• Komunikat sztabu, a teraz to. Iga Świątek ogłasza u boku ojca. Krótka wiadomość

    Komunikat sztabu, a teraz to. Iga Świątek ogłasza u boku ojca. Krótka wiadomość

    Iga Świątek korzysta z zasłużonego odpoczynku po turnieju w Wuhanie, w którym dotarła do ćwierćfinału. Teraz raszynianka koncentruje się na przygotowaniach do ostatniego występu w tym sezonie – prestiżowego WTA Finals. W międzyczasie postanowiła pokazać fanom, jak spędza wolne dni, publikując w sieci kilka zdjęć z urlopu. Na jednym z nich towarzyszy jej ojciec, Tomasz Świątek.

    Od porażki Igi w turnieju WTA 1000 w Wuhan minął już niemal tydzień. Dla Polki był to debiut na tamtejszych kortach, zakończony awansem do ćwierćfinału. Tam na jej drodze stanęła Jasmine Paolini, Włoszka o polskich korzeniach, która tego dnia zagrała znakomicie i zwyciężyła 6:1, 6:2.
    – To był jeden z tych dni, kiedy wszystko wychodziło. Byłam skupiona, szczęśliwa i czerpałam ogromną radość z gry – mówiła po meczu uradowana Paolini.

    Co dalej czeka Igę Świątek? Redakcja Interii zapytała o to jej sztab. Odpowiedzi udzieliła PR menedżerka zawodniczki, Daria Sulgostowska:
    – Kolejnym turniejem, w którym wystąpi Iga, będą WTA Finals. Po Wuhan zaplanowano kilka dni przerwy na regenerację po wymagającym azjatyckim tournée. Następnie Iga wróci do treningów. Decyzję w sprawie ewentualnego występu w Billie Jean King Cup ogłosimy w późniejszym terminie – przekazała przedstawicielka tenisistki.

    A jak wygląda wspomniana regeneracja? Iga postanowiła pokazać to sama, publikując w mediach społecznościowych zdjęcia z urlopu. Na jednej z fotografii pozuje z ojcem, który od lat jest dla niej ogromnym wsparciem, choć rzadko pojawia się na jej meczach.

    Zawodniczka nie zdradziła, dokąd dokładnie wybrała się na wakacje, choć z opublikowanych kadrów można wywnioskować, że odwiedziła malowniczą Materę we Włoszech. Do fanów skierowała krótką wiadomość, że spędza „jakościowy czas” – co można odczytać jako znak, że odpowiednio dba o odpoczynek przed finałem sezonu. Świeżość i mentalna równowaga mogą bowiem okazać się jej największym sprzymierzeńcem w walce o końcowy triumf w Rijadzie.

  • Świątek podzieliła fanów. To dlatego podjęła taką decyzję. “Kusi najbardziej”

    Świątek podzieliła fanów. To dlatego podjęła taką decyzję. “Kusi najbardziej”

    Iga Świątek rozpocznie przyszły sezon od występu w United Cup, gdzie ponownie zagra w parze z Hubertem Hurkaczem. Decyzja liderki polskiego tenisa wywołała jednak spore poruszenie wśród kibiców. Wielu z nich obawia się, że udział w tej imprezie może zaburzyć jej przygotowania do Australian Open. Głos w tej sprawie zabrał ekspert Michał Dembek, który wskazał, że za decyzją Świątek może stać bardzo konkretny powód. – Kariera nie trwa wiecznie – podsumował.

    Świątek chciała się odbudować po porażce, ale spotkał ją kolejny cios

    Iga Świątek była jedną z głównych faworytek do zwycięstwa w turnieju WTA 1000 w Wuhan. Jeszcze przed jego rozpoczęciem portal Tennis365.com pisał: „Po załamaniu w Pekinie Świątek chce się odrodzić”. Polka faktycznie zaprezentowała świetną formę w pierwszych dwóch meczach – pewnie pokonała Marie Bouzkovą oraz Belindę Bencić. Gdy w ćwierćfinale trafiła na Jasmine Paolini, wydawało się, że droga do półfinału stoi otworem – dotąd zawsze z nią wygrywała. Tymczasem stało się coś zupełnie odwrotnego: Świątek przegrała 1:6, 2:6. To była bolesna, niespodziewana porażka.

    Decyzja zapadła – Świątek zagra w United Cup

    Krótko po tamtym niepowodzeniu Świątek ogłosiła, że weźmie udział w United Cup, czyli drużynowych rozgrywkach otwierających sezon. Wystąpi tam razem z Hubertem Hurkaczem, który wraca po kontuzji. Reakcje kibiców były mieszane – wielu z nich uważa, że Polka popełnia błąd, powtarzając schemat z poprzednich lat.
    „Co roku kończy się płaczem, a ona nadal chce to robić…” – napisał jeden z fanów na portalu X.

    Ekspert tłumaczy: to nie tylko pieniądze, ale też prestiż

    Według Michała Dembka decyzja Świątek może mieć jednak głębsze uzasadnienie. – To ciekawe i nieco inne wejście w sezon niż klasyczny turniej. Warto zauważyć, że reprezentujemy kraj, a sam format United Cup jest bardziej odświeżający niż kolejna rutynowa impreza – powiedział ekspert na kanale Sofa Sportowa.

    Nie bez znaczenia są jednak również aspekty finansowe. Dembek zwrócił uwagę, że nagrody pieniężne w United Cup są znacznie wyższe niż w tradycyjnych turniejach rozgrywanych przed Australian Open, np. w Adelajdzie czy Brisbane.
    Dla porównania: Sabalenka za zwycięstwo w Brisbane otrzymała 192 tysiące dolarów. Iga natomiast za sam udział w United Cup zainkasowała 230 tysięcy – i to bez doliczania premii za kolejne wygrane mecze – wyjaśnił.

    Różnica jest naprawdę duża. Oczywiście nie twierdzę, że to jedyny czynnik, ale pamiętajmy, że tenisiści też chcą wykorzystać swoją karierę w pełni. Kariera nie trwa wiecznie, a możliwość dobrego zarobku zawsze kusi – dodał Dembek.

    Przed nią jeszcze WTA Finals w Rijadzie

    Zanim jednak Świątek rozpocznie sezon 2026 w barwach Polski, czeka ją jeszcze jedno bardzo ważne wyzwanie – finały WTA w Arabii Saudyjskiej, które odbędą się w dniach 1–8 listopada. Udział w tym prestiżowym turnieju oprócz Polki zapewniły już sobie m.in. Aryna Sabalenka, Coco Gauff, Amanda Anisimova, Madison Keys oraz Jessica Pegula.

    Dla Świątek będzie to ostatni sprawdzian w końcówce sezonu – i być może okazja, by zamknąć ten rok w dużo lepszym stylu, niż zakończyły się jej występy w Azji.

  • Andriejewa wyeliminowana z turnieju. Kluczowa informacja dla Świątek ws. WTA Finals

    Andriejewa wyeliminowana z turnieju. Kluczowa informacja dla Świątek ws. WTA Finals

    Mirra Andriejewa, Jasmine Paolini i Jelena Rybakina – te trzy zawodniczki wciąż walczą o dwa ostatnie wolne miejsca w WTA Finals w Rijadzie. Wszystkie zgłosiły się do udziału w turnieju rangi WTA 500 w Ningbo, ale to Rosjanka jako pierwsza pojawiła się na korcie. Jej występ okazał się jednak kompletną porażką – przegrała z notowaną na 219. miejscu w rankingu WTA Lin Zhu. Ten wynik może ją bardzo drogo kosztować. Na potknięcie Andriejewej czekały zarówno Paolini, jak i Rybakina, które swoje mecze rozpoczną dopiero w czwartek.

    Andriejewa to jedna z dwóch zawodniczek, którym w tym sezonie udało się dwukrotnie pokonać Igę Świątek – podobnej sztuki dokonała jedynie Coco Gauff. Rosjanka należy też do elitarnego grona trzech tenisistek, obok Aryny Sabalenki i Amandy Anisimovej, które w sezonie 2025 zdobyły po dwa tytuły rangi WTA 1000. Triumfowała w Dubaju i Indian Wells, a dodatkowo dotarła do ćwierćfinału French Open. Już w połowie roku wydawało się niemal pewne, że jej udział w WTA Finals jest przesądzony.

    Rzeczywiście, w Rijadzie pojawi się – ale najprawdopodobniej tylko w grze podwójnej, bo tam zdobyła kwalifikację wspólnie z Dianą Sznajder. Jej pozycja w singlu staje się natomiast coraz bardziej niepewna, szczególnie w kontekście słabej formy i rosnącej presji ze strony Paolini i Rybakiny.

    Podczas gdy Andriejewa zakończyła już swój udział w Ningbo, mimo że była rozstawiona z numerem jeden, Rybakina i Paolini dopiero przystąpią do rywalizacji. Rosjanka odpadła w drugiej rundzie po porażce z Lin Zhu – tenisistką, która dzień wcześniej wyeliminowała Emmę Raducanu.

    Jeszcze miesiąc temu można było śmiało zakładać, że Mirra Andriejewa zapewni sobie miejsce wśród najlepszych ośmiu tenisistek sezonu. Wtedy sytuacja wydawała się klarowna – ona i Jessica Pegula miały pewny awans, a o ostatnią przepustkę do Rijadu walczyć miały Rybakina z Paolini. Tymczasem układ sił znacząco się zmienił. Pegula wciąż punktuje regularnie, natomiast Andriejewa coraz częściej przegrywa – zarówno sportowo, jak i emocjonalnie. W Wuhanie była cieniem samej siebie, w Pekinie uległa Sonay Kartal (WTA 81), w Wuhanie przegrała z Laurą Siegemund (WTA 57), a teraz – niespodziewanie – z Lin Zhu, tenisistką z końca drugiej setki. Choć jej ranking może być mylący, bo jeszcze dwa lata temu Chinka zajmowała 31. miejsce i dopiero wraca do dawnej formy.

    Mimo wszystko nikt nie spodziewał się, że środowe spotkanie zakończy się takim wynikiem. Dla miejscowych kibiców to był prezent, a dla Rybakiny i Paolini – znakomita wiadomość.

    Obecnie w klasyfikacji WTA Race Andriejewa ma 4320 punktów, Paolini – 4131, a Rybakina – 3913. Jeśli Kazaszka zwycięży w całym turnieju w Ningbo, wyprzedzi Rosjankę. Po drodze będzie musiała jednak prawdopodobnie pokonać Włoszkę, która również może wskoczyć przed Andriejewą w zestawieniu.

    Rosjanka wcześniej nie planowała już startu w ostatnim turnieju punktowanym do klasyfikacji – WTA 500 w Tokio, który odbędzie się w przyszłym tygodniu. Teraz jednak może być zmuszona poprosić o dziką kartę, by spróbować ratować swoją sytuację. To właśnie w Japonii najprawdopodobniej ostatecznie rozstrzygnie się, kto dołączy do grona finalistek w Rijadzie.

    W starciu z Lin Zhu Andriejewa po raz kolejny zaprezentowała się bardzo nierówno. Choć wygrała pierwszego seta 6:4, z każdym kolejnym gemem traciła kontrolę nad grą. Zhu świetnie się broniła, cierpliwie odgrywała piłki, zmuszając Rosjankę do błędów. W drugim secie młoda zawodniczka popełniła aż 28 niewymuszonych błędów, w tym siedem przy własnym serwisie. Gdy Chinka wykorzystała piłkę setową po kolejnym niecelnym zagraniu rywalki, sfrustrowana Andriejewa posłała piłkę wysoko w powietrze, aż przez otwarty dach hali. To był wybuch bezsilności – i symbol jej aktualnej dyspozycji.

  • Paolini zemściła się na Świątek. “To był wspaniały dzień”

    Paolini zemściła się na Świątek. “To był wspaniały dzień”

    Jasmine Paolini dokonała w Wuhan czegoś, co dotąd wydawało się niemożliwe. Podczas turnieju WTA 1000 we wspomnianym chińskim mieście po raz pierwszy w karierze pokonała Igę Świątek. Dotąd Polka była dla niej prawdziwą zmorą — wygrywała z Włoszką za każdym razem, gdy spotykały się na korcie. Tym razem jednak role całkowicie się odwróciły, a Paolini mogła wreszcie cieszyć się z przełamania tej fatalnej passy. W rozmowie z portalem Tennis365 opowiedziała, jak smakowało jej to wyjątkowe zwycięstwo.

    Choć Jasmine Paolini ma polskie korzenie i często wspomina o pozytywnych skojarzeniach z naszym krajem, to akurat Iga Świątek długo była dla niej kimś, kto te skojarzenia skutecznie psuł. Do tej pory Włoszka przegrywała z liderką rankingu WTA na każdej możliwej nawierzchni — niezależnie od tego, czy rywalizowały na mączce, trawie czy twardych kortach. W sześciu wcześniejszych pojedynkach zdołała urwać Idze tylko jednego seta — w meczu Billie Jean King Cup w 2024 roku (3:6, 6:4, 6:4 dla Świątek). W czterech z pięciu pozostałych spotkań Paolini nie była w stanie ugrać nawet pięciu gemów.

    Przełom nastąpił właśnie w Wuhan. Włoszka zrewanżowała się Polce w spektakularny sposób, dominując w ćwierćfinale turnieju i wygrywając 6:1, 6:2. Dla wielu kibiców i ekspertów był to ogromny szok, bo Świątek wyglądała wyjątkowo bezradnie. Jak przyznała sama Paolini w rozmowie z Tennis365, zwycięstwo nad liderką światowego rankingu było jednym z najważniejszych momentów w jej karierze i dodało jej ogromnej pewności siebie.

    Choć bilans ich bezpośrednich spotkań wciąż jest dla Włoszki niekorzystny (1–6), to to jedno zwycięstwo ma dla niej ogromne znaczenie. Świątek wciąż nie potrafi z kolei przełamać swojej fatalnej serii z Jeleną Ostapenko (0–6). Paolini ma szansę ponownie zmierzyć się z Polką jeszcze w tym roku – jeśli utrzyma miejsce w czołowej ósemce rankingu WTA Race i zakwalifikuje się do prestiżowego turnieju WTA Finals w Rijadzie (1–8 listopada). Na ten moment zajmuje ostatnie premiowane awansem 8. miejsce, ale jej przewaga nad dziewiątą Jeleną Rybakiną wynosi zaledwie 218 punktów. Obie zawodniczki rywalizują obecnie w turnieju WTA 500 w Ningbo, który może okazać się kluczowy dla końcowego układu klasyfikacji.

  • Pegula przerażona po tym, co stało się ze Świątek. “Paranoja”

    Pegula przerażona po tym, co stało się ze Świątek. “Paranoja”

    Iga Świątek ma już za sobą głośną aferę dopingową, w wyniku której została zawieszona na miesiąc. W jej organizmie wykryto śladowe ilości trimetazydyny – substancji zakazanej przez WADA. Jak później ustalono, trafiła ona do organizmu Polki przez zanieczyszczoną melatoninę. Świątek zaakceptowała miesięczne zawieszenie, przez co musiała zrezygnować z udziału w turniejach w Seulu, Pekinie i Wuhan. Ostatecznie ani POLADA, ani WADA nie domagały się dłuższej kary dla liderki światowego rankingu. Mimo to temat jej dopingu wciąż co jakiś czas powraca w rozmowach środowiska tenisowego.

    Pegula o “paranoi” wśród tenisistek: “Nie wiesz, czy wszystko jest okej”

    Do sprawy niespodziewanie wróciła Jessica Pegula w jednym z odcinków podcastu The Player’s Box, w którym uczestniczyły także Jennifer Brady, Madison Keys i Desirae Krawczyk. Amerykanka, opowiadając o własnych doświadczeniach z kontrolami antydopingowymi, nawiązała do głośnej sytuacji z Igą Świątek.

    – Jeśli coś przyjmuję, zawsze robię to bardzo ostrożnie. Zapisuję wszystko – nawet jeśli chodzi o zwykły Advil czy Tylenol, bo nigdy nic nie wiadomo. Słyszy się różne historie i wtedy człowiek staje się paranoiczny. To bardzo stresujące, bo nie masz pewności, czy wszystko jest w porządku, dopóki nie dostaniesz wiadomości w stylu: “jesteś czysta”. Zakładam, że powiadomienie przychodzi tylko wtedy, gdy coś jest nie tak, więc cała ta sytuacja jest po prostu nerwowa – przyznała Pegula.

    W tym samym podcaście Amerykanka zdradziła, że w ubiegłym roku została wezwana na test antydopingowy tuż przed swoim meczem z Jeleną Rybakiną w finałach Billie Jean King Cup, co – jak podkreśliła – zdarza się niezwykle rzadko. Wcześniej na korcie rywalizowała Emma Navarro, która po trzysetowym boju pokonała Julię Putincewą.

    Świątek o chwili, gdy dowiedziała się o dopingu: “Zaczęłam płakać”

    Sama Iga Świątek po raz pierwszy szczegółowo opisała tamte dramatyczne chwile w rozmowie z Andym Roddickiem. – Byłam wtedy na sesji zdjęciowej z moim sponsorem w Warszawie. Zmienialiśmy lokalizację, gdy weszłam na skrzynkę mailową i zobaczyłam wiadomość. Nie przeczytałam jej do końca, bo od razu zaczęłam płakać. Moi agenci, którzy byli ze mną, myśleli, że stało się coś strasznego. Dałam telefon mojej menadżerce, żeby to przeczytała – wspominała tenisistka.

     

    – Nie mogłam trenować ani wyjść na kort. Miałam wrażenie, że to właśnie tenis mnie do tego doprowadził, że przez ten sport znalazłam się w tej sytuacji. Czułam, że nikt mi nie uwierzy i że cały świat się ode mnie odwróci. Na szczęście mój zespół bardzo mnie wspierał, a prawnik wszystko mi wytłumaczył i pomógł przejść przez ten proces – dodała Świątek.

    https://x.com/tenniscamfr/status/1978140870575530009?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1978140870575530009%7Ctwgr%5E69b35150565f73f54d915ca2d1fca821ad8b5b67%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732325294pegula-przerazona-po-tym-co-stalo-sie-ze-swiatek-paranoja.html

  • Taki set Osaki, że aż Wiktorowski nie dowierzał. W starciu z mistrzynią Australian Open

    Taki set Osaki, że aż Wiktorowski nie dowierzał. W starciu z mistrzynią Australian Open

    Sezon tenisowy dla czołowych zawodniczek powoli dobiega końca, a jego ostatnia część tradycyjnie rozgrywana jest w Azji. Za nami już dwa największe turnieje rangi WTA 1000 – w Pekinie i Wuhanie – a teraz przyszedł czas na mniejsze imprezy, jak choćby WTA 500 w Ningbo. Część gwiazd zdecydowała się jednak na nieco inny kierunek. Jedną z nich jest Naomi Osaka, obecnie prowadzona przez Tomasza Wiktorowskiego, która jako turniejowa „jedynka” przystąpiła do rywalizacji w swoim rodzinnym mieście – Osace. Dla czterokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej był to pierwszy występ w tym miejscu od pięciu lat, a jej powrót rozpoczął się w znakomitym stylu – od zwycięstwa nad tegoroczną juniorską mistrzynią Australian Open.

    Azjatyckie tournee kończy się dla najlepszych

    Turniej w Wuhanie zakończył się w niedzielę triumfem Coco Gauff, która w finale pokonała Jessicę Pegulę. Zaskoczeniem była nieobecność Aryny Sabalenki w decydującym meczu oraz brak Igi Świątek w półfinale – Polka uległa Jasmine Paolini w ćwierćfinale. Najlepsze tenisistki świata odpoczywają już przed WTA Finals w Rijadzie, jednak kilka zawodniczek z czołówki zdecydowało się kontynuować grę. Wśród nich znalazły się Mirra Andriejewa, Jelena Rybakina, Jasmine Paolini i Jekaterina Aleksandrowa – trzy pierwsze wciąż walczą o awans do turnieju mistrzyń i dlatego wybrały start w Ningbo, gdzie zwyciężczyni otrzyma aż 500 punktów rankingowych.

    Gwiazda kontra nadzieja Japonii

    Zasady WTA nie pozwalają zawodniczkom z czołowej trzydziestki rankingu na występy w turniejach rangi 250, jeśli w tym samym czasie rozgrywany jest turniej wyższej kategorii. Istnieją jednak pewne wyjątki – i z jednego z nich skorzystała Naomi Osaka. Japonka, będąca w ojczyźnie sportową ikoną, postanowiła zagrać w Osace, choć w ostatnich latach szczęście nie zawsze jej tam sprzyjało.

    Przed rokiem musiała zakończyć sezon wcześniej z powodu kontuzji odniesionej w Pekinie, przez co ominęły ją także finały Billie Jean King Cup. Dwa lata temu dopiero wracała po przerwie macierzyńskiej, a trzy lata temu wycofała się przed meczem z Beatriz Haddad Maią, tłumacząc, że jej organizm „nie jest gotowy”. Ostatni naprawdę udany występ zanotowała aż sześć lat temu – właśnie w Osace, gdzie sięgnęła po tytuł bez straty seta.

    Udany powrót po latach

    W tegorocznej edycji Naomi została rozstawiona z numerem jeden, co samo w sobie jest wyróżnieniem. W turniejach tej rangi liderki nie są zwolnione z gry w pierwszej rundzie, co ucieszyło japońskich kibiców – mieli bowiem szansę obejrzeć swoją faworytkę o jeden mecz więcej. Losowanie ułożyło się idealnie: Osaka zmierzyła się z młodziutką Wakaną Sonobe, 17-letnią mistrzynią juniorskiego Australian Open. Młoda Japonka, uważana za ogromny talent, ma już na koncie zwycięstwo w turnieju ITF rangi 100 i znajduje się w trzeciej setce rankingu WTA.

    Sonobe mogła jednak odczuwać presję i tremę związaną z występem przeciwko idolce. W pierwszym secie nie miała nic do powiedzenia – wygrała zaledwie dwa punkty przy serwisie rywalki, a sama trzykrotnie została przełamana. Osaka wygrała partię 6:0 w zaledwie 25 minut. W drugiej odsłonie młodsza Japonka zaprezentowała się znacznie lepiej – zdobyła pierwszego gema, a później wyrównała na 2:2 po wykorzystaniu trzeciego break pointa. Na więcej jednak nie pozwoliło jej doświadczenie Osaki, która utrzymała koncentrację i pewnie zamknęła spotkanie 6:0, 6:4.

    Czas na przełamanie

    Naomi Osaka, prowadzona przez Tomasza Wiktorowskiego, wciąż czeka na zwycięstwo w głównym cyklu WTA – ostatni taki triumf odniosła w lutym 2021 roku, podczas pandemicznego Australian Open. W tym sezonie grała już w finałach w Auckland i Melbourne, a mniejszy tytuł zdobyła w Saint-Malo. Teraz, po udanym początku w Osace, ma realną szansę, by znów stanąć na najwyższym stopniu podium i przypomnieć całemu światu, że wciąż potrafi dominować na korcie.

    https://x.com/WTA/status/1977619564490797416?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1977619564490797416%7Ctwgr%5Ef0e766f88bb9c440c310b0c4a19098f68ff881a3%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Fnews-taki-set-osaki-ze-az-wiktorowski-nie-dowierzal-w-starciu-z-mnId22430511

  • Rzucił wyzwanie Djokoviciowi, Majchrzak nie dał mu szans. Koncert Polaka, totalna dominacja

    Rzucił wyzwanie Djokoviciowi, Majchrzak nie dał mu szans. Koncert Polaka, totalna dominacja

    Tenisowy cykl ATP powoli przenosi się z Azji do Europy, a jednym z przystanków jest turniej rangi „250” w Sztokholmie. W stolicy Szwecji mamy swojego reprezentanta — Kamila Majchrzaka, który rozpoczął zmagania od imponującego występu. W pierwszej rundzie rywalem Polaka był Filip Misolić — Austriak, który kilka miesięcy temu mierzył się z samym Novakiem Djokoviciem podczas Roland Garros. Tym razem nie miał jednak żadnych szans. Majchrzak zagrał koncertowo i pewnie zameldował się w drugiej rundzie, pokazując pełną dominację na korcie.

    Powrót po kontuzji i udany start w Azji

    Dla Kamila Majchrzaka to dopiero początek powrotu do pełnej rywalizacji po kontuzji, która zmusiła go do poddania meczu trzeciej rundy US Open. Po rehabilitacji Polak wystąpił w prestiżowym turnieju ATP Masters 1000 w Szanghaju, gdzie zaprezentował się z bardzo dobrej strony. Po raz pierwszy w karierze awansował tam do najlepszej trzydziestki dwójki, eliminując po drodze dwóch Amerykanów — Ethana Quinna i Brandona Nakashimę, z których drugi był rozstawiony.

    Jego przygoda w Azji zakończyła się dopiero na trzeciej rundzie po porażce z Alexem de Minaurem. Australijczyk wygrał 6:1, 7:5, ale Kamil pokazał się z dobrej strony, szczególnie w drugim secie, gdzie miał nawet przewagę przełamania. Jak sam później przyznał, nie spodziewał się aż tak dobrego występu po przerwie spowodowanej urazem.

    Mocne otwarcie w hali w Sztokholmie

    Po powrocie z Szanghaju Majchrzak rozpoczął europejską część sezonu od turnieju halowego w Sztokholmie. Już w pierwszej rundzie trafił na Filipa Misolicia, notowanego na 95. miejscu w rankingu ATP — o dwadzieścia pozycji niżej niż Polak. Co ciekawe, obaj w tym sezonie triumfowali w turniejach Challenger w Polsce: Austriak na mączce w Poznaniu, a Majchrzak na twardych kortach w Kozerkach.

    Misolić zasłynął w tym roku awansem do trzeciej rundy Roland Garros, gdzie stawił opór Djokovicowi. To jednak gracz typowo ziemny — na twardych nawierzchniach jego wyniki są znacznie słabsze. Do Sztokholmu przyjechał po serii sześciu porażek z rzędu, którą przerwał dopiero w kwalifikacjach, wygrywając po trzysetowych bojach. Wszystko wskazywało więc na to, że faworytem spotkania będzie Majchrzak.

    Dominacja Polaka od pierwszych piłek

    Początek meczu był wyrównany. Misolić rozpoczął od własnego serwisu i zdołał obronić się przed wczesnym przełamaniem, ale już w trzecim gemie Polak dopiął swego. Od tego momentu kontrolował przebieg wydarzeń. Austriak coraz częściej się mylił, a Majchrzak pewnie wykorzystywał jego błędy. W siódmym gemie Misolić miał jeszcze trzy szanse, by utrzymać podanie, jednak żadnej nie wykorzystał. Polak przełamał po raz drugi i chwilę później zamknął seta wynikiem 6:2.

    Druga partia przebiegała według bardzo podobnego scenariusza. Choć Misolić miał okazje na przełamanie przy stanie 1:0, Kamil zachował zimną krew i obronił się świetnym serwisem. Po chwili sam zdobył breaka, powiększył przewagę i nie zwalniał tempa. Austriak próbował jeszcze odrobić straty, ale Polak grał zbyt precyzyjnie i konsekwentnie. W siódmym gemie ponownie przełamał rywala i po kilku minutach zakończył spotkanie kolejnym wygranym gemem serwisowym. Wynik 6:2, 6:2 mówi wszystko — był to jednostronny mecz i pełna kontrola ze strony Majchrzaka.

    Czas na rewanż z Kordą

    Dzięki zwycięstwu Kamil Majchrzak awansował do drugiej rundy turnieju ATP 250 w Sztokholmie. W walce o ćwierćfinał zmierzy się z Amerykaninem Sebastianem Kordą — tenisistą, z którym przegrał kilka tygodni temu w Winston-Salem. Teraz będzie miał okazję do rewanżu. Spotkanie zaplanowano na środę jako drugi mecz od godziny 14:00, po starciu Arthura Fery’ego z Lorenzo Sonego.

    Polak wraca do wysokiej formy i pokazuje, że kontuzja nie pozostawiła po sobie śladu. Jeśli utrzyma ten poziom gry, w Sztokholmie może zajść naprawdę daleko.

  • Sensacyjny transfer Lewandowskiego? Ależ słowa. “Żona trzyma go krótko”

    Sensacyjny transfer Lewandowskiego? Ależ słowa. “Żona trzyma go krótko”

    Robert Lewandowski wkrótce może pożegnać się z FC Barceloną — i choć sam temat transferu rozgrzewa hiszpańskie media, to brytyjski serwis talksport.com postanowił spojrzeć na jego karierę z zupełnie innej strony. Dziennikarze skupili się bowiem nie na tym, gdzie zagra Polak, lecz na osobie, która stoi za jego sukcesem – Annie Lewandowskiej. „Trzyma go dość krótko” – skomentował z przymrużeniem oka ekspert stacji, Andy Brassell.

    Lewandowski pod lupą. „To ona stoi za jego długowiecznością”

    Napastnik Barcelony rozgrywa obecnie czwarty sezon w barwach Dumy Katalonii i wiele wskazuje na to, że może być to jego ostatni rok na Camp Nou. Mimo 37 lat na karku, Lewandowski nadal imponuje przygotowaniem fizycznym i skutecznością, co – jak zauważają Brytyjczycy – nie jest dziełem przypadku.

    „Kluby Premier League zostały wezwane do skorzystania z zaskakującej decyzji Barcelony o nieprzedłużeniu kontraktu z Lewandowskim” – czytamy w publikacji talksport.com. „Polak ma już 37 lat, ale jego forma nie budzi żadnych obaw. W poprzednim sezonie zdobył aż 42 gole, a w obecnych rozgrywkach ma już cztery trafienia, mimo że tylko czterokrotnie zaczynał mecz w wyjściowym składzie. Potencjalnych klubów nie powinny odstraszać jego urazy, ponieważ żona utrzymuje go w absolutnym szczycie formy” – podkreślono.

    „Odwrotna dieta” i perfekcyjna dyscyplina

    W centrum uwagi znalazła się więc Anna Lewandowska – trenerka fitness, dietetyczka i była mistrzyni świata w karate. To ona, zdaniem mediów, od lat czuwa nad każdym elementem codziennego życia piłkarza, dbając o jego regenerację, dietę i rutynę treningową.

    „Anna, guru fitnessu i była mistrzyni świata w karate, jest przekonana, że to właśnie ich nietypowe nawyki żywieniowe pozwalają Robertowi zachować świetną kondycję mimo upływu lat” – czytamy w artykule. Brytyjczycy przypomnieli też jej wypowiedź sprzed roku, gdy stwierdziła, że „Robert jest fizycznie o 11 lat młodszy, niż wskazywałby jego wiek – wszystko dzięki tzw. odwrotnej diecie”.

    Jak opisywał kiedyś The Times, Lewandowscy stosują specyficzną zasadę odwróconego porządku posiłków:

    „Posiłek zaczyna się od deseru – najczęściej brownie – potem pojawia się ryż lub kasza gryczana, następnie mięso lub ryba, a na końcu sałatka lub zupa. Chodzi o to, by oddzielić węglowodany od białek i nie obciążać organizmu nadmiarem różnorodnych składników”.

    Małżeństwo sukcesu

    W ten sposób Anna Lewandowska stała się nie tylko żoną, ale też kluczowym ogniwem w karierze jednego z najlepszych piłkarzy XXI wieku. To dzięki jej wiedzy i dyscyplinie Robert Lewandowski nadal imponuje formą i może myśleć o kontynuowaniu kariery, nawet jeśli rozdział barceloński dobiegnie końca.

    Brytyjscy komentatorzy nie mają wątpliwości – jego sekret tkwi nie tylko w talencie, ale i w perfekcyjnie zorganizowanym życiu, w którym Anna odgrywa rolę trenera, doradcy i partnerki w pełnym tego słowa znaczeniu.

  • Nazwał Świątek “przestępcą”. Tak zareagował na skandal z udziałem Sabalenki

    Nazwał Świątek “przestępcą”. Tak zareagował na skandal z udziałem Sabalenki

    Aryna Sabalenka ponownie znalazła się w centrum kontrowersji. Wszystko przez incydent, do którego doszło podczas jej półfinałowego meczu z Jessicą Pegulą w turnieju WTA 1000 w Wuhan. Białorusinka w napadzie złości cisnęła rakietą, która o włos nie trafiła chłopca do podawania piłek. Zachowanie liderki rankingu wywołało falę oburzenia, a znany dziennikarz Ben Rothenberg wezwał władze tenisa do podjęcia stanowczych kroków.

    Rakieta poleciała niebezpiecznie blisko dziecka

    Mecz Sabalenki z Pegulą dostarczył ogromnych emocji. Amerykanka przegrywała już 2:5 w decydującym secie, jednak zdołała odwrócić losy spotkania, wygrała pięć gemów z rzędu i triumfowała 7:6 (7:2). Zamiast jednak mówić o sportowej walce, świat tenisa komentuje zachowanie Sabalenki w końcówce spotkania.

    Jak relacjonują Dominik Senkowski i Łukasz Jachimiak ze Sport.pl, w decydującym momencie przy stanie 5:5 i break poincie dla Peguli, Sabalenka nie zdołała odegrać dropszota i została przełamana. Wówczas wpadła w furię. – Wściekła liderka rankingu rzuciła rakietą w kierunku ławki. Ta odbiła się i wróciła w stronę kortu, mijając dosłownie o kilka centymetrów chłopca do podawania piłek. Tuż obok znajdował się również kamerzysta – opisali dziennikarze.

    Apel do władz WTA i ATP

    Wydarzenie z Wuhan wywołało reakcję wielu osób ze środowiska tenisowego, w tym Bena Rothenberga – amerykańskiego dziennikarza znanego z ostrych komentarzy. – Spóźniłem się z reakcją, ale obie organizacje – WTA i ATP – muszą w końcu podjąć zdecydowane działania wobec zawodników, którzy w gniewie rzucają przedmiotami. To wygląda fatalnie i stwarza realne zagrożenie dla osób znajdujących się na korcie. Sabalenka miała ogromne szczęście, że nie skończyło się to gorzej, jak w przypadku BvdZ w zeszłym tygodniu – napisał na platformie X.

    Niebezpieczne sytuacje na kortach

    Rothenberg nawiązał do incydentu z udziałem Botica Van de Zandschulpa, który niedawno w złości rzucił rakietą w stronę trybun po przegraniu seta z Nuno Borgesem. Rakieta odbiła się od krzeseł i poleciała w kierunku widzów, lecz na szczęście nikogo nie trafiła. Gdyby doszło do uderzenia kibica, Holendrowi mogła grozić dyskwalifikacja.

    Rothenberg znów uderza w czołowe gwiazdy

    Ben Rothenberg nie po raz pierwszy zabiera głos w sprawach kontrowersyjnych zachowań zawodników. Wcześniej głośno krytykował także Igę Świątek. Podczas jej ćwierćfinałowego meczu z Jessicą Pegulą na US Open określił Polkę mianem „przestępczyni” – wszystko przez długą przerwę toaletową po przegranym pierwszym secie. – To zgodne z przepisami, ale nie jestem pewien, czy powinno być. Świątek nie jest jedyną ‘winowajczynią’, ale jedną z najbardziej wyrazistych – pisał wówczas.

    Incydent z Wuhan ponownie rozpalił dyskusję o granicach emocji na korcie i konieczności wprowadzenia surowszych kar za niebezpieczne zachowania zawodników. Coraz więcej głosów domaga się, by WTA i ATP wreszcie zareagowały stanowczo, zanim dojdzie do naprawdę poważnego wypadku.

    https://x.com/BenRothenberg/status/1977860542636154966?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1977860542636154966%7Ctwgr%5E2d6cd859ead2b3fa4ae3642ce3fe01360e98e623%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732323037nazwal-swiatek-przestepca-tak-zareagowal-na-to-co-zrobila.html

  • Najnowsze wieści ws. Igi Świątek. Menadżerka ujawnia

    Najnowsze wieści ws. Igi Świątek. Menadżerka ujawnia

    Iga Świątek zakończyła już azjatycką część sezonu, w której wystąpiła w trzech turniejach – w Seulu, Pekinie i Wuhanie. Początkowo planowano, że Polka zostanie w Chinach nieco dłużej i zagra jeszcze w kolejnym turnieju, jednak ostatecznie sztab zdecydował się zrezygnować z tego pomysłu. Teraz liderkę polskiego tenisa czeka ostatni duży sprawdzian w sezonie – prestiżowe WTA Finals w Rijadzie. Menadżerka zawodniczki, Daria Sułgostowska, ujawniła, jak wygląda plan Świątek na najbliższe tygodnie.

    W azjatyckim tournee Świątek zanotowała solidne wyniki – triumfowała w Seulu, dotarła do czwartej rundy w Pekinie i do ćwierćfinału w Wuhanie. Początkowo rozważano jeszcze jej udział w turnieju WTA 500 w Ningbo, o czym świadczy zgłoszenie po tzw. „dziką kartę”, jednak ostatecznie Polka się wycofała. Na liście możliwych startów znajdował się też turniej w Tokio, lecz najprawdopodobniej również zostanie pominięty. W ostatnich występach było bowiem widać oznaki zmęczenia długim i wymagającym sezonem.

    Ostatnie przygotowania przed WTA Finals

    Choć końcówka roku zbliża się wielkimi krokami, Świątek ma jeszcze przed sobą jedno ważne wyzwanie – WTA Finals w Rijadzie. Przed rokiem w Arabii Saudyjskiej wystąpiła tam jako rezerwowa, wygrywając dwa mecze (z Barborą Krejčíkovą i Darią Kasatkiną), ale ostatecznie nie wyszła z grupy z powodu gorszego bilansu setów. Lepsza wówczas okazała się Coco Gauff, która później sięgnęła po końcowy triumf. W tym roku Polka będzie chciała poprawić swój rezultat i zakończyć sezon mocnym akcentem.

    Wielu kibiców zastanawiało się, jak wygląda plan Świątek po powrocie z Azji. Odpowiedzi udzieliła jej menadżerka PR, Daria Sułgostowska, w rozmowie z portalem sportowy24.pl:

    „Iga trenuje, przygotowuje się do zawodów i odpoczywa. Nie udzielamy informacji, czy trenuje w Polsce, czy za granicą” – skomentowała krótko przedstawicielka zawodniczki.

    Turniej WTA Finals w Rijadzie odbędzie się w dniach 1–8 listopada. Udział mają już zapewniony: Iga Świątek, Aryna Sabalenka oraz aż cztery Amerykanki – Coco Gauff, Jessica Pegula, Amanda Anisimova i Madison Keys. O dwa pozostałe miejsca w stawce walczą jeszcze Mirra Andriejewa, Jasmine Paolini i Jelena Rybakina. Zawodniczka, która nie zdoła awansować, znajdzie się na liście rezerwowych. Co ciekawe, Andriejewa i Paolini wystąpią również w turnieju deblowym.