• Szalony finał Gauff – Pegula! Co za powrót w drugim secie

    Szalony finał Gauff – Pegula! Co za powrót w drugim secie

    To był najdłuższy i bez wątpienia najtrudniejszy mecz Coco Gauff podczas całego turnieju w Wuhanie. Amerykanka musiała zmierzyć się nie tylko z Jessicą Pegulą, ale też z własnymi wahaniami formy i problemami przy serwisie. Finał WTA 1000 w Chinach był pełen zwrotów akcji i nierównego tempa, jednak w decydujących momentach to Gauff zachowała więcej spokoju i determinacji. Ostatecznie trzecia rakieta świata zwyciężyła 6:4, 7:5 i sięgnęła po kolejny prestiżowy tytuł.

    Zmęczona Pegula kontra rozpędzona Gauff

    Po jednej stronie siatki stanęła Coco Gauff, która wcześniej błyskawicznie odprawiała kolejne rywalki – w drugiej rundzie zanotowała nawet najszybsze zwycięstwo w karierze. Po drugiej – Jessica Pegula, mająca za sobą aż cztery trzysetowe boje i ponad dziewięć godzin spędzonych na korcie w Wuhanie. Mimo ogromnego obciążenia fizycznego, do finału przystąpiła z energią i koncentracją. Dopiero w końcówce spotkania zaczęło brakować jej sił.

    Finał pełen wzlotów i upadków

    Gauff rozpoczęła mecz z przytupem. Od pierwszych piłek dominowała, grała niezwykle dynamicznie i precyzyjnie zarówno forhendem, jak i bekhendem. Pegula próbowała spowalniać tempo i wciągać młodszą rywalkę w dłuższe wymiany, lecz Gauff nie dawała się złapać w jej rytm – odpowiadała efektownymi winnerami i błyskawicznie wyszła na prowadzenie 4:1.

    Nagle jednak jej gra załamała się bez wyraźnego powodu. Zaczęła mylić się seriami, spóźniała uderzenia, traciła pewność siebie. Pegula bezlitośnie wykorzystała kryzys, doprowadzając do remisu 4:4. Ale gdy wydawało się, że przejmie inicjatywę, Gauff odzyskała równowagę – zaczęła uderzać z większą mocą i precyzją, znów dominując wymiany. Zakończyła seta wynikiem 6:4, wykorzystując drugiego setbola.

    Nerwy, błędy i przełamanie w decydujących chwilach

    Druga partia rozpoczęła się fatalnie dla Gauff. Trzykrotnie oddała gema właściwie za darmo, a serwis całkowicie ją zawodził – tylko w tym secie popełniła aż sześć podwójnych błędów serwisowych. Pegula prowadziła już 3:0 i wydawało się, że mecz zmierza ku trzeciemu setowi.

    Jednak Gauff ponownie udowodniła, że potrafi odrodzić się w najtrudniejszym momencie. Zaczęła grać agresywniej, skuteczniej broniła i odbierała nawet najtrudniejsze skróty rywalki. Szybko odrobiła straty, doprowadzając do wyrównania 3:3. Potem ponownie wpadła w chwilowy dołek i Pegula odskoczyła na 5:3, lecz to był jej ostatni zryw.

    Końcówka należała w pełni do Gauff. Amerykanka wygrała cztery kolejne gemy, imponując siłą, regularnością i odpornością psychiczną. Odrobiła stratę, wygrała seta 7:5 i przypieczętowała triumf w turnieju bez konieczności rozgrywania trzeciej partii.

    Wynik finału turnieju WTA 1000 w Wuhanie:

    Coco Gauff (USA, WTA 3)Jessica Pegula (USA, WTA 6) 6:4, 7:5

    Gauff potwierdziła, że mimo młodego wieku potrafi zachować zimną krew w najważniejszych momentach. Ten finał był dla niej prawdziwą próbą charakteru – z której wyszła zwycięsko.

  • Dramat Ewy Pajor w Madrycie. Piękny gol, a później fatalna kontuzja. Zeszła ze łzami w oczach

    Dramat Ewy Pajor w Madrycie. Piękny gol, a później fatalna kontuzja. Zeszła ze łzami w oczach

    • W siódmej kolejce ligi hiszpańskiej kobiet sezonu 2025/26 doszło do prawdziwego hitu – lider, FC Barcelona, zmierzył się na wyjeździe z wiceliderem, Atletico Madryt. Spotkanie zapowiadało się emocjonująco i faktycznie dostarczyło kibicom wielu wrażeń – zarówno tych radosnych, jak i dramatycznych. Bohaterką i zarazem największą ofiarą meczu została Ewa Pajor. Polka najpierw zdobyła pięknego gola, a niedługo później doznała poważnej kontuzji, po której zalała się łzami i musiała opuścić murawę.

      Piorunujący początek Barcelony
      Zawodniczki Barcelony rozpoczęły mecz w imponującym stylu. Już w 2. minucie objęły prowadzenie po trafieniu 22-letniej Esmee Brugts, która najlepiej odnalazła się w zamieszaniu pod bramką Atletico i z bliskiej odległości posłała piłkę do siatki. Przed przerwą Katalonki podwyższyły prowadzenie – po składnej akcji i precyzyjnym podaniu Claudii Piny gola zdobyła Patricia Guijarro.

      Gol Pajor i dramatyczny zwrot akcji
      W drugiej połowie wydawało się, że Barcelona ma pełną kontrolę nad przebiegiem meczu. W 53. minucie do listy strzelczyń dopisała się Ewa Pajor, skutecznie wykorzystując podanie od Aitany Bonmatí, świeżo upieczonej zdobywczyni Złotej Piłki. Dla polskiej napastniczki był to moment ogromnej radości i potwierdzenie znakomitej formy. Niestety, szczęście nie trwało długo.

      Przy stanie 4:0 dla Barcelony – po tym, jak Alexia Putellas dołożyła kolejne trafienie – w 71. minucie doszło do dramatycznego zdarzenia. Pajor walczyła o piłkę w polu karnym rywalek, ale przy jednym z upadków bardzo niefortunnie wygięła prawą nogę. Już po chwili było widać, że coś jest nie tak – Polka chwyciła się za kolano, a z jej oczu popłynęły łzy. Pomoc medyczna natychmiast pojawiła się na murawie, a zawodniczka, przy aplauzie publiczności, została odprowadzona z boiska.

      Niepokój kibiców i wysokie zwycięstwo Barcelony
      Choć kontuzja Pajor przyćmiła końcówkę meczu, jej koleżanki z drużyny dokończyły dzieła zniszczenia. Barcelona ostatecznie rozgromiła Atletico Madryt aż 6:0. W końcówce do siatki trafiły jeszcze 19-letnia Vicky López oraz Laia Aleixandri López.

      Dzięki tej wygranej piłkarki FC Barcelony umocniły się na pozycji liderek ligi hiszpańskiej, powiększając przewagę nad Atletico do siedmiu punktów. Teraz przed zespołem z Katalonii nieco łatwiejsze zadanie – w następnej kolejce na Estadi Johan Cruyff zmierzy się z Gironą. Z kolei Atletico spróbuje odbudować się na wyjeździe w starciu z Deportivo La Coruña.

      Największym pytaniem pozostaje jednak stan zdrowia Ewy Pajor. Fani Barcelony i polscy kibice z niepokojem czekają na oficjalne informacje. Wszystko wskazuje na to, że uraz może być poważny, choć wszyscy mają nadzieję, że Polka szybko wróci do gry.

  • Wybuchła burza po tym, co zrobiła Sabalenka. “Gdyby to była Iga…”

    Wybuchła burza po tym, co zrobiła Sabalenka. “Gdyby to była Iga…”

    Aryna Sabalenka nie zdołała obronić tytułu w chińskim Wuhan. W półfinale turnieju WTA 1000 Białorusinka przegrała z Jessicą Pegulą po zaciętym, trzysetowym pojedynku. W końcówce spotkania doszło jednak do sytuacji, która przyćmiła sportowy aspekt meczu. Po jednej z nieudanych akcji Sabalenka w napadzie złości rzuciła rakietą o kort – ta odbiła się w stronę chłopca od podawania piłek i omal go nie trafiła. Nagranie błyskawicznie obiegło sieć, a w komentarzach szybko pojawiły się porównania do Igi Świątek.

    Upadek królowej Wuhan

    Wuhan przez lata uchodziło za szczęśliwe miejsce dla Aryny Sabalenki. Białorusinka triumfowała w trzech ostatnich edycjach imprezy, a jej bilans spotkań w tym turnieju przed półfinałem wynosił imponujące 20–0. Wszystko wskazywało, że i tym razem dopisze kolejne zwycięstwo – pierwszy set zakończyła pewnie wynikiem 6:2. W drugiej partii inicjatywę przejęła jednak Jessica Pegula, wygrywając 6:4, a o losach meczu zadecydował trzeci set. Po wielu emocjach i zwrotach akcji to Amerykanka triumfowała w tie-breaku 7:6 (2), kończąc serię zwycięstw Sabalenki w Wuhan.

    Incydent, który wywołał burzę

    W samej końcówce spotkania doszło do niebezpiecznego incydentu. Po nieudanej wymianie Sabalenka, wściekła na siebie, rzuciła rakietą o kort z dużą siłą. Sprzęt odbił się i niemal uderzył stojącego obok chłopca od podawania piłek. Liderka światowego rankingu natychmiast podeszła, by przeprosić, jednak wielu internautów nie uznało tego za wystarczające.

    W mediach społecznościowych pojawiła się fala komentarzy krytykujących zachowanie Białorusinki. Część kibiców podkreślała, że podobny incydent mógł skończyć się poważnym urazem. Inni z kolei zwracali uwagę na różne standardy oceniania zawodniczek – i wprost porównywali Sabalenkę do Igi Świątek.

    „Gdyby to była Iga, świat by oszalał”

    „Gdyby to była Iga Świątek, cały świat by oszalał. Iga to, Iga tamto…” – napisał jeden z użytkowników platformy X.
    „Niezły bait na emocje, ale gdyby to była Iga, pewnie zrobiłabym o tym cały post” – żartowała inna fanka.
    Nie brakowało też bardziej gorzkich komentarzy: „Zobaczymy, czy jej to ujdzie na sucho. Gdyby Iga tak zrobiła, zostałaby zjedzona żywcem”, „U Świątek to ‘mental siada’, a u Sabalenki to tylko ‘ekspresyjność’. To są te podwójne standardy”.

    Dlaczego znów wspomniano o Świątek

    Porównania do Igi Świątek nie są przypadkowe. Polka w przeszłości również bywała krytykowana za emocjonalne reakcje na korcie – nawet wtedy, gdy nie były one szczególnie gwałtowne. Media, zwłaszcza zagraniczne, często analizowały jej zachowanie w kategoriach „presji” i „słabości mentalnej”. Tymczasem w przypadku Sabalenki część komentatorów skłonna jest usprawiedliwiać podobne wybuchy „temperamentem”.

    Incydent z Wuhan znów przypomniał o tym, jak różnie potrafi być oceniane zachowanie czołowych tenisistek – zwłaszcza gdy w grę wchodzi Iga Świątek.

    https://x.com/iloveanisimova/status/1977011042581725195?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1977011042581725195%7Ctwgr%5E4b8e5666f555f8792acff7a132c6eed6ad09da7b%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732318304wybuchla-burza-po-tym-co-zrobila-sabalenka-gdyby-to-byla.html

  • Zespół Świątek potwierdza! Polka podjęła decyzję po porażce z Paolini

    Zespół Świątek potwierdza! Polka podjęła decyzję po porażce z Paolini

    Nie było jasne, czy Iga Świątek zdecyduje się jeszcze na jakiekolwiek starty przed finałowym turniejem sezonu – WTA Finals w Rijadzie. W kalendarzu nie ma już imprez rangi WTA 1000, pozostały wyłącznie turnieje niższej kategorii – WTA 500 i WTA 250. Jak poinformował Aleksander Bernard ze Sport.pl, najlepsza polska tenisistka podjęła już ostateczną decyzję w tej sprawie.

    Za Świątek trudne zakończenie azjatyckiej części sezonu. W ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Wuhan Polka uległa Jasmine Paolini 1:6, 2:6 – zawodniczce, z którą wcześniej miała perfekcyjny bilans meczów (6:0). Po wcześniejszej porażce w 1/8 finału w Pekinie z Emmą Navarro, występy w Chinach trudno uznać za udane. U naszej reprezentantki dało się zauważyć spore wahania formy – od znakomitych momentów po wyraźne załamania gry.

    Świątek wybrała spokój. Teraz liczy się tylko Rijad

    Jeszcze przed rozpoczęciem turnieju w Wuhan pojawiały się pytania, czy Świątek – niezależnie od uzyskanego wyniku – zdecyduje się zagrać w którymś z pozostałych turniejów przed finałami sezonu. Do rozpoczęcia rywalizacji w Rijadzie pozostały jedynie imprezy rangi WTA 500 (Tokio, Ningbo) i WTA 250 (Chennai, Osaka, Guangzhou, Jinjiang, Hongkong). Już wtedy wydawało się mało prawdopodobne, by Polka zdecydowała się na udział w którejkolwiek z nich.

    Teraz mamy już pewność – Świątek nie pojawi się na żadnym z tych turniejów. Informację tę przekazał dziennikarz Sport.pl Aleksander Bernard. „Iga Świątek nie planuje startów w żadnym z pozostałych turniejów rangi WTA 250 ani WTA 500 przed WTA Finals, które rozpoczną się na początku listopada – przekazała mi Daria Sulgostowska, PR menedżerka Igi” – napisał na platformie X. Oznacza to, że przed liderką polskiego tenisa pozostała już tylko jedna szansa na zdobycie punktów rankingowych w tym sezonie – w Rijadzie.

    Walka o ostatnie miejsca w WTA Finals

    Turniej finałowy odbędzie się w dniach 1–8 listopada. Już przed Wuhan awans do WTA Finals miały zapewniony: Aryna Sabalenka, Iga Świątek, Coco Gauff, Amanda Anisimowa i Madison Keys (Amerykanka wyprzedzała w klasyfikacji Jessicę Pegulę, jednak mistrzynie wielkoszlemowe mają zagwarantowany udział, o ile utrzymują się w czołowej dwudziestce rankingu Race). Po świetnym występie w Wuhan do tego grona dołączyła Pegula.

    O dwa pozostałe miejsca wciąż trwa rywalizacja. W najlepszej sytuacji jest Rosjanka Mirra Andriejewa, która ma 407 punktów przewagi nad dziewiątą Jeleną Rybakiną. Kazaszka z kolei traci 218 punktów do ósmej Jasmine Paolini, więc losy kwalifikacji wciąż nie są przesądzone.

  • 6:0 w meczu Polki z wielkoszlemową pogromczynią Igi Światek. Deklasacja na korcie

    6:0 w meczu Polki z wielkoszlemową pogromczynią Igi Światek. Deklasacja na korcie

    W sobotni poranek, 11 października, o godzinie 9:40 czasu polskiego rozpoczął się mecz kwalifikacyjny do turnieju WTA 500 w chińskim Ningbo. Na korcie pojawiła się Katarzyna Kawa, która stanęła naprzeciw Julii Putincewej. Niestety, rywalka z Kazachstanu okazała się zbyt wymagająca i Polka nie zdołała wywalczyć miejsca w głównej drabince turnieju. Spotkanie przebiegało pod całkowite dyktando Putincewej, która pierwszego seta wygrała bez straty gema, a w drugim przypieczętowała swoje zwycięstwo.

    Kawa wiedziała, że zadanie, które przed nią stoi, będzie niezwykle trudne. W kwalifikacjach trafiła bowiem na zawodniczkę o zdecydowanie większym doświadczeniu i wyższym notowaniu w rankingu. Choć Julia Putincewa w tym sezonie zaliczyła wyraźny spadek formy — z 20. miejsca na początku roku na obecne 63. — to wciąż prezentuje poziom, do którego Polka, sklasyfikowana na 122. pozycji, musi dopiero aspirować.

    Mecz rozpoczął się w sposób, który nie pozostawił złudzeń co do przewagi Kazaszki. Pierwszy set zakończył się wynikiem 6:0, a Putincewa dominowała w każdym elemencie gry. Kawa miała swoją szansę w szóstym gemie, kiedy wypracowała breakpointa, ale przeciwniczka obroniła się skutecznie i po chwili zamknęła partię.

    W drugiej odsłonie Polka zaprezentowała się zdecydowanie lepiej. Choć szybko została przełamana, zdołała odpowiedzieć tym samym i doprowadziła do wyrównania 3:3. Wydawało się, że mecz może nabrać rumieńców, jednak Putincewa ponownie podkręciła tempo. Dwa szybkie przełamania sprawiły, że Kazaszka wygrała również drugiego seta, kończąc spotkanie wynikiem 6:0, 6:3.

    Warto przypomnieć, że Julia Putincewa wciąż uchodzi za groźną rywalkę dla najlepszych. To właśnie ona w 2024 roku sprawiła jedną z największych sensacji sezonu, eliminując Igę Świątek w trzeciej rundzie Wimbledonu. Teraz ponownie pokazała, jak skutecznie potrafi wykorzystać swoje doświadczenie.

    Dla Katarzyny Kawy oznacza to koniec przygody z turniejem w Ningbo. Z kolei Julia Putincewa w decydującym meczu kwalifikacyjnym o awans do głównej drabinki Ningbo Open 2025 zmierzy się z Australijką Talią Gibson.

  • Koniec panowania Sabalenki. Sensacyjny zwrot akcji. Ostatnie słowo należało do Polki

    Koniec panowania Sabalenki. Sensacyjny zwrot akcji. Ostatnie słowo należało do Polki

    Po zwycięstwie Coco Gauff nad Jasmine Paolini przyszedł czas na wyłonienie jej rywalki w finale turnieju WTA 1000 w Wuhan. Na korcie centralnym w drugim półfinale zmierzyły się Aryna Sabalenka i Jessica Pegula. Spotkanie zapowiadało się pasjonująco i rzeczywiście dostarczyło kibicom ogromnych emocji. Po 139 minutach walki polska arbiter Marta Mrozińska ogłosiła triumf Amerykanki, która po kapitalnym powrocie pokonała liderkę światowego rankingu 2:6, 6:4, 7:6(2). Pegula odrobiła stratę z 2:5 w trzecim secie i przerwała imponującą serię Sabalenki w Wuhan.

    Emocje od pierwszej piłki

    Choć w półfinałach zabrakło Igi Świątek, kibice wciąż mogli liczyć na tenis najwyższej próby. Pierwszy sobotni mecz rozpoczął się o 11:00 czasu polskiego i zakończył zwycięstwem Coco Gauff, która pokonała Jasmine Paolini 6:4, 6:3. Amerykanka zrewanżowała się Włoszce za trzy wcześniejsze porażki w tym sezonie, a mecz obfitował w aż jedenaście przełamań z rzędu na przełomie pierwszego i drugiego seta. W końcówce lepiej serwowała Gauff, dzięki czemu zameldowała się w finale.

    Po krótkiej przerwie przyszedł czas na drugie półfinałowe starcie — rewanż za tegoroczny US Open pomiędzy Aryną Sabalenką i Jessicą Pegulą. W Nowym Jorku górą była Białorusinka, która po stracie pierwszego seta potrafiła odwrócić losy meczu i sięgnąć po końcowy triumf w turnieju. W Wuhan wydawało się, że historia może się powtórzyć — Sabalenka była niepokonana na chińskich kortach (bilans 20-0) i liczyła na czwarty z rzędu finał w tej lokalizacji.

    Sabalenka lepsza na początku

    Pierwsze minuty należały do Peguli, która już w inauguracyjnym gemie przełamała rywalkę. Sabalenka błyskawicznie jednak odpowiedziała, wyrównując po chwili na 1:1. W dalszej części premierowej odsłony liderka rankingu stopniowo przejmowała kontrolę. Mocny serwis i agresywna gra dały jej serię wygranych gemów, a Amerykanka nie potrafiła utrzymać własnego podania. W efekcie set zakończył się wynikiem 6:2 dla obrończyni tytułu.

    Pegula odradza się w drugim secie

    Druga partia rozpoczęła się identycznie jak pierwsza — od przełamania na korzyść Peguli. Tym razem jednak Amerykanka poszła za ciosem i po raz pierwszy w meczu pewnie utrzymała serwis. Choć Sabalenka szybko doprowadziła do remisu 3:3, Pegula zaczęła grać odważniej, częściej wchodziła w kort i zmuszała rywalkę do błędów. Kluczowy okazał się siódmy gem — Amerykanka zdobyła przełamanie, którego już nie oddała. Zwycięstwo 6:4 w drugim secie oznaczało, że o awansie do finału zadecyduje trzeci set.

    Dramatyczna końcówka i sensacyjny zwrot akcji

    Decydująca odsłona rozpoczęła się po myśli Sabalenki, która prowadziła już 5:2 i wydawało się, że losy meczu są przesądzone. Pegula jednak nie zamierzała się poddawać. Z niesamowitą determinacją odrobiła stratę, wyrównała na 5:5, a frustracja Białorusinki rosła z każdą kolejną wymianą. W kluczowym momencie Sabalenka zaczęła popełniać błędy — nie trafiła w kort, rzucała rakietą i traciła panowanie nad emocjami.

    Pegula miała nawet okazję zakończyć spotkanie w dwunastym gemie, ale podwójny błąd serwisowy doprowadził do tie-breaka. Tam Amerykanka zdominowała rywalkę, wygrywając pięć punktów z rzędu i ostatecznie zwyciężając 7:6(2).

    Dwie Amerykanki w wielkim finale

    Jessica Pegula dokonała rzeczy wyjątkowej — przerwała znakomitą serię Sabalenki w Wuhan i po raz kolejny potwierdziła, że należy do ścisłej światowej czołówki. W niedzielnym finale zmierzy się z Coco Gauff, swoją rodaczką i jednocześnie jedną z największych rywalek z amerykańskiego podwórka. Początek spotkania zaplanowano na godzinę 12:30 czasu polskiego. Wszystko wskazuje na to, że kibiców czeka prawdziwy tenisowy spektakl.

  • To koniec, niestety. Oto ranking WTA po porażce Świątek w Wuhan

    To koniec, niestety. Oto ranking WTA po porażce Świątek w Wuhan

    Półfinał turnieju WTA 1000 w Wuhan nie dla Igi Świątek. Polka nie zdołała przeciwstawić się Jasmine Paolini, przegrywając wyraźnie 1:6, 2:6. To był jeden z najsłabszych występów naszej liderki w ostatnich miesiącach, a jego konsekwencje są poważne — Świątek nie poprawi dorobku punktowego i już na pewno nie wróci w tym roku na szczyt rankingu WTA.

    Azjatyckie tournee z różnym skutkiem

    W poprzednim sezonie Iga Świątek nie występowała w Azji, dlatego tegoroczna seria turniejów na Dalekim Wschodzie była dla niej okazją do zebrania cennych punktów. Początek zapowiadał się znakomicie — Polka triumfowała w Seulu, wygrywając imprezę rangi WTA 500. Kolejnym przystankiem był Pekin, gdzie czekało ją poważniejsze wyzwanie. Tam jednak niespodziewanie przegrała w czwartej rundzie z Emmą Navarro i zainkasowała zaledwie 120 punktów.

    Debiut w Wuhan i nagły zwrot wydarzeń

    Wuhan było dla Świątek nowym doświadczeniem — wcześniej nigdy tam nie grała. Start rozpoczęła imponująco, rozbijając Marie Bouzkovą 6:1, 6:1. W kolejnym meczu po trudnym pojedynku pokonała Belindę Bencic 7:6(2), 6:4, meldując się w ćwierćfinale. Tam czekała na nią Jasmine Paolini, z którą do tej pory miała perfekcyjny bilans — sześć zwycięstw w sześciu spotkaniach.

    Tym razem jednak scenariusz był zupełnie inny. Włoszka dominowała od początku, a Świątek w pierwszym secie zdobyła zaledwie pięć punktów i przegrała 1:6. W drugiej partii próbowała odwrócić losy meczu, ale Paolini utrzymała wysoką dyspozycję i zakończyła pojedynek wynikiem 6:2. Polka pożegnała się z turniejem, nie ukrywając rozczarowania.

    Ranking WTA: Sabalenka niezagrożona, Świątek druga

    Za występ w Wuhan Iga Świątek dopisała do swojego dorobku 215 punktów, co daje jej obecnie 8768 „oczek”. Liderką światowego rankingu pozostaje Aryna Sabalenka, która w Wuhan broni punktów za ubiegłoroczny triumf i wciąż prezentuje wysoką formę — w ćwierćfinale pewnie pokonała Jelenę Rybakinę 6:3, 6:3. Białorusinka jest już pewna, że zakończy sezon 2025 na pierwszym miejscu światowego zestawienia.

    Na trzeciej pozycji utrzymuje się Coco Gauff (7263 pkt), a Jasmine Paolini dzięki świetnym występom w Azji awansuje coraz wyżej i jest już ósma, tuż za Madison Keys.

    Czołówka rankingu WTA po odpadnięciu Igi Świątek z Wuhan:

    1. Aryna Sabalenka – 10 400 pkt
    2. Iga Świątek – 8 768 pkt
    3. Coco Gauff – 7 263 pkt
    4. Amanda Anisimova – 5 934 pkt
    5. Jessica Pegula – 4 923 pkt
    6. Mirra Andriejewa – 4 643 pkt
    7. Madison Keys – 4 450 pkt
    8. Jasmine Paolini – 4 331 pkt
    9. Jelena Rybakina – 4 113 pkt
    10. Jekaterina Aleksandrowa – 3 158 pkt

    Dla Świątek turniej w Wuhan okazał się lekcją pokory i sygnałem, że w końcówce sezonu rywalki nie zamierzają odpuszczać. Teraz przed Polką decyzja, czy zagra w kolejnych azjatyckich zawodach, by utrzymać pewną pozycję wiceliderki na świecie.

  • ‎Absolutna katastrofa Świątek w 65 minut! Nawet rywalka nie mogła w to uwierzyć

    ‎Absolutna katastrofa Świątek w 65 minut! Nawet rywalka nie mogła w to uwierzyć

    ‎Absolutna katastrofa Świątek w 65 minut! Nawet rywalka nie mogła w to uwierzyć

    ‎Iga Świątek przegrała z Jasmine Paolini 1:6, 2:6 w ćwierćfinale imprezy w Wuhanie. Takiego wyniku i przebiegu meczu nikt się nie spodziewał. Komentatorzy podkreślili, że Polka zdawała się być zaskoczona postawą Włoszki. Polka zagrała słabiej niż zwykle, ale dla Paolini to jeden z najlepszych występów w tym roku.

    ‎W czwartek Iga Świątek okazała się lepsza od Szwajcarki Belindy Bencic 7:6, 6:4, a Włoszka Jasmine Paolini wyeliminowała z turnieju WTA 1000 w Wuhanie Dunkę Clarę Tauson. Ta ostatnia skreczowała przy stanie 6:3, 1:6, 1:3, czując dyskomfort w udzie, który nie pozwolił jej dokończyć meczu. W piątek Świątek i Paolini zmierzyły się w walce o półfinał w Chinach.

    ‎Otwierający set starcia Polki z Włoszką w 1/4 finału ułożył się w zaskakujący sposób. Nasza tenisistka już w pierwszym gemie została przełamana do zera. Włoszka (8. WTA) grała agresywnie i zdobyła pierwszych sześć punktów w tym spotkaniu. Świątek (2.) próbowała ją rozrzucać po korcie, ale Paolini do wszystkiego dobiegała. Forhendem zakończyła efektowną akcję, odskakując na 2:0.

    ‎Tego się nikt nie spodziewał

    ‎Po chwili włoska tenisistka popisała się efektownym winnerem z returnu. Gdy Polka serwowała na jej bekhend, Paolini obchodziła to zagranie i zagrywała mocno forhendem. Znów przełamała Świątek, która zaczęła się denerwować, spieszyć i rosła liczba niewymuszonych błędów z jej strony. Po 14 minutach było 0:4, a w punktach 3:16.

    ‎Mimo złego wyniku Iga Świątek cały czas chciała uderzać bardzo mocno i ryzykownie. – Zastanawia mnie, czemu nie widać zmian, by bardziej pograła Iga w tym meczu – wskazywali komentatorzy Canal+ Sport. Po chwili Polka zagrała najlepszego dotąd gema w tym pojedynku: as, efektowna akcja przy siatce, drugie podanie na forhend, by zaskoczyć rywalkę. Na więcej nie było ją jednak stać w pierwszym secie, którego po 25 minutach przegrała 1:6.

    ‎Jasmine Paolini grała niezwykle odważnie, trafiała agresywne returny, ciężko było ją zatrzymać. Komentująca Joanna Sakowicz-Kostecka oceniła: – Myślę, że Iga jest zaskoczona postawą Jasmine, jej odpowiedziami, takim poziomem intensywności, taką prędkością uderzeń, jak na Włoszkę. Jest trzymana daleko za liniową końcową – powiedziała. Piłki po uderzeniach Paolini lądowały głęboko w korcie, nasza zawodniczka nie znalazła sposobu w tej partii, jak zmienić przebieg wymian.

    ‎Druga partia zaczęła się źle dla Igi Świątek. Już na początku nasza tenisistka miała szansę na przełamanie, ale rywalka obroniła się podaniem. Następnie Polka popełniła podwójny błąd serwisowy, wyrzuciła bekhend, została minięta przy siatce przez Włoszkę i było 0:2. Po chwili, gdy Świątek uderzała nieco wolniej, zdołała odrobić straty (1:2). – Jej ruchy były trochę płynniejsze – zauważyli komentatorzy. Paolini popsuła wtedy też kilka piłek, wcześniej się nie myliła.

    ‎To nie trwało jednak długo. Wiceliderka rankingu znów straciła podanie, za bardzo się spieszyła, popełniała błąd za błędem. Paolini świetnie też przewidywała kierunki ataku czy serwisu faworytki. W ten sposób nasza tenisistka miała utrudnione zadanie. Włoszka, poza krótkim momentem słabości, grała równo, bardzo płasko i zasłużenie odskoczyła na 4:1. Iga jeszcze walczyła, dorzuciła drugiego gema, ale na więcej nie było jej stać tego dnia. Jej przeciwniczka zagrała prawdopodobnie jedno z najlepszych spotkań w tym roku, a nasza tenisistka zaprezentowała się znacznie poniżej możliwości i stąd tak wysoki wynik. Cały mecz trwał tylko 65 minut.

    ‎Iga Świątek odpada

    ‎Jasmine Paolini mogła być wyjątkowo zmotywowana, wychodząc na kort przeciwko Idze Świątek. Raz, że rywalizowały w ostatnim w tym roku turnieju rangi WTA 1000, dwa że Włoszka przed tym meczem przegrała z Polką wszystkie sześć spotkań, a ponadto jej sytuacja w rankingu pozostawała niepewna. Paolini walczy jeszcze o ostatnie miejsce gwarantujące występ w nadchodzącym turnieju WTA Finals w Rijadzie. Jej rywalką jest Jeleną Rybakina, żadna inna z tenisistek nie ma już szans kwalifikację z niższego miejsca. Rybakina z kolei przegrała w piątek z Aryną Sabalenką w ćwierćfinale w Wuhanie 3:6, 3:6.

    ‎Ta świadomość być może pomogła Jasmine Paolini, która zagrała jedno z najlepszych spotkań w tym sezonie. Rzadko widuje się Włoszkę prezentującą się tak ofensywnie, uderzającą tak mocno, a przy tym celnie. Mimo ryzykownego stylu gry popełniła bardzo mało błędów. Iga Świątek z kolei nie może zaliczyć tego spotkania do udanych, brakowało z jej strony zmiany sposobu budowania akcji, serwis nie stanowił dla niej wsparcia, zbyt często się myliła. To dlatego aż tak wysoko przegrała i w pierwszym swoim występie w karierze w Wuhanie żegna się z zawodami na etapie ćwierćfinałowym.

  • Absolutna katastrofa Świątek w 65 minut! Nawet rywalka nie mogła w to uwierzyć

    Absolutna katastrofa Świątek w 65 minut! Nawet rywalka nie mogła w to uwierzyć

    Iga Świątek odpadła z turnieju WTA 1000 w Wuhanie, przegrywając w ćwierćfinale z Jasmine Paolini 1:6, 2:6. Wynik i przebieg meczu zaskoczył wszystkich – komentatorzy nie kryli zdumienia, podkreślając, że Polka wyglądała na zaskoczoną formą i determinacją rywalki.

    Dzień wcześniej Świątek pokonała Belindę Bencic 7:6, 6:4, a Paolini awansowała po wygranej nad Clarą Tauson, która skreczowała przy stanie 6:3, 1:6, 1:3 z powodu problemów z udem. W piątek doszło do pojedynku Polek i Włoszki o miejsce w półfinale – starcia, które przebiegło całkowicie nie po myśli liderki naszej reprezentacji.

    Katastrofalny początek

    Już pierwszy gem był zapowiedzią trudnego popołudnia dla Świątek. Polka została przełamana do zera, a Paolini rozpoczęła mecz od sześciu kolejnych wygranych punktów. Grała agresywnie, z ogromną pewnością siebie, biegała do każdej piłki i konsekwentnie zmuszała naszą zawodniczkę do błędów. Po zaledwie 14 minutach Włoszka prowadziła 4:0, a w punktach – 16:3.

    Choć Świątek próbowała wprowadzić zmiany i grać odważnie, jej ryzykowny styl przynosił więcej strat niż korzyści. Komentatorzy Canal+ Sport zwracali uwagę, że brakuje jej elastyczności w podejściu taktycznym. Dopiero w piątym gemie Iga zdołała wygrać swoje pierwsze gemy, popisując się asem i skuteczną akcją przy siatce. Na tym jednak dobre chwile się skończyły – Paolini nie zwalniała tempa i po 25 minutach zakończyła seta wynikiem 6:1.

    Była tenisistka Joanna Sakowicz-Kostecka zauważyła na antenie:

    – Iga jest wyraźnie zaskoczona poziomem intensywności Jasmine. Włoszka gra głęboko, dynamicznie, z dużą prędkością uderzeń. Utrzymuje Polkę daleko za linią końcową.

    Drugi set bez przełomu

    Druga partia również zaczęła się niekorzystnie dla Świątek. Choć miała szansę na szybkie przełamanie, Paolini skutecznie się broniła, a po chwili Polka popełniła podwójny błąd serwisowy i znów dała się przełamać. Włoszka prowadziła 2:0, a jej pewność siebie rosła z każdą akcją.

    Na moment wydawało się, że Iga odzyskuje rytm – zagrała nieco spokojniej, poprawiła ruch i doprowadziła do stanu 1:2. Paolini popełniła kilka błędów, lecz tylko na chwilę oddała inicjatywę. Gdy Świątek ponownie zaczęła się spieszyć, Włoszka wykorzystała jej nerwowość, przewidywała kierunki serwisów i bezlitośnie karała za każde zawahanie.

    Paolini prowadziła 4:1 i nie pozwoliła Polce wrócić do meczu. Mimo ambitnej postawy Świątek, która zdołała zdobyć jeszcze jednego gema, spotkanie zakończyło się po zaledwie 65 minutach – wynikiem 6:1, 6:2.

    Historyczne zwycięstwo Włoszki

    Dla Jasmine Paolini to zwycięstwo ma wyjątkowe znaczenie. Po raz pierwszy w karierze pokonała Igę Świątek – po sześciu wcześniejszych porażkach z rzędu. Włoszka, zajmująca obecnie 8. miejsce w rankingu WTA, walczy o awans do turnieju WTA Finals w Rijadzie. Dzięki triumfowi nad Polką znacząco zwiększyła swoje szanse, zwłaszcza że jej bezpośrednia rywalka w wyścigu – Jelena Rybakina – przegrała tego samego dnia z Aryną Sabalenką 3:6, 3:6.

    W półfinale turnieju w Wuhanie Paolini zmierzy się z Coco Gauff (3. WTA), która pokonała Laurę Siegemund 6:3, 6:0. Relacje z chińskiego turnieju można śledzić w Canal+ Sport oraz w serwisie Sport.pl.

  • Iga Świątek znów przeszła do historii. Dołączyła do elitarnego grona

    Iga Świątek znów przeszła do historii. Dołączyła do elitarnego grona

    Wygrana Igi Świątek nad Belindą Bencić w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Wuhanie przejdzie do historii. Polka nie tylko awansowała do ćwierćfinału, ale też dołączyła do elitarnego grona tenisistek, które mogą pochwalić się niezwykłymi osiągnięciami na turniejach najwyższej rangi. Statystycy z całego świata znów musieli dopisywać jej kolejne rekordy – i trudno się dziwić, bo w „tysięcznikach” Iga czuje się jak ryba w wodzie.

    Trudny mecz, znakomity wynik

    Świątek pokonała Bencić 7:6(2), 6:4, a samo spotkanie miało dość nietypowy przebieg. Polka zaczęła znakomicie, szybko jednak wpadła w kłopoty i musiała ratować się w końcówce pierwszego seta. Tie-break był już jednak popisem jej siły mentalnej i precyzji. W drugiej partii Iga zagrała mądrzej w decydujących momentach, co zapewniło jej pewne zwycięstwo i miejsce w najlepszej ósemce turnieju.

    Historyczny wyczyn – Świątek w elicie

    Dla Igi Świątek był to pierwszy występ w Wuhanie, a mimo to już w debiucie dotarła co najmniej do ćwierćfinału. Tym samym Polka została dziesiątą zawodniczką w historii, która zdołała awansować do najlepszej ósemki każdego turnieju rangi WTA 1000.

    Jak wyliczył profil The Tennis Letter, Świątek początkowo została uznana za dziewiątą tenisistkę z tym osiągnięciem, lecz ostatecznie – po uwzględnieniu Jessiki Peguli, która kilka godzin wcześniej pokonała Jekatierinę Aleksandrową – Polka znalazła się na dziesiątym miejscu w tym zestawieniu.

    W gronie tenisistek, które wcześniej tego dokonały, znalazły się same gwiazdy kobiecego tenisa: Simona Halep, Angelique Kerber, Swietłana Kuzniecowa, Petra Kvitová, Agnieszka Radwańska, Jelena Rybakina, Aryna Sabalenka, Caroline Wozniacki oraz wspomniana Jessica Pegula.

    Kolejne imponujące liczby

    Analitycy z Opta dodali, że awans w Wuhanie był 25. ćwierćfinałem Świątek w turniejach WTA 1000. Polka osiągnęła ten pułap po zaledwie 41 występach w imprezach tej rangi – to wynik, który w historii przebiły tylko dwie legendy: Serena Williams (32 starty) i Maria Szarapowa (39).

    Z kolei triumf nad Bencić był 125. zwycięstwem Igi w turniejach WTA 1000 lub Tier I. Do tego kamienia milowego potrzebowała 154 meczów. Szybciej dokonały tego jedynie trzy tenisowe ikony: Steffi Graf (139 meczów), Martina Hingis (148) oraz Serena Williams (152).

    Potwierdzenie dominacji

    Te liczby pokazują, że Iga Świątek nie tylko utrzymuje najwyższy poziom od kilku sezonów, ale już teraz zapisuje się w historii tenisa obok największych zawodniczek. Niezależnie od nawierzchni czy miejsca rozgrywek, Polka niemal zawsze znajduje się w gronie głównych faworytek do tytułu.

    W ćwierćfinale turnieju w Wuhanie Świątek zmierzy się z Jasmine Paolini. Ostatni raz obie tenisistki spotkały się w sierpniowym finale w Cincinnati, w którym Polka sięgnęła po trofeum. Teraz Włoszka będzie miała okazję do rewanżu, ale biorąc pod uwagę obecną dyspozycję Igi – nie będzie to zadanie łatwe.