• ‎Sabalenka przegrała wtedy z Vondrousovą w ćwierćfinale. To była bolesna końcówka dla Aryny

    ‎Sabalenka przegrała wtedy z Vondrousovą w ćwierćfinale. To była bolesna końcówka dla Aryny

    ‎Sabalenka przegrała wtedy z Vondrousovą w ćwierćfinale. To była bolesna końcówka dla Aryny

    ‎Aryna Sabalenka poprzez dojście do ćwierćfinału US Open zagwarantowała sobie pozostanie na pozycji liderki rankingu WTA niezależnie od dalszych wydarzeń w Nowym Jorku. Białorusinka nie straciła do tej pory ani jednego seta. Na etapie najlepszej “8” trafiła na Marketę Vondrousovą. Mistrzyni Wimbledonu 2023 zna już smak zwycięstwa w potyczkach z tenisistką z Mińska. Jedno z nich odniosła podczas ubiegłorocznego turnieju w Stuttgarcie. Wówczas doszło do niesamowitych zdarzeń w końcówce.

    ‎

    ‎Aryna Sabalenka poprzez dojście do ćwierćfinału US Open zagwarantowała sobie pozostanie na pozycji liderki rankingu WTA niezależnie od dalszych wydarzeń w Nowym Jorku. Białorusinka nie straciła do tej pory ani jednego seta. Na etapie najlepszej “8” trafiła na Marketę Vondrousovą. Mistrzyni Wimbledonu 2023 zna już smak zwycięstwa w potyczkach z tenisistką z Mińska. Jedno z nich odniosła podczas ubiegłorocznego turnieju w Stuttgarcie. Wówczas doszło do niesamowitych zdarzeń w końcówce.

    ‎

    ‎Tegoroczny US Open układa się do tej pory znakomicie z perspektywy Aryny Sabalenki. Białorusinka wykonała już jedno ze swoich zadań – zapewniła sobie utrzymanie pozycji liderki rankingu WTA po zmaganiach w Nowym Jorku. Zagwarantowało jej to zwycięstwo w potyczce z Cristiną Bucsą. Tenisistka z Mińska kontrolowała sytuację na korcie i ostatecznie pokonała Hiszpankę 6:1, 6:4.

    ‎

    ‎Wówczas znaleźliśmy się o krok od starcia 27-latki z Jeleną Rybakiną. Ostatecznie nie dojdzie do takiego zestawienia na US Open. Reprezentantka Kazachstanu uległa Markecie Vondrousovej w czwartej rundzie. Czeszka rozegrała bardzo solidne spotkanie, popełniła niewiele błędów. I to zadecydowało o jej triumfie 6:4, 5:7, 6:2. Dzięki temu w nocy z wtorku na środę nie przed godz. 1:00 czasu polskiego dojdzie do 10. bezpośredniej potyczki między Sabalenką i Vondrousovą. Póki co w zestawieniu H2H jest 5-4 dla Aryny.

    ‎

    ‎W tym sezonie panie rywalizowały ze sobą już dwukrotnie – w czerwcu w Berlinie lepsza okazała się Czeszka, a w sierpniu doszło do rewanżu w Cincinnati na korzyść Białorusinki. Wówczas panie spotykały się ze sobą odpowiednio w półfinale oraz drugiej rundzie. Ostatnią batalię na etapie najlepszej “8” stoczyły w kwietniu ubiegłego roku. Wówczas spotkały się w ćwierćfinale WTA 500 w Stuttgarcie. Tenisistka z Mińska bardzo chciała przełamać swoją niemoc w niemieckiej imprezie i pragnęła sięgnąć w końcu po tytuł. Także i wtedy jej droga do sukcesu zakończyła się niepowodzeniem. A powstrzymała ją przed tym właśnie Czeszka.

    ‎

    ‎WTA Stuttgart 2024: Marketa Vondrousova pokonała Arynę Sabalenkę w ćwierćfinale

    ‎

    ‎Tamten mecz rozpoczął się od serwisu Sabalenki. W pierwszych minutach panie pilnowały swoich podań, ale ta sytuacja uległa zmianie w czwartym gemie. Wtedy wywiązał się mały festiwal przełamań. Najpierw breaka uzyskała Aryna, dzięki czemu tenisistka z Mińska wyszła na 3:1. Po chwili zobaczyliśmy odpowiedź Vondrousovej. Czeszka odrobiła stratę przełamania, a potem obroniła szansę Białorusinki na 4:2 i na tablicy wyników pojawił się remis. Końcówka premierowej odsłony należała jednak do Sabalenki. Wygrała aż 12 z 14 kolejnych akcji i dzięki temu wygrała partię 6:3.

    ‎

    ‎Druga część pojedynku wyglądała inaczej. Vondrousova utrzymała na starcie podanie, a potem wywiązał się festiwal przełamań. Przerwała go dopiero Marketa, podczas piątego gema. Czeszka obroniła break pointa i wyszła na 4:1. Później Aryna próbowała niwelować straty. Odrobiła przełamanie w siódmym gemie i po zmianie stron serwowała po 4:4. Nie zdobyła jednak żadnego punktu przy własnym podaniu i reprezentantka naszych południowych sąsiadów mogła kończyć seta. Dokonała tej sztuki bez większych problemów, wygrywając go 6:3.

    ‎

    ‎O losach awansu do półfinału decydował trzeci set. Początek należał do Vondrousovej. Przełamanie w trzecim gemie, a potem wyjście na prowadzenie 3:1. Po sześciu rozdaniach mieliśmy już jednak remis. Także kolejne minuty obfitowały w breaki. Korzystną passę returnujących przerwała dopiero Sabalenka. Białorusinka wyszła na 5:4 i przerzuciła presję na serwis rywalki. Aryna znalazła się o dwa punkty od wygranej po tym, jak prowadziła 30-15 przy podaniu Markety.

    ‎

    ‎Wtedy nastąpił zwrot akcji. Czeszka zgarnęła aż siedem punktów z rzędu i nagle znalazła się w pozycji, kiedy to mogła kończyć mecz przy własnym serwisie. W trakcie dwunastego rozdania Vondrousova ponownie wróciła ze stanu 15-30 i zapewniła sobie zwycięstwo 3:6, 6:3, 7:5. W ostatniej akcji Sabalenka posłała return w siatkę. Tamta końcówka pozbawiła tenisistkę szans na tytuł w Stuttgarcie. Jak potoczy się ich 10. bezpośrednia batalia, która z nich awansuje do półfinału US Open? O tym przekonamy się w najbliższą noc.

    ‎

  • ‎Świątek czekała na ruch Anisimovej, a tu pogrom już na starcie. 75 minut i koniec

    ‎Świątek czekała na ruch Anisimovej, a tu pogrom już na starcie. 75 minut i koniec

    ‎Świątek czekała na ruch Anisimovej, a tu pogrom już na starcie. 75 minut i koniec

    ‎W poniedziałkowy wieczór czasu polskiego Iga Świątek zapewniła sobie awans do ćwierćfinału US Open. Nasza reprezentantka bardzo pewnie pokonała Jekaterinę Aleksandrową i zameldowała się w najlepszej “8” nowojorskiej imprezy. Później wiceliderka rankingu WTA mogła oczekiwać na to, z kim przyjdzie jej rywalizować w następnej rundzie. O miano kolejnej rywalki 24-latki walczyły Amanda Anisimova i Beatriz Haddad Maia. Na starcie meczu doszło do pogromu. Ostateczne rozstrzygnięcie poznaliśmy po 75 minutach.

    ‎

    ‎Iga Świątek nie miała łatwej przeprawy do czwartej rundy tegorocznego US Open. Polka straciła seta w meczu z Suzan Lamens, a następnie musiała wracać ze stanu 1:5 w pierwszej partii spotkania z Anną Kalinską. Nasza reprezentantka okiełznała jednak wszelkie problemy i w poniedziałkowy wieczór mogła rywalizować o miejsce w najlepszej “8” z Jekateriną Aleksandrową. Patrząc na ich wcześniejsze bezpośrednie pojedynki, zanosiło się na kolejne solidne wyzwanie dla wiceliderki rankingu. W rzeczywistości 24-latka nie dała żadnych szans swojej przeciwniczce. Odkąd Rosjanka przegrała siódmego gema pierwszego seta po fatalnym błędzie, na korcie Louis Armstrong Stadium obserwowaliśmy niesamowitą dominację ze strony raszynianki. Ostatecznie batalia zakończyła się wynikiem 6:3, 6:1.

    ‎

    ‎W tamtym momencie znaleźliśmy się o krok od rewanżowego starcia za finał tegorocznego Wimbledonu, bowiem o miano następnej rywalki Świątek walczyła m.in. Amanda Anisimova. Amerykanka przegrała w Londynie z Igą 0:6, 0:6 w niecałą godzinę. Teraz panie znów mogły się ze sobą spotkać, ale był jeden warunek – tenisistka z USA musiała się uporać z Beatriz Haddad Maią. Ich mecz zaplanowano jako drugi w sesji wieczornej na Arthur Ashe Stadium, po starciu Jannik Sinner – Aleksander Bublik.

    ‎

    ‎US Open: Amanda Anisimova kontra Beatriz Haddad Maia w czwartej rundzie

    ‎

    ‎Mecz rozpoczął się fatalnie z perspektywy Haddad Maii. Reprezentantka Brazylii popełniała mnóstwo błędów, także tych przy serwisie. Beatriz została całkowicie zdominowana w pierwszych trzech gemach spotkania. W tym czasie wygrała zaledwie 2 z 14 rozegranych akcji, dwukrotnie tracąc własne podanie. Bardzo szybko zrobiło się 3:0 dla Anisimovej z przewagą podwójnego breaka. Zawodniczka z Ameryki Południowej załapała się na grę dopiero w trakcie czwartego rozdania. Wówczas ze stanu 40-0 doprowadziła do równowagi, ale końcówka gema i tak należała do Amandy, która nie musiała nawet bronić żadnej piłki na przełamanie.

    ‎

    ‎Tenisistka z USA nie zamierzała spuszczać z tonu. Ciągle atakowała returnem serwis Haddad Maii i generowała sobie break pointy także w trakcie piątego rozdania. Przy czwartej okazji zagrała zaraz po drugim serwisie po ciasnej przekątnej i doszło do następnego przełamania. Przy stanie 5:0 Amanda podawała po zwycięstwo w premierowej odsłonie bez straty gema. Dziewiąta rakieta świata utrzymała serwis do zera i dzięki temu zapewniła sobie efektowny rezultat 6:0 w pierwszej partii.

    ‎

    ‎Haddad Maia zrobiła sobie dłuższą przerwę po przegranym secie, ale w pierwszych minutach drugiej części pojedynku nie zdało się to na zbyt wiele. Anisimova wywalczyła przełamanie już na “dzień dobry”, wykorzystując trzeci break point. Po zmianie stron Amanda prowadziła 40-15 przy własnym podaniu i zanosiło się na komfortowego gema dla Amerykanki. Wtedy pojawiła się pierwsza rysa na doskonałej grze tenisistki z USA. Straciła przewagę w rozdaniu i zaczęła się frustrować, co wydawało się niezrozumiałe, bowiem wciąż wszystko zależało w teorii od niej. Ostatecznie skończyło się to powrotnym przełamaniem i premierowym “oczkiem” dla Beatriz w całym spotkaniu.

    ‎

    ‎Emocje u finalistki Wimbledonu były widoczne także w następnym gemie. Mimo to ponownie zdołała odebrać serwis rywalce i po trzecim break poincie wróciła na prowadzenie. Reprezentantka Brazylii nie dawała jednak za wygraną i próbowała wykorzystać nieco słabszy fragment przeciwniczki. Pojawiły się dwie szanse z rzędu na 2:2, ale mimo to Anisimova wydostała się z opresji – dobrze serwowała i potwierdziła przewagę. Po chwili w końcu dobry gem przy własnym serwisie zanotowała Haddad Maia. Nie straciła ani jednego punktu i znów złapała kontakt z Amandą.

    ‎

    ‎Po zmianie stron turniejowa “8” odpowiedziała rywalce i próbowała walczyć o podwójne przełamanie. Miała dwie piłki na 5:2, ale Beatriz przetrwała trudny moment. Utrzymała podanie i wciąż zachowywała nadzieje na odwrócenie losów rywalizacji. Anisimova nie zamierzała jednak dopuścić przeciwniczki do odrobienia strat – co więcej – Amanda wygrała potem już wszystkie gemy do końca pojedynku. W trakcie dziewiątego rozdania zobaczyliśmy jeszcze jedno przełamanie i dzięki temu tenisistka z USA wygrała spotkanie 6:0, 6:3 po 75 minutach rywalizacji. Tym samym w ćwierćfinale US Open dojdzie do rewanżowej potyczki za decydujące starcie na Wimbledonie. Oby i tym razem zwycięsko zakończone przez Igę Świątek.

    ‎

  • Polski biznesmen wywołał aferę na cały świat. Świątek reaguje

    Polski biznesmen wywołał aferę na cały świat. Świątek reaguje

    Iga Świątek komentuje aferę z polskim przedsiębiorcą. “Nie o to w tym chodzi”

    Od kilku dni świat tenisa, a także media w Polsce i za granicą, żyją nie tyle wydarzeniami sportowymi, co głośną aferą, do której doszło podczas tegorocznego US Open. Poszkodowanym w całej sytuacji był małoletni chłopiec, a sprawcą – jak się później okazało – jeden z polskich biznesmenów. Teraz do sprawy w subtelny, ale jednoznaczny sposób odniosła się sama Iga Świątek. Liderka polskiego tenisa, choć nie wymieniła nazwisk, jasno zasugerowała, że nie akceptuje podobnych zachowań.

    Świątek pewnie w drodze po półfinał

    Na kortach Flushing Meadows Polka spisuje się znakomicie. Po nieco trudniejszych przeprawach w dwóch pierwszych rundach – z Holenderką Suzan Lamens i Rosjanką Anną Kalińską – Świątek złapała właściwy rytm i w poniedziałkowy wieczór bez większych kłopotów pokonała Jekatierinę Aleksandrową 6:3, 6:1. Już na korcie, tuż po zakończonym spotkaniu, podziękowała kibicom za obecność i wsparcie. – Dziękuję, że jesteście ze mną, gdziekolwiek gram. To daje mi ogromną energię – podkreślała 24-latka.

    Słowa o kibicach powróciły także podczas konferencji prasowej, gdzie dziennikarze zapytali liderkę polskiego tenisa o pamiątki, jakie zawodnicy często rozdają po meczach. Chodziło zwłaszcza o ręczniki, które – choć przepocone – bywają dla fanów cenną zdobyczą.

    “Chciałabym mieć ręcznik Nadala, ale…”

    Świątek odpowiedziała z charakterystycznym dla siebie humorem. – Nie uważam tego za coś dziwnego. Sama, kiedy byłam dzieckiem, marzyłabym o spoconym ręczniku Rafaela Nadala, jeszcze z jego zapachem – żartowała. Po chwili jednak spoważniała i dodała słowa, które wielu odebrało jako bezpośrednie nawiązanie do afery z udziałem Piotra Szczerka. – Czasami dziwne jest natomiast to, kiedy próbuję dać coś dziecku, a dorosła osoba mu to zabiera. Wtedy myślę sobie: “No weź… Nie o to w tym chodzi” – skwitowała Świątek.

    Choć nazwiska nie padły, wątpliwości nie było. Eksperci i użytkownicy mediów społecznościowych od razu powiązali wypowiedź Polki z sytuacją, jaka miała miejsce po jednym z meczów Kamila Majchrzaka.

    Afera z czapką Kamila Majchrzaka

    Przypomnijmy: polski tenisista, świętując zwycięstwo, postanowił podarować swoją czapkę młodemu fanowi. Niestety, zanim trafiła do rąk chłopca, zgarnął ją dorosły kibic – znany polski przedsiębiorca. Nagranie błyskawicznie obiegło internet, a na mężczyznę spadła fala krytyki. Sam Majchrzak nie krył rozczarowania, ale szybko zareagował – zorganizował akcję w mediach społecznościowych, aby odnaleźć dziecko i przekazać mu prezent.

    Sam biznesmen, przedstawiający się jako Piotr Szczerek, po kilku dniach przerwał milczenie i wydał oświadczenie. – Popełniłem poważny błąd. W emocjach, w tłumie radości byłem przekonany, że czapka trafia w moim kierunku – dla moich synów, którzy prosili wcześniej o autograf. Wiem, że wyglądało to jak świadome odebranie pamiątki dziecku, ale to nie była moja intencja – tłumaczył.

    Reakcje fanów i ekspertów

    Słowa Świątek odbiły się szerokim echem. W sieci pojawiły się setki komentarzy, a większość kibiców chwaliła Polkę za to, że w elegancki, ale stanowczy sposób odniosła się do całej sytuacji. – “Królowa, jak zawsze z klasą”, “Mądrze nie wymieniła nazwiska, bo jeszcze by ją pozwał”, “Połączyła Nadala i polskiego prezesa w jednej odpowiedzi – mistrzostwo” – pisali internauci.

    Eksperci zauważyli, że wypowiedź Świątek była czymś więcej niż tylko żartem. Był to jasny sygnał, że sport, a szczególnie tenis, powinien przede wszystkim dawać radość najmłodszym fanom i inspirować kolejne pokolenia, a nie być okazją dla dorosłych do egoistycznego zdobywania pamiątek.

    Kolejne wyzwanie – rewanż Anisimowej

    Teraz jednak Iga musi skupić się na kolejnym, sportowym wyzwaniu. Awans do ćwierćfinału US Open oznacza dla niej czwarty wielkoszlemowy ćwierćfinał w sezonie 2025. Jej rywalką będzie Amerykanka Amanda Anisimova. To spotkanie zapowiada się wyjątkowo ciekawie, bo tenisistki mierzyły się niedawno – w finale tegorocznego Wimbledonu. Wówczas Polka zdemolowała przeciwniczkę, oddając jej… zaledwie sześć gemów w całym meczu i triumfując 6:0, 6:0.

    Mecz ćwierćfinałowy odbędzie się w środę, 3 września. Dokładna godzina rozpoczęcia nie jest jeszcze znana, ale jedno jest pewne – emocji w Nowym Jorku z pewnością nie zabraknie.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1962617073580032002?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1962617073580032002%7Ctwgr%5E4895d050b3060198e10c11be7bddc6dcb2f5e974%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732218912polski-biznesmen-wywolal-afere-na-caly-swiat-swiatek-reaguje.html

     

  • Wielka sensacja w hicie Osaka – Gauff! To była demolka w 66 minut

    Wielka sensacja w hicie Osaka – Gauff! To była demolka w 66 minut

    Wielka sensacja w hicie Osaka – Gauff! To była demolka w 66 minut

    ‎Czyżbyśmy podczas tegorocznego US Open byli świadkami odrodzenia wielkiej mistrzyni, w dodatku pod skrzydłami polskiego trenera? Wszystko na to wskazuje, gdyż Naomi Osaka (24. WTA), od niedawna współpracująca z Tomaszem Wiktorowskim, gra w Nowym Jorku świetny tenis. W poniedziałek na drodze do ćwierćfinału rozbiła Coco Gauff – trzecią rakietę świata! Rozmiary tego zwycięstwa są wręcz sensacyjne.

    ‎

    ‎US Open dla obu tenisistek był turniejem szczególnym. Japonka w 2018 roku w Nowym Jorku zdobyła pierwszy wielkoszlemowy tytuł, a dwa lata temu powtórzyła ten sukces. Z kolei Gauff to Amerykanka, więc siłą rzeczy przykłada szczególną wagę właśnie do tych zawodów. Zresztą i dla niej był to pierwszy w karierze triumf odniesiony w Wielkim Szlemie, czego dokonała w 2023 roku.

    ‎

    ‎Tegoroczna edycja dla jednej i drugiej miała za to stanowić reset. Na moment przed startem amerykańskich zawodów tenisistki rozpoczęły współpracę z nowymi szkoleniowcami. Za grę Gauff, która po Rolandzie Garrosie rozczarowywała na korcie, teraz odpowiada Gavin MacMillan, nazywany specjalistą od biomechaniki. Z kolei Osakę prowadzi Tomasz Wiktorowski. I ta współpraca rozpoczęła się naprawdę dobrze, czego potwierdzeniem były wyniki tenisistki w Nowym Jorku. W trzeciej rundzie turnieju pokonała wyżej notowaną Darię Kasatkinę (6:0, 4:6, 6:3).

    ‎

    ‎Japonka ustawiła grę przełamaniem

    ‎

    ‎Już pierwszy set pokazał, że chociaż Gauff znajdowała się aż 21 pozycji rankingowych wyżej od Osaki, to nie będzie miała łatwej przeprawy. Naomi już na początku zaskoczyła rywalkę, doprowadzając do jej przełamania. Następnie wygrała swojego gema serwisowego do zera.

    ‎

    ‎Gauff szybko musiała się otrząsnąć. I chociaż do kolejnej straty podania już nie dopuściła, to sama nie mogła ugryźć Osaki przy jej serwisie. Jej nastroju z pewnością nie poprawiały niektóre widowiskowe akcje, bo kiedy do takich dochodziło, to na swoją korzyść rozstrzygała je 27-latka. Jak wtedy, gdy obie zdecydowały się pograć przy siatce, ale to świetne uderzenie Osaki zakończyło wymianę.

    ‎

    ‎Ostatecznie tenisistka z Japonii rozstrzygnęła partię na swoją korzyść 6:3. Po przełamaniu Gauff w pierwszym gemie, dokonała tego tez w ostatnim, kiedy zrezygnowana Amerykanka popełniała kolejne proste błędy.

    ‎

    ‎Osaka w ćwierćfinale US Open!

    ‎

    ‎Pierwsza połowa drugiego seta miała przebieg zupełnie nieadekwatny do wyniku. Osaka bowiem była tenisistką lepszą. To ona grała lepiej, wręcz z odrobiną magii. W niektórych akcjach wręcz dominowała rywalkę.

    ‎

    ‎Mimo to Gauff w sobie tylko znany sposób utrzymywała własne podanie. Pękła jednak w szóstym gemie. Ta porażka była dla niej symbolicznym wywieszeniem białej flagi. Przegrywała już 4:2, rywalka za chwilę miała serwis. Chwilę później było Japonka była już o gema od wygrania całej partii. I chociaż w ostatnim Gauff ponownie miała serwis, a nawet wygrywała 40:15, to wyglądała, już jakby chciała zejść z kortu. W efekcie Japonka zdołała odwrócić przebieg gry. Triumfowała 6:2 i po zaledwie 66 minutach meczu zameldowała się w kolejnej fazie wielkoszlemowego turnieju!

    https://x.com/usopen/status/1962595080839069822

    ‎Rywalką Osaki w 1/4 US Open będzie lepsza tenisistka z pary Marta Kostjuk – Karolina Muchova.

    ‎

  • Stało się! Tak wygląda ranking WTA po wielkiej wygranej Igi Świątek w US Open

    Stało się! Tak wygląda ranking WTA po wielkiej wygranej Igi Świątek w US Open

    Ranking Wstrząśnięty: Co Oznacza Triumf Igi Świątek na US Open

    ‎Zwycięstwo z Konsekwencjami Wykraczającymi Poza Kort

    ‎Iga Świątek ponownie udowodniła, dlaczego jest uważana za jedną z najbardziej niebezpiecznych zawodniczek w świecie tenisa. Jej efektowne zwycięstwo nad Jekatieriną Aleksandrową, przypieczętowane przekonującym wynikiem 6:3, 6:1, to nie tylko bilet do ćwierćfinału US Open — to triumf, który przetasował układ sił w rankingu WTA. Kibice spodziewali się emocji na korcie, ale niewielu przewidziało, jak wielkie znaczenie będzie miało to konkretne zwycięstwo dla sezonu Świątek i jej pogoni za pierwszym miejscem na świecie.

    ‎Liczby, Które Robią Różnicę

    ‎Rok temu przygoda Świątek w US Open zakończyła się właśnie w ćwierćfinale. Ten wynik dał jej 430 punktów rankingowych — punktów, które w tym sezonie musiała obronić. Teraz, meldując się ponownie w najlepszej ósemce, Polka oficjalnie „wyszła na zero”. Nie grozi jej już strata względem kampanii z 2023 roku. Od tego momentu każdy kolejny mecz to dla niej czysty zysk, możliwość budowania przewagi i wywierania presji na największą rywalkę — Arynę Sabalenkę.

    ‎Matematyka jest prosta, ale emocjonująca:

    ‎Ćwierćfinał: 430 punktów (już zdobyte)

    ‎Półfinał: 780 punktów

    ‎Finał: 1300 punktów

    ‎Triumf: aż 2000 punktów

    ‎Dla Świątek szansa jest jasna. Każdy kolejny krok w głąb turnieju umacnia jej pozycję i otwiera drogę do jeszcze większych przetasowań w rankingu.

    ‎Aktualny Układ Sił: Liczby Nie Kłamią

    ‎Na ten moment Świątek ma na koncie 7933 punkty. Ale stawka jest ogromna:

    ‎Awans do półfinału: 8283 punkty

    ‎Awans do finału: 8803 punkty

    ‎Triumf w Nowym Jorku: aż 9503 punkty

    ‎To kusząca perspektywa dla jej fanów, którzy wiedzą, że ten sezon i tak już był pełen presji, wyzwań i dramatycznych zwrotów akcji.

    ‎Dylemat Sabalenki: Ciężar Punktów do Obrony

    ‎Dla Aryny Sabalenki sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Do Nowego Jorku przyjechała jako obrończyni tytułu, a na jej barkach spoczywa ciężar 2000 punktów do obrony. Do tej pory udało jej się zabezpieczyć 430, ale każdy kolejny mecz to walka o przetrwanie w rankingu. Porażka na jakimkolwiek etapie US Open oznaczałaby bolesny spadek i zostawiłaby Świątek coraz więcej miejsca do odrabiania strat.

    ‎Choć matematycznie Polka nie jest w stanie odzyskać pierwszego miejsca już w Nowym Jorku, napięcie nie zniknie po tym turnieju. Ostateczne rozstrzygnięcia mogą nadejść podczas jesiennych zmagań w Azji, które potencjalnie mogą wstrząsnąć całym rankingiem WTA.

    ‎Co Dalej: Odliczanie do Weekendowego Finału

    ‎Teraz oczy całego tenisowego świata skierowane są na sobotę, kiedy to finał US Open wyłoni mistrzynię i oficjalnie ukształtuje dalszą walkę o pozycję liderki rankingu. Dla Świątek każdy forhend i każdy return oznacza coś więcej niż tylko nadzieję na zwycięstwo — to element pojedynku o ranking, który może zdefiniować jej sezon.

    ‎Pozostaje pytanie: czy właśnie teraz nadejdzie moment, w którym ponownie wbije swoją flagę na szczycie, czy też rywalizacja z Sabalenką przeciągnie się aż do jesiennych turniejów?

    ‎Jedno jest pewne — świat będzie patrzył.

  • Wszyscy słyszeli, co Anisimova powiedziała o Świątek po meczu

    Wszyscy słyszeli, co Anisimova powiedziała o Świątek po meczu

     

    Amanda Anisimova wciąż ma świeżo w pamięci bolesną porażkę, jakiej doznała w lipcowym finale Wimbledonu z Igą Świątek. Los sprawił jednak, że okazja do rewanżu nadeszła znacznie szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał – Amerykanka zmierzy się z Polką już w ćwierćfinale US Open. Tuż po awansie Anisimova nie kryła emocji. – Jestem bardzo podekscytowana – podkreśliła.

    Amerykanka i Świątek to rówieśniczki, które poznawały się jeszcze na kortach juniorskich. Ich sportowe ścieżki potoczyły się jednak odmiennie. Anisimova, mimo że już sześć lat temu zagrała w półfinale Roland Garros, do światowej czołówki na dobre przebiła się dopiero w 2025 roku, gdy po raz pierwszy znalazła się w TOP 10. Polka natomiast błyskawicznie wspięła się na szczyt – już jako nastolatka zdobyła swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł.

    Ostatnie miesiące to dla Anisimovej pasmo znaczących sukcesów. W lutym triumfowała w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Dosze, a latem zaskoczyła tenisowy świat, docierając do finału Wimbledonu. Po drodze wyeliminowała m.in. Arynę Sabalenkę, jednak w decydującym starciu nie miała żadnych argumentów przeciwko Świątek. Spotkanie zakończyło się błyskawicznie – 0:6, 0:6 w zaledwie 57 minut.

    Tamto doświadczenie mocno odbiło się na psychice 24-latki. W pomeczowym wywiadzie z trudem powstrzymywała łzy. – Było mi bardzo ciężko, bo chciałam zaprezentować się lepiej, albo chociaż stawić większy opór, zwłaszcza w finale Wielkiego Szlema. Czułam się winna, że nie podjęłam walki. Na szczęście słowa wsparcia, jakie usłyszałam później, pomogły mi oswoić się z tą porażką – mówiła na początku sierpnia.

    Szansa na rehabilitację pojawiła się szybciej, niż przypuszczała. W 1/8 finału US Open Anisimova w świetnym stylu rozprawiła się z Brazylijką Beatriz Haddad Maią, wygrywając 6:0, 6:3, i zameldowała się w ćwierćfinale, gdzie czeka na nią Świątek. Tuż po meczu, jeszcze na korcie, Amerykanka z uśmiechem rzuciła:
    – Kto by pomyślał, że znów spotkamy się tak szybko? Jestem naprawdę podekscytowana. To będzie świetny pojedynek… mam nadzieję, że tym razem. Iga gra teraz fantastycznie, ale wierzę, że wspólnie stworzymy widowisko na najwyższym poziomie.

  • Hit nad hity! Oto rywalka Igi Świątek w ćwierćfinale US Open

    Hit nad hity! Oto rywalka Igi Świątek w ćwierćfinale US Open

    Iga Świątek poznała już przeciwniczkę, z którą zmierzy się w ćwierćfinale tegorocznego US Open – ostatniego wielkoszlemowego turnieju w sezonie. Będzie nią Amanda Anisimova, zawodniczka, którą Polka w tym roku dosłownie rozbiła w wielkim finale Wimbledonu.

    Pewny awans Świątek

    Liderka polskiego tenisa w 1/8 finału zagrała jeden z najlepszych meczów w ostatnich miesiącach. Pokonała rozstawioną z numerem 12. Jekatierinę Aleksandrową 6:3, 6:1 i potrzebowała na to zaledwie 76 minut. Rosjanka, która w poprzednich rundach nie dała szans Sevastovej, Wang ani Siegemund, tym razem była kompletnie bezradna. Świątek imponowała serwisem, zminimalizowała liczbę niewymuszonych błędów (zaledwie 13) i sama przejęła inicjatywę, kończąc aż 21 wymian uderzeniami wygrywającymi. Aleksandrowa schodziła z kortu ze łzami w oczach, co najlepiej oddaje skalę dominacji Polki.

    Rywalka wyłoniona późną nocą

    Spotkanie Świątek zakończyło się tuż po godzinie 20, ale nazwisko jej rywalki poznaliśmy dopiero nad ranem, około 4 w nocy polskiego czasu. W meczu o ćwierćfinał Amanda Anisimova zmierzyła się z Brazylijką Beatriz Haddad Maią i zwyciężyła bez najmniejszych problemów.

    Amerykanka weszła w mecz jak burza – wygrała 15 z pierwszych 17 wymian i błyskawicznie prowadziła 4:0. Pierwszy set zakończyła w zaledwie 27 minut, nie oddając przeciwniczce ani jednego gema. Druga partia była nieco bardziej wyrównana, ale także w niej Anisimova kontrolowała przebieg wydarzeń. Mimo że raz straciła serwis, trzy razy przełamała Brazylijkę i ostatecznie wygrała 6:3.

    Całe spotkanie trwało tylko godzinę i 16 minut. Statystyki mówią same za siebie – Anisimova wygrała 73 proc. punktów po pierwszym i 60 proc. po drugim podaniu, podczas gdy Haddad Maia odpowiednio 51 i zaledwie 23 proc. Brazylijka zdołała zdobyć raptem pięć uderzeń kończących, podczas gdy Amerykanka miała ich aż 27.

    Powtórka z Wimbledonu?

    Po meczu Anisimova nie kryła radości:
    – Wspaniale było wrócić na kort Arthura Ashe’a. Nie grałam tutaj od kilku lat, a atmosfera jest naprawdę wyjątkowa. Wiedziałam, że muszę być silna psychicznie i cieszę się, że to się udało. Teraz zagram z Igą. Jeszcze niedawno mierzyłyśmy się w finale Wimbledonu, więc nie spodziewałam się, że tak szybko ponownie dojdzie do naszego starcia. Jestem podekscytowana, czuję się świetnie i mam nadzieję na wspaniały mecz – powiedziała Amerykanka.

    Wspomniany finał Wimbledonu to bolesne wspomnienie dla Anisimovej. Wówczas Świątek zdeklasowała ją w 58 minut, wygrywając 6:0, 6:0 i zdobywając swój szósty wielkoszlemowy tytuł. Teraz Amerykanka będzie miała okazję do rewanżu, choć faworytką pozostaje Polka.

    Dla Anisimovej awans do ćwierćfinału US Open to najlepszy wynik w karierze w nowojorskim turnieju. Dotąd jej maksimum była trzecia runda w 2020 roku.

    Wynik 1/8 finału:
    Amanda Anisimova – Beatriz Haddad Maia 6:0, 6:3

  • Wielka sensacja w hicie Osaka – Gauff! To była demolka w 66 minut

    Wielka sensacja w hicie Osaka – Gauff! To była demolka w 66 minut

    Czy podczas tegorocznego US Open jesteśmy świadkami wielkiego powrotu Naomi Osaki – i to pod okiem polskiego trenera? Wszystko na to wskazuje. Japonka, od niedawna współpracująca z Tomaszem Wiktorowskim, prezentuje w Nowym Jorku tenis na najwyższym poziomie. W poniedziałek w 1/8 finału rozbiła Coco Gauff, trzecią rakietę świata. Skala tego zwycięstwa może być określona tylko jednym słowem – sensacja.

    Turniej wyjątkowy dla obu

    US Open ma szczególne znaczenie zarówno dla Osaki, jak i dla Gauff. To właśnie w Nowym Jorku Japonka w 2018 roku zdobyła swój pierwszy tytuł wielkoszlemowy, a dwa lata później powtórzyła ten wyczyn. Z kolei Amerykanka przed własną publicznością czuje się szczególnie zmotywowana – to tutaj w 2023 roku sięgnęła po swój pierwszy triumf w Wielkim Szlemie.

    Tegoroczna edycja miała być dla obu okazją do nowego otwarcia. Gauff, która po Roland Garrosie prezentowała się poniżej oczekiwań, rozpoczęła współpracę z Gavinem MacMillanen – ekspertem od biomechaniki. Z kolei Osaka oddała stery Tomaszowi Wiktorowskiemu. Pierwsze efekty tej współpracy są imponujące – Japonka już w trzeciej rundzie pokonała wyżej notowaną Darię Kasatkinę (6:0, 4:6, 6:3).

    Przełamanie kluczem do sukcesu

    Spotkanie z Gauff rozpoczęło się dla Osaki znakomicie. Już w pierwszym gemie przełamała rywalkę, a własne podanie wygrała do zera. Choć Amerykanka zdołała ustabilizować serwis, to nie potrafiła znaleźć sposobu na returny Japonki. W kluczowych momentach to Osaka przejmowała inicjatywę i wygrywała najefektowniejsze wymiany. Pierwsza partia zakończyła się jej zwycięstwem 6:3 – znów po przełamaniu, tym razem przy serwisie Gauff w ostatnim gemie.

    Szybka egzekucja w drugim secie

    W drugiej odsłonie to Osaka dominowała praktycznie od początku. Grała pewnie, dokładnie i z polotem, momentami wręcz ośmieszając rywalkę. Gauff utrzymywała się w meczu jedynie dzięki uporowi i determinacji, ale w szóstym gemie wreszcie uległa. Po przełamaniu Japonka prowadziła 4:2 i pewnie zmierzała po zwycięstwo.

    Symbolicznym momentem była końcówka meczu – przy stanie 5:2 Gauff miała jeszcze przewagę 40:15 przy własnym podaniu, lecz sprawiała wrażenie zawodniczki, która myślami była już poza kortem. Osaka wykorzystała jej słabość, odwróciła losy gema i zakończyła spotkanie efektownym zwycięstwem 6:2. Cała rywalizacja trwała zaledwie 66 minut.

    Czas na ćwierćfinał

    Naomi Osaka melduje się w ćwierćfinale US Open, gdzie zmierzy się ze zwyciężczynią meczu Marta Kostjuk – Karolina Muchova.

    Naomi Osaka – Coco Gauff 6:3, 6:2

     

  • Świątek dała prawdziwą lekcję tenisa! Postawa Rosjanki mówiła sama za siebie.

    Świątek dała prawdziwą lekcję tenisa! Postawa Rosjanki mówiła sama za siebie.

    Iga Świątek melduje się w ćwierćfinale US Open! Polka w wielkim stylu pokonała Jekaterinę Aleksandrową 6:3, 6:1 i udowodniła, że jest w kapitalnej formie. Rosjanka w końcówce spotkania reagowała gestami pełnymi frustracji, a na korcie wyraźnie brakowało jej wiary w sukces.

    Droga do meczu z Aleksandrową

    Świątek (2. WTA) wcześniej wyeliminowała w czwartej rundzie rodaczkę Aleksandrowej – Annę Kalinską (29. WTA), zwyciężając 7:6, 6:4. Sama Aleksandrowa (12. WTA) do meczu z liderką polskiego tenisa przystępowała w świetnym nastroju, bo wcześniej wręcz zmiażdżyła Niemkę Laurę Siegemund (52. WTA), oddając jej zaledwie jednego gema (6:0, 6:1).

    Pierwszy set – przełamanie i przejęcie kontroli

    Spotkanie rozpoczęło się nerwowo. Najpierw Rosjanka dała się przełamać, po czym Świątek oddała inicjatywę podwójnymi błędami serwisowymi (1:1). Później jednak Polka zaczęła coraz mocniej naciskać rywalkę. Przy stanie 3:3 Aleksandrowa popełniała błędy, które sama kwitowała ironicznymi gestami. Świątek wykorzystała moment słabości przeciwniczki, przełamała ją i objęła prowadzenie. Chwilę później Rosjanka wpadła w jeszcze większe kłopoty – zamiast grać, zaczęła „sędziować” własne piłki, pewna, że serwis Igi był autowy. Myliła się. Polka posłała asa, a Aleksandrowa wyglądała coraz bardziej bezradnie. Mimo prowadzenia 40:15 przy własnym serwisie Rosjanka nie utrzymała gema – dwa podwójne błędy serwisowe podcięły jej skrzydła. Iga zamknęła partię 6:3.

    Drugi set – pełna dominacja Świątek

    Od początku drugiej odsłony to Świątek nadawała ton wydarzeniom. Jej bekhend i skuteczność na returnie siały spustoszenie w grze rywalki. Przy stanie 3:1 Rosjanka coraz częściej wchodziła w dyskusje z samą sobą i gestykulowała z rezygnacją. Widać było, że traci wiarę w zwycięstwo. Tymczasem Polka nie zwalniała tempa – po kolejnym podwójnym błędzie Aleksandrowej objęła prowadzenie 4:1 i konsekwentnie zmierzała do końca meczu. Całość zamknęła wynikiem 6:1.

    Popis liderki rankingu

    Mecz trwał zaledwie godzinę i pięć minut. Od stanu 3:3 w pierwszym secie Aleksandrowa praktycznie nie istniała na korcie. Świątek dominowała i prezentowała tenis najwyższej klasy – agresywny, szybki, a jednocześnie niezwykle precyzyjny.

    Eksperci z Sportskeedy przed spotkaniem nie mieli wątpliwości, kto jest faworytką. „Świątek świetnie odnajduje się na twardych kortach – jej mocny topspin, forehand kontrolujący wymiany i znakomity ruch, pozwalający błyskawicznie przechodzić z defensywy do ataku, czynią z niej niemal nie do zatrzymania rywalkę”. Te przewidywania potwierdziły się w stu procentach.

    Ćwierćfinał coraz bliżej marzeń

    W walce o półfinał Iga Świątek zmierzy się ze zwyciężczynią pojedynku Amanda Anisimova (9. WTA) – Beatriz Haddad-Maia (22. WTA). Spotkanie zaplanowano na noc z poniedziałku na wtorek, około godziny 3:00 czasu polskiego. Transmisję będzie można śledzić na HBO Max i w Eurosporcie, a relacje – w serwisie Sport.pl.

  • ‎To dlatego Świątek wygrała z Rosjanką. Wszyscy widzieli, co zrobiła Abramowicz

    ‎To dlatego Świątek wygrała z Rosjanką. Wszyscy widzieli, co zrobiła Abramowicz

    ‎To dlatego Świątek wygrała z Rosjanką. Wszyscy widzieli, co zrobiła Abramowicz

    ‎Kto umie czytać z ruchu warg, ten być może wie, co Daria Abramowicz powiedziała Idze Świątek przy stanie 3:3 w meczu naszej tenisistki z Jekatieriną Aleksandrową. Ale nawet bez tej wiedzy wszyscy wiemy, że w czwartej rundzie US Open Świątek absolutnie stanęła na wysokości zadania. Gołym okiem było widać, dzięki czemu Polka pokonała groźną Rosjankę aż 6:3, 6:1.

    ‎

    ‎Jekatierina Aleksandrowa rozbijała rywalkę za rywalką, ale w końcu na US Open 2025 trafiła na przeciwniczkę nie tylko nie do rozbicia, ale tego dnia po prostu nie do pokonania. Iga Świątek tylko na początku starcia z Rosjanką miała pewne problemy. Ale generalnie zagrała w nowojorskim turnieju swój najlepszy mecz i nie dała szans naprawdę groźnej przeciwniczce.

    ‎

    ‎Świątek to wiceliderka światowego rankingu, a Aleksandrowa jest na liście WTA 12. Z ich sześciu wcześniejszych pojedynków Polka wygrała dwa, a Rosjanka cztery. Jeśli do tych danych dodamy formę, jaką w ostatnich dniach prezentowały Świątek (trzysetowa przeprawa z Lamens, ciężki mecz z Kalinską) i Aleksandrowa (6:4, 6:1 z Sevastovą, 6:2, 6:2 z Wang, 6:0, 6:1 z Siegemund), to zrozumiemy, dlaczego powszechnie spodziewano się zaciętej walki o ćwierćfinał.

    ‎

    ‎Rosyjski ekspert nie doszacował Świątek

    ‎

    ‎„Aleksandrowa prezentuje płynny, pewny tenis i potrafi dać popalić każdej faworytce” – pisał przed tym meczem Wiaczesław Gorbaczow, tenisowy ekspert rosyjskiego serwisu Sport.ru. Ale też podkreślał, że do zwycięstwa typuje Polkę, w trzech setach. A to dlatego, że „Gra Świątek idealnie nadaje się na korty twarde, bo mocny forhendowy topspin z linii końcowej i swoboda ruchów pozwalają Idze szybko przechodzić z obrony do ataku”.

    ‎

    ‎Cóż, Gorbaczow miał rację. A i tak nie doszacował Igi Świątek. Zamiast trzech setów dostaliśmy gładkie zwycięstwo Polki, bo poza dobrym forhendem i genialnym poruszaniem się Świątek pokazała też w tym meczu swój firmowy – najlepszy na świecie – bekhend, pokazała o niebo lepszy serwis niż ostatnio, a do tego zdawała się być dużo lepiej skoncentrowana.

    ‎

    ‎W meczu z Anną Kalinską w poprzedniej rundzie Świątek popełniła aż 33 niewymuszone błędy (przy 28 uderzeniach kończących). Teraz tych pomyłek miała zaledwie 13 (przy 21 winnerach). W poprzednim meczu Iga męczyła się z serwisem. W pierwszym, ledwo odratowanym secie z Kalinską, trafiła tylko 37 proc. swojego pierwszego podania. Teraz zaczęła od 57 proc., a skończyła na 60 proc.

    ‎Świątek – Aleksandrowa. Wszyscy jesteśmy ciekawi, co powiedziała Abramowicz

    ‎

    ‎Teraz nie od stanu 1:5, jak ostatnio, tylko od wyniku 2:3, Świątek zaczęła dużo lepsze granie. – Pokazują nam sztab Igi, bo tam się dużo dzieje – mówił komentujący mecz w Eurosporcie Lech Sidor mniej więcej wtedy, gdy Iga jedyny raz w tym meczu straciła swoje podanie. To było na 1:1 – Świątek zaczęła mecz od przełamania Aleksandrowej, po czym Rosjanka od razu zanotowała przełamanie powrotne. Wtedy widzieliśmy, jak trener Wim Fissette wymienia uwagi z Maciejem Ryszczukiem, trenerem przygotowania fizycznego. Niedługo później – po gemie na 3:3 – komentująca z Sidorem Justyna Kostyra pytała go, czy potrafi czytać z ruchu warg. Wszyscy byliśmy ciekawi, co wtedy powiedziała Idze jej psycholożka, Daria Abramowicz.

    ‎

    ‎Ciekawe, że od stanu 2:3 Świątek wygrała już wszystko do końca seta. Aleksandrowa gestami i mimiką pokazywała, jak się tym denerwuje. A Iga była jak skała. Nie oglądaliśmy wahań z poprzednich rund, oglądaliśmy absolutnie kontrolowaną „jazdę” do ćwierćfinału. Meta była już po godzinie i pięciu minutach gry. Wynik 6:3, 6:1 był dla Aleksandrowej tak bolesny, że z kortu schodziła z załzawionymi oczami.

    ‎

    ‎Świątek tym meczem przypomniała, jak duże ma możliwości. W ćwierćfinale Iga zmierzy się albo z Amerykanką Amandą Anisimovą (9 WTA), którą niedawno rozbiła 6:0, 6:0 w finale Wimbledonu, albo z Brazylijką Beatriz Haddad Maią (22 WTA).

    ‎