• Iga Świątek ogłosiła swoją decyzję całemu światu: „Po raz pierwszy”

    Iga Świątek ogłosiła swoją decyzję całemu światu: „Po raz pierwszy”

    Choć w tegorocznym kalendarzu nie ma już wielkoszlemowych zmagań, sezon tenisowy wciąż trwa. Przed najlepszymi zawodniczkami świata, w tym Igą Świątek, czekają jeszcze prestiżowe występy – jednym z najważniejszych będzie turniej WTA 1000 w Wuhan, kluczowy przystanek na drodze do finałów w Rijadzie. Udział Polki jest już pewny – potwierdziła to, występując w oficjalnym materiale promującym imprezę.


    Wielkie Szlemy rozdane, czas na Azję

    W 2025 roku cztery zawodniczki podzieliły między sobą najważniejsze trofea. Madison Keys zwyciężyła w Melbourne, Coco Gauff była najlepsza w Paryżu, Iga Świątek sięgnęła po tytuł na Wimbledonie, a Aryna Sabalenka triumfowała w Nowym Jorku. Dzięki temu cała czwórka ma już zapewniony udział w WTA Finals, niezależnie od miejsca w klasyfikacji „Race”, o ile nie spadnie poniżej 20. pozycji w rankingu.


    Pierwszy raz Świątek w Wuhan

    Choć walka o wielkoszlemowe tytuły dobiegła końca, emocji wcale nie zabraknie. W ubiegłym roku Świątek nie mogła wystąpić w Chinach – w Pekinie i Wuhan zabrakło jej z powodu zawieszenia po pozytywnym wyniku testu antydopingowego. Teraz sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Polka nie ma punktów do obrony, co sprawia, że każdy wygrany mecz będzie dla niej dodatkowym wzmocnieniem pozycji.

    Potwierdzenie startu w Wuhan ogłosiła sama tenisistka w nagraniu skierowanym do kibiców. – Cześć wszystkim! Tu Iga Świątek. Bardzo się cieszę, że w tym roku zagram w Wuhan. To mój pierwszy raz w tym miejscu, więc mam nadzieję, że spotkam się z wami i poczuję wasze wsparcie. Będzie świetna zabawa, przychodźcie nas dopingować! – powiedziała liderka światowego rankingu.


    Turniej z tradycją i dominacją Sabalenki

    Dla Świątek będzie to debiutancki występ w Wuhan. Turniej funkcjonował w latach 2014–2019, lecz później na cztery lata zniknął z kalendarza z powodu pandemii. Wrócił w 2024 roku, jednak wówczas Polka była zawieszona. W tym sezonie organizatorzy przygotowali mocną obsadę – oprócz Świątek w spocie promocyjnym pojawiły się m.in. Coco Gauff, Jasmine Paolini oraz Aryna Sabalenka, która ma wyjątkową historię z tym turniejem. Białorusinka zwyciężała tu trzykrotnie – w latach 2018, 2019 oraz 2024 – i ponownie będzie należeć do głównych faworytek.

    Rywalizacja w Wuhan rozpocznie się 6 października 2025 roku.

  • Fissette wyjawia, co się stało Świątek przed US Open. O tym nikt nie wiedział

    Fissette wyjawia, co się stało Świątek przed US Open. O tym nikt nie wiedział

    Iga Świątek szykuje się do azjatyckiego touru. Fissette: „Iga chce słyszeć krytykę, nawet jeśli nie zawsze jej się to podoba”

    Kilka dni temu Iga Świątek zakończyła występ na kortach Flushing Meadows. Polka dotarła do ćwierćfinału US Open, gdzie przegrała z Amandą Anisimową 4:6, 3:6. Teraz wiceliderka rankingu WTA przygotowuje się do startów w Azji, a jej trener Wim Fissette w rozmowie ze Sport.pl opowiedział o kulisach występu w Nowym Jorku, problemach zdrowotnych tenisistki, najtrudniejszych momentach sezonu i swojej współpracy z Polką.


    US Open – między ambicją a problemami zdrowotnymi

    Belg zwrócił uwagę, że tegoroczny amerykański cykl turniejów był dla jego podopiecznej szczególnie ważny. – Po Wimbledonie bardzo interesowało mnie, jak Iga poradzi sobie na północnoamerykańskich kortach twardych. Od pierwszego treningu w Montrealu widziałem jej ogromną determinację i radość z powrotu na kort. Cincinnati było dla nas dużym sukcesem, bo Iga nigdy wcześniej nie czuła się tam dobrze, a jednak odnalazła plan gry i pewność siebie – mówił.

    Największym problemem okazały się jednak kłopoty zdrowotne. Na stopie Świątek pojawił się bolesny pęcherz, przez co ograniczono treningi do minimum. – To była trudna sytuacja, ale zespół spisał się na medal. Lekarze, fizjoterapeuta, trener przygotowania fizycznego – wszyscy zrobili wszystko, aby Iga mogła wystąpić. Nie mogliśmy trenować między meczami, a ona tego potrzebuje, by poprawiać detale i łapać pewność siebie. Dlatego ćwierćfinał w tych warunkach był dużym sukcesem – podkreślił Fissette.


    Serwis i mikst – co poszło nie tak?

    W ćwierćfinale z Anisimową widoczny był problem ze stabilnością serwisu. – To prawda, w Nowym Jorku serwis nie funkcjonował tak dobrze, jak wcześniej. Głównym powodem był brak treningów. W stresujących warunkach technika potrafi się „rozsypać”, a jeśli nie ma się okazji, by to poprawić między meczami, to efekt widać od razu – tłumaczył trener.

    Dodatkowo pojawiły się pytania, czy udział w mikście na US Open nie obciążył zbytnio organizmu Polki. – Rozmawiałem o tym z Maciejem Ryszczukiem. Jego zdaniem mikst nie miał większego wpływu, raczej problem zaczął się od Cincinnati, gdzie panował ogromny upał. Czasem takie rzeczy się zdarzają i trzeba je zaakceptować. Wyciągnęliśmy jednak wnioski – być może częstsze zmiany obuwia, dodatkowe otejpowanie stóp – aby w przyszłości tego uniknąć – dodał.


    Azjatycki tour i plany treningowe

    Świątek już w najbliższych dniach rozpocznie występ w Seulu, ale decyzja o starcie była uzależniona od stanu zdrowia. – Postawiliśmy sprawę jasno: Iga zagra tylko, jeśli będzie w pełni sprawna. Po konsultacjach lekarskich dostałem od niej wiadomość, że wszystko jest w porządku i może wrócić na kort – zdradził Fissette.

    Na czym trener chce się skupić w końcówce sezonu? – Najważniejszy będzie serwis. To fundament gry Igi i musimy poświęcić mu dużo pracy. Poza tym Iga jest bardzo otwarta na rozwijanie repertuaru – od slajsów, przez dropszoty, po grę przy siatce. Jestem pewien, że w kolejnych latach będziemy to częściej oglądać w jej meczach – zapowiedział.


    Najlepsze mecze i „perfekcyjne wykonanie”

    W ocenie Belga, jednym z najlepszych występów Świątek w tym roku był półfinał z Jeleną Rybakiną w Cincinnati. – Grała znakomicie, serwis działał świetnie, return też. To było starcie na najwyższym poziomie – przyznał.

    Jednak absolutnym numerem jeden w jego oczach pozostaje finał Wimbledonu. – To był mecz kompletny. Iga zagrała perfekcyjnie w każdym elemencie. To występ, do którego można wracać jako do wzoru – podsumował.


    Relacja trener–zawodniczka

    Fissette zwrócił uwagę, że kluczem we współpracy z Igą jest wzajemne zaufanie i otwartość na krytykę. – Iga zawsze powtarza: „Powiedz mi, co mogę poprawić. Jeśli rad będzie za dużo, to ci powiem, ale chcę wiedzieć, co mogę zrobić lepiej”. To imponujące, bo nie każdy zawodnik ma taką postawę. Nawet jeśli nie zawsze jest zadowolona z tego, co słyszy, to chce słuchać i wyciągać wnioski – opowiadał Belg.

    Przyznał też, że największym zaskoczeniem w pracy z Polką jest jej niezmienna etyka pracy. – Codziennie daje z siebie maksimum, niezależnie czy to trening w Warszawie, WTA 500 w Stuttgarcie czy półfinał Wielkiego Szlema. Po tylu sukcesach większość zawodników miałaby problem z utrzymaniem takiej dyscypliny. Ona tego problemu nie ma – dodał.


    Najtrudniejszy moment sezonu i presja bycia trenerem numeru 2 na świecie

    Za najcięższy okres trener uznał turnieje w Madrycie i Rzymie. – To były trudne tygodnie, ale na szczęście krótki kryzys, z którego Iga szybko wyszła. Wielu tenisistów ma gorsze miesiące, a nawet lata. U nas trwało to tylko kilka tygodni – ocenił.

    Czy praca z wiceliderką światowego rankingu wiąże się z ogromną presją? – Oczywiście, że tak. Gdy jesteś trenerem Igi Świątek, celem jest numer jeden i wielkoszlemowe trofea. Oczekuje tego cały świat. Ale ja patrzę długofalowo – wiem, że przy takim podejściu, jakie ma Iga, wyniki przyjdą same. Dla mnie to również motywacja – podkreślił Fissette.


    Inspiracje i wzory trenerskie

    Belg przyznał, że w swojej karierze czerpał inspiracje od Nicka Bollettieriego. – Miałem okazję bywać w jego akademii. Potrafił w pięć minut zobaczyć problem i dać wskazówkę, która trafiała w punkt. To było niesamowite. Mam do niego ogromny szacunek i uważam, że był jednym z najwybitniejszych trenerów w historii touru – zakończył Fissette.


  • Szeremeta nagle padła na deski. Reakcja trenera mówi wszystko

    Szeremeta nagle padła na deski. Reakcja trenera mówi wszystko

    Dylak: W ogóle się nie zdenerwowałem. Medal Szeremety? Już nas nie dziwi

    – W ogóle się nie zdenerwowałem – mówi trener Tomasz Dylak, wspominając moment, gdy Julia Szeremeta w ćwierćfinale mistrzostw świata padła na deski po ciosie rywalki. Liderka polskiej kadry kobiet w boksie nie tylko wróciła do gry, ale też odwróciła losy walki i zapewniła sobie miejsce w półfinale, a tym samym – co najmniej brązowy medal. Razem z nią po krążki sięgnęły również Aneta Rygielska i Agata Kaczmarska. W piątek wszystkie trzy powalczą o coś więcej niż tylko trzecie miejsce.

    Rok temu cały polski boks świętował pierwszy od 32 lat medal olimpijski – wywalczony przez Julię Szeremetę w Paryżu. Teraz na mistrzostwach świata w Liverpoolu nasza żeńska kadra już ma trzy medale. Co istotne – dwa z nich w olimpijskich kategoriach wagowych.

    W środę Polki zanotowały imponującą serię: Szeremeta pokonała 3:2 trzykrotną medalistkę mistrzostw świata Karinę Ibragimową (waga 57 kg), Rygielska zwyciężyła jednogłośnie z Ayaką Taguchi (60 kg), a Kaczmarska sprawiła sensację, wygrywając 5:0 z mistrzynią świata Zhan Yilian (+80 kg). Podopieczne Tomasza Dylaka już zapisały się w historii – ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. W piątek powalczą o finał.

    – Do tej pory jedyną zawodniczką, która zdobywała dla Polski medale w wagach olimpijskich na mistrzostwach świata, była Karolina Michalczuk – przypomina trener Dylak w rozmowie ze Sport.pl. – Czekaliśmy na coś takiego aż 13 lat. Te medale to kolejny dowód na to, że polski boks kobiet dynamicznie się rozwija. I znów największe emocje przynosi Szeremeta.

    Z zimną krwią

    Ćwierćfinałowe starcie Szeremety rozpoczęło się dramatycznie – Polka przegrała pierwszą rundę i padła na deski. Ale potem pokazała klasę. Druga runda minimalnie na jej korzyść – 3:2. W trzeciej była już bezdyskusyjnie lepsza – wszyscy sędziowie punktowali ją wyżej.

    – Jestem bardzo zadowolony z całej kadry – mówi Dylak. – Dziewczyny pokazują znakomity boks, a postęp, jaki zrobiły, jest ogromny. Moim cichym marzeniem były trzy medale. I są!

    Niedosyt? Trochę tak

    Choć trzy medale cieszą, to jednak aż pięć Polek walczyło w ćwierćfinałach. Dwie – Kinga Krówka i Emilia Koterska – odpadły tuż przed podium.

    – Szczególnie boli porażka Koterskiej – przyznaje szkoleniowiec. – Przegrała 2:3 z doświadczoną olimpijką z Indii. Ale nie możemy mówić o kontrowersjach. Walka była równa, mogła pójść w obie strony. Tak samo było z Julią – werdykt mógł być inny, ale ona dzięki doświadczeniu i chłodnej głowie to wygrała.

    Kto najbliżej złota?

    – Pewnie pana zaskoczę, ale największe szanse na złoto daje Agacie Kaczmarskiej – ocenia Dylak. – Szeremeta i Rygielska mają przed sobą bardzo trudne półfinały. Ale w boksie wszystko może się zdarzyć.

    Czy Szeremeta nie jest faworytką w swojej wadze?

    – Bez Lin Yu-Ting rzeczywiście wygląda na liderkę. Od igrzysk przegrała tylko jedną z dziewięciu walk. Ale jej półfinałowa rywalka, Jaismine Lamboria z Indii, prezentuje życiową formę.

    Spokój mimo wszystko

    Zapytany, co czuł, gdy Szeremeta upadła na deski, Dylak odpowiada bez zawahania:

    – W ogóle się nie zdenerwowałem. Julia źle ustawiła nogi, to był bardziej efekt balansu niż siły ciosu. Sędzia też to od razu wychwycił. Zdarza się to często w starciach z mańkutami.

    Olimpijski medal a trzy krążki MŚ

    Czy dzień, w którym aż trzy jego podopieczne sięgnęły po medale mistrzostw świata, był porównywalny do sierpniowego sukcesu Szeremety w Paryżu?

    – Igrzyska to igrzyska – mówi trener bez wahania. – Medal po 32 latach był czymś wyjątkowym. Tamten dzień zostanie ze mną na zawsze. Ale nie ukrywam – po środowych ćwierćfinałach też czułem ogromną radość i satysfakcję. W boksie długo nie odnosiliśmy takich sukcesów na MŚ, więc każdy medal to historia.

    Gratulacje? Telefon na razie milczy

    Na pytanie, czy gratulacje złożył już znany fan boksu, prezydent Karol Nawrocki, Dylak z uśmiechem odpowiada:

    – Nie, ale wiele osób do nas pisze i gratuluje. Na razie trudno odpisywać, bo jesteśmy wciąż skupieni na pracy.

    W czwartek zawodniczki miały dzień wolny – regeneracja była niezbędna. Ale w piątek znów wyjdą na ring. Zacisną zęby i dadzą z siebie wszystko.

  • Gauff nagle wskazała na Świątek. “To było bardzo ważne”

    Gauff nagle wskazała na Świątek. “To było bardzo ważne”

    59 punktów – dokładnie tyle różni w rankingu WTA Igę Świątek i Coco Gauff. Obie tenisistki miały okazję zmierzyć się ze sobą już na początku 2025 roku, w finale drużynowego United Cup. Wtedy górą była Amerykanka, która zwyciężyła 6:4, 6:4. Po kilku miesiącach Gauff wróciła wspomnieniami do tamtego meczu. – Przed spotkaniem byłam potwornie zdenerwowana, bo nie chciałam zawieść drużyny – przyznała.

    Świątek w obecnym sezonie ma na koncie tylko jeden wygrany turniej, ale za to wyjątkowo prestiżowy – Wimbledon. W londyńskim finale rozgromiła Amandę Anisimovą 6:0, 6:0. Polka próbowała powtórzyć ten sukces podczas US Open, jednak w ćwierćfinale uległa tej samej rywalce 4:6, 3:6. – Tydzień odpoczynku po bardzo intensywnym okresie startowym pozwoli Idze w pełni przygotować się do azjatyckiej części sezonu – tłumaczył lekarz reprezentantki Polski, Mateusz Dawidziuk, odnosząc się do problemów z przeciążeniem prawej stopy.

    Gauff o meczu ze Świątek: „Byłam bardzo zdenerwowana”

    Amerykanka w rozmowie z Tennis Channel została poproszona o wskazanie najlepszych meczów, jakie rozegrała w tym sezonie. Wśród nich znalazło się właśnie starcie z Igą Świątek w United Cup. Triumf 6:4, 6:4 dał Stanom Zjednoczonym zwycięstwo w całych rozgrywkach, przypieczętowane później przez Taylora Fritza, który pokonał Huberta Hurkacza 6:4, 5:7, 7:6 (4). – To spotkanie miało dla mnie ogromne znaczenie. Czułam presję, bo grałam dla drużyny, a to była dodatkowa motywacja i stres. Uważam, że to był jeden z moich najlepszych meczów w tym roku – mówiła Gauff.

    Coco umieściła ten pojedynek na czwartym miejscu swojego prywatnego zestawienia. Wyżej znalazły się: ćwierćfinał Roland Garros z Madison Keys (6:7, 6:4, 6:1), błyskawiczny mecz z Sofią Kenin w Miami (6:0, 6:0 w 47 minut) oraz niezwykle zacięta batalia z Qinwen Zheng w półfinale turnieju WTA 1000 w Rzymie, gdzie Gauff wygrała 7:6 (3), 6:3, 7:6 (4) po ponad trzech i pół godzinach gry.

    Co ciekawe, Gauff w tym sezonie – podobnie jak Świątek – sięgnęła tylko po jeden tytuł. Jej największym triumfem był Roland Garros, w którego finale pokonała Arynę Sabalenkę 6:7 (5), 6:2, 6:4. Oprócz tego grała w finałach turniejów WTA 1000 w Madrycie i Rzymie.

    Ostatnio Amerykanka zakończyła udział w US Open na czwartej rundzie, przegrywając z Naomi Osaką 3:6, 2:6. Pomimo tego utrzymała trzecie miejsce w rankingu i obecnie traci zaledwie 59 punktów do Igi Świątek.

  • Majchrzak ujawnił, co z jego zdrowiem. “Szanse są małe”

    Majchrzak ujawnił, co z jego zdrowiem. “Szanse są małe”

    Kamil Majchrzak pozostaje dziś największą nadzieją męskiego tenisa w Polsce i aktualnie zajmuje najwyższe miejsce spośród wszystkich naszych reprezentantów w rankingu ATP. Niestety, jego świetną passę przerwała kontuzja, której nabawił się podczas wielkoszlemowego US Open. Choć jeszcze niedawno imponował formą i odwrócił losy niezwykle dramatycznego meczu z Karenem Chaczanowem, teraz musi skoncentrować się na rehabilitacji i walce o powrót do pełni sił.

    Droga Majchrzaka na szczyt i bolesne zatrzymanie

    29-letni tenisista z Piotrkowa Trybunalskiego jest przykładem ogromnej determinacji. Kilka lat temu został niesłusznie zawieszony za doping, co sprawiło, że jego kariera niemal legła w gruzach. Musiał zaczynać od zera, grając w mniejszych turniejach i odbudowując ranking. Dziś widać, że jego praca i cierpliwość przynoszą efekty – w najnowszym zestawieniu ATP zajmuje 62. miejsce, wyprzedzając o dziesięć pozycji Huberta Hurkacza, który długo uchodził za najlepszego polskiego singlistę. Hurkacz zmaga się jednak z problemami zdrowotnymi i to właśnie Majchrzak stał się obecnie liderem naszego męskiego tenisa.

    W Nowym Jorku kibice oglądali go w kapitalnej dyspozycji. Po przegraniu dwóch pierwszych setów w starciu z Chaczanowem, Majchrzak wykazał się niebywałym charakterem i odwrócił wynik meczu, wygrywając w super tie-breaku. Niestety, triumf ten okupił dużym wysiłkiem i urazem. W kolejnym meczu, przeciwko Leandro Riediemu, nie był już w stanie grać na swoim poziomie i przy stanie 3:5 w pierwszym secie musiał skreczować. Badania wykazały naderwanie mięśnia międzyżebrowego – kontuzję wyjątkowo kłopotliwą dla tenisisty.

    „Jeszcze chwilę muszę poczekać” – najnowsze wieści o stanie zdrowia

    Majchrzak od momentu US Open nie wrócił na kort. Jak sam przyznał w rozmowie z TVP Sport, cały czas przechodzi intensywną rehabilitację i jego organizm powoli reaguje na obciążenia.

    – Nadal jestem w trakcie rehabilitacji. Jeszcze nie mogę normalnie grać w tenisa. Idzie to do przodu, ale na tym etapie mogę jedynie wracać do aktywności fizycznej. Na moment, w którym ponownie wezmę rakietę do ręki, muszę jeszcze chwilę poczekać – podkreślił 29-latek.

    Co z powrotem na kort?

    Tenisista żałuje, że nie będzie mógł wystąpić w Pucharze Davisa przeciwko reprezentacji Wielkiej Brytanii (12–13 września). W jego planach były także starty w azjatyckiej części sezonu – najpierw w turnieju ATP 250 w Chinach, później w Tokio. Te plany musiał jednak zweryfikować.

    – Miałem zagrać w Davis Cup, ale to oczywiście zostało wykluczone. Później miał być turniej 250 w Chinach, ale to też odpadło. Wciąż walczymy o Tokio. Szanse są małe, ale nie zostało to jeszcze przekreślone. Celem głównym pozostaje jednak Szanghaj, który startuje za trzy tygodnie i mam nadzieję, że tam już zdołam zagrać – powiedział Majchrzak.

    Turniej w Tokio rozpoczyna się 24 września, natomiast prestiżowa impreza w Szanghaju – 1 października. Występ w niej wydaje się obecnie najbardziej realnym scenariuszem, choć sam tenisista studzi oczekiwania i podkreśla, że priorytetem jest zdrowie.

    Nadzieja dla polskiego tenisa

    Powrót Majchrzaka na światowe korty jest niezwykle istotny nie tylko dla niego samego, ale także dla całego polskiego tenisa. W momencie, gdy Hubert Hurkacz zmaga się z problemami, a młodsze pokolenie dopiero przebija się do czołówki, to właśnie piotrkowianin daje kibicom powody do dumy.

    Jeżeli uda mu się wrócić na kort w Szanghaju i utrzymać formę z ostatnich miesięcy, polscy kibice mogą liczyć na kolejne wielkie emocje. Wszystko jednak zależy od tego, jak szybko uda się zakończyć proces rehabilitacji i czy uraz żeber nie pozostawi długotrwałych problemów.

  • Sensacyjny ruch rywali Polaków. Grbić powiedział “nie”. “Z całym szacunkiem”

    Sensacyjny ruch rywali Polaków. Grbić powiedział “nie”. “Z całym szacunkiem”

    Reprezentacja Kataru to wciąż wielka niewiadoma dla polskich siatkarzy, jednak to właśnie egzotyczni rywale próbowali wykonać dodatkowy ruch przed poniedziałkowym spotkaniem obu drużyn w mistrzostwach świata. Katarczycy wyszli z nietypową propozycją, której Nikola Grbić jednak nie przyjął.

    Grbić jasno o celu Polaków

    Selekcjoner i jego zespół nie zamierzają owijać w bawełnę – faza grupowa ma być dla Biało-Czerwonych tylko przetarciem przed walką o medale. Plan minimum to trzy szybkie zwycięstwa nad Rumunią, Katarem i Holandią. Nawet jeśli o dwóch pierwszych przeciwnikach Polacy nie wiedzą zbyt wiele, to trudno sobie wyobrazić, by wicemistrzowie olimpijscy z Paryża i liderzy rankingu FIVB mogli mieć z nimi większe kłopoty.

    Organizacyjne ograniczenia w Manili

    Tegoroczne MŚ na Filipinach przejdą do historii – po raz pierwszy wystąpi w nich aż 32 reprezentacje. Skutkiem ubocznym jest olbrzymie obłożenie dwóch manilskich hal. Polacy fazę grupową rozegrają w Smart Araneta Coliseum, a w kolejnej części turnieju przeniosą się do SM Mall of Asia Arena. Treningi zostały skrócone z tradycyjnych 90 do 60 minut. – Tak długo, jak wszyscy mają równe warunki, nie mam z tym problemu – wyjaśnił Grbić.

    Katarczycy chcieli sparingu

    Właśnie ta ograniczona formuła zajęć sprawiła, że Katarczycy zaproponowali Polakom wspólny trening połączony z meczem towarzyskim. – Trenowali przed nami, więc zsumowanie zajęć dawałoby dwie godziny. Chcieli wykorzystać to na sparing z nami – relacjonował trener. Ostatecznie odmówił, podkreślając, że rywalizacja w systemie „sześciu na sześciu” wewnątrz kadry jest i tak trudniejsza niż gra kontrolna z Katarem. – Wolę skupić się na nas, niż na obserwowaniu przeciwników – zaznaczył.

    Szacunek, ale i świadomość przewagi

    Serbski szkoleniowiec wyjaśnił, że jego decyzja nie oznacza lekceważenia rywali. – Szacunek należy się każdemu, ale różnica poziomów jest oczywista. Jeśli będziemy serwować agresywnie, utrzymywać koncentrację w ataku i skutecznie pracować w bloku oraz obronie, to i bez szczegółowej analizy ich gry nasza jakość powinna wystarczyć – powiedział.

    Podobnie wypowiedział się Tomasz Fornal. Przyjmujący przyznał, że nie śledzi na co dzień drużyn spoza czołówki, ale wie, że nawet niżej notowane ekipy przyjadą do Manili z ogromną ambicją. – Każdy będzie chciał się sprawdzić na tle Polski, każdy zagrać życiowy mecz. Dlatego podejdziemy do spotkań grupowych w pełni skoncentrowani. Ale też nie udawajmy – jeśli pokażemy swoją siatkówkę, nie mają z nami szans – podsumował.

    Pierwszym przeciwnikiem Polaków w turnieju będzie w sobotę reprezentacja Rumunii. Choć analiza wideo jeszcze nie została przeprowadzona, to Fornal przypomniał, że zawodnicy z tego kraju grali niedawno w PlusLidze i prezentowali solidny poziom. Dlatego Biało-Czerwoni traktują każdy mecz poważnie, nawet jeśli faworyt w tej rywalizacji jest tylko jeden.

  • Sabalenka od razu wskazała na Igę Świątek. “To nie jest łatwe”

    Sabalenka od razu wskazała na Igę Świątek. “To nie jest łatwe”

    Aryna Sabalenka wzięła udział w rozmowie w The Jay Shetty Podcast, gdzie otwarcie opowiedziała o rywalizacji z Igą Świątek. – Fizycznie i psychicznie bardzo trudno jest utrzymać siłę i być przygotowanym na to, że piłka zawsze wróci – przyznała liderka światowego rankingu, wskazując Polkę jako jedną z dwóch zawodniczek, które stanowią dla niej największe wyzwanie.

    Sezon pełen emocji i zwrotów akcji

    Dla Sabalenki bieżący rok to pasmo sukcesów, choć długo brakowało jej upragnionego wielkoszlemowego triumfu. W styczniu zatrzymała ją w finale Australian Open Madison Keys, w czerwcu w decydującym meczu Roland Garros lepsza była Coco Gauff, a Wimbledon zakończyła na półfinale po porażce z Amandą Anisimovą. Dopiero podczas US Open dopięła swego – sięgnęła po tytuł, rewanżując się Amerykance za wcześniejszą przegraną w Londynie.

    „Największe wyzwanie fizyczne? Dwa nazwiska”

    W trakcie podcastu Sabalenka została zapytana, które rywalki najbardziej dają jej się we znaki pod względem fizycznym. Nie miała wątpliwości i natychmiast wskazała dwie tenisistki – Igę Świątek i Coco Gauff.

    – Coco i Iga to największe wyzwanie fizyczne. Obie świetnie się poruszają. Czasem budujesz punkt i masz świadomość, że przeciwko innej przeciwniczce taki atak zakończyłby wymianę, a z nimi trzeba często zaczynać wszystko od nowa. To ogromny wysiłek – wyjaśniła Białorusinka.

    – Niełatwo jest utrzymać energię i psychicznie przygotować się na to, że każda piłka wróci. Trzeba być niezwykle odpornym, aby sprostać takiej intensywności – dodała.

    Trzy dominatorki kobiecego tenisa

    Sabalenka, Świątek i Gauff od miesięcy uznawane są za ścisłą czołówkę światowego tenisa, co potwierdza ranking WTA – zajmują w nim trzy pierwsze miejsca, a każda z nich ma już na koncie tytuł wielkoszlemowy w tym sezonie.

    Paradoks polega jednak na tym, że mimo pozycji liderki rankingu i najlepszych ogólnych wyników, Sabalenka ma ujemny bilans meczów zarówno ze Świątek, jak i z Gauff. Z Polką zmierzyła się trzynaście razy – wygrała pięciokrotnie, przegrała osiem. Z kolei w pojedynkach z Amerykanką również ma na koncie pięć zwycięstw, ale aż sześć razy musiała uznać jej wyższość.

  • Sabalenka ujawniła to przed kamerami. Świątek może być zdziwiona. “Zaczęło irytować”

    Sabalenka ujawniła to przed kamerami. Świątek może być zdziwiona. “Zaczęło irytować”

    Sabalenka ujawniła to przed kamerami. Świątek może być zdziwiona. “Zaczęło irytować”

    ‎Aryna Sabalenka jest świeżo upieczoną mistrzynią US Open. Białorusince udało się obronić tytuł wywalczony przed rokiem. Z ponad jedenastoma tysiącami punktów na koncie zasiada także na fotelu liderki rankingu WTA. Wszystkie te sukcesy sprawiają, że 27-latka oprócz zdrowia fizycznego musi zadać również o to psychiczne. Jak się okazuje, w tym temacie ma zupełnie inne podejście niż Iga Świątek.

    ‎

    ‎Obecny sezon w wykonaniu Aryny Sabalenki jest naprawdę imponujący. Największa rywalka Igi Świątek zagrała w aż trzech wielkoszlemowych finałach. Zwyciężyć udało się jej tylko w tym ostatnim, czyli US Open, gdzie pokonała Amanę Anisimową. W Melbourne i Paryżu przegrywała kolejno z Madison Keys i Coco Gauff.

    ‎

    ‎Dokładając do tego triumfy w Madrycie, Miami i Brisbane, Białorusinka zdołała utrzymać pozycję liderki światowego rankingu. Na ten moment na jej koncie widnieje dokładnie 11225 punktów. Spokojnie można nazwać ją obecnie najlepszą tenisistką w całym tourze.

    ‎

    ‎Sabalenka też pracowała z psychologiem. Potem stało się to. “Zaczęło mnie irytować”

    ‎

    ‎Sportowcy rywalizujący na najwyższym poziomie często dużą uwagę poświęcają nie tylko na dobre przygotowanie fizyczne, ale i mentalne. Psychologowie w tym świecie to już chleb powszedni. Niezależnie od dyscypliny zawodnicy współpracują z fachowcami, którzy dbają, aby ich kondycja psychiczna była na odpowiednim poziomie.

    ‎

    ‎Doskonałym przykładem jest chociażby Iga Świątek. W sztabie Polki od lat znajduje się Daria Abramowicz, która zasiada w jej boksie na każdym spotkaniu. Nie da się ukryć, że jest bardzo ważną postacią w całym procesie przygotowania 24-lataki do starć na korcie.

    ‎

    ‎Okazuje się, że Aryna Sabalenka przed laty również korzystała z pomocy psychologa. Ich współpraca nie trwa do dziś. Dlaczego? Ten temat pierwsza rakieta świata poruszyła w ostatnim podcascie Jay’a Shetty’ego.

    ‎

    ‎Pracowałam z psychologiem sportowym przez cztery lub pięć lat. Medytowałyśmy, robiłyśmy wiele rzeczy na początku mojej kariery, ale potem zdałam sobie sprawę, że zaczynam na niej za bardzo polegać. Oczekiwałam, że rozwiąże moje problemy, poradzi sobie z moimi emocjami, a mimo to wciąż popełniałam te same błędy

    ‎

    ‎

    ‎rozpoczęła.

    ‎

    ‎- Zaczęło mnie to irytować i w pewnym momencie postanowiłam: Dobra, muszę wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Przestałam korzystać z pomocy psychologa – dodała. Czy wyszło jej to na dobre?

    ‎

    ‎- Wtedy zaczęłam lepiej poznawać siebie, naprawdę rozumieć siebie. Zyskałam większą kontrolę nad swoimi emocjami i wszystko stało się bardziej zrównoważone, kiedy wzięłam tę odpowiedzialność – zakończyła. Jak widać, nie każdy sportowiec potrzebuje kogoś, kto będzie dbał o jego kondycję psychiczną. Czasami tę sferę lepiej pozostawić samemu sobie. W cytowanej rozmowie 27-latka poruszyła mnóstwo wątków. Jednym z nich była także trwająca na Ukrainie wojna.

    ‎

  • A jednak! Pogromczyni Świątek podjęła decyzję. “Zrezygnowała”

    A jednak! Pogromczyni Świątek podjęła decyzję. “Zrezygnowała”

    Iga Świątek szykuje się do swojego premierowego występu na kortach w Seulu. Polska liderka światowego tenisa będzie główną faworytką do zwycięstwa, zwłaszcza że w stolicy Korei zabraknie wielu czołowych zawodniczek. Co więcej, z gry wycofała się także jej ostatnia pogromczyni – powodem jest kontuzja.

    Po świetnych rezultatach na Wimbledonie oraz w Cincinnati Świątek jechała na US Open jako jedna z kandydatek do tytułu. Udowodniła formę, gładko odprawiając w pierwszej rundzie Emilianę Arango 6:1, 6:2, a następnie notując trzy kolejne zwycięstwa. Kibice byli przekonani, że powtórzy sukces sprzed trzech lat. Niespodziewanie zatrzymała ją jednak Amanda Anisimowa, którą Polka kilka tygodni wcześniej rozbiła w finale Wimbledonu 6:0, 6:0. Po porażce Świątek spotkała się z falą krytyki, zwłaszcza za swoje zachowanie podczas konferencji prasowej.

    Dobra wiadomość dla Świątek – Anisimowa nie zagra w Seulu

    Iga zagra w turnieju WTA 500 w Seulu, co potwierdziła jeszcze w maju. – To będzie coś wyjątkowego. Słyszałam wiele dobrego o Korei i nie mogę się doczekać, by was poznać i zaprezentować się przed tamtejszymi kibicami – mówiła. Początkowo jedyną zawodniczką z TOP 10, która miała tam rywalizować obok Polki, była właśnie Anisimowa. Ostatecznie jednak Amerykanka ogłosiła, że rezygnuje z występu. Jak przekazali organizatorzy, uraz kostki odniesiony podczas meczu w Nowym Jorku zmusił ją do wycofania się z zawodów. Najwyżej rozstawioną tenisistką w Seulu będzie więc Jekaterina Aleksandrowa (11. WTA).

    Anisimowa w ostatnich miesiącach imponuje formą i awansowała już na czwarte miejsce w światowym rankingu. Legendarny John McEnroe podkreśla jednak, że jeszcze długo nie przebije się przed duet Sabalenka–Świątek. – Na razie nie spodziewam się większych zmian na szczycie. Nadal najlepiej prezentują się Sabalenka i Świątek, a wszystko zależy od ich dyspozycji – ocenił. Jednocześnie dodał, że Amerykanka ma ogromny potencjał. – Śledzę jej karierę od dawna. Będę zdziwiony, jeśli przy obecnym poziomie gry nie sięgnie po tytuł wielkoszlemowy – zaznaczył.

    Turniej w Seulu rozpocznie się w poniedziałek 15 września i potrwa tydzień. Niewykluczone, że zaraz po nim Świątek uda się do Chin, gdzie planowane są jej starty w Pekinie oraz Wuhan.

  • Sabalenka przemówiła ws. rosyjskiego ataku. “To by uratowało wiele żyć”

    Sabalenka przemówiła ws. rosyjskiego ataku. “To by uratowało wiele żyć”

    Od momentu, gdy Aryna Sabalenka wspięła się na tenisowy szczyt, wielokrotnie pytano ją o wojnę w Ukrainie. Zazwyczaj jednak unikała jednoznacznych odpowiedzi, a już na pewno nie potępiała działań Rosji wprost. Po triumfie w US Open udzieliła jednak wywiadu amerykańskiemu podcasterowi Jay’owi Shetty’emu, w którym – choć nie padło bezpośrednie pytanie o Ukrainę – w końcu zdradziła swój prawdziwy stosunek do wojny.

    Wizerunek Sabalenki od lat obciążony jest jej relacjami z białoruskim reżimem. Czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa przez długi czas utrzymywała dobre kontakty z Aleksandrem Łukaszenką. Pojawiała się u jego boku publicznie, słyszała z jego ust liczne pochwały, gościła na spotkaniach w Mińsku. W 2020 roku podpisała nawet list poparcia dla dyktatora, gdy brutalnie tłumił protesty w kraju.

    Zmiana przyszła dopiero po wybuchu wojny w Ukrainie, w której Białoruś wspiera Rosję. Wtedy Sabalenka zaczęła przyznawać, że nie identyfikuje się już z Łukaszenką. – Jej odejście od poparcia Łukaszenki nastąpiło dopiero niedawno, i to głównie w sferze słownej. Wcześniej mu wierzyła i ufała – tłumaczył w 2023 roku dla Sport.pl białoruski dziennikarz Aleksandr Putiła. Mimo tego Sabalenka nigdy wprost nie potępiła wojny tak, jak zrobiły to inne zawodniczki – chociażby Iga Świątek czy reprezentująca Australię Daria Kasatkina.

    Po ostatnim triumfie w Nowym Jorku Sabalenka znów zabrała głos. W podcaście Shetty’ego została zapytana, jakie prawo wprowadziłaby, gdyby miała taką możliwość. Tym razem nie uciekła od odpowiedzi. – Chciałabym, żeby wszystkie spory rozwiązywano przy stole rozmów. Bez wojen, bez konfliktów. Usiądźcie, rozmawiajcie i nie wychodźcie, dopóki nie znajdziecie porozumienia. To uratowałoby wiele żyć. Właśnie tego teraz potrzebuje świat – powiedziała Białorusinka. To prawdopodobnie jej najmocniejsze dotąd słowa przeciwko wojnie, choć pytanie nie odnosiło się bezpośrednio do sytuacji w Ukrainie.

    Przed Sabalenką końcówka sezonu zapowiada się intensywnie. W planach ma jeszcze dwa duże turnieje rangi WTA 1000 – w Pekinie i Wuhan. W tym drugim będzie bronić aż tysiąca punktów rankingowych za zeszłoroczny triumf. Na starcie w Wuhan na pewno pojawi się także Iga Świątek. Sabalenka ma już zagwarantowany udział w kończących sezon WTA Finals w Rijadzie – imprezie, której jeszcze nigdy nie udało jej się wygrać.