• “Nie obwiniajmy Roiga”. Dlatego Świątek odpadła z Rolanda Garrosa

    “Nie obwiniajmy Roiga”. Dlatego Świątek odpadła z Rolanda Garrosa

    Iga Świątek uległa Marcie Kostiuk 5:7, 1:6 w czwartej rundzie Rolanda Garrosa. – Nie obwiniałbym trenera Francisco Roiga. Podobnych spotkań w wykonaniu Igi widzieliśmy więcej. Choć będę się upierał, że to był jeden z najsłabszych występów naszej tenisistki w ostatnich miesiącach, szczególnie drugi set – mówi Sport.pl Maciej Łuczak, komentator Canal+ Sport.

    Analizując przyczyny tej dotkliwej porażki, trudno nie zacząć od dyspozycji serwisowej, która w starciu z tak dobrze dysponowaną rywalką okazała się niepewna. Maciej Łuczak, komentator Canal+ Sport, nie ma wątpliwości co do źródeł problemów Polki.

    – Iga zagrała dużo poniżej swojego poziomu. Z czysto tenisowego punktu widzenia zabrakło lepszego podania. Zbyt rzadko trafiała pierwszym serwisem, zwłaszcza w kluczowych momentach, a drugie podanie atakowała Kostiuk. Podobną taktykę starała się stosować Magda Linette [w trzeciej rundzie w Paryżu przegrała z Igą – przyp. red.], ale w grze Ukrainki było po prostu więcej jakości. Potem pojawiły się jeszcze podwójne błędy serwisowe Igi, zbyt wiele niedokładności z forhendu. Nie było niczego pozytywnego, na czym mogłaby się oprzeć – wskazuje Łuczak.

  • “Iga kochała tenis. Teraz gra, bo musi”. Druzgocąca diagnoza dla Świątek

    “Iga kochała tenis. Teraz gra, bo musi”. Druzgocąca diagnoza dla Świątek

    Oglądałaś mecz Igi Świątek z Martą Kostiuk. Jak oceniasz to, co Polka pokazała na korcie, zdominowana w drugim secie przez Ukrainkę?

    Iwona Kuczyńska: – Iga w pierwszym secie grała dobrze, na samym początku, do przełamania na 5:4 grała solidnie. A potem skończyła się jej gra. Zwrócę uwagę, że Kostiuk ostatnio gra bardzo dobrze, w dodatku ma super trenerkę Sandrę Zaniewską, osobę bardzo mądrą z bardzo dobrym podejściem. Po wszystkich ostatnich meczach z jej udziałem wiedziałam, że to będzie bardzo trudny mecz, bardzo ciężki do wygrania. Do tego Ukrainka zagrała bardzo dobre przeciwko Idze.

    Ale czy na pewno Kostiuk zagrała aż tak bardzo dobrze? Bo ja w pierwszym secie widziałem masę stresu i wiele błędów z obu stron.

    – No tak, w całym meczu Kostiuk miała blisko 30 niewymuszonych błędów, a Iga aż prawie 40. Brała za dużo ryzyka, bo wiedziała, że musi to robić, bo rywalka rusza się bardzo dobrze. Więc to samo w sobie jeszcze nie było takie złe. Złe było natomiast to, że psuła piłki, które mogła wygrać, a ich nie wygrała. Na tym poziomie dziewczyny grają dobrze, w dodatku Kostiuk porusza się bardzo dobrze, dochodzi do każdej piłki i bardzo umiejętnie się broni oraz idzie do przodu. Szczerze mówiąc byłabym zdziwiona, gdyby Iga wygrała ten mecz.

    Wielu pokładało nadzieję w tym, że powrót na jej ulubioną nawierzchnię znów wywoła coś magicznego.

    – Ty mówisz nadzieja. A w tenisie nie ma nadziei, na niej nie można budować. Ona musiała ten mecz wygrać sposobem, a nie mieć nadzieję, że na mączce sobie poradzi. Ale masz rację w tym, że gra Igi teraz wygląda tak, jakby właśnie miała głównie nadzieję, że coś się poprawi. W tenisie tak nie ma. Pozostałe dziewczyny są coraz lepsze, a doskonały przykład to Kostiuk. Ona wiedziała jak grać i miała plan. Wiedziała, żeby cały czas atakować drugi serwis. Więc jak Iga nie ma pierwszego serwisu, to przegrywa swoje gemy serwisowe, bo rywalka będzie siedzieć na każdym drugim serwisie. Na każdym! Jeszcze w pierwszym secie Iga próbowała wkładać ten pierwszy serwis, jak przegrała 2-3 piłki po drugim serwisie. Ale potem co się zrobiło, gdy Kostiuk zaatakowała jej drugi serwis? Popełniała podwójne błędy, bo miała presję. I to jest normalne, to znaczy dziewczyna bardzo mądrze grała przeciwko Idze.

    Ten mecz i jednocześnie cały turniej pokazały, że nawet mając takiego trenera jak Francisco Roig plus spojrzenie mentora jak Rafa Nadal, nie da się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wrócić do pamiętnego, a zarazem coraz odleglejszego dominującego grania. Widać, że problem jest bardzo złożony i to jest długi proces.

    – Iga mogłaby nawet wziąć Nadala, żeby siedział w boksie, a to i tak nie znaczyłoby, że wygra. Ona może mieć nawet najlepsze nazwisko na świecie, ale to też nie musi wystarczyć. To wszystko musi wyjść od niej. Iga za bardzo słucha wszystkich, a to ona musi decydować na korcie i czuć to, co ludzie mówią jej, by robiła. Tymczasem w meczu z Kostiuk nie miała żadnego planu. Ja nie widziałam żadnego planu jej gry.

    Planu B nie było na pewno. Może był plan A.

    – Nie, nic. Tak samo uderzała piłki, ale nic nie zmieniła. Problem jest taki, że ona nie ma planu awaryjnego, bo nawet plan A jest już zbyt surowy, czyli rozszyfrowany i przewidywalny. Dlatego nie jestem zdziwiona, a już na pewno nie zaszokowana, że przegrała szybko w dwóch setach. Kostiuk gra teraz bardzo dobrze i według mnie może być nawet zwyciężczynią.

    Co ty byś w tej chwili doradziła Idze Świątek? Widzisz rzecz lub element, który ewidentnie rzuca ci się w oczy?

    – (chwila ciszy) Zauważyłeś ten moment, jak Kostiuk zaczęła tańczyć na korcie?

    No pewnie.

    – Chciałabym zobaczyć Igę taką, gdy jej idzie. Chcę ją widzieć rozluźnioną. Wiesz, co ja widzę u Kostiuk? Ona po prostu znowu zaczyna kochać tenis. Rumunka Sorana Cirstea powiedziała teraz to samo po awansie do ćwierćfinału. Dokładnie to samo, że uwielbia ten sport. Bez presji, bez niczego.

    A w Świątek teraz tej miłości nie widzisz?

    – Nie. Ona wygląda tak, że gra, bo musi, a nie dlatego, bo kocha tenis. Ona kochała tenis, a teraz gra, bo musi. Ma cały czas presję. Wiesz, presja jest dobra, ale to musi być presja pozytywna. Niech ona znów zakocha się w tenisie, by chciała, a nie że teraz musi iść trenować więcej. Tak, trenuj, ale nie więcej, lecz bardziej mądrze i inteligentnie. Tylko to musi wyjść od niej, dlatego to nie jest łatwe. Tu nie zrobi się lepiej od tego, że ona lepiej uderzy forhend. To jest w tej chwili za bardzo skomplikowane. Tam znów trzeba odbudować to, co było najczystszą miłością.

    Czyli dotykamy warstwy mentalnej.

    – To jest tylko mentalne. 99 procent u Igi to jest mentalność. Ona ma tenis, żeby wygrać nawet ten turniej, ona wciąż to ma, tylko gdzie to poszło? Gdzie to zaginęło? Może zmian wokół Igi musi być więcej, by odsłoniły coś, czego w tej chwili Iga nie potrafi dojrzeć?

    – Obecna Iga gra tak, jakby była w klatce, zamknięta jak ptak. Mówimy o pięknym ptaku, który chce rozwinąć skrzydła, ale jest uwięziony. Jeśli znajdzie ten moment, gdy ktoś otworzy dla niej furtkę, to będzie wygrywać jeszcze 5-10 turniejów Roland Garros. Nawet dzisiaj, gdyby była wolna mentalnie, jak wypuszczony ptak, może wygrać każdy turniej choćby, cholera, nie miała pierwszego serwisu. Ona ma takie zacięcie, jakie mało który człowiek ma w życiu. Jest pod tym względem wyjątkowa, unikatowa.

    Jeżeli jest tak, jak mówisz, to może ona po prostu musi w końcu choćby spróbować poszukać alternatywnego wsparcia mentalnego i psychologicznego?

    – A jeśli na taki krok nie jest gotowa, to musi choćby sama znaleźć siebie. Hipotetycznie, jeśli ja bym z nią zaczęła pracę, to wiesz co bym zrobiła? Cały czas bym ją pytała: dlaczego zagrałaś to? Dlaczego grasz tak? Co chciałabyś poprawić? Czego chciałabyś więcej grać? Skrótów, lobów, slajsików? Ona musi to zrozumieć sama, bo od jakiegoś czasu zrobiła się robotem. Dlatego wszyscy, gdy teraz na nią patrzą, mogą mówić: “ona nie myśli”. A może ona właśnie myśli za dużo, bo nie ma nic konkretnego i poukładanego. To wszystko trzeba złożyć w całość i konkretnie wiedzieć, co chce zagrać. Jak gra dobrze, to wciąż jest piękne. A gdy bywa pięknie, to bądź happy, uśmiechnij się czasami. Dziewczyno, uśmiechnij się, rozluźnij. Inaczej wszystko tłumi się w jej duszy. I jak dochodzi presja, bo rośnie stawka turnieju, to wszystko się rozwala.

    Rozmawiał w Paryżu – Artur Gac

    Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl
    Kobieta w fioletowej bluzie i białej czapce siedzi przy mikrofonie na konferencji prasowej Roland Garros 2026, z dłoniami przy szyi, przed nią znajduje się butelka wody mineralnej.

    Iga ŚwiątekMarcin CholewińskiNewspix.pl
    Tenisistka w sportowej koszulce bez rękawów i czapce z daszkiem, skupiona podczas meczu na korcie tenisowym.

    Iga ŚwiątekMarcin CholewińskiNewspix.pl

    Casper Ruud – Karen Khachanov. Skrót meczuPolsat Sport

  • “Ostatnia nadzieja”. Piszą o rywalce Chwalińskiej

    “Ostatnia nadzieja”. Piszą o rywalce Chwalińskiej

    Sensacyjne zwycięstwo nad Amandą Anisimovą sprawiło, że Diane Parry znalazła się w centrum uwagi mediów. Przed starciem z Mają Chwalińską piszą o niej jako o “ostatniej nadziei” gospodarzy na sukces w Paryżu.

    Dodaj tag Diane Parry do ulubionych
    Diane Parry będzie kolejną rywalką Mai Chwalińskiej w Roland Garros. Media określają 23-latkę mianem “ostatniej nadziei” gospodarzy w singlowej rywalizacji. Spośród wszystkich reprezentantów Francji, którzy rozpoczęli turniej, w grze pozostała już tylko ona.

    Autorzy tekstu przekonują, że wraz z rozpoczęciem drugiego tygodnia turnieju Parry stała się jedyną “lokalną bohaterką”, która wciąż może marzyć o sukcesie przed własną publicznością.

    Duże wrażenie zrobiło zwłaszcza jej zwycięstwo nad Amandą Anisimovą. Francuzka została przedstawiona jako zawodniczka, która “sensacyjnie” wyeliminowała rozstawioną z numerem szóstym Amerykankę i po raz pierwszy w karierze awansowała do czwartej rundy turnieju wielkoszlemowego.

    Przed meczem z Mają Chwalińską oficjalna strona Australian Open pisze o “realnej szansie na historię”. Jeśli Parry awansuje do ćwierćfinału, Francja drugi rok z rzędu będzie miała swoją przedstawicielkę w najlepszej ósemce Roland Garros.

    W artykule przypomniano również, że niewielu tenisistów może występować w Wielkim Szlemie rozgrywanym praktycznie “po sąsiedzku”. Parry dorastała bowiem w dzielnicy sąsiadującej z kompleksem Roland Garros.

    Zdaniem autorów wszystko zaczyna układać się po myśli 23-latki. Piszą oni nawet, że ma za sobą “cały kraj”, a okoliczności sprzyjają jej w walce o największy sukces w karierze.

    Oglądaj wybrane turnieje tenisowe online na Eurosport w Pilocie WP! Kibicuj razem z nami! (link sponsorowany)

  • Hit ze Świątek. Polska trenerka ukraińskiej gwiazdy nazwała Igę krótko

    Hit ze Świątek. Polska trenerka ukraińskiej gwiazdy nazwała Igę krótko

    Sandra Zaniewska przed meczem Marty Kostiuk z Igą Świątek: „To będzie znakomite widowisko”

    Przed jednym z najciekawszych spotkań tegorocznego Roland Garros trenerka Marty Kostiuk, Sandra Zaniewska, nie ma wątpliwości, że jej podopieczną czeka wyjątkowo trudne zadanie. Ukrainka znajduje się obecnie w znakomitej formie, ale po drugiej stronie siatki stanie Iga Świątek – zawodniczka od lat uznawana za królową kortów ziemnych.

    W rozmowie z Interią Zaniewska podkreśliła, że mimo świetnej dyspozycji Kostiuk to właśnie Polka pozostaje faworytką starcia.

    – Widzimy, że Iga w ostatnich tygodniach odzyskuje swój najlepszy tenis i z każdym kolejnym meczem prezentuje się coraz lepiej. Marta od dłuższego czasu nie przegrała spotkania na mączce, dlatego to zestawienie zapowiada się niezwykle interesująco. Z jednej strony zawodniczka będąca na fali zwycięstw, z drugiej specjalistka od tej nawierzchni. Mimo wszystko uważam, że to Iga pozostaje faworytką – oceniła szkoleniowiec.

    Zapytana o to, czy aktualna forma Kostiuk pozwala myśleć nawet o finale w Paryżu, Zaniewska przyznała, że w zespole nie wybiegają tak daleko w przyszłość.

    – Szczerze mówiąc, nigdy nie rozmawiałyśmy o finale. Nasze podejście jest bardzo proste – skupiamy się wyłącznie na najbliższym meczu. Tak działaliśmy podczas turniejów w Madrycie i Rzymie, i tak samo funkcjonujemy tutaj. Najważniejsze jest koncentrowanie się na rzeczach, które możemy kontrolować, a więc przede wszystkim na przygotowaniu do kolejnego spotkania – wyjaśniła.

    Trenerka została również zapytana o wymagające warunki atmosferyczne, które od początku turnieju dają się zawodniczkom we znaki. Jej zdaniem Kostiuk dobrze radzi sobie z wysokimi temperaturami.

    – Do tej pory wszystko przebiegało bez większych problemów. Po jednym z meczów Marta żartowała nawet, że ma nadzieję, iż nie będzie już musiała rywalizować w takich tropikalnych warunkach. Najtrudniejszy był dla niej pojedynek rozegrany w środku dnia, który dodatkowo okazał się bardzo długi. Na szczęście jest świetnie przygotowana fizycznie, dlatego takie wyzwania nie stanowią dla niej przeszkody nie do pokonania. Zawsze zakładamy możliwość gry w ekstremalnych warunkach i odpowiednio się do tego przygotowujemy – powiedziała.

    Zaniewska zwróciła także uwagę na element gry, z którego jest obecnie najbardziej zadowolona.

    – Najbardziej cieszy mnie to, że Marta potrafi znajdować rozwiązania w trakcie meczów. Nie zawsze wszystko funkcjonuje idealnie, czasem jedno uderzenie działa lepiej, inne gorzej. Ona jednak potrafi dostosować swoją grę do sytuacji i wybierać takie warianty, które dają jej największe szanse na zdobywanie punktów i odnoszenie zwycięstw – podkreśliła.

    Na koniec trenerka została zapytana o przygotowania taktyczne do meczu ze Świątek. Nie chciała zdradzać szczegółów, ale przyznała, że plan na spotkanie jest już opracowywany.

    – Nie ma jednego magicznego sposobu na Igę. Po każdym meczu analizujemy kolejną rywalkę i przygotowujemy konkretne założenia. Marta otrzymuje ode mnie informacje krok po kroku, a podczas treningów pracujemy nad elementami, które mogą okazać się kluczowe w nadchodzącym spotkaniu. Oczywiście szczegółów nie zdradzę, ale jesteśmy w trakcie dopracowywania wszystkich najważniejszych aspektów – zakończyła Zaniewska.

    Pojedynek Marty Kostiuk z Igą Świątek zapowiada się jako jedno z najciekawszych wydarzeń czwartej rundy Roland Garros. Zmierzą się dwie zawodniczki będące w bardzo dobrej dyspozycji, a stawką będzie awans do ćwierćfinału wielkoszlemowej imprezy w Paryżu.

  • Sabalenka walczyła o hit w 4. rundzie z Osaką. Szybki pojedynek na Court

    Sabalenka walczyła o hit w 4. rundzie z Osaką. Szybki pojedynek na Court

    W pierwszym sobotnim meczu na Court Suzanne-Lenglen zobaczyliśmy w akcji Naomi Osakę. Japonka wywalczyła awans do czwartej rundy Roland Garros po 178 minutach walki. W tym momencie znaleźliśmy się o jeden krok od kolejnego starcia Japonki z Aryną Sabalenką. Białorusinka wyszła po chwili na tę samą arenę, by rywalizować o możliwość potyczki z tenisistką z Azji. Przeciwniczką liderki rankingu WTA była Daria Kasatkina. Spotkanie nie potrwało zbyt długo. Rozstrzygnięcie nastąpiło już po 76 minutach.
    Aryna Sabalenka rywalizowała o awans do czwartej rundy Roland Garros

    Aryna Sabalenka rywalizowała o awans do czwartej rundy Roland GarrosMUSTAFA YALCIN / ANADOLU / Anadolu via AFPAFP

    Aryna Sabalenka i Naomi Osaka awansowały do trzeciej rundy Roland Garros bez straty seta. Dzięki temu coraz bardziej “pachniało” rewanżem za ich pojedynek sprzed kilku tygodni, jaki panie rozegrały w Madrycie. Najpierw jednak obie musiały odnieść po jeszcze jednym zwycięstwie – na drodze Białorusinki znalazła się Daria Kasatkina, a Japonkę czekało starcie z Ivą Jovic.

    Na papierze trudniejsze wyzwanie miała zawodniczka z Azji. To ona jako pierwsza wyszła dzisiaj na Court Suzanne-Lenglen i przez 178 minut rywalizowała z Amerykanką. Ostatecznie triumfowała 7:6(5), 6:7(3), 6:4. Potem na arenę wkroczyła tenisistka z Mińska. Liderka rankingu WTA zmierzyła się z Darią Kasatkiną. Jeszcze nie tak dawno widzieliśmy reprezentantkę Australii w okolicach TOP 10 kobiecego zestawienia. Obecnie plasuje się znacznie niżej, bo na 53. pozycji.

    Roland Garros: Aryna Sabalenka kontra Naomi Osaka w trzeciej rundzie

    Mecz rozpoczął się od serwisu Sabalenki. Tenisistka z Mińska nie straciła punktu w pierwszym gemie. Po zmianie stron zanosiło się na podobną odpowiedź ze strony Kasatkiny. Reprezentantka Australii prowadziła 40-0 i od tamtego momentu nastąpił zwrot akcji. Aryna nie tylko doprowadziła do równowagi, ale w dalszej fazie kolekcjonowała kolejne break pointy. Po trzecim wyszła na 2:0.

    Następnie Białorusinka potwierdziła przewagę, mimo że przegrywała 15-30 przy swoim serwisie. Liderka rankingu dominowała także w następnym fragmencie. W trakcie szóstego rozdania wydawało się, że Daria zapisze na swoim koncie honorowe “oczko” w tej partii. Znów posiadała wynik 40-0, ale tak jak w drugim gemie – nie uniknęła przełamania. Po drugim setbolu i 25 minutach gry turniejowa “1” spuentowała premierową odsłonę rezultatem 6:0.

    Łatwo wygrany set wyraźnie rozluźnił Sabalenkę na starcie drugiej części spotkania. Kasatkina już na “dzień dobry” zgarnęła przełamanie, potem wyszła na 2:0. Reprezentantka Australii nieco bardziej uwierzyła, że może dzisiaj postawić się liderce rankingu. Aryna doprowadziła do wyrównania na 2:2, ale dalsza faza partii ciągle była interesująca. W trakcie piątego rozdania Daria posiadała piłkę na 3:2. Ostatecznie tenisistka z Mińska dorzuciła trzecie “oczko” z rzędu.

    Potem 53. rakieta świata konsekwentnie dotrzymywała kroku rywalce. Taki stan rzeczy utrzymywał się aż do dwunastego gema. Wtedy Kasatkina nie dźwignęła presji, dała się zdominować. Po 76 minutach walki Aryna wykorzystała drugiego z trzech meczboli i pokonała Darię 6:0, 7:5. Tym samym czeka nas trzecie bezpośrednie starcie Sabalenki z Osaką w tym sezonie. Pięć tygodni temu w Madrycie, Japonka wygrała pierwszego seta po tie-breaku, ale w całym meczu zwyciężyła Białorusinka – 6:7(1), 6:3, 6:2. Zobaczymy, co się wydarzy podczas batalii o ćwierćfinał paryskiego Szlema.
    Zawodniczka tenisowa w sportowym stroju z zaciśniętą pięścią w geście triumfu na korcie.

    Aryna SabalenkaFILIPPO MONTEFORTEEast News
    Daria Kasatkina

    Daria KasatkinaNoushad Thekkayil / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Kobieta w sportowym stroju i czapce z daszkiem stoi na korcie tenisowym podczas meczu.

    Naomi Osaka, Paryż 2026MUSTAFA YALCIN/ANADOLUAFP

    Świątek pokonuje Osakę.

  • Tata Mai Chwalińskiej zaczął mówić o depresji. Ujmujące sceny tuż za kortem

    Tata Mai Chwalińskiej zaczął mówić o depresji. Ujmujące sceny tuż za kortem

    Dwójka rodziców i dwa odmienne style przeżywania meczów. Tomasz Chwaliński: “Powiem panu, że w moim wnętrzu bardzo się nie kotłowało, nie było jakiegoś wielkiego stresu”. Marcela Chwalińska: “Udało jej się dzisiaj. Ja naprawdę nie przypuszczałam, w najśmielszych myślach, że ona to zrobi. Jestem z niej tak dumna, że brak mi słów”. Interia tuż po spotkaniu odbyła rozmowę z najbliższymi naszej nowej bohaterki nie tylko tenisowej, ale i sportowej Polski.

    Maja Chwalińska, obok jej rodzice Tomasz i MarcelaDIMITAR DILKOFF/AFP / Artur GacPUSTE

    Maja Chwalińska nie blefowała, mówiąc nam po poprzednich meczach, że jej rodzicach diametralnie inaczej przeżywają mecze. O tacie, że potrafi ze spokojem śledzić spotkania, natomiast mama nie wytrzymuje nerwowo. Nawet napomknęła o tym, że tak ją ściska w brzuchu, że chce jej się wymiotować.

    Tomasz Chwaliński: Depresja, kontuzje. Na szczęście wszystko przeszło

    Korespondent Interii miał okazję przekonać się o tym tuż po spotkaniu 24-latki z Marią Sakkari, którego stawką był awans do czwartej rundy Rolanda Garrosa. Po kapitalnym odwróceniu losów meczu po pierwszym secie, ręce same składały się do oklasków, bo długimi fragmentami zabawa Polki na korcie z Greczynką przypominała sparing i wciągnięcie rywalki na karuzelę.

    Chwalińskiej brakowało słów, by z wysokości kortu opisać to, co w tym momencie czuje. Emocje “wylewały” się także z twarzy obojga rodziców. Oboje, chwilę po tym, jak nieco przetrawili wydarzenia na korcie, stanęli ze mną do rozmowy.

    Tomasz Chwaliński: – Wierzyłem, że córka tego dokona, choć gdyby nie dała rady, to też bym to potrafił zaakceptować. Taki jest sport i tak staram się do tego podchodzić. Czuję wielką satysfakcję, bo startowała tutaj z pozycji underdoga, a cały czas przesuwa poprzeczkę. Maja nigdy nie bała się grać z zawodniczkami wyżej notowanymi i sławniejszymi. Raczej nie miała takiej tremy, zamiast stresu to wyzwala w niej dodatkowe siły – twierdzi ojciec zawodniczki klubu BKT Advantage Bielsko-Biała.

    Przyznał jednak, że obawiał się tylko jednego. – Chodziło o to, czy nie zabraknie jej sił, czy fizycznie da sobie radę. Tego troszeczkę obawialiśmy się w tych warunkach, a dla niej to już był szósty mecz – mówi rodzic.

    Jego zdaniem w pierwszym secie nie tylko Sakkari podyktowała zbyt dobre warunki, a również Maja jeszcze nie grała na swoim poziomie. – Jakby jeszcze nie weszła w mecz, była trochę spóźniona do uderzeń i z twarzy wyglądało mi tak, jakby nie mogła złapać oddechu. To tylko moje wrażenie, ja nie jestem trenerem tenisa. Tym większa chwała, że poszła w górę i jest w takiej fazie turnieju – ucieszył się pan Tomasz.

    Poruszył się na wspomnienie, że jego córka wielokrotnie wstawała z kolan, a byli też tacy, którzy już ją powoli skreślali. – Powiedziałbym, że pecha już ma za sobą. W pierwszej części kariery miała tyle kontuzji, których się nie spodziewaliśmy. Były różne perypetie, o tym każdy wie. Przecież była depresja, do tego jedna kontuzja za drugą. Na szczęście wszystko przeszło i idzie dobrą drogą. Zawsze w to wierzyliśmy i zresztą Maja też – przypomniał.

    Pytany o sufit możliwości w tym turnieju, odparł: – Ja zawsze tak mówię. Jestem wiecznym optymistą, u mnie szklanka zawsze jest do połowy pełna – zawyrokował Tomasz Chwaliński.

    Z Paryża – Artur Gac

    Tenisistka w jasnozielonej koszulce trzyma rakietę i uśmiechając się macha ręką, stojąc na kortcie ziemnym.

    Maja ChwalińskaCHOLEWINSKI MARCINNewspix.pl
    Tenisistka w zielonej koszulce trzymająca rakietę, w trakcie przerwy podczas meczu na korcie ziemnym.

    Maja ChwalińskaCHOLEWINSKI MARCINNewspix.pl

    Frances Tiafoe – Andrea Pellegrino. Skrót meczu

  • Sabalenka czekała, thriller Osaki. 178 minut i taka reakcja Wiktorowskiego

    Sabalenka czekała, thriller Osaki. 178 minut i taka reakcja Wiktorowskiego

    Oto przeredagowana wersja artykułu po polsku:

    Podczas gdy polscy kibice z zapartym tchem śledzili występ Mai Chwalińskiej w walce o awans do czwartej rundy Rolanda Garrosa, na korcie Suzanne-Lenglen rozgrywał się równie emocjonujący spektakl. Naomi Osaka i Iva Jovic stworzyły widowisko, które trwało blisko trzy godziny i trzymało w napięciu do ostatnich piłek. Zwycięsko z tej batalii wyszła Japonka, a jej sukces wywołał ogromną radość w sztabie szkoleniowym, na czele z Tomaszem Wiktorowskim.

    Osaka przyjechała do Paryża po bolesnym doświadczeniu z turnieju WTA 1000 w Rzymie. W czwartej rundzie została tam zdecydowanie pokonana przez Igę Świątek 2:6, 1:6. Sama przyznała później, że tak wyraźna porażka zachwiała jej pewnością siebie. Roland Garros stał się więc dla niej okazją do odbudowania formy i wiary we własne możliwości.

    Początek francuskiego turnieju był dla czterokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej bardzo udany. W pierwszych dwóch rundach nie straciła nawet seta, pokonując najpierw Laurę Siegemund, a następnie Donnę Vekić. Dzięki temu znalazła się o krok od potencjalnego hitowego starcia z Aryną Sabalenką w czwartej rundzie.

    Aby jednak doszło do takiego pojedynku, Osaka musiała najpierw uporać się z Ivą Jovic. Zadanie nie należało do łatwych. Obie tenisistki sąsiadują ze sobą w rankingu WTA – Japonka zajmuje 16. miejsce, natomiast Amerykanka plasuje się tuż za nią. Różnica poziomów była więc minimalna, co znalazło odzwierciedlenie na korcie.

    Pierwszy set od początku był niezwykle wyrównany. Obie zawodniczki pewnie utrzymywały swoje podania, a pierwsze większe emocje pojawiły się w piątym gemie. Wówczas Jovic wykorzystała szansę na przełamanie i objęła prowadzenie. Osaka szybko jednak odrobiła straty, a następnie wyszła na prowadzenie. Końcówka partii dostarczyła kolejnych zwrotów akcji. Japonka miała swoje okazje do zamknięcia seta jeszcze przed tie-breakiem, lecz dopiero w decydującej rozgrywce zdołała przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Wykorzystując piątego setbola, wygrała pierwszą odsłonę 7:6(5).

    Drugi set był równie zacięty. Jedyne przełamania miały miejsce w trzecim i czwartym gemie. Najpierw przewagę zdobyła Osaka, ale chwilę później Jovic odpowiedziała tym samym. W dalszej części żadna z zawodniczek nie potrafiła przełamać rywalki, choć Amerykanka wywierała coraz większą presję. O losach seta ponownie przesądził tie-break, tym razem całkowicie zdominowany przez Jovic. Amerykanka wygrała go 7:3, doprowadzając do decydującej trzeciej partii.

    W ostatnim secie przez długi czas żadna z tenisistek nie była w stanie wypracować sobie break pointa. Wszystko zmieniło się dopiero w dziesiątym gemie. Jovic serwowała, by pozostać w meczu, i prowadziła już 30:15. Od tego momentu nie zdobyła jednak ani jednego punktu. Nerwowa końcówka i kilka błędów Amerykanki pozwoliły Osace przejąć inicjatywę i zakończyć spotkanie na swoją korzyść.

    Po ostatniej piłce Japonka natychmiast spojrzała w stronę swojego boksu. Wśród członków jej sztabu znajdował się Tomasz Wiktorowski, który nie krył ogromnej radości. Polski szkoleniowiec zacisnął pięść i żywiołowo świętował zwycięstwo swojej podopiecznej.

    Po 178 minutach pełnych emocji Naomi Osaka triumfowała 7:6(5), 6:7(3), 6:4 i awansowała do czwartej rundy Roland Garros. Teraz przed nią kolejne wielkie wyzwanie. Jej następną rywalką będzie zwyciężczyni pojedynku pomiędzy Aryną Sabalenką a Darią Kasatkiną. Jeśli dojdzie do starcia z liderką światowego rankingu, kibice mogą liczyć na jeden z najciekawszych meczów tej fazy turnieju.

  • Wzruszony trener Chwalińskiej powiedział w emocjach prawdę. Łzy w oczach

    Wzruszony trener Chwalińskiej powiedział w emocjach prawdę. Łzy w oczach

    Trener Mai Chwalińskiej nie krył wzruszenia po kolejnym znakomitym występie swojej podopiecznej na kortach Rolanda Garrosa. Jaroslav Machovsky przyznał, że po meczu z Marią Sakkari zabrakło mu słów, by opisać to, czego dokonała Polka.

    – Zagrała fantastyczne spotkanie. Widać było, że momentami brakowało jej energii, ale trudno uwierzyć, jak szybko potrafi ją odzyskać. Nie wiem, skąd w tym niewielkim organizmie bierze się tyle siły – mówił poruszony szkoleniowiec, który po meczu, cały zlany potem i w swojej charakterystycznej czapce będącej już niemal talizmanem, z dumą opowiadał o sukcesie zawodniczki.

    Czeski trener współpracujący z Chwalińską w klubie BKT Advantage Bielsko-Biała podkreślał, że był pod ogromnym wrażeniem tego, jak jego podopieczna poradziła sobie z wymagającą rywalką. Dla 24-letniej tenisistki było to już szóste spotkanie podczas tegorocznego turnieju w Paryżu, a mimo to potrafiła narzucić swoje warunki gry i zdominować znaną ze znakomitego przygotowania fizycznego Greczynkę.

    Zdaniem Machovskiego początek meczu nie wynikał z konieczności poznawania stylu gry przeciwniczki. Obie zawodniczki miały już okazję rywalizować ze sobą rok wcześniej, dlatego Chwalińska dobrze wiedziała, czego może się spodziewać.

    – Majka od początku miała plan na ten mecz. Problemem nie była taktyka, lecz energia. Jej uderzenia nie miały odpowiedniej dynamiki, wszystko było nieco za wolne. Kiedy jednak odzyskała świeżość i zaczęła grać swobodniej, przebieg spotkania całkowicie się zmienił – tłumaczył szkoleniowiec.

    Według niego przełomowym momentem był początek drugiej partii. Sakkari popełniła kilka błędów, a Polka wprowadziła drobne korekty do swojej gry.

    – Maja zaczęła częściej korzystać z forhendu i od tego momentu mecz wyglądał już zupełnie inaczej – podkreślał trener.

    Awans do czwartej rundy oznacza dla Chwalińskiej wejście do drugiego tygodnia wielkoszlemowego turnieju, a przed nią walka o miejsce w ćwierćfinale. Machovsky nie ukrywa, że szczególnie imponuje mu sposób, w jaki jego zawodniczka radzi sobie z ogromnym obciążeniem. Jeszcze przed rozpoczęciem rywalizacji w głównej drabince musiała bowiem przejść przez trzy rundy kwalifikacji.

    – To naprawdę niezwykłe. Teraz najważniejsza będzie regeneracja. Trzeba odzyskać siły przed kolejnym spotkaniem i zobaczyć, jak organizm zareaguje. Niezależnie od tego, co wydarzy się dalej, już teraz można mówić o wielkim sukcesie – zaznaczył Czech, przypominając, jak ważnym osiągnięciem było już samo zwycięstwo nad Kateriną Siniakovą w pierwszej rundzie.

    Machovsky przyznał również, że spodziewał się po Marii Sakkari nieco więcej. W jego opinii Greczynka nie wykorzystała wszystkich możliwości, jakie dawała sytuacja.

    – Wiedziała, że Maja ma za sobą bardzo wiele godzin spędzonych na korcie i mogła spróbować inaczej rozegrać ten mecz. Moim zdaniem nie do końca dobrała odpowiednią taktykę. Ale to już sprawa jej i jej sztabu szkoleniowego – stwierdził z uśmiechem.

    Szkoleniowiec nie obawia się także wyzwań związanych z występami na największych arenach turnieju. Jak przypomina, jego podopieczna od dawna doskonale odnajduje się na dużych kortach i przy licznie zgromadzonej publiczności.

    – Maja uwielbia takie warunki. Już w kwalifikacjach grała na korcie Suzanne Lenglen przy pełnych trybunach i świetnie sobie z tym poradziła. Duże obiekty dodatkowo ją mobilizują – zaznaczył.

    Zapytany o to, jak daleko może zajść Chwalińska w tegorocznym Rolandzie Garrosie, trener nie chciał stawiać żadnych granic.

    – Trudno powiedzieć. W sporcie wszystko jest możliwe – odparł.

    Na zakończenie nie krył jednak ogromnych emocji związanych z historią swojej zawodniczki.

    – Jestem niezwykle szczęśliwy. Nie znam wielu osób, które w tak młodym wieku potrafiłyby tyle razy podnieść się po trudnych momentach i wrócić jeszcze silniejsze. Przetrwała naprawdę wiele i właśnie to najbardziej mnie wzrusza – powiedział, patrząc z dumą na swoją podopieczną.

  • Fibak bije na alarm ws. Świątek. “Od dwóch lat to samo”

    Fibak bije na alarm ws. Świątek. “Od dwóch lat to samo”

    Wojciech Fibak komentuje mecz Świątek – Linette. Wskazuje problem, który powraca od lat

    Historyczny polski pojedynek na kortach Rolanda Garrosa dostarczył kibicom wielu emocji. W trzeciej rundzie wielkoszlemowego turnieju w Paryżu naprzeciw siebie stanęły dwie najlepsze polskie tenisistki ostatnich lat – Iga Świątek i Magda Linette. Zwycięsko z tego starcia wyszła czterokrotna triumfatorka francuskiej imprezy, która pokonała rodaczkę 6:4, 6:4 i awansowała do kolejnej fazy zawodów.

    Spotkanie było wyjątkowe nie tylko ze względu na jego sportową rangę. Po raz pierwszy w historii dwie Polki zmierzyły się ze sobą w singlu kobiet na kortach Rolanda Garrosa. Mecz rozegrano na legendarnym korcie Philippe’a Chatriera, najważniejszej arenie całego kompleksu. To właśnie ten fakt szczególnie poruszył Wojciecha Fibaka, jednego z najwybitniejszych polskich tenisistów w historii.

    Były reprezentant Polski przyznał, że choć nie oglądał spotkania bezpośrednio z trybun, śledził je z ogromnym zainteresowaniem. Jak podkreślił, już sama obecność dwóch Polek na centralnym korcie była powodem do dumy.

    – Dwie Polki na korcie Philippe’a Chatriera to coś niezwykłego. To mój ulubiony kort na świecie. Wiele razy miałem okazję tam występować, a później przeżywałem tam sukcesy jako współpracownik Ivana Lendla. Kiedy dowiedziałem się, że właśnie tam odbędzie się polski pojedynek, poczułem ogromną satysfakcję – zaznaczył Fibak.

    Świątek wygrała, ale Linette postawiła trudne warunki

    Mimo że Iga Świątek była zdecydowaną faworytką spotkania, Magda Linette nie zamierzała oddawać meczu bez walki. Poznanianka kilkukrotnie potrafiła przejąć inicjatywę i zmusić liderkę polskiego tenisa do wysiłku. Oba sety były wyrównane, a o końcowym wyniku decydowały pojedyncze przełamania.

    Fibak zwrócił uwagę, że Linette miała swoje szanse, jednak nie zawsze wykorzystywała odpowiednie rozwiązania taktyczne.

    – Nie jestem przekonany, czy obrana przez Magdę strategia była najlepsza. Momentami próbowała grać z Igą jej własną bronią, a to niezwykle trudne zadanie. Świątek najlepiej czuje się w wymianach z głębi kortu i bardzo rzadko przegrywa takie pojedynki na mączce – ocenił były tenisista.

    Zdaniem Fibaka zawodniczki mierzące się z raszynianką powinny częściej szukać niestandardowych rozwiązań, skracać wymiany i zmuszać ją do częstego zmieniania pozycji na korcie.

    „Od dwóch lat to samo”

    Przy okazji analizy występu Świątek Fibak zwrócił uwagę na problem, który jego zdaniem powraca regularnie już od dłuższego czasu. Chodzi przede wszystkim o momenty słabszej koncentracji i niepotrzebne przestoje w grze.

    Według byłego tenisisty Polka wciąż dominuje większość rywalek, jednak od około dwóch sezonów zdarzają jej się fragmenty spotkań, w których traci kontrolę nad przebiegiem gry. W starciach z zawodniczkami ze ścisłej światowej czołówki może to mieć znacznie większe znaczenie niż w meczach z niżej notowanymi przeciwniczkami.

    Fibak podkreśla jednak, że mimo tych uwag Świątek pozostaje jedną z głównych kandydatek do końcowego triumfu w Paryżu. Jej doświadczenie na paryskiej mączce oraz imponujący bilans zwycięstw sprawiają, że każda rywalka musi wznieść się na najwyższy poziom, by myśleć o sprawieniu niespodzianki.

    Żal po porażce Huberta Hurkacza

    W rozmowie nie zabrakło również odniesienia do występu Huberta Hurkacza. Polski tenisista zakończył udział w Rolandzie Garrosie wcześniej, niż oczekiwali tego kibice. Fibak nie ukrywał rozczarowania takim obrotem spraw.

    Jego zdaniem wrocławianin miał realne możliwości, by zajść w tegorocznym turnieju znacznie dalej. Szczególnie że drabinka po kilku sensacyjnych rozstrzygnięciach zaczęła się otwierać, a z rywalizacji odpadło kilku wysoko rozstawionych zawodników.

    Były reprezentant Polski zaznaczył, że Hurkacz wciąż poszukuje pełnej stabilizacji po problemach zdrowotnych i zmianach w swoim sztabie szkoleniowym. Kiedy jednak znajduje odpowiedni rytm gry, jest w stanie rywalizować jak równy z równym z najlepszymi tenisistami świata.

    Maja Chwalińska coraz większą rewelacją turnieju

    Wojciech Fibak z dużym entuzjazmem wypowiedział się również o Mai Chwalińskiej, która przebojem wdarła się do trzeciej rundy paryskiego turnieju. Polka najpierw znakomicie przeszła kwalifikacje, a następnie odniosła dwa cenne zwycięstwa w głównej drabince.

    Zdaniem Fibaka jej mecz z Marią Sakkari zapowiada się niezwykle interesująco. Greczynka dysponuje większym doświadczeniem i przez wiele lat należała do światowej czołówki, ale obecnie nie znajduje się w najwyższej formie. Chwalińska natomiast imponuje pewnością siebie, regularnością oraz odważnym stylem gry.

    Ekspert uważa, że Polka nie stoi na straconej pozycji i może sprawić kolejną niespodziankę. Kluczowe będzie jednak utrzymanie wysokiej jakości serwisu oraz wykorzystywanie okazji do przejmowania inicjatywy w wymianach.

    Polki piszą historię w Paryżu

    Niezależnie od dalszych wyników tegoroczny Roland Garros już teraz zapisuje się jako jeden z najbardziej udanych turniejów dla polskiego tenisa kobiet. Do trzeciej rundy awansowały aż trzy reprezentantki Polski – Iga Świątek, Magda Linette i Maja Chwalińska.

    Tak liczna reprezentacja na tak zaawansowanym etapie wielkoszlemowej rywalizacji pokazuje, jak ogromny postęp wykonał polski tenis w ostatnich latach. Dla kibiców szczególnie symboliczny pozostanie jednak piątkowy pojedynek Świątek z Linette – pierwszy polski mecz singlowy kobiet na Rolandzie Garrosie, który pokazał siłę i głębię obecnego pokolenia zawodniczek.

  • Kostiuk przemówiła do Świątek. Rosną emocje przed polsko-ukraińskim starciem

    Kostiuk przemówiła do Świątek. Rosną emocje przed polsko-ukraińskim starciem

    Marta Kostiuk nie ukrywa, że z ogromnymi emocjami czeka na starcie z Igą Świątek w czwartej rundzie Rolanda Garrosa. Ukrainka, która właśnie notuje najlepszy okres w swojej karierze, podkreśla jednak, że mimo rosnącej pewności siebie doskonale zdaje sobie sprawę z klasy rywalki. – Przegrałam z nią trzy razy, jeszcze raz w czasach juniorskich. Bardzo chciałam ponownie się z nią zmierzyć i dlatego jestem podekscytowana tym meczem. Iga uwielbia grać w Paryżu, ale wierzę, że mam swoje szanse. Wiem, że będę underdogiem, jednak chcę wyjść na kort i cieszyć się tym spotkaniem najlepiej, jak potrafię – przyznała tenisistka.

    23-letnia Kostiuk kontynuuje imponującą serię zwycięstw na kortach ziemnych. W meczu trzeciej rundy pokonała Viktoriję Golubic 6:4, 6:3, odnosząc już 15. triumf z rzędu na mączce. Ukrainka współpracuje z polską trenerką Sandrą Zaniewską, a efekty tej współpracy są coraz bardziej widoczne.

    Po zwycięstwie nad Golubic Kostiuk zwracała uwagę przede wszystkim na trudne warunki atmosferyczne. – Zaczęłam bardzo dobrze, ale później trochę się spieszyłam. Było niezwykle wilgotno i z każdym dniem wszyscy coraz bardziej odczuwają skutki tego upału. Najważniejsze, że zachowałam cierpliwość i udało mi się zamknąć mecz w dwóch setach, nie rezygnując z agresywnej gry – oceniła zawodniczka, która w rankingu WTA przesuwa się już w okolice 13. miejsca.

    Choć dotychczasowy bilans spotkań wyraźnie przemawia na korzyść Świątek, Kostiuk podkreśla, że tym razem podchodzi do rywalizacji zupełnie inaczej. Iga wygrywała z nią zarówno na kortach twardych, jak i na mączce, a ich jedyny pojedynek na paryskiej cegle miał miejsce już kilka lat temu – również w czwartej rundzie French Open.

    Ukrainka przyznała, że w poprzednich starciach często przegrywała mentalnie jeszcze przed wyjściem na kort. Teraz jednak sytuacja wygląda inaczej. – Mam zupełnie inne odczucia niż przed naszym meczem w Cincinnati. Wtedy przegrałam to spotkanie jeszcze zanim się rozpoczęło. Dziś już tak nie myślę. Nadal jestem jednak tą samą zawodniczką, która trzy razy z nią przegrała, a Iga to czterokrotna mistrzyni tego turnieju. Oczywiście chciałabym być faworytką, ale rozsądek mówi coś innego – powiedziała szczerze.

    Mimo ogromnego szacunku dla Świątek, Kostiuk nie zamierza wychodzić na kort z kompleksem niższości. – Ta seria zwycięstw niczego nie zmienia w moim nastawieniu. Chcę po prostu zagrać najlepiej, jak potrafię, i czerpać radość z tego meczu. Nawet jeśli uda mi się wygrać jednego seta, będę bardzo szczęśliwa. Tak właśnie patrzę na to spotkanie – podsumowała Ukrainka przed jednym z najciekawiej zapowiadających się pojedynków czwartej rundy.