• Znamy rywali polskich siatkarzy na ME. Dramat!

    Znamy rywali polskich siatkarzy na ME. Dramat!

    Polscy siatkarze poznali już rywali, z którymi zmierzą się w fazie grupowej przyszłorocznych mistrzostw Europy – najważniejszego turnieju kolejnego sezonu. Losowanie nie było dla nas szczęśliwe, bo biało-czerwoni trafili na zespół, który po ostatnim mundialu stał się jednym z najbardziej niebezpiecznych rywali. Trudno było o gorszy scenariusz.

    Najtrudniejszy możliwy rywal w grupie

    Od meczu o brąz z Czechami na mistrzostwach świata na Filipinach nie minął jeszcze tydzień, a siatkarska Polska już żyje wiadomościami dotyczącymi przyszłego sezonu. Losowanie fazy grupowej ME 2026 odbyło się w Bari i przyniosło nam wieść, której Nikola Grbić zapewne nie chciałby usłyszeć.

    Turniej zostanie rozegrany w dniach 9–27 września 2026 roku w czterech krajach: we Włoszech, Bułgarii, Finlandii i Rumunii. Gospodarze – zgodnie z tradycją – zostali rozstawieni i mogli wybrać sobie po jednym rywalu przed właściwym losowaniem. Polska trafiła do pierwszego koszyka, co oznaczało, że nie mogła zmierzyć się w grupie ani z Włochami (finalistami poprzednich ME), ani z Francją, Serbią czy Słowenią. Najtrudniejszym możliwym przeciwnikiem pozostawała Bułgaria – wicemistrz świata z 2025 roku. I właśnie na nią wpadliśmy.

    Rozlosowany przez Belę Barthę zestaw sprawił, że biało-czerwoni znaleźli się w grupie B z Bułgarią i Macedonią Północną. Później dołączyły do niej Ukraina, Portugalia i Izrael. To oznacza, że Polacy rozpoczną walkę o obronę tytułu w Warnie, w pojedynku z niezwykle groźnym gospodarzem.

    Grupa Polaków na ME 2026

    • Bułgaria – wicemistrzowie świata 2025, 9. miejsce w rankingu FIVB
    • Macedonia Północna – 1/8 finału ME 2023, 47. miejsce w rankingu FIVB
    • Ukraina – ćwierćfinał ME 2023, 17. miejsce w rankingu FIVB
    • Portugalia – 1/8 finału MŚ 2025, 23. miejsce w rankingu FIVB
    • Izrael – odpadli w fazie grupowej ME 2023, 31. miejsce w rankingu FIVB

    Na tle tej stawki zdecydowanie wyróżniają się Bułgarzy – młody, świetnie rozwijający się zespół, z braciami Nikołow na czele. Mecze z pozostałymi rywalami Polacy powinni wygrać bez większych problemów, choć już na inaugurację czeka ich poważny test formy. Dla wielu ekspertów to nawet korzystna sytuacja – po MŚ pojawiały się opinie, że biało-czerwonym brakowało w początkowej fazie wymagających przeciwników. Tym razem o rozluźnieniu nie będzie mowy.

    Skład grup mistrzostw Europy 2026

    • Grupa A (Włochy – Neapol, Modena, Turyn, Mediolan): Włochy, Szwecja, Słowenia, Czechy, Grecja, Słowacja
    • Grupa B (Warna): Bułgaria, Polska, Macedonia Płn., Ukraina, Portugalia, Izrael
    • Grupa C (Tampere): Finlandia, Estonia, Serbia, Belgia, Holandia, Dania
    • Grupa D (Kluż-Napoka): Rumunia, Francja, Niemcy, Turcja, Łotwa, Szwajcaria

    Spośród gospodarzy to właśnie Polacy trafili najgorzej – Bułgaria jest zespołem w świetnej formie i bardzo niewygodnym przeciwnikiem. Jednak patrząc na całość losowania, można stwierdzić, że w innych grupach sytuacja wcale nie wygląda lepiej. Szczególnie groźnie zapowiada się grupa D (z Francją, Niemcami i Turcją) czy grupa C (z Serbią, Belgią i Holandią).

    Obrona mistrzowskiego tytułu

    Biało-czerwoni przystąpią do turnieju jako aktualni mistrzowie Europy. W Warnie, a następnie w Mediolanie – jeśli awansują do dalszej fazy – spróbują obronić złoto. Trener Nikola Grbić może być spokojny o mentalność drużyny – od początku swojej kadencji prowadzi Polaków do medali we wszystkich najważniejszych imprezach. Ma ich już na koncie osiem. Teraz wszyscy liczą, że ME 2026 będą kolejnym triumfem.

    https://x.com/CEVolleyball/status/1974565684307972296?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1974565684307972296%7Ctwgr%5E4fa363bd5c84cf1e2acac3eaa6ea3dbf7234f7f1%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Fsiatkowka%2F76494832301359znamy-rywali-polskich-siatkarzy-na-me-dramat.html

  • Masternak wyszedł do walki o mistrzostwo Europy. Nokaut w 7. rundzie!

    Masternak wyszedł do walki o mistrzostwo Europy. Nokaut w 7. rundzie!

    Mateusz Masternak (50-6, 33 KO) po trzynastu latach ponownie sięgnął po pas mistrza Europy w wadze cruiser. Aby to zrobić, musiał zmierzyć się z ogromnym Joelem Djeko (19-4-1, 9 KO), mającym prawie dwa metry wzrostu. Polak zdał ten egzamin w imponującym stylu – posłał Belga na deski i zakończył pojedynek efektownym nokautem!

    Powrót po trzynastu latach

    Masternak już w 2011 roku zdobył mistrzostwo Europy, ale przez długie lata nie miał okazji ponownie walczyć o ten tytuł. Tym razem stanął przed nie lada wyzwaniem – jego rywal mierzył aż 198 centymetrów. „Master” dobrze przygotował się do tego starcia, sparując wcześniej z wysokimi zawodnikami, by oswoić się z przewagą wzrostu przeciwnika.

    – To dla mnie wyjątkowy moment. Po 13 latach mogłem ponownie zawalczyć o pas Europy, a dodatkowo była to szansa na jubileuszowe, 50. zwycięstwo. To naprawdę ogromne przeżycie – podkreślał przed walką Masternak w rozmowie z „Pasją Sportów Walki”.

    Od początku pełna kontrola

    Polak rozpoczął bardzo rozważnie. Nie dał się ponieść emocjom i cierpliwie szukał luk w defensywie Belga. Djeko próbował utrzymywać dystans dzięki swojej długiej lewej ręce, lecz Masternak potrafił przebić się ze swoimi ciosami. W drugiej rundzie „Master” jeszcze bardziej się rozkręcił – był szybszy, dokładniejszy i prowadził walkę według własnych zasad.

    Każda z pierwszych czterech rund trafiła na konto Polaka. Gdy Djeko próbował w piątym starciu podkręcić tempo, Masternak skutecznie spychał go do narożnika i rozbijał jego obronę.

    Nokaut w wielkim stylu

    W szóstej rundzie „Master” pozwolił sobie na nieco bardziej otwartą wymianę, choć szybko przekonał się, że rywal nadal potrafi być groźny. Dlatego wrócił do swojego technicznego, szybkiego boksu. To właśnie taka strategia przyniosła decydujący efekt.

    W siódmym starciu Masternak ponownie zapędził Belga do narożnika i rozpoczął mocny atak. Seria celnych uderzeń zakończyła się potężnym ciosem, po którym prawie dwumetrowy rywal runął na deski. Nie był już w stanie się podnieść.

    Kolejny krok do spełnienia marzeń

    Mateusz Masternak w wieku 38 lat znów został mistrzem Europy i zrobił to w znakomitym stylu. Polak od dawna marzy jednak o zdobyciu pasa mistrza świata. W przeszłości dwukrotnie stawał przed taką szansą, ale bez powodzenia. Czy powiedzenie „do trzech razy sztuka” okaże się prorocze?

  • Trzy liczenia i koniec. Niecałe pięć minut polskiej rewelacji z MŚ. Jest złoto

    Trzy liczenia i koniec. Niecałe pięć minut polskiej rewelacji z MŚ. Jest złoto

    Julia Szeremeta przed rokiem w Paryżu otworzyła polskim pięściarkom drogę do większych sukcesów. Jej srebrny medal z igrzysk okazał się przełomem, a już kilka miesięcy później na mistrzostwach świata w Liverpoolu ekipa Tomasza Dylaka wywalczyła aż trzy krążki. Tam na podium zabrakło miejsca dla Kingi Krówki, choć rozpoczęła turniej bardzo obiecująco. Dziś 18-latka z Gostynia wyrasta jednak na jedną z największych nadziei polskiego boksu. W tym roku w Pucharze Świata w Brazylii pokonała medalistkę olimpijską z Paryża, a teraz w Sokółce sięgnęła po złoto młodzieżowych mistrzostw Polski – i to w efektownym stylu.

    Polski boks kobiet rośnie w siłę
    Sukcesy kobiecej kadry pokazują, że w olimpijskim wydaniu polski boks opiera się dziś na zawodniczkach. Od srebra Julii Szeremety w Paryżu, po medale mistrzostw świata – widać wyraźny progres. W Liverpoolu złoto zdobyła Agata Kaczmarska, a finałowe porażki Julii Szeremety i Anety Rygielskiej przyniosły kolejne srebra. Blisko medali były również Kinga Krówka i Emilia Koterska – ta pierwsza przegrała minimalnie z utytułowaną rywalką, pokazując ogromny potencjał.

    Krówka dojrzewa do wielkich wyzwań
    Choć dopiero w listopadzie skończy 19 lat, Kinga Krówka już teraz ma na koncie imponujące osiągnięcia. Po świetnym występie w Brazylii dołożyła tytuł mistrzyni Polski w kategorii młodzieżowej. W Sokółce w finałowym pojedynku zmierzyła się z Małgorzatą Pępek z Gardy Gierałtowice i bezdyskusyjnie wygrała przed czasem. Walka potrwała niespełna dwie rundy – po trzecim liczeniu sędzia zakończył pojedynek.

    Krówka od początku kontrolowała przebieg starcia. Najpierw spokojnie rozbijała rywalkę, a potem zdecydowanie przyspieszyła. Już w pierwszej rundzie seria czterech ciosów sprawiła, że Pępek była liczona. W drugiej odsłonie lewy sierpowy wstrząsnął przeciwniczką, a kolejne ataki przypieczętowały zwycięstwo 18-latki.

    – Stoczyłam trzy walki i z każdej jestem zadowolona. Finał trwał krótko, ale szanuję przeciwniczkę i dziękuję, że wyszła do ringu – powiedziała Krówka w rozmowie dla profilu Polskiego Związku Bokserskiego. – Teraz czas na chwilę odpoczynku, a potem przygotowania do młodzieżowych mistrzostw Europy w Budapeszcie. A później, mam nadzieję, trener Tomek da trochę luzu – dodała z uśmiechem.

    Triumfatorki finałów młodzieżowych mistrzostw Polski w Sokółce:

    • 48 kg: Emilia Kościelska – Alicja Zakrzewska 5:0
    • 51 kg: Nikola Prymaczenko – Marta Prill 5:0
    • 54 kg: Julia Wasiakowska – Angelika Arendacz 4:1
    • 57 kg: Izabela Rozkoszek – Natalia Zakrzewska 5:0
    • 60 kg: Wiktoria Hass – Anastazja Michałek 4:1
    • 65 kg: Kinga Krówka – Małgorzata Pępek (RSC w 2. rundzie)
    • 70 kg: Aleksandra Cyrek – Barbara Marcinkowska (walkower)
    • 75 kg: Daria Parada – Oliwia Araszewska 5:0
    • 80 kg: Julia Oleś – Maria Pępek 5:0
    • +80 kg: Martyna Jancelewicz – Sandra Wan Der Zanden 5:0

     

  • Tak wygląda ranking WTA po szokującym półfinale w Pekinie

    Tak wygląda ranking WTA po szokującym półfinale w Pekinie

    Półfinał turnieju WTA 1000 w Pekinie zakończył się prawdziwym wstrząsem. Amanda Anisimowa w imponującym stylu rozbiła trzecią rakietę świata Coco Gauff 6:1, 6:2 i uniemożliwiła jej tym samym obronę zeszłorocznego tytułu. Amerykanka, znana polskim kibicom jako pogromczyni Igi Świątek z tegorocznego US Open, była tego dnia bezkonkurencyjna. Gauff nie tylko poniosła bolesną porażkę, ale też straciła sporo punktów do rankingu, co pogłębiło jej dystans do Świątek. Jeśli zaś Anisimowa sięgnie po końcowy triumf, układ sił w czołówce światowej może się jeszcze zmienić.

    Anisimowa w formie „nie z tej ziemi”

    To, co Anisimowa pokazuje w Pekinie, kibice zaczęli określać mianem „formy mutanta”. Amerykanka w drodze do półfinału potrafiła zwyciężać zarówno szybko i pewnie, jak i w trzysetowych bojach – m.in. z Karoliną Muchovą czy Jasmine Paolini. Jednak to, co zrobiła w starciu z Gauff, przechodzi wszelkie wyobrażenia. Wynik 6:1, 6:2 mówi sam za siebie – i gdyby nie chwile lekkiego rozluźnienia pod koniec obu setów, mogłoby skończyć się nawet 6:0, 6:0.

    Gauff w odwrocie

    Jeszcze rok temu to Coco Gauff była bohaterką Pekinu, demolując w finale Muchovą i sięgając po tytuł. Teraz jednak opuściła kort wyraźnie przygnębiona – bezradna wobec agresji i konsekwencji rywalki. Porażka oznacza dla niej spadek o 610 punktów w klasyfikacji WTA, a to mocno komplikuje jej sytuację w walce o utrzymanie miejsca w czołowej trójce.

    Świątek coraz dalej, Anisimowa coraz bliżej

    Aktualnie Gauff ma na koncie 7263 punkty, co oznacza, że jej strata do Igi Świątek wynosi już 1290 oczek. Polka, choć odpadła w Pekinie w 1/8 finału, nie broniła punktów i dopisała sobie 120, więc jej pozycja jest stabilniejsza. Anisimowa, awansując do finału, zyskała już 530 punktów i w tej chwili ma ich 5639. Jeżeli wygra turniej, zmniejszy stratę do Gauff do zaledwie 1274 punktów.

    Układ sił w Top 3 może się zmienić

    Czy na koniec sezonu w najlepszej trójce znajdą się Aryna Sabalenka, Iga Świątek i Amanda Anisimowa, a nie Sabalenka, Świątek i Gauff? To scenariusz jak najbardziej realny. Wszystko zależy od wyników w kolejnych imprezach – w szczególności w Wuhan (gdzie przed rokiem Gauff była w półfinale, a Anisimowa odpadła szybko) oraz podczas finałów WTA w Rijadzie, gdzie można zdobyć aż 1500 punktów.

    Przy obecnej formie Anisimowej jej szturm na podium światowego rankingu wcale nie jest wykluczony.

    Ranking WTA „na żywo” po półfinale Gauff – Anisimowa:

    1. Aryna Sabalenka – 11 010 pkt
    2. Iga Świątek – 8553 pkt
    3. Coco Gauff – 7263 pkt
    4. Amanda Anisimova – 5639 pkt
    5. Mirra Andriejewa – 4698 pkt
    6. Madison Keys – 4459 pkt
    7. Jessica Pegula – 4653 pkt
    8. Jasmine Paolini – 4156 pkt
    9. Jelena Rybakina – 3833 pkt
    10. Qinwen Zheng – 3678 pkt
  • 31:1. Co za dominacja Pajor i spółki!

    31:1. Co za dominacja Pajor i spółki!

    Tym razem nie udało się dopisać ani gola, ani asysty. Mimo to Ewa Pajor zaliczyła solidny występ w barwach FC Barcelony. W sobotnie popołudnie Polka rozpoczęła mecz przeciwko Eibarowi w podstawowym składzie. Kilka razy próbowała zaskoczyć bramkarkę rywalek, ale piłka nie znalazła drogi do siatki. Skuteczniejsze okazały się jej koleżanki, które poprowadziły zespół do pewnego zwycięstwa 4:0.

    Pajor nie trafia, ale Barcelona dominuje

    Ewa Pajor dołączyła do Barcelony w poprzednim sezonie i bardzo szybko wyrosła na jedną z kluczowych postaci drużyny. Została królową strzelczyń ligi, a obecnie broni tego tytułu i jest na dobrej drodze, by ponownie go zdobyć. W nowej kampanii tylko raz nie wpisała się na listę strzelczyń – w starciu z Sevillą wygranym 5:0. W pozostałych czterech spotkaniach zdobyła pięć bramek i dołożyła trzy asysty. Nic dziwnego, że kibice liczyli, iż również w meczu z Eibarem Polka znajdzie sposób na pokonanie bramkarki.

    Barcelona od początku narzuciła swój styl gry. Już w 15. minucie prowadzenie dała jej Clara Serrajordi. Pajor aktywnie uczestniczyła w akcjach ofensywnych, miała kilka okazji, lecz brakowało skuteczności. Do przerwy nie udało jej się zdobyć bramki, ale i tak została dobrze oceniona – portal Flashscore wystawił jej notę 7,5, wyższą miały tylko strzelczyni pierwszego gola oraz jej asystentka.

    Statystyki bezlitosne dla rywalek

    Po przerwie obraz gry się nie zmienił. Barcelona wciąż dominowała, a drugie trafienie padło w 54. minucie po strzale Vicky Lopez. Eibar nie był w stanie odpowiedzieć – gospodynie oddały w całym spotkaniu aż 33 strzały, z czego 15 celnych, podczas gdy rywalki zaledwie raz uderzyły w światło bramki.

    Pajor opuściła boisko w 70. minucie, a jej miejsce zajęła Aitana Bonmati. Niedługo później kolejne gole dołożyły Caroline Graham (73’) oraz Salma Paralluelo, która w 97. minucie ustaliła wynik na 4:0.

    Barcelona pewnie liderem

    Dzięki tej wygranej Barcelona umocniła się na pozycji lidera hiszpańskiej ligi. Po sześciu kolejkach ma na koncie komplet punktów i imponujący bilans bramkowy 31:1. Nad drugim w tabeli Atletico Madryt utrzymuje cztery punkty przewagi.

    Choć tym razem Ewa Pajor nie podniosła swojego dorobku strzeleckiego, pozostaje jedną z głównych liderek zespołu i w kolejnych meczach z pewnością ponownie będzie walczyć o bramki i asysty.

  • Gauff opuściła kort po 58 minutach. Kompletna demolka. Amerykanka wyeliminowana

    Gauff opuściła kort po 58 minutach. Kompletna demolka. Amerykanka wyeliminowana

    Mimo że w decydującej fazie turnieju WTA 1000 w Pekinie zabrakło Igi Świątek, półfinały w stolicy Chin zapowiadały się intrygująco – przynajmniej na papierze. Już pierwszy mecz przyniósł pojedynek dwóch Amerykanek: broniącej tytułu Coco Gauff i rozstawionej z numerem „3” Amandy Anisimovej. W praktyce jednak kibice obejrzeli jednostronne widowisko. Starsza z tenisistek ze Stanów Zjednoczonych całkowicie zdominowała rywalkę, kończąc spotkanie w zaledwie 58 minut.

    Amerykańskie starcie w półfinale

    Było to szczególne zestawienie, bo obie zawodniczki ostatni raz mierzyły się ze sobą trzy lata temu. Dotychczasowy bilans ich pojedynków na poziomie WTA wynosił 1:1, a zatem sobotnie starcie miało rozstrzygnąć, która z nich obejmie prowadzenie w bezpośrednich konfrontacjach.

    Spotkanie miało również spore znaczenie rankingowe. Przed turniejem w Pekinie Gauff wyprzedzała Anisimovą w światowym zestawieniu o 2764 punkty, ale broni w końcówce sezonu bardzo dużej zdobyczy, co daje Amandzie szansę na zbliżenie się w rankingu. Jeszcze ciekawiej wyglądało to w klasyfikacji Race, gdzie dzieliło je zaledwie 276 punktów. Zwycięstwo w półfinale oznaczało dodatkowe 260 punktów, a triumf w całym turnieju – kolejne 350. To sprawiało, że Anisimova mogła już w Pekinie wyprzedzić Gauff w walce o miejsce w czołowej trójce Race.

    Pierwszy set pod pełną kontrolą Anisimovej

    Mecz rozpoczął się od podania Anisimovej. Choć Gauff miała szansę na przełamanie przy stanie 40-40, starsza z Amerykanek zachowała koncentrację i utrzymała serwis. Potem na korcie rządziła już tylko ona. Gauff wygrała zaledwie dwie z osiemnastu kolejnych wymian i po kwadransie na tablicy widniał wynik 5:0 dla Anisimovej. Dopiero wtedy Coco zdobyła swój pierwszy gem i miała okazję na kolejne przełamanie, ale Amanda szybko opanowała sytuację i zamknęła partię wynikiem 6:1.

    Drugi set i błyskawiczny finisz

    Na początku drugiej odsłony Anisimova nie spuściła z tonu. Szybko zdobyła przełamanie, a następnie pewnie utrzymała podanie, wychodząc na prowadzenie 2:0. Gauff nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na agresywną, pełną pewności siebie grę rywalki. Przy stanie 3:0 Amanda dołożyła kolejne przełamanie i praktycznie rozstrzygnęła losy spotkania.

    Przy wyniku 5:0 Anisimova serwowała już po awans do finału. Choć Gauff zdołała jeszcze urwać dwa gemy, nie była w stanie odwrócić losów meczu. Ostatecznie Anisimova zwyciężyła 6:1, 6:2 i w niedzielnym finale zmierzy się z Jessicą Pegulą albo Lindą Noskovą. Stawką będzie nie tylko trofeum w Pekinie, ale także awans na trzecie miejsce w rankingu WTA Race.

  • Dwa rekordy, zwieńczone złotym medalem. Polka kompletnie zdominowała stawkę

    Dwa rekordy, zwieńczone złotym medalem. Polka kompletnie zdominowała stawkę

    Kolejny znakomity sukces biało-czerwonych na paralekkoatletycznych mistrzostwach świata w New Delhi! Faustyna Kotłowska nie tylko wywalczyła złoty medal w pchnięciu kulą F64, ale przy okazji ustanowiła rekord mistrzostw oraz rekord Europy. Dla 24-letniej zawodniczki to już drugi tytuł mistrzowski zdobyty podczas tej imprezy – kilka dni wcześniej triumfowała również w rzucie dyskiem.

    Polska potęgą w paralekkoatletyce

    Polacy od lat udowadniają, że lekkoatletyka to dyscyplina, w której potrafią odnosić spektakularne sukcesy. Nie inaczej jest w przypadku ich odpowiedników w sporcie paraolimpijskim. Ekipa biało-czerwonych świetnie spisuje się w New Delhi, skąd regularnie napływają informacje o kolejnych medalach.
    W poniedziałek na najwyższym stopniu podium stanęli Bartosz Górczak (pchnięcie kulą) oraz Faustyna Kotłowska (rzut dyskiem). Jeszcze wcześniej złoto dla Polski zdobyli Artur Krzyżek (100 m) i Magdalena Andruszkiewicz (400 m). Łącznie reprezentanci wywalczyli już 14 medali (7 złotych, 2 srebrne i 5 brązowych), a piątkowy start Kotłowskiej powiększył dorobek o ósmy złoty krążek.

    Mistrzowski popis Kotłowskiej

    Kotłowska w konkursie pchnięcia kulą F64 zmierzyła się z pięcioma rywalkami, w tym z rekordzistką świata w kategorii F63, Alexandrą Nouchet. Polka rozpoczęła z przytupem – jako jedyna już w pierwszej próbie przekroczyła granicę 10 metrów (10,22 m). W drugim podejściu zdeklasowała konkurencję, osiągając 10,88 m. Wynik ten okazał się nowym rekordem mistrzostw świata oraz Europy. Do rekordu globu, należącego do Marii Combrink, zabrakło jej zaledwie 27 centymetrów.
    Nouchet (10,10 m) i Alicia Guerrero (10,02 m) także przekroczyły barierę 10 metrów, lecz nie były w stanie zagrozić Polce. Kotłowska przypieczętowała triumf, zbliżając się do własnego rekordu w ostatniej próbie (10,86 m).

    Radość i satysfakcja

    Jestem bardzo zadowolona z wyniku, a rekord Europy cieszy szczególnie, bo w rzucie dyskiem nie poprawiłam życiówki. Wiem, że mogłam jeszcze coś dołożyć, bo był zapas, ale i tak jestem szczęśliwa. Teraz czekają mnie wakacje i trochę odpoczynku – mówiła szczęśliwa mistrzyni w rozmowie z portalem parasportowcy.pl.

    Drugie złoto w New Delhi i odśpiewany przy tej okazji „Mazurek Dąbrowskiego” sprawiły, że Faustyna Kotłowska zapisała się złotymi zgłoskami w historii tych mistrzostw, a reprezentacja Polski może cieszyć się już z ośmiu tytułów mistrzowskich.

  • Skandaliczny atak na Igę Świątek. Wszelkie granice przekroczone

    Skandaliczny atak na Igę Świątek. Wszelkie granice przekroczone

    Iga Świątek głośno o hejcie. Polski tenis staje przed ogromnym wyzwaniem

    Iga Świątek, mimo że jest jedną z największych gwiazd światowego tenisa, na co dzień mierzy się nie tylko z presją sportowej rywalizacji, lecz także z falą nienawiści w internecie. Po niedawnej porażce z Emmą Navarro w czwartej rundzie turnieju WTA 1000 w Pekinie Polka opublikowała na Instagramie screeny wiadomości, które otrzymała od internautów. Ich treść mrozi krew w żyłach.

    Nie są to jednostkowe przypadki – podobnych wpisów Świątek dostaje setki, a fala hejtu pojawia się zarówno po jej przegranych, jak i po wygranych meczach. To problem, z którym od dawna zmagają się sportowcy w różnych dyscyplinach. W kobiecym tenisie coraz częściej mówią o tym zawodniczki – wcześniej publicznie poruszały temat m.in. Magda Linette, Linda Noskova czy Caroline Garcia.

    Dlatego szczególnie cenne jest to, że Świątek – dzięki swojej pozycji i ogromnym zasięgom (ponad 2,3 mln obserwujących na Instagramie) – nagłaśnia problem. Jej głos może dotrzeć daleko poza tenisową „bańkę”, pokazując skalę zjawiska i uświadamiając opinii publicznej, że zawodniczki nie są pozostawione same sobie.


    Władze tenisa muszą działać

    Hejt w sieci to dziś jedno z największych wyzwań dla światowego sportu. Organizacje tenisowe mają w tej sprawie wiele do zrobienia. Już dwa lata temu na Roland Garros testowano system Bodyguard, który automatycznie filtrował obraźliwe komentarze kierowane do zawodników. To krok w dobrą stronę, ale wciąż niewystarczający. Potrzebne są rozwiązania globalne, obejmujące wszystkie turnieje, a nie tylko pojedyncze wydarzenia.

    Problem jest jednak złożony, bo media społecznościowe w ostatnich latach zmieniły się diametralnie. Zjawisko botów, anonimowość użytkowników i algorytmy nastawione na wzbudzanie emocji sprawiają, że hejt przybrał niespotykane wcześniej rozmiary. Na to nakłada się jeszcze ścisłe powiązanie sportu z zakładami bukmacherskimi. Z jednej strony dzięki nim turnieje mają sponsorów, z drugiej – gracze, niezadowoleni z wyników, bez oporów wylewają frustrację na zawodniczki.


    Dlaczego Świątek jest szczególnie atakowana?

    W przypadku liderki polskiego tenisa skala hejtu wydaje się jeszcze większa. Wynika to nie tylko z jej popularności, ale też z powodów pozasportowych. Wciąż wytyka się jej wsparcie dla Ukrainy, gesty solidarności z walczącym narodem czy przekazywanie pomocy finansowej. Nietrudno odnieść wrażenie, że część ataków pochodzi z sieciowych farm trolli powiązanych z Rosją.

    Świątek i jej sztab obrywają również za współpracę z Darią Abramowicz, psycholożką sportową. Dla wielu wciąż niezrozumiałe jest znaczenie wsparcia mentalnego w profesjonalnym sporcie, więc po każdym słabszym meczu pojawiają się obraźliwe komentarze kierowane także do niej.

    Dodatkowym problemem jest ogromne oczekiwanie społeczne wobec Świątek. Każda jej porażka od triumfu w Roland Garros w 2020 roku bywa traktowana niemal jak narodowa tragedia. Gdy dziennikarze mówią, że mają dość czytania obraźliwych wpisów po jej meczach, można sobie tylko wyobrazić, co czuje sama zawodniczka.


    Hejt ma realne konsekwencje

    Niechlubnym przykładem jest historia Caroline Garcii, która po rekordowym sezonie 2022 zaczęła grać słabiej, a lawina hejtu doprowadziła u niej do ataków paniki i przedwczesnego zakończenia kariery. Sama Francuzka pisała: „Możesz myśleć, że to nas nie boli. Ale boli. Jesteśmy ludźmi”.

    Podobne sytuacje spotykają też inne zawodniczki, jak Aryna Sabalenka czy Coco Gauff. Widać, że to problem systemowy, dotykający w szczególności kobiecego sportu, wciąż przez część kibiców traktowanego z lekceważeniem.


    Rola mediów i kibiców

    Właśnie dlatego tak ważne jest, aby media przypominały o kontekście sportowych wydarzeń i tłumaczyły, że porażka nie czyni z mistrzyni „przegranej”. Przykład z wiosny tego roku – gdy Świątek odpadła w Madrycie z Gauff i spadła na nią fala krytyki, a dopiero później okazało się, że niedawno uczestniczyła w pogrzebie bliskiej osoby – pokazuje, jak łatwo wyciągać pochopne wnioski.

    Internetowa anonimowość sprawia, że granice są nagminnie przekraczane. Co gorsza, hejt nie kończy się na sieci – w Miami doszło do sytuacji, gdy znany internetowy hejter pojawił się na trybunach i zaczął zaczepiać Świątek i jej rodzinę. Turniej musiał zapewnić jej ochronę.


    Nie wolno milczeć

    Świątek, dzieląc się hejterskimi komentarzami, wykonała ważny krok – pokazała, że problem istnieje i że nie wolno go zamiatać pod dywan. Dla kibiców to sygnał, że sportowcy to przede wszystkim ludzie, którzy – tak jak każdy – mają prawo do słabości i prywatnych dramatów.

    Dopóki władze tenisa nie znajdą realnych rozwiązań, dopóty zawodniczki będą musiały mierzyć się z hejtem na własną rękę. Dlatego tak istotne jest, by o tym mówić, nagłaśniać sprawę i budować społeczną świadomość. Bo jeśli tego zabraknie, w przyszłości tenis może stracić kolejne talenty – nie z powodu kontuzji, lecz przez psychiczne wypalenie wywołane nienawiścią w sieci.

    https://x.com/dsenkowski07/status/1973771221436412093?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1973771221436412093%7Ctwgr%5E79d22598027de1b72530dba1f762c4b200afdfc0%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732298506skandaliczny-atak-na-ige-swiatek-wszelkie-granice-przekroczone.html

  • Pech Sabalenki, to już ostatnia szansa Świątek. Wszystko jasne w WTA 1000 Wuhan

    Pech Sabalenki, to już ostatnia szansa Świątek. Wszystko jasne w WTA 1000 Wuhan

    Iga Świątek przyleciała do Wuhanu z ogromnym sportowym głodem i podrażniona niespodziewaną porażką z Emmą Navarro w Pekinie. Aryna Sabalenka z kolei pojawiła się w Chinach wypoczęta, po miesięcznej przerwie. To właśnie w stolicy prowincji Hubei może rozstrzygnąć się kwestia tytułu najlepszej tenisistki świata w 2025 roku. Dla Polki będzie to ostatnia okazja, aby spróbować dogonić Białorusinkę. Problem w tym, że Sabalenka w Wuhan czuje się znakomicie – nie przegrała tu jeszcze meczu, jej bilans wynosi 17:0, a na koncie ma już trzy tytuły. W sobotę poznaliśmy układ drabinki. Zdecydowanie trudniejszą drogę do finału czeka Arynę.

    Ostatnia szansa Świątek

    Obecnie 1457 punktów dzieli Sabalenkę i Świątek w rankingu WTA Race, który uwzględnia wyłącznie tegoroczne wyniki. To spora różnica, biorąc pod uwagę, że do końca sezonu zostały już tylko dwa turnieje: właśnie WTA 1000 w Wuhanie oraz finał sezonu w Rijadzie. W Chinach zwyciężczyni zdobędzie 1000 punktów, a w Arabii Saudyjskiej aż 1500.

    Jeśli Sabalenka utrzyma swoją fantastyczną serię w Wuhan, już za tydzień może zapewnić sobie drugi w karierze tytuł najlepszej tenisistki sezonu. Jedyną, która może jeszcze pokrzyżować jej plany, jest Iga Świątek.

    Wuhan – trudniejsza drabinka, te same stawki punktowe

    Turniej w Wuhanie różni się znacząco od imprezy w Pekinie. Drabinka jest tu mniejsza, a wejście do turnieju głównego trudniejsze. Z pierwszej rundy zwolnionych jest tylko osiem tenisistek (w Pekinie – aż 32), a rozstawionych zostało jedynie 16 zawodniczek. To oznacza, że już od drugiej rundy możemy oglądać pojedynki największych gwiazd. Również nagrody finansowe są skromniejsze – budżet turnieju jest ponad dwa i pół razy mniejszy, a czek dla triumfatorki dwa razy niższy. Tylko punktacja pozostaje taka sama: 1000 dla zwyciężczyni, 650 dla finalistki i 390 za półfinał.

    Świątek, aby podtrzymać nadzieje na końcową „jedynkę”, musi w Wuhan co najmniej dorównać Sabalence. Nawet triumf w Chinach nie zagwarantuje jej końcowego sukcesu – wszystko rozstrzygnie się w Rijadzie.

    Droga Świątek i Sabalenki

    Polka miała szczęście w losowaniu. Rozpocznie zmagania od meczu w drugiej rundzie z Marie Bouzkovą lub Camilą Osorio, którą niedawno w Pekinie pokonała do zera. Następnie może zmierzyć się z Elise Mertens, Belindą Bencic lub Donną Vekić. W ćwierćfinale na drodze Igi mogą stanąć Jasmine Paolini lub Clara Tauson, a w półfinale rywalem może być Mirra Andriejewa albo Coco Gauff.

    Sabalenka zacznie od starcia z Anną Kalinską lub Rebeccą Sramkovą. Potem w jej drodze może stanąć Ludmiła Samsonowa (bilans 3:2). Jej ćwiartka wygląda znacznie trudniej – znalazły się tam Naomi Osaka, Linda Noskova czy Jelena Rybakina, a w połówce dodatkowo Amanda Anisimova i Jessica Pegula.

    Polki w Wuhan

    W głównej drabince znalazły się także dwie inne Polki. Magdalena Fręch w pierwszej rundzie zmierzy się z Weroniką Kudiermietową, a w przypadku zwycięstwa jej kolejną rywalką będzie Marta Kostiuk lub Karolina Muchova. Magda Linette rozpocznie od pojedynku z kwalifikantką, a w drugiej rundzie może trafić na Olgę Danilović albo Clarę Tauson.

    Najciekawsze mecze 1. rundy

    • Naomi Osaka – Leylah Fernandez
    • Jekaterina Aleksandrowa – Victoria Mboko
    • Marta Kostiuk – Karolina Muchova
    • Belinda Bencic – Donna Vekić
  • Świątek zamienia słabość w motywację po porażce w Pekinie. Czas na powrót w Wuhan

    Świątek zamienia słabość w motywację po porażce w Pekinie. Czas na powrót w Wuhan

    Świątek zamienia słabość w motywację po porażce w Pekinie. Czas na powrót w Wuhan

    Iga Świątek schodziła z kortu we łzach po przegranej z Emmą Navarro w turnieju WTA 1000 w Pekinie, ale polska gwiazda jest zdeterminowana, by te emocje stały się dla niej paliwem do dalszej walki, a nie piętnem porażki. Druga rakieta świata przyznała, że bała się być postrzegana jako „przegrana”, jednak odpowiedzią na to stała się jeszcze większa motywacja i chęć udowodnienia swojej wartości.

    Szczere wyznanie Świątek pojawiło się po trudnym etapie azjatyckiego touru, w którym 24-latka wciąż poszukuje najwyższej dyspozycji po długim i wymagającym sezonie. Choć rozczarowanie po odpadnięciu w czwartej rundzie było ogromne, Polka podkreśliła, że nie pozwoli, aby krytyka z zewnątrz – ani jej własne wątpliwości – zdominowały resztę jej roku.

    – Nie chcę być postrzegana jako przegrana – przyznała po meczu. – Ale właśnie ten lęk mnie napędza. On sprawia, że chcę walczyć jeszcze mocniej.

    Te słowa doskonale pokazują, dlaczego Świątek jest jedną z najbardziej fascynujących postaci na kobiecym tourze. Od swojego przełomu na Roland Garros w 2020 roku zbudowała reputację zawodniczki niezwykle odpornej psychicznie. Jej otwartość w mówieniu o presji i psychologicznych wyzwaniach związanych z tenisem sprawia, że kibice mogą zajrzeć za kulisy życia na szczycie i dostrzec emocjonalną stronę sportu.

    Teraz Polka przenosi swoją uwagę na Wuhan, gdzie w przyszłym tygodniu zagra w kolejnym turnieju rangi WTA 1000. Obsada zapowiada się bardzo mocna – w stawce mają znaleźć się m.in. Aryna Sabalenka, Coco Gauff i Jessica Pegula. Dla Świątek będzie to nie tylko okazja, by odkupić słabszy występ w Pekinie, ale również ważny etap przygotowań do finałów WTA.

    Eksperci przypominają, że zdolność do szybkiego podnoszenia się po porażkach zawsze była jednym z największych atutów Polki. – Za każdym razem, gdy przeżywała trudny moment, potrafiła wrócić jeszcze silniejsza – komentowali byli zawodnicy po jej porażce w Pekinie. – To cecha mistrza: umieć zamienić frustrację w siłę.

    Dla Świątek dalsza droga to coś więcej niż same wyniki. To także próba udowodnienia sobie, że łzy i chwile słabości nie umniejszają jej waleczności, ale są świadectwem tego, jak wiele stawia na szali. Dzięki charakterystycznej intensywności i determinacji, którą dodatkowo wzmacnia krytyka, Polka pozostaje faworytką w każdym turnieju, w którym bierze udział.

    Pekin wciąż może boleć, ale Wuhan daje Świątek kolejną szansę, by pokazać, dlaczego wciąż jest jedną z największych postaci kobiecego tenisa – zawodniczką, która nie boi się płakać, ale też nigdy nie boi się powstać.