• ‎Alarm! To ostatni moment dla Igi Świątek w US Open. Oto ranking WTA

    ‎Alarm! To ostatni moment dla Igi Świątek w US Open. Oto ranking WTA

    ‎Alarm! To ostatni moment dla Igi Świątek w US Open. Oto ranking WTA

    ‎Marzenia o tym, aby Iga Świątek wróciła na pierwsze miejsce w rankingu WTA po US Open, lada moment mogą legnąć w gruzach. Teraz tak naprawdę nic nie zależy od niej i Polka musi czekać na ruch Aryny Sabalenki. Ta mimo kilku trudnych chwil wciąż walczy w Nowym Jorku i jeśli wygra najbliższe spotkanie to los zarówno naszej rodaczki, jak i Coco Gauff zostanie przypieczętowany. Tłumaczymy wszelkie rankingowe zawiłości.

    ‎

    ‎W nocy z piątku na sobotę Aryna Sabalenka rozegrała swoje spotkanie z Leylayh Fernandez w trzeciej rundzie US Open. Pierwszy set padł łupem Białorusinki, która wygrała go wynikiem 6:3. W drugim miała jednak dużo więcej problemów. Liderka rankingu WTA w pewnym momencie przegrywała już 4:5, ale w końcówce jednak zdołała przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść i po tie-braku wygrała 7:6(2). Tym samym zameldowała się już w czwartej rundzie wielkoszlemowej imprezy.

    ‎

    ‎Ruch po stronie Aryny Sabalenki. Wszystko zależy tylko od niej

    ‎

    ‎A to bardzo zła informacja dla Igi Świątek i Coco Gauff. W rankingu “na żywo” Polka zajmuje obecnie trzecie, a Amerykanka drugie miejsce. Obie przed rozpoczęciem nowojorskiego turnieju miały szansę na to, aby dogonić Sabalenkę i zająć pierwszą lokatę w światowym zestawieniu. I jeszcze przez chwilę tę szansę będą mieć, ale już w niedzielę Białorusinka może postawić “kropkę nad i” i pozbawić swoje konkurentki nadziei. Tak naprawdę nic nie zależy już od nich.

    ‎

    ‎Świątek w trzeciej rundzie gra z Anną Kalinską (o godz. 1.00 w nocy z soboty na niedzielę), a Gauff z Magdaleną Fręch (sobota godz. 17.30). Obie panie są faworytkami i nawet jeśli wygrają, to muszą czekać na ruch Sabalenki. Ta już w niedzielę (godzina na razie nieznana) zmierzy się w czwartej rundzie Cristiną Bucsą (95.) Białorusinka będzie w starciu z Hiszpanką zdecydowaną faworytką i jeżeli wygra i awansuje do ćwierćfinału US Open, to jasne będzie, że pozycję liderki rankingu WTA zatrzyma. Nawet jeśli odpadnie w kolejnym meczu.

    ‎

    ‎Największa rywalka Igi Świątek to nie Aryna Sabalenka. Polka musi uważać

    ‎

    ‎Jeżeli Sabalenka zwycięży z Bucsą — niezależnie od tego, co stanie się w kolejnych rundach — będzie mieć pewne 9655 pkt w zestawieniu “na żywo”. I to przekreśla szanse Świątek, bo nawet gdyby wygrała US Open, może mieć maksymalnie “tylko” 9503 pkt. I podobnie w przypadku Gauff, której maksymalny możliwy dorobek punktowy wynosi 9634. Jest to więc kluczowy i decydujący moment dla pierwszej trójki rankingu WTA. Warto jednak wspomnieć, że przed naszą rodaczką jeszcze jedna kluczowa rywalizacja.

    ‎

    ‎Tak jak już wspomnieliśmy, w tej chwili Świątek jest na trzecim miejscu w zestawieniu “na żywo”, a na drugie wskoczyła Gauff. Wynika to z tego, że Amerykanka broni mniej punktów za zeszłoroczną edycję. Polka więc może po US Open w oficjalnym rankingu spaść na trzecią lokatę. Kiedy się to rozstrzygnie? Potencjalnie w półfinale. Właśnie wtedy może dojść do jej spotkania z Gauff (jeżeli żadna z nich nie przegra wcześniej) i to spotkanie będzie decydujące w kontekście walki o miano drugiej rakiety świata. Do tego jednak długa droga i na razie trzeba skupić się na najbliższym meczu z Kalinską.

    ‎

  • ‎Świątek czekała na swój pojedynek, a tu taka wiadomość z Nowego Jorku. Kalinska pokonana

    ‎Świątek czekała na swój pojedynek, a tu taka wiadomość z Nowego Jorku. Kalinska pokonana

    ‎Świątek czekała na swój pojedynek, a tu taka wiadomość z Nowego Jorku. Kalinska pokonana

    ‎Iga Świątek miała trochę kłopotów podczas starcia z Suzan Lamens, ale ostatecznie zameldowała się w trzeciej rundzie US Open. Piątek był dla Polki dniem przerwy od oficjalnych spotkań. Nasza reprezentantka wyszła jedynie na trening, by jak najlepiej przygotować się do kolejnego pojedynku. Inaczej wyglądało to w przypadku Anny Kalinskiej. Ta musiała się zjawić wczoraj na korcie, by rozegrać mecz w grze podwójnej. I pożegnała się z tymi zmaganiami, mimo prowadzenia 5:1 w secie.

    ‎

    ‎Dopiero co kilkanaście dni temu obserwowaliśmy starcie Igi Świątek z Anną Kalinską w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Cincinnati, a już czeka nas kolejny bezpośredni pojedynek między tymi tenisistkami. Tym razem stawką będzie awans do czwartej rundy US Open. Polka miała trochę problemów w poprzedniej fazie, musiała rozegrać trzysetową batalię z Suzan Lamens. Mimo to nasza reprezentantka wygrała swój mecz 6:1, 4:6, 6:4. Z kolei Rosjanka pokonała bez straty partii Julię Putincewą – 6:1, 7:5.

    ‎

    ‎Piątek dla raszynianki był dniem przygotowań do kolejnej batalii, którą zaplanowano na noc z soboty na niedzielę, nie przed godz. 1:00 czasu polskiego. 24-latka pojawiła się na obiektach US Open tylko po to, by odbyć standardowy trening. Inaczej wyglądała sytuacja w przypadku najbliższej rywalki Świątek. Kalinska musiała rozegrać spotkanie w deblu, do którego zgłosiła się z Soraną Cirsteą. Panie osiągnęły już wspólnie jeden sukces w tym sezonie, wygrywając zmagania gry podwójnej podczas WTA 1000 w Madrycie.

    ‎

    ‎Wczoraj rywalizowały w premierowej fazie deblowych rozgrywek w Nowym Jorku z Amerykankami – McCartney Kessler i Peyton Stearns. Tak się składa, że obie reprezentantki USA walczyły z Polkami podczas tegorocznego US Open. Kessler pokonała Magdę Linette w pierwszej rundzie singla, a Stearns uległa Magdalenie Fręch w 1/32 finału. W piątek tenisistki ze Stanów Zjednoczonych wyeliminowały triumfatorki Mutua Madrid Open.

    ‎

    ‎US Open: Sorana Cirstea i Anna Kalinska kontra McCartney Kessler i Peyton Stearns w pierwszej rundzie debla

    ‎

    ‎Mecz rozpoczął się od serwisu mistrzyń z Madrytu. Na początku panie pewnie utrzymały swoje podania. Pierwsze większe emocje nastały podczas trzeciego gema, kiedy to obserwowaliśmy walkę na przewagi. Ostatecznie Cirstea i Kalinska nie musiały jednak bronić żadnego break pointa. Okazja na przełamanie pojawiła się po zmianie stron. Wówczas Kessler oraz Stearns prowadziły 30-15, ale potem przegrały trzy akcje z rzędu. Rumuńsko-rosyjski duet zaczął uciekać przeciwniczkom. Po szóstym rozdaniu zrobiło się już 5:1, mimo że Amerykanki miały w nim aż trzy szanse na drugie “oczko”.

    ‎

    ‎Wydawało się, że reprezentantki USA już nie podniosą się w premierowej odsłonie. Tym bardziej, że w siódmym gemie Sorana oraz Anna miały 30-15, przez co były o dwie piłki od wygrania partii. Wtedy nastąpił niesamowity zwrot akcji. McCartney i Peyton odrobiły jedno przełamania, a później ruszyły w pogoń. I dogoniły przeciwniczki, wyrównując na 5:5. Na tym nie poprzestały. Kolejny break oznaczał, że przy stanie 6:5 serwowały po zwycięstwo w secie. Tenisistki z USA miały jeszcze dwie szanse z rzędu na tie-breaka, ale nie wykorzystały żadnej z nich. I tak z 1:5 15-30 zrobiło się 7:5 dla Kessler i Stearns.

    ‎

    ‎W drugiej części pojedynku mieliśmy już zaciętą walkę od początku. Od trzeciego do piątego gema obserwowaliśmy festiwal przełamań. Mógł on być kontynuowany także w szóstym rozdaniu, ale wówczas Amerykanki obroniły break pointa na 3:3. To był kluczowy moment dla losów całej batalii. Do końca spotkania panie pilnowały już swoich podań, co działało na korzyść McCartney oraz Peyton. Dzięki temu reprezentantki Stanów Zjednoczonych wygrały 7:5, 6:4 i zameldowały się w drugiej rundzie debla na US Open. Tam zmierzą się z duetem rozstawionym z “2” – Sara Errani/Jasmine Paolini. Z kolei Kalinska została już wyeliminowana z rozgrywek gry podwójnej w Nowym Jorku i może się skupić wyłącznie na singlu.

    ‎

  • Świątek Prowadziła, a Potem Zatrzymała się w Miejscu – Historia, Która Wciąż Budzi Emocje

    Świątek Prowadziła, a Potem Zatrzymała się w Miejscu – Historia, Która Wciąż Budzi Emocje

    Świątek Prowadziła, a Potem Zatrzymała się w Miejscu – Historia, Która Wciąż Budzi Emocje

    ‎Kiedy Pewność Zmieniła się w Chaos

    ‎Iga Świątek wyglądała na w pełni kontrolującą sytuację. Prowadziła 4:2, a jej trener Tomasz Wiktorowski z satysfakcją obserwował solidną grę podopiecznej. Wszystko wskazywało na to, że mecz potoczy się zgodnie z oczekiwaniami. Jednak w jednej chwili dynamika spotkania zmieniła się całkowicie. Anna Kalinska zaczęła grać jak natchniona – wygrała sześć gemów z rzędu i nagle to ona dyktowała warunki na korcie. Rosjanka wyszła na prowadzenie 6:4, 2:0 i nie oddała inicjatywy aż do samego końca, mimo że Świątek walczyła o każdy punkt.

    ‎Emocje Sięgnęły Zenitu

    ‎To właśnie wtedy Polka dała upust swojej frustracji. Wściekła, roztrzaskała rakietę o kort – obraz, który obiegł cały tenisowy świat. Była to ich pierwsza konfrontacja i choć zakończyła się triumfem Kalinskiej, historia miała dopiero się pisać. Dwa tygodnie później w Cincinnati Świątek wróciła do gry z tą samą rywalką i zdołała się zrewanżować. Teraz kibice zadają pytanie – czy na kortach US Open po raz kolejny odnajdzie sposób na nieprzewidywalną Rosjankę?

    ‎Droga do Nowego Jorku

    ‎Awans Świątek do trzeciej rundy wcale nie był prosty. Z Suzan Lamens stoczyła ponad dwugodzinny, trzysetowy bój, zakończony wynikiem 6:1, 4:6, 6:4. Dopiero po ostatniej piłce mogła odetchnąć z ulgą. Kalinska natomiast przeszła przez swoją rundę znacznie pewniej. W starciu z Julią Putincewą dominowała od początku, zwyciężając 6:1, 7:5 w meczu trwającym zaledwie godzinę i 19 minut. Jej dyspozycja daje jasny sygnał – to starcie z Polką może przerodzić się w wyjątkowo trudną batalię.

    ‎Historia, Która Już Raz Się Powtórzyła

    ‎Rywalizacja Świątek i Kalinskiej ma już swoje rozdziały. W lutym 2024 roku w Dubaju Polka była światową „jedynką” i zdecydowaną faworytką półfinału. Początek meczu potwierdzał przewidywania – Świątek prowadziła 4:2. Ale nagle Kalinska, zamiast ustąpić, zaczęła grać jeszcze mocniej i bardziej odważnie. Jej płaskie, szybkie uderzenia zmuszały Polkę do błędów. Seria sześciu gemów z rzędu sprawiła, że Rosjanka zdominowała liderkę rankingu. Świątek, wyprowadzona z równowagi, rzuciła rakietą o kort, a ta rozpadła się w kawałki.

    ‎Nieznany Kontekst – Prawda, Która Wyszła Później

    ‎Choć wówczas reakcja Igi była nietypowa, niewielu wiedziało, co działo się w jej organizmie. Dopiero wiele miesięcy później, w grudniu 2024 roku, w serialu dokumentalnym „Cztery pory Igi” ujawniono kulisy tamtego meczu. Świątek walczyła nie tylko z Kalinską, ale i z objawami COVID-19. Sama przyznała: „Po meczu zrobiłam test i okazało się, że mam covid. Wiem, że brzmi to jak wymówka, ale naprawdę tak było”. Jej sztab wspominał, że trudno było jej oddychać i skoncentrować się na grze.

    ‎Rewanż w Cincinnati – Role się Odwróciły

    ‎Kilka miesięcy później sytuacja uległa zmianie. W Cincinnati to Kalinska zmagała się z problemami zdrowotnymi. Już w pierwszym secie musiała skorzystać z przerwy medycznej, grała z zabandażowaną łydką i mimo bólu próbowała stawić opór. Jednak tym razem to Świątek była górą – wygrała 6:3, 6:4.

    ‎Teraz Wszystko Rozstrzygnie się w Nowym Jorku

    ‎Trzecia runda US Open zapowiada się jak rozdział, w którym żadna z tenisistek nie może liczyć na wymówki. Kibice mają nadzieję, że tym razem nie będą decydować kontuzje ani choroby, ale czysta dyspozycja dnia i charakter na korcie. Jedno jest pewne – kiedy Świątek i Kalinska stają naprzeciwko siebie, zawsze można spodziewać się dramatycznych zwrotów akcji.

     

    ‎

  • Cały świat trąbi o Świątek. “Największy dramat US Open 2025”

    Cały świat trąbi o Świątek. “Największy dramat US Open 2025”

    Pytanie, które wstrząsnęło światem tenisa: konferencja Świątek zamienia się w globalną burzę

    ‎Rutynowy mecz, a potem niespodzianka

    ‎Iga Świątek właśnie zapewniła sobie awans do trzeciej rundy US Open po zaciętym, trzysetowym zwycięstwie nad Suzan Lamens. Dla wielu uwaga powinna skupić się na jej tenisie — odporności, precyzji i walce o pozostanie w turnieju. Jednak to, co wydarzyło się poza kortem, szybko przyćmiło wszystko inne.

    ‎

    ‎„Co to za pytanie?” – Świątek wybucha

    ‎

    ‎Podczas czwartkowej konferencji prasowej po meczu Świątek usłyszała pytanie, które wyraźnie ją zaskoczyło.

    ‎„Przepraszam, co to za pytanie? Czy myślałam o tym, żeby wpleść sobie koraliki we włosy? Nie. O co chodzi? Co to za pytanie?” — odpowiedziała ostro, wyraźnie zirytowana.

    ‎

    ‎Napięta wymiana zdań, wywołana pytaniem dotyczącym jej wyglądu zamiast gry, natychmiast stała się sensacją na całym świecie.

    ‎

    ‎Międzynarodowe nagłówki wybuchają

    ‎

    ‎Od Londynu po Barcelonę gazety i portale rozpisywały się o tej nietypowej sytuacji:

    ‎

    ‎„Iga Świątek atakuje dziennikarza po pytaniu o jej wygląd” (Daily Mail)

    ‎

    ‎„Świątek zmuszona odpowiedzieć na surrealistyczne pytanie” (Mundo Deportivo)

    ‎

    ‎„Największy dramat US Open 2025” (primetimer.com)

    ‎

    ‎Światowe media nie tylko relacjonowały zdarzenie — umieszczały je na czołówkach, przedstawiając jako jeden z najdziwniejszych incydentów konferencyjnych w historii ostatnich turniejów wielkoszlemowych.

    ‎

    ‎Pytanie, które wszystko wywołało

    ‎

    ‎Jednak nie chodziło tylko o koraliki. Już wcześniej padło znacznie cięższe pytanie, które stworzyło napiętą atmosferę. Świątek została zapytana o podwójne standardy w sporcie, w kontekście ostrego sporu Jeleny Ostapenko z amerykańską zawodniczką Taylor Townsend.

    ‎

    ‎Słowa dziennikarza były bezpośrednie:

    ‎„Biorąc pod uwagę sytuację między zawodniczkami afroamerykańskimi a nieafroamerykańskimi, nie tylko w waszym sporcie, ale ogólnie, czy uważa pani, że stosuje się podwójne standardy? Wczoraj Ostapenko powiedziała Townsend, że jest niewykształcona i arogancka. Co to mówi o kobiecym sporcie?”

    ‎

    ‎Świątek, zaskoczona, odpowiedziała ostrożnie:

    ‎„Cóż, to dość skomplikowane pytanie. Nie mogę mówić o każdym sporcie… Żyjemy w określonym środowisku, w świecie tenisa. Oczywiście świat zmienił się na przestrzeni lat. Wiem, że wczoraj pojawił się jakiś problem, ale szczerze mówiąc, byłam bardzo skupiona. Miałam wczesny mecz, więc nie mogę tego skomentować. Prawdopodobnie nadrobię zaległości, ale nie można oceniać całej społeczności na podstawie zachowania jednej osoby.”

    ‎

    ‎Jej słowa, spokojne, ale wyważone, pokazały niechęć do wciągnięcia w medialną burzę. Jednak pytanie o koraliki we włosach przelało czarę goryczy.

    ‎

    ‎Wyjaśnienie dziennikarza

    ‎

    ‎Autor niefortunnego pytania, polski reporter Tomasz Moczerniuk, później próbował wytłumaczyć swoje intencje.

    ‎„Trzeba zrozumieć kontekst. Końcówka konferencji była napięta, a ja chciałem rozładować atmosferę lżejszym, obyczajowym pytaniem. Ale wyszło źle. Czasu się nie cofnie. Przy najbliższej okazji przeproszę Igę” — napisał w sieci.

    ‎

    ‎Burza medialna wykracza poza tenis

    ‎

    ‎Komentatorzy podkreślali, że coś, co powinno być rutynową serią pytań po meczu, zamieniło się w ostrą dyskusję o rasie, szacunku i granicach dziennikarstwa sportowego. Dla jednych była to niepotrzebna sensacja. Dla innych — obraz presji, z jaką sportowcy mierzą się nie tylko na korcie, ale i pod reflektorami kamer.

    ‎

    ‎Co dalej ze Świątek?

    ‎

    ‎Pomimo zamieszania, Świątek musi wrócić myślami do gry. W trzeciej rundzie US Open zmierzy się z Rosjanką Anną Kalinską, 29. rakietą świata. Ponownie oczy całego świata zwrócą się ku Świątek — nie tylko po to, by ocenić jej tenis, ale także by zobaczyć, jak poradzi sobie z nieuchronnymi pytaniami na kolejnej konferencji prasowej.

    ‎🔥 Napięcie pozostaje: Czy Świątek zdoła odwrócić uwagę od tej kontrowersji i skupić światowe media z powrotem na swojej grze? A może echo tamtego surrealistycznego pytania będzie towarzyszyć jej podczas całej kampanii w US Open?

     

    ‎

  • Świątek prowadziła 4:2 i nagle stanęła. Koniec po 102 minutach

    Świątek prowadziła 4:2 i nagle stanęła. Koniec po 102 minutach

    Iga Świątek prowadziła już 4:2, a jej trener Tomasz Wiktorowski z zadowoleniem kiwał głową, obserwując solidną grę swojej zawodniczki. Niespodziewanie jednak Anna Kalinska przejęła inicjatywę, wygrywając aż sześć gemów z rzędu. Rosjanka wyszła na prowadzenie 6:4, 2:0 i nie oddała go do końca, choć Polka walczyła do ostatnich piłek. W tamtym spotkaniu sfrustrowana Świątek roztrzaskała rakietę o kort. To była ich pierwsza konfrontacja. Dwa tygodnie temu w Cincinnati Polka zrewanżowała się rywalce. Czy teraz ponownie znajdzie sposób na Kalinską – tym razem na kortach US Open?

    Awans do trzeciej rundy nowojorskiego turnieju nie przyszedł Świątek łatwo. Druga rakieta świata stoczyła ponad dwugodzinny bój z Suzan Lamens i dopiero po trzech setach (6:1, 4:6, 6:4) mogła odetchnąć z ulgą. Kalinska natomiast przeszła swoją poprzednią rundę znacznie pewniej – rozbiła Julię Putincewą 6:1, 7:5, a całe spotkanie trwało tylko godzinę i 19 minut. Forma Rosjanki może zwiastować trudne starcie, choć faworytką pozostaje Polka.

    Rywalizacja tych tenisistek ma już swoją historię. W lutym 2024 roku spotkały się w półfinale turnieju WTA 1000 w Dubaju. Świątek była wówczas liderką rankingu i uchodziła za zdecydowaną faworytkę. Początek wyglądał zgodnie z przewidywaniami – przełamała serwis rywalki i wyszła na prowadzenie 4:2. Jednak Kalinska, zamiast się załamać, zaczęła grać jeszcze lepiej. Jej mocne, płaskie uderzenia zmuszały Polkę do błędów. W serii sześciu gemów z rzędu Rosjanka wygrała aż 25 z 35 punktów. Świątek, sfrustrowana, rzuciła rakietą o kort, która rozpadła się na kawałki.

    Choć ta reakcja była nietypowa dla Igi, nie złamała jej charakteru. Po chwili wróciła do gry i obroniła dwa meczbole, doprowadzając do stanu 4:6, 4:5. Miała nawet dwie szanse na wyrównanie, ale błędy w kluczowych momentach sprawiły, że mecz zakończył się zwycięstwem Kalinskiej w dwóch setach.

    Dopiero później ujawniono, że tamto spotkanie miało dodatkowy kontekst. W grudniu 2024 roku w serialu „Cztery pory Igi” wyszło na jaw, że Polka w Dubaju zmagała się z objawami COVID-19. Jej sztab wspominał, że trudno było jej złapać oddech i skoncentrować się na grze. Sama Świątek przyznała: „Po meczu zrobiłam test i okazało się, że mam covid. Wiem, że brzmi to jak wymówka, ale naprawdę tak było”.

    Z kolei w Cincinnati to Kalinska zmagała się z problemami zdrowotnymi. Już w pierwszym secie musiała korzystać z przerwy medycznej i grała dalej z zabandażowaną łydką. Mimo bólu walczyła, lecz ostatecznie przegrała z Polką 3:6, 4:6.

    Teraz, w trzeciej rundzie US Open, kibice mają nadzieję, że żadna z tenisistek nie będzie musiała mierzyć się z problemami zdrowotnymi, a o wyniku zadecyduje wyłącznie dyspozycja na korcie.

  • Polacy zagrali tak, że nie było czego zbierać! Absolutna demolka przed MŚ

    Polacy zagrali tak, że nie było czego zbierać! Absolutna demolka przed MŚ

    Rok temu Bartosz Kurek został wicemistrzem olimpijskim i wielu kibiców spodziewało się, że wraz z tym sukcesem zakończy swoją przygodę z reprezentacją Polski. Na szczęście tak się nie stało. W piątek w Krakowie, dokładnie w dniu swoich 37. urodzin, kapitan naszej kadry wrócił na boisko po rocznej przerwie i od razu pomógł drużynie pewnie zwyciężyć 3:0 (25:20, 25:13, 25:22) z Serbią w Memoriale Huberta Jerzego Wagnera. Najważniejsze, że w pełni wyleczył kontuzję pleców i już za kilka dni razem z kolegami poleci na mistrzostwa świata na Filipiny.

    Na taki moment – występ Kurka i Norberta Hubera w pierwszej szóstce – czekaliśmy od dawna. Obaj przez cały 2025 rok nie rozegrali ani jednego meczu w reprezentacji. Nikola Grbić, ogłaszając skład na mundial, mógł jednak wreszcie z ulgą stwierdzić, że rekonwalescenci wyglądają dobrze i zdrowotnie, i sportowo. Dla kibiców największym powodem do radości był oczywiście powrót kapitana.

    Sasak objawieniem, ale Kurek symbolem

    Podczas nieobecności Kurka w drużynie błyszczał Kewin Sasak. 28-letni atakujący z Bogdanki Lublin świetnie poradził sobie w Lidze Narodów i był jednym z filarów kadry, która sięgnęła po złoto. Jednak obecność Kurka to coś znacznie więcej niż tylko sportowa wartość – to symbol, ikona i lider. Trener Grbić doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego w turnieju poprzedzającym mistrzostwa od razu postawił na doświadczonego atakującego i Hubera.

    W meczu z Serbią towarzyszyli im m.in. Wilfredo Leon i Tomasz Fornal na przyjęciu, Marcin Komenda na rozegraniu oraz Jakub Popiwczak na libero. Na środku obok Hubera wyszedł debiutant Jakub Nowak, a także Szymon Jakubiszak, którzy w ostatnich miesiącach z powodzeniem zastępowali kontuzjowanych kolegów.

    Pierwsze punkty kapitana

    Kurek nie wszedł w spotkanie najlepiej – przy stanie 4:3 nie trafił w boisko w sytuacji, gdy miał przed sobą tylko pojedynczy blok. Szybko jednak odrobił to potknięcie, zdobywając pierwszy punkt sprytną kiwką w długiej wymianie. – „Bartosz w sumie z najgorszej piłki zdobył swój pierwszy punkt” – zauważył komentujący w Polsacie Sport Wojciech Drzyzga.

    Od tego momentu Polacy systematycznie powiększali przewagę. Blokiem błysnęli Jakubiszak i Leon, asa dołożył Fornal. Serbowie próbowali odpowiadać, a po jednej z przerw szkoleniowca Gheorghe Cretu doprowadzili nawet do remisu 13:13. Jednak seria świetnych zagrywek Leona i Kurka ponownie dała Polsce wyraźne prowadzenie, które utrzymaliśmy do końca seta.

    Druga partia koncertem biało-czerwonych

    Najbardziej jednostronny okazał się drugi set. Polska od stanu 7:5 dla Serbów zdobyła serię punktów po świetnych blokach i kontrach, a Kurek dołożył efektowny punkt blokiem po akcji, którą uratował Fornal. Później nasz kapitan posłał dwa asy serwisowe z rzędu, a zaraz po nim potężnymi zagrywkami popisywał się Leon. Polska wygrała aż 25:13, pokazując swoją przewagę nad rywalem.

    Spokojna kontrola w trzecim secie

    W trzeciej odsłonie Grbić nie dokonał wielu zmian, stawiając na stabilność i ogranie podstawowej szóstki. Choć w końcówce przydarzył się przestój i Serbowie wyrównali z 18:14 na 18:18, Polacy zachowali zimną krew i zakończyli spotkanie wygraną 25:22.

    Kurek z meczu na mecz powinien wyglądać coraz lepiej – już w Krakowie zaprezentował się solidnie, bez oznak presji, z uśmiechem na twarzy. Emocji nie ukrywał jedynie przed pierwszym gwizdkiem, gdy kibice odśpiewali mu gromkie „Sto lat” na trybunach.

    Optymizm przed MŚ

    Dla Grbicia i całej kadry zwycięstwo nad Serbią było idealnym otwarciem Memoriału Wagnera i ważnym testem przed mistrzostwami świata. Polacy pokazali siłę ataku, serwisu i bloku, a powroty Kurka i Hubera dają jeszcze większe pole manewru.

    Już w sobotę biało-czerwoni zmierzą się w Krakowie z Brazylią (20:30). Canarinhos w swoim pierwszym meczu przegrali 0:3 z Argentyną, ale starcia Polski z Brazylią zawsze mają dodatkowy ciężar i są zapowiedzią prawdziwego siatkarskiego widowiska.

  • Amerykanie nagle napisali to po meczu Świątek. Niepokojące słowa

    Amerykanie nagle napisali to po meczu Świątek. Niepokojące słowa

    Amerykański „New York Times” skrytykował występ Igi Świątek w drugiej rundzie US Open. Dziennik zwrócił uwagę, że Polka nie uniknęła błędów i tylko po ciężkiej walce pokonała Suzan Lamens 6:1, 4:6, 6:4. Jej serwis miał być mniej skuteczny, a forhend bardziej podatny na pomyłki. Mimo krytyki, gazeta dostrzegła też pozytywne strony tego spotkania i określiła je mianem „pożytecznego testu”, z którego nasza mistrzyni może wyciągnąć cenne wnioski.

    Spotkanie rozpoczęło się dla Świątek zgodnie z planem – szybko wygrała pierwszego seta 6:1 i prowadziła 2:1 w kolejnym. Wtedy jednak jej koncentracja wyraźnie spadła, a Lamens niespodziewanie przejęła inicjatywę. Holenderka wygrała drugą partię 6:4 i doprowadziła do decydującego seta. W trzecim secie Polka musiała znów walczyć o kontrolę nad przebiegiem meczu, ale w końcówce pokazała większe doświadczenie i zwyciężyła 6:4, meldując się w trzeciej rundzie.

    „New York Times” odnotował, że Świątek awansowała „mimo iż była daleka od najlepszej dyspozycji”. Zdaniem dziennika jej gra różniła się od tej z pierwszej rundy, kiedy rozgromiła rywalkę. Podkreślono też, że występ Lamens był imponujący i pokazał, że niewiele dzieli ją od czołówki światowego tenisa.

    Gazeta przypomniała również, że po Rolandzie Garros Świątek znacząco poprawiła swój serwis, co przyniosło jej sukces na Wimbledonie. W starciu z Lamens właśnie ten element zawodził częściej niż zwykle, a Polka miała kłopoty także z przełamaniem rytmu gry narzuconego przez rywalkę.

    Mimo krytycznych uwag, „New York Times” wskazał, że mecz można traktować jako wartościowe doświadczenie. „Świątek, która zapowiadała, że chce częściej grać przy siatce, będzie mogła uznać ten występ za przykład spotkania, które mogłoby potoczyć się łatwiej, gdyby śmielej korzystała z nowych rozwiązań taktycznych i wykorzystywała je z większą pewnością siebie pod presją” – podsumowano.

    W trzeciej rundzie US Open liderka światowego rankingu zmierzy się z Rosjanką Anną Kalinską (29. WTA). Niespełna dwa tygodnie temu Świątek pokonała ją w ćwierćfinale turnieju w Cincinnati i mimo kłopotów w meczu z Lamens pozostaje zdecydowaną faworytką.

  • Trwa US Open, a Amerykanie rozpisują się o rodzinie Świątek

    Trwa US Open, a Amerykanie rozpisują się o rodzinie Świątek

    Iga Świątek walczy w tegorocznym US Open, a jej występy – jak zawsze – przyciągają uwagę światowych mediów. Tym razem portal Townandcountrymag.com skupił się nie tyle na samej tenisistce, ile na jej rodzinie, a szczególnie na ojcu, Tomaszu Świątku.

    Polka ma już za sobą dwa spotkania na nowojorskich kortach. W pierwszej rundzie gładko pokonała Emilianę Arango 6:1, 6:2. Znacznie trudniejsze zadanie czekało ją w kolejnym meczu przeciwko Suzan Lamens. Choć rywalka zdołała urwać seta, liderka polskiego tenisa ostatecznie zwyciężyła 6:1, 4:6, 6:4 i awansowała do trzeciej rundy.

    Amerykańscy dziennikarze zwrócili uwagę na ojca Igi. Podkreślili, że Tomasz Świątek reprezentował Polskę na igrzyskach olimpijskich w Seulu w 1988 roku, gdzie zajął siódme miejsce w wioślarstwie. Przypomnieli też, że na początku kariery to on prowadził treningi córki, choć z czasem zdecydował się wycofać z tej roli. Cytowali jego dawną wypowiedź dla WP SportoweFakty, w której krytycznie ocenił rodziców nadmiernie kontrolujących sportowy rozwój swoich dzieci: – Są częścią komitetu szalonych rodziców – mówił.

    Portal wspomniał również o mamie tenisistki – Dorocie Świątek. Zaznaczono, że była ortodontką, jednak obecnie nie utrzymuje bliskich relacji z córką i rzadko pojawia się publicznie. „Jest osobą bardzo skrytą i w sieci można znaleźć o niej niewiele informacji” – napisano. Dziennikarze dodali, że Iga ma starszą siostrę Agatę, która pracuje jako dentystka.

    Teraz Świątek przygotowuje się do meczu trzeciej rundy. Jej przeciwniczką będzie Anna Kalinska.

  • Po tym pytaniu Świątek wybuchła. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała

    Po tym pytaniu Świątek wybuchła. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała

    Iga Świątek pokonała w drugiej rundzie US Open Suzan Lamens (6:1, 4:6, 6:4), choć spotkanie nie obyło się bez komplikacji. Polka świetnie rozpoczęła mecz, pewnie wygrywając pierwszego seta. W drugiej partii, mimo prowadzenia 4:3 z przełamaniem, niespodziewanie pozwoliła rywalce na odrobienie strat i doprowadzenie do remisu w setach. Ostatecznie jednak to liderka światowego rankingu zachowała więcej zimnej krwi w decydującym secie i zapewniła sobie awans do kolejnej rundy.

    Emocje nie skończyły się jednak na korcie. Podczas konferencji prasowej doszło do dość nietypowych scen, których głównym bohaterem stał się dziennikarz Tomasz Moczerniuk. Już przy pierwszym pytaniu miał problemy z jasnym przekazaniem swojej myśli. – „Było pytanie o Taylor Swift… to znaczy nie, o Tomka Wiktorowskiego. Wczoraj spotkaliście się na korcie…” – zaczął.

    Świątek, wyraźnie zaskoczona, dopytała: – „To o kogo chodzi?”. Dopiero wtedy dziennikarz sprecyzował, że pyta o potencjalne spotkanie Polki z jej byłym trenerem. – „Jeśli kamery to zarejestrowały, to można było zauważyć, że ja kończyłam trening, a trener dopiero zaczynał. Nie mieliśmy czasu porozmawiać” – wyjaśniła tenisistka.

    Na tym jednak się nie skończyło. Moczerniuk zapytał następnie, czy Świątek kiedykolwiek myślała o wpleceniu koralików we włosy, nawiązując do stylizacji Naomi Osaki. Liderka rankingu WTA nie kryła irytacji: – „Co to jest za pytanie? Przepraszam, ale nie. Nigdy o tym nie myślałam. O co tutaj chodzi?”.

    Nagranie z konferencji szybko obiegło internet, a na dziennikarza spadła fala krytyki. Kibice zarzucali mu brak profesjonalizmu i nieadekwatne pytania. Sam zainteresowany postanowił odnieść się do sprawy w mediach społecznościowych. – „Trzeba znać cały kontekst. Końcówka konferencji była dość nerwowa, a ja chciałem nieco rozładować atmosferę, stąd pomysł na luźniejsze pytanie. Wyszło, jak wyszło – czasu nie cofnę. Igę przeproszę przy najbliższej okazji” – napisał Moczerniuk.

    W kolejnych komentarzach dodał: – „Zamiast rozładować atmosferę, dolałem oliwy do ognia. To dla mnie nauczka. Podczas konferencji na US Open takie pytania obyczajowe są normą, ale najwyraźniej nie wyczułem odpowiedniego momentu”.

    Świątek kolejne spotkanie w turnieju rozegra w sobotę, 30 sierpnia. Jej przeciwniczką będzie Rosjanka Anna Kalinskaja.

  • Łzy Gauff w meczu z wicemistrzynią olimpijską. “Gorzej niż kiedykolwiek”

    Łzy Gauff w meczu z wicemistrzynią olimpijską. “Gorzej niż kiedykolwiek”

    Na trybunach największego kortu w Nowym Jorku zasiedli przedstawiciele świata sportu i kina, a na samym korcie rozegrał się spektakl pełen napięcia i emocji. Spotkanie Coco Gauff z Donną Vekić w drugiej rundzie US Open miało w sobie wszystko: dramatyczne zwroty akcji, atmosferę wielkiego wydarzenia i momenty, które chwytały za serce. Zwłaszcza w pierwszym secie, który przypominał prawdziwy kalejdoskop zdarzeń. To właśnie wtedy na twarzy młodej Amerykanki pojawiły się łzy.

    Coco Gauff, trzecia rakieta świata, już w pierwszej rundzie musiała mocno się natrudzić, by wywalczyć awans. W trzygodzinnym maratonie pokonała Australijkę Ajlę Tomljanović 6:4, 6:7(2), 7:5. W tamtym pojedynku popełniła aż 59 niewymuszonych błędów i 10 podwójnych błędów serwisowych, co mogło kosztować ją porażkę. Mimo wszystko udźwignęła presję i znalazła się w drugiej rundzie.

    Na tym etapie czekała na nią finalistka olimpijska z Paryża, Chorwatka Donna Vekić. Pierwszy set ich pojedynku był kwintesencją sportowych emocji. Vekić rozpoczęła znakomicie – szybko przełamała serwis Amerykanki i prowadziła 2:0. Jednak Gauff odpowiedziała serią czterech gemów z rzędu i wyszła na prowadzenie 4:2, grając pewniej niż w swoim poprzednim meczu. Mogło się wydawać, że od tej chwili kontroluje wydarzenia na korcie.

    Nic bardziej mylnego – w tym meczu pewności nie było niemal do samego końca. Vekić odzyskała rytm i wygrała trzy kolejne gemy, dwukrotnie przełamując Gauff. Chorwatka prowadziła 5:4 i szykowała się do serwisu, który mógł zapewnić jej zwycięstwo w secie. To właśnie w tej chwili Amerykanka nie wytrzymała emocji i w jej oczach pojawiły się łzy.

    Jednak historia seta potoczyła się zupełnie inaczej. Vekić nie dostała nawet piłki setowej. Obie tenisistki na przemian traciły swoje podania i o wszystkim musiał zadecydować tie-break. Ten był niezwykle wyrównany – punkt za punkt, wymiana za wymianę. Dopiero w samej końcówce Gauff zdołała przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę i po 65 minutach walki wygrała pierwszą partię 7:6(5).

    Drugi set miał już zupełnie inny przebieg. Tym razem Amerykanka grała dużo spokojniej i bardziej zdecydowanie. Vekić wygrała tylko dwa gemy – pierwszy i czwarty – a reszta to była dominacja Gauff, która zwyciężyła 6:2. Całe spotkanie trwało sto minut i zakończyło się triumfem Coco Gauff 7:6(5), 6:2. Dzięki temu awansowała ona do trzeciej rundy turnieju, gdzie jej rywalką będzie Magdalena Fręch. Polka grała z Amerykanką już dwukrotnie i za każdym razem musiała uznać wyższość rywalki, przegrywając w dwóch setach.

    Po meczu Gauff nie ukrywała, że emocje, które widać było na korcie, były naturalną reakcją. – Łzy? To ludzkie. Jesteśmy sportowcami, ale wielu ludzi zapomina, że wciąż jesteśmy też zwykłymi ludźmi. Gdybym jutro zakończyła karierę i nigdy więcej nie chwyciła za rakietę, to i tak miałabym za sobą coś, o czym marzy wielu. Ale kiedy staję na korcie w takich sytuacjach, czuję presję. To normalne. Każdy sportowiec, który był w tym samym miejscu co ja, przeżywał podobne emocje – czasem publicznie, jak ja, a czasem w ciszy, z dala od oczu innych – mówiła na konferencji prasowej.

    Dla Coco Gauff mecz z Donną Vekić był więc czymś więcej niż tylko zwycięstwem i awansem do kolejnej rundy. Był też dowodem na to, jak cienka bywa granica między słabością a siłą – i jak często jedno wynika z drugiego.