• Wielka sensacja w hicie Osaka – Gauff! To była demolka w 66 minut

    Wielka sensacja w hicie Osaka – Gauff! To była demolka w 66 minut

    Wielka sensacja w hicie Osaka – Gauff! To była demolka w 66 minut

    ‎Czyżbyśmy podczas tegorocznego US Open byli świadkami odrodzenia wielkiej mistrzyni, w dodatku pod skrzydłami polskiego trenera? Wszystko na to wskazuje, gdyż Naomi Osaka (24. WTA), od niedawna współpracująca z Tomaszem Wiktorowskim, gra w Nowym Jorku świetny tenis. W poniedziałek na drodze do ćwierćfinału rozbiła Coco Gauff – trzecią rakietę świata! Rozmiary tego zwycięstwa są wręcz sensacyjne.

    ‎US Open dla obu tenisistek był turniejem szczególnym. Japonka w 2018 roku w Nowym Jorku zdobyła pierwszy wielkoszlemowy tytuł, a dwa lata temu powtórzyła ten sukces. Z kolei Gauff to Amerykanka, więc siłą rzeczy przykłada szczególną wagę właśnie do tych zawodów. Zresztą i dla niej był to pierwszy w karierze triumf odniesiony w Wielkim Szlemie, czego dokonała w 2023 roku.

    ‎Tegoroczna edycja dla jednej i drugiej miała za to stanowić reset. Na moment przed startem amerykańskich zawodów tenisistki rozpoczęły współpracę z nowymi szkoleniowcami. Za grę Gauff, która po Rolandzie Garrosie rozczarowywała na korcie, teraz odpowiada Gavin MacMillan, nazywany specjalistą od biomechaniki. Z kolei Osakę prowadzi Tomasz Wiktorowski. I ta współpraca rozpoczęła się naprawdę dobrze, czego potwierdzeniem były wyniki tenisistki w Nowym Jorku. W trzeciej rundzie turnieju pokonała wyżej notowaną Darię Kasatkinę (6:0, 4:6, 6:3).

    ‎Japonka ustawiła grę przełamaniem

    ‎Już pierwszy set pokazał, że chociaż Gauff znajdowała się aż 21 pozycji rankingowych wyżej od Osaki, to nie będzie miała łatwej przeprawy. Naomi już na początku zaskoczyła rywalkę, doprowadzając do jej przełamania. Następnie wygrała swojego gema serwisowego do zera.

    ‎Gauff szybko musiała się otrząsnąć. I chociaż do kolejnej straty podania już nie dopuściła, to sama nie mogła ugryźć Osaki przy jej serwisie. Jej nastroju z pewnością nie poprawiały niektóre widowiskowe akcje, bo kiedy do takich dochodziło, to na swoją korzyść rozstrzygała je 27-latka. Jak wtedy, gdy obie zdecydowały się pograć przy siatce, ale to świetne uderzenie Osaki zakończyło wymianę.

    ‎Ostatecznie tenisistka z Japonii rozstrzygnęła partię na swoją korzyść 6:3. Po przełamaniu Gauff w pierwszym gemie, dokonała tego tez w ostatnim, kiedy zrezygnowana Amerykanka popełniała kolejne proste błędy.

    ‎Osaka w ćwierćfinale US Open!

    ‎Pierwsza połowa drugiego seta miała przebieg zupełnie nieadekwatny do wyniku. Osaka bowiem była tenisistką lepszą. To ona grała lepiej, wręcz z odrobiną magii. W niektórych akcjach wręcz dominowała rywalkę.

    ‎Mimo to Gauff w sobie tylko znany sposób utrzymywała własne podanie. Pękła jednak w szóstym gemie. Ta porażka była dla niej symbolicznym wywieszeniem białej flagi. Przegrywała już 4:2, rywalka za chwilę miała serwis. Chwilę później było Japonka była już o gema od wygrania całej partii. I chociaż w ostatnim Gauff ponownie miała serwis, a nawet wygrywała 40:15, to wyglądała, już jakby chciała zejść z kortu. W efekcie Japonka zdołała odwrócić przebieg gry. Triumfowała 6:2 i po zaledwie 66 minutach meczu zameldowała się w kolejnej fazie wielkoszlemowego turnieju!

    https://x.com/usopen/status/1962595080839069822

    ‎Rywalką Osaki w 1/4 US Open będzie lepsza tenisistka z pary Marta Kostjuk – Karolina Muchova.

  • Stało się! Tak wygląda ranking WTA po wielkiej wygranej Igi Świątek w US Open

    Stało się! Tak wygląda ranking WTA po wielkiej wygranej Igi Świątek w US Open

    Ranking Wstrząśnięty: Co Oznacza Triumf Igi Świątek na US Open

    ‎Zwycięstwo z Konsekwencjami Wykraczającymi Poza Kort

    ‎Iga Świątek ponownie udowodniła, dlaczego jest uważana za jedną z najbardziej niebezpiecznych zawodniczek w świecie tenisa. Jej efektowne zwycięstwo nad Jekatieriną Aleksandrową, przypieczętowane przekonującym wynikiem 6:3, 6:1, to nie tylko bilet do ćwierćfinału US Open — to triumf, który przetasował układ sił w rankingu WTA. Kibice spodziewali się emocji na korcie, ale niewielu przewidziało, jak wielkie znaczenie będzie miało to konkretne zwycięstwo dla sezonu Świątek i jej pogoni za pierwszym miejscem na świecie.

    ‎Liczby, Które Robią Różnicę

    ‎Rok temu przygoda Świątek w US Open zakończyła się właśnie w ćwierćfinale. Ten wynik dał jej 430 punktów rankingowych — punktów, które w tym sezonie musiała obronić. Teraz, meldując się ponownie w najlepszej ósemce, Polka oficjalnie „wyszła na zero”. Nie grozi jej już strata względem kampanii z 2023 roku. Od tego momentu każdy kolejny mecz to dla niej czysty zysk, możliwość budowania przewagi i wywierania presji na największą rywalkę — Arynę Sabalenkę.

    ‎Matematyka jest prosta, ale emocjonująca:

    ‎Ćwierćfinał: 430 punktów (już zdobyte)

    ‎Półfinał: 780 punktów

    ‎Finał: 1300 punktów

    ‎Triumf: aż 2000 punktów

    ‎Dla Świątek szansa jest jasna. Każdy kolejny krok w głąb turnieju umacnia jej pozycję i otwiera drogę do jeszcze większych przetasowań w rankingu.

    ‎Aktualny Układ Sił: Liczby Nie Kłamią

    ‎Na ten moment Świątek ma na koncie 7933 punkty. Ale stawka jest ogromna:

    ‎Awans do półfinału: 8283 punkty

    ‎Awans do finału: 8803 punkty

    ‎Triumf w Nowym Jorku: aż 9503 punkty

    ‎To kusząca perspektywa dla jej fanów, którzy wiedzą, że ten sezon i tak już był pełen presji, wyzwań i dramatycznych zwrotów akcji.

    ‎Dylemat Sabalenki: Ciężar Punktów do Obrony

    ‎Dla Aryny Sabalenki sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Do Nowego Jorku przyjechała jako obrończyni tytułu, a na jej barkach spoczywa ciężar 2000 punktów do obrony. Do tej pory udało jej się zabezpieczyć 430, ale każdy kolejny mecz to walka o przetrwanie w rankingu. Porażka na jakimkolwiek etapie US Open oznaczałaby bolesny spadek i zostawiłaby Świątek coraz więcej miejsca do odrabiania strat.

    ‎Choć matematycznie Polka nie jest w stanie odzyskać pierwszego miejsca już w Nowym Jorku, napięcie nie zniknie po tym turnieju. Ostateczne rozstrzygnięcia mogą nadejść podczas jesiennych zmagań w Azji, które potencjalnie mogą wstrząsnąć całym rankingiem WTA.

    ‎Co Dalej: Odliczanie do Weekendowego Finału

    ‎Teraz oczy całego tenisowego świata skierowane są na sobotę, kiedy to finał US Open wyłoni mistrzynię i oficjalnie ukształtuje dalszą walkę o pozycję liderki rankingu. Dla Świątek każdy forhend i każdy return oznacza coś więcej niż tylko nadzieję na zwycięstwo — to element pojedynku o ranking, który może zdefiniować jej sezon.

    ‎Pozostaje pytanie: czy właśnie teraz nadejdzie moment, w którym ponownie wbije swoją flagę na szczycie, czy też rywalizacja z Sabalenką przeciągnie się aż do jesiennych turniejów?

    ‎Jedno jest pewne — świat będzie patrzył.

  • Wszyscy słyszeli, co Anisimova powiedziała o Świątek po meczu

    Wszyscy słyszeli, co Anisimova powiedziała o Świątek po meczu

     

    Amanda Anisimova wciąż ma świeżo w pamięci bolesną porażkę, jakiej doznała w lipcowym finale Wimbledonu z Igą Świątek. Los sprawił jednak, że okazja do rewanżu nadeszła znacznie szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał – Amerykanka zmierzy się z Polką już w ćwierćfinale US Open. Tuż po awansie Anisimova nie kryła emocji. – Jestem bardzo podekscytowana – podkreśliła.

    Amerykanka i Świątek to rówieśniczki, które poznawały się jeszcze na kortach juniorskich. Ich sportowe ścieżki potoczyły się jednak odmiennie. Anisimova, mimo że już sześć lat temu zagrała w półfinale Roland Garros, do światowej czołówki na dobre przebiła się dopiero w 2025 roku, gdy po raz pierwszy znalazła się w TOP 10. Polka natomiast błyskawicznie wspięła się na szczyt – już jako nastolatka zdobyła swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł.

    Ostatnie miesiące to dla Anisimovej pasmo znaczących sukcesów. W lutym triumfowała w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Dosze, a latem zaskoczyła tenisowy świat, docierając do finału Wimbledonu. Po drodze wyeliminowała m.in. Arynę Sabalenkę, jednak w decydującym starciu nie miała żadnych argumentów przeciwko Świątek. Spotkanie zakończyło się błyskawicznie – 0:6, 0:6 w zaledwie 57 minut.

    Tamto doświadczenie mocno odbiło się na psychice 24-latki. W pomeczowym wywiadzie z trudem powstrzymywała łzy. – Było mi bardzo ciężko, bo chciałam zaprezentować się lepiej, albo chociaż stawić większy opór, zwłaszcza w finale Wielkiego Szlema. Czułam się winna, że nie podjęłam walki. Na szczęście słowa wsparcia, jakie usłyszałam później, pomogły mi oswoić się z tą porażką – mówiła na początku sierpnia.

    Szansa na rehabilitację pojawiła się szybciej, niż przypuszczała. W 1/8 finału US Open Anisimova w świetnym stylu rozprawiła się z Brazylijką Beatriz Haddad Maią, wygrywając 6:0, 6:3, i zameldowała się w ćwierćfinale, gdzie czeka na nią Świątek. Tuż po meczu, jeszcze na korcie, Amerykanka z uśmiechem rzuciła:
    – Kto by pomyślał, że znów spotkamy się tak szybko? Jestem naprawdę podekscytowana. To będzie świetny pojedynek… mam nadzieję, że tym razem. Iga gra teraz fantastycznie, ale wierzę, że wspólnie stworzymy widowisko na najwyższym poziomie.

  • Hit nad hity! Oto rywalka Igi Świątek w ćwierćfinale US Open

    Hit nad hity! Oto rywalka Igi Świątek w ćwierćfinale US Open

    Iga Świątek poznała już przeciwniczkę, z którą zmierzy się w ćwierćfinale tegorocznego US Open – ostatniego wielkoszlemowego turnieju w sezonie. Będzie nią Amanda Anisimova, zawodniczka, którą Polka w tym roku dosłownie rozbiła w wielkim finale Wimbledonu.

    Pewny awans Świątek

    Liderka polskiego tenisa w 1/8 finału zagrała jeden z najlepszych meczów w ostatnich miesiącach. Pokonała rozstawioną z numerem 12. Jekatierinę Aleksandrową 6:3, 6:1 i potrzebowała na to zaledwie 76 minut. Rosjanka, która w poprzednich rundach nie dała szans Sevastovej, Wang ani Siegemund, tym razem była kompletnie bezradna. Świątek imponowała serwisem, zminimalizowała liczbę niewymuszonych błędów (zaledwie 13) i sama przejęła inicjatywę, kończąc aż 21 wymian uderzeniami wygrywającymi. Aleksandrowa schodziła z kortu ze łzami w oczach, co najlepiej oddaje skalę dominacji Polki.

    Rywalka wyłoniona późną nocą

    Spotkanie Świątek zakończyło się tuż po godzinie 20, ale nazwisko jej rywalki poznaliśmy dopiero nad ranem, około 4 w nocy polskiego czasu. W meczu o ćwierćfinał Amanda Anisimova zmierzyła się z Brazylijką Beatriz Haddad Maią i zwyciężyła bez najmniejszych problemów.

    Amerykanka weszła w mecz jak burza – wygrała 15 z pierwszych 17 wymian i błyskawicznie prowadziła 4:0. Pierwszy set zakończyła w zaledwie 27 minut, nie oddając przeciwniczce ani jednego gema. Druga partia była nieco bardziej wyrównana, ale także w niej Anisimova kontrolowała przebieg wydarzeń. Mimo że raz straciła serwis, trzy razy przełamała Brazylijkę i ostatecznie wygrała 6:3.

    Całe spotkanie trwało tylko godzinę i 16 minut. Statystyki mówią same za siebie – Anisimova wygrała 73 proc. punktów po pierwszym i 60 proc. po drugim podaniu, podczas gdy Haddad Maia odpowiednio 51 i zaledwie 23 proc. Brazylijka zdołała zdobyć raptem pięć uderzeń kończących, podczas gdy Amerykanka miała ich aż 27.

    Powtórka z Wimbledonu?

    Po meczu Anisimova nie kryła radości:
    – Wspaniale było wrócić na kort Arthura Ashe’a. Nie grałam tutaj od kilku lat, a atmosfera jest naprawdę wyjątkowa. Wiedziałam, że muszę być silna psychicznie i cieszę się, że to się udało. Teraz zagram z Igą. Jeszcze niedawno mierzyłyśmy się w finale Wimbledonu, więc nie spodziewałam się, że tak szybko ponownie dojdzie do naszego starcia. Jestem podekscytowana, czuję się świetnie i mam nadzieję na wspaniały mecz – powiedziała Amerykanka.

    Wspomniany finał Wimbledonu to bolesne wspomnienie dla Anisimovej. Wówczas Świątek zdeklasowała ją w 58 minut, wygrywając 6:0, 6:0 i zdobywając swój szósty wielkoszlemowy tytuł. Teraz Amerykanka będzie miała okazję do rewanżu, choć faworytką pozostaje Polka.

    Dla Anisimovej awans do ćwierćfinału US Open to najlepszy wynik w karierze w nowojorskim turnieju. Dotąd jej maksimum była trzecia runda w 2020 roku.

    Wynik 1/8 finału:
    Amanda Anisimova – Beatriz Haddad Maia 6:0, 6:3

  • Wielka sensacja w hicie Osaka – Gauff! To była demolka w 66 minut

    Wielka sensacja w hicie Osaka – Gauff! To była demolka w 66 minut

    Czy podczas tegorocznego US Open jesteśmy świadkami wielkiego powrotu Naomi Osaki – i to pod okiem polskiego trenera? Wszystko na to wskazuje. Japonka, od niedawna współpracująca z Tomaszem Wiktorowskim, prezentuje w Nowym Jorku tenis na najwyższym poziomie. W poniedziałek w 1/8 finału rozbiła Coco Gauff, trzecią rakietę świata. Skala tego zwycięstwa może być określona tylko jednym słowem – sensacja.

    Turniej wyjątkowy dla obu

    US Open ma szczególne znaczenie zarówno dla Osaki, jak i dla Gauff. To właśnie w Nowym Jorku Japonka w 2018 roku zdobyła swój pierwszy tytuł wielkoszlemowy, a dwa lata później powtórzyła ten wyczyn. Z kolei Amerykanka przed własną publicznością czuje się szczególnie zmotywowana – to tutaj w 2023 roku sięgnęła po swój pierwszy triumf w Wielkim Szlemie.

    Tegoroczna edycja miała być dla obu okazją do nowego otwarcia. Gauff, która po Roland Garrosie prezentowała się poniżej oczekiwań, rozpoczęła współpracę z Gavinem MacMillanen – ekspertem od biomechaniki. Z kolei Osaka oddała stery Tomaszowi Wiktorowskiemu. Pierwsze efekty tej współpracy są imponujące – Japonka już w trzeciej rundzie pokonała wyżej notowaną Darię Kasatkinę (6:0, 4:6, 6:3).

    Przełamanie kluczem do sukcesu

    Spotkanie z Gauff rozpoczęło się dla Osaki znakomicie. Już w pierwszym gemie przełamała rywalkę, a własne podanie wygrała do zera. Choć Amerykanka zdołała ustabilizować serwis, to nie potrafiła znaleźć sposobu na returny Japonki. W kluczowych momentach to Osaka przejmowała inicjatywę i wygrywała najefektowniejsze wymiany. Pierwsza partia zakończyła się jej zwycięstwem 6:3 – znów po przełamaniu, tym razem przy serwisie Gauff w ostatnim gemie.

    Szybka egzekucja w drugim secie

    W drugiej odsłonie to Osaka dominowała praktycznie od początku. Grała pewnie, dokładnie i z polotem, momentami wręcz ośmieszając rywalkę. Gauff utrzymywała się w meczu jedynie dzięki uporowi i determinacji, ale w szóstym gemie wreszcie uległa. Po przełamaniu Japonka prowadziła 4:2 i pewnie zmierzała po zwycięstwo.

    Symbolicznym momentem była końcówka meczu – przy stanie 5:2 Gauff miała jeszcze przewagę 40:15 przy własnym podaniu, lecz sprawiała wrażenie zawodniczki, która myślami była już poza kortem. Osaka wykorzystała jej słabość, odwróciła losy gema i zakończyła spotkanie efektownym zwycięstwem 6:2. Cała rywalizacja trwała zaledwie 66 minut.

    Czas na ćwierćfinał

    Naomi Osaka melduje się w ćwierćfinale US Open, gdzie zmierzy się ze zwyciężczynią meczu Marta Kostjuk – Karolina Muchova.

    Naomi Osaka – Coco Gauff 6:3, 6:2

     

  • Świątek dała prawdziwą lekcję tenisa! Postawa Rosjanki mówiła sama za siebie.

    Świątek dała prawdziwą lekcję tenisa! Postawa Rosjanki mówiła sama za siebie.

    Iga Świątek melduje się w ćwierćfinale US Open! Polka w wielkim stylu pokonała Jekaterinę Aleksandrową 6:3, 6:1 i udowodniła, że jest w kapitalnej formie. Rosjanka w końcówce spotkania reagowała gestami pełnymi frustracji, a na korcie wyraźnie brakowało jej wiary w sukces.

    Droga do meczu z Aleksandrową

    Świątek (2. WTA) wcześniej wyeliminowała w czwartej rundzie rodaczkę Aleksandrowej – Annę Kalinską (29. WTA), zwyciężając 7:6, 6:4. Sama Aleksandrowa (12. WTA) do meczu z liderką polskiego tenisa przystępowała w świetnym nastroju, bo wcześniej wręcz zmiażdżyła Niemkę Laurę Siegemund (52. WTA), oddając jej zaledwie jednego gema (6:0, 6:1).

    Pierwszy set – przełamanie i przejęcie kontroli

    Spotkanie rozpoczęło się nerwowo. Najpierw Rosjanka dała się przełamać, po czym Świątek oddała inicjatywę podwójnymi błędami serwisowymi (1:1). Później jednak Polka zaczęła coraz mocniej naciskać rywalkę. Przy stanie 3:3 Aleksandrowa popełniała błędy, które sama kwitowała ironicznymi gestami. Świątek wykorzystała moment słabości przeciwniczki, przełamała ją i objęła prowadzenie. Chwilę później Rosjanka wpadła w jeszcze większe kłopoty – zamiast grać, zaczęła „sędziować” własne piłki, pewna, że serwis Igi był autowy. Myliła się. Polka posłała asa, a Aleksandrowa wyglądała coraz bardziej bezradnie. Mimo prowadzenia 40:15 przy własnym serwisie Rosjanka nie utrzymała gema – dwa podwójne błędy serwisowe podcięły jej skrzydła. Iga zamknęła partię 6:3.

    Drugi set – pełna dominacja Świątek

    Od początku drugiej odsłony to Świątek nadawała ton wydarzeniom. Jej bekhend i skuteczność na returnie siały spustoszenie w grze rywalki. Przy stanie 3:1 Rosjanka coraz częściej wchodziła w dyskusje z samą sobą i gestykulowała z rezygnacją. Widać było, że traci wiarę w zwycięstwo. Tymczasem Polka nie zwalniała tempa – po kolejnym podwójnym błędzie Aleksandrowej objęła prowadzenie 4:1 i konsekwentnie zmierzała do końca meczu. Całość zamknęła wynikiem 6:1.

    Popis liderki rankingu

    Mecz trwał zaledwie godzinę i pięć minut. Od stanu 3:3 w pierwszym secie Aleksandrowa praktycznie nie istniała na korcie. Świątek dominowała i prezentowała tenis najwyższej klasy – agresywny, szybki, a jednocześnie niezwykle precyzyjny.

    Eksperci z Sportskeedy przed spotkaniem nie mieli wątpliwości, kto jest faworytką. „Świątek świetnie odnajduje się na twardych kortach – jej mocny topspin, forehand kontrolujący wymiany i znakomity ruch, pozwalający błyskawicznie przechodzić z defensywy do ataku, czynią z niej niemal nie do zatrzymania rywalkę”. Te przewidywania potwierdziły się w stu procentach.

    Ćwierćfinał coraz bliżej marzeń

    W walce o półfinał Iga Świątek zmierzy się ze zwyciężczynią pojedynku Amanda Anisimova (9. WTA) – Beatriz Haddad-Maia (22. WTA). Spotkanie zaplanowano na noc z poniedziałku na wtorek, około godziny 3:00 czasu polskiego. Transmisję będzie można śledzić na HBO Max i w Eurosporcie, a relacje – w serwisie Sport.pl.

  • ‎To dlatego Świątek wygrała z Rosjanką. Wszyscy widzieli, co zrobiła Abramowicz

    ‎To dlatego Świątek wygrała z Rosjanką. Wszyscy widzieli, co zrobiła Abramowicz

    ‎To dlatego Świątek wygrała z Rosjanką. Wszyscy widzieli, co zrobiła Abramowicz

    ‎Kto umie czytać z ruchu warg, ten być może wie, co Daria Abramowicz powiedziała Idze Świątek przy stanie 3:3 w meczu naszej tenisistki z Jekatieriną Aleksandrową. Ale nawet bez tej wiedzy wszyscy wiemy, że w czwartej rundzie US Open Świątek absolutnie stanęła na wysokości zadania. Gołym okiem było widać, dzięki czemu Polka pokonała groźną Rosjankę aż 6:3, 6:1.

    ‎Jekatierina Aleksandrowa rozbijała rywalkę za rywalką, ale w końcu na US Open 2025 trafiła na przeciwniczkę nie tylko nie do rozbicia, ale tego dnia po prostu nie do pokonania. Iga Świątek tylko na początku starcia z Rosjanką miała pewne problemy. Ale generalnie zagrała w nowojorskim turnieju swój najlepszy mecz i nie dała szans naprawdę groźnej przeciwniczce.

    ‎Świątek to wiceliderka światowego rankingu, a Aleksandrowa jest na liście WTA 12. Z ich sześciu wcześniejszych pojedynków Polka wygrała dwa, a Rosjanka cztery. Jeśli do tych danych dodamy formę, jaką w ostatnich dniach prezentowały Świątek (trzysetowa przeprawa z Lamens, ciężki mecz z Kalinską) i Aleksandrowa (6:4, 6:1 z Sevastovą, 6:2, 6:2 z Wang, 6:0, 6:1 z Siegemund), to zrozumiemy, dlaczego powszechnie spodziewano się zaciętej walki o ćwierćfinał.

    ‎Rosyjski ekspert nie doszacował Świątek

    ‎„Aleksandrowa prezentuje płynny, pewny tenis i potrafi dać popalić każdej faworytce” – pisał przed tym meczem Wiaczesław Gorbaczow, tenisowy ekspert rosyjskiego serwisu Sport.ru. Ale też podkreślał, że do zwycięstwa typuje Polkę, w trzech setach. A to dlatego, że „Gra Świątek idealnie nadaje się na korty twarde, bo mocny forhendowy topspin z linii końcowej i swoboda ruchów pozwalają Idze szybko przechodzić z obrony do ataku”.

    ‎Cóż, Gorbaczow miał rację. A i tak nie doszacował Igi Świątek. Zamiast trzech setów dostaliśmy gładkie zwycięstwo Polki, bo poza dobrym forhendem i genialnym poruszaniem się Świątek pokazała też w tym meczu swój firmowy – najlepszy na świecie – bekhend, pokazała o niebo lepszy serwis niż ostatnio, a do tego zdawała się być dużo lepiej skoncentrowana.

    ‎W meczu z Anną Kalinską w poprzedniej rundzie Świątek popełniła aż 33 niewymuszone błędy (przy 28 uderzeniach kończących). Teraz tych pomyłek miała zaledwie 13 (przy 21 winnerach). W poprzednim meczu Iga męczyła się z serwisem. W pierwszym, ledwo odratowanym secie z Kalinską, trafiła tylko 37 proc. swojego pierwszego podania. Teraz zaczęła od 57 proc., a skończyła na 60 proc.

    ‎Świątek – Aleksandrowa. Wszyscy jesteśmy ciekawi, co powiedziała Abramowicz

    ‎Teraz nie od stanu 1:5, jak ostatnio, tylko od wyniku 2:3, Świątek zaczęła dużo lepsze granie. – Pokazują nam sztab Igi, bo tam się dużo dzieje – mówił komentujący mecz w Eurosporcie Lech Sidor mniej więcej wtedy, gdy Iga jedyny raz w tym meczu straciła swoje podanie. To było na 1:1 – Świątek zaczęła mecz od przełamania Aleksandrowej, po czym Rosjanka od razu zanotowała przełamanie powrotne. Wtedy widzieliśmy, jak trener Wim Fissette wymienia uwagi z Maciejem Ryszczukiem, trenerem przygotowania fizycznego. Niedługo później – po gemie na 3:3 – komentująca z Sidorem Justyna Kostyra pytała go, czy potrafi czytać z ruchu warg. Wszyscy byliśmy ciekawi, co wtedy powiedziała Idze jej psycholożka, Daria Abramowicz.

    ‎Ciekawe, że od stanu 2:3 Świątek wygrała już wszystko do końca seta. Aleksandrowa gestami i mimiką pokazywała, jak się tym denerwuje. A Iga była jak skała. Nie oglądaliśmy wahań z poprzednich rund, oglądaliśmy absolutnie kontrolowaną „jazdę” do ćwierćfinału. Meta była już po godzinie i pięciu minutach gry. Wynik 6:3, 6:1 był dla Aleksandrowej tak bolesny, że z kortu schodziła z załzawionymi oczami.

    ‎Świątek tym meczem przypomniała, jak duże ma możliwości. W ćwierćfinale Iga zmierzy się albo z Amerykanką Amandą Anisimovą (9 WTA), którą niedawno rozbiła 6:0, 6:0 w finale Wimbledonu, albo z Brazylijką Beatriz Haddad Maią (22 WTA).

  • ‎Rywalka Świątek wpadła w szał. Niebezpieczne zachowanie na korcie

    ‎Rywalka Świątek wpadła w szał. Niebezpieczne zachowanie na korcie

    ‎Rywalka Świątek wpadła w szał. Niebezpieczne zachowanie na korcie

    ‎Gdy Mirra Andriejewa na początku sezonu dwukrotnie pokonywała Igę Świątek, tenisowy świat dojrzał w niej nową liderkę światowego rankingu. Dziś 18-latka przeżywa kolejne rozczarowanie. – To ją złamało – słychać w Rosji.

    ‎Mirra Andriejewa odpadła w trzeciej rundzie US Open. 18-letnia Rosjanka przegrała z Amerykanką Taylor Townsend 5:7, 2:6. Zaskoczenie jest tym większe, że Townsend to specjalistka od debla, jedynka rankingu deblowego. W singlu jest 139. na świecie, w starciu z Andriejewą trzeci raz w karierze pokonała rywalkę z top 10, a po razy pierwszy od ponad dwóch lat.

    ‎Jak wskazują Rosjanie, ich zawodniczka nie wytrzymała mentalnie występu w roli faworytki. Popełniała zdecydowanie zbyt wiele błędów. Najbardziej wymowny obrazek to ostatni gem spotkania, gdy Andriejewa przycisnęła Townsend, miała pusty kort i wyrzuciła piłkę daleko za linię końcową.

    ‎Nerwy Mirry Andriejewej

    ‎Chwilę wcześniej po jednej z pomyłek 18-latka wpadła w szał i zaczęła wyładowywać frustrację, uderzając rakietą o nogę. Od razu przypomniało się zachowanie jej rodaka Andriejewa Rublowa. Temu od lat w chwili złości zdarza się uderzać rakietą w kolano, nieraz do krwi. Oby Andriejewa nie szła w jego ślady, czego jej kibice po takich historiach mają prawo się obawiać.

    ‎Pojedynek z Townsend przypominał jej spotkanie w ćwierćfinale tegorocznego Roland Garros z Lois Boisson. Francuzka, wówczas 361. rakieta świata, niespodziewanie pokonała Andriejewą 7:6, 6:3. Młoda gwiazda nie poradziła sobie z presją, nie wytrzymała warunków, w jakich rozgrywano mecz, gdy francuscy kibice intensywnie wspierali swoją zawodniczkę. Andriejewa myliła się wtedy na potęgę.

    ‎Zaczęło się od meczu w Paryżu

    ‎Rywalizacja z Townsend wyglądała podobnie także z uwagi na wsparcie, jakie rywalka Andriejewej otrzymała od kibiców w Nowym Jorku. – Uważam, że publiczność miała na nią wielki wpływ. W nocnych meczach, zwłaszcza z Amerykankami, organizują show. Z takim wsparciem lokalne zawodniczki radzą sobie lepiej i wygrywają swoje mecze, to złamało Mirrę – mówiła była tenisistka Natalja Wichlancewa.

    ‎Jeszcze wiosną Andriejewa zachwycała, wróżono jej wielką karierę, nawet szybki awans na pierwsze miejsce w rankingu WTA. Po niepowodzeniu w Roland Garros jej wyniki pogorszyły się, pojawiło się więcej nerwów na korcie. Jej team wydaje się zmęczony. Kamery pokazały jak podczas ostatniego meczu w US Open trenerka Conchita Martinez siedziała i patrzyła się przed siebie, nie udzielała tylu wskazówek, co w poprzednich miesiącach. Wcześniej ich współpraca wyglądała na wzorową.

    ‎20 lutego młoda Rosjanka ograła Igę Świątek w ćwierćfinale w Dubaju. 14 marca była lepsza od Polki w półfinale w Indian Wells. Mirra wygrała oba turnieje, następnie zadebiutowała w pierwszej “10” zestawienia WTA. Jej nazwisko odmieniano przez wszystkie przypadki. Okres na kortach ziemnych zaczęła od ćwierćfinałów w Madrycie i Rzymie. Do Paryża jechała pierwszy raz jako jedna z tenisistek, którą wymienia się w szerszym gronie pretendentek do wielkoszlemowego tytułu.

    ‎Po przegranej z Boisson Andriejewa przyszła na konferencję prasową i powiedziała, że nigdy wcześniej nie musiała mierzyć się z takimi oczekiwaniami i nie dała sobie z tym rady. Tłumaczyła, że to nowy rodzaj presji, której nie spotkała. Od tamtego czasu odpadła w pierwszej rundzie w Berlinie z Magdaleną Fręch, w ćwierćfinale w Bad Homburg i po drugim meczu w Montrealu. Najlepiej poradziła sobie w Wimbledonie, zachodząc do najlepszej “ósemki”. Trzecia runda w Nowym Jorku to kolejny wynik poniżej oczekiwań jej oraz wszystkich kibiców i ekspertów, którzy wiosną widzieli w niej nową dominatorkę kobiecych rozgrywek.

    ‎Co dalej?

    ‎Mirra Andriejewa nie straciła nagle potencjału, wciąż jest jedna z najzdolniejszych od lat zawodniczek w tourze WTA. Tak jak obawy o jej kolejne starty są zapewne przesadzone, tak i przesadzone były głosy, że natychmiast przejmie pozycję numer jeden. W przypadku młodych zawodniczek naturalne są spadki formy. Najnowszy przykład to 18-letnia Victoria Mboko, która niedawno wygrała turniej WTA 1000 w Montrealu, a w US Open odpadła już w pierwszej rundzie.

    ‎Młoda Rosjanka i tak zaliczyła zdecydowanie najlepszy dotąd sezon w Wielkim Szlemie: czwarta runda Australian Open, ćwierćfinały w Paryżu oraz Londynie oraz trzecia runda US Open. Ten ostatni rezultat to najlepszy wśród jej wszystkich dotychczasowych w Nowym Jorku. Słabszy moment musiał się przydarzyć. Trudno jest w takim wieku cały czas iść do przodu, a występowanie w roli faworytki w porównaniu do underdoga to zupełnie inny rodzaj wyzwania. Przekonała się o tym chociażby Iga Świątek, gdy po triumfie w Roland Garros 2020 przeżyła w kolejnym roku kilka trudniejszych momentów, łącznie z igrzyskami w Tokio. Od Andriewej i jej otoczenia zależy tylko, czy w następnych sezonach rozwinie się podobnie jak nasza tenisistka, czy nie wykorzysta swoich możliwości.

  • ‎Świątek pokazała, jak się gra w tenisa! Zachowanie Rosjanki mówiło wszystko

    ‎Świątek pokazała, jak się gra w tenisa! Zachowanie Rosjanki mówiło wszystko

    ‎Świątek pokazała, jak się gra w tenisa! Zachowanie Rosjanki mówiło wszystko

    ‎Iga Świątek w ćwierćfinale US Open! Nasza tenisistka okazała się lepsza od Rosjanki Jekateriny Aleksandrowej 6:3, 6:1. To był absolutny popis ze strony naszej tenisisistki! Rywalka w przedostatnim gemie zareagowała wymownie.

    ‎Iga Świątek (2. WTA) pokonała Rosjankę Annę Kalińską (29.) 7:6, 6:4 i awansowała do czwartej rundy US Open. W poniedziałek w kolejnym spotkaniu zmierzyła się z rodaczką Kalińskiej – Jekateriną Aleksandrową (12.). Ta w ostatnim meczu rozbiła Niemkę Laurę Siegemund (52.) 6:0, 6:1.

    ‎Początek tego meczu był wyrównany, ale i nerwowy. Najpierw Rosjanka została przełamana, bo słabo serwowała i Polka świetnie grała na returnie, pokazywała duże walory ofensywne. Po chwili nasza tenisistka popełniła dwa podwójne błędy serwisowe i nastąpił remis (1:1).

    ‎Świetny set Świątek

    ‎- Widać, że szanują się wzajemnie, dobrze się znają, dużo zagadek w tym meczu, jak sobie dziś poradzą, która którą zaskoczy – przyznał komentator Eurosportu Lech Sidor. Przy stanie 3:3 Aleksandrową najpierw zaskoczyła nasza tenisistka, a potem Rosjanka już samą siebie.

    ‎W siódmym gemie Polka zaczęła od kapitalnego woleja. – Mistrzowskie zagranie! – komentowała Justyna Kostyra. Po chwili nastąpiły dwa błędy Rosjanki, po jednym z nich wyglądała na wyraźnie niezadowoloną. – No proszę, gestami przedrzeźnia własne zagranie – zauważył Sidor. W konsekwencji Jekaterina Aleksandrowa została przełamana, w czym pomogła Idze Świątek. Rosjanka miała otwarty kort po dobrym serwisie, chciała zagrać tuż za siatkę, ale piłka została na jej stronie. Kibice byli zaskoczeni, Rosjanka złapała się za głowę.

    ‎W kolejnym gemie 12. rakieta świata znów zachowała się irracjonalnie – odłożyła rakietę, „posędziowała”, bo była pewna, że serwis Świątek okazał się autowy. Nie był, a Polka posłała potem jeszcze jednego asa i podwyższyła na 5:3. Jakby tego było mało, przy swoim serwisie Aleksandrowa prowadziła następnie 40:15, a i tak nie zdołała dojść na 4:5. Popełniła dwa kolejne podwójne błędy serwisowe, rozłożyła szeroko ręce w kierunku swojego trenera. Mentalnie wyglądała na lekko rozbitą.

    ‎Iga Świątek w ćwierćfinale!

    ‎Drugi set zaczął się świetnie dla Igi Świątek. Jej bekhendy siały spustoszenie w grze Jekateriny Aleksandrowej. Rosjanka nie wiedziała, jak zatrzymać Polkę. Po chwili przegrywała już 1:3. – Coraz więcej dyskusji, narzekań, ale to nie nasz problem – zauważyli komentatorzy. Aleksandrowa liczyła pewnie, że to spotkanie będzie bardziej zacięte. W końcu korty twarde to jej ulubione warunki do gry w tenisa, rok temu na tej nawierzchni w Miami pokonała Świątek w czwartej rundzie. Tym razem jednak nasza zawodniczka tak dobrze poruszała się, że rywalka nie miała jak ją zaskoczyć.

    ‎Zrobiło się 4:1 dla rozpędzonej faworytki. Cały czas naciskała przeciwniczkę, sama nie popełniała prawie żadnych błędów. Aleksandrowa już straciła wiarę w zwycięstwo, widzieliśmy z jej strony kolejny podwójny błąd, po którym kręciła głową z irytacji. To był popis naszej zawodniczki, która wygrała całe spotkanie 6:3, 6:1. Od stanu 3:3 w pierwszej partii Świątek dominowała, a Aleksandrowa praktycznie nie istniała na korcie. Mecz trwał zaledwie godzinę i pięć minut.

    ‎Znany portal sportowy Sportskeeda przewidywał przed meczem zwycięstwo naszej tenisistki. – Świątek jest zdecydowaną faworytką. Jej gra jest stworzona do rywalizacji na kortach twardych: mocny topspin z linii końcowej, forehand, który dyktuje przebieg wymian, i ruch pozwalający z łatwością przekuć obronę w atak – argumentowali. Eksperci nie pomylili się, to był pokaz świetnej gry ze strony Igi Świątek. Wielu spodziewało się pewnie w poniedziałek bardziej zaciętego spotkania.

  • ‎‎Iga Świątek zdeklasowała Jekaterinę Aleksandrową. Polka z awansem do ćwierćfinału US Open

    ‎‎Iga Świątek zdeklasowała Jekaterinę Aleksandrową. Polka z awansem do ćwierćfinału US Open

    ‎‎Iga Świątek zdeklasowała Jekaterinę Aleksandrową. Polka z awansem do ćwierćfinału US Open

    ‎W poniedziałek tuż po godz. 19:00 czasu polskiego na korcie Louis Armstrong Stadium rozpoczęła się rywalizacja z udziałem Igi Świątek o ćwierćfinał US Open. Rywalką naszej reprezentantki w batalii o miejsce w najlepszej “4” okazała się Jekaterina Aleksandrowa. Od momentu, gdy Rosjanka zanotowała kuriozalny błąd w siódmym gemie pierwszego seta, raszynianka złapała rytm, do którego rywalka nie była w stanie się dostosować. Ostatecznie wiceliderka rankingu wygrała spotkanie 6:3, 6:1.

    ‎Iga Świątek dotarła do czwartej rundy US Open w grze pojedynczej po dwóch wymagających pojedynkach. Na “dzień dobry” Polka pewnie pokonała Emilianę Arango w 60 minut, ale później zaczęły się schody. W drugiej rundzie niespodziewane problemy naszej reprezentantce sprawiła Suzan Lamens. Raszynianka musiała rozegrać trzeciego seta z Holenderką, ale ostatecznie zakończyła go na swoją korzyść wynikiem 6:4. Problemy 24-latki widniały także podczas jej potyczki z Anną Kalinską. Rosjanka prowadziła już 5:1 w premierowej partii, miała w sumie cztery setbole. Mimo to mistrzyni tegorocznego Wimbledonu odwróciła losy pierwszej odsłony i wygrała spotkanie 7:6(2), 6:4, pokonując tenisistkę z Moskwy po raz drugi w ciągu kilkunastu dni.

    ‎Wiceliderka rankingu pozostała na ścieżce rosyjskich rywalek. Kolejną przeciwniczką turniejowej “2” okazała się bowiem Jekaterina Aleksandrowa. Tenisistka z Czelabińska prezentowała wysoką formę w ostatnich dniach, w dodatku w przeszłości potrafiła ogrywać naszą reprezentantkę. Posiada niewygodny styl z perspektywy 24-latki, gra szybko i płasko. Zanosiło się zatem na kolejne wyzwanie dla raszynianki.

    ‎US Open: Iga Świątek kontra Jekaterina Aleksandrowa w czwartej rundzie

    ‎Mecz rozpoczął się od serwisu Aleksandrowej. Nasza reprezentantka od razu starała się wywierać presję na Rosjance. Po kapitalnym returnie z bekhendu wzdłuż linii Świątek wygenerowała sobie trzy szanse z rzędu na przełamanie. Pierwsze dwie nie zostały wykorzystane, ale przy trzeciej uśmiechnęło się szczęście do Igi. Po jednym z zagrań Jekateriny piłka zahaczyła o taśmę i poleciała do góry. Polka wykorzystała to spowolnienie i zmusiła przeciwniczkę do pomyłki. Dzięki temu już na starcie doszło do breaka. Po zmianie stron swoje problemy miała raszynianka. Popełniła aż dwa podwójne błędy serwisowe, które w dalszej fazie poskutkowały okazjami dla przeciwniczki. Już po pierwszym z nich tenisistka z Czelabińska wyrównała na 1:1.

    ‎Następne rozdania przebiegały pod dyktando serwujących zawodniczek. Kolejny przełomowy moment nastał w siódmym gemie. Świątek rozpoczęła go kapitalnie, od fenomenalnego stop woleja zagrywanego niemal tyłem do siatki. Później Iga szła za ciosem i zrobiło się 15-40 z perspektywy podającej Aleksandrowej. Wydawało się, że Jekaterina w łatwy sposób zlikwiduje pierwszego break pointa, ale wtedy wydarzyło się coś, co trudno wytłumaczyć. Z takiej pozycji, jak na załączonym poniżej obrazku, Rosjanka zagrała w taśmę i doszło do przełamania na korzyść raszynianki.

    ‎Po zmianie stron weszły do gry nowe piłki. I wiceliderka rankingu WTA doskonale to wykorzystała. Rozegrała najlepszego gema w meczu przy własnym podaniu, pojawiały się asy. Bez straty punktu wyszła na 5:3. Dziewiąte rozdanie okazało się ostatnim w premierowej odsłonie. Aleksandrowa prowadziła 40-15, ale potem się pogubiła. Pojawiły się m.in. dwa podwójne błędy serwisowe z rzędu i dzięki temu Iga miała setbola. A przy nim Jekaterina zaliczyła pomyłkę w trakcie wymiany i partia dobiegła końca. Rosjanka bezradnie rozkładała ręce, a raszynianka cieszyła się z wyniku 6:3.

    ‎Drugi set zapoczątkowała Świątek. Nasza reprezentantka kontynuowała bardzo dobrą serię i wygrała piąty gem z rzędu. Była nawet okazja na szóstego, gdyż po świetnym zagraniu pojawił się break point na 2:0. Ostatecznie tenisistka z Czelabińska wyszła z opresji i doprowadziła do wyrównania. Nie zrobiło to jednak wrażenia na Idze. W następnych minutach Polka kontynuowała świetną grę i dominowała na korcie. Wiceliderka rankingu zgarniała kolejne gemy, prezentowała się bardzo solidnie w trakcie wymian. Po tym, jak Aleksandrowa popełniła podwójny błąd serwisowy na koniec szóstego rozdania, zrobiło się 5:1 dla mistrzyni tegorocznego Wimbledonu.

    ‎24-latka serwowała po awans do ćwierćfinału US Open. Wtedy zobaczyliśmy jeszcze zryw ze strony Jekateriny. Rosjanka, która nie miała już nic do stracenia, zaczęła sobie generować kolejne break pointy. Świątek wybroniła jednak trzy okazje na przełamanie i doczekała się meczbola. Już po premierowej szansie zagwarantowała sobie zwycięstwo 6:3, 6:1 po 64 minutach walki. O awans do najlepszej “4” powalczy z Amandą Anisimovą lub Beatriz Haddad Maią.