• Gauff miała zacząć pogoń za Świątek. Zepchnięta do defensywy. Koniec po 88 minutach

    Gauff miała zacząć pogoń za Świątek. Zepchnięta do defensywy. Koniec po 88 minutach

    Obecność Evy Lys w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Pekinie, obok Sonay Kartal, okazała się jedną z największych niespodzianek całej imprezy. Niemka zdołała tego dokonać po serii trzech zaciętych, trzysetowych spotkań, w których ograła m.in. Jelenę Rybakinę. Aby jednak po raz pierwszy w karierze sięgnąć po półfinał na tak dużym turnieju, musiała stawić czoła obrończyni tytułu, Coco Gauff. Choć w pierwszym secie przełamała Amerykankę dwa razy z rzędu, sama borykała się z ogromnymi problemami przy własnym podaniu. Ostatecznie mecz zakończył się po zaledwie 88 minutach.

    Dla polskich kibiców emocje związane z China Open zakończyły się znacznie wcześniej, gdy Iga Świątek sensacyjnie odpadła w czwartej rundzie po porażce z Emmą Navarro. W środę poznaliśmy ostatnie ćwierćfinalistki i w tym gronie zabrakło wiceliderki rankingu WTA. W najlepszej ósemce znalazły się takie gwiazdy jak Coco Gauff, Jessica Pegula, Amanda Anisimova czy Jasmine Paolini, ale też autorki dużych niespodzianek. Jedną z nich była właśnie Eva Lys – zawodniczka, która jeszcze na początku sezonu musiała przebijać się przez kwalifikacje Australian Open, gdzie nawet poniosła porażkę. Dopiero jako „lucky loser” dostała się do głównej drabinki i dotarła aż do czwartej rundy.

    Tamten występ pozwolił jej po raz pierwszy wskoczyć do TOP 100, natomiast sukcesy w Pekinie otworzyły jej drogę do najlepszej pięćdziesiątki świata. Wygrywając z McCartney Kessler w czwartej rundzie, przypieczętowała historyczny awans. Do meczu z Coco Gauff mogła podejść z pełnym spokojem – swoje w stolicy Chin już osiągnęła, notując trzy trzysetowe triumfy w czterech wcześniejszych pojedynkach. Sama Gauff również musiała w poprzednich rundach walczyć w długich bataliach, ale w ćwierćfinale chciała zrobić krok w stronę powtórzenia sukcesu sprzed roku, a przy okazji zmniejszyć dystans punktowy do Igi Świątek w rankingu.

    Na papierze Lys wydawała się idealną rywalką dla Amerykanki – nie dysponuje mocnym serwisem, nie imponuje siłą uderzeń. Tymczasem Niemka od pierwszych piłek zaczęła ryzykować i narzucać tempo wymian. Gauff odpowiadała agresją, więc kibice oglądali widowisko pełne znakomitych wymian i efektownych zagrań.

    Pierwszy set przyniósł aż pięć przełamań, ale minimalną przewagę miała Gauff. Po 36 minutach zamknęła partię wynikiem 6:3. Druga odsłona meczu również dostarczyła ogromnych emocji. Lys zaczęła trafiać lepiej pierwszym serwisem, a jej ryzykowna gra kilkukrotnie zaskakiwała faworytkę. Mimo tego przy stanie 2:2 Niemka „pękła” i dała się przełamać. Chwilę później Gauff sama wpadła w kłopoty serwisowe, dwukrotnie popełniając podwójny błąd, co pozwoliło rywalce wyrównać na 3:3.

    Końcówka jednak należała do Amerykanki. Lys popełniała coraz więcej niewymuszonych błędów (w całym drugim secie aż 31), a Gauff wykorzystała kolejne przełamanie i zamknęła mecz wynikiem 6:3, 6:4. Tym samym po raz pierwszy od triumfu we French Open w czerwcu awansowała do półfinału turnieju rangi WTA 1000.

    W sobotę Coco Gauff powalczy o finał w Pekinie z lepszą z pary Amanda Anisimova – Jasmine Paolini.

  • 18 godzin po meczu ze Świątek dotarł komunikat WTA ws. Navarro. Zapadła ostateczna decyzja

    18 godzin po meczu ze Świątek dotarł komunikat WTA ws. Navarro. Zapadła ostateczna decyzja

    Pierwsze spotkanie wczorajszej sesji wieczornej turnieju WTA 1000 w Pekinie zakończyło się ogromną niespodzianką. Emma Navarro pokonała Igę Świątek, nie pozwalając jej na zdobycie choćby jednego gema w decydującym secie. Dla raszynianki była to pierwsza porażka w historii jej występów na kortach w stolicy Chin. Kilkanaście godzin później, tuż po godz. 10:00 czasu polskiego, na oficjalnej stronie rozgrywek pojawił się komunikat dotyczący Amerykanki, w którym opublikowano plan piątkowych gier.

    Navarro sprawiła największą sensację całego turnieju. Wyeliminowała Świątek, która w dwóch wcześniejszych rundach nie pozostawiła rywalkom żadnych złudzeń i oddała im zaledwie trzy gemy. W przeszłości bezpośrednie starcia obu tenisistek zawsze przebiegały pod dyktando Polki. Tym razem jednak to zawodniczka z USA przechyliła szalę zwycięstwa na swoją korzyść, a jej triumf miał zaskakujący przebieg.

    Choć w końcówce drugiego seta wydawało się, że Świątek odzyskuje rytm, początek trzeciej odsłony zupełnie odmienił obraz meczu. Navarro wygrywała kolejne gemy po zaciętych wymianach, a przewaga stale rosła. Ostatecznie Amerykanka rozgromiła liderkę polskiego tenisa, oddając jej w ostatniej partii absolutne zero. Spotkanie zakończyło się wynikiem 6:4, 4:6, 6:0, a Navarro zameldowała się w ćwierćfinale. Dla Świątek oznaczało to koniec serii ośmiu zwycięstw odniesionych dotąd w Pekinie. W 2023 roku triumfowała tu w finale z Ludmiłą Samsonową, a w kolejnym sezonie nie wystąpiła z powodu zawieszenia.

    WTA Pekin: plan gier na piątek

    Zamiast zapowiadanego starcia Świątek z Jessicą Pegulą, kibice zobaczą pojedynek w pełni amerykański. To właśnie Navarro otrzyma szansę gry o półfinał przeciwko swojej rodaczce. Dokładnie 18 godzin po wyeliminowaniu Świątek, w sieci pojawił się oficjalny plan piątkowych spotkań.

    Mecz Pegula – Navarro został zaplanowany nie wcześniej niż na godz. 12:00 czasu polskiego. Wcześniej, około godz. 9:00, rozegrany zostanie ćwierćfinał Sonay Kartal – Linda Noskova, którego zwyciężczyni zmierzy się w półfinale z jedną z Amerykanek. Całą piątkową rywalizację na korcie centralnym w Pekinie otworzy pojedynek deblowy. Rozstawione z numerem „4” Su-Wei Hsieh i Jelena Ostapenko zagrają z duetem Tereza Mihalikova/Olivia Nicholls. Przed nami więc dzień pełen emocji na najważniejszej tenisowej scenie w stolicy Chin.

  • Tak “fani” potraktowali Igę Świątek. “Jesteś hańbą”

    Tak “fani” potraktowali Igę Świątek. “Jesteś hańbą”

    Iga Świątek po porażce z Emmą Navarro w czwartej rundzie turnieju WTA 1000 w Pekinie znalazła się w centrum internetowej burzy. Na najlepszą polską tenisistkę spadła fala hejtu, a część komentarzy, które zdecydowała się pokazać w mediach społecznościowych, wygląda naprawdę niepokojąco.

    Hejt po meczu z Navarro

    Świątek przystępowała do zawodów w Pekinie z dużymi nadziejami – kilka dni wcześniej sięgnęła po tytuł w turnieju WTA 500 w Seulu i wydawało się, że jest w dobrej dyspozycji. Polka, jako turniejowa „jedynka”, uchodziła nawet za jedną z głównych faworytek do triumfu. Tymczasem jej przygoda zakończyła się już w czwartej rundzie, gdzie uległa Emmie Navarro 4:6, 6:4, 0:6.

    Po spotkaniu w sieci pojawiły się setki krytycznych i obraźliwych wpisów pod adresem Świątek. Niektórzy internauci nawiązali do sprawy dopingowej, inni zarzucali jej brak talentu i określali występ mianem „żałosnego”. Pojawiały się też komentarze wprost nazywające ją „hańbą”.

    Reakcja Świątek

    24-latka nie przeszła obok tego obojętnie. Opublikowała część wpisów, a przy okazji podkreśliła, że podobne zjawiska nie są w tenisie niczym nowym. Często zawodniczki stają się celem ataków sfrustrowanych osób, które straciły pieniądze na zakładach bukmacherskich.

    „Współczesny sport to także ten smutny element rzeczywistości – boty, zakłady bukmacherskie, ale i tzw. »fani«” – napisała Świątek. „Warto się nad tym zastanowić, zwłaszcza że już za kilka dni obchodzimy Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego” – dodała.

    Jej reakcję pochwalił m.in. dziennikarz Sport.pl Dominik Senkowski: „Brawo Iga Świątek. Zawstydzać kretynów i nagłaśniać problem”.

    Kolejny turniej – Wuhan

    Przygoda w Pekinie dobiegła końca, ale kalendarz pozostaje napięty. Już 6 października Świątek wystąpi w kolejnym turnieju WTA 1000 w Wuhan. To miejsce uchodzi za „królestwo” Aryny Sabalenki – liderka światowego rankingu triumfowała tam trzykrotnie (2018, 2019, 2024), a jej bilans spotkań w tej imprezie wynosi 17-0. Dla Polki będzie to pierwszy start w Wuhan, więc czeka ją kolejne duże wyzwanie.

    https://x.com/dsenkowski07/status/1973771221436412093?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1973771221436412093%7Ctwgr%5E8092e7e01c6db39c10e77c67a195cafa30594d03%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732297108tak-fani-potraktowali-ige-swiatek-jestes-hanba.html

  • Zwolińska z kolejnym złotem! Czegoś takiego jeszcze nie było. Przeszła do historii

    Zwolińska z kolejnym złotem! Czegoś takiego jeszcze nie było. Przeszła do historii

    Klaudia Zwolińska pokazuje, że tegoroczne mistrzostwa świata w kajakarstwie górskim w Sydney należą do niej. Kilka dni temu sprawiła ogromną niespodziankę, zdobywając złoty medal w konkurencji C-1 – choć wcale nie była na to nastawiona i sama przyznała, że wynik ją zaskoczył. Jej głównym celem był bowiem start w K-1. To właśnie tam sięgnęła po kolejny triumf i została mistrzynią świata, zapisując się w historii dyscypliny wyjątkowym dubletem.

    – Jestem w szoku. Nie mam pojęcia, jak udało mi się tego dokonać – przyznała tuż po wyścigu szczęśliwa Zwolińska. Jej osiągnięcie to jeden z największych sukcesów w dziejach polskiego sportu.

    Złoty dublet Zwolińskiej

    W półfinale Polka zajęła dopiero szóste miejsce, zmagając się z silnym wiatrem, który utrudniał jej pokonywanie bramek. Jednak w finale zaprezentowała się zupełnie inaczej – płynęła zdecydowanie, dynamicznie i bezbłędnie, nie pozostawiając rywalkom żadnych szans.

    Wicemistrzyni olimpijska z Paryża ukończyła finałowy przejazd w czasie 100,32 sekundy. To aż o ponad sześć sekund szybciej niż w półfinale. Wszystkie bramki pokonała czysto, bez żadnych punktów karnych, a perfekcyjny przejazd dał jej drugi tytuł mistrzyni świata w Sydney.

    Srebro wywalczyła Brytyjka Kimberly Woods, która straciła do Polki 1,77 sekundy. Jej wynik obciążyły jednak dwie sekundy kary – gdyby nie one, mogłaby powalczyć o złoto. Na najniższym stopniu podium stanęła Australijka Kate Eckhardt, wolniejsza od Zwolińskiej o 3,52 sekundy.

    Historyczny wyczyn

    Zdobywając tytuły zarówno w C-1, jak i w K-1, Klaudia Zwolińska dokonała rzeczy niezwykle rzadkiej – to dopiero drugi taki dublet w historii kobiecego kajakarstwa górskiego na mistrzostwach świata. Poprzedni przypadł w udziale legendzie tej dyscypliny, Australijce Jessice Fox w 2018 roku.

    Polka przeszła także do historii krajowego sportu – została pierwszą od pół wieku zawodniczką z Polski, która triumfowała w K-1. Ostatni raz dokonała tego w 1975 roku Maria Ćwiertniewicz.

    Zwolińska nie tylko wywalczyła dwa złote medale, ale też pokazała, że w kajakarstwie górskim zaczyna się nowa era z jej nazwiskiem na czele.

    https://x.com/SportowyRytm/status/1973981642642633136?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1973981642642633136%7Ctwgr%5E%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Finne%2F76499832298087zwolinska-z-kolejnym-zlotem-czegos-takiego-jeszcze-nie-bylo.html

  • Celt reaguje na to, co poleciało z boksu Igi Świątek, gdy przegrywała

    Celt reaguje na to, co poleciało z boksu Igi Świątek, gdy przegrywała

    Dawid Celt w programie Break Point odniósł się do zachowania Igi Świątek podczas meczu z Emmą Navarro w Pekinie. Jego zdaniem Polka była sfrustrowana, ponieważ Amerykanka narzucała szybkie tempo gry i w wielu fragmentach przejmowała kontrolę nad wymianami, a to coś, czego Świątek wyjątkowo nie lubi.

    Słabszy występ Świątek w Pekinie

    Iga Świątek (2. WTA) nie zdołała w tym roku triumfować w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Pekinie. Sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa tym razem odpadła już w 1/8 finału, przegrywając 4:6, 6:4, 0:6 z Emmą Navarro (17. WTA). Dla wielu kibiców był to wynik zaskakujący, szczególnie że trzeci set zakończył się zdecydowaną przewagą rywalki.

    Dlaczego Iga się denerwowała?

    Podczas drugiego seta można było zauważyć rosnącą irytację Świątek. Polka kierowała uwagi w stronę swojego sztabu – obecni na trybunach byli trener przygotowania fizycznego Maciej Ryszczuk oraz psycholożka Daria Abramowicz. „Spieszysz się ze wszystkim, a masz dużo czasu” – próbował uspokajać ją Ryszczuk. Abramowicz z kolei motywowała słowami: „Dawaj! Punkt po punkcie”.

    Dawid Celt wyjaśnił w studiu, że frustracja Świątek wynikała z faktu, iż gra nie układała się po jej myśli. – Popełniała sporo błędów, brakowało jej płynności i luzu. Wydaje mi się jednak, że główną przyczyną była świetna postawa Navarro, która potrafiła bardzo szybko wejść w głowę Idze. Polka miała poczucie, że wszystko dzieje się zbyt szybko i że przeciwniczka ją dominuje. A Iga nie znosi, gdy traci kontrolę – stwierdził Celt.

    Różna perspektywa zawodniczki i sztabu

    Ekspert odniósł się też do słów Ryszczuka o „dużej ilości czasu”. Jak tłumaczył, Świątek lubi sama narzucać tempo i dominować na korcie. – Iga czuła, że cały czas jest pod presją, dlatego pojawiały się nerwowe ruchy i pochopne decyzje. Ryszczuk zwrócił uwagę, że realnie czasu było sporo, tylko ona zbyt się spieszyła. Brakowało cierpliwości w defensywie. Świątek jest przyzwyczajona do rywalek atakujących, a Navarro zagrała inaczej. W głowie Igi mogła się pojawić myśl: „To nie ja mam się bronić, to przeciwniczka powinna biegać”. Tymczasem w tym meczu należało lepiej wyważyć proporcje między atakiem a obroną – dodał Celt.

    Turniej wchodzi w decydującą fazę

    W półfinałach turnieju w Pekinie Coco Gauff (3. WTA) zmierzy się z Amandą Anisimovą (4. WTA), natomiast w drugiej parze spotkają się zwyciężczynie pojedynków: Emma Navarro (17. WTA) – Jessica Pegula (7. WTA) oraz Sonay Kartal (81. WTA) – Linda Noskova (27. WTA). Tytułu sprzed roku broni Gauff.

  • Świątek nie jest już jedyna. Jej pogromczyni dokonała niemożliwego w Pekinie

    Świątek nie jest już jedyna. Jej pogromczyni dokonała niemożliwego w Pekinie

    Amanda Anisimova w czwartek zapisała się w historii turnieju WTA 1000 w Pekinie. Amerykanka pokonała Jasmine Paolini w ćwierćfinale i zapewniła sobie miejsce w najlepszej czwórce zawodów. Ten triumf ma jednak dla niej podwójne znaczenie – dzięki niemu zrównała się w pewnej wyjątkowej statystyce z Igą Świątek, o czym poinformował profil „OptaAce”.

    Świątek już nie jest jedyna

    Polska liderka rankingu WTA dzień wcześniej niespodziewanie pożegnała się z imprezą w stolicy Chin. W czwartej rundzie przegrała z Emmą Navarro 4:6, 6:4, 0:6. Wobec jej porażki uwagę kibiców przykuły inne rozstrzygnięcia. Awans do półfinału zapewniła sobie trzecia rakieta świata, Coco Gauff, która pokonała Niemkę Evę Lys 6:3, 6:4. Jeszcze ciekawsze rzeczy wydarzyły się jednak w drugim czwartkowym ćwierćfinale.

    Anisimova dołącza do elitarnego grona

    Amanda Anisimova (nr 4 WTA) po trzysetowym boju pokonała Jasmine Paolini (nr 8 WTA). Wynik meczu to 6:7(4), 6:3, 6:4. Dzięki temu zwycięstwu Amerykanka została dopiero drugą tenisistką urodzoną po 2000 roku, która ma na koncie wygrane z każdą zawodniczką z obecnej czołowej dziesiątki rankingu. Dotąd jedyną, która tego dokonała, była właśnie Iga Świątek.

    Rywalizacja pełna zwrotów

    Świątek i Anisimova zmierzyły się w zawodowym tourze dopiero w tym sezonie, ale ich pojedynki już wzbudziły wielkie emocje. W finale Wimbledonu Polka nie oddała rywalce nawet gema, wygrywając w imponującym stylu. Rewanż nastąpił podczas US Open – tym razem to Anisimova okazała się lepsza, wyrzucając Świątek z turnieju w ćwierćfinale.

    Amerykańska dominacja w Pekinie

    Nieobecność Aryny Sabalenki i wcześniejsze odpadnięcie Świątek sprawiły, że najwyżej rozstawionymi zawodniczkami w Pekinie pozostały Gauff i Anisimova. To właśnie one zagrają przeciwko sobie w półfinale – a Gauff będzie broniła zeszłorocznego tytułu.

    Dla kibiców z USA są jeszcze lepsze wieści: w najlepszej czwórce na pewno zobaczymy także trzecią reprezentantkę Stanów Zjednoczonych, bo w ćwierćfinale zmierzą się Emma Navarro i Jessica Pegula. Ostatni półfinał wyłoni pojedynek Lindy Noskovej z Czech i Sonay Kartal z Wielkiej Brytanii.

  • To ona zagra z Coco Gauff! Znamy półfinalistkę turnieju WTA w Pekinie

    To ona zagra z Coco Gauff! Znamy półfinalistkę turnieju WTA w Pekinie

    Turniej WTA w Pekinie wszedł już w kluczową fazę. Niestety, w tej części rywalizacji zabrakło Igi Świątek, która zatrzymała się na etapie 1/8 finału po porażce z Emmą Navarro. Emocji jednak nie brakuje – w czwartkowym ćwierćfinale kibice obejrzeli pasjonujące starcie Jasmine Paolini z Amandą Anisimową. Po trzysetowej batalii lepsza okazała się Amerykanka, która triumfowała 6:7, 6:3, 6:4 i awansowała do półfinału, gdzie czeka ją pojedynek z Coco Gauff.

    Szansa Świątek, której nie wykorzystała

    Polska liderka światowego tenisa mogła w Pekinie znacząco zbliżyć się punktowo do Aryny Sabalenki, lecz nie wykorzystała swojej szansy. Przegrała po trzysetowym meczu z Navarro i zakończyła udział w turnieju przed ćwierćfinałem. Tam natomiast znalazły się Jasmine Paolini i Amanda Anisimowa. Włoszka prezentowała się dotąd bardzo pewnie, nie tracąc ani jednego seta. Z kolei Amerykanka miała trudniejszą drogę – w meczu z Karoliną Muchovą przegrała wyraźnie pierwszą partię, ale zdołała się podnieść i awansować. W czwartkowe południe obie tenisistki stanęły naprzeciwko siebie.

    Pierwszy set pełen zwrotów

    Faworytką wydawała się Anisimowa – wyżej notowana i z korzystnym bilansem bezpośrednich starć. Potwierdziła to na początku spotkania, kiedy jako pierwsza przełamała rywalkę w siódmym gemie. Wszystko wskazywało na to, że kontroluje sytuację i przy stanie 5:3 była bardzo blisko zwycięstwa w secie. Wtedy jednak popełniła serię błędów, Paolini wyrównała, a o wyniku zadecydował tie-break. W nim więcej determinacji pokazała Włoszka, która wygrała 7:4 i objęła prowadzenie w meczu.

    Anisimowa odpowiada w drugim secie

    Amerykanka szybko pozbierała się po porażce w pierwszej odsłonie. W drugim secie błyskawicznie przełamała rywalkę, wyszła na prowadzenie 4:0 i mimo że Paolini zdołała nieco zniwelować stratę, Anisimowa utrzymała przewagę. Ostatecznie wygrała 6:3 i doprowadziła do wyrównania w całym meczu.

    Decydująca partia na styku

    Trzeci set rozpoczął się od mocnego akcentu w wykonaniu Anisimowej, która przełamała Paolini „na sucho”. Włoszka jednak szybko odpowiedziała i przez długi czas obie zawodniczki szły gem za gem, nie pozwalając rywalce odskoczyć. Kluczowy moment nastąpił w końcówce – Anisimowa w dziesiątym gemie znów odebrała serwis przeciwniczce i tym razem nie wypuściła już okazji z rąk. Serwowała po zwycięstwo i zamknęła mecz, nie oddając Paolini ani jednego punktu w ostatnim gemie.

    Amerykanka melduje się w półfinale

    Po pełnym emocji starciu Amanda Anisimowa wygrała 6:7, 6:3, 6:4 i awansowała do półfinału prestiżowego turnieju w Pekinie. Tam czeka ją niezwykle wymagający pojedynek z Coco Gauff, która również prezentuje wysoką formę.

  • Klaudia Zwolińska mistrzynią świata! Sensacyjny triumf Polki

    Klaudia Zwolińska mistrzynią świata! Sensacyjny triumf Polki

    Historyczny sukces Klaudii Zwolińskiej w Australii

    Klaudia Zwolińska dokonała rzeczy niezwykłej. W australijskim Penrith została mistrzynią świata w slalomie kajakowym w konkurencji C-1, czyli w tej, w której dotąd nie uchodziła za specjalistkę. 26-letnia Polka, wicemistrzyni olimpijska z Paryża w K-1, potwierdziła, że jej ciężka praca i determinacja prowadzą na szczyt.

    Dla Zwolińskiej to pierwsze złoto mistrzostw świata, a zarazem historyczny moment dla polskiego kajakarstwa – na taki triumf w kobiecym slalomie czekaliśmy pół wieku. Poprzednio tytuł mistrzyni świata wywalczyła Maria Ćwiertniewicz w K-1 aż 50 lat temu.

    Polka od pewnego czasu konsekwentnie pracowała nad startami w C-1, inspirując się osiągnięciami legendy tej dyscypliny – Australijki Jessiki Fox, która potrafiła dominować w obu konkurencjach. Tym razem jednak Fox zabrakło z powodu problemów zdrowotnych, a światło reflektorów padło na reprezentantkę Polski.

    Droga do złota nie była łatwa. Zwolińska zaczęła mistrzostwa od 17. czasu w kwalifikacjach, ale w półfinale zajęła już drugie miejsce i dała jasny sygnał, że stać ją na wiele. W finałowym przejeździe popłynęła perfekcyjnie – była jedną z trzech zawodniczek, które nie zaliczyły żadnego błędu na bramkach. Na mecie uzyskała najlepszy wynik i zdeklasowała rywalki – o 4,39 sekundy wyprzedziła Alsu Minazową, a o 4,49 sekundy Brazylijkę Anę Satilę. Brytyjka Kimberly Woods, ostatnia, która mogła jej zagrozić, popłynęła słabo i zajęła dopiero ósme miejsce.

    Dzięki temu Zwolińska zapisała się w historii – została pierwszą polską mistrzynią świata w C-1 i dopiero drugą w ogóle w kobiecym slalomie kajakowym.

    Kacper Sztuba z najlepszym wynikiem w karierze

    Świetnie spisał się także Kacper Sztuba w rywalizacji mężczyzn w C-1. 26-latek, który przed rokiem został zawieszony przez związek za kontrowersyjne wypowiedzi, w tym sezonie przeżywa sportowe odrodzenie. Po bardzo udanych startach w Pucharze Świata, gdzie walczył o podium w klasyfikacji generalnej, w Australii również pokazał klasę.

    Sztuba był drugi w kwalifikacjach, ale w półfinale otarł się o eliminację – awansował z ostatnim możliwym czasem. W finale jednak popłynął czysto i zakończył rywalizację na szóstym miejscu, co jest jego najlepszym wynikiem w historii mistrzostw świata. Do złotego medalisty Nicolasa Gestina z Francji stracił 3,84 sekundy. Drugie miejsce zajął Brytyjczyk Ryan Westley (+0,90), a trzecie Australijczyk Kaylen Bassett (+1,61).

    Przed polskimi zawodnikami kolejne wyzwania – w piątek, 3 października, odbędą się finały w K-1 kobiet i mężczyzn, w których wystąpią Zwolińska oraz Mateusz Polaczyk.

  • Ależ mecz Gauff w Pekinie! Pilne wieści dla Igi Świątek

    Ależ mecz Gauff w Pekinie! Pilne wieści dla Igi Świątek

    Coco Gauff po raz kolejny udowodniła swoją klasę, choć droga do półfinału turnieju WTA 1000 w Pekinie wcale nie była dla niej łatwa. Trzecia rakieta świata pokonała Evę Lys 6:3, 6:4, lecz Niemka przez większą część spotkania potrafiła stawić jej zdecydowany opór i zmusić do dużego wysiłku.

    Gauff daleka od dominacji

    Amerykanka nie prezentuje w stolicy Chin swojej najlepszej wersji. Już wcześniej Leylah Fernandez i Belinda Bencić urwały jej po secie, a w ćwierćfinale Lys – pogromczyni Jeleny Rybakiny – także potrafiła momentami przejmować inicjatywę. Grała odważnie, efektownie, potrafiła zaskoczyć uderzeniem po linii, ale brakowało jej zimnej krwi w kluczowych wymianach.

    Pierwszy set – skuteczność Gauff w końcówce

    Spotkanie od początku toczyło się w wysokim tempie, a Lys nie zamierzała oddawać pola. Gauff dwukrotnie obejmowała prowadzenie po przełamaniu, lecz za każdym razem rywalka błyskawicznie odrabiała stratę. W dziewiątym gemie Amerykanka obroniła jednak break pointa, a chwilę później rozstrzygnęła seta na swoją korzyść 6:3.

    Drugi set – kluczowy siódmy gem

    Po zmianie stron obraz gry długo się nie zmieniał. Obie tenisistki utrzymywały serwis, a Lys wciąż pozostawała bardzo blisko. Do szóstego gema realnie mogła myśleć o doprowadzeniu do decydującej partii. Kilka razy wypracowała sobie świetne okazje, ale zbyt często piłki lądowały tuż za linią kortu. Przełom nastąpił w siódmym gemie – Gauff przy trzeciej okazji przełamała rywalkę, objęła prowadzenie 4:3 i już nie oddała inicjatywy. Ostatecznie wygrała 6:4, a całe spotkanie zamknęła w dwóch setach.

    Półfinał coraz bliżej obrony tytułu

    Po godzinie i 28 minutach Coco Gauff mogła cieszyć się z awansu do półfinału. W Pekinie broni ubiegłorocznego triumfu i choć jej gra nie jest wolna od błędów, potrafi w decydujących momentach pokazać tenis najwyższej próby. Eva Lys zasłużyła jednak na słowa uznania – swoją walecznością i efektownymi zagraniami udowodniła, że nieprzypadkowo znalazła się w najlepszej ósemce turnieju.

    W półfinale Amerykanka zmierzy się ze zwyciężczynią pojedynku Jasmine Paolini – Amanda Anisimova.

    Wynik ćwierćfinału WTA 1000 w Pekinie:
    Eva Lys (Niemcy, WTA 50) – Coco Gauff (USA, WTA 3) 3:6, 4:6
    Czas gry: 1 godz. 28 min.

  • Deklasacja w meczu Majchrzaka w Szanghaju. 67 minut i koniec

    Deklasacja w meczu Majchrzaka w Szanghaju. 67 minut i koniec

    Kamil Majchrzak wrócił do gry po przerwie spowodowanej urazem i już na samym początku pokazał, że jest w wysokiej formie. Polski tenisista znakomicie rozpoczął zmagania w turnieju ATP 1000 w Szanghaju, pewnie pokonując Ethana Quinna 6:3, 6:4. W obu setach udało mu się przełamać serwis rywala, a co istotne – sam ani razu nie musiał bronić się przed stratą podania.

    Udany powrót Polaka na kort

    Sezon 2025 układa się dla Majchrzaka bardzo dobrze. Po raz pierwszy w karierze awansował do czołowej „70” rankingu ATP i obecnie zajmuje 65. miejsce, będąc najwyżej sklasyfikowanym polskim tenisistą. Ostatni raz widziano go w akcji podczas US Open, gdzie sprawił niespodziankę, eliminując Karena Chaczanowa. Niestety w trzeciej rundzie z Leandro Riedim zmuszony był skreczować z powodu kontuzji. Po krótkiej przerwie na leczenie urazu wrócił na kort 2 października w Szanghaju.

    Pierwszy set pod kontrolą

    Spotkanie z Quinnem zapowiadało się ciekawie, choć faworytem był Polak – wyżej notowany i mający już na koncie zwycięstwo w ich jedynym wcześniejszym pojedynku. Początkowo rywalizacja była wyrównana, obaj gracze dobrze bronili własnych gemów serwisowych. Przełamanie przyszło dopiero w szóstym gemie, kiedy Majchrzak wykorzystał pierwszą okazję i objął prowadzenie 4:2. To wystarczyło, by zamknąć seta 6:3 przy drugiej piłce setowej.

    Skuteczny i pewny w drugim secie

    W drugiej odsłonie meczu Polak szybko zaznaczył przewagę. Już w pierwszym gemie miał szansę na przełamanie, a choć jej nie wykorzystał, to w następnym gemie dopiął swego. Do końca partii kontrolował wydarzenia na korcie, nie pozwalając przeciwnikowi na wypracowanie choćby jednego break pointa. W dziesiątym gemie mógł zakończyć mecz wcześniej – miał dwie piłki meczowe, ale Quinn się obronił. W kolejnym gemie Majchrzak spokojnie domknął spotkanie, zwyciężając po zaledwie 67 minutach gry.

    Kamil Majchrzak – Ethan Quinn 6:3, 6:4

    Kolejne wyzwanie przed Polakiem

    W drugiej rundzie turnieju Majchrzaka czeka zdecydowanie trudniejsze zadanie. Jego rywalem będzie rozstawiony z numerem jeden Brandon Nakashima, który w pierwszej rundzie miał wolny los. Faworytem będzie Amerykanin, tym bardziej że w jedynym dotychczasowym bezpośrednim starciu pokonał Polaka.