• Paolini jednak zagra o tytuł w Pekinie. 6:0 w drugim secie, “koszmar” Świątek za burtą

    Paolini jednak zagra o tytuł w Pekinie. 6:0 w drugim secie, “koszmar” Świątek za burtą

    Zarówno Jasmine Paolini, jak i Jelena Ostapenko w turnieju singlowym WTA 1000 w Pekinie były rozstawione, jednak żadna z nich nie zdołała nawiązać walki o końcowy triumf. Włoszka dotarła do ćwierćfinału, natomiast Łotyszka, określana często mianem „koszmaru Igi Świątek”, pożegnała się z rywalizacją już w drugiej rundzie. Obie pozostały jednak w stolicy Chin, ponieważ były zgłoszone również do turnieju deblowego i to właśnie tam w sobotę rano czasu polskiego spotkały się po przeciwnych stronach siatki w meczu półfinałowym.

    Najwyżej rozstawioną zawodniczką singla była Iga Świątek, jedna z głównych faworytek zmagań. Niestety, Polka zakończyła udział na czwartej rundzie, przegrywając z Emmą Navarro. W ten sposób podzieliła los wielu innych czołowych tenisistek – wcześniej z turniejem pożegnały się m.in. Jelena Rybakina, Qinwen Zheng czy Jekaterina Aleksandrowa.

    Również Ostapenko nie poradziła sobie w singlu, choć uchodziła za groźną przeciwniczkę ze względu na bilans spotkań ze Świątek – do tej pory wygrała z Polką wszystkie sześć pojedynków. W Pekinie jednak odpadła niespodziewanie już w drugiej rundzie, ulegając Priscilli Hon. Z kolei Paolini zaprezentowała się solidniej, ale jej przygoda także zakończyła się przedwcześnie – w ćwierćfinale lepsza okazała się Marie Bouzkova.

    Obie zawodniczki miały jednak jeszcze jedną szansę na sukces, ponieważ rywalizowały również w deblu. Paolini tradycyjnie stworzyła duet z Sarą Errani, z którą w tym sezonie zdobyła już trzy tytuły – w Dosze, Rzymie i Roland Garros. W Pekinie Włoszki (rozstawione z „dwójką”) wygrały bez straty seta z Iriną Chromaczową i Aldilą Sutjadi, a także z Ludmyłą Kiczenok i Ellen Perez. Do ćwierćfinału awansowały walkowerem, po wycofaniu się Kamilli Rachimowej i Laury Siegemund.

    Ostapenko po raz kolejny zagrała z Su-wei Hsieh, z którą w tym roku triumfowała m.in. w Abu Zabi i Charleston. Para łotewsko-tajwańska, rozstawiona z „czwórką”, zapowiadała się na wymagające rywalki dla Włoszek.

    Półfinał rozpoczął się od przełamania serwisu Ostapenko i Hsieh, ale te szybko odpowiedziały tym samym. Gra była wyrównana, jednak przy stanie 3:2 Paolini i Errani zdobyły kolejne przełamanie i choć same straciły podanie, w kluczowych momentach to one zachowały chłodną głowę. Wygrały pierwszego seta 6:4.

    W drugiej partii dominacja włoskiego duetu była już pełna. Po niespełna kwadransie prowadziły 3:0, a rywalki nie potrafiły znaleźć sposobu na ich skuteczną grę przy siatce i mocne uderzenia z głębi kortu. Ostapenko próbowała jeszcze odwrócić losy meczu, lecz w długiej wymianie popełniła błąd, posyłając piłkę w siatkę. Przy stanie 5:0 dla Paolini i Errani losy spotkania były rozstrzygnięte. Chwilę później po efektownym woleju Errani włoski duet zamknął mecz, wygrywając 6:0 w drugim secie, a cały pojedynek 2:0 (6:4, 6:0).

    Paolini i Errani zameldowały się tym samym w finale turnieju w Pekinie. O tytuł zmierzą się z Miyu Kato i Fanny Stollar, które awansowały do decydującego meczu po walkowerze – ich półfinałowe rywalki, Priscilla Hon i Karolina Muchova, wycofały się z rywalizacji.

  • Historyczny sukces Majchrzaka w Szanghaju. Rozstawiony Amerykanin za burtą, 6:0 na koniec

    Historyczny sukces Majchrzaka w Szanghaju. Rozstawiony Amerykanin za burtą, 6:0 na koniec

    Polskich kibiców tenisa czekała dziś wyjątkowo wczesna pobudka. Już o godz. 6:30 czasu polskiego na kort w Szanghaju wyszedł Kamil Majchrzak, aby powalczyć o coś, czego nigdy wcześniej w karierze nie osiągnął – awans do trzeciej rundy turnieju rangi ATP Masters 1000. Rywalem Polaka był rozstawiony z numerem 29. Brandon Nakashima. Tenisista z Piotrkowa Trybunalskiego rozegrał świetne spotkanie, a w drugim secie kompletnie zdominował przeciwnika. Wygrał 6:4, 6:0 i zapisał na swoim koncie historyczny sukces.

    Dla 66. rakiety światowego rankingu turniej w Szanghaju to pierwszy występ od US Open, gdzie z powodu kontuzji mięśnia międzyżebrowego musiał skreczować w trzeciej rundzie. Leczenie urazu wykluczyło go również z Pucharu Davisa i dwóch kolejnych startów w ATP. Do rywalizacji wrócił dopiero przed dwoma dniami, rozpoczynając zmagania w Chinach od pewnego zwycięstwa nad Ethanem Quinnem 6:3, 6:4.

    W sobotni poranek czekało go trudniejsze zadanie – starcie z wyżej notowanym Amerykaninem Brandonem Nakashimą, który w Szanghaju był rozstawiony. Dotychczas obaj spotykali się dwukrotnie, w 2022 roku, i w obu przypadkach górą był tenisista z USA. Teraz Majchrzak miał szansę na rewanż.

    Pierwszy set: nerwowy początek, pewna końcówka

    Mecz otworzył serwis Nakashimy. Już na starcie Polak wypracował sobie break pointy, a przy czwartej okazji popisał się efektownym dropszotem, po którym prowadził 1:0. Chwilę później utrzymał własne podanie i odskoczył na 2:0. Rywal szybko jednak wrócił do gry. Przy serwisie Majchrzaka, mimo prowadzenia 40-0, Polak przegrał pięć kolejnych piłek i stracił przewagę. Nakashima złapał rytm i wyszedł na prowadzenie.

    Przy stanie 4:4 Majchrzak miał szansę na przełamanie, jednak przy łatwym smeczu trafił w siatkę. Dopiero kolejna okazja została wykorzystana, a Kamil objął prowadzenie 5:4 i serwował po seta. Bez wahania zamknął partię 6:4, kończąc ją dwoma asami.

    Drugi set: totalna dominacja Polaka

    Druga odsłona spotkania rozpoczęła się identycznie – od przełamania na korzyść Majchrzaka. Choć Amerykanin miał piłkę na wygranie pierwszego gema, to po podwójnym błędzie serwisowym dał się przełamać. Polak potwierdził przewagę przy swoim podaniu i w kolejnych gemach wyglądał coraz pewniej.

    Nakashima był bezradny. Przy stanie 0:3 stracił kolejne podanie, a chwilę później na tablicy wyników widniało już 4:0. Amerykanin wyglądał na całkowicie pozbawionego wiary, a piąty gem przegrał do zera. Majchrzak serwował po zwycięstwo i wykorzystał trzeciego meczbola. Wynik 6:4, 6:0 mówi sam za siebie – to była pełna dominacja Polaka.

    Dzięki temu triumfowi Kamil Majchrzak po raz pierwszy w karierze awansował do trzeciej rundy turnieju rangi ATP Masters 1000. W walce o miejsce w najlepszej „16” w Szanghaju zmierzy się ze zwycięzcą pojedynku Alex de Minaur – Camilo Ugo Carabelli.

  • Pastwią się nad Świątek. Naprawdę jej to wypominają. “Po raz kolejny”

    Pastwią się nad Świątek. Naprawdę jej to wypominają. “Po raz kolejny”

    Nie milkną komentarze po bolesnej porażce Igi Świątek w Pekinie, gdzie w decydującym secie meczu z Emmą Navarro przegrała 0:6. Do sprawy odniósł się teraz brytyjski “Daily Express”, przypominając niechlubną statystykę z kariery Polki.

    Nieudany występ w Pekinie

    Świątek (2. WTA) nie zdołała obronić tytułu mistrzyni turnieju WTA 1000 w stolicy Chin. Już w 1/8 finału musiała uznać wyższość Amerykanki Emmy Navarro (17. WTA), przegrywając 4:6, 6:4, 0:6. Wynik trzeciego seta odbił się szerokim echem – Polka znana jest z tego, że sama bardzo często wygrywa partie do zera. W 2025 roku zdążyła już aż 16 razy „poczęstować” rywalki tzw. bajglem.

    „Daily Express” wytyka niechlubny rekord

    Brytyjski dziennik opublikował krótki tekst zatytułowany: „Iga Świątek przegrała 0:6 w Pekinie po raz 11”. Podkreślono w nim, że był to jedenasty w całej karierze przypadek, gdy Polka oddała seta bez wygrania choćby gema. Co więcej – tylko w tym sezonie stało się to już po raz trzeci.

    „Świątek rozdała w swojej młodej, lecz już niezwykle bogatej w sukcesy karierze ogromną liczbę bajgli. Jednak tym razem sama padła ich ofiarą. Najbardziej pamiętne były oczywiście jej zwycięstwa do zera w finałach, jak choćby w Wimbledonie przeciwko Amandzie Anisimovej” – czytamy w artykule.

    Lista niechcianych porażek

    „Daily Express” przytoczył także pełną listę rywalek, które w przeszłości wygrywały z Polką do zera w secie. Były to:

    • Aryna Sabalenka (Roland Garros 2025),
    • Madison Keys (Madryt 2025),
    • Daria Kasatkina (Eastbourne 2021),
    • Garbiñe Muguruza (Dubaj 2021),
    • Samantha Stosur (Eastbourne 2019),
    • Jelena Ostapenko (Birmingham Classic 2019),
    • Simona Halep i Monica Puig (Roland Garros 2019),
    • Natalia Wichlancewa (Billie Jean King Cup 2019),
    • Camila Giorgi (Australian Open 2019).

    Czas na Wuhan

    Teraz Świątek będzie miała okazję szybko zmazać nieudany występ w Pekinie. Już wkrótce rozpocznie rywalizację w kolejnym turnieju rangi WTA 1000 – tym razem na kortach twardych w Wuhan.

  • Tak podsumowali Świątek po turnieju w Pekinie. Trafili w samo sedno

    Tak podsumowali Świątek po turnieju w Pekinie. Trafili w samo sedno

    „To była jej wielka, zmarnowana szansa” – tak portal Tennis365.com ocenił występ Igi Świątek w turnieju WTA 1000 w Pekinie, umieszczając Polkę w gronie największych przegranych tej imprezy.

    Rozczarowujący wynik Świątek w Pekinie

    Kibice liderki polskiego tenisa liczyli, że w Pekinie zobaczą ją w finale i że uda się jej wyraźnie zmniejszyć dystans punktowy do Aryny Sabalenki w rankingu WTA. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna – Świątek odpadła już w 1/8 finału, przegrywając 4:6, 6:4, 0:6 z Amerykanką Emmą Navarro (17. WTA).

    Świątek wśród przegranych turnieju

    Choć w Pekinie rozgrywki dopiero dotarły do półfinałów, serwis Tennis365.com już przygotował zestawienie zwyciężczyń i przegranych rankingu po tej imprezie. Wśród tych drugich znalazła się właśnie Świątek. Artykuł zatytułowano:
    „Zwycięzcy i przegrani rankingu WTA w Pekinie. Świątek marnuje szansę, Pegula awansuje, Raducanu w pierwszej trzydziestce, Noskova +8 miejsc”.

    Dziennikarz podkreśla, że mimo minimalnego zmniejszenia przewagi Sabalenki, Polka nie wykorzystała szansy:
    „Różnica między Sabalenką a Świątek trochę się zmniejszyła, ale Polka niespodziewanie odpadła w IV rundzie z Navarro i nie odrobiła tylu punktów, ile mogła. To była jej duża stracona okazja. Gdyby zaszła dalej, zbliżyłaby się mocno do pierwszego miejsca” – napisano.

    Inne zawodniczki w gronie przegranych

    Obok Świątek do grona największych rozczarowań zaliczono również Karolinę Muchovą (15. WTA), która rok temu grała w finale, a tym razem odpadła już w 1/8 finału, oraz Paulę Badosę (18. WTA), która po ubiegłorocznym półfinale tym razem zakończyła udział w drugiej rundzie. Obie stracą sporo punktów w rankingu.

    Największe zwyciężczynie Pekinu

    Z kolei wśród triumfatorek rankingowych znalazła się przede wszystkim Linda Noskova, która z 27. pozycji awansowała już na 19., a w przypadku wygrania całego turnieju wskoczyłaby nawet na 13. miejsce. Poprawę swoich notowań zanotują także: Sonay Kartal (81. WTA), Eva Lys (66. WTA), Emma Navarro oraz Emma Raducanu (32. WTA).

    Półfinały w Pekinie

    W półfinałach turnieju zmierzą się:

    • Coco Gauff (3. WTA) z Amandą Anisimovą (4. WTA),
    • Jessica Pegula (7. WTA) z Lindą Noskovą (27. WTA).
  • Najpierw Świątek, a teraz to. Szambo na dobre wybiło

    Najpierw Świątek, a teraz to. Szambo na dobre wybiło

    Hejt coraz mocniej wkracza do świata tenisa i zaczyna dotykać kolejne zawodniczki. Niedawno doświadczyła tego Iga Świątek, a teraz o podobnych atakach zdecydowała się opowiedzieć Eva Lys. Niemiecka tenisistka ujawniła w sieci wiadomość, jaką otrzymała po swoim występie w turnieju WTA 1000 w Pekinie. Treść była tak obrzydliwa, że aż trudno znaleźć słowa.

    Świątek i Lys ofiarami internetowej nienawiści

    Iga Świątek nie pozostała obojętna wobec fali hejtu, która spadła na nią po porażce z Emmą Navarro w 1/8 finału turnieju w Pekinie. Polska tenisistka udostępniła w relacji na Instagramie screeny z wiadomościami pełnymi obelg. – „To smutny element naszej rzeczywistości w sporcie. Boty, zakłady bukmacherskie, ale też tak zwani ‘fani’. Warto się nad tym zastanowić, zwłaszcza że zbliża się Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego” – apelowała 24-latka. Okazuje się, że nie tylko ona musiała w ostatnich dniach mierzyć się z brutalnymi komentarzami.

    Atak w stronę Evy Lys i jej matki

    Ofiarą hejtu padła również Eva Lys. 22-letnia Niemka świetnie spisała się w Pekinie – dotarła do ćwierćfinału i sprawiła kilka niespodzianek, pokonując m.in. Jelenę Rybakinę. Ostatecznie zatrzymała ją Coco Gauff. Niestety, oprócz sportowej porażki musiała zmierzyć się z potokiem nienawiści w internecie.

    Lys udostępniła w swoich mediach społecznościowych wyjątkowo wulgarną wiadomość, w której autor obrażał ją i jej matkę, posuwając się do życzenia im śmierci. Zawodniczka nie zamierzała milczeć – skwitowała to krótko: – „I nie zapominajmy o rzeczywistości, która nas otacza, gdy przegrywamy mecz”.

    Coraz częściej sportowcy decydują się publikować takie treści, aby pokazać skalę problemu. Hejt, szczególnie związany z zakładami bukmacherskimi i frustracją kibiców, staje się jednym z najpoważniejszych wyzwań dla współczesnego sportu.

    Przełomowy turniej w karierze Lys

    Choć incydent z hejtem rzucił cień na jej występ, sam turniej w Pekinie może okazać się dla Lys momentem przełomowym. Po raz pierwszy w tym sezonie wygrała cztery mecze z rzędu, a jej forma poszła wyraźnie w górę. Dzięki temu awansuje na najwyższe miejsce w rankingu WTA w karierze – 45. lokatę. Dotąd najlepszym wynikiem Niemki była 55. pozycja.

    Rosnąca fala hejtu to poważny problem, z którym mierzą się dziś zarówno największe gwiazdy tenisa, jak i te dopiero wschodzące. Zarówno Świątek, jak i Lys przypominają, że za sukcesami i porażkami na korcie kryją się prawdziwi ludzie, którzy zasługują na szacunek.

  • Brawo, brawo! Popis Chwalińskiej we Włoszech. Jest już w półfinale

    Brawo, brawo! Popis Chwalińskiej we Włoszech. Jest już w półfinale

    Maja Chwalińska kontynuuje świetną passę i wciąż liczy się w walce o drugi w tym roku tytuł turniejowy. Polska tenisistka znakomicie spisuje się w Rende, gdzie awansowała już do półfinału, nie oddając dotąd rywalkom ani jednego seta.

    Powrót do dawnej formy

    Chwalińska stara się odbudować dyspozycję z Wimbledonu 2022, kiedy to przebrnęła przez kwalifikacje i dotarła do drugiej rundy turnieju głównego. Ostatnie miesiące należą do jednych z najlepszych w jej karierze. Kilka dni temu sięgnęła po drugie w karierze trofeum rangi WTA 125, triumfując w Montreux. W finale rozbiła Łotyszkę Darię Semenistaję 6:1, 6:2. Dzięki temu awansowała na 135. miejsce w rankingu WTA. W marcu plasowała się jeszcze wyżej – na 121. pozycji – głównie dzięki zwycięstwu w grudniowych zawodach WTA 125 we Florianopolis. Ważną zmianą w jej przygotowaniach była także współpraca z Maciejem Ryszczukiem, od lat obecnym w sztabie Igi Świątek.

    Droga do półfinału w Rende

    We włoskim challengerze Polka rozpoczęła od pewnego zwycięstwa 6:2, 6:4 nad Silvią Ambrosio (204. WTA). Następnie wzięła rewanż na Semenistai, pokonując ją jeszcze wyraźniej – 6:0, 6:4. W ćwierćfinale rywalką Chwalińskiej była 22-letnia Rosjanka Oksana Sielechmietjewa. Polka rozpoczęła znakomicie, błyskawicznie obejmując prowadzenie 3:0 i utrzymując kontrolę do końca partii, którą wygrała 6:3.

    W drugim secie raszynianka także szybko odskoczyła na 4:1, imponując cierpliwością i skutecznością zarówno w długich wymianach, jak i w akcjach przy siatce. Krótki kryzys sprawił, że rywalka odrobiła straty i doprowadziła do remisu 4:4, lecz w kluczowych momentach to Polka zachowała zimną krew. W dziewiątym gemie dwukrotnie zmusiła przeciwniczkę do defensywy i skończyła wymiany winnerami. Po godzinie i 36 minutach gry Chwalińska zamknęła mecz przy własnym serwisie, a ostatnia piłka popełnionym błędem oddana została przez Rosjankę. Tym samym Polka po raz drugi w karierze ograła Sielechmietjewą, wcześniej dokonała tego w Montpellier w lipcu ubiegłego roku.

    Co dalej?

    W półfinale Chwalińska zmierzy się ze zwyciężczynią pojedynku Nuria Brancaccio (153. WTA) – Sara Bejlek (117. WTA). Bilans Polki w obecnym sezonie to 25 wygranych i 18 porażek. Dla porównania, poprzedni rok zakończyła z imponującym dorobkiem 48 zwycięstw i 22 przegranych.

    Ćwierćfinał w Rende:
    Maja Chwalińska – Oksana Sielechmietjewa 6:3, 6:4.

  • Cały świat widział, co zrobiła Iga Świątek. To była autodestrukcja

    Cały świat widział, co zrobiła Iga Świątek. To była autodestrukcja

     

    Pekin już za Świątek. Teraz Wuhan – czas na reakcję

    Po bolesnej porażce z Emmą Navarro w czwartej rundzie turnieju WTA 1000 w Pekinie kibice Igi Świątek z niecierpliwością czekają na jej występy w Wuhan. Wydaje się, że najlepszym scenariuszem dla Polki byłoby trafienie na wymagające rywalki – tylko w takich starciach będzie mogła prawdziwie odpowiedzieć na to, co wydarzyło się w stolicy Chin. A wydarzyło się sporo, bo przegrany 0:6 trzeci set wyglądał jak autodestrukcja.

    Świątek uległa Navarro 4:6, 6:4, 0:6 i o tym meczu powiedziano już niemal wszystko. Nic dziwnego – aż 70 niewymuszonych błędów Polki sprawia, że ten występ należy do kategorii „porażek z samą sobą”. Dopiero w drugiej kolejności można mówić o świetnie dysponowanej rywalce.

    „Utknęłam” – przyznaje sama Świątek

    Polka nie chowała głowy w piasek. – Grałam źle. W drugim secie udało mi się trochę to poprawić, ale w trzecim wróciły błędy z początku spotkania. Widziałam, co robię źle, ale utknęłam w tym, zamiast szukać rozwiązań – przyznała na konferencji prasowej. – Czułam, że nic nie działa, dlatego rosła moja frustracja – dodała.

    Słowa te pokazują, że wiceliderka rankingu doskonale wie, gdzie leży problem. Ale świadomość to jedno, a reakcja w praktyce – drugie. Dlatego tak ważne będzie, czy w krótkiej przerwie przed Wuhanem Iga naprawdę przeanalizuje ten mecz i zrozumie, że jej upór w kluczowych momentach bywa zgubny.

    Liczby nie kłamią

    Statystyki są brutalne. W pierwszym secie Świątek miała 11 winnerów i 23 niewymuszone błędy – czyli ponad dwie trzecie punktów Navarro oddała sama. W drugiej partii nieco się poprawiła, ale wciąż popełniła 22 pomyłki. A w decydującym secie? 7 winnerów i aż 25 błędów własnych. Grała tak, jakby nie potrafiła nacisnąć hamulca.

    To przypominało dawne demony – niecierpliwość, frustrację, pośpiech. Podobny obraz widzieliśmy w półfinale Roland Garros z Aryną Sabalenką czy wcześniej w Madrycie z Coco Gauff. Tyle że Navarro to nie liderka rankingu, tylko 17. rakieta świata. Iga przegrała nie dlatego, że rywalka prezentowała kosmiczny tenis, lecz dlatego, że sama pogubiła się we własnej grze.

    Set 0:6 pod lupą

    Kolejne gemy były serią powtarzających się błędów – podwójne serwisy, źle rozegrane woleje, forhendy lądujące w siatce albo daleko za linią. Komentatorzy Canal+ zwracali uwagę, że wystarczyłoby zdjąć kilka procent siły z uderzeń, nadać im więcej rotacji, aby odzyskać kontrolę. Podobne wskazówki przekazywał jej sztab – Wim Fissette, Maciej Ryszczuk i Daria Abramowicz. Ale Świątek ich nie słuchała.

    To właśnie najbardziej niepokoi – Iga nie musi zwracać uwagi na dziennikarzy czy kibiców, ale ignorowanie własnych trenerów i specjalistów jest ryzykowne. Przecież jeszcze niedawno to właśnie dzięki nim odwracała trudne mecze – jak z Rybakiną w Paryżu czy podczas triumfu w Wimbledonie.

    Rekordowa liczba błędów

    Serwis Tennis Abstract policzył, że Polka nigdy wcześniej nie popełniła aż 70 niewymuszonych błędów w jednym meczu. Jej „rekord” wynosił dotąd 59. W Pekinie podarowała Navarro 70 z jej 99 zdobytych punktów. Bilans winnerów i błędów Świątek? –35. Trudno wyobrazić sobie, by tenisistka jej klasy mogła pozwolić sobie na coś podobnego w przyszłości.

    Porażka, która musi czegoś nauczyć

    Przegrany mecz sam w sobie nie jest tragedią – Świątek przegra jeszcze niejeden. Ale ten miał wyjątkowy charakter. Pokazał, że czasami jej upór i emocje biorą górę nad rozsądkiem. W starciu z Navarro, podobnie jak w niektórych wcześniejszych porażkach, Polka bardziej walczyła ze sobą niż z rywalką.

    Dlatego turniej w Wuhan może być kluczowy. Jeśli losowanie przydzieli Świątek trudne rywalki, zobaczymy, czy wyciągnęła odpowiednie wnioski. To będzie prawdziwy test – czy perfekcjonistka z Raszyna potrafi przełamać własne schematy i nauczyć się reagować inaczej.

  • Pogromczyni Świątek przegrywała już 3:5! Nagle zwrot. Sceny w Pekinie

    Pogromczyni Świątek przegrywała już 3:5! Nagle zwrot. Sceny w Pekinie

    Pogromczyni Igi Świątek nie wykorzystała swojej szansy na dalszy marsz w turnieju WTA 1000 w Pekinie. Emma Navarro, która w środę sensacyjnie wyeliminowała liderkę polskiego tenisa, tym razem musiała uznać wyższość Jessiki Peguli. Starsza z Amerykanek po początkowych kłopotach przejęła kontrolę nad wydarzeniami na korcie i triumfowała 6:7 (2), 6:2, 6:1.

    Navarro po meczu ze Świątek

    Jeszcze kilka dni wcześniej Navarro cieszyła się z prestiżowego zwycięstwa nad Świątek. Polka kompletnie pogubiła się w decydującym secie – nie zdobyła ani jednego gema i popełniła aż 70 niewymuszonych błędów. – Wiedziałam, co robię źle, ale nie potrafiłam przerwać tego błędnego koła. Następnym razem muszę zachować spokój, by mieć w głowie więcej przestrzeni na rozwiązywanie problemów – przyznała Świątek na konferencji.

    Ćwierćfinał pełen zwrotów akcji

    Pojedynek Navarro z Pegulą od samego początku był niezwykle wyrównany. W drugim gemie młodsza z Amerykanek miała cztery okazje na przełamanie, lecz żadnej nie wykorzystała. Chwilę później to ona straciła podanie. W pierwszym secie kibice oglądali kilka gemów wygrywanych „na sucho” oraz długie, efektowne wymiany. W dziewiątym gemie Navarro obroniła trzy piłki setowe, zdobywając pięć punktów z rzędu, a w kolejnym to Pegula zmarnowała trzy kolejne okazje na zakończenie partii. Ostatecznie o losach seta zdecydował tie-break, w którym Navarro była znacznie skuteczniejsza i zwyciężyła 7:2.

    Przełom w grze Peguli

    Po przegranej pierwszej odsłonie 31-latka dokonała diametralnej zmiany w swojej grze. Zaczęła prezentować cierpliwy, przemyślany tenis, znakomicie broniła się przed atakami rywalki i ograniczyła błędy. – Ależ mądrze, bez szarpania – chwalili ją komentatorzy Canal+ Sport. Efektem była wygrana 6:2 w drugim secie.

    Decydujący set bez historii

    Trzecia partia to już dominacja Peguli. Szybko zdobyła przewagę, przełamała Navarro w czwartym gemie, a chwilę później obroniła trzy break pointy. Od tego momentu kontrolowała sytuację i pewnie zmierzała po zwycięstwo. Spotkanie zakończyło się po nieco ponad dwóch godzinach – Pegula triumfowała 6:7 (2), 6:2, 6:1 i awansowała do półfinału, gdzie jej rywalką będzie Linda Noskova.

    – Pokazała, że nie wolno jej skreślać – podsumowali eksperci Canal+ Sport.

  • Gauff mówi jednym głosem ze Świątek. Poszło w świat. “To szkodzi”

    Gauff mówi jednym głosem ze Świątek. Poszło w świat. “To szkodzi”

    Iga Świątek od kilku tygodni otwarcie podnosi temat zbyt napiętego kalendarza w kobiecym tourze. Polka, pytana po spotkaniu z Camilą Osorio, przyznała, że być może w przyszłości będzie zmuszona zrezygnować z niektórych imprez, nawet tych obowiązkowych. Jej zdaniem obecne regulacje WTA są tak skonstruowane, że prowadzą do prawdziwego „szaleństwa” i praktycznie nie da się zmieścić wszystkiego w harmonogramie.

    Głos Świątek wsparł m.in. Carlos Alcaraz, lecz inni, jak Novak Djoković czy Qinwen Zheng, patrzą na sprawę inaczej. Do całej dyskusji włączyła się też Coco Gauff, która podczas turnieju w Pekinie odniosła się do słów Polki.

    Coco Gauff odpowiada Idze Świątek: „To szkodzi zawodnikom”

    Amerykanka przyznała, że rozumie biznesową logikę stojącą za obowiązkowym udziałem najlepszych tenisistek w określonych turniejach. – Wiem, dlaczego te zasady funkcjonują: nagrody pieniężne, prestiż, sponsorzy. Z perspektywy biznesowej to ma sens. Ale jeśli spojrzymy na zdrowie zawodników, nie mogę się z tym w pełni zgodzić – podkreśliła Gauff.

    Przypomniała, że czołówka musi rozegrać w sezonie cztery turnieje wielkoszlemowe, co najmniej dziesięć imprez rangi WTA 1000 i pięć turniejów WTA 500. – Gram tyle, ile jestem w stanie, ale nie da się nadążyć za obowiązkami wobec WTA 500. To niewykonalne. Zwłaszcza teraz, gdy coraz więcej turniejów trwa dwa tygodnie. Wtedy dalsze forsowanie organizmu po prostu nie ma sensu – tłumaczyła.

    Kalendarz WTA – przeładowany i nieprzyjazny

    Gauff wskazała na przykłady z terminarza. – Poza sezonem na trawie zazwyczaj masz dwa turnieje WTA 1000 pod rząd, zaraz potem Wielkiego Szlema, a wcześniej jeszcze WTA 500. W takim układzie te mniejsze turnieje często przegrywają, bo nie sposób wytrzymać cztery tygodnie intensywnej gry, a dodatkowo trzeba jeszcze wywiązywać się z kontraktów sponsorskich – zauważyła.

    Amerykanka zwróciła uwagę, że na takim układzie cierpią niektóre imprezy. – Chciałam w tym roku zagrać w Waszyngtonie, ale wiedziałam, że przy Cincinnati i Montrealu, które rozgrywa się po dwa tygodnie, to niewykonalne. Harmonogram po prostu szkodzi turniejom WTA 500 – oceniła.

    Potrzebne zmiany

    Zdaniem mistrzyni Roland Garros konieczne są reformy. – Chciałabym, aby w czasie mojej kariery udało się wprowadzić rozwiązania skracające sezon. Ważne, by znaleźć balans i ułatwić zawodnikom podejmowanie decyzji, zamiast ich zmuszać – podsumowała.

    Obecnie Coco Gauff rywalizuje w turnieju WTA 1000 w Pekinie, gdzie w półfinale zmierzy się z Amandą Anisimovą.

  • 71 minut i koniec! Oto sensacyjna półfinalistka turnieju w Pekinie

    71 minut i koniec! Oto sensacyjna półfinalistka turnieju w Pekinie

    Linda Nosková potwierdziła wysoką dyspozycję i zameldowała się w półfinale turnieju WTA 1000 w Pekinie. Czeszka bez większych problemów pokonała Sonay Kartal 6:3, 6:4, imponując zarówno serwisem, jak i skutecznym returnem. To właśnie te elementy dały jej sporą przewagę na korcie. Jak zauważył portal OptaAce, młoda tenisistka osiągnęła także wyjątkowy kamień milowy w swojej karierze.

    Tymczasem Iga Świątek zakończyła już udział w chińskich zawodach. Polka przegrała w IV rundzie z Emmą Navarro, a szczególnie niepokojąco wyglądał trzeci set, w którym nie zdobyła nawet gema. W całym spotkaniu popełniła aż 70 niewymuszonych błędów. – Po prostu grałam źle. (…) Sama wiedziałam, co robię nie tak, ale zamiast znaleźć rozwiązanie, utknęłam w błędzie – mówiła na konferencji prasowej wyraźnie rozczarowana liderka światowego tenisa.

    Navarro, która wyeliminowała Świątek, w ćwierćfinale zmierzy się z Jessicą Pegulą. Zwyciężczyni tego pojedynku trafi w półfinale właśnie na Noskovą. Czeszka od początku meczu z Kartal narzuciła swój rytm. Już w pierwszym gemie przełamała rywalkę i kontrolowała przebieg gry. W końcówce pierwszej partii doszło jeszcze do kilku przełamań, ale to Nosková zachowała przewagę.

    Druga odsłona rozpoczęła się od niespodziewanego przełamania Kartal, jednak przewaga Brytyjki szybko stopniała. Nosková z łatwością odrobiła straty, a w decydującym gemie zdobyła piąte w meczu przełamanie, które przypieczętowało jej zwycięstwo.

    Spotkanie trwało zaledwie 71 minut. Nosková zdobyła 72 proc. punktów po pierwszym serwisie – aż o 20 proc. więcej niż przeciwniczka – co okazało się kluczowe. Choć przydarzyły jej się trzy podwójne błędy, to skuteczność w polu serwisowym robiła duże wrażenie.

    Według danych OptaAce, był to już dziesiąty w karierze półfinał Noskovej w imprezie WTA. 20-latka została tym samym trzecią tenisistką urodzoną po 2004 roku, której udało się osiągnąć taki wynik. Przed nią podobnym dorobkiem mogły pochwalić się jedynie Coco Gauff i Diana Sznajder. Eksperci nie mają wątpliwości, że Czeszka to prawdziwa rewelacja tegorocznych zmagań.

    Nosková czeka teraz na rozstrzygnięcie starcia Navarro – Pegula. Z kolei w drugim półfinale kibice zobaczą pojedynek Coco Gauff z Amandą Anisimovą, która w ostatnich miesiącach błyskawicznie pnie się w górę rankingów.