• Mamy złoto mistrzostw świata! Spektakularny występ Polki

    Mamy złoto mistrzostw świata! Spektakularny występ Polki

    Złoty medal Anny Puławskiej na mistrzostwach świata w Mediolanie!

    Anna Puławska zapisała się w historii polskiego kajakarstwa, zdobywając złoty medal mistrzostw świata w konkurencji K1 500 metrów. Zawody odbywają się w Mediolanie, a triumf zawodniczki AZS AWF Gorzów Wielkopolski był nie tylko jej osobistym sukcesem, lecz także pierwszym krążkiem wywalczonym przez reprezentację Polski na tegorocznej imprezie.

    Finałowy wyścig był niezwykle emocjonujący i trzymał w napięciu aż do samego końca. Puławska od samego startu narzuciła mocne tempo, jednak rywalki nie dawały za wygraną. Najgroźniejszą konkurentką okazała się Australijka Natalia Drobot, która niemal do ostatnich metrów próbowała odebrać Polce zwycięstwo. Ostatecznie to jednak Puławska przecięła linię mety jako pierwsza, wyprzedzając Drobot o zaledwie 0,43 sekundy. Trzecie miejsce zajęła reprezentantka Węgier – Zsoka Csikos.

    Dla 29-letniej kajakarki z Gorzowa to niezwykle ważne zwycięstwo. Puławska od lat należy do ścisłej czołówki światowej, ale każdy złoty medal na tak prestiżowej imprezie ma ogromne znaczenie i stanowi potwierdzenie doskonałej formy. Jej triumf jest również ogromnym zastrzykiem energii dla całej polskiej kadry, która do tej pory musiała obejść się smakiem w walce o podium.

    Co istotne, na tym emocje związane z występami Puławskiej się nie kończą. Już w niedzielę stanie ona przed kolejną szansą na medal. Tym razem wystąpi w konkurencji K2 500 m, tworząc duet z Martyną Klatt. To właśnie ta osada w ostatnich latach dostarczała polskim kibicom wielu powodów do radości i uznawana jest za jedną z najmocniejszych par na świecie.

    Złoty medal Anny Puławskiej w Mediolanie jest więc nie tylko wspaniałym zwieńczeniem sobotnich zmagań, ale również świetną zapowiedzią dalszej rywalizacji. Kibice mogą mieć nadzieję, że biało-czerwone barwy jeszcze nie raz pojawią się na podium mistrzostw świata.

  • Iga Świątek “pominięta”. Pilne wieści z US Open

    Iga Świątek “pominięta”. Pilne wieści z US Open

    Iga Świątek jest w znakomitej formie – w ostatnich tygodniach triumfowała zarówno w Wimbledonie, jak i w turnieju w Cincinnati. Teraz przed nią kolejne wielkie wyzwanie, czyli US Open. Na swój pierwszy mecz będzie jednak musiała chwilę poczekać – organizatorzy opublikowali już plan gier na początek turnieju.

    Polka wie, jak smakuje zwycięstwo w Nowym Jorku – w 2022 roku sięgnęła po tytuł, pokonując w finale Ons Jabeur. Nic dziwnego, że i tym razem wymieniana jest w gronie głównych faworytek. Fani, którzy z niecierpliwością czekają na jej występ, będą musieli jednak uzbroić się w cierpliwość.

    Pierwszy mecz dopiero we wtorek

    „Poznaliśmy poniedziałkowy plan gier na dwóch największych kortach US Open i nie ma tam spotkania z udziałem Igi Świątek. To oznacza, że najprawdopodobniej Polka rozpocznie rywalizację we wtorek” – przekazał na platformie X profil Pasjonat Sportu. Podobną informację podał serwis Z kortu – informacje tenisowe, dodając, że w poniedziałek nie zobaczymy również Coco Gauff.

    We wtorek kibice będą mogli oglądać w akcji wiele znanych nazwisk – na kort wyjdą m.in. Madison Keys, Frances Tiafoe, Karolina Muchova czy Carlos Alcaraz. Na starcie pojawi się także 17-letnia Kanadyjka Victoria Mboko, którą Mats Wilander określił ostatnio mianem „czarnego konia” tegorocznego US Open. Nie zabraknie też Jacka Drapera i młodej Rosjanki Mirry Andriejewej.

    Pierwsza rywalka Świątek

    Świątek rozpocznie turniej pojedynkiem z Emilianą Arango. 24-letnia Kolumbijka nie ma jeszcze dużego doświadczenia na tym poziomie, a z Polką mierzyła się tylko raz – w 2017 roku w juniorskim Roland Garros, gdzie przegrała 2:6, 3:6. Losowanie okazało się więc dla liderki polskiego tenisa dość korzystne.

    Na kortach w Nowym Jorku zaprezentuje się także Casper Ruud, który niedawno wraz ze Świątek dotarł do finału miksta. Tam duet musiał uznać wyższość włoskiej pary Sara Errani/Andrea Vavassori, którzy zostali mistrzami US Open w tej konkurencji.

    Czy Świątek powtórzy sukces sprzed dwóch lat i znów zatriumfuje na amerykańskich kortach? Fani przekonają się już w najbliższych dniach. (more…)

  • ‎Potwierdziły się doniesienia ws. Wiktorowskiego. Takie wykształcenie ma były trener Świątek

    ‎Potwierdziły się doniesienia ws. Wiktorowskiego. Takie wykształcenie ma były trener Świątek

    ‎Potwierdziły się doniesienia ws. Wiktorowskiego. Takie wykształcenie ma były trener Świątek

    ‎Tomasz Wiktorowski niedawno wrócił do tenisa po niemal roku przerwy i dołączył do sztabu Naomi Osaki. Pod wodzą byłego szkoleniowca Igi Świątek Japonka dotarła do finału WTA Montreal, w którym jednak przegrała z Victorią Mboko. Mało kto wie jednak o tym, jakie wykształcenie ma jeden z najpopularniejszych trenerów w tourze. Dla wielu może to być zaskoczenie.

    ‎Niemal rok trwał rozbrat Tomasza Wiktorowskiego z tenisem. Po głośnym rozstaniu z Igą Świątek trener występował między innymi w roli komentatora Eurosportu. Jego komentarza słuchać mogliśmy podczas tegorocznego Rolanda Garrosa.

    ‎Tomasz Wiktorowski nawiązał współpracę z Naomi Osaką.

    ‎Pod koniec lipca niemałe poruszenie wywołała obecność Wiktorowskiego u boku Naomi Osaki. Polak początkowo udał się do Montrealu, aby wspierać Japonkę swoją wiedzą i radą, a niedługo potem współpraca z okresu próbnego zamieniła się w pełnoetatową.

    ‎Turniej był dla mnie bardzo dobry. Rzecz jasna mógł pójść lepiej, ale po prostu jestem wybredna. To był dla nas [Osaki i Wiktorowskiego] pierwszy dobry wspólny turniej. Mam nadzieję, że będziemy mogli to kontynuować

    ‎deklarowała po porażce w Montrealu Naomi Osaka

    ‎Takie wykształcenie ma Tomasz Wiktorowski. Ma czym się pochwalić

    ‎Mało kto wie jednak, jakie wykształcenie ma były szkoleniowiec Igi Świątek. A zdecydowanie ma on się czym pochwalić.

    ‎Wiktorowski w 2005 roku ukończył studia na Wydziale Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej. W tym samym czasie został jednak także instruktorem w klubie tenisowym. A rok później absolwentem Wyższej Szkoły Kultury Fizycznej i Turystyki w Pruszkowie.

     

    ‎Niedługo po odejściu z RKS-u Okęcie, gdzie był czynnym zawodnikiem, otrzymał propozycję pracy w kadrze Polski, w której grały wówczas siostry Agnieszka i Urszula Radwańskie. Wtedy też jego kariera trenerska nabrała rozpędu.

     

  • Świątek i Sabalenka trafiły w US Open zupełnie inaczej. Jedna może

    Świątek i Sabalenka trafiły w US Open zupełnie inaczej. Jedna może

    Świątek z korzystnym losowaniem w US Open. Sabalenka mniej szczęśliwa

    Iga Świątek i Aryna Sabalenka, czyli wiceliderka i liderka światowego rankingu, znalazły się w zupełnie odmiennych częściach drabinki tegorocznego US Open. Dla Polki losowanie okazało się wyjątkowo sprzyjające, natomiast obrończyni tytułu może mieć powody do narzekań. Z polskich tenisistów umiarkowanie dobre losowanie trafiło się także Magdzie Linette i Magdalenie Fręch, a Kamil Majchrzak stanie przed szansą na rewanż za niedawną porażkę w Wimbledonie.

    Polacy w Nowym Jorku

    Turniej główny US Open rusza w niedzielę i potrwa do 7 września. Wśród biało-czerwonych wystąpią: Iga Świątek, Magdalena Fręch, Magda Linette oraz Kamil Majchrzak. W eliminacjach walczy jeszcze Linda Klimovicova, natomiast Maja Chwalińska zakończyła przygodę w półfinale kwalifikacji.

    Świątek zagra w Nowym Jorku jako rozstawiona z numerem drugim – to jej najwyższe rozstawienie w Wielkim Szlemie od styczniowego Australian Open. Powrót na tę pozycję zawdzięcza triumfowi w turnieju WTA 1000 w Cincinnati, który dał jej awans na drugie miejsce w rankingu kosztem Coco Gauff.

    Pierwsze rundy bez większych pułapek

    Polka rozpocznie zmagania od starcia z Kolumbijką Emilianą Arango (81. WTA). Wszystko wskazuje na to, że będzie to dla niej spokojny początek – Świątek znajduje się w znakomitej dyspozycji, a dodatkowo zdążyła już oswoić się z nowojorskimi kortami podczas gry w mikście z Casperem Ruudem, gdzie para dotarła aż do finału.

    W drugiej rundzie rywalką naszej mistrzyni będzie Suzan Lamens (63. WTA) lub debiutująca z „dziką kartą” Amerykanka Valerie Glozman. Potencjalnie więcej emocji może przynieść trzecia runda, w której czekać mogą Anna Kalińska lub Julia Putincewa. Z tą drugą Świątek ma niezałatwione rachunki – rok temu to właśnie Kazaszka wyrzuciła ją z Wimbledonu.

    Schody dopiero od 1/8 finału?

    Na poważniejsze wyzwania Świątek może natrafić w czwartej rundzie. Kandydatkami do spotkania są Jekatierina Aleksandrowa lub Diana Sznajder. Rosjanka to tenisistka o agresywnym stylu, której gra szczególnie dobrze sprawdza się na szybkich kortach. Sznajder z kolei ma ogromny potencjał, choć w ostatnich miesiącach jej forma mocno falowała.

    Ewentualny ćwierćfinał to szansa na rewanż dla Amandy Anisimovej, rozbitej przez Polkę w finale Wimbledonu. Możliwa jest też rywalizacja z Eliną Switoliną, która choć w historii pojedynków z Igą zwykle przegrywała, potrafiła jej już kiedyś sprawić niespodziankę.

    Na szczęście Świątek uniknęła w swojej części drabinki najgroźniejszych rywalek: Jeleny Ostapenko, Jeleny Rybakiny czy rewelacyjnej Victorii Mboko. Pierwsze naprawdę poważne starcia mogą czekać ją dopiero w półfinale, gdzie na drodze mogą stanąć m.in. Coco Gauff, Madison Keys czy Naomi Osaka – obecnie prowadzona przez byłego trenera Polki, Tomasza Wiktorowskiego.

    Sabalenka w trudniejszej sytuacji

    Inaczej wygląda sytuacja Aryny Sabalenki. Liderka rankingu trafiła do ćwiartki z Jeleną Rybakiną, Jasmine Paolini czy Clarą Tauson – zawodniczkami, które już nieraz sprawiały jej kłopoty. Białorusinka musi uważać, bo jeśli zakończy turniej na etapie wcześniejszym niż ćwierćfinał, a Świątek lub Gauff zdobędą tytuł, straci fotel liderki rankingu.

    Polskie akcenty w turnieju

    Magdalena Fręch, rozstawiona z numerem 30., rozpocznie od meczu z Talią Gibson. Powinna być faworytką, ale już w drugiej rundzie może czekać trudniejsze wyzwanie – pojedynek z Amerykanką Peyton Stearns. Magda Linette zmierzy się z Mccartney Kessler – obie prezentują podobny poziom, więc o wyniku może zadecydować dyspozycja dnia.

    W męskiej drabince jedynym reprezentantem Polski jest Kamil Majchrzak. W pierwszej rundzie zagra z Hugo Dellienem, a w przypadku zwycięstwa wpadnie na rozstawionego z „dziewiątką” Karena Chaczanowa – tego samego, który wyeliminował go w czwartej rundzie Wimbledonu. Tym razem Majchrzak będzie miał okazję do rewanżu.

    Huberta Hurkacza w tym roku w Nowym Jorku nie zobaczymy – wciąż przechodzi rehabilitację po operacji, której poddał się pod koniec czerwca.

  • Historyczny Początek Ewy Pajor w Barcelonie – Rekord, Który Wstrząsnął Światem Futbolu

    Historyczny Początek Ewy Pajor w Barcelonie – Rekord, Który Wstrząsnął Światem Futbolu

    Historyczny Początek Ewy Pajor w Barcelonie – Rekord, Który Wstrząsnął Światem Futbolu

    Kiedy Ewa Pajor w lecie 2024 roku podpisała głośny kontrakt z FC Barceloną, piłkarski świat wstrzymał oddech. Polska napastniczka była już uznaną gwiazdą w Niemczech, ale dołączenie do potęgi kobiecej piłki nożnej wiązało się z oczekiwaniami zupełnie innego kalibru. Kibice zastanawiali się: czy sprosta presji? Czy naprawdę zdoła zabłysnąć na jednej z największych scen futbolu.

    To, co wydarzyło się później, przerosło nawet najśmielsze oczekiwania. Pajor nie tylko się zaaklimatyzowała — ona napisała historię na nowo.

    Rekordowy Początek

    W zaledwie sześciu ligowych meczach Pajor zdążyła zapisać się w klubowych annałach, zdobywając dziewięć bramek i przebijając dotychczasowy rekord siedmiu goli, który należał do legend Barcelony – Asisat Oshoali i Sonii Bermúdez.

    Jej skuteczność była bezlitosna – obrońcy bezradni, bramkarki bez szans. Dla kibiców w Katalonii obecność Pajor nie przypominała transferu nowej zawodniczki, lecz nadejście siły natury, która już teraz zmieniła rytm całej drużyny.

    Derby, Które Przeszły do Historii

    Jeśli jeden mecz miałby zdefiniować jej początek, byłyby to derby Barcelony z Espanyolem. Pod ciężarem tradycji i rywalizacji Pajor wyszła na boisko z chłodną głową i rozegrała jeden z najbardziej błyskotliwych występów w swojej karierze. W zaledwie 45 minut skompletowała hat-tricka, rozbijając defensywę rywalek i prowadząc Barçę do efektownego zwycięstwa 7:1.

    Ale nie był to jedyny pokaz siły Polki. Kilka dni wcześniej zachwyciła kibiców kolejnym hat-trickiem, tym razem przeciwko Granadzie, prowadząc Barcelonę do druzgocącej wygranej 10:1. Dla nowej zawodniczki taki start — dwa hat-tricki w serii i dominacja na każdym kroku — był szokiem nawet dla ekspertów.

    Błyskawiczna Adaptacja

    Większość piłkarzy, nawet tych z najwyższej półki, potrzebuje czasu na aklimatyzację po wielkim transferze. Pajor zburzyła ten schemat. Jej przejście do Barcelony okazało się bezproblemowe i nie było to dzieło przypadku. Wcześniej grała już bowiem u boku kilku obecnych piłkarek Barçy w Wolfsburgu, co ułatwiło wejście do zespołu.

    Ale sekretem jej sukcesu nie jest tylko znajomość koleżanek z drużyny. To także nieustępliwa praca, perfekcyjny instynkt i zabójcza skuteczność w polu karnym. Pajor udowadnia, że prawdziwa klasa światowa nie potrzebuje lat na wdrożenie się — objawia się od pierwszego dnia.

    Polska Ma Dwie Ikony Futbolu

    Dziś Pajor przewodzi klasyfikacji strzelczyń ligi hiszpańskiej, naśladując dominację swojego rodaka Roberta Lewandowskiego po stronie męskich rozgrywek. Razem symbolizują nową złotą erę polskiego futbolu. Ich równoległe historie — dwoje Polaków prowadzących atak Barcelony — stały się źródłem dumy całego kraju.

    Dla polskich kibiców oglądanie Pajor i Lewandowskiego podbijających La Ligę w tym samym czasie jest jak spełnienie marzeń. Dwa nazwiska, jedna flaga i wspólny przekaz: Polska należy do elity światowego futbolu.

    Co Dalej?

    Jej fenomenalny start rozpalił wyobraźnię nie tylko w Hiszpanii, ale i w całej Europie. Trenerzy, analitycy i byli zawodnicy zadają sobie jedno pytanie: gdzie leży granica możliwości Pajor?

    Rekordy już padły, bariery zostały przełamane — a sezon dopiero się zaczyna. Jeśli Polka utrzyma to zawrotne tempo, nie tylko zapisze się w historii Barcelony, ale może na nowo zdefiniować pojęcie wielkości w futbolu kobiet.

    Na ten moment pewne jest tylko jedno: Ewa Pajor przybyła i nie zamierza być jedynie uczestniczką.Ona przyszła po to, by dominować.

  • 102 minuty walki Polki o historyczny sukces na US Open. Obroniła trzy meczbole z rozstawioną

    102 minuty walki Polki o historyczny sukces na US Open. Obroniła trzy meczbole z rozstawioną

    102 minuty walki Polki o historyczny sukces na US Open. Obroniła trzy meczbole z rozstawioną

    Trzy Polki miały zagwarantowany start w głównej drabince US Open w singlu pań na podstawie rankingu. O dołączenie do Igi Świątek, Magdaleny Fręch oraz Magdy Linette starała się dzisiaj Linda Klimovicova. Nasza reprezentantka rywalizowała w decydującej rundzie eliminacji z rozstawioną z “12” Darją Semenistają. 21-latka dzielnie walczyła o powrót w drugim secie, obroniła aż trzy meczbole. Niestety końcówka partii ułożyła się źle dla Klimovicovej, przez co musi wciąż poczekać na swój historyczny awans.

     

    Linda Klimovicova okazała się jedyną naszą reprezentantką, która awansowała do decydującej rundy eliminacji US Open. W pierwszej rundzie odpadła Katarzyna Kawa, a w drugiej fazie – Maja Chwalińska. Inaczej toczyły się 21-latki, która od ubiegłego roku występuje w barwach Polski. Na otwarcie 188. rakieta świata stoczyła blisko trzygodzinny bój z Aliną Korniejewą. Trochę na własne życzenie, bowiem w drugim secie posiadała meczbola przy stanie 5:1. Wpuściła jednak Rosjankę do gry, doszło do trzeciej partii. W niej Klimovicova musiała odrabiać stratę przełamania, ale zrobiła to skutecznie i finalnie triumfowała 7:6(4), 6:7(2), 6:4.

     

    W nocy z czwartku na piątek czasu polskiego przyszło komfortowe zwycięstwo z Jessiką Ponchet. Chociaż Francuzka została rozstawiona w eliminacjach, to nie miała większych szans w potyczce z Lindą. Nasza tenisistka wygrała 6:3, 6:3 w zaledwie 68 minut. W związku z tym zameldowała się w decydującej rundzie kwalifikacji. W niej zmierzyła się z Darją Semenistają. Łotyszka została rozstawiona z “12” w eliminacjach ze względu na fakt, że znajduje się na 116. pozycji w kobiecym zestawieniu. Klimovicova stanęła przed życiową szansą. Wygrana dawała jej pierwszy w zawodowej karierze awans do głównej drabinki wielkoszlemowej imprezy.

     

    US Open: Linda Klimovicova kontra Darja Semenistaja w trzeciej rundzie eliminacji

     

    Mecz rozpoczął się od serwisu Semenistaji. Od pierwszych piłek spotkania dało się dostrzec, jak może wyglądać to spotkanie. Darja starała się przerzucać jak najwięcej piłek na drugą stronę, z kolei Klimovicova szukała własnej inicjatywy i uderzeń kończących. Kluczem dla Lindy było zatem cierpliwe konstruowanie akcji wobec solidnej pracy rywalki w defensywie oraz odpowiedni dobór momentów do ataku. Na początku nasza reprezentantka popełniała sporo błędów. Łotyszka utrzymała podanie do 30, a potem prowadziła 30-0 w gemie 21-latki. Od tego momentu zobaczyliśmy lepsze wydanie zawodniczki występującej w barwach Polski. W następnych minutach 188. rakieta świata wygrała aż 11 z 13 rozegranych akcji. Wyszła na 40-15 przy swoim serwisie, a to oznaczało dwie piłki na 3:1.

     

    Wówczas zabrakło Klimovicovej postawienia “kropki nad i”. Pozwoliła przeciwniczce na doprowadzenie do stanu równowagi. Także przy kolejnych punktach pojawiły się błędy i Semenistaja odrobiła stratę przełamania. Po chwili Linda mogła powrócić na prowadzenie, posiadała szansę na 3:2. Nie została ona jednak wykorzystana i ostatecznie po pięciu rozdaniach to Darja znalazła się z przodu. Kolejny kluczowy moment przypadł na ósmego gema. Nasza reprezentantka prowadziła 30-0, ale później dała się dogonić. Przy stanie 30-30 22-latka popisała się skutecznym lobem i pojawił się break point.

     

    Gdy wydawało się, że zaraz zobaczymy równowagę, ponieważ Klimovicova wypracowała sobie ogromną przewagę sytuacyjną dzięki świetnemu podaniu, nasza tenisistka popełniła zaskakujący błąd będąc w strefie blisko siatki. Wyrzuciła piłkę poza linię końcową i doszło do przełamania. Przy stanie 5:3 Łotyszka serwowała po zwycięstwo w premierowej partii. Linda solidnie pracowała w początkowej fazie dziewiątego rozdania, wypracowała sobie dwie szanse na powrotnego breaka. Od tego momentu znów zabrakło jednak spokojniejszej gry. Wkradły się błędy, które pomogły rywalce dojść do setbola. A przy nim Semenistaja zaskoczyła 21-latkę i zamknęła partię rezultatem 6:3.

     

    Niestety druga część pojedynku nie rozpoczęła się zbyt dobrze z perspektywy Klimovicovej. Znów pojawiały się proste błędy, które doprowadziły do przełamania na korzyść Darji. Po zmianie stron sytuacja uległa zmianie. Tym razem Linda solidnie popracowała i do końca cierpliwie rozgrywała gema. W efekcie szybko udało się odrobić stratę breaka. W następnym gemie nasza reprezentantka musiała solidnie popracować, pojawiła się kolejna szansa na przełamanie dla Łotyszki. Klimovicova wyszła jednak z opresji i po raz pierwszy w tym secie znalazła się na prowadzeniu. Linda dobrze zainaugurowała czwarte rozdania, zgarnęła dwie akcje na starcie. Później Semenistaja z wyniku 0-30 doprowadziłado remisu 2:2.

    Piąty gem dostarczył następnego break pointa dla zawodniczki rozstawionej z “12”. Tym razem Linda wydatnie pomogła sobie serwisem w newralgicznym momencie i ponownie oddaliła zagrożenie. Kolejna istotna chwila nadeszła podczas dziewiątego rozdania. Wówczas Darja wypracowała sobie okazje na przełamanie. Przy trzeciej z nich 21-latka wyrzuciła piłkę z forhendu poza linię końcową. To oznaczało, że przy stanie 5:4 Łotyszka może zamykać pojedynek. Semenistaja doczekała się meczboli. Przy pierwszym popełniła podwójny błąd serwisowy, przy drugim posłała piłkę w siatkę. Potem głęboki return posłała Klimovicova i pojawił się break point na 5:5. Łotyszka wyszła jednak z opresji na własnych warunkach i uzyskała trzecią piłkę na domknięcie rywalizacji. Od tego momentu Linda popisała się trzema skutecznymi akcjami i wróciła do gry.

     

    Klimovicova znalazła się na fali. W dwunastym gemie wyszła na prowadzenie 30-15, przez co znalazła się dwie piłki od wygrania partii. Później Semenistaja wyszła jednak z opresji. Przy walce na przewagi dobrze serwowała i doprowadziła do tie-breaka. Niestety decydująca rozgrywka od początku układała się bardzo niekorzystnie z perspektywy Lindy. Kumulowały się emocje po stronie 21-latki, a rywalka to wykorzystywała. Szybko zrobiło się 6-0 dla Darji, a to dawało sześć kolejnych meczboli. Już pierwsza okazja przyniosła zakończenie. Rozstawiona z “12” zawodniczka wygrała 6:3, 7:6(0) po 102 minutach gry.

     

  • US Open. Kiedy pierwszy mecz Igi Świątek?

    US Open. Kiedy pierwszy mecz Igi Świątek?

    Wielkimi krokami zbliża się wielkoszlemowy US Open, a jedną z głównych faworytek do tytułu pozostaje Iga Świątek. Polka jest w świetnej formie – w ostatnich tygodniach wygrała turniej w Cincinnati, a wcześniej triumfowała na Wimbledonie. Teraz rozpocznie walkę o trzeci wielkoszlemowy triumf w tym sezonie. W pierwszej rundzie czeka ją starcie z Kolumbijką Emilianą Arango.

    Świątek udowodniła, że wróciła do najwyższej dyspozycji. Zwycięstwo w Londynie i sukces w Cincinnati potwierdziły, że jej gra ponownie nabrała regularności i pewności. Dodatkowo Polka zagrała w finale miksta podczas US Open, traktując to jako solidną rozgrzewkę przed najważniejszym wyzwaniem – rywalizacją singlową.

    Losowanie drabinki odbyło się w czwartek. Iga swoją drogę rozpocznie od meczu z Arango. – Na papierze wygląda to korzystnie. Kolumbijka miała świetny okres na początku sezonu, docierając m.in. do finału w Meridzie na kortach twardych, ale w ostatnich trzynastu meczach zanotowała tylko trzy zwycięstwa – podkreślają eksperci.

    Kiedy Polka zagra? Spotkanie pierwszej rundy zostało zaplanowane między 24 a 26 sierpnia. Świątek wyjdzie na kort najprawdopodobniej w poniedziałek 25 sierpnia lub we wtorek 26 sierpnia. Dokładna godzina meczu nie jest jeszcze znana.

    Prognozy ekspertów są jednoznaczne. Andy Roddick, mistrz US Open z 2003 roku, w swoim podcaście Served wskazał, że zwyciężczynią turnieju będzie właśnie Świątek, a w finale zmierzy się z Jeleną Rybakiną. Według niego Polka w półfinale pokona Coco Gauff, natomiast Rybakina poradzi sobie z Mirrą Andriejewą. Amerykanin uważa też, że Aryna Sabalenka zatrzyma się na ćwierćfinale, przegrywając z reprezentantką Kazachstanu.

    Również polscy komentatorzy podkreślają, że układ sił sprzyja Idze. Michał Chojecki z Super Expressu zauważył ciekawą prawidłowość: – W ostatnich latach często bywało tak, że triumfatorka turnieju w Cincinnati wygrywała także US Open. Dwa lata temu udało się to Coco Gauff, a w poprzednim sezonie Arynie Sabalence – przypomniał dziennikarz.

    Drabinka Igi Świątek w US Open przedstawia się następująco:

    I runda (24–26 sierpnia): Emiliana Arango

    II runda (27–28 sierpnia): Lamens lub Glozman

    III runda (29–30 sierpnia): Kalinska, Putincewa, Ngounoue lub Cocciaretto

    IV runda (31 sierpnia – 1 września): m.in. Aleksandrowa, Sznajder, Siegemund

    Ćwierćfinał (2–3 września): m.in. Anisimova, Switolina, Haddad Maia, Collins, Sakkari

    Półfinał (4 września): potencjalnie Gauff, Keys, Kasatkina, Osaka

    Finał (6 września): możliwe rywalki to Sabalenka, Pegula, Paolini, Rybakina lub Ostapenko

  • To był ostatni rzut! Włodarczyk pokazała rywalkom, kto tu rządzi

    To był ostatni rzut! Włodarczyk pokazała rywalkom, kto tu rządzi

    Anita Włodarczyk przystępowała do tegorocznych mistrzostw Polski w rzucie młotem jako zdecydowana faworytka. Początek konkursu mógł jednak sugerować, że jej rywalki mają realną szansę na sprawienie niespodzianki. W kolejnych seriach trzykrotna mistrzyni olimpijska udowodniła jednak, że wciąż potrafi przejąć pełną kontrolę nad rywalizacją. Jej popis w drugiej części zawodów rozwiał wszelkie wątpliwości – Włodarczyk po raz kolejny udowodniła, że nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

    Nie ma wątpliwości, że sezon 2025 jest jednym z ostatnich w karierze legendy polskiej lekkoatletyki. Czy definitywnie kończącym jej sportową drogę? Sama zawodniczka jeszcze rok temu twierdziła, że to właśnie wtedy nastąpi jej pożegnanie ze sportem, jednak dziś wypowiada się ostrożniej. – Nie nastawiam się na nic konkretnego. Co będzie, to zobaczymy. Może w Tokio powiem: to już koniec. Nie chcę jednak zakładać, że obecny rok i mistrzostwa świata będą moimi ostatnimi – przyznała w rozmowie z Interią.

    Rywalki mocno zaczęły, ale mistrzyni odwróciła losy konkursu

    Choć na arenie międzynarodowej Włodarczyk nie jest już poza zasięgiem rywalek, w kraju nadal nie ma sobie równych. Aż 11 razy zdobywała wcześniej mistrzostwo Polski, a tegoroczny konkurs tylko umocnił jej dominację. Przepaść najlepiej obrazują tegoroczne rezultaty polskich młociarek: najlepszy wynik Włodarczyk to 74,70 m, podczas gdy Ewa Różańska uzyskała 70,51 m, a Katarzyna Furmanek – 70,38 m.

    Tymczasem początek zawodów wyglądał niepokojąco. Doświadczona zawodniczka oddała pierwszy rzut bardzo zachowawczo, jakby bardziej zależało jej na „wejściu w konkurs” niż na wyniku. Efekt? Zaledwie 63,99 m – dystans, który nie dawał szans na złoto.

    Dwie kolejne próby były znacznie lepsze, a w trzeciej Włodarczyk osiągnęła 68,59 m. Wciąż jednak znajdowała się za Furmanek, która rzuciła o trzy centymetry dalej. Groźnie prezentowała się także Różańska z wynikiem 68,18 m. Sytuacja stała się jasna – aby utrzymać krajową koronę, mistrzyni musiała pokazać swoją klasę.

    Włodarczyk krok po kroku budowała zwycięstwo

    Czwarta kolejka była momentem przełomowym. Włodarczyk przyspieszyła w kole, a młot poleciał na 69,42 m. To jednak nie był koniec – już w następnej próbie poprawiła się na 70,08 m, udowadniając, że wciąż potrafi wykrzesać z siebie mistrzowską moc. Imponujący był również sam progres – w każdym z pięciu kolejnych rzutów 40-latka podnosiła poprzeczkę.

    Rywalki nie były w stanie odpowiedzieć. Różańska uzyskała jeszcze 68,59 m, co dało jej ostatecznie trzecie miejsce. Furmanek spaliła dwie próby i w ostatnim rzucie osiągnęła tylko 68,62 m, co wystarczyło na drugą lokatę.

    Włodarczyk do ostatniej próby podchodziła już jako pewna mistrzyni Polski po raz dwunasty w karierze. I raz jeszcze udowodniła klasę – zakończyła konkurs najlepszym rzutem dnia na 70,66 m.

    Czy to jeszcze nie koniec wielkiej kariery?

    Choć wynik ten pozostaje daleki od światowej czołówki – rekord 2025 roku należy do Brooke Andersen i wynosi 79,29 m – to do mistrzostw świata (13–21 września) pozostało jeszcze trochę czasu. Historia pokazuje, że Włodarczyk niejednokrotnie potrafiła zbudować najwyższą formę na najważniejsze starty. Być może i tym razem udowodni, że wciąż może zaskoczyć światowe rywalki.

  • Sponsor Świątek wybrał kolejną Polkę. Rekord za rekordem

    Sponsor Świątek wybrał kolejną Polkę. Rekord za rekordem

    Angelika Sarna przechodzi obecnie jeden z najważniejszych okresów w swojej karierze. Zmieniła trenera z polskiego na szwajcarskiego, dołączyła do grona ambasadorów marki ON – tej samej, z którą współpracuje Iga Świątek, a której udziałowcem jest Roger Federer – i w ostatnich miesiącach notuje rekord za rekordem.

    – Robimy wszystko, co w naszej mocy. Mówię to również w imieniu innych polskich lekkoatletów, którzy – podobnie jak ja – wkładają w ten sport całe serce i całą energię. Nie chcemy, by oceniano nas tak, jakby światowa czołówka była gdzieś daleko, a my w zupełnie innej lidze – podkreśla biegaczka w rozmowie ze Sport.pl.

    Kolejne rekordy i przełomowy moment kariery

    27-letnia zawodniczka niedawno osiągnęła życiowy rekord – 1:59,08 w biegu na 800 metrów podczas Memoriału Kamili Skolimowskiej w Chorzowie, w zawodach Diamentowej Ligi. Choć w światowych tabelach daje jej to dopiero 45. pozycję, Sarna konsekwentnie przesuwa swoje granice.

    – W tym sezonie już trzy razy poprawiłam życiówkę. Po zmianie trenera drugi rok z rzędu biję rekordy i czuję, że zaczęły się moje najlepsze lata. Wierzę, że najważniejsze sukcesy dopiero przede mną – mówi.

    Inspiracje i zmiana środowiska

    Historia Anny Wielgosz, halowej mistrzyni Europy, jest dla niej dodatkową motywacją. – Ania i wiele dziewczyn z kadry to świetny przykład, że sukcesy można odnosić nawet po trzydziestce. Wszystko zależy od zdrowia i determinacji – zaznacza.

    Dla Sarny przełomem okazała się współpraca ze szwajcarskim szkoleniowcem Louisem Heyerem. – W Polsce działam sama, ale wiedziałam, że to za mało. Dlatego zaczęłam częściej wyjeżdżać do Szwajcarii, by być pod okiem trenera i trenować w grupie. To zupełnie inny poziom – feedback w trakcie zajęć, szybka reakcja na moje dyspozycje, indywidualne dopasowanie obciążeń. To rzeczy, których nie da się zrobić na odległość – tłumaczy.

    Nowy sponsor i współpraca z marką Federera

    Zmieniony trener oznaczał także zmianę sponsora – Sarna przeszła z Adidasa do szwajcarskiej marki ON, której ambasadorami są m.in. Świątek czy Alicja Konieczek. – To projekt mojego trenera, który prowadzi międzynarodową grupę biegaczek na 800 m. Chciał, byśmy wszystkie reprezentowały tę samą markę. To tworzy unikalną tożsamość zespołu – opowiada.

    Polska biegaczka miała już okazję odwiedzić siedzibę ON w Zurychu. – Zobaczyłam, jak powstają buty, jak wszystko jest testowane. Niesamowite doświadczenie! Szkoda, że nie spotkałam Rogera Federera, ale wierzę, że kiedyś się uda – dodaje.

    Marzenia i realizm

    Sarna zdaje sobie sprawę z różnicy, jaka dzieli ją od czołówki. – W Chorzowie pobiegłam 1:59,08, a Kelly Hodgkinson osiągnęła 1:54,74. To ogromny dystans. Ale gdybym nie chciała gonić najlepszych, zakończyłabym karierę. Moim celem są finały wielkich imprez i będę o to walczyć – podkreśla.

    Przyznaje, że nie zawsze liczy się samo miejsce. – Jeśli na mistrzostwach świata odpadnę w eliminacjach, ale poprawię rekord życiowy, będę czuła spełnienie. To oznacza, że zrobiłam wszystko, co mogłam. Oczywiście marzę o półfinale czy finale, ale kluczowe jest przesuwanie własnych granic – mówi.

    „Postawiłam wszystko na jedną kartę”

    Zdaniem Sarny polscy sportowcy wcale nie są tak daleko od światowej elity, jak się często mówi. – Szukamy nowych rozwiązań, wyjeżdżamy, pracujemy z zagranicznymi trenerami, żeby się rozwijać. Nie chcemy być postrzegani jako ci z „drugiej ligi”. Kiedy reprezentujesz Polskę, zawsze chcesz być najlepszą wersją siebie – zaznacza.

    Na koniec dodaje: – Kariera sportowa nie trwa wiecznie. Dlatego ryzykuję, szukam zmian i cieszę się, że już teraz mnie to przesunęło do przodu. Najważniejsze, by dopisywało zdrowie. O to zawsze proszę innych – resztą zajmę się sama.

  • Julia Szeremeta przeszła badania płci. Te wyniki są kluczowe

    Julia Szeremeta przeszła badania płci. Te wyniki są kluczowe

    Julia Szeremeta przeszła badania płci. Te wyniki są kluczowe

    Światowa federacja bokserska niedawno wprowadziła obowiązek posiadania certyfikatu płci, przez zawodniczki startujące w zawodach pod ich egidą, przez co polskie pięściarki na czele z Julią Szeremetą kilkanaście dni temu przeszły badania w Centralnym Ośrodku Medycyny Sportowej. Dowiedzieliśmy się oczywiście, że nasza wicemistrzyni olimpijska jest kobietą. Kulisy badań zdradził w rozmowie z PAP Maciej Demel, wiceprezes Polskiego Związku Bokserskiego.

     

    Obowiązek posiadania tych certyfikatów wprowadziła światowa federacja (World Boxing), która już wcześniej ogłosiła, że ten warunek ciąży na krajowych związkach. Brak odpowiednich dokumentów wyklucza udział kobiet w mistrzostwach świata, które odbędą się w dniach 4-14 września w Liverpoolu.

     

    Julia Szeremeta przeszła badania płci

     

    — Bardzo się z tego cieszę, że taki obowiązek został wprowadzony. Przynajmniej jest tak, jak w kilku innych dyscyplinach, np. lekkiej atletyce — przyznał Demel.

     

    Wiceprezes PZB wspomniał, że co prawda każda z pięściarek otrzymała swój certyfikat z COMS, ale dokumenty całej kadry kobiecej niezbędne przy zgłoszeniu (entry check) ekipy do MŚ przedstawi szef polskiej delegacji.

     

    — Naprawdę do uporządkowania tych spraw tak niewiele potrzeba. Sensacji i być może niesprawiedliwości można było uniknąć. Niesprawiedliwości, która wynika z pomówień. A te pomówienia stają się faktem — dodał.

     

    Demel nie bierze pod uwagę możliwość sfałszowania badań, gdyż jego zdaniem byłoby to bardzo niebezpieczne dla krajowych placówek naukowych, a co za tym idzie dla poszczególnych federacji.

     

    W przypadku mężczyzn World Boxing od stycznia 2026 r. także wprowadzi obowiązkowe testy płci. — To działa w dwie strony. Są kobiety, które stają się mężczyznami, choć one teoretycznie powinny mieć gorsze wyniki — zauważył wiceprezes.

     

    W światowym sporcie szerokim echem odbiła się sprawa Imane Khelif i Lin Yu-ting, dwóch pięściarek, które wcześniej nie zaliczyły testów płci i nie dostały zgody na start w mistrzostwach świata w roku 2023. Wówczas światowym boksem amatorskim zarządzało Międzynarodowe Stowarzyszenia Boksu (IBA). Był to m.in. podłożem konfliktu z MKOl, który dopuścił obie zawodniczki do turnieju olimpijskiego. Algierka i Tajwanka w Paryżu zdobyły złote medale.

     

    MKOl wykreślił IBA z rodziny olimpijskiej, decydując się na współpracę z World Boxing. Ta postawiła na wprowadzenie polityki, która skutecznie zapobiegnie podobnym incydentom na przyszłych wydarzeniach