• ‎Było 1:5, gdy Świątek ruszyła na Rosjankę. Niesamowity mecz w US Open

    ‎Było 1:5, gdy Świątek ruszyła na Rosjankę. Niesamowity mecz w US Open

    ‎Było 1:5, gdy Świątek ruszyła na Rosjankę. Niesamowity mecz w US Open

    ‎Iga Świątek przegrywała z Anną Kalinską aż 1:5, ale obroniła cztery setbole i wygrała tę partię! A później wygrała też cały mecz 7:6 (2), 6:4. W trzeciej rundzie US Open Polka grała początkowo jak nie ona, ale nie dała się złamać Rosjance, a przede wszystkim nie załamała się własną niemocą.

    ‎Półtora roku temu Iga Świątek przegrała z Anną Kalinską 4:6, 4:6 w półfinale w Dubaju, a dwa tygodnie temu pokonała ją 6:3, 6:4 w ćwierćfinale w Cincinnati. Było jasne, że w trzeciej rundzie US Open 2025 naszą wiceliderkę światowego rankingu czeka trudne zadanie. Ale kto przewidział, że jeszcze trudniejszą rywalką od 29. na liście WTA Rosjanki dla Świątek będzie sama Świątek?

    ‎Pierwszy gem – serwuje Świątek, wygrywa do 15. Jest dobrze, jest spokojne, pewne wejście w mecz. I nagle na korcie zaczyna się dziać coś, w co trudno uwierzyć – 1:1, 1:2, 1:3, 1:4, 1:5, a przy 2:5 aż cztery setbole dla Rosjanki.

    ‎Świątek sama się przełamywała

    ‎Dlaczego to się tak potoczyło? Cóż, po wygraniu pierwszego gema Świątek miała dwie piłki na 2:0. Ale breakpointów nie wykorzystała na własne życzenie. Po prostu popełniała błędy. A później było jeszcze gorzej. Na 1:2 Świątek przełamała się sama – przy stanie 30:40 popełniła podwójny błąd serwisowy. Po chwili Kalinska wygrała gema przy swoim serwisie na 3:1, a na 1:4 Świątek znów przełamała się sama. Znowu przy stanie 30:40 nie wytrzymała i popełniła podwójny błąd serwisowy.

    ‎Kalinska prowadziła 4:1 z podwójnym przełamaniem, bo ryzykowała i grała swój szybki, szalony tenis. Ale trudno było nie zauważyć, że z 21 punktów, jakie zdobyła w tych pięciu pierwszych gemach, aż 12 dostała od Świątek w prezencie. Wtedy Polka miała już na koncie aż tyle niewymuszonych błędów, a Rosjanka – tylko cztery. Co gorsza, nie wyglądało na to, że Świątek w psuciu się zatrzyma. W trakcie gema na 5:1 dla Kalinskiej po każdym przegranym punkcie Iga gestykulowała do swojego sztabu. Realizator transmisji pokazywał nam, że trener Wim Fissette coś mówi, ale raczej nie były to słowa kierowane do zawodniczki, tylko do Darii Abramowicz i Macieja Ryszczuka, którzy siedzieli obok. A oni – psycholożka i trener przygotowania fizycznego – nawet nie odpowiadali, widzieliśmy tylko ich zafrasowane

    ‎Po pięciu gemach z rzędu wygranych przez Kalinską Świątek wreszcie wygrała gema przy swoim podaniu na 2:5. Ale po 37 minutach gry przy swoim serwisie Rosjanka miała pierwszego setbola. A po 38 minutach drugiego. Świątek oba obroniła i chyba uwierzyła w to, w co pewnie nie wierzyli już nawet jej najzagorzalsi fani. Trzeciego setbola Kalinska zmarnowała sama, podwójnym błędem serwisowym. Czwartego zepsuła w taki sam sposób. A Świątek chwyciła tę dłoń wyciągniętą przez rywalkę i nie utonęła.

    ‎Po obronie czterech setboli Iga wykorzystała pierwszego breakpointa w tym gemie i zmniejszyła straty na 3:5. Za chwilę wygrała do 15 swojego gema serwisowego i było już tylko 4:5. Do 15 wygrała też kolejnego gema serwisowego rywalki. – Zmieniło się tempo gry Kalinskiej, bo wynik jest stykowy i ona już nie chce ryzykować. A Iga już się tak nie spieszy – analizował wtedy Lech Sidor, który razem z Markiem Furjanem komentował mecz w Eurosporcie. – Zobacz, zniknęły błędy – cieszył się Sidor za moment, gdy Świątek dogoniła Kalinską na 5:5.

    ‎Świątek starła Kalinskiej uśmiech z ust. Co za tie-break!

    ‎Dwie-trzy minuty później były tenisista irytował się po błędach Polki. Świątek przy swoim serwisie prowadziła 30:15, ale przegrała trzy punkty z rzędu. Ten na 30:30 Kalinska wygrała po pięknym bekhendzie po przekątnej, a więc trudno i brawo. Ale dwa kolejne punkty Świątek jej podarowała. – Te forhendy były wyrzucone w aut nie o 10 centymetrów, tylko o dwa metry. To prezenty – mówił Sidor. Po ich przyjęciu i z prowadzeniem 6:5 Rosjanka z uśmiechem schodziła na krótką przerwę.

    ‎Ten uśmiech na jej ustach zgasł, gdy Świątek kapitalnym lobem odpowiedziała na jej potężne zbicie spod siatki i wyszła na 40:15 w następnym gemie. Iga miała więc dwie szanse na wyrównanie 6:6. Pierwszego breakpointa Kalinska obroniła akcją przy siatce. Drugiego też obroniła – serwisem. A za chwilę Świątek miała trzeciego, po podwójnym błędzie serwisowym Rosjanki. Niestety, Świątek uderzyła bekhendem po linii w siatkę i znów była równowaga. Ale za moment był czwarty break dla Świątek, po jej bekhendowym returnie po linii. I tę czwartą szansę Polka wykorzystała – wyrównała na 6:6, doprowadziła do tie-breaka! Kalinska pomogła, popełniając błąd (forhend w siatkę).

    ‎- Ojej, ojej! Coś pięknego – zachwycał się Furjan po punkcie na 1:0. W tamtej akcji Iga dogoniła piłkę w narożniku i odegrała w narożnik Rosjanki nad korytarzem deblowym, niemal mijając siatkę. Po chwili równie pięknym bekhendem Świątek wyszła na 2-0. A zaraz było 3-0 i Świątek serwowała. I wyserwowała sobie prowadzenie 4-0. A do tego, również serwisem, dorzuciła punkt na 5-0. Iga wreszcie rządziła w tie-breaku. W tym sezonie to rzadkość. Dotąd jej tie-breakowy bilans w 2025 roku był niekorzystny – wygrała cztery, a przegrała siedem. Tego z Kalinską wygrała bardzo pewnie, 7-2.

    ‎Wygląda na to, że Świątek pomogła ta wycieczka

    ‎Bardzo możliwe, że kluczowa dla odrabiania strat przez Igę była jej jedna wycieczka. Przy stanie 2:5 Świątek podeszła do swojego teamu i rozmawiała z Fissettem.

    ‎Po pierwszym secie dużo żywszą rozmowę ze swoją trenerką toczyła Kalinska. Na początku drugiej partii było widać, jak bardzo Rosjanka jest zdenerwowana. Już w pierwszym gemie Świątek ją przełamała.

    ‎Wielka szkoda, że przy prowadzeniu 7:6, 1:0 Polka nie wyserwowała sobie kolejnego gema, że nie odjechała. Wtedy mentalnie Rosjance byłoby jeszcze trudniej. Niestety, Iga znów zaczęła popełniać błędy i przegrała swój serwis do 15. A później miała breaka przy podaniu Kalinskiej, ale Rosjanka przepchnęła tego gema na przewagi i w drugiej partii wyszła na prowadzenie 2:1.

    https://x.com/TomekMoczerniuk/status/1961940465185436043

    ‎Znów trochę się niepokoiliśmy, widząc, że gra Świątek faluje. Na szczęście opadania w tym falowaniu nie były aż tak niskie, jak przez długą część pierwszego seta. Bolało, że Polka wciąż nie trafiała pierwszym serwisem, choć 37 proc. skuteczności z pierwszej partii w drugiej podskoczyło do 59 proc. Ale zdecydowanie na plus było to, że Iga nie wróciła do popełniania aż tylu błędów (23 niewymuszone pomyłki w pierwszym secie i 10 w drugim). W każdym razie, gdyby na początku drugiego seta dla odmiany to ona nie podała rywalce pomocnej dłoni, to pewnie mecz skończyłby się szybko. Bo po przegraniu pierwszej partii i na samym początku drugiej Kalinska wyglądała, jakby się obraziła i jakby chciała jak najszybciej to skończyć, bez względu na wynik.

    ‎Natomiast po wyjściu na 2:1 Kalinska odzyskała wiarę i po przełamaniach na 1:0 i 1:1 aż do stanu 4:4 oglądaliśmy gemy wygrywane przez tenisistki serwujące. Aż wreszcie w końcówce Świątek znów przycisnęła, znów pokazała klasę. Na 5:4 przełamała Kalinską w grze na przewagi. A za moment już pewnie, do 30, wygrała swojego gema serwisowego, wykorzystując już pierwszego meczbola.

    ‎W czwartej rundzie US Open Iga Świątek zmierzy się z kolejną Rosjanką Jekatieriną Aleksandrową (13 WTA).

  • Skandaliczny gest Izraelczyka w trakcie meczu z Polakami. Będzie o tym głośno

    Skandaliczny gest Izraelczyka w trakcie meczu z Polakami. Będzie o tym głośno

    Polscy koszykarze w swoim drugim meczu grupowym EuroBasketu zmierzyli się z Izraelem i szybko okazało się, że to nie będzie zwykłe spotkanie. Emocje sięgały zenitu zarówno przed halą, jak i na trybunach Spodka, a napięta atmosfera miała swoje konsekwencje również na parkiecie.

    Już na kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem w Katowicach było niespokojnie. Pod halą odbywały się demonstracje, w których – mimo ogromnych różnic ideologicznych – wspólnie występowali przedstawiciele Młodzieży Wszechpolskiej oraz inicjatywy „Katowice dla Palestyny”. Obie strony podkreślały: „Nie zgadzamy się na ludobójstwo w Gazie”.

    Nie mniej gorąco było wewnątrz hali. Kibice przywitali izraelską drużynę gwizdami, a kiedy rozbrzmiał hymn rywali, reakcja była jeszcze mocniejsza. Część fanów nie tylko wygwizdała melodię, ale też ostentacyjnie pozostała na swoich miejscach, bojkotując ten moment.

    W takiej atmosferze doszło do zachowania, które wzbudziło prawdziwe oburzenie. Rozgrywający Izraela Yam Madar po jednym z celnych rzutów wykonał gest przypominający pistolet i zaczął udawać, że strzela w stronę trybun. Symbolika była oczywista, a sytuacja od razu wywołała falę krytyki. Ten ruch nie tylko podgrzał napięcie, ale może też stać się poważnym problemem dla samego zawodnika, który będzie musiał tłumaczyć swoje intencje.

    Incydent nabiera szczególnego znaczenia w kontekście niedawnych spięć na linii Polska–Izrael. Jeszcze niedawno głośno było o transparentach podczas meczów Rakowa Częstochowa z Maccabi Hajfa – w Częstochowie pojawił się napis „Izrael morduje, a świat milczy”, a w rewanżu w Debreczynie izraelscy kibice odpowiedzieli hasłem „Mordercy od 1939 r.”.

    Trudno nie przypomnieć też sytuacji z 2019 roku, gdy piłkarska reprezentacja Polski mierzyła się z Izraelem. Krzysztof Piątek po zdobytej bramce zrezygnował wtedy ze swojej charakterystycznej cieszynki z gestem pistoletów. – „Mamy szacunek do każdego rywala. Wiadomo, jaka jest sytuacja polityczna w Izraelu i zachowałem się z respektem. Do swojego gestu wrócę, ale nie w tym meczu” – tłumaczył wtedy napastnik. To porównanie samo nasuwa się w odniesieniu do Madara.

    Na koniec dnia izraelski koszykarz i tak nie miał powodów do radości. Jego drużyna przegrała z Polską 64:66 po dramatycznej końcówce. Decydujące punkty na 13 sekund przed ostatnią syreną zdobył Jordan Loyd, zapewniając biało-czerwonym zwycięstwo i dodatkowo pogłębiając frustrację rywali.

    https://x.com/1976Tomek/status/1961888579317039350?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1961888579317039350%7Ctwgr%5E689f4ff91e8e54fd5c11fd7fa56ed525ec5b54fc%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Fkoszykowka%2F76494732214702skandaliczny-gest-izraelczyka-w-trakcie-meczu-z-polakami-bedzie.html

  • US Open: Iga Świątek – Anna Kalinska [RELACJA NA ŻYWO]

    US Open: Iga Świątek – Anna Kalinska [RELACJA NA ŻYWO]

    Iga Świątek w trzeciej rundzie US Open podejmie Annę Kalinską. Zapraszamy na naszą relację na żywo z tego niezwykle interesującego pojedynku, który już teraz budzi ogromne emocje wśród kibiców tenisa na całym świecie.

    Relacja na żywo

    Status: trwa
    Najświeższe informacje

    00:01
    Już teraz wiadomo, że w przypadku zwycięstwa w meczu trzeciej rundy Iga Świątek w walce o ćwierćfinał zmierzy się z tenisistką z Rosji – Jekateriną Aleksandrową. To rywalka wymagająca, słynąca z mocnego serwisu i agresywnego stylu gry, a ich ewentualny pojedynek zapowiadałby się niezwykle ciekawie.

    Wczoraj, 23:59
    Przypomnijmy, jak wygląda dotychczasowa droga liderki światowego rankingu przez tegoroczne US Open:

    pierwsza runda: pewne zwycięstwo nad Kolumbijką Emilianą Arango 2:0 (6:1, 6:2),

    druga runda: dużo trudniejszy bój z Holenderką Suzan Lamens, zakończony wynikiem 2:1 (6:1, 4:6, 6:4).

    Świątek nie uniknęła wpadki w drugim meczu, ale ostatecznie pokazała charakter i utrzymała się w turnieju.

    Wczoraj, 23:58
    Tak z kolei radziła sobie w Nowym Jorku dotychczasowa rywalka Polki – Anna Kalinska:

    pierwsza runda: zwycięstwo z Julią Putincewą 2:0 (6:1, 7:5),

    druga runda: bardzo wymagający pojedynek z młodą Amerykanką Clervie Ngounoue, zakończony triumfem Rosjanki 2:1 (6:0, 5:7, 6:4).

    Kalinska udowodniła, że potrafi wychodzić z trudnych sytuacji, a jej forma w tegorocznym US Open wydaje się solidna.

    Wczoraj, 23:50
    Spotkanie Igi Świątek z Anną Kalinską zaplanowano na około godzinę 1:00 w nocy czasu polskiego. Kibice mogą więc przygotować się na nocne tenisowe emocje w Nowym Jorku.

    Wczoraj, 23:50
    Bilans bezpośrednich spotkań pomiędzy obiema zawodniczkami to 1:1. Ostatni raz Polka i Rosjanka mierzyły się w sierpniu podczas turnieju WTA w Cincinnati. W ćwierćfinale tamtej imprezy górą była Świątek, która odniosła cenne zwycięstwo i w dobrym stylu awansowała do półfinału.

  • ‎Tak wygląda tabela grupy D po wygranej Polaków nad Izraelem! Co za widok

    ‎Tak wygląda tabela grupy D po wygranej Polaków nad Izraelem! Co za widok

    ‎Tak wygląda tabela grupy D po wygranej Polaków nad Izraelem! Co za widok

     

    ‎To nie był taki mecz jak ze Słowenią, formy ewidentnie dziś brakowało w ofensywie. Najważniejsze jednak, że w kluczowym momencie wytrzymaliśmy! Reprezentacja Polski koszykarzy ograła Izrael 66:64 (19:14, 18:12, 11:25, 18:13) i pozostaje niepokonana po dwóch meczach EuroBasketu 2025. Ta wygrana daje nam awans w tabeli grupy D!

    ‎Nasza reprezentacja w kapitalnym stylu rozpoczęła EuroBasket. Okazało się, że na europejskim czempionacie potrafimy być prawdziwym katem Słoweńców i już na drugim turnieju z rzędu Polacy ograli Lukę Doncicia i spółkę, tym razem 105:95 (w 2022 roku pokonaliśmy ich w ćwierćfinale). Po takim początku morale wokół tej drużyny, która przed turniejem nie wydawała się być w dobrej formie, znacznie wzrosło. Zyskaliśmy ważny argument w walce o wyjście z grupy i to z dobrego miejsca.

    ‎Triumf mimo fatalnej drugiej połowy. Polska nadal niepokonana!

    ‎Nie wolno było jednak popadać w samozachwyt, zwłaszcza że nasz następny rywal, czyli Izrael też swoje potrafi. Turniej zaczęli od wygranej 83:71 z Islandią. Zwycięstwo z nimi było warunkiem o zajęcie co najmniej miejsca w Top 2 naszej grupy. Na co szanse zdecydowanie były, jako że drugi mecz na turnieju, tym razem z Francją (95:103), przegrali Słoweńcy.

    ‎Pierwsza połowa meczu ułożyła się dla nas doskonale. Prowadziliśmy po niej 37:26 i dobrze neutralizowaliśmy ofensywę rywali. Niestety wtedy przyszła trzecia kwarta. Izraelczycy rzucili nam w niej prawie tyle samo punktów, co w dwóch poprzednich (25), a my popadliśmy w marazm, zdobywając tylko 11. W ostatniej kwarcie walka trwała do samego końca, do ostatnich sekund. Ostatecznie rzut Jordana Loyda na 66:64 oraz dobra obrona w ostatniej akcji okazały się kluczowe! Polska wygrała drugi mecz na tych mistrzostwach.

    ‎W tabeli coraz lepiej

    ‎Zwycięstwo z Izraelem sprawia, że Polacy mają na koncie komplet czterech punktów. Sprawia to, iż w tabeli awansowali na drugie miejsce. Przed nimi są wyłącznie Francuzi. Za nami kolejno Izrael oraz Belgia z takim samym dorobkiem punktowym (3 pkt). Słowenia oraz Islandia mają po dwa “oczka” i zero zwycięstw na koncie. Kolejne spotkanie nasza kadra rozegra z Islandią w niedzielę 31 sierpnia o 20:30.

    ‎Tabela grupy D po meczu Polska – Izrael:

    ‎Francja – 2 mecze, 4 pkt, bilans małych punktów 195:159

    ‎Polska – 2 m., 4 pkt, 171:159

    ‎Izrael – 2 m., 3 pkt, 147:137

    ‎Belgia – 2 m., 3 pkt, 135:156

    ‎Słowenia – 2 m., 2 pkt, 190:208

    ‎Islandia – 2 m., 2 pkt, 135:154

  • Demolka Barcelony! Ewa Pajor już strzela

    Demolka Barcelony! Ewa Pajor już strzela

    Demolka Barcelony! Ewa Pajor już strzela

    ‎Kobieca drużyna Barcelony rozgromiła u siebie ekipę Alhama CF 8:0 w pierwszej kolejce hiszpańskiej ekstraklasy. Jedną z bramek zdobyła Ewa Pajor, która w poprzednim sezonie zajęła pierwsze miejsce w klasyfikacji strzelczyń.

    ‎Polka trafiła do siatki w 28. minucie, podwyższając prowadzenie drużyny z Katalonii na 3:0. Miała też dwie asysty.

     

    ‎Uwagę przykuł występ Claudii Piny, która pojawiła się na boisku w 68. minucie, ale i tak zdążyła skompletować hat-trick. Dwa gole uzyskała Norweżka Caroline Graham Hansen, a po jednym — Ona Batlle i Aitana Bonmati.

    ‎Barcelona, która broni tytułu, zostanie najpewniej pierwszym liderem rozgrywek. Po czterech sobotnich meczach trzy punkty ma też Granada, która wygrała na wyjeździe z Levante 2:1.

  • ‎‎Absolutny dramat Majchrzaka! Nagły koniec. To nie miało się tak skończyć

    ‎‎Absolutny dramat Majchrzaka! Nagły koniec. To nie miało się tak skończyć

    ‎‎Absolutny dramat Majchrzaka! Nagły koniec. To nie miało się tak skończyć

    ‎Dramat Kamila Majchrzaka! Polski tenisista przy stanie 3:5 w pierwszym secie skreczował w pojedynku z Leandro Riedim w ramach trzeciej rundy US Open. Problem z żebrami uniemożliwił mu dalszą rywalizację.

    ‎W czwartek Kamil Majchrzak (76. ATP) po horrorze pokonał dziewiątego na świecie Rosjanina Karena Chaczanowa 2:6, 6:7(4), 6:4, 7:5, 7:6 (10-5). Pierwszy raz w karierze ograł zawodnika z top 10 i w nagrodę awansował do trzeciej rundy US Open. W niej zmierzył się z Leandro Riedim, który do turnieju głównego dostał się przez eliminacje. Szwajcar w tym momencie jest 435. w rankingu męskiego tenisa.

    ‎Od początku było widać, że Polak ma kłopoty zdrowotne. Wygrał losowanie, ale nie chciał serwować jako pierwszy. Na starcie przełamał Szwajcara prowadząc 1:0. Gdy przyszło do jego serwisu podawał bardzo wolno – w okolicach 100 km/h. Riedi był zaskoczony, początkowo nie potrafił się w tym odnaleźć i popełniał błąd za błędem. Po chwili było już 3:0 dla Majchrzaka. – Aż się Kamil uśmiechnął, ale to może być na krótką metę – obawiali się komentatorzy.

    ‎Początkowo jeszcze prowadził

    ‎W przerwie żona Kamila Majchrzaka poinformowała dziennikarzy Eurosportu, że mąż ma kłopot z żebrami. Było widać, jak krzywi się, gdy rusza ręką. Leandro Riedi też nie wyglądał na idealnie przygotowanego do gry – na lewej nodze miał bandaż. Po chwili Szwajcar zaczął jednak odrabiać straty. Grał wiele krótki akcji, w jego agresywny stylu. Doszedł do wyniku 3:3, a na korcie pojawił się fizjoterapeuta. Będący na miejscu redaktor naczelny magazynu “Tenisklub” Adam Romer potwierdza, że chodzi o naderwanie mięśnia przy żebrach.

    ‎- Akurat w tym przypadku nie może mu pomóc fizjoterapeuta, bo co może zrobić? Jak żebra bolą, mięśnie między żebrami, to co ma poradzić? – zastanawiali się komentarzy. Polak wrócił do gry, ale nie na długo. Przegrał jeszcze dwa gemy z rzędu i przy stanie 3:5 zdecydował się poddać spotkanie.

    ‎Żal Majchrzaka

    ‎Straszna szkoda, że tak kończy się przygoda naszego tenisisty z tegorocznym turniejem w Nowym Jorku. Prawdopodobnie zapłacił za wysiłek, jaki włożył w pojedynek z Karenem Chaczanowem. Pojedynek z Rosjaninem trwał ponad cztery i pół godziny. Leandro Riedi też miał prawo nie czuć się najlepiej, bo jako kwalifikant rozegrał w ostatnich dniach do trzeciej rundy aż pięć spotkań. Bez możliwości naturalnego serwisu Majchrzak miałby wielki problem z pokonaniem rywala, a ponadto mógłby ryzykować pogorszeniem stanu zdrowia. Prawdopodobnie dlatego zdecydował się skreczować.

    ‎Żal tym większy, że nasz zawodnik notuje najlepsze tygodnie w karierze. Po zakończeniu trwającej imprezy wielkoszlemowej będzie w okolicach 62. miejsca na świecie – najwyżej w życiu. Zostanie pierwszą rakietą Polski, wyprzedzając po siedmiu latach Huberta Hurkacza. Majchrzak niedawno w Wimbledonie osiągnął największy sukces, dochodząc do czwartej rundy. Potem wygrał turniej ATP Challenger w Kozerkach, tuż przed US Open był w 1/8 finału imprezy ATP 250 w Winston Salem.

    ‎W czwartej rundzie US Open Leandro Riedi będzie rywalizować z Niemcem Danielem Altmaierem (56. ATP) albo ósmym na świecie Aleksem de Minaurem z Australii. Relacje z nowojorskiego turnieju w Sport.pl, transmisje w Eurosporcie oraz na platformie HBO Max. Po odpadnięciu Kamila Majchrzaka oraz Magdaleny Fręch jedynym przedstawicielem tenisa polskiego w singlu pozostaje obecnie w Nowym Jorku Iga Świątek.

  • Tak Lavarini nazwał Polki po niewiarygodnym meczu o ćwierćfinał MŚ

    Tak Lavarini nazwał Polki po niewiarygodnym meczu o ćwierćfinał MŚ

    Polskie siatkarki po raz kolejny dostarczyły kibicom ogromnych emocji podczas mistrzostw świata w Tajlandii. Po pięciosetowym boju z reprezentacją Belgii zapewniły sobie awans do ćwierćfinału. – W decydujących chwilach potrafiłyśmy zachować koncentrację – podkreślała po meczu Paulina Damaske, która ponownie odegrała ważną rolę w drużynie Stefano Lavariniego.

    Kolejny thriller w wykonaniu Polek

    Spotkania polskiej kadry w fazie pucharowej to prawdziwe siatkarskie dreszczowce. Już starcie z Niemkami, rozstrzygnięte dopiero w tie-breaku, przyprawiło kibiców o szybsze bicie serca. Pojedynek z Belgijkami miał bardzo podobny scenariusz – momenty słabszej gry, nerwy do samego końca i ogromna ulga po ostatniej piłce.

    Biało-Czerwone musiały gonić wynik – przegrywały 0:1 w setach, w drugiej partii rywalizacja toczyła się punkt za punkt do stanu 18:18, a w tie-breaku było 9:9. W najważniejszych akcjach to jednak Polki zachowały więcej zimnej krwi i wytrzymały presję.

    Bohaterki z ławki

    Jedną z kluczowych postaci znów była Paulina Damaske. To ona w meczu z Niemkami przesądziła o zwycięstwie, zdobywając ostatni punkt serwisem. Teraz również wniosła sporo energii z ławki, a trener Lavarini nie mógł żałować decyzji o wpuszczeniu jej na boisko. – W tie-breaku kończyłyśmy ważne piłki. Cieszy, że każda z nas miała szansę wejść i poczuć atmosferę takiego meczu – mówiła przyjmująca.

    Włoski selekcjoner po spotkaniu określił swój zespół mianem „drużyny reagującej na problemy”. Same zawodniczki przyznają jednak, że chciałyby przestać wciąż gonić wynik i zapanować nad przebiegiem meczu od początku do końca. – W kolejnym spotkaniu musimy lepiej utrzymywać wypracowaną przewagę – zaznaczyła Malwina Smarzek.

    Belgijki postawiły trudne warunki

    Część zawodniczek przyznała, że nie spodziewała się aż tak wymagającego rywala. Belgijki imponowały zagrywką i obroną, jednak Smarzek twierdziła, że była na to przygotowana. – To są mecze o wszystko. Wiedziałam, że czeka nas ciężka walka – oceniła atakująca.

    Przed Polkami „mission impossible”

    Awans do ćwierćfinału to realizacja planu minimum. Kolejnym rywalem Polek będą jednak Włoszki – aktualne mistrzynie olimpijskie i zwyciężczynie tegorocznej Ligi Narodów. Drużyna Italii jest niepokonana od 33 spotkań i uważana za głównego faworyta do tytułu. Pokonanie ich byłoby jedną z największych sensacji turnieju.

    Polki same przyznają, że nie prezentują jeszcze najwyższego poziomu, ale wierzą, że zdołają „odpalić” w odpowiednim momencie. – Jeśli uda nam się wejść na wyższe obroty, wszystko będzie możliwe – mówiły zgodnie.

    Czas na odpoczynek i przygotowania

    Przed ćwierćfinałem Biało-Czerwone mają trzy dni przerwy. Może to być zarówno okazja do regeneracji, jak i ryzyko utraty rytmu meczowego. – Dobrze, że możemy odpocząć po pięciu setach. Mam nadzieję, że ta przerwa nas nie wybije z rytmu i zbierzemy siły na starcie z Włoszkami – zaznaczyła rozgrywająca Katarzyna Wenerska.

    Ćwierćfinał mistrzostw świata z Italią odbędzie się w środę, 3 września, o godz. 15:30 czasu polskiego. Relację na żywo będzie można śledzić w serwisie Sport.pl oraz w aplikacji Sport.pl LIVE.

  • ‎Polki już wiedzą, kiedy zagrają o półfinał MŚ! Oto drabinka

    ‎Polki już wiedzą, kiedy zagrają o półfinał MŚ! Oto drabinka

    ‎Polki już wiedzą, kiedy zagrają o półfinał MŚ! Oto drabinka

    ‎Polskie siatkarki po spotkaniu pełnym zwrotów akcji pokonały po tie-breaku Belgijki w mistrzostwach świata w Tajlandii i zameldowały się w ćwierćfinale! W nim czekają już jedne z faworytek do tytułu, czyli Włoszki, które gładko pokonały Niemki 3:0. Spotkanie Polska — Włochy już w środę! Sprawdź godziny, w których mogą grać Biało-Czerwone i to, jak obecnie wygląda turniejowa drabinka.

    ‎Jak na razie mistrzostwa świata 2025 w wykonaniu Polek dostarczają nam mnóstwo emocji. Biało-Czerwone w fazie grupowej zaskakująco przegrały po jednym secie z Wietnamem i Kenią, a na jej zakończenie wygrały z Niemkami dopiero po tie-breaku. Znów niespodziewanie sporo problemów podopieczne Lavariniego napotkały w starciu z Belgią, jednak wywalczyły cenny awans.

    ‎Polki już wiedzą, z kim zagrają o półfinał

    ‎W ćwierćfinale Polki zagrają z Włoszkami, które gładko pokonały Niemki 3:0. Spotkanie Biało-Czerwonych z aktualnymi mistrzyniami olimpijskimi już w środę 3 sierpnia. Mecz rozpocznie się o 12.00 lub o 15.30 czasu polskiego. Godzina zostanie potwierdzona później przez organizatorów.

    ‎Ostatnio Polki rywalizowały z Włoszkami 26 lipca w półfinale Ligi Narodów. Wówczas siatkarki Lavariniego boleśnie przegrały 0:3. Teraz również zawodniczki z południowej Europy będą murowanymi faworytkami.

  • ‎Fręch z 0:3 na 3:3 w starciu z Gauff na US Open. Awans rozstrzygnięty po 73 minutach

    ‎Fręch z 0:3 na 3:3 w starciu z Gauff na US Open. Awans rozstrzygnięty po 73 minutach

    ‎Fręch z 0:3 na 3:3 w starciu z Gauff na US Open. Awans rozstrzygnięty po 73 minutach

    ‎Podobnie jak w czwartek, także i dzisiaj czekało nas mnóstwo emocji z udziałem naszych reprezentantów na US Open. Już w pierwszym meczu dnia na Arthur Ashe Stadium zobaczyliśmy w akcji Magdalenę Fręch. Polka stanęła przed bardzo trudnym wyzwaniem, bowiem mierzyła się z triumfatorką imprezy sprzed dwóch lat – Coco Gauff. W premierowej odsłonie 27-latka dzielnie walczyła, ze stanu 0:3 doszła do remisu. Później rozpoczęła się jednak dominacja Amerykanki. Ostatecznie batalia zakończyła się wynikiem 6:3, 6:1.

    ‎Magdalena Fręch dotarła do trzeciej rundy US Open po raz pierwszy w karierze. Tenisistka klubu KS Górnik Bytom rozpoczęła swoją rywalizację w Nowym Jorku od pewnego zwycięstwa w starciu z Talią Gibson – 6:2, 6:2. Później poprzeczka powędrowała znacznie w górę, bowiem jej przeciwniczką okazała się Peyton Stearns. Amerykanka prowadziła już 5:2 w pierwszej partii, miała setbola. Potem Polka doprowadziła do tie-breaka, w którym sama miała okazję na zakończenie premierowej odsłony. Ostatecznie set trafił na konto zawodniczki z USA. Mimo to 27-latka zdołała odwrócić losy pojedynku. Fręch wygrała spotkanie 6:7(6), 6:3, 6:2.

    ‎Trzecia runda nowojorskiego Szlema wiązała się ze starciem z tenisistką, która wygrała US Open w singlu przed dwoma laty. Mowa oczywiście o Coco Gauff – wielkiej nadziei Amerykanów na sukces także podczas tegorocznych zmagań. Reprezentantka Stanów Zjednoczonych męczyła się w poprzednich rundach. Zwłaszcza podczas batalii z Ajlą Tomljanović, gdzie o wyniku przesądziła końcówka trzeciej partii, wygrana 7:5 przez 21-latkę. Później przyszło zwycięstwo z Donną Vekić, gdzie mistrzyni Roland Garros 2025 również musiała rozegrać tie-breaka. Mimo tych kłopotów, Gauff była wyraźną faworytką rywalizacji z Fręch o miejsce w najlepszej “16”.

    ‎US Open: Magdalena Fręch kontra Coco Gauff w trzeciej rundzie

    ‎Mecz rozpoczął się od serwisu Gauff. Polka wygrała pierwsze dwie akcje, popisała się dobrą grą zwłaszcza przy drugiej z nich. Później jednak Amerykanka wyszła ze stanu 0-30 i utrzymała swoje podanie. W następnych minutach Coco zaczęła dominować. Wymiany toczyły się w odpowiednim tempie dla turniejowej “3”, Fręch nie podejmowała większego ryzyka. Tenisistka z USA zgarnęła w sumie dziewięć punktów z rzędu. Po chwili zrobiło się już 3:0 dla mistrzyni US Open sprzed dwóch lat. Po zmianie stron Magdalena zastosowała się do zaleceń trenera Andrzeja Kobierskiego, rozegrała kilka śmielszych wymian. Dzięki temu w łatwy sposób zgarnęła premierowe “oczko” w tym spotkaniu.

    ‎W piątym gemie Polka doczekała się dwóch break pointów. Już przy pierwszym z nich 21-latka popełniła podwójny błąd serwisowy i nasza reprezentantka odrobiła stratę przełamania. Fręch podawała po wyrównanie na 3:3. Znów pojawiły się jednak problemy, Gauff chciała odzyskać przewagę. Zrobiło się 15-40 z perspektywy 33. rakiety świata, a to oznaczało dwa break pointy na 4:2 dla Coco. W kluczowym momencie rozdania punkty wędrowały jednak na konto Magdaleny. Polka wyszła z opresji i doprowadziła do remisu.

    ‎Forma Amerykanki falowała. Dobre zagrania przeplatała słabszymi. W siódmym gemie miała 40-0, ale potem przegrała dwie akcje. Przy jednej z nich popełniła prosty błąd z forhendu. Mimo to turniejowa “3” domknęła rozdanie przed ew. grą na przewagi i znów znalazła się z przodu. Po zmianie stron 27-latka wygrała pierwsze wymiany przy swoim serwisie, szybko zrobiło się 30-0. W dalszej fazie pojawiały się jednak okazje na przełamanie dla Gauff. Przy trzeciej z nich Magdalena posłała dobry serwis, ale piłka po returnie wpadła w światłocień i Fręch zaliczyła bardzo nieczyste zagranie. Doszło do breaka i przy stanie 5:3 tenisistka ze Stanów Zjednoczonych mogła zamykać premierową odsłonę. Dokonała tej sztuki, utrzymując podanie do 15. Ostateczny wynik seta brzmiał 6:3 na korzyść Coco.

    ‎Druga część pojedynku rozpoczynała się od serwisu 33. rakiety świata. Już na otwarcie Polka musiała bronić okazji na przełamanie, ale zrobiła to skutecznie. Od stanu 30-40 wygrała trzy akcje z rzędu i wyszła na prowadzenie. Następne minuty układały się jednak po myśli Gauff. Amerykanka kolekcjonowała następne wymiany i po podwójnym błędzie serwisowym tenisistki klubu KS Górnik Bytom doczekała się aż trzech break pointów z rzędu w trakcie trzeciego rozdania. I już pierwszy z nich zamieniła w przełamanie.

    ‎Nasza reprezentantka próbowała jeszcze podjąć walkę, prowadziła 30-15 przy podaniu Coco. Mimo to Amerykanka oddaliła zagrożenie i potwierdziła swoją przewagę. Magdalena posiadała coraz mniej argumentów przy własnym podaniu. Lepiej prezentowała się na returnie, miała nawet break pointa w szóstym gemie. Mimo to nie zdobyła już ani jednego “oczka” na swoje konto. Ostatecznie Gauff wygrała spotkanie 6:3, 6:1 i zameldowała się w czwartej rundzie US Open, gdzie zmierzy się z Naomi Osaką lub Darią Kasatkiną. Z kolei Polka nie żegna się jeszcze z nowojorską imprezą. 27-latka wciąż pozostaje w grze o dobry wynik w deblu, w duecie z Anną Blinkową. Razem z Rosjanką są aktualnie w drugiej fazie rozgrywek gry podwójnej.

  • Kalinskaja wypaliła przed meczem ze Świątek. “Nigdy nie usłyszałam przeprosin”

    Kalinskaja wypaliła przed meczem ze Świątek. “Nigdy nie usłyszałam przeprosin”

    Godziny dzielą nas od starcia Igi Świątek z Anną Kalinską w trzeciej rundzie US Open. Rosjanka jeszcze przed wejściem na kort nie kryje zdenerwowania – a wszystko przez sytuację z meczu deblowego.

    Świątek rozpoczęła turniej od pewnego zwycięstwa nad Emilianą Arango (6:1, 6:2), lecz już w drugiej rundzie musiała się mocniej napracować. Polka dopiero po trzysetowej batalii uporała się z Suzan Lamens (6:1, 4:6, 6:4). Teraz przed drugą rakietą świata szykuje się teoretycznie najtrudniejsze zadanie – pojedynek z Anną Kalinską. Panie mierzyły się dotychczas dwukrotnie, a bilans jest wyrównany – Rosjanka potrafiła już znaleźć sposób na Świątek. Do kolejnego starcia przystępuje jednak w wyraźnie bojowym, choć i nerwowym nastroju.

    Kalinska czuje się zlekceważona

    26-letnia tenisistka była wyraźnie poirytowana po meczu deblowym pierwszej rundy US Open. W duecie z Rumunką Soraną Cirsteą przegrała 5:7, 4:6 z amerykańską parą McCartney Kessler / Peyton Stearns. Nie sama porażka wywołała w niej tak duże emocje, lecz zachowanie przeciwniczek.

    Zdaniem Kalinskiej rywalki ani razu nie przeprosiły po sytuacjach, gdy piłka po odbiciu otarła się o taśmę siatki i spadła szczęśliwie na ich korcie. W tenisie obowiązuje wówczas zwyczaj okazania rywalowi szacunku prostym gestem czy słowem – tak jak robią to najlepsze zawodniczki świata, w tym Iga Świątek. Tym razem jednak Amerykanki miały tego gestu zabraknąć.

    – Spodziewałam się choćby odrobiny szacunku. Ale nigdy nie usłyszałam przeprosin – powiedziała wyraźnie wzburzona Kalinska w rozmowie cytowanej przez serwis sport.ru.

    Kiedy mecz Świątek – Kalinska?

    Polscy kibice przekonają się, czy sportowa złość pomoże Rosjance w rywalizacji z naszą tenisistką. Spotkanie Świątek z Kalinską zaplanowano w nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego, nie wcześniej niż o godz. 1:00.

    Przypomnijmy, że Świątek ma już na koncie jeden triumf w US Open – w 2022 roku. Najlepszym osiągnięciem Kalinskiej w nowojorskim turnieju pozostaje trzecia runda, do której dotarła rok temu. W tym sezonie powtórzyła więc swój życiowy wynik.