• Sceny w meczu Andriejewej w Pekinie! Rywalka napisała najpiękniejszą historię

    Sceny w meczu Andriejewej w Pekinie! Rywalka napisała najpiękniejszą historię

    Mirra Andriejewa miała w Pekinie spore problemy i niespodziewanie odpadła z turnieju. Rosjanka, rozstawiona z numerem 5, uległa Brytyjce Sonay Kartal po trzysetowym pojedynku pełnym zwrotów akcji.

    WTA Pekin: Kartal sprawiła sensację i wyeliminowała Andriejewą

    Spotkanie od samego początku było bardzo wyrównane. Już w trzecim gemie pierwszego seta Andriejewa miała dwie szanse na przełamanie, lecz Kartal obroniła się świetnym serwisem i konsekwencją w wymianach. Obie tenisistki długo utrzymywały swoje podania, ale w końcówce Rosjanka zaczęła popełniać błędy – w tym podwójny błąd serwisowy. Kartal wykorzystała okazję i przełamała rywalkę, zamykając seta wynikiem 7:5.

    Druga odsłona miała zupełnie inny przebieg. Podrażniona Andriejewa wyszła na kort zdecydowanie bardziej skoncentrowana. Już w pierwszym gemie przełamała serwis Brytyjki, a w siódmym ponownie wykorzystała break pointa, obejmując prowadzenie 5:2. Chwilę później wygrała seta 6:2 i doprowadziła do remisu 1:1 w meczu.

    Decydująca partia była prawdziwą wojną nerwów. Żadna z zawodniczek nie potrafiła wyjść na wyraźne prowadzenie. Kartal miała szansę na przełamanie w drugim gemie, Andriejewa w jedenastym – ale obie zmarnowały okazje. Dopiero przy stanie 6:5 Brytyjka zachowała chłodną głowę i przechyliła szalę na swoją stronę, wygrywając 7:5 i cały mecz 2:1.

    Dla Sonay Kartal to historyczne zwycięstwo – po raz pierwszy w karierze pokonała tenisistkę z czołowej dziesiątki rankingu WTA i awansowała do ćwierćfinału turnieju rangi WTA 1000. Spotkanie trwało 2 godziny i 27 minut.

  • Zawrzało w Pekinie, rywalce Świątek puściły hamulce. “Nikt z tobą nie gada”

    Zawrzało w Pekinie, rywalce Świątek puściły hamulce. “Nikt z tobą nie gada”

    Turniej WTA w Pekinie wkracza w kluczową fazę, a Iga Świątek przygotowuje się już do swojego meczu w 1/8 finału. Jej przeciwniczką będzie Emma Navarro, która jeszcze niedawno znajdowała się w czołowej dziesiątce rankingu WTA. Zanim jednak Polka i Amerykanka stanęły na korcie, w stolicy Chin doszło do głośnego incydentu z udziałem dwóch innych gwiazd kobiecego tenisa.

    Błyskawiczna droga Świątek do 1/8 finału

    Dla Świątek awans do kolejnej rundy okazał się wyjątkowo prosty. Najpierw liderka światowego rankingu rozbiła niżej notowaną Yue Yuan, a następnie w pojedynku z Camilą Osorio potrzebowała jedynie jednego seta. Polka wygrała 6:0, a Kolumbijka nie była w stanie kontynuować gry i skreczowała. Dzięki temu 24-latka bez większego wysiłku znalazła się w najlepszej ósemce turnieju.
    W środę poprzeczka pójdzie jednak zdecydowanie w górę – po drugiej stronie siatki stanie Emma Navarro, obecnie 17. rakieta świata, która jeszcze niedawno plasowała się w TOP 10.

    Nerwy na korcie – starcie Gauff z Bencić

    Zanim kibice zobaczyli Świątek, uwagę przykuło pełne emocji spotkanie Coco Gauff z Belindą Bencić. Amerykanka po trudnym boju wywalczyła awans do ćwierćfinału, choć początkowo musiała gonić wynik. Szwajcarka wygrała pierwszego seta 6:4, lecz w dwóch kolejnych lepsza okazała się trzecia zawodniczka rankingu.
    Pojedynek nie obył się jednak bez kontrowersji. Przy stanie 4:3 w drugim secie Bencić, po przełamaniu Gauff, zaczęła dyskutować z sędzią, twierdząc, że sztab Amerykanki rozprasza ją w trakcie serwisu.

    – Kiedy wymiana się kończy, nie mam nic przeciwko dopingowi. Ale w momencie, gdy podchodzę do linii, żeby zaserwować, nie jest to potrzebne – narzekała 28-latka.

    W tym momencie w rozmowę włączyła się także Gauff, która głośno protestowała, co wywołało jeszcze ostrzejszą reakcję Bencić. – Nikt z tobą nie rozmawia. Ona mówi do mnie, jasne? Twój sztab ciągle coś komentuje. Ja jestem za stara na takie gierki – grzmiała Szwajcarka.

    Gauff wykorzystała nerwy rywalki

    Co ciekawe, właśnie od tego momentu Gauff zaczęła grać swobodniej, a zdenerwowana Bencić traciła kontrolę nad wydarzeniami na korcie. Amerykanka przejęła inicjatywę, wygrała tie-breaka w drugim secie, a w decydującej partii już dominowała. Po 149 minutach walki to ona mogła cieszyć się z awansu, zwyciężając 4:6, 7:6(4), 6:2.

    https://x.com/pavyg/status/1972966794886611272

     

  • Słowa Świątek podzieliły cały świat. Alcaraz stanowczo zareagował

    Słowa Świątek podzieliły cały świat. Alcaraz stanowczo zareagował

    Sezon tenisowy 2025 powoli zbliża się do końca, a najlepsi zawodnicy rywalizują obecnie w Azji w turniejach rangi 1000 i 500. Niestety wiele spotkań nie stoi na najwyższym poziomie, ponieważ coraz częściej dochodzi do kreczów spowodowanych urazami. Z kortów musieli schodzić już m.in. Lorenzo Musetti, Qinwen Zheng, Lois Boisson, Jakub Mensik, Paula Badosa czy Barbora Krejčíková.

    Głośne słowa Igi Świątek

    Na problem trudów sezonu zwróciła niedawno uwagę Iga Świątek. Jej słowa wywołały duże poruszenie w świecie tenisa. – Sezon jest bardzo długi i w drugiej części wszyscy odczuwamy coraz większe zmęczenie – podkreśliła w rozmowie z dziennikarzami.

    Polka wskazała, że szczególnie wymagająca jest azjatycka część rozgrywek. – Masz wrażenie, że wszystko dobiega końca, a jednak wciąż musisz grać na pełnych obrotach. Nie wiem, jak będzie wyglądała moja kariera za kilka lat, ale możliwe, że będę zmuszona rezygnować z niektórych turniejów, nawet obowiązkowych. Obecne przepisy WTA czynią ten harmonogram szaleństwem – nie da się pogodzić wszystkiego – oceniła.

    Carlos Alcaraz popiera Świątek

    Do słów Polki odniósł się Carlos Alcaraz. Hiszpan przyznał, że w pełni podziela jej opinię. – Uważam, że kalendarz jest naprawdę przeładowany. Zbyt wiele turniejów jest obowiązkowych, zbyt wiele odbywa się bez przerwy. Przepisy nakazują nam startować w imprezach Masters 1000 czy 500, ale ograniczają nasze prawo do samodzielnego decydowania o udziale – powiedział, cytowany przez „The Tennis Letter”.

    Alcaraz przyznał, że sam rozważa zmiany w swoim podejściu. – Muszę myśleć nie tylko o formie fizycznej, ale też o zdrowiu psychicznym. Gra w tak wielu imprezach pod rząd jest bardzo obciążająca. Dlatego w przyszłości mogę zrezygnować z niektórych obowiązkowych startów – dla dobra swojego organizmu i głowy. Zgadzam się z Igą i sądzę, że wielu graczy pójdzie w tym kierunku – zakończył.

    Inne spojrzenie Qinwen Zheng

    Nie wszyscy jednak podzielają zdanie Świątek i Alcaraza. Qinwen Zheng, która w Pekinie musiała kreczować, uważa, że kalendarz nie jest przesadnie wymagający. – Moim zdaniem profesjonaliści powinni sobie z nim radzić. Najsilniejsi przetrwają i taka zasada mi przyświeca – skomentowała.

    Chinka przyznała jednocześnie, że w jej przypadku decyzja o starcie była ryzykowna. – Wracam po operacji i może trochę zbyt szybko zdecydowałam się na występ. Ale też chciałam sprawdzić, w jakiej kondycji jest teraz moje ciało – dodała.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1973123660010656255?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1973123660010656255%7Ctwgr%5E8c97bab08f1ea0e43bdca53e6fd1ffbcdd9465ec%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732291740slowa-swiatek-podzielily-caly-swiat-alcaraz-stanowczo-zareagowal.html

  • Siatkarze na to nie zasłużyli. Polacy szybko zapomnieli, co się wydarzyło

    Siatkarze na to nie zasłużyli. Polacy szybko zapomnieli, co się wydarzyło

    Brąz siatkarzy. Dlaczego to wciąż wielki sukces?

    Żyjemy w naprawdę wyjątkowych czasach dla polskiego sportu. Do tego stopnia, że medal mistrzostw świata w siatkówce zaczynamy traktować jako porażkę. Jak łatwo zapomnieliśmy, że kiedyś taki wynik wydawał się czymś zupełnie nieosiągalnym.

    Po zwycięstwie nad Czechami w meczu o brązowy medal nie było wśród naszych siatkarzy wielkiej euforii – i to akurat dobrze o nich świadczy. Niedosyt, który widać w drużynie, pokazuje, jak ambitna to grupa. Nikt nie udawał, że trzecie miejsce to szczyt marzeń. Kamil Semeniuk nazwał medal wręcz pogardliwie „blachą”. A jednak w przeciwieństwie do dawnych gwiazd polskiego sportu – choćby Zbigniewa Bońka, który po mundialu w 1986 roku wieszczył klątwę na całe pokolenia – nikt z obecnej drużyny nie zareagował na krytykę histerycznie.

    Ósmy turniej z rzędu, ósmy medal

    Owszem, w kraju rozległy się głosy rozczarowania. Padają opinie, że Polacy zawiedli, bo w całym turnieju rozegrali tylko jeden naprawdę wymagający mecz – przegrany 0:3 półfinał z Włochami. Ale czy naprawdę można mówić o klęsce, skoro to już ósmy wielki turniej z rzędu zakończony medalem? Takiej serii nie ma dziś żadna inna siatkarska potęga.

    Jak słusznie zauważył mój redakcyjny kolega, Łukasz Jachimiak, warto spojrzeć na sytuację szerzej. Francja – aktualny mistrz olimpijski – zakończyła MŚ 2025 już w fazie grupowej. Brazylia wypadła równie blado. Amerykanie, którzy razem z nami i Francuzami stali na podium w Paryżu, pożegnali się w ćwierćfinale. Tymczasem w naszej reprezentacji doszło do ogromnych zmian – w składzie było tylko sześciu z trzynastu wicemistrzów olimpijskich sprzed roku – a mimo to Polska znów wraca z medalem.

    Filipiny jak Korea i Japonia w 2002

    Turniej na Filipinach obfitował w niespodzianki. Dla wielu siatkarskich potęg zakończył się dramatem. Nasza drużyna utrzymała poziom i choć nie sięgnęła po złoto, wciąż stanęła na podium. Warto pamiętać, że podróż na drugi koniec świata była dla wszystkich ekip sporym wyzwaniem.

    Cała impreza przypominała piłkarski mundial z 2002 roku w Korei i Japonii. Tam również doszło do wstrząsów – w grupie odpadły Francja, Argentyna czy Portugalia, a do ćwierćfinałów dotarły drużyny, których nikt się nie spodziewał, jak Senegal, USA czy Korea Południowa. Podobnie na Filipinach błysnęli Czesi i Bułgarzy. I choć z perspektywy faworytów to szok, dla całej dyscypliny to znak, że światowa hierarchia nie jest niezmienna.

    Polacy zapomnieli trudne czasy

    Dlatego tym bardziej dziwią krytyczne głosy płynące z polskiego środowiska siatkarskiego. Wszyscy pamiętamy przecież czasy, gdy sami byliśmy drużyną z aspiracjami, ale bez wyników. Przegrywaliśmy eliminacje mistrzostw Europy ze Słowacją czy Izraelem, a sam awans na mundial był marzeniem ściętej głowy. Do Ligi Światowej przyjęto nas nie z powodu poziomu sportowego, lecz dzięki temu, że polscy kibice i sponsorzy gwarantowali wpływy finansowe.

    Dziś sytuacja jest nieporównywalna. Polska siatkówka stoi na szczycie, a medale z kolejnych turniejów stały się niemal rutyną. Owszem, można dyskutować, czy Nikola Grbić mógł lepiej reagować w przegranym półfinale z Włochami. Ale nie mamy żadnej pewności, że inne decyzje zmieniłyby wynik. Fakty są takie: Polacy wracają z medalem mistrzostw świata – i to powinno nas cieszyć.

    Poprzednie pokolenia kibiców mogły tylko o tym marzyć. A dziś, kiedy w wielu innych dyscyplinach działacze i kibice marzą choćby o „rozczarowaniu” w postaci brązu, my mamy luksus narzekania na brak złota. Rewanż nadejdzie szybko – już za dwa lata mistrzostwa świata odbędą się w Polsce.

  • Skandal na turnieju w Pekinie. Ależ awantura

    Skandal na turnieju w Pekinie. Ależ awantura

    Daniił Miedwiediew ma wyjątkowego pecha do niecodziennych i kontrowersyjnych sytuacji na korcie. Kolejna z nich wydarzyła się w jego półfinałowym meczu turnieju ATP 500 w Pekinie przeciwko Learnerowi Tienowi. Rosjanin w decydującym secie zmagał się z silnymi skurczami, przez co w pewnym momencie nawet nie podjął próby odebrania serwisu rywala. Został za to ukarany ostrzeżeniem, co wywołało jego gwałtowną reakcję i długą dyskusję z sędzią oraz supervisorem.

    Miedwiediew znów w centrum uwagi

    29-letni tenisista, obecnie 18. rakieta świata, od lat słynie z niezwykle ekspresyjnych zachowań. Nawet gdy to nie on jest bezpośrednim winowajcą, i tak przyciąga uwagę kibiców oraz mediów. Podobnie było podczas tegorocznego US Open, gdy w meczu z Benjaminem Bonzim zamieszanie na trybunach wywołane przez fotografa przerodziło się w awanturę, do której sam Miedwiediew dołożył swoje trzy grosze. W Pekinie historia się powtórzyła – choć tym razem powodem były problemy zdrowotne.

    Kłopoty zdrowotne i szokująca decyzja arbitra

    Spotkanie z Tienem zaczęło się dla Rosjanina obiecująco – pierwszego seta wygrał 7:5, drugiego przegrał w takim samym stosunku. W trzeciej partii role się odwróciły. Już na początku decydującego seta Miedwiediew miał poważne problemy – przy stanie 0:1 i 15-30 praktycznie osunął się na rakietę, próbując złapać oddech i złagodzić ból mięśni. Gdy Tien szykował się do serwisu, Rosjanin nie wykonał żadnego ruchu, aby odebrać piłkę.

    Wtedy interweniował sędzia Adel Nour, ogłaszając ostrzeżenie za „niedawanie z siebie wszystkiego”. Decyzja ta kompletnie zaskoczyła i rozwścieczyła byłego lidera światowego rankingu. Chwiejnym krokiem podszedł do arbitra i w ostrych słowach skrytykował jego postawę. Na korcie pojawił się także supervisor, do którego Miedwiediew skierował swoje pretensje, uciszając przy tym próbującego wtrącić się Noura. – Teraz nie mówisz, rozmawiam z nim – rzucił Rosjanin.

    Burzliwa wymiana zdań

    Miedwiediew nie krył oburzenia. – Więc wolisz, żebym skreczował? Powiedz do kamery, że wolisz, aby zawodnicy kreczowali! Daję z siebie wszystko, więc dlaczego on daje mi ostrzeżenie? Kim jesteś, żeby decydować za mnie? Jak się nazywasz? – grzmiał w stronę arbitra.

    Rosjanin dodawał, że po US Open bardzo stara się zachowywać spokojniej, a mimo to sędziowie „próbują go zastraszyć”. – Dlaczego każdy sędzia na świecie próbuje mnie uciszyć? – pytał retorycznie.

    Po tej awanturze wrócił jeszcze do gry, a nawet wygrał jedną akcję po returnie, lecz z każdą kolejną piłką było widać, że jego organizm nie wytrzymuje tempa rywalizacji.

    Koniec meczu i awans Tiena

    Przy stanie 0:4 w decydującym secie Miedwiediew ostatecznie poddał spotkanie. Jego przeciwnik, 19-letni Learner Tien, awansował tym samym do finału turnieju w Pekinie, gdzie czeka na niego rozstawiony z numerem drugim Jannik Sinner.

    Miedwiediew po raz kolejny zakończył mecz w atmosferze dużych emocji i kontrowersji – tym razem jednak główną rolę odegrały nie tylko jego reakcje, lecz przede wszystkim problemy zdrowotne.

    https://x.com/asud683385/status/1972989744188670242?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1972989744188670242%7Ctwgr%5Ee296f412d5d6e1046e2aa643f5fe3c1b9a97e107%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732291383skandal-na-turnieju-w-pekinie-alez-awantura.html

  • Nareszcie! Świątek znów jest numerem jeden. Długo na to czekała

    Nareszcie! Świątek znów jest numerem jeden. Długo na to czekała

    Iga Świątek ponownie znalazła się na szczycie rankingu Universal Tennis Rating (UTR) – globalnego systemu oceny tenisistek i tenisistów. Polka wyprzedziła Coco Gauff, która przez pewien czas przewodziła stawce. To potwierdzenie znakomitej formy 24-latki w ostatnich miesiącach.

    Pasmo sukcesów Świątek

    Od czerwca najlepsza polska tenisistka ma wiele powodów do dumy. Najpierw w wielkim stylu triumfowała na kortach Wimbledonu, pokonując w finale Amandę Anisimovą aż 6:0, 6:0. Kilka tygodni później dołożyła do kolekcji tytuł w turnieju w Cincinnati, który poprzedzał US Open. Choć w Nowym Jorku dotarła „zaledwie” do ćwierćfinału, szybko powetowała sobie ten wynik, wygrywając zawody rangi WTA 500 w Seulu.

    W obecnym sezonie Świątek ma już na koncie trzy trofea i wciąż mierzy w kolejne. Do Pekinu przyleciała jako najwyżej rozstawiona zawodniczka i potwierdza swoją klasę. Najpierw pewnie pokonała Yue Yuan (6:0, 6:3), a w drugiej rundzie rozprawiła się z Camilą Osorią – Kolumbijka skreczowała przy stanie 6:0, 1:0 dla Polki.

    Czym jest ranking UTR?

    Zestawienie Universal Tennis Rating różni się od klasyfikacji WTA. Bierze pod uwagę przede wszystkim aktualną formę tenisistek z ostatnich tygodni i miesięcy, a nie cały rok startów. Dodatkowo wyżej punktowane są zwycięstwa nad wymagającymi rywalkami. Skala ocen w UTR wynosi od 1,00 do 16,50.

    Polka liderką, Sabalenka poza pierwszą dwójką

    Świątek dzięki świetnym występom odzyskała prowadzenie i zepchnęła Coco Gauff na drugą pozycję. Trzecie miejsce zajmuje Aryna Sabalenka, a pierwszą dziesiątkę zamyka Elina Switolina z Ukrainy.

    Co ciekawe, jak zauważa serwis tennis365.com, w okolice czołówki powraca Emma Raducanu. Brytyjka, która sensacyjnie wygrała US Open w 2021 roku, plasuje się obecnie na 12. miejscu.

    Cel: numer 1 także w rankingu WTA

    Świątek liczy, że wkrótce odzyska również prowadzenie w klasyfikacji WTA. Aktualnie zajmuje w niej drugą lokatę, ustępując jedynie Arynie Sabalence. Białorusinka nie występuje jednak w Pekinie, co daje Polce szansę na znaczące zmniejszenie różnicy punktowej.

    Pierwsza dziesiątka rankingu UTR (kobiety):

    1. Iga Świątek
    2. Coco Gauff
    3. Aryna Sabalenka
    4. Jelena Rybakina
    5. Jekaterina Aleksandrowa
    6. Mirra Andriejewa
    7. Zheng Qinwen
    8. Marketa Vondrousova
    9. Amanda Anisimova
    10. Elina Switolina
  • Sceny w Pekinie. Rosjanin znów na ustach wszystkich. Sędzia bez litości

    Sceny w Pekinie. Rosjanin znów na ustach wszystkich. Sędzia bez litości

    Daniił Miedwiediew zakończył swój udział w turnieju ATP 500 w Pekinie na etapie półfinału. Rosjanin poddał spotkanie w trzecim secie meczu przeciwko Amerykaninowi Learnerowi Tienowi. Chwilę wcześniej doszło jednak do sporej kontrowersji – sędzia ostrzegł go za „zbyt mały wysiłek”, co wywołało wściekłość tenisisty.

    Trudny sezon Miedwiediewa

    Bieżący rok jest dla Rosjanina wyjątkowo nieudany. Wszystko zaczęło się od rozczarowującego występu w Australian Open, gdzie – zamiast powtórzyć sukces sprzed roku i znów zagrać w finale – odpadł już w drugiej rundzie, przegrywając właśnie z Tienem. Później sytuacja jedynie się pogarszała. W kolejnych turniejach wielkoszlemowych Miedwiediew nie potrafił przejść dalej niż do pierwszej rundy.

    Po nieudanym US Open tenisista zdecydował się na radykalne zmiany. Zakończył wieloletnią współpracę z dotychczasowym trenerem, licząc, że nowy sztab pozwoli mu otworzyć świeży rozdział w karierze. Pierwszym sprawdzianem nowej konfiguracji miał być turniej w Pekinie, zwłaszcza że w obsadzie brakowało kilku czołowych graczy, m.in. Carlosa Alcaraza czy Taylora Fritza.

    Obiecujący początek, dramatyczny finał

    Pierwsze mecze w Pekinie dawały powody do optymizmu. Wydawało się, że Miedwiediew odzyskuje formę, a starcie półfinałowe z Tienem będzie okazją do potwierdzenia tej tendencji. Początek wyglądał dobrze – Rosjanin, choć przegrywał już 1:4 z dwoma przełamaniami straty, zdołał odwrócić losy seta i wygrał 7:5.

    Kłopoty zaczęły się w końcówce drugiej partii. Obaj gracze mieli problem z utrzymaniem własnego podania, a dodatkowo Miedwiediew zaczął odczuwać skurcze. W efekcie przegrał seta 5:7.

    Decydująca odsłona była już dla niego prawdziwym koszmarem. Oddał serwis i przy podaniu rywala niemal nie podejmował prób returnowania, ponieważ ból skutecznie go paraliżował. Wówczas sędzia ukarał go ostrzeżeniem za „zbyt mały wysiłek”. Ten werdykt rozwścieczył Rosjanina, ale z racji fizycznego wyczerpania ograniczył się jedynie do rozmowy przy siatce. Na kort wezwano supervisora, z którym prowadził dyskusję, zwracając się do arbitra głównego Kadera Nouniego słowami: „Nie rozmawiamy teraz ze sobą”.

    Sprawa ma ciąg dalszy

    Jak donosi „The Athletic”, władze ATP uznały decyzję o przyznaniu ostrzeżenia za błędną. Miedwiediew może złożyć odwołanie, choć nie wiadomo jeszcze, czy zdecyduje się na ten krok. Przedstawiciele zawodnika nie chcieli tego komentować.

  • Dochodziła północ w Pekinie, gdy Paolini została trzy razy przełamana. Zaczęły się emocje

    Dochodziła północ w Pekinie, gdy Paolini została trzy razy przełamana. Zaczęły się emocje

    Jasmine Paolini i Marie Bouzkova nie miały szczęścia w losowaniu kortów – ich pojedynek zaplanowano na największym obiekcie China National Tennis Center, czyli korcie Diamond. Problem w tym, że wcześniejsze mecze tego dnia ciągnęły się niemiłosiernie – większość kończyła się dopiero w trzecich setach. Do tego doszedł jeszcze krecz Daniiła Miedwiediewa, trzysetowe boje Jannika Sinnera, Coco Gauff z Belindą Bencic czy Amandy Anisimovej z Karoliną Muchovą. Kibice mieli więc ogrom emocji, ale organizatorzy – poważny kłopot. W efekcie starcie Paolini z Bouzkovą rozpoczęło się dopiero po 22:40 czasu lokalnego, a kończyło już dobrze po północy. Trybuny pustoszały z każdą minutą – trudno się dziwić, większość widzów marzyła już wtedy o łóżku, a nie o nocnym maratonie tenisowym.

    Początek spotkania układał się po myśli Włoszki. Paolini była w znakomitej formie, a Czeszka grała zbyt nierówno, popełniała sporo błędów i miała kłopoty zwłaszcza przy drugim serwisie. Bouzkova zmarnowała swoje dwie szanse na przełamanie, natomiast Paolini wykorzystała obie okazje, które dostała. To wystarczyło, by po 40 minutach prowadziła 6:2.

    W drugim secie role zaczęły się jednak odwracać. Bouzkova zaczęła grać koncertowo w defensywie – biegała po całym korcie, podbijała niemal każdą piłkę i zmuszała Paolini do ryzyka. Włoszka coraz częściej się myliła, nawet przy prostych zagraniach, i dawała upust frustracji. Czeszka trzykrotnie przełamywała rywalkę, ale nigdy nie zdołała odskoczyć na dwa gemy. To okazało się kluczowe.

    Przy stanie 5:4 Paolini była o krok od zwycięstwa, miała dwie piłki meczowe, lecz Bouzkova wybroniła się w świetnym stylu. Chwilę później to Czeszka miała szansę objąć prowadzenie – dwa break pointy przy 5:5 – ale wtedy to Paolini zagrała bezbłędnie i obroniła swój serwis. Emocje sięgnęły zenitu, a po każdej udanej akcji Włoszka dodawała sobie otuchy okrzykiem „andiamo!”.

    Ostatecznie tie-breaka udało się uniknąć. Paolini wywalczyła trzecią i czwartą piłkę meczową, a przy tej ostatniej Bouzkova popełniła błąd przy drugim podaniu i nie zdążyła do returnu. Wynik końcowy: 6:2, 7:5 dla Włoszki.

    Jasmine Paolini w Pekinie kontynuuje znakomitą serię, choć tym razem zagrała nierówno i momentami bardzo przeciętnie – szczególnie w drugim secie, gdzie zaliczyła aż 25 niewymuszonych błędów. Mimo to znów udowodniła, że nawet w trudnych momentach potrafi znaleźć sposób na zwycięstwo.

    https://x.com/WTA/status/1973063113978032370?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1973063113978032370%7Ctwgr%5Ed5bedf929bf952f69ae494d224bc94ef5e159f38%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Fnews-dochodzila-polnoc-w-pekinie-gdy-paolini-zostala-trzy-razy-prnId22425762

  • Oto “brzydka” strona medalu Polaków. O tym się nie mówi

    Oto “brzydka” strona medalu Polaków. O tym się nie mówi

    Na początku tego turnieju w oczy rzucała się dziecięca wręcz radość Bartosza Kurka, a w decydujących chwilach, gdy zabrakło 37-letniego kapitana, jego koledzy wyglądali jak zagubieni. Impreza, która sama w sobie była częściowo udanym eksperymentem, pokazała też, czego w najbliższych latach możemy spodziewać się po selekcjonerze Nikoli Grbiciu – pisze Agnieszka Niedziałek ze Sport.pl, która z bliska obserwowała drogę Polaków po brązowy medal mistrzostw świata na Filipinach.

    Medal, który wywołuje mieszane emocje

    „Brzydki” brąz to zwierciadło, w którym odbija się reprezentacja Polski. W żadnym innym zespole drużynowym medal mistrzostw świata nie byłby traktowany jako porażka czy półśrodek. Tymczasem siatkarze Grbicia przyzwyczaili kibiców do najwyższych laurów, dlatego dziś część fanów kręci nosem. To nie był krążek, na jaki liczono, ale mówienie o porażce jest przesadą – zwłaszcza że dla wielu zawodników był to pierwszy kontakt z wielkim turniejem, a dla kilku – debiut w kadrze na mistrzowskiej imprezie.

    Radość debiutantów, stonowanie weteranów

    Nowicjusze – Jakub Nowak, Jakub Popiwczak czy Maksymilian Granieczny – cieszyli się po ostatniej piłce jak dzieci. Starsi i bardziej utytułowani gracze reagowali ostrożniej, wciąż rozpamiętując półfinał z Włochami. „Lecimy po złoto” – mówili przed turniejem, bo Polacy jako liderzy rankingu i zwycięzcy Ligi Narodów byli faworytami. Jednak dla połowy drużyny były to dopiero pierwsze mistrzostwa świata.

    Na drugim biegunie był Bartosz Kurek. Kapitan, który debiutował na MŚ już w 2010 roku, emanował radością w fazie pucharowej. Świadomy, że może to być jego ostatnia szansa na medal, celebrował każdy punkt. Tym boleśniej wyglądało, gdy kontuzja wykluczyła go z półfinału i meczu o brąz.

    Decyzje Grbicia – pragmatyzm czy upór?

    Brak Kurka i kłopoty zdrowotne Tomasza Fornala mocno ograniczyły pole manewru trenera. Mimo problemów z plecami Fornal musiał grać – Grbić wybrał go zamiast Artura Szalpuka, którego nie wystawił nawet na Czechów w meczu o 3. miejsce. Tłumaczył to względami taktycznymi: lepszym przyjęciem Fornala i obawą przed zestawieniem Fornal–Leon, które w przyjęciu byłoby ryzykowne.

    Selekcjoner tradycyjnie stawiał na żelazną jedenastkę, rzadko sięgając po zmienników. Szalpuk, Nowak, Granieczny, Firlej czy Jakubiszak dostali tylko krótkie epizody. Wyjątkiem byli Marcin Komenda i Popiwczak, którzy na stałe wskoczyli w miejsce Janusza i Zatorskiego. Grbić tłumaczył po meczu:
    – Jestem, jaki jestem. Wierzę w swój sposób pracy. Gdybym zaczął działać pod dyktando komentarzy i opinii, zwariowałbym.

    Chaos w półfinale

    Jeszcze po ćwierćfinale z Turcją Grbić podkreślał, że jego drużyna radzi sobie z brakami kadrowymi. Ale po wypadnięciu Kurka w półfinale gra Polaków wyglądała chaotycznie, jak ruch uliczny w zakorkowanej Manili. Choć prowadzili w każdym z przegranych setów (13:10, 10:8, 14:9), nie potrafili tego utrzymać. Zawiodła zagrywka, brakowało świeżości i najwyższej formy, co przypominało problemy z igrzysk w Paryżu.

    Atmosfera w zespole pozostawała jednak dobra – siatkarze wspierali się wzajemnie, a na spotkaniach z mediami żartowali z siebie i trenera.

    Filipiny – kontrasty i lekcje organizacyjne

    Turniej w Manili miał dwie twarze, podobnie jak sam medal Polaków. Początkowo trybuny świeciły pustkami przez drogie bilety, później organizatorzy obniżyli ceny i rozdawali wejściówki studentom. Kibice w strefach fanów byli niezwykle serdeczni i hojni – wręczali zawodnikom prezenty i prosili o wspólne zdjęcia.

    Sama Manila również pełna była kontrastów – luksusowe centra handlowe tuż obok miejsc, gdzie ludzie spali na ulicach. Logistycznie turniej nie należał do łatwych: wszystkie 32 drużyny grały w dwóch halach, a kibice z e-biletami musieli i tak stać w kolejkach po papierowe wejściówki.

    Mimo niedociągnięć organizacyjnych sama idea rozszerzenia MŚ się sprawdziła. Widzieliśmy historie siatkarzy z Kataru czy Libii, historyczny półfinał Czechów czy wpadki gigantów – Francuzów, Brazylijczyków i Japończyków.

    Brąz, który zostawia pytania

    Nikola Grbić utrzymał serię medalowych zdobyczy z Polską, ale styl i chaos w decydujących meczach sprawiają, że ten brąz ma gorzki smak. Warto jednak pamiętać o kontekście – eksperymentalnym składzie, debiutantach i braku lidera. Polscy kibice dali temu wyraz już po powrocie drużyny – na lotnisku w Warszawie siatkarzy witał tłum pełen radości i wdzięczności.

  • Sensacyjny zwrot w Pekinie! 6:1 w 28 minut, a potem stało się coś niesamowitego

    Sensacyjny zwrot w Pekinie! 6:1 w 28 minut, a potem stało się coś niesamowitego

    Karolina Muchova rozpoczęła pojedynek z Amandą Anisimovą w imponującym stylu. W 1/8 finału turnieju WTA 1000 w Pekinie Czeszka potrzebowała zaledwie 28 minut, by wygrać pierwszego seta 6:1. Później jednak doszło do zaskakującego zwrotu akcji, a decydująca partia dostarczyła ogromnych emocji.

    Błyskawiczny początek Muchovej

    Muchova (15. WTA), która w ubiegłym roku dotarła w Pekinie do finału, gdzie przegrała z Coco Gauff, weszła w mecz w znakomitej formie. Grała pewnie, wygrywając aż 80 proc. punktów po pierwszym i 83 proc. po drugim podaniu, przy czym jej rywalka osiągnęła odpowiednio tylko 44 i 13 proc. Amerykanka nie była w stanie nawiązać wyrównanej walki – przegrała trzy swoje gemy serwisowe i w całym secie ugrała zaledwie jednego gema.

    Czeszka nie zatrzymywała się i w drugiej partii wyszła na prowadzenie 1:0. Wydawało się, że kontroluje przebieg gry, ale wtedy inicjatywę przejęła Anisimova.

    Sensacyjny zwrot

    Czwarta rakieta świata odpowiedziała serią pięciu wygranych gemów i ostatecznie triumfowała w secie 6:2. Wyróżniała się skutecznością w ataku – tylko w tej partii posłała 11 winnerów przy zaledwie trzech Muchovej.

    – Trudno było przewidzieć, czy Muchova wróci do poziomu z pierwszego seta, czy raczej Anisimova utrzyma świetną dyspozycję – komentował na antenie Canal+Sport Żelisław Żyżyński.

    Z kolei Dawid Celt, zachwycony wszechstronnością Czeszki, przypominał, że jej tenisowy idol to Roger Federer. „Roger Federer w spódnicy” – mówił, gdy Muchova popisała się kombinacją returnu slajsem i precyzyjnego bekhendu wzdłuż linii.

    Decydujący set pełen napięcia

    Trzecia odsłona meczu była już bardzo wyrównana. Obie tenisistki prezentowały wysoki poziom, a kluczowym momentem okazał się dziewiąty gem przy serwisie Muchovej. Prowadziła 40:30, ale Anisimova odpowiedziała trzema znakomitymi returnami i odwróciła losy gema, zdobywając przełamanie. Chwilę później, przy własnym podaniu, zamknęła mecz wygrywając gema do 30.

    – Cierpiałam na początku spotkania, ale udało mi się podnieść. Jestem bardzo szczęśliwa, że wygrałam ten trudny pojedynek – podkreśliła po meczu Amerykanka.

    Nie był to pierwszy raz w Pekinie, gdy Anisimova musiała walczyć do końca. W poprzedniej rundzie przeciwko Shuai Zhang (112. WTA) przegrywała w pierwszym secie 3:5, a mimo to zdołała zwyciężyć w tie-breaku 13:11.

    Kolejne wyzwanie

    Dzięki triumfowi nad Muchovą Anisimova awansowała do ćwierćfinału. Tam zmierzy się ze zwyciężczynią spotkania Jasmine Paolini (8. WTA) – Marie Bouzkova (52. WTA).