• Klaudia Zwolińska mistrzynią świata! Sensacyjny triumf Polki

    Klaudia Zwolińska mistrzynią świata! Sensacyjny triumf Polki

    Historyczny sukces Klaudii Zwolińskiej w Australii

    Klaudia Zwolińska dokonała rzeczy niezwykłej. W australijskim Penrith została mistrzynią świata w slalomie kajakowym w konkurencji C-1, czyli w tej, w której dotąd nie uchodziła za specjalistkę. 26-letnia Polka, wicemistrzyni olimpijska z Paryża w K-1, potwierdziła, że jej ciężka praca i determinacja prowadzą na szczyt.

    Dla Zwolińskiej to pierwsze złoto mistrzostw świata, a zarazem historyczny moment dla polskiego kajakarstwa – na taki triumf w kobiecym slalomie czekaliśmy pół wieku. Poprzednio tytuł mistrzyni świata wywalczyła Maria Ćwiertniewicz w K-1 aż 50 lat temu.

    Polka od pewnego czasu konsekwentnie pracowała nad startami w C-1, inspirując się osiągnięciami legendy tej dyscypliny – Australijki Jessiki Fox, która potrafiła dominować w obu konkurencjach. Tym razem jednak Fox zabrakło z powodu problemów zdrowotnych, a światło reflektorów padło na reprezentantkę Polski.

    Droga do złota nie była łatwa. Zwolińska zaczęła mistrzostwa od 17. czasu w kwalifikacjach, ale w półfinale zajęła już drugie miejsce i dała jasny sygnał, że stać ją na wiele. W finałowym przejeździe popłynęła perfekcyjnie – była jedną z trzech zawodniczek, które nie zaliczyły żadnego błędu na bramkach. Na mecie uzyskała najlepszy wynik i zdeklasowała rywalki – o 4,39 sekundy wyprzedziła Alsu Minazową, a o 4,49 sekundy Brazylijkę Anę Satilę. Brytyjka Kimberly Woods, ostatnia, która mogła jej zagrozić, popłynęła słabo i zajęła dopiero ósme miejsce.

    Dzięki temu Zwolińska zapisała się w historii – została pierwszą polską mistrzynią świata w C-1 i dopiero drugą w ogóle w kobiecym slalomie kajakowym.

    Kacper Sztuba z najlepszym wynikiem w karierze

    Świetnie spisał się także Kacper Sztuba w rywalizacji mężczyzn w C-1. 26-latek, który przed rokiem został zawieszony przez związek za kontrowersyjne wypowiedzi, w tym sezonie przeżywa sportowe odrodzenie. Po bardzo udanych startach w Pucharze Świata, gdzie walczył o podium w klasyfikacji generalnej, w Australii również pokazał klasę.

    Sztuba był drugi w kwalifikacjach, ale w półfinale otarł się o eliminację – awansował z ostatnim możliwym czasem. W finale jednak popłynął czysto i zakończył rywalizację na szóstym miejscu, co jest jego najlepszym wynikiem w historii mistrzostw świata. Do złotego medalisty Nicolasa Gestina z Francji stracił 3,84 sekundy. Drugie miejsce zajął Brytyjczyk Ryan Westley (+0,90), a trzecie Australijczyk Kaylen Bassett (+1,61).

    Przed polskimi zawodnikami kolejne wyzwania – w piątek, 3 października, odbędą się finały w K-1 kobiet i mężczyzn, w których wystąpią Zwolińska oraz Mateusz Polaczyk.

  • Ależ mecz Gauff w Pekinie! Pilne wieści dla Igi Świątek

    Ależ mecz Gauff w Pekinie! Pilne wieści dla Igi Świątek

    Coco Gauff po raz kolejny udowodniła swoją klasę, choć droga do półfinału turnieju WTA 1000 w Pekinie wcale nie była dla niej łatwa. Trzecia rakieta świata pokonała Evę Lys 6:3, 6:4, lecz Niemka przez większą część spotkania potrafiła stawić jej zdecydowany opór i zmusić do dużego wysiłku.

    Gauff daleka od dominacji

    Amerykanka nie prezentuje w stolicy Chin swojej najlepszej wersji. Już wcześniej Leylah Fernandez i Belinda Bencić urwały jej po secie, a w ćwierćfinale Lys – pogromczyni Jeleny Rybakiny – także potrafiła momentami przejmować inicjatywę. Grała odważnie, efektownie, potrafiła zaskoczyć uderzeniem po linii, ale brakowało jej zimnej krwi w kluczowych wymianach.

    Pierwszy set – skuteczność Gauff w końcówce

    Spotkanie od początku toczyło się w wysokim tempie, a Lys nie zamierzała oddawać pola. Gauff dwukrotnie obejmowała prowadzenie po przełamaniu, lecz za każdym razem rywalka błyskawicznie odrabiała stratę. W dziewiątym gemie Amerykanka obroniła jednak break pointa, a chwilę później rozstrzygnęła seta na swoją korzyść 6:3.

    Drugi set – kluczowy siódmy gem

    Po zmianie stron obraz gry długo się nie zmieniał. Obie tenisistki utrzymywały serwis, a Lys wciąż pozostawała bardzo blisko. Do szóstego gema realnie mogła myśleć o doprowadzeniu do decydującej partii. Kilka razy wypracowała sobie świetne okazje, ale zbyt często piłki lądowały tuż za linią kortu. Przełom nastąpił w siódmym gemie – Gauff przy trzeciej okazji przełamała rywalkę, objęła prowadzenie 4:3 i już nie oddała inicjatywy. Ostatecznie wygrała 6:4, a całe spotkanie zamknęła w dwóch setach.

    Półfinał coraz bliżej obrony tytułu

    Po godzinie i 28 minutach Coco Gauff mogła cieszyć się z awansu do półfinału. W Pekinie broni ubiegłorocznego triumfu i choć jej gra nie jest wolna od błędów, potrafi w decydujących momentach pokazać tenis najwyższej próby. Eva Lys zasłużyła jednak na słowa uznania – swoją walecznością i efektownymi zagraniami udowodniła, że nieprzypadkowo znalazła się w najlepszej ósemce turnieju.

    W półfinale Amerykanka zmierzy się ze zwyciężczynią pojedynku Jasmine Paolini – Amanda Anisimova.

    Wynik ćwierćfinału WTA 1000 w Pekinie:
    Eva Lys (Niemcy, WTA 50) – Coco Gauff (USA, WTA 3) 3:6, 4:6
    Czas gry: 1 godz. 28 min.

  • Deklasacja w meczu Majchrzaka w Szanghaju. 67 minut i koniec

    Deklasacja w meczu Majchrzaka w Szanghaju. 67 minut i koniec

    Kamil Majchrzak wrócił do gry po przerwie spowodowanej urazem i już na samym początku pokazał, że jest w wysokiej formie. Polski tenisista znakomicie rozpoczął zmagania w turnieju ATP 1000 w Szanghaju, pewnie pokonując Ethana Quinna 6:3, 6:4. W obu setach udało mu się przełamać serwis rywala, a co istotne – sam ani razu nie musiał bronić się przed stratą podania.

    Udany powrót Polaka na kort

    Sezon 2025 układa się dla Majchrzaka bardzo dobrze. Po raz pierwszy w karierze awansował do czołowej „70” rankingu ATP i obecnie zajmuje 65. miejsce, będąc najwyżej sklasyfikowanym polskim tenisistą. Ostatni raz widziano go w akcji podczas US Open, gdzie sprawił niespodziankę, eliminując Karena Chaczanowa. Niestety w trzeciej rundzie z Leandro Riedim zmuszony był skreczować z powodu kontuzji. Po krótkiej przerwie na leczenie urazu wrócił na kort 2 października w Szanghaju.

    Pierwszy set pod kontrolą

    Spotkanie z Quinnem zapowiadało się ciekawie, choć faworytem był Polak – wyżej notowany i mający już na koncie zwycięstwo w ich jedynym wcześniejszym pojedynku. Początkowo rywalizacja była wyrównana, obaj gracze dobrze bronili własnych gemów serwisowych. Przełamanie przyszło dopiero w szóstym gemie, kiedy Majchrzak wykorzystał pierwszą okazję i objął prowadzenie 4:2. To wystarczyło, by zamknąć seta 6:3 przy drugiej piłce setowej.

    Skuteczny i pewny w drugim secie

    W drugiej odsłonie meczu Polak szybko zaznaczył przewagę. Już w pierwszym gemie miał szansę na przełamanie, a choć jej nie wykorzystał, to w następnym gemie dopiął swego. Do końca partii kontrolował wydarzenia na korcie, nie pozwalając przeciwnikowi na wypracowanie choćby jednego break pointa. W dziesiątym gemie mógł zakończyć mecz wcześniej – miał dwie piłki meczowe, ale Quinn się obronił. W kolejnym gemie Majchrzak spokojnie domknął spotkanie, zwyciężając po zaledwie 67 minutach gry.

    Kamil Majchrzak – Ethan Quinn 6:3, 6:4

    Kolejne wyzwanie przed Polakiem

    W drugiej rundzie turnieju Majchrzaka czeka zdecydowanie trudniejsze zadanie. Jego rywalem będzie rozstawiony z numerem jeden Brandon Nakashima, który w pierwszej rundzie miał wolny los. Faworytem będzie Amerykanin, tym bardziej że w jedynym dotychczasowym bezpośrednim starciu pokonał Polaka.

  • Oto brutalna prawda o porażce Świątek. Tak źle jeszcze nie było

    Oto brutalna prawda o porażce Świątek. Tak źle jeszcze nie było

    Iga Świątek zakończyła swój występ w turnieju China Open w czwartej rundzie, przegrywając z Emmą Navarro 4:6, 6:4, 0:6. To jej drugi najsłabszy wynik w sezonie, a biorąc pod uwagę przebieg meczu i liczby, wielu ekspertów ocenia to spotkanie jako najgorsze w karierze Polki w cyklu WTA Tour.

    Środa przyniosła koniec zwycięskiej serii Świątek w Pekinie. W dziewiątym meczu rozegranym w chińskiej stolicy poniosła pierwszą porażkę, a w opinii obserwatorów w dużej mierze sama była jej autorką. W pierwszym i trzecim secie grała bardzo nerwowo, popełniała serię prostych błędów i nie potrafiła znaleźć skutecznej odpowiedzi.

    Najsłabsze spotkanie Świątek – statystyki mówią same za siebie

    W całym meczu Navarro zdobyła 99 punktów, z czego aż 70 padło po niewymuszonych błędach Świątek. To rekordowy wynik w dorobku Polki – nigdy wcześniej nie przekroczyła granicy 60 takich błędów w jednym spotkaniu. Jak wyliczyli analitycy Tennis Abstract, był to jej zdecydowanie najsłabszy mecz w dotychczasowej karierze.

    Dotychczasowy niechlubny rekord padł w Rzymie w 2021 roku – w starciu z Barborą Krejčíkovą Świątek popełniła 59 niewymuszonych błędów, ale mimo to zdołała odwrócić losy meczu (3:6, 7:6(5), 7:5) i później triumfowała w całym turnieju. Z kolei w przegranym spotkaniu najwięcej błędów przytrafiło jej się w Toronto w 2022 roku – w starciu z Beatriz Haddad Maią miała ich 58 i przegrała 4:6, 6:3, 5:7.

    Jeszcze bardziej wymowny jest fakt, że niemal 39 procent wszystkich punktów w meczu z Navarro wynikało wyłącznie z błędów Świątek. To najwyższy wskaźnik w jej karierze – dotąd rekordowy był ćwierćfinał US Open przeciwko Jessice Peguli, gdzie Polka oddała rywalce 36 procent punktów (41 błędów).

    Co dalej?

    Po nieudanym występie w Pekinie Świątek będzie miała kilka dni na odpoczynek i treningi. Kolejnym przystankiem w jej kalendarzu jest turniej WTA 1000 w Wuhan – przedostatnia duża impreza przed końcoworocznym WTA Finals w Rijadzie.

    https://x.com/womtennis/status/1973384090565964184?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1973384090565964184%7Ctwgr%5E59ee17efac7ecd178cb4c35e7dcc3d32aed8e730%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732294901oto-brutalna-prawda-o-porazce-swiatek-tak-zle-jeszcze-nie-bylo.html

  • Najpierw medal olimpijski, a teraz to! Polka mistrzynią świata

    Najpierw medal olimpijski, a teraz to! Polka mistrzynią świata

    Klaudia Zwolińska zapisała się w historii! Polka została mistrzynią świata w kajakarstwie górskim, triumfując w konkurencji, w której dotąd nie była wymieniana w gronie faworytek. W australijskim Penrith sięgnęła po złoto w C1, zdobywając swój pierwszy tytuł mistrzyni globu.

    Zwolińska od lat uchodzi za jedną z największych nadziei polskiego kajakarstwa górskiego. Jej talent potwierdza m.in. srebro igrzysk olimpijskich w Paryżu w konkurencji K1. W sezonie 2025 Polka udowadnia jednak, że potrafi błyszczeć nie tylko w swojej koronnej specjalności. W Penrith już zapewniła sobie najcenniejszy medal – i to w C1, konkurencji, w której do tej pory nie odnosiła większych sukcesów.

    W czwartkowym finale Zwolińska popłynęła znakomicie. Po bardzo udanym półfinale, gdzie zajęła drugie miejsce, w decydującym biegu była już bezkonkurencyjna. Z czasem 108,49 s zdeklasowała rywalki – Alsu Minazowa straciła do niej aż 4,39 s, a Brazylijka Ana Satila ukończyła zawody z kolejną stratą 0,1 s.

    Dzięki temu występowi 26-letnia Polka sięgnęła po historyczny tytuł mistrzyni świata. To pierwszy złoty medal w karierze Zwolińskiej i dopiero drugi w dziejach polskiego kajakarstwa górskiego. Na podobny sukces czekaliśmy pół wieku – od triumfu Marii Ćwiertniewicz w K1.

    Na tym jednak emocje się nie kończą. Zwolińska wciąż ma szansę na kolejne podium, tym razem w swojej ulubionej konkurencji – K1. Już w piątek odbędą się tam finały, w których Polka również będzie jedną z kandydatek do medalu.

  • Świątek zeszła z kortu, kiedy Navarro podeszła do mikrofonu. Poszło w świat

    Świątek zeszła z kortu, kiedy Navarro podeszła do mikrofonu. Poszło w świat

    Emma Navarro (17. WTA) sprawiła w Pekinie dużą niespodziankę, eliminując w 1/8 finału China Open Igę Świątek (2. WTA). Amerykanka po raz pierwszy w karierze pokonała liderkę polskiego tenisa, zwyciężając 6:4, 4:6, 6:0. Po meczu przyznała, że była zadowolona ze swojego występu i zdradziła, jak zamierza uczcić ten sukces.

    Przed ich bezpośrednim starciem obie tenisistki nie były szczególnie obciążone wcześniejszymi rundami. Navarro rozpoczęła turniej od wygranej z Eleną Ruse (6:3, 7:5), a w kolejnym spotkaniu skorzystała z kreczującej Lois Boisson (6:2, 1:0). Świątek natomiast najpierw gładko odprawiła Yue Yuan (6:0, 6:3), a następnie Camilę Osorio, której uraz uniemożliwił dokończenie meczu (6:0, 0:0).

    W pojedynku Polki z Amerykanką dwa pierwsze sety były bardzo wyrównane – najpierw górą była Navarro (6:4), później Świątek wyrównała stan rywalizacji (6:4). Decydująca partia nie pozostawiła jednak złudzeń – Navarro imponowała spokojem, skutecznością w returnie i pewnie ograła drugą rakietę świata do zera.

    – Grałam tutaj już kilka razy, ale nigdy nie dochodziłam dalej niż do trzeciego meczu. Dziś chciałam zaprezentować zdecydowany, ale spokojny tenis. Udało mi się i dlatego jestem bardzo szczęśliwa – mówiła po spotkaniu Navarro.

    Amerykanka podsumowała też swoje wrażenia z turnieju: – Czuję się tutaj naprawdę dobrze, ale zawsze jest przestrzeń, by zrobić kolejny krok naprzód i coś poprawić. To właśnie kocham w tenisie – nigdy nie ma się poczucia, że osiągnęło się perfekcję. Z pewnością w jakiś sposób uczczę dzisiejsze zwycięstwo, choć muszę też skupić się na ćwierćfinale.

    Na koniec 24-latka została zapytana, czy zdążyła spróbować lokalnej kuchni. – Tak, kiedy grałam tutaj wcześniej, próbowałam chińskich dań. Bardzo mi smakowały, szczególnie kaczka i bułeczki bao – wyznała.

    Dla Navarro awans do ćwierćfinału China Open to największy sukces w tym turnieju. Jej kolejną rywalką będzie zwyciężczyni starcia Marta Kostjuk (28. WTA) – Jessica Pegula (7. WTA).

     

  • Klaudia Zwolińska mistrzynią świata! Sensacyjny triumf Polki

    Klaudia Zwolińska mistrzynią świata! Sensacyjny triumf Polki

    Klaudia Zwolińska zapisała się złotymi zgłoskami w historii polskiego sportu. W australijskim Penrith nasza wicemistrzyni olimpijska z Paryża została mistrzynią świata w slalomie kajakowym, i to w konkurencji, w której dotąd nie uchodziła za faworytkę. 26-letnia Polka triumfowała w C-1, zostawiając rywalki daleko w tyle. To ogromna niespodzianka, bo wcześniej nigdy nie stanęła na podium Pucharu Świata w tej specjalności, choć miała już na koncie tytuł wicemistrzyni Europy.

    Zwolińska największe sukcesy odnosiła w K-1, w której rok temu wywalczyła srebro olimpijskie w Paryżu. Od pewnego czasu jednak zaczęła intensywnie trenować także w kanadyjkach, inspirując się wszechstronnością słynnej Jessiki Fox. Australijka w Penrith nie startowała z powodu problemów zdrowotnych, ale to właśnie otworzyło drogę do błysku Polki.

    Historyczne złoto po 50 latach

    Ciężka praca opłaciła się. Zwolińska wywalczyła pierwsze w historii polskiego kajakarstwa złoto mistrzostw świata w C-1 kobiet i dopiero drugi taki tytuł w ogóle dla biało-czerwonych. Poprzednio dokonała tego Maria Ćwiertniewicz w 1975 roku w K-1. Nasza zawodniczka była jedną z trzech finalistek, które popłynęły bezbłędnie. Jej przewaga na mecie była ogromna – aż 4,39 sek. nad Rosjanką Alsu Minazową i 4,49 sek. nad Brazylijką Aną Satilą. Ostatnia na trasę ruszyła Kimberly Woods, ale Brytyjka popełniła błędy i zajęła dopiero ósme miejsce.

    Dla Zwolińskiej to drugi medal mistrzostw świata w karierze – dwa lata temu sięgnęła po brąz w K-1. Teraz ma już na koncie sukces, który przejdzie do historii całej dyscypliny.

    Najlepszy wynik w karierze Kacpra Sztuby

    Świetnie wypadł również Kacper Sztuba w rywalizacji mężczyzn w C-1. 26-latek, który w zeszłym roku został zawieszony przez związek za kontrowersyjne wypowiedzi, przeżywa sezon życia. Były mistrz świata juniorów i wicemistrz młodzieżowy walczył w tym roku o podium klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, a teraz osiągnął najlepszy wynik w mistrzostwach globu.

    Po znakomitych kwalifikacjach, w których był drugi, w półfinale Sztuba miał sporo szczęścia – wywalczył ostatnie premiowane awansem miejsce. W finale jednak zaprezentował się bardzo solidnie, uzyskując czysty przejazd i kończąc rywalizację na szóstym miejscu. To jego życiowy rezultat na imprezie tej rangi. Do złotego Francuza Nicolasa Gestina stracił 3,84 sekundy. Na podium znaleźli się jeszcze Brytyjczyk Ryan Westley (+0,90 s) oraz Australijczyk Kaylen Bassett (+1,61 s).

    Kolejne szanse przed Polakami

    To jednak nie koniec emocji w Penrith. W piątek, 3 października, czekają nas finały w konkurencji K-1 kobiet i mężczyzn, w których o medale powalczą ponownie Klaudia Zwolińska oraz Mateusz Polaczyk.

  • To była 90. minuta meczu! Szczęsny stanął sam na sam z rywalem!

    To była 90. minuta meczu! Szczęsny stanął sam na sam z rywalem!

    Mimo braków kadrowych po obu stronach Paris Saint-Germain udowodnił, dlaczego w poprzednim sezonie sięgnął po triumf w Lidze Mistrzów. Paryżanie wygrali na Camp Nou z Barceloną 2:1, a decydujący cios zadali w doliczonym czasie gry. Gospodarze mocno rozczarowali.

    Osłabienia w obu drużynach

    Listy nieobecnych wyglądały imponująco. Barcelona musiała radzić sobie bez Raphinhi, Gaviego, Joana Garcii i Fermina Lopeza. PSG nie mogło skorzystać z usług Ousmane’a Dembele, Désiré Doué, Marquinhosa oraz Chwiczy Kwaracchelii. Tuż przed pierwszym gwizdkiem wypadł także Joao Neves, który doznał urazu. Mimo to na boisku nie zabrakło wielkich nazwisk, co zapowiadało emocjonujące widowisko.

    Ferran Torres zastępuje Lewandowskiego i trafia do siatki

    Spotkanie od pierwszych minut było szybkie i intensywne. Już w 15. minucie Barcelona powinna prowadzić – Ferran Torres, zastępujący Roberta Lewandowskiego w wyjściowym składzie, dostał znakomite podanie od Yamala, minął bramkarza, ale jego strzał z linii bramkowej wybił Zabarnyi.

    Chwilę później Torres się jednak zrehabilitował. Po stracie Vitinhy Yamal przechwycił piłkę, podał do Rashforda, a ten obsłużył Hiszpana, który wślizgiem z ośmiu metrów zdobył gola na 1:0.

    PSG odpowiada i wyrównuje

    Po stracie bramki mistrzowie Europy zaczęli dominować. W 30. minucie Wojciech Szczęsny świetnie obronił uderzenie Hakimiego z rzutu wolnego. Polak zebrał pochwały od komentującego mecz Tomasza Wieszczyckiego. Jednak w 39. minucie był już bezradny – Nuno Mendes ruszył z piłką przez pół boiska, podał do Mayulu, a 19-latek wykorzystał błąd Cubarsiego i mocnym strzałem wyrównał na 1:1.

    Tuż przed przerwą PSG mogło objąć prowadzenie – Barcola minął Martína, ale z ośmiu metrów posłał piłkę nad poprzeczką.

    Druga połowa pod dyktando PSG

    Po przerwie paryżanie wyglądali znacznie lepiej taktycznie i zdominowali grę. Już w 53. minucie Barcola mocno uderzył z pola karnego, lecz Szczęsny ponownie uratował Barcelonę.

    Gospodarze praktycznie nie stwarzali okazji. Jedyną miał Dani Olmo, którego strzał z dziesięciu metrów wybił z linii Hakimi. W 72. minucie na murawie pojawił się Robert Lewandowski, zmieniając Rashforda. Tym razem jednak Polak był niewidoczny i nie oddał żadnego strzału.

    Decydujący cios w doliczonym czasie

    PSG konsekwentnie szukało zwycięstwa. W 83. minucie rezerwowy Lee Kang-In trafił w słupek. Wreszcie w 90. minucie Hakimi dośrodkował z prawej strony, a Gonçalo Ramos potężnym strzałem dał paryżanom zwycięstwo 2:1.

    Co dalej?

    W trzeciej kolejce Ligi Mistrzów Barcelona zmierzy się u siebie z Olympiakosem (21 października, godz. 18:45), natomiast PSG zagra na wyjeździe z Bayerem Leverkusen (21 października, godz. 21:00).


    FC Barcelona – PSG 1:2 (1:1)
    Bramki: Torres (19.) – Mayulu (39.), Ramos (90.)

    FC Barcelona: Szczęsny – Kounde, Garcia, Cubarsi, Martin (72. Balde) – de Jong (ż), Pedri (79. Bernal), Olmo (ż) (72. Casado, ż) – Yamal (ż), Torres, Rashford (72. Lewandowski)
    PSG: Chevalier – Hakimi (ż), Zabarnyi, Pacho, Mendes – Ruiz (72. Ramos), Vitinha, Zaire-Emery – Mbaye (65. Hernandez), Mayulu (80. Lee Kang-In), Barcola (80. Ndjantou)

     

  • Niestety. Tak wygląda ranking WTA po porażce Świąek z Navarro

    Niestety. Tak wygląda ranking WTA po porażce Świąek z Navarro

    Iga Świątek niespodziewanie pożegnała się z turniejem WTA 1000 w Pekinie już na etapie 1/8 finału. Polka przegrała z Emmą Navarro 4:6, 6:4, 0:6 i w decydującej partii nie zdołała zdobyć nawet gema. Wiadomo już również, ile punktów rankingowych zachowa po tej porażce.

    Zatrzymana seria zwycięstw Świątek

    Do starcia z Amerykanką liderka polskiego tenisa przystępowała z serią ośmiu wygranych w Pekinie – licząc triumf w całym turnieju w 2023 roku oraz dwa tegoroczne mecze. W obecnej edycji nie miała dotąd zbyt trudnych rywalek: najpierw gładko rozprawiła się z Yue Yuan (6:0, 6:3), a później Camila Osorio skreczowała po przegranym secie 0:6.

    W spotkaniu z Navarro sytuacja wyglądała jednak inaczej. Amerykanka od początku postawiła trudne warunki, grała odważnie i konsekwentnie, nie pozwalając Świątek narzucić własnego rytmu.

    Przebieg meczu

    Pierwszy set padł łupem Navarro, która wykorzystała błędy Polki i wygrała 6:4. W drugiej odsłonie Świątek zdołała się podnieść – wytrzymała presję i wyrównała stan rywalizacji, również zwyciężając 6:4. Decydująca partia miała jednak dramatyczny przebieg. Raszynianka popełniała mnóstwo prostych błędów, a Navarro grała coraz pewniej. Efektem był „kanar” – 0:6 i koniec marzeń o obronie tytułu.

    Ranking WTA po porażce

    Świątek przed spotkaniem z Navarro miała 8553 punkty i nie powiększyła dorobku, choć do zdobycia było 95 oczek. W rankingu wciąż pozostaje druga, wyraźnie ustępując prowadzącej Arynie Sabalence (11010 pkt), ale z bezpieczną przewagą nad trzecią Coco Gauff (7088 pkt).

    Czołówka rankingu WTA po meczu Świątek – Navarro:

    1. Aryna Sabalenka – 11010 pkt

    2. Iga Świątek – 8553 pkt

    3. Coco Gauff – 7088 pkt

    4. Amanda Anisimova – 5204 pkt

    5. Mirra Andriejewa – 4698 pkt

    6. Madison Keys – 4459 pkt

    7. Jessica Pegula – 4383 pkt

    8. Jasmine Paolini – 4156 pkt

    9. Jelena Rybakina – 3833 pkt

    10. Qinwen Zheng – 3678 pkt

  • To dlatego Świątek przegrała w Pekinie. Nazwijmy rzeczy po imieniu

    To dlatego Świątek przegrała w Pekinie. Nazwijmy rzeczy po imieniu

    Nazwijmy rzeczy po imieniu: Iga Świątek rozegrała fatalny mecz w czwartej rundzie turnieju WTA 1000 w Pekinie, choć przyjechała tam jako główna faworytka do końcowego triumfu. Polka uległa Emmie Navarro 4:6, 6:4, 0:6, a przyczyną porażki był upór w trzymaniu się nieskutecznego schematu gry i brak reakcji na sugestie swojego sztabu – Wima Fissette’a, Macieja Ryszczuka i Darii Abramowicz.

    Na początek zadanie matematyczne. Jakie są szanse na zwycięstwo w meczu, w którym rywalka z 99 punktów aż 70 dostaje w prezencie? Odpowiedź poznaliśmy, obserwując występ Świątek przeciwko Navarro.

    Po serii pewnych zwycięstw tym razem oglądaliśmy zupełnie inną Igę – sfrustrowaną, schematyczną, niezdolną do zmiany kursu. Jej reakcje – wzruszanie ramionami, szybkie gesty – kontrastowały z próbami uspokojenia jej przez sztab. – „Spieszysz się ze wszystkim, a masz mnóstwo czasu” – mówił donośnym głosem Ryszczuk. – „Punkt po punkcie, spokojnie” – dorzucała Abramowicz. Niestety, ich rady nie przynosiły skutku. Chwilę później Świątek popełniała kolejne błędy, oddając serwis rywalce.

    Statystyki mówiły same za siebie: przy stanie 4:6, 1:2 Polka miała na koncie 32 niewymuszone błędy, podczas gdy Navarro – tylko 12. Komentujący mecz Bartosz Ignacik trafnie podsumował: – „Amerykanka wygrywa to spotkanie spokojem i chłodną głową”.

    Rzeczywiście, Navarro grała rozważnie i odważnie. Wiedziała, gdzie uderzyć, by obnażyć słabości Świątek. Choć Polka potrafiła pokazać moc – jak wtedy, gdy wygrała gema serwisowego do zera dzięki asom i mocnym forhendowym kończącym – to były tylko pojedyncze przebłyski. Pierwszy set zakończył się porażką Igi, bo 23 punkty oddała sama, a tylko dziewięć dostała od rywalki.

    Problemem znów okazał się serwis. Choć procent pierwszego podania nie wyglądał źle (64 proc. przy 67 proc. Navarro), to drugi serwis Świątek kompletnie nie funkcjonował. Wygrała po nim jedynie trzy z 14 punktów (21 proc.). Navarro natomiast skutecznie wykorzystywała szanse na przełamanie – miała ich siedem i wykorzystała dwie.

    Kłopoty z serwisem towarzyszą Idze od kilku tygodni. W Seulu w meczu z Aleksandrową trafiła zaledwie 53 proc. pierwszych podań, a w pojedynkach z Cirsteą i Krejčíkovą ten wskaźnik spadał jeszcze niżej. Różnica w stosunku do fenomenalnego Wimbledonu – gdzie osiągała nawet 78 proc. i była praktycznie nie do zatrzymania – jest wyraźna.

    Navarro w Pekinie przypominała Anisimovą z US Open – agresywnie atakowała drugi serwis Polki i zmuszała ją do błędów. A Świątek zamiast szukać rozwiązań, pogrążała się w pośpiechu i złości.

    Choć w drugim secie Iga poprawiła skuteczność po drugim podaniu i doprowadziła do wyrównania, w decydującej partii kompletnie się posypała. Szybko straciła dwa przełamania i nie była w stanie wrócić do meczu. Komentująca spotkanie Paula Kania-Choduń nie miała wątpliwości: – „Gdyby tylko Iga grała cierpliwiej, mecz wyglądałby zupełnie inaczej”.

    Świątek zakończyła pojedynek z kosmiczną liczbą 70 niewymuszonych błędów przy 35 winnerach. Navarro miała ich odpowiednio 21 i 12. W ostatnim secie z 32 punktów zdobytych przez Amerykankę aż 25 było prezentami od Polki. W całym meczu – 70 z 99.

    Tak się po prostu nie da wygrać. Iga w Pekinie przegrała nie tylko z rywalką, ale przede wszystkim z własną niecierpliwością i błędami. To powinno być dla niej bolesną lekcją.