• Świątek i jej “partner” mówią jednym głosem. “To po prostu smutne”

    Świątek i jej “partner” mówią jednym głosem. “To po prostu smutne”

    „Okropna lesbijka”, „jesteś hańbą” – tego typu wiadomości w ostatnich tygodniach trafiały do Igi Świątek. Najlepsza polska tenisistka sama przyznała, że stała się celem internetowego hejtu. Niestety, nie jest w tym osamotniona – coraz więcej zawodniczek i zawodników otwarcie mówi o narastającym problemie nienawiści w sieci. Ostatnio głos w tej sprawie zabrał także Casper Ruud, który uważa, że zjawisko to ma ścisły związek z zakładami bukmacherskimi. – To ciemna strona świata sportu – stwierdził Norweg.

    Iga Świątek ofiarą hejtu. Zareagował też Casper Ruud

    Świątek w ostatnich tygodniach musiała zmierzyć się z falą obraźliwych komentarzy po słabszych występach w turniejach w Pekinie i Wuhan. W mediach społecznościowych spadła na nią lawina hejtu – od wyzwisk po homofobiczne i wulgarne wiadomości. W końcu Polka nie wytrzymała i zdecydowała się część z nich ujawnić publicznie. Oskarżano ją o „brak talentu”, nazywano „żałosną” czy „okropną lesbijką”.

    – Współcześnie w sporcie to niestety smutny element naszej rzeczywistości. Boty, zakłady bukmacherskie, ale też tzw. „fani” – napisała Świątek, podkreślając, że zjawisko przybiera coraz groźniejsze rozmiary.

    Podobnego zdania jest Casper Ruud, który w sierpniu wraz z Igą stworzył duet mikstowy w trakcie US Open. Norweg, obecnie rywalizujący w turnieju w Sztokholmie, po środowym zwycięstwie nad Marinem Ciliciem (7:6(2), 6:4) odniósł się do tego, co coraz częściej dotyka czołowych tenisistów.

    „To ciemna strona tego świata” – mówi Ruud

    Ruud otwarcie przyznał, że większość hejterskich komentarzy pochodzi od osób, które przegrały zakłady bukmacherskie. – Niestety, stało się to powszechne wśród sportowców. Ludzie, którzy obstawiają pieniądze, nie mają żadnych zahamowań i wstydu. Piszą rzeczy pełne nienawiści, jakby zapomnieli, że po drugiej stronie jest człowiek. To ciemna strona tego świata – powiedział, cytowany przez portal Sportskeeda.

    Choć sam stara się do tego podchodzić z dystansem, nie ukrywa, że zjawisko jest przykre. – Staram się tego nie czytać i nie przejmować. Myślę, że większość tych ludzi po prostu reaguje złością, bo przegrali zakłady. To smutne, ale prawdziwe – dodał.

    Problem szerszy niż się wydaje

    Hejt w internecie coraz częściej dotyka nie tylko Świątek czy Ruuda. Po tegorocznym Rolandzie Garrosie mówiła o tym również Jessica Pegula. – To nigdy mnie szczególnie nie ruszało, ale zastanawiam się, czy jakikolwiek inny sport musi mierzyć się z tym na taką skalę jak tenis. Wydaje się, że to właśnie nasza dyscyplina jest na to najbardziej narażona. To naprawdę niepokojące – alarmowała Amerykanka.

    Coraz więcej głosów z tenisowego świata wskazuje, że nienawiść w sieci i presja ze strony osób obstawiających mecze stają się poważnym problemem dla zawodników. Iga Świątek, otwierając się na ten temat, po raz kolejny pokazała, że nawet najlepsi nie są odporni na toksyczne emocje, jakie potrafi wyzwolić sport w epoce mediów społecznościowych.

  • Lewandowski ujawnił prawdę. Do Polski dotarła już wypowiedź Flicka. To koniec

    Lewandowski ujawnił prawdę. Do Polski dotarła już wypowiedź Flicka. To koniec

    Fala krytyki, jaka w ostatnich dniach spadła na Roberta Lewandowskiego, zaczyna powoli wygasać. Pomógł w tym Hansi Flick, który wprost oznajmił, że nie ma żadnych pretensji do polskiego napastnika. W Hiszpanii zarzucano „Lewemu”, że zachował się nieodpowiedzialnie, pozostając na boisku do końcowego gwizdka niedzielnego meczu z Litwą, mimo odczuwanego urazu. Szkoleniowiec Barcelony rozwiał jednak wszelkie wątpliwości. — Czuł się dobrze i nie odczuwał bólu — oświadczył Niemiec. Tym samym zakończył się spór o rzekomą lekkomyślność kapitana reprezentacji Polski.

    Lewandowski zgłosił ból w udzie już w trakcie pierwszej połowy spotkania z Litwinami. Mimo to wybiegł na drugą część gry, mając nogę obandażowaną. Nie wyglądał na kontuzjowanego, strzelił gola na 2:0 i opuszczał murawę w dobrym nastroju. Dwa dni później z Barcelony dotarły jednak niepokojące wiadomości – u 37-letniego napastnika wykryto naderwanie mięśnia dwugłowego, co oznacza kilkutygodniową przerwę od gry.

    W Hiszpanii zawrzało. Krytyka spadła nie tylko na samego zawodnika, ale i na selekcjonera Jana Urbana, który – jak sugerowano – powinien był wcześniej zdjąć Lewandowskiego z boiska. Trener wyjaśnił jednak sytuację. — Mieliśmy ustalenia między mną, Robertem i doktorem, że jeśli tylko coś poczuje, ma dać sygnał, a my natychmiast dokonamy zmiany. Cały czas Karol Świderski był gotowy wejść na murawę — tłumaczył Urban w rozmowie z PAP.

    Podobną relację przedstawił Hansi Flick podczas konferencji prasowej poprzedzającej mecz Barcelony z Gironą. — Robert powiedział mi to samo. Czuł się dobrze, nie odczuwał bólu. Wiemy, że takie rzeczy mogą się zdarzyć podczas przerw na mecze reprezentacji. To trudne zarówno dla piłkarzy, jak i dla klubu, ale musimy to zaakceptować — stwierdził trener Blaugrany.

    Dziennikarze obecni na sali nie byli jednak przekonani i twierdzili, że Lewandowski sam podjął zbyt duże ryzyko. Flick pozostał przy swoim. — Nie sądzę, by był na świecie piłkarz, który lepiej dba o swoje ciało niż Robert. Powiedział mi, że nie czuł, iż doznał kontuzji. Jest wyjątkowo profesjonalny. W jego wieku, może poza Ronaldo, trudno znaleźć zawodnika w tak doskonałej formie — podkreślił.

    Pierwsze diagnozy mówiły o około sześciu tygodniach przerwy. Najnowsze doniesienia są jednak bardziej optymistyczne – Lewandowski może wrócić do gry już za trzy tygodnie. Wiadomo, że nie wystąpi w El Clasico (26 października), ale istnieje realna szansa, że zagra w listopadowych meczach eliminacyjnych z Holandią (14 listopada) i Maltą (17 listopada).

     

  • Świątek otrzyma dwie kary od WTA, Sabalenka również. Nadeszło przypadkowe potwierdzenie

    Świątek otrzyma dwie kary od WTA, Sabalenka również. Nadeszło przypadkowe potwierdzenie

    Sezon kobiecego tenisa zbliża się do końca, a sytuacja na szczycie rankingu WTA jest już przesądzona. Wiadomo, że liderką na koniec roku pozostanie Aryna Sabalenka – ostatecznie zadecydowała o tym porażka Igi Świątek z Jasmine Paolini w Wuhan. Choć walka o pierwsze miejsce jest już rozstrzygnięta, w najbliższych dniach znów zrobi się głośno o rankingach. Wszystko za sprawą nadchodzących kar punktowych, jakie WTA wkrótce nałoży na zawodniczki. Ucierpi na tym m.in. Polka, a także Sabalenka – choć w jej przypadku w mniejszym stopniu. Szczegóły operacji ujawniono przypadkiem.

    Nowe zasady i stary problem

    Od początku sezonu 2024 w życie weszły nowe przepisy dotyczące zasad funkcjonowania rankingu WTA. Wprowadzono między innymi obowiązek rozegrania przez czołowe zawodniczki co najmniej sześciu turniejów rangi WTA 500 w ciągu roku. Regulacja ta już wcześniej wywołała zamieszanie – to właśnie z jej powodu rok temu Iga Świątek straciła pozycję liderki o tydzień wcześniej, niż się spodziewano.

    WTA konsekwentnie egzekwuje ten zapis. Każdej tenisistce, która nie spełni wymogu liczby startów, wpisywane są do rankingu „zera”, które zastępują najsłabsze wyniki liczące się do punktacji. W praktyce oznacza to utratę punktów. Dla Świątek ta sytuacja miała już miejsce w październiku ubiegłego roku – wtedy właśnie Sabalenka przejęła fotel liderki.

    Kary wracają. Świątek i Sabalenka znów stracą punkty

    Po zakończeniu turnieju w Wuhan układ rankingu jest następujący: Sabalenka prowadzi z dorobkiem 10 400 punktów, a Świątek ma 8768. Obie tenisistki nie planują już żadnych startów przed WTA Finals, więc ich tegoroczne wyniki są zamknięte. Polka w 2025 roku wystąpiła w czterech turniejach rangi 500 – w Stuttgarcie, Bad Homburg, Seulu oraz w United Cup, który również zaliczany jest do tej kategorii. To jednak o dwa występy za mało, by uniknąć kar.

    Do końca sezonu pozostały dwa turnieje WTA 500, w tym trwający w Ningbo, ale Świątek nie bierze w nich udziału. Oznacza to, że w rankingu, który ukaże się po ich zakończeniu, Polka otrzyma pierwsze „zero” i straci punkty za najgorszy dotąd wynik – 65 „oczek” za trzecią rundę w Rzymie.

    Nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby nie przypadkowe potwierdzenie ze strony WTA. Na grafikach kończących transmisje meczów z Ningbo w zestawieniu WTA Race pojawiła się już nowa, zmniejszona liczba punktów Świątek – pomniejszona właśnie o 65 punktów. To praktycznie przesądza, że kara zostanie oficjalnie naliczona 20 października.

    Sabalenka także zostanie ukarana

    Podobny los czeka Arynę Sabalenkę. Białorusinka wystąpiła w zaledwie trzech turniejach WTA 500 – w Brisbane, Stuttgarcie i Berlinie. Jedno „zero” otrzymała już wcześniej, po imprezie w Seulu, ale wówczas nie straciła żadnych punktów, bo nie przekroczyła jeszcze limitu wyników branych do klasyfikacji. Teraz jednak sytuacja się zmienia. W kolejnym notowaniu z jej konta zniknie 10 punktów za drugą rundę turnieju WTA 1000 w Dosze.

    Po pierwszej turze kar punktacja obu zawodniczek będzie wyglądać następująco:

    1. Aryna Sabalenka – 10 390 pkt (-10)
    2. Iga Świątek – 8703 pkt (-65)

    Druga kara i ostateczne rozliczenie sezonu

    Tydzień później WTA wprowadzi jeszcze jedną korektę – ostatnią w tym sezonie. Wtedy z rankingu zostaną usunięte punkty za ubiegłoroczne WTA Finals oraz kolejne „zera” za brak pełnej liczby występów w turniejach 500.

    Świątek straci wówczas 108 punktów za ćwierćfinał w Stuttgarcie oraz 400 za ubiegłoroczny występ w Rijadzie – razem 508 punktów. Sabalenka natomiast odda 120 punktów za trzecią rundę w Dubaju i również 400 za WTA Finals – w sumie 520.

    Po 27 października ranking będzie wyglądał następująco:

    1. Aryna Sabalenka – 9870 pkt (-520)
    2. Iga Świątek – 8195 pkt (-508)

    Bilans strat

    W efekcie Polka straci w ciągu kilku dni łącznie 573 punkty, a Sabalenka – 530. Początkowo różnica między nimi wzrośnie o 55 punktów, ale po drugim odliczeniu zmniejszy się o 12. Ostatecznie liderka rankingu zachowa dodatkowe 43 punkty przewagi.

    Przed startem turnieju WTA Finals w Rijadzie (1–8 listopada) przewaga Sabalenki nad Świątek wyniesie więc około 1675 punktów. Obecnie różnica ta to 1632 punkty. Nawet z punktowymi karami Białorusinka zachowa więc pełną kontrolę nad pozycją numer jeden na świecie.

  • Niemka krzyczała, Polka ją rozbiła. 6:0, 6:1, jest ćwierćfinał. Historyczna chwila o krok

    Niemka krzyczała, Polka ją rozbiła. 6:0, 6:1, jest ćwierćfinał. Historyczna chwila o krok

    Dwa lata temu w katalońskiej gminie Les Franqueses del Vallès Magdalena Fręch sięgnęła po tytuł w turnieju ITF W100, co pozwoliło jej awansować na najwyższe miejsce w światowym rankingu w całej karierze. Dziś w jej ślady podąża Linda Klimovicova – 21-letnia zawodniczka, która coraz śmielej puka do grona 150 najlepszych tenisistek świata. W Katalonii Polka błyskawicznie zameldowała się w ćwierćfinale, tracąc w dwóch meczach zaledwie jednego gema.

    W 2023 roku Fręch była już tenisistką z czołowej setki, więc nie musiała startować w turniejach ITF. Mimo to, późną jesienią, po zakończeniu azjatyckiego i afrykańskiego touru, zdecydowała się wystąpić w Les Franqueses del Vallès. Stawką było aż 100 punktów rankingowych – tylko trochę mniej niż za triumf w imprezie WTA 125. Cel był jasny: wygrana mogła wynieść ją na nowe życiowe maksimum. I rzeczywiście, po ponad trzygodzinnej batalii w finale pokonała Sarę Errani, co dało jej awans na 63. miejsce na świecie. Kilka miesięcy później była już w TOP 50, a następnej jesieni – nawet na 22. pozycji.

    Linda Klimovicova jest dopiero na początku takiej drogi, choć rozwija się w błyskawicznym tempie. Dokładnie rok temu, tuż po uzyskaniu polskiego obywatelstwa, leczyła kontuzję kostki. Teraz każdy punkt zdobyty do końca sezonu trafia na jej konto i może mieć ogromne znaczenie. Jeśli utrzyma formę, niebawem – jako szósta Polka w historii – zamelduje się w TOP 150 światowego rankingu.

    W Les Franqueses del Vallès Klimovicova jest rozstawiona z numerem 6. Najwyżej notowane w drabince są Darja Semenistaja i Arantxa Rus – jeśli los sprawi, że spotka się z Łotyszką w finale, będzie miała okazję zrewanżować się jej za porażkę w kwalifikacjach do tegorocznego US Open.

    Forma Polki robi wrażenie. Najpierw pokonała 19-letnią Serbkę Mię Ristić 6:4, 6:1, a w kolejnym meczu w świetnym stylu rozprawiła się z 23-letnią Niemką Giną Dittmann. Mimo że wynik 6:0, 6:1 wygląda jednostronnie, spotkanie wcale nie było tak łatwe. W pierwszym secie aż cztery gemy rozstrzygały się na przewagi – w kluczowych momentach Klimovicova przyspieszała tempo i obejmowała inicjatywę. Dittmann, która przeszła kwalifikacje i już sama obecność w drugiej rundzie była dla niej sukcesem, próbowała się napędzać głośnymi okrzykami, jednak to Polka zachowywała chłodną głowę i kontrolowała przebieg gry.

    Ostatni gem pierwszego seta trwał kilkanaście minut – Niemka miała trzy szanse na zdobycie honorowego gema, lecz to Klimovicova ostatecznie przechyliła szalę zwycięstwa. W drugiej partii rywalka zdołała ugrać tylko jednego gema – na 1:2 – a potem była już bezradna wobec ofensywnej gry Polki. Spotkanie trwało 78 minut i zakończyło się wynikiem 6:0, 6:1.

    W ćwierćfinale Klimovicova zmierzy się z rozstawioną z „trójką” Włoszką Lucrezią Stefanini. Faworytką rankingu będzie rywalka, ale historia ostatniego ich spotkania przemawia za Polką – w turnieju WTA 125 w Samsunie wygrała z Włoszką pewnie 6:2, 6:1. Jeśli powtórzy tamtą dyspozycję, może być o krok od kolejnego znaczącego sukcesu w karierze.

  • Prawdziwy dramat u Naomi Osaki. Wiktorowski był bezradny

    Prawdziwy dramat u Naomi Osaki. Wiktorowski był bezradny

    Naomi Osaka marzyła o powtórzeniu sukcesu sprzed sześciu lat i triumfie w turnieju w rodzinnej Osace. Wszystko wskazywało na to, że plan konsekwentnie realizuje — aż do momentu, gdy profil WTA poinformował w piątek, że rozstawiona z numerem jeden Japonka została zmuszona wycofać się z meczu o awans do półfinału.

    Ostatnie miesiące w wykonaniu Osaki były naprawdę obiecujące. Od czasu rozpoczęcia współpracy z Tomaszem Wiktorowskim, byłym trenerem Igi Świątek, jej forma wyraźnie zwyżkuje. Dotarła do finału turnieju w Montrealu, a następnie do półfinału US Open, gdzie zatrzymała ją Amanda Anisimowa. Później przyszły jednak dwa rozczarowujące występy – w Pekinie i Wuhanie. Dlatego japońska gwiazda była wyjątkowo zmotywowana, by na własnej ziemi zmazać tamte niepowodzenia.

    Koszmarne wieści dla sztabu Osaki

    Od początku zawodów w Osace prezentowała się solidnie i walecznie. W meczu z Suzan Lamens, choć przegrywała już 3:5 w pierwszym secie i popełniała sporo błędów, potrafiła odwrócić losy spotkania, zwyciężając 7:6(6), 3:6, 6:2 po ponad dwóch godzinach zaciętej rywalizacji. „Ten mecz nie miał nic wspólnego z prostotą ani przyjemnością” – zauważył portal Sport.pl.

    Wszystko wskazywało na to, że Osaka ma otwartą drogę do finału. Była najwyżej rozstawioną zawodniczką turnieju, a z rywalizacji odpadła już jej najgroźniejsza przeciwniczka, Linda Noskova. Niestety, na przeszkodzie stanęła kontuzja nogi, której Japonka doznała podczas ostatniego meczu. Uraz okazał się na tyle poważny, że zmusił ją do wycofania się z dalszej gry – co oficjalnie potwierdził profil WTA. Automatyczny awans do półfinału uzyskała tym samym Rumunka Jaqueline Cristian.

    „Życzymy Naomi szybkiego powrotu do zdrowia… Ostatnio znów grała znakomitego tenisa” – przekazał portal The Tennis Letter. Sama Osaka z pewnością miała inne plany, zwłaszcza że zaledwie dzień wcześniej świętowała swoje 28. urodziny. Jej celem był powrót na szczyt i powtórzenie triumfu z 2019 roku, gdy zwyciężyła w tym samym turnieju.

    Ciekawostką jest fakt, że jeszcze kilka godzin przed ogłoszeniem informacji o kontuzji, Osaka zamieściła w mediach społecznościowych żartobliwy wpis. „Przejrzałam swoje archiwum i przypomniałam sobie, jak kiedyś wrzucałam najbardziej szalone zdjęcia z totalnie odjechanymi opisami. Uroki młodości i braku zmartwień” – napisała na Instagramie.

    Na razie nie wiadomo, jak długo potrwa jej przerwa. Do końca sezonu pozostały jednak tylko dwa znaczące turnieje – w Tokio i Hongkongu. Fani tenisa będą mogli emocjonować się także kończącym sezon WTA Finals. Udział w nim mają już zapewniony Iga Świątek, Aryna Sabalenka, Coco Gauff, Amanda Anisimowa, Madison Keys i Jessica Pegula. Turniej finałowy odbędzie się w Arabii Saudyjskiej w dniach 1–8 listopada.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1979025526816653618?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1979025526816653618%7Ctwgr%5E146c1758624b3811d901e9f204f3f98f548b7896%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732331879prawdziwy-dramat-u-naomi-osaki-wiktorowski-byl-bezradny.html

  • Iga Świątek wyjechała na wakacje tuż przed WTA Finals. Nie jest sama

    Iga Świątek wyjechała na wakacje tuż przed WTA Finals. Nie jest sama

    Sezon tenisowy powoli dobiega końca, a przed najlepszymi zawodniczkami został już tylko jeden, najważniejszy turniej roku — WTA Finals 2025. Ostatnie dwa wolne miejsca w elicie wciąż pozostają do wzięcia, a o awans walczą trzy tenisistki. Jedną z tych, które mogą już spać spokojnie, jest Iga Świątek. Polka ma zapewniony udział w imprezie, ale od czasu porażki w turnieju WTA 1000 w Wuhan nie pojawiła się już na korcie. Jak spędza ten czas?

    Odpoczynek po Wuhan. Świątek postawiła na regenerację

    Iga Świątek przegrała w Wuhan z Jasmine Paolini 1:6, 2:6. Od tamtego momentu fani nie mieli okazji oglądać jej w żadnym z turniejów. Powód wyjaśniła Daria Sulgostowska, menedżerka PR liderki polskiego tenisa.

    „Iga Świątek nie planuje startów w żadnym z pozostałych turniejów rangi WTA 250/500 przed WTA Finals, które odbędą się na początku listopada” — przekazała w rozmowie z Aleksandrem Bernardem ze Sport.pl.

    Dla Polki oznacza to, że WTA Finals w Rijadzie będzie ostatnim występem w sezonie 2025. Zanim jednak rozpocznie się walka o końcowe trofeum, Świątek zdecydowała się na krótki, zasłużony urlop. Celem jest nie tylko odpoczynek fizyczny, ale też regeneracja psychiczna po długim i intensywnym roku, pełnym presji i oczekiwań.

    „Jakościowy czas” z tatą

    24-letnia zawodniczka pochwaliła się w mediach społecznościowych, jak spędza wolne dni. Na Instagramie opublikowała kilka zdjęć z wakacji, a na jednym z nich towarzyszy jej tata, Tomasz Świątek. Pod postem zamieściła krótki, ale wymowny podpis: „Jakościowy czas”. Fani natychmiast zasypali ją pozytywnymi komentarzami, ciesząc się, że może wreszcie złapać oddech po trudnym sezonie.

    WTA Finals 2025 — ostatni przystanek sezonu

    Turniej WTA Finals odbędzie się w dniach 1–8 listopada 2025 roku w Rijadzie (Arabia Saudyjska). Tytułu bronić będzie Coco Gauff, która przed rokiem triumfowała w tej prestiżowej imprezie i z pewnością zrobi wszystko, by ponownie sięgnąć po trofeum.

    Pewne udziału w tegorocznej edycji są już: Iga Świątek, Aryna Sabalenka, Coco Gauff, Amanda Anisimova, Jessica Pegula oraz Madison Keys. O pozostałe dwa miejsca walczą jeszcze Mirra Andriejewa, Jasmine Paolini i Jelena Rybakina. Sytuacja rozstrzygnie się w turnieju WTA 500 w Ningbo — Rosjanka odpadła już z rywalizacji, więc wszystko w rękach Włoszki i Kazaszki.

    Wszystko wskazuje na to, że Iga Świątek przystąpi do WTA Finals wypoczęta, zrelaksowana i w pełni skoncentrowana na ostatnim, najważniejszym wyzwaniu tego roku.

  • Iga Świątek zostanie matką? “Ciężko będzie wrócić”

    Iga Świątek zostanie matką? “Ciężko będzie wrócić”

    W świecie sportu coraz częściej obserwujemy sytuacje, gdy zawodniczki decydują się na przerwę w karierze, by zostać mamami. Po pewnym czasie wracają jednak na areny sportowe, czego przykładami są choćby Naomi Osaka czy Caroline Woźniacki. Podobne pytanie o macierzyństwo usłyszały niegdyś również dwie dominatorki kobiecego tenisa – Aryna Sabalenka i Iga Świątek. Ich reakcje były zupełnie różne.

    W Polsce taką decyzję o czasowym wstrzymaniu kariery podjęła niedawno Adrianna Sułek. Wieloboistka na pewien czas zniknęła z lekkoatletycznych aren, a kibice zamiast jej wyników sportowych śledzili wiadomości z jej życia prywatnego. Dziś Sułek wróciła już do rywalizacji. W podobny sposób postępowały także tenisistki – oprócz wspomnianej Osaki i Woźniacki, na macierzyństwo zdecydowały się m.in. Elina Switolina, Belinda Bencić czy Petra Kvitova.

    Aryna Sabalenka o dzieciach: „Pozwolę, by wszechświat zdecydował”

    W ostatnich latach to właśnie Aryna Sabalenka i Iga Świątek zdominowały światowy tenis. W 2024 roku Białorusinka postanowiła przeprowadzić na Instagramie sesję pytań i odpowiedzi. Jeden z fanów zapytał ją wprost, czy planuje w przyszłości dzieci.

    Sabalenka odpowiedziała w żartobliwy sposób – opublikowała nagranie z małą córką swojego partnera, która wesoło hałasowała i wydawała piskliwe dźwięki, typowe dla maluchów. Filmik sugerował, że tenisistka raczej nie spieszy się z założeniem rodziny. Dodała jednak wymowny podpis:
    „Tak, chcę. Może za pięć lat, może za dziesięć, a może za trzy. Pozwolę, by wszechświat o tym zadecydował” – napisała z uśmiechem.

    W dalszej części rozmowy przyznała, że gdyby już zdecydowała się zakończyć karierę, trudno byłoby jej wrócić do dawnej formy i rytmu. – „Na pewno przez długi czas czułabym, że to już nie to samo, co wcześniej” – dodała.

    Iga Świątek: „Mam wiele rzeczy, które chciałabym robić poza tenisem”

    Na podobne pytanie odpowiedziała również Iga Świątek. Polka przyznała, że w takiej sytuacji jej życiowe cele uległyby zmianie, a tenis zszedłby na dalszy plan. – „Zawsze było wiele rzeczy, które chciałam robić poza kortem. Może po prostu wtedy się nimi zajmę i nawet nie przyjdzie mi do głowy, by wracać” – powiedziała.

    Na koniec Świątek zaznaczyła, że nie chce zbyt wcześnie planować tak odległej przyszłości. – „Szczerze mówiąc, nie ma sensu wybiegać aż tak daleko. Do takich decyzji zostało jeszcze 10–15 lat” – podsumowała.

  • Ukryty fakt z życia Igi Świątek. Mało kto o tym wiedział. Daria Abramowicz miała powód

    Ukryty fakt z życia Igi Świątek. Mało kto o tym wiedział. Daria Abramowicz miała powód

    Choć Iga Świątek od lat funkcjonuje w przestrzeni publicznej jako jedna z najbardziej rozpoznawalnych sportsmenek na świecie, w jej życiu wciąż istnieją obszary, o których wie niewielu. Nawet jeśli sama kiedyś o nich wspominała. Jednym z takich wątków jest jej „alternatywna ścieżka kariery” – kierunek, który mogłaby obrać, gdyby nie tenis. Co ciekawe, temat ten wiąże się także z pewnym wyjątkowym prezentem, jaki podarowała jej Daria Abramowicz.

    Iga Świątek to znana miłośniczka muzyki. Często można ją zobaczyć tuż przed meczem ze słuchawkami na uszach — to dla niej sposób na skupienie i dodatkową motywację. O swoich muzycznych gustach opowiada regularnie w wywiadach. Jej ulubioną artystką jest oczywiście Taylor Swift, lecz na jej przedmeczowej playliście nie brakuje też utworów takich wykonawców jak AC/DC, Pearl Jam, Lana Del Rey czy Dua Lipa.

    Okazuje się jednak, że muzyka fascynuje Świątek nie tylko jako słuchaczkę. Gdy w 2020 roku Tomasz Smokowski zapytał ją w programie „Mój pierwszy raz” o to, jaką ścieżkę kariery wybrałaby, gdyby nie została tenisistką, odpowiedziała bez wahania – związaną z muzyką.
    – Myślę, że miałabym coś wspólnego z muzyką. Jeśli chodzi o inny sport, to tenis jest dla mnie idealny pod każdym względem, więc nie chciałabym zmieniać dyscypliny. Ale mogłabym pójść w stronę muzyki, tylko nie wiem, czy miałabym ku temu predyspozycje, bo, szczerze mówiąc, mam chyba jakiś antytalent – mówiła z uśmiechem.
    Doprecyzowała przy tym, że chodzi jej raczej o grę na instrumentach niż o śpiew.

    „Antytalent” z prezentem od Darii Abramowicz

    Jak się jednak okazało, Iga Świątek faktycznie spróbowała swoich sił w muzyce – i miała w tej kwestii poważne plany. Pomysł ten zainicjowała jej psycholożka sportowa, Daria Abramowicz, która postanowiła podarować swojej podopiecznej… ukulele. Powód? Chciała w ten sposób pomóc jej rozwijać cierpliwość i kreatywność.
    – Ukulele pojawiło się w moim życiu dzięki pani psycholog, z którą współpracuję. Był to prezent urodzinowy. Uznała, że będzie to dla mnie dobry trening cierpliwości i fajny sposób na rozwój umysłu. Z tym graniem to raczej za dużo powiedziane – śmiała się Iga w rozmowie z redbull.com. – Nazwałabym to raczej podejściem do gry na ukulele niż faktycznym graniem.

    Dodała również, że nie chciała uczyć się samodzielnie z internetu, tylko z pomocą nauczyciela, jednak z braku czasu jeszcze nie rozpoczęła lekcji.
    – Wychodzę z założenia, że chcę się uczyć od osoby, która będzie obok mnie. Na razie nie miałam okazji, by zapisać się na zajęcia. Czekam na odpowiedni moment. Kiedy skończę szkołę, powinnam mieć więcej czasu. Ukulele ma być dla mnie etapem przejściowym przed nauką gry na gitarze – tłumaczyła.

    Muzyka jako codzienny towarzysz

    W tym samym wywiadzie Świątek przyznała, że muzyka odgrywa ogromną rolę w jej życiu. Towarzyszy jej nie tylko w treningach czy meczach, ale również w codziennych zajęciach – nawet w czasie nauki do matury.
    – Muzyka była mi wtedy bardzo potrzebna. Podczas nauki słuchałam raczej spokojnych utworów, czasem klasyki, choć nie nazwałabym się znawczynią tego gatunku. Bezpośrednio przed egzaminem włączałam za to mój ukochany rock, który dodawał mi energii i mobilizował do działania. Często jeszcze pół godziny przed rozpoczęciem egzaminu miałam na uszach słuchawki i głośną muzykę – wspominała Iga Świątek.

    To pokazuje, że choć tenis jest jej największą pasją, muzyka stanowi ważny, osobisty element jej codzienności – źródło inspiracji, relaksu i emocji, bez którego trudno jej sobie wyobrazić życie.

  • Była 17:12, gdy Świątek oficjalnie przekazała znakomite wieści

    Była 17:12, gdy Świątek oficjalnie przekazała znakomite wieści

    Znakomita wiadomość dla polskich kibiców tenisa! Choć w naszym kraju trudno o duże turnieje WTA, przez co okazji do zobaczenia Igi Świątek na żywo nie ma zbyt wiele, tym razem fani będą mieli wyjątkową szansę. Już w listopadzie druga rakieta świata pojawi się na korcie w Polsce, by wystąpić w Billie Jean King Cup. Tenisistka sama potwierdziła to w mediach społecznościowych.

    Turniej play-off Billie Jean King Cup odbędzie się w dniach 14–16 listopada w Gorzowie Wielkopolskim. Jak informował w czerwcu dziennikarz Sport.pl, Szymon Szczepanik, losowanie wyłoniło przeciwniczki Biało-Czerwonych — będą nimi reprezentacje Rumunii oraz Nowej Zelandii. To niezwykle istotna wiadomość także dla samej Świątek, która mogła dzięki temu odpowiednio dopasować swój kalendarz startów, by zakończyć sezon przed własną publicznością.

    W czwartek Iga Świątek oficjalnie potwierdziła swój udział w rozgrywkach. Na Instagramie napisała:

    „Widzimy się w Gorzowie Wielkopolskim! Cieszę się, że mogę oficjalnie podzielić się tą informacją – zagram w play-offach Billie Jean King Cup. To będzie świetne zakończenie sezonu – zagrać dla swojego kraju i w swoim kraju, przed polskimi kibicami. W drużynie, która z pewnością da z siebie wszystko. Liczę, że będziecie z nami. Do zobaczenia!”

    Choć turniej odbędzie się jeszcze pod koniec 2025 roku, jego wyniki będą mieć ogromne znaczenie – play-offy zdecydują o tym, kto zagra w przyszłorocznych eliminacjach do głównej edycji Billie Jean King Cup. Format rywalizacji zakłada, że każda z drużyn zmierzy się z każdą. Polki rozpoczną zmagania 14 listopada spotkaniem z Nową Zelandią, a dwa dni później zagrają z Rumunią. Do kolejnego etapu awansuje tylko zwyciężczyni grupy.

    Każdy pojedynek drużyn składa się z dwóch meczów singlowych, a jeśli po nich będzie remis – o triumfie zadecyduje debel. Obecność Igi Świątek to więc ogromne wzmocnienie reprezentacji i niemal pewna wygrana w jednym z pojedynków, co może okazać się kluczowe w walce o awans.

    Finał całych rozgrywek Billie Jean King Cup 2025 zaplanowano w Shenzhen (Chiny). W tym roku Polkom nie udało się zakwalifikować do turnieju finałowego, jednak w 2024 roku dotarły aż do półfinału, gdzie po zaciętej walce przegrały 1:2 z późniejszymi triumfatorkami – reprezentacją Włoch.

  • Przerwa macierzyńska Igi Świątek? Od razu odkryła karty: Ciężko będzie mi wrócić

    Przerwa macierzyńska Igi Świątek? Od razu odkryła karty: Ciężko będzie mi wrócić

    Dużym echem w tenisowym świecie odbiła się niedawna deklaracja Aryny Sabalenki, która zapowiedziała, że w przyszłości zamierza przerwać karierę, aby urodzić dzieci. Jej słowa wywołały szeroką dyskusję – również w kontekście innych gwiazd kobiecego tenisa. Nic więc dziwnego, że wielu kibiców zaczęło zastanawiać się, jakie podejście do tej kwestii ma Iga Świątek. Okazuje się, że najlepsza polska tenisistka była już o to zapytana — i udzieliła zupełnie innej odpowiedzi niż jej białoruska rywalka. Przy okazji zdradziła, jak długo planuje jeszcze grać zawodowo.

    Sabalenka o planach macierzyńskich: „To dla mnie inspiracja”

    Temat macierzyństwa wśród tenisistek z czołówki nie jest nowy, ale ponownie przyciągnął uwagę mediów za sprawą historii Caroline Wozniacki. Dunka polskiego pochodzenia kilka lat temu zawiesiła karierę, urodziła dwójkę dzieci, a następnie wróciła na zawodowe korty. Jej powrót zainspirował wiele zawodniczek, w tym właśnie Arynę Sabalenkę.

    – Myślę, że powrót Wozniacki jest czymś niesamowitym. Nie grała przez trzy i pół roku, została mamą dwójki dzieci, a mimo to wróciła i znów prezentuje świetny poziom. To pokazuje, że jeśli raz osiągnie się pewien pułap, to on nie znika – mówiła Białorusinka na jednej z konferencji prasowych.

    – To daje mi wiarę, że kiedyś, jeśli zdecyduję się na dzieci, będę mogła wrócić do gry. Caroline jest dla mnie wielką inspiracją i bardzo się cieszę jej szczęściem – dodała w rozmowie z portalem Tennis-infinity.com.

    Niedługo później, w rozmowie z magazynem Self, Sabalenka przyznała, że sama planuje w przyszłości zostać mamą i nie wyklucza, że mogłaby wrócić do zawodowego grania po przerwie macierzyńskiej. – Chciałabym mieć rodzinę i wrócić do gry. Chcę, żeby moje dziecko widziało, jak ciężko pracuję i jak bardzo się poświęcam. To ważna lekcja – mówiła.

    A co na to Iga Świątek? „Nie wiem, jak potoczy się moje życie”

    Gdy tylko pojawiły się słowa Sabalenki, w sieci zaczęły mnożyć się komentarze – wielu internautów przyznawało, że chętnie poznaliby opinię Igi Świątek. Tymczasem polska liderka rankingu WTA już wcześniej została o to zapytana – w 2023 roku, na antenie Polsatu Sport, tuż po powrocie Wozniacki do rywalizacji.

    Dziennikarz zapytał wówczas:
    – Jak patrzysz na powrót Caroline Wozniacki? Czy widzisz siebie kiedyś jako mamę, która po przerwie wraca i mówi: „Jestem silniejsza, potrzebuję znów wyjść na kort”?

    Świątek nie miała wtedy gotowej odpowiedzi. – Oj, na razie ciężko mi w ogóle przewidzieć, jak moje życie się potoczy i jak z czasem zmieni się moje nastawienie – przyznała z uśmiechem. – Szczerze mówiąc, jestem raczej typem osoby, której byłoby trudno wrócić po zakończeniu kariery. Przez długi czas pewnie czułabym, że to już nie jest to samo, co kiedyś.

    Polka dodała też, że po zakończeniu kariery chciałaby zająć się innymi rzeczami, które od dawna ją interesują. – Jest wiele rzeczy, które chciałabym robić poza tenisem. Może wtedy zajmę się właśnie nimi i nawet nie przyjdzie mi do głowy, by wracać. Ale to przecież daleka przyszłość – myślę, że jeszcze 10–15 lat do takich decyzji – podsumowała.

    Świątek skupia się na teraźniejszości

    Z jej słów jasno wynika, że Iga Świątek nie planuje przerwy macierzyńskiej w trakcie trwania kariery. Jeśli rzeczywiście zagra jeszcze wspomniane 10–15 lat, może zejść z kortu w wieku około 32–37 lat. Dziś jednak skupia się wyłącznie na sporcie – i na dalszym rozwijaniu swojego tenisowego potencjału.

    Warto dodać, że spośród wspomnianych tenisistek to właśnie Świątek jest najmłodsza. W maju skończyła dopiero 24 lata, podczas gdy Aryna Sabalenka ma już 27, a Caroline Wozniacki niedawno obchodziła 35. urodziny. Różnica pokoleniowa jest więc wyraźna, a każda z nich podchodzi do kwestii macierzyństwa na swój własny sposób.

    Jedno jest jednak pewne — zarówno Sabalenka, jak i Świątek pokazują, że kobiety w światowym tenisie coraz śmielej mówią o swoich planach i nie boją się łączyć życia prywatnego z zawodowym sukcesem.