• Legenda tenisa uderza w Sabalenkę. Ekspert: To obrzydliwe

    Legenda tenisa uderza w Sabalenkę. Ekspert: To obrzydliwe

    Aryna Sabalenka zagra mecz pokazowy z Nickiem Kyrgiosem w ramach wydarzenia “Bitwa płci”. Wydarzenie ma nawiązywać do słynnego spotkania z udziałem Billie Jean King oraz Bobby’ego Riggsa. King pytana o nadchodzące starcie, przyznaje gorzko: “To już nie to samo”. Dlaczego legenda tenisa tak uważa i czy mogłoby być inaczej?

    W tenisie trwają przygotowania do nowego sezonu, ale to nie znaczy, że nic się nie dzieje. Odbywają się kolejne mecze pokazowe, a najwięcej zamieszania wywołuje pojedynek, który 28 grudnia odbędzie się w Dubaju. Na kort wyjdą Aryna Sabalenka i Nick Kyrgios. Wydarzenie nazwano “Bitwą płci” – tak, jak słynny mecz Billie Jean King – Bobby Riggs rozgrywany w Houston 20 września 1973 roku.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”

    Billie Jean King, 29-letnia wtedy Amerykanka, liderka kobiecego tenisa, pokonała 55-letniego byłego mistrza Wimbledonu 6:4, 6:3, 6:3. Spotkanie oglądało ponad 90 mln widzów na całym świecie, w tym 30 tys. na trybunach. Pojedynek King – Riggs przeszedł do historii jako ważny element zmian na rzecz kobiecego tenisa i sportu w ogóle. Kobiety zarabiały wówczas dużo mniej niż mężczyźni, nie występowały na największych obiektach, rzadziej były pokazywane w telewizji. Raptem trzy miesiące przed meczem w Houston powstała Organizacja Kobiecego Tenisa (WTA), która do dziś stoi na straży praw zawodniczek.
    Billie Jean King o pojedynku Aryny Sabalenki

    Billie Jean King zapytana przez BBC, jakie zauważa podobieństwa między tamtym starciem, a nadchodzącym pojedynkiem Sabalenki z Kyrgiosem, przyznała wprost: – Jedyne podobieństwo polega na tym, że zagrają mężczyzna z kobietą. To wszystko, reszta jest inna. Nasz mecz dotyczył zmiany społecznej, kulturowej i tego, gdzie jako tenis znajdowaliśmy się w 1973 r. Teraz tak nie jest. Mam nadzieję, że to będzie świetny pojedynek. Oczywiście chcę, żeby Sabalenka wygrała, ale to już nie to samo.

    Stuart Duguid z agencji Evolve, która odpowiada za to wydarzenie, tłumaczył w rozmowie z BBC: “Chodzi o szacunek, rywalizację i nowe spojrzenie na to, jak może wyglądać równość w sporcie”. Aryna Sabalenka napisała na Instagramie: “Mam wiele szacunku do Billie Jean King i tego, co zrobiła dla tenisa. Jestem dumna, że będę mogła reprezentować kobiecą stronę tenisa i być częścią nowoczesnej odsłony kultowej Bitwy Płci”.

    Czytaj także: Kontrowersje w meczu Lecha

    Mecz Sabalenki z Kyrgiosem, jak wskazuje King, będzie rozgrywany w innych warunkach niż panujące przed 50 laty. Tenisistki zarabiają dziś w Wielkim Szlemie tyle samo co tenisiści. W top 10 najlepiej zarabiających sportsmenek świata znajdziemy aktualnie siedem przedstawicielek tenisa, co pokazał ostatni ranking magazynu Sportico. Panie są pokazywane w telewizji, grają na największych kortach.

    Czasy się zmieniły, ale to nie znaczy, że zniknęły wszystkie problemy. Zawodniczki apelują od miesięcy o zmiany w intensywnym kalendarzu, inną konstrukcję rankingu WTA, bo dziś jest więcej obowiązkowych turniejów niż jeszcze kilka lat temu. Do tego nagrody dla obu płci wyrównano, ale nie wszędzie – wciąż zdarzają się imprezy wysokiej rangi, w których kobiety otrzymują niższą nagrodę od mężczyzn. Nowym wyzwaniem stał się wszechobecny hejt w internecie, a także stalking – najlepsze przykłady to historie z ostatnich 12 miesięcy Emmy Raducanu, Ewy Lys, Igi Świątek czy Karoliny Muchowej. To są wyzwania, przed którymi stoją działacze kobiecego tenisa.
    Whitaker krytykuje

    Aryna Sabalenka mogłaby wykorzystać pojedynek z Nickiem Kyrgiosem, by nagłośnić współczesne kłopoty, z którymi mierzą się tenisistki, zaapelować o zmiany, przycisnąć władze tenisowe. Białorusinka w ostatnich dniach odwiedza największe redakcje świata, by promować wydarzenie, ale przebiła się i przykryła wszystko jej odpowiedź na pytanie brytyjskiego dziennikarza Piersa Morgana o transpłciowe zawodniczki w sporcie. Być może dlatego Billie Jean King patrzy na nowe wydanie “Bitwy płci” i nie widzi prawie żadnych podobieństw do jej meczu z Bobbym Riggsem.

    Część osób uważa, że starcie Sabalenki z Kyrgiosem należy traktować jak zwykłą rozrywkę, o czym świadczy także wybór miejsca organizacji imprezy. Inni jednak wskazują na zagrożenia dla kobiecego tenisa. Catherine Whitaker, współprowadząca Tennis Podcast, podkreśla: – Nie widzę absolutnie nic do uzyskania dla kobiecego tenisa. Widzę tylko ponurą sytuację – ordynarny interes komercyjny i narzędzie służące jednemu z najbardziej zagorzałych mizoginów w tenisie, który po prostu chce zwrócić na siebie uwagę.

    Sabalenka, cytowana przez BBC, przekonuje, że mecz nie zaszkodzi tenisistkom. – A może nawet przenieść kobiecy tenis na wyższy poziom. Będę tam i pokażę, że kobiety są silne i mogą dawać wspaniałą rozrywkę – uważa. King, na pytanie, czy to może odbić się negatywnie, przyznała: – Nie wiem, będę musiała zapytać Arynę już po meczu.

    Kyrgios i Sabalenka twierdzą, że dzięki innej formule rywalizacji na trybunach pojawi się więcej widzów, a i w tym celebryci, co przyciągnie uwagę całego świata, w tym nowych fanów dyscypliny. – W naszym sporcie takie spotkania nie zdarzają się często i tak chcemy pomóc tenisowi – mówi Australijczyk.

    Obecność Nicka Kyrgiosa obok Aryny Sabalenki dzieli fanów. Dla jednych to naturalny wybór, inni uważają, że pierwsza rakieta świata nie powinna pojawiać się w otoczeniu byłego finalisty Wimbledonu. A pojawia już przed meczem – udzielają razem wywiadów jak u Morgana, nagrywają materiały na social media. Kyrgios, podobnie jak przed laty Riggs, ma wizerunek mizogina, który mówiąc łagodnie, nie traktuje kobiet poważnie. Dodatkowo przyznał się do napaści na swoją byłą dziewczynę w 2021 roku.

    30-latek z Canberry w styczniu wrócił do tenisa po 1,5 roku przerwy. Zagrał dwa mecze oficjalne, a od marca nie widzieliśmy go w rozgrywkach ATP. – Jeśli Sabalenka wygra, pokona mężczyznę, który jest w kiepskiej formie i od lat jest kompletnie nieistotny dla rywalizacji, to co Aryna wygra? Nic. Jeśli nie wygra 6:0 6:0, ludzie będą szukać jedynie okazji do ataku na kobiecy tenis. Jeśli Kyrgios zwycięży, on i inni o podobnych poglądach będą twierdzić, że to legitymizuje wszystko, co wygaduje. To obrzydliwe dawać mu platformę – uważa Whitaker.

  • “Moment przełomu”. Najnowszy sondaż dla Polsatu potwierdza narastający od tygodni trend

    “Moment przełomu”. Najnowszy sondaż dla Polsatu potwierdza narastający od tygodni trend

    Po dwóch latach rządów Donalda Tuska większość Polaków negatywnie ocenia efekty pracy rządu i realizację obietnic wyborczych.

    pokazuje silny podział w społeczeństwie – wyborcy KO są bardziej przychylni rządowi niż sympatycy PiS i Konfederacji.

    Premier Tusk podejmuje działania mające na celu przejęcie prorozwojowych tematów od PiS, jak budowa CPK i elektrowni atomowej, co jednak budzi pytania o jego wiarygodność.

    Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

    W sobotę 13 grudnia mijają dwa lata od powołania rządu Donalda Tuska. Z tej okazji pracownia IBRiS na zlecenie Polsat News zapytała Polaków, jak oceniają funkcjonowanie rządu i realizację obietnic wyborczych.

    Źle działania Rady Ministrów oceniło 51,8 proc. badanych. Odpowiedzi “raczej źle” udzieliło 23,5 proc., “zdecydowanie źle” 28,3 proc. W sprawie oceny rządu zdania nie ma 7,4 proc. badanych. Dobrze działania rządu ocenia 40,9 proc. ankietowanych, w tym 6 proc. respondentów odpowiedziało “zdecydowanie dobrze”, a 34,9 proc. “raczej dobrze”.

    Ocena dwulecia rządu Tuska. Sondaż IBRiS dla Polsat News

    Na pytanie “jak ocenia pan/pani realizację obietnic wyborczych przez rząd?” na odpowiedź “zdecydowanie dobrze” wskazało zaledwie 2,1 proc. respondentów, a 20,9 proc. oceniło, że “raczej dobrze”. Odmiennego zdania jest natomiast łącznie 65,1 proc. ankietowanych, z czego 29 proc. wskazało odpowiedź “raczej źle”, a 36,1 proc. “zdecydowanie źle. Zdania w tej kwestii nie ma 11,9 proc.
    Kolorowy wykres kołowy prezentujący wyniki sondażu dotyczącego oceny działania rządu, z wyraźnymi procentowymi wynikami różnych opinii, na tle ciemnoniebieskiego wnętrza z fragmentem godła Polski i biurka.

    Wyniki sondażu dla Polsat NewsPolsat News

    Pytamy Marcina Dumę z pracowni IBRiS, jak interpretuje te wyniki. – Jeśli wziąć liczbę zrealizowanych przez ten rząd obietnic wyborczych, jest to uczciwa i mało zaskakująca ocena – uważa Marcin Duma.

    – Przy czym warto odnotować, że rząd na półmetku znajduje się w momencie przełomowym. Tak jak rządowi PiS w 2017 roku, właśnie po dwóch latach rządów udało się wyjść z wielu problemów, tak teraz widać, że rządowi Tuska idzie lepiej. Co nie znaczy oczywiście, że od razu wszystkie składowe będą strzelać w górę – wyjaśnia.
    Grupa elegancko ubranych osób w garniturach i marynarkach z przypiętymi biało-czerwonymi kotylionami zgromadzona podczas oficjalnej uroczystości, w tle ceglany mur i okno z kratą.

    Przedstawiciele koalicji rządzącej od lewej: Krzysztof Gawkowski, wicepremier z Lewicy, Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier z PSL, premier Donald Tusk, Małgorzata Kidawa-Błońska, marszałek Senatu z KO oraz Szymon Hołownia, były marszałek Sejmu z PL2050Jacek Szydlowski / FORUMAgencja FORUM

    Ciekawie oceny dwulecia rządu rozkładają się w poszczególnych grupach wyborców. I tak na przykład o ile wyborcy PiS czy Konfederacji oceniają realizację obietnic jednoznacznie źle – uważa tak 96 proc. wyborców PiS i 89 proc. wyborców Konfederacji, o tyle oceny wśród wyborców Koalicji Obywatelskiej są zróżnicowane. 50 proc. wyborców Koalicji Obywatelskiej pozytywnie ocenia realizację obietnic, z czego 6 proc. “zdecydowanie dobrze”, a 44 proc. “raczej dobrze”. Przeciwnego zdania jest 34 proc. – “raczej źle” wskazało 28 proc., a “zdecydowanie źle” 6 proc. Sporo, bo 16 proc. respondentów odpowiedziało, że “nie ma zdania”.

    Marcin Duma wskazuje, że polska scena polityczna jest trwale podzielona na pół, a każda strona sporu politycznego walczy o przekonanie i mobilizację swoich wyborców.

    – Myślenie Donalda Tuska idzie dziś w kierunku tego, czy jego wyborcy mają alternatywę. On im przedstawia to w taki sposób, że mogą albo zatkać nos i zagłosować na KO, nawet jeśli nie wszystko im się podoba, albo pozwolić rządzić Grzegorzowi Braunowi, Sławomirowi Mentzenowi, Krzysztofowi Bosakowi pod rękę z PiS – wskazuje.

    Zwraca też uwagę, że premier Tusk dzisiaj celowo odnosi się personalnie głównie do dwóch polityków na scenie politycznej – do Karola Nawrockiego, którego uczynił swoim punktem odniesienia w miejsce Jarosława Kaczyńskiego, oraz do Grzegorza Brauna, którego postanowił politycznie zbudować.

    – W krótkiej perspektywie pewnie jest to opłacalne, pytanie, czy koszty długofalowe są tego warte. Bo może się okazać, że wpuszczając jad radykalnej, skrajnej prawicy Tusk zepsuje więcej, niż by chciał – przestrzega.

    Premier odbiera tlen PiS? Zmiana nazwy CPK na Port Polska

    Nie bez znaczenia jest także fakt, że Donald Tusk celowo wchodzi w tematykę prorozwojową, która była do tej pory główną osią narracji PiS.

    – PiS do tej pory mówił Polakom, że jak chcą mieć CPK czy elektrownię atomową, to PiS musi wrócić do władzy. Tusk odpowiada teraz, że nie ma takiej potrzeby, bo on to wszystko zrobi i to lepiej – wyjaśnia Marcin Duma.

    – To jasny sygnał, że Tusk chce przejąć ten temat i unieważnić narrację PiS w tej sprawie. Pytanie, czy to się uda, bo w tej sprawie rząd zachowywał się od początku tak nieracjonalnie, że teraz to jest minimalizacja poniesionych strat. Negowanie projektu CPK było gigantycznym błędem, który teraz Tusk próbuje naprawić. Można złośliwe rzec, że mądry Tusk po szkodzie – uważa Marcin Duma. – Pewną zmianę widać też na innych polach, premier dużo ostatnio mówi o elektrowni atomowej, o turbinach wiatrowych na Bałtyku, o zbrojeniach, widać, że wchodzi w tematy, w których dotąd pewnie czuł się PiS – ocenia.

    Podsumowując dwulecie rządów, Marcin Duma przyznaje, że rząd jest w “o niebo lepszej sytuacji niż był rok po objęciu rządów”.

    – Równolegle zadziały się dwie rzeczy: Donald Tusk odżył i to widać, ale odżyli też wyborcy obozu koalicji rządzącej – wyjaśnia.

    I dodaje: – Polepszyły się nastroje społeczne i widać to we wszystkich badaniach, a to daje koalicji rządzącej pewien powiew nadziei. I choć nie da się dziś przesądzić o tym, kto wygra wybory i kto będzie rządził w 2027 roku, to Donald Tusk i jego koalicjanci mają dziś o wiele więcej powodów do zadowolenia niż jeszcze rok temu – konkluduje nasz rozmówca.

    Kamila Baranowska

    Bogucki w “Gościu Wydarzeń”: Tusk tworzy układ zamknięty

  • Iga Świątek spóźniła się na trening. Oto co zrobił jej trener

    Iga Świątek spóźniła się na trening. Oto co zrobił jej trener

    Iga Świątek spóźniła się na trening. Oto co zrobił jej trener
    Maciej Ryszczuk i Iga Świątek
    Maciej Ryszczuk i Iga Świątek (Foto:
    Iga Świątek złożyła gratulacje 41-letniej Lindsey Vonn, która po siedmioletniej przerwie wygrała zawody Pucharu Świata. Na zdjęcie polskiej tenisistki zareagował trener Maciej Ryszczuk. Tylko zobacz, co napisał.

    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym

    Tuż po triumfie 41-letniej Lindsey Vonn w zjeździe w St. Moritz Iga Świątek podzieliła się wyjątkowym zdjęciem w mediach społecznościowych. Nigdy nie ukrywała, że amerykańska narciarka jest dla niej ogromną inspiracją, zresztą z wzajemnością. Obie często wymieniają się komentarzami w mediach społecznościowych.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Iga Świątek spóźniła się na rozgrzewkę. Oto co zrobił jej trener

    Piątkowe zdjęcie Świątek skomentował jej trener Maciej Ryszczuk. “Zamiast być o czasie na rozgrzewce to siedzi przed tv” — zaśmiał się fizjoterapeuta i trener przygotowania fizycznego polskiej tenisistki.

    Lindsey Vonn wznowiła karierę i marzy o ostatnim medalu igrzysk olimpijskich. Jedna z najlepszych zawodniczek w historii w konkurencjach szybkościowych ma 41 lat i tytanowe kolano, na które przeszła wiele operacji. Zwycięstwo na trzy miesiące przed igrzyskami w Cortinie jest jej pierwszym od 2018 r. Jest to jej 83. triumf w Pucharze Świata.

    Zobacz także: To mogą być sensacje! Wyjątkowy weekend w Europie

    — Wzoruję się na niej. To znaczy, szczerze mówiąc, nie miałam wielu sportowców, których śledziłam, ale ona była jednym z nich, kiedy jeździła na nartach. Przeczytałam też jej biografię i znalazłam w niej ogromną inspirację. Spotkałyśmy się już kilka razy i zawsze rozmawiamy dłużej niż zwykle. Dała mi kilka wskazówek, więc może chce być częścią zespołu — opowiadała swego czasu Świątek.

  • Rosjanka nagle zaczęła mówić o Świątek. Takich słów nikt się nie spodziewał

    Rosjanka nagle zaczęła mówić o Świątek. Takich słów nikt się nie spodziewał

    WTA Tour wydaje się bardziej wyrównany niż wcześniej – mówi Anna Czakwetadze, była numer pięć światowego rankingu. W rozmowie z portalem tennis365.com Rosjanka komplementuje Igę Świątek oraz dwie inne tenisistki. Ponadto wskazała, czego brakuje jej w kobiecym tenisie w porównaniu do czasów jej gry.
    Anna Czakwetadze / Iga Świątek
    zrzut ekranu z https://www.instagram.com/p/DFcqXogoqSy/ / Kuba
    60 – od tylu tygodni liderką rankingu WTA jest Aryna Sabalenka. Od ponad 3,5 roku czołową pozycję zajmuje albo ona, albo Iga Świątek (2. WTA), która po raz pierwszy objęła prowadzenie w kwietniu 2022 r. Te dwie tenisistki zdominowały kobiecy tour, ale czy ogólny poziom rozgrywek poszedł w górę?

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    Kobiecy tenis zmienił się na przestrzeni lat? Tak Rosjanka ocenia Igę Świątek i resztę

    O porównanie obecnej sytuacji z niedawnymi czasami została poproszona Anna Czakwetadze, która grała w latach 2003-2013 i rywalizowała z największymi ówczesnymi gwiazdami, a sama wygrała osiem turniejów rangi WTA, dotarła do półfinału US Open i była notowana nawet na piątym miejscu w światowym zestawieniu.

    – Uważam, że dzisiejszy WTA Tour stał się ogólnie bardziej wyrównany – oceniła Rosjanka w rozmowie z portalem tennis365.com. – Oczywiście są zawodniczki, które bardzo wyróżniają się swoimi walorami fizycznymi i atletyzmem – Sabalenka, Świątek i Coco Gauff to wybitne i bardzo interesujące tenisistki do oglądania. Jednak ogólnie rzecz biorąc, WTA Tour wydaje się bardziej wyrównany niż wcześniej – dodała.
    Oto co Anna Czakwetadze chciałaby zobaczyć w tourze WTA

    Jednocześnie 38-latka wskazała, co zmieniłaby we współczesnej rywalizacji. – Powiedziałabym, że stała się nieco mniej zróżnicowana pod względem stylów gry w porównaniu z moją erą. Czy stała się bardziej fizyczna? Możliwe – oceniła. – Osobiście chciałabym znów zobaczyć bardziej kreatywne zawodniczki – większą różnorodność stylów i więcej indywidualności w tourze – zakończyła.

    Zobacz również: Rosjanie mówią wprost. Oto co się stanie w 2027 roku

    Pierwsze turnieje nowego sezonu odbędą się w styczniu, a w drugiej połowie tego miesiąca rozpocznie się wielkoszlemowy Australian Open (potrwa do 1 lutego).

    Najnowszy Magazyn. już jest! Polscy skoczkowie zaczynają sezon olimpijski, a eksperci Sport.pl opisują różne konteksty nadchodzącej rywalizacji. Pogłębione analizy, komentarze, historie i kapitalne wywiady przeczytasz >> TU

  • Tusk nie wytrzymał po tym, co zrobili kibole. I ta szpila w Nawrockiego. “Nie ma prawa”

    Tusk nie wytrzymał po tym, co zrobili kibole. I ta szpila w Nawrockiego. “Nie ma prawa”

    W ostatnich dniach w Polsce doszło do kolejnych bulwersujących incydentów z udziałem pseudokibiców, którzy ponownie przekroczyli wszelkie granice. Ich zachowanie wywołało szerokie oburzenie, a na eskalację przemocy zareagował w mediach społecznościowych premier Donald Tusk. „Stadionowi bandyci znów aktywni” – rozpoczął swój wpis, przy okazji kierując uszczypliwość pod adresem prezydenta Karola Nawrockiego.

    4 grudnia media podały, że na gdyńskim Witominie, w rejonie ulicy Polnej, 12-letni chłopiec został zwabiony do lasu i brutalnie pobity przez kilku około 20-letnich „kibiców” Arki Gdynia. Powodem ataku miało być to, że sympatyzował z rywalizującym klubem. Nie był to jedyny akt przemocy ze strony kibolskich grup w ostatnich dniach roku. W nocy ze środy na czwartek, tuż przed meczem Jagiellonii z Rayo Vallecano w Lidze Konferencji, kilkudziesięcioosobowa grupa napastników zaatakowała hiszpańskich fanów, którzy autokarami jechali z Warszawy do Białegostoku.

    Mazowiecka policja poinformowała, że dwa samochody osobowe zajechały drogę kolumnie autokarów, blokując ich przejazd. Chwilę później z pobliskiego lasu wybiegło kilkadziesiąt zamaskowanych osób, które doprowadziły do bezpośredniej konfrontacji.

    W piątek premier Donald Tusk ostro odniósł się do tych wydarzeń. Nie owijał w bawełnę: „Stadionowi bandyci znów aktywni. W Gdyni ciężko pobili dwunastolatka, a pod Białymstokiem zaatakowali młotkami i ostrymi narzędziami hiszpańskich kibiców. Rozzuchwaleni jak nigdy. Policja już wyłapała część sprawców”.

    Na tym jednak nie poprzestał. W uszczypliwym tonie nawiązał do prezydenta Karola Nawrockiego, pisząc: „Na szczęście tutaj prezydent nie ma prawa weta” – odnosząc się do licznych wet prezydenckich wobec ustaw rządu.

    Do sprawy odniosła się również posłanka Koalicji Obywatelskiej Magdalena Łośko, która przypomniała wcześniejsze słowa Nawrockiego. „Karol Nawrocki mówił, że leśne ustawki to ‘sport’, a nie chuliganerka. Ciekawe, w jakiej dyscyplinie startowało pięciu dorosłych kiboli, którzy w lesie skatowali 13-latka z Gdyni? Czy to te słynne ‘niedźwiadki’?” – napisała. Przypomniała również, że prezydent kilka miesięcy temu w rozmowie z Wirtualną Polską przyznał, iż przed laty sam brał udział w jednej z takich ustawek.

  • Najpierw rozstanie z Zillmann, a wtem dotarły wieści z domu Walczak. Kto by pomyślał, że do tego dojdzie

    Najpierw rozstanie z Zillmann, a wtem dotarły wieści z domu Walczak. Kto by pomyślał, że do tego dojdzie

    Po burzliwych wydarzeniach w życiu Katarzyny Zillmann i Julii Walczak znów doszło do zaskakującego zwrotu akcji. Była partnerka olimpijki ponownie przerwała milczenie — tym razem w szczery, momentami gorzki sposób rozliczyła się z przeszłością. Przyznała się do problemu, o którym dotąd nie mówiła publicznie, a na koniec skierowała do fanów ważną prośbę.

    Rok pełen chaosu i medialnych burz

    W mijającym roku Katarzyna Zillmann — wioślarka i medalistka olimpijska — nieoczekiwanie stała się jedną z najczęściej komentowanych postaci w polskich mediach. Wszystko za sprawą udziału w programie „Taniec z gwiazdami”. Jej partnerką została Janja Lesar, a wspólny występ obu pań od początku wzbudzał sensację, ponieważ stworzyły pierwszy kobiecy duet w historii programu w Polsce.

    Na parkiecie szybko złapały świetny rytm, ale — jak się okazało — między Zillmann a Lesar zaczęło iskrzyć również poza kamerami. Początkowo sportsmenka przekonywała, że jej partnerka życiowa, Julia Walczak, nie tylko wspiera treningi, ale też z dystansem podchodzi do medialnych emocji. Niespodziewanie jednak wszystko runęło.

    Seria rozstań i medialnych domysłów

    Gdy media ujawniły, że Zillmann i Walczak zakończyły związek, atmosfera zrobiła się wyjątkowo napięta. Wkrótce później Janja Lesar również ogłosiła rozpad 20-letniego związku z Krzysztofem Hulbojem. Zbiegiem okoliczności do sieci trafiły zdjęcia, na których Katarzyna i Janja czule się obejmują i całują nocą na ulicy.

    Choć obie na początku unikały jednoznacznych deklaracji, w końcu Lesar przyznała:
    „Rzeczywiście zaczęłyśmy czuć różne emocje, które nie były platoniczne”.

    Zillmann z kolei skarżyła się, że spotyka ją lawina krytyki, a ludzie nie znają całej prawdy o jej relacji z Julią. Po kilku dniach milczenia sama Walczak zabrała głos, próbując uporządkować sytuację i złagodzić wcześniejsze emocjonalne wpisy.

    „Rozstałyśmy się kilka tygodni temu w pokojowych warunkach, a w poniedziałek działałam pod wpływem emocji” — wyjaśniła.

    Julia Walczak: trudny rok, trudne wyznania

    Po pewnym czasie Walczak postanowiła podsumować rok 2025. Ujawniła, że zamknęła w nim dwa ważne rozdziały: związek oraz sportową karierę.

    „Skończyłam trenować kajakarstwo. Choć kochałam trenować, czułam brak rozwoju i perspektyw” — napisała.

    Największe poruszenie wywołał jednak kolejny wpis. Pod zdjęciem, na którym jest zapłakana, Julia odniosła się do trudnych chwil po rozstaniu. Oceniła swój stan jednym prostym, wymownym zdaniem:

    „Byłam smutna: –100/10”.

    Przyznała także, że w tym czasie zbyt często sięgała po alkohol, co — jak sama podkreśliła — bardzo negatywnie odbiło się na jej życiu.

    „Nie róbcie sobie tego” — zaapelowała do obserwatorów.

    Światło w tunelu

    Mimo bolesnych doświadczeń Walczak zapewniła, że obecnie powoli odzyskuje spokój i równowagę.

    „Podsumowując, stabilnie” — oceniła swój aktualny stan.

  • Oficjalnie: Barcelona ogłasza, koniec negocjacji. Lewandowski dostał ważną wiadomość

    Oficjalnie: Barcelona ogłasza, koniec negocjacji. Lewandowski dostał ważną wiadomość

    Debata o przyszłości Roberta Lewandowskiego w Barcelonie nabiera tempa. Kontrakt Polaka wygasa po zakończeniu obecnego sezonu, a z Hiszpanii napływają sprzeczne sygnały dotyczące planów kierownictwa „Dumy Katalonii”. Podczas gdy 37-latek walczy o przedłużenie umowy, klub ogłosił ważną decyzję dotyczącą jednego z jego kolegów – informację, która pośrednio może mieć znaczenie także dla Lewandowskiego.

    Lewandowski czeka na decyzję. Barca działa… ale w sprawie innego piłkarza

    Sytuacja Lewandowskiego dawno nie była tak niepewna. Wygasająca latem umowa sprawia, że napastnik stał się atrakcyjną opcją na rynku transferowym, i to nie tylko dla klubów europejskich. Sam zawodnik jasno deklaruje jednak, że jego priorytetem jest pozostanie w Katalonii.

    Hiszpańskie media donosiły niedawno, że kapitan reprezentacji Polski jest gotów obniżyć swoje zarobki nawet o połowę, byle tylko uzyskać nowy kontrakt i zapewnić sobie dalszą grę w barwach Barcelony. Jednocześnie nie tylko jego przyszłość budziła niepokój trenera Hansiego Flicka oraz kibiców.

    Zwrot w karierze Erika Garcii

    Chodzi o Erika Garcię, który jeszcze na początku sezonu wydawał się być o krok od odejścia. Jego pozycja w zespole była kwestionowana, a Hansi Flick miał wątpliwości co do jego przydatności. Tymczasem nastąpiła całkowita zmiana.

    Garcia stał się jednym z najbardziej eksploatowanych zawodników Barcy. Jego uniwersalność oraz stabilne, pewne występy sprawiły, że zbiera świetne recenzje. W efekcie władze klubu postanowiły nagrodzić go nowym kontraktem.

    Nowa umowa Garcii – pozytywny sygnał również dla „Lewego”?

    W czwartek reprezentant Hiszpanii oficjalnie podpisał pięcioletnie przedłużenie kontraktu, obowiązujące do czerwca 2031 roku. Dla Lewandowskiego może to być ważna wskazówka – w Barcelonie docenia się pracę, rozwój i konsekwencję. Regularne i dobre występy przekładają się na zaufanie ze strony klubu.

    Podczas prezentacji Garcia nie krył radości:

    „Od dziecka marzyłem o grze w Barçy. Wypożyczenie pozwoliło mi wrócić silniejszym. Chcę się rozwijać, mam dopiero 24 lata. Ten zespół jest młody, a przed nami lata pełne sukcesów”.

    Od momentu powrotu z Girony jego wartość rynkowa wzrosła z 12 do 25 milionów euro. Dla Lewandowskiego to sygnał, że wytrwałość i forma na boisku mogą przynieść podobne efekty w rozmowach z klubem.

  • Polska ministra zaliczyła potężną wpadkę. W USA mają na ten temat inne zdanie

    Polska ministra zaliczyła potężną wpadkę. W USA mają na ten temat inne zdanie

    U nas do dziś kibice śmieją się z byłej minister sportu, która chciała wybierać drużyny do Superpucharu Polski. W USA to jednak normalne, że do rywalizacji o tytuł mistrza stają drużyny z wyboru, a nie eliminacji. Ostatnio ta kwestia była nawet przedmiotem dyskusji w Białym Domu na spotkaniu administracji prezydenta Donalda Trumpa.
    Joanna Mucha
    Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja
    Kibice piłkarscy doskonale znają tę anegdotę, którą jako pierwszy opowiedział Roman Kołtoń. W 2011 r. na świeżo wybudowanym Stadionie Narodowym miało dojść do próby generalnej przed Euro 2012. Na ten cel wybrano mecz o Superpuchar Polski, w którym mistrz, czyli Wisła Kraków, miała zmierzyć się z Legią – zdobywcą Pucharu Polski.

    Mecz miał odbyć się w lipcu, ale został przesunięty na luty 2012 r. W końcu nie odbył się w ogóle, bo nikt nie chciał brać odpowiedzialności za wpuszczenie na stadion bez oddzielonych sektorów dwóch wrogich sobie grup kibiców.
    Joanna Mucha wytłumaczyła się ze swojej wpadki

    To właśnie podczas rozmów o organizacji meczu, w których brała udział Joanna Mucha, ministra sportu w ówczesnym rządzie Donalda Tuska, miało paść pytanie, kto w ogóle wybrał Wisłę i Legię do meczu na Narodowym. Stało się to powodem licznych kpin i memów, że najważniejsza osoba w polskim sporcie nie wie, iż do meczu o Superpuchar nikt nie wybiera do niego drużyn, a decydują wyniki sportowe.

    – My po prostu cały czas mówiliśmy o meczu Wisła – Legia i ja w pewnym momencie rzeczywiście na samym początku mojego funkcjonowania w ministerstwie zapytałam, skąd się wzięła ta konfiguracja. Nie wiedziałam, że to jest Superpuchar, więc właśnie stąd to się wzięło – tłumaczyła się Mucha.

    Są jednak miejsca, w których pytanie “kto wybrał te drużyny?” pada na poważnie i nie jest oznaką braku wiedzy. Ba, wybór drużyn do walki o mistrzostwo kraju budzi takie emocje, że kwestia poruszana jest nawet na obradach rządu. To się wydarzyło ostatnio w najpotężniejszym mocarstwie naszego globu.
    Marco Rubio w Białym Domu lobbuje za swoją drużyną

    W USA podczas spotkania gabinetu Donalda Trumpa sekretarz stanu Marco Rubio powiedział: “Jeśli drużyna Uniwersytetu Miami zostanie ‘wycyckana’ z play-off ligi akademickiej przy bilansie 10:2 i po pokonaniu Notre Dame, to cała ta impreza powinna zostać zezłomowana. A przyszłym roku to ty musisz to przejąć”. Tu były senator z Florydy zwrócił się do prezydenta, który ochoczo przytaknął.

    Wypowiedź Rubio, który sam kibicuje Florida Gators (tam grał Polak Sebastian Janikowski), wzbudziła co prawda uśmiech i została potraktowana dość lekko, ale nie można zaprzeczyć, że sekretarz stanu w ten sposób po cichu chciał wywrzeć nacisk na komisję, która wybiera drużyny do corocznego play-off o mistrzostwo USA w futbolu akademickim.

    Komisja składa się z trzynastu osób. Jej członkami są zazwyczaj byli lub obecni dyrektorzy sportowi z uczelni, byli zawodnicy i trenerzy. Wybierają oni dwanaście drużyn, które rywalizują na przełomie grudnia i stycznia w play-off o mistrzostwo kraju. W swoim wyborze elektorzy kierują się bilansem zwycięstw i porażek zespołów, a także siłą rywali, z którymi grali.

    W najwyższej klasie rozgrywkowej futbolowej ligi akademickiej jest 135 drużyn. Grają w sezonie po dwanaście lub trzynaście meczów. W przeszłości, gdy play-off ograniczony był do czterech drużyn, zdarzało się, że nie zostały do niego dopuszczone drużyny niepokonane, które miały zbyt słabych rywali, żeby uznać ich zwycięstwa za wartościowe. Po rozszerzeniu play-off do dwunastu zespołów większe szanse na kwalifikacje uzyskały najlepsze drużyny spoza tzw. power four, czyli grupy czterech uznawanych za najsilniejsze konferencje w lidze. Dzięki temu miejsce w finałowej dwunastce znalazły zespoły Tulane Blue Wave i James Madison Dukes, które w krajowych rankingach publikowanych po każdej kolejce nie mieściły się w pierwszej piętnastce.
    Katolicka uczelnia straciła całe współczucie

    Ostatecznie Miami Hurricanes, za którymi tak gorąco optował Rubio, zostali wybrani do play-off kosztem drużyny Notre Dame Fighting Irish. W dwóch najbardziej prestiżowych rankingach (agencji prasowej AP i zestawienia trenerów) drużyna katolickiego uniwersytetu była notowana wyżej niż Miami, a jednak to nie wystarczyło, żeby znalazła się w play-off. Mówiło się, że przyczyną tego był fakt, że Miami pokonało Fighting Irish w meczu otwierającym sezon w sierpniu. Władze Notre Dame oświadczyły, że to wszystko farsa i ogłosiły zakończenie sezonu, choć ich zespół miał jeszcze rozegrać tzw. Bowl Game (mecze o trofea, kończące sezon).

    “Głęboko żałosne reakcje Notre Dame na pominięcie w play-off były podręcznikowym przykładem tego, jak w niecałe 24 godziny zniszczyć wszelkie możliwe współczucie w opinii publicznej dla swojej niedoli” – napisał felietonista serwisu “The Athletic” Will Leitch.

    Finały ligi akademickiej w USA to bardzo poważna sprawa. Co roku oglądają je dziesiątki milionów Amerykanów. Stacja ESPN, która niedawno przedłużyła umowę na prawa telewizyjne do play-offów, płaci 1,3 miliarda dolarów za rok. Można więc powiedzieć, że jeden mecz tych rozgrywek jest warty 118 mln dol. To kosmiczne pieniądze, jeśli weźmiemy pod uwagę, że wszystkie stacje telewizyjne świata zapłacą w sumie za jeden mecz mundialu 2026 zaledwie jedną trzecią tej kwoty.

  • Ważne wieści z Australian Open. Tak wszystko się zacznie ko

    Ważne wieści z Australian Open. Tak wszystko się zacznie ko

    Ważne wieści z Australian Open. Tak wszystko się zacznie

    przegladsportowy.onet.pl
    Ważne wieści z Australian Open. Tak wszystko się zacznie
    4 – 5 minut

    Przegląd SportowyTenisAustralian OpenWażne wieści z Australian Open. Tak wszystko się zacznie
    Iga Świątek
    Iga Świątek (Foto: WILLIAM WEST / AFP)

    Organizatorzy Australian Open — pierwszego w roku turnieju wielkoszlemowego — poinformowali, że rywalizację poprzedzi w styczniu specjalna uroczystość otwarcia. Pierwszym mistrzem ceremonii ma być legendarny szwajcarski tenisista Roger Federer, który triumfował tu sześciokrotnie.

    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    “Pierwszy Wielki Szlem w tym roku będzie wyjątkowym wydarzeniem i okazją do oddania hołdu wielkim mistrzom, którzy ukształtowali tenis, budują jego światową historię i dziedzictwo, a także ich fanom, dla których byli inspiracją” — napisano w komunikacie AO.

    Ceremonia otwarcia ma się odbyć 17 stycznia, w przeddzień inauguracji turnieju (18 stycznia — 1 lutego). Federerowi mają towarzyszyć inne gwiazdy tenisa — Amerykanin Andre Agassi oraz Australijczycy Pat Rafter i Lleyton Hewitt. Zaplanowano pokazowe pojedynki między nimi.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    44-letni Federer, który ostatnio został nominowany do Galerii Sław Tenisa, był pierwszym tenisistą, który zdobył 20 tytułów wielkoszlemowych w singlu. Jego wynik uzyskany na wszystkich nawierzchniach turniejów Wielkiego Szlema poprawili jedynie Serb Novak Djokovic (24) i Hiszpan Rafael Nadal (22). W Australian Open triumfował w latach 2004, 2006, 2007, 2010, 2017, 2018.

    Zobacz także: Co za mecz Nikoli Jokicia! Niesłychane

    — Wydaje mi się, że minęła wieczność, odkąd użyłem określenia “Happy Slam” (szczęśliwy wielki szlem) dla określenia Australian Open. Nadal uśmiecham się, kiedy wspominam wszystkie chwile, które tu przeżyłem. To były wielkie emocje na Rod Laver Arena… — powiedział Roger Federer, cytowany w komunikacie.

    W karierze wywalczył 103 trofea, rozgrywając 1251 meczów. W pięciu sezonach był numerem 1 rankingu ATP, będąc m.in. liderem przez rekordowe 237 tygodni z rzędu. W 2012 r. w Londynie zdobył wicemistrzostwo olimpijskie w singlu, zaś w Pekinie (2008) ze Stanem Wawrinką cieszył się ze złotego medalu igrzysk w grze podwójnej.

    Ostatni mecz w karierze rozegrał na Wimbledonie w 2021 r., mając niespełna 40 lat (brakowało mu miesiąca do okrągłych urodzin), zaś w kolejnym roku ogłosił oficjalny rozbrat z zawodowym tenisem. (PAP)

  • Problemy Igi Świątek. Tym razem nie chodzi o tenis. “Kwestie bardzo prywatne”

    Problemy Igi Świątek. Tym razem nie chodzi o tenis. “Kwestie bardzo prywatne”

    Wydawało się, że po spektakularnym triumfie na kortach Wimbledonu wszelkie dyskusje o rzekomych brakach mentalnych Igi Świątek w końcu ucichną. I rzeczywiście – ucichły, ale tylko na moment. Gdy sezon ledwie dobiegł końca, temat powrócił, a jednym z tych, którzy ponownie go poruszyli, jest komentator Eurosportu, Karol Stopa. Doświadczony dziennikarz wypowiada się w tajemniczym tonie: – Czasami gra fenomenalnie, wygląda na niepokonaną, a dzień później prezentuje coś zupełnie niepojętego. To nie są braki techniczne ani taktyczne, tylko sprawy bardzo osobiste.

    Świątek zakończyła tegoroczne rozgrywki jako numer dwa światowego rankingu. W 2024 roku zdobyła pierwsze tytuły pod wodzą Wima Fissette’a, a jej wysoka forma zaprocentowała triumfami w Wimbledonie, Cincinnati i Seulu. Wygrana w Londynie miała szczególne znaczenie – przez lata uchodziła za zawodniczkę, której trawa odbiera znaczną część atutów. W powszechnej opinii dominować mogła przede wszystkim na mączce, ewentualnie na twardych kortach. Jej sukces na Wyspach kompletnie tę narrację odwrócił.

    Karol Stopa o formie Świątek: „Mam swoją teorię, ale nie zamierzam jej ujawniać” Mimo to wśród kibiców i ekspertów niepokój budzi pewna statystyka. W minionym sezonie Polka aż 13 razy przegrała seta do zera (czterokrotnie 0:6) lub do jednego (dziewięć razy 1:6). To rzadko spotykana sytuacja u zawodniczki jej kalibru i coś, czego wcześniej w jej grze praktycznie nie było.

    Z tego powodu wróciła zawieszona niegdyś dyskusja o jej odporności psychicznej. Włączył się do niej także Stopa. – Uważam, że to efekt huśtawki mentalnej, przez którą przechodzi Iga – mówi w rozmowie z PolskieRadio24.pl. – Nie widać żadnych technicznych problemów, tym bardziej że Fissette wprowadził kilka drobnych, ale skutecznych korekt. Cała reszta rozgrywa się w głowie. Mam na ten temat własną teorię, której jednak nie będę publicznie przedstawiał.

    Dziennikarz zaznacza, że jego zdaniem mowa o kwestiach „bardzo prywatnych”. Nie precyzuje jednak, co dokładnie ma na myśli, pozostawiając szerokie pole do domysłów kibiców.

    – Przyzwyczailiśmy się, że ona wygrywa wszystko jak leci, i niektórzy uwierzyli, że to stan permanentny. A sport tak nie działa. Pojawiły się drobne rysy na idealnym obrazku, ale moim zdaniem to bardzo indywidualne sprawy – podsumowuje.

    Po zakończonym sezonie Świątek udała się na krótkie wakacje na Mauritius, jednak odpoczynek szybko się skończył – obecnie trwa już okres przygotowawczy. Pod koniec grudnia Polka wystąpi w pokazowym turnieju The World Tennis Continental Cup w Shenzhen, a następnie przeniesie się do Australii, gdzie od 2 stycznia będzie reprezentować Polskę w drużynowym United Cup.