• Cały świat zobaczył, co zrobił trener polskich siatkarek. Kompromitacja

    Cały świat zobaczył, co zrobił trener polskich siatkarek. Kompromitacja

    Polskie siatkarki to dziś trzecia drużyna w światowym rankingu FIVB. Trudno więc było uwierzyć, że podczas mistrzostw świata w Tajlandii potrafiły przegrać jednego z setów aż 15:25 z Kenią – zespołem notowanym dopiero na 25. miejscu. Trener Stefano Lavarini wyglądał w tamtym momencie tak, jakby sam chciał zapytać: „Jak to możliwe?”. Na szczęście całość skończyła się zwycięstwem 3:1 (25:17, 15:25, 25:15, 25:14), które dało Polkom szybki awans do 1/8 finału.

    Niespodziewane kłopoty z outsiderem

    Spotkanie zaczęło się obiecująco. W pierwszym secie, mimo krótkiego prowadzenia Kenijek 3:1, Polki szybko odzyskały kontrolę i po serii punktów wyszły na 6:3. Afrykanki mogły cieszyć się jedynie z pojedynczych akcji – bloków czy asów serwisowych. Nasz zespół nie grał perfekcyjnie, popełniał błędy i w pewnym momencie pozwolił rywalkom na zbliżenie się do wyniku, jednak partia zakończyła się bezpiecznym triumfem 25:17.

    Drugi set okazał się jednak kompletnym zaskoczeniem. Kenijki rozpoczęły od prowadzenia 4:0, a Polki nie potrafiły się przełamać. Lavarini długo zachowywał spokój, oglądał powtórki na telebimie i liczył, że drużyna wróci na właściwe tory. Tak się jednak nie stało – przewaga rywalek rosła, a nasz trener w końcu dokonał serii zmian. W krótkim czasie wymienił połowę składu, lecz i to nie pomogło. Polska przegrała seta 15:25, w stylu, który można nazwać kompromitującym jak na trzecią drużynę świata.

    Reakcja i powrót do gry

    „Musimy wrócić do tego meczu” – apelował Lavarini jeszcze w trakcie drugiej partii. I jego słowa w końcu przyniosły skutek. W trzecim secie Polki odzyskały pewność siebie. Atak Martyny Czyrniańskiej i jej kolejne asy serwisowe uspokoiły grę, a przewaga stopniowo rosła. Set zakończył się dokładnie tym samym wynikiem, jak wcześniej dla Kenii – 25:15, tym razem jednak na korzyść Polski.

    Mimo prowadzenia 2:1 nie wszyscy kibice mogli być spokojni. Czwarty set rozpoczął się od przewagi Kenijek 5:2. Afrykanki grały odważnie, mocno ryzykowały na zagrywce i w ataku. Jednak wejście Malwiny Smarzek dało naszej drużynie impuls. Atakująca była niemal nie do zatrzymania, a do tego kolejne punkty z pola serwisowego dokładała Czyrniańska. Polki odskoczyły na 15:10 i już nie pozwoliły rywalkom wrócić do gry. Ostatecznie wygrały 25:14.

    Awans i mecz o pierwsze miejsce

    Zwycięstwo 3:1 oznacza, że reprezentacja Polski jest już pewna gry w 1/8 finału mistrzostw świata. Ostatni mecz grupowy rozegra w środę z Niemkami, które wcześniej pokonały i Kenię, i Wietnam po 3:0. Stawką będzie pierwsze miejsce w grupie G.

  • Świątek prowadziła 6:4, 5:4 i nagle stanęła. Komentatorzy nie mogli uwierzyć

    Świątek prowadziła 6:4, 5:4 i nagle stanęła. Komentatorzy nie mogli uwierzyć

    Iga Świątek ma za sobą fantastyczne tygodnie – sięgnęła po triumf w Wimbledonie, a następnie potwierdziła swoją dominację, wygrywając turniej w Cincinnati. Teraz pozostaje pytanie: czy w Nowym Jorku uda jej się podtrzymać świetną passę i powalczyć o kolejny wielkoszlemowy tytuł? Na swój pierwszy mecz w tegorocznym US Open Polka będzie jednak musiała chwilę poczekać.

    Świątek doskonale wie, jak smakuje zwycięstwo w tej imprezie – w 2022 roku ograła w finale Ons Jabeur i zdobyła puchar. Nic dziwnego, że w gronie faworytek wymienia się ją i tym razem. Fani liczący na szybkie spotkanie z jej udziałem muszą uzbroić się w cierpliwość.

    Debiut Świątek w Nowym Jorku dopiero we wtorek?

    – „Poznaliśmy plan gier na poniedziałek na dwóch największych kortach US Open i nie ma tam meczu Igi Świątek. To oznacza, że najprawdopodobniej swoją przygodę z turniejem zacznie we wtorek” – napisał profil Pasjonat Sportu na portalu X.

    Podobne informacje przekazał też serwis Z kortu – informacje tenisowe: – „Na poniedziałek nie zaplanowano również meczu Coco Gauff. Wygląda więc na to, że zarówno Amerykanka, jak i Polka rozpoczną rywalizację dzień później”.

    Kto zagra drugiego dnia turnieju?

    We wtorek na kortach pojawią się inne gwiazdy światowego tenisa – wśród nich Madison Keys, Frances Tiafoe, Karolina Muchova oraz Carlos Alcaraz. Swoje mecze rozegrają także młode talenty: Kanadyjka Victoria Mboko, którą Mats Wilander typuje na „czarnego konia” turnieju, a także Jack Draper i Mirra Andriejewa.

    Kibice będą mogli zobaczyć również Caspera Ruuda. Norweg w ostatnich dniach występował w mikście wraz z Igą Świątek i dotarł do finału. Tam jednak duet musiał uznać wyższość pary Sara Errani/Andrea Vavassori, którzy zostali mistrzami US Open w grze mieszanej.

    Pierwsza rywalka – znajoma sprzed lat

    Świątek miała szczęście w losowaniu pierwszej rundy. Jej przeciwniczką będzie 24-letnia Kolumbijka Emiliana Arango. To zawodniczka, z którą Polka zmierzyła się tylko raz – w 2017 roku podczas juniorskiego Roland Garros. Wtedy Świątek pewnie wygrała 6:2, 6:3.

    Czy historia powtórzy się również w Nowym Jorku? Fani już odliczają dni do pierwszego występu wiceliderki światowego rankingu.

  • Dawno nic tak nie podzieliło świata tenisa. “Pokazówka” z udziałem Świątek

    Dawno nic tak nie podzieliło świata tenisa. “Pokazówka” z udziałem Świątek

    Tradycjonaliści w świecie tenisa mieli nadzieję, że rewolucyjny pomysł US Open na nową formułę miksta okaże się jedynie krótkim i nietrafionym eksperymentem. Tymczasem rzeczywistość rozwiała ich złudzenia – nowy format, w którym zagrała także Iga Świątek, odniósł ogromny sukces frekwencyjny i medialny. Choć obok entuzjastycznych reakcji pojawiają się protesty, że rywalizacja wielkoszlemowa została sprowadzona do „pokazówki”, to trudno nie zauważyć, że projekt spełnił biznesowe oczekiwania organizatorów.

    Świątek blisko kolejnego tytułu

    Polka mogła w ciągu nieco ponad miesiąca sięgnąć po dwa trofea wielkoszlemowe. Po dwóch tygodniach rywalizacji na kortach Wimbledonu, w Nowym Jorku wystarczyłyby jej zaledwie dwa dni, aby zostać mistrzynią miksta. Ostatecznie, wspólnie z Casperem Ruudem, dotarła do finału, gdzie lepsi okazali się Sara Errani i Andrea Vavassori. Włosi – jedyna para deblowa w 16-zespołowej stawce – triumfowali 3:6, 7:5, 10:6.

    „Absurd”, który zadziałał

    Kiedy w marcu Adam Romer, redaktor naczelny „Tenisklubu”, pytany był o nadchodzące zmiany, mówił wprost: – Jestem sceptyczny. To absurdalna próba uatrakcyjnienia turnieju. Myślę, że za rok czy dwa organizatorzy stwierdzą, że się nie sprawdziło. –
    Dziś, po premierowej edycji, fakty mówią co innego. Już podczas pierwszych spotkań trybuny największych obiektów – Arthura Ashe’a i Louisa Armstronga – wypełniały się w dużej części, a bilety sprzedawały się błyskawicznie.

    – Myślę, że wpływy z dwóch dni rywalizacji spokojnie pokryły pulę nagród. A skoro tak, to odpowiedź na pytanie, czy pomysł wypalił, jest prosta. W Ameryce liczą się wyniki finansowe, a tradycyjny mikst praktycznie nikogo nie interesował – podkreśla Romer.

    Gwiazdy zamiast specjalistów

    Nowa formuła miksta została skrojona pod największe gwiazdy. Organizatorzy przyciągnęli singlistów atrakcyjnymi warunkami: pulą nagród zwiększoną pięciokrotnie (milion dolarów dla zwycięzców), krótszym formatem meczów, dwudniowym terminarzem i tanimi biletami dla kibiców (42 dolary). Efekt? Z czołówki odpadła tylko Coco Gauff, a tuż przed startem wycofali się z powodów zdrowotnych Jannik Sinner i Jasmine Paolini.

    – Mając takie nazwiska jak Djoković, Alcaraz czy Świątek, wiadomo było, że trybuny będą pełne. Kibice często przychodzą dla samych nazwisk. Gdyby w Polsce zagrała para Świątek – Hurkacz, też mielibyśmy komplet publiczności – zauważa były deblista Marcin Matkowski.

    Jednocześnie nie kryje rozczarowania: – To pokazówka. Prawie całkowicie pominięto specjalistów od debla, a to oni do tej pory tworzyli miksty. Jeśli ogranicza się im możliwość startu, to nie jest prawdziwy turniej mikstowy.

    Bunt deblistów

    Najgłośniejszym krytykiem zmian jest Jan Zieliński, dwukrotny mistrz Wielkiego Szlema w mikście. Już wcześniej oskarżał organizatorów o pogoń za pieniędzmi kosztem tradycji. – To brak szacunku do historii i dla nas, deblistów. Teraz mikst jest pokazówką, w której nie mamy prawa uczestniczyć, chyba że dostaniemy „dziką kartę” – podkreślał.

    Po nowojorskim turnieju powstrzymał się od nowych komentarzy, ale jego wcześniejsze słowa i wpisy w sieci wywołały falę krytyki ze strony części kibiców, którzy odebrali je jako atak na Świątek. Sam Zieliński jedynie wsparł parę Errani/Vavassori, która otwarcie deklarowała, że gra w imieniu wykluczonych deblistów.

    Podzielone opinie

    Nie wszyscy w środowisku tenisowym widzą w nowym mikście zagrożenie. Paula Kania-Choduń, była deblistka, chwali pomysł: – Dla mnie to duży plus. Publiczność świetnie się bawiła, a zawodnicy byli zaangażowani. Rozumiem żal deblistów, ale jeśli chcemy rozwijać tenis i przyciągać młodych, to ten format ma sens.

    Matkowski i Kania-Choduń zgodnie jednak przyznają, że na solidarność gwiazd singla wobec deblistów raczej nie ma co liczyć. – Singiel jest bardziej wymagający i kontuzjogenny, więc singliści często nie mają cierpliwości do deblistów – mówi Kania-Choduń.

    Co zrobią inne Szlemy?

    Australian Open na razie zapowiedziało, że pozostaje przy tradycyjnym formacie. Wimbledon prawdopodobnie nie zaryzykuje nowości, by nie niszczyć kortów przed startem turnieju. Największe szanse na podążenie drogą US Open daje się Roland Garros.

    Eksperci nie mają złudzeń – organizatorzy będą podejmować decyzje pod kątem zysków i sponsorów. – Trend jest jasny: tworzy się elita i reszta. To może prowadzić do czegoś na kształt Ligi Mistrzów w tenisie – przewiduje Romer.

    Prestiż kontra pieniądze

    Choć US Open wygrało finansowo, pojawiły się pytania o prestiż. Czy tytuł „wielkoszlemowego mistrza w mikście” zachowuje wagę, jeśli rozgrywa się go w dwa dni, przed oficjalnym startem turnieju? Przykład Świątek pokazuje, że organizacja nie była dopięta – Polka rozpoczęła mikst zaledwie 16 godzin po finale w Cincinnati, a po meczu od razu ruszyła nocnym lotem do Nowego Jorku.

    To wszystko każe pytać, czy organizatorzy sami nie pokazali, jak naprawdę traktują miksta – bardziej jako produkt komercyjny niż tradycyjną część Wielkiego Szlema.

  • 12:0! Polacy nie mają litości dla rywali na mistrzostwach świata

    12:0! Polacy nie mają litości dla rywali na mistrzostwach świata

    Polscy siatkarze U-21 nie zwalniają tempa na mistrzostwach świata rozgrywanych w Jiangmen. W czwartym spotkaniu fazy grupowej pokonali Kazachstan 3:0, choć momentami rywale potrafili postawić im trudne warunki. Biało-Czerwoni zachowali jednak zimną krew w decydujących fragmentach i wciąż mogą pochwalić się perfekcyjnym bilansem – kompletem punktów oraz zerem po stronie straconych setów.

    Od początku pierwszego seta obie drużyny grały wyrównanie, jednak w połowie partii Polacy zaczęli odskakiwać i wypracowali prowadzenie 21:16. Do końca kontrolowali przebieg gry i zwyciężyli 25:21.

    Druga odsłona miała zupełnie inny przebieg – tym razem to Kazachowie objęli prowadzenie po serii skutecznych akcji. Biało-Czerwoni nie pozwolili jednak rywalom odskoczyć na większy dystans, a w końcówce odwrócili losy seta na swoją korzyść. Ponownie triumfowali 25:21.

    W trzeciej partii drużyna Piotra Grabana szybko narzuciła swoje tempo, lecz w połowie seta Kazachowie doprowadzili do wyrównania. Ostatecznie to polski zespół lepiej rozegrał końcówkę i wygrał 25:22, zamykając mecz w trzech odsłonach.

    Wynik meczu 4. kolejki fazy grupowej MŚ U-21:

    Polska – Kazachstan 3:0 (25:21, 25:21, 25:22)

    Przed Biało-Czerwonymi teraz najpoważniejsze wyzwanie w grupie B. We wtorek 26 sierpnia o godz. 5:00 czasu polskiego zmierzą się z Iranem, który także wygrał wszystkie swoje mecze, ale ma nieco gorszy bilans punktów i setów (11 pkt, 12:3). Stawką tego spotkania będzie pierwsze miejsce w tabeli.

  • ‎”Histeryczna próba”. Mistrz świata uderza w rząd Tuska. I ogłasza ws. Nawrockiego

    ‎”Histeryczna próba”. Mistrz świata uderza w rząd Tuska. I ogłasza ws. Nawrockiego

    ‎”Histeryczna próba”. Mistrz świata uderza w rząd Tuska. I ogłasza ws. Nawrockiego

    ‎W ostatnich dniach głośnym tematem stała się zapowiedź Ministerstwa Finansów dotycząca podniesienia akcyzy i tzw. ustawy cukrowej. Komentarz w tej sprawie wygłosił Marcin Możdżonek – były siatkarski mistrz świata, a obecnie polityk Konfederacji, który wprost skrytykował rząd Donalda Tuska za planowane zmiany. Odniósł się także do swoich oczekiwań w tym temacie wobec prezydenta Karola Nawrockiego.

    ‎W miniony czwartek Ministerstwo Finansów zapowiedziało podwyżkę akcyzy na napoje alkoholowe. Od początku 2026 roku miałaby ona wzrosnąć o 15 procent, a od 2027 roku o kolejne 10 procent. Resort powołuje się przy tym na dane z Głównego Urzędu Statystycznego, wedle których wzrost średniej płacy w naszym kraju umożliwia zakup większej ilości alkoholu, a zapowiadane działania mają zmniejszyć jego spożycie.

    ‎Te doniesienia spotkały się z jednoznaczną reakcją ze strony obozu prezydenta Karola Nawrockiego. Szef jego kancelarii Zbigniew Bogucki ogłosił, że głowa naszego państwa nie podpisze się pod podniesieniem akcyzy.

    ‎- Jeżeli pan prezydent powiedział, że nie podpisze ustawy podwyższającej podatki to nie podpisze takiej ustawy. I tyle. Nie znamy szczegółów tego projektu, bo być może gdzieś jest podwyższenie, a gdzieś obniżenie. Dzisiaj jest mowa o tym – przekazał Zbigniew Bogucki na antenie Radia ZET.

    ‎Ministerstwo Finansów zapowiada także wzrost tzw. opłaty cukrowej, co w teorii nie tylko ma stanowić dodatkowy zastrzyk do budżetu państwa, lecz także być środkiem w walce z otyłością w naszym kraju.

    ‎Marcin Możdżonek o planach podwyższenia akcyzy. “Histeryczna próba”

    ‎O komentarz w tej sprawie został poproszony Marcin Możdżonek – były siatkarski mistrz świata z reprezentacją Polski z 2014 roku, a obecnie radny Olsztyna i członek Nowej Nadziei, ugrupowania Sławomira Mentzena, wchodzącego w skład Konfederacji, który był poniedziałkowym gościem porannego pasma WP. Nasz były zawodnik wprost skrytykował działania ministerstwa.

    ‎Ja jestem tak stary, że pamiętam jak jeszcze rząd Donalda Tuska, politycy Donalda Tuska za pierwszym razem byli bardzo przeciwni temu, aby podnosić akcyzę na alkohol, aby podnosić opłatę cukrową. Pamiętamy, że kiedy rząd Prawa i Sprawiedliwości chciał to zrobić, oni alarmowali, aby tego nie czynić. To jest trochę histeryczna próba zwrócenia uwagi na siebie, trochę łatania budżetu

    ‎powiedział Marcin Możdżonek

    ‎I dodał: – To pokazuje, że ten rząd nie radzi sobie z dziurą budżetową, zarządzaniem finansami, żeby wyciągnąć pieniądze w portfelów obywateli.

    ‎Marcin Możdżonek podkreślił przy tym, że liczy na weto ze strony prezydenta Karola Nawrockiego, przypominając jego spotkania ze Sławomirem Mentzenem, do którego doszło przed drugą turą wyborów prezydenckich.

    ‎- Wszyscy pamiętamy “deklarację toruńską”, którą podpisał pan prezydent Karol Nawrocki wraz z prezesem Sławomirem Mentzenem. I z tego co możemy słyszeć, przecieki czy przekaz kancelarii premiera jest jasny. Ta ustawa również będzie zawetowana, co bardzo cieszy. Pan prezydent jest tutaj konsekwentny – stwierdził nasz były siatkarz, a obecnie polityk Konfederacji.

  • ‎Kuriozum na US Open, piłka meczowa i nagła przerwa. Rosjanin wpadł w furię

    ‎Kuriozum na US Open, piłka meczowa i nagła przerwa. Rosjanin wpadł w furię

    ‎Kuriozum na US Open, piłka meczowa i nagła przerwa. Rosjanin wpadł w furię

    ‎Noc z niedzieli na poniedziałek według czasu polskiego przyniosła niemałe zamieszanie podczas zmagań wielkoszlemowego US Open. W trakcie zaciętego starcia między Daniiłem Miedwiediewem a Benjaminem Bonzim doszło do kuriozalnych scen – podczas zagrywania piłki meczowej przez drugiego z panów na kort wtargnął… fotograf. Sędzia zdecydował się na “zresetowanie” akcji i przyznanie Bonziemu nowego pierwszego serwisu, co wywołało u jego rywala prawdziwą wściekłość.

    ‎US Open, czyli ostatnia w tym sezonie odsłona Wielkiego Szlema, trwa już w najlepsze. Śmietanka światowego tenisa zjechała się do Nowego Jorku, by pokazać się od jak najlepszej strony w rywalizacji wieńczącej ten prestiżowy cykl.

    ‎W ramach rozgrywek pierwszej rundy na korcie pojawili się m.in. Daniił Miedwiediew oraz Benjamin Bonzi, a ich starcie w nocy z niedzieli na poniedziałek przyniosło mnóstwo emocji i… niemałe kontrowersje.

    ‎Szalone sceny podczas US Open. Mecz Bonziego i Medwiediewa przerwany, wszystko przez… fotoreportera

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1897400044224909316

    ‎Mecz bardzo prędko zaczął układać się na korzyść Bonziego, który wygrał pierwsze dwa sety 6:3 i 7:5, a w trzeciej odsłonie w pewnym momencie prowadził już 5:4 i miał piłkę meczową na rakiecie.

    ‎Francuz nie wykorzystał pierwszego serwisu, a potem… na kort niespodziewanie wszedł jeden z fotoreporterów, który został natychmiastowo wygoniony przez sędziego, Grega Allenswortha. Arbiter z uwagi na ten incydent zdecydował się przyznać Bonziemu jeszcze raz pierwszy serwis, co wywołało wściekłość Miedwiediewa.

    ‎Czy ty jesteś mężczyzną? Czy ty jesteś mężczyzną? Dlaczego się trzęsiesz?

    ‎wykrzykiwał Miedwiediew w stronę sędziego.

    ‎”On chce iść do domu, nie chce tu dłużej być. Płacą mu za mecz, nie za godzinę” – powiedział dodatkowo w stronę najbliższej kamery, wcześniej zachęcając też kibiców do tego, by kontynuowali buczenie i gwizdy. “Co powiedział Reilly Opelka?” – rzucił jeszcze reprezentant Rosji, odnosząc się do incydentu sprzed kilku miesięcy, kiedy Opelka nazwał Allenswortha “najgorszym sędzią w tourze”.

    ‎Potyczkę przerwano łącznie na siedem minut, bo Bonzi nie chciał serwować do momentu, aż wrzawa na trybunach nie ucichnie całkowicie. Ostatecznie nie wykorzystał i tak piłki meczowej i przegrał trzeciego seta 6:7 (5-7), jak i również czwartą odsłonę 0:6.

    ‎Miedwiediew już poza US Open. Rosjanin w akcie gniewu zniszczył rakietę

    ‎Dopiero w piątym secie znów znalazł się na fali i zatriumfował 6:4, tym samym eliminując oponenta z turnieju. Miedwiediew po zakończonym starciu wyładował swoją frustrację na rakiecie, którą zaczął uderzać o kort.

    ‎Dziennikarz Ben Rothenberg, powołując się na United States Tennis Association, podał, że fotograf, od którego rozpoczął się cały chaos, został wyprowadzony z terenu turnieju przez ochronę, a jego uprawnienia do pracy przy zawodach zostały cofnięte.

  • Paolini z 3-0 na 3-4. Zaskakujący rozwój wydarzeń na US Open. 160 lokat różnicy w rankingu

    Paolini z 3-0 na 3-4. Zaskakujący rozwój wydarzeń na US Open. 160 lokat różnicy w rankingu

    Paolini z 3-0 na 3-4. Zaskakujący rozwój wydarzeń na US Open. 160 lokat różnicy w rankingu

    ‎Pierwszy dzień US Open dostarczył nieoczekiwanych emocji, a wszystko za sprawą jednej z najbardziej obserwowanych tenisistek turnieju — Jasmine Paolini. Włoszka, która zaledwie kilka tygodni temu zadziwiła świat tenisa finałem w prestiżowym WTA 1000 w Cincinnati, wydawała się mieć przed sobą rutynowy początek w Nowym Jorku. Zajmująca ósme miejsce w rankingu światowym i rozstawiona z „7” podczas ostatniego Wielkiego Szlema sezonu rozpoczęła rywalizację od pojedynku z Australijką Destanee Aiavą, kwalifikantką plasującą się aż 160 lokat niżej w zestawieniu.

     

    ‎Na papierze miało to być proste spotkanie. W rzeczywistości było zupełnie inaczej.

     

    ‎Nerwowy początek, a potem kontrola

     

    ‎Paolini rozpoczęła mecz pewnie, lecz już w pierwszym gemie została przełamana przez rywalkę. Przez chwilę Włoszka wydawała się zagubiona, ale szybko odzyskała rytm, odrobiła stratę i zaczęła przejmować inicjatywę. Aiava miała okazje, by wrócić do gry, jednak w kluczowych momentach zawodziła, a Paolini bezlitośnie to wykorzystywała. Pierwsza partia zakończyła się pewnym zwycięstwem faworytki 6:2.

     

    ‎Wydawało się, że ósma rakieta świata ma wszystko pod kontrolą. A jednak prawdziwe emocje dopiero nadchodziły.

     

    ‎Aiava odpowiada

     

    ‎Drugi set miał zupełnie inny przebieg. Zamiast opaść z sił, Australijka grała coraz odważniej, swobodnie uderzała i dorównywała Włoszce wymiana po wymianie. Już na początku przełamała serwis Paolini i tym razem dłużej utrzymywała przewagę. Włoszka zdołała odrobić stratę, lecz Aiava nie pozwoliła jej odskoczyć.

     

    ‎W dwunastym gemie Paolini była o krok od zakończenia meczu. Przy serwisie Australijki prowadziła 30-0, czyli brakowało jej dwóch piłek do zwycięstwa. Wtedy jednak Aiava, nieustraszona i waleczna, zdobyła cztery punkty z rzędu i doprowadziła do tie-breaka. Kibice poczuli, że faworytka znalazła się w opałach.

     

    ‎Szalony tie-break

     

    ‎Decydująca rozgrywka rozpoczęła się idealnie dla Paolini. Włoszka prowadziła już 3:0 i miała dwa mini-breaki na koncie. Wszystko wskazywało na szybkie zamknięcie spotkania. Wtedy jednak Aiava dokonała zaskakującego zwrotu, zdobywając cztery kolejne punkty. Z 0:3 zrobiło się 4:3 dla Australijki, a widownia zaczęła szeptać o sensacyjnej niespodziance.

     

     

    ‎Ale to właśnie w takich chwilach objawia się klasa czołowych tenisistek. Paolini odzyskała spokój i odpowiedziała serią czterech punktów z rzędu. Od stanu 3:4 wyszła na 7:4 i tym samym zamknęła cały mecz wynikiem 6:2, 7:6(4).

     

    ‎Od Cincinnati do Nowego Jorku — odzyskana pewność siebie

     

    ‎To nie było perfekcyjne zwycięstwo, ale może okazać się jednym z najcenniejszych. Jeszcze kilka tygodni temu Paolini przeżywała trudny czas — odpadła wcześnie zarówno na Wimbledonie, jak i w turnieju WTA 1000 w Montrealu. Dopiero Cincinnati przyniosło przełom. Pokonała tam m.in. Coco Gauff, dotarła do finału i w starciu z Igą Świątek pokazała, że potrafi rywalizować z najlepszymi. Ten turniej odmienił jej nastawienie i sprawił, że do Nowego Jorku przyjechała z wiarą w swoje możliwości.

     

    ‎Pierwszy mecz US Open przypomniał jej jednak jasno — na wielkoszlemowej scenie nie ma łatwych rywalek. Aiava, która przeszła trudne kwalifikacje, w tym dramatyczny super tie-break z Ellą Seidel, była o krok od doprowadzenia do trzeciego seta przeciwko zawodniczce z czołowej dziesiątki świata.

     

    ‎Co dalej?

     

    ‎Dzięki zwycięstwu Paolini zameldowała się w drugiej rundzie, gdzie zmierzy się z utalentowaną Serbką Ivą Jović lub doświadczoną Białorusinką Aliaksandrą Sasnowicz. Aiava, choć odpadła, z pewnością zyskała ogromną pewność siebie po tak wyrównanym meczu z zawodniczką światowej czołówki.

    ‎US Open już na starcie przypomina, że w Nowym Jorku rankingi często tracą znaczenie. Paolini przetrwała pierwszy test, ale jej droga do drugiego tygodnia z pewnością nie będzie spacerem.

  • Wiktorowski wreszcie przemówił. Tak podsumował to, co zrobiła Świątek

    Wiktorowski wreszcie przemówił. Tak podsumował to, co zrobiła Świątek

    Czy Iga Świątek po raz drugi w karierze sięgnie po tytuł w US Open? Na ostateczną odpowiedź trzeba jeszcze poczekać, ale były trener liderki światowego rankingu, Tomasz Wiktorowski, nie ma żadnych wątpliwości – jego zdaniem Polka znów weszła w „tryb zwycięzcy”. Tuż przed jej pierwszym występem w Nowym Jorku szkoleniowiec podzielił się swoimi spostrzeżeniami.

    Świątek marzy, by powtórzyć sukces z 2022 roku, gdy w decydującym meczu pokonała Ons Jabeur i zdobyła swój pierwszy tytuł na kortach Flushing Meadows. Czy historia zatoczy koło? Wiktorowski, zapytany przez Eurosport o renesans formy swojej byłej podopiecznej, przyznał, że jej triumf w Wimbledonie był momentem absolutnie wyjątkowym. – Nic mnie szczególnie nie zaskoczyło, ale wiadomo, że ten wynik w Wimbledonie jest historyczny i niezwykły. To wielkie osiągnięcie i jeszcze raz gratuluję całej ekipie. Wimbledon to najstarszy i być może najbardziej prestiżowy turniej. Choć muszę przyznać, że lubię zarówno Australię, jak i Nowy Jork – powiedział.

    Były trener nie ma wątpliwości, że kibice mogą patrzeć w przyszłość z optymizmem. – Iga wygląda tak, jakby odzyskała pełnię pewności siebie. Świetnie porusza się po korcie, jest w znakomitej formie fizycznej i znów prezentuje się, jakby była w „winning mode”. Myślę, że ten stan jeszcze trochę potrwa – ocenił.

    Wiktorowski zna Świątek jak mało kto. To właśnie on prowadził ją od 2021 do 2024 roku, stając się jednym z architektów jej największych sukcesów. W 2022 roku był nominowany do nagrody trenera roku WTA, a rok później zdobył to wyróżnienie. To w jego okresie współpracy Świątek wspięła się na szczyt światowego rankingu i przez wiele miesięcy nie oddawała pozycji liderki.

    Po rozstaniu z Wiktorowskim Polka postawiła na nowego szkoleniowca – Wima Fissette’a. Sam Wiktorowski z kolei niedawno rozpoczął współpracę z inną wielką gwiazdą kobiecego tenisa – Naomi Osaką.

  • Dyskwalifikacja, skandal i pięć minut, które wstrząsnęły US Open!

    Dyskwalifikacja, skandal i pięć minut, które wstrząsnęły US Open!

    Dyskwalifikacja, skandal i pięć minut, które wstrząsnęły US Open!

    Na kortach US Open 2025 wydarzyła się scena, która już teraz przechodzi do historii tenisa. W meczu pomiędzy Daniiłem Miedwiediewem a Benjaminem Bonzim doszło do sytuacji tak zaskakującej, że nikt na trybunach nie mógł uwierzyć w to, co widzi. W jednej chwili pojedynek był bliski zakończenia, a w następnej przerodził się w pięciosetowy thriller pełen emocji, gwizdów i krzyków.

    Pojedynek, który miał szybko się skończyć

    Na papierze starcie wyglądało na formalność – rozstawiony z numerem 13 Daniił Miedwiediew, były mistrz US Open i finalista czterech wielkoszlemowych imprez, przeciwko Benjaminowi Bonziemu, sklasyfikowanemu na 51. miejscu w rankingu ATP. Ale to właśnie Francuz przez długi czas dyktował warunki gry, szokując wszystkich swoją pewnością siebie. Wygrał pierwszego seta 6:3, w drugim przechylił szalę na swoją korzyść 7:5, a w trzecim prowadził już 5:4 i miał w ręku piłkę meczową.

    To właśnie wtedy wydarzyło się coś, co zmieniło losy całego spotkania.

    Fotoreporter, który rozpętał burzę

    Gdy Bonzi szykował się do serwisu przy piłce meczowej, jeden z fotografów obecnych na korcie uznał, że emocje dobiegły końca i postanowił opuścić stadion. Wydawało się to drobiazgiem, ale sędzia zareagował natychmiast – uznał sytuację za zakłócenie i nakazał powtórkę serwisu.

    I wtedy eksplodował Miedwiediew.

    Rosjanin, znany z wybuchowego charakteru, zaczął krzyczeć na arbitra i nie mógł pogodzić się z decyzją. Wściekłość nie wynikała jednak z zachowania fotografa, lecz z faktu, że Bonzi, który zepsuł pierwszy serwis, dostał kolejną szansę. – On chce iść do domu, nie płacą mu za godziny, tylko za mecz! – wykrzykiwał 29-latek, wzbudzając jednocześnie aplauz publiczności.

    Pięć minut, które zatrzymały US Open

    Trybuny stanęły po stronie Rosjanina. Głośne buczenie, skandowanie i emocje nie ustępowały przez kilka minut. Gra została wstrzymana, a atmosfera na stadionie gęstniała z każdą sekundą. – Pięć najbardziej szalonych minut w historii US Open – tak całe zdarzenie opisał dziennikarz Jose Moron.

    Dopiero po pięciu minutach sytuację udało się opanować i mecz mógł być kontynuowany. Tyle że… wszystko przybrało nieoczekiwany obrót.

    Bonzi traci kontrolę, Miedwiediew wraca do gry

    Francuz, który był o włos od sensacyjnego zwycięstwa, nagle całkowicie się pogubił. Najpierw przegrał gema z piłką meczową, później cały trzeci set, a następnie kompletnie rozpadł się w czwartej partii, przegrywając ją do zera. Mecz, który miał skończyć się szybkim triumfem Bonziego, zmienił się w pięciosetową batalię pełną dramatycznych zwrotów akcji.

    Ostatecznie jednak Bonzi zdołał podnieść się z kryzysu i w decydującej partii postawił kropkę nad i, wygrywając 6:4. To był moment ulgi, ale też triumf wytrzymałości psychicznej Francuza.

    Co z fotografem?

    Historia jednak nie skończyła się na wyniku meczu. Wszyscy zadawali sobie pytanie – co z fotoreporterem, który wywołał to zamieszanie? Jak poinformował dziennikarz Ben Rothenberg, ochrona natychmiast zainterweniowała i wyprowadziła go z kortu. Władze turnieju odebrały mu akredytację, co oznacza, że jego przygoda z US Open zakończyła się błyskawicznie i w atmosferze skandalu.

    Wynik meczu:

    https://x.com/jmgmoron/status/1959819893815308766

    Daniił Miedwiediew – Benjamin Bonzi 3:6, 5:7, 7:6(5), 6:0, 4:6

    👉 Tenis wielkoszlemowy widział już wiele dramatów, ale pięć minut przerwy spowodowanej jednym nieostrożnym ruchem fotografa bez wątpienia zapisze się w kronikach US Open jako jedna z najbardziej nieprawdopodobnych historii.

  • ‎Wielki problem Igi Świątek w rankingu WTA. Nikt o nim nie mówi

    ‎Wielki problem Igi Świątek w rankingu WTA. Nikt o nim nie mówi

    ‎Wielki problem Igi Świątek w rankingu WTA. Nikt o nim nie mówi

    ‎Przed pierwszym meczem Igi Świątek w US Open panuje duży optymizm. Przede wszystkim ze względu na to, że będzie miała szansę wyprzedzić Arynę Sabalenkę w rankingu WTA. Do tego jednak długa droga, a nasza rodaczka musi uważać na inne, potężne zagrożenie, jakim jest Coco Gauff. W końcu w zestawieniu “na żywo” to Amerykanka jest teraz druga, a Polka spadła znów na trzecią lokatę. I to na tym pościgu na razie trzeba się skupić, bo na koncie Świątek widnieje bezlitosne minus 420 pkt. Tłumaczymy wszelkie rankingowe zawiłości.

    ‎Iga Świątek już we wtorek zagra swoje pierwsze spotkanie w tegorocznej edycji US Open. Zmierzy się z 81. rakietą świata Emilianą Arango. Polka będzie oczywiście zdecydowaną faworytką w starciu z Kolumbijką. Ba, w tej chwili można typować ją nawet jako faworytkę do wygrania całego wielkoszlemowego turnieju.

    ‎Gdyby to się stało, możemy być świadkami potężnego trzęsienia ziemi w rankingu WTA. Możemy, ale nie musimy. Wbrew pozorom największą rywalką w tym zestawieniu dla naszej rodaczki nie jest teraz Aryna Sabalenka, a wciąż Coco Gauff. Spieszymy z wyjaśnieniem dlaczego.

    ‎Tak wygląda teraz ranking WTA Live. Iga Świątek spadła na trzecie miejsce

    ‎Sytuacja jest wyjątkowo klarowna. W tym momencie w rankingu WTA Live odjęto już wszystkim tenisistkom punkty za zeszłoroczną edycję US Open. W efekcie tego Świątek spadła znów na trzecie miejsce (z którego “uwolniła się” po wygraniu turnieju w Cincinnati), Gauff zameldowała się na drugim, a Sabalenka pozostaje na pierwszym.

    ‎Panie straciły kolejno 430 (ćwierćfinał), 240 (czwarta runda) i 2000 pkt (pierwsze miejsce) za wyniki z 2024 r. Polka i Amerykanka na razie obroniły po 10 “oczek” (bo są w pierwszej rundzie), a Białorusinka 70 (jest w drugiej). Dlatego spójrzcie na to zestawienie, bo ono w tej chwili jest najważniejsze:

    ‎Aryna Sabalenka — 9295 pkt

    ‎Coco Gauff — 7644 pkt

    ‎Iga Świątek — 7513 pkt

    ‎Przewaga drugiej zawodniczki nad trzecią wynosi tylko 131 pkt. Tylko albo aż, bo jeżeli obie panie będą szły “łeb w łeb” podczas US Open to nie będzie możliwości, aby zaliczka Gauff stopniała. A to dla Świątek zła wiadomość. Co jednak musi się stać, aby najlepsza polska tenisistka pozostała na drugiej lokacie w oficjalnym rankingu WTA (w którym punkty zostaną odjęte lub dodane dopiero po US Open)?

    ‎Półfinał może wszystko zmienić. To na to musi liczyć Iga Świątek

    ‎Kluczowa jest teraz drabinka. Do pojedynku Gauff kontra Świątek może dojść najwcześniej w półfinale. Pod warunkiem, że wcześniej żadna z nich się nie potknie. Wpadka Amerykanki oczywiście byłaby na rękę naszej rodaczce i zdecydowanie ułatwiłaby sytuację, ale zakładając, że do takowej nie dojdzie, to w półfinale będą one miały kolejno: Świątek 8283 pkt, a Gauff 8414 pkt.

    ‎Ta, która wówczas wygra “zacementuje” się na drugiej pozycji w rankingu. I to na tej batalii w tej chwili powinna skupić się najlepsza polska tenisistka, a niekoniecznie na pościgu za Sabalenką. Wyprzedzenie jej również jest realne, ale aby do tego doszło, Świątek musi wygrać całe zawody, a pierwsza rakieta świata nie może dojść dalej niż do czwartej rundy.

    ‎Czas skupić się na rywalizacji z Coco Gauff. Oto powód

    ‎Możliwe, ale czy aż tak prawdopodobne? Można mieć co do tego wątpliwości. Dlatego, jeśli patrzymy jedynie na ranking WTA, to w tej chwili dla Świątek najważniejsze są dwie rzeczy: nie zaliczyć wpadki i dotrzeć spokojnie do półfinału US Open oraz jednocześnie liczyć na to, że Gauff potknie się przed półfinałem.

    ‎A jeśli drugi warunek się nie spełni, to po prostu pokonać Amerykankę, gdy do ich potencjalnego starcia już dojdzie. Dopiero wtedy będzie można ruszyć w pogoń za Sabalenką. Inaczej wszechobecny aktualnie optymizm wśród wielu osób może odbić się po US Open czkawką, jeśli okazałoby się, że zamiast na pierwszym, to na trzecim miejscu znajdzie się Świątek po wielkoszlemowym turnieju.