• Prezydencki minister uderzył w Donalda Tuska. “Na czyim był pan łańcuchu?”

    Prezydencki minister uderzył w Donalda Tuska. “Na czyim był pan łańcuchu?”

    Prezydencki minister uderzył w Donalda Tuska. “Na czyim był pan łańcuchu?”

    Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki ostro skrytykował premiera Donalda Tuska w Sejmie przed głosowaniem nad odrzuceniem prezydenckiego weta ws. tzw. ustawy łańcuchowej.

    Bogucki zarzucił Tuskowi związki z Władimirem Putinem i ostro skomentował jego przeszłość, co wywołało entuzjastyczną reakcję parlamentarzystów PiS. Ponadto przedstawiciel prezydenta zwrócił się do marszałka Czarzastego.

    Głosowanie w Sejmie nie przyniosło odrzucenia weta Karola Nawrockiego – zdecydowało brakujących 17 głosów.

    Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

    Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki wszedł na mównicę tuż przed głosowaniem Sejmu nad odrzuceniem prezydenckiego weta w sprawie tzw. ustawy łańcuchowej.

    W trakcie swojego przemówienia przedstawiciel Pałacu Prezydenckiego przywołał opublikowane przez Donalda Tuska w mediach społecznościowych wpisy uderzające w decyzję Karola Nawrockiego.

    Zbigniew Bogucki na mównicy ostro do premiera Tuska. Poszło o ustawę łańcuchową

    – Czym to, panie premierze jest, jak nie podłością? To nie jest podłość zwracać się do parlamentarzystów i mówić w taki sposób? A gdybym chciał być złośliwy, to bym zapytał, na czyim był pan łańcuchu kilkanaście czy kilka lat temu? Na czyim łańcuchu pan wtedy był, kiedy nazywano pana ich człowiekiem w Warszawie? Ruska propaganda – mówił Bogucki.

    – I pan dzisiaj ma czelność do prezydenta Rzeczypospolitej, wybranego w wolnych, demokratycznych wyborach – przez to, że przegraliście – mówić o podłości? Panie premierze, naprawdę są granice – dodał współpracownik Karola Nawrockiego.

    Zbigniew Bogucki zwrócił się także do marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego. – Pan Marszałek zdaje się chce stanąć w szranki z panem premierem, kto będzie bardziej antyprezydencki, kto będzie bardziej antyobywatelski – kontynuował swoje przemówienie.

    Współpracownik Karola Nawrockiego na mównicy. Dostało się Włodzimierzowi Czarzastemu

    – Pan ostatnio powiedział: “Walka nie zakończy się tak długo jak prezydentem będzie Nawrocki. Człowiek zbudowany z nacjonalistycznych obsesji”. Prezydent Nawrocki jest zbudowany na idei wolnej, suwerennej, niepodległej, dumnej Polski. A pan, panie marszałku, jest zbudowany na idei Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Nie ma pan prawa tak mówić do prezydenta – stwierdził Zbigniew Bogucki.

    – Panie marszałku nie “wet za wet”, ale współpraca. (…) Myślę, że to jest ścieżka demokracji. Prawdziwej demokracji. Nie demokracji ludowej, czy demokracji walczącej – dodał współpracownik Nawrockiego.

    Na przemówienie Boguckiego żywiołowo zareagowali parlamentarzyści PiS, którzy wstali z miejsc i bili brawa. Na sali rozległy się wówczas także okrzyki: – Precz z komuną.

    Włodzimierz Czarzasty odpowiedział na słowa Boguckiego, stwierdzając, że “pan prezydent ma długopis w swoim pałacu, a marszałek swój w Sejmie”. – Niech każdy będzie gospodarzem w swoim pałacu – dodał.

    Ustawa łańcuchowa. Sejm nie odrzucił weta Karola Nawrockiego

    Głosowanie w sprawie odrzucenia prezydenckiego weta odbyło się w środę późnym popołudniem. W jego trakcie na sali obecnych było 438 posłów. Do odrzucenia weta konieczna była większość kwalifikowana 3/5 głosów.

    Ostatecznie za odrzuceniem weta było 246 parlamentarzystów. Przeciwne zdanie wyraziło natomiast 192 posłów. Nikt nie wstrzymał się od głosu. Do odrzucenia decyzji Karola Nawrockiego zabrakło 17 głosów.

    Głosu nie oddał między innym Jarosław Kaczyński, który wcześniej opowiadał się za przyjęciem ustawy.

    “DE:KOD”. Niemcy: Siedem pułapek na drodzeTomasz Lejman

  • Czy Karol Nawrocki powinien wspierać WOŚP? Polacy przemówili [ANKIETA]

    Czy Karol Nawrocki powinien wspierać WOŚP? Polacy przemówili [ANKIETA]

    Czy Karol Nawrocki powinien wspierać WOŚP? Polacy przemówili [ANKIETA]

    Sondaż został zrealizowany w dniach 16-17 grudnia 2025 r. przez agencję SW RESEARCH metodą wywiadów on-line (CAWI — Computer-Assisted Web Interview) na panelu internetowym SW Panel. W ramach badania przeprowadzono 827 ankiet z ogólnopolską próbą dorosłych. Zastosowano dobór kwotowy — próba była reprezentatywna ze względu na łączny rozkład płci, wieku i klasy wielkości miejscowości zamieszkania.

    ***

    Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy od ponad trzech dekad jednoczy Polaków wokół idei pomocy najmłodszym. 25 stycznia 2026 r. odbędzie się już 34. Finał. Tym razem pieniądze będą zbierane na diagnostykę i leczenie chorób przewodu pokarmowego. Zbliżającej się akcji przyświecać będzie hasło: “Zdrowe brzuszki naszych dzieci”.

    Wspieranie WOŚP przez prezydenta RP stało się swego rodzaju tradycją. Dotychczas wszystkie głowy państwa angażowały się w akcję, przekazując przedmioty na licytacje lub wspierając zbiórkę w inny sposób. W tym roku pojawiły się jednak wątpliwości, czy Karol Nawrocki pójdzie śladem swoich poprzedników.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    Na początku grudnia br. redakcja portalu Gazeta.pl skierowała do Kancelarii Prezydenta RP e-maila z pytaniem, czy Karol Nawrocki planuje przekazać jakiś przedmiot na licytację zorganizowaną w ramach 34. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy bądź też w jakikolwiek inny sposób zaangażować się w tę akcję. Nie dostała jednak jednoznacznej odpowiedzi. Otoczenie prezydenta zasłoniło się przepisami.
    Czy Karol Nawrocki powinien wesprzeć WOŚP? Polacy mówią jasno

    W tej sytuacji SW Research na zlecenie Onetu postanowiło sprawdzić, co o tym sądzą Polacy. Ankietowani odpowiedzieli na pytanie: “Czy Pana/Pani zdaniem prezydent Karol Nawrocki powinien wesprzeć działania WOŚP?”.

    Ponad połowa uczestników sondażu (57,4 proc.) uważa, że prezydent powinien wesprzeć Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. To wyraźny sygnał, że Polacy oczekują kontynuacji tradycji i gestu solidarności.

    Niespełna jedna piąta respondentów (18,3 proc.) jest przeciwna zaangażowaniu głowy państwa w akcję. To stosunkowo niewielka grupa, ale pokazuje, że temat budzi pewne kontrowersje.

    Blisko co czwarty badany (24,3 proc.) nie ma zdania w tej sprawie. To osoby, które być może nie śledzą działań WOŚP lub nie przywiązują wagi do gestów prezydenta.

    Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Subskrybuj Premium. Bądź na bieżąco!

    Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie znajdziecie

  • W sieci wrze po kluczowym głosowaniu w Sejmie. “Symboliczna kapitulacja”

    W sieci wrze po kluczowym głosowaniu w Sejmie. “Symboliczna kapitulacja”

    Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

    Prezydent Karol Nawrocki na początku grudnia zawetował nowelizację ustawy o ochronie zwierząt, tzw. ustawę łańcuchową, która zakładała wprowadzenie zakazu trzymania psów na uwięzi. Sejm próbował ponownie przyjąć ustawę, co skutkowałoby odrzuceniem prezydenckiego sprzeciwu. Potrzebne było do tego 3/5 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów, czyli 263 głosy. Ostatecznie “za” projektem ustawy projektem głosowało 246 posłów, “przeciw” 192.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    Przeczytaj także: Sukces Karola Nawrockiego. Sejm nie zdołał odrzucić ważnego weta prezydenta

    Na sali sejmowej nieobecny był prezes PiS Jarosław Kaczyński, a podczas bloku głosowań doszło do spięcia między przedstawicielem Pałacu Prezydenckiego a koalicją rządzącą. — Prezydent Nawrocki jest zbudowany na idei wolnej, suwerennej, dumnej Polski. Pan panie marszałku jest zbudowany na idei Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej [PZPR]. Nie ma pan prawa tak mówić do prezydenta — grzmiał Zbigniew Bogucki z mównicy sejmowej w kierunku Włodzimierza Czarzastego. Posłowie PiS wstali z miejsc i skandowali: “precz z komuną”. Szef prezydenckiej kancelarii zaatakował również Donalda Tuska, pytając: “na czyim pan był łańcuchu?”.
    Weto Karola Nawrockiego utrzymane. “Tylko psów żal”

    Sprawa wywołała falę komentarzy w mediach społecznościowych. “PiS potulnie podkulił ogon i podtrzymał weto prezydenta. Symboliczna kapitulacja Kaczyńskiego — nie miał odwagi stanąć w obronie zwierząt i uciekł przed głosowaniem. Tylko psów żal” — napisał na portalu X premier Donald Tusk.

    Wicepremier Radosław Sikorski uznał, że “pan prezydent jest za wolnością dla giełd kryptowalutowych i łańcuchami dla psów”. “Szkoda, że nie odwrotnie” — dodał szef MSZ.

    Czytaj także: Ministra przyprowadziła do Sejmu psa. Poseł PiS grzmi. “Trząsł się”

    “PiS, w tym Pan poseł Cieszyński zagłosował właśnie za trzymaniem psów na łańcuchu. Miłość do zwierząt w wydaniu PiS: psy na łańcuchach — to dobrze. Pies ze swoja opiekunką w miejscu publicznym — to »żywy rekwizyt«” — napisała ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, nawiązując do wcześniejszej wymiany zdań z posłem PiS.

    Roman Giertych zwrócił uwagę na nieobecność prezesa PiS na sali sejmowej. “Jarku, a ty gdzie dziś byłeś? Przedstawiałeś się jako największy przyjaciel zwierząt i co? Skapitulowałeś przed Nawrockim. To on dzisiaj rządzi PiS” — napisał poseł KO.
    Koalicji rządzącej nie udało się odrzucić weta prezydenta. “Przykry dzień”

    “Dziś w Sejmie przegrało człowieczeństwo i empatia wobec zwierząt. Wygrali ci, którzy nienawidzą wszystkiego co żyje. Przykry dzień” — uznał minister Marcin Kierwiński.

    Czytaj też: Gorąco w Sejmie: “Nie ma pan prawa tak mówić do prezydenta!”. PiS wstało z miejsc

    “Kaczyński szybko przeflancował się z miłośnika zwierząt na miłośnika ich cierpienia. Nawrocki kazał nienawidzić? To prezes PiS schował empatię do kieszeni. Polacy to ocenią” — napisał na portalu X przewodniczący klubu KO Zbigniew Konwiński.

    Zadowolenie z wyniku głosowania wyraził z kolei poseł Włodzimierz Skalik.
    “Partyjne gierki”. Politycy grzmią po kluczowym głosowaniu

    Andrzej Śliwka z Prawa i Sprawiedliwości skomentował z kolei ostre wystąpienie Zbigniewa Boguckiego z Kancelarii Sejmu, które poprzedziło głosowanie w sprawie tzw. ustawy łańcuchowej. “Tak wygląda odpowiedzialna polityka” — napisał.

    Zobacz: Wielki nieobecny w Sejmie. Jarosław Kaczyński nie pojawił się na kluczowym głosowaniu

    “Wstyd. Najpierw »za«, a dziś wycofywanie się pod partyjne gierki. Przez taką politykę zwierzęta dalej cierpią. Hańba” — napisała w mediach społecznościowych posłanka Polski 2050 Agnieszka Buczyńska.

    “Sejm nie odrzucił weta prezydenckiego w sprawie ustawy łańcuchowej. Posłowie PiS-u, którzy jeszcze dwa tygodnie temu głosowali za prawami zwierząt, dziś uznali, że bycie przeciwko Tuskowi jest jednak dla nich ważniejsze. Smutne” — stwierdził Maciej Konieczny z partii Razem.

    Przeczytaj: Weto na “ustawie łańcuchowej” utrzymane. Jest reakcja Donalda Tuska

    Tomasz Trela z Lewicy w swoim wpisie zwrócił się do przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości. “Mieliście szansę uwolnić się z łańcucha prezydenckich kaprysów, a wybraliście kaganiec. Świetnie aportujecie, może czas jednak nauczyć się odrobiny samodzielności? Szkodnicy!” — napisał wiceprzewodniczący partii.
    Fala komentarzy po sukcesie Karola Nawrockiego. “Empatia nie powinna być wybiórcza”

    “Jak można mieć serce dla zwierząt, skoro nie ma się i nigdy nie miało serca dla osób z niepełnosprawnościami? Empatia nie powinna być wybiórcza” — napisała posłanka KO Iwona Hartwich.

    Czytaj również: Zbigniew Bogucki uderzył w marszałka Sejmu. “Z takimi ludźmi się chcecie pokazywać”?

    Adrian Witczak z Koalicji Obywatelskiej uznał, że “to był moment, w którym PiS mógł przestać hańbić państwo i pokazać resztki empatii”. “Wybrał obojętność wobec cierpienia psów” — dodał poseł.

    “Ogon macha psem?” — zapytał ironicznie europoseł Dariusz Joński.

    Zobacz: Sondaż pokazuje “sufit” poparcia dla Mateusza Morawieckiego. Jego partia mogłaby sporo namieszać

    “Zwierzęta przegrały. Sejm nie odrzucił weta prezydenta. Niech to szlag” — stwierdziła Katarzyna Piekarska z Koalicji Obywatelskiej.

  • Burza po głosowaniu ws. “ustawy łańcuchowej”. Tusk: Symboliczna kapitulacja Kaczyńskiego

    Burza po głosowaniu ws. “ustawy łańcuchowej”. Tusk: Symboliczna kapitulacja Kaczyńskiego

    Sejm nie zdołał odrzucić weta prezydenta Karola Nawrockiego do tzw. „ustawy łańcuchowej”. Kluczową rolę odegrali w tym posłowie Prawa i Sprawiedliwości, choć uwagę komentatorów zwróciła nieobecność lidera ugrupowania, Jarosława Kaczyńskiego. Ten fakt szybko stał się przedmiotem politycznych komentarzy, m.in. ze strony premiera Donalda Tuska.

    Burza komentarzy po głosowaniu

    Wynik głosowania wywołał falę ostrych reakcji wśród polityków koalicji rządzącej. Donald Tusk nie szczędził gorzkich słów pod adresem PiS, pisząc w mediach społecznościowych, że partia „potulnie podkuliła ogon i podtrzymała weto prezydenta”. Jak dodał, była to „symboliczna kapitulacja Jarosława Kaczyńskiego”, który – jego zdaniem – „nie miał odwagi stanąć w obronie zwierząt i uciekł przed głosowaniem”. Premier zakończył wpis stwierdzeniem: „Tylko psów żal”.

    Podobnie emocjonalnie sprawę skomentował Marcin Kierwiński. Według niego środowe głosowanie było „przykrym dniem”, bo – jak napisał – „w Sejmie przegrało człowieczeństwo i empatia wobec zwierząt”, a zwyciężyli ci, którzy „nienawidzą wszystkiego, co żyje”.

    Z kolei Dorota Niedziela zwróciła uwagę na zmianę stanowiska posłów PiS. Przypomniała, że jeszcze niedawno część z nich popierała ustawę ograniczającą trzymanie psów na łańcuchach, a teraz opowiedziała się za utrzymaniem prezydenckiego weta. „To nie koniec walki. Dalej będziemy walczyć o uwolnienie czworonogów od łańcuchów” – zapowiedziała posłanka.

    Do sprawy odniósł się również Radosław Sikorski, który zestawił weto dotyczące ochrony zwierząt z inną decyzją prezydenta – w sprawie kryptowalut. „Pan prezydent jest za wolnością dla giełd kryptowalutowych i łańcuchami dla psów. Szkoda, że nie odwrotnie” – ironizował wicepremier.

    Dziennikarze: kalkulacja zamiast empatii

    Głos zabrali także dziennikarze komentujący polityczne kulisy sprawy. Patryk Michalski zauważył, że „na złość” rządowi i Donaldowi Tuskowi PiS wolał opowiedzieć się po stronie utrzymania weta, co w praktyce oznacza brak zmian w losie psów trzymanych na łańcuchach. Przypomniał przy tym, że wcześniej ustawa zyskała poparcie kilkudziesięciu posłów tej partii, a Jarosław Kaczyński przez lata próbował kreować się na obrońcę praw zwierząt. „Była szansa na historyczną zmianę, ale wygrała polityczna kalkulacja” – ocenił.

    Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej” zwrócił uwagę na szerszy kontekst polityczny. Jego zdaniem koalicja rządząca nie miała realnych szans na zebranie większości 3/5 głosów potrzebnych do odrzucenia weta. Jednocześnie ocenił, że większe ryzyko polityczne ponosi sam prezydent, ponieważ większość Polaków krytycznie ocenia jego decyzję. „Rządzący pokażą swoją bezradność wobec weta, ale sympatia społeczna w tej sprawie będzie po ich stronie” – napisał.

    Czym jest „ustawa łańcuchowa”?

    Nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt, potocznie nazywana „ustawą łańcuchową”, była projektem złożonym przez Koalicję 15 października. Zakładała m.in. wprowadzenie minimalnych wymiarów kojców uzależnionych od wagi psa oraz dalsze ograniczenia w możliwości długotrwałego trzymania zwierząt na uwięzi.

    Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę, a następnie przedstawił własny projekt zmian, w którym usunięto kluczowe wytyczne dotyczące wymiarów kojców. W odpowiedzi Sejm podjął próbę odrzucenia weta.

    Do głosowania doszło w środę 17 grudnia. Aby weto prezydenta zostało odrzucone, potrzebna była większość 3/5 głosów, czyli co najmniej 263 posłów. W głosowaniu wzięło udział 438 parlamentarzystów. Za odrzuceniem weta opowiedziało się 246 posłów Koalicji 15 października. Przeciw było 192 posłów, głównie z PiS (175). Nikt nie wstrzymał się od głosu, a 22 posłów nie uczestniczyło w głosowaniu.

    Co dalej?

    Nieudana próba odrzucenia weta oznacza, że zmiany w proponowanym kształcie nie wejdą w życie. Sprawa jednak – jak zapowiadają politycy koalicji rządzącej – nie jest zamknięta. Temat ochrony zwierząt i ograniczenia trzymania psów na łańcuchach ma powrócić w kolejnych inicjatywach legislacyjnych.

    Więcej szczegółów dotyczących „ustawy łańcuchowej” można znaleźć w artykule Marty Rawicz pt. „Psy (kiedyś) jednak bez łańcuchów? ‘Widzę szansę na podpis prezydenta’”.

    Źródła: X, Sejm, Ustawa z dnia 7 listopada 2025 r. o zmianie ustawy o ochronie zwierząt, Prezydent.pl

  • Świątek się nie zawahała. Tak podsumowała rywalki. “Już się nauczyłam”

    Świątek się nie zawahała. Tak podsumowała rywalki. “Już się nauczyłam”

    Świątek się nie zawahała. Tak podsumowała rywalki. “Już się nauczyłam”
    Mateusz Gaweł

    Rok 2025 dla Igi Świątek nie był pasmem sukcesów, ale w postawie 24-latki można znaleźć mnóstwo pozytywów. Bezsprzecznie największym z nich jest triumf w Wimbledonie. Zmagania zakończyły się drugim miejscem w światowym rankingu. Niektórzy uważają to za porażkę, ale sama Świątek jest zadowolona ze swoich wyników. Docenia znaczący progres czołowych zawodniczek, za którym idzie zacięta rywalizacja.
    Iga Świątek – Jelena Rybakina
    screen: Canal+ Sport 2

    Iga Świątek zakończyła sezon 2025 na drugim miejscu w rankingu. Polkę wyprzedziła wyłącznie Aryna Sabalenka. Po początku sezonu, w którym 24-latce nie szło najlepiej, przyszedł upragniony triumf w Wimbledonie. Był to pierwszy wygrany turniej na nawierzchni trawiastej w seniorskiej karierze.

    Zobacz wideo Bartosz Bednorz po wygranej Warszawy z Kędzierzynem-Koźlem: Oddychaliśmy rękawami, ale pokazaliśmy, że mamy charakter

    Choć ostatnia faza sezonu również mogła przynieść trochę zawodu, to patrząc na wszystkie zmagania – był to kolejny dobry rok w wykonaniu Polki. Widać jednak, że światowa czołówka zaczęła doganiać Świątek. Zauważyła to i ona, wypowiadając się dla magazynu Clay.
    Iga Świątek docenia rywalki

    – Myślę, że zakończenie sezonu na drugim miejscu to wielkie osiągnięcie. Moim zdaniem poziom wśród najlepszych tenisistek jest dużo bardziej wyrównany niż kiedyś. Można było to zobaczyć podczas WTA Finals. Każda z nas mogła zwyciężyć, rozegraliśmy mnóstwo zaciętych spotkań – stwierdziła Polka.

    Zobacz też: Była najlepszą tenisistką świata. Spadła na finansowe dno

    – Są zawodniczki, które wolą jakieś szczegółowe warunki, albo takie, które lepiej się czują w tej czy innej części sezonu. Jednak biorąc wszystko pod uwagę, wszystkie stajemy się lepsze i to w zatrważającym tempie – kontynuuje Świątek. I faktycznie, różnice pomiędzy niektórymi tenisistkami są niewielkie. Po raz trzeci w ostatnich pięciu latach wszystkie turnieje wielkoszlemowe padły łupem czterech różnych tenisistek.
    Iga Świątek tłumaczy. “Trzy lata temu…”

    24-latka wytłumaczyła również, jak doszła do tych wniosków. – Jeżeli trzy lata temu zaserwowałabym 185 kilometrów na godzinę, to byłoby to coś niesamowitego. Gamechanger. Ale teraz, kiedy już się nauczyłam tak serwować, zauważyłam, że niektóre dziewczyny serwują 195 km/h. Oczywiście, nie tylko prędkość się liczy. Jest to jednak przykład na to, że tenis się zmienia i coraz więcej zawodniczek pokazuje świetny poziom – zakończyła.

    Iga Świątek wróci do gry już 26 grudnia podczas pokazowego turnieju w Shenzhen. Potem przyjdzie czas na zmagania w ramach United Cup, a od 18 stycznia rozpocznie się Australian Open – jedyny turniej Wielkiego Szlema, którego Polka jeszcze nie wygrała.

  • Tego o Ewie Pajor wielu nie wiedziało. To jej Polka zawdzięcza sukces, była na rozdrożu

    Tego o Ewie Pajor wielu nie wiedziało. To jej Polka zawdzięcza sukces, była na rozdrożu

    Ewa Pajor od lat uchodzi za najwybitniejszą piłkarkę w historii polskiego futbolu kobiecego. Jej nazwisko doskonale znane jest dziś nie tylko nad Wisłą, ale również daleko poza granicami kraju. Osiągnięcia, które regularnie dopisuje do swojego dorobku w barwach FC Barcelony, budzą podziw ekspertów i kibiców na całym świecie. Droga kapitan reprezentacji Polski na sam szczyt nie była jednak prosta. W młodym wieku musiała mierzyć się z poważnymi problemami i podejmować decyzje, które dla dziecka bywają wyjątkowo trudne. W tych kluczowych momentach nie była jednak sama – po latach Pajor otwarcie przyznała, kto odegrał najważniejszą rolę w jej życiu i karierze.

    Trudno znaleźć reprezentację narodową, która nie marzyłaby o posiadaniu w swoich szeregach zawodniczki o takim potencjale jak Ewa Pajor. Już od najmłodszych lat wyróżniała się niezwykłym wyczuciem piłki, instynktem strzeleckim i determinacją, które z biegiem czasu tylko się potęgowały. Dziś jest jedną z kluczowych postaci kobiecej drużyny FC Barcelony, a w zaledwie kilkanaście miesięcy wywalczyła sobie status jednej z najlepszych piłkarek zespołu.

    Polska napastniczka imponuje regularnością – strzela gola za golem, a jej nazwisko coraz częściej pojawia się w klubowych kronikach „Dumy Katalonii”. Już teraz ma na koncie kilka historycznych osiągnięć, a wszystko wskazuje na to, że to dopiero początek.

    W trwającym sezonie Pajor zdecydowanym krokiem zmierza po tytuł królowej strzelczyń hiszpańskiej La Ligi. Jej forma strzelecka robi ogromne wrażenie – w ostatnich sześciu spotkaniach w barwach Barcelony zdobyła aż siedem bramek. Kariera reprezentantki Polski rozwija się więc w idealnym kierunku. Warto jednak pamiętać, że początki tej drogi były pełne przeszkód i dalekie od bajkowego scenariusza.

    Trudne początki Ewy Pajor. To ona była jej największym oparciem

    Ewa Pajor urodziła się w Uniejowie – niewielkiej miejscowości w województwie łódzkim. Piłka nożna towarzyszyła jej praktycznie od zawsze. Jak sama wspominała, już jako mała dziewczynka każdą wolną chwilę spędzała z piłką przy nodze.

    – Mój kuzyn często opowiadał, że byłam jeszcze bardzo mała, a już chciałam grać. Robiliśmy prowizoryczne bramki, boiska na polu czy łące, całe dnie spędzaliśmy na dworze. Oglądałam też wszystko, co było w telewizji – mecze Ligi Mistrzów, wielkie turnieje. Wtedy zobaczyłam piłkarza, który do dziś jest moim idolem – Cristiano Ronaldo. Chciałam być jak on – mówiła Pajor w rozmowie z portalem WP.

    Bardzo wcześnie przyszło jej jednak zmierzyć się z decyzjami, które na ogół podejmują dorośli. Aby móc dalej rozwijać swój talent, zaledwie 12-letnia Ewa musiała opuścić rodzinny dom i przenieść się do Konina. Tam dołączyła do Medyka Konin – klubu, w którym po raz pierwszy mogła rywalizować z dziewczynami. Wcześniej występowała bowiem w Orlętach Wielenin, gdzie na co dzień grała wśród chłopców.

    To był niezwykle wymagający okres. Młoda piłkarka zmagała się nie tylko z rozłąką z rodziną, ale także z problemami zdrowotnymi. Anemia oraz kontuzja kolana sprawiły, że codzienność stała się jeszcze trudniejsza. Właśnie wtedy kluczowe okazało się wsparcie najbliższej osoby.

    – Powstała drużyna dziewczyn, które dołączyły do grania, patrząc na mnie. Była wśród nich także moja siostra, która później wyjechała razem ze mną. Te najcięższe momenty przeżywałyśmy wspólnie. Ona widziała wszystko: zmęczenie po treningach, ból, trudności – wspominała Pajor w rozmowie z Ewą Drzyzgą.

    To właśnie starsza siostra była dla niej największym oparciem w najtrudniejszych chwilach, pomagając przetrwać momenty zwątpienia i fizycznego wyczerpania.

    W juniorskich zespołach Medyka Konin Ewa Pajor występowała w latach 2009–2012, po czym trafiła do pierwszej drużyny, której barwy reprezentowała do 2015 roku. W tym czasie rozegrała łącznie 60 spotkań i zdobyła imponujące 64 bramki. Jej talent bardzo szybko przyciągnął uwagę zagranicznych potentatów.

    Kolejnym krokiem w karierze był transfer do VfL Wolfsburg. W niemieckim klubie spędziła aż dziewięć lat – od 2015 do 2024 roku. W tym czasie zanotowała 121 występów i strzeliła 96 bramek, stając się jedną z ikon zespołu.

    Dziś, już jako gwiazda FC Barcelony i kapitan reprezentacji Polski, Ewa Pajor jest dowodem na to, że sukces rodzi się nie tylko z talentu i ciężkiej pracy, ale także z wsparcia najbliższych. Bez obecności i pomocy starszej siostry jej droga na szczyt mogła potoczyć się zupełnie inaczej.

  • Była najlepszą tenisistką świata. Spadła na finansowe dno

    Była najlepszą tenisistką świata. Spadła na finansowe dno

    To niewiarygodne, ile wysiłku włożyłam i ile jeszcze będę musiała włożyć do końca życia, żeby stanąć na nogi finansowo – ujawniła Arantxa Sanchez Vicario. Legendarna tenisistka popadła w wielkie tarapaty. Twierdzi, że wpakował ją w nie były mąż. Jej historia może być przestrogą dla innych.

    TENNIS-SANCHEZ/COURT

    Arantxa Sanchez Vicario to jedna z absolutnych legend tenisa. Znakomicie radziła sobie zarówno w singlu, jak i deblu. Indywidualnie triumfowała m.in. w 29 turniejach rangi WTA, z czego cztery były wielkoszlemowe. Piastowała nawet miano liderki rankingu WTA, co było sporym wyczynem, patrząc na to, że rywalizowała w erze Steffi Graf i Moniki Seles. Zarobiła na korcie mnóstwo pieniędzy, bo mówi się aż o 17 mln dolarów. Ponad drugie tyle miała zainkasować na reklamach i innych komercyjnych działaniach. Teraz ledwo wiąże koniec z końcem. Jak to możliwe?

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Wielkie problemy Arantxy Sanchez Vicario. Żyje dzięki… pomocy przyjaciół

    – Jestem w stanie utrzymać moje dzieci tylko dzięki pieniądzom, które dają mi przyjaciele. Tak walczę. Robię, co tylko mogę. Nie poddam się w tym – mówiła Hiszpanka, cytowana przez kurir.rs. Dlaczego jej sytuacja finansowa tak mocno się pogorszyła? Ano dlatego, że była tenisistka popadła w konflikt z prawem przed kilkoma laty. Przytoczone powyżej słowa miała wypowiedzieć przed sądem.

    “Zarówno legenda tenisa, jak i jej ówczesny mąż Joseph Santacan zostali oskarżeni o oszustwo finansowe. Mieli opróżnić konto w Banque de Luxembourg, aby uniknąć spłaty długu wobec banku. Media donosiły, że zobowiązanie wynosiło około 6,4 mln funtów, a zostało naliczone po tym, jak była tenisistka i jej mąż zapłacili grzywnę za wcześniejsze oszustwa podatkowe. Zadłużenie nie zostało spłacone, przez co prokuratura wstąpiła na drogę sądową. (…) Odbyła się rozprawa, podczas której zadecydowano o ukaraniu zarówno Sanchez Vicario, jak i jej byłego męża. Zostali uznani za winnych zarzucanych im czynów. (…) Wraz z byłym mężem zostali obciążeni grzywną w wysokości 6,6 mln euro” – pisaliśmy na łamach Sport.pl. Część pieniędzy, które Hiszpanka zarobiła w trakcie kariery, miała też zabrać jej rodzina, o czym pisała w biografii z 2012 roku.

    Zobacz też: Jeszcze w tym roku zobaczymy Igę Świątek! Mecz na szczycie.
    “Sytuacja jest naprawdę, naprawdę trudna”

    – Teraz muszę przekazać połowę tego, co zainkasowałam w trakcie kariery, na spłatę długów. Sama utrzymuję dwójkę dzieci i przyjaciele mi pomagają finansowo. Już się do tego przyzwyczaiłam. To niewiarygodne, ile wysiłku włożyłam i ile jeszcze będę musiała włożyć do końca życia, żeby stanąć na nogi finansowo. Sytuacja jest naprawdę, naprawdę trudna – podkreślała Sanchez Vicario w rozmowie z rodzimymi mediami. Jak przyznała, bardzo ufała mężowi i to ją zgubiło. Twierdziła, że to on zajmował się kwestiami finansowymi w domu.

  • Duda, Tusk i Trzaskowski chcą tego dla Polski. Ekspert bije na alarm

    Duda, Tusk i Trzaskowski chcą tego dla Polski. Ekspert bije na alarm

    Igrzyska olimpijskie w Polsce? Ekspert nie ma wątpliwości. „Referendum jest konieczne”

    Pomysł organizacji letnich igrzysk olimpijskich w Polsce coraz częściej przebija się do debaty publicznej. Politycy mówią już nie tylko o ogólnych ambicjach, ale także o konkretnych datach – 2040 lub 2044 roku. Entuzjazm części środowisk zderza się jednak z chłodną analizą ekonomiczną. Dr Artur Grabowski, politolog i ekonomista z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, w rozmowie ze Sport.pl wskazuje zarówno potencjalne korzyści, jak i bardzo poważne zagrożenia. Jego zdaniem jeden warunek jest absolutnie kluczowy. – Z tych powodów zasadne jest przeprowadzenie referendum – podkreśla.

    Od zapowiedzi do konkretów

    Dyskusja o igrzyskach olimpijskich w Warszawie trwa już od dwóch lat. Najpierw prezydent Andrzej Duda zapowiedział starania o organizację letnich igrzysk, później premier Donald Tusk potwierdził zainteresowanie rządu takim projektem. Kilka tygodni temu jasną deklarację złożył także prezydent stolicy Rafał Trzaskowski, podkreślając gotowość miasta do przyjęcia sportowców z całego świata.

    Eksperci studzą jednak emocje. – Punkt wyjścia powinien być jeden: rzetelna analiza ekonomiczna i społeczna – zaznacza dr Grabowski. – Dopiero po jej przedstawieniu społeczeństwu można myśleć o dalszych krokach.

    Referendum jako fundament decyzji

    Zdaniem ekonomisty kluczowym elementem procesu decyzyjnego powinno być ogólnokrajowe referendum, ale poprzedzone kampanią informacyjną. – Społeczeństwo musi poznać realne koszty, potencjalne zyski i ryzyka makroekonomiczne. Bez tego głosowanie byłoby pozbawione sensu – tłumaczy.

    Jako przykład podaje historię Krakowa, który wycofał się z ubiegania o zimowe igrzyska olimpijskie po negatywnym wyniku referendum. – Co znamienne, podobną decyzję podjęła także Norwegia, jeden z najbogatszych krajów świata. To pokazuje, że nawet wysoki poziom zamożności nie oznacza automatycznej zgody na tak kosztowne przedsięwzięcia – dodaje.

    Na czym naprawdę zarabia gospodarz igrzysk?

    Najbardziej widoczne korzyści ekonomiczne mają charakter krótkoterminowy. – Igrzyska generują ogromny napływ kibiców i turystów, co przekłada się na wzrost popytu w hotelarstwie, gastronomii i transporcie – wyjaśnia dr Grabowski. Najsilniejszy impuls gospodarczy pojawia się jednak jeszcze przed rozpoczęciem zawodów – w fazie przygotowań, gdy rośnie zapotrzebowanie na usługi budowlane i infrastrukturalne.

    Prawdziwe wyzwanie zaczyna się po zgaszeniu znicza olimpijskiego. – Długoterminowe korzyści są możliwe tylko wtedy, gdy infrastruktura zostanie racjonalnie zaplanowana i realnie wykorzystywana – zaznacza ekspert. Warunkiem jest jednak wzrost aktywności fizycznej społeczeństwa, która w Polsce wciąż pozostaje na stosunkowo niskim poziomie.

    Zdaniem Grabowskiego większa popularność sportu mogłaby przynieść również efekty zdrowotne i społeczne, ograniczając wydatki na leczenie i świadczenia chorobowe. – Ale to proces liczony w dekadach, a nie w latach – podkreśla.

    Ile mogą kosztować igrzyska?

    Odpowiedź na to pytanie jest dziś niemożliwa bez szczegółowej inwentaryzacji infrastruktury sportowej. – W Polsce brakuje obiektów kluczowych dla igrzysk, zwłaszcza stadionów lekkoatletycznych i dużych hal widowiskowych – wylicza ekonomista.

    Budowa nowoczesnego stadionu z bieżnią na 50 tysięcy widzów to wydatek rzędu co najmniej miliarda złotych. A to tylko jeden element układanki. Dla porównania: Francja wydała na igrzyska niemal 35 miliardów złotych. W polskich realiach oznaczałoby to blisko 4 procent rocznych wydatków budżetowych państwa, rozłożonych oczywiście na kilka lat.

    Do tego dochodzą inwestycje towarzyszące, takie jak transport czy lotnictwo. – Bez nowoczesnego węzła komunikacyjnego, jak Centralny Port Komunikacyjny, trudno wyobrazić sobie obsługę milionów kibiców – zaznacza Grabowski.

    Publiczne pieniądze i koszt utrzymania

    Ekspert nie ma złudzeń co do źródeł finansowania. – To będą głównie pieniądze publiczne: rządowe i samorządowe. Partnerstwo publiczno-prywatne w takiej skali jest mało realne – ocenia.

    Kluczowym problemem pozostaje jednak utrzymanie infrastruktury. – Już dziś wiele obiektów sportowych generuje straty przez pierwsze siedem lat działalności. Bez dobrze zaprojektowanego modelu zarządzania igrzyska mogą pozostawić po sobie trwałe obciążenie dla budżetów lokalnych – ostrzega.

    Bezpieczeństwo może kosztować najwięcej

    W polskich realiach szczególnego znaczenia nabiera kwestia bezpieczeństwa. – Wojna za wschodnią granicą i wrogie nastawienie Rosji oraz Białorusi to czynnik, który MKOl z pewnością weźmie pod uwagę – mówi Grabowski.

    Koszty ochrony, zabezpieczenia granic, cyberbezpieczeństwa oraz ubezpieczeń mogą okazać się wyższe niż same inwestycje sportowe. – Już dziś wydatki na bezpieczeństwo masowych imprez rosną lawinowo. Przy igrzyskach mówimy o zupełnie innej skali – dodaje.

    Lekcja z Aten i Euro 2012

    Przykład Grecji pozostaje ostrzeżeniem. Nadmierne inwestycje olimpijskie przyczyniły się do pogłębienia kryzysu finansowego i gigantycznego zadłużenia państwa. – Polska jest dziś w lepszej sytuacji, ale dług publiczny rośnie, a koszty jego obsługi ograniczają przestrzeń fiskalną – zauważa ekonomista.

    Euro 2012 pokazuje z kolei, że sukces organizacyjny nie zawsze oznacza sukces ekonomiczny. – Krótkoterminowy impuls był ogromny, ale długofalowe efekty zależą wyłącznie od wykorzystania infrastruktury – podkreśla Grabowski.

    Społeczna akceptacja kluczem do sukcesu

    Zdaniem eksperta największym wyzwaniem nie będzie ani budowa stadionów, ani logistyka, lecz zdobycie poparcia społecznego. – W sytuacji rosnących kosztów życia wielu obywateli woli „więcej chleba niż igrzysk” – zauważa.

    Dlatego – jak podkreśla – bez uczciwej informacji i ogólnokrajowego referendum projekt igrzysk olimpijskich w Polsce nie powinien ruszać z miejsca. – Społeczeństwo musi wiedzieć, ile zapłaci przed, w trakcie i po igrzyskach. Bez tej wiedzy nie ma mowy o świadomej decyzji – podsumowuje.

  • 34 minuty i zwycięstwo! Magda Linette lepsza od słynnej rywalki

    34 minuty i zwycięstwo! Magda Linette lepsza od słynnej rywalki

    34 minuty i zwycięstwo! Magda Linette lepsza od słynnej rywalki
    Magda Linette
    Magda Linette (Foto: srv_lemur / Imago)

    Magda Linette (55. WTA) udanie rozpoczęła występy w pokazowym turnieju World Tennis League, pokonując wyżej notowaną Paulę Badosę 6:4. To dobry prognostyk przed rywalizacją w 2026 r. i serią nieudanych startów polskiej zawodniczki w końcówce poprzedniego sezonu.

    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym

    13 sierpnia poznanianka dość nieoczekiwanie pokonała w trzeciej rundzie turnieju w Cincinnati Jessikę Pegulę. Wówczas nikt nie mógł spodziewać się, że jest to… jej ostatnie zwycięstwo w sezonie. W kolejnym etapie tych zawodów musiała uznać wyższość Weroniki Kudiermietowej, a pięć kolejnych imprez kończyła już na pierwszej przeszkodzie.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    Słaba forma i koszmarna seria spowodowały, że 33-latka zdecydowała się przedwcześnie zakończyć sezon i skupiła się na przygotowaniach do następnego. Te wchodzą właśnie w decydującą fazę, a nasza zawodniczka w ramach solidnego przetarcia postanowiła wziąć udział w World Tennis League. Pokazowe zmagania rozgrywane są w Indiach.

    Polka znalazła się w drużynie Falcons, w której są też Daniił Miedwiediew, Rohan Bopanna i Sahaja Yamalapalli. W pierwszej serii gier zespół naszej reprezentantki zmierzył się z Eagles (Gael Monfils, Paula Badosa, Sumit Nagal i Shrivalli Bhamidipaty).
    Dobry początek Magdy Linette. I zwycięstwo! A potem rewanż

    Na start Linette stanęła naprzeciwko 25. rakiety globu i po jednosetowym pojedynku, trwającym 34 minuty, mogła świętować wygraną. Poznanianka lepiej weszła w mecz i prowadziła 2:0, a następnie 3:1. Rywalka zdołała jednak odrobić straty, ale w kluczowym momencie Polka znów przełamała przeciwniczkę i finalnie zapewniła sobie zwycięstwo.

    Kilkadziesiąt minut później Badosa mogła cieszyć się ze skutecznego rewanżu w grze… podwójnej. Hiszpanka w parze z Nagalem rozbiła bowiem Linette i Bopannę 6:1.

    World Tennis League ma format drużynowy z udziałem czterech zespołów, które grają w jednej grupie systemem “każdy z każdym”, a po fazie grupowej najlepsze ekipy awansują do finału. Każdą drużynę tworzą dwie tenisistki i dwóch tenisistów, a rywalizacja obejmuje single i deble, w tym miksty. Jedno spotkanie składa się z czterech setów: singla mężczyzn, singla kobiet oraz dwóch setów deblowych (jeden klasyczny i drugi, który może być męski, żeński lub mieszany). O zwycięstwie nie decydują sety, tylko gemy. Każdy wygrany gem to 1 punkt, a po czterech setach wygrywa drużyna z większą liczbą “oczek”.

    Zobacz także: Fortuna za 24 minuty walki. Tyle zarobią za hitowy pojedynek. Kosmos!

    Co ciekawe, dokładnie rok temu, w tych zawodach nowy sezon rozpoczynała Iga Świątek.

  • Duda, Tusk i Trzaskowski chcą tego dla Polski. Ekspert bije na alarm

    Duda, Tusk i Trzaskowski chcą tego dla Polski. Ekspert bije na alarm

    Dwa lata temu prezydent Andrzej Duda zapowiedział starania Polski o prawo organizacji letnich igrzysk olimpijskich w Warszawie. Rok później premier Donald Tusk potwierdził zainteresowanie kraju kandydaturą do roli gospodarza, a kilka tygodni temu prezydent stolicy Rafał Trzaskowski zadeklarował, że miasto chce przyjąć sportowców z całego świata na największą imprezę sportową.

    Zobacz wideo Gorąco wokół polskich skoków. Chodzi o skład na igrzyska

    Jako Sport.pl rozmawiamy z dr. Arturem Grabowskim, politologiem i ekonomistą pracującym w Katedrze Ekonomii Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Zapytaliśmy go, jako badacza fenomenu sportu w ujęciu ekonomiczno-społecznym, jak ocenia potencjalne korzyści i ryzyka związane z organizacją igrzysk, ile nas to może kosztować, przed jakimi wyzwaniami stoi Polska czy jak nie powtórzyć błędów Greków z Aten 2004.
    Od dwóch lat toczy się dyskusja o pomyśle igrzysk olimpijskich w Warszawie. Ostatnio politycy sprecyzowali, że chodzi o 2040 lub 2044 rok. Z punktu widzenia ekonomisty i politologa, od czego powinniśmy zacząć?

    Dr Artur Grabowski: Odwołanie się do ogólnokrajowego referendum powinno stanowić element szerszego procesu decyzyjnego, w którym inicjatywa leży po stronie rządu. Kluczowe jest uprzednie przedstawienie społeczeństwu wstępnego raportu ekonomicznego, obejmującego realistyczne szacunki kosztów, potencjalnych korzyści oraz ryzyka makroekonomiczne związane z projektem. Przykładem ilustrującym znaczenie takich analiz jest przypadek niedoszłych zimowych igrzysk olimpijskich w Krakowie, w których jednym z potencjalnych kandydatów była Norwegia.

    W przeprowadzonym tam głosowaniu publicznym społeczeństwo odrzuciło udział w przedsięwzięciu, wskazując na zbyt wysokie koszty oraz ryzyko obniżenia poziomu dobrobytu. Jest to szczególnie wymowne w kontekście kraju, który – choć pozostaje poza strukturami Unii Europejskiej – należy do grupy państw o najwyższym dochodzie narodowym per capita.
    Na czym zarabia gospodarz igrzysk?

    – Najbardziej bezpośrednie oddziaływanie ekonomiczne igrzysk olimpijskich dotyczy napływu osób przyjeżdżających do kraju-gospodarza w okresie trwania wydarzenia. Strumień ten obejmuje nie tylko kibiców, lecz również turystów zainteresowanych samą atmosferą igrzysk. W rezultacie krótkookresowy impuls popytowy odczuwają sektory powiązane z obsługą ruchu turystycznego, w szczególności gastronomia, hotelarstwo oraz branża transportowa. Z perspektywy analizy makroekonomicznej najsilniejszy efekt mnożnikowy ujawnia się w fazie przygotowawczej oraz w trakcie samych zawodów, gdy rośnie zapotrzebowanie na usługi i dobra komplementarne względem wydarzenia.

    Jednocześnie potencjalne korzyści mogą wystąpić również w długim okresie, pod warunkiem odpowiednio racjonalnego i ekonomicznie uzasadnionego zaplanowania infrastruktury sportowej. Obiekty tego typu mogą generować strumień przychodów po zakończeniu wydarzenia, o ile zostaną włączone w lokalny ekosystem sportowy i rekreacyjny. Warunkiem koniecznym jest jednak rozwój kultury aktywności fizycznej w Polsce. Prowadzone przeze mnie badania wskazują, że odsetek osób regularnie uprawiających sport – zarówno w klubach, jak i poza nimi – jest relatywnie niski na tle innych krajów europejskich.

    Zwiększenie poziomu aktywności fizycznej może wywoływać pozytywne efekty zewnętrzne w systemie ochrony zdrowia i zabezpieczenia społecznego. Regularne uprawianie sportu sprzyja redukcji wydatków związanych z absencją chorobową, hospitalizacjami oraz ogranicza wykorzystanie świadczeń finansowanych przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych i Narodowy Fundusz Zdrowia. W takim ujęciu igrzyska mogą pełnić funkcję impulsu do upowszechnienia aktywności fizycznej, tworząc dodatkowy – społeczny i zdrowotny – efekt długookresowy.

    Realizacja takiego scenariusza wymaga jednak wieloletniego procesu zmiany postaw społecznych oraz zapewnienia szerokiej dostępności infrastruktury powstałej na potrzeby igrzysk. Tylko wówczas możliwe jest pełne wykorzystanie potencjału ekonomicznego i społecznego wynikającego z organizacji wydarzenia tej skali.
    Jesteśmy w stanie oszacować realne koszty igrzysk?

    – Na pewno jest to trudne. Najpierw musimy zrobić diagnozę stanu tego, co mamy, czyli zinwentaryzować obiekty. Musimy pamiętać, że na igrzyskach rywalizacja odbywa się w kilkudziesięciu dyscyplinach sportowych. Dam przykład – brakuje w naszym kraju obiektów lekkoatletycznych. Oprócz Stadionu Śląskiego w Chorzowie jest jeszcze Stadion im. Zdzisława Krzyszkowiaka w Bydgoszczy. W Polsce obserwuje się również niedobór obiektów sportowo-widowiskowych o dużej pojemności. Choć funkcjonują wyjątki, takie jak krakowska Tauron Arena, katowicki Spodek, gliwicka PreZero Arena, łódzka Atlas Arena czy gdańska Ergo Arena, to dominują obiekty o pojemności rzędu dwóch–trzech tysięcy miejsc. Brakuje natomiast hal zdolnych pomieścić 15–20 tysięcy widzów, które mogłyby obsługiwać wydarzenia o charakterze masowym i generować znaczące efekty skali zarówno po stronie przychodów, jak i lokalnych impulsów gospodarczych.
    Ostatnio pojawił się też pomysł rozbudowy Stadionu Narodowego.

    – Ciężko będzie go adoptować do lekkoatletycznych wymagań. Potrzebny byłby kolejny stadion w stolicy, a taki obiekt z bieżnią na co najmniej 50 tys. widzów to poważny koszt. Dziś ceny budowy stadionów tej wielkości zaczynają się od miliarda złotych w górę.

    Możemy odnieść się do Francuzów, którzy rok temu wydali prawie 35 miliardów złotych na organizację igrzysk. Jeśli weźmiemy naszą ustawę budżetową i wydatki zaplanowane na ten rok rzędu 921 miliardów, wydatek na poziomie Francji stanowiłby prawie 4 proc. wszystkich rocznych wydatków państwa polskiego. Oczywiście tych sum nie wydamy w ciągu 12 miesięcy tylko na przestrzeni kilku lat, budując poszczególne obiekty, ale obciążenia i tak będą spore.

    Trzeba pamiętać, że powinniśmy też doliczyć inne wydatki publiczne, niezwiązane bezpośrednio ze sportem. W grę wchodzi np. konieczność wybudowania Centralnego Portu Komunikacyjnego, który zwróciłby się w dłuższej perspektywie, a na czas igrzysk stałby się niezbędny jako miejsce, do którego mogą przylecieć kibice z całego świata, stamtąd rozwożeni pociągami albo samolotami na odcinkach krajowych. Przy okazji igrzysk warto, a nawet trzeba pomyśleć także o innych rozwiązaniach, które usprawnią funkcjonowanie naszego kraju.
    Jak podawał Business Insider, igrzyska w Atenach w 2004 roku kosztowały 15 mld dolarów, w Rio de Janeiro 12 mld, a w Paryżu 9 mld – te ostatnie były najtańsze w XXI wieku. W Polsce będzie więcej czy mniej i dlaczego?

    – Na obecnym etapie nie jest możliwe precyzyjne oszacowanie potrzeb inwestycyjnych, gdyż konieczne jest przeprowadzenie szczegółowej inwentaryzacji istniejącej infrastruktury sportowej oraz zidentyfikowanie brakujących elementów. W przypadku dużych hal widowiskowo-sportowych kluczowe znaczenie ma nie tylko koszt ich budowy, lecz także lokalizacja, która determinuje niezbędne inwestycje towarzyszące, w tym układ komunikacyjny umożliwiający efektywną obsługę ruchu widzów i uczestników.

    Zasadne jest opracowanie kilku alternatywnych scenariuszy organizacji igrzysk. Jeden mógłby zakładać maksymalne wykorzystanie istniejącej infrastruktury, drugi – większy zakres inwestycji od podstaw, a trzeci – wariant mieszany, o bardziej umiarkowanym profilu kosztowym. Analiza porównawcza takich scenariuszy umożliwia ocenę relacji kosztów do potencjalnych korzyści, w tym efektów zewnętrznych dla gospodarki regionalnej.

    Czytaj także: Wrze w Realu Madryt

    Można również rozważyć koncepcję wielofunkcyjnego kompleksu sportowego obejmującego stadion lekkoatletyczny, halę sportową, zaplecze hotelowe oraz centrum rekreacyjno-zdrowotne, uzupełnione przestrzenią do organizacji wydarzeń kulturalnych. Podobne rozwiązania wdrażają prywatni inwestorzy we Francji, integrując funkcje sportowe, komercyjne i rekreacyjne, co pozwala na bardziej efektywne wykorzystanie infrastruktury w długim okresie. Tego rodzaju kompleks wymagałby jednak odpowiedniego skomunikowania – np. poprzez połączenia metra, linie autobusowe oraz bezpośredni dostęp do sieci drogowej, w tym autostrad, co sugerowałoby lokalizację na peryferiach dużych aglomeracji, takich jak Warszawa.

    Należy równocześnie pamiętać, że wszelkie analizy ekonomiczne są obarczone istotną niepewnością. Trudne do przewidzenia jest m.in. to, w którą fazę cyklu koniunkturalnego wpiszą się zasadnicze nakłady inwestycyjne. Jeśli okres największej intensyfikacji projektów infrastrukturalnych przypadnie na spowolnienie gospodarcze, może to dodatkowo utrudnić ich finansowanie i realizację, zwiększając ryzyko opóźnień oraz przekroczeń budżetowych.
    Czy Polska finansowałaby igrzyska głównie z budżetu państwa, samorządu, długu czy partnerstwa publiczno-prywatnego?

    – Na pewno będziemy musieli to zrobić sami, czyli mowa o pieniądzach publicznych – rządowych i samorządowych. Na partnerstwo publiczno-prywatne nie liczę. Oczywiście można byłoby sprzedawać prawa do nazw tych obiektów prywatnym podmiotom po ich wybudowaniu, by tak częściowo finansować później ich utrzymanie.

    Jednym z kluczowych wyzwań związanych z infrastrukturą sportową w Polsce – co potwierdzają prowadzone przeze mnie wieloletnie badania – jest problem jej długoterminowego utrzymania. Już na etapie planowania inwestycji konieczne jest określenie modelu zarządzania obiektami, w tym wybór operatora. Może to być zarówno podmiot powołany w formie spółki celowej, jak i jednostka miejska typu Ośrodek Sportu i Rekreacji, zgodnie z dominującą praktyką w kraju. Wybór ten ma istotne konsekwencje dla efektywności operacyjnej oraz struktury kosztów stałych w cyklu życia obiektu.

    W perspektywie długookresowej kluczowe staje się również ograniczanie kosztów funkcjonowania infrastruktury poprzez wdrażanie technologii niskoemisyjnych i rozwiązań ekologicznych. Modernistyczne obiekty sportowe mogą zostać wyposażone m.in. w systemy retencji wody deszczowej, instalacje fotowoltaiczne czy materiały o obniżonym śladzie węglowym, a ich otoczenie może stanowić element zielonej infrastruktury miejskiej. Redukcja zużycia energii i wody przekłada się na niższe koszty operacyjne, jednak zastosowanie ekologicznych technologii generuje wyższe nakłady początkowe. Organizacja igrzysk zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju wiąże się więc z większym obciążeniem inwestycyjnym, choć potencjalnie przynosi korzyści w postaci większej efektywności środowiskowej i społecznej.

    W tym kontekście powraca również kwestia struktury krajowego miksu energetycznego, w tym roli energetyki jądrowej. Rozbudowa niskoemisyjnych źródeł energii stanowiłaby komplementarny projekt wobec inwestycji w infrastrukturę sportową – podobnie jak w przypadku planów Centralnego Portu Komunikacyjnego – i mogłaby zwiększyć długoterminową opłacalność energetyczną nowych obiektów.

    Przed rozpoczęciem budowy hal, stadionów czy wioski olimpijskiej, a także infrastruktury transportowej, konieczne jest przeprowadzenie analizy docelowych użytkowników. Doświadczenia międzynarodowe wskazują, że obiekty sportowo-rekreacyjne wykazują tendencję do generowania strat w pierwszych latach działalności, zwykle przez około siedem lat, po czym mogą osiągać rentowność. Oznacza to, że modele biznesowe muszą być skonstruowane tak, aby zapewnić płynność finansową w okresie przejściowym oraz aby obiekty po zakończeniu igrzysk znalazły trwałe miejsce w lokalnej gospodarce usługowej. Brak długofalowej rentowności nie może być akceptowalny, gdyż prowadziłby do trwałego obciążenia budżetów publicznych.
    A co z kosztami bezpieczeństwa? Przykładowo Ateny ich nie doszacowały i dlatego wyszły większe z uwagi na 11 września. W przypadku Polski za wschodnią granicą trwa wojna.

    – W naszym sąsiedztwie mamy do czynienia z dwoma państwami, które są wrogo nastawione do Polski – Rosją i Białorusią. Ta sytuacja nie zmieni się w ciągu następnych 20 lat. Aspekt bezpieczeństwa będzie w tym przypadku kluczowy. Międzynarodowy Komitet Olimpijski, oceniając kandydatury, będzie także brał pod uwagę czynnik geopolityczny. Może uznać, że wybór Polski stanowi zbyt duże ryzyko.

    Najbliższe lata czy dekady będą związane ze zwiększeniem wydatków na bezpieczeństwo naszego kraju. W przypadku igrzysk kwoty tylko wzrosną, a pamiętajmy, że organizując podobną imprezę potrzebujemy także większej liczby osób w policji, w straży granicznej, do tego wzmocnić straż pożarną czy ochronę zdrowia. Kolejny aspekt to wybór firmy ochroniarskiej, która oprócz służb będzie dbać o bezpieczeństwo. Obserwuję od lat na poziomie rozgrywek polskiej Ekstraklasy kwoty wydawane na ochronę, które stale rosną, a mówimy wyłącznie o meczu piłki nożnej na szczeblu centralnym.

    Niezbędne jest również zapewnienie wysokiego poziomu cyberbezpieczeństwa, aby zminimalizować ryzyko zakłóceń funkcjonowania infrastruktury krytycznej oraz potencjalnego paraliżu systemów państwowych.

    Jesteśmy też co prawda członkami Unii Europejskiej, obowiązuje wolny przepływ ludzi i kapitału, ale na ten czas trzeba wzmocnić kontrole na granicy, by wykluczyć zagrożenie terroryzmem czy innymi aktami dywersyjnymi. Myślę, że może się okazać, że kwestia zapewnienia bezpieczeństwa będzie kosztowała nas więcej nawet niż budowa nowych obiektów. Ponadto jeszcze jedna kwestia – ubezpieczenia całej imprezy, obiektów, uczestników, co również stanowi koszt po stronie organizatora igrzysk.
    Jakie wnioski możemy wyciągnąć z Euro 2012 pod kątem igrzysk w Warszawie?

    – Mistrzostwa Europy odbywały się przede wszystkim w dwóch krajach i w innej sytuacji geopolitycznej. Wywołały ogromny entuzjazm z racji tego, że pierwszy raz organizowaliśmy tak dużą imprezę piłkarską i powstały cztery nowe obiekty, które godnie się zaprezentowały, służą do dziś. W swojej książce „Finansowanie sportu profesjonalnego oraz stadionów piłkarskich w Polsce przez jednostki samorządu terytorialnego. Przykłady i implikacje”, wydanej w tym roku przez PWE opisywałem, że najlepiej radzi sobie stadion w Warszawie, który przyciąga wydarzenia sportowe i artystyczne, a do tego jest zarządzany przez spółkę, która należy do Skarbu Państwa. Doświadczenia z Euro 2012 wskazują, że duże wydarzenia sportowe generują znaczące, lecz krótkookresowe impulsy inwestycyjne i popytowe, natomiast ich długoterminowa efektywność zależy od stopnia wykorzystania powstałej infrastruktury po zakończeniu imprezy.

    Patrzę na dane GUS za zeszły rok i tylko 57,7 proc. gospodarstw domowych określiło swoją sytuację materialną jaką „dobrą” lub „raczej dobrą”. Wiele osób na hasło „chleba i igrzysk” odpowie, że woli więcej chleba, rozwoju wewnętrznego Polski. W ekonomii jednym z istotnych mierników poziomu zamożności gospodarstw domowych jest udział wydatków na żywność w ich budżetach.

    Wzrost tego udziału interpretuje się zazwyczaj jako pogorszenie sytuacji materialnej, ponieważ dobra podstawowe zajmują większą część dochodów kosztem pozostałych kategorii konsumpcji. W Polsce wskaźnik ten kształtował się kolejno na poziomie ok. 24 proc., następnie wzrósł do 27,7 proc., by ostatnio spaść do 25,3 proc. – nadal wartości relatywnie wysokiej na tle struktur konsumpcji w zamożnych gospodarkach.

    Drugim istotnym komponentem kosztów życia jest udział wydatków związanych z utrzymaniem mieszkania, w tym energii, czynszu i opłat eksploatacyjnych. Osiągnął on poziom przekraczający 20 proc. wydatków per capita, co dodatkowo obciąża budżety gospodarstw domowych. Jeżeli tendencja wzrostowa cen żywności i kosztów utrzymania mieszkań będzie się utrzymywać, trudno oczekiwać, aby społeczeństwo wykazywało wysoki entuzjazm wobec przedsięwzięć generujących znaczne wydatki publiczne, takich jak organizacja igrzysk olimpijskich.

    W debacie publicznej często podkreśla się wzrost dochodów nominalnych, jednak z perspektywy dobrobytu kluczowe znaczenie mają dochody realne, determinujące siłę nabywczą gospodarstw domowych. To, co istotnie wpływa na ocenę sytuacji ekonomicznej statystycznego konsumenta, to nie poziom nominalnych zarobków, lecz ilość dóbr i usług, jaką może nabyć za uzyskiwany dochód.
    Czego uczy nas przykład Aten? Eksperci wskazują, że Grecy nie zyskali na igrzyskach.

    – Grecja stanowi klasyczny przykład kraju, w którym nadmiernie rozbudowane inwestycje towarzyszące organizacji igrzysk olimpijskich przyczyniły się do narastania nierównowag fiskalnych i pogłębienia kryzysu gospodarczego. Zaplanowane projekty infrastrukturalne znacznie przekroczyły możliwości finansowe państwa, a ich dług publiczny, przekraczający obecnie 152 proc. PKB, wciąż pozostaje na poziomie uniemożliwiającym pełną stabilizację makroekonomiczną.

    W Polsce relacja długu publicznego do PKB wzrosła do 57,4 proc. w pierwszym kwartale bieżącego roku, co pociąga za sobą rosnące koszty jego obsługi. Wzrost tych kosztów ogranicza przestrzeń fiskalną, redukując możliwości finansowania innych zadań publicznych, które znajdują się w kompetencjach państwa. W kontekście ewentualnej organizacji igrzysk olimpijskich kluczowe jest więc przedstawienie źródeł finansowania dodatkowych nakładów publicznych obejmujących infrastrukturę, bezpieczeństwo czy modernizację przestrzeni miejskiej. W praktyce środki te musiałyby pochodzić z podatków lub redystrybucji istniejących wydatków, co oznacza potencjalne podwyżki podatków bądź konieczność cięć budżetowych.

    Takie decyzje mogą wiązać się z obniżeniem poziomu dobrobytu społecznego i jakości życia obywateli, dlatego nie sposób uniknąć debaty nad ich konsekwencjami. Z tych powodów zasadne wydaje się przeprowadzenie ogólnokrajowego referendum, które pozwoliłoby społeczeństwu wyrazić świadomą opinię na temat kosztów i korzyści związanych z organizacją igrzysk.
    A wcześniej akcja informacyjna rządu?

    – Tak. Jesteśmy mocni w organizacji imprez sportowych, co udowodniliśmy w piłce nożnej, siatkówce, piłce ręcznej, żużlu czy lekkoatletyce. Natomiast teraz mówimy o największej imprezie masowej w sporcie i powinniśmy dostać odpowiedź, ile to nas będzie kosztowało przed, w trakcie i po. W narracji publicznej tego brakuje.

    Spotykam się z ludźmi na różnych spotkaniach, konferencjach czy innych wydarzeniach i widzę, jak nasze społeczeństwo nie jest do końca świadome, ile przykładowo dany mieszkaniec miasta dopłaca do utrzymania infrastruktury sportowej – hali czy pływalni. A potem są w szoku, gdy słyszą, że w przypadku zwykłego boiska z niewielką trybuną na 300 osób i sztuczną murawą koszt wynosi mln złotych rocznie. Często zaskoczenie budzi informacja, że samorządy dopłacają rocznie 5–10 mln zł do funkcjonowania aquaparków, aby zapewnić ich finansową stabilność i utrzymać płynność operacyjną tych obiektów.

    Polska dysponuje odpowiednim kapitałem ludzkim w postaci zawodników i kadry trenerskiej, a ponadto opracowywana jest nowa strategia rozwoju sportu ukierunkowana na przygotowania do rywalizacji olimpijskiej. Zasadniczym wyzwaniem pozostaje jednak pozyskanie akceptacji społecznej, co wymaga transparentnego przedstawienia zarówno potencjalnych korzyści, jak i trudności organizacyjnych oraz finansowych związanych z ewentualną realizacją projektu igrzysk olimpijskich.