• Transferowa bomba z Lewandowskim. Zaskakujący kierunek. “Umowa do 2028”

    Transferowa bomba z Lewandowskim. Zaskakujący kierunek. “Umowa do 2028”

    To byłby bez dwóch zdań transfer, o którym mówiłby cały piłkarski świat. Jak donosi portal Sporx.com, Robert Lewandowski znalazł się w orbicie zainteresowań Fenerbahce Stambuł. Turecki gigant jest podobno gotów zrobić wszystko, by sprowadzić Polaka po jego spodziewanym odejściu z Barcelony. Kluczowy argument, który ma przekonać 37-letniego napastnika? Kontrakt obowiązujący aż do 2028 roku. Nad Bosforem panuje przekonanie, że żaden inny europejski klub nie zaoferuje mu dwuletniej umowy przy porównywalnych zarobkach.

    Spekulacje dotyczące przyszłości Lewandowskiego przybierają na sile. Wszystko za sprawą doniesień z hiszpańskich mediów, według których FC Barcelona nie planuje przedłużenia kontraktu ze swoim kapitanem. Obecna umowa Polaka wygasa wraz z końcem bieżącego sezonu, a jeśli nie zostanie przedłużona, Lewandowski będzie musiał podjąć decyzję o nowym kierunku kariery. Sam zawodnik podkreśla, że na piłkarską emeryturę nie jest jeszcze gotowy.

    Wkrótce więc stanie na rozdrożu. Lewandowski może liczyć na oferty z Arabii Saudyjskiej, jednak ta opcja – jak donoszą media – nie wydaje się dla niego zbyt atrakcyjna. Alternatywą mogłaby być MLS w Stanach Zjednoczonych lub AC Milan, gdzie niedawno trafił inny doświadczony zawodnik – Luka Modrić.

    Tymczasem tureckie media przekonują, że Fenerbahce uczyniło z Lewandowskiego cel transferowy numer jeden. Klub ma już doświadczenie w sprowadzaniu piłkarzy z podobnym stażem – przykładem jest Edin Džeko, który dołączył do drużyny w wieku 37 lat i w 99 meczach zdobył 46 goli.

    Turecki zespół liczy, że Polaka przekona właśnie długość kontraktu – umowa do 30 czerwca 2028 roku ma być najważniejszym argumentem w rozmowach.

    Warto dodać, że barwy Fenerbahce reprezentuje już Sebastian Szymański, który w ostatnim meczu eliminacyjnym z Litwą był bohaterem reprezentacji Polski. Pomocnik strzelił gola i zaliczył asystę przy trafieniu… Roberta Lewandowskiego.

    W obecnym sezonie kapitan biało-czerwonych rozegrał w klubie dziewięć spotkań, zdobył cztery bramki, a na boisku spędził 431 minut. Wszystko wskazuje na to, że najbliższe miesiące mogą być dla niego kluczowe – zarówno w kontekście dalszej kariery, jak i decyzji o nowym piłkarskim rozdziale.

  • Aż huczy o wybryku Sabalenki. Oto co zrobiła sędzia z Polski

    Aż huczy o wybryku Sabalenki. Oto co zrobiła sędzia z Polski

    O Arynie Sabalence znów zrobiło się głośno – tym razem jednak nie z powodu jej gry czy wyników, lecz skandalicznego zachowania podczas półfinału turnieju WTA 1000 w Wuhanie. Białorusinka w napadzie złości rzuciła z impetem rakietą, a nagranie z meczu pokazuje, że niewiele brakowało, by trafiła w dziecko do podawania piłek. Cała sytuacja wzbudziła ogromne emocje i ponownie wywołała dyskusję o tym, gdzie leżą granice sportowego zachowania na korcie.

    Agresywny incydent w końcówce meczu

    Sabalenka przegrała z Jessicą Pegulą 6:2, 4:6, 6:7, mimo że w decydującym secie prowadziła już 5:2. Amerykanka doprowadziła jednak do wyrównania, a w tie-breaku nie dała liderce rankingu żadnych szans. Spotkanie było zacięte, pełne emocji, ale to nie sam wynik, lecz porywcza reakcja Sabalenki przyćmiła sportową rywalizację.

    Przy stanie 5:5 i break poincie dla Peguli, Białorusinka nie zdołała odegrać piłki po dropshocie rywalki. Wściekła, stojąc blisko siatki, cisnęła rakietą w stronę swojej ławki. Sprzęt odbił się od kortu i wrócił w kierunku boiska, mijając dosłownie o kilka centymetrów chłopca do podawania piłek. Chłopiec w ostatniej chwili zdążył się uchylić, unikając poważnego uderzenia. W pobliżu znajdował się także kamerzysta.

    Na szczęście nikt nie ucierpiał, ale nagranie, które trafiło do sieci, jasno pokazuje, że sytuacja była bardzo groźna. Gdyby rakieta trafiła w dziecko, Sabalenka mogłaby zostać natychmiast zdyskwalifikowana.

    „Było bardzo blisko dyskwalifikacji”

    Mecz prowadziła polska sędzia Marta Mrozińska, która ukarała Białorusinkę ostrzeżeniem. Jak wyjaśnia w rozmowie ze Sport.pl międzynarodowa sędzia Gabriela Załoga, Sabalenka miała sporo szczęścia:
    – Oglądałam tę sytuację i mogę powiedzieć, że było bardzo blisko dyskwalifikacji. Zaważyło to, że rakieta odbiła się od kortu, a nie trafiła bezpośrednio w chłopca, oraz to, że dziecku nic się nie stało. Gdyby doszło do kontaktu, sędzia zapewne wezwałaby supervisora i mogłoby się to skończyć wyrzuceniem z turnieju – tłumaczy Załoga.

    Przypomina przy tym, że ostateczną decyzję o dyskwalifikacji podejmuje nie arbiter meczu, lecz sędzia naczelny zawodów, tzw. supervisor. To właśnie on podjął kiedyś decyzję o wyrzuceniu Novaka Djokovicia z US Open, gdy Serb przypadkowo trafił piłką w sędzię liniową.

    Dzieci nigdy się nie skarżą

    Załoga zauważa, że sędzia główna w Wuhanie miała ograniczoną możliwość oceny sytuacji:
    – Arbiter prowadząca mecz mogła zapytać dziecko, czy zostało uderzone lub czy coś mu się stało. Ale z doświadczenia wiem, że dzieci podające piłki zawsze odpowiadają, że wszystko jest w porządku, nawet jeśli mocno oberwą – mówi.

    „WTA i ATP nie wiedzą, gdzie kończy się show”

    Ekspertka zwraca uwagę na brak konsekwencji w karaniu zawodników:
    – Powinna istnieć jasna granica – takie zachowania są nieakceptowalne. Niestety, w ostatnich latach WTA i ATP zdają się gubić w tym, co jest widowiskiem, a co już przekroczeniem granic. Publiczność lubi dramaty i wybuchy emocji, więc organizatorzy często przymykają oko – ocenia Załoga.

    Kary finansowe? „Dla Sabalenki to śmiech na sali”

    Według sędzi pieniężne sankcje nie robią żadnego wrażenia na czołowych tenisistach.
    – Takiej Sabalenki to w ogóle nie rusza. Uważam, że skuteczniejszym rozwiązaniem byłoby odbieranie punktów rankingowych, tak jak to ma miejsce w rozgrywkach juniorskich. Wtedy zawodnicy naprawdę odczuliby konsekwencje. Teraz płacą symboliczne grzywny i śmieją się w twarz sędziom – podsumowuje.

    Milczenie liderki rankingu

    Od zakończenia meczu Sabalenka nie skomentowała swojego zachowania. W mediach społecznościowych ograniczyła się do krótkiego wpisu:

    „To koniec gry w Wuhanie. Nie takiego zakończenia chciałam, ale dziękuję wszystkim za spędzony tutaj czas. Czuję się tu jak w domu”.

    Była to jej pierwsza porażka w historii startów w chińskim turnieju, który wygrywała w latach 2018, 2019 i 2024.

    Kolejny wybryk w tym sezonie

    Nie jest to pierwszy raz w tym roku, gdy Sabalenka trafia na czołówki serwisów nie z powodu gry, lecz zachowania. Po przegranym finale Australian Open z Madison Keys jej team został przyłapany na obscenicznym geście wobec trofeum za drugie miejsce. Z kolei po porażce z Coco Gauff w finale Roland Garros Białorusinka w kontrowersyjny sposób skomentowała sukces Amerykanki, sugerując, że „Iga Świątek wygrałaby ten finał, gdyby grała innego dnia”.

    Dwojakie standardy?

    W sieci nie brakuje głosów, że gdyby w podobnej sytuacji znalazła się Iga Świątek, reakcja środowiska tenisowego byłaby znacznie ostrzejsza. Internauci zarzucają WTA stosowanie podwójnych standardów i zbyt łagodne podejście do wybryków obecnej liderki rankingu.

     

    Na razie żadna z legend światowego tenisa nie odniosła się publicznie do incydentu z Wuhanu. Jednak jedno jest pewne – zachowanie Sabalenki po raz kolejny pokazuje, jak cienka jest granica między sportową pasją a brakiem opanowania.

    https://x.com/dfonbp/status/1976998837752619122?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1976998837752619122%7Ctwgr%5E58abb833e0bb1bd04ae4f199d47689969e77dc93%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732319317az-huczy-o-wybryku-sabalenki-oto-co-zrobila-sedzia-z-polski.html

  • Świątek przed Sabalenką! Są najnowsze wyliczenia, kapitalna sprawa

    Świątek przed Sabalenką! Są najnowsze wyliczenia, kapitalna sprawa

    Iga Świątek to dziś prawdziwa gwiazda światowego tenisa, a jej sukcesy przekładają się nie tylko na sportowe triumfy, lecz także na ogromne zarobki. Najnowsza premia, jaką otrzymała za ćwierćfinał turnieju WTA 1000 w Wuhan, sprawiła, że Polka awansowała w wyjątkowo prestiżowym zestawieniu – rankingu najlepiej zarabiających tenisistek w historii. W tym gronie przed nią znajduje się już tylko jedna zawodniczka.

    Za dotarcie do ćwierćfinału w Wuhan (porażka 1:6, 2:6 z Jasmine Paolini) Świątek zainkasowała 83 250 dolarów. Dzięki temu jej łączne zarobki z nagród turniejowych w karierze wynoszą już 42 945 490 dolarów. To pozwoliło jej wyprzedzić Venus Williams (42 867 364 dolary) i wskoczyć na drugie miejsce w klasyfikacji wszech czasów.

    Na czele listy niezmiennie znajduje się Serena Williams, która w swojej błyskotliwej karierze zgromadziła 94 816 730 dolarów – kwotę, do której reszcie tenisistek wciąż bardzo daleko.

    Choć Świątek ma za sobą dopiero kilka pełnych sezonów w zawodowym tourze, jej tempo zarabiania jest imponujące. Polka może teraz skupić się na dalszej pogoni za rekordzistką, ale jej pozycja wiceliderki jest nieco zagrożona – przez Arynę Sabalenkę, której dorobek finansowy po ostatnich turniejach wynosi 42 480 621 dolarów. Różnica między obiema zawodniczkami to zaledwie 464 869 dolarów, co w realiach kobiecego tenisa jest kwotą możliwą do nadrobienia w jednym dobrze rozegranym turnieju.

    Najlepiej zarabiające tenisistki w historii (stan na październik 2025):

    1. Serena Williams – 94 816 730 dol.
    2. Iga Świątek – 42 945 490 dol.
    3. Venus Williams – 42 867 364 dol.
    4. Aryna Sabalenka – 42 480 621 dol.
    5. Simona Halep – 40 236 618 dol.
    6. Wiktoria Azarenka – 38 890 473 dol.
    7. Maria Szarapowa – 38 777 962 dol.
    8. Petra Kvitova – 37 653 615 dol.
    9. Caroline Wozniacki – 36 479 231 dol.
    10. Angelique Kerber – 32 545 460 dol.
    11. Coco Gauff – 29 064 121 dol.
    12. Agnieszka Radwańska – 27 683 807 dol.
    13. Elina Switolina – 26 657 071 dol.
    14. Karolina Pliskova – 26 140 530 dol.
    15. Swietłana Kuzniecowa – 25 816 890 dol.
    16. Magda Linette – 8 101 629 dol.
    17. Magdalena Fręch – 4 130 131 dol.

    Końcówka sezonu może jeszcze sporo zmienić. Zarówno Świątek, jak i Sabalenka będą miały okazję znacząco powiększyć swoje konto podczas WTA Finals – turnieju, którego pula nagród wynosi aż 15,5 mln dolarów, a triumfatorka zgarnie z tego kilka milionów.

    Wszystko więc wskazuje na to, że Polka wciąż może piąć się w górę nie tylko w rankingach sportowych, ale też finansowych – potwierdzając, że jest jedną z największych postaci współczesnego tenisa.

  • Celt zobaczył, co stało się ze Świątek i wydał wyrok. “Będzie tylko trudniej”

    Celt zobaczył, co stało się ze Świątek i wydał wyrok. “Będzie tylko trudniej”

    Dawid Celt nie gryzł się w język, komentując ostatnie występy Igi Świątek. W podcaście “Break Point” kapitan kobiecej reprezentacji Polski przyznał, że w najlepszej tenisistce świata coś zgasło — zabrakło jej energii i charakterystycznego ognia, który napędzał ją jeszcze kilka miesięcy temu. Celt wskazał też główny powód słabszej dyspozycji Polki podczas azjatyckich turniejów. Jego słowa nie napawają optymizmem. – Z każdym kolejnym rokiem będzie tylko trudniej – ostrzegł.

    „Zgasł w niej ogień” – analiza Dawida Celta

    Świątek zakończyła azjatyckie tournee z mieszanymi wynikami. Co prawda wygrała turniej WTA 500 w Seulu, ale w Pekinie i Wuhan nie potrafiła dotrzeć nawet do półfinału. W stolicy Chin odpadła już w 1/8 finału po porażce z Emmą Navarro, a w Wuhan została rozbita przez Jasmine Paolini 1:6, 2:6. Celt, który oglądał te mecze bardzo uważnie, wskazał na jeden zasadniczy problem.

    – Zgasł w niej ten ogień, ta energia, którą Iga miała od Rolanda Garrosa. W końcówce azjatyckich turniejów wyraźnie tego zabrakło. Nie było już „prądu”, a wraz z tym pojawiły się kłopoty. Z Navarro łatwo oddany trzeci set, z Bouzkovą – wiadomo, inne granie. Z Bencić widać było, że Iga gaśnie, że momentami jest zbyt spokojna, jakby pogodziła się z losem. A z Paolini to już w ogóle… – mówił Celt.

    „Paolini zakręciła Igą strasznie”

    Ekspert podkreślił, że pojedynek z Włoszką obnażył wszystkie problemy Polki. – Widać było, kto gdzie jest w danym momencie. Paolini walczyła o awans do WTA Finals, była pełna energii, grała agresywnie, szybko, z dużą intensywnością. Narzucała swoje tempo, zmieniała kierunki, wchodziła w kort. Zakręciła Igą strasznie. A u Igi widać było, że nie mogła wejść na odpowiednie obroty, brakowało jej tej sportowej złości i świeżości. Głowa miała już dość tego grania – ocenił.

    Przemęczenie daje o sobie znać

    Według Celta źródłem problemów Świątek jest przeciążenie i narastające zmęczenie po kilku bardzo intensywnych sezonach. – Ten mecz z Paolini tylko to potwierdził. Tego prądu jest po prostu mało. To już czwarty rok z rzędu, gdy Iga ma ponad 60 zwycięstw w sezonie. To ogromny wysiłek, a obciążenia zaczynają się kumulować. Takie są fakty. Czy można było coś zrobić inaczej – mniej grać, inaczej zaplanować starty – to już pytania do jej sztabu. Ale z każdym kolejnym rokiem będzie trudniej, nie łatwiej – podkreślił Celt.

    Czas na regenerację przed WTA Finals

    Kapitan reprezentacji wierzy jednak, że Świątek uda się naładować baterie przed końcem sezonu. – W Azji po prostu zabrakło paliwa. Teraz najważniejsze, by odpoczęła, złapała świeżość i przygotowała się do turnieju Masters. To będzie kluczowy moment roku – zaznaczył.

    WTA Finals, wieńczący sezon turniej najlepszych tenisistek świata, odbędzie się w dniach 1–8 listopada w Rijadzie, stolicy Arabii Saudyjskiej. Dla Świątek to ostatnia szansa, by zakończyć rok mocnym akcentem.

  • Sabalenka straciła tytuł w Wuhanie. Znamy nową mistrzynię. Zwrot akcji w ostatnim secie

    Sabalenka straciła tytuł w Wuhanie. Znamy nową mistrzynię. Zwrot akcji w ostatnim secie

    Jessica Pegula, która w sobotę 11 października sensacyjnie pokonała Arynę Sabalenkę, odbierając jej marzenia o kolejnym triumfie w Wuhan, w niedzielnym finale zmierzyła się z Coco Gauff. Pierwszy set padł łupem młodszej z Amerykanek, a w drugim Pegula była już o krok od doprowadzenia do wyrównania. W decydujących momentach to jednak Gauff zachowała więcej zimnej krwi i sięgnęła po tytuł, przejmując symbolicznie koronę po Sabalence.

    Po jednym z najlepszych spotkań całego sezonu, w którym Jessica Pegula pokonała światową liderkę Aryną Sabalenkę, Amerykanka awansowała do finału prestiżowego turnieju WTA 1000 w Wuhan. Tam czekała już na nią jej rodaczka, Coco Gauff — pogromczyni Jasmine Paolini z półfinału.

    Po półfinałach to właśnie Pegula sprawiała wrażenie zawodniczki w lepszej dyspozycji. W meczu z Sabalenką zdołała odwrócić losy pojedynku, mimo że przegrywała 0:1 w setach i 3:5 w decydującej partii. Białorusinka była o dwa punkty od zwycięstwa, ale Amerykanka popisała się niesamowitym pościgiem i triumfowała w tie-breaku, zapewniając sobie miejsce w finale. W niedzielę jednak wszystko zaczynało się od nowa.

    Gauff lepsza na otwarcie – Pegula goniła, ale bez skutku

    Coco Gauff rozpoczęła finał z ogromną energią i pewnością siebie. Już po kilkunastu minutach prowadziła 3:0, zanim Pegula zdołała zapisać na swoje konto pierwszego gema. Z czasem starsza z Amerykanek zaczęła grać odważniej i coraz częściej przejmowała inicjatywę, a w siódmym gemie przełamała serwis rywalki. Mimo to nie zdołała doprowadzić do wyrównania – Gauff natychmiast odpowiedziała kolejnym przełamaniem i zakończyła seta wynikiem 6:3, wychodząc na prowadzenie w meczu.

    Emocjonujący drugi set i triumf Gauff w Wuhan

    Druga partia rozpoczęła się idealnie dla Peguli, która już w pierwszym gemie przełamała serwis Gauff. Szybko jednak okazało się, że żaden z serwisów nie daje gwarancji punktów – do siódmego gema obie zawodniczki wymieniały się przełamaniami aż siedem razy. Ostatnie z nich, na korzyść Peguli, wydawało się kluczowe. Amerykanka wyszła na prowadzenie 5:4 i miała szansę zamknąć seta przy własnym podaniu.

    Coco Gauff jednak nie zamierzała się poddać. Zagrała z determinacją, doprowadziła do remisu 5:5, a następnie wygrała swój gem serwisowy. Pegula stanęła przed zadaniem utrzymania się w meczu, lecz w kluczowych momentach popełniła kilka kosztownych błędów. Gauff wykorzystała każdą okazję i zakończyła finał zwycięstwem 7:5 w drugim secie, zdobywając tytuł mistrzyni WTA 1000 w Wuhan.

    To był finał pełen zwrotów akcji, ale ostatecznie to młodsza z Amerykanek udowodniła, że w kluczowych momentach potrafi zachować spokój i wykorzystać presję na swoją korzyść.

  • Świątek podjęła decyzję. Przeciek z ostatniej chwili. Dwa i pół miesiąca oczekiwania

    Świątek podjęła decyzję. Przeciek z ostatniej chwili. Dwa i pół miesiąca oczekiwania

    Iga Świątek zakończyła azjatyckie tournée po trzech występach – triumfie w Seulu, czwartej rundzie w Pekinie oraz ćwierćfinale w Wuhanie. Choć zdołała nieco zmniejszyć stratę punktową do Aryny Sabalenki, to jednak nie na tyle, by zachować realne szanse na zakończenie sezonu 2025 na szczycie rankingu WTA. W tej sytuacji pojawiły się spekulacje, czy Polka zdecyduje się jeszcze na dodatkowy start – na przykład w Tokio. Ostatecznie podjęła pozytywną decyzję dotyczącą kolejnego występu, lecz w zupełnie innym miejscu.

    Walka o fotel liderki

    Po Wimbledonie Świątek rozpoczęła pogoń za Sabalenką, która wcześniej miała sporą przewagę. Polka wygrała prestiżowy turniej WTA 1000 w Cincinnati, ale w US Open Białorusinka ponownie powiększyła dystans. Dlatego kluczowe miały być dla Igi turnieje w Azji – ich celem było zmniejszenie różnicy punktowej do mniej niż 1500, co pozostawiłoby otwartą kwestię pierwszego miejsca przed WTA Finals w Rijadzie.

    Przegrana z Jasmine Paolini w ćwierćfinale w Wuhanie przekreśliła jednak te nadzieje. Sabalenka, dzięki awansowi do półfinału, zagwarantowała sobie utrzymanie pozycji liderki niezależnie od wyników finałowego turnieju sezonu.

    Spekulacje o dodatkowym starcie

    Niektórzy sugerowali, że Świątek mogłaby spróbować jeszcze jednego występu, np. z dziką kartą w turnieju WTA 500 w Ningbo. Jednak losowanie drabinki w sobotę przekreśliło ten scenariusz. Alternatywą mógł być turniej w Tokio, lecz zgodnie z przepisami zawodniczka tej klasy nie może w tym czasie wystąpić w imprezie niższej rangi (WTA 250). Menedżerka PR Polki, Daria Sulgostowska, potwierdziła, że Iga nie planuje już żadnych występów przed WTA Finals – całą uwagę koncentruje na przygotowaniach do turnieju w Arabii Saudyjskiej.

    Aż do niedzieli, gdy pojawiła się niespodziewana wiadomość o jej planach na nowy sezon.

    Świątek znów zagra dla Polski

    Jak poinformował australijski portal The Sydney Morning Herald, Iga Świątek zdecydowała, że w styczniu 2026 roku ponownie wystąpi w United Cup – turnieju drużynowym, w którym rywalizują reprezentacje krajowe. To oznacza, że Polka nie wybierze startu indywidualnego w WTA 500 w Brisbane, gdzie tytułu ma bronić Aryna Sabalenka.

    United Cup od trzech lat jest dla Igi początkiem sezonu. W pierwszej edycji Polacy dotarli do półfinału, a w dwóch kolejnych przegrali dopiero w finałach – najpierw z Niemcami, potem ze Stanami Zjednoczonymi. Tradycyjnie w drużynie Biało-Czerwonych liderami byli Świątek i Hubert Hurkacz. Ten drugi, po kontuzji i długiej przerwie, zapowiedział powrót na kort właśnie w nowym roku.

    United Cup to wyjątkowe wydarzenie. To ogromny zaszczyt reprezentować swój kraj, szczególnie u boku tak wspaniałych zawodników – powiedziała Świątek w rozmowie z australijskim portalem. – Uwielbiam atmosferę drużynową i mam wspaniałe wspomnienia z tego turnieju. To inne emocje niż w typowych zawodach indywidualnych – dodała.

    Turniej z rekordową pulą nagród

    Nadchodząca edycja United Cup odbędzie się od 2 do 11 stycznia 2026 roku, a rywalizacja będzie toczyć się w Perth i Sydney. Weźmie w niej udział 18 reprezentacji, a łączna pula nagród wzrośnie do 17 milionów dolarów australijskich.
    Australijczycy, jako gospodarze, mają zagwarantowany udział w turnieju, a w ich składzie zobaczymy m.in. Alexa De Minaura oraz Darię Kasatkinę (WTA 19) lub Mayę Joint (WTA 35) – co sprawi, że ich drużyna będzie najmocniejsza w historii.

    Dla Igi Świątek to zatem nie tylko start w nowym sezonie, lecz także symboliczny początek kolejnego etapu – ponownie w barwach narodowych i z nadzieją na sięgnięcie po upragnione drużynowe trofeum.

  • Świątek nie ma innego wyjścia. Cały świat mówi jednym głosem. “Nadszedł czas”

    Świątek nie ma innego wyjścia. Cały świat mówi jednym głosem. “Nadszedł czas”

    Iga Świątek była wyraźnie słabsza od Jasmine Paolini (1:6, 2:6) w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Wuhan. Tak jednostronny wynik zaniepokoił zagranicznych dziennikarzy, którzy zaczęli zastanawiać się nad przyczynami słabszej formy Polki. Jeden z portali tenisowych nie tylko przeanalizował jej sytuację, ale też zasugerował, co powinna zrobić po zakończeniu azjatyckiego tournee. Zdaniem autora to może być jedyne rozsądne rozwiązanie.

    Trudny, ale wciąż udany sezon Świątek

    Bieżący sezon w wykonaniu Igi Świątek można uznać za bardzo solidny, choć niepozbawiony problemów. Polka ma na koncie trzy wygrane turnieje, w tym najcenniejszy – Wimbledon, czyli imprezę, która do tej pory uchodziła za jej najsłabszą. Wygrała też w Cincinnati i Seulu, gdzie zadebiutowała. To wyjątkowy rok, bo triumfy przyszły tam, gdzie wcześniej brakowało sukcesów. Paradoksalnie – na jej ukochanej mączce nie udało się sięgnąć po żadne trofeum.

    Jednocześnie coraz wyraźniej widać, że forma liderki polskiego tenisa faluje. Pojawiają się mecze, w których Świątek traci świeżość, koncentrację i energię. Powodów może być wiele, jednak – jak podkreśla dziennikarz portalu The Tennis Gazette – kluczowy z nich to zwyczajne zmęczenie.

    „Nadszedł czas, by Świątek odpoczęła”

    W tym sezonie Polka rozegrała już 76 meczów – to ogromne obciążenie. Wygrała aż 61 z nich, co daje skuteczność na poziomie 80 procent, ale sama przyznawała wielokrotnie, że kalendarz WTA jest zbyt napięty, a spełnienie wszystkich wymogów dotyczących obecności w turniejach graniczy z cudem.

    Jak przypomina The Tennis Gazette, po historycznym triumfie w Wimbledonie Świątek nie miała praktycznie żadnej dłuższej przerwy. Po krótkim odpoczynku wróciła do treningów, by przygotować się do gry na twardych kortach. Już 30 lipca rozpoczęła zmagania w Montrealu, a później wystąpiła jeszcze w pięciu turniejach, z których dwa zakończyła zwycięstwem – w Cincinnati i Seulu.

    Portal zwraca uwagę, że w ostatnich tygodniach Polka wygląda na wyraźnie zmęczoną, a trudne warunki klimatyczne w Chinach tylko pogłębiają problem. W ćwierćfinale w Wuhan Świątek była bezradna wobec Jasmine Paolini, z którą wcześniej wygrała wszystkie sześć spotkań.

    „Po tym, jak jej kampania w Wuhan Open zakończyła się nietypową dla niej porażką z zawodniczką, nad którą dotąd dominowała, nadszedł czas, by Świątek zrobiła sobie dłuższą przerwę od tenisa i w pełni zadbała o formę fizyczną przed WTA Finals” – napisał portal The Tennis Gazette.

    Przerwa przed finałem sezonu może być kluczowa

    Jeśli Świątek rzeczywiście zdecyduje się na odpoczynek, nie zobaczymy jej w oficjalnym meczu przez około trzy tygodnie. Turniej WTA Finals w Rijadzie startuje 1 listopada i potrwa tydzień. Polka doskonale wie, jak ważna jest ta impreza – w 2023 roku wygrała ją w znakomitym stylu, natomiast rok później odpadła w fazie grupowej.

    Dziennikarze podkreślają, że Świątek wciąż ma szansę zakończyć sezon z przytupem. Warunek jest jeden – musi pozwolić organizmowi i głowie odpocząć. Tylko wtedy w Rijadzie może znów zagrać tenis, który w najlepszym wydaniu doprowadził ją na szczyt światowego rankingu.

  • Sabalenka zabrała głos po bolesnej porażce z Pegulą na WTA Wuhan. Oto co miała do przekazania

    Sabalenka zabrała głos po bolesnej porażce z Pegulą na WTA Wuhan. Oto co miała do przekazania

    Sobota okazała się wyjątkowo bolesna dla Aryny Sabalenki. Liderka światowego rankingu była o krok od awansu do finału turnieju WTA 1000 w Wuhan – prowadziła już 5:2 w decydującym secie półfinałowego starcia z Jessicą Pegulą, a mimo to przegrała. Spotkanie zakończyło się tie-breakiem, który w ostatnich miesiącach był domeną Białorusinki. Tym razem jednak szczęście jej nie sprzyjało. Kilka godzin po porażce, późnym wieczorem czasu lokalnego, Sabalenka zabrała głos w mediach społecznościowych. W jej wpisie pojawiły się słowa o zakończeniu, którego nie chciała.

    Do tej pory bilans Sabalenki w Wuhan wynosił 20 zwycięstw i ani jednej porażki. Białorusinka miała status niepokonanej na chińskich kortach – triumfowała tam w 2018 i 2019 roku, a także w 2024, gdy turniej powrócił do kalendarza po pandemicznej przerwie. Wczorajszy mecz z Pegulą przerwał tę znakomitą serię i uniemożliwił jej zdobycie czwartego z rzędu tytułu w Wuhan.

    Półfinał obfitował w dramatyczne zwroty akcji. Jessica Pegula miała piłki meczowe, ale straciła koncentrację przy własnym podaniu, popełniając aż cztery podwójne błędy serwisowe – wszystkie w dwunastym gemie trzeciego seta. O wszystkim zadecydował więc tie-break, w którym tym razem to Amerykanka przejęła inicjatywę i nie pozwoliła rywalce na powrót. Rozstawiona z numerem 6 tenisistka zwyciężyła 2:6, 6:4, 7:6(2), zapewniając sobie udział w amerykańskim finale turnieju WTA 1000. Dziś o godz. 12:30 czasu polskiego zmierzy się z Coco Gauff o tytuł.

    Dla Sabalenki to spotkanie oznaczało koniec dwóch imponujących serii. Po pierwsze, po 20 wygranych z rzędu przestała być niepokonana w Wuhan. Po drugie, przerwana została jej fantastyczna passa 19 wygranych tie-breaków z rzędu – ostatnią porażkę w takim decydującym fragmencie gry zanotowała jeszcze w lutym, w meczu z Jekateriną Aleksandrową w Dosze. Mimo wszystko jej bilans w tie-breakach w sezonie 2025 nadal budzi podziw – wynosi 21 zwycięstw i zaledwie 2 porażki.

    Kilka godzin po zakończeniu meczu Sabalenka opublikowała w sieci emocjonalny wpis, w którym podsumowała swoją wizytę w Chinach:
    „Koniec Wuhan Open. Nie takiego zakończenia oczekiwałam, ale jestem wdzięczna za czas spędzony tutaj. Dziękuję wszystkim fanom za wsparcie i za to, że na tym stadionie czuję się jak w domu” – napisała Białorusinka. Na jej słowa niemal natychmiast zareagował partner, Georgios Frangulis, który publicznie ją wsparł.

    Pomimo porażki w Wuhan, Sabalenka może być spokojna o swoją pozycję liderki rankingu WTA na koniec sezonu. Zadecydowało o tym wcześniejsze odpadnięcie Igi Świątek w ćwierćfinale oraz rezygnacja Polki z udziału w pozostałych turniejach rangi WTA 500. Teraz obie zawodniczki mają przed sobą kilkanaście dni przerwy i przygotowań do finałowego wydarzenia sezonu – WTA Finals, które rozpocznie się 1 listopada w Rijadzie.

  • Jest komunikat Barcelony w sprawie Ewy Pajor. Fatalna kontuzja

    Jest komunikat Barcelony w sprawie Ewy Pajor. Fatalna kontuzja

    Koszmarne zakończenie meczu z Atletico Madryt dla Ewy Pajor. Polka, która rozpoczęła spotkanie w znakomitym stylu i wpisała się na listę strzelczyń, nie zdołała jednak dokończyć meczu. W drugiej połowie musiała opuścić boisko ze łzami w oczach po groźnie wyglądającym urazie kolana. Niedługo później klub potwierdził najgorsze obawy – pojawił się oficjalny komunikat medyczny FC Barcelony.

    Niedzielne starcie na szczycie ligi hiszpańskiej pomiędzy Barceloną a Atletico Madryt obfitowało w emocje. Piłkarki „Blaugrany” zaprezentowały ofensywną moc, gromiąc rywalki aż 6:0. Jedną z autorek bramek była Ewa Pajor, która od pierwszych minut imponowała aktywnością i skutecznością. Niestety, radość polskiej napastniczki trwała krótko.

    W 70. minucie po jednym z pojedynków o piłkę Pajor upadła na murawę, trzymając się za kolano. Na twarzy zawodniczki widać było ogromny ból. Szybko wezwano sztab medyczny, a po chwili Polka w asyście fizjoterapeutów opuściła boisko. W jej oczach pojawiły się łzy – to był wyraźny znak, że sytuacja jest poważna.

    Kilka godzin później FC Barcelona wydała oficjalny komunikat. „Zawodniczka pierwszego zespołu, Ewa Pajor, zeszła z boiska z powodu skręcenia prawego kolana. W poniedziałek przejdzie szczegółowe badania i testy medyczne, które pozwolą dokładnie określić zakres urazu” – poinformował klub w mediach społecznościowych.

    Oznacza to, że Polkę czeka przerwa od gry. Jak długa – tego dowiemy się po poniedziałkowych badaniach. Wszystko zależy od tego, czy kontuzja okaże się tylko lekkim skręceniem, czy też coś poważniejszego stało się w strukturach kolana. Fani Barcelony i reprezentacji Polski trzymają kciuki, by przerwa była jak najkrótsza i by Ewa Pajor jak najszybciej wróciła na boisko w pełni sił.

    https://x.com/FCBfemeni/status/1977359869385568431?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1977359869385568431%7Ctwgr%5E33d0cb7dada6327c4ac8b154a24113281ff27f8e%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fpulsembed.eu%2Fp2em%2F32JGlt836%2F

  • Tak wygląda ranking WTA po niesamowitym finale w Wuhan

    Tak wygląda ranking WTA po niesamowitym finale w Wuhan

    Ranking WTA po emocjonującym finale w Wuhan. Gauff coraz bliżej Świątek

    W niedzielę 12 października zakończył się turniej WTA 1000 w Wuhan, który przez cały tydzień dostarczał kibicom ogromnych emocji. Dla Igi Świątek rywalizacja w Chinach zakończyła się na etapie ćwierćfinału – Polka musiała uznać wyższość Jasmine Paolini. W wielkim finale spotkały się dwie Amerykanki: Jessica Pegula i Coco Gauff. Po bardzo zaciętym meczu triumfowała młodsza z nich, zwyciężając 6:4, 7:5.

    Od 6 do 12 października Wuhan stało się centrum światowego tenisa kobiecego. Po latach przerwy turniej ponownie przyciągnął najlepsze zawodniczki globu, a kibice w Chinach mogli oglądać tenis na najwyższym poziomie. Iga Świątek dopisała do swojego dorobku rankingowego 210 punktów, ale nie udało jej się awansować do półfinału. Największe powody do radości ma Coco Gauff, która po raz kolejny w tym sezonie udowodniła, że jest gotowa walczyć o najwyższe cele.

    Nowy ranking WTA po turnieju w Wuhan

    Na czele światowego zestawienia pozostała Aryna Sabalenka. Białorusinka, mimo porażki w półfinale, wciąż utrzymuje znaczną przewagę nad rywalkami, choć straciła 610 punktów. Jej dorobek wynosi obecnie 10 400 punktów. Na drugiej pozycji znajduje się Iga Świątek z dorobkiem 8 768 punktów, a jej strata do liderki to 1632 punkty.

    Tuż za Polką plasuje się Coco Gauff, która za zwycięstwo w Wuhan dopisała 610 punktów i ma ich łącznie 7 873. Amerykanka sukcesywnie zmniejsza dystans do Świątek i zapowiada się, że końcówka sezonu może przynieść kolejne przetasowania w czołówce.

    Wysokie pozycje zajmują też inne reprezentantki USA – Amanda Anisimova (4. miejsce, 5934 pkt), Jessica Pegula (5. miejsce, 5183 pkt) oraz Madison Keys (7. miejsce, 4450 pkt). W pierwszej dziesiątce znalazły się również dwie Rosjanki – Mirra Andriejewa i Jekaterina Aleksandrowa, a także Jasmine Paolini z Włoch i Jelena Rybakina z Kazachstanu.

    Czołowa dziesiątka rankingu WTA po turnieju w Wuhan:

    1. Aryna Sabalenka (Białoruś) – 10 400 pkt
    2. Iga Świątek (Polska) – 8 768 pkt
    3. Coco Gauff (USA) – 7 873 pkt
    4. Amanda Anisimova (USA) – 5 934 pkt
    5. Jessica Pegula (USA) – 5 183 pkt
    6. Mirra Andriejewa (Rosja) – 4 643 pkt
    7. Madison Keys (USA) – 4 450 pkt
    8. Jasmine Paolini (Włochy) – 4 331 pkt
    9. Jelena Rybakina (Kazachstan) – 4 113 pkt
    10. Jekaterina Aleksandrowa (Rosja) – 3 158 pkt

    Po turnieju w Wuhan układ sił w kobiecym tenisie wydaje się coraz ciekawszy. Coco Gauff jest już bardzo blisko Igi Świątek, a różnice punktowe w czołówce zwiastują pasjonującą walkę o pozycję numer jeden w końcówce sezonu.