• Demolka w meczu Cirstei z Andriejewą. Oto pierwsza półfinalistka w Paryżu

    Demolka w meczu Cirstei z Andriejewą. Oto pierwsza półfinalistka w Paryżu

    Ćwierćfinał Roland Garros 2026, który początkowo miał być kolejnym etapem marszu Igi Świątek po sukces w Paryżu, ostatecznie przyniósł zupełnie inne emocje. Po niespodziewanej porażce Polki z Martą Kostiuk uwaga kibiców skupiła się na pozostałych uczestniczkach rywalizacji o miejsca w najlepszej czwórce turnieju. Jednym z najbardziej interesujących spotkań dnia było starcie Mirry Andriejewej z Soraną Cirsteą. Zapowiadał się wyrównany pojedynek dwóch zawodniczek będących w świetnej formie, jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

    Historia obu tenisistek doskonale pokazuje różnicę pokoleń. Gdy Sorana Cirstea zachwycała kibiców podczas Roland Garros 2009 i docierała do ćwierćfinału imprezy, eliminując po drodze takie gwiazdy jak Alize Cornet, Caroline Wozniacki czy Jelena Janković, Mirra Andriejewa miała zaledwie dwa lata. Wówczas wydawało się, że przed Rumunką otwiera się droga do wielkiej kariery. Choć przez kolejne lata utrzymywała się w światowej czołówce, nigdy nie udało jej się na stałe wejść do ścisłego grona najlepszych zawodniczek świata.

    Dopiero sezon 2026 okazał się dla niej wyjątkowy. Cirstea ogłosiła, że będzie to jej ostatni rok na zawodowych kortach, a jednocześnie zaczęła osiągać wyniki, jakich wcześniej nie notowała. Zdobyła tytuł w Kluż-Napoce, dotarła do półfinałów w Rouen i prestiżowym turnieju w Rzymie, a także po raz pierwszy w karierze pokonała aktualną liderkę rankingu WTA. Dzięki tym rezultatom awansowała na 18. miejsce na świecie – najwyższe w swojej karierze.

    W Paryżu również imponowała. Do ćwierćfinału dotarła bez straty seta, tracąc w czterech meczach zaledwie 16 gemów. Szczególne wrażenie zrobiło jej zwycięstwo 6:0, 6:0 nad Solaną Sierrą. Nic więc dziwnego, że wielu ekspertów spodziewało się interesującego widowiska przeciwko Andriejewej.

    Rosjanka od pierwszych minut pokazała jednak, dlaczego uważa się ją za jedną z największych gwiazd przyszłości kobiecego tenisa. Już teraz może pochwalić się półfinałem i ćwierćfinałem Roland Garros oraz dwoma tytułami rangi WTA 1000. W meczu z Cirsteą zaprezentowała tenis niemal perfekcyjny.

    Pierwszy set był prawdziwym pokazem siły i precyzji 19-latki. Andriejewa znakomicie serwowała, agresywnie atakowała i bezbłędnie kontrolowała przebieg wymian. Rumunka walczyła o każdą piłkę, jednak nie była w stanie znaleźć sposobu na rozpędzoną przeciwniczkę. Po zaledwie 22 minutach i kilku sekundach pierwsza partia dobiegła końca wynikiem 6:0 dla Rosjanki.

    Na początku drugiego seta pojawiła się nadzieja na bardziej wyrównaną walkę. Cirstea wygrała pierwszego gema, a następnie stoczyła zaciętą walkę przy serwisie rywalki. Przez chwilę wydawało się, że mecz może nabrać rumieńców. Gdy jednak Rumunka objęła prowadzenie 2:1, Andriejewa ponownie przejęła pełną kontrolę nad wydarzeniami na korcie.

    Rosjanka ograniczyła liczbę błędów, zaczęła jeszcze skuteczniej wykorzystywać swoje atuty i szybko odzyskała przewagę. Cirstea nie była w stanie dotrzymać jej kroku ani pod względem szybkości, ani jakości uderzeń. Kolejne gemy trafiały na konto młodszej zawodniczki, a losy spotkania stawały się coraz bardziej przesądzone.

    Po niespełna godzinie gry wszystko było już jasne. Mirra Andriejewa zwyciężyła 6:0, 6:3, potrzebując zaledwie 56 minut i 43 sekund na awans do półfinału Roland Garros. Był to występ, który potwierdził jej ogromny potencjał i status jednej z głównych kandydatek do końcowego triumfu.

    W walce o finał Rosjanka zmierzy się z lepszą z ukraińskiego pojedynku pomiędzy Eliną Switoliną a Martą Kostiuk. Jeśli utrzyma poziom zaprezentowany w ćwierćfinale, każda z potencjalnych rywalek stanie przed niezwykle trudnym zadaniem.

  • “Na 99 procent”. Menadżer zdradził plany Chwalińskiej po RG

    “Na 99 procent”. Menadżer zdradził plany Chwalińskiej po RG

    Maja Chwalińska robi furorę w Roland Garros. Najpierw przeszła przez eliminacje, potem awansowała do ćwierćfinału. – Na 99 procent później zagra dopiero na Wimbledonie – mówił w rozmowie z Interią menedżer zawodniczki, Piotr Szczypka.

    Dodaj tag Maja Chwalińska do ulubionych
    Maja Chwalińska jest rewelacją tegorocznego French Open. Awansowała już do czołowej 50. rankingu WTA. Niemniej w Wimbledonie będzie musiała najpewniej grać w kwalifikacjach (więcej -> TUTAJ).

    W rozmowie z Interią na temat dalszych planów Polki wypowiedział się jej menedżer, Piotr Szczypka. Jak się okazuje, czeka ją długa przerwa.

    – Maja gra tutaj już tak długo z eliminacjami, że będzie przerwa po Roland Garros, by sobie przez kilka dni odpoczęła. A już później będzie przygotowywała się do trawy. Po Paryżu najprawdopodobniej najbliższym turniejem będzie właśnie Wimbledon, nie zagra żadnego turnieju pomiędzy wielkoszlemowymi turniejami. Na 99 procent – mówił Szczypka w rozmowie z Interią.

    Co ze zdrowiem Chwalińskiej?
    Na udzie zawodniczki podczas zmagań było widać specjalne taśmy, stosowane w przypadku mniej dokuczliwych urazów, łagodzące ból i poprawiające krążenie krwi.

    – Maja jest już w “50” tenisistek świata, więc lepiej się zregenerować. Widzi pan, że jest obandażowana, więc coś tam ciągnie (uraz przywodziciela – przyp.). Nie ma sensu ryzykować, trzeba dbać o zdrowie i wybierać optymalne rozwiązania. Maja w Paryżu już zrobiła 300 procent normy, więc więcej uzyska gdy odpocznie. Przygotuje się do trawy, gdzie zrobi sobie cykl, później będzie jeszcze miała fajne “250” na mączce, a potem już Ameryka i “tysiączki” w Cincinnati, Toronto oraz uczta z US Open – podsumował w rozmowie z Interią.

  • Demolka w meczu Cirstei z Andriejewą. Oto pierwsza półfinalistka w Paryżu

    Demolka w meczu Cirstei z Andriejewą. Oto pierwsza półfinalistka w Paryżu

    Poniżej znajduje się przeredagowana wersja artykułu w języku polskim:

    Ćwierćfinał Roland Garros 2026, który początkowo miał być kolejnym etapem marszu Igi Świątek po sukces w Paryżu, ostatecznie przyniósł zupełnie inne emocje. Po niespodziewanej porażce Polki z Martą Kostiuk uwaga kibiców skupiła się na pozostałych uczestniczkach rywalizacji o miejsca w najlepszej czwórce turnieju. Jednym z najbardziej interesujących spotkań dnia było starcie Mirry Andriejewej z Soraną Cirsteą. Zapowiadał się wyrównany pojedynek dwóch zawodniczek będących w świetnej formie, jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

    Historia obu tenisistek doskonale pokazuje różnicę pokoleń. Gdy Sorana Cirstea zachwycała kibiców podczas Roland Garros 2009 i docierała do ćwierćfinału imprezy, eliminując po drodze takie gwiazdy jak Alize Cornet, Caroline Wozniacki czy Jelena Janković, Mirra Andriejewa miała zaledwie dwa lata. Wówczas wydawało się, że przed Rumunką otwiera się droga do wielkiej kariery. Choć przez kolejne lata utrzymywała się w światowej czołówce, nigdy nie udało jej się na stałe wejść do ścisłego grona najlepszych zawodniczek świata.

    Dopiero sezon 2026 okazał się dla niej wyjątkowy. Cirstea ogłosiła, że będzie to jej ostatni rok na zawodowych kortach, a jednocześnie zaczęła osiągać wyniki, jakich wcześniej nie notowała. Zdobyła tytuł w Kluż-Napoce, dotarła do półfinałów w Rouen i prestiżowym turnieju w Rzymie, a także po raz pierwszy w karierze pokonała aktualną liderkę rankingu WTA. Dzięki tym rezultatom awansowała na 18. miejsce na świecie – najwyższe w swojej karierze.

    W Paryżu również imponowała. Do ćwierćfinału dotarła bez straty seta, tracąc w czterech meczach zaledwie 16 gemów. Szczególne wrażenie zrobiło jej zwycięstwo 6:0, 6:0 nad Solaną Sierrą. Nic więc dziwnego, że wielu ekspertów spodziewało się interesującego widowiska przeciwko Andriejewej.

    Rosjanka od pierwszych minut pokazała jednak, dlaczego uważa się ją za jedną z największych gwiazd przyszłości kobiecego tenisa. Już teraz może pochwalić się półfinałem i ćwierćfinałem Roland Garros oraz dwoma tytułami rangi WTA 1000. W meczu z Cirsteą zaprezentowała tenis niemal perfekcyjny.

    Pierwszy set był prawdziwym pokazem siły i precyzji 19-latki. Andriejewa znakomicie serwowała, agresywnie atakowała i bezbłędnie kontrolowała przebieg wymian. Rumunka walczyła o każdą piłkę, jednak nie była w stanie znaleźć sposobu na rozpędzoną przeciwniczkę. Po zaledwie 22 minutach i kilku sekundach pierwsza partia dobiegła końca wynikiem 6:0 dla Rosjanki.

    Na początku drugiego seta pojawiła się nadzieja na bardziej wyrównaną walkę. Cirstea wygrała pierwszego gema, a następnie stoczyła zaciętą walkę przy serwisie rywalki. Przez chwilę wydawało się, że mecz może nabrać rumieńców. Gdy jednak Rumunka objęła prowadzenie 2:1, Andriejewa ponownie przejęła pełną kontrolę nad wydarzeniami na korcie.

    Rosjanka ograniczyła liczbę błędów, zaczęła jeszcze skuteczniej wykorzystywać swoje atuty i szybko odzyskała przewagę. Cirstea nie była w stanie dotrzymać jej kroku ani pod względem szybkości, ani jakości uderzeń. Kolejne gemy trafiały na konto młodszej zawodniczki, a losy spotkania stawały się coraz bardziej przesądzone.

    Po niespełna godzinie gry wszystko było już jasne. Mirra Andriejewa zwyciężyła 6:0, 6:3, potrzebując zaledwie 56 minut i 43 sekund na awans do półfinału Roland Garros. Był to występ, który potwierdził jej ogromny potencjał i status jednej z głównych kandydatek do końcowego triumfu.

    W walce o finał Rosjanka zmierzy się z lepszą z ukraińskiego pojedynku pomiędzy Eliną Switoliną a Martą Kostiuk. Jeśli utrzyma poziom zaprezentowany w ćwierćfinale, każda z potencjalnych rywalek stanie przed niezwykle trudnym zadaniem.

  • Komunikat z obozu Nawrockiego. Brak prezydenta, a tu radość. I to potrójna

    Komunikat z obozu Nawrockiego. Brak prezydenta, a tu radość. I to potrójna

    Poniżej przeredagowana wersja artykułu:

    Historyczny sukces Wieczystej Kraków. Awans do Ekstraklasy stał się faktem

    Niedzielny wieczór zapisze się złotymi zgłoskami w historii Wieczystej Kraków. Klub, który jeszcze kilka lat temu występował na niższych szczeblach rozgrywkowych, zrealizował ambitny cel i po raz pierwszy wywalczył awans do PKO BP Ekstraklasy. Tym samym spełniło się marzenie właściciela Wojciecha Kwietnia, a krakowski zespół przypieczętował imponujący marsz przez kolejne ligi. W ciągu sześciu lat Wieczysta zanotowała aż pięć awansów.

    Dwa miejsca premiowane bezpośrednim awansem do Ekstraklasy przypadły wcześniej uznanym markom polskiej piłki – Wiśle Kraków i Śląskowi Wrocław. O ostatnią przepustkę do najwyższej klasy rozgrywkowej rywalizowały natomiast w barażach Polonia Warszawa, ŁKS Łódź, Chrobry Głogów oraz Wieczysta Kraków.

    Ostatecznie to drużyna prowadzona przez Kazimierza Moskala okazała się najlepsza. W finałowym spotkaniu barażowym krakowianie pokonali Chrobrego Głogów 2:1, choć początek meczu nie układał się po ich myśli. Goście objęli prowadzenie po trafieniu Myrosława Mazura, stawiając gospodarzy w trudnej sytuacji.

    Jeszcze przed przerwą Wieczysta zdołała jednak doprowadzić do wyrównania za sprawą Lisandro Semedo. Po zmianie stron decydujący cios zadał Stefan Feiertag, którego gol przesądził o zwycięstwie i historycznym awansie krakowskiego zespołu do Ekstraklasy.

    Sukces Wieczystej odbił się szerokim echem w mediach społecznościowych. Wśród osób gratulujących klubowi znalazł się szef gabinetu prezydenta RP Karola Nawrockiego, Paweł Szefernaker, znany ze swojego zainteresowania piłką nożną.

    Polityk zwrócił uwagę na wyjątkową sytuację Krakowa, który – jak zauważył – mimo politycznych zawirowań może cieszyć się z niezwykłego osiągnięcia sportowego. Po awansie Wieczystej stolica Małopolski będzie miała aż trzech przedstawicieli w Ekstraklasie.

    „Gratulacje dla Wieczystej Kraków za awans do Ekstraklasy. Kraków to fenomen. To jedyne miasto w Polsce, które nie ma prezydenta, a ma aż trzy kluby w Ekstraklasie” – napisał Szefernaker na platformie X.

    W dalszej części wpisu podkreślił również, że sukces Wieczystej jest dowodem na to, jak ważne są długofalowa wizja i konsekwentna realizacja założonych celów.

    „Wieczysta pokazuje, że historia i duża baza kibiców mają znaczenie, ale dziś równie istotne są strategia, plan działania i konsekwencja. Właśnie w ten sposób buduje się trwały sukces” – dodał.

    Awans Wieczystej oznacza kolejny rozdział w niezwykłej historii klubu, który w rekordowym tempie przebył drogę z niższych lig do piłkarskiej elity. W nadchodzącym sezonie krakowianie po raz pierwszy będą mieli okazję rywalizować z najlepszymi drużynami w kraju.

  • Nowa nawierzchnia, stary wynik. Klimovicova bez przełamania

    Nowa nawierzchnia, stary wynik. Klimovicova bez przełamania

    Linda Klimovicova zanotowała kolejną porażkę. Reprezentantka Polski nieudanie zainaugurowała zmagania na trawie, ponieważ odpadła w pierwszej rundzie turnieju rangi WTA Challenger w Birmingham. Lepsza od niej okazała się Mananchaya Sawangkaew.

    Linda Klimovicova przeniosła się na nawierzchnię trawiastą po trzech porażkach z rzędu na kortach ziemnych. Nasza tenisistka miała wystąpić w kwalifikacjach do turnieju rangi WTA Challenger w Birmingham, ale po wycofaniach załapała się do głównej drabinki.

    W pierwszej rundzie rywalką reprezentantki Polski została Mananchaya Sawangkaew. Niżej notowana kwalifikantka okazała się lepsza w tym pojedynku, zwyciężając 6:4, 7:5.

    W premierowej odsłonie Tajka najpierw prowadziła 2:0, by następnie przegrać trzy gemy z rzędu. Ostatecznie miała miejsce wyrównana gra do momentu, w którym Klimovicova po raz drugi straciła podanie (4:5). Chwilę później Sawangkaew zakończyła seta.

    Jeżeli chodzi o II partię, to kwalifikantka rozpoczęła go znakomicie. W końcu prowadziła 4:0 i miała przewagę podwójnego przełamania. Tyle tylko, że nasza tenisistka odpowiedziała i złapała kontakt (3:4).

    Jednak w dziesiątym gemie Tajka serwowała na zakończenie pojedynku, lecz wówczas straciła serwis (5:5). Chwilę później zanotowała przełamanie, a następnie poszła za ciosem i uniknęła tie-breaka, zamykając pojedynek.

    WTA Challenger Birmingham:

    I runda gry pojedynczej:

    Mananchaya Sawangkaew (Tajlandia, Q) – Linda Klimovicova (Polska) 6:4, 7:5

  • Co za słowa o Chwalińskiej. Porównał ją do wielkiej gwiazdy

    Co za słowa o Chwalińskiej. Porównał ją do wielkiej gwiazdy

    Maja Chwalińska jest rewelacją tegorocznego French Open. Unikatowy styl gry Polki doceniają eksperci. Michał Przysiężny porównał ćwierćfinalistkę turnieju do byłej gwiazdy. Ocenił też szansę Polki na awans do półfinału.

    Dodaj tag Anna Kalinska do ulubionych
    – A mi przypomina stylem gry i tym, że jest leworęczna, Patty Schnyder – mówił Michał Przysiężny, były polski tenisista, niegdyś 57. w rankingu ATP, cytowany przez PAP.

    Patty Schnyder to gwiazda przełomu XX i XXI wieku. Szwajcarka w listopadzie 2005 roku zajmowała 7. miejsce w rankingu WTA. Wchodziła do półfinału Australian Open i dwukrotnie do ćwierćfinału Roland Garros oraz US Open.

    ZOBACZ WIDEO: Wsiedliśmy do auta za ponad 1,5 mln zł. Manufaktura z Czech

    Również bazowała na sprycie i nie była wysoka, jak na tenisistkę. Maja Chwalińska ma 164 centymetry wzrostu, 4 mniej niż Schnyder. – Maja trzyma piłkę w korcie. Wykazuje się ogromnym spokojem, nie reaguje nerwowo na wygrane piłki rywalek. Gra swoje topspiny: prawa, lewa, co wyprowadza przeciwniczki z równowagi. Te jej atuty sprawiły, że jest już w ćwierćfinale w Paryżu – opisywał Przysiężny.

    – Nie jest tak, że ktoś przypadkowo dociera do ćwierćfinału Rolanda Garrosa. Maja swoimi umiejętnościami i możliwościami się tam znalazła. Ma uprawnienia do tego, by na stałe zadomowić się wśród czołowych zawodniczek świata. Jestem przekonany, że jeszcze nie raz będziemy cieszyć się z jej sukcesów – dodał polski tenisista.

    W ćwierćfinale Chwalińska zagra z Anną Kalinską. 27-letnia Rosjanka jest 24. w rankingu WTA. W przeszłości zajmowała w nim nawet 11. lokatę. Rozegrała trzy mecze mniej od Polki, bo nie musiała walczyć o awans w kwalifikacjach.

    – Myślę, że zmęczenie nie będzie tu miało znaczenia. Co innego, gdyby był to turniej mężczyzn, i zawodnik grający ósmy mecz miał za sobą kilka pięciosetowych. Maja natomiast ostatnie mecze miała bardzo krótkie. Raptem nieco ponad godzinę. W całym turnieju dotychczas przegrała zaledwie seta. Nie zmęczyła się zbytnio. Do tego, jestem przekonany, że adrenalina sprawi, że nawet przez chwilę nie pomyśli o zmęczeniu. Po tym, co do tej pory pokazała w Paryżu, Kalinska też jest w jej zasięgu – podsumował Przysiężny.

  • Piękne słowa Radwańskiej do Chwalińskiej. “Przełamujesz wszystkie stereotypy”

    Piękne słowa Radwańskiej do Chwalińskiej. “Przełamujesz wszystkie stereotypy”

    Dodaj tag Urszula Radwańska do ulubionych
    W ramach Rolanda Garrosa 2026 Maja Chwalińska wygrała już siedem pojedynków. Trzy w ramach kwalifikacji i cztery w ramach głównej drabinki. Po poniedziałkowym zwycięstwie nad Francuzką Diane Parry 6:3, 6:2 nasza tenisistka osiągnęła premierowy w karierze wielkoszlemowy ćwierćfinał.

    Taki sukces Chwalińskiej sprawił, że zrobiło się o niej głośniej. Kibice i eksperci komentują grę Polki i są pełni uznania. Na platformie X wyjątkowy wpis zamieściła Urszula Radwańska.

    ZOBACZ WIDEO: Jest nadzieją polskich biegów. Ujawniła, jakie dostaje wiadomości

    “Maja, właśnie przełamujesz wszystkie tenisowe stereotypy! Że dziś nie da się wygrywać inteligentną, kombinacyjną grą? Da się. Że bez imponujących warunków fizycznych (wzrost) trudno rywalizować z najlepszymi? Da się” – napisała młodsza z sióstr Radwańskich.

    Pod jej wpisem wywiązała się mała dyskusja. Krakowianka jest jednak przekonana, że Chwalińska może sobie poradzić również na innych nawierzchniach.

    “Maja może sprawić niespodziankę również na trawie. Leworęczny serwis to broń, która na Wimbledonie potrafi dać ogromną przewagę – returnowanie takiej rotacji jest bardzo wymagające. Do tego jej slajs, który na trawie może być bardzo skuteczny” – wyznała Radwańska.

    Jeśli chodzi o Wimbledon, to w 2022 roku Chwalińska przeszła przez kwalifikacje i zadebiutowała w Wielkim Szlemie. Wówczas dotarła do II rundy. W tym sezonie nawet w przypadku awansu w poniedziałek do Top 50 rankingu WTA będzie musiała grać eliminacje, ponieważ lista zgłoszeń do Wimbledonu 2026 jest już zamknięta.

    Tymczasem w środę (3 czerwca) czeka Chwalińską mecz o półfinał Rolanda Garrosa 2026. Jej przeciwniczką na tym etapie będzie Rosjanka Anna Kalinska.

  • Legenda ma radę dla Świątek. Słowa dają do myślenia

    Porażka Igi Świątek z Martą Kostiuk w Roland Garros odbiła się szerokim echem w tenisowym świecie. Po przegranej głos zabrała legendarna Chris Evert, która szczegółowo przeanalizowała sytuację polskiej tenisistki.

    Dodaj tag Iga Świątek do ulubionych
    Iga Świątek pożegnała się z Roland Garros już w 1/8 finału. W dniu swoich 25. urodzin Polka przegrała z Martą Kostiuk 5:7, 1:6, notując jedno z najbardziej rozczarowujących występów w historii swoich startów na paryskich kortach.

    Po spotkaniu eksperci Eurosportu i TNT Sports zgodnie podkreślali, że sukces Ukrainki nie był dziełem przypadku. Kostiuk przez cały mecz prezentowała agresywny tenis i skutecznie wywierała presję na jednej z głównych faworytek turnieju.

    ZOBACZ WIDEO: Brawa nie miały końca. Chwalińska znowu zachwyciła kibiców

    Do występu Świątek na antenie TNT Sports odniosła się również Chris Evert, siedmiokrotna triumfatorka French Open. Legenda tenisa uważa, że zmiany wprowadzone po zatrudnieniu nowego sztabu szkoleniowego wymagają jeszcze czasu.

    – Jeśli chodzi o Igę, to czas wrócić do punktu wyjścia. Być może było trochę za wcześnie, by sądzić, że jej gra zmieni się aż tak bardzo po zatrudnieniu nowego sztabu szkoleniowego, skoro minęło zaledwie kilka tygodni – stwierdziła Amerykanka.

    Evert wskazała także elementy, które jej zdaniem wymagają poprawy. – Trzeba wrócić do pracy od podstaw i zastanowić się nad stylem gry oraz tym, jak chce grać. Zachować prostotę, ale wyeliminować błędy, znaleźć sposób na mocniejszy serwis i poczuć się pewniej przy podejściach do siatki – oceniła.

    Podobnego zdania był Alex Corretja. Były finalista Roland Garros przyznał, że porażka jest bardzo bolesna dla Polki, którą uważał za jedną z głównych kandydatek do tytułu. Mimo niepowodzenia Świątek utrzyma jednak trzecią pozycję w rankingu WTA i nadal będzie ustępować jedynie Arynie Sabalence oraz Jelenie Rybakinie.

  • 5,5-godzinna bitwa i kolejna sensacja. 104. tenisista świata w ćwierćfinale Rolanda Garrosa

    5,5-godzinna bitwa i kolejna sensacja. 104. tenisista świata w ćwierćfinale Rolanda Garrosa

    Poniedziałkowa noc przyniosła kolejny niewiarygodny mecz podczas rozgrywanego na kortach ziemnych w Paryżu wielkoszlemowego Roland Garros 2026. Matteo Arnaldi po pięcioipółgodzinnej i pięciosetowej batalii pokonał Francesa Tiafoe’a.

    Dodaj tag Matteo Arnaldi do ulubionych
    Roland Garros 2026 obfituje w maratońskie mecze i sensacyjne rozstrzygnięcia. W poniedziałkową noc mieliśmy kolejny tego przykład. W IV rundzie Matteo Arnaldi po pięciu godzinach i 26 minutach niewiarygodnej batalii pokonał 7:6(5), 6:7(5), 3:6, 7:6(3), 6:4 rozstawionego z numerem 19. Francesa Tiafoe’a.

    Choć naprzeciw siebie stanęli tenisiści spoza ścisłej światowej czołówki, mecz od początku mógł zadowolić oczekiwania nawet najbardziej wymagających sympatyków tenisa. Było w nim wszystko – niesamowite wymiany, zwroty akcji i emocje do samego końca..

    Liczbą zmian sytuacji, jaka miała miała miejsce w poniedziałkową noc na korcie im. Suzanne Lenglen, można obdzielić kilka innych spotkań. Pierwszą partię Arnaldi wygrał 7-5 w tie breaku. Drugą – w takim samym stosunku Tiafoe, ale potrzebował do tego aż siedmiu setboli. W trzeciej Amerykanin zwyciężył pewnie 6:3. W czwartej prowadził 4:1 z przewagą dwóch przełamań i wydawało się, że zmierza po zwycięstwo, lecz Włoch w szaleńczym zrywie odrobił straty i doprowadził do kolejnego tie breaka, w którym okazał się lepszy 7-3.

    To oznaczało, że będzie potrzebna decydująca odsłona. Dla Tiafoe’a był to trzecia z rzędu pięciosetówka w turnieju (pokonał Huberta Hurkacza i Jaime Farię). Dla Arnaldiego – druga po tym, jak przed dwoma dniami wygrał z Raphaelem Collignonem. To nakazywało upatrywać faworyta we Włochu, który z pewnością zachował więcej sił. I początkowo to tenisista z San Remo dominował i objął prowadzenie 4:2. Chwilę później było już jednak 4:4.

    Wtedy nastąpił kolejny w tym widowisku zwrot. Arnaldi do zera przełamał rywala i wyszedł na 5:4. Ostatni gem dostarczył wspaniałych emocji. Serwujący po zwycięstwo Włoch najpierw obronił break pointa, następnie zmarnował dwa meczbole. Wówczas doszło do niesamowitej wymiany, kiedy tenisista z San Remo w nadludzki wręcz sposób odegrał dwie piłki spod band reklamowych, po czym Tiafoe zepsuł smecza. Dzięki temu reprezentant Italii zdobył trzecią piłkę meczową, przy której posłał skuteczne podanie.

    Mecz dobiegł końca o godz. godz. 1:08. Wtedy nastąpił też historyczny moment dla całego włoskiego tenisa. Arnaldi dołączył bowiem do Matteo Berrettiniego oraz Flavio Cobollego i pierwszy raz w dziejach trzech reprezentantów Italii znalazło się na etapie ćwierćfinału jednej imprezy Wielkiego Szlema.

    W debiutanckim wielkoszlemowym ćwierćfinale, w środę 25-letni Arnaldi zmierzy się z Berrettinim. Będzie to pierwszy oficjalny pojedynek pomiędzy tymi tenisistami.

  • Niesie się nagranie z rywalką Chwalińskiej. Zobacz, kto czekał na nią po meczu

    Niesie się nagranie z rywalką Chwalińskiej. Zobacz, kto czekał na nią po meczu

    Anna Kalinska może liczyć na kortach Rolanda Garrosa na wyjątkowe wsparcie. W sieci pojawiło się nagranie, na którym widać, kto jako pierwszy pogratulował Rosjance awansu do ćwierćfinału, w którym zagra z Mają Chwalińską.

    Dodaj tag Anna Kalinska do ulubionych
    Był to jej pies, Bella, który podbiegł radośnie do właścicielki. Anna Kalinska od razu odłożyła swoją torbę z rakietami i zaczęła głaskać swojego pupila. Ten merdał ogonem podczas zabawy z Rosjanką, ale też w momencie, gdy podbiegł do jednego z kamerzystów.

    27-latka po chwili uczciła awans do ćwierćfinału Rolanda Garrosa wraz ze sztabem, by później wrócić do zabaw z Bellą. Tenisistka usiadła na ławkę i wzięła pupila na ręce, aby się z nim pobawić. Nagranie z tej sytuacji, umieszczone na profilu turnieju na portalu X, zostało obejrzane już ponad 100 tys. razy i zyskało ponad dwa tys. polubień.

    Rozwiń
    twitter
    Zobacz post na Twitterze
    Bella to jeden z trzech psów, które posiada Kalinska. Pupil rasy jamnik angielski kremowy jako jedyny towarzyszy jednak właścicielce na korcie. Po raz pierwszy szoł skradł podczas ubiegłorocznych zmagań w Waszyngtonie. W lipcu, po awansie Rosjanki do półfinału, psiak wbiegł na kort i od razu zaskarbił sobie sympatię.

    Dla kogo pierwszy półfinał Wielkiego Szlema w karierze?
    Poniedziałkowa radość Kalinskiej wynikała z faktu, że po raz drugi w karierze, a pierwszy w Paryżu awansowała do wielkoszlemowego ćwierćfinału. Rosjanka pokonała po meczu zwrotów akcji i trzysetowej walce reprezentującą Austrię Anastazję Potapową.

    O premierowy półfinał Wielkiego Szlema Kalinska powalczy z naszą rewelacją Rolanda Garrosa, Mają Chwalińską. Polka odniosła w Paryżu już siedem zwycięstw, wliczając kwalifikacje. Wcześniej najlepszym wynikiem 24-latki w rywalizacji wielkoszlemowej była druga runda Wimbledonu sprzed czterech lat, więc nasza zawodniczka gra turniej życia.

    Ćwierćfinał Rolanda Garrosa, w którym Chwalińska zmierzy się z Kalinską, odbędzie się w środę. Godzina rozpoczęcia tego meczu będzie zależeć od planu organizatorów na ten dzień rywalizacji.