• Tyle na US Open zarobiła już Świątek, kwota robi wrażenie. Na tym nie koniec

    Tyle na US Open zarobiła już Świątek, kwota robi wrażenie. Na tym nie koniec

    Iga Świątek świetnie odnajduje się na kortach US Open. Zanim rozpoczęła rywalizację singlową, zdążyła już zapewnić sobie awans do półfinału turnieju mikstów. W duecie z Casperem Ruudem pokonała pewnie pary Madison Keys – Frances Tiafoe oraz Caty McNally – Lorenzo Musetti, notując bardzo udany początek w tej konkurencji. Co więcej, sukces ten przyniósł im już pokaźne zyski, a w przypadku dalszych zwycięstw kwota ta może jeszcze wielokrotnie wzrosnąć.

    Ostatnie tygodnie to dla Świątek pasmo znakomitych wyników. Polka, niedawna triumfatorka Wimbledonu, sięgnęła bez straty seta po tytuł w turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Kilka godzin później rozpoczęła występy w mikście na US Open i w 1/8 finału wraz z Ruudem zwyciężyła 4:1, 4:2 nad duetem Keys – Tiafoe. W ćwierćfinale takim samym wynikiem odprawili McNally i Musettiego, meldując się w najlepszej czwórce.

    Awans do półfinału oznaczał również konkretne korzyści finansowe. Do tej pory para zarobiła już 200 tys. dolarów, co daje po 100 tys. na zawodnika – w przypadku Świątek to równowartość około 364 tys. złotych. Jeśli uda im się pokonać w półfinale duet Jessica Pegula – Jack Draper, ich konto wzrośnie do 400 tys. dolarów.

    Największa nagroda czeka jednak w finale – triumf w turnieju to aż milion dolarów do podziału. Wtedy na konto Świątek trafiłoby 500 tys. dolarów, czyli około 1,8 mln złotych. Droga do tego nie będzie jednak łatwa. Po ewentualnym starciu z Pegulą i Draperem w decydującym meczu czekałby ich pojedynek z wygranym pary Collins – Harrison lub Errani – Vavassori.

    Mecz Świątek i Ruuda z Pegulą oraz Draperem zaplanowano na godzinę 1:00 w nocy czasu polskiego. Relację tekstową na żywo będzie można śledzić w serwisie Interia Sport. Jeśli Polka awansuje do finału, zagra w nim jeszcze tej samej nocy.

  • Od Pewnego Zwycięstwa do Szokującej Katastrofy: Niewiarygodny Powrót na US Open

    Od Pewnego Zwycięstwa do Szokującej Katastrofy: Niewiarygodny Powrót na US Open

    Od Pewnego Zwycięstwa do Szokującej Katastrofy: Niewiarygodny Powrót na US Open

    Kiedy tablica wyników pokazywała 6:4, 5:1, historia wydawała się zakończona. Sześć piłek meczowych dzieliło Tylera Zinka od kolejnego etapu kwalifikacji do US Open. A jednak, pod jaskrawymi światłami Nowego Jorku, kibice tenisa byli świadkami zwrotu akcji tak szokującego, że komentatorzy oniemieli, a fani łapali się za głowy z niedowierzaniem.

    To, co wydarzyło się na twardych kortach Flushing Meadows, nie było zwykłym spotkaniem kwalifikacyjnym. To była lekcja, że w tenisie — dopóki nie zostanie rozegrana ostatnia piłka — nic nie jest przesądzone.

    Noc, Która Przepisała Oczekiwania

    US Open, ostatni wielkoszlemowy turniej roku, jeszcze się oficjalnie nie rozpoczął — a już podarował światu jedną z najbardziej niezapomnianych historii. Mecz pomiędzy Tylerem Zinkiem (ATP 328) ze Stanów Zjednoczonych a Reiem Sakamoto (ATP 200) z Japonii z pewnością przejdzie do historii jako jedna z najbardziej dramatycznych katastrof i zarazem cudownych powrotów w kwalifikacjach ostatnich lat.

    Zink wydawał się nie do zatrzymania. Po wygraniu pierwszego seta 6:4, błyskawicznie objął prowadzenie 5:1 w drugim. Publiczność wyczuwała już koniec. Eksperci byli pewni, że Amerykanin za chwilę zamknie spotkanie i awansuje. Ale w sporcie — szczególnie w tenisie — takie pewniki bywają zgubne.

    Sześć Piłek Meczowych. Sześć Zmarnowanych Szans.

    Przy stanie 5:1, serwując na zwycięstwo, Zink wypracował trzy piłki meczowe. Wszystko było w jego rękach. Rakieta, publiczność, moment. Zwycięstwo wydawało się kwestią sekund. A jednak zamiast postawić kropkę nad „i”, Zink zawahał się. Punkt po punkcie Sakamoto zaczynał odrabiać straty. Amerykanin zmarnował wszystkie trzy okazje.

    Chwilę później pojawiła się czwarta szansa — i także przepadła. Nadal prowadząc, Zink otrzymał kolejną okazję przy stanie 5:4. Tym razem zmarnował dwie kolejne piłki meczowe.

    Kiedy kurz opadł, okazało się, że Amerykanin wypuścił z rąk aż sześć szans na zakończenie meczu. Drugi set przerodził się w maraton, który trwał ponad 72 minuty. Sakamoto, korzystając z darowanej szansy, rzucił się do ataku i ostatecznie wygrał 7:5. Niemożliwe stawało się faktem.

    Decydujący Set na Ostrzu Noża

    Trzeci set był czystą szkołą nerwów. Obaj zawodnicy walczyli o każdy punkt, wymieniając się ciosami i odmawiając poddania się. Każda wymiana miała wagę całego meczu. Żaden nie ustąpił, dlatego o losach awansu musiał zadecydować tie-break — idealne zwieńczenie tej dramatycznej nocy.

    W decydujących chwilach to Sakamoto okazał się odporniejszy psychicznie. Zink walczył do końca, lecz gdy stawką były najważniejsze punkty, to Japończyk zachował chłodną głowę. W tie-breaku, pełnym wymian na granicy wytrzymałości, Sakamoto zwyciężył 10:8, pieczętując triumf, który godzinę wcześniej wydawał się całkowicie poza zasięgiem.

    Po niemal trzech godzinach gry — dokładnie 2 godziny i 53 minuty — tablica wyników brzmiała:

    Rei Sakamoto pokonał Tylera Zinka 4:6, 7:5, 7:6 (10:8)

    Wstrząs w Świecie Tenisa

    Analitycy i kibice od razu zdali sobie sprawę ze skali wydarzenia.

    „Powrót turnieju — jak dotąd. Sakamoto obronił sześć piłek meczowych, w tym przy stanie 0:40. Absolutnie niewiarygodne.” — napisano na profilu edgeAl w serwisie X.

    „Prowadził 6:4, 5:1, miał sześć piłek meczowych, dwa razy serwował na mecz… i przegrał. Brakuje słów, by to opisać.” — skomentował analityk Damian Kust.

    „Powrót z krawędzi! Główna drabinka jeszcze się nie zaczęła, a już mamy faworyta do miana największego comebacku US Open.” — dodał Tick Tock Tennis.

    To, co miało być rutynowym zwycięstwem w kwalifikacjach, stało się jednym z najbardziej komentowanych upadków sezonu — i jednocześnie jednym z najbardziej heroicznych powrotów, jakie kibice zobaczą w tym roku.

    Co Dalej dla Sakamoto?

    Po tym sensacyjnym zwycięstwie Rei Sakamoto melduje się w półfinale kwalifikacji, gdzie zmierzy się z Ignacio Buse z Peru (ATP 136). Japończyk, który już zapisał jedną z najdramatyczniejszych historii tegorocznego turnieju, jest teraz o krok od finału kwalifikacji — i o dwa od miejsca w głównej drabince US Open.

    Dla Tylera Zinka ta noc pozostanie bolesną lekcją niewykorzystanych szans. Dla kibiców zaś już teraz jest to spotkanie, które zmieniło zwykły wieczór kwalifikacji w widowisko, o którym będzie się opowiadać przez lata.

  • Takie słowa o Świątek tuż przed kluczowym meczem. Legenda wydała werdykt

    Takie słowa o Świątek tuż przed kluczowym meczem. Legenda wydała werdykt

    Śmiała prognoza Martiny Navratilovej na temat Igi Świątek wstrząsnęła światem tenisa przed US Open

    Najbliższe dni zapowiadają się jako jedne z najbardziej intensywnych w karierze Igi Świątek. Już za kilka godzin Polka wyjdzie na korty w Nowym Jorku nie sama, lecz u boku Norwega Caspera Ruuda, by rozegrać półfinał miksta na US Open. A to dopiero początek — największe wyzwanie czeka ją tuż za rogiem, w singlowym turnieju ostatniego wielkoszlemowego turnieju w roku.

    Przy tak ogromnej stawce, cały tenisowy świat huczy od prognoz, analiz i śmiałych opinii. Wśród nich jedna wyróżnia się szczególnie — słowa legendy tenisa, Martiny Navratilovej, która postawiła jasny werdykt w sprawie Świątek. Jej ocena odbiła się szerokim echem w świecie sportu.

    Gorący terminarz polskiej gwiazdy

    Świątek znajduje się obecnie na fali zwycięstw, które na nowo przywróciły jej aurę niezwyciężoności. Triumf na Wimbledonie oraz wygrana w prestiżowym turnieju w Cincinnati dobitnie to potwierdziły. Teraz Polka chce przenieść tę dyspozycję na US Open, gdzie powalczy nie tylko w singlu, ale także w mikście, co daje jej szansę na zapisanie nowego rozdziału w historii.

    W duecie z Casperem Ruudem stanie przed niezwykle trudnym zadaniem. Półfinał, zaplanowany na godzinę 1:00 w nocy czasu polskiego, to starcie z najwyżej rozstawioną parą — Jessicą Pegulą i Jackiem Draperem. Zwycięstwo oznaczałoby awans do wielkiego finału i możliwość zdobycia pierwszego znaczącego trofeum w grze mieszanej.

    Jednak mimo emocji związanych z mikstem, to właśnie rywalizacja singlowa będzie najważniejsza. Kluczowe pytanie brzmi: czy Świątek zdoła ponownie podbić Nowy Jork, tak jak zrobiła to w 2022 roku?

    Bezlitosne grono rywalek

    Droga do sukcesu nie będzie jednak prosta. Aryna Sabalenka, prowadząca w rankingu WTA z przewagą ponad 3000 punktów, jest uważana za główną faworytkę i broni tytułu zdobytego rok temu. Eksperci i komentatorzy nie mają wątpliwości co do jej siły.

    „Czy w ostatnich latach była lepsza zawodniczka od Sabalenki? Odpowiedź brzmi: nie!” — stwierdziła dziennikarka Gigi Salmon, nie pozostawiając złudzeń.

    Ale Białorusinka nie jest jedynym wyzwaniem. Była tenisistka, a dziś ekspertka Naomi Cavaday, wskazała na Naomi Osakę jako czarnego konia turnieju. Japonka rozpoczęła współpracę z Tomaszem Wiktorowskim, niegdyś trenerem Świątek, i zdaniem ekspertki może ponownie błysnąć. „W Montrealu przegrała w finale, przytłoczona wagą chwili, ale Nowy Jork może wyglądać inaczej. Z nowym trenerem i bardziej rozsądną grą tytuł jest w jej zasięgu” — podkreśliła Cavaday.

    Inny znany komentator, Jonathan Overend, stawia z kolei na Jelenę Rybakinę. „Wciąż uważam, że Rybakina ma w sobie potencjał, by zdobyć kolejnego Szlema. Czy to będzie US Open? Może tak. Ale Świątek wróciła do gry i nie mam wątpliwości, że znów może sięgnąć po tytuł w Nowym Jorku” — ocenił.

    Navratilova zabiera głos

    I wtedy padły słowa, które rozpaliły dyskusję. Martina Navratilova — jedna z największych legend w historii tenisa, 18-krotna mistrzyni Wielkiego Szlema w singlu — jasno określiła swój typ. W przeciwieństwie do innych ekspertów, którzy wahali się między kilkoma nazwiskami, ona nie miała najmniejszych wątpliwości.

    Dla niej faworytką jest tylko jedna zawodniczka — Iga Świątek.

    „Stara Iga powróciła” — ogłosiła z przekonaniem. — „Mimo że nie miała najlepszego lata, jej zwycięstwo na Wimbledonie i sposób, w jaki zachowywała się przez cały turniej, pokazują, że dawna Iga znów jest na korcie. Dla mnie jest faworytką kobiecej drabinki US Open.”

    Słowa Navratilovej, cytowane przez tennis365.com, to nie tylko analiza. To swoiste błogosławieństwo od jednej z największych postaci w historii tej dyscypliny.

    Ciężar oczekiwań

    Gdy Świątek wyjdzie na kort Arthura Ashe’a, echa słów Navratilovej z pewnością będą jej towarzyszyć. Mogą działać jak presja, ale i jak obietnica — przypomnienie, że mimo przewagi Sabalenki, odrodzenia Osaki czy siły Rybakiny, droga do pucharu wciąż może należeć do polskiej mistrzyni.

    Scenariusz jest już napisany. Najpierw próba sił w mikście u boku Caspera Ruuda. Następnie prawdziwy sprawdzian — bezlitosna batalia w singlowej drabince.

    Dla Igi Świątek najbliższe dni mogą nie tylko zdefiniować cały sezon, ale także umocnić jej status zawodniczki, która na nowo podbiła Nowy Jork, mimo wszelkich przeciwności.

  • Było 6:4, 5:1 i sześć piłek meczowych. Nie do wiary, co się stało na US Open

    Było 6:4, 5:1 i sześć piłek meczowych. Nie do wiary, co się stało na US Open

    Nieprawdopodobne – właśnie tak można podsumować to, co wydarzyło się w kwalifikacjach do męskiego turnieju US Open. Choć główna część nowojorskiej imprezy jeszcze się nie zaczęła, eksperci już mówią o największym zwrocie akcji całej edycji.

    Ostatni wielkoszlem tego roku dopiero czeka na swój start, a już mamy historię, o której będzie się mówić długo. To, co wydarzyło się w nocy z wtorku na środę czasu polskiego, wymyka się zdrowemu rozsądkowi.

    Sensacyjny powrót w Nowym Jorku

    Wszystko rozegrało się w meczu kwalifikacyjnym pomiędzy Amerykaninem Tylerem Zinkiem (328. ATP) a Japończykiem Reiem Sakamoto (200. ATP). Zink wygrał pierwszego seta 6:4, a w drugim po dwóch przełamaniach prowadził już 5:1. Wydawało się, że kwestia awansu jest rozstrzygnięta.

    W ósmym gemie Amerykanin miał trzy piłki meczowe przy własnym podaniu i… nie wykorzystał żadnej. Mało tego – chwilę później zmarnował czwartą szansę. W dziesiątym gemie historia się powtórzyła: kolejne dwie piłki meczowe poszły na marne. W sumie Zink nie wykorzystał aż sześciu okazji do zakończenia spotkania, a chwilę później przegrał seta 5:7. Ten fragment gry trwał aż godzinę i 12 minut.

    Decydujący set również dostarczył ogromnych emocji. Gra była wyrównana, a losy awansu rozstrzygnął tie-break. Sakamoto wytrzymał presję i zwyciężył 10:8. Całe spotkanie trwało niemal trzy godziny – dokładnie 2 godziny i 53 minuty.

    Eksperci: „to powrót turnieju”

    „Finałowy mecz pierwszej rundy kwalifikacji do US Open przyniósł jak dotąd największy powrót tego tygodnia. Sakamoto obronił cztery piłki meczowe przy stanie 2:5, w tym wychodząc z 0:40, oraz dwie kolejne przy stanie 4:5” – napisano na profilu edgeAl w serwisie X.

    „Określenie na linach to za mało, by oddać sytuację Zinka – prowadzenie 6:4, 5:1, aż sześć piłek meczowych w dwóch gemach serwisowych, w tym przy stanie 40:0. Niewiarygodne” – podkreślił analityk Damian Kust.

    „Powrót z krawędzi! Główna drabinka jeszcze się nie zaczęła, a już mamy faworyta do miana największego comebacku całego turnieju” – dodał z kolei profil Tick Tock Tennis.

    Co dalej?

    Rei Sakamoto zameldował się w półfinale kwalifikacji do US Open, gdzie jego rywalem będzie Ignacio Buse z Peru (136. ATP).

    Ćwierćfinał kwalifikacji US Open:
    Rei Sakamoto – Tyler Zink 4:6, 7:5, 7:6 (10:8)

  • Świątek usłyszała te słowa i nie wytrzymała. Od razu ruszyła z wyjaśnieniami

    Świątek usłyszała te słowa i nie wytrzymała. Od razu ruszyła z wyjaśnieniami

    Świątek usłyszała te słowa i nie wytrzymała. Od razu ruszyła z wyjaśnieniami

    Iga Świątek nie poprzestała na wygranej w WTA 1000 Cincinnati i niemal od razu udała się na turniej miksta, rozgrywany w ramach wielkoszlemowego US Open. Tam występuje w parze z Norwegiem Casperem Ruudem. Duet z Polką w składzie jest już w półfinale, dzięki wygranej nad parą Caty McNally/Lorenzo Musetti. W trakcie pomeczowego wywiadu doszło do zaskakującej sceny. Gdy Iga Świątek usłyszała te słowa, które wypowiedział Casper Ruud, nie wytrzymała.

     

    Iga Świątek nie zatrzymuje się po tym, jak wygrała turniej WTA 1000 Cincinnati. Wielu mogło uznać, że skoro Polka zagrała wszystkie spotkania w Ohio, to nie znajdzie czasu na miksta w ramach US Open. Jak się okazało, nic bardziej mylnego. Raszynianka zdążyła się przetransportować i po zaledwie kilkunastu godzinach stanęła do kolejnej rywalizacji na korcie, tym razem u boku Norwega Caspera Ruuda.

     

    Warto podkreślić, że zasady obowiązujące w mikście są nieco inne, niż w przypadku gry pojedynczej. Przy okazji gry podwójnej w ramach US Open 2025 spotkania (do półfinałów włącznie) grane są do dwóch wygranych setów. Poszczególne partie są jednak skrócone do 4 wygranych gemów. Taka formuła pozwala rozegrać cały turniej w krótkim czasie. M.in. z tego powodu Świątek i Ruud stoczyli dwa zwycięskie starcia, i to jednego dnia.

     

    Świątek i Ruud bezlitośni dla swoich rywali

     

    Iga Świątek i Casper Ruud rozstawieni zostali z numerem trzecim. W pierwszym meczu zmierzyli się z parą Madison Keys/Frances Tiafoe. W premierowej partii tego spotkania polsko-norweska para straciła tylko jednego gema, raz doprowadzając do przełamania. W drugiej odsłonie meczu Świątek i Ruud także zdobyli jednego break pointa, odnosząc zwycięstwo nad Amerykanami.

     

    Niedługo po tym spotkaniu nadeszło ćwierćfinałowe. Naprzeciw Świątek i Ruuda stanęli Caty McNally i Lorenzo Musetti. To spotkanie przebiegło niemal identycznie, jak poprzednie. A więc pierwszy set wygrany przez Polkę i Norwega 4:1, z jednym przełamaniem, a drugi 4:2, również z jednym break pointem. Po wygranej Świątek i Ruud udzielili pomeczowego wywiadu na korcie.

     

    Scena na pomeczowym wywiadzie. Świątek nagle wypaliła. “Co? Nie”

     

    Iga Świątek i Casper Ruud udzielili klasycznego pomeczowego wywiadu na korcie po tym, jak wygrali w ćwierćfinale miksta US Open. Oboje stanęli przed mikrofonem. Tenisiści zostali zapytani o to, kto kogo w ogóle zaprosił do udziału w tym turnieju.

     

    – Pomyślałem, że jeśli Iga będzie chciała grać, to się pojawię. Wysłała mi SMS-a i zapytała, czy chcę grać – odpowiedział Casper Ruud.

     

    W tym momencie Iga Świątek, jakby poruszona, od razu zabrała głos.

     

    “”To nie jest możliwe, ponieważ kiedy twój agent zapytał mojego agenta, ty mnie zapytałeś. Nie miałam pojęcia, na co się piszę. Miałam takie “okej, chcę zagrać z Casperem”””

    odparła Iga Świątek🎤

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1957877279343931439

    Iga Świątek i Casper Ruud zmierzą się za kilkanaście godzin w półfinale miksta US Open. Naprzeciw polsko-norweskiej parze stanie duet rozstawiony z numerem jeden, a więc Jessica Pegula i Jack Draper.

  • Niewiarygodne, co zrobiła Iga Świątek. Sceny podczas US Open. Nagranie hitem sieci. viralowe wideo!

    Niewiarygodne, co zrobiła Iga Świątek. Sceny podczas US Open. Nagranie hitem sieci. viralowe wideo!

    Niewiarygodne, co zrobiła Iga Świątek. Sceny podczas US Open. Nagranie hitem sieci. viralowe wideo!

    Iga Świątek i Casper Ruud we wtorek 19 sierpnia zapewnili sobie awans do półfinału turnieju par mieszanych na kortach US Open. Polsko-norweska para w ćwierćfinale tego turnieju pokonała duet włosko-amerykański Musetti – McNally. Jedna z akcji w kluczowej fazie drugiego seta poderwała kibiców z miejsc, a wideo niesie się po sieci.

    Iga Świątek niecałe dwadzieścia cztery godziny temu rozpoczynała swój finał turnieju rangi WTA 1000 w Cincinnati. Po drugiej stronie siatki stała waleczna i bardzo niebezpieczna Jasmine Paolini. Włoszka z Polką stworzyły naprawdę bardzo dobre widowisko, które zakończyło się ostatecznie wygraną naszej gwiazdy w dwóch setach.

    Świątek niedługo po meczu wsiadła w prywatny samolot i razem z Carlosem Alcarazem wyleciała do Nowego Jorku, aby móc zagrać w turnieju par mieszanych US Open. Po około 16 godzinach od ostatniej piłki finału Polka wyszła na kort imienia Arthura Ashe’a i w parze z Casperem Ruudem rywalizowała o awans do kolejnych faz turnieju.

    Niewiarygodna akcja w meczu Świątek. Stadion wprost odfrunął

     

    Na otwarcie Polka z Norwegiem rozbili wspólnie duet Madison Keys – Frances Tiafoe, a potem przyszedł czas na zdecydowanie bardziej zaciętą ćwierćfinałową rywalizację z Lorenzo Musettim i Cathy McNally. Mecz z duetem amerykańsko-włoskim stał na naprawdę bardzo wysokim poziomie i mógł się podobać.

    https://x.com/Eurosport_PL/status/1957885250178101300

    Zagranie Świątek doprowadziło do wymiany pod siatką, w której mieliśmy aż piętnaście uderzeń, próby kończenia akcji mocnymi zagraniami, wolejami, aż w końcu Amerykance zabrakło sił i jednym z jej zagrań piłka wyleciała na aut. Nie było jednak słychać wywołania autu, bo kibice wszystko zagłuszyli swoim zachwytem po tym, co właśnie obejrzeli.

     

  • Ewa Pajor przejdzie do historii. Niewiarygodny wyczyn w Barcelonie! Polska na prowadzeniu!

    Ewa Pajor przejdzie do historii. Niewiarygodny wyczyn w Barcelonie! Polska na prowadzeniu!

    Ewa Pajor przejdzie do historii. Niewiarygodny wyczyn w Barcelonie! Polska na prowadzeniu!

    Przyjście Ewy Pajor do FC Barcelona wzbudziło ciekawość, lecz szybko okazało się, że polska napastniczka zyskała sympatię kibiców. Teraz, już w swoim pierwszym sezonie w barwach blaugrana, stoi przed szansą dokonania czegoś naprawdę niezwykłego.

     

    Niedawny wpis na profilu Postunitedfem ponownie rozbudził dyskusję wokół imponujących liczb Pajor. Konto zebrało zestawienie najlepszych strzelczyń FC Barcelona z poszczególnych sezonów, biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki — od ligi hiszpańskiej, przez Puchar Królowej i Superpuchar Hiszpanii, aż po prestiżową Ligę Mistrzyń.

     

    Na szczycie tej historycznej listy znajduje się Jennifer Hermoso, jedna z najbardziej utytułowanych napastniczek w kobiecym futbolu. W swoim niezapomnianym sezonie 2016/17 Hermoso osiągnęła zawrotny wynik 41 goli — rekord, który wielu uznawało za nieosiągalny.

     

    Pajor depcze po piętach legendzie

     

    Dziś jednak ten rekord jest poważnie zagrożony. Ewa Pajor, która od momentu dołączenia do Barcelony zachwyca formą, szybko zbliża się do osiągnięcia Hiszpanki. Mając już na koncie 39 bramek w debiutanckim sezonie, stała się nie tylko najgroźniejszą snajperką drużyny, ale również kandydatką do najbardziej prestiżowej indywidualnej nagrody w futbolu — Złotej Piłki.

     

    Przed nią jeszcze sporo okazji, by zapisać się na kartach historii. Barcelona ma do rozegrania dwa mecze ligowe — z Betisem i Athletikiem, a później dwa wielkie finały: z Arsenalem w Lidze Mistrzyń oraz z Atlético w Pucharze Królowej.

     

    Odliczanie rozpoczęte

     

    Zaledwie trzy gole dzielą Pajor od rekordu Hermoso. W obecnej formie wydaje się, że nie chodzi już o to, czy Polka tego dokona, ale kiedy to nastąpi. Każdy kolejny mecz to nowa szansa, by zapisać swoje nazwisko złotymi zgłoskami w historii Barcelony — i być może rozpocząć nową erę, w której jej nazwisko stanie się synonimem dominacji.

     

    Dla kibiców emocje sięgają zenitu. Czy Ewa Pajor zdoła przebić się do annałów futbolu już w pierwszym sezonie? Wszystko wskazuje na to, że historyczny przełom jest tuż za rogiem.

     

  • Burza po zwycięstwie Świątek w Cincinnati. Nagle słowa Sabalenki. “Niesprawiedliwe”

    Burza po zwycięstwie Świątek w Cincinnati. Nagle słowa Sabalenki. “Niesprawiedliwe”

    Niespodziewanie po triumfie Igi Świątek w Cincinnati wybuchła gorąca dyskusja. Powód? Okazało się, że zwycięzca męskiego turnieju w tym samym czasie otrzymał od organizatorów ponad 250 tysięcy dolarów więcej niż Polka. Różnica w nagrodach oburzyła kibiców, a głos w sprawie przypomniała także Aryna Sabalenka, która wprost powiedziała: – To niesprawiedliwe.

    Świątek jak burza, ale zarobiła mniej niż Alcaraz

    Polka zaprezentowała w Cincinnati tenis niemal perfekcyjny – w pięciu meczach nie oddała rywalkom ani jednego seta. Po drodze pokonała m.in. Jelenę Rybakinę i Jasmine Paolini. Zwycięstwo w prestiżowej imprezie rangi WTA 1000 było jej drugim wielkim sukcesem w tym sezonie, po sensacyjnym triumfie na Wimbledonie.

    Za zwycięstwo w Ohio Świątek zainkasowała 752 275 dolarów. Jednak Carlos Alcaraz, który sięgnął po tytuł w rywalizacji mężczyzn, otrzymał aż 1 124 380 dolarów. Choć tenis od lat uchodzi za jeden z nielicznych sportów, gdzie obowiązuje względna równość płac – w turniejach wielkoszlemowych pula nagród jest dzielona po równo – to w Cincinnati różnica okazała się ogromna.

    – Grali na tych samych kortach przez dwanaście dni. Grali do dwóch wygranych setów przez dwanaście dni. A mimo to nie zarobią tyle samo – zwrócił uwagę włoski dziennikarz Luigi Gatto na platformie X. Pod jego wpisem rozgorzała dyskusja. Część internautów tłumaczyła, że męski tenis przyciąga większą widownię i stąd różnice w nagrodach. Inni bronili zawodniczek, uznając taki podział za kompletnie nieuzasadniony. „To nie ma żadnego sensu. Ten turniej to porażka” – napisał jeden z fanów.

    Sabalenka o płacach: „To niesprawiedliwe”

    Sprawę szerzej opisało hiszpańskie Mundo Deportivo, które przypomniało wypowiedź Aryny Sabalenki. Liderka światowego rankingu już wcześniej jasno wyraziła swoje zdanie: – To niesprawiedliwe! Z punktu widzenia telewizji, sprzedaży biletów, wszystkiego. Kobiety zasługują na takie same zarobki jak mężczyźni. Oni są silniejsi fizycznie, ale to nie znaczy, że nie pracujemy równie ciężko.

    Sabalenka mówiła wówczas o dysproporcji między jej zarobkami a premią Jannika Sinnera za triumf w Cincinnati w 2024 roku. Teraz jednak jej słowa wracają na nowo, bo amerykański turniej ponownie znalazł się w centrum kontrowersji związanych z nierównym podziałem nagród.

    Świątek nie zwalnia tempa

    Tymczasem Iga Świątek już rozpoczęła rywalizację w kolejnym turnieju. W US Open w nowym formacie miksta, w parze z Casperem Ruudem, pokonała duet Madison Keys – Frances Tiafoe i awansowała do dalszej fazy.

  • Nie do wiary, co zrobiła Iga Świątek. Dokonała niemal niemożliwego

    Nie do wiary, co zrobiła Iga Świątek. Dokonała niemal niemożliwego

    Jedni określają to mianem cudów, inni mówią o drodze pod prąd. Sama Iga Świątek przyznaje, że nie potrafi wskazać, dlaczego właśnie w Wimbledonie i Cincinnati – turniejach dotychczas uważanych za dla niej wyjątkowo trudne – przełamała się po dłuższym kryzysie. Faktem jest jednak, że kilka elementów złożyło się na to, iż Polka w ostatnich tygodniach zaskoczyła nie tylko kibiców, ale i samą siebie.

    Pierwsze reakcje po triumfach mówiły wszystko – opuszczona rakieta, niedowierzanie w oczach, chwytanie się za głowę, a dopiero później euforia. Tak wyglądał finał Wimbledonu i później Cincinnati w jej wykonaniu. Choć potencjał Świątek od dawna zwiastował, że prędzej czy później sięgnie po tytuły w tych imprezach, mało kto spodziewał się, że stanie się to teraz – po kilkunastu miesiącach bez finału i po serii rozczarowujących występów, nawet na ukochanej mączce.

    Gra pod prąd i filozofia „przekonywania”

    – Sama nie wiem, dlaczego wygrałam akurat te turnieje, w których najmniej bym się tego spodziewała. Dziękuję mojemu sztabowi za to, że pomaga mi stawać się lepszą tenisistką i uczy grać skuteczniej na szybszych nawierzchniach – mówiła z uśmiechem po zwycięstwie w Cincinnati nad Jasmine Paolini (7:5, 6:4).

    Nieco wcześniej, w londyńskim finale, dosłownie zmiażdżyła Amandę Anisimovą 6:0, 6:0. W sumie w czterech ostatnich startach aż trzy razy meldowała się w finale. To, że dokonała tego dwukrotnie na trawie i raz na szybkim hardzie, a więc w warunkach uznawanych dotąd za dla niej niewygodne, robi największe wrażenie.

    – Pierwsza część sezonu, zwłaszcza na ziemi, była rozczarowaniem. Ale od Wimbledonu to już droga zupełnie pod prąd – oceniał na antenie Canal+ Dawid Celt, kapitan reprezentacji Polski.

    Efekt współpracy i „kliknięcie” w odpowiednim momencie

    Ważnym czynnikiem był też czas. Świątek pracowała już ponad pół roku z trenerem Wimem Fissettem – a w środowisku tenisowym przyjęło się, że pierwsze efekty nowych relacji szkoleniowych pojawiają się właśnie po około sześciu miesiącach. Do tego dochodzi ogromna rola Darii Abramowicz, psycholożki sportowej, która od lat wspiera Polkę w pracy nad stabilnością mentalną.

    – W Cincinnati czułam się bardziej opanowana niż w Montrealu. Wcześniej bywało, że serwowałam nieźle, ale brakowało realizacji planu. Na trawie wreszcie „kliknęło”, teraz staram się to utrzymać – mówiła Świątek w rozmowie z Tennis Channel.

    Nie można też pominąć zasług Macieja Ryszczuka, który odpowiada za przygotowanie fizyczne. Dzięki niemu Polka od dawna wytrzymuje wyniszczające pojedynki i często zyskuje przewagę kondycyjną. W Cincinnati, przy skrajnych upałach i wilgoci, było to kluczowe. Pomógł również łut szczęścia – walkower Marty Kostiuk w trzeciej rundzie czy brak rywalki z Top 10 na drodze do triumfu w Londynie. Jak podkreśla trener Paweł Ostrowski, sama obecność okazji nie wystarczy – trzeba ją jeszcze udźwignąć psychicznie, a to udaje się nielicznym.

    Zmiany w nawierzchniach i adaptacja Świątek

    Na sukcesy Polki wpływ mają również ewolucje w samym tenisie. Od lat mówi się o spowalnianiu szybszych kortów, by wydłużyć wymiany i przyciągnąć kibiców. Wimbledon, od czasu zmiany mieszanki trawy w 2001 roku, nie jest już błyskawiczną nawierzchnią, a dodatkowo stosowane są większe piłki. Wielu zawodników narzeka, że gra przypomina coraz bardziej mecze na ziemi.

    – Piłki są fatalne, a ta trawa to żart. Ten kort jest wolniejszy niż niejedna mączka – frustrował się Denis Shapovalov. Dominic Inglot dodawał, że dziś na trawie można stosować serwis z rotacją, co dekadę temu było nie do pomyślenia. Sama Świątek potwierdziła, że zarówno w Londynie, jak i w Cincinnati korty są wyraźnie wolniejsze niż dawniej, co jej sprzyja.

    Naturalny potencjał i nowe perspektywy

    Mimo tych zmian nie można zapominać, że kluczowy jest sam rozwój Świątek. – Iga nigdy nie lubiła Cincinnati, ale jest tenisistką wyjątkową. Stale się rozwija i pokazuje, że potrafi wygrywać także tam, gdzie dotąd miała kłopoty – mówił Celt.

    Do tej pory jej najlepszym wynikiem w Wimbledonie był ćwierćfinał, a w Cincinnati nigdy nie grała w finale. Teraz sięgnęła po oba trofea i pokazała, że potrafi przełamywać własne bariery.

    Co dalej? W ostatnich dwóch sezonach zwyciężczynie z Cincinnati wygrywały później również US Open. Czy Świątek podtrzyma tę tradycję? Odpowiedź poznamy we wrześniu. Na razie udowodniła, że potrafi zaskakiwać wszystkich – także samą siebie.

  • Iga Świątek nie może przestać wygrywać! Niewiarygodne, co zrobiła w US Open

    Iga Świątek nie może przestać wygrywać! Niewiarygodne, co zrobiła w US Open

    W ciągu zaledwie jednej doby Iga Świątek udowodniła, że jej forma nie ma granic. W nocy z poniedziałku na wtorek Polka sięgnęła po triumf w finale turnieju WTA 1000 w Cincinnati, a już następnego dnia wraz z Casperem Ruudem rozpoczęła rywalizację w nowym formacie miksta podczas US Open. Polsko-norweski duet najpierw łatwo ograł Madison Keys i Francesa Tiafoe, a chwilę później wyeliminował Caty McNally i Lorenzo Musettiego, meldując się w półfinale rozgrywek. W sumie w nieco ponad 20 godzin Świątek zanotowała aż trzy oficjalne zwycięstwa!

    Nowa formuła mikstów w US Open

    Turniej miksta, rozgrywany w eksperymentalnym formacie, od początku budził ciekawość kibiców. Spotkania toczą się bowiem w skróconych setach do czterech gemów, a każdy gem rozstrzygany jest przy tzw. decydującym punkcie. Dzięki temu mecze przypominają bardziej dynamiczne pokazówki niż typowe wielkoszlemowe batalie. Widać było, że uczestnicy nie muszą nadmiernie forsować organizmu, a tempo gry jest szybkie i atrakcyjne.

    Świątek i Ruud nie mieli czasu na długą regenerację – po efektownym zwycięstwie nad Keys i Tiafoe (4:1, 4:2) musieli niemal od razu stawić czoła McNally i Musettiemu. Amerykanka i Włoch mieli w dodatku nieco więcej odpoczynku, bo ich wcześniejsze spotkanie zakończyło się tuż przed wejściem Polki i Norwega na kort.

    Pewny awans do półfinału

    Ćwierćfinał rozpoczął się od podania Ruuda i błyskotliwej odpowiedzi Świątek na próbę zaskoczenia ze strony Musettiego. Polka od razu zapisała na swoje konto punkt, a solidny serwis Norwega pozwolił duetowi wygrać pierwszego gema.

    Musetti co prawda bez problemów utrzymał własne podanie, ale chwilę później Świątek również zrobiła to z pełną kontrolą. Coraz wyraźniej było widać, że o ile polsko-norweski duet grał bardzo harmonijnie, o tyle rywale opierali się głównie na skuteczności Włocha. Kiedy piłka trafiała na stronę McNally, przewaga Świątek i Ruuda stawała się widoczna. W efekcie po zaledwie 16 minutach zakończyli pierwszego seta zwycięstwem 4:1.

    Druga partia była bardziej wyrównana, bo McNally udało się obronić własne podanie. W piątym gemie popis formy dała jednak Świątek, odpierając kolejne mocne uderzenia Musettiego. To właśnie jej gra otworzyła drogę do przełamania, które ostatecznie przypieczętował Ruud. Wygrany gem przesądził o losach meczu – duet triumfował 4:2 i awansował do półfinału.

    Niezmordowana Świątek

    Choć serwis Ruuda odegrał istotną rolę w obu meczach, trudno nie docenić wkładu Świątek. Polka imponowała refleksem, skutecznością i odpornością, mimo ogromnego obciążenia ostatnich dni. W niespełna 24 godziny zdążyła najpierw zdobyć prestiżowy tytuł w Cincinnati, a następnie doprowadziła swoją parę do półfinału miksta US Open.

    Dla kibiców pozostaje pytanie: czy Iga Świątek to jeszcze tylko zawodniczka, czy już prawdziwa tenisowa maszyna, która nie zna pojęcia zmęczenia? Odpowiedź może nadejść bardzo szybko, bo półfinały i finał miksta odbędą się już w środę, 20 sierpnia.

    Wynik ćwierćfinału:
    Iga Świątek/Casper Ruud – Caty McNally/Lorenzo Musetti 4:1, 4:2