• Cały świat trąbi o Świątek. “Największy dramat US Open 2025”

    Cały świat trąbi o Świątek. “Największy dramat US Open 2025”

    Pytanie, które wstrząsnęło światem tenisa: konferencja Świątek zamienia się w globalną burzę

    ‎Rutynowy mecz, a potem niespodzianka

    ‎Iga Świątek właśnie zapewniła sobie awans do trzeciej rundy US Open po zaciętym, trzysetowym zwycięstwie nad Suzan Lamens. Dla wielu uwaga powinna skupić się na jej tenisie — odporności, precyzji i walce o pozostanie w turnieju. Jednak to, co wydarzyło się poza kortem, szybko przyćmiło wszystko inne.

    ‎„Co to za pytanie?” – Świątek wybucha

    ‎Podczas czwartkowej konferencji prasowej po meczu Świątek usłyszała pytanie, które wyraźnie ją zaskoczyło.

    ‎„Przepraszam, co to za pytanie? Czy myślałam o tym, żeby wpleść sobie koraliki we włosy? Nie. O co chodzi? Co to za pytanie?” — odpowiedziała ostro, wyraźnie zirytowana.

    ‎Napięta wymiana zdań, wywołana pytaniem dotyczącym jej wyglądu zamiast gry, natychmiast stała się sensacją na całym świecie.

    ‎Międzynarodowe nagłówki wybuchają

    ‎Od Londynu po Barcelonę gazety i portale rozpisywały się o tej nietypowej sytuacji:

    ‎„Iga Świątek atakuje dziennikarza po pytaniu o jej wygląd” (Daily Mail)

    ‎„Świątek zmuszona odpowiedzieć na surrealistyczne pytanie” (Mundo Deportivo)

    ‎„Największy dramat US Open 2025” (primetimer.com)

    ‎Światowe media nie tylko relacjonowały zdarzenie — umieszczały je na czołówkach, przedstawiając jako jeden z najdziwniejszych incydentów konferencyjnych w historii ostatnich turniejów wielkoszlemowych.

    ‎Pytanie, które wszystko wywołało

    ‎Jednak nie chodziło tylko o koraliki. Już wcześniej padło znacznie cięższe pytanie, które stworzyło napiętą atmosferę. Świątek została zapytana o podwójne standardy w sporcie, w kontekście ostrego sporu Jeleny Ostapenko z amerykańską zawodniczką Taylor Townsend.

    ‎Słowa dziennikarza były bezpośrednie:

    ‎„Biorąc pod uwagę sytuację między zawodniczkami afroamerykańskimi a nieafroamerykańskimi, nie tylko w waszym sporcie, ale ogólnie, czy uważa pani, że stosuje się podwójne standardy? Wczoraj Ostapenko powiedziała Townsend, że jest niewykształcona i arogancka. Co to mówi o kobiecym sporcie?”

    ‎Świątek, zaskoczona, odpowiedziała ostrożnie:

    ‎„Cóż, to dość skomplikowane pytanie. Nie mogę mówić o każdym sporcie… Żyjemy w określonym środowisku, w świecie tenisa. Oczywiście świat zmienił się na przestrzeni lat. Wiem, że wczoraj pojawił się jakiś problem, ale szczerze mówiąc, byłam bardzo skupiona. Miałam wczesny mecz, więc nie mogę tego skomentować. Prawdopodobnie nadrobię zaległości, ale nie można oceniać całej społeczności na podstawie zachowania jednej osoby.”

    ‎Jej słowa, spokojne, ale wyważone, pokazały niechęć do wciągnięcia w medialną burzę. Jednak pytanie o koraliki we włosach przelało czarę goryczy.

    ‎Wyjaśnienie dziennikarza

    ‎Autor niefortunnego pytania, polski reporter Tomasz Moczerniuk, później próbował wytłumaczyć swoje intencje.

    ‎„Trzeba zrozumieć kontekst. Końcówka konferencji była napięta, a ja chciałem rozładować atmosferę lżejszym, obyczajowym pytaniem. Ale wyszło źle. Czasu się nie cofnie. Przy najbliższej okazji przeproszę Igę” — napisał w sieci.

    ‎Burza medialna wykracza poza tenis

    ‎Komentatorzy podkreślali, że coś, co powinno być rutynową serią pytań po meczu, zamieniło się w ostrą dyskusję o rasie, szacunku i granicach dziennikarstwa sportowego. Dla jednych była to niepotrzebna sensacja. Dla innych — obraz presji, z jaką sportowcy mierzą się nie tylko na korcie, ale i pod reflektorami kamer.

    ‎Co dalej ze Świątek?

    ‎Pomimo zamieszania, Świątek musi wrócić myślami do gry. W trzeciej rundzie US Open zmierzy się z Rosjanką Anną Kalinską, 29. rakietą świata. Ponownie oczy całego świata zwrócą się ku Świątek — nie tylko po to, by ocenić jej tenis, ale także by zobaczyć, jak poradzi sobie z nieuchronnymi pytaniami na kolejnej konferencji prasowej.

    ‎🔥 Napięcie pozostaje: Czy Świątek zdoła odwrócić uwagę od tej kontrowersji i skupić światowe media z powrotem na swojej grze? A może echo tamtego surrealistycznego pytania będzie towarzyszyć jej podczas całej kampanii w US Open?

     

  • Świątek prowadziła 4:2 i nagle stanęła. Koniec po 102 minutach

    Świątek prowadziła 4:2 i nagle stanęła. Koniec po 102 minutach

    Iga Świątek prowadziła już 4:2, a jej trener Tomasz Wiktorowski z zadowoleniem kiwał głową, obserwując solidną grę swojej zawodniczki. Niespodziewanie jednak Anna Kalinska przejęła inicjatywę, wygrywając aż sześć gemów z rzędu. Rosjanka wyszła na prowadzenie 6:4, 2:0 i nie oddała go do końca, choć Polka walczyła do ostatnich piłek. W tamtym spotkaniu sfrustrowana Świątek roztrzaskała rakietę o kort. To była ich pierwsza konfrontacja. Dwa tygodnie temu w Cincinnati Polka zrewanżowała się rywalce. Czy teraz ponownie znajdzie sposób na Kalinską – tym razem na kortach US Open?

    Awans do trzeciej rundy nowojorskiego turnieju nie przyszedł Świątek łatwo. Druga rakieta świata stoczyła ponad dwugodzinny bój z Suzan Lamens i dopiero po trzech setach (6:1, 4:6, 6:4) mogła odetchnąć z ulgą. Kalinska natomiast przeszła swoją poprzednią rundę znacznie pewniej – rozbiła Julię Putincewą 6:1, 7:5, a całe spotkanie trwało tylko godzinę i 19 minut. Forma Rosjanki może zwiastować trudne starcie, choć faworytką pozostaje Polka.

    Rywalizacja tych tenisistek ma już swoją historię. W lutym 2024 roku spotkały się w półfinale turnieju WTA 1000 w Dubaju. Świątek była wówczas liderką rankingu i uchodziła za zdecydowaną faworytkę. Początek wyglądał zgodnie z przewidywaniami – przełamała serwis rywalki i wyszła na prowadzenie 4:2. Jednak Kalinska, zamiast się załamać, zaczęła grać jeszcze lepiej. Jej mocne, płaskie uderzenia zmuszały Polkę do błędów. W serii sześciu gemów z rzędu Rosjanka wygrała aż 25 z 35 punktów. Świątek, sfrustrowana, rzuciła rakietą o kort, która rozpadła się na kawałki.

    Choć ta reakcja była nietypowa dla Igi, nie złamała jej charakteru. Po chwili wróciła do gry i obroniła dwa meczbole, doprowadzając do stanu 4:6, 4:5. Miała nawet dwie szanse na wyrównanie, ale błędy w kluczowych momentach sprawiły, że mecz zakończył się zwycięstwem Kalinskiej w dwóch setach.

    Dopiero później ujawniono, że tamto spotkanie miało dodatkowy kontekst. W grudniu 2024 roku w serialu „Cztery pory Igi” wyszło na jaw, że Polka w Dubaju zmagała się z objawami COVID-19. Jej sztab wspominał, że trudno było jej złapać oddech i skoncentrować się na grze. Sama Świątek przyznała: „Po meczu zrobiłam test i okazało się, że mam covid. Wiem, że brzmi to jak wymówka, ale naprawdę tak było”.

    Z kolei w Cincinnati to Kalinska zmagała się z problemami zdrowotnymi. Już w pierwszym secie musiała korzystać z przerwy medycznej i grała dalej z zabandażowaną łydką. Mimo bólu walczyła, lecz ostatecznie przegrała z Polką 3:6, 4:6.

    Teraz, w trzeciej rundzie US Open, kibice mają nadzieję, że żadna z tenisistek nie będzie musiała mierzyć się z problemami zdrowotnymi, a o wyniku zadecyduje wyłącznie dyspozycja na korcie.

  • Polacy zagrali tak, że nie było czego zbierać! Absolutna demolka przed MŚ

    Polacy zagrali tak, że nie było czego zbierać! Absolutna demolka przed MŚ

    Rok temu Bartosz Kurek został wicemistrzem olimpijskim i wielu kibiców spodziewało się, że wraz z tym sukcesem zakończy swoją przygodę z reprezentacją Polski. Na szczęście tak się nie stało. W piątek w Krakowie, dokładnie w dniu swoich 37. urodzin, kapitan naszej kadry wrócił na boisko po rocznej przerwie i od razu pomógł drużynie pewnie zwyciężyć 3:0 (25:20, 25:13, 25:22) z Serbią w Memoriale Huberta Jerzego Wagnera. Najważniejsze, że w pełni wyleczył kontuzję pleców i już za kilka dni razem z kolegami poleci na mistrzostwa świata na Filipiny.

    Na taki moment – występ Kurka i Norberta Hubera w pierwszej szóstce – czekaliśmy od dawna. Obaj przez cały 2025 rok nie rozegrali ani jednego meczu w reprezentacji. Nikola Grbić, ogłaszając skład na mundial, mógł jednak wreszcie z ulgą stwierdzić, że rekonwalescenci wyglądają dobrze i zdrowotnie, i sportowo. Dla kibiców największym powodem do radości był oczywiście powrót kapitana.

    Sasak objawieniem, ale Kurek symbolem

    Podczas nieobecności Kurka w drużynie błyszczał Kewin Sasak. 28-letni atakujący z Bogdanki Lublin świetnie poradził sobie w Lidze Narodów i był jednym z filarów kadry, która sięgnęła po złoto. Jednak obecność Kurka to coś znacznie więcej niż tylko sportowa wartość – to symbol, ikona i lider. Trener Grbić doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego w turnieju poprzedzającym mistrzostwa od razu postawił na doświadczonego atakującego i Hubera.

    W meczu z Serbią towarzyszyli im m.in. Wilfredo Leon i Tomasz Fornal na przyjęciu, Marcin Komenda na rozegraniu oraz Jakub Popiwczak na libero. Na środku obok Hubera wyszedł debiutant Jakub Nowak, a także Szymon Jakubiszak, którzy w ostatnich miesiącach z powodzeniem zastępowali kontuzjowanych kolegów.

    Pierwsze punkty kapitana

    Kurek nie wszedł w spotkanie najlepiej – przy stanie 4:3 nie trafił w boisko w sytuacji, gdy miał przed sobą tylko pojedynczy blok. Szybko jednak odrobił to potknięcie, zdobywając pierwszy punkt sprytną kiwką w długiej wymianie. – „Bartosz w sumie z najgorszej piłki zdobył swój pierwszy punkt” – zauważył komentujący w Polsacie Sport Wojciech Drzyzga.

    Od tego momentu Polacy systematycznie powiększali przewagę. Blokiem błysnęli Jakubiszak i Leon, asa dołożył Fornal. Serbowie próbowali odpowiadać, a po jednej z przerw szkoleniowca Gheorghe Cretu doprowadzili nawet do remisu 13:13. Jednak seria świetnych zagrywek Leona i Kurka ponownie dała Polsce wyraźne prowadzenie, które utrzymaliśmy do końca seta.

    Druga partia koncertem biało-czerwonych

    Najbardziej jednostronny okazał się drugi set. Polska od stanu 7:5 dla Serbów zdobyła serię punktów po świetnych blokach i kontrach, a Kurek dołożył efektowny punkt blokiem po akcji, którą uratował Fornal. Później nasz kapitan posłał dwa asy serwisowe z rzędu, a zaraz po nim potężnymi zagrywkami popisywał się Leon. Polska wygrała aż 25:13, pokazując swoją przewagę nad rywalem.

    Spokojna kontrola w trzecim secie

    W trzeciej odsłonie Grbić nie dokonał wielu zmian, stawiając na stabilność i ogranie podstawowej szóstki. Choć w końcówce przydarzył się przestój i Serbowie wyrównali z 18:14 na 18:18, Polacy zachowali zimną krew i zakończyli spotkanie wygraną 25:22.

    Kurek z meczu na mecz powinien wyglądać coraz lepiej – już w Krakowie zaprezentował się solidnie, bez oznak presji, z uśmiechem na twarzy. Emocji nie ukrywał jedynie przed pierwszym gwizdkiem, gdy kibice odśpiewali mu gromkie „Sto lat” na trybunach.

    Optymizm przed MŚ

    Dla Grbicia i całej kadry zwycięstwo nad Serbią było idealnym otwarciem Memoriału Wagnera i ważnym testem przed mistrzostwami świata. Polacy pokazali siłę ataku, serwisu i bloku, a powroty Kurka i Hubera dają jeszcze większe pole manewru.

    Już w sobotę biało-czerwoni zmierzą się w Krakowie z Brazylią (20:30). Canarinhos w swoim pierwszym meczu przegrali 0:3 z Argentyną, ale starcia Polski z Brazylią zawsze mają dodatkowy ciężar i są zapowiedzią prawdziwego siatkarskiego widowiska.

  • Amerykanie nagle napisali to po meczu Świątek. Niepokojące słowa

    Amerykanie nagle napisali to po meczu Świątek. Niepokojące słowa

    Amerykański „New York Times” skrytykował występ Igi Świątek w drugiej rundzie US Open. Dziennik zwrócił uwagę, że Polka nie uniknęła błędów i tylko po ciężkiej walce pokonała Suzan Lamens 6:1, 4:6, 6:4. Jej serwis miał być mniej skuteczny, a forhend bardziej podatny na pomyłki. Mimo krytyki, gazeta dostrzegła też pozytywne strony tego spotkania i określiła je mianem „pożytecznego testu”, z którego nasza mistrzyni może wyciągnąć cenne wnioski.

    Spotkanie rozpoczęło się dla Świątek zgodnie z planem – szybko wygrała pierwszego seta 6:1 i prowadziła 2:1 w kolejnym. Wtedy jednak jej koncentracja wyraźnie spadła, a Lamens niespodziewanie przejęła inicjatywę. Holenderka wygrała drugą partię 6:4 i doprowadziła do decydującego seta. W trzecim secie Polka musiała znów walczyć o kontrolę nad przebiegiem meczu, ale w końcówce pokazała większe doświadczenie i zwyciężyła 6:4, meldując się w trzeciej rundzie.

    „New York Times” odnotował, że Świątek awansowała „mimo iż była daleka od najlepszej dyspozycji”. Zdaniem dziennika jej gra różniła się od tej z pierwszej rundy, kiedy rozgromiła rywalkę. Podkreślono też, że występ Lamens był imponujący i pokazał, że niewiele dzieli ją od czołówki światowego tenisa.

    Gazeta przypomniała również, że po Rolandzie Garros Świątek znacząco poprawiła swój serwis, co przyniosło jej sukces na Wimbledonie. W starciu z Lamens właśnie ten element zawodził częściej niż zwykle, a Polka miała kłopoty także z przełamaniem rytmu gry narzuconego przez rywalkę.

    Mimo krytycznych uwag, „New York Times” wskazał, że mecz można traktować jako wartościowe doświadczenie. „Świątek, która zapowiadała, że chce częściej grać przy siatce, będzie mogła uznać ten występ za przykład spotkania, które mogłoby potoczyć się łatwiej, gdyby śmielej korzystała z nowych rozwiązań taktycznych i wykorzystywała je z większą pewnością siebie pod presją” – podsumowano.

    W trzeciej rundzie US Open liderka światowego rankingu zmierzy się z Rosjanką Anną Kalinską (29. WTA). Niespełna dwa tygodnie temu Świątek pokonała ją w ćwierćfinale turnieju w Cincinnati i mimo kłopotów w meczu z Lamens pozostaje zdecydowaną faworytką.

  • Trwa US Open, a Amerykanie rozpisują się o rodzinie Świątek

    Trwa US Open, a Amerykanie rozpisują się o rodzinie Świątek

    Iga Świątek walczy w tegorocznym US Open, a jej występy – jak zawsze – przyciągają uwagę światowych mediów. Tym razem portal Townandcountrymag.com skupił się nie tyle na samej tenisistce, ile na jej rodzinie, a szczególnie na ojcu, Tomaszu Świątku.

    Polka ma już za sobą dwa spotkania na nowojorskich kortach. W pierwszej rundzie gładko pokonała Emilianę Arango 6:1, 6:2. Znacznie trudniejsze zadanie czekało ją w kolejnym meczu przeciwko Suzan Lamens. Choć rywalka zdołała urwać seta, liderka polskiego tenisa ostatecznie zwyciężyła 6:1, 4:6, 6:4 i awansowała do trzeciej rundy.

    Amerykańscy dziennikarze zwrócili uwagę na ojca Igi. Podkreślili, że Tomasz Świątek reprezentował Polskę na igrzyskach olimpijskich w Seulu w 1988 roku, gdzie zajął siódme miejsce w wioślarstwie. Przypomnieli też, że na początku kariery to on prowadził treningi córki, choć z czasem zdecydował się wycofać z tej roli. Cytowali jego dawną wypowiedź dla WP SportoweFakty, w której krytycznie ocenił rodziców nadmiernie kontrolujących sportowy rozwój swoich dzieci: – Są częścią komitetu szalonych rodziców – mówił.

    Portal wspomniał również o mamie tenisistki – Dorocie Świątek. Zaznaczono, że była ortodontką, jednak obecnie nie utrzymuje bliskich relacji z córką i rzadko pojawia się publicznie. „Jest osobą bardzo skrytą i w sieci można znaleźć o niej niewiele informacji” – napisano. Dziennikarze dodali, że Iga ma starszą siostrę Agatę, która pracuje jako dentystka.

    Teraz Świątek przygotowuje się do meczu trzeciej rundy. Jej przeciwniczką będzie Anna Kalinska.

  • Po tym pytaniu Świątek wybuchła. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała

    Po tym pytaniu Świątek wybuchła. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała

    Iga Świątek pokonała w drugiej rundzie US Open Suzan Lamens (6:1, 4:6, 6:4), choć spotkanie nie obyło się bez komplikacji. Polka świetnie rozpoczęła mecz, pewnie wygrywając pierwszego seta. W drugiej partii, mimo prowadzenia 4:3 z przełamaniem, niespodziewanie pozwoliła rywalce na odrobienie strat i doprowadzenie do remisu w setach. Ostatecznie jednak to liderka światowego rankingu zachowała więcej zimnej krwi w decydującym secie i zapewniła sobie awans do kolejnej rundy.

    Emocje nie skończyły się jednak na korcie. Podczas konferencji prasowej doszło do dość nietypowych scen, których głównym bohaterem stał się dziennikarz Tomasz Moczerniuk. Już przy pierwszym pytaniu miał problemy z jasnym przekazaniem swojej myśli. – „Było pytanie o Taylor Swift… to znaczy nie, o Tomka Wiktorowskiego. Wczoraj spotkaliście się na korcie…” – zaczął.

    Świątek, wyraźnie zaskoczona, dopytała: – „To o kogo chodzi?”. Dopiero wtedy dziennikarz sprecyzował, że pyta o potencjalne spotkanie Polki z jej byłym trenerem. – „Jeśli kamery to zarejestrowały, to można było zauważyć, że ja kończyłam trening, a trener dopiero zaczynał. Nie mieliśmy czasu porozmawiać” – wyjaśniła tenisistka.

    Na tym jednak się nie skończyło. Moczerniuk zapytał następnie, czy Świątek kiedykolwiek myślała o wpleceniu koralików we włosy, nawiązując do stylizacji Naomi Osaki. Liderka rankingu WTA nie kryła irytacji: – „Co to jest za pytanie? Przepraszam, ale nie. Nigdy o tym nie myślałam. O co tutaj chodzi?”.

    Nagranie z konferencji szybko obiegło internet, a na dziennikarza spadła fala krytyki. Kibice zarzucali mu brak profesjonalizmu i nieadekwatne pytania. Sam zainteresowany postanowił odnieść się do sprawy w mediach społecznościowych. – „Trzeba znać cały kontekst. Końcówka konferencji była dość nerwowa, a ja chciałem nieco rozładować atmosferę, stąd pomysł na luźniejsze pytanie. Wyszło, jak wyszło – czasu nie cofnę. Igę przeproszę przy najbliższej okazji” – napisał Moczerniuk.

    W kolejnych komentarzach dodał: – „Zamiast rozładować atmosferę, dolałem oliwy do ognia. To dla mnie nauczka. Podczas konferencji na US Open takie pytania obyczajowe są normą, ale najwyraźniej nie wyczułem odpowiedniego momentu”.

    Świątek kolejne spotkanie w turnieju rozegra w sobotę, 30 sierpnia. Jej przeciwniczką będzie Rosjanka Anna Kalinskaja.

  • Łzy Gauff w meczu z wicemistrzynią olimpijską. “Gorzej niż kiedykolwiek”

    Łzy Gauff w meczu z wicemistrzynią olimpijską. “Gorzej niż kiedykolwiek”

    Na trybunach największego kortu w Nowym Jorku zasiedli przedstawiciele świata sportu i kina, a na samym korcie rozegrał się spektakl pełen napięcia i emocji. Spotkanie Coco Gauff z Donną Vekić w drugiej rundzie US Open miało w sobie wszystko: dramatyczne zwroty akcji, atmosferę wielkiego wydarzenia i momenty, które chwytały za serce. Zwłaszcza w pierwszym secie, który przypominał prawdziwy kalejdoskop zdarzeń. To właśnie wtedy na twarzy młodej Amerykanki pojawiły się łzy.

    Coco Gauff, trzecia rakieta świata, już w pierwszej rundzie musiała mocno się natrudzić, by wywalczyć awans. W trzygodzinnym maratonie pokonała Australijkę Ajlę Tomljanović 6:4, 6:7(2), 7:5. W tamtym pojedynku popełniła aż 59 niewymuszonych błędów i 10 podwójnych błędów serwisowych, co mogło kosztować ją porażkę. Mimo wszystko udźwignęła presję i znalazła się w drugiej rundzie.

    Na tym etapie czekała na nią finalistka olimpijska z Paryża, Chorwatka Donna Vekić. Pierwszy set ich pojedynku był kwintesencją sportowych emocji. Vekić rozpoczęła znakomicie – szybko przełamała serwis Amerykanki i prowadziła 2:0. Jednak Gauff odpowiedziała serią czterech gemów z rzędu i wyszła na prowadzenie 4:2, grając pewniej niż w swoim poprzednim meczu. Mogło się wydawać, że od tej chwili kontroluje wydarzenia na korcie.

    Nic bardziej mylnego – w tym meczu pewności nie było niemal do samego końca. Vekić odzyskała rytm i wygrała trzy kolejne gemy, dwukrotnie przełamując Gauff. Chorwatka prowadziła 5:4 i szykowała się do serwisu, który mógł zapewnić jej zwycięstwo w secie. To właśnie w tej chwili Amerykanka nie wytrzymała emocji i w jej oczach pojawiły się łzy.

    Jednak historia seta potoczyła się zupełnie inaczej. Vekić nie dostała nawet piłki setowej. Obie tenisistki na przemian traciły swoje podania i o wszystkim musiał zadecydować tie-break. Ten był niezwykle wyrównany – punkt za punkt, wymiana za wymianę. Dopiero w samej końcówce Gauff zdołała przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę i po 65 minutach walki wygrała pierwszą partię 7:6(5).

    Drugi set miał już zupełnie inny przebieg. Tym razem Amerykanka grała dużo spokojniej i bardziej zdecydowanie. Vekić wygrała tylko dwa gemy – pierwszy i czwarty – a reszta to była dominacja Gauff, która zwyciężyła 6:2. Całe spotkanie trwało sto minut i zakończyło się triumfem Coco Gauff 7:6(5), 6:2. Dzięki temu awansowała ona do trzeciej rundy turnieju, gdzie jej rywalką będzie Magdalena Fręch. Polka grała z Amerykanką już dwukrotnie i za każdym razem musiała uznać wyższość rywalki, przegrywając w dwóch setach.

    Po meczu Gauff nie ukrywała, że emocje, które widać było na korcie, były naturalną reakcją. – Łzy? To ludzkie. Jesteśmy sportowcami, ale wielu ludzi zapomina, że wciąż jesteśmy też zwykłymi ludźmi. Gdybym jutro zakończyła karierę i nigdy więcej nie chwyciła za rakietę, to i tak miałabym za sobą coś, o czym marzy wielu. Ale kiedy staję na korcie w takich sytuacjach, czuję presję. To normalne. Każdy sportowiec, który był w tym samym miejscu co ja, przeżywał podobne emocje – czasem publicznie, jak ja, a czasem w ciszy, z dala od oczu innych – mówiła na konferencji prasowej.

    Dla Coco Gauff mecz z Donną Vekić był więc czymś więcej niż tylko zwycięstwem i awansem do kolejnej rundy. Był też dowodem na to, jak cienka bywa granica między słabością a siłą – i jak często jedno wynika z drugiego.

  • Wrze po tym, co Ostapenko zrobiła na US Open. Osaka nie wytrzymała

    Wrze po tym, co Ostapenko zrobiła na US Open. Osaka nie wytrzymała

    Skandal po meczu Ostapenko – Townsend. Osaka nie gryzła się w język

    Atmosfera po meczu II rundy US Open pomiędzy Jeleną Ostapenko a Taylor Townsend daleka była od sportowej. Łotyszka przegrała 5:7, 1:6, ale to nie sam wynik, a jej zachowanie po zakończonym spotkaniu wywołało ogromną burzę.

    Według relacji „The Athletic”, pod siatką Ostapenko miała pretensje do Amerykanki, że ta nie przeprosiła za piłkę, która po taśmie spadła po stronie rywalki. Townsend odpowiedziała, że nie ma za co przepraszać, co tylko zaogniło dyskusję. „Pod koniec Ostapenko powtarzała kilkakrotnie, że nie mam wykształcenia, aż w końcu odpowiedziałam jej, że może kiedyś nauczy się lepiej znosić porażki” – opowiadała później Amerykanka.

    Townsend zdradziła także, że usłyszała znacznie ostrzejsze słowa. „Powiedziała mi, że nie mam klasy, ani wykształcenia i że zobaczę, co się stanie, kiedy wyjedziemy poza USA” – cytuje zawodniczkę „The Athletic”.

    Sytuacja szybko przerodziła się w skandal, bo Ostapenko zaczęto oskarżać o rasizm. Łotyszka, chcąc się bronić, przedstawiła własną wersję wydarzeń i udostępniła w mediach społecznościowych wpis, w którym jeden z kibiców bronił jej stanowiska. Jako przykład podał m.in. Igę Świątek czy Arynę Sabalenkę, które w takich sytuacjach automatycznie przepraszają rywalki. „Brak przeprosin odbierany jest jako brak szacunku, a reakcja Ostapenko była naturalna” – pisał.

    Do całej sytuacji odniosła się również Naomi Osaka, która po łatwym zwycięstwie z Hailey Baptiste (6:3, 6:1) nie kryła oburzenia. – To jedna z najgorszych rzeczy, jakie można powiedzieć czarnoskóremu tenisiście. Ten sport wciąż zdominowany jest przez białych. To był najgorszy moment i najgorsza osoba, do której można było to skierować. Nie wiem, czy Ostapenko zdaje sobie sprawę z historii podobnych sytuacji w Ameryce – podkreśliła Japonka.

    Dla Ostapenko oznacza to koniec rywalizacji w singlu nowojorskiego turnieju, ale pozostała jej jeszcze gra deblowa w duecie z Barborą Krejcikovą. Świątek, która po wygranych z Arango i Lamens awansowała do III rundy, zmierzy się z Anną Kalinską. Osaka natomiast spotka się z Darią Kasatkiną.

  • ‎Sabalenka szykowała się na mecz z Fernandez, a tu taka nowina z USA. Kanadyjka z awansem

    ‎Sabalenka szykowała się na mecz z Fernandez, a tu taka nowina z USA. Kanadyjka z awansem

    ‎Sabalenka szykowała się na mecz z Fernandez, a tu taka nowina z USA. Kanadyjka z awansem

    ‎Aryna Sabalenka kontra Leylah Fernandez, czyli rewanżowe starcie za zwycięski półfinał Kanadyjki na US Open 2021. Takie zestawienie wykreowała nam drabinka na etapie trzeciej rundy singla kobiet podczas tegorocznych zmagań w Nowym Jorku. W czwartek Białorusinka miała dzień wolny, mogła spokojnie przygotowywać się do pojedynku. Inaczej było w przypadku zawodniczki z Ameryki Północnej. Ta pojawiła się na korcie, w dodatku u boku Venus Williams. I razem wyeliminowały turniejowe “6” w grze podwójnej.

    ‎Po losowanie singlowej drabinki tegorocznego US Open stało się jasne, że w trzeciej rundzie może dojść do rewanżowego starcia pomiędzy Aryną Sabalenką i Leylah Fernandez za półfinał nowojorskiego Szlema sprzed czterech lat. W 2021 roku lepsza okazała się Kanadyjka, wygrywając 7:6(3), 4:6, 6:4. Najpierw panie musiały jednak przebrnąć przez początkowe fazy turnieju w tym sezonie. Rozstawione tenisistki wywiązały się ze swoich zadań, dzięki czemu po blisko 48 miesiącach ponownie obejrzymy bezpośredni pojedynek tych zawodniczek.

    ‎W czwartek Białorusinka spokojnie szykowała się do rywalizacji z tenisistką z Ameryki Północnej, którą wyznaczono na noc z piątku na sobotę o godz. 1:00 czasu polskiego na Louis Armstrong Stadium. Liderka rankingu WTA odbyła normalny trening w dniu wolnym. Inaczej wyglądała sprawa w przypadku 22-latki. Ta musiała wyjść na kort, by walczyć o awans do drugiej rundy w deblu. I to z kim w duecie! Razem z Venus Williams otrzymały dziką kartę od organizatorów US Open. Już na “dzień dobry” czekało je spore wyzwanie, bowiem trafiły na rozstawioną z “6” parę Ludmyła Kiczenok/Ellen Perez. I sprawiły niespodziankę, eliminując jedne z wyżej notowanych tenisistek.

    ‎US Open: Leylah Fernandez i Venus Williams kontra Ludmyła Kiczenok i Ellen Perez w pierwszej rundzie debla

    ‎Mecz rozpoczął się od przełamania na korzyść duetu Fernandez/Williams. Po zmianie stron zobaczyliśmy natychmiastową odpowiedź przeciwniczek. W pewnym momencie Kiczenok oraz Perez miały trzy break pointy z rzędu na 3:1. Wtedy nie udało się wykorzystać żadnego z nich, ale w siódmym gemie już pierwsza z dwóch okazji została zamieniona na breaka. Potem rozstawione z “6” tenisistki potwierdziły to własnym podaniem i zrobiło się już 5:2. Wtedy Kanadyjka oraz Amerykanka wzięły się za odrabianie strat. W trakcie jedenastego rozdania miały nawet szansę na 6:5, wówczas serwowałyby po zwycięstwo w partii. Ostatecznie doszło to tie-breaka, który i tak potoczył się po ich myśli. Od stanu 4-4 zgarnęły wszystkie punkty i triumfowały w premierowej odsłonie 7:6(4).

    ‎Leylah oraz Venus poszły za ciosem i już na starcie drugiej części pojedynku zbudowały sobie pokaźną przewagę. Najpierw utrzymały swoje podanie po gemie na przewagi, potem przełamały do zera. Następnie obroniły dwa break pointy i wyszły na 3:0. Po zmianie stron prowadziły 30-0, ale rywalki doczekały się premierowego “oczka” na swoim koncie. Kolejne rozdania toczyły się już z wyraźną przewagą serwujących. Taka sekwencja idealnie pasowała Fernandez i Williams. Kanadyjsko-amerykański team zakończył spotkanie zwycięstwem 7:6(4), 6:3. W drugiej rundzie deblowego US Open zmierzą się z parą Ulrikke Eikeri/Eri Hozumi.

  • Lawina komentarzy po tym, co zrobiła Świątek. “Będzie test”

    Lawina komentarzy po tym, co zrobiła Świątek. “Będzie test”

    Świątek przeszła trudny test w Nowym Jorku. Eksperci: „Te ciężary mogą dać jej siłę”

    Nikt nie zakładał, że już w drugiej rundzie US Open Iga Świątek będzie musiała stawić czoła poważnym problemom. A jednak – pojedynek z Suzan Lamens wcale nie był dla niej spacerkiem. Polka musiała mocno się napocić, by w czwartek zapewnić sobie miejsce w trzeciej rundzie. Eksperci zgodnie przyznają: takie zwycięstwa, choć okupione nerwami, mogą okazać się bezcenne w drodze po końcowy sukces.

    Świątek przyjechała do Nowego Jorku w znakomitych nastrojach. W połowie sierpnia triumfowała w turnieju WTA 1000 w Cincinnati, a niedługo później świetnie wypadła w mikście na US Open – wspólnie z Casperem Ruudem dotarła aż do finału. Równie obiecująco zaczęła rywalizację w singlu. Na otwarcie pewnie pokonała Kolumbijkę Emilianę Arango (6:1, 6:2).

    Mecz, który wymagał charakteru

    Spotkanie z Lamens początkowo układało się zgodnie z przewidywaniami. Pierwszy set padł łupem Świątek w zaledwie pół godziny (6:1). Wydawało się, że druga odsłona będzie formalnością. Tymczasem Holenderka odnalazła rytm i wykorzystała słabszy fragment gry Polki, doprowadzając do remisu. Liderka rankingu WTA musiała wówczas pokazać hart ducha i konsekwencję – dopiero w decydującym secie przypieczętowała zwycięstwo i awans.

    Komentarze ekspertów: „Takie mecze budują”

    – Zgadzam się z tym, co po meczu podkreślił Lech Sidor: te ciężary, które dziś dźwigała Iga Świątek, mogą dać jej siłę na kolejne rundy – napisał Łukasz Jachimiak ze Sport.pl.

    Podobnego zdania był Szymon Przybysz. – Nie było łatwo, chwilami było wręcz bardzo ciężko. Ale liczy się to, kto wygrał ostatnią piłkę. Były problemy w drugiej rundzie Wimbledonu z Caty McNally, teraz kłopoty z Suzan Lamens. Oby zakończenie turnieju również okazało się szczęśliwe – zaznaczył ekspert.

    Hubert Błaszczyk zwrócił uwagę na presję towarzyszącą Polce. – To był pojedynek nie tylko z Lamens, ale i z samą sobą. Oczekiwania, presja, nerwy – z tym musiała się mierzyć. W drugim secie nie wyglądało to dobrze. Prawdziwy test nadejdzie jednak w starciu z Anną Kalinską – podkreślił dziennikarz.

    Nieco krócej skomentował wydarzenia Rafał Smoliński. – Na szczęście Lamens to nie Pegula – napisał publicysta WP SportoweFakty.

    Z kolei Adam Romer uznał, że Polka wykonała zadanie. – Mieliśmy trochę emocji, trochę ciekawych wymian, świetną postawę Suzan Lamens, ale koniec końców wszystko skończyło się tak, jak powinno. Świątek w trzeciej rundzie US Open – podsumował redaktor naczelny „Tenisklubu”.

    Co dalej?

    W trzeciej rundzie liderka światowego rankingu zmierzy się z Rosjanką Anną Kalinską. To będzie kolejny test – nie tylko tenisowych umiejętności, ale i odporności psychicznej.