• Tak Ostapenko potraktowała rywalkę. Awantura na korcie. Łotyszka wyeliminowana z turnieju

    Tak Ostapenko potraktowała rywalkę. Awantura na korcie. Łotyszka wyeliminowana z turnieju

    US Open: Burzliwy mecz Ostapenko z Townsend. Awantura przy siatce po ostatniej piłce

    Spotkanie drugiej rundy US Open z udziałem Jeleny Ostapenko i Taylor Townsend przyniosło kibicom ogromne emocje – zarówno na korcie, jak i tuż po jego zakończeniu. Choć Łotyszka przez długi czas kontrolowała przebieg pierwszego seta, to ostatecznie przegrała dziewięć gemów z rzędu i całe spotkanie 5:7, 1:6. Po meczu doszło do gorącej wymiany zdań, która wywołała poruszenie na trybunach.

    Od 5:3 do katastrofy

    Początek meczu należał do mistrzyni Roland Garros 2017. Ostapenko błyskawicznie objęła prowadzenie 3:0 z podwójnym przełamaniem i wydawało się, że ma rywalizację pod kontrolą. Townsend odrobiła część strat, lecz Łotyszka wciąż utrzymywała przewagę i przy stanie 5:3 była o krok od wygrania pierwszej partii. Wtedy jednak nastąpił nagły zwrot – Amerykanka złapała rytm, zaczęła seryjnie punktować i wygrała cztery kolejne gemy, triumfując 7:5.

    Bezradność w drugim secie

    Druga odsłona była już jednostronna. Townsend serwowała pewnie, niemal bezbłędnie rozgrywając swoje gemy. Ostapenko natomiast nie potrafiła domknąć żadnego z własnych podań – mimo że w kilku gemach prowadziła 40:30 czy nawet 40:15. Wydawało się, że Amerykanka zakończy seta „na sucho”, ale przy stanie 5:0 Łotyszka zdołała urwać honorowego gema. To jednak tylko opóźniło nieuniknione – chwilę później liderka deblowego rankingu WTA zamknęła mecz 7:5, 6:1 i awansowała do trzeciej rundy, gdzie czeka już na nią młoda Rosjanka Mirra Andriejewa.

    Napięcie przy siatce

    Zwyczajowy gest sportowej wymiany uścisków po meczu tym razem przerodził się w otwarty konflikt. Ostapenko, która pierwsza zaczęła rozmowę, ostro zaatakowała rywalkę, a cała sytuacja przerodziła się w krótką, ale intensywną kłótnię. Gestykulacje obu zawodniczek wywołały poruszenie na trybunach, a publiczność głośno wygwizdała Łotyszkę. Townsend, oddalając się od siatki, dodatkowo gestami zachęcała kibiców do aplauzu i wskazywała na swoją przeciwniczkę.

    Ostre słowa po meczu

    W rozmowie z ESPN Amerykanka nie kryła oburzenia zachowaniem rywalki. – Powiedziała mi, że nie mam klasy, że jestem niewyedukowana i że zobaczę, co się stanie, kiedy wyjadę poza USA – relacjonowała Townsend.

    Tak więc drugorundowe starcie Ostapenko z Townsend przejdzie do historii nie tylko z powodu sportowych emocji, ale także głośnej „dogrywki” przy siatce, która wzbudziła równie wiele komentarzy, co sam przebieg meczu.

    https://x.com/espn/status/1960835104663605429?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1960835104663605429%7Ctwgr%5E4556f51b50eb08802345013e50c5485d087cdd23%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Fus-open%2Fnews-tak-ostapenko-potraktowala-rywalke-awantura-na-korcie-lotysznId22178792

  • Ostapenko odpada z US Open i wywołuje skandal! I kto tu nie ma klasy?

    Ostapenko odpada z US Open i wywołuje skandal! I kto tu nie ma klasy?

    Ostapenko odpada z US Open i wywołuje skandal! I kto tu nie ma klasy?

    ‎Jelena Ostapenko niespodziewanie przegrała z Taylor Townsend w drugiej rundzie US Open. Tenisistka nawet serwowała na zwycięstwo w pierwszym secie, ale Amerykanka dała radę się wybronić i odwrócić losy całego spotkania. Po ostatniej piłce doszło do sprzeczki między zawodniczkami. Padły mocne słowa.

    ‎

    ‎Iga Świątek kapitalnie rozpoczęła rywalizację na US Open. Polka pewnie pokonała Kolumbijkę Emilianę Arango i awansowała do kolejnej rundy. “Polka wyraźnie zwyciężyła 6:1, 6:2. Nie było momentu w tym meczu, by nasza tenisistka mogła poczuć się zagrożona. Pewnie weszła w turniej US Open, a większe wyzwania dopiero przed nią” –

    ‎

    ‎Mocne otwarcie Ostapenko i comeback Townsend

    ‎

    ‎Druga rakieta świata może też odetchnąć z ulgą, bo dość niespodziewanie z turniejem pożegnała się Jelena Ostapenko (26. WTA). Łotyszka mierzyła się w drugiej rundzie z Taylor Townsend (139. WTA). Ten mecz zaczął się dla wyżej notowanej tenisistki bardzo dobrze, bo już prowadziła 3:0, dwukrotnie przełamując przeciwniczkę. Tego ostatniego breaka nie była w stanie potwierdzić, bo Amerykanka dała radę odrobić stratę jednego przełamania (3:1).

    ‎

    ‎Ostapenko doprowadziła do wyniku 5:4 i serwowała na zwycięstwo w tym secie. Jednak… nie udało jej się przypieczętować triumfu w pierwszym secie. Po kilku wymianach Townsend wyszła na prowadzenie 0:40 i miała trzy break pointy. Udało jej się wykorzystać dopiero drugą okazję do przełamania. W kolejnej odsłonie tego seta Amerykanka obroniła swoje podanie i po raz pierwszy wyszła na prowadzenie 5:6. W dwunastym gemie powtórzyła się sytuacja sprzed chwili – Townsend wygrała trzy pierwsze akcje i miała trzy break pointy. Ostapenko broniła się, jak mogła, ale ostatecznie zdołała wygrać tylko dwie akcje. Ta partia zakończyła się wynikiem 5:7 dla niżej notowanej tenisistki.

    ‎

    ‎Jelena Ostapenko rozbita w drugim secie

    ‎

    ‎To, co się stało na pewno podłamało Jelenę Ostapenko, a potwierdzenie tego mieliśmy w kolejnym secie. Townsend bez większych problemów wygrała pierwszych pięć gemów, więc wyrobiła sobie bardzo bezpieczną przewagę. Nie mająca nic do stracenia Łotyszka “puściła rękę”, ale była w stanie tylko zdobyć jednego gema. Amerykanka wygrała tę partię 1:6, a cały mecz 0:2.

    ‎

    ‎Ogromna sprzeczka po zakończeniu spotkania

    ‎

    ‎Po spotkaniu doszło do sprzeczki między tenisistkami. Według relacji “The Athletic” – pod siatką Ostapenko powiedziała Townsend, że powinna przeprosić za jedno z uderzeń, które trafiło w górną część siatki. Amerykanka miała odpowiedzieć, że nie ma za co przepraszać i tak rozgorzała dyskusja. “Pod koniec Ostapenko zdawała się powtarzać zdanie ‘nie masz wykształcenia’ trzy razy, zanim Townsend powiedziała jej, że może ‘nauczysz się lepiej znosić porażkę’” – czytamy.

    ‎https://x.com/Olly_Tennis_/status/1960843549823656082

    ‎Więcej na ten temat powiedziała Amerykanka, która w pomeczowym wywiadzie zrelacjonowała całą sytuację. “To rywalizacja… ludzie denerwują się, gdy przegrywają. Niektórzy mówią złe rzeczy. Powiedziała mi, że nie mam klasy, ani wykształcenia i żebym zobaczyła, co się stanie, gdy wyjedziemy poza USA” – oświadczyła.

    ‎

    ‎W kolejnej rundzie Taylor Townsend zmierzy się z Mirrą Andirejewą. Rosjanka pokonała Anastazję Potapową 2:0 i bez większych problemów przeszła dalej w drabince US Open. Jelena Ostapenko była po drugiej stronie drabinki tego turnieju, co Iga Świątek, więc tenisistki ewentualnie mogły spotkać się w finale. To była dobra wiadomość dla Polki przed turniejem, gdyż ma z nią niekorzystny bilans, wynoszący 0:6.

    ‎https://x.com/TheTennisLetter/status/1960835946372587661

    ‎Jelena Ostapenko – Taylor Townsend 0:2 (5:7, 1:6)

  • Świątek przegrywała 3:6, 0:1. Pojawiły się łzy

    Świątek przegrywała 3:6, 0:1. Pojawiły się łzy

    Iga Świątek dobrze pamięta, jak trudna bywa druga runda US Open. Cztery lata temu, w 2021 roku, jej mecz z Fioną Ferro przeszedł do historii jako prawdziwy rollercoaster emocji. Polka przegrywała już 3:6, 0:1, a chwilę później straciła kolejne podanie. Wtedy w oczach Świątek pojawiły się łzy – kamery uchwyciły moment, gdy kucnęła przy krzesełku, schowała głowę i nie potrafiła powstrzymać emocji. To był jeden z najtrudniejszych momentów w jej karierze wielkoszlemowej. A jednak właśnie z niego narodził się spektakularny powrót, zakończony zwycięstwem 3:6, 7:6, 6:0.

    Komentator podsumował trzeci set słowami: „sprintem do mety”. Rzeczywiście, decydująca partia była już jednostronnym widowiskiem, w którym tenisistka z Raszyna pokazała pełnię swoich możliwości. Ale zanim do tego doszło, Świątek musiała przetrwać prawdziwy maraton – pełen błędów, frustracji i chwiejnej psychiki.

    Ferro, notowana wówczas na 74. miejscu rankingu WTA, w pierwszym secie dyktowała warunki. Grała odważnie, zdobyła osiem piłek kończących i popełniła zaledwie pięć niewymuszonych błędów. Świątek była na minusie (11 winnerów przy 15 błędach), a w końcówce oddała seta po podwójnym błędzie serwisowym i kolejnym nieudanym returnie.

    Na początku drugiej odsłony obraz gry wcale się nie poprawił. Polka straciła serwis, a Francuzka objęła prowadzenie 2:0. Wtedy Świątek musiała dać upust emocjom – popłakała się, a potem zirytowana przekazywała coś swojemu sztabowi. Po meczu przyznała:

    – Nie zaczęłam dobrze, miałam problemy z poruszaniem się. To nie pierwszy raz, więc wiem, że muszę nad tym pracować. W drugim secie rozluźniłam się i zmieniłam trochę taktykę.

    Stopniowo jej forhend zaczął siać spustoszenie. Wyszła na prowadzenie 4:2, lecz Ferro walczyła do końca – w dwunastym gemie obroniła dwie piłki setowe i doprowadziła do tie-breaka. Tam jednak inicjatywę przejęła Świątek. Znakomity forhend po linii dał jej prowadzenie 5:2, a błędy rywalki dokończyły dzieła.

    Trzeci set był już popisem czystej dominacji. Polka wygrała go 6:0 i mogła pochwalić się lepszym bilansem winnerów niż błędów (37-35). To zwycięstwo pokazało jej ogromną siłę mentalną.

    Eksperci zwracali uwagę, że przy stanie 3:6, 0:2 wielu kibiców włączało transmisję, by sprawdzić, co się dzieje z faworytką. – Widzieli, że Iga ma problemy, ale nad nimi pracuje. Że potrafi się skupić, zamknąć oczy i sięgnąć po narzędzia, które pomagają jej wrócić do gry – oceniano.

    Ówczesny sztab Świątek podkreślał, że nigdy nie zwątpili w jej zwycięstwo, nawet przy tak trudnym wyniku. A łzy? Trener apelował, by dać zawodniczce prawo do przeżywania emocji.

    – To pokazuje, jak wielkim wysiłkiem jest taki mecz. Łzy to nie oznaka słabości, lecz naturalna reakcja. Dlaczego mielibyśmy tego Idze odmawiać? Zawodnik z pierwszej dziesiątki musi być Supermanem? Nie musi. Ona jest pod większą presją niż każdy z nas – mówił.

    Od tamtej pory Świątek nigdy więcej nie musiała grać tak dramatycznego meczu w drugiej rundzie US Open. Teraz, gdy na tym samym etapie turnieju zmierzy się z Holenderką Suzan Lamens, wydaje się, że droga powinna być znacznie prostsza. Choć historia z 2021 roku przypomina, że na wielkoszlemowych kortach niczego nie można być pewnym.

  • Świątek przegrywała 3:6, 0:1. Pojawiły się łzy

    Świątek przegrywała 3:6, 0:1. Pojawiły się łzy

    Świątek przegrywała 3:6, 0:1. Pojawiły się łzy

    ‎Iga Świątek popłakała się, gdy przegrywała w 2. rundzie US Open 2021 3:6, 0:1, a chwilę później straciła kolejnego gema. Potem jednak nastąpił wielki zwrot i wygrała po ponad dwugodzinnym boju z Francuzką Fioną Ferro 3:6, 7:6, 6:0. Teraz na tym etapie nowojorskiej imprezy polska tenisistka zmierzy się z Helenderką Suzan Lamens.

    ‎

    ‎- Sprintem do mety – podsumował komentator, gdy Iga Świątek wyszła na prowadzenie 5:0 w decydującym secie pojedynku z Fioną Ferro sprzed czterech lat. Ale wcześniej w tym meczu Polka zaliczyła prawdziwy maraton, w którym początkowo miała mocno pod górkę. Nigdy więcej takiego spotkania w 2. rundzie US Open nie zagrała. Wydaje się, że teraz z Suzan Lamens, z którą nigdy wcześniej się nie mierzyła, powinna się uporać znacznie szybciej.

    ‎

    ‎Świątek kucnęła i pochyliła głowę. Polka wskazała problem. “To nie był pierwszy raz”

    ‎

    ‎Świątek wcześniej rywalizowała z Ferro raz i wówczas bez najmniejszych problemów wyeliminowała Francuzkę. W Nowym Jorku jednak ta przez dwa sety była bardzo wymagającą przeciwniczką. W pierwszym kontrolowała sytuację, notując osiem uderzeń wygrywających i pięć niewymuszonych błędów. Polka była wówczas pod tym względem na minusie (11-15). W końcówce straciła podanie po podwójnym błędzie, a partię zakończyła błędem przy returnie.

    ‎

    ‎Wróciła potem na właściwą ścieżkę, choć początek drugiej odsłony mógł jeszcze tego nie zwiastować. Świątek zaczęła bowiem od straty podania. Wtedy musiała wyrzucić z siebie emocje. Kamery pokazały, jak ówczesna siódma rakieta świata kucnęła przy krzesełku i pochyliła głowę. Po jej policzkach popłynęły zaś łzy. Zaraz potem zaś prowadzenie podwyższyła Ferro, a Polka po ostatniej akcji tego gema wydawała się podirytowana i przekazywała jakieś uwagi zasiadającym na trybunie członkom swojego sztabu szkoleniowego.

    ‎

    ‎- Nie zaczęłam odpowiednio, ponieważ miałam problemy z poruszaniem się. To nie był pierwszy raz, staram się więc nad tym pracować. W drugim secie nieco się rozluźniłam i zmieniłam trochę taktykę – opowiadała Świątek dziennikarzom już tamtym po spotkaniu.

    ‎

    ‎W powrocie do rywalizacji pomógł jej sprawiający dużo problemów przeciwniczkom forhend. Wyszła na prowadzenie 4:2, ale Ferro łatwo nie zamierzała odpuszczać. Zajmująca 74. miejsce w rankingu WTA Francuzka w 12. gemie obroniła dwie piłki setowe i doprowadziła do tie-breaka. W nim już coraz mocniej rozpędzała się faworytka z Raszyna. Po efektownym forhendzie wzdłuż linii wyszła ona na prowadzenie 5-2, a chwilę później – z pomocą pomyłki Ferro – przypieczętowała doprowadzenie do remisu w tym spotkaniu.

    ‎

    ‎Sprintem do mety. Ekspert apeluje: Świątek nie musi być Supermanem

    ‎

    ‎Decydująca odsłona była już bez historii – ówczesna tenisistka trenera Piotra Sierzputowskiego dominowała od początku do końca. Dzięki efektownej odbudowie na korcie na koniec mogła też pochwalić się korzystnym stosunkiem winnerów do niewymuszonych błędów (37-35).

    ‎

    ‎- Na pewno przy stanie 3:6, 0:2 wielu kibiców tenisa z ciekawości włączyło mecz, żeby zobaczyć, co się dzieje, że Iga przegrywa. I co zobaczyli? Że ona ma kłopoty, ale nad nimi pracuje. Zobaczyli zamknięte oczy, koncentrację, sięganie do narzędzi, dzięki którym Iga może sobie poradzić – tłumaczył wówczas w rozmowie z Łukaszem Jachimiakiem Maciej Synówka.

    ‎

    ‎Trener także zapewniał, że sam nawet na chwilę nie zwątpił wtedy w Świątek. Nawet przy stanie 0:2 w drugim secie. Nawiązując zaś do jej płaczu, apelował do kibiców o to, aby dać Polce prawo do wyrażania emocji na korcie.

    ‎

    ‎- Ta sytuacja pokazała tylko, jak olbrzymim wysiłkiem jest taki mecz. Łzy to oznaka smutku i dlaczego mielibyśmy tego Idze odmawiać? Zawodnik z pierwszej światowej “10” musi być Supermanem? Nie musi. A przecież jest pod większą presją niż każdy z nas – argumentował.

    ‎

    ‎W tamtej edycji Świątek dotarła do 1/8 finału nowojorskiego turnieju. Obecnie jest drugą rakietą świata i w międzyczasie dołożyła do swojego dorobku jeszcze m.in. pięć tytułów wielkoszlemowych. Będzie też zdecydowaną faworytką czwartkowego spotkania z 66. na światowej liście Lamens. Pojedynek ten ma się rozpocząć o godz. 17.30 czasu polskiego.

    ‎Kto wygra mecz 2. rundy US Open między Igą Świątek i Suzan Lamens?

  • Gigantyczna sensacja w US Open! Pięciosetowy koszmar partnera Świątek

    Gigantyczna sensacja w US Open! Pięciosetowy koszmar partnera Świątek

    Jedna z największych sensacji tegorocznego US Open stała się faktem. Casper Ruud, jeszcze niedawno finalista wielkoszlemowych zawodów w Nowym Jorku, tym razem nie przebrnął nawet drugiej rundy. Pogromcą Norwega okazał się Raphael Collignon – 23-letni Belg spoza pierwszej setki rankingu ATP!

    Upadek faworyta

    Sezon Ruuda od początku nie układa się najlepiej. Choć utrzymuje wysoką pozycję w rankingu (aktualnie jest 12. rakietą świata), to jego wyniki nie powalają. W całym roku sięgnął po zaledwie jedno trofeum – w Madrycie – a w turniejach wielkoszlemowych spisywał się poniżej oczekiwań. W Australian Open i Roland Garros zwyciężył tylko w pierwszych rundach, z kolei Wimbledon opuścił z powodu kłopotów zdrowotnych. Również na kortach w Nowym Jorku los nie był dla niego łaskawy.

    Na otwarcie imprezy Norweg poradził sobie jeszcze bez większych problemów, eliminując w trzech setach Sebastiana Ofnera. Drugi mecz miał być teoretycznie łatwiejszy – rywalem był bowiem nieznany szerszej publiczności Collignon. Szybko jednak okazało się, że spotkanie przerodzi się w prawdziwy koszmar dla Ruuda.

    Belg pisze historię

    Już na początku pierwszego seta 23-latek przełamał wyżej notowanego przeciwnika i konsekwentnie utrzymywał przewagę. Ruud zdołał jeszcze odrobić stratę przy stanie 3:4, ale Collignon natychmiast odpowiedział kolejnym przełamaniem i zamknął partię na swoją korzyść.

    Wydawało się jednak, że faworyt zdoła opanować sytuację – w kolejnych dwóch setach to on kontrolował przebieg wydarzeń i wyszedł na prowadzenie 2:1. Publiczność zaczęła przygotowywać się na rutynowe zakończenie. Nic bardziej mylnego.

    Collignon, mimo że popełnił aż 17 podwójnych błędów serwisowych, rozgrywał wymiany z niezwykłą odwagą i skutecznością. To on dominował w czwartej partii, a w decydującym secie obaj zawodnicy stoczyli niemal godzinny bój, pełen dramaturgii i nerwowych momentów. Ku zdumieniu kibiców to Belg wytrzymał próbę charakteru i zakończył mecz zwycięstwem.

    Wynik, który przejdzie do historii

    Ruud musiał pogodzić się z kolejną wielkoszlemową porażką, natomiast Collignon cieszył się z największego sukcesu w swojej dotychczasowej karierze i awansu do trzeciej rundy. Tam jego rywalem będzie Czech Jiří Lehečka.

    Casper Ruud – Raphael Collignon 6:4, 3:6, 3:6, 6:4, 7:5

  • ‎Co za słowa po triumfie Polek. Wielkie zachwyty po ograniu Niemek

    ‎Co za słowa po triumfie Polek. Wielkie zachwyty po ograniu Niemek

    ‎Co za słowa po triumfie Polek. Wielkie zachwyty po ograniu Niemek

    ‎Co to był za mecz! W środowe popołudnie reprezentantki Polski w siatkówce zapewniły nam niezapomniane emocje. W ostatnim meczu fazy grupowej nasze siatkarki pokonały Niemki 3:2 po tie-breaku, choć “stały już nad przepaścią”. “Nie mogliśmy tego wygrać, ale wygraliśmy ” – komentują zachwyceni eksperci.

    ‎

    ‎”Biało-Czerwone” fatalnie zaczęły mecz z Niemkami, w czwartym secie musiały bronić się przed piłkami meczowymi, a mimo to triumfowały. Po wygranym przez nie tie-breaku hala w Phuket w Tajlandii hala niemal eksplodowała euforią” – opisywał prosto z miejsca turnieju Damian Gołąb z Interii Sport.

    ‎

    ‎Zawodniczki prowadzone przez Stefano Lavariniego rozgrywały trzeci, czyli ostatni mecz fazy grupowej. Od jego wyniku zależało, na kogo trafią w 1/8 finału. Ostatecznie o ćwierćfinał Polki zagrają z Belgijkami. Na szczęście udało się uniknąć Włoszek, które są w kosmicznej formie. Nic dziwnego, że po ostatniej akcji środowego meczu z Niemcami eksperci byli wniebowzięci.

    ‎

    ‎Tak eksperci zareagowali na triumf Polek. Posypały się gratulacje

    ‎

    ‎”Paulina Damaske w czwartym secie:

    ‎

    ‎- super bloki (2)

    ‎

    ‎- 50 procent w ataku

    ‎

    ‎- 63 procent w przyjęciu

    ‎

    ‎BOHATERKA” – odnotowała Sara Kalisz z “TVP Sport”, dodając wcześniej ujęcie z… rollercoastera – w ten sposób podsumowała emocje w meczu “Biało-Czerwonych”.

    ‎

    ‎”Paulino Damaske, Ty nasz narodowy skarbie siatkarski prosto z prostokąta dla rezerwowych wyciągający nas z opresji!!” – czytamy na profilu Krzysztofa Sędzickiego z redakcji “WP SportoweFakty”.

    ‎

    ‎”Jeżeli ten horror z happy endem nie będzie przełomem w tych mistrzostwach, to nie wiem, co by nim mogło być. Paulina Damaske powinna sobie wpisać do CV punkt “bohaterka dreszczowców” – napisała Agnieszka Niedziałek ze “Sport.pl”.

    ‎

    ‎”Stefano Lavarini i tak żywiołowe reakcje to ogromna rzadkość. Po ostatniej piłce było widać, ile kosztowało go to spotkanie. Nieopisana radość i uściskanie Pauliny Damaske pokazały, że ma ogromną wiarę w tę zawodniczkę, a ta odpłaca mu kapitalną grą” – dodaje Seweryn Czernek.

    ‎

    ‎”Podopieczne Stefano Lavariniego z kompletem zwycięstw w fazie grupowej siatkarskiego mundialu! Biało-czerwone wygrywają właśnie szalone starcie po tie-breaku z reprezentacją Niemiec! Pisałem rano, nieważne w jakim stylu, ale byleby się udało wygrać to starcie na koniec fazy grupowej! BRAWO! PS: Zdenerwowana Magda Stysiak – to najlepsza Magda Stysiak” – podsumował Jakub Balcerzak.

    ‎

    ‎”JAAKKKKKKK!?!??!?!?!?!?!!?! NIE MOGLIŚMY TEGO WYGRAĆ! Ale wygraliśmy. Mega jaja z tym meczem. Zero przewidywalności, zero powtarzalności. Nic. Na przypale, tylko fluidy. Wyszarpane zwycięstwo z Niemkami, tak jak podczas kwalifikacji olimpijskich” – ocenił Mateusz Wasiewski z “WP SportoweFakty”.

    ‎

  • Wojna nerwów z Niemkami. Polskie siatkarki wytrzymały, kluczowy triumf

    Wojna nerwów z Niemkami. Polskie siatkarki wytrzymały, kluczowy triumf

    Olbrzymie emocje i niesamowity finał towarzyszyły starciu reprezentacji Polski z Niemkami na mistrzostwach świata siatkarek w Phuket. “Biało-Czerwone” rozpoczęły spotkanie bardzo słabo, w czwartym secie musiały bronić piłek meczowych, a mimo to odwróciły losy rywalizacji i po dramatycznym tie-breaku wygrały 3:2. Ten triumf ma ogromne znaczenie – Polki uniknęły w 1/8 finału niezwykle groźnych mistrzyń olimpijskich z Włoch i zmierzą się z Belgią.

    Trudny początek i przegrany pierwszy set

    To, co od wielu tygodni jest problemem Polek, znów dało o sobie znać. Nasza drużyna weszła w mecz ospale i nie potrafiła odnaleźć rytmu. Kilka piłek zmarnowała Magdalena Stysiak, blokiem zatrzymana została Martyna Czyrniańska i Niemki odskoczyły na 6:1. Trener Stefano Lavarini szybko zareagował, ale choć Polki stopniowo zmniejszały stratę, nie potrafiły doprowadzić do remisu. Gdy brakowało asekuracji w obronie, włoski szkoleniowiec nie krył frustracji. Ostatecznie Niemki utrzymały przewagę i zwyciężyły 25:21.

    Świetna odpowiedź w drugiej partii

    Drugi set to już zupełnie inna gra Polek. Skuteczne serwisy Czyrniańskiej i Agnieszki Korneluk pozwoliły odskoczyć rywalkom, a problemy Niemek w ataku sprawiły, że to “Biało-Czerwone” dyktowały warunki. Sześć punktów dołożyła Martyna Łukasik, ulubienica lokalnej publiczności, a Polska pewnie wygrała 25:15, doprowadzając do remisu.

    Powrót Niemek i problemy Polek

    Trzecia partia to ponownie przewaga Niemek. Choć Polki miały swoje momenty – jak efektowna obrona nogą Aleksandry Szczygłowskiej czy bloki Korneluk – to rywalki w decydujących fragmentach były dokładniejsze. Końcówka seta należała do drużyny Vitala Heynena, która wygrała 25:19.

    Set pełen zwrotów akcji i obronione piłki meczowe

    Czwarta odsłona również nie układała się po myśli Polek. Niemki prowadziły, a Lavarini musiał wprowadzić na boisko Paulinę Damaske, która wniosła sporo energii. To jej bloki pozwoliły doprowadzić do remisu 16:16. Emocje sięgały zenitu w końcówce – Polki przegrywały 22:24, ale obroniły piłki meczowe. Były błędy Niemek, nerwy związane z urazem Malwiny Smarzek i wreszcie decydujący atak Łukasik. Polska wygrała 28:26 i doprowadziła do tie-breaka.

    Tie-break jak thriller

    Decydujący set był festiwalem nerwów. Polska zaczęła dobrze, ale po kilku akcjach to Niemki prowadziły 6:5. Na boisku wciąż pozostawała Damaske, a na zmianę nie wróciła Czyrniańska. W kluczowych momentach świetną zagrywką popisała się Marlena Kowalewska, a blok pozwolił odzyskać przewagę. Ostatecznie po dramatycznej końcówce Polki zwyciężyły 19:17, a hala w Phuket eksplodowała radością.

    Polska w 1/8 finału z Belgią

    Triumf nad Niemkami daje Polkom nie tylko wielką satysfakcję, lecz także korzystniejszy układ w drabince pucharowej. W 1/8 finału “Biało-Czerwone” zagrają z Belgią, podczas gdy Niemki trafią na niepokonane od ponad roku Włoszki. Teraz Polki czeka dwa dni przerwy – w czwartek przenoszą się do Bangkoku, gdzie w sobotę rozegrają mecz o ćwierćfinał mistrzostw świata.

  • Było już 1:2 i 22:24! Niewiarygodne, czego dokonały polskie siatkarki w tie-breaku

    Było już 1:2 i 22:24! Niewiarygodne, czego dokonały polskie siatkarki w tie-breaku

    Było już 1:2 i 22:24! Niewiarygodne, czego dokonały polskie siatkarki w tie-breaku

    ‎Co to były za emocje?! Mecz polskich siatkarek z Niemkami na mistrzostwach świata był niewiarygodny! W pewnym momencie wydawało się, że rywalek nie da się już zatrzymać. Końcówka to już sceny, które na długo pozostaną w pamięci kibiców.

    ‎

    ‎Gra Polek na tych mistrzostwach świata do tej pory miała prawo się nie podobać. Wyniki się zgadzały, ale styl dwóch zwycięstw z Kenijkami i Wietnamkami (dwa razy po 3:1) nie odpowiadał temu, że grały z outsiderkami. W pierwszym prawdziwym sprawdzianie przeciwko Niemkom długo też nie było najlepiej. Ale polskiemu zespołowi na pewno nie zabrakło jednak odwagi i waleczności. Dzięki nim pewnie przyprawił kibiców o zawał serca, ale szczęśliwie wszystko skończyło się z happy endem!

    ‎

    ‎W samej grze oczywiście były momenty lepsze i gorsze, ale dzięki temu, jak wytrzymały trudne momenty w tym spotkaniu, potrafiły wywalczyć zwycięstwo 3:2 (21:25, 25:15, 19:25, 28:26, 19:17). To była wyszarpana wygrana, ale takie często smakują najlepiej. To opanowaniem nerwów i umiejętnością gry pod wpływem ogromnych emocji, a także wykorzystywaniem błędów rywalek, da się wygrywać najważniejsze spotkania.

    ‎

    ‎Realizator pokazał, jak Polki na pewno nie zagrają. Potem znów zaczęło się nerwowo i nieskutecznie

    ‎

    ‎Sytuacja przed meczem była prosta: jeśli wygrają Polki, to zajmą pierwsze miejsce w grupie i w 1/8 finału trafią na – na papierze łatwiejsze do pokonania – Belgijki. Jeśli przegrają z Niemkami, to po drugim miejscu na koniec fazy grupowej już w pierwszym meczu w play-offach trafią na faworytki do zdobycia mistrzostwa świata – Włoszki.

    ‎

    ‎W wyjściowym składzie Stefano Lavarini nie dokonał żadnych zmian w stosunku do meczów z Kenijkami i Wietnamkami. Na boisko wyszły Magdalena Stysiak w ataku, Katarzyna Wenerska na rozegraniu, Martyna Łukasik i Martyna Czyrniańska w przyjęciu, Agnieszka Korneluk i Magdalena Jurczyk jako środkowe, a do tego Aleksandra Szczygłowska w roli libero. Te sugerował mu za to realizator transmisji, który na grafice przedstawionej tuż przed początkiem spotkania pokazał, że zaczniemy… z dwoma atakującymi.

    ‎

    ‎Być może to, choć bardzo abstrakcyjne, ustawienie przydałoby się polskiej kadrze. Brakowało w niej właśnie ognia w ofensywie. Niestety, znów zaczęło się od nerwowej i chwilami bardzo nieskutecznej gry. Może nie na tym samym słabym poziomie co przeciwko Kenijkom i Wietnamkami, gdy traciły po jednym secie z outsiderkami MŚ w Tajlandii. Jednak nadal patrzyliśmy na Polki, które nawet w porównaniu do tego, co prezentowały jeszcze w tym sezonie, gdy zdobywały brązowy medal Ligi Narodów, jak na nieco obcy zespół. Grający nieswojo, nietypowo kiepsko.

    ‎

    ‎Chwilami bardzo dobrze w ataku wyglądała Magdalena Stysiak. Chwilami spustoszenie po stronie rywalek siały zagrywki Martyny Czyrniańskiej. Chwilami Polki wykorzystywały błędy Niemek. I to by było na tyle. Rywalki naciskały je z pola serwisowego tak bardzo, że z większości piłek trudno było ułożyć składną akcję. Popełniały proste błędy, a Stefano Lavarini wręcz uciekał wzrokiem od boiska, ciągle mówiąc coś pod nosem. W stosunku do zawodniczek już nawet nie ukrywał frustracji.

    ‎

    ‎Niemiecki zespół prowadził niemal od początku do końca partii. Polki miały szansę odebrać im inicjatywę – przy stanie 10:11, 14:15 i 21:22. Za każdym razem po ich stronie boiska wszystko toczyło się jednak tak chaotycznie i źle, że nie były w stanie dalej utrzymywać tempa gry przeciwniczek. Ostatnie trzy punkty po tej ostatniej szansie należały do Niemek, wygrały tego seta do 21.

    ‎

    ‎Takie Polki chcielibyśmy oglądać zawsze. Ale potem wróciły demony

    ‎

    ‎Po zmianie stron obraz gry Polek zupełnie się zmienił. To dzięki świetnej dyspozycji na zagrywce i w obronie. Po kolei budziły się też te zawodniczki, na które wcześniej bardzo liczyłyśmy, a miały spore problemy. Najpierw z blokami i aktywnością na środku Agnieszka Korneluk. Potem atakowała na lewym skrzydle, podbijała piłki z niemal każdej pozycji i dorzucała dobry serwis także Martyna Łukasik. Imponowała w szczególności dyspozycja tej drugiej – bo wcześniej grała słabo i nie potrafiła pomóc zespołowi. A nagle stała się jego kluczową postacią.

    ‎

    ‎Zawodniczki trenera Stefano Lavariniego szybko wypracowały sobie czteropunktową przewagę (8:4), a potem utrzymywały taką różnicę i starały się ją powiększać. Najlepiej udało się to tuż przed końcówką seta, gdy z wyniku 15:11 zrobiło się aż 20:12. A na koniec partii było jeszcze lepiej – 25:15. I można było mieć nadzieję, że Polki uspokoiły się na dobre. Bo poziom, który pokazywały zwłaszcza przy ostatnich piłkach był o wiele lepszy niż w pierwszym secie, a także poprzednich spotkaniach. To były polskie siatkarki, które chcielibyśmy oglądać zawsze.

    ‎

    ‎Trzecia partia była najbardziej zacięta. Choć szybko okazało się, że będzie się toczyła z niewielką kontrolą Niemek nad grą – prowadziły czterema punktami już w jej początkowej fazie (5:9, potem 8:12). Polkom kilkukrotnie udawało się do nich zbliżyć, ale doganiały je demony z otwarcia spotkania. Przy 11:12, 15:16, czy 17:18 brakowało błysków, które dałyby im ograć przeciwniczki. A Niemki zyskały swój moment w końcówce: serią czterech “oczek” zakończyły seta wygraną do 19.

    ‎

    ‎Drużyna Lavariniego dokonała niemożliwego. Działy się niewiarygodne rzeczy

    ‎Polki już straciły punkt, ale w tym meczu liczyło się to, żeby po prostu go wygrać. Nawet przepchnąć, a nie zwyciężyć w pięknym stylu. Niestety, od początku czwartego seta wszystko wyglądało podobnie jak w poprzednim fragmencie spotkania. Niemki, choć bez olbrzymiej przewagi, kontrolowały to, co działo się na boisku. Polkom nie można odmówić tego, że walczyły. Stefano Lavarini wpuścił też na boisko Paulinę Damaske, która w roli przyjmującej prezentowała się naprawdę dobrze. W pewnym momencie pomogła im nawet objąć prowadzenie – zrobiło się 18:17. Gdy Niemki znowu im odjechały (20:23), to Damaske zdobyła punkt utrzymujący polski zespół w grze. I potem zaczęły się dziać rzeczy niewiarygodne.

    ‎

    ‎Niemki miały już w górze dwa setbole, ale obu nie wykorzystały. Nagle zaczęły popełniać zupełnie niepotrzebne i wręcz trudne do zrozumienia błędy. Dwa ataki w aut zdecydowały o tym, że tym razem to Polki serwowały, żeby zamknąć seta (25:24). Z pierwszej szansy na to nie skorzystały, a w dodatku cała hala zamarła i ucichła po tym, jak na boisko runęła Malwina Smarzek. Atakująca, która weszła na boisko w ramach podwójnej zmianie, miała problem z kostką, ale mogła pozostać na boisku. Po chwili Polki miały jeszcze dwie piłki setowe. Pierwszą znów zmarnowały, ale druga po świetnej akcji w obronie i ataku Martyny Łukasik dała im zwycięstwo 28:26 oraz przedłużenie meczu o tie-breaka.

    ‎

    ‎To był pokaz ofiarności i gry do końca. Tak walczące Polki ogląda się z przyjemnością. Dokonały niemożliwego, odwracając losy tego seta. Nawet jeśli ze świadomością, że Niemki przegrały partię, której nie miały prawa przegrać

    ‎

    ‎Niesamowite nerwy, Lavarini po ostatniej piłce aż wbiegł na boisko!

    ‎

    ‎W tie-breaku od pierwszych wymian w obu drużynach aż buzowały emocje. Choć to Polki prowadziły dwoma punktami – 4:2, a potem 6:4. Później walka zrobiła się jednak niezwykle wyrównana, dosłownie punkt za punkt i tak było aż do końcówki (11:11). Trudno stwierdzić, czy potrzebna była podwójna zmiana także w tym momencie. Lavarini trzymał się jej przez cały mecz, więc dokonał jej i wtedy, ale to w tamtym momencie Polki straciły punkt na 11:12. Na boisko wróciły wściekłe Magdalena Stysiak i Katarzyna Wenerska, prowadząc nasz zespół do dwóch meczboli przy stanie 14:12.

    ‎

    ‎Niestety, obu z nich Polki nie wykorzystały. Stefano Lavarini poprosił o przerwę, ale tuż po niej sytuacja zrobiła się jeszcze gorsza: Stysiak uderzyła obok bloku w aut i to rywalki zyskały meczbola – pierwszego w tie-breaku. Na szczęście to właśnie polska atakująca wybroniła swój zespół chwilę później, zdobywając punkt na 15:15. Wojna nerwów trwała w najlepsze! Kolejną piłkę meczową zyskały Niemki: trafiona piłką przez Linę Alsmeier została Martyna Łukasik. Ale i ona nie dała im końcowego zwycięstwa, bo w kolejnej akcji na lewym skrzydle to właśnie Alsmeier się pomyliła.

    ‎

    ‎To były niesamowite emocje, dawno nie widzieliśmy czegoś takiego! Punkt na 17:16 padł po niebywałych obronach z obu stron, ale ostatecznie to Polki zagrały piłkę na tyle sprytnie, żeby nie podbiły jej Niemki. Chwilę później wpadły jednak w siatkę i znów był remis (17:17). Ale polski zespół nie chciał się wówczas zatrzymać. Agnieszka Korneluk zdobyła punkt ze środka i powiedziała swoim koleżankom: “Ostatni”. A one jakby wykonały jej polecenie. Paulina Damaske zaserwowała, Niemki podbiły piłkę na drugą stronę boiska w aut i mecz się skończył: wynikiem 19:17 w tie-breaku i 3:2 w całym meczu. Polki wyskoczyły w górę z radości, a trener Stefano Lavariniego, z którego zeszły chyba wszystkie nerwy, aż wbiegł na boisko. Po to, żeby je wszystkie, a w szczególności Paulinę Damaske wyściskać.

    ‎

    ‎Czasem takimi wygranymi zaczyna się drogę po wielkie sukcesy. Oby tak właśnie było w przypadku polskich siatkarek. Dzięki tej wygranej zagrają z Belgijkami w meczu 1/8 finału, który odbędzie się w sobotę 30 sierpnia. Z faworyzowanymi Włoszkami mogą się zmierzyć dopiero w ćwierćfinale – wykonały swoje zadanie, uniknęły ich już we wcześniejszej fazie rozgrywek. Zwycięstwo z Niemkami jest zatem ważne zarówno ze sportowego, jak i mentalnego punktu widzenia. Teraz wszystko trzeba będzie potwierdzić w rywalizacji z najlepszymi.

    ‎

  • ‎Przełom ws. Szczęsnego. Jest oficjalny komunikat, głośne rozstanie z Barceloną potwierdzone

    ‎Przełom ws. Szczęsnego. Jest oficjalny komunikat, głośne rozstanie z Barceloną potwierdzone

    ‎Przełom ws. Szczęsnego. Jest oficjalny komunikat, głośne rozstanie z Barceloną potwierdzone

    ‎Wojciech Szczęsny wciąż wyczekuje swojej rejestracji w rozgrywkach La Liga. FC Barcelona wykonała już jeden bardzo ważny krok. Umowę z klubem przedłużył bowiem Inaki Pena, a potem został wypożyczony do Elche, co bardzo pomaga Polakowi.

    ‎

    ‎Wojciech Szczęsny początkowo miał być jedynie krótkoterminowym wyborem dla FC Barcelona. Polak przyszedł do klubu w październiku 2024 roku, a rozstanie było zaplanowane na czerwiec 2025 roku. Nasz były reprezentacyjny golkiper miał bowiem jedynie zastąpić kontuzjowanego Marca-Andre ter Stegena, który wrócił do zdrowia dopiero pod koniec kwietnia.

    ‎

    ‎W tym czasie jednak Szczęsny sprawił, że w Barcelonie pokochali go kibice za jego wyjątkowo luźne podejście do życia, a dodatkowo zaprezentował poziom sportowy, który doprowadził do tego, że Barcelona zaczęła poważnie rozważać zmianę w hierarchii bramkarzy w pierwszym zespole. Po ostatnim gwizdku sezonu 2024/2025 wciąż nie było jednak jasne, czy “Szczena” zostanie w klubie.

    ‎

    ‎Szczęsny bliżej rejestracji. Pena oficjalnie w Elche

    ‎

    ‎Wraz z dniem 30 czerwca 2025 roku wygasł oficjalnie kontrakt, który podpisał z “Blaugraną” kilka miesięcy wcześniej. W związku z tym w świetle prawa sportowego stał się wolnym zawodnikiem. Ostatecznie Polak podpisał nową umowę z Barceloną, a ta będzie obowiązywać do końca sezonu 2026/2027. Nie oznacza to jednak, że może już występować w koszulce “Dumy Katalonii”.

    ‎

    ‎Z racji na to, że formalnie Barcelona sprowadziła Szczęsnego jako nowego piłkarza, musi zarejestrować jego kontrakt w rozgrywkach La Liga, a to nie jest łatwa sztuka dla mistrzów Hiszpanii. W pierwszych dwóch meczach sezonu Polak nie usiadł nawet na ławce rezerwowych. W jego miejsce znajdował się tam Inaki Pena. Wojtek musiał wyczekiwać odejścia swojego rywala.

    ‎

    ‎To nastąpiło na kilka dni przed zamknięciem okna transferowego. W środę 27 sierpnia Barcelona oficjalnie poinformowała, że Pena przedłużył umowę z klubem do 2029 roku, a następnie udał się na wypożyczenie do beniaminka z Elche. W związku z tym zwalnia się część miejsca w budżecie płacowym. W tym momencie trudno jednak stwierdzić, czy to wystarczy do finalnej rejestracji Szczęsnego. Barcelona następny mecz La Liga zagra 31 sierpnia. Do tego czasu wszystkie formalności muszą zostać dopełnione.

    ‎

  • ‎‎Najgłośniejsze zaręczyny tego roku oficjalnie stały się faktem. Iga Świątek przerwała milczenie

    ‎‎Najgłośniejsze zaręczyny tego roku oficjalnie stały się faktem. Iga Świątek przerwała milczenie

    ‎‎Najgłośniejsze zaręczyny tego roku oficjalnie stały się faktem. Iga Świątek przerwała milczenie

    ‎We wtorkowy wieczór do mediów trafiły informacje o najgłośniejszych zaręczynach tego roku. Trzeba przyznać, że takiego obrotu spraw chyba nikt się nie spodziewał. Nawet Iga Świątek już zdążyła zabrać głos w tej sprawie. Oto co publicznie przekazała.

    ‎

    ‎W miniony wtorek media na całym świecie przekazały informację o niespodziewanych zaręczynach, którego już okrzyknięte zostały wydarzeniem tego roku. Mowa oczywiście o Taylor Swift, która oficjalnie pochwaliła się fanom wielkim pierścionkiem, który podarował jej Travis Kelce.

    ‎

    ‎Sportowiec i słynąca z burzliwego życia uczuciowego piosenkarka spotykają się zaledwie rok, ale najwyraźniej są pewni swoich uczuć. Zawodnik musi mieć też sporo odwagi, jeśli zna historie poprzednich związków pieśniarki. Taylor bowiem znana jest z tego, że po każdym rozstaniu rozprawia się z byłymi w swoich utworach.

    ‎

    ‎Taylor Swift zaręczyła się

    ‎

    ‎Na razie jednak para cieszy się swoim szczęściem, podobnie zresztą jak ich fani. Post, który zamieściła amerykańska gwiazda polubiło do tej pory ponad 26 milionów osób!

    ‎

    ‎Informacje te oczywiście obiegły cały świat, bo Swift cieszy się niezrozumiałą wręcz popularnością, a każdy jej ruch wywołuje ogromną ekscytację wśród zapatrzonych w nią fanów. Nie jest tajemnicą, że do grona wielbicieli talentu Taylor zalicza się także Iga Świątek, która jakiś czas temu przyznała się do tego publicznie.

    ‎

    ‎Od tamtej pory dziennikarze podczas konferencji ciągle proszą o komentarz raszynianki do kolejnych poczynań Swift. Teraz nie mogło być oczywiście inaczej. Po wygranym meczu w ramach US Open z Kolumbijką Emilianą Arango Świątek była pytana nie tylko o swoje samopoczucie i nastawienie do kolejnych rozgrywek, ale też oczywiście o… zaręczyny panny Taylor.

    ‎

    ‎Iga Świątek przerwała milczenie ws. zaręczyn Taylor Swift. Mówi wprost o byłych

    ‎

    ‎

    ‎Iga chętnie udzieliła odpowiedzi:

    ‎

    ‎”Mój team pokazał mi to na Instagramie. […] Cieszę się z jej szczęścia, ponieważ zasługuje na wszystko, co najlepsze” – ogłosiła Świątek.

    ‎

    ‎Potem nawiązała do burzliwej przeszłości uczuciowej piosenkarki, która na koncie ma sporo głośnych rozstań, w tym m.in. z Calvinem Harrisem, Harrym Stylesem, Joe Jonasem czy Jackiem Gyllenhaalem.

    ‎

    ‎ “Oczywiście [Taylor – przyp. red.] miała wielu chłopaków, wszyscy o tym wiemy. Mam nadzieję, że ten będzie na zawsze. Travis wydaje się być świetnym facetem. Wygląda na bardzo szczęśliwą, więc cieszę się z jej szczęścia. Życzę im wszystkiego najlepszego” – podsumowała obecna wiceliderka rankingu WTA.

    ‎