• Świątek kontra Paolini: Rewanż, który przywołuje wspomnienia paryskiej dominacji

    Świątek kontra Paolini: Rewanż, który przywołuje wspomnienia paryskiej dominacji

    Świątek kontra Paolini: Rewanż, który przywołuje wspomnienia paryskiej dominacji

    Kiedy Iga Świątek i Jasmine Paolini wyjdą na kort w Cincinnati, by rozegrać finał prestiżowego turnieju WTA 1000, nie będzie to tylko kolejny mecz. To spotkanie naładowane historią, starcie, które natychmiast przywołuje echo ubiegłorocznego finału Roland Garros — meczu, w którym Świątek całkowicie zdemolowała swoją rywalkę. Teraz, ponad rok później, włoska gwiazda ponownie staje naprzeciw liderki rankingu, licząc na odkupienie.

    Rywalizacja zapisana jednostronnymi liczbami

    Ich historia rozpoczęła się w 2018 roku na turnieju ITF w Pradze, gdzie Świątek pewnie zwyciężyła. Od tego czasu ich bezpośrednie starcia były brutalnie jednostronne. Bilans wynosi 5-0 w oficjalnych meczach na korzyść Polki, a doliczając spotkania pokazowe, aż 6-0. Paolini rzadko potrafiła utrzymać wyrównany poziom.

    Włoszka urwała Idze tylko jednego seta — podczas półfinału Billie Jean King Cup na początku tego roku. Nawet wtedy Świątek odpowiedziała z pełną mocą, wygrywając 3:6, 6:4, 6:4. W pozostałych meczach Paolini walczyła co najwyżej o kilka gemów, często kończąc spotkania bezradna.

    I właśnie dlatego to starcie budzi takie emocje. Czy Paolini znajdzie sposób, by napisać nowy scenariusz, czy znów zostanie ofiarą dominacji Świątek?

    Cincinnati: korty, które wystawiają Świątek na próbę

    Na papierze Cincinnati nie powinno być ulubionym miejscem Świątek. Korty należą do najszybszych w cyklu WTA, a piłki odbijają się nisko, co utrudnia grę zawodniczkom bazującym na ciężkim topspinie. Dla wielu ekspertów to warunki stworzone po to, by neutralizować styl gry Polki.

    Ale liczby mówią coś innego. Mimo trudnych parametrów, 24-latka odnalazła w Ohio swój rytm. Trzy kolejne półfinały z rzędu uczyniły ją najmłodszą tenisistką w erze open, która dokonała tego wyczynu. Dwukrotnie jednak zatrzymywała się krok przed finałem — najpierw na Coco Gauff, a później na Arynie Sabalence.

    W tym sezonie Świątek wreszcie przełamała tę barierę. Po niezwykle wymagającym półfinale z Jeleną Rybakiną po raz pierwszy awansowała do finału w Cincinnati.

    Przełomowy moment w meczu z Rybakiną

    Półfinał Świątek z Rybakiną pokazał odporność psychiczną, która czyni Polkę najbardziej dominującą zawodniczką swojego pokolenia. Początek spotkania był dla niej trudny. Rybakina narzucała tempo gry, prowadziła 5:3 i serwowała przy stanie 30-15. Wydawało się, że mecz wymyka się spod kontroli.

    Wtedy Świątek podniosła poziom. Precyzyjne returny i większa konsekwencja w wymianach odwróciły losy seta. Od tego momentu to ona kontrolowała przebieg meczu. Ostateczny wynik — 7:5, 6:3 — był dowodem na to, że Polka nie tylko przetrwała presję, ale potrafiła zamienić ją w swoją siłę.

    Znajoma rywalka na największej scenie

    Scena jest więc gotowa na kolejny rozdział pojedynków Świątek i Paolini. Dla Włoszki to wyzwanie gigantyczne. Bilans nie daje jej większych powodów do optymizmu, a styl gry — oparty na regularności, szybkim poruszaniu się i kontratakach — idealnie pasuje Polce.

     

    Wciąż żywe są wspomnienia finału Roland Garros 2024: wynik 6:2, 6:1 nie pozostawił złudzeń. Nawet w ich ostatnim meczu w Bad Homburg Świątek zwyciężyła gładko 6:1, 6:3.

    A jednak finały mają to do siebie, że potrafią pisać niespodziewane historie. Paolini w ostatnich miesiącach zanotowała przełom, wspinając się do światowej czołówki i pokazując, że potrafi rywalizować z najlepszymi. Czy właśnie teraz nadejdzie jej moment prawdy?

    Co przyniesie nocne starcie

    Kiedy obie zawodniczki pojawią się na korcie w Cincinnati, stawka będzie jasna. Dla Świątek to okazja, by udowodnić, że jej dominacja nie zna ograniczeń, że nawet szybkie i niskie korty w Ohio nie są w stanie jej zatrzymać. Dla Paolini to szansa, by przełamać historię, uciszyć krytyków i wreszcie wygrać z najbardziej bezlitosną rywalką w całym tourze.

     

    Historia podpowiada kolejny jednostronny wynik. Ale tenis ma to do siebie, że potrafi zaskakiwać w najmniej oczekiwanym momencie. Czy czeka nas kolejne łatwe zwycięstwo Świątek, czy Paolini w końcu odwróci losy rywalizacji?

    Jedno jest pewne: cały tenisowy świat będzie śledził ten mecz z zapartym tchem.

  • Świątek kontra Paolini – Bitwa, która przesunęła granice i zostawiła łzy na korcie

    Świątek kontra Paolini – Bitwa, która przesunęła granice i zostawiła łzy na korcie

    Świątek kontra Paolini – Bitwa, która przesunęła granice i zostawiła łzy na korcie

    Świat tenisa szykuje się na kolejne dramatyczne starcie pomiędzy Igą Świątek a Jasmine Paolini — ale zanim spojrzymy na finał w Cincinnati, warto przypomnieć sobie to niezapomniane starcie, które pokazało, jak daleko obie tenisistki potrafią sięgnąć i jak blisko Paolini była, by zszokować światową „jedynkę”.

    To nie jest tylko kolejny mecz w kalendarzu WTA. Dla Świątek każda konfrontacja z Paolini niesie echo tamtej nocy w Maladze, gdy przekroczyła swoje fizyczne granice, zostawiła wszystko na korcie i zeszła z niego ze łzami w oczach.

    Cincinnati – scena jest gotowa

    Iga Świątek znów w imponującym stylu zameldowała się w finale. W półfinale w Cincinnati pokonała Jelenę Rybakinę 7:5, 6:3 i zapewniła sobie miejsce w ostatnim finale WTA 1000 przed US Open. A po drugiej stronie czeka znajoma rywalka: Jasmine Paolini.

    Włoszka awansowała do finału po zaciętym, trzysetowym boju z Wieroniką Kudiermietową. Jej zwycięstwo otworzyło drogę do szóstego już spotkania z Świątek — rywalizacji, która na papierze wygląda jednostronnie, ale kryje w sobie głębię, którą pamiętają tylko prawdziwi kibice.

    Ich bilans pełen jest jednostronnych zwycięstw Polki:

    2018 – Świątek gładko pokonała Paolini 6:2, 6:1 w Pradze.

    2022 – Pewne 6:3, 6:0 w pierwszej rundzie US Open.

    2024 – Dominacja 6:2, 6:1 w finale Roland Garros.

    2025 – Kolejne łatwe zwycięstwo 6:1, 6:3 w półfinale w Bad Homburgu.

    Ale wśród tych wyników kryje się jedno niezwykłe spotkanie — taki mecz, w którym Paolini stanęła oko w oko z najlepszą tenisistką świata, a Świątek musiała sięgnąć głębiej niż kiedykolwiek wcześniej.

    Noc, w której Świątek i Paolini zagrały ponad granice

    Listopad 2024 roku, półfinał Billie Jean King Cup w Maladze. Stawka nie mogła być wyższa: Polska kontra Włochy, gra o awans do finału.

    Pojedynek zaczął się od dramatu. Magda Linette uległa Lucii Bronzetti i Italia prowadziła 1:0. Cały ciężar odpowiedzialności spadł na Igę Świątek. W nogach miała już trzysetowe boje z Paulą Badosą i Lindą Noskovą, a także wymagający debel z Katarzyną Kawą przeciw Czeszkom. Była zmęczona, ale drużyna jej potrzebowała.

    Na kort wyszła Jasmine Paolini.

    Od pierwszych piłek było jasne, że to nie będzie rutynowe zwycięstwo Igi. Paolini grała precyzyjnie i z ogromnym opanowaniem, popełniając zaledwie 17 niewymuszonych błędów w prawie trzygodzinnym meczu. Świątek miała ich aż 32.

    Statystyka mówiła sama za siebie: z 210 rozegranych punktów obie wygrały po 105. Świątek miała przewagę w sile — 35 kończących uderzeń wobec 24 winnerów Paolini — ale za każdym razem, gdy zawahała się choć na chwilę, Włoszka była gotowa, by to wykorzystać.

    Świątek przegrała pierwszego seta 3:6, w drugim wyglądała na wyczerpaną, ale w jakiś sposób go wyszarpała 6:4. W decydującym secie odnalazła ogień. Kolejne 6:4 i Polska wciąż była w grze.

    Ale cena była ogromna. Ramiona opadały, nogi były coraz cięższe, a twarz zdradzała zmęczenie.

    „Nie byłam tak regularna jak w naszych wcześniejszych spotkaniach” – przyznała później Świątek. – „Tym razem pozwoliłam jej wrócić do meczu i to wykorzystała. To topowa zawodniczka i nie możesz sobie na to pozwolić, jeśli chcesz wygrać gładko. W drugim secie wyraźnie zabrakło mi energii. Sama nie wiem, jak odzyskałam ją w trzecim.”

    Łzy, wyczerpanie i ostatnia walka

    Większość zawodniczek po takim maratonie nie byłaby w stanie podnieść się z ławki. Ale Świątek nie miała wyboru. Po zaledwie półgodzinnej przerwie wróciła na kort — tym razem u boku Katarzyny Kawy — by zagrać o finał w decydującym deblu.

    Zadanie graniczyło z niemożliwym. Po drugiej stronie siatki stanęły Paolini i Sara Errani — jedna z najlepszych par świata, mistrzynie olimpijskie. Polki nie trenują i nie grają ze sobą na co dzień.

    A mimo to były bliskie sensacji. Wynik 5:7, 5:7 mówił wszystko — tak blisko, a jednak tak daleko.

    Kiedy padła ostatnia piłka, Italia eksplodowała z radości. Kamery śledziły euforię Włoszek, ale po drugiej stronie siatki obraz był zupełnie inny. Świątek, ze łzami, które dopiero co otarła z policzka, runęła w ramiona kapitana Dawida Celta. Obok Magda Linette próbowała ją pocieszyć, a Kawa wyglądała na załamaną.

    Zegar wskazywał już po północy. Polska odpadła. A Świątek dała z siebie wszystko — i jeszcze więcej.

    Szacunek Włochów

    Mimo własnej radości, nawet włoscy dziennikarze nie mogli przejść obojętnie obok tego, co zobaczyli.

    „To był występ prawdziwej liderki” – komentowali dla Sport.pl. – „Całkowicie poświęciła się drużynie, przekroczyła swoje fizyczne granice, by utrzymać Polskę w turnieju. Nie okazywała zmęczenia, za każdym razem próbowała jeszcze raz, jeszcze jedną piłkę, jeszcze jeden gem, jeszcze jeden mecz. Przez długi czas myślałem, że Iga nie da rady z Jasmine. Poruszała się jak zawodniczka wyczerpana, grała wolniej niż zwykle. Nie była sobą, a jednak wygrała dzięki determinacji i koncentracji.”

    Teraz czas na Cincinnati

    Kiedy Świątek i Paolini szykują się do swojego szóstego starcia, kibice wiedzą, że większość ich meczów była jednostronna. Ale ci, którzy pamiętają Malagę, wiedzą więcej.

    Widzieli noc, w której Świątek przekroczyła granice.

    Widzieli noc, w której Paolini niemal zdetronizowała królową kobiecego tenisa.

    I wiedzą jedno: jeśli Cincinnati przyniesie choćby ułamek tamtego dramatu, czeka nas widowisko, którego nie da się zapomnieć.

     

  • Iga Świątek poznała rywalkę w finale! Ależ to był thriller

    Iga Świątek poznała rywalkę w finale! Ależ to był thriller

    Świątek poznała rywalkę w finale Cincinnati. Paolini po trzysetowej batalii pokonała Kudiermietową

    Iga Świątek w znakomitym stylu wywalczyła awans do finału turnieju WTA 1000 w Cincinnati, po tym jak w półfinale pokonała Jelenę Rybakinę. Polka mogła więc spokojnie czekać na rozstrzygnięcie drugiego półfinału, w którym zmierzyły się Jasmine Paolini (9. WTA) i Weronika Kudiermietowa (36. WTA). Choć początek wskazywał na łatwe zwycięstwo Włoszki, spotkanie zamieniło się w długi i emocjonujący pojedynek, który trwał blisko dwie i pół godziny.

    Nierówny półfinał, daleki od poziomu Świątek i Rybakiny

    Faworytką meczu była wyżej notowana Paolini, jednak Kudiermietowa w Cincinnati udowodniła, że potrafi sprawić niespodziankę. Na drodze do półfinału Rosjanka wyeliminowała m.in. Belindę Bencic (19. WTA), Clarę Tauson (15. WTA) oraz Magdę Linette (40. WTA). Mimo to początek meczu wyraźnie należał do Włoszki. Grała solidnie, unikała błędów i to w zupełności wystarczyło, by poradzić sobie z dość przewidywalną rywalką. Pierwszego seta Paolini wygrała pewnie 6:3.

    Gra Kudiermietowej opierała się w dużej mierze na silnym serwisie, ale poza tym jej poczynania były czytelne i łatwe do rozpracowania. Na dodatek Rosjanka coraz częściej zdradzała oznaki frustracji. Grała szybko, a gdy popełniała błędy – jeszcze bardziej przyspieszała, co prowadziło do kolejnych pomyłek. Nastroju nie poprawiały także ciągłe komentarze jej trenera i zarazem męża, Siergieja Diemiochina, który reagował niemal na każde zagranie. Z czasem można było odnieść wrażenie, że zawodniczka zaczyna mieć dość nieustannych uwag płynących z jej boksu.

    Rosjanka wraca do gry, ale w trzecim secie górą Paolini

    Choć po pierwszym secie nic tego nie zapowiadało, Kudiermietowa zdołała odwrócić losy meczu. W drugiej partii zaczęła grać odważniej i skuteczniej, przełamała rywalkę, a po chwili doprowadziła do tie-breaka. Tam okazała się zdecydowanie lepsza – zwyciężyła 7:2 i doprowadziła do trzeciego seta.

    Decydująca partia była już znacznie bardziej wyrównana. Obie zawodniczki starały się za wszelką cenę utrzymać własne podanie, wiedząc, że jedno przełamanie może przesądzić o losach spotkania. Krytyczny moment nadszedł przy stanie 2:4, gdy Kudiermietowa oddała serwis. Choć w kolejnym gemie miała aż trzy okazje, by odrobić stratę, nie zdołała ich wykorzystać. To złamało jej opór psychiczny. Paolini przejęła inicjatywę i zakończyła mecz zwycięstwem 6:3, 6:7(2), 6:3.

    Finałowa rywalka Świątek już znana

    Włoszka po raz kolejny potwierdziła, że w 2024 i 2025 roku należy do ścisłej czołówki światowego tenisa. To właśnie ona w poniedziałek zmierzy się z Igą Świątek w finale turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Teoretycznie zapowiada się trudniejsza przeprawa dla Polki, jednak bilans dotychczasowych spotkań obu zawodniczek jest jednoznaczny – Świątek prowadzi 5:0. Najbardziej pamiętnym pojedynkiem była oczywiście ubiegłoroczna wygrana Polki w finale Roland Garros 6:2, 6:1.

    Dla 24-letniej liderki światowego rankingu finał w Cincinnati to kolejna okazja do umocnienia swojej pozycji i zdobycia cennego tytułu przed zbliżającym się US Open. Paolini natomiast spróbuje przełamać fatalny bilans meczów z Polką i udowodnić, że także na twardych kortach potrafi rywalizować z najlepszymi.

    Finałowe starcie Świątek – Paolini odbędzie się w nocy z poniedziałku na wtorek, o północy czasu polskiego.

    Weronika Kudiermietowa – Jasmine Paolini 3:6, 7:6(2), 3:6

  • Świątek wygrała z Paolini, ale co się stało po meczu?! “Przekroczyła granice”

    Świątek wygrała z Paolini, ale co się stało po meczu?! “Przekroczyła granice”

    Iga Świątek i Jasmine Paolini zagrają w finale turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Spotkanie zapowiada się niezwykle ciekawie, bo Włoszka nigdy nie była tak blisko pokonania Polki, jak w ubiegłym roku podczas Billie Jean King Cup. Wtedy obie zawodniczki rozegrały prawdziwy maraton, trwający 2 godziny i 38 minut, w którym każda z nich zdobyła po 105 punktów. Paolini popełniła tylko 17 niewymuszonych błędów, przy aż 32 pomyłkach Świątek. To właśnie tamten mecz pokazał, że Włoszka potrafi mocno zagrozić liderce światowego rankingu.

    Do finału w Cincinnati Iga awansowała w znakomitym stylu, pokonując w półfinale Jelenę Rybakinę 7:5, 6:3. Chwilę później poznaliśmy jej rywalkę – Paolini po trzysetowym boju wygrała z Wieroniką Kudiermietową 6:3, 6:7, 6:3. To będzie szóste spotkanie obu tenisistek, choć dotąd bilans przemawia zdecydowanie na korzyść Świątek.

    Polka cztery razy zwyciężała bardzo pewnie – 6:2, 6:1 w 2018 roku w Pradze, 6:3, 6:0 w pierwszej rundzie US Open 2022, 6:2, 6:1 w finale Roland Garros 2024 oraz 6:1, 6:3 w półfinale tegorocznego turnieju w Bad Homburgu. Jedynym wyjątkiem pozostaje pamiętny pojedynek w Maladze z listopada 2024 roku, który przeszedł do historii jako jeden z najbardziej emocjonujących meczów obu tenisistek.

    Tamten bój miał ogromną wagę – Polska walczyła z Włochami o awans do finału Billie Jean King Cup. Po porażce Magdy Linette z Lucią Bronzetti, Świątek musiała wygrać z Paolini, by utrzymać nasze szanse. Nie było to łatwe, bo miała w nogach już trzy wyczerpujące spotkania singlowe i debla. Pierwszego seta przegrała 3:6, lecz później odwróciła losy meczu, zwyciężając 6:4, 6:4. Po wszystkim mówiła, że w drugim secie brakowało jej energii, którą odzyskała dopiero w decydującej partii.

    Spotkanie z Paolini było tak intensywne, że obie zawodniczki dostały pół godziny przerwy przed deblem decydującym o losach całej rywalizacji. W nim Świątek z Katarzyną Kawą zmierzyły się z Sarą Errani i Paolini. Choć Polki były skazywane na porażkę, walczyły dzielnie, przegrywając dopiero 5:7, 5:7. Cały półfinał Polska – Włochy, rozpoczęty o 17, zakończył się dopiero po północy. Świątek po wszystkim nie kryła emocji i łez, a włoscy dziennikarze podkreślali, że jej postawa była wzorem przywództwa i poświęcenia dla drużyny.

    Teraz obie tenisistki znów staną naprzeciw siebie – tym razem w wielkim finale WTA 1000 w Cincinnati. Spotkanie odbędzie się w nocy z poniedziałku na wtorek polskiego czasu, początek o północy. Transmisja w Canal+, relacja tekstowa na żywo na Sport.pl.

    Chcesz, żebym przygotował też wersję bardziej publicystyczną – z szerszym porównaniem stylów gry Świątek i Paolini oraz kontekstem przed US Open?

  • Partner Sabalenki ogłasza, i to tuż po jej porażce w Cincinnati. Potwierdza krążące plotki, już oficjalnie

    Partner Sabalenki ogłasza, i to tuż po jej porażce w Cincinnati. Potwierdza krążące plotki, już oficjalnie

    Partner Sabalenki ogłasza, i to tuż po jej porażce w Cincinnati. Potwierdza krążące plotki, już oficjalnie

    Od pewnego czasu plotkowano, że partner Aryny Sabalenki chce z przytupem wkroczyć w świat sportu i zainwestować duże pieniądze. Okazuje się, że istotnie tak jest, a plan został wprowadzony w życie. Oficjalnie potwierdza to sam zainteresowany w najnowszym wpisie w mediach społecznościowych, opublikowanym krótko po porażce tenisistki w turnieju w Cincinnati. Georgios Frangulis ogłasza, w jaki projekt się zaangażował. Co na to wszystko liderka rankingu WTA? Jej komentarz mówi wiele.

     

    Do tegorocznego turnieju w Cincinnati Aryna Sabalenka podchodziła z podwójną presją. Po pierwsze, jest liderką rankingu WTA, więc i oczekiwania wobec niej są wyższe, po drugie, triumfowała w zeszłej edycji zawodów i zapewne miała apetyt na to, by tytuł obronić.

     

    Wiadomo już jednak, że musi obejść się smakiem. W ćwierćfinale przegrała z Jeleną Rybakiną 1:6, 4:6 i to Kazaszka zawalczy z Igą Świątek o finał. We wpisie w mediach społecznościowych Białorusinka wprost przyznała, że spodziewała się lepszego rezultatu w Ohio.

     

    Nie jest to wynik, jakiego oczekiwałem, ale jestem gotowa zmienić bieg na Nowy Jork. Dziękuję Cincinnati, to zawsze przyjemność

     

    – przekazała.

     

    Wzmianka o Nowym Jorku to, rzecz jasna, nawiązanie do zbliżającego się wielkimi krokami ostatniego w tym sezonie Wielkiego Szlema. Sabalenka wygrała zeszłoroczne US Open i teraz będzie broniła najwyższej możliwej liczby punktów. Zatem gra będzie toczyć się o znaczącą stawkę.

     

    Na razie Aryna miesza przygotowania z relaksem. Spędza dużo czasu z ukochanym, a wspólnymi ujęciami dzieli się w sieci. Razem celebrują pewien znaczący sukces, o którym Georgios Frangulis poinformował świat właśnie teraz.

     

    A jednak to nie tylko plotki. Georgios Frangulis potwierdza, Aryna Sabalenka reaguje

     

    “Tak, kupiliśmy najfajniejszy klub piłkarski” – oświadcza w najnowszym wpisie w mediach społecznościowych. Publikuje również okolicznościowe wideo. Widać na nim kilka urywków – Frangulisa na stadionie, z klubową koszulką, na konferencji prasowej i w prywatnym samolocie.

     

    Jak na nową zawodową aktywność partnera reaguje Aryna Sabalenka? Wygląda na to, że bardzo go wspiera. “Mój ukochany jest w gazie” – skomentowała całe przedsięwzięcie.

     

    Zresztą praca to coś, co – oprócz miłości – ich łączy. Tenisistka jest ambasadorką firmy Frangulisa, Oakberry. To sieć kawiarni oferujących napoje i przekąski z jagodami acai. Punkty zlokalizowane są w różnych miastach świata, w tym m.in. w Rio de Janeiro, Dubaju, Rotterdamie, Nowym Jorku, Dublinie i Miami.

     

    Aryna Sabalenka i Georgios Frangulis są parą od zeszłego roku. Dzieli ich osiem lat, grecki biznesmen jest starszy od ukochanej. Białorusinka nazywa go “miłością jej życia”. Georgios jest członkiem jej sztabu i jest obecny w boksie na prawie wszystkich meczach partnerki.

  • Mecz Świątek w Cincinnati, a tu US Open ogłasza ws. Sabalenki. Stało się

    Mecz Świątek w Cincinnati, a tu US Open ogłasza ws. Sabalenki. Stało się

    Mecz Świątek w Cincinnati, a tu US Open ogłasza ws. Sabalenki. Stało się

    Podczas gdy Iga Świątek skupiała się na półfinałowym starciu z Jeleną Rybakiną na turnieju WTA 1000 w Cincinnati, Aryna Sabalenka pojawiła się już w Nowym Jorku, by aklimatyzować się do tamtejszych warunków przed US Open. Organizatorzy wielkoszlemowej imprezy wypuścili nawet do sieci materiał z liderką WTA w roli głównej, wysyłając tym samym do tenisowego świata jednoznaczną wiadomość.

     

    Świetnie spisująca się w tegorocznej odsłonie turnieju WTA 1000 w Cincinnati Iga Świątek w półfinale amerykańskiej imprezy trafiła na Jelenę Rybakinę. To właśnie reprezentantka Kazachstanu w ćwierćfinale odprawiła z kwitkiem liderkę światowego rankingu Arynę Sabalenkę, ogrywając ją w dwóch setach (6:1, 6:4).

     

    Po odpadnięciu z “tysięcznika” w Cincinnati Aryna Sabalenka nie kryła rozgoryczenia, lecz jasno zapowiedziała przy tym, na czym skupiają się jej myśli po porażce z 10. obecnie rakietą świata.

     

    Nie jest to wynik, jakiego oczekiwałam, ale jestem gotowa, by wrzucić kolejny bieg na Nowy Jork. Dziękuję Cincinnati, to zawsze przyjemność

     

    napisała Aryna Sabalenka w mediach społecznościowych, komentując swój występ w Cincinnati

     

    Białorusinka broniła w Cincinnati tytułu wywalczonego przed rokiem. To samo czekać ją będzie już niebawem właśnie na kortach US Open. Dlatego też po porażce w Cincinnati 27-latka spakowała walizki i szybko udała się do Nowego Jorku, by móc aklimatyzować się do panujących tam warunków, a co za tym idzie jak najlepiej przygotować się do ostatniej wielkoszlemowej imprezy w tym sezonie.

     

    Aryna Sabalenka już w “trybie US Open”. Organizatorzy informują

     

    Wiemy już, że Aryna Sabalenka nie tylko zdążyła już pojawić się w Nowym Jorku, ale miała też okazję potrenować na tamtejszych obiektach. Tym faktem pochwalili się sami organizatorzy US Open, zamieszczając w sieci krótki komunikat.

     

    – Wasza obrończyni tytułu wróciła – napisali, dodając do tego także kilkudziesięciosekundowe nagranie z treningu pierwszej rakiety świata na stadionie im. Louisa Armstronga.

     

    Podczas US Open Aryna Sabalenka będzie chciała zapewne zdusić ogromne poczucie niedosytu, które musi towarzyszyć jej po trzech poprzednich turniejach wielkoszlemowych. Na kortach Australian Open i Ronalda Garrosa Białorusinka docierała aż do finałów, przegrywając walkę o tytuł z – odpowiednio – Madison Keys oraz Coco Gauff, a na Wimbledonie sensacyjnie uległa w półfinale Amandzie Anisomovej. Teraz stoi przed ostatnią szansą, by włożyć do swojej gabloty jedno z najważniejszych corocznych trofeów.

  • Kłopoty Świątek, zagrożenie ze strony Rybakiny – starcie w Cincinnati zapowiada się niezwykle emocjonująco

    Kłopoty Świątek, zagrożenie ze strony Rybakiny – starcie w Cincinnati zapowiada się niezwykle emocjonująco

    Kłopoty Świątek, zagrożenie ze strony Rybakiny – starcie w Cincinnati zapowiada się niezwykle emocjonująco

    Iga Świątek poluje na historyczny sukces w Cincinnati, gdzie ma szansę awansować do swojego pierwszego finału prestiżowego turnieju WTA 1000. Na jej drodze stoi jednak dobrze znana rywalka — Jelena Rybakina, jedna z nielicznych tenisistek, które wielokrotnie potrafiły sprawić problemy liderce światowego rankingu. Ich ostatnie spotkanie na Roland Garros 2025 było bolesnym przypomnieniem, jak groźna potrafi być Kazaszka. W Paryżu Rybakina rozgromiła Świątek w pierwszym secie 6:1, zostawiając Polkę w trudnym położeniu, zanim mecz przybrał dramatyczny obrót.

     

    Polska mistrzyni kroczy jednak przez turniej w Ohio z typową dla siebie determinacją, pokonując kolejno Anastazję Potapową, Soranę Cîrsteę i Annę Kalinską. Tym samym zapewniła sobie trzeci z rzędu półfinał w Cincinnati, stając się najmłodszą zawodniczką w Erze Open, która może pochwalić się taką serią w tym turnieju. A jednak — mimo imponujących wyników — widmo Rybakiny wisi nad nią niczym cień.

     

    Przez większą część tygodnia wydawało się, że w półfinale to Aryna Sabalenka stanie naprzeciw Świątek, by rozegrać kolejny rozdział jednej z najgorętszych rywalizacji w kobiecym tenisie. Ale Rybakina miała zupełnie inne plany. Z zimną precyzją rozbiła Białorusinkę 6:1, 6:4 w zaledwie 75 minut, wysyłając falę szoku przez cały turniej i udowadniając po raz kolejny, dlaczego uchodzi za jedną z najgroźniejszych zawodniczek na twardych kortach.

     

    Historia ich pojedynków tylko dodaje smaku nadchodzącemu starciu. W dziewięciu meczach Świątek prowadzi minimalnie 5:4, a w samym 2025 roku pokonała Rybakinę już trzy razy. Żadne z tych zwycięstw nie przyszło jednak łatwo. W pamiętnym meczu na Roland Garros Polka przegrała pierwszego seta 1:6 i przegrywała już 0:2 w drugim. Wydawało się, że jej paryska przygoda jest skończona. A jednak coś się zmieniło. Od trzeciego gema zaczęła odrabiać straty, zmuszając Rybakinę do błędów, a ta coraz częściej okazywała frustrację. Ostatecznie, po dwóch i pół godzinie morderczej walki, Świątek wyszarpała zwycięstwo 1:6, 6:3, 7:5.

     

    Teraz, gdy obie tenisistki znów staną naprzeciw siebie, pozostaje pytanie: czy Świątek powtórzy paryski scenariusz i odwróci losy meczu, czy może tym razem to Rybakina przełamie serię Polki? Jedno jest pewne — półfinał w Cincinnati (17 sierpnia) zapowiada się na prawdziwy tenisowy hit.

  • To dlatego Iga Świątek pokonała Rybakinę. Wymowna reakcja Fissette’a

    To dlatego Iga Świątek pokonała Rybakinę. Wymowna reakcja Fissette’a

    Iga Świątek zameldowała się w finale turnieju WTA 1000 w Cincinnati! Polka w świetnym stylu pokonała Jelenę Rybakinę 7:5, 6:3 i znów udowodniła, że potrafi odnaleźć się w trudnych momentach. Tym razem kluczowa okazała się podpowiedź z trybun od jej trenera Wima Fissette’a, co podkreślali również komentatorzy Canal+ Sport.

    Mecz na najwyższym poziomie

    Półfinał Świątek – Rybakina od pierwszych piłek spełniał oczekiwania kibiców. Obie tenisistki serwowały znakomicie i długo nie dopuszczały do break pointów. Do stanu 3:3 żadna z nich nie pozwoliła rywalce na choćby cień przewagi przy własnym podaniu. – To sześć gemów na absolutnie światowym poziomie – komentował Dawid Celt w Canal+ Sport.

    Pierwsze problemy pojawiły się jednak po stronie Świątek. Rybakina zaczęła coraz lepiej returnować, atakować już od początku wymian i w końcu przełamała Polkę. Liderka rankingu przegrywała 3:5, a sytuacja stawała się coraz trudniejsza.

    Decydująca wskazówka Fissette’a

    W tym momencie na wagę złota okazała się rada z trybun. – Pozycja różna przy serwisie – krzyknął Wim Fissette. Komentatorzy natychmiast podchwycili problem, wskazując, że Iga stoi zbyt głęboko i brakuje jej ruchu do przodu. Sama zawodniczka po jednym z punktów przyznała: „Jestem za daleko”.

    Korekta ustawienia zadziałała błyskawicznie. Świątek zaczęła wchodzić głębiej w kort, przejmowała inicjatywę i zmuszała rywalkę do biegania. Efekt? Fenomenalna końcówka seta – od stanu 3:5 do 7:5, z bilansem punktów 12:3 na korzyść Polki. Rybakina, która chwilę wcześniej serwowała na zwycięstwo w partii, całkowicie się pogubiła.

    Świątek nie zwolniła tempa

    W drugim secie obraz gry był już wyraźnie korzystniejszy dla Świątek. Polka szybko odskoczyła na 4:1, grała pewnie i skutecznie broniła się nawet w najtrudniejszych momentach – przy stanie 4:2 obroniła dwa break pointy, pokazując świetną defensywę. Rybakina próbowała reagować, jej trener Stefano Vukov starał się ją mobilizować, ale nie przynosiło to efektu. Świątek była w pełni kontrolowała sytuację i zakończyła mecz wynikiem 7:5, 6:3.

    Awans w wielkim stylu

    To zwycięstwo to dowód, że liderka światowego rankingu potrafi nie tylko walczyć o każdy punkt, ale też błyskawicznie dostosować się do sytuacji i wprowadzać poprawki w swojej grze. Właśnie to – zdaniem ekspertów – przesądziło o jej awansie.

    W finale w Cincinnati Iga Świątek zmierzy się ze zwyciężczynią meczu Jasmine Paolini – Weronika Kudiermietowa. Decydujący pojedynek rozpocznie się o północy z poniedziałku na wtorek czasu polskiego. Transmisja w Canal+ Sport, relacja na Sport.pl.

  • Świątek przegrywała już 3:5. Cały świat zobaczył, co zrobiła Rybakina

    Świątek przegrywała już 3:5. Cały świat zobaczył, co zrobiła Rybakina

    Iga Świątek w półfinale turnieju WTA 1000 w Cincinnati przeszła przez poważny test i wyszła z niego zwycięsko. Polka przegrywała w pierwszym secie już 3:5, a po kolejnych potężnych uderzeniach Jeleny Rybakiny nieraz bezradnie rozkładała ręce. Jednak w kluczowym momencie odnalazła właściwy rytm, wykorzystała słabsze chwile rywalki i odwróciła losy spotkania. Ostatecznie wygrała 7:5, 6:3 i po raz pierwszy w karierze awansowała do finału tej prestiżowej imprezy.

    Na początku półfinału uwagę komentatorów przykuwał znakomity serwis Rybakiny – Kazaszka raz po raz posyłała piłki z prędkością i precyzją, która robiła ogromne wrażenie. Jednak kiedy Świątek zaczęła coraz skuteczniej odpowiadać, gra wicemistrzyni Wimbledonu 2022 nagle się posypała. Właśnie wtedy Polka przejęła inicjatywę i zdołała przechylić szalę pierwszego seta na swoją korzyść.

    Choć oficjalnie był to pojedynek trzeciej i dziesiątej tenisistki rankingu WTA, atmosfera wokół meczu wskazywała, że mamy do czynienia z prawdziwym tenisowym hitem. Wielu kibiców liczyło na starcie Świątek z Aryną Sabalenką, ale Białorusinka została wcześniej pewnie wyeliminowana przez Rybakinę. Świątek z kolei do półfinału dochodziła bez większych problemów, wygrywając wcześniejsze mecze w stosunkowo komfortowych warunkach.

    Pierwszy set półfinału miał jednak zupełnie inny przebieg. Obie tenisistki niemal bezbłędnie serwowały – skuteczność pierwszego podania sięgała 90 procent. Świątek popełniała wprawdzie więcej podwójnych błędów, bo rywalka agresywnie atakowała jej drugie podanie, ale w decydującej fazie partii to Rybakina zaczęła tracić rytm. Polka wygrała cztery gemy z rzędu, doprowadzając do sensacyjnego odwrócenia wyniku i triumfu 7:5.

    W drugim secie uwidoczniło się zmęczenie Rybakiny, która w drodze do półfinału spędziła na korcie ponad osiem godzin – niemal dwa razy więcej niż Świątek. Polka dominowała i mogła zakończyć mecz jeszcze szybciej, ale przy stanie 5:2 nie wykorzystała dwóch piłek meczowych. Dopiero w kolejnym gemie postawiła kropkę nad „i”.

    Niedzielne starcie było już piątym pojedynkiem Świątek i Rybakiny w tym sezonie. Dwa lata temu to Kazaszka miała nad Polką przewagę w bezpośrednich starciach, ale teraz sytuacja się odwróciła – Świątek wygrała wszystkie cztery spotkania w 2024 roku i prowadzi w całej rywalizacji 6:4. Dodatkowo zablokowała rywalce szansę na 24. zwycięstwo w karierze nad tenisistką z czołowej dziesiątki rankingu.

    Awans do finału w Cincinnati to dla Świątek przełamanie – wcześniej dwukrotnie kończyła udział w tym turnieju na półfinale. Teraz, po raz pierwszy od 15 miesięcy, powalczy o tytuł w turnieju rangi WTA 1000. W poniedziałek jej przeciwniczką będzie zwyciężczyni starcia Jasmine Paolini – Wieronika Kudiermietowa.

  • To ona zdobędzie więcej tytułów Wielkiego Szlema. Legenda wydała werdykt

    To ona zdobędzie więcej tytułów Wielkiego Szlema. Legenda wydała werdykt

    Aryna Sabalenka, Coco Gauff czy może Iga Świątek? Która z nich zapisze na swoim koncie najwięcej wielkoszlemowych triumfów? Na razie zdecydowaną liderką w tym zestawieniu jest Polka, ale pytanie brzmi, czy utrzyma przewagę także w dłuższej perspektywie. Wątpliwości w tej kwestii nie miała Lindsay Davenport, która wprost wskazała swoją faworytkę i uzasadniła wybór. Co ciekawe, nie jest w tym osamotniona.

    Latem 2025 roku Iga Świątek przełamała barierę kortów trawiastych i sięgnęła po zwycięstwo w Wimbledonie. W finale nie dała najmniejszych szans Amandzie Anisimovej, wygrywając w imponującym stylu 6:0, 6:0. Był to nie tylko jej pierwszy triumf w Londynie, lecz także szósty tytuł wielkoszlemowy w karierze i pierwszy od ponad roku. Dzięki temu umocniła swoją pozycję jako najbardziej utytułowana zawodniczka spośród obecnego TOP 3 rankingu WTA. Pytanie jednak brzmi: czy pozostanie na czele tego wyścigu już na zawsze?

    Davenport nie ma wątpliwości: Świątek zdominuje erę
    W rozmowie z Tennis Channel Live była mistrzyni wielkoszlemowa, Lindsay Davenport, jasno wskazała, kto według niej zakończy karierę z największą liczbą tytułów. – Stawiam na Igę – powiedziała bez wahania, a następnie szczegółowo uzasadniła swój wybór.

    – Kontynuuje dokładnie to, co powinna robić w tym momencie swojej kariery. Jej podejście jest pełne zaangażowania – wszystko, czego chce, to grać i odnosić sukcesy. Jest temu całkowicie oddana. Ma wszystkie niezbędne cechy i moim zdaniem w najbliższym czasie nie grozi jej wypalenie. Dlatego sądzę, że zakończy karierę z dwucyfrową liczbą tytułów wielkoszlemowych – prognozowała Davenport, cytowana przez tennisuptodate.com.

    Podobne zdanie wyraziła także Coco Vandeweghe. Była amerykańska tenisistka nie tylko zgodziła się z Davenport, ale również wskazała konkretną liczbę trofeów, które Świątek może zdobyć. – Ja również uważam, że Iga zakończy karierę z dwucyfrowym wynikiem. Jeśli miałabym wskazać dokładniej, postawiłabym na dwanaście – oceniła.

    Nie oznacza to jednak, że Sabalenka czy Gauff zostały całkowicie skreślone. Obie mają już na swoim koncie wielkoszlemowe sukcesy – Białorusinka trzy, a Amerykanka dwa – jednak to Świątek, zdaniem ekspertek, ma największe szanse na wypracowanie trwałej przewagi.

    Cincinnati i US Open – kolejne wyzwania
    Już w najbliższych tygodniach czołowa trójka światowego rankingu znów powalczy o najcenniejsze trofea. 24 sierpnia startuje główna drabinka US Open. Każda z nich wie, jak smakuje triumf w Nowym Jorku: Świątek wygrała tu w 2022 roku, Gauff rok później, a Sabalenka broni tytułu wywalczonego w 2024.

    Na razie jednak oczy kibiców skierowane są na Cincinnati. To właśnie tam Iga Świątek, jako jedyna z TOP 3, wciąż pozostaje w grze o zwycięstwo w turnieju WTA 1000. W półfinale zmierzy się z groźną Jeleną Rybakiną. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 19:00 czasu polskiego. Relację na żywo będzie można śledzić na stronie głównej Sport.pl oraz w aplikacji Sport.pl LIVE.