• ‎Polki już wiedzą, kiedy zagrają o półfinał MŚ! Oto drabinka

    ‎Polki już wiedzą, kiedy zagrają o półfinał MŚ! Oto drabinka

    ‎Polki już wiedzą, kiedy zagrają o półfinał MŚ! Oto drabinka

    ‎Polskie siatkarki po spotkaniu pełnym zwrotów akcji pokonały po tie-breaku Belgijki w mistrzostwach świata w Tajlandii i zameldowały się w ćwierćfinale! W nim czekają już jedne z faworytek do tytułu, czyli Włoszki, które gładko pokonały Niemki 3:0. Spotkanie Polska — Włochy już w środę! Sprawdź godziny, w których mogą grać Biało-Czerwone i to, jak obecnie wygląda turniejowa drabinka.

    ‎

    ‎Jak na razie mistrzostwa świata 2025 w wykonaniu Polek dostarczają nam mnóstwo emocji. Biało-Czerwone w fazie grupowej zaskakująco przegrały po jednym secie z Wietnamem i Kenią, a na jej zakończenie wygrały z Niemkami dopiero po tie-breaku. Znów niespodziewanie sporo problemów podopieczne Lavariniego napotkały w starciu z Belgią, jednak wywalczyły cenny awans.

    ‎

    ‎

    ‎Polki już wiedzą, z kim zagrają o półfinał

    ‎

    ‎W ćwierćfinale Polki zagrają z Włoszkami, które gładko pokonały Niemki 3:0. Spotkanie Biało-Czerwonych z aktualnymi mistrzyniami olimpijskimi już w środę 3 sierpnia. Mecz rozpocznie się o 12.00 lub o 15.30 czasu polskiego. Godzina zostanie potwierdzona później przez organizatorów.

    ‎

    ‎Ostatnio Polki rywalizowały z Włoszkami 26 lipca w półfinale Ligi Narodów. Wówczas siatkarki Lavariniego boleśnie przegrały 0:3. Teraz również zawodniczki z południowej Europy będą murowanymi faworytkami.

    ‎

  • ‎Fręch z 0:3 na 3:3 w starciu z Gauff na US Open. Awans rozstrzygnięty po 73 minutach

    ‎Fręch z 0:3 na 3:3 w starciu z Gauff na US Open. Awans rozstrzygnięty po 73 minutach

    ‎Fręch z 0:3 na 3:3 w starciu z Gauff na US Open. Awans rozstrzygnięty po 73 minutach

    ‎Podobnie jak w czwartek, także i dzisiaj czekało nas mnóstwo emocji z udziałem naszych reprezentantów na US Open. Już w pierwszym meczu dnia na Arthur Ashe Stadium zobaczyliśmy w akcji Magdalenę Fręch. Polka stanęła przed bardzo trudnym wyzwaniem, bowiem mierzyła się z triumfatorką imprezy sprzed dwóch lat – Coco Gauff. W premierowej odsłonie 27-latka dzielnie walczyła, ze stanu 0:3 doszła do remisu. Później rozpoczęła się jednak dominacja Amerykanki. Ostatecznie batalia zakończyła się wynikiem 6:3, 6:1.

    ‎

    ‎Magdalena Fręch dotarła do trzeciej rundy US Open po raz pierwszy w karierze. Tenisistka klubu KS Górnik Bytom rozpoczęła swoją rywalizację w Nowym Jorku od pewnego zwycięstwa w starciu z Talią Gibson – 6:2, 6:2. Później poprzeczka powędrowała znacznie w górę, bowiem jej przeciwniczką okazała się Peyton Stearns. Amerykanka prowadziła już 5:2 w pierwszej partii, miała setbola. Potem Polka doprowadziła do tie-breaka, w którym sama miała okazję na zakończenie premierowej odsłony. Ostatecznie set trafił na konto zawodniczki z USA. Mimo to 27-latka zdołała odwrócić losy pojedynku. Fręch wygrała spotkanie 6:7(6), 6:3, 6:2.

    ‎

    ‎Trzecia runda nowojorskiego Szlema wiązała się ze starciem z tenisistką, która wygrała US Open w singlu przed dwoma laty. Mowa oczywiście o Coco Gauff – wielkiej nadziei Amerykanów na sukces także podczas tegorocznych zmagań. Reprezentantka Stanów Zjednoczonych męczyła się w poprzednich rundach. Zwłaszcza podczas batalii z Ajlą Tomljanović, gdzie o wyniku przesądziła końcówka trzeciej partii, wygrana 7:5 przez 21-latkę. Później przyszło zwycięstwo z Donną Vekić, gdzie mistrzyni Roland Garros 2025 również musiała rozegrać tie-breaka. Mimo tych kłopotów, Gauff była wyraźną faworytką rywalizacji z Fręch o miejsce w najlepszej “16”.

    ‎

    ‎US Open: Magdalena Fręch kontra Coco Gauff w trzeciej rundzie

    ‎

    ‎Mecz rozpoczął się od serwisu Gauff. Polka wygrała pierwsze dwie akcje, popisała się dobrą grą zwłaszcza przy drugiej z nich. Później jednak Amerykanka wyszła ze stanu 0-30 i utrzymała swoje podanie. W następnych minutach Coco zaczęła dominować. Wymiany toczyły się w odpowiednim tempie dla turniejowej “3”, Fręch nie podejmowała większego ryzyka. Tenisistka z USA zgarnęła w sumie dziewięć punktów z rzędu. Po chwili zrobiło się już 3:0 dla mistrzyni US Open sprzed dwóch lat. Po zmianie stron Magdalena zastosowała się do zaleceń trenera Andrzeja Kobierskiego, rozegrała kilka śmielszych wymian. Dzięki temu w łatwy sposób zgarnęła premierowe “oczko” w tym spotkaniu.

    ‎

    ‎W piątym gemie Polka doczekała się dwóch break pointów. Już przy pierwszym z nich 21-latka popełniła podwójny błąd serwisowy i nasza reprezentantka odrobiła stratę przełamania. Fręch podawała po wyrównanie na 3:3. Znów pojawiły się jednak problemy, Gauff chciała odzyskać przewagę. Zrobiło się 15-40 z perspektywy 33. rakiety świata, a to oznaczało dwa break pointy na 4:2 dla Coco. W kluczowym momencie rozdania punkty wędrowały jednak na konto Magdaleny. Polka wyszła z opresji i doprowadziła do remisu.

    ‎

    ‎Forma Amerykanki falowała. Dobre zagrania przeplatała słabszymi. W siódmym gemie miała 40-0, ale potem przegrała dwie akcje. Przy jednej z nich popełniła prosty błąd z forhendu. Mimo to turniejowa “3” domknęła rozdanie przed ew. grą na przewagi i znów znalazła się z przodu. Po zmianie stron 27-latka wygrała pierwsze wymiany przy swoim serwisie, szybko zrobiło się 30-0. W dalszej fazie pojawiały się jednak okazje na przełamanie dla Gauff. Przy trzeciej z nich Magdalena posłała dobry serwis, ale piłka po returnie wpadła w światłocień i Fręch zaliczyła bardzo nieczyste zagranie. Doszło do breaka i przy stanie 5:3 tenisistka ze Stanów Zjednoczonych mogła zamykać premierową odsłonę. Dokonała tej sztuki, utrzymując podanie do 15. Ostateczny wynik seta brzmiał 6:3 na korzyść Coco.

    ‎

    ‎Druga część pojedynku rozpoczynała się od serwisu 33. rakiety świata. Już na otwarcie Polka musiała bronić okazji na przełamanie, ale zrobiła to skutecznie. Od stanu 30-40 wygrała trzy akcje z rzędu i wyszła na prowadzenie. Następne minuty układały się jednak po myśli Gauff. Amerykanka kolekcjonowała następne wymiany i po podwójnym błędzie serwisowym tenisistki klubu KS Górnik Bytom doczekała się aż trzech break pointów z rzędu w trakcie trzeciego rozdania. I już pierwszy z nich zamieniła w przełamanie.

    ‎

    ‎Nasza reprezentantka próbowała jeszcze podjąć walkę, prowadziła 30-15 przy podaniu Coco. Mimo to Amerykanka oddaliła zagrożenie i potwierdziła swoją przewagę. Magdalena posiadała coraz mniej argumentów przy własnym podaniu. Lepiej prezentowała się na returnie, miała nawet break pointa w szóstym gemie. Mimo to nie zdobyła już ani jednego “oczka” na swoje konto. Ostatecznie Gauff wygrała spotkanie 6:3, 6:1 i zameldowała się w czwartej rundzie US Open, gdzie zmierzy się z Naomi Osaką lub Darią Kasatkiną. Z kolei Polka nie żegna się jeszcze z nowojorską imprezą. 27-latka wciąż pozostaje w grze o dobry wynik w deblu, w duecie z Anną Blinkową. Razem z Rosjanką są aktualnie w drugiej fazie rozgrywek gry podwójnej.

    ‎

  • Kalinskaja wypaliła przed meczem ze Świątek. “Nigdy nie usłyszałam przeprosin”

    Kalinskaja wypaliła przed meczem ze Świątek. “Nigdy nie usłyszałam przeprosin”

    Godziny dzielą nas od starcia Igi Świątek z Anną Kalinską w trzeciej rundzie US Open. Rosjanka jeszcze przed wejściem na kort nie kryje zdenerwowania – a wszystko przez sytuację z meczu deblowego.

    Świątek rozpoczęła turniej od pewnego zwycięstwa nad Emilianą Arango (6:1, 6:2), lecz już w drugiej rundzie musiała się mocniej napracować. Polka dopiero po trzysetowej batalii uporała się z Suzan Lamens (6:1, 4:6, 6:4). Teraz przed drugą rakietą świata szykuje się teoretycznie najtrudniejsze zadanie – pojedynek z Anną Kalinską. Panie mierzyły się dotychczas dwukrotnie, a bilans jest wyrównany – Rosjanka potrafiła już znaleźć sposób na Świątek. Do kolejnego starcia przystępuje jednak w wyraźnie bojowym, choć i nerwowym nastroju.

    Kalinska czuje się zlekceważona

    26-letnia tenisistka była wyraźnie poirytowana po meczu deblowym pierwszej rundy US Open. W duecie z Rumunką Soraną Cirsteą przegrała 5:7, 4:6 z amerykańską parą McCartney Kessler / Peyton Stearns. Nie sama porażka wywołała w niej tak duże emocje, lecz zachowanie przeciwniczek.

    Zdaniem Kalinskiej rywalki ani razu nie przeprosiły po sytuacjach, gdy piłka po odbiciu otarła się o taśmę siatki i spadła szczęśliwie na ich korcie. W tenisie obowiązuje wówczas zwyczaj okazania rywalowi szacunku prostym gestem czy słowem – tak jak robią to najlepsze zawodniczki świata, w tym Iga Świątek. Tym razem jednak Amerykanki miały tego gestu zabraknąć.

    – Spodziewałam się choćby odrobiny szacunku. Ale nigdy nie usłyszałam przeprosin – powiedziała wyraźnie wzburzona Kalinska w rozmowie cytowanej przez serwis sport.ru.

    Kiedy mecz Świątek – Kalinska?

    Polscy kibice przekonają się, czy sportowa złość pomoże Rosjance w rywalizacji z naszą tenisistką. Spotkanie Świątek z Kalinską zaplanowano w nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego, nie wcześniej niż o godz. 1:00.

    Przypomnijmy, że Świątek ma już na koncie jeden triumf w US Open – w 2022 roku. Najlepszym osiągnięciem Kalinskiej w nowojorskim turnieju pozostaje trzecia runda, do której dotarła rok temu. W tym sezonie powtórzyła więc swój życiowy wynik.

  • ‎92 minuty i było po wszystkim. Tak Świątek ograła Rosjankę w trzeciej rundzie US Open

    ‎92 minuty i było po wszystkim. Tak Świątek ograła Rosjankę w trzeciej rundzie US Open

    ‎92 minuty i było po wszystkim. Tak Świątek ograła Rosjankę w trzeciej rundzie US Open

    ‎W poprzednim sezonie Iga Świątek rozegrała aż dziewięć spotkań z tenisistkami z Rosji, dwa z nich – w pierwszej części roku – przegrała. A teraz sytuacja się powtarza: znów dwie przegrane, tym razem z Mirrą Andriejewą, a następnie sześć zwycięstw. I tak jak rok temu Polka zagra o czwartą rundę US Open z zawodniczką, która formalnie występuje jako “neutralna”. Wtedy była to Anastazja Pawluczenkowa, teraz zaś – Anna Kalinska. W ramach zapowiedzi meczu na Arthur Ashe Stadium przypominamy wydarzenia sprzed 12 miesięcy.

    ‎

    ‎Amerykanki i Rosjanki – to najczęstsze rywalki Igi Świątek w zawodowej rywalizacji. Nic w sumie dziwnego, skoro w najlepszej setce rankingu WTA tych pierwszych jest aż 15, a drugich – 12. Polki zaś są trzy, oprócz Igi Świątek także Magdalena Fręch i Magda Linette. Dwie pierwsze wciąż pozostają w grze o singlowy tytuł na Flushing Meadows, obie też zaprezentują się na największym stadionie jeszcze w sobotę wschodnioamerykańskiego czasu. O godz. 11.30 (w Polsce będzie godz. 17.30) Arthur Ashe Stadium ugości Fręch i Coco Gauff, a o godz. 19 (w Polsce 1 w nocy w niedzielę) Iga Świątek zagra tam z Anną Kalinską.

    ‎

    ‎Będzie to dziewiąte starcie Igi z Rosjanką w tym roku, na razie bilans ma 6:2. Poprzedni sezon kończyła z… 7:2. A w Nowym Jorku też grała o czwartą rundę z zawodniczką z tego kraju.

    ‎

    ‎US Open. Jak Iga Świątek odpowie na awans do czwartej rundy Aryny Sabalenki? Niełatwa przeprawa przed 24-latką z Raszyna

    ‎

    ‎Z Kalinską Iga ma bilans 1:1 – wiosną zeszłego roku przegrała z Rosjanką w półfinale turnieju w Dubaju, ale – to wyszło dopiero pod koniec roku – Polka mierzyła się tam się też z koronawirusem. Do rewanżu doszło 15 dni temu w Cincinnati, w boju o półfinał tego turnieju. I tam to Kalinska miała problemy zdrowotne, już po trzecim gemie potrzebowała pomocy medycznej, a z opatrunkiem na łydce wystąpiła jeszcze w pierwszym spotkaniu w Nowym Jorku. Co nie zmienia faktu, że w Ohio Iga wygrała z nią bez większych problemów 6:3, 6:4.

    ‎

    ‎Iga zagrała z zawodniczkami z Rosji raz w Australian Open (Daria Kasatkina, 2022), dwa razy w Roland Garros (Kasatkina 2022, Anastazja Potapowa 2024), trzy razy w Wimbledonie (Wiera Zwonariowa 2021, Polina Kudiermietowa 2025, Ludmiła Samsonowa 2025) i cztery razy w US Open (Weronika Kudiermietowa 2020, Kamilla Rachimowa 2024, Anstazja Pawluczenkowa 2024, Samsonowa 2024).

    ‎

    ‎Bilans: 10:0 dla Polki.

    ‎

    ‎Rok temu Iga też walczyła o czwartą rundę z Rosjanką, stoczyła bój z Anastazją Pawluczenkową. 33-letnia wówczas zawodniczka z Samary postawiła się ówczesnej liderce rankingu WTA, ale i tak zeszła z kortu pokonana. A do tego… zirytowała Igę na początku drugiego seta.

    ‎

    ‎Pawluczenkowa chciała zrewanżować się Polce za wstydliwe 0:6, 0:6 z poprzedniego sezonu w Rzymie, ale niewiele z tego wyszło. Iga przełamała Rosjankę już w pierwszym gemie, a że solidnie serwowała, to utrzymała tę przewagę do końca partii. 6:4 dało jej już spokój na dalszą część meczu.

    ‎

    ‎Drugi set zaczął się zaś od nieprzyjemnego zdarzenia – obie znalazły się przy siatce, Pawluczenkowa zagrała z bliska prosto w Polkę, w jej ciało. I szybko się odwróciła, trudno było dostrzec jakiegoś gestu przeprosin. Zachowała się niczym Danielle Collins w meczu na igrzyskach w Paryżu.

    ‎

    ‎Polka patrzyła na nią z irytacją, a później pokazała swoją wyższość na korcie. Przełamanie w trzecim gemie, później w piątym – i już bezpieczne dokończenie tego spotkania. Iga wygrała 6:2, 6:4, awansowała do czwartej rundy. W całym tamtym spotkaniu Pawluczenkowa nie uzyskała choćby jednego break pointa.

    ‎

    ‎I tak się wydaje, że teraz też serwis powinien być głównym atutem podopiecznej Wima Fissette’a w starciu z Kalinską. Przeciwko Suzan Lamens trochę zaś ten element zawodził.

    ‎

  • Wypaliła na antenie w sprawie Igi Świątek. “Fissette już dzwonił” ‎ ‎

    Wypaliła na antenie w sprawie Igi Świątek. “Fissette już dzwonił” ‎ ‎

    Wstrząs wokół Świątek: Marion Bartoli rzuca odważne słowa o Fissette po dreszczowcu na US Open

    ‎Iga Świątek awansowała do trzeciej rundy US Open, ale jej zwycięstwo pozostawiło więcej pytań niż odpowiedzi. Wiceliderka światowego rankingu przetrwała napięty, trzysetowy pojedynek z Suzan Lamens, wygrywając 6:1, 4:6, 6:4. Na papierze wyglądało to na rutynowy awans do kolejnego etapu. Na korcie jednak pojawiły się rysy w jej zazwyczaj niezachwianej grze — i nie trzeba było długo czekać, by świat tenisa zareagował.

    ‎

    ‎Jedna z najmocniejszych opinii padła na antenie Sky Sports, gdzie mistrzyni Wimbledonu z 2013 roku Marion Bartoli nie gryzła się w język.

    ‎

    ‎> – Nie zdziwiłabym się, gdyby Wim Fissette już był na telefonie, rezerwując dla niej kort treningowy na to popołudnie. Jej forhend kompletnie się posypał w połowie meczu – stwierdziła Bartoli, cytowana przez thetennisgazette.com.

    ‎

    ‎

    ‎

    ‎Francuzka nie rzucała słów na wiatr. Sięgnęła do statystyk, które dla kibiców Świątek mogą być powodem do niepokoju: 26 winnerów, ale aż 29 niewymuszonych błędów. Jak na zawodniczkę słynącą z precyzji i regularności, taki bilans uruchomił alarm.

    ‎

    ‎

    ‎—

    ‎

    ‎Od dominacji do wątpliwości

    ‎

    ‎Mecz rozpoczął się w znajomy sposób. Świątek ruszyła jak burza, wygrywając pierwszego seta 6:1 w zaledwie 26 minut. Wyglądało to na kolejną rutynową demolację. Jednak w pewnym momencie jej rytm zniknął. Lamens, zajmująca dużo niższą pozycję w rankingu, poczuła swoją szansę i wykorzystała ją, wygrywając drugiego seta 6:4.

    ‎

    ‎W decydującej partii Świątek musiała walczyć nie tylko z przeciwniczką, ale i z własnym posypanym forhendem oraz narastającą frustracją. Ostatecznie zdołała się opanować na tyle, by domknąć mecz wynikiem 6:4, opuszczając kort bardziej z ulgą niż z triumfem.

    ‎

    ‎

    ‎—

    ‎

    ‎Werdykt Bartoli: siła w trudnych chwilach

    ‎

    ‎Pomimo krytyki, Bartoli doceniła również odporność psychiczną Świątek.

    ‎

    ‎> – Myślę, że Iga poradziła sobie znakomicie. Nie okazywała zbyt wielkiej frustracji i cały czas próbowała grać dalej. To wszystko, co możesz zrobić w dniu, kiedy jesteś poza rytmem – po prostu dążyć do tego, by go odzyskać – oceniła ekspertka Sky Sports.

    ‎

    ‎

    ‎

    ‎To subtelne przypomnienie, że wielkość nie mierzy się tylko bezbłędnymi dniami, ale także tym, jak mistrzowie radzą sobie w tych gorszych.

    ‎

    ‎Ostrzegawcze sygnały przed starciem z Kalinską

    ‎

    ‎Statystyki pozostają niepokojące: 26 winnerów, 29 błędów i długie momenty, gdy jej znak firmowy — forhend — zawodził. Przed trudniejszymi starciami Świątek wie, że nie może sobie pozwolić na powtórkę. Jej kolejną rywalką będzie rozstawiona z numerem 29 Anna Kalinska, która już wcześniej pokazała, że potrafi sprawić jej problemy. Bilans z 2025 roku mówi sam za siebie: Świątek pokonała Rosjankę w Cincinnati, ale wcześniej sensacyjnie przegrała z nią w Dubaju.

    ‎

    ‎To zestawienie zwiastuje mecz wysokiej stawki w Nowym Jorku — spotkanie, które może albo przywrócić aurę Świątek, albo obnażyć kolejne wątpliwości.

    ‎

    ‎Szersza perspektywa: wyścig z historią

    ‎

    ‎Poza bezpośrednimi wyzwaniami kryje się jeszcze historyczna stawka. Triumf na US Open dałby Świątek siódmy wielkoszlemowy tytuł, co zrównałoby ją z Venus Williams. Wśród aktywnych zawodniczek tylko Amerykanka ma na koncie więcej triumfów. Każde uderzenie rakiety w Nowym Jorku niesie więc ze sobą dodatkowy ciężar.

    ‎

    ‎Jednak, aby tam dotrzeć, Świątek musi najpierw poradzić sobie z turbulencjami w swojej grze. A skoro eksperci pokroju Bartoli już publicznie kwestionują jej formę, światła reflektorów w Nowym Jorku świecą dziś jeszcze mocniej.

    ‎

    ‎Chcesz, żebym przygotował też krótszą, tabloidową wersję nagłówków po polsku, w stylu „szok”, „bomba”, „burza wokół Świątek”?

    ‎

  • Przerwali mecz, Sabalenka reaguje. “Popatrzyłam na mojego chłopaka”

    Przerwali mecz, Sabalenka reaguje. “Popatrzyłam na mojego chłopaka”

    Aryna Sabalenka awansowała do czwartej rundy US Open po zwycięstwie nad Leylah Fernandez. Choć samo spotkanie dostarczyło emocji, to jednak największym echem odbiło się zupełnie inne wydarzenie. Mecz Białorusinki został na moment przerwany, gdy jeden z kibiców na trybunach… oświadczył się swojej partnerce. – To był naprawdę uroczy moment – przyznała po spotkaniu Sabalenka, a przy okazji wystosowała nieco żartobliwy apel.

    Leylah Fernandez, finalistka US Open z 2021 roku, w ostatnich sezonach nie zdołała na stałe zadomowić się w czołówce światowego tenisa. W starciu z liderką rankingu WTA nie była faworytką – tym bardziej że Sabalenka w poprzednich meczach w Nowym Jorku grała bardzo pewnie, odprawiając Rebekę Masarovą i Polinę Kudermietową bez straty seta. Wydawało się, że podobny scenariusz czeka ją w trzeciej rundzie.

    Rzeczywiście, Białorusinka pokonała Fernandez, choć w drugim secie Kanadyjka zdołała doprowadzić do tie-breaka i na chwilę zagroziła faworytce. Na konferencji prasowej więcej niż o przebiegu meczu mówiło się jednak o scenie, jaka rozegrała się na trybunach. Oświadczyny jednego z kibiców zostały pokazane przez kamery, wywołały aplauz publiczności i nie umknęły uwadze samych zawodniczek.

    – Myślę, że to pierwszy raz, kiedy ktoś się oświadczył w trakcie mojego meczu. To było bardzo słodkie i starałam się zachować koncentrację, choć trudno było powstrzymać uśmiech. To naprawdę piękna chwila i jestem pewna, że teraz są bardzo szczęśliwi. Na korcie życzyłam im udanego i szczęśliwego małżeństwa – powiedziała Sabalenka.

    Chwilę później liderka światowego rankingu z uśmiechem odniosła się też do swojego partnera, Georgiosa Frangulisa. – Nie chciałabym dokładnie takich oświadczyn. Ale spojrzałam wtedy na mojego chłopaka. Tak, bez presji – dodała rozbawiona.

    W kolejnym meczu, w czwartej rundzie US Open, rywalką Sabalenki będzie Hiszpanka Cristina Bucsa.

    https://x.com/usopen/status/1961603189121155559?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1961603189121155559%7Ctwgr%5E09a26281522b7810bbfde29a8abb6976ccd98b8d%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732213800przerwali-mecz-sabalenka-reaguje-popatrzylam-na-mojego-chlopaka.html

  • ‎‎Iga Świątek walczy o awans w US Open. Co za thriller! Symulacja typuje

    ‎‎Iga Świątek walczy o awans w US Open. Co za thriller! Symulacja typuje

    ‎‎Iga Świątek walczy o awans w US Open. Co za thriller! Symulacja typuje

    ‎Po emocjonującym meczu z Suzan Lamens Iga Świątek awansowała do trzeciej rundy US Open. W nocy z soboty na niedzielę o godz. 1.00 czasu polskiego Polka zmierzy się w niej z Anną Kalinską. Pojedynek będzie ich drugim spotkaniem… w tym miesiącu. Polska tenisistka zwyciężyła z Rosjanką w ćwierćfinale WTA Cincinnati wynikiem 6:3, 6:4. Czy uda jej się to powtórzyć? Symulacja przygotowana przez sztuczną inteligencję wskazuje niezwykle wyrównane starcie.

    ‎

    ‎Iga Świątek notuje serię ośmiu spotkań bez porażki. Po raz ostatni Polka zeszła pokonana z kortu 8 sierpnia 2025 r. po rywalizacji z Clarą Tauson podczas WTA Montreal. Dunka zwyciężyła tamto starcie 7:6(1), 6:3. Od tamtego czasu polska tenisistka pozostaje jednak niepokonana i pewnie kroczy po kolejne zwycięstwo w wielkoszlemowym turnieju.

    ‎

    ‎Iga Światek kontra Anna Kalinska w trzeciej rundzie US Open. Symulacja już wie

    ‎

    ‎Starcie pomiędzy Igą Świątek a Anną Kalinską podczas US Open będzie ich drugim spotkaniem w sierpniu. Panie grały już ze sobą na turnieju w Cincinnati, a teraz ponownie będą miały okazję rywalizować na korcie. Czy Rosjance uda się zrewanżować za przegrany ćwierćfinał? Postanowiliśmy zapytać o to sztuczną inteligencję, która podała nam dokładny wynik oraz przebieg ich meczu.

    ‎

    ‎Pierwszy set: “Świątek zaczyna bardzo agresywnie, wykorzystując swoje returny, które natychmiast ustawiają wymiany po jej myśli. Kalinska próbuje spowalniać grę zmianą rytmu i krótszymi piłkami, ale Polka szybko adaptuje się i przejmuje inicjatywę. W kilku gemach dochodzi do równowagi, jednak Świątek częściej wygrywa długie wymiany. Jej serwis również działa stabilnie, co pozwala utrzymać przewagę breaka. Set kończy się zwycięstwem Świątek 6:3” — rozpoczyna sztuczna inteligencja.

    ‎

    ‎Drugi set: “Kalinska wchodzi pewniej w drugiego seta, odważniej atakuje bekhendem i kilkukrotnie przełamuje Świątek. Polka zaczyna popełniać błędy przy skrótach przeciwniczki, a jej serwis nie jest już tak regularny. Atmosfera robi się nerwowa, bo Kalinska gra bez presji i trafia wiele winnerów. Choć Świątek próbuje odrobić stratę, Rosjanka utrzymuje koncentrację do końca. Set pada łupem Kalinskiej 6:4” — dodaje.

    ‎

    ‎Trzeci set: “Decydująca partia rozpoczyna się wyrównanie, obie zawodniczki grają długie i widowiskowe wymiany. Świątek odzyskuje precyzję w serwisie i returnie, stopniowo ograniczając rywalkę do defensywy. Kalinska walczy, ale zaczyna tracić siły i popełniać niewymuszone błędy w kluczowych momentach. Polka konsekwentnie wykorzystuje przewagę fizyczną i mentalną, zamykając mecz przy pierwszej piłce meczowej. Świątek wygrywa trzeciego seta 6:2, a cały mecz 2:1 w setach” — zakończyła.

    ‎

    ‎Trzeba pamiętać, że symulacja jest jedynie hipotetycznym scenariuszem, który nie musi potwierdzić się na korcie. Wszystko rozstrzygnie na prawdziwym stadionie w Nowym Jorku. Jeżeli spotkanie obu pań zakończyłoby się zwycięstwem Igi Świątek, to z pewnością fani z Polski nie mieliby na co narzekać. Do typów sztucznej inteligencji należy jednak podejśćz dozą dystansu.

    ‎

  • 1506 dni i koniec. Niespodziewana porażka Świątek. Rzut rakietą podkreślił niemoc Polki

    1506 dni i koniec. Niespodziewana porażka Świątek. Rzut rakietą podkreślił niemoc Polki

    1506 dni przerwane: Szokująca porażka Świątek i rzut rakietą, który opowiedział całą historię

     

    Przez ponad cztery lata Iga Świątek była nie do ruszenia na szczycie światowego tenisa, odporna na ataki kwalifikantek marzących o pokonaniu gigantki. Jednak ta passa — trwająca 1506 dni — została przerwana w zaskakujących okolicznościach, wprawiając tenisowy świat w osłupienie.

     

    Polka, która rozpoczęła US Open 2025 od pewnych zwycięstw w pierwszych rundach, nagle znalazła się w potrzasku przeciwko dobrze jej znanej rywalce — Annie Kalinskiej. Ich pojedynek w trzeciej rundzie w Nowym Jorku zbliża się wielkimi krokami, a wspomnienia dawnych bitew — szczególnie tego słynnego meczu, w którym Świątek w furii rzuciła rakietą — wciąż nie dają o sobie zapomnieć.

     

    Obiecujący początek i niebezpieczna przeszkoda

     

    Świątek rozpoczęła turniej w swoim stylu. Najpierw bez problemu pokonała Emilianę Arango (6:1, 6:2). Potem czekało ją więcej emocji z Suzan Lamens, mecz rozciągnął się na trzy sety (6:1, 4:6, 6:4), lecz liderka rankingu wyszła z niego zwycięsko.

     

    Kalinska z kolei przeszła do tego etapu po zaciętych bojach. Na kortach Flushing Meadows najpierw ograła Clervie Ngounoue (6:0, 5:7, 6:4), a następnie poradziła sobie z Julią Putincewą (6:1, 7:5). Jej determinacja zapewniła jej szansę ponownego starcia ze Świątek — tym razem w blasku nowojorskich świateł.

     

    Historia pojedynków: kontrola kontra załamanie

     

    Ich rywalizacja już teraz ma ciekawy przebieg. Ostatnie spotkanie odbyło się podczas turnieju WTA 1000 w Cincinnati, gdzie Świątek nie dała rywalce większych szans, pewnie zwyciężając w ćwierćfinale 6:3, 6:4. Polka zakończyła cały turniej triumfem, podkreślając swoją dominację.

     

    Nie zawsze jednak wyglądało to tak pewnie. Pierwsze starcie obu tenisistek, w półfinale turnieju w Dubaju w 2024 roku, zapisało się w pamięci zupełnie inaczej. To właśnie wtedy Kalinska zszokowała tenisowy świat, a Świątek straciła panowanie nad sobą w sposób rzadko spotykany.

     

    Dubaj: mecz, którego nikt się nie spodziewał

     

    Półfinał w Dubaju miał być kolejnym krokiem Świątek w drodze po trofeum. Zamiast tego, stał się jednym z najczęściej komentowanych spotkań sezonu. Kalinska, rozpoczynająca turniej od eliminacji, grała jak natchniona — odważnie i bez respektu.

     

    Świątek tymczasem się pogubiła. Już na początku gry jej serwis się posypał. Polka popełniła dwa podwójne błędy serwisowe z rzędu, oddając gema do zera. W dziewiątym gemie doszły kolejne niewymuszone błędy — coś niezwykle rzadkiego w jej wykonaniu. Przy stanie 5:4 Rosjanka serwowała na seta. Świątek jeszcze próbowała odrobić straty i prowadziła 30:15, ale ostatnie trzy punkty padły łupem Kalinskiej, która wygrała partię 6:4.

     

    W drugim secie sytuacja nie wyglądała lepiej. Polka przegrała swój serwis w pierwszym gemie, a chwilę później, w rzadkim wybuchu emocji, rzuciła rakietą o kort. Sędzia ukarała ją ostrzeżeniem, a Kalinska wykorzystała moment, by powiększyć prowadzenie na 2:0. Świątek jeszcze walczyła, zmniejszając stratę do 5:4, ale Rosjanka zachowała zimną krew i zamknęła seta 6:4, pieczętując sensację.

     

    Koniec niezwykłej passy

     

    Ta porażka oznaczała coś więcej niż tylko odpadnięcie z turnieju. Po raz pierwszy od 9 stycznia 2020 roku liderka światowego rankingu przegrała z kwalifikantką. Passa, która trwała 1506 dni, dobiegła końca.

     

    Teraz uwaga przenosi się do Nowego Jorku

     

    Świątek i Kalinska ponownie spotkają się w US Open, a pytania cisną się na usta kibiców. Czy Polka pokaże bezlitosną kontrolę, jak w Cincinnati? A może znów powrócą frustracje, które kosztowały ją tak wiele w Dubaju?

     

    Jedno jest pewne: każda piłka, każdy serwis i każdy cień emocji będzie miał ogromne znaczenie. Bo w tenisie historia nie tylko się powtarza — czasem spada z hukiem, razem zrakietą, na oczach całego świata.

     

  • Szokujący koniec w Nowym Jorku: Mirra Andriejewa wyrzucona z US Open w oszałamiającej sensacji

    Szokujący koniec w Nowym Jorku: Mirra Andriejewa wyrzucona z US Open w oszałamiającej sensacji

    Szokujący koniec w Nowym Jorku: Mirra Andriejewa wyrzucona z US Open w oszałamiającej sensacji

    ‎Nikt się tego nie spodziewał. US Open, turniej słynący z dramatycznych zwrotów akcji, właśnie dostarczył kolejnej bomby. Mirra Andriejewa, piąta rakieta świata i jedna z głównych faworytek turnieju, odpadła już w trzeciej rundzie. Jej pogromczynią została Taylor Townsend, sklasyfikowana dopiero na 139. miejscu rankingu WTA, która w dwóch setach brutalnie zakończyła marzenia Rosjanki.

    ‎

    ‎Nastoletnia gwiazda z Rosji przyjechała do Nowego Jorku z wielkimi nadziejami, a wielu ekspertów przewidywało, że dotrze co najmniej do drugiego tygodnia imprezy. Tymczasem na oczach rozgrzanego do czerwoności tłumu w Nowym Jorku jej sen zakończyła odradzająca się Amerykanka. Townsend, która wcześniej wyeliminowała Jelenę Ostapenko, udowodniła po raz kolejny, że jest groźną outsiderką. Tym razem potrzebowała zaledwie 77 minut, by zdemolować Andriejewą.

    ‎https://x.com/WTA/status/1961640474147484126

    ‎Mecz, którego nikt nie przewidział

    ‎Spotkanie rozpoczęło się od wymiany przełamań, co zwiastowało, że może być bardziej wyrównane, niż zakładano. Przez większą część pierwszego seta Andriejewa wydawała się mieć inicjatywę, utrzymując minimalną przewagę dzięki serwowaniu jako pierwsza. Przy stanie 5:4 była już tylko jeden gem od zwycięstwa w partii. Wszystko wskazywało na jej sukces.

    ‎

    ‎Jednak Townsend miała inne plany. Niesiona dopingiem publiczności, Amerykanka doprowadziła do remisu 5:5, następnie przełamała rywalkę, a chwilę później przypieczętowała seta wynikiem 7:5. Rosjanka była w szoku, a trybuny eksplodowały z radości.

    ‎

    ‎

    ‎Upadek, którego nikt się nie spodziewał

    ‎

    ‎Andriejewa, postawiona pod ścianą, rozpoczęła drugiego seta z determinacją. Przełamała rywalkę i szybko objęła prowadzenie 2:0, co sugerowało możliwy zwrot akcji. Ale ten początek okazał się jedynie iskrą, która wyzwoliła najlepszy tenis Townsend.

    ‎

    ‎Potem oglądaliśmy już tylko jednostronny spektakl. Amerykanka wygrała sześć gemów z rzędu, demolując serwis Andriejewej i dominując każdym uderzeniem. Wynik końcowy 7:5, 6:2 mówi wszystko. To nie była tylko niespodzianka – to był pokaz siły.

    ‎

    ‎

    ‎Nowa gwiazda na horyzoncie w Nowym Jorku?

    ‎

    ‎To nie był zwykły triumf – to było mocne oświadczenie. Townsend w dwóch kolejnych rundach odprawiła dwie wielkie gwiazdy kobiecego tenisa: najpierw Ostapenko, teraz Andriejewą. Nagle 139. rakieta świata stała się zawodniczką, której wszyscy zaczynają się obawiać.

    ‎

    ‎Kolejną rywalką Amerykanki będzie Barbora Krejcikova, była mistrzyni wielkoszlemowa. Jeśli Townsend utrzyma obecną formę, może zapisać się w historii jako autorka jednej z najbardziej sensacyjnych serii w dziejach US Open.

    ‎

    ‎Dla Mirry Andriejewej ta porażka to gorzka lekcja. Uważana za jedną z największych nadziei młodego pokolenia, musi opuścić Nowy Jork znacznie wcześniej, niż ktokolwiek przewidywał.

    ‎

    ‎

    ‎Co dalej?

    ‎

    ‎US Open od zawsze słynie z chaosu, a przygoda Townsend to najnowszy rozdział tej opowieści. Jeszcze niedawno skreślana, teraz przeżywa swój moment chwały, rozpalając nadzieje amerykańskich kibiców i zachwycając ich odważną grą.

    ‎Pozostaje jedno pytanie: czy będzie w stanie utrzymać tę niesamowitą serię przeciwko tak doświadczonej rywalce jak Krejcikova? Niedzielne starcie pokaże, czy historia Kopciuszka Townsend będzie miała dalszy ciąg, czy też jej bajkowy bieg zakończy się na tym etapie.

  • Ależ kłopoty Aryny Sabalenki. Nagle wszystko się załamało

    Ależ kłopoty Aryny Sabalenki. Nagle wszystko się załamało

    Aryna Sabalenka ma za sobą kolejne trudne spotkanie na kortach US Open. Tym razem jej rywalką była Leylah Fernandez, finalistka nowojorskiego turnieju sprzed czterech lat. Liderka światowego rankingu po raz trzeci w tegorocznej edycji musiała rozgrywać seta do siedmiu gemów i po raz drugi z rzędu decydował tie-break. Ostatecznie Białorusinka zwyciężyła 6:3, 7:6(2) i awansowała do czwartej rundy.

    Kolejne wymagające wyzwanie

    Choć Sabalenka pozostaje w turnieju niepokonana, jej droga nie jest łatwa. Już w pierwszej rundzie sporo problemów sprawiła jej Rebeka Masarova. Następnie Polina Kudermietowa zmusiła ją do gry tie-breaka w premierowym secie. Przewidywano więc, że również Fernandez może okazać się rywalką wyjątkowo niewygodną – i faktycznie Kanadyjka momentami potrafiła narzucić liderce rankingów trudne warunki.

    Nerwowy początek i przełamanie kluczem

    Sabalenka od początku meczu musiała bronić się przed stratą podania – Fernandez miała aż cztery break pointy w pierwszym gemie. Ostatecznie Białorusinka zdołała wyjść z opresji, choć potrzebowała aż czterech przewag, aby zamknąć partię serwisową. Zbyt pośpieszne ataki utrudniały jej złapanie odpowiedniego rytmu. Decydujący okazał się jednak czwarty gem, w którym przełamała rywalkę. Od tego momentu grała spokojniej, mocno serwowała, notowała asy i kontrolowała wydarzenia na korcie. Set zakończył się wynikiem 6:3.

    Fernandez podjęła rękawicę

    W drugiej partii obraz gry się wyrównał. Fernandez poprawiła serwis i skuteczność w obronie, a do tego odważnie ryzykowała, co chwilami zaskakiwało Sabalenkę. Kanadyjka wypracowała jedną szansę na przełamanie, lecz jej nie wykorzystała. Z kolei liderka światowego rankingu nie miała ani jednej okazji, by odebrać podanie przeciwniczce. O losach seta przesądził więc tie-break. W nim ponownie objawiła się mocna strona Białorusinki – gra pod presją. Sabalenka wygrała dogrywkę pewnie, 7:2, a cały mecz 2:0.

    Styl pozostawia pytania, wynik daje awans

    Choć wynik cieszy Sabalenkę, jej gra wciąż nie jest wolna od błędów. Popełniła więcej podwójnych i niewymuszonych błędów od Fernandez, a momentami widać było nerwowość, zwłaszcza na początku meczu i w drugim secie. Zadecydowała jednak jej siła ofensywna – miała zdecydowanie więcej uderzeń kończących niż waleczna rywalka, co w kluczowych momentach przesądziło o wyniku. Spotkanie trwało 100 minut.

    W czwartej rundzie turnieju Sabalenka zmierzy się z Hiszpanką Cristiną Bucsą.

    US Open – trzecia runda, singiel kobiet:
    Aryna Sabalenka (Białoruś, WTA 1) – Leylah Fernandez (Kanada, WTA 30) 6:3, 7:6(2)