• Trwa US Open, a Świątek ogłosiła takie wieści. “Jestem bardzo podekscytowana”

    Trwa US Open, a Świątek ogłosiła takie wieści. “Jestem bardzo podekscytowana”

    Iga Świątek bez najmniejszych problemów przeszła przez pierwszą rundę tegorocznego US Open i już przygotowuje się do kolejnego meczu. Między spotkaniami Polka postanowiła przekazać kibicom bardzo istotną informację.

    Turniej w Nowym Jorku rozpoczęła od starcia z Emilianą Arango. Liderka rankingu WTA zaprezentowała się znakomicie – od początku narzuciła swój rytm i nie pozwoliła rywalce na rozwinięcie skrzydeł. Kolumbijka mogła tylko chwilami nawiązywać walkę, ale ostatecznie Świątek gładko wygrała 6:1, 6:2 i pewnie awansowała do kolejnej fazy. – Fajerwerków nie było, bo i przeciwniczka nie miała zbyt wiele do zaoferowania. Iga była solidna i zdecydowanie za mocna – podsumowali eksperci.

    Ważne ogłoszenie Świątek – powrót do Chin

    Równolegle z rywalizacją w Nowym Jorku, Polka opublikowała wideo, w którym potwierdziła swój udział w turnieju WTA 1000 w Pekinie. – Cześć, tu Iga. Do wszystkich moich chińskich fanów: jestem bardzo podekscytowana, że w tym roku zagram w Pekinie – powiedziała tenisistka. Impreza rozpocznie się 24 września.

    Warto przypomnieć, że rok temu Świątek nie mogła wystąpić w tej imprezie z powodu miesięcznego zawieszenia po wykryciu śladowych ilości trimetazydyny. Substancja ta pojawiła się w jej organizmie w wyniku zażycia zanieczyszczonej melatoniny. W konsekwencji Polka nie zagrała również w turniejach w Seulu i Wuhan. Dwa lata temu za to odniosła w Pekinie wielki sukces – w finale pokonała Ludmiłę Samsonową i sięgnęła po tytuł.

    Na razie jednak cała uwaga Świątek skupia się na US Open. W drugiej rundzie zmierzy się z Holenderką Suzan Lamens, a spotkanie zaplanowano na czwartek.

    https://x.com/z_kortu/status/1960657125501222972?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1960657125501222972%7Ctwgr%5E28d645550051d9f2fb5b7ff4f21e164d6570abbb%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732206742trwa-us-open-a-swiatek-oglosila-takie-wiesci-jestem-bardzo.html

  • ‎Świątek górą nad Sabalenką, a to nie koniec wieści. Nad ranem pojawił się komunikat

    ‎Świątek górą nad Sabalenką, a to nie koniec wieści. Nad ranem pojawił się komunikat

    ‎Świątek górą nad Sabalenką, a to nie koniec wieści. Nad ranem pojawił się komunikat

    ‎Aryna Sabalenka, Iga Świątek i Coco Gauff to trzy czołowe tenisistki rankingu WTA, a przy okazji największe faworytki trwającego właśnie US Open. Jako ostatnia z tego grona awans do drugiej rundy wywalczyła sobie w nocy z wtorku na środę Amerykanka, która ograła po zaciętej, trzygodzinnej batalii Ajlę Tomljanović. Iga Świątek wcześniej rozprawiła się z Emilianą Arango. Pod względem meczów wygranych na imprezach wielkoszlemowych Polka jest lepsza od Aryny Sabalenki. Ale nad ranem pojawił się jeszcze komunikat ws. Coco Gauff. Za plecami raszynianki trwa zacięta walka.

    ‎

    ‎Pierwsza zadanie Igi Świątek na tegorocznym US Open zostało zaliczone na ocenę celującą. W pierwszej rundzie wielkoszlemowych zmagań na nowojorskich kortach Polka nie sprawiła niespodzianki, pewnie ogrywając 6:1, 6:2 Kolumbijkę Emilianę Arango.

    ‎

    ‎24-letnia raszynianka przystąpiła do turnieju jako druga rakieta świata. Po triumfie w turnieju WTA w Cincinnati wyprzedziła bowiem w światowym zestawieniu reprezentantkę Stanów Zjednoczonych – Coco Gauff, która wygrała US Open w 2023 roku, tym samym odbierając tytuł Polce.

    ‎

    ‎Także Amerykanka udanie rozpoczęła rywalizację przed własną publicznością, choć jej mecz był dużo bardziej zacięty, niż ten z udziałem Igi Świątek i przeciągnął się aż do trzech godzin. Rywalką Coco Gauff w nocy z wtorku na środę czasu polskiego była Australijka Ajla Tomljanović, która przegrała wprawdzie pierwszego seta 4:6, lecz w drugim postawiła się wyżej notowanej rywalce, wygrywając po tie-breaku. W decydującej partii górą była jednak reprezentantka gospodarzy (7:5) i to ona zagra o awans do trzeciej rundy z chorwacką tenisistką Donną Vekić.

    ‎

    ‎Komunikat po meczu Gauff na US Open. Świątek królową zestawienia

    ‎

    ‎Na triumf Coco Gauff zareagowali nad ranem statystycy portalu OptaAce, którzy ogłosili, że 21-latka jest obecnie trzecią tenisistką w stawce (wśród wciąż aktywnych zawodniczek, które rozegrały minimum 10 spotkań), jeśli chodzi o odsetek wygranych meczów wielkoszlemowych w całej karierze.

    ‎

    ‎Amerykanka wygrała 72 z 94 takich pojedynków, co daje jej skuteczność wynoszącą 76.6 procent.

    ‎

    ‎Niekwestionowaną liderką tego zestawienia jest rzecz jasna Iga Świątek, która wygrała dotąd 83.5 procent swoich wielkoszlemowych meczów. To pozwoliło jej sięgnąć po sześć tytułów. Polka jest triumfatorką tegorocznego Wimbledonu, a wcześniej wygrała także US Open i czterokrotnie była najlepsza na kortach Rolanda Garrosa.

    ‎

    ‎Tuż za plecami raszynianki w zestawieniu OptaAce znajduje się natomiast obecna liderka rankingu WTA – Aryna Sabalenka (78,5 procent wygranych spotkań).

    ‎

  • ‎Rekord Świątek, ale co stało się potem. Aż zawrzało. “Leciały grube przekleństwa”

    ‎Rekord Świątek, ale co stało się potem. Aż zawrzało. “Leciały grube przekleństwa”

    ‎Rekord Świątek, ale co stało się potem. Aż zawrzało. “Leciały grube przekleństwa”

    ‎W meczu pierwszej rundy tegorocznego US Open Iga Świątek pewnie ograła 6:1, 6:2 reprezentantkę Kolumbii – Emilianę Arango. Ciekawe sceny rozgrywały się jednak nie tylko na korcie, ale także w sali konferencyjnej już po zakończeniu spotkania, gdzie – jak relacjonuje Polska Agencja Prasowa – z ust 24-latki “leciały grube przekleństwa”. Rywalka wprost skomentowała między innymi rekord pobity przez naszą tenisistkę. – Mam to gdzieś – przyznała.

    ‎Iga Świątek udanie rozpoczęła swoją podróż przez drabinkę tegorocznej edycji US Open. W poniedziałkowym meczu pierwszej rundy polska tenisistka pewnie pokonała w dwóch setach (6:1: 6:2) Kolumbijkę Emilianę Arango, a ich mecz trwał niemal równo godzinę.

    ‎Po zapewnieniu sobie awansu do drugiej rundy Iga Świątek w trakcie wywiadu na korcie dołączyła się do chóru swoich koleżanek krytykujących piłki, którymi zawodniczki są zmuszone grać nie tylko na kortach US Open, ale i podczas US Swing.

    ‎- Piłki są takie same jak co roku. W Cincinnati zachowywały się trochę normalniej. Może dlatego, że było wilgotno, powietrze też było trochę gęstsze. Tutaj faktycznie piłka potrafi lecieć bez kontroli. Już wiele razy zawodniczki o tym mówiły, że mamy inne piłki niż mężczyźni. Myślę, że dopóki się one nie zmienią, to takie głosy zawsze będą, co roku – tłumaczyła nasza była liderka rankingu WTA.

    ‎Gorąco na konferencji Arango po meczu ze Świątek. “Leciały grube przekleństwa”

    ‎Gorąco zrobiło się jednak dopiero podczas konferencji prasowej Emiliany Arango, gdzie – wedle relacji pracującego dla Polskiej Agencji Prasowej w Nowym Jorku Tomasza Moczerniuka – “leciały grube przekleństwa”.

    ‎Kolumbijska tenisistka podczas spotkania z mediami bez gryzienia się w język opowiadała między innymi o tym, jak wyglądał jej plan na starcie z Igą Świątek.

    ‎- Mój poranny plan był taki, żeby zmuszać ją do wymian. Ale w pewnym momencie znudziło mi się oglądanie, jak mija mnie piłka po jej kolejnym winnerze i pomyślałam sobie: “K… idź na całość. Kogo to będzie obchodzić jak coś sknocisz?”. I przez moment dzięki temu grałam nieco lepiej. Gdybym więc miała zagrać to spotkanie raz jeszcze od nowa, to powiedziałabym sobie: “Pieprz to i po prostu wal z całej siły”. Innego planu na nią nie można mieć, bo ona i tak będzie dominować i kolekcjonować winnery – cytuje jej wypowiedź PAP.

    ‎Emiliana Arango w wymownych słowach odniosła się także do rekordu, który dzięki wygranej ustanowiła Iga Świątek, poprawiając wynik Moniki Seles w liczbie wygranych meczów otwarcia na turniejach WTA.

    ‎https://x.com/usopen/status/1960383092272587086

    ‎Zamiast pogratulować Polce tego osiągnięcia, wyraziła jednak radość z tego, że sama uniknęła tenisowego “bajgla”, czyli porażki 0:6 w pojedynczym secie.

    ‎Przepraszam, ale naprawdę mam to gdzieś. Jak już, to cieszę się tylko z tego, że nie udało się jej zaserwować mi bajgla, bo wiem, że lubi je rozdawać. Może więc następnym razem jak się spotkamy to będzie pamiętać, że będę gonić każdą piłkę, którą pośle w moją stronę

    ‎stwierdziła 24-latka, komentując rekord Polki

    ‎Potrafiła jednak także wprost skomplementować Igę Świątek, przypominając przy okazji ich starcia z 2017 roku z juniorskiego Rolanda Garrosa. – To coś nieprawdopodobnego. To sprawia, że czuję się trochę staro, choć przecież jestem młoda. Tyle rzeczy się wydarzyło od tamtej pory! Z tamtego meczu pamiętam, że kilka razy był przerywany przez deszcz – ach, ta paryska pogoda! – oraz to, że ona już wtedy była niesamowita. Byłam strasznie zła po porażce, ale mój trener powiedział: “Co się martwisz? Ona już niedługo wygra tu seniorskiego szlema!” No i kiedy w 2020 faktycznie tak się stało, przypomniał mi tę rozmowę. Pamiętam także, że już wtedy była mocna mentalnie. A dziś jej poziom koncentracji to w ogóle kosmos – powiedziała Emiliana Arango.

    ‎

  • Było 6:3, 6:2, 3:1. Nie do wiary, co się stało później. Szaleństwo w US Open

    Było 6:3, 6:2, 3:1. Nie do wiary, co się stało później. Szaleństwo w US Open

    Czy już w pierwszej rundzie US Open byliśmy świadkami najbardziej efektownego powrotu całego turnieju? Bardzo możliwe. To, czego dokonał Francisco Cerundolo w starciu z Matteo Arnaldim, z miejsca stało się jednym z głównych kandydatów do miana „come-backu roku” w Nowym Jorku. Argentyńczyk znajdował się w dramatycznej sytuacji – przegrywał 3:6, 2:6, 1:3 i był o krok od niespodziewanej porażki. A jednak udowodnił, że w sporcie nigdy nie wolno się poddawać.

    „It’s not over, until it’s over” – mówiła Iga Świątek po spektakularnym odwróceniu losów meczu z Danielle Collins na Australian Open 2024. Wtedy Polka odrobiła straty w decydującym secie, choć przegrywała już 1:4. Podobnymi słowami mógłby opisać swój wyczyn Cerundolo. Argentyńczyk, mimo że wracał po kłopotach zdrowotnych – kontuzja mięśni brzucha zmusiła go niedawno do poddania meczu z Alexandrem Zverevem w Toronto i wykluczyła z turnieju w Cincinnati – w Nowym Jorku znalazł w sobie siłę, by odmienić losy rywalizacji.

    Arnaldi dyktował warunki. Do czasu

    Na papierze to Cerundolo był faworytem – wyżej notowany (19. ATP wobec 64. miejsca Arnaldiego), bardziej doświadczony. Jednak to Włoch przez długi czas kontrolował wydarzenia. W pierwszych dwóch setach serwował jak natchniony, dając przeciwnikowi tylko dwie szanse na przełamanie, z czego tylko jedna została wykorzystana. Sam natomiast czterokrotnie odebrał podanie Argentyńczykowi i pewnie wygrał partie 6:3, 6:2.

    Trzeci set miał być formalnością. Kolejne przełamanie dało Arnaldiemu prowadzenie 3:1, a Cerundolo wyglądał na bezradnego. Ale właśnie wtedy nastąpił przełom. Argentyńczyk odłamał rywala w szóstym gemie, a przy stanie 5:6 zdominował go do zera przy jego własnym serwisie. Wygrał 7:5 i całkowicie odwrócił bieg meczu.

    Walka do końca i finałowa eksplozja

    Czwarty set był znacznie bardziej wyrównany, lecz w decydującym momencie znów lepszy okazał się Cerundolo. Przy stanie 5:4 przełamał Arnaldiego, odbierając mu podanie i wyrównując stan meczu na 2:2 w setach.

    O wszystkim decydował piąty set. Już na samym początku to Arnaldi miał szansę przechylić szalę na swoją stronę, lecz zmarnował dwa break pointy. Cerundolo natychmiast wykorzystał okazję – sam przełamał, objął prowadzenie 3:0 i nie oglądał się za siebie. Od tego momentu Włoch zdołał wygrać przy serwisie rywala zaledwie jedną wymianę. Argentyńczyk triumfował 3:6, 2:6, 7:5, 6:4, 6:3 po niemal czterech godzinach heroicznej walki (3 h 45 min).

    W nagrodę Cerundolo zagra w drugiej rundzie ze Szwajcarem Leandro Riedim (435. ATP). Zwycięzca tego meczu zmierzy się w kolejnej rundzie z lepszym z pary Kamil Majchrzak – Karen Chaczanow.

  • ‎Sceny po meczu Świątek. Nie do wiary, do czego doszło na trybunach. Bez skrupułów

    ‎Sceny po meczu Świątek. Nie do wiary, do czego doszło na trybunach. Bez skrupułów

    Niewyobrażalny chaos po meczu Świątek – kibice stracili wszelkie zahamowania w Nowym Jorku

    ‎Iga Świątek potrzebowała zaledwie godziny, aby zameldować się w drugiej rundzie US Open, ale to nie jej dominacja na korcie przyciągnęła największą uwagę. To, co wydarzyło się tuż po jej zwycięstwie, zszokowało wszystkich na trybunach Arthur Ashe Stadium i stało się tematem rozmów tysięcy kibiców.

    https://x.com/Eurosport_PL/status/1960385050467324382

     

    ‎Wymarzony początek w Nowym Jorku

    ‎Polska gwiazda rozpoczęła swoją kampanię w najlepszy możliwy sposób, odprawiając Kolumbijkę Emilianę Arango wynikiem 6:1, 6:2. Jednostronny rezultat był jasnym sygnałem: Świątek przyjechała do Nowego Jorku, by walczyć o trofeum.

    ‎Po meczu przyznała, że warunki były wymagające, ale szybko się dostosowała.

    ‎> – Starałam się przyzwyczaić do kortu, do innego rytmu niż w Cincinnati, a przede wszystkim do światłocienia. Połowa piłek, gdy byłam po drugiej stronie, po prostu znikała. Ale to nie miało większego znaczenia – dostosowałam się dobrze i dzięki temu grałam solidnie – wyjaśniła Świątek.

    ‎Szokujące sceny na trybunach

    ‎To jednak, co stało się chwilę później, okazało się prawdziwym tematem wieczoru. Świątek rozdawała autografy, a następnie posłała w trybuny kilka podpisanych piłek tenisowych. W jednej chwili Arthur Ashe Stadium eksplodował chaosem.

    ‎Szansa na złapanie piłki od Świątek była dla kibiców nie do odparcia. Świadkowie mówili o „czystym szaleństwie”. Fani z różnych zakątków – nie tylko z Polski – rzucili się desperacko, przepychając i zderzając się nawzajem, jakby chodziło o skarby bezcennej wartości.

    ‎„Złapać piłkę od Igi Świątek to marzenie każdego kibica – i to bynajmniej nie tylko z Polski” – napisał Eurosport Polska, publikując krótkie nagranie pokazujące całe zajście. Klip natychmiast obiegł internet, a widzowie mogli zobaczyć, jak fani walczą zawzięcie o bezcenną pamiątkę.

    ‎Historyczne rekordy padają

    ‎Zwycięstwo Świątek nie było zwykłą formalnością – zapisało się w historii tenisa. Polka wyprzedziła Monicę Seles w klasyfikacji najdłuższych serii wygranych meczów otwarcia w erze Open. Rekord wynosi teraz imponujące 65 spotkań.

    ‎Świątek wyrównała także osiągnięcie Agnieszki Radwańskiej – 24 wygrane mecze otwarcia z rzędu w turniejach wielkoszlemowych. Radwańska zbudowała tę serię między Roland Garros 2009 a Australian Open 2015. Raszynianka swoją rozpoczęła właśnie podczas US Open 2019, co nadaje temu wyczynowi dodatkowego znaczenia.

    ‎Co czeka w drugiej rundzie?

    ‎Teraz poprzeczka zawieszona jest jeszcze wyżej. W kolejnej rundzie Świątek zmierzy się z Holenderką Suzan Lamens, która w pierwszym meczu pokonała Valerie Glozman 6:4, 6:2. Choć jej ranking nie stawia jej w roli faworytki, to właśnie dzięki temu może być niezwykle groźna.

    ‎Jedno pozostaje pewne: Świątek jest jedną z głównych kandydatek do końcowego triumfu w Nowym Jorku. A po pierwszym meczu, w którym połączyła bezlitosną skuteczność z widowiskowym chaosem na trybunach, oczy całego świata skierowane są na jej kolejny krok.

    ‎

  • US Open: Ekspresowy mecz Igi Świątek. Zobacz skrót zwycięstwa z Arango [WIDEO]

    US Open: Ekspresowy mecz Igi Świątek. Zobacz skrót zwycięstwa z Arango [WIDEO]

    US Open: Ekspresowy mecz Igi Świątek. Zobacz skrót zwycięstwa z Arango [WIDEO]

    ‎Iga Świątek w imponującym stylu awansowała do drugiej rundy US Open. Polka, mistrzyni turnieju z 2022 roku, pokonała Kolumbijkę Emilianę Arango 6:1, 6:2 w zaledwie 61 minut i w kolejnym meczu zmierzy się z Holenderką Suzan Lamens.

     

    ‎Świątek od początku spotkania narzuciła swoje tempo i nie pozwoliła debiutantce z Kolumbii na rozwinięcie skrzydeł. W każdym secie przełamywała rywalkę dwukrotnie, a sama nie musiała bronić ani jednego break pointa. Skuteczny serwis i precyzyjne uderzenia sprawiły, że Polka kontrolowała przebieg meczu od pierwszej do ostatniej piłki.

    ‎

    ‎Dla drugiej rakiety świata był to pierwszy występ w tegorocznej edycji nowojorskiego turnieju. Wcześniej Świątek mogła świętować zwycięstwo w prestiżowym Cincinnati Open, a jeszcze w lipcu po raz pierwszy zgromadziła komplet publiczności na korcie Wimbledonu. Forma 23-latki daje jej kibicom duże nadzieje na kolejny długi marsz w Wielkim Szlemie.

    ‎

    ‎W drugiej rundzie rywalką Świątek będzie Holenderka Suzan Lamens. Spotkanie zapowiada się jako kolejny test formy Polki, która celuje w drugi w karierze triumf na kortach Flushing Meadows.

    ‎

  • Było już po meczu, gdy Osaka powiedziała to o Wiktorowskim. Króciutko

    Było już po meczu, gdy Osaka powiedziała to o Wiktorowskim. Króciutko

    Naomi Osaka w dobrym stylu zameldowała się w drugiej rundzie US Open. Japonka w ciągu zaledwie 84 minut rozprawiła się z Greentje Minnen 6:3, 6:4, a po spotkaniu podkreślała, jak dużą rolę w jej grze odgrywa Tomasz Wiktorowski.

    Udany początek współpracy z Polakiem

    Pod koniec lipca media obiegła informacja, że Osaka (24. WTA) rozpoczęła tymczasową współpracę z Tomaszem Wiktorowskim. Początek był obiecujący – w Montrealu Japonka dotarła aż do finału turnieju rangi WTA 1000, gdzie po trzech setach uległa Victorii Mboko (23. WTA). W Nowym Jorku para kontynuuje współpracę, a już pierwszy mecz na US Open stał się testem tego, nad czym pracowali wspólnie na treningach.

    Kontrola meczu od połowy pierwszego seta

    Spotkanie z Minnen zaczęło się od wymiany przełamań, ale przy stanie 2:3 Osaka włączyła wyższy bieg. Triumfatorka US Open z 2018 i 2020 roku zaczęła dominować w wymianach, pewnie serwowała i nie dawała rywalce żadnych szans przy jej podaniu. Cztery gemy z rzędu wystarczyły, by wygrać pierwszego seta 6:3 w 38 minut.

    Druga partia rozpoczęła się równie dobrze – Japonka wyszła na prowadzenie 2:0, co oznaczało serię sześciu wygranych gemów z rzędu. Wkrótce jednak inicjatywa na chwilę przeszła w ręce Belgijki, która przy stanie 3:3 przełamała Osakę i prowadziła 4:3. Japonka jednak błyskawicznie odzyskała kontrolę – wygrała 12 z 15 kolejnych punktów i zakończyła spotkanie wynikiem 6:3, 6:4.

    „Po prostu robię to, co mówi Tomasz”

    Na konferencji prasowej Osaka przyznała, że towarzyszył jej duży stres:
    — Mogłam mieć lepsze nastawienie. Byłam strasznie zestresowana, bo to dla mnie wyjątkowy turniej. Chciałam bardzo wygrać. Żałuję, że bardziej myślałam o wyniku niż o procesie, ale cieszę się, że dałam radę — powiedziała.

    Następnie odniosła się do pracy z Wiktorowskim:
    — Muszę ufać sobie. To trudne, kiedy serwujesz dobrze, a nagle zostajesz przełamana. Tomasz dużo ze mną pracował nad returnami i dzięki temu czuję się pewniej. To właśnie pozwoliło mi szybko odrobić stratę w drugim secie i był to kluczowy moment meczu.

    Osaka dodała także z uśmiechem:
    — Nie próbuję iść śladami innych. Po prostu robię to, co każe mi Tomasz. Wprowadziłam pewną zmianę, o której raczej nikomu nie powiem, bo daje mi to sporą przewagę. Mam nadzieję, że nikt się tego nie domyśli.

    Kolejne wyzwanie – Hailey Baptiste

    W drugiej rundzie Naomi Osaka zmierzy się z Hailey Baptiste (47. WTA). To będzie ich trzeci mecz w tym sezonie. Dwa poprzednie – w Auckland i Miami – kończyły się zwycięstwami Japonki, choć oba były zacięte i rozstrzygały się w trzech setach.

  • Sceny w US Open. Gauff była absolutną faworytką. Trzy godziny walki

    Sceny w US Open. Gauff była absolutną faworytką. Trzy godziny walki

    Trzy godziny – dokładnie tyle trwał pojedynek pierwszej rundy US Open pomiędzy Coco Gauff a Ajlą Tomljanović. Amerykanka w decydującym secie prowadziła już 5:3, ale mimo to kibice doczekali się niezwykle emocjonującej końcówki.

    Obrończyni tytułu z 2023 roku i obecnie trzecia rakieta świata, Coco Gauff, była murowaną faworytką tego starcia. Jej rywalką była 79. w rankingu WTA Ajla Tomljanović – tenisistka, która do 2014 roku reprezentowała Chorwację, a od 2018 roku gra dla Australii. Co ważne, Australijka nigdy wcześniej nie dotarła do półfinału turnieju wielkoszlemowego.

    Trzygodzinny thriller Gauff

    Spotkanie od samego początku miało zaskakujący przebieg. Gauff szybko przegrywała 1:3, ale błyskawicznie odrobiła straty, wygrywając trzy kolejne gemy. Od stanu 4:4 w pierwszym secie to ona była już stroną dominującą – zwyciężyła w ośmiu z dziesięciu wymian i zamknęła partię 6:4.

    W drugim secie Amerykanka prowadziła 4:2 i była blisko zakończenia meczu w dwóch odsłonach. Wtedy jednak do gry wróciła Tomljanović, która odrobiła straty i serwowała nawet po zwycięstwo w secie. Miała dwie piłki setowe, ale żadnej nie wykorzystała. Ostatecznie losy partii rozstrzygnął tie-break, w którym Australijka okazała się bezwzględna i wygrała 7:2.

    Decydujący set znów toczył się pod dyktando Gauff, która prowadziła 5:3. Wydawało się, że wszystko jest już rozstrzygnięte, lecz Tomljanović jeszcze raz poderwała się do walki i doprowadziła do remisu 5:5. W 11. gemie straciła jednak serwis i tym razem Amerykanka nie wypuściła już przewagi z rąk. Po trzech godzinach zakończyła mecz efektownym uderzeniem po linii, które dało jej awans do drugiej rundy.

    Statystyki i reakcje

    Choć Gauff posłała ponad dwa razy więcej winnerów od rywalki (29–12), to jednocześnie popełniła więcej niewymuszonych błędów (59–56). Obie tenisistki miały też problem z serwisem – w całym meczu oddały aż 17 podwójnych błędów (Amerykanka 10, Tomljanović 7).

    – To był niezwykle trudny mecz. Miałam okazję wygrać w dwóch setach, ale jej nie wykorzystałam. Ajla była wymagającą rywalką. Nie zaprezentowałam najlepszego tenisa, ale cieszę się z awansu. I tak widzę postęp w porównaniu do turnieju w Cincinnati – powiedziała Gauff tuż po spotkaniu.

    Dla 21-letniej zawodniczki był to pierwszy mecz po rozpoczęciu współpracy z Gavinem MacMillanem – trenerem, który pomógł Arinie Sabalence ograniczyć problemy z podwójnymi błędami serwisowymi. To właśnie serwis pozostawał największą bolączką Amerykanki w ostatnich miesiącach.

    Kolejna rywalka

    W drugiej rundzie Gauff zmierzy się z Donną Vekić (49. WTA). Chorwatka po trzysetowym boju pokonała Hiszpankę Jessicę Bouzas Maneiro (40. WTA) 3:6, 7:5, 6:3.

    US Open, I runda:
    Coco Gauff – Ajla Tomljanović 6:4, 6:7(2), 7:5

  • Collins błyskawicznie wyrzucona z US Open! To była absolutna klęska

    Collins błyskawicznie wyrzucona z US Open! To była absolutna klęska

    Trzeci dzień rywalizacji na US Open błyskawicznie przyniósł dużą niespodziankę. Danielle Collins, jedna z ulubienic amerykańskiej publiczności, zakończyła udział w turnieju już na etapie pierwszej rundy. Ku zaskoczeniu kibiców, 61. rakieta świata została wręcz rozbita przez Jacqueline Cristian, przegrywając 2:6, 0:6. Choć Collins miała za sobą wsparcie trybun, nie potrafiła przełożyć go na swoją grę – przez większość meczu wyglądała na sfrustrowaną i wyraźnie podenerwowaną.

    Cristian, sklasyfikowana o jedenaście miejsc wyżej w rankingu WTA, wcale nie była faworytką tego spotkania. Tym bardziej że w ostatnich startach – w Cincinnati i Monterrey – odpadała już w pierwszych rundach. Nikt jednak nie spodziewał się, że tym razem zagra tak pewnie i szybko rozprawi się z Amerykanką.

    Collins bezradna od połowy pierwszego seta

    Początek meczu mógł jeszcze dawać nadzieję miejscowym kibicom – Collins pewnie utrzymała podanie w swoich dwóch pierwszych gemach serwisowych. Jednak już w piątym gemie Cristian wywalczyła przełamanie i od tego momentu zdecydowanie przejęła inicjatywę. Grała szybciej, mocniej i skuteczniej, a dodatkowo bardzo dobrze czytała zamiary rywalki. W siódmym gemie Collins próbowała się jeszcze bronić, ale i wtedy musiała uznać wyższość przeciwniczki. Chwilę później Cristian zamknęła seta wynikiem 6:2.

    Drugi set bez historii

    W drugiej partii Rumunka (choć urodzona w Rumunii, od 2024 roku reprezentująca Belgię) włączyła jeszcze wyższe tempo. Collins nie była w stanie odpowiedzieć – ograniczała się wyłącznie do rozpaczliwej defensywy, a jej język ciała zdradzał coraz większe zniechęcenie. Cristian konsekwentnie dominowała i punktowała niemal każdą akcję. Efekt? Błyskawiczne 6:0 i koniec meczu po zaledwie 67 minutach.

    Koniec sezonu dla Collins

    Jacqueline Cristian melduje się w drugiej rundzie, gdzie zmierzy się ze zwyciężczynią meczu Ashlyn Krueger – Sofia Kenin. Dla Danielle Collins porażka oznacza koniec nie tylko przygody z nowojorskim turniejem, ale i całego sezonu – Amerykanka wcześniej zapowiadała, że tegoroczny US Open będzie jej ostatnim występem w 2025 roku. To już szósty raz w karierze, kiedy Collins odpada z US Open po zaledwie jednym meczu.

  • ‎2-7 Gauff w tie-breaku. Niedowierzanie na Arthur Ashe Stadium. Decydował trzeci set

    ‎2-7 Gauff w tie-breaku. Niedowierzanie na Arthur Ashe Stadium. Decydował trzeci set

    ‎2-7 Gauff w tie-breaku. Niedowierzanie na Arthur Ashe Stadium. Decydował trzeci set

    ‎Coco Gauff prowadziła już z Ajlą Tomljanovic 6:4 i 4:2, kibice na Arthur Ashe Stadium odliczali już minuty do końca tego starcia. Miało wyłonić ostatnią uczestniczkę drugiej rundy US Open, faworytka pewnym krokiem zmierzała do sukcesu. I nagle Gauff wpadła w kryzys, przegrała trzy kolejne gemy, a później i seta. Amerykanie stanęli w sytuacji, gdy druga z ich gwiazd, po Madison Keys, mogła pożegnać się z najważniejszym turniejem za oceanem. I nie byli pewni sukcesu nawet w trzecim secie, tu było jeszcze 5:5.

    ‎

    ‎Dwa lata temu 19-letnia Coco Gauff dopięła swego – wygrała US Open, najważniejszy dla amerykańskich tenisistek turniej, bo rozgrywany w ich kraju. W XXI wieku udało się to jeszcze siostrom Williams i niespodziewanie Sloane Stephens. A później Coco, która ma się stać przecież następczynią Sereny Williams.

    ‎

    ‎Do połowy czerwca wszystko Amerykance się udawało, świetnie grała na mączce, wygrała French Open. A trawa już to wrażenie zmieniła, wpadki w Berlinie czy Londynie. Nie było przełomu w Montrealu i Cincinnati, Coco zdecydowała się więc na zmianę w swoim sztabie trenerskim. I “transfer” Gavina McMillana, który wyprowadził na prostą w zakresie serwisu samą Arynę Sabalenkę.

    ‎

    ‎Gauff spodziewała się, że w US Open może być jeszcze trudno o jakieś efekty ich współpracy. I słusznie, także w zakresie podania wciąż nie jest u niej dobrze.

    ‎

    ‎US Open. Coco Gauff kontra Ajla Tomljanovic w US Open. Rewanż za igrzyska w Paryżu

    ‎

    ‎Amerykanie stracili już na Flushing Meadows jedną ze swoich faworytek, bo sensacyjnie mecz przegrała Madison Keys. Trudno było sobie wyobrazić, by to samo mogło spotkać Gauff. Z Austrlijką mierzyła się rok temu w Paryżu, w smutnych w sumie dla nich igrzyskach. Wtedy jednak nie zawiodła, w 57 minut rozbiła rywalkę 6:3, 6:0.

    ‎

    ‎Teraz cały ten swój dorobek z Paryża Australijka miała już zapisany w wyniku po czterech gemach, prowadziła 3:1. Coco popełniała błędy, serwowała nie z prędkością ponad 180 km/godz., do czego przecież wcześniej przyzwyczaiła. Dziś to był pomiar 150-160, do niedawna coś niewyobrażalnego. Nie chciała ryzykować podwójnych błędów, będących jej zmorą, długo to się udawało. A w pewnym momencie przejęła inicjatywę, ze stanu 1:3 doprowadziła do 6:4. Tomljanovic korzystała właściwie tylko z błędów Amerykanki, czekała na nie. Sama w tej partii miała zaledwie jedno wygrywające zagranie.

    ‎

    ‎Nie inaczej było i w drugim secie, aż do stanu 4:2 dla faworytki. Coco jeszcze serwowała, miała równowagę, była o dwie piłki od 5:2. Z takiego stanu pewnie już rywalka by się nie podniosła.

    ‎

    ‎Za moment zaś wszystko się odmieniło. To Ajla zaczęła grać agresywnie, wymuszała błędy. Odrobiła straty, miała dwa setbole w dziesiątym gemie. Wtedy nie dopięła swego, uczyniła to w tie-breaku.

    ‎

    ‎Mina Coco Gauff po drugim secie mówiła wszystko – zgubiła całą pewność siebie, którą miała do połowy tej partii. Gdyby i teraz zawiodła, właściwie mogłaby pożegnać się z już marzeniami o rywalizacji z Aryną Sabalenką i Igą Świątek w tym roku o szczyt rankingu. Ona musi później bronić wielkich zdobyczy w Pekinie i Rijadzie, w Nowym Jorku mogła zaś trochę odrobić.

    ‎

    ‎Tymczasem początkowo w trzecim secie przełomu nie było. Obie miały problemy serwisowe, na przegranego gema Tomljanovic tym samym reagowała Gauff. Serwis przestał być ich jakimkolwiek atutem. I już miało być 2:2, gdy przy stanie 15-40 Coco dała jednak radę coś zmienić. Trochę pomógł chyba brak sił Australijki, ale też wróciło mocno i skuteczne pierwsze podanie. To dające punkt na 3:1 było posłane z mocą 113 mil na godzinę, grubo ponad 180 km/godz. Tego wcześniej Amerykance brakowało.

    ‎

    ‎Znów więc trzecia rakieta świata miała sporą zaliczkę, ale przecież w poprzednim secie było podobnie. I nic to nie dało.

    ‎

    ‎W końcu zaczęły wygrywać swoje gemy serwisowe, Coco miała jednak wciąż tę minimalną przewagę. Miała też piłkę na 5:2, Australijka wybroniła się serwisem.

    ‎

    ‎Była już 4.01 w nocy polskiego czasu, gdy Gauff serwowała przy stanie 5:4. I zaczęła gema od… dwóch podwójnych błędów. A później wyrzuciła forhend na 15-40. Za moment zaś, po 168 minutach walki, zrobiło się 5:5. I cała zabawa zaczynała się od nowa.

    ‎

    ‎Więcej precyzji w tych dwóch ostatnich gemach zachowała jednak Coco. Wygrała 6:4, 6:7 (2), 7:5 – po 177 minutach ciężkiej walki. Choć nie pokazała formy, która stawiałaby ją w roli kandydatki do tytułu.

    ‎