• Szeremeta nagle ruszyła na dziennikarza. Ależ sceny po walce na MŚ

    Szeremeta nagle ruszyła na dziennikarza. Ależ sceny po walce na MŚ

    Julia Szeremeta po raz kolejny udowodniła, że potrafi walczyć do końca i wytrzymywać presję. Po niezwykle wymagającym ćwierćfinale mistrzostw świata awansowała do strefy medalowej, co oznacza dla niej co najmniej brąz. Sama jednak jasno podkreśla – jej celem jest złoto.

    Radość i niespodziewana scena po walce

    Tuż po zakończeniu pojedynku, w tunelu za halą, zawodniczkę i jej sztab zaczepił reporter TVP Sport Piotr Jagiełło. – Wykończą mnie te boksy – żartował, zwracając się do polskiej ekipy. Na nagraniu, które później opublikował, widać było ogromną radość Szeremety. W przypływie euforii pięściarka niespodziewanie wskoczyła na operatora Szymona Wodzickiego i mocno go wyściskała. – Niedźwiadek! – krzyknęła, biegnąc w jego stronę.

    Trudny początek, mocny finisz

    W rozmowie z TVP Sport Szeremeta przyznała, że pojedynek wcale nie układał się po jej myśli od samego startu. – Pierwsza runda przegrana, a ja lubię zaczynać od zwycięstwa i później spokojnie kontrolować walkę. Musiałam jednak zachować zimną krew i nie dać się ponieść emocjom, bo rywalka mogłaby mnie skontrować. Wytrzymałam i odwróciłam losy starcia – tłumaczyła.

    Decydująca okazała się trzecia runda. – Po drugiej chciałam od razu poznać punktację, to dla mnie bardzo ważne. Prowadziłam 3:2, więc wiedziałam, że muszę przekonać jeszcze kilku sędziów. W trzeciej rundzie starałam się wchodzić na jej ciosy i natychmiast kontrować prostym tylną ręką. To mogło przechylić szalę zwycięstwa – analizowała.

    Medal już jest, ale apetyt rośnie

    Dzięki wygranej Polka zapewniła sobie minimum brązowy medal mistrzostw świata. Sama jednak traktuje to jako etap w drodze po najwyższy cel. – Jestem dumna z siebie i z dziewczyn z kadry. To dla mnie ważny moment, bo moja historia na mistrzostwach świata dopiero się pisze. Mam nadzieję, że wrócimy do kraju ze złotem i pokażemy, że Polska ma mocną drużynę – podkreśliła.

    Emocje i stres przed wielką stawką

    Choć zwykle uchodzi za zawodniczkę odporną psychicznie, przyznała, że tym razem czuła dodatkowe napięcie. – Miałam lekki stresik, a to mi się rzadko zdarza. Przede mną była przecież walka o medal, a sparing przed turniejem nie poszedł najlepiej. Na szczęście w ringu potrafiłam zachować spokój i opanować emocje – mówiła.

    https://x.com/KrolJagiello/status/1965842500247261433?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1965842500247261433%7Ctwgr%5Ef873db0289d430ac9dd70118c8ba327df58fd6e6%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Fboks%2F76499232243242szeremeta-nagle-ruszyla-na-dziennikarza-alez-sceny-po-walce.html

    Walka o finał

    W półfinale Julia Szeremeta stanie naprzeciw Kolumbijki Valerii Arboledy Mendozy. Pojedynek odbędzie się w piątek 12 września, a dzień później – w przypadku wygranej – Polka zawalczy o złoto mistrzostw świata.

  • Szeremeta nagle padła na deski, a potem stało się to! Jest medal na MŚ!

    Szeremeta nagle padła na deski, a potem stało się to! Jest medal na MŚ!

    Ćwierćfinałowy pojedynek Julii Szeremety z Kariną Ibragimową zaczął się dla Polki w dramatycznych okolicznościach. Już na początku Kazaszka zaskoczyła ją mocnym ciosem i posłała na deski. Wicemistrzyni olimpijska nie poddała się jednak presji – pokazała charakter i ogromną wolę walki. Odwróciła losy starcia i ostatecznie triumfowała na punkty, zapewniając sobie medal mistrzostw świata!

    Polska pięściarka wcześniej świetnie weszła w turniej, pewnie pokonując w pierwszej walce Chinkę Yan Cai 5:0. W ćwierćfinale czekało ją jednak zdecydowanie większe wyzwanie – Ibragimowa to niezwykle doświadczona rywalka, mająca na koncie aż trzy krążki mistrzostw świata: brąz z 2018 roku w wadze do 60 kg, brąz z 2022 roku w kategorii 57 kg oraz srebro wywalczone w 2023 roku w Nowym Delhi.

    Choć początek nie zwiastował sukcesu, Szeremeta szybko odzyskała równowagę. Mimo że po mocnym ciosie rywalki wylądowała na deskach, nie dała się wyliczyć i kontynuowała walkę w swoim charakterystycznym stylu – z opuszczoną gardą i dużą ruchliwością w ringu. W pierwszej rundzie miała jednak problem z przebiciem się przez obronę wyższej przeciwniczki, a jej uderzenia częściej mijały cel niż dochodziły do głowy Ibragimowej.

    W drugiej rundzie Polka wyraźnie przyspieszyła i zaczęła skutecznie skracać dystans, niwelując przewagę wzrostu i zasięgu rąk Kazaszki. Dzięki temu trzech z pięciu sędziów wskazało na jej zwycięstwo w tym starciu. Decydująca, trzecia odsłona była bardzo chaotyczna – momentami walka bardziej przypominała zapasy, bo obie zawodniczki często lądowały na deskach po wzajemnych przepychankach. Choć Ibragimowa trafiała celniej, to Szeremeta prowadziła akcję i zdołała przekonać arbitrów. Ci punktowali jednogłośnie dla Polki w trzeciej rundzie (5:0), a w całej walce przyznali jej zwycięstwo 3:2.

    Dzięki temu Julia Szeremeta została trzecią reprezentantką Polski, która w Liverpoolu sięgnęła po medal mistrzostw świata! W półfinale, który odbędzie się 12 września o godzinie 19:00, zmierzy się z Kolumbijką Arboledą Mendozą.

    Reprezentacja prowadzona przez trenera Tomasza Dylaka spisuje się w Liverpoolu znakomicie. Jeszcze przed ćwierćfinałem Szeremety swoje walki wygrały jej koleżanki z drużyny – Aneta Rygielska (60 kg), która pokonała Ayakę Taguchi, oraz Agata Kaczmarska (+80 kg), która sensacyjnie rozprawiła się z aktualną mistrzynią świata, Yilian Zhan. Obie odniosły pewne zwycięstwa 5:0, co podkreśla świetną formę polskiej ekipy na tegorocznych MŚ.

     

  • Lawina komentarzy po tym, co zrobiła Szeremeta. “Zawał”

    Lawina komentarzy po tym, co zrobiła Szeremeta. “Zawał”

    Julia Szeremeta z medalem mistrzostw świata! „To był prawdziwy thriller”

    Julia Szeremeta znów udowodniła, że jest zawodniczką z charakterem i stalowymi nerwami. Wicemistrzyni olimpijska z Paryża w ćwierćfinale mistrzostw świata w Liverpoolu przeżywała prawdziwy rollercoaster emocji. Po dramatycznym początku, gdy w pierwszej rundzie znalazła się na deskach, potrafiła się podnieść i odwrócić losy pojedynku z utytułowaną Kariną Ibragimową z Kazachstanu. Sędziowie wskazali jej zwycięstwo 3:2, a to oznacza, że Polka zapewniła sobie co najmniej brązowy medal.

    Już sama dramaturgia tego pojedynku sprawiła, że kibice i eksperci długo będą go wspominać. „Co za thriller!”, „Człowiek prawie zszedł na zawał!”, „Zrobiła to w wielkim stylu” – to tylko niektóre z komentarzy, jakie pojawiły się w sieci tuż po końcowym gongu.


    Od upadku do triumfu

    Ćwierćfinał w kategorii do 57 kilogramów rozpoczął się dla Polki najgorzej, jak tylko mógł. Ibragimova, trzykrotna medalistka mistrzostw świata, już w pierwszej odsłonie zadała celny cios, po którym Szeremeta znalazła się na deskach. Wydawało się, że walka może zakończyć się przed czasem. Jednak to właśnie w takich momentach objawia się prawdziwy mistrzowski charakter.

    W drugiej rundzie Polka zaczęła odrabiać straty, stopniowo skracając dystans i neutralizując przewagę lewej ręki Kazaszki. Sędziowie zapisali tę część na jej korzyść w stosunku 3:2. W decydującej, trzeciej rundzie Szeremeta nie pozostawiła już żadnych wątpliwości – wszyscy arbitrzy jednogłośnie wskazali ją jako zwyciężczynię.


    Eksperci zachwyceni: „Wyszarpała to zwycięstwo”

    Łukasz Gagaska nie krył emocji po werdykcie:
    – Julia Szeremeta w półfinale mistrzostw świata w Liverpoolu! To już trzeci medal dla Polski. Przyznam szczerze, że nerwy przed ogłoszeniem wyniku były ogromne. O wszystkim zadecydowała trzecia runda. Brawo, Julia!

    Piotr Jagiełło z TVP Sport podkreślał, że Polka musiała gonić wynik:
    – Trzeba było odrabiać straty i Julka zrobiła to w wielkim stylu. Rywalka to przecież trzykrotna medalistka mistrzostw świata. Co za horror!

    Profil RingBlog.pl relacjonował niemal na żywo:
    – Julia nie weszła dobrze w pierwszą rundę, Ibragimova skutecznie punktowała przednią ręką. Druga odsłona to już poprawa – 3:2 dla Szeremety. Trzecią rundę wygrała u wszystkich sędziów. Odrobiła to i wyszarpała! To jest właśnie znak mistrzów. Człowiek prawie zszedł na zawał…

    Mateusz Hencel również nie szczędził pochwał:
    – Co za thriller! Julka Szeremeta wyrwała tę walkę w spektakularnym stylu. Ibragimova była niezwykle trudna do boksowania, ale nasza zawodniczka znakomicie rotowała pozycją i odnalazła sposób, by ją przełamać. Mamy już trzy medale mistrzostw świata – co za historia!


    „Boks jest piękny i cholernie trudny”

    Na koniec warto przytoczyć słowa Artura Czaplińskiego, który jeszcze przed pojedynkiem zwracał uwagę na wyjątkowy dzień dla polskiego boksu:
    – Dziś w Liverpoolu jeden z najważniejszych dni dla naszego boksu olimpijskiego od dekad. Siedem ćwierćfinałów, każda wygrana to medal. Każda walka ma swoją historię. Boks jest piękny, ale i cholernie trudny. Dlatego go kochamy!


    Julia Szeremeta udowodniła, że jest nie tylko medalistką olimpijską, ale również zawodniczką, która potrafi podnieść się w najtrudniejszym momencie i odwrócić losy walki. Teraz przed nią półfinał i szansa, by powalczyć o jeszcze więcej niż brąz. Bez względu na dalszy rozwój wydarzeń, już teraz zapisała kolejny wspaniały rozdział w historii polskiego boksu.

  • Nie mam wątpliwości”. Oto co słynny trener Szarapowej wróży Świątek

    Nie mam wątpliwości”. Oto co słynny trener Szarapowej wróży Świątek

    Iga Świątek uchodziła za jedną z największych faworytek tegorocznego US Open. Choć początkowo wszystko układało się po jej myśli, to jednak w ćwierćfinale niespodziewanie zatrzymała ją Amanda Anisimova. Polka musiała wówczas zmierzyć się z falą krytyki, zarówno za samą porażkę, jak i późniejsze zachowanie na konferencji prasowej. Mimo to jej dokonania i potencjał wciąż budzą zachwyt legend światowego tenisa. Jeden z nich, słynny trener Rick Macci, nie ukrywa podziwu dla Świątek. – Nie mam żadnych wątpliwości, że wkrótce zostanie numerem jeden – podkreślił.

    Forma Igi w ostatnich tygodniach była imponująca – najpierw triumfowała w Wimbledonie, a następnie w prestiżowym turnieju w Cincinnati. Nic więc dziwnego, że w Nowym Jorku wymieniano ją w gronie głównych kandydatek do zwycięstwa. Tym większym zaskoczeniem okazała się ćwierćfinałowa przegrana z Anisimovą, którą zaledwie kilka tygodni wcześniej Polka zdominowała w londyńskim finale, nie oddając jej nawet gema.

    Choć po tym spotkaniu pojawiło się wiele krytycznych głosów, legendy tenisa nie tracą wiary w 23-latkę. John McEnroe podkreśla, że Świątek wciąż prezentuje wysoki poziom. – Iga rozegrała w Nowym Jorku świetny turniej. Miała chwilę słabości, ale w ostatnich miesiącach udowodniła, że ten trudniejszy okres jest już za nią – zaznaczył były mistrz.

    Jeszcze dalej w swoich komplementach poszedł Rick Macci, który w przeszłości pracował m.in. z Marią Szarapową i siostrami Williams. Amerykanin od dawna określa Świątek przydomkiem Punisher. – Punisher jest gotowa sięgnąć nieba, wznieść się na wyższy poziom i latać – powiedział, szczególnie chwaląc jej fenomenalną pracę nóg i ruch po korcie. – Iga ma ogromne ambicje i nie mam wątpliwości, że wkrótce obejmie prowadzenie w rankingu – dodał na platformie X.

    Macci nie po raz pierwszy tak wysoko ocenił Polkę. Już wcześniej zwracał uwagę na jej wyjątkową odporność psychiczną. – Jej umysł jest z granitu. To jedna z najsilniejszych mentalnie zawodniczek od czasów Sereny Williams. W Wimbledonie, kiedy dopadła rywalkę, była jak polski pitbull – nie odpuszczała – pisał podczas londyńskiego turnieju.

    Na razie nie wiadomo jeszcze dokładnie, kiedy Świątek wróci do gry. Najprawdopodobniej jej kolejnym startem będzie turniej WTA 500 w Seulu, co zapowiedziała już w maju. Następnie planowane są występy w Chinach – w Pekinie oraz Wuhan.

    https://x.com/RickMacci/status/1965661446261424258?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1965661446261424258%7Ctwgr%5E77898442e5b951af1e421fd04354f97b0c2ae924%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732241522nie-mam-watpliwosci-oto-co-slynny-trener-szarapowej-wrozy.html

     

  • 2, 6:0. Skompromitowała się. A dopiero była “postrachem” Świątek

    2, 6:0. Skompromitowała się. A dopiero była “postrachem” Świątek

    Jeszcze do niedawna Maria Sakkari należała do ścisłej czołówki kobiecego tenisa, a dla Igi Świątek była wyjątkowo wymagającą rywalką. Dziś jednak Greczynka jest jedynie cieniem dawnej siebie, a jej występ w I rundzie turnieju WTA 500 w Guadalajarze pokazał dobitnie, jak głęboki kryzys przeżywa. Sakkari poniosła bolesną porażkę z zawodniczką niżej notowaną w rankingu WTA.

    Z postrachu Świątek do tenisistki w kryzysie

    Jeszcze dwa lata temu grała w prestiżowych WTA Finals i uchodziła za jedną z najgroźniejszych przeciwniczek Świątek. Teraz pozostaje jej jedynie wspominać dawne sukcesy. Obecnie plasuje się na 55. miejscu w rankingu WTA, a bieżący sezon jest pierwszym od 2020 roku, w którym nie zdołała awansować do żadnego finału. W całym 2025 roku tylko w trzech turniejach udało jej się wygrać więcej niż jeden mecz w głównej drabince. Po przyzwoitym, choć nie spektakularnym, występie w US Open (III runda, porażka z Beatriz Haddad Maią), Greczynka udała się do Guadalajary. Miała powody, by tam jechać – w 2023 roku to właśnie w Meksyku świętowała jeden z największych triumfów w karierze. Tym razem jednak skończyło się na sportowej kompromitacji.

    Upokorzenie w Guadalajarze

    Rywalką Sakkari była 22-letnia Francuzka Elsa Jacquemot, notowana na 83. miejscu w rankingu WTA. Choć na papierze to Greczynka uchodziła za faworytkę, na korcie role szybko się odwróciły. Pierwszy set skończył się jeszcze stosunkowo łagodnie – Sakkari urwała dwa gemy, ale ani razu nie wywalczyła sobie szansy na przełamanie.

    Prawdziwy dramat rozegrał się jednak w drugiej partii. Tam Sakkari praktycznie nie istniała. Wygrała jedynie dziesięć wymian i nie zdobyła ani jednego gema. Set trwał zaledwie 27 minut i zakończył się wynikiem 6:0 dla Francuzki. Cały mecz zamknął się w 76 minutach, a Jacquemot awansowała do 1/8 finału, gdzie zmierzy się z Elise Mertens.

    Dla Sakkari to kolejny bolesny sygnał, że jej forma niebezpiecznie szybkuje w dół. Z tenisistki, która jeszcze niedawno potrafiła eliminować najlepsze zawodniczki świata, dziś została zawodniczka walcząca z własnymi słabościami i coraz częściej ponosząca upokarzające porażki.

  • Chce usunąć Sabalenkę z WTA. “Jej po prostu nie powinno być”

    Chce usunąć Sabalenkę z WTA. “Jej po prostu nie powinno być”

    Aryna Sabalenka sięgnęła po triumf w US Open i potwierdziła, że obecnie jest najbardziej stabilnie grającą tenisistką na świecie. Jej sportową klasę docenił Tomasz Wolfke, komentator Eurosportu, który jednocześnie zaznaczył, że w jego opinii Białorusinka w ogóle nie powinna występować w zawodowym tourze. – Zawsze to podkreślam i powiem to ponownie, publicznie – rozpoczął stanowczo swoją wypowiedź.

    Jeszcze kilka lat temu Sabalenka była zawodniczką nieprzewidywalną – potrafiła odnieść efektowne zwycięstwo, by w kolejnym turnieju rozczarować i przegrać z dużo niżej notowaną rywalką. Obecnie jednak uchodzi za symbol konsekwencji i solidności. W tym sezonie aż trzy razy wystąpiła w finałach turniejów wielkoszlemowych (a raz doszła do półfinału), a w Nowym Jorku sięgnęła po najważniejsze trofeum.

    W rozmowie na kanale YouTube „Przeglądu Sportowego Onet” Wolfke przyznał, że mimo znakomitej formy Sabalenki, jej obecność na światowych kortach powinna być wykluczona z uwagi na narodowość. – Aryna jest bezdyskusyjnie numerem jeden i musimy to przyjąć do wiadomości. Ale nie jest bohaterką mojej historii i powtórzę to wyraźnie: jej po prostu nie powinno być w rywalizacji, dopóki trwa wojna na Ukrainie. Tak samo jak Rosjan i Białorusinów w wielu innych dyscyplinach sportu – mówił dziennikarz.

    Dodał przy tym: – Rozumiem, dlaczego w tenisie jest inaczej, ale nie zgadzam się z tym i zawsze będę protestował przeciwko takiemu rozwiązaniu. Skoro jednak Rosjanie i Białorusini występują, trzeba oddać Sabalence, że prezentuje najwyższą klasę sportową. Rozwija się i zmienia, a przy tym jest kompletnie inną osobowością niż Iga Świątek, choć ich styl gry ma pewne podobieństwa. U Sabalenki jednak większy nacisk kładziony jest na siłę niż na samą sprawność – podsumował Wolfke.

  • Czasami mam wrażenie, że Iga napina się na polskich dziennikarzy”

    Czasami mam wrażenie, że Iga napina się na polskich dziennikarzy”

    Iga Świątek podczas tegorocznego US Open budziła emocje nie tylko na korcie, ale także na konferencjach prasowych po meczach. Często dawała tam upust swojej frustracji wobec pytań dziennikarzy, które momentami balansowały na granicy dobrego smaku. Czy jednak takie zachowanie można usprawiedliwić? – Zawodnicy przeżyli już tak wiele i usłyszeli tyle absurdalnych pytań, że pewne rzeczy nie powinny ich dziwić – stwierdził w programie Misja Sport Dawid Celt.

    Podczas nowojorskiego turnieju spotkania z mediami w wykonaniu 24-latki budziły spore poruszenie – i to nie zawsze w pozytywnym sensie. Największe echa odbiła konferencja po meczu z Suzan Lamens (6:1, 4:6, 6:4). Świątek najpierw zmierzyła się z niezrozumiałym pytaniem polskiego dziennikarza o byłego trenera Tomasza Wiktorowskiego, a chwilę później usłyszała wręcz kuriozalne pytanie, czy kiedykolwiek myślała o wystąpieniu na korcie z koralikami we włosach.

    Do zachowania Świątek Celt odniósł się wprost: – Mam wrażenie, że Iga napina się na polskich dziennikarzy, nie wiem dlaczego. Trudno mi to ocenić. Być może była po prostu wściekła po porażce, bo wie, że gra dobrze i wygrywa duże turnieje. Okej, tym razem odpadła w ćwierćfinale, ale to przecież nie oznacza automatycznie, że powinna zrobić sobie przerwę – mówił były tenisista.

    Celt zwrócił uwagę, że zawodnicy z czołówki powinni być przygotowani na niewygodne pytania: – W trakcie konferencji padają często mało komfortowe kwestie. Myślę, że gracze słyszeli już tyle niedorzecznych rzeczy, że nie powinno ich to zaskakiwać.

    W studiu obecny był również Tomasz Wolfke, który zwrócił uwagę na relacje Świątek z mediami: – To jest pewien problem i powtarzam to regularnie. Chciałbym, żeby Iga była bardziej obecna w przestrzeni medialnej i żeby pokazywała się w bardziej naturalny sposób – zauważył komentator Eurosportu.

    Wolfke przypomniał przy tym, że Polka potrafi otworzyć się przed mediami, czego dowodem była jej rozmowa z Anitą Werner w TVN24 w ubiegłym roku, gdy zmagała się z podejrzeniami dopingowymi. – Jak trwoga, to do Boga. Wtedy zobaczyliśmy inną Igę – szczerą, otwartą, a jednocześnie świetnie poprowadzoną przez dziennikarkę, która sama zna realia sportu. Chciałbym częściej widzieć taką Świątek, ale to też kwestia decyzji jej samej i sztabu, który bardzo reglamentuje jej kontakt z mediami – podsumował.

  • Nagła rezygnacja podopiecznej Tomasza Wiktorowskiego. Sytuacja się powtarza

    Nagła rezygnacja podopiecznej Tomasza Wiktorowskiego. Sytuacja się powtarza

    Ostatnie tygodnie były dla Naomi Osaki niezwykle intensywne. Pod koniec lipca Japonka ogłosiła zakończenie współpracy z Patrickiem Mouratoglou, a już chwilę później rozpoczęła treningi pod okiem Tomasza Wiktorowskiego. Początkowo miała to być jedynie tymczasowa współpraca, jednak szybko przerodziła się w stałą. Efekty pojawiły się niemal od razu – finał turnieju WTA 1000 w Montrealu oraz półfinał US Open, w którym Osaka minimalnie uległa Amandzie Anisimovej. Teraz jednak wydawało się, że ich drogi na moment się rozejdą. Japonka podjęła jednak ważną decyzję, która zmienia jej plany.

    Po latach poszukiwań dawnej formy Osaka wreszcie odzyskała radość z gry. To właśnie ona towarzyszyła jej w najlepszych sezonach, kiedy sięgała po cztery tytuły wielkoszlemowe i przez 25 tygodni zajmowała pozycję liderki rankingu WTA. Wyniki osiągnięte w Montrealu i Nowym Jorku to sygnał, że tenisistka wraca do ścisłej światowej czołówki, a duża w tym zasługa Wiktorowskiego, który kilka lat temu doprowadził Igę Świątek na sam szczyt.

    Na chwilę przed rozpoczęciem ostatniej części sezonu planowano, że drogi zawodniczki i trenera się rozdzielą – powodem był finał Billie Jean King Cup w Shenzhen, gdzie Osaka miała wystąpić w barwach Japonii. Nowa lokalizacja i wrześniowy termin miały ułatwić udział największych gwiazd, ale efekt okazał się odwrotny. Kolejne tenisistki zaczęły rezygnować z występu.

    Japonia przystąpi do finału bez Osaki, a podobne decyzje podjęły m.in. Emma Raducanu, Madison Keys i Qinwen Zheng. Raducanu zamiast gry w reprezentacji wybrała dziką kartę do turnieju WTA 500 w Seulu, gdzie planowany jest także występ Igi Świątek i Amandy Anisimovej. Z kolei w drużynie Japonii Osakę zastąpi Nao Hibino. Keys została zastąpiona przez McCartney Kessler, a Zheng – przez Xiyu Wang. W miejsce Raducanu powołanie otrzymała Francesca Jones.

    Tym samym prestiż finałowego turnieju w Shenzhen wyraźnie spadł. Z największych gwiazd wciąż pozostają Jasmine Paolini, Jelena Rybakina, Emma Navarro czy Paula Badosa (choć Hiszpanka nie gra od końca czerwca). Najmocniej wyglądają składy Ukrainy z Martą Kostiuk i Eliną Switoliną oraz USA z Jessicą Pegulą i Navarro. Włoszki liczą na duet Paolini–Errani, a Kazachstan na Rybakinę.

    Dla Osaki oznacza to, że – podobnie jak rok temu – rezygnuje z Billie Jean King Cup, choć tym razem nie z powodu kontuzji, a świadomego wyboru. Dzięki temu będzie mogła spokojnie przygotować się z Wiktorowskim do dwóch dużych imprez w Chinach: w Pekinie i Wuhanie. Japonka wciąż zachowuje matematyczne szanse na awans do WTA Finals, ale jej strata do ósmej w rankingu Rybakiny przekracza 1500 punktów, co sprawia, że będzie to niezwykle trudne zadanie.

  • Świątek wróciła do Polski i przeszła badania. Lekarz mówi o wynikach

    Świątek wróciła do Polski i przeszła badania. Lekarz mówi o wynikach

    Iga Świątek podczas tegorocznego US Open nie mogła w pełni zrealizować zaplanowanego cyklu treningowego. Powodem były problemy z prawą stopą. Jak poinformował „Przegląd Sportowy Onet”, szczegółowe badania wykazały zmiany przeciążeniowe. Pojawiła się jednak również pozytywna informacja w kontekście jej kolejnych startów.

    Polka w Nowym Jorku powtórzyła wynik sprzed roku, kończąc rywalizację na ćwierćfinale. Na tym etapie musiała uznać wyższość Amandy Anisimovej, która wygrała 6:4, 6:3 i w ten sposób zrewanżowała się Świątek za dotkliwą porażkę w finale Wimbledonu (0:6, 0:6). Jeszcze w trakcie turnieju docierały sygnały, że 24-latka zmaga się z przeciążeniami stopy, co utrudniało jej swobodne poruszanie się i uniemożliwiało odbycie wszystkich jednostek treningowych.

    Badania i decyzja sztabu

    Lekarz tenisistki, Mateusz Dawidziuk, tuż po zakończeniu US Open podkreślał, że zawodniczka przejdzie w kraju dokładne badania i zostanie objęta opieką specjalistów. Już 15 września startuje turniej WTA 500 w Seulu i początkowo w sztabie rozważano wycofanie się z tej imprezy. Ostatecznie jednak wygląda na to, że Świątek poleci do Korei Południowej zgodnie z wcześniejszym planem.

    – Kompleksowe badania potwierdziły zmiany przeciążeniowe w stopie. Jednak tydzień odpoczynku po wyjątkowo intensywnym okresie startowym powinien wystarczyć, by Iga była gotowa do dalszej rywalizacji w Azji – wyjaśnił Dawidziuk w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet”.

    Perspektywy i szansa rankingowa

    Letnie miesiące były dla Świątek niezwykle wymagające – sięgnęła w nich po triumf w Wimbledonie oraz w turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Właśnie ta intensywność mogła przyczynić się do obecnych problemów zdrowotnych. Teraz przed nią kolejna seria ważnych występów, ale także możliwość zdobycia cennych punktów rankingowych.

    W Seulu Iga zagra po raz pierwszy. Następnie czekają ją turnieje w Pekinie i Wuhan (oba rangi WTA 1000). W ubiegłym sezonie Polka nie występowała w Chinach, co oznacza, że ma szansę powiększyć dorobek punktowy i zbliżyć się w klasyfikacji do liderki rankingu Aryny Sabalenki. Na ten moment różnica wynosi aż 3292 punkty.

  • Świątek wywołała burzę. Wystarczyło jedno słowo. “To było żenujące”

    Świątek wywołała burzę. Wystarczyło jedno słowo. “To było żenujące”

    Iga Świątek zakończyła tegoroczny udział w US Open na ćwierćfinale, przegrywając z reprezentantką gospodarzy Amandą Anisimovą. Amerykańscy dziennikarze w rozmowie ze Sport.pl wskazali, co ich zdaniem przesądziło o takim wyniku i odnieśli się również do głośnej konferencji prasowej Polki. – To było żenujące pytanie, jedno niefortunne słowo mogło sprowokować Igę – oceniają.

    Ćwierćfinał w Nowym Jorku

    Świątek uległa Anisimovej 4:6, 3:6, powtarzając wynik sprzed roku, gdy w tej samej fazie turnieju musiała uznać wyższość Jessiki Peguli. Eksperci zza oceanu przywołują wcześniejsze spotkanie obu tenisistek – lipcowy finał Wimbledonu, w którym Polka rozgromiła Amerykankę 6:0, 6:0.

    – Tamten finał nie odzwierciedlał prawdziwego poziomu Amandy. W Londynie Iga grała fenomenalnie i pewnie pokonałaby każdą rywalkę, a Anisimova nie była wtedy sobą – mówi Amy Lundy Dahl z Tennisconnected.com.

    Zdaniem dziennikarki, w Nowym Jorku decydujące były trzy elementy: sprzyjające Amerykance warunki, kłopoty Świątek z forhendu oraz problemy przy serwisie. – Iga nie radziła sobie z forhendem, a do tego serwowała słabiej. Amanda świetnie returnowała i konsekwentnie to wykorzystywała – podkreśla Dahl.

    Jon Wertheim z CBS i Sports Illustrated dodaje, że spotkanie na twardej nawierzchni od początku toczyło się w korzystniejszych realiach dla Anisimovej. – Wszyscy pamiętali Wimbledon, ale w Nowym Jorku oglądaliśmy zupełnie inny mecz. Amanda grała agresywnie, dyktowała tempo, a Iga wyglądała na nieco przygaszoną – zauważa.

    Anisimova: lekcja z Londynu

    Amerykanka, pytana o porównania obu meczów, przyznała, że dotkliwa porażka w Londynie szybko została przez nią przepracowana. – Płakałam może pół godziny, a później potrafiłam się już z tego śmiać. Ta lekcja pomogła mi stać się silniejszą i dziś jestem dumna z tego, jak potrafiłam się podnieść – stwierdziła Anisimova.

    Burzliwa konferencja Świątek

    Po meczu wiele mówiło się także o wymianie zdań Świątek z brytyjskim dziennikarzem Davidem Lawem. Reporter zapytał Polkę, czy nie potrzebuje „przerwy mentalnej”. Ta natychmiast zareagowała, dopytując o sens pytania i wyraźnie dała do zrozumienia, że nie zamierza szukać wytłumaczeń w zmęczeniu.

    – Miałam wrażenie, że pytanie było próbą usprawiedliwienia jej porażki albo próbą włożenia słów w jej usta. To było żenujące – ocenia Amy Lundy Dahl.

    Jon Wertheim dodaje, że prawdopodobnie to jedno słowo – „mentalny” – wywołało tak gwałtowną reakcję. – Świątek wielokrotnie zwracała uwagę na zbyt długi sezon i związane z nim obciążenia. Zapytanie o przerwę było zasadne, choć rzeczywiście niefortunnie sformułowane – tłumaczy.

    Mocne dwa miesiące Polki

    Amerykańscy dziennikarze podkreślają jednak, że ćwierćfinał w Nowym Jorku nie powinien przysłonić ostatnich sukcesów Świątek. Polka po triumfie w Wimbledonie wygrała także turniej WTA 1000 w Cincinnati, a w mikście z Casperem Ruudem dotarła do finału US Open.

    – Za kulisami zebrała mnóstwo pochwał za grę w mikście. Mogła z tego zrezygnować, a jednak zdecydowała się wystąpić i dojść aż do finału. Ostatnie tygodnie były dla niej bardzo udane, Iga jest dziś w zupełnie innym miejscu niż w połowie sezonu – podsumowuje Wertheim.

    W finale US Open Amanda Anisimova uległa Arynie Sabalence 3:6, 6:7. Choć ponownie nie zdobyła wielkoszlemowego tytułu, to od poniedziałku cieszy się z awansu na najwyższe w karierze, czwarte miejsce w rankingu WTA. W czołowej „10” są też inne Amerykanki: Coco Gauff, Madison Keys i Jessica Pegula.