• Przełomowy triumf Fręch na US Open. Osiem gemów z rzędu dla Polki. Gauff już w tle

    Przełomowy triumf Fręch na US Open. Osiem gemów z rzędu dla Polki. Gauff już w tle

    Przełomowy triumf Fręch na US Open. Osiem gemów z rzędu dla Polki. Gauff już w tle

    ‎W momencie, gdy trwał pojedynek z udziałem Kamila Majchrzaka, na korcie numer 7 wystartował mecz Magdaleny Fręch. Nasza reprezentantka również grała o awans do drugiej rundy US Open w singlu. Przeciwniczką Polki okazała się Talia Gibson. 27-latka przerwała serię trzech porażek z rzędu, notując pewne zwycięstwo. Turniejowa “28” triumfowała 6:2, 6:2. O awans do trzeciej fazy i być może starcie z Coco Gauff powalczy z Peyton Stearns.

    ‎Magdalena Fręch rozegrała trzy turnieje na kortach twardych przed rywalizacją w Nowym Jorku. Polka zaczęła od zameldowania się w ćwierćfinale WTA 500 w Waszyngtonie, gdzie po dwusetowym starciu uległa Jelenie Rybakinie. Od tego spotkania została zainaugurowana niekorzystna passa z perspektywy 27-latki. W Montrealu wyraźnie przegrała na “dzień dobry” z Julią Starodubcewą. Także w Cincinnati nasza reprezentantka zanotowała porażkę na otwarcie, mimo że prowadziła 3:1 w trzecim secie meczu z Soraną Cirsteą.

    ‎Zawodniczka plasująca się obecnie na 33. miejscu w rankingu przyleciała zatem na US Open z trzema przegranymi spotkaniami z rzędu. Fręch miała w planach jeszcze jeden start przed Nowym Jorkiem, ale w ostatniej chwili wycofała się z turnieju WTA 500 w Monterrey. W związku z tym miała więcej czasu na przygotowanie się do wielkoszlemowej rywalizacji. Magdalena została rozstawiona z “28”. Polka otrzymała korzystne losowanie, bowiem w premierowej fazie trafiła na tenisistkę grającą z dziką kartą – Talię Gibson.

    ‎Australijka plasuje się na dopiero 105. pozycji w kobiecym zestawieniu. Przed US Open pokazała się z dobrej strony podczas imprezy rangi “250” w Cleveland, przechodząc przez eliminacje i docierając do drugiej rundy. Mimo to faworytką nocnego starcia w Nowym Jorku była nasza tenisistka. 27-latka musiała to jednak potwierdzić na korcie.

    ‎US Open: Magdalena Fręch kontra Talia Gibson w pierwszej rundzie

    ‎Mecz rozpoczął się od serwisu Gibson. Na początku spotkania obie panie pilnowały swoich podań. W drugim gemie Fręch wróciła ze stanu 15-30 i wyrównała na 1:1. Pierwszy niezwykle istotny moment premierowej odsłony nadszedł w trakcie piątego rozdania. Wówczas Magdalena wypracowała sobie aż trzy okazje z rzędu na przełamanie. Już pierwsza z nich przyniosła breaka na korzyść Polki. Po zmianie stron Australijczyka walczyła o natychmiastowe odrobienie strat, miała dwie piłki na 3:3. W kluczowym momencie nasza reprezentantka wykorzystywała jednak swój największy atut, czyli solidną pracę w defensywie. 27-latka zachowywała regularność w wymianach i ostatecznie wyszła z opresji.

    ‎Dzięki temu Fręch potwierdziła przewagę i zrobiło się już 4:2. Magdalena nie zamierzała na tym poprzestać. Kontynuowała swoją grę, a to przynosiło kolejne efekty. Wykorzystywała mniejsze doświadczenie przeciwniczki i konsekwentnie punktowała Talię. Po tym, jak w siódmym gemie Polka wywalczyła przełamanie do 30, przy stanie 5:2 mogła zamykać partię. Turniejowa “28” wykonała swoje zadanie bez zarzutu. Nie przegrała żadnej akcji podczas ósmego rozdania i zakończyła premierową odsłonę zwycięstwem 6:2.

    ‎Druga odsłona rozpoczęła się idealnie z perspektywy Fręch. Nasza reprezentantka już na “dzień dobry” wywalczyła sobie przewagę przełamania. Po chwili Magdalena potwierdziła to własnym podaniem i zrobiło się już 2:0. Polka chciała wykorzystać swoje momentum i walczyła o breaka także w trzecim gemie. Gibson wypracowała sobie jedną piłkę na premierowe “oczko”, ale wciąż nie zdołała go zdobyć. Przy trzeciej piłce na przełamanie Talia popełniła podwójny błąd serwisowy i 27-latka zgarnęła ósmy gem z rzędu. Po zmianie stron zawodniczka pochodząca z Łodzi posiadała piłkę na 4:0 przy swoim serwisie.

    ‎Australijka doprowadziła jednak do równowagi, a potem do break pointa. Przy nim Fręch wyrzuciła piłkę poza linię końcową i przeciwniczka odrobiła jedno przełamanie. Gibson załapała się na grę – jakby poczuła, że jeszcze nie wszystko jest stracone. Zmieniła trochę sposób gry, lepiej też zaczęła serwować. I po piątym rozdaniu zrobiło się już tylko 3:2 dla Magdaleny. Kolejny gem był zatem niezwykle istotny z perspektywy Polki, by przerwać korzystną serię przeciwniczki. Magdalena wykorzystała trzecią okazję na czwarte “oczko”, posyłając świetny serwis. Później 27-latka poszła za ciosem i już przy stanie 5:2 mogła zamykać pojedynek. Ostatecznie turniejowa “28” triumfowała 6:2, 6:2 i zameldowała się w drugiej rundzie US Open, gdzie zagra z Peyton Stearns. Jeśli nasza reprezentantka awansuje do trzeciej fazy, wówczas być może zmierzy się z Coco Gauff.

    ‎Dokładny zapis relacji z meczu Magdalena Fręch – Talia Gibson jest dostępny TUTAJ.

    ‎Główna rywalizacja w Nowym Jorku potrwa aż do 7 września.

  • Rosjanie miażdżą Miedwiediewa. “Jak nisko może upaść?”

    Rosjanie miażdżą Miedwiediewa. “Jak nisko może upaść?”

    Daniił Miedwiediew został bohaterem największej sensacji tegorocznego US Open. Jeszcze cztery lata temu świętował w Nowym Jorku wielkoszlemowy triumf, a dziś odpadł już w pierwszej rundzie – i to w atmosferze skandalu. Po porażce z Benjaminem Bonzim Rosjanin nie wytrzymał nerwowo, demolując rakietę i wpadając w prawdziwy szał. Jak oceniają rosyjskie media, jego sezon jest wręcz katastrofalny, a statystyki obnażają bolesny kryzys byłego mistrza.

    Mecz pełen frustracji i kontrowersji

    Miedwiediew (13. ATP) zmierzył się z notowanym na 51. miejscu Benjaminem Bonzim. Teoretycznie miał być zdecydowanym faworytem, jednak spotkanie zakończyło się dopiero w piątym secie. W trzeciej partii doszło do niecodziennej sytuacji – po nieudanym pierwszym serwisie Francuza na kort wtargnął fotograf. Po jego usunięciu sędzia nakazał powtórkę pierwszego podania, co rozwścieczyło Rosjanina. Ten długo protestował, a przy okazji podsycał emocje publiczności. Choć tę partię jeszcze wygrał, ostatecznie całe spotkanie przegrał. Po meczu stracił panowanie nad sobą i w furii roztrzaskał rakietę na oczach kibiców.

    Rosjanie: „Sezon fatalny, statystyki są druzgocące”

    Portal Sports.ru nie miał litości w swojej ocenie. „Po odpadnięciu z US Open Miedwiediew złamał rakietę, a następnie siedział na korcie przez kilka minut, wyglądając na kompletnie zdruzgotanego” – napisano. Serwis wyliczył także liczby, które pokazują głębokość kryzysu tenisisty.

    W czterech tegorocznych turniejach wielkoszlemowych Miedwiediew wygrał zaledwie jeden mecz – w Australian Open, przeciwko 418. zawodnikowi świata, Tajowi Kasiditowi Samreiowi.

    To jego najgorszy rok w Wielkich Szlemach od dziewięciu lat.

    W całym sezonie wygrał mniej niż 60% meczów – taki wynik ostatni raz miał w 2017 roku, w swoim pierwszym pełnym sezonie w tourze.

    Spośród osiemnastu turniejów 2025 roku tylko w trzech zdołał wygrać więcej niż dwa spotkania.

    Nie ulega wątpliwości, że po US Open Rosjanin spadnie poza pierwszą piętnastkę rankingu ATP.

    „Jak nisko może upaść?”

    Sports.ru poświęcił Miedwiediewowi osobny tekst pod wymownym tytułem: „Jak nisko może upaść Daniił Miedwiediew?”. Przypomniano tam, że jeszcze na początku sezonu Rosjanin był piątą rakietą świata. Po porażce w Nowym Jorku pewne jest jednak, że spadnie co najmniej na 16. miejsce – a będzie to pierwszy raz od 2019 roku, kiedy wypadnie poza czołową piętnastkę rankingu.

    Prognozy na resztę roku również nie są optymistyczne. Zdaniem rosyjskich dziennikarzy, Miedwiediew realnie może zakończyć sezon dopiero w trzeciej dziesiątce. Warunkiem byłoby jednak dobre zaprezentowanie się podczas azjatyckiej części cyklu, szczególnie w Pekinie i Szanghaju. „Trzy lub cztery solidne występy mogłyby pozwolić mu utrzymać się w pierwszej trzydziestce. To jest prawdopodobnie jego obecny poziom” – podsumował Sports.ru.

    https://x.com/igorsushko/status/1960044889896518096?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1960044889896518096%7Ctwgr%5Ee8626f9e14afb8df9f0737d6485c8a4dafef188b%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732201692rosjanie-miazdza-miedwiediewa-jak-nisko-moze-upasc.html

  • ‎Zwycięskie “starcie” z Sabalenką. Świątek już triumfuje na US Open. I to w jakim stylu

    ‎Zwycięskie “starcie” z Sabalenką. Świątek już triumfuje na US Open. I to w jakim stylu

    ‎Zwycięskie “starcie” z Sabalenką. Świątek już triumfuje na US Open. I to w jakim stylu

    ‎Iga Świątek czeka jeszcze na swój pierwszy mecz na tegorocznym US Open, w którym zmierzy się z kolumbijską tenisistką Elimianą Arango. Polka już jednak może świętować pierwsze wygrane “starcie” ze swoimi najgroźniejszymi rywalkami – Aryną Sabalenką, Coco Gauff oraz Jessicą Pegulą. A wszystko za sprawą rywalizacji zorganizowanej przez oficjalny portal WTA, w którym raszynianka zdystansowała swoje przeciwniczki. I to w sposób niezwykle zdecydowan

    ‎Obrończyni tytułu Aryna Sabalenka ma już za sobą pierwsze meczowe przetarcie na kortach US Open w tym sezonie. Liderka rankingu WTA w pierwszej rundzie wielkoszlemowych zmagań nie dała żadnych szans 108. rakiecie świata Rebece Masarovej, ogrywając ją w dwóch setach 7:5, 6:1.

    ‎- Jestem szczęśliwa z powodu tego, że awansowałam do drugiej rundy. Czuję, że nie miałam najlepszego początku w pierwszych gemach, ale potem znalazłam swój rytm. Jestem zadowolona z poziomu, na jakim dziś grałam – powiedziała po meczu Białorusinka.

    ‎Oficjalny portal WTA zauważył tuż po meczu, że Aryna Sabalenka broni tytułu w miejscu, które jeszcze kiedyś ją przytłaczało. Bo gdy w 2016 roku jako 18-letnia zawodniczka grała w drugiej rundzie eliminacji, nie potrafiła odnaleźć się w nowojorskim kompleksie. A teraz jej gwiazda błyszczy tam pełnym blaskiem.

    ‎- Czułam, że to wszystko jest zbyt duże, a mój cel jest daleko i muszę wykonać wiele pracy, by spełnić moje marzenie – mówiła sama Aryna Sabalenka.

    ‎Iga Świątek główną faworytką do triumfu na US Open. Fani zdecydowali

    ‎Organizacja WTA do tekstu poświęconego Arynie Sabalence dołączyła także specjalną ankietę, w której fani mogą obstawiać swoją faworytkę do wygrania tegorocznej edycji US Open, głosując na jedną z czterech czołowych tenisistek światowego rankingu. Poza Aryną Sabalenką do tego grona należą także Iga Świątek, Coco Gauff oraz Jessica Pegula.

    ‎To “starcie” ze swoimi najgroźniejszymi rywalkami w sposób zdecydowany wygrywa Iga Świątek. Na Polkę na ten moment wskazała ponad połowa, bo aż 58 procent ankietowanych. Statusem “pretendentki numer dwa” musi zadowolić się Aryna Sabalenka (23 procent głosów), a jeszcze niżej stoją wśród użytkowników akcje Coco Gauff (16) oraz Jessiki Peguli (3).

    ‎Co warto podkreślić, Iga Świątek mimo wielkich oczekiwań wzbrania się przed nazywaniem ją główną kandydatką do triumfu na tegorocznym US Open.

    ‎- Szczerze mówiąc, uważam że nazywanie kogokolwiek faworytką nie ma sensu. Kobiecy tenis… nie powiedziałabym, że jest nieprzewidywalny, bo są dziewczyny, które ciągle utrzymują się na topie. Udowadniamy, że możemy grać dobrze przez cały sezon. Ale no właśnie, jest dużo zawodniczek, które świetnie się spisują i które mogą wygrać turniej – powiedziała polska tenisistka podczas konferencji prasowej przed jej pierwszym meczem z Kolumbijką Emilianą Arango.

  • 76 minut i koniec. Kapitalny mecz Fręch na US Open!

    76 minut i koniec. Kapitalny mecz Fręch na US Open!

    Od stanu 2:2 Magdalena Fręch weszła na najwyższe obroty. Wygrała siedem gemów z rzędu, błyskawicznie zbudowała prowadzenie 6:2, 3:0 i całkowicie zdominowała rywalkę. Doświadczona Polka, bazując na sprycie i inteligencji taktycznej, rozpoczęła tegoroczny US Open w imponującym stylu. Talia Gibson, notowana w drugiej setce rankingu, nie miała większych argumentów. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem łodzianki 6:2, 6:2 w zaledwie 76 minut.

    Idealny początek turnieju

    To był dokładnie taki mecz, jakiego Fręch potrzebowała. Rozstawiona w Nowym Jorku z numerem 28, zmierzyła się z rywalką, która nigdy nie przebiła się do czołowej setki światowego rankingu. Australijka dopiero od niedawna znajduje się na swojej najwyższej pozycji – 105. Wobec zapowiedzi sugerujących możliwość niespodzianki, Polka odpowiedziała na korcie najlepiej, jak mogła: pewnym i dojrzałym występem.

    Przed meczem wiele uwagi poświęcano słabemu bilansowi Fręch w sezonie – przegrała ponad dwie trzecie spotkań, a w 2025 roku miała na koncie tylko dziesięć zwycięstw. Krytyczne opinie sugerowały, że młoda zawodniczka z dziką kartą może pokonać „słabnącą” rozstawioną Polkę. Fręch jednak błyskawicznie rozwiała wszelkie wątpliwości.

    Przewaga widoczna gołym okiem

    Równorzędna walka trwała tylko przez pierwszy kwadrans. Przy 2:2 Australijka zaczęła popełniać kosztowne błędy – dwa podwójne błędy serwisowe, potem wymuszona pomyłka po agresywnym returnie Polki. Od tego momentu mecz potoczył się już jednostronnie. Fręch wygrała cztery kolejne gemy, a pierwszą partię zakończyła w 33 minuty.

    Statystyki wyraźnie pokazywały różnicę klas: Polka wygrała 71 proc. punktów zarówno po pierwszym, jak i drugim serwisie, podczas gdy Gibson odpowiednio 50 i 40 proc. Fręch popełniła tylko cztery niewymuszone błędy, Australijka aż 17.

    Drugi set wyglądał podobnie – szybkie przełamanie, spokojna kontrola gry i niemal bezbłędna regularność Polki. Choć Gibson przy stanie 0:3 zdołała zdobyć przełamanie, nie odwróciło to losów spotkania. Komentujący w Eurosporcie Maciej Synówka chwalił Australijkę za opanowanie, ale różnica w jakości uderzeń i wytrzymałości była zbyt duża.

    Klasa Fręch w decydujących momentach

    Przy prowadzeniu 3:2 w drugim secie Fręch podniosła poziom serwisu i zaczęła grać jeszcze odważniej. Gema na 4:2 wygrała asem i pewnymi returnami. W kolejnych wymianach systematycznie zmuszała rywalkę do błędów i wypracowała decydujące przełamanie. Chwilę później zamknęła mecz przy własnym podaniu – do zera, wykorzystując pierwszą piłkę meczową.

    Najlepszy wynik wyrównany

    Choć sezon 2025 nie układa się dla niej najlepiej (bilans 11–20), Fręch pokazała w Nowym Jorku, że potrafi wykorzystać doświadczenie. To jej 18. wielkoszlemowy start, a w US Open po raz drugi awansowała do drugiej rundy. Najlepszym osiągnięciem Polki wciąż pozostaje czwarta runda Australian Open 2024, ale mecz z Gibson udowodnił, że wciąż stać ją na solidne występy.

    Australijka, rozgrywająca dopiero piąty mecz wielkoszlemowy w karierze, nie była w stanie zagrozić bardziej ogranej przeciwniczce. W całym spotkaniu Fręch zanotowała 8 winnerów i tylko 7 niewymuszonych błędów, przy bilansie 19–30 u Gibson.

    Co dalej?

    W drugiej rundzie łodzianka zmierzy się ze zwyciężczynią meczu Peyton Stearns (54. WTA) – Darja Semenistaja (115. WTA). Z turnieju odpadła już Magda Linette, a kibice czekają jeszcze na pierwszy mecz Igi Świątek, który odbędzie się we wtorek.

  • Największa sensacja US Open! Nie do wiary, co zrobiła światowa nr 6

    Największa sensacja US Open! Nie do wiary, co zrobiła światowa nr 6

    Nie tak wyobrażali sobie amerykańscy kibice drugi dzień US Open. Madison Keys, tegoroczna zwyciężczyni Australian Open i szósta rakieta świata, odpadła już w pierwszej rundzie nowojorskiego turnieju. To jak dotąd największa sensacja w rywalizacji kobiet. Keys przegrała po trzysetowym maratonie z Meksykanką Renatą Zarazúą 7:6 (10), 6:7 (3), 5:7, a spotkanie trwało aż trzy godziny i 13 minut.

    Zaskakujący przebieg meczu

    Na papierze wszystko wskazywało, że to będzie dla Amerykanki łatwe otwarcie. Zarazúa do tej pory wygrywała jedynie turnieje rangi WTA 125, a w Wielkich Szlemach nie wychodziła poza drugą rundę. Tymczasem Keys od pierwszych piłek grała nierówno i nieskutecznie. Meksykanka była cały czas blisko, narzucała fizyczny, ofensywny tenis i nie pozwalała faworytce złapać rytmu.

    W pierwszym secie Keys przełamała rywalkę, ale szybko oddała przewagę. W końcówce musiała bronić aż kilku piłek setowych, by doprowadzić do tie-breaka. Tam trwała prawdziwa wymiana ciosów, a Keys ostatecznie wygrała 12:10, zamykając partię dopiero przy czwartej okazji.

    Kryzys Amerykanki

    Wydawało się, że po wygranym secie Amerykanka przejmie kontrolę. Na początku drugiej partii prowadziła już 3:0, jednak potem jej gra kompletnie się posypała. Keys zaczęła mnożyć błędy – w samym drugim secie popełniła aż osiem podwójnych błędów serwisowych i masowo psuła forhend. Zarazúa wygrała pięć gemów z rzędu i choć Amerykanka zdołała jeszcze wrócić do gry, tie-break padł zdecydowanie łupem Meksykanki (7:3).

    Decydujący set i łzy Meksykanki

    Trzecia partia długo była wyrównana, aż do ósmego gema, w którym Keys znów nie wytrzymała presji i oddała serwis. Zarazúa prowadziła 5:3, lecz Amerykanka jeszcze raz odrobiła straty. Ostatnie dwa gemy były jednak serią pomyłek Keys, które rywalka bezlitośnie wykorzystała. Przy pierwszej piłce meczowej Meksykanka zakończyła spotkanie, a chwilę później nie kryła łez wzruszenia – to największe zwycięstwo w jej karierze i drugi kolejny awans do drugiej rundy US Open.

    Statystyki meczu

    Kluczowym czynnikiem były błędy Keys – aż 89 niewymuszonych i 14 podwójnych błędów serwisowych. Dla kontrastu Zarazúa zdobyła jedynie osiem punktów bezpośrednio z własnych kończących uderzeń, co najlepiej pokazuje, że to Amerykanka w dużej mierze oddała jej zwycięstwo.

    W kolejnej rundzie Meksykanka zmierzy się z Francuzką Diane Parry, która gładko pokonała kończącą karierę Petrę Kvitovą 6:1, 6:0.

    US Open, I runda singla kobiet:
    Madison Keys (USA, WTA 6) – Renata Zarazúa (Meksyk, WTA 82) 7:6 (10), 6:7 (3), 5:7.

  • Sensacja w US Open! Rewelacja wylatuje już po I rundzie! Sroga lekcja

    Sensacja w US Open! Rewelacja wylatuje już po I rundzie! Sroga lekcja

    Legendarny Mats Wilander jeszcze przed startem US Open wskazywał, że czarnym koniem kobiecego turnieju może okazać się Victoria Mboko. Zaledwie 18-letnia Kanadyjka kilka tygodni wcześniej sensacyjnie sięgnęła po triumf w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Montrealu. W Nowym Jorku jej przygoda skończyła się jednak bardzo szybko. Już w pierwszej rundzie trafiła na doświadczoną Barborę Krejčíkovą, a ta udzieliła jej bolesnej lekcji, wygrywając 6:3, 6:2 i meldując się w kolejnej fazie zawodów.

    Mboko – wielki talent, ale brutalna rzeczywistość

    Choć Mboko jest dopiero u progu kariery, wielu ekspertów widzi w niej przyszłą mistrzynię wielkoszlemową. Nic dziwnego – w tak młodym wieku mało kto potrafi zwyciężyć w turnieju rangi WTA 1000. Jej sukces w Montrealu był jasnym sygnałem, że w najbliższych latach może stanowić realne zagrożenie dla najlepszych. W Nowym Jorku los od razu postawił na jej drodze rywalkę z najwyższej półki.

    Krejčíková pokazała różnicę doświadczenia

    Mecz z Czeszką od początku układał się dla Kanadyjki bardzo trudno. Mboko szybko straciła serwis, choć chwilami potrafiła jeszcze odpowiadać i nawet wywalczyła dwa breakpointy. Nie była jednak w stanie ich wykorzystać. Krejčíková, dwukrotna mistrzyni wielkoszlemowa, grała z dużym spokojem i konsekwencją, bezlitośnie wykorzystując każdy błąd przeciwniczki. W końcówce jeszcze raz przełamała młodą Kanadyjkę i zamknęła seta wynikiem 6:3.

    Serwis nie do ruszenia

    Druga odsłona meczu była już popisem Krejčíkovej. Serwowała znakomicie – Mboko zdołała ugrać przy returnie zaledwie trzy punkty. Sama natomiast już na początku straciła podanie, co praktycznie przesądziło losy tej partii. Czeszka kontrolowała przebieg gry do samego końca, triumfując 6:2 i w całym spotkaniu 6:3, 6:2.

    Dla Mboko oznaczało to błyskawiczne pożegnanie z US Open, natomiast Krejčíková – która przed turniejem nie zachwycała formą – przypomniała wszystkim, jak groźną potrafi być zawodniczką. W drugiej rundzie zmierzy się z Japonką Moyuką Uchijimą.

  • Cały świat zobaczył, co zrobił trener polskich siatkarek. Kompromitacja

    Cały świat zobaczył, co zrobił trener polskich siatkarek. Kompromitacja

    Polskie siatkarki to dziś trzecia drużyna w światowym rankingu FIVB. Trudno więc było uwierzyć, że podczas mistrzostw świata w Tajlandii potrafiły przegrać jednego z setów aż 15:25 z Kenią – zespołem notowanym dopiero na 25. miejscu. Trener Stefano Lavarini wyglądał w tamtym momencie tak, jakby sam chciał zapytać: „Jak to możliwe?”. Na szczęście całość skończyła się zwycięstwem 3:1 (25:17, 15:25, 25:15, 25:14), które dało Polkom szybki awans do 1/8 finału.

    Niespodziewane kłopoty z outsiderem

    Spotkanie zaczęło się obiecująco. W pierwszym secie, mimo krótkiego prowadzenia Kenijek 3:1, Polki szybko odzyskały kontrolę i po serii punktów wyszły na 6:3. Afrykanki mogły cieszyć się jedynie z pojedynczych akcji – bloków czy asów serwisowych. Nasz zespół nie grał perfekcyjnie, popełniał błędy i w pewnym momencie pozwolił rywalkom na zbliżenie się do wyniku, jednak partia zakończyła się bezpiecznym triumfem 25:17.

    Drugi set okazał się jednak kompletnym zaskoczeniem. Kenijki rozpoczęły od prowadzenia 4:0, a Polki nie potrafiły się przełamać. Lavarini długo zachowywał spokój, oglądał powtórki na telebimie i liczył, że drużyna wróci na właściwe tory. Tak się jednak nie stało – przewaga rywalek rosła, a nasz trener w końcu dokonał serii zmian. W krótkim czasie wymienił połowę składu, lecz i to nie pomogło. Polska przegrała seta 15:25, w stylu, który można nazwać kompromitującym jak na trzecią drużynę świata.

    Reakcja i powrót do gry

    „Musimy wrócić do tego meczu” – apelował Lavarini jeszcze w trakcie drugiej partii. I jego słowa w końcu przyniosły skutek. W trzecim secie Polki odzyskały pewność siebie. Atak Martyny Czyrniańskiej i jej kolejne asy serwisowe uspokoiły grę, a przewaga stopniowo rosła. Set zakończył się dokładnie tym samym wynikiem, jak wcześniej dla Kenii – 25:15, tym razem jednak na korzyść Polski.

    Mimo prowadzenia 2:1 nie wszyscy kibice mogli być spokojni. Czwarty set rozpoczął się od przewagi Kenijek 5:2. Afrykanki grały odważnie, mocno ryzykowały na zagrywce i w ataku. Jednak wejście Malwiny Smarzek dało naszej drużynie impuls. Atakująca była niemal nie do zatrzymania, a do tego kolejne punkty z pola serwisowego dokładała Czyrniańska. Polki odskoczyły na 15:10 i już nie pozwoliły rywalkom wrócić do gry. Ostatecznie wygrały 25:14.

    Awans i mecz o pierwsze miejsce

    Zwycięstwo 3:1 oznacza, że reprezentacja Polski jest już pewna gry w 1/8 finału mistrzostw świata. Ostatni mecz grupowy rozegra w środę z Niemkami, które wcześniej pokonały i Kenię, i Wietnam po 3:0. Stawką będzie pierwsze miejsce w grupie G.

  • Świątek prowadziła 6:4, 5:4 i nagle stanęła. Komentatorzy nie mogli uwierzyć

    Świątek prowadziła 6:4, 5:4 i nagle stanęła. Komentatorzy nie mogli uwierzyć

    Iga Świątek ma za sobą fantastyczne tygodnie – sięgnęła po triumf w Wimbledonie, a następnie potwierdziła swoją dominację, wygrywając turniej w Cincinnati. Teraz pozostaje pytanie: czy w Nowym Jorku uda jej się podtrzymać świetną passę i powalczyć o kolejny wielkoszlemowy tytuł? Na swój pierwszy mecz w tegorocznym US Open Polka będzie jednak musiała chwilę poczekać.

    Świątek doskonale wie, jak smakuje zwycięstwo w tej imprezie – w 2022 roku ograła w finale Ons Jabeur i zdobyła puchar. Nic dziwnego, że w gronie faworytek wymienia się ją i tym razem. Fani liczący na szybkie spotkanie z jej udziałem muszą uzbroić się w cierpliwość.

    Debiut Świątek w Nowym Jorku dopiero we wtorek?

    – „Poznaliśmy plan gier na poniedziałek na dwóch największych kortach US Open i nie ma tam meczu Igi Świątek. To oznacza, że najprawdopodobniej swoją przygodę z turniejem zacznie we wtorek” – napisał profil Pasjonat Sportu na portalu X.

    Podobne informacje przekazał też serwis Z kortu – informacje tenisowe: – „Na poniedziałek nie zaplanowano również meczu Coco Gauff. Wygląda więc na to, że zarówno Amerykanka, jak i Polka rozpoczną rywalizację dzień później”.

    Kto zagra drugiego dnia turnieju?

    We wtorek na kortach pojawią się inne gwiazdy światowego tenisa – wśród nich Madison Keys, Frances Tiafoe, Karolina Muchova oraz Carlos Alcaraz. Swoje mecze rozegrają także młode talenty: Kanadyjka Victoria Mboko, którą Mats Wilander typuje na „czarnego konia” turnieju, a także Jack Draper i Mirra Andriejewa.

    Kibice będą mogli zobaczyć również Caspera Ruuda. Norweg w ostatnich dniach występował w mikście wraz z Igą Świątek i dotarł do finału. Tam jednak duet musiał uznać wyższość pary Sara Errani/Andrea Vavassori, którzy zostali mistrzami US Open w grze mieszanej.

    Pierwsza rywalka – znajoma sprzed lat

    Świątek miała szczęście w losowaniu pierwszej rundy. Jej przeciwniczką będzie 24-letnia Kolumbijka Emiliana Arango. To zawodniczka, z którą Polka zmierzyła się tylko raz – w 2017 roku podczas juniorskiego Roland Garros. Wtedy Świątek pewnie wygrała 6:2, 6:3.

    Czy historia powtórzy się również w Nowym Jorku? Fani już odliczają dni do pierwszego występu wiceliderki światowego rankingu.

  • Dawno nic tak nie podzieliło świata tenisa. “Pokazówka” z udziałem Świątek

    Dawno nic tak nie podzieliło świata tenisa. “Pokazówka” z udziałem Świątek

    Tradycjonaliści w świecie tenisa mieli nadzieję, że rewolucyjny pomysł US Open na nową formułę miksta okaże się jedynie krótkim i nietrafionym eksperymentem. Tymczasem rzeczywistość rozwiała ich złudzenia – nowy format, w którym zagrała także Iga Świątek, odniósł ogromny sukces frekwencyjny i medialny. Choć obok entuzjastycznych reakcji pojawiają się protesty, że rywalizacja wielkoszlemowa została sprowadzona do „pokazówki”, to trudno nie zauważyć, że projekt spełnił biznesowe oczekiwania organizatorów.

    Świątek blisko kolejnego tytułu

    Polka mogła w ciągu nieco ponad miesiąca sięgnąć po dwa trofea wielkoszlemowe. Po dwóch tygodniach rywalizacji na kortach Wimbledonu, w Nowym Jorku wystarczyłyby jej zaledwie dwa dni, aby zostać mistrzynią miksta. Ostatecznie, wspólnie z Casperem Ruudem, dotarła do finału, gdzie lepsi okazali się Sara Errani i Andrea Vavassori. Włosi – jedyna para deblowa w 16-zespołowej stawce – triumfowali 3:6, 7:5, 10:6.

    „Absurd”, który zadziałał

    Kiedy w marcu Adam Romer, redaktor naczelny „Tenisklubu”, pytany był o nadchodzące zmiany, mówił wprost: – Jestem sceptyczny. To absurdalna próba uatrakcyjnienia turnieju. Myślę, że za rok czy dwa organizatorzy stwierdzą, że się nie sprawdziło. –
    Dziś, po premierowej edycji, fakty mówią co innego. Już podczas pierwszych spotkań trybuny największych obiektów – Arthura Ashe’a i Louisa Armstronga – wypełniały się w dużej części, a bilety sprzedawały się błyskawicznie.

    – Myślę, że wpływy z dwóch dni rywalizacji spokojnie pokryły pulę nagród. A skoro tak, to odpowiedź na pytanie, czy pomysł wypalił, jest prosta. W Ameryce liczą się wyniki finansowe, a tradycyjny mikst praktycznie nikogo nie interesował – podkreśla Romer.

    Gwiazdy zamiast specjalistów

    Nowa formuła miksta została skrojona pod największe gwiazdy. Organizatorzy przyciągnęli singlistów atrakcyjnymi warunkami: pulą nagród zwiększoną pięciokrotnie (milion dolarów dla zwycięzców), krótszym formatem meczów, dwudniowym terminarzem i tanimi biletami dla kibiców (42 dolary). Efekt? Z czołówki odpadła tylko Coco Gauff, a tuż przed startem wycofali się z powodów zdrowotnych Jannik Sinner i Jasmine Paolini.

    – Mając takie nazwiska jak Djoković, Alcaraz czy Świątek, wiadomo było, że trybuny będą pełne. Kibice często przychodzą dla samych nazwisk. Gdyby w Polsce zagrała para Świątek – Hurkacz, też mielibyśmy komplet publiczności – zauważa były deblista Marcin Matkowski.

    Jednocześnie nie kryje rozczarowania: – To pokazówka. Prawie całkowicie pominięto specjalistów od debla, a to oni do tej pory tworzyli miksty. Jeśli ogranicza się im możliwość startu, to nie jest prawdziwy turniej mikstowy.

    Bunt deblistów

    Najgłośniejszym krytykiem zmian jest Jan Zieliński, dwukrotny mistrz Wielkiego Szlema w mikście. Już wcześniej oskarżał organizatorów o pogoń za pieniędzmi kosztem tradycji. – To brak szacunku do historii i dla nas, deblistów. Teraz mikst jest pokazówką, w której nie mamy prawa uczestniczyć, chyba że dostaniemy „dziką kartę” – podkreślał.

    Po nowojorskim turnieju powstrzymał się od nowych komentarzy, ale jego wcześniejsze słowa i wpisy w sieci wywołały falę krytyki ze strony części kibiców, którzy odebrali je jako atak na Świątek. Sam Zieliński jedynie wsparł parę Errani/Vavassori, która otwarcie deklarowała, że gra w imieniu wykluczonych deblistów.

    Podzielone opinie

    Nie wszyscy w środowisku tenisowym widzą w nowym mikście zagrożenie. Paula Kania-Choduń, była deblistka, chwali pomysł: – Dla mnie to duży plus. Publiczność świetnie się bawiła, a zawodnicy byli zaangażowani. Rozumiem żal deblistów, ale jeśli chcemy rozwijać tenis i przyciągać młodych, to ten format ma sens.

    Matkowski i Kania-Choduń zgodnie jednak przyznają, że na solidarność gwiazd singla wobec deblistów raczej nie ma co liczyć. – Singiel jest bardziej wymagający i kontuzjogenny, więc singliści często nie mają cierpliwości do deblistów – mówi Kania-Choduń.

    Co zrobią inne Szlemy?

    Australian Open na razie zapowiedziało, że pozostaje przy tradycyjnym formacie. Wimbledon prawdopodobnie nie zaryzykuje nowości, by nie niszczyć kortów przed startem turnieju. Największe szanse na podążenie drogą US Open daje się Roland Garros.

    Eksperci nie mają złudzeń – organizatorzy będą podejmować decyzje pod kątem zysków i sponsorów. – Trend jest jasny: tworzy się elita i reszta. To może prowadzić do czegoś na kształt Ligi Mistrzów w tenisie – przewiduje Romer.

    Prestiż kontra pieniądze

    Choć US Open wygrało finansowo, pojawiły się pytania o prestiż. Czy tytuł „wielkoszlemowego mistrza w mikście” zachowuje wagę, jeśli rozgrywa się go w dwa dni, przed oficjalnym startem turnieju? Przykład Świątek pokazuje, że organizacja nie była dopięta – Polka rozpoczęła mikst zaledwie 16 godzin po finale w Cincinnati, a po meczu od razu ruszyła nocnym lotem do Nowego Jorku.

    To wszystko każe pytać, czy organizatorzy sami nie pokazali, jak naprawdę traktują miksta – bardziej jako produkt komercyjny niż tradycyjną część Wielkiego Szlema.

  • 12:0! Polacy nie mają litości dla rywali na mistrzostwach świata

    12:0! Polacy nie mają litości dla rywali na mistrzostwach świata

    Polscy siatkarze U-21 nie zwalniają tempa na mistrzostwach świata rozgrywanych w Jiangmen. W czwartym spotkaniu fazy grupowej pokonali Kazachstan 3:0, choć momentami rywale potrafili postawić im trudne warunki. Biało-Czerwoni zachowali jednak zimną krew w decydujących fragmentach i wciąż mogą pochwalić się perfekcyjnym bilansem – kompletem punktów oraz zerem po stronie straconych setów.

    Od początku pierwszego seta obie drużyny grały wyrównanie, jednak w połowie partii Polacy zaczęli odskakiwać i wypracowali prowadzenie 21:16. Do końca kontrolowali przebieg gry i zwyciężyli 25:21.

    Druga odsłona miała zupełnie inny przebieg – tym razem to Kazachowie objęli prowadzenie po serii skutecznych akcji. Biało-Czerwoni nie pozwolili jednak rywalom odskoczyć na większy dystans, a w końcówce odwrócili losy seta na swoją korzyść. Ponownie triumfowali 25:21.

    W trzeciej partii drużyna Piotra Grabana szybko narzuciła swoje tempo, lecz w połowie seta Kazachowie doprowadzili do wyrównania. Ostatecznie to polski zespół lepiej rozegrał końcówkę i wygrał 25:22, zamykając mecz w trzech odsłonach.

    Wynik meczu 4. kolejki fazy grupowej MŚ U-21:

    Polska – Kazachstan 3:0 (25:21, 25:21, 25:22)

    Przed Biało-Czerwonymi teraz najpoważniejsze wyzwanie w grupie B. We wtorek 26 sierpnia o godz. 5:00 czasu polskiego zmierzą się z Iranem, który także wygrał wszystkie swoje mecze, ale ma nieco gorszy bilans punktów i setów (11 pkt, 12:3). Stawką tego spotkania będzie pierwsze miejsce w tabeli.