• ‎Oto jak w US Open potraktowali Igę Świątek. Decyzja zapadła w nocy

    ‎Oto jak w US Open potraktowali Igę Świątek. Decyzja zapadła w nocy

    To jest ten rodzaj decyzji, który sprawia, że kibice łapią się za głowę. Ruch organizatorów US Open dotyczący terminarza postawił Igę Świątek w niezręcznej sytuacji – jej mecz może zostać rozegrany przy znacznie mniejszej liczbie widzów niż zazwyczaj. Pomimo że Polka jest obecnie najbardziej dominującą zawodniczką na świecie, jej wyczekiwane starcie z Jekateriną Aleksandrową zostało zepchnięte w cień – przyćmione przez widowiskowy pojedynek dwóch globalnych gwiazd.

    ‎Dla Świątek to coś więcej niż tylko kwestia atmosfery na trybunach. Jej rywalka jest groźna, jej styl gry niewygodny, a pewność siebie – po piorunującym początku w Nowym Jorku – bardzo wysoka. Ten mecz niesie w sobie ogromny sportowy ładunek, ale wszystkie oczy skierują się na główny kort, gdzie czeka hitowe starcie Coco Gauff z Naomi Osaką.

    ‎Spóźniony plan dnia, który wywołał debatę

    ‎Kontrowersje wzięły się z faktu, że oficjalny harmonogram poniedziałkowych meczów został opublikowany wyjątkowo późno, mimo że organizatorzy doskonale wiedzieli, który mecz będzie hitem dnia. Tym zaszczytem, rzecz jasna, obdarzono starcie Gauff z Osaką – pojedynek dwóch byłych mistrzyń US Open, z których jedna zajmuje obecnie 3. miejsce w rankingu, a druga wraca do formy, którą prezentowała jako liderka WTA.

    ‎Nikt nie miał wątpliwości, że taki pojedynek powinien trafić na kort centralny – Arthur Ashe Stadium. Zdziwienie wywołało jednak to, że mecz Świątek z Aleksandrową zaplanowano mniej więcej na tę samą godzinę na Louis Armstrong Stadium. W praktyce oznacza to, że kibice będą musieli wybierać. A w Nowym Jorku, gdzie Gauff jest reprezentantką gospodarzy, większość publiczności wybierze rodaczkę.

    ‎Puste trybuny dla liderki rankingu?

    ‎Efekt jest oczywisty. Świątek może zagrać przy półpustych trybunach – scenariuszu, który rzadko zdarza się światowej jedynce. Ta decyzja organizatorów jest tym bardziej zastanawiająca, że łatwo można było jej uniknąć. Wystarczyłoby zaplanować mecz Polki wcześniej w ciągu dnia, zastępując nim mniej atrakcyjny pojedynek, np. Leandro Riediego z Alexem de Minaurem.

    ‎Jest jednak jeszcze inny aspekt. Normalnie mecz taki jak Gauff–Osaka trafiłby do wieczornej sesji na korcie Arthura Ashe’a. Tym razem stało się inaczej. Powód jest prosty – poniedziałek to w USA Święto Pracy, a więc od samego rana trybuny wypełnią się kibicami. Organizatorzy przesunęli więc największy hit dnia na wcześniejszą porę, aby przyciągnąć jak największą publiczność. Świątek, niestety, padła ofiarą tej kalkulacji.

    ‎Szklany sufit Aleksandrowej – i jej ostrzeżenie

    ‎Jakby zamieszanie z terminarzem nie było wystarczające, dodatkowego smaczku dodaje nazwisko rywalki Polki. Jekaterina Aleksandrowa, 30-latka z Czelabińska, rozgrywa znakomity turniej w Nowym Jorku. W trzeciej rundzie błyskawicznie rozbiła Laurę Siegemund 6:0, 6:1. Tak jednostronny wynik z rywalką groźną dla wielu faworytek wywołał respekt i jasno pokazał, że Rosjanka jest w świetnej formie.

    ‎Historia jednak mówi coś innego – Aleksandrowa nigdy nie przebiła własnego szklanego sufitu. Jej najlepszym wynikiem w Wielkich Szlemach była do tej pory czwarta runda, do której doszła w tym roku w Roland Garros, Wimbledonie i teraz w US Open. Teraz jednak na jej drodze stoi przeciwniczka, która w ostatnich tygodniach wydaje się nie do zatrzymania – Iga Świątek.

    ‎Lekcja z Miami i przełom na Wimbledonie

    ‎Polka nie może jednak pozwolić sobie na lekceważenie. Ich dotychczasowe mecze mają bowiem swoją wymowę. W marcu tego roku Aleksandrowa sensacyjnie ograła Świątek w Miami, zwyciężając zaskakująco łatwo – 6:4, 6:2. Jej płaski, szybki styl gry od dawna uważany jest za niewygodny dla Polki.

    ‎Ale potem przyszedł Bad Homburg, zaledwie kilka tygodni temu. Na trawie – nawierzchni, na której Aleksandrowa uchodzi za specjalistkę – Świątek całkowicie odwróciła sytuację. W wyrównanym starciu zneutralizowała jej atuty, przejęła inicjatywę i wygrała 6:4, 7:6(5). To zwycięstwo okazało się przełomowe – dało Polce wiarę, że może odnosić sukcesy również na trawie. Kilka dni później udowodniła to na kortach Wimbledonu.

    ‎Droga przed Świątek w Nowym Jorku

    ‎Teraz pojawia się pytanie: którą Aleksandrową zobaczymy w Nowym Jorku? Tę nieustraszoną, która w Miami ograła Polkę, czy tę, która w Bad Homburg nie potrafiła przebić się przez jej dominację? Rosjanka z pewnością spróbuje wykorzystać szybkie korty, które premiują agresję, ale będzie potrzebowała gry niemal bezbłędnej. Jej ostatnie spotkania z Suzan Lamens i Anną Kalinską pokazały, jak szybko ryzykowna taktyka potrafi się obrócić przeciwko niej.

    ‎Dla Świątek to test koncentracji równie ważny jak sprawdzian umiejętności. Jest zdecydowaną faworytką, ale przy tak niewygodnej rywalce i problematycznym terminarzu będzie musiała od pierwszych piłek zagrać na najwyższym poziomie.

    ‎Jedno jest pewne – jeśli płaskie uderzenia Aleksandrowej wejdą na odpowiedni poziom, Louis Armstrong Stadium może stać się areną jednego z najciekawszych meczów turnieju. Jeśli nie – będzie to kolejny rozdział w historii dominacji Igi Świątek w kobiecym tenisie.

  • ‎Aryna Sabalenka przekreśliła szanse Igi Świątek. Polka w US Open walczy już tylko o jedno

    ‎Aryna Sabalenka przekreśliła szanse Igi Świątek. Polka w US Open walczy już tylko o jedno

    ‎Aryna Sabalenka przekreśliła szanse Igi Świątek. Polka w US Open walczy już tylko o jedno

    ‎To już pewne! Aryna Sabalenka niezależnie od końcowego rezultatu utrzyma po US Open pozycję liderki w rankingu WTA. Zapewniła to sobie, dzięki awansowi do ćwierćfinału. Jest to zła informacja dla Igi Świątek i Coco Gauff, które liczyły, że wyprzedzą Białorusinkę. Jest jednak jeden bardzo korzystny scenariusz, w którym szczególnie Polka będzie w dobrej pozycji do ataku podczas azjatyckiej części sezonu. Oto szczegóły.

    ‎W światowym zestawieniu możemy obecnie mówić o tenisistkach dwóch prędkości i to w samej czołówce. Pierwsza trójka w składzie: Sabalenka, Gauff, Świątek znacząco odjechała reszcie stawki. Obecnie ponad 4000 pkt w rankingu na żywo mają siódma Qinwen Zheng (4003 pkt) oraz trzy zawodniczki, które odpadły już z US Open: Jasmine Paolini (4006 pkt), Madison Keys (4579 pkt) i czwarta rakieta świata Mirra Andriejewa (4593 pkt).

    ‎Białorusinka zrobiła już o jeden krok więcej do triumfu niż Gauff i Świątek. Sabalenka jest już w ćwierćfinale. Liderka rankingu WTA tylko przez chwilę miała drobne problemy w czwartej rundzie z Cristiną Bucsą. Pokonała ostatecznie Hiszpankę 6:1, 6:4. A to oznacza tylko jedno.

    ‎Aryna Sabalenka na dłużej na szczycie rankingu WTA

    ‎Sabalenka awansując do 1/4 finału, zapewniła sobie pozycję liderki zestawienia najlepszych tenisistek świata po zakończeniu US Open. Ma obecnie 9655 pkt i nawet jeśli nie obroni tytułu, to może czuć się bezpieczna.

    ‎Stanie się to nawet w przypadku, kiedy to Świątek lub Gauff okażą się najlepsze w Nowym Jorku, a Sabalenka odpadnie już w 1/4 finału. Jeśli Polka pokona Jekaterinę Aleksandrową, a następnie zwycięży nad kolejnymi rywalkami i wygra US Open, to będzie mieć 9503 “oczek”. Natomiast jeśli dokona tego Gauff, to Amerykanka będzie mieć 9634 pkt, czyli tylko 21 pkt mniej od Sabalenki.

    ‎Świetna pozycja do ataku dla Igi Świątek

    ‎Warto jednak zwrócić uwagę, że przed tenisistkami część sezonu, w której Świątek wcale nie grała ze względu na dochodzenie w sprawie pozytywnego testu antydopingowego. Natomiast Sabalenka w tym czasie w 2024 r. błyszczała. Wygrała turniej WTA 1000 w Wuhan, a w “tysięczniku” w Pekinie dotarła do ćwierćfinału. Będzie bronić aż 1215 pkt.

    ‎A to oznacza, że tylko 152 “oczka” straty do Białorusinki, może być świetnym punktem startowym do ataku, zakładając, że Sabalenka odpadnie w Nowym Jorku w 1/4 finału, a Świątek wygra cały turniej.

    ‎Oto najgorszy scenariusz dla Igi Świątek

    ‎Trzeba też pamiętać o zawsze groźnej Gauff, która także będzie chciała namieszać. Wszystko skomplikuje się, jednak kiedy Sabalenka zajdzie dalej niż do ćwierćfinału. Najgorszym scenariuszem jest jej ponowna wygrana. Jeśli Białorusinka będzie w Nowym Jorku niepokonana, to przy jej nazwisku ponownie pokaże się aż 11225 pkt!

  • Historyczna eksplozja Ewy Pajor w Barcelonie – początek, którego nikt się nie spodziewał

    Historyczna eksplozja Ewy Pajor w Barcelonie – początek, którego nikt się nie spodziewał

    Historyczna eksplozja Ewy Pajor w Barcelonie – początek, którego nikt się nie spodziewał

    ‎Kiedy Ewa Pajor latem 2024 roku sfinalizowała głośny transfer do FC Barcelony, oczekiwania były ogromne. Kibice wiedzieli, że polska napastniczka przychodzi z opinią jednej z najgroźniejszych snajperek w Europie, ale mało kto przewidywał, że jej wpływ okaże się tak natychmiastowy, tak zapierający dech w piersiach i tak historyczny.

    ‎W zaledwie kilka tygodni Pajor zapisała się w kronikach Barcelony. Nie tylko sprostała oczekiwaniom – ona je całkowicie zburzyła. Dziewięć bramek w sześciu pierwszych meczach ligowych sprawiło, że pobiła rekord otwarcia sezonu, który dotąd wynosił siedem trafień i należał do klubowych legend – Asisat Oshoali oraz Sonii Bermúdez. Jej bezlitosna skuteczność pod bramką rywali wprawiła w zachwyt koleżanki z drużyny, trenerów oraz kibiców, którzy przecierają oczy ze zdumienia.

    ‎Ale same liczby nie oddają całego obrazu. Gole Pajor zdobywane są w sposób, który elektryzuje stadiony i odbiera nadzieję rywalkom. Najbardziej spektakularny występ miał miejsce w gorących derbach Katalonii z Espanyolem, gdzie w zaledwie 45 minut ustrzeliła hat-tricka, prowadząc Barcelonę do imponującego zwycięstwa 7:1. Ten popis wystarczyłby, by umocnić jej reputację – ale Polka na tym nie poprzestała. Kilka dni wcześniej zachwyciła kolejnym hat-trickiem, demolując Granadę w wygranym przez Barcelonę meczu 10:1.

    ‎To, co czyni tę historię jeszcze bardziej wyjątkową, to błyskawiczna adaptacja. Historia futbolu pełna jest przykładów wielkich transferów, po których piłkarze potrzebowali miesięcy, a nawet lat, aby odnaleźć się w nowym klubie. Pajor odwróciła ten scenariusz do góry nogami. Od pierwszego kontaktu z piłką w barwach Barcelony wyglądała tak, jakby grała w tym zespole od dawna. Jej szybsze wejście ułatwiła obecność trzech byłych koleżanek z Wolfsburga, które również reprezentują Barcelonę. To pomogło w chemii zespołu, ale prawdziwa tajemnica tkwi głębiej: w nieustannej profesjonalnej pracy Polki, w jej głodzie sukcesu i naturalnym darze do zdobywania goli w najważniejszych momentach.

    ‎Dziś, zaledwie kilka tygodni po starcie sezonu, Pajor przewodzi klasyfikacji strzelczyń ligi hiszpańskiej – na wzór swojego rodaka Roberta Lewandowskiego, który z takim samym uporem dominuje w rozgrywkach męskich. Oboje niosą biało-czerwoną flagę na sam szczyt światowej piłki, udowadniając, że Polska nie tylko jest częścią globalnej gry – ona współtworzy jej przyszłość.

    ‎Dla polskich kibiców wyczyny Pajor oznaczają coś znacznie więcej niż tylko statystyki. Każdy gol to nie tylko zwycięstwo Barcelony, ale także powód do dumy dla kraju, który obserwuje, jak jedna z jego największych gwiazd świeci na jednej z najważniejszych scen futbolu. Pajor burzy bariery, wyznacza nowe standardy i sprawia, że świat zadaje to samo, ekscytujące pytanie:

    ‎Jeśli to dopiero początek, jak daleko może zajść Ewa Pajor?

  • ‎Iga Świątek przegrywała już 5:6. Horror trwał 75 minut

    ‎Iga Świątek przegrywała już 5:6. Horror trwał 75 minut

    ‎Iga Świątek przegrywała już 5:6. Horror trwał 75 minut

    ‎Rywalizacja, która nie chce umrzeć

    ‎US Open ponownie staje się polem bitwy, gdzie Iga Świątek staje twarzą w twarz z rywalką, która potrafi wciągnąć ją w maratońskie boje. Tym razem na drodze Polki staje Jekaterina Aleksandrowa – tenisistka, która już nieraz sprawiła, że liderka rankingu musiała sięgać po swoje absolutne maksimum. Ich wspólna historia to tie-breaki, wymiany na granicy wytrzymałości i zwroty akcji, które zapierają dech nawet najbardziej doświadczonym kibicom.

    ‎Zaledwie dwa miesiące temu, w Bad Homburg, obie zawodniczki stoczyły ćwierćfinałowy pojedynek trwający niemal dwie godziny. Sam drugi set ciągnął się przez męczące 75 minut i zmusił obie tenisistki do sięgnięcia po wszystkie możliwe rezerwy sił. A teraz los ponownie zestawił je naprzeciw siebie – tym razem na wielkiej scenie Nowego Jorku.

    ‎Od Kalinskiej do Aleksandrowej – bez chwili wytchnienia

    ‎Świątek przystępuje do meczu czwartej rundy tuż po zwycięstwie nad Anną Kalinską. Choć wynik 7:6, 6:4 sugeruje pewną kontrolę, przebieg spotkania mówił coś zupełnie innego. Polka musiała walczyć o każdy punkt, a jej wygrana była przypomnieniem, że na tym etapie Wielkiego Szlema nie ma łatwych pojedynków. Teraz, bez momentu wytchnienia, czeka ją kolejna Rosjanka – i to taka, która już potrafiła wybić ją z rytmu.

    https://x.com/LukaszJachimiak/status/1938254446728827341

    ‎Świątek prowadzi w bezpośrednich starciach 4:2, ale Aleksandrowa wielokrotnie pokazywała, że nie zamierza oddać jej meczu bez walki. Ostatni pojedynek zakończył się wprawdzie triumfem Polki, lecz nie bez dramatycznej batalii, która wystawiła jej odporność na ciężką próbę.

    ‎Burza w Bad Homburg

    ‎Czerwcowe popołudnie w Niemczech nie było zwykłym meczem. Wiatr szalał nad kortami, miotając piłką i zmuszając obie zawodniczki do improwizacji przy każdym uderzeniu. Dla Aleksandrowej, której serwis jest największym atutem, warunki okazały się koszmarem. To, co miało być jej bronią, stało się słabością – podwójne błędy, utrata pierwszego gema serwisowego i szybka przewaga Świątek.

    ‎Ale Rosjanka nie zamierzała się poddać. W drugim secie ustabilizowała grę i nagle każdy utrzymany serwis brzmiał jak ocalenie. Świątek dwukrotnie musiała podawać, by pozostać w meczu – przy 4:5 i 5:6. Za każdym razem napięcie rosło, aż do wymiany, która poderwała publiczność: krzyżowy forhend Aleksandrowej, desperacki lob Świątek i wreszcie piorunujący winner po linii.

    ‎Ten set, niemal nie do zniesienia dla nerwów, musiał zakończyć się tie-breakiem.

    ‎Tie-break tortur

    ‎Przy stanie 2:1 w dogrywce Świątek sięgnęła po rzadką broń – slajs forhendu. Piłka kompletnie zaskoczyła Aleksandrową, która ledwo do niej dobiegła i zirytowana wzruszyła ramionami. Chwilę później Polka posłała asa i krzyknęła głośne „Jazda!”, które poniosło się po trybunach.

    ‎Do wyniku 4:4 żadna z tenisistek nie straciła serwisu. Ale Świątek, jak to ma w zwyczaju, znalazła drogę. Przełamała, zamknęła tie-breaka 7:5 i ścisnęła pięść w geście triumfu. To była wygrana większa niż tylko set – to była zemsta. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej Aleksandrowa wyrzuciła ją z turnieju w Miami. Teraz role się odwróciły.

    ‎Słowa samej Świątek

    ‎Nawet sama Świątek przyznała, że warunki niemal ją złamały. – „Wiatr miał ogromne znaczenie. Było naprawdę ciężko dla nas obu. Jekatierina to bardzo trudna rywalka – gra płasko, mocno i na trawie czuje się świetnie. Wiedziałam, że muszę walczyć o każdy punkt” – wyznała po meczu.

    ‎I walczyła. To zwycięstwo wyniosło ją aż do finału w Bad Homburg, a potem do największego triumfu – tytułu na Wimbledonie, który udowodnił, że nawet na trawie potrafi podporządkować sobie kort.

    ‎Zemsta, odkupienie czy kolejny rozdział chaosu?

    ‎Teraz, gdy światła Nowego Jorku padają na Arthur Ashe Stadium, Świątek i Aleksandrowa szykują się do napisania kolejnego rozdziału swojej rywalizacji. Tym razem to korty twarde, stawka wielkoszlemowa i ćwierćfinałowa przepustka czekająca na zwyciężczynię.

    ‎Organizatorzy mogą rezerwować wieczorną sesję dla pojedynku Naomi Osaka – Coco Gauff, ale nie ulega wątpliwości, że starcie Świątek z Aleksandrową zapowiada się równie gorąco. Lepsza z tej dwójki zmierzy się w ćwierćfinale z Amandą Anisimową lub Beatriz Haddad Maią.

    ‎Dla Świątek misja jest jasna: zachować kontrolę, nie dać się wciągnąć w chaos, w którym Aleksandrowa czuje się jak ryba w wodzie, i udowodnić, że także na twardych kortach potrafi wymierzyć rywalce bolesną zemstę.

  • Ależ sensacja! Rybakina nie wiedziała, co się dzieje. Oto czarny koń US Open

    Ależ sensacja! Rybakina nie wiedziała, co się dzieje. Oto czarny koń US Open

    Jelena Rybakina zakończyła tegoroczny występ w US Open na czwartej rundzie. Kazaszka, rozstawiona z numerem dziesiątym, trafiła na Marketę Vondrousovą, która coraz śmielej wyrasta na specjalistkę od eliminowania faworytek. Czeszka po wyrównanym pojedynku wygrała 6:4, 5:7, 6:2 i zameldowała się w ćwierćfinale nowojorskiego turnieju.

    Vondrousova znów zaskoczyła wyżej notowaną rywalkę

    Rybakina do tej pory nie straciła seta w tegorocznej edycji, lecz starcie z Vondrousovą okazało się dla niej znacznie trudniejsze. Czeszka, notowana dopiero na 60. miejscu w rankingu WTA, wcześniej odprawiła już Jasmine Paolini (nr 8), a teraz znalazła sposób również na faworyzowaną Kazaszkę.

    Pierwszy set dla Czeszki

    Spotkanie rozpoczęło się od mocnego uderzenia Vondrousovej, która szybko przełamała serwis rywalki. Rybakina zdołała odrobić straty (2:2), ale w końcówce partii znów musiała uznać wyższość przeciwniczki. Vondrousova w dziewiątym gemie wykorzystała drugiego break pointa, a następnie zakończyła seta przy własnym podaniu – 6:4.

    Rybakina walczy o wyrównanie

    Druga odsłona miała bardziej wyrównany przebieg. Obie zawodniczki pilnowały serwisu, choć Rybakina zdołała przełamać w szóstym gemie (4:2). Chwilę później przewaga stopniała, bo Vondrousova natychmiast odpowiedziała re-breakiem. Przy stanie 5:4 Kazaszka miała szansę zamknąć seta, ale nie wykorzystała break pointa. Dopiero w kolejnym gemie Rybakina dopięła swego i wygrała 7:5, doprowadzając do trzeciej partii.

    Decydujący set bez historii

    W rozstrzygającym secie Vondrousova szybko przejęła inicjatywę. Już przy stanie 2:1 zdobyła kluczowe przełamanie, a później powiększała przewagę. Rybakina nie była w stanie odwrócić losów meczu, a Czeszka, broniąc dwóch break pointów, zakończyła pojedynek przy pierwszej piłce meczowej. Ostatecznie zwyciężyła 6:4, 5:7, 6:2 po 111 minutach walki.

    Przed Vondrousovą kolejne wyzwanie

    W ćwierćfinale US Open Vondrousova spróbuje sprawić następną niespodziankę. Jej rywalką będzie liderka światowego rankingu Aryna Sabalenka, która w poprzedniej rundzie bez większych problemów pokonała Cristinę Bucsę 6:1, 6:4.

  • Sabalenka była absolutną faworytką. Oto co zrobiła w meczu o ćwierćfinał

    Sabalenka była absolutną faworytką. Oto co zrobiła w meczu o ćwierćfinał

    Aryna Sabalenka w tegorocznym US Open nie zwalnia tempa. Liderka światowego rankingu w nocy z niedzieli na poniedziałek czasu polskiego bez większych problemów rozprawiła się z Cristiną Bucsą, wygrywając 6:1, 6:4. Spotkanie trwało zaledwie 73 minuty i zapewniło jej miejsce w ćwierćfinale nowojorskiego turnieju. Co więcej, wynik ten gwarantuje, że niezależnie od dalszych rezultatów Sabalenka pozostanie numerem jeden światowego tenisa po zakończeniu imprezy.

    Bez straty seta, pewna droga po obronę tytułu

    Białorusinka nie przestaje imponować formą. W drodze do ćwierćfinału odprawiła już Rebekę Masarovą, Polinę Kudiermietową oraz Leylah Fernandez, nie tracąc przy tym ani jednego seta. Podobnie było w starciu z Bucsą, sklasyfikowaną na 95. miejscu w rankingu WTA.

    Hiszpanka bez szans w pierwszym secie

    Początek meczu nie zapowiadał niespodzianki. Po krótkiej wymianie gemów Sabalenka od stanu 1:1 całkowicie przejęła inicjatywę. Grała agresywnie, dominowała w wymianach i błyskawicznie zamknęła seta 6:1 w zaledwie 27 minut.

    Bucsa walczy w drugim secie, ale bez przełomu

    Druga partia była znacznie bardziej wyrównana. Choć Sabalenka znów kontrolowała przebieg gry, Hiszpanka miała swój moment chwały. Przy stanie 2:4 obroniła aż cztery breakpointy i po ponad dziesięciominutowym gemie utrzymała serwis, wywołując aplauz publiczności zgromadzonej na stadionie Louisa Armstronga.

    Na niewiele się to jednak zdało. Sabalenka nie pozwoliła już odebrać sobie przewagi przełamania i zakończyła mecz wynikiem 6:4, wykorzystując drugą piłkę meczową. – Drugi set był trudniejszy, ale cieszę się, że udało mi się go domknąć bez utraty podania. Wciąż miałam poczucie kontroli, choć ten długi gem przy 4:2 trochę mnie sfrustrował, bo byłam o krok od przełamania. Rywalka zagrała jednak kilka naprawdę świetnych punktów. Ogólnie jestem bardzo zadowolona ze swojego występu – przyznała na korcie po spotkaniu.

    12. raz z rzędu w ćwierćfinale Wielkiego Szlema

    Wygrana z Bucsą oznacza nie tylko awans do najlepszej ósemki US Open, ale też podtrzymanie znakomitej passy – Sabalenka po raz dwunasty z rzędu przeszła przez IV rundę turnieju wielkoszlemowego. Dodatkowo zapewniła sobie utrzymanie pozycji liderki rankingu WTA.

    W ćwierćfinale czeka ją wymagające zadanie – pojedynek z Marketą Vondrousovą, która w 1/8 finału sensacyjnie wyeliminowała Jelenę Rybakinę 6:4, 5:7, 6:2.


  • Katastrofa rosyjskiego tenisa. Świątek dobija ich marzenia. “Nic więcej”

    Katastrofa rosyjskiego tenisa. Świątek dobija ich marzenia. “Nic więcej”

    US Open 2025 koszmarem dla rosyjskich kibiców. Z siedemnastu zostało tylko dwoje

    Tegoroczny US Open okazuje się wyjątkowo bolesnym doświadczeniem dla rosyjskich fanów tenisa. Choć turniej dopiero wkracza w fazę IV rundy, w grze pozostało już tylko dwoje reprezentantów tego kraju – Jekaterina Aleksandrowa i Andriej Rublow. To ogromne rozczarowanie, biorąc pod uwagę, że na starcie nowojorskiego Wielkiego Szlema pojawiło się aż siedemnastu Rosjan – czterech w turnieju męskim i trzynaście w żeńskim.

    Nie należeli oni do grona głównych faworytów do końcowego triumfu, ale z pewnością można było oczekiwać kilku mocnych rezultatów. Mirra Andriejewa wymieniana była nawet w gronie potencjalnych półfinalistek – takie prognozy snuł przed turniejem Andy Roddick. U panów nadzieję pokładano w Karenie Chaczanowie, finaliście niedawnego turnieju ATP Masters 1000 w Toronto i rozstawionym w US Open z numerem 9.

    Wielkie nadzieje i szybkie rozczarowanie

    Czas pokazał jednak, że optymizm był mocno przesadzony. Andriejewa, która miała być rosyjską rewelacją, odpadła już w III rundzie po porażce z Amerykanką Taylor Townsend. Chaczanow natomiast zakończył udział w Nowym Jorku jeszcze wcześniej – w II rundzie sensacyjnie wyeliminował go Kamil Majchrzak, choć Polak musiał bronić aż pięciu piłek meczowych.

    Jeszcze gorzej wypadł Daniił Miedwiediew. Triumfator US Open sprzed czterech lat i finalista z 2023 roku wypadł z turnieju już po pierwszym spotkaniu, przegrywając z Francuzem Benjaminem Bonzim. Porażka ta nie tylko zaskoczyła kibiców, ale też stała się symbolem kryzysu formy byłego lidera rankingu ATP.

    Wszystko dopełniło się w nocy z soboty na niedzielę (30/31 sierpnia), gdy Iga Świątek pokonała Annę Kalinską (7:6(2), 6:4). Od tego momentu jasne stało się, że rosyjscy kibice mają już tylko dwoje przedstawicieli w grze – Aleksandrową i Rublowa.

    „Dzwony biły od dawna”. Rosyjskie media o kryzysie

    Portal sport.ru, komentując tę sytuację, podkreśla, że taki pogrom nie powinien być wielkim zaskoczeniem. „Niektórzy zawodnicy mają najlepszy czas już za sobą, inni wracali po kontuzjach, kolejnym zabrakło szczęścia. To jeszcze za wcześnie, by mówić o całkowitym kryzysie rosyjskiego tenisa, ale sygnały ostrzegawcze były widoczne już od dawna. Teraz zabrzmiały głośniej” – piszą dziennikarze.

    Najlepszym przykładem problemów jest właśnie Miedwiediew. W ciągu zaledwie dwóch sezonów przeszedł drogę od finału w Nowym Jorku do pierwszorundowej klęski. Zdaniem rosyjskich mediów nie tylko zatrzymał się w rozwoju, ale wręcz cofnął. Presja i ogromne oczekiwania wobec byłego numeru jeden światowego rankingu tylko pogłębiają jego kłopoty.

    Andriejewa i Chaczanow – inne historie porażki

    Chaczanow, jak zauważa sport.ru, całkowicie podporządkował przygotowania US Open, rezygnując nawet z występu w Cincinnati. Tymczasem na jego drodze stanął Majchrzak, który mimo prowadzenia Rosjanina 2:0 w setach zdołał odwrócić losy meczu. „Wielkie nadzieje zostały brutalnie zderzone z rzeczywistością” – czytamy w komentarzach rosyjskich mediów.

    W przypadku Andriejewej problem ma inny charakter. Po raz trzeci z rzędu odpadła w Wielkim Szlemie z Amerykanką, a jej występ w meczu z Townsend obnażył brak odporności psychicznej. „W jej języku ciała widać było zbyt wiele emocji, za dużo nerwów i presji. To może być dla niej lekcja, która zaprocentuje w przyszłości, ale na razie pozostaje bolesne rozczarowanie” – analizuje sport.ru.

    Aleksandrowa i Rublow ostatnią nadzieją, ale perspektywy marne

    Na tym tle Aleksandrowa i Rublow jawią się jako ostatni ratunek dla rosyjskich kibiców. Problem w tym, że oboje stoją przed niezwykle trudnymi zadaniami. Rublow zmierzy się w 1/8 finału z Felixem Augerem-Aliassimem, który wyeliminował już Alexandra Zvereva i prezentuje świetną formę. Aleksandrowa natomiast stanie naprzeciw samej Igi Świątek, liderki rankingu WTA, a to wystarczający komentarz do jej szans.

    Dlatego – jak zauważa sport.ru – istnieje spore ryzyko, że rosyjscy fani bardzo szybko będą mogli zapomnieć o emocjach drugiego tygodnia turnieju. Pozostaje im liczyć, że rok 2026 przyniesie lepsze przygotowanie i odbudowę formy ich reprezentantów.

  • Sabalenka pokazała, dlaczego jest numerem jeden na świecie

    Sabalenka pokazała, dlaczego jest numerem jeden na świecie

    • Żadna z tenisistek rywalizujących obecnie w światowym tourze nie może pochwalić się taką serią jak Aryna Sabalenka w tie-breakach. Liderka światowego rankingu odniosła się do tego wprost po swoim ostatnim meczu.

    Białorusinka bez większych problemów awansowała do IV rundy tegorocznego US Open. W trzech dotychczasowych spotkaniach nie oddała ani jednego seta, a w III rundzie pokonała finalistkę turnieju z 2021 roku – Kanadyjkę Leylah Fernandez (30. WTA) 6:3, 7:6(7:2).

    Sabalenka o serii tie-breaków

    Sabalenka może poszczycić się imponującą passą aż 18 zwycięstw z rzędu w tie-breakach. Ostatni raz schodziła z kortu pokonana w takim decydującym fragmencie 11 lutego tego roku – w drugiej rundzie turnieju w Dosze, gdzie przegrała z Jekatieriną Aleksandrową (12. WTA).

    Tenisistka przyznała, że jej niezwykła seria wywołuje dodatkową presję u rywalek:
    — Mam taką nadzieję. Oczywiście nie myślę o tym w trakcie meczu, ale wiem, że przeciwniczki mogą czuć dodatkowy ciężar. Podoba mi się to — stwierdziła z uśmiechem.

    Zapytana, czy w tie-breakach gra jej się lepiej niż w normalnych gemach, odpowiedziała:
    — W trakcie seta czasami analizuję swoje decyzje i zdarza mi się wątpić. Ale gdy dochodzi do tie-breaka, wiem, że nie ma już miejsca na takie myśli. Trzeba po prostu grać, ufać sobie i trzymać się planu. Staram się być agresywna, narzucać swój rytm i wywierać presję na przeciwniczkach.

    W IV rundzie US Open Sabalenka zmierzy się z Hiszpanką Cristiną Bucsą (95. WTA). Na ewentualne starcie z Igą Świątek kibice mogą liczyć dopiero w finale turnieju.

  • Uwaga, problemy! Oto aktualna drabinka Igi Świątek w US Open ‎

    Uwaga, problemy! Oto aktualna drabinka Igi Świątek w US Open ‎

    Ostrzeżenie dla Igi Świątek? Zaktualizowana drabinka US Open ujawnia, co czeka polską gwiazdę

    US Open po raz kolejny stał się areną zapierających dech w piersiach emocji, a Iga Świątek znajduje się w samym ich centrum. Polska sensacja dokonała niesamowitego powrotu w meczu z Anną Kalinską, odrabiając stratę przy wyniku 1:5 w pierwszym secie i ostatecznie wyrzucając Rosjankę z turnieju w dwóch partiach 7:6(2), 6:4. To był zwrot akcji, który przypomniał światu tenisowemu o jej nieustępliwości, ale także ostrzegawczy sygnał: najtrudniejsze testy dopiero przed nią.

    Mecz, który mógł wymknąć się z rąk

    Droga Świątek do czwartej rundy wcale nie była łatwa. Kalinska, grająca z precyzją i agresją, szybko postawiła Polkę pod ścianą. Dwa przełamania sprawiły, że na tablicy wyników widniało 1:5 i sytuacja wyglądała niemal beznadziejnie. Jednak, jak to często bywa w jej karierze, Świątek odmówiła poddania się. Punkt po punkcie odrabiała straty, doprowadzając do tie-breaka, w którym opanowanie i konsekwencja dały jej przewagę.

    Drugi set również dostarczył sporo nerwów. Gra falowała w obie strony, lecz w decydujących momentach Polka potrafiła znaleźć odpowiedzi, które zapewniły jej zwycięstwo ku radości nowojorskiej publiczności. Owacje dla 24-latki były w pełni zasłużone, ale za brawami kryła się prawda: z każdym kolejnym meczem droga staje się coraz trudniejsza.

    Już nie jest nietykalna

    Na początku turnieju Świątek wyglądała na nie do zatrzymania, bez problemu pokonując Emilianę Arango. Pierwsze pęknięcia pojawiły się jednak w drugiej rundzie przeciwko Suzan Lamens, gdy Polka musiała rozegrać trzy sety. Teraz, po dramatycznym powrocie przeciwko Kalinskiej, jedno jest pewne — Świątek już nie przechodzi przez kolejne rundy z łatwością. Musi walczyć, cierpliwie budować przewagę i bić się o każdy punkt.

    Kolejna rywalka, Jekatierina Aleksandrowa, to zawodniczka, której nie wolno lekceważyć. Dwunasta rakieta świata — najwyżej w karierze — znajduje się w kapitalnej formie. W poprzedniej rundzie rozgromiła Laurę Siegemund 6:0, 6:1 w zaledwie godzinę, wysyłając jasny sygnał do całej stawki. Choć Świątek prowadzi w bezpośrednich starciach, Aleksandrowa pokonała ją już dwukrotnie, i to właśnie na kortach twardych. Sam ten fakt powinien zapalić ostrzegawcze lampki.

    Burza, która może nadejść w ćwierćfinale

    Jeśli Świątek pokona Aleksandrową, ćwierćfinał może przynieść jedno z najbardziej elektryzujących starć całego turnieju. W tej części drabinki czai się Amanda Anisimova, rozstawiona z numerem ósmym. Amerykanka doskonale pamięta upokorzenie z finału Wimbledonu, gdzie Świątek zmiotła ją z kortu wynikiem 6:0, 6:0. Anisimova będzie spragniona rewanżu, lecz wcześniej musi poradzić sobie z groźną Beatriz Haddad Maią.

    Wyobraźmy to sobie: Świątek kontra Anisimova w Nowym Jorku, z rykiem amerykańskiej publiczności wspierającej swoją zawodniczkę, podczas gdy Polka spróbuje ponownie udowodnić swoją wyższość. To mogłoby być starcie definiujące tegoroczny US Open.

    Pole minowe w półfinale

    Jeśli Świątek awansuje do najlepszej czwórki, przeszkody będą tylko większe. W jej połówce drabinki pozostają Coco Gauff, Naomi Osaka, Karolina Muchova i Marta Kostiuk — prawdziwa plejada talentów. Każda z nich gra inaczej, każda stanowi inne zagrożenie i każda jest w stanie pokonać Polkę w swoim najlepszym dniu.

    Najbardziej elektryzującą opcją wydaje się półfinałowy pojedynek z Coco Gauff. To byłoby starcie pokoleń i stylów, a jednocześnie mecz, który mógłby przesądzić o układzie rankingu WTA po US Open. Stawka nie mogłaby być wyższa.

    Co dalej — finałowa granica

    Jeśli Świątek uda się przejść przez ten labirynt, finał wcale nie będzie łatwiejszy. Po drugiej stronie drabinki czai się Aryna Sabalenka, wciąż uważana za główną faworytkę. Obok niej są także takie nazwiska jak Jelena Rybakina, Jessica Pegula, Barbora Krejcikova czy Marketa Vondrousova — każda z nich może zostać „czarnym koniem” finału.

    Dla Świątek przekaz jest jasny: od tej pory każdy mecz będzie walką o przetrwanie.

    Dotychczasowa droga Igi Świątek w US Open:

    Emiliana Arango — 6:1, 6:2

    Suzan Lamens — 6:1, 4:6, 6:4

    Anna Kalinska — 7:6(2), 6:4

    Możliwa dalsza ścieżka:

    4. runda — Jekatierina Aleksandrowa

    Ćwierćfinał — Amanda Anisimova / Beatriz Haddad Maia

    Półfinał — Coco Gauff / Naomi Osaka / Karolina Muchova / Marta Kostiuk

    Finał — Aryna Sabalenka / Jelena Rybakina / Jessica Pegula / Barbora Krejcikova / inne

    Iga Świątek już udowodniła, że potrafi podnieść się z samej krawędzi porażki i sięgnąć po zwycięstwo. Pytanie jednak brzmi: ile razy będzie jeszcze w stanie to zrobić? Drabinka US Open ustawiła przed nią przeszkodę za przeszkodą, a jeśli Polka chce unieść puchar, być może będzie musiała rozegrać najlepszy turniej swojego życia.

  • Ostapenko rozpętała burzę na US Open, teraz ogłasza. “Żegnam”

    Ostapenko rozpętała burzę na US Open, teraz ogłasza. “Żegnam”

    Burza po meczu Townsend – Ostapenko. Łotyszka przeprasza za swoje zachowanie

    O tym, co wydarzyło się po środowym pojedynku Jeleny Ostapenko z Taylor Townsend na US Open, wciąż mówi się bardzo głośno. Choć sama rywalizacja sportowa zakończyła się zdecydowanym zwycięstwem Amerykanki, to właśnie wydarzenia tuż po meczu przyciągnęły największą uwagę kibiców i mediów. Ostapenko nie kryła frustracji i w ostrych słowach zwróciła się do swojej przeciwniczki, zarzucając jej brak klasy. Teraz jednak Łotyszka postanowiła zabrać głos i wydała oficjalne oświadczenie.

    Przegrana i awantura tuż po meczu

    Jelena Ostapenko od lat uchodzi za jedną z najbardziej wybuchowych i kontrowersyjnych postaci kobiecego tenisa. W Nowym Jorku jej przygoda zakończyła się już na etapie II rundy, gdy musiała uznać wyższość Taylor Townsend. Amerykanka zwyciężyła 7:5, 6:1, a cały mecz toczył się pod dyktando gospodyni.

    To jednak nie sam wynik wywołał największe emocje. Po zakończeniu spotkania zawodniczki najpierw wymieniły uścisk dłoni, lecz chwilę później Ostapenko rozpoczęła ostrą wymianę zdań. Powodem miała być jedna z akcji, w której piłka po zagraniu Townsend otarła się o siatkę i spadła po stronie Łotyszki. W jej ocenie rywalka powinna była przeprosić za tego typu zagranie – zgodnie z tenisową etykietą.

    „Brak klasy i wykształcenia” – mocne oskarżenia Ostapenko

    Na konferencji prasowej po meczu Townsend zdradziła, jak mocne słowa usłyszała od rywalki. Ostapenko miała zarzucić jej brak klasy, a nawet wykształcenia. Dodała również, że Amerykanka dopiero przekona się, „jak to będzie wyglądało, kiedy obie zagrają poza Stanami Zjednoczonymi”. Takie wypowiedzi odbiły się szerokim echem.

    Reakcje kibiców były bardzo podzielone. Część jednoznacznie stanęła po stronie reprezentantki gospodarzy, podkreślając, że Townsend nie zrobiła niczego złego. Z drugiej strony pojawiły się głosy, że Ostapenko miała prawo oczekiwać symbolicznego gestu przeprosin – w końcu podobnie reagują największe gwiazdy touru, jak Aryna Sabalenka czy Iga Świątek.

    Ostapenko przeprasza. „Źle się wyraziłam”

    Kilka dni po całym zajściu Ostapenko opublikowała na Instagramie krótkie oświadczenie, w którym odniosła się do zamieszania. Tym razem ton jej słów był zdecydowanie spokojniejszy.

    – Cześć wszystkim, chciałam przeprosić za niektóre rzeczy, które powiedziałam podczas mojego meczu w drugiej rundzie. Angielski nie jest moim językiem ojczystym, więc kiedy mówiłam o edukacji, chodziło mi wyłącznie o tenisową etykietę. Rozumiem jednak, że użyte przeze mnie słowa mogły zostać odebrane inaczej i urazić wiele osób poza kortem. Jestem wdzięczna za wsparcie, jakie otrzymuję, i staram się ciągle uczyć i rozwijać – zarówno jako człowiek, jak i tenisistka. Żegnam się z Nowym Jorkiem i nie mogę się doczekać powrotu w przyszłym roku – napisała 29-latka.

    Townsend skupiona na grze

    Sama Taylor Townsend zdaje się w ogóle nie przejmować przykrymi słowami rywalki. Na korcie prezentuje się świetnie i udowadnia, że jej forma rośnie. Amerykanka awansowała już do IV rundy US Open, gdzie zmierzy się z wymagającą Czeszką – Barborą Krejčíkovą.

    Spór, który na chwilę przyćmił sportowe wydarzenia, został więc w dużej mierze zamknięty. Ostapenko spróbowała złagodzić napięcie, a Townsend – zamiast wdawać się w medialną polemikę – po prostu koncentruje się na kolejnym wyzwaniu turniejowym.