• Świątek nadała komunikat. Rezygnacja jest już pewna. Polka wprost ogłasza

    Świątek nadała komunikat. Rezygnacja jest już pewna. Polka wprost ogłasza

    Już podczas turnieju WTA Finals Iga Świątek otwarcie sygnalizowała, że w sezonie 2026 może podejść do kalendarza startów z dużo większą swobodą — nawet kosztem ewentualnych kar punktowych za opuszczenie imprez obowiązkowych. Teraz te słowa zaczynają zmieniać się w rzeczywistość. W najnowszym wywiadzie dla „Guardiana” polska tenisistka potwierdziła, że rezygnacja z wybranych turniejów jest niemal przesądzona.

    Świątek od dawna jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych i zarazem najgłośniejszych ambasadorek grupy zawodniczek walczących o zmiany w tourze WTA. Tenisistki narzekają na przeładowany kalendarz, który ich zdaniem negatywnie wpływa na zdrowie fizyczne, samopoczucie i formę sportową.

    Polka niejednokrotnie zabierała głos na ten temat publicznie. Tak było również w Rijadzie, tuż przed rozpoczęciem tegorocznych WTA Finals, gdzie wprost stwierdziła, że w 2026 roku nie będzie przejmować się listą turniejów obowiązkowych. W hierarchii ważności wyżej stawia komfort, zdrowie i dobrostan psychiczny.

    — Przestanę patrzeć, które turnieje są obowiązkowe i gdzie mogę dostać karę w postaci „zera” do rankingu. Ułożę kalendarz tak, jak uważam, że powinien wyglądać. Zobaczymy, czy będę mentalnie okej z tym, że ominę kilka turniejów, podczas gdy inne dziewczyny będą grały. Może dzięki temu zyskam lepszą jakość tam, gdzie wystartuję — mówiła Świątek.

    „Chcę odpuścić dwa turnieje”. Świątek doprecyzowuje plan na 2026

    Teraz 24-latka potwierdziła, że nie zamierza wycofywać się z tego pomysłu. W rozmowie z „Guardianem” wyjaśniła, że plan na przyszły sezon zaczyna nabierać bardzo konkretnych kształtów — a rezygnacja z części turniejów jest właściwie przesądzona.

    — Chciałabym spróbować zrezygnować może z dwóch turniejów. Z takich, w których i tak, według własnego odczucia, nie zagrałabym najlepiej. Wykorzystałabym ten czas na pracę nad techniką. Myślę, że pomoże mi to grać lepiej także pod wpływem stresu, bo moje ciało zapamięta właściwe ruchy i to, czego nauczę się podczas treningów — powiedziała.

    Świątek podkreśliła również, że intensywna praca na korcie wzmacnia ją nie tylko fizycznie, ale też psychicznie — dodaje jej pewności siebie i pomaga lepiej przygotować się do najważniejszych startów. Zasugerowała, że tenisistki rywalizujące we wszystkich obowiązkowych imprezach rzadko są w stu procentach gotowe do gry.

    — Świadomość ciężkiej pracy daje mi mentalnie dużo pewności siebie. Dzięki temu mogę przystępować do turniejów lepiej przygotowana. Teraz, gdy musimy grać w każdym z obowiązkowych turniejów, większość zawodniczek powie otwarcie, że nie zawsze jest w stu procentach gotowa — dodała wiceliderka światowego rankingu.

  • Barber zobaczył Donalda Tuska i od razu wypalił. “Coś trzeba poprawić” [WIDEO]

    Barber zobaczył Donalda Tuska i od razu wypalił. “Coś trzeba poprawić” [WIDEO]

    Barber spojrzał na fryzurę Donalda Tuska i nie wytrzymał. “Coś trzeba poprawić” [WIDEO]

    Więcej takich historii znajdziesz na stronie głównej
    Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

    Na początku nagrania, które pojawiło się na platformie X, Donald Tusk wyjaśnił, że napisał do niego na Instagramie Mateusz, który wraz ze wspólnikiem prowadzi barber shop w Warszawie. Podkreślił, że chciałby porozmawiać z premierem o polityce i o tym, jak żyje się w Polsce drobnym przedsiębiorcom.
    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Jakie tematy poruszono podczas wizyty Donalda Tuska u barbera?

    Co powiedział barber, gdy zobaczył Tuska?

    Jakie zmiany w fryzurze zaproponował barber?

    O której godzinie Tusk ogląda ‘Familiadę’?
    Donald Tusk u barbera. “Nie sądziłem, że pan odczyta wiadomość”

    Tusk przyjął propozycję i pojawił się u Mateusza. — Nie sądziłem, że pan odczyta wiadomość — powiedział barber, gdy tylko premier pojawił się w jego salonie. — Widzę, że coś trzeba poprawić na głowie — rzucił następnie w stronę swojego gościa. Choć Tusk początkowo był niechętny, w końcu zgodził się na metamorfozę.

    Sprawdź: Donald Tusk komentuje wyniki nowego sondażu. Wskazuje głównych rywali

    Podczas strzyżenia barber i premier poruszyli szereg tematów, w tym obniżenie składki zdrowotnej. — Dostaliśmy weto, ale chyba spróbujemy jeszcze raz — powiedział Tusk.
    Donald Tusk u barbera zdradził rodzinną tradycję

    Poruszona została także kwestia zbliżających się baraży do piłkarskiego mundialu, które odbędą się pod koniec marca przyszłego roku. — Jeśli będą grali tak, jak z Holandią, to nie wygląda to źle. Ale gdyby mieli zagrać tak, jak ostatni mecz, to słabo to wyglądało — stwierdził Tusk i zaznaczył, że Biało-Czerwoni nie mogą zlekceważyć Albanii.

    Zobacz: Mistrz świata zobaczył, co zrobił Donald Tusk i nie wytrzymał. “Wstyd”

    Tusk pochwalił się też, że ma rodzinny rytuał, który polega na oglądaniu w niedzielę o godz. 14.00 “Familiady”. — Wnuki bardzo krzyczą, aby przełączyć na Formułę 1 — powiedział Tusk. Po pytaniu od barbera o to, czy oglądał wyścig w Las Vegas, stwierdził, że nie. — Nie jestem fanem Maxa Verstappena. Najstarszy wnuk ma hopla na punkcie F1, więc od razu zadzwonił z tą sensacją — dodał.

    — Widać, że barber wjechał — zakończył nagranie Tusk.

    Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. W serwisie Plejada.pl każdego dnia piszemy o najważniejszych wydarzeniach show-biznesowych. Bądź na bieżąco! Obserwuj Plejadę w Google. Odwiedź nas także na Facebooku, Instagramie, YouTubie oraz TikToku.

    Chcesz podzielić się ciekawym newsem lub zaproponować temat? Skontaktuj się z nami, pisząc maila na adres:

  • 6:0, 6:0. Świątek bez litości. “Nie chciałam”

    6:0, 6:0. Świątek bez litości. “Nie chciałam”

    Iga Świątek ma za sobą sezon, który na długo pozostanie w pamięci kibiców. W 2025 roku wygrała Wimbledon w sposób wręcz niespotykany – nie tracąc ani jednego gema w finałowym meczu. W decydującym starciu całkowicie zdominowała Amandę Anisimovą, a teraz, w rozmowie z „The Guardian”, wróciła do tego wyjątkowego spotkania i odniosła się do zarzutów o brak litości wobec rywalki.

    Historyczny finał i niebywała dominacja

    Choć przez ostatnie lata Świątek była niekwestionowaną królową kortów ziemnych, sezon 2025 nie przyniósł jej na mączce żadnego tytułu. Prawdziwy przełom przyszedł jednak na trawie. W Londynie Polka grała tenis niemal perfekcyjny – przez cały Wimbledon była nie do zatrzymania. W półfinale rozbiła Belindę Bencic, oddając jej zaledwie dwa gemy (6:2, 6:0). A w finale… przeszła do historii. Wynik 6:0, 6:0 w decydującym meczu Wimbledonu kobiet po raz ostatni padł w 1911 roku. To wtedy Dorothea Lambert Chambers pokonała Dore Boothby.

    Świątek, widząc słabszą dyspozycję rywalki, nie zamierzała zwalniać tempa – i jak podkreśla, nie widzi w tym nic kontrowersyjnego. Mimo to pojawiły się głosy, że Polka powinna była „wpuścić” Anisimovą do meczu.

    Nie zastanawiałam się, jak to wygląda z boku. Po prostu grałam i nie chciałam rozdawać punktów za darmo – powiedziała „The Guardian”. – To przecież finał Wimbledonu, bardzo zależało mi na zwycięstwie. Po meczu zaczęło się szaleństwo: wywiady, pytania o wynik, o to, czy powinnam pozwolić Amandzie wygrać chociaż jednego gema.

    Presja? Też jej nie brakowało

    Choć Anisimova na korcie wyglądała na zagubioną, sama Świątek również nie była wolna od stresu. Ogromna stawka i wyjątkowa atmosfera finału Wimbledonu sprawiły, że – jak przyznaje – także musiała zmierzyć się z presją.

    Ten turniej doskonale pokazuje, że tenis jest sportem mentalnym. Głowa ma gigantyczny wpływ na poziom gry i ostateczne wyniki. Cieszę się, że dobrze sobie poradziłam, bo wszyscy mówili o stresie Amandy, ale ja też byłam bardzo zestresowana. Finał na korcie centralnym to surrealistyczne przeżycie.

    Anisimova: „To nie jest łatwe”

    Dla Amerykanki był to pierwszy finał wielkoszlemowy i zderzenie z grającą w transie Świątek okazało się brutalne. Po meczu szczerze przyznała, że długo nie mogła dojść do siebie.

    Tak nie wyobrażałam sobie mojego pierwszego wielkoszlemowego finału. Byłam w szoku, ale powiedziałam sobie, że wyjdę z tego silniejsza. Przegrać dwa sety do zera w meczu o taką stawkę – to nie jest łatwe.

    W kolejnych miesiącach Anisimova rzeczywiście potrafiła się odbudować. Zrewanżowała się Polce, pokonując ją zarówno w ćwierćfinale US Open, jak i w fazie grupowej WTA Finals. Świątek natomiast może w sezonie 2026 sięgnąć po coś jeszcze bardziej spektakularnego – skompletować karierowego Wielkiego Szlema. Do pełnej kolekcji brakuje jej jedynie triumfu w Australian Open.

  • Deklasacja w finale z Julią Szeremetą. Zawodniczka urodzona w Polsce rozbita

    Deklasacja w finale z Julią Szeremetą. Zawodniczka urodzona w Polsce rozbita

    Julia Szeremeta już dwa lata temu sięgnęła po młodzieżowe mistrzostwo Europy podczas turnieju w Budvie. Tamten sukces okazał się początkiem wspaniałej drogi sportowej — kariery, która sprawiła, że młoda pięściarka stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego sportu. W kolejnych sezonach zdobyła wicemistrzostwo olimpijskie oraz wicemistrzostwo świata, potwierdzając, że należy do absolutnej światowej czołówki.

    Mimo coraz większego obciążenia startami i problemów zdrowotnych, zwłaszcza z prawą ręką, Szeremeta podjęła decyzję, by jeszcze raz spróbować swoich sił w mistrzostwach Europy U-23. Zanim jednak stanęła do finałowej walki, było już wiadomo, że złoto zdobędzie zawodniczka urodzona w Polsce. Mało kto jednak spodziewał się, że pojedynek będzie aż tak jednostronny.

    Polka kontra zawodniczka polskiego pochodzenia

    Rywalką Julii w decydującym starciu była Natalia Fasciszewska — bokserka, która urodziła się w Polsce, najpewniej nosząca w dokumentach nazwisko pisane przez „ś”. Jej rodzina mieszkała w Kamieniu Małym w woj. lubuskim, ale dwie dekady temu wyemigrowała do Irlandii. Natalia miała wówczas zaledwie rok i swoje sportowe życie zbudowała już na emigracji. Tam też rozpoczęła treningi, a Irlandia szybko uznała ją za jeden z największych talentów w kobiecym boksie. Zresztą swój pierwszy poważny tytuł zdobyła jeszcze… w Polsce, triumfując w Pucharze Śląska w Gliwicach. W Budapeszcie prezentowała bardzo dobry poziom, stylowo przedzierając się do finału.

    W walce o złoto trafiła jednak na zawodniczkę o zupełnie innym doświadczeniu i pozycji. Julia Szeremeta była w tym pojedynku zdecydowaną faworytką — nawet mimo urazu, który od kilku tygodni dawał o sobie znać. Jej trener Tomasz Dylak podkreślał wcześniej, że pięściarka potrzebuje odpoczynku, by doprowadzić rękę do pełnej sprawności.

    Taktyczna walka Julii i finał bez większych emocji

    Od początku turnieju w Budapeszcie Szeremeta boksowała bardzo rozważnie i oszczędnie korzystała z prawej ręki. Najtrudniejszą przeprawę miała w 1/8 finału przeciwko Turczynce Pinar Benek — starciu, które wielu określało mianem przedwczesnego finału. O wyniku decydowały ostatnie sekundy, a sędziowie przyznali minimalne zwycięstwo Polce (3:2).

    Dwie kolejne walki wypadły już znacznie spokojniej. Szeremeta kontrolowała je od początku do końca i nie pozostawiała wątpliwości, że to ona zasłużenie melduje się w finale. Wydawało się więc mało prawdopodobne, by Fasciszewska była w stanie narzucić jej trudniejsze warunki niż Benek.

    W decydującym pojedynku obie zawodniczki zaczęły ostrożnie. Po zaledwie 20 sekundach arbiter upomniał je, sygnalizując, że oczekuje większej aktywności. Chwilę później zrobił to po raz drugi, mimo że Szeremeta miała już kilka punktujących akcji. W pierwszej rundzie ciosów celnych ze strony Irlandki było jak na lekarstwo. Walka nie należała do najbardziej efektownych, ale trzeba brać pod uwagę sytuację zdrowotną Polki, która nie zamierzała ryzykować pogłębienia urazu.

    Trener Dylak tłumaczył później, że Szeremeta zmaga się z uszkodzoną chrząstką. Wcześniej była tam złamana kość, która co prawda już się zrosła, ale ból nadal wraca. Julia więc bazowała przede wszystkim na przewadze technicznej i ogromnym doświadczeniu. Sędziowie jednogłośnie zapisali pierwszą rundę dla niej — każdy punktował 10:9.

    Ostrzeżenie, utrata punktu i jasny werdykt

    Aby Fasciszewska mogła osiągnąć cokolwiek w tym pojedynku, musiała podjąć ryzyko, wyjść do ofensywy i odsłonić się. Gdy próbowała atakować, natychmiast nadziewała się na kontry Polki. Dodatkowo zaczęła zbyt mocno opuszczać głowę, za co pod koniec drugiej rundy otrzymała ostrzeżenie. Utrata punktu przekreśliła jej szanse na odwrócenie losów walki.

    Po dwóch rundach karty punktowe pokazywały 20:17 dla Szeremety. Jedyną drogą do zwycięstwa dla Irlandki był więc nokaut, ale nie była w stanie nawet zbliżyć się do takiego zagrożenia. W trzeciej rundzie raczej próbowała bezpiecznie przetrwać do końcowego gongu.

    Ostatecznie wszyscy sędziowie punktowali walkę identycznie: 30:26 dla Julii Szeremety.

    Historyczny wynik i lista złotych medali

    Triumf w Budapeszcie sprawił, że Julia Szeremeta została dopiero drugą zawodniczką z Polski, która zdobyła co najmniej dwa złote medale młodzieżowych mistrzostw Europy. Jedyną, która ma ich więcej, pozostaje Martyna Jancelewicz — trzykrotna mistrzyni U-23. Dla Szeremety był to ostatni start w tej kategorii wiekowej, bo w przyszłym roku nie będzie już mogła w niej wystąpić.

    Złote medale ME U-23 zdobyte przez Polki:

    • 2024, Budapeszt (Węgry): Natalia Kuczewska (51 kg)
    • 2023, Budva (Czarnogóra): Julia Szeremeta (57 kg), Martyna Jancelewicz (81 kg)
    • 2022, Poreč (Chorwacja): Martyna Jancelewicz (81 kg), Oliwia Toborek (+81 kg)
    • 2021, Roseto degli Abruzzi (Włochy): Martyna Jancelewicz (81 kg)
    • 2018, Târgu Jiu (Rumunia): Agata Kaczmarska (81 kg)
  • Fissette ujawnił całą prawdę o Świątek! Wielu mówiło o tym głośno

    Fissette ujawnił całą prawdę o Świątek! Wielu mówiło o tym głośno

    – Czułem, że wcześniej nie miała wiary ani pewności siebie na tej nawierzchni – przyznał Wim Fissette, komentując grę Igi Świątek na trawie w jednym z najnowszych podcastów. Belgijski trener opowiedział więcej o tym, jak zmieniła się Polka od początku ich współpracy i co jego zdaniem pozwoliło jej sięgnąć po tytuł na Wimbledonie. Oprócz sfery mentalnej, wpływ na ten przełom miały też inne czynniki.

    Jesienią 2024 roku Świątek zakończyła współpracę z Tomaszem Wiktorowskim i rozpoczęła nowy etap kariery pod okiem Wima Fissette’a. Początek był jednak daleki od ideału. Raszynianka nie potrafiła złapać rytmu, przegrała kilka ważnych spotkań i nie obroniła trzech tytułów zdobytych rok wcześniej na mączce – w tym najważniejszego, na Roland Garros. W rankingu WTA zaliczyła wyraźny spadek, a wielu ekspertów obawiało się, że czeka ją jeszcze trudniejszy czas, bo zbliżał się sezon na trawie – dotąd jej najmniej ulubiona nawierzchnia. A jednak to właśnie tam dokonała przełomu. Najpierw dotarła do finału turnieju WTA 500 w Bad Homburgu, a kilka tygodni później triumfowała na Wimbledonie. W całym sezonie na trawie poniosła zaledwie jedną porażkę.

    Fissette: „Wierzyłem, że może dużo osiągnąć”

    Wim Fissette, będąc gościem podcastu „Inside-In”, wrócił wspomnieniami do tamtych chwil. – Wierzyłem, że może osiągnąć bardzo wiele na trawie. Po kilku miesiącach wspólnej pracy poznałem ją znacznie lepiej. Początek sezonu na trawie był też momentem, w którym mogłem wnieść więcej własnych pomysłów – opowiadał.

    Według Fissette’a kluczowe były dwa elementy przygotowań – krótki obóz na Majorce oraz występ w Bad Homburgu. – Trenowaliśmy tydzień na Majorce. To był świetny czas, bo udało się połączyć ciężką pracę z chwilami relaksu. Potem przyszedł turniej w Niemczech, gdzie od pierwszego meczu widziałem, że jej forma idzie w górę. Z każdym kolejnym spotkaniem grała coraz lepiej. Czułem, że jest gotowa na coś wyjątkowego – wspominał Belg.

    Zmiana mentalności kluczem do sukcesu

    Trener zdradził też, że jednym z najważniejszych czynników był rozwój pewności siebie zawodniczki. – Czułem, że wcześniej nie wierzyła w siebie na tej nawierzchni. Brakowało jej zaufania do własnej gry – powiedział Fissette. – Ale z dnia na dzień ta pewność siebie rosła. A jeśli zawodniczka taka jak Iga potrafi rozwijać ją w takim tempie, to naprawdę nie ma ograniczeń – dodał.

    Nie ma więc wątpliwości, że przełom Świątek na trawie był nie tylko efektem solidnego przygotowania, ale też ogromnej pracy mentalnej. To właśnie zmiana podejścia i nowa energia sprawiły, że 24-latka potrafiła odnaleźć radość z gry na nawierzchni, która wcześniej była jej zmorą.

    Od triumfu na Wimbledonie Polka sięgnęła jeszcze po dwa tytuły – w Cincinnati i Pekinie. Ostatnie dwa turnieje w Azji zakończyła odpowiednio na etapie 1/8 finału i ćwierćfinału, co pozbawiło ją szans na odzyskanie pozycji liderki rankingu WTA przed końcem sezonu. Przed Igą został już tylko jeden turniej – WTA Finals, w którym wystąpi osiem najlepszych zawodniczek roku. Stawką będzie aż 1500 punktów, więc emocji na zakończenie sezonu z pewnością nie zabraknie.

  • Takiej Świątek jeszcze nie widzieliście. “Hollywood czeka”

    Takiej Świątek jeszcze nie widzieliście. “Hollywood czeka”

    Iga Świątek powoli zbliża się do końca intensywnego sezonu, ale nie pozwala, by kibice o niej zapomnieli. Tym razem w centrum uwagi znalazły się jej najnowsze zdjęcia z kampanii reklamowej dla jednej ze współpracujących z nią marek. Efekt? Fani są zachwyceni i nie szczędzą komplementów. „Nie ma to jak nasza rakieta!” – czytamy w komentarzach.

    Iga Świątek w nowej odsłonie – fani pod wrażeniem

    Druga rakieta świata przygotowuje się obecnie do końcówki sezonu. Na początku listopada wystąpi w prestiżowym turnieju WTA Finals w Rijadzie, a następnie reprezentować będzie Polskę w Billie Jean King Cup w Gorzowie Wielkopolskim. Zanim jednak ponownie wejdzie na kort, pokazała swoją zupełnie inną, bardziej kobiecą stronę.

    Świątek od pewnego czasu współpracuje z marką kosmetyczną i perfumeryjną. Na Instagramie opublikowała niedawno serię zdjęć z nowej kampanii, na których prezentuje się w eleganckim, czarnym stroju z delikatnymi wycięciami oraz w pełnym makijażu. To zupełnie inny wizerunek niż ten, do którego przyzwyczaiła kibiców na korcie.

    Reakcje internautów były natychmiastowe i niezwykle pozytywne. „Pięknie”, „petarda”, „po prostu klasa”, „zachwycasz nas w każdym wydaniu”, „po karierze tenisowej czeka Hollywood”, „niesamowity look – potężny, ale elegancki”, „zmysłowo i z klasą” – to tylko niektóre z licznych komentarzy pod jej wpisem.

    Kulisy sesji zdjęciowej – Ewelina Krasoń zdradza szczegóły

    Za makijaż podczas tej sesji odpowiadała ponownie Ewelina Krasoń, z którą Świątek współpracowała już wcześniej. Makijażystka zdradziła, jak wygląda współpraca z najlepszą polską tenisistką. „Iga jest niezwykle inteligentna i ma świetne poczucie humoru. Praca z nią to zawsze czysta przyjemność” – napisała Krasoń w swojej relacji na Instagramie.

    Końcówka sezonu i nowe wyzwania

    Choć Iga Świątek chwilowo skupia się na działaniach pozasportowych, fani już odliczają dni do jej powrotu na kort. WTA Finals z jej udziałem odbędą się w dniach 1–8 listopada, natomiast BJK Cup w Gorzowie Wielkopolskim zaplanowano na 14–16 listopada. Na zakończenie roku, po krótkim odpoczynku, Polka pojawi się jeszcze w pokazowym turnieju World Tennis Continental Cup w chińskim Shenzen (26–28 grudnia).

    Świątek udowadnia więc, że potrafi łączyć sportową determinację z elegancją i naturalnym wdziękiem – zarówno na korcie, jak i przed obiektywem aparatu.

  • Sabalenka podjęła decyzję u progu WTA Finals. W nocy dotarło potwierdzenie ws. Białorusinki

    Sabalenka podjęła decyzję u progu WTA Finals. W nocy dotarło potwierdzenie ws. Białorusinki

    Już podczas turnieju WTA 1000 w Wuhan stało się jasne, że Aryna Sabalenka po raz drugi z rzędu zakończy sezon jako liderka światowego rankingu. Przesądziła o tym ćwierćfinałowa porażka Igi Świątek z Jasmine Paolini, która ostatecznie pozbawiła Polkę matematycznych szans na powrót na szczyt. Choć tegoroczne rozgrywki jeszcze się nie zakończyły, tenisistki zaczynają już planować początek kolejnego sezonu. Kilka dni przed startem WTA Finals pojawił się komunikat dotyczący przyszłości Sabalenki – i nie tylko jej. Informacje ogłoszono w nocy czasu polskiego.

    Sabalenka pewna pozycji numer jeden

    Białorusinka rozgrywa najbardziej równy i kompletny sezon w swojej karierze. Świadczy o tym liczba zdobytych punktów – przez pewien czas w klasyfikacji WTA Race miała równe 10 tysięcy „oczek”. Od kilku lat imponuje regularnością w turniejach wielkoszlemowych, niemal zawsze docierając co najmniej do półfinału, a w tym sezonie dorzuciła również solidne występy w innych imprezach. Dzięki temu jeszcze przed WTA Finals zapewniła sobie tytuł najlepszej zawodniczki roku.

    Po zakończeniu zmagań w Wuhan Sabalenka postanowiła zrobić sobie krótką przerwę. Ostatni turniej nie zakończył się po jej myśli – mimo prowadzenia 5:2 w trzecim secie przeciwko Jessice Peguli, przegrała mecz i nie awansowała do czwartego z rzędu finału w tej lokalizacji. Amerykanka przerwała jej imponującą serię 20 kolejnych zwycięstw w Wuhan i odebrała status niepokonanej w chińskim „tysięczniku”.

    Sabalenka nie rozpamiętywała jednak porażki zbyt długo. Po wizycie w Hongkongu udała się do Dubaju, gdzie spędza ostatnie dni przed WTA Finals. W swoich mediach społecznościowych udostępniła zdjęcia ze spotkania z przyjaciółką Paulą Badosą, z którą łączy ją bliska relacja.

    WTA Finals i ostatni akcent sezonu

    Dubaj to przystanek po drodze do Arabii Saudyjskiej, gdzie po raz drugi z rzędu odbędzie się turniej kończący sezon – WTA Finals w Rijadzie. Dla Sabalenki będzie to ostatni start w 2025 roku i okazja, by postawić kropkę nad „i” w znakomitym sezonie. Dotąd nie udało jej się jeszcze wygrać tej prestiżowej imprezy. Najbliżej triumfu była w 2022 roku, kiedy w finale przegrała z Caroline Garcią, a rok później zatrzymała się na etapie półfinału po porażce z późniejszą zwyciężczynią, Coco Gauff.

    Jasny plan na początek 2026 roku

    Zanim jednak Sabalenka zakończy bieżący sezon, organizatorzy australijskich turniejów ujawnili ważną informację dotyczącą jej planów. Liderka rankingu WTA zdecydowała, że rozpocznie przyszły sezon w dobrze sobie znanym miejscu – w Brisbane. Oficjalne potwierdzenie tej decyzji pojawiło się tuż przed północą. Białorusinka wystąpi w turnieju WTA 500, gdzie będzie bronić tytułu zdobytego w styczniu tego roku, kiedy to po trzysetowym boju pokonała w finale Polinę Kudiermietową.

    To niejedyna gwiazda, jaką ogłosili organizatorzy. Do Brisbane przyjedzie również Jelena Rybakina – triumfatorka tej imprezy sprzed dwóch lat, która wówczas wręcz rozbiła Sabalenkę 6:0, 6:3. Niewykluczone, że los ponownie skrzyżuje ich drogi w decydującym meczu, co zapowiadałoby ekscytujący początek nowego sezonu.

    United Cup bez Sabalenki, z Świątek w roli liderki

     

    Decyzja Rybakiny oznacza, że nie zobaczymy jej w drużynowym turnieju United Cup. Sabalenka również nie może w nim wystąpić z powodu występowania pod neutralną flagą. W zmaganiach tych tradycyjnie weźmie za to udział Iga Świątek, która będzie reprezentować Polskę po raz czwarty z rzędu. Od 2023 roku raszynianka nie opuściła żadnej edycji imprezy i ponownie poprowadzi kadrę w Perth lub Sydney. Już teraz kibice zastanawiają się, z kim przyjdzie jej się zmierzyć na otwarcie nowego sezonu.

    https://x.com/BrisbaneTennis/status/1980392966591254781?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1980392966591254781%7Ctwgr%5Eea5aab6c438813f46a9950f843680e87e4373f14%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Fnews-sabalenka-podjela-decyzje-u-progu-wta-finals-w-nocy-dotarlonId22433277

  • Sensacyjny polski mistrz olimpijski z Tokio zakończył karierę. Dwa dni odmieniły jego życie

    Sensacyjny polski mistrz olimpijski z Tokio zakończył karierę. Dwa dni odmieniły jego życie

    Dariusz Kowaluk – mistrz olimpijski, który spełnił marzenie większe, niż odważył się mieć

    Dariusz Kowaluk rozpoczął drogę polskiej sztafety mieszanej 4×400 metrów po sensacyjne złoto na igrzyskach olimpijskich w Tokio w 2021 roku. Choć nie wystąpił w samym finale, to właśnie on biegł na pierwszej zmianie w eliminacjach, które Biało-Czerwoni wygrali, ustanawiając przy tym rekord Europy. Dla ówczesnego studenta dziennikarstwa był to moment, który na zawsze odmienił jego życie. Jeszcze przed igrzyskami marzył jedynie o medalu mistrzostw Polski – tymczasem został mistrzem olimpijskim. Teraz, w wieku 29 lat, ogłosił zakończenie kariery.

    Od nieznanego biegacza do mistrza olimpijskiego

    Kowaluk nigdy nie był medialną postacią. Wyróżniał się głównie tym, że biegał w okularach. Jego największym osiągnięciem przed Tokio był brązowy medal uniwersjady w sztafecie 4×400 metrów (2019). W Japonii wszystko jednak zmieniło się w ciągu zaledwie dwóch dni. Cichy, skromny chłopak z Komarówki Podlaskiej został mistrzem olimpijskim.

    – Obawiam się, jak teraz będzie wyglądało moje życie – mówił wówczas wyraźnie zaskoczony tym, co się wydarzyło.

    Historia jak z bajki

    Kowaluk nigdy nie był duszą towarzystwa, raczej trzymał się z boku. W Tokio nagle znalazł się w centrum uwagi.
    – To coś niewiarygodnego, jakbym trafił do zupełnie innego świata – przyznawał po olimpijskim sukcesie.

    Rok 2021 był najlepszym w jego karierze. Wtedy ustanowił życiówkę na 400 metrów – 45,44 sekundy, co do dziś daje mu 17. miejsce w historii polskiej lekkoatletyki. Dwukrotnie zdobywał brąz mistrzostw Polski na tym dystansie, a w hali sięgnął po srebro (2021). Na 200 metrów miał w dorobku brąz (2019).

    Reprezentował Polskę w wielu imprezach mistrzowskich – był m.in. finalistą mistrzostw Europy juniorów (2015), a dwa lata później sięgnął po srebrny medal młodzieżowych mistrzostw Europy w sztafecie 4×400 m. W 2018 roku wraz z kolegami zajął drugie miejsce w Pucharze Świata, a w mistrzostwach Europy uplasował się na piątej pozycji.

    Olimpijski debiut i złoto, które zmieniło wszystko

    W Tokio Kowaluk pobiegł w eliminacjach na pierwszej zmianie. Po nim pałeczkę przejęli Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik i Kajetan Duszyński. Polacy uzyskali najlepszy wynik eliminacji, bijąc rekord Europy. W finale w składzie pozostał jedynie Duszyński, którego fenomenalny finisz zapewnił Polsce złoto. W decydującym biegu wystąpili Karol Zalewski, Natalia Kaczmarek (wówczas Bukowiecka) i Justyna Święty-Ersetic.

    – Moim marzeniem było po prostu pojechać na igrzyska. Debiutowałem i od razu zostałem mistrzem olimpijskim. To coś niewyobrażalnego. Nigdy nawet nie śniłem o medalu olimpijskim, a już na pewno nie o złotym. Marzyłem tylko o medalu mistrzostw Polski – mówił wówczas wzruszony Kowaluk.

    Od szkolnych zawodów do olimpijskiego podium

    Pierwszą trenerką Kowaluka była Grażyna Głowacka. To ona zauważyła jego talent, gdy szukała szybkich uczniów do szkolnej sztafety 4×100 m. Wyróżniał się od pierwszych treningów i błyskawicznie stał się filarem drużyny. Później rozwijał karierę w Białej Podlaskiej i Warszawie pod okiem trenera Andrzeja Wołkowyckiego.

    “Fortuna polskiej lekkoatletyki”

    Po igrzyskach Kowaluk zaangażował się w promocję sportu w swoim regionie. Niestety, nie udało mu się już wrócić do formy z 2021 roku. Kolejne sezony przynosiły urazy i coraz słabsze wyniki. Mimo to wielu uważało, że jego historia przypomina tę Kazimierza Deyny czy Jana Tomaszewskiego w piłce nożnej – błysk jednego wielkiego momentu. W środowisku lekkoatletycznym mówiono nawet, że był „Fortuną polskiej lekkoatletyki” – symbolem nieoczekiwanego sukcesu.

    Czas na nowy rozdział

    Po latach w sporcie Kowaluk zdecydował, że pora postawić kropkę nad „i”.
    – Długo zwlekałem z tą decyzją, ale to jest ten moment. Szczególnie dziękuję moim trenerom, którzy wierzyli we mnie i w mój potencjał. Choć żegnam się z wyczynowym sportem, bieganie pozostanie częścią mojego życia. Dało mi o wiele więcej niż tylko medale – nauczyło dyscypliny, wytrwałości i pokory – napisał w pożegnalnym wpisie.

    Historia Dariusza Kowaluka to przykład, że nawet najskromniejsze marzenia mogą przerodzić się w coś, co przekracza wszelkie wyobrażenia. Raz przebiegł po olimpijskiej bieżni – i już na zawsze zapisał się w historii polskiego sportu.

  • Słowa Ukrainki o Świątek niosą się po świecie. “To transfobiczne”

    Słowa Ukrainki o Świątek niosą się po świecie. “To transfobiczne”

    Marta Kostiuk udzieliła na koniec sezonu szczerego i głośnego wywiadu, w którym poruszyła temat rywalizacji z najlepszymi zawodniczkami świata. Ukrainka opowiedziała, dlaczego – jej zdaniem – tak trudno gra się przeciwko Idze Świątek i Arynie Sabalence. Choć wypowiadała się otwarcie, jej słowa wzbudziły ogromne kontrowersje. Część kibiców oskarżyła ją o transfobię i tłumaczenie swoich porażek w nieodpowiedni sposób.

    Kostiuk o Świątek i Sabalence: „To kwestia natury”

    23-letnia Marta Kostiuk, uznawana za jedną z najbardziej utalentowanych tenisistek młodego pokolenia, ma za sobą solidny sezon. W 2025 roku aż trzykrotnie dotarła do ćwierćfinałów turniejów rangi WTA 1000, co potwierdza jej sportowy rozwój. Jednak do ścisłej elity wciąż jej daleko – szczególnie w bezpośrednich starciach z najlepszymi. Bilans pojedynków Ukrainki z Igą Świątek i Aryną Sabalenką mówi sam za siebie: siedem meczów i żadnego zwycięstwa.

    W rozmowie z portalem Tennis365 Kostiuk spróbowała wyjaśnić, dlaczego tak trudno jest jej rywalizować z liderkami kobiecego tenisa.
    – Mam umiejętności, ale one są ode mnie po prostu większe, wyższe i silniejsze. Każdy z nas ma inną biologiczną strukturę. Niektórzy mają wyższy poziom testosteronu, inni niższy – to po prostu natura. Czuję, że jestem od nich mniejsza. Staram się znaleźć sposób, by pokonać takie zawodniczki, grając swoim stylem, ale i tak muszę włożyć więcej pracy w zdobycie każdego punktu – stwierdziła.

    Burza po słowach o testosteronie

    To właśnie fragment dotyczący różnic biologicznych i poziomu testosteronu wywołał największe oburzenie. W mediach społecznościowych, zwłaszcza na portalu X, pojawiła się fala krytycznych komentarzy.
    „To brzmi transfobicznie” – napisał jeden z użytkowników.
    „Mówić coś takiego jako profesjonalna tenisistka to wstyd” – dodał inny.
    „Zawsze tylko narzeka. Nic nowego” – podsumował kolejny komentujący.

    Niektórzy fani zwrócili też uwagę na niekonsekwencje w wypowiedzi Kostiuk. Przypomnieli, że Ukrainka mierzy 175 cm, a więc jest tylko o centymetr niższa od Igi Świątek (176 cm). Dodatkowo podkreślano, że Coco Gauff – niższa od Aryny Sabalenki – potrafi skutecznie z nią rywalizować, co podważa tezę o „naturalnej przewadze fizycznej”.

    Kostiuk kończy sezon, Świątek i Sabalenka grają dalej

    Marta Kostiuk zakończyła już swój sezon 2025, zamykając go na solidnym, choć nie spektakularnym poziomie. Tymczasem Iga Świątek i Aryna Sabalenka przygotowują się do występu w prestiżowym turnieju WTA Finals, który odbędzie się w dniach 1–8 listopada. To właśnie tam rozstrzygnie się, która z nich zakończy rok w roli dominującej siły kobiecego tenisa.

  • Sabalenka nagle “przyłapana” bez partnera. Sama się pochwaliła, poruszenie wśród kibiców

    Sabalenka nagle “przyłapana” bez partnera. Sama się pochwaliła, poruszenie wśród kibiców

    • Aryna Sabalenka postanowiła złapać oddech przed ostatnimi turniejami sezonu WTA. Liderka światowego rankingu spakowała walizki i wybrała się do Dubaju, gdzie postanowiła na chwilę odciąć się od tenisowych emocji. Co ciekawe, tym razem nie towarzyszył jej partner — Georgios Frangulis. Zamiast niego u boku Białorusinki pojawiła się ktoś inny, a Sabalenka od razu podzieliła się tym z fanami w mediach społecznościowych, promieniejąc szczęściem.

      W ostatnich tygodniach Sabalenka coraz częściej pokazuje, jak ceni sobie odpoczynek i równowagę między sportem a życiem prywatnym. Niedawno publikowała zdjęcia z wakacji w Grecji, gdzie widziano ją m.in. w towarzystwie Novaka Djokovicia, a także z wyjazdu do Hongkongu. Teraz przyszła pora na Dubaj – miejsce, które chętnie odwiedzają sportowcy z całego świata.

      Po nieudanej próbie obrony tytułu w Wuhan tenisistka uznała, że to idealny moment, by naładować baterie przed końcówką sezonu. Na luksusowy wyjazd nie zabrała jednak swojego ukochanego, tylko dobrą przyjaciółkę — Paulę Badosę. Obie zawodniczki od razu pochwaliły się wspólnymi fotografiami z wypoczynku.

      „Bardzo potrzebny babski dzień z moją bestie” – napisała Sabalenka pod galerią zdjęć, na których widać ją w bikini, uśmiechniętą i zrelaksowaną w towarzystwie Badosy.

      Przyjaźń obu tenisistek trwa od lat i uchodzi za jedną z najbliższych w całym kobiecym tourze. Sabalenka i Badosa wspierają się wzajemnie, nie tylko w chwilach sukcesu, ale i w trudniejszych momentach. Znane są z tego, że chętnie obdarowują się drobnymi prezentami i nie ukrywają, że ich relacja wykracza daleko poza sportową rywalizację.