wiceliderki rankingu WTA i rozpoczęła pogoń za Aryną Sabalenką. Strata wciąż jest duża, bo wynosi ponad trzy tysiące punktów, a dokładniej 3292. Białorusinka jednak w Nowym Jorku będzie bronić aż 2000 punktów, więc jeśli nie obroni tytułu, a raszynianka zajdzie daleko, zmniejszy jeszcze stratę.

     

  • Zawrzało po finale ze Świątek. Protest z zarządu Wimbledonu. Padły oskarżenia

    Zawrzało po finale ze Świątek. Protest z zarządu Wimbledonu. Padły oskarżenia

    Zawrzało po finale ze Świątek. Protest z zarządu Wimbledonu. Padły oskarżenia

    Tegoroczna rywalizacja w mikście na kortach US Open wywołała sporo emocji i burzliwych dyskusji. Nie wszystkim przypadła bowiem do gustu rewolucyjna zmiana formuły rywalizacji, która miała zachęcić do startu w zmaganiach największe gwiazdy singla, jak choćby Igę Świątek, która w parze z Casperem Ruudem dotarła aż do finału. Do krytyków tego rozwiązania zalicza się choćby zasiadający we władzach Wimbledonu Tim Henman, który w ostrych słowach podsumował to, co oglądaliśmy w Nowym Jorku.

     

    Redukcja liczby par z 32 do 16, skrócenie setów do 4 wygranych gemów i przede wszystkim przeniesienie zmagań z drugiego tygodnia singlowej rywalizacji na okres kwalifikacji – tak w skrócie wyglądały najważniejsze zmiany, które wdrożyli organizatorzy US Open, by uatrakcyjnić turniej miksta, a przy okazji zachęcić do udziału w zmaganiach największe gwiazdy gry pojedynczej. Przyciągnąć miała je również główna nagroda w wysokości miliona dolarów.

     

    Plan Amerykanów wypalił. Na liście startowej znalazło się wiele gwiazd, które – mimo obaw – w zdecydowanej większości ostatecznie wybiegły na kort. Wśród nich znalazła się Iga Świątek, która udała się do Nowego Jorku prosto po triumfie w turnieju WTA 1000 w Cincinnati i w duecie z Casperem Ruudem dotarła do samego finału. Górę wzięło w nim jednak doświadczenie włoskich obrońców tytułu – Sary Errani oraz Andrei Vavassoriego, którzy wygrali mecz po super tie-breaku wieńczącym drugą partię.

     

    Pomysł tak gruntownego przemodelowania turnieju par mieszanych na US Open od początku budził jednak spore kontrowersje. Wyrażała je jeszcze przed startem imprezy między innymi Katerina Siniakova, czyli ówczesna liderka światowego rankingu deblistek, skarżąc się na to, że zawodnicy specjalizujący się w grze podwójnej stoją na przegranej pozycji w walce o miejsca na liście startowej.

     

    Wciąż głośno o finale US Open z Igą Świątek. Padły ostre słowa krytyki

     

    Głosy krytyki nie milkną jednak i teraz, już po zakończeniu rywalizacji. Swoim oburzeniem podzielił się z brytyjskim portalem “The Telegraph” Tim Henman – były tenisista – niegdyś 4. rakieta świata w grze podwójnej i 11. w singlu – zasiadający obecnie we władzach Wimbledonu. 50-latek protestuje wobec nazywania ostatniego turnieju zmaganiami wielkoszlemowymi i oskarża organizatorów US Open o brak szacunku wobec innych imprez.

     

    – Czy jestem podekscytowany oglądaniem takich zawodników na korcie? Oczywiście. Ale nie zgadzam się po pierwsze z tym, że jest to wielkoszlemowy turniej, a po drugie z wyciągnięciem tego wydarzenia poza dwutygodniowy okres rywalizacji, ponieważ moim zdaniem jest to brak szacunku dla imprez w tourze WTA i ATP, które są rozgrywane w tygodniu poprzedzającym US Open – stwierdził Tim Henman.

     

    I dodał: – Staramy się, by współpraca w sporcie przebiegała lepiej. W mojej opinii to nie jest w tym pomocne. Zrobiłbym z tego imprezę pokazową. Ten turniej sprawił, że tytuł znacznie stracił na wartości, gdy zmieniony został system punktowania i kompletnie zrewolucjonizowany został sposób kwalifikacji. Ale rozumiem, że w mikstach i deblu jakość produktu idzie w górę, jeśli w turnieju grają zawodnicy z singla. Normalnie tego nie robią, zwłaszcza na wielkoszlemowych imprezach, ze względu na wymagania fizyczne.

     

  • Kolega nie oszczędził Igi Świątek. Żenująca sytuacja. “Brak klasy i szacunku”

    Kolega nie oszczędził Igi Świątek. Żenująca sytuacja. “Brak klasy i szacunku”

    Nie milkną komentarze po rywalizacji miksta na US Open. Po raz pierwszy w historii tych zawodów organizatorzy zaprosili głównie tenisistów specjalizujących się w grze pojedynczej, co – jak można się było spodziewać – wzbudziło sprzeciw wśród deblistów. Jednym z nich był Jan Zieliński, dwukrotny triumfator wielkoszlemowych zmagań w mikście. Jeden z jego wpisów w mediach społecznościowych wywołał sporą burzę i zarzuty, że zachował się mało elegancko wobec Igi Świątek.

    W poprzednim sezonie Zieliński cieszył się ze znakomitych sukcesów – w parze z Su-Wei Hsieh wywalczył tytuły w Australian Open i na Wimbledonie. W Nowym Jorku nie miał jednak okazji walczyć o kolejne trofeum, bo duet nie otrzymał zaproszenia. Ten sam los spotkał wielu innych specjalistów od miksta.

    Nowa formuła, stare kontrowersje

    Tegoroczny turniej rozgrywany był według zmienionych zasad. Organizatorzy chcieli nadać mu większego prestiżu i widowiskowości, dlatego postawili na gwiazdy światowego tenisa, na co dzień rywalizujące w singlu. Zieliński nie krył irytacji:
    – Domyślam się, że zdobycie dwóch tytułów wielkoszlemowych w jednym roku to za mało, by dostać zaproszenie do tej pokazówki. Dzięki za odebranie szansy i stworzenie „równych” warunków dla wszystkich – napisał w sieci.

    Po finale, w którym włoski duet Sara Errani/Andrea Vavassori pokonał Świątek i Caspera Ruuda 6:3, 5:7, 10-6, Zieliński ponownie zabrał głos, tym razem krócej: Forza Italia!

    Dodał też wpis, który szczególnie podgrzał atmosferę:
    – Może następnym razem dopuśćmy większą liczbę deblistów, żeby rywalizacja była ciekawsza? Nie ułatwiajmy tego Sarze i Vavie!

    Reakcje kibiców i samej Świątek

    Część internautów uznała, że w ten sposób Zieliński nieświadomie umniejszył występ Świątek, swojej reprezentacyjnej koleżanki. W komentarzach pojawiły się słowa o „braku klasy” i „braku szacunku”.

    Iga Świątek nie sprawiała jednak wrażenia dotkniętej. Na Instagramie napisała: Mam nadzieję, że nie ułatwiliśmy wam zadania – dziękując przy tym rywalom i podkreślając, że gra w Nowym Jorku sprawiła jej mnóstwo frajdy.

    Zieliński szybko zareagował na krytykę. W osobnym poście wyjaśnił, że jego słowa nie dotyczyły samego meczu ani wyniku finału, lecz braku obecności specjalistów od debla w turniejowej drabince.