• Hiszpanie nie mają złudzeń. Pajor z rekordem. “W całej historii Barcelony”

    Hiszpanie nie mają złudzeń. Pajor z rekordem. “W całej historii Barcelony”

    FC Barcelona Femení rozpoczęła nowy sezon w iście imponującym stylu. Obrończynie mistrzostwa Hiszpanii w pierwszych dwóch kolejkach ligowych zaaplikowały rywalkom aż 16 bramek i pewnie sięgnęły po komplet punktów. Ważną postacią w tych spotkaniach była Ewa Pajor, która już trzykrotnie wpisała się na listę strzelczyń. Hiszpański dziennik Sport zachwyca się formą reprezentantki Polski, podkreślając jej świetną współpracę z Kiką Nazareth i sugerując, że jeśli utrzyma tempo, może pobić niezwykły rekord sprzed dekady.

    Fenomenalny początek Barcelony i mocny akcent Pajor

    8:0 na inaugurację, a potem 8:1 w kolejnym meczu – tak rozpoczęła rozgrywki kobieca Barcelona. Najpierw bezlitośnie rozgromiła Alhamę, a później w podobnym stylu rozprawiła się z Athletikiem Bilbao. Choć dla Katalonek wysokie wygrane to nic nowego, bilans 16:1 po dwóch kolejkach robi ogromne wrażenie. W naturalny sposób jednym z głównych motorów ofensywy została Pajor.

    Polka zdobyła trzy bramki i zaliczyła dwie asysty, dzięki czemu szybko wskoczyła na szczyt klasyfikacji strzelczyń. Na ten moment prowadzi wspólnie z Aitaną Bonmatí i Claudią Piną, jednak to właśnie jej występy wzbudziły największy zachwyt.

    Zabójczy duet z Kiką Nazareth

    Hiszpańscy dziennikarze zwracają uwagę na błyskawicznie rodzącą się chemię między Pajor a Nazareth. Portugalka w poprzednim sezonie zmagała się z problemami zdrowotnymi, przez co nie mogła w pełni pokazać swojego potencjału. Teraz jednak znalazła idealną partnerkę w polskiej napastniczce.

    W spotkaniu z Athletikiem ich współpraca była wręcz perfekcyjna. Nazareth dwukrotnie obsłużyła Pajor świetnymi podaniami, a ta zamieniła je na gole w 23. i 43. minucie meczu. Obrona rywalek była kompletnie bezradna wobec tej kombinacji.

    Rekord w zasięgu Polki?

    Sport przypomina, że już w swoim debiutanckim sezonie Pajor zdobyła dla Barcelony 43 gole we wszystkich rozgrywkach – to najlepszy wynik w historii klubu osiągnięty przez zawodniczkę w pierwszym roku gry. Tym razem celem może być jeszcze bardziej prestiżowy rekord.

    Od sezonu 2016/17 należy on do Jennifer Hermoso, która zakończyła rozgrywki z dorobkiem 47 bramek. Zdaniem hiszpańskich mediów Pajor ma pełne predyspozycje, by tę granicę przekroczyć. „Wygląda na to, że polska snajperka znów jest w formie nie do zatrzymania i wszystko wskazuje na to, że stać ją na pobicie absolutnego rekordu klubu” – podsumowała autorka analizy Atenea Garcia Martinez.

  • Iga Świątek zaskakuje decyzją: „To mój pierwszy raz”

    Iga Świątek zaskakuje decyzją: „To mój pierwszy raz”

    Iga Świątek zaskakuje decyzją: „To mój pierwszy raz”

    ‎Choć sezon wielkoszlemowy już się zakończył, świat tenisa wcale nie zwalnia tempa. Dla Igi Świątek i największych gwiazd cyklu teraz uwaga przenosi się do Azji, gdzie prestiżowy turniej WTA 1000 w Wuhan stanie się centrum wydarzeń. A w ruchu, który przyciągnął uwagę kibiców na całym świecie, Świątek oficjalnie potwierdziła swój udział, co będzie dla niej historycznym debiutem.

    ‎Wielkoszlemowa chwała, ale bitwy trwają dalej

    ‎Rok 2025 przyniósł już wiele niezapomnianych chwil. Madison Keys świętowała zwycięstwo w Australian Open, Coco Gauff podbiła Roland Garros, Świątek sięgnęła po tytuł na Wimbledonie, a Aryna Sabalenka wygrała US Open. Dzięki tym triumfom każda z czterech mistrzyń zapewniła sobie udział w kończących sezon WTA Finals w Rijadzie – niezależnie od pozycji w rankingu Race, o ile utrzyma się w czołowej dwudziestce.

    ‎Choć trofea wielkoszlemowe zostały już rozdane, rywalizacja wcale się nie kończy. A dla Świątek nadchodzący turniej w Wuhan ma szczególne znaczenie.

    ‎Dlaczego Wuhan jest tak ważne dla Świątek

    ‎W 2024 roku Świątek opuściła azjatycką część sezonu z powodu zawieszenia po pozytywnym wyniku testu antydopingowego. Tamta nieobecność sprawiła, że teraz nie ma punktów do obrony – każdy wygrany mecz może więc tylko poprawić jej pozycję w rankingu. Tym razem jednak sytuacja wygląda inaczej. Polka nagrała specjalne zaproszenie dla kibiców, potwierdzając to, na co wszyscy czekali.

    ‎– Cześć wszystkim! Tu Iga Świątek. Bardzo cieszę się, że w tym roku zagram w Wuhan. To mój pierwszy raz tutaj, więc mam nadzieję, że spotkam się z wami i poczuję wasze wsparcie. To będzie świetna zabawa – przychodźcie nas dopingować! – powiedziała liderka światowego rankingu z uśmiechem.

    ‎Turniej z tradycją i legendą rywalki

    ‎Debiut Świątek w Wuhan to coś więcej niż zwykły występ – to wejście na scenę z bogatą historią. Turniej odbywał się w latach 2014–2019, zanim został usunięty z kalendarza z powodu pandemii. Powrócił w 2024 roku, ale wtedy Polka była zawieszona.

    ‎Teraz dołącza do silnej stawki. Oprócz niej w tegorocznej promocji pojawiły się także Coco Gauff, Włoszka Jasmine Paolini oraz Aryna Sabalenka – trzykrotna triumfatorka turnieju (2018, 2019, 2024), której dominacja w Wuhan zapisała się w historii.

    ‎Kiedy rywalizacja rozpocznie się 6 października 2025 roku, kibice w Chinach – i na całym świecie – będą bacznie obserwować, jak Świątek poradzi sobie podczas swojego długo wyczekiwanego debiutu na tej wyjątkowej arenie.

    ‎

  • Wszystkie gole Ewy Pajor w Lidze F to po prostu szaleństwo… jak dotąd (wideo)

    Wszystkie gole Ewy Pajor w Lidze F to po prostu szaleństwo… jak dotąd (wideo)

    Wszystkie gole Ewy Pajor w Lidze F to po prostu szaleństwo… jak dotąd (wideo)

    ‎Ewa Pajor i jej niesamowita seria bramek w Lidze F budzi prawdziwy podziw.

    ‎Niesamowite występy Ewy Pajor w Lidze F

    ‎W sezonie 2024/25 Pajor zdobyła aż 25 bramek, kończąc rozgrywki jako królowa strzelczyń. To osiągnięcie zapewniło jej prestiżowe trofeum Pichichi.

    ‎Zapisała się w historii, zdobywając hat-tricki w trzech różnych meczach:

    ‎w efektownym 10:1 przeciwko Granadzie,

    ‎w derbowym 7:1 z Espanyolem,

    ‎w wyjazdowym 6:0 z Realem Sociedad.

    ‎Statystyki i rekordy całego sezonu

    ‎We wszystkich rozgrywkach w swoim debiutanckim sezonie w Barcelonie Pajor strzeliła:

    ‎25 goli w lidze,

    ‎9 goli w Copa de la Reina,

    ‎7 goli w europejskich pucharach (Liga Mistrzyń),

    ‎2 gole w Superpucharze.

    https://youtu.be/aP4irQlQK0g?si=QSa55zjmhytfUO57

    ‎Łącznie daje to imponujące 43 bramki, co oznacza pobicie historycznego rekordu Jennifer Hermoso w liczbie goli w jednym sezonie dla Barcelony Femení.

    ‎Jej piorunujący start był rekordowy — 9 bramek w pierwszych sześciu meczach ligi, co stanowi najlepszy początek sezonu w historii klubu i przewyższa osiągnięcia legend takich jak Oshoala czy Sonia Bermúdez.

    ‎Za swoje występy otrzymała nagrodę Piłkarki Miesiąca Ligi F w kwietniu 2025 roku.

    ‎Klasyki

    ‎W prestiżowych Clásicos (Barcelona kontra Real Madryt) Pajor zdobyła 7 goli w 31 takich starciach, co czyni ją drugą najlepszą strzelczynią w historii tych spotkań, tuż za Alexią Putellas.

    ‎Podsumowanie

    ‎Gole w Lidze F 2024/25: 25 (królowa strzelczyń)

    ‎Łącznie we wszystkich rozgrywkach: 43 (rekord debiutanckiego sezonu w Barcelonie)

    ‎Hat-tricki w meczach z Granadą, Espanyolem i Realem Sociedad

    ‎Dominacja w Klasykach – 7 goli na koncie

    ‎Historyczny początek sezonu – 9 bramek w 6 meczach

    ‎Piłkarka Miesiąca Ligi F (kwiecień 2025)

    ‎

    ‎

  • Świątek zmierzy się z Sabalenką. “Zapowiada się pasjonująco”

    Świątek zmierzy się z Sabalenką. “Zapowiada się pasjonująco”

    Iga Świątek nie sięgnęła po tytuł w US Open, ale sezon 2025 wciąż może przynieść jej wiele powodów do radości. Polkę czeka intensywne azjatyckie tournee oraz udział w finałach WTA w Rijadzie. Niewykluczone również, że 24-latka jeszcze przed końcem roku zdoła wyprzedzić Arynę Sabalenkę w światowym rankingu. Portal „Tennis365” ocenił jej szanse i podkreślił, że „wyścig o pozycję liderki zapowiada się niezwykle pasjonująco”.

    Świątek zna już smak bycia numerem jeden w kobiecym tenisie. Po raz pierwszy trafiła na szczyt rankingu WTA w kwietniu 2022 roku, kiedy niespodziewanie karierę zakończyła Ashleigh Barty. Od tamtego momentu Polka utrzymywała się na prowadzeniu łącznie przez 125 tygodni – to siódmy najlepszy wynik w historii. Więcej potrafiły jedynie takie legendy, jak Steffi Graf, Martina Navratilova, Serena Williams, Chris Evert, Martina Hingis oraz Monica Seles.

    Świątek kontra Sabalenka – walka o numer jeden

    Początek 2025 roku nie był dla Świątek najlepszy. W pewnym momencie spadła nawet na siódme miejsce w rankingu, lecz szybko odzyskała formę i wróciła do ścisłej czołówki – najpierw do TOP3, a następnie na pozycję wiceliderki. Do Sabalenki wciąż jednak traci sporo, bo ponad trzy tysiące punktów (7933 przy 11 225 Białorusinki). Czy jest jeszcze szansa, by odrobić tę stratę?

    Eksperci twierdzą, że jak najbardziej. Przewaga Sabalenki w dużej mierze opiera się na punktach, których będzie teraz musiała bronić. To ona w poprzednim sezonie triumfowała w Wuhan, a także doszła do półfinału WTA Finals, podczas gdy Świątek zakończyła tam rywalizację już w fazie grupowej. Dodatkowo Polka z powodu problemów zdrowotnych w ogóle opuściła większość turniejów rozgrywanych jesienią, więc w 2025 roku będzie miała sporo do zyskania.

    „Z matematycznego punktu widzenia Świątek ma realne szanse, by jeszcze przed końcem sezonu zdetronizować Sabalenkę” – pisze „Tennis365”. „W przeszłości już tego dokonała. Jej zwycięstwo w WTA Finals w 2023 roku pozwoliło jej odzyskać pozycję numer jeden kosztem Białorusinki”.

    Kto zakończy rok na szczycie?

    Choć przewaga punktowa Sabalenki wciąż jest znacząca, sytuacja Polki nie jest beznadziejna. „Ilość punktów do obrony działa na korzyść Świątek, ale będzie musiała liczyć na to, że Sabalenka potknie się we wcześniejszych fazach kilku turniejów. To nie jest jednak szczególnie prawdopodobne, biorąc pod uwagę formę Białorusinki w 2025 roku. Wciąż pozostaje ona faworytką, ale wyścig o rankingową jedynkę zapowiada się ekscytująco” – podsumowuje portal.

    Do rywalizacji na światowych kortach Iga Świątek powróci 15 września, rozpoczynając startem w turnieju w Seulu.

  • Szczęśliwy partner Sabalenki ogłasza po jej triumfie w US Open. Komunikat dla całego świata

    Szczęśliwy partner Sabalenki ogłasza po jej triumfie w US Open. Komunikat dla całego świata

    Szczęśliwy Georgios Frangulis nie krył emocji po kolejnym wielkim sukcesie swojej partnerki. Aryna Sabalenka w finale US Open pokonała Amandę Anisimovą 6:3, 7:6(3) i po raz drugi z rzędu sięgnęła po tytuł mistrzowski w Nowym Jorku. Niewiele później ukochany liderki rankingu WTA podzielił się w sieci zdjęciami i w zabawnym wpisie ogłosił światu jej triumf. Sama tenisistka wielokrotnie podkreślała, jak ważnym wsparciem w jej życiu jest Frangulis.

    Sabalenka ponownie na szczycie w Nowym Jorku

    Białorusinka miała w ostatnich dniach wyjątkowo wiele powodów do świętowania. Obroniła tytuł US Open, a wygrana z Anisimovą – pogromczynią Igi Świątek – tylko dodała blasku jej osiągnięciu. Dzięki triumfowi w Nowym Jorku Sabalenka umocniła swoją pozycję w światowym rankingu. Z dorobkiem 11 225 punktów wyprzedza drugą w zestawieniu Świątek aż o 3292 oczka i na razie nic nie wskazuje na to, by Polka była w stanie szybko zniwelować tę różnicę.

    Szampańska radość mistrzyni

    Na pomeczowej konferencji Sabalenka pojawiła się z butelką szampana i w charakterystycznych goglach, które kibice znają z szatniowych świętowań. Uśmiech nie schodził jej z twarzy, a atmosfera na sali była niezwykle radosna. – Wasze zdrowie! Nie mogę teraz być poważna – rzuciła rozbawiona.

    W mediach społecznościowych również nie brakowało wzruszeń. – Te wszystkie trudne lekcje, które przyniósł ten sezon… To zwycięstwo pokazuje, że było warto. W najśmielszych marzeniach nie sądziłam, że ponownie będę trzymać to trofeum w rękach – napisała liderka rankingu.

    Partner też świętuje

    Kilka chwil później głos zabrał także Georgios Frangulis. Biznesmen opublikował serię zdjęć z turnieju i w żartobliwy sposób skomentował sukces partnerki, nawiązując do słynnego przeboju Britney Spears: „Oops, ona znów to zrobiła”. W InstaStories zamieścił również wspólne fotografie, pokazując, jak bardzo dumny jest z osiągnięcia Sabalenki.

    Miłość życia

    27-letnia mistrzyni nie ukrywa, że Frangulis jest dla niej kimś wyjątkowym. Nazywa go „miłością życia”, a od pewnego czasu biznesmen stał się częścią jej ekipy i towarzyszy jej niemal na wszystkich turniejach.

  • Iga Świątek ogłasza decyzję całemu światu. “To pierwszy raz”

    Iga Świątek ogłasza decyzję całemu światu. “To pierwszy raz”

    Choć w kalendarzu nie ma już w tym roku turniejów wielkoszlemowych, sezon tenisowy wcale się nie kończy. Przed Igą Świątek i pozostałymi gwiazdami cyklu wciąż sporo grania – w tym prestiżowy turniej WTA 1000 w Wuhan, który będzie jednym z kluczowych etapów drogi do WTA Finals w Rijadzie. Wiadomo już, że Polka wystąpi w Chinach. Potwierdziła to, pojawiając się w oficjalnym materiale promującym imprezę.

    Wielkoszlemy rozdane, czas na końcówkę sezonu

    W 2025 roku cztery tenisistki podzieliły między siebie najważniejsze trofea: Madison Keys wygrała Australian Open, Coco Gauff Roland Garros, Iga Świątek Wimbledon, a Aryna Sabalenka US Open. Tym samym każda z nich ma już zapewniony udział w WTA Finals, niezależnie od pozycji w rankingu Race, o ile nie spadnie poniżej 20. miejsca.

    Świątek zagra w Wuhan po raz pierwszy

    Choć rywalizacja o wielkie szlemy została zakończona, emocji nie zabraknie także w Azji. W ubiegłym roku Świątek nie pojawiła się ani w Pekinie, ani w Wuhan z powodu zawieszenia po pozytywnym wyniku testu antydopingowego. W praktyce może to działać na jej korzyść – nie ma punktów do obrony, więc każde zwycięstwo będzie tylko wzmocnieniem jej pozycji. Tym razem sytuacja jest inna: Polka potwierdziła swój start w Wuhan, nagrywając krótkie zaproszenie dla kibiców.

    – Cześć wszystkim! Tu Iga Świątek. Bardzo cieszę się, że w tym roku zagram w Wuhan. To mój pierwszy raz tutaj, więc mam nadzieję, że spotkam się z wami i poczuję wasze wsparcie. To będzie świetna zabawa, przychodźcie nas dopingować! – powiedziała liderka światowego tenisa.

    Turniej z historią i legendą Sabalenki

    Dla Świątek będzie to debiut w Wuhan. Turniej istniał w latach 2014–2019, po czym na cztery lata zniknął z kalendarza z powodu pandemii. Powrócił w 2024 roku, jednak wówczas Polka była zawieszona. W promocji tegorocznej edycji oprócz niej udział wzięły m.in. Coco Gauff, Jasmine Paolini i Aryna Sabalenka – trzykrotna triumfatorka tego turnieju (2018, 2019, 2024). Rywalizacja w Wuhan rusza 6 października 2025 roku.

  • Mamy to! Polka powalczy o medal MŚ. Ależ to zrobiła

    Mamy to! Polka powalczy o medal MŚ. Ależ to zrobiła

    Pewnie, efektownie i z pełną kontrolą – tak najkrócej można podsumować premierowy występ Emilii Koterskiej na mistrzostwach świata w boksie. Polka rozpoczęła rywalizację od 1/8 finału i już na starcie pokazała świetną formę. Dzięki zwycięstwu nad swoją rywalką jest zaledwie o krok od wywalczenia medalu!

    Reprezentacja Polski od kilku dni przebywa w Liverpoolu, gdzie w dniach 4–14 września odbywają się mistrzostwa świata w boksie olimpijskim organizowane przez federację World Boxing. Wśród dziesięciu polskich reprezentantek znalazła się również Emilia Koterska, startująca w kategorii do 80 kilogramów.

    Zwycięski debiut Koterskiej

    W swoim pierwszym pojedynku – rozgrywanym w 1/8 finału – Koterska zmierzyła się z Bułgarką Aleyną Mehmed. Od samego początku Polka narzuciła wysokie tempo i w każdej z trzech rund wyraźnie dominowała. Szybkie serie ciosów, różnorodność w ataku oraz konsekwencja sprawiły, że rywalka nie potrafiła znaleźć odpowiedzi.

    Sędziowie nie mieli żadnych wątpliwości – wszyscy pięciu punktowali jednogłośnie 30:27 dla Koterskiej. To pewne i bardzo przekonujące zwycięstwo, które otworzyło jej drogę do ćwierćfinału.

    Walka o medal już w środę

    Kolejną przeszkodą na drodze Koterskiej będzie doświadczona Hinduska Pooja Rani, 34-latka, która w tym roku sięgnęła po srebro w Pucharze Świata w Astanie. Pojedynek odbędzie się w środę, 10 września, o godzinie 20:45.

    Stawka meczu jest ogromna – triumf zapewni Polce co najmniej brązowy medal, gdyż w mistrzostwach świata nie rozgrywa się walk o trzecie miejsce.

    „Emilia Koterska w ćwierćfinale mistrzostw świata! Polka bezlitośnie rozbijała mocnymi ciosami Aleynę Mehmed i wygrała 5:0. Jest zdecydowana w ataku i świetnie wykorzystuje swoje warunki fizyczne. Elegancko!” – relacjonował z Liverpoolu Piotr Jagiełło, dziennikarz TVP Sport.


  • Co za walka Szeremety na MŚ! Rywalka szukała głowy, a znajdowała powietrze

    Co za walka Szeremety na MŚ! Rywalka szukała głowy, a znajdowała powietrze

    To miało być pewne i efektowne zwycięstwo Julii Szeremety – i dokładnie takie było! Wicemistrzyni olimpijska z Paryża z dużą pewnością siebie rozpoczęła zmagania na mistrzostwach świata w boksie w Liverpoolu. Polka wywalczyła awans do ćwierćfinału w kategorii do 57 kg, w imponującym stylu rozbijając Chinkę Yan Cai. Przewaga szybkości, precyzja kontrataków i świetne wyczucie dystansu sprawiły, że wszyscy sędziowie jednogłośnie przyznali jej zwycięstwo.

    Równo rok i niespełna miesiąc temu, 11 sierpnia 2024 roku, Szeremeta sprawiła ogromną sensację, zdobywając srebro olimpijskie i przerywając aż 32-letnią posuchę medalową polskiego boksu. Od tamtej chwili jej karierą zaczęło się interesować znacznie szersze grono kibiców i ekspertów. Wiadomo było, że kolejnym wielkim wyzwaniem będą mistrzostwa świata w Liverpoolu – i ten moment właśnie nadszedł.

    Szeremeta potwierdziła rolę faworytki

    Po olimpijskim sukcesie Polka wielokrotnie udowadniała swoją klasę. Choć nie każdą walkę wygrywała, bilans był bardzo korzystny. Wyjątkiem był finał kwietniowego Pucharu Świata w Brazylii, gdzie lepsza okazała się Jucielen Romeu. Los sprawił jednak, że w Liverpoolu Brazylijka znalazła się w drugiej połowie drabinki i ewentualny rewanż możliwy jest dopiero w finale. Na razie jednak Szeremeta musiała przejść przez pierwszą przeszkodę – Yan Cai. Chinka wcześniej pokonała Japonkę Satsuki Yoshizawę 5:0, ale i tak faworytka była tylko jedna – Polka.

    Szybkość, swoboda i pełna kontrola

    Od pierwszych sekund widać było przewagę Szeremety. Chinka próbowała narzucić tempo, lecz to Polka regularnie trafiała czystymi ciosami. Wiele kiwek i przyruchów rywalki nie robiło na niej żadnego wrażenia – przeciwnie, Szeremeta bezlitośnie je wykorzystywała, raz nawet posyłając potężny prawy, po którym Cai wyraźnie się zachwiała. Co ciekawe, jeden z sędziów zapisał pierwszą rundę na korzyść Chinki, choć trudno zrozumieć, czym się kierował.

    Dalszy przebieg walki nie przyniósł zmian – Polka świetnie kontrolowała dystans, unikała wielu ciosów i regularnie kontratakowała zarówno lewą, jak i prawą ręką. W drugiej rundzie nawet wspomniany wcześniej arbiter z Mongolii uznał wyższość Julii. Stało się jasne, że Cai mogłaby odwrócić losy pojedynku jedynie przez nokaut – a na to się nie zapowiadało.

    Trzecia runda wyglądała podobnie. Szeremeta z uśmiechem i luzem kontrolowała wydarzenia w ringu, nie pozostawiając złudzeń co do swojej przewagi. Ostateczny werdykt sędziów był jednogłośny – 5:0 (30-27, 30-27, 30-27, 29-28, 29-28).

    Czas na ćwierćfinał

    Zwycięstwo Julii Szeremety było pewne i spokojne. Teraz Polka może już myśleć o ćwierćfinale, w którym zmierzy się z reprezentantką Kazachstanu, Kariną Ibragimową. Ta w poprzedniej rundzie pokonała Elise Glynn (2x 30-27, 3x 29-28). Walka Szeremety odbędzie się w środę, 10 września, o godzinie 19:30 czasu polskiego

     

  • Brawo Maja Chwalińska! Co za forma, co za mecz w finale!

    Brawo Maja Chwalińska! Co za forma, co za mecz w finale!

    Maja Chwalińska w niedzielę zapisała piękną kartę w swojej karierze! Polka od pierwszego meczu w szwajcarskim Montreux imponowała formą, a w finale potwierdziła swoją dominację. W decydującym starciu nie pozostawiła najmniejszych złudzeń Darji Semenistai, wygrywając pewnie 6:1, 6:2. To był prawdziwy pokaz jej umiejętności, zwłaszcza w końcowej fazie meczu.

    W ostatnich tygodniach oczy tenisowego świata były zwrócone na Nowy Jork i wielkoszlemowy US Open. Iga Świątek dotarła tam do ćwierćfinału, natomiast Chwalińska odpadła już w kwalifikacjach. 23-letnia zawodniczka, prywatnie przyjaciółka liderki światowego rankingu, błyskawicznie wróciła jednak do Europy, by rywalizować na kortach ziemnych w Montreux w turnieju WTA 125 z pulą nagród 115 tys. dolarów.

    Od sensacyjnego początku do finału

    Polka zachwyciła już na otwarcie zawodów. W pierwszej rundzie, po przegranym do zera secie, potrafiła odwrócić losy meczu i wyeliminować najwyżej rozstawioną Jill Teichmann (87. WTA), zwyciężając 0:6, 6:4, 6:1. Później przechodziła kolejne rundy bez straty seta, aż dotarła do finału. Tam czekała na nią Semenistaja (115. WTA), z którą bilans dotychczasowych pojedynków był remisowy – w lipcu triumfowała Polka, a w listopadzie Łotyszka.

    Pierwszy set pod pełną kontrolą

    Mecz rozpoczął się od długich wymian charakterystycznych dla dwóch leworęcznych tenisistek grających z dużą dozą rotacji. Już w pierwszym gemie serwisowym Semenistaja prowadziła 40:0, ale przegrała pięć punktów z rzędu i została przełamana. Chwalińska świetnie wykorzystywała każdą okazję, utrzymywała regularność i po 35 minutach mogła cieszyć się ze zwycięstwa 6:1 w pierwszej partii.

    Drugi set – próba powrotu Łotyszki i błysk Polki

    Semenistaja była wyraźnie zmęczona po maratońskim półfinale, który dzień wcześniej trwał aż 3,5 godziny. Polka to skrzętnie wykorzystywała, grając sprytnie i nadając piłce trudną rotację. Na początku drugiego seta wygrała siedem punktów z rzędu. Łotyszka próbowała jeszcze odwrócić losy spotkania i w szóstym gemie miała dwa break pointy, ale nie potrafiła ich wykorzystać.

    Od tego momentu na korcie dominowała już tylko Chwalińska. Polka wygrała dwa ostatnie gemy do zera, przypieczętowując zwycięstwo 6:1, 6:2 i zdobywając cenne trofeum.

    To triumf, który może dać Mai Chwalińskiej ogromny impuls w dalszej części sezonu. Zagrała dojrzale, konsekwentnie i z chłodną głową – a to najlepszy sygnał, że jej powrót do czołówki światowego tenisa staje się coraz bardziej realny.

  • Dziewięć goli w meczu Barcelony! Pajor znowu najlepsza w Hiszpanii

    Dziewięć goli w meczu Barcelony! Pajor znowu najlepsza w Hiszpanii

    FC Barcelona rozpoczęła nowy sezon kobiecej ligi hiszpańskiej od mocnego uderzenia – rozgromiła Alhamę aż 8:0. W tym efektownym starcie błyszczała Ewa Pajor, która zdobyła bramkę i dołożyła dwie asysty. Polka, znana z niesamowitej skuteczności, szybko potwierdziła, że w Barcelonie chce odgrywać kluczową rolę.

    Za nią pierwszy, bardzo udany sezon w barwach Dumy Katalonii – w 46 występach strzeliła 42 gole i zaliczyła 12 asyst, a w lidze hiszpańskiej sięgnęła po tytuł królowej strzelczyń. Teraz zaczęła nową kampanię od zdobycia gola w Pucharze Katalonii (1:0 z Badaloną) oraz świetnego występu w lidze przeciwko Alhamie.

    W drugiej kolejce Liga F, Barcelona zmierzyła się z Athletikiem Bilbao, który w poprzednim sezonie otarł się o strefę pucharową. Już pierwsza połowa pokazała, kto rozdaje karty – po 45 minutach gospodynie prowadziły 4:0. Najpierw do siatki trafiły Vicky Lopez i Patricia Guijarro, a później dwa razy błysnęła Pajor.

    W 23. minucie Polka idealnie wykończyła podanie górą od Kiki Nazareth, mijając bramkarkę i pakując piłkę do pustej bramki. Siedemnaście minut później znów znalazła się w doskonałej sytuacji po prostopadłym zagraniu Nazareth i uderzyła precyzyjnie przy dalszym słupku. Dzięki temu objęła prowadzenie w klasyfikacji strzelczyń ligi hiszpańskiej z trzema trafieniami.

    Po przerwie Pajor nie powiększyła już swojego dorobku, ale kolejne gole dołożyły koleżanki. Niefortunną interwencją popisała się bramkarka rywalek Adriana Nanclares, która wpakowała piłkę do własnej bramki. Na listę strzelczyń wpisały się ponownie Lopez i Aitana Bonmati (obie zdobyły po dwa gole). Ostatecznie Barcelona wygrała 8:1 i z kompletem punktów przewodzi tabeli, mając bilans bramkowy 16:1. Kolejnym rywalem mistrzyń Hiszpanii będzie DUX Logroño.

    Pajor, choć skupiona na klubie, niedawno podsumowała także występ reprezentacji Polski na Euro 2025. Biało-Czerwone nie wyszły z grupy, ale zakończyły turniej zwycięstwem 3:2 nad Danią. – Na ten mecz wyszłyśmy z nastawieniem, by walczyć do końca i pokazać charakter. Były trudne momenty, ale cierpiałyśmy razem i jesteśmy dumne z tego, co zaprezentowałyśmy. To pokazuje, że mamy potencjał, by się rozwijać. W tej drużynie są niesamowite piłkarki i wierzę, że jeszcze przeżyjemy wiele wspaniałych chwil – podkreślała polska napastniczka.

     

    https://x.com/DAZNWFootball/status/1964641187559870508?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1964641187559870508%7Ctwgr%5E048e260cff153b5e5d7924ab826179283cb5ab2b%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Fpilka%2F76494632231872dziewiec-goli-w-meczu-barcelony-pajor-znowu-najlepsza-w-hiszpanii.html