• A jednak to nie plotki ws. Szeremety. Nie chce tego kryć i wprost przyznaje

    A jednak to nie plotki ws. Szeremety. Nie chce tego kryć i wprost przyznaje

    Trudne chwile Julii Szeremety po olimpijskim sukcesie z 2024 roku nie są już tylko plotkami. Wicemistrzyni olimpijska nie ukrywa, że okres tuż po igrzyskach był dla niej wyjątkowo wymagający psychicznie. Sama przyznaje, że dokładnie rok temu bywały momenty skrajnego zmęczenia, a emocje brały górę do tego stopnia, że pojawiały się łzy. Czy w takiej sytuacji w jej głowie pojawiła się myśl, by porzucić boks? Odpowiedź jest jednoznaczna.

    Końcówkę mijającego roku Julia Szeremeta może zaliczyć do udanych. Razem z reprezentacją Polski wróciła z młodzieżowych mistrzostw Europy w boksie z medalami, a sama sięgnęła po złoto. Był to dla niej szczególny moment, bo – jak podkreśla – był to jej ostatni start w kategorii młodzieżowej.

    – Powtórzyłam wynik sprzed dwóch lat, ale jestem już ostatni raz młodzieżowcem. Tym bardziej cieszy mnie, że kończę ten etap złotym medalem – mówiła w rozmowie z mediami Polskiego Związku Bokserskiego.

    Po intensywnym sezonie planuje chwilę wytchnienia, choć – jak zdradza w najnowszym wywiadzie – grudzień wcale nie oznaczał pełnego odpoczynku. Wręcz przeciwnie. Ostatnie tygodnie upłynęły jej pod znakiem licznych spotkań, wywiadów i zobowiązań poza ringiem.

    – Kiedy trenuję, skupiam się wyłącznie na boksie i nie angażuję się w dodatkowe projekty. Teraz nadrabiam różne rzeczy. Na szczęście niedługo wakacje i święta – mówiła z ulgą w rozmowie z „Faktem”.

    Jednocześnie nie ukrywa, że zawodowa kariera ma także swoją ciemniejszą stronę. Wracając wspomnieniami do grudnia 2024 roku, przyznaje wprost, że był to jeden z trudniejszych okresów w jej dotychczasowej drodze sportowej.

    Po srebrnym medalu zdobytym na igrzyskach olimpijskich w Paryżu Julia Szeremeta znalazła się w centrum zainteresowania mediów i kibiców. Popularność przyszła błyskawicznie, ale – jak się okazało – niosła ze sobą ogromne obciążenie.

    Zapytana, czy kiedykolwiek rozważała zakończenie kariery, odpowiada bez wahania: – Rzucić boks? Nie ma takiej opcji!

    Jednocześnie potwierdza, że pogłoski o jej zmęczeniu były zgodne z prawdą. – Grudzień 2024 roku był dla mnie bardzo ciężki. Po igrzyskach nałożyło się wszystko naraz: media, wywiady, spotkania. W pewnym momencie miałam po prostu dość. Kiedy ktoś do mnie podchodził, chciało mi się płakać, bo było tego za dużo – przyznaje szczerze.

    Dodatkowym obciążeniem były intensywne przygotowania do walki podczas gali Suzuki Boxing Night w Lublinie. – Do tego dochodziły treningi przed występem u siebie w domu. Naprawdę czekałam na święta, chciałam odpocząć od wszystkiego – dodaje.

    Szeremeta szybko przekonała się również, że bycie na świeczniku oznacza nie tylko wsparcie i gratulacje, ale także hejt oraz nieprzychylne komentarze w internecie. Jak jednak podkreśla, nauczyła się do nich dystansu.

    – Czasem nawet zaglądam do komentarzy, żeby się pośmiać z tego, co ludzie wypisują, zwłaszcza gdy znajomi mi to podeślą. Wiem, że jestem na topie i że media piszą różne rzeczy, często kompletnie oderwane od rzeczywistości. Ludzie to komentują, ale mnie to za bardzo nie rusza – podsumowuje.

    Dla Julii Szeremety trudne momenty okazały się jedynie kolejną lekcją w drodze na sportowy szczyt. Choć emocjonalne przeciążenie dało o sobie znać, jedno pozostaje pewne – z boksu rezygnować nie zamierza.

  • Oto najdroższe kluby sportowe świata. Nie uwierzysz w miejsce Realu

    Oto najdroższe kluby sportowe świata. Nie uwierzysz w miejsce Realu

    Wielki sport jednoznacznie kojarzy się z wielkimi pieniędzmi. Okazuje się jednak, że na liście 10 najdroższych klubów świata nie znajdziemy ani jednego z najpopularnieszej dyscypliny sportowej, czyli piłki nożnej. Oto zestawienie przygotowane przez “Forbesa”.
    Kylian Mbappe w meczu Realu Madryt z Sewillą, 20 grudnia 2025 r.
    Fot. REUTERS/Juan Barbosa

    Nie ma bardziej globalnego sportu od piłki nożnej, która gromadzi przed telewizorami setki milionów widzów. Jest zdecydowanie najbardziej rozpowszechnioną dyscypliną sportu. Pomimo tego w najnowszym zestawieniu “Forbesa” wśród 10 najdroższych klubów sportowych świata nie ma ani jednego piłkarskiego.

    Zobacz wideo Kosecki z mocnym przesłaniem w sprawie piłkarzy Legii: Współczuję im. Cierpią na tym ich bliscy
    Oto najdroższy klub świata. Piłka nożna daleko w tyle

    “Dallas Cowboys pozostają numerem jeden – tak jak co roku od 2016 roku – ale obecnie wartość America’s Team wynosi stratosferyczne 13 miliardów dolarów. Nie brakuje też danych obrazujących spektakularny wzrost wycen franczyz sportowych w ostatnich latach” – czytamy w zestawieniu Forbesa.

    Dallas Cowboys to klub futbolu amerykańskiego występujący w lidze NFL. Co ciekawe – w czołowej dziesiątce najdroższych klubów sportowych świata aż siedem stanowią drużyny z tej ligi. Futbol amerykański jawi się więc jako sport, w którym są zdecydowanie największe pieniądze.

    Czytaj też: Pojechali w siedmiu zawodników do mistrza Polski. Niebywałe, co się stało

    Czołowej dziesiątki wcale nie uzupełnia jednak piłka nożna, a koszykówka. Wartość drugiego najdroższego klubu świata – Golden State Warriors występującego w NBA – wynosi 11 miliardów dolarów. Dość powiedzieć, że najdroższym klubem piłkarskim pozostaje Real Madryt, którego wartość oszacowano na 6,75 miliarda dolarów. To daje najbardziej utytułowanemu klubowi w historii Ligi Mistrzów dopiero 20. miejsce w rankingu. W top 50 znalazły się jeszcze tylko trzy piłkarskie kluby.

    To Manchester United wyceniany na 6,6 miliarda dolarów, zajmujący 24. miejsce, FC Barcelona wyceniana na 5,65 miliarda dolarów, będąca na 42. pozycji, a także Liverpool wyceniany na 5,4 miliarda dolarów, będący na 48. pozycji.
    Najdroższe drużyny sportowe na świecie:

    1.Dallas Cowboys (futbol amerykański, NFL) – 13 miliardów dolarów
    2. Golden State Warriors (koszykówka, NBA) – 11 miliardów dolarów
    3. Los Angeles Rams (futbol amerykański) – 10,5 miliarda dolarów
    4. New York Giants (futbol amerykański) – 10,1 miliarda dolarów
    5. Los Angeles Lakers (koszykówka) – 10 miliardów dolarów
    6. New York Knicks (koszykówka) – 9,75 miliarda dolarów dolarów
    7. New England Patriots (futbol amerykański) – 9 miliardów dolarów
    8. San Francisco 49ers (futbol amerykański) – 8,6 miliarda dolarów
    9. Philadelphia Eagles (futbol amerykański) – 8,3 miliarda dolarów
    10. Chicago Bears (futbol amerykański) – 8,2 miliarda dolarów

  • Ronaldo się nie certoli. Perełki za ponad 30 milionów złotych

    Ronaldo się nie certoli. Perełki za ponad 30 milionów złotych

    Cristiano Ronaldo, po podpisaniu latem nowej umowy z Al-Nassr, postanowił kupić dwie luksusowe wille u wybrzeży Arabii Saudyjskiej. Według angielskich mediów obie kosztowały łącznie nie mniej niż 7 milionów funtów. Miejsce, w którym Portugalczyk kupił nieruchomości robi ogromne wrażenie.
    Ronaldo ze swoją partnerką Georginą Rodriguez
    Screenshot z youtube

    40-letni gwiazdor światowej piłki nożnej najwyraźniej postanowił nieco bardziej wtopić się w saudyjski krajobraz i dlatego właśnie sprezentował sobie i swojej rodzinie dwie wille w jednym z najbardziej luksusowych miejsc na świecie.

    Zobacz wideo “Atmosfera stała się nie do zniesienia”. Brzęczek odpowiada Lewandowskiemu

    Luksus za niewielkie (dla CR7) pieniądze

    Piłkarz Al-Nassr latem podpisał nowy, dwuletni kontrakt, opiewający na sumę 492 milionów funtów. Z perspektywy tej kwoty, kupno dwóch willi w jednym z najbardziej luksusowych kurortów na świecie za 7 milionów funtów nie jest zbyt dużą ekstrawagancją…

    Nowe posiadłości Cristiano i jego rodziny znajdują się na wyspie Nujuma, 26 kilometrów od stałego lądu. Można się tam dostać jedynie za pomocą specjalnie wyczarterowanej łodzi lub hydroplanem. Na całej wyspie znajduje się jedynie 19 prywatnych rezydencji. Te Portugalczyka zostały zaprojektowana przez światowej klasy architekta Lorda Normana Fostera w taki sposób, by tworzyć pierścień nad morzem.

    “Morze Czerwone to naprawdę niezwykłe miejsce. Od momentu naszej pierwszej wizyty Georgina i ja poczuliśmy więź z wyspą i jej naturalnym pięknem – to miejsce, w którym czujemy spokój. Teraz mamy tu dom i możemy cieszyć się czasem spędzonym z rodziną w całkowitej prywatności i spokoju, kiedy tylko zechcemy” – miał powiedzieć Cristiano Ronaldo.

    Co ciekawe, niedaleko wyspy Nujuma znajduje się Międzynarodowy Port Lotniczy (RSI), oferujący bezpośrednie loty z Dżuddy, Rijadu, Dohy, Dubaju, a nawet Mediolanu. Nie będzie więc problemu, by Ronaldo i jego rodzina w całkiem krótkim czasie opuściła swój saudyjski raj na wyspie i pojawiła się np. na Via Montenapoleone w Mediolanie.

    Według angielskiego “The Sun” Cristiano Ronaldo stał się właścicielem dwóch wilii: jednej trzypokojowej, drugiej z dwoma sypialniami.

    Saudyjskie Al-Nassr już dziś 24 grudnia zmierzy się z irackim Al-Zawraa SC w ramach drugiego poziomu rozgrywek w klubowych mistrzostwa Azji, AFC Champions League Two. Cristiano Ronaldo nie bierze udziału w tej rywalizacji.

  • Świątek długo nad tym myślała. Aż w końcu wyznała, poszło o uzależnienie

    Świątek długo nad tym myślała. Aż w końcu wyznała, poszło o uzależnienie

    Polscy kibice odliczają już dni do pierwszego spotkania Igi Świątek w nadchodzącej kampanii. Podopieczna Wima Fissette’a szerszej publiczności zaprezentuje się jeszcze w tym tygodniu, ponieważ leci do Chin na jedną z pokazowych imprez. Zanim jednak 24-latka wsiadła na pokład samolotu, udzieliła ona dłuższego wywiadu Jackowi Kurowskiemu z TVP Sport. Podczas rozmowy padło mnóstwo ciekawych wątków. W pewnym momencie dziennikarz zapytał się wprost o to, czy sukces uzależnia. Wiceliderka rankingu WTA długo myślała nad odpowiedzią.
    Tenisistka w białym stroju i czapce z daszkiem stoi na korcie, skupiona patrzy na trzymaną w dłoni piłkę tenisową. W tle rozmazana publiczność.

    Iga ŚwiątekFoto OlimpikAFP

    W ostatnich tygodniach Iga Świątek wreszcie miała chwile wytchnienia. Po Billie Jean King Cup w Gorzowie 24-latka wybrała się na rajskie wakacje, po których znów wróciła do ojczyzny. I będąc wśród rodaków absolutnie nie mogła narzekać na nudę. Niedawno wzięła udział w uroczystej gali, gdzie przedstawiła nazwiska stypendystów swojej fundacji. Nie brakowało również obowiązków medialnych. Na rozmowę triumfatorkę tegorocznego Wimbledonu namówił Jacek Kurowski z TVP Sport.

    Podczas spotkania utytułowanej Polki z przedstawicielem publicznego nadawcy nie brakowało ciekawych pytań. Pojawił się między innymi wątek taty tenisistki, o czym więcej pisaliśmy TUTAJ. Żurnalista już na samym początku zmusił Igę Świątek do myślenia. Po zaledwie kilku minutach zapytał się jej wprost, czy sukces uzależnia. 24-latka potrzebowała czasu na zastanowienie się. “To jest bardzo dobre pytanie” – wyznała na wstępie. “Myślę, że jeszcze nie jestem w stanie na nie odpowiedzieć, bo właściwie cały czas osiągam fajne rzeczy” – dodała.

    Iga Świątek wygrywa też dla nich. To sprawia Polce ogromną radość

    I to wcale nie był to koniec jej odpowiedzi. “Zawsze lubię widzieć pozytywy, w tym co robię i czerpię satysfakcję z tego całego wysiłku, gdy po prostu wygrywam turnieje. Ale myślę, że sukces jest trochę uzależniający. Na pewno bardziej go docenię w momencie, gdy go nie będzie. Na szczęście jeszcze nie miałam okazji się o tym przekonać” – oznajmiła. Następnie przeszła do tego, co po dobrym rezultacie sprawia szczególną radość. “Najbardziej ta satysfakcja i poczucie, że wszystko co się robiło miało sens” – przyznała.

    Dobrą energią zaraża sportsmenkę także otoczenie. “Jak się wygrywa to atmosfera jest świetna. Ci ludzie, z którymi pracuję. Także tata, który nie jest na tourze, ale ogląda i jakby jest w to wszystko zaangażowany. Jak coś wygrywam to oni czują również spełnienie ze swojej strony” – zakończyła.

    100 dni do XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. WIDEOANDREA BERNARDI / AFPTV / AFPAFP
    Kobieta siedząca przy stole podczas konferencji prasowej, trzymająca mikrofon, w tle logo WTA Tour oraz BNP Paribas, sportowe ubranie

    Iga Świątek AFP
    Zdeterminowana tenisistka w czarnej czapce i stroju sportowym świętuje zwycięstwo z zaciśniętą pięścią na tle widowni.

    Iga ŚwiątekAdam Hunger/Associated Press/East NewsEast News
    Kobieta ubrana w różową bluzę z kapturem i czapkę w tym samym kolorze siedzi, gestykuluje dłońmi i prowadzi rozmowę, obok widoczny biały ręcznik.

    Iga ŚwiątekAFP

  • Taki przelew dostaje Ewa Pajor co miesiąc z Barcelony. Ogromne pieniądze na koncie

    Taki przelew dostaje Ewa Pajor co miesiąc z Barcelony. Ogromne pieniądze na koncie

    Ewa Pajor od dawna znajduje się w ścisłej światowej czołówce piłkarek, zarówno pod względem sportowym, jak i finansowym. Reprezentantka Polski znakomicie odnalazła się w FC Barcelonie, gdzie w krótkim czasie wyrosła na jedną z najważniejszych postaci zespołu. Sama zawodniczka nie ma wątpliwości, że decyzja o przeprowadzce do Katalonii była strzałem w dziesiątkę.

    W rozmowie z Visa Pajor podkreślała, jak ogromną zmianę przeszła kobieca piłka nożna na przestrzeni lat. Zwracała uwagę na to, że dziś może łączyć sportową pasję z bardzo dobrymi zarobkami, co jeszcze niedawno wydawało się nie do pomyślenia. – Mam to szczęście, podobnie jak wiele koleżanek w kobiecej piłce, że robimy to, co kochamy, a jednocześnie możemy z tego żyć. To coś niesamowitego. Jako mała dziewczynka nawet o tym nie marzyłam, a jednak stało się to rzeczywistością – przyznała.

    Jej doskonała forma znajduje odzwierciedlenie w liczbach. W obecnym sezonie Pajor zdobyła już 15 bramek w 17 spotkaniach, dokładając do tego trzy asysty. Takie statystyki idą w parze z imponującymi warunkami finansowymi. Według dostępnych informacji napastniczka Barcelony zarabia około 500 tysięcy euro rocznie, co w przeliczeniu daje ponad 2,1 miliona złotych. Miesięcznie oznacza to pensję rzędu 41 tysięcy euro, czyli przeszło 175 tysięcy złotych. Ten poziom wynagrodzenia plasuje ją w absolutnej elicie najlepiej opłacanych piłkarek na świecie i potwierdza jej ogromną wartość dla zespołu dominującego na hiszpańskich boiskach.

    Sama zawodniczka podkreśla, że moment transferu był idealnie wybrany. W rozmowie z Eleven Sports nie kryła emocji związanych z dołączeniem do katalońskiego giganta. – FC Barcelona to klub potężny i historyczny. Dla wielu piłkarek gra w tych barwach jest spełnieniem marzeń. Cieszę się, że tu trafiłam, bo wiem, że mogę się dalej rozwijać i czerpać ogromną radość z piłki – mówiła. – Kiedy pojawiła się oferta, pomyślałam: to jest Barcelona, taka szansa może się już nie powtórzyć. Po dłuższym namyśle uznałam, że to najlepszy moment, by odejść z Wolfsburga. Klub i etap mojej kariery idealnie się ze sobą zbiegły – dodała.

    Pajor zdradziła również, co jej zdaniem jest kluczowe, by odnaleźć się w Barcelonie. Zwróciła uwagę na zupełnie inną filozofię gry, z jaką spotkała się wcześniej w Niemczech. – Na treningach najważniejsze jest zrozumienie stylu Barcelony. To coś wyjątkowego, co klub chce przekazywać każdej drużynie i co definiuje jego wizerunek na całym świecie. Gra tutaj nie jest łatwa. Jeśli chcesz wygrywać wysoko i utrzymywać intensywność przez pełne 90 minut, musisz dawać z siebie sto procent – podkreślała. – Mecze są bardzo wymagające i fizyczne. Trzeba się naprawdę napracować i walczyć w każdym fragmencie boiska, żeby zwyciężać – zakończyła.

  • Wzruszajace sceny w polsacie. Widzowie  powstrzymywali lzy

    Wzruszajace sceny w polsacie. Widzowie powstrzymywali lzy

    “Jezuska narodzonego wszyscy witajmy” – tym wersem przywitał zebranych zespół Resovia Saltans, a następnie wszyscy zebrani artyści wspólnie odśpiewali “Dzisiaj w Betlejem”. Tegoroczne “Wielkie kolędowanie z Polsatem” odbyło się w Bazylice Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Rzeszowie i było otwarte również dla mieszkańców miasta.

    “W naszych polskich domach to najważniejszy okres w roku, kiedy w końcu mamy czas na to, co najważniejsze – na czas z drugim człowiekiem. Przede wszystkim jesteśmy razem. A kiedy jesteśmy razem, wtedy oczywiście kolędujemy” – mówił Tomasz Wolny, który prowadził wydarzenie wraz z Olą Filipek z RMF FM. “Dziś kolędujemy i pomagamy” – wspomnieli również prowadzący, nawiązując do Fundacji Polsat, która wspiera podopiecznych w walce o życie i zdrowie. “Za każdy ten piękny gest dziękujemy” – dodał Wolny.

    “Pokój i dobro – tym franciszkańskim pozdrowieniem witam wszystkich zebranych i tych, którzy nas oglądają. Dzisiejszego wieczoru otwórzmy nasze serca na nadzieję i radość, które wypływają z tajemnicy narodzenia Pana Jezusa. Życzę wszystkim błogosławionego, ciepłego i pełnego pokoju wieczoru” – mówił z kolei ojciec Joachim Ciupa.

    “Wśród nocnej ciszy” zaśpiewała Beata Kozidrak, Sebastian Karpiel-Bułecka i Staszek Kukulski w duecie wykonali “Gore gwiazda Jezusowi”, akompaniując sobie na skrzypcach, a następnie wzruszającą kolędę “Lulajże Jezuniu” przypomniała Małgorzata Walewska.

    Z żywej szopki ustawionej przed Bazyliką Justyna Steczkowska przepięknie wykonała mniej znaną, ale równie piękną kolędę “Zaśnij, Dziecino”, z kolei Piotr Sołoducha z zespołu Enej, grając na akordeonie, wspomniał “Z narodzenia Pana”. “Cichą noc”, zapowiedzianą przez prowadzącego jako niezwykle aktualna, zaśpiewała Kayah w duecie z Żanetą Łabudzką, a Warszawski Chór Chłopięcy zaprezentował “Północ już była”.

    Później Ralph Kaminski wzruszył kolędą “Gdy śliczna Panna”, kwartet złożony z Piotra Sołoduchy, Staśka Kukulskiego oraz duetu Kuba i Kuba wspólnie zaśpiewał “Bracia, patrzcie jeno”, natomiast Natalia Szroeder – “Jezus malusieńki”.

    “Zaśpiewajmy, ile sił w gardle, aby mury tej Bazyliki dosłownie zadrżały” – mówił Tomasz Wolny, zapowiadając występ Staśka Kukulskiego i zespołu Resovia Saltans z kolędą “Tryumfy Króla Niebieskiego”. Niespodziewanie usłyszeliśmy w tym wykonaniu również solówkę na gitarze elektrycznej! Zebrani w Bazylice oraz widzowie usłyszeli też: “W dzień Bożego Narodzenia” (Żaneta Łabudzka), “O, gwiazdeczko” (Kasia Polewany) i “Pastorałka prosto z nieba” (Franek Jastrzębski). Występ tego ostatniego sprawił, że niejedna osoba wycierała łzy.
    Młody chłopiec w eleganckim stroju śpiewa na scenie w kościele, za nim zespół muzyczny i publiczność, w tle dekoracje świąteczne i świeczniki tworzą uroczystą atmosferę.

    Franek JastrzębskiAKPA AKPA

    “Chciałabym z całego serca życzyć wam, by te święta były wyjątkowe, rodzinne. Przede wszystkim zdrowia i dużo radości na co dzień. By nikt nie starał się nas podzielić, bo jesteśmy pięknym, mądrym narodem. Wszystkiego najlepszego wszystkim Polakom” – powiedziała Beata Kozidrak przed wykonaniem “W żłobie leży”.

    Później Justyna Steczkowska przypomniała “Mario, czy ty wiesz?”, Kuba i Kuba nieco przyśpieszyli tempo utworem “Skrzypi wóz”, a Ralph Kaminski zaśpiewał “Kolędę dla Piotra”.

    “Mizerna, cicha, stajenka licha – trudno uwierzyć, że tak na świat przyszedł nasz Zbawiciel, ale przyszedł, by zwyciężyć zło” – mówił prowadzący, a następnie Sebastian Karpiel-Bułecka zaprosił wszystkich: “Pójdźmy wszyscy do stajenki”. “Na Podhalu jest nasze serce, dlatego chcielibyśmy zagrać teraz państwu góralską kolędę. Chcielibyśmy życzyć też wszystkim wesołych świąt, niech się wam wszystkim darzy!” – powiedział jeszcze Karpiel-Bułecki, po czym zaśpiewał “Dobrze ześ sie Jezu pod Giewontem zrodził”.

    Małgorzata Walewska przypomniała wspomnianą już wcześniej kolędę “Mizerna, cicha, stajenka licha”, potem usłyszeliśmy też “Przybieżeli do Betlejem” duetu Kasia Polewany i Stasiek Kukulski, “Nie było miejsca dla Ciebie” (Kayah) i “Lulejże Mi, Lulej” (Natalia Szroeder). Na koniec dostaliśmy jeszcze wspólne wykonanie “Bóg się rodzi”. Artystom podczas całego koncertu towarzyszyła Grott Orkiestra.
    Grupa elegancko ubranych osób w białych strojach na scenie, część z nich trzyma mikrofony, niektórzy się przytulają, w tle ozdoby świąteczne i choinka.

    ‘

  • Anna Kurnikowa już urodziła. Żaden sekret, kim jest ojciec dziecka

    Anna Kurnikowa już urodziła. Żaden sekret, kim jest ojciec dziecka

    Sława Anny Kurnikowej daleko wykraczała poza jej występy na kortach. Za czasów kariery sportowej uważana była za najpiękniejszą tenisistkę. Jedna z jej eskapad – występ w teledysku Enrique Iglesiasa – “poskutkowała” związkiem z hiszpańskim wokalistą. Szczęśliwą parę tworzą już od ponad dwóch dekad, a teraz doczekali się czwartego potomka. Kurnikowa podzieliła się cudownymi wieściami na Instagramie.
    Anna Kurnikowa
    screen Instagram

    W swojej singlowej karierze Anna Kurnikowa raz zagrała w wielkoszlemowym półfinale. Przegrała w nim ze zwyciężczynią turnieju, Szwajcarką Martiną Hingis. Lepiej radziła sobie w grze deblowej, dwukrotnie zwyciężając w Australian Open – w parze z Hingis.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany

    W 2003 roku, w wieku zaledwie 22 lat, zakończyła karierę. Powodem były problemy z plecami. Kurnikowa powszechnie znana była ze swojej urody, co przyniosło jej sławę nie mniejszą niż jej występy na światowych kortach – i niewygasającą przez lata po odejściu ze sportu.
    Oto partner Anny Kurnikowej

    W 2001 roku zagrała rolę w teledysku Enrique Iglesiasa do piosenki “Escape”. Tenisistka związała się z hiszpańskim wokalistą. Szczęśliwy związek tworzą już od przeszło dwudziestu lat. Do tej pory Iglesias i Kurnikowa wychowywali trójkę dzieci. Bliźniaki Nicolas i Lucy urodzili się 16 grudnia 2017 roku, a córka Mary przyszła na świat 30 stycznia 2020.

    Zobacz też: Jest Wigilia, 16:07. Wpis Świątek niesie się po sieci
    Anna Kurnikowa urodziła dziecko

    Kurnikowa zniknęła z życia publicznego. Rzadko pojawia się na najróżniejszych wydarzeniach, jednak nie zapomnieli o niej fotoreporterzy. Kilka miesięcy temu jeden z nich zrobił zdjęcie, na którym wyraźnie było widać ciążowy brzuszek. W końcu sama tenisistka poinformowała o pięknej nowinie. Podzieliła się swoim szczęściem poprzez post na Instagramie, dodając krótki opis – “Moje słoneczko”.

    Anna Kurnikowa bardzo dba o swoją prywatność. O przyjściu na świat swojej pociechy poinformowała po tygodniu, a co więcej nie zdradziła imienia ani nawet płci swojej nowej pociechy. Wiemy jedynie, że dziecko przyszło na świat 17 grudnia. Będzie obchodzić więc urodziny dzień po starszych o osiem lat bliźniakach.

  • Świątek nie wiedziała, co powiedzieć o ojcu. Oto prawda o ich relacji

    Świątek nie wiedziała, co powiedzieć o ojcu. Oto prawda o ich relacji

    Iga Świątek nigdy nie ukrywała, że za jej wielkimi sukcesami w tenisie stoi jej ojciec Tomasz Świątek, dawny sportowiec. W wywiadzie dla TVP Sport poruszono wątek relacji 24-latki z tatą. Przy jednym z pytań nie wiedziała ona, co odpowiedzieć, poza tym wyszły na jaw interesujące kwestie dotyczące ich relacji.
    ;Konferencja prasowa przed turniejem BNP Paribas Poland Open
    Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborc

    Iga Świątek (2. WTA) lada moment rozpocznie nowy sezon, przed którym zagra jeszcze w turniejach pokazowych. A przed powrotem na kort znalazła czas na aktywność w mediach – w wywiadzie dla TVP Sport poruszyła także temat swojego ojca Tomasza Świątka, byłego olimpijczyka (w wioślarskiej czwórce podwójnej siódme miejsce na igrzyskach w Seulu), który miał i ma wielki wpływ na jego karierę.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Iga Świątek zmieszała się po pytaniu dotyczącym Tomasza Świątka. Tak wybrnęła

    Tenisistka dostała pytanie o to, jakie cechy ma po ojcu. – Bardzo trudne pytanie. Wydaje mi się, że determinację – mój tata nie lubi odpuszczać i dzięki temu, że ma tę cechę, tutaj jestem – powiedziała. Jednak z dalszą odpowiedzią miała problem.

    – Jezu, jakie trudne pytanie… Jaka psychoanaliza nagle, naprawdę – dodała. – Chociaż raz udało mi się ciebie zaskoczyć – odparł dziennikarz. – Już tyle wywiadów zrobiłam w życiu… Odświeżające było to pytanie, jak Wimbledon, naprawdę – stwierdziła Świątek. W końcu udało jej się zebrać myśli i wróciła do głównego wątku.

    Zobacz także: To już oficjalne! Świątek powalczy o fortunę

    – Determinacja, profesjonalizm – mój tata mnie tego nauczył, też był sportowcem, więc wie, jak to wygląda. Umiejętność ciężkiej i żmudnej pracy, niezbędna w sporcie. Myślę, że znalazłoby się jeszcze kilka takich bardziej prywatnych, ale to musiałabym naprawdę się zastanowić i skonsultować – dodała.
    Oto sekrety Igi Świątek. To przygotowuje dla niej Tomasz Świątek

    Później prowadzący rozmowę poruszył zaskakujący wątek: – Tata powiedział mi dwie ciekawe rzeczy. Pierwsza to taka, że kiedy przyjeżdżasz do domu, to sprzątasz. To prawda? – To prawda – odparła zawodniczka. – Dlaczego? – Jest to pewien sposób na uspokojenie się. Lubię sprzątać. – Ale garaż? – Nie spodziewałam się, że o tym będziemy rozmawiać… Akurat z garażem to był duży projekt i jestem z tego dumna – wyjawiła. Po czym dodała: – Nie jestem osobą, która na co dzień ma idealny porządek wokół siebie. Lubię sprzątać raz na tydzień, ale porządnie.

    Następnie poruszona została zupełnie inna kwestia: – Druga rzecz, o której powiedział twój tata, to że wysyłasz mu listę rzeczy, które chciałabyś zjeść. To prawda? – Tak. Mój tata świetnie gotuje, a ja totalnie nie potrafię – wyznała 24-latka. – A co sobie teraz zamówiłaś? – Nic konkretnego, bo wiedziałam, że idą święta. Od kilku miesięcy, kolokwialnie mówiąc, chodził za mną śledź. Zjadłam go dwa razy, więc jestem zadowolona – zdradziła. I wskazała jeszcze jedno popisowe danie swojego ojca. – Robi pyszną ogórkową, więc poprosiłam o nią. Czekam na pierogi z kapustą i grzybami – zakończyła.

    Iga Świątek raczej musiała zadowolić się świątecznymi potrawami jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Bowiem 26 grudnia rozpocznie rywalizację w pokazowym turnieju World Tennis Continental Cup 2025 w Shenzhen, gdzie na początek zagra z Jeleną Rybakiną (5. WTA).

  • Tak kibice z Polski potraktowali Świątek. Tenisistka nie chce milczeć

    Tak kibice z Polski potraktowali Świątek. Tenisistka nie chce milczeć

    Iga Świątek może liczyć na wsparcie rodaków. Szczególnie odczuwała je podczas tegorocznych meczów Billie Jean King Cup w Gorzowie Wielkopolskim, co miało dla niej ogromne znaczenie. Otwarcie mówi o tym w rozmowie z TVP Sport. – Spędzając razem czas, jest fajnie i dobrze się bawimy. Nie zawsze to, co widzę internecie, jest odzwierciedleniem rzeczywistości – wyznała.
    Iga Świątek
    zrzut ekranu z https://www.youtube.com/watch?v=SDmBVQVMLMg

    Iga Świątek (2. WTA) ponad miesiąc temu zakończyła sezon. Jego ostatnim etapem były występy w reprezentacji Polski przeciwko Nowej Zelandii oraz Rumunii w ramach Billie Jean King Cup. Te zmagania odbyły się w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie gwiazda tenisa mogła liczyć na gorący doping kibiców.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    Iga Świątek mówi wprost: “Gdy ktoś nie funkcjonuje dobrze w świecie mediów, to nie znaczy, że jest złym człowiekiem”

    Do tamtych wydarzeń 24-latka nawiązała w wywiadzie dla TVP Sport, gdzie zapytano ją o to, czy “mistrzyni powinna być lubiana” i jak ona sama do tego podchodzi? Odpowiedź była bardzo złożona. – Nie powinna być lubiana… To jest kolejna rzecz, która nie zależy od nas. Myślę, że warto być uprzejmym i dobrze funkcjonować w świecie. Jednak często, gdy ktoś nie funkcjonuje dobrze w świecie mediów, to nie znaczy, że jest złym człowiekiem. Albo gdy w wywiadzie, pod wpływem emocji, coś źle powiedział, to nie oznacza, iż cały czas jest chamski. Nie patrzyłabym na to w ten sposób – zaczęła.

    – Na pewno jest łatwiej, jeśli ktoś jest lubiany. Wszyscy żyjemy w społeczeństwie i czujemy, jaką energię dostajemy od wszystkich albo jak ktoś nas ocenia lub wylewa na nas hejt. To zależy od danego człowieka, czy to chłonie jak gąbka i będzie się tym przejmować, czy będzie w stanie się odciąć i pomyśleć, że (czyjeś słowa – red.) nie oznaczają, iż taka jest prawda albo jest takim człowiekiem – tłumaczyła.
    Ależ słowa Igi Świątek o polskich kibicach. “Przypomnieli mi, iż jestem lubiana”

    A jak sama ocenia siebie? – Nie powiedziałabym, że jestem ani tą gąbką, ani tą, która wszystko olewa. To również zależy od momentu, w którym się znajduję. Czasami łatwiej zignorować mi wszystkie negatywne rzeczy, które o mnie mówią lub piszą. Dla mnie najważniejsze jest to, co wydarzyło się w Gorzowie Wlkp. i to, jaką energię dostałam od kibiców dostałam na żywo – oznajmiła.

    Zobacz także: Ekspert przerwał milczenie ws. Świątek. “Kwestie bardzo prywatne”

    Prowadzący przypomniał, że podczas BJK Cup zawodniczka poświęciła fanom wiele czasu. – Tak, bo przypomnieli mi o tym, iż jestem lubiana – to zabrzmiało nieskromnie. […] Doceniają, że dobrze gram w tenisa, lubią mnie oglądać. Spędzając razem czas, jest fajnie i dobrze się bawimy podkreśliła. Padły także ważne słowa. – Nie zawsze to, co widzę internecie, jest odzwierciedleniem rzeczywistości – podsumowała.

    Przypomnijmy, że Iga Świątek dała prawdziwy popis przed polskimi kibicami zgromadzonymi w Gorzowie Wielkopolskim. Najpierw pokonała 6:0, 6:1 Elyse Tse (913. WTA), a potem ograła 6:2, 6:0 Rumunkę Gabrielę Lee (330. WTA).

  • Szeremeta zeszła z ringu i nie była w stanie rozmawiać. Dramatyczne sceny

    Szeremeta zeszła z ringu i nie była w stanie rozmawiać. Dramatyczne sceny

    Julia Szeremeta przegrała pierwszą rundę, a kontuzjowana ręka bolała ją coraz bardziej. Polka zdołała odwrócić losy walki, jednak najgorsze przyszło później. – Nie możesz boksować – usłyszała od lekarza. Po tych słowach było słychać tylko ryk sportowej złości i płacz. Dziś wspominamy te chwile w kontekście plebiscytu “Momenty Roku”.
    Julia Szeremeta
    zrzut ekranu z

    12 września 2025 roku przeszedł do historii polskiego boksu. Na ringu w Liverpoolu podczas mistrzostw świata trzy polskie pięściarki, Aneta Rygielska, Agata Kaczmarska i Julia Szeremeta, wywalczyły awans do finałów w swoich kategoriach wagowych. Dotychczas nigdy nie mieliśmy trzech finalistek MŚ w boksie i nie mamy wątpliwości – to był jeden z najważniejszych momentów roku w polskim sporcie i jeden z 10 nominowanych w plebiscycie “Momenty Roku”. Całą dziesiątkę znajdziecie w sondażu pod tym tekstem.

    Ale wróćmy do Liverpoolu i 12 września – jako pierwsza drzwi do finału otworzyła Aneta Rygielska (kat. 60 kg), która wygrała z Chinką Yang Chengyu, mistrzynią świata z 2023 roku. To nie była łatwa walka dla polskiej pięściarki. W pierwszej rundzie agresywna Chinka ruszyła do ataku i sprawiła Rygielskiej sporo problemów. Polka udanie kontrowała, ale zdaniem sędziów to starcie 3:2 wygrała Chengyu. W drugiej rundzie Rygielska rozwinęła skrzydła i dominowała w ringu. – To jest piękny boks – zachwycał się komentujący tę walkę Krzysztof Kosedowski.

    Pod koniec rundy po serii ciosów Chinka padła na deski. Rundę w stosunku 10:9 u każdego z sędziów wygrała Rygielska. W trzeciej rundzie było sporo klinczu i brudnego boksu z obu stron. Pod koniec walki sędzia ringowy ukarał Polkę odjęciem punktu za faul. W tym momencie polscy kibice zaczęli martwić się o końcowy werdykt. Ostatecznie Rygielska wygrała niejednogłośną decyzją sędziów i awansowała do finału. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, a z serca spadł olbrzymi ciężar.

    – Aneta po igrzyskach w Paryżu miała wiele do udowodnienia przede wszystkim samej sobie. Spoczywał na niej wielki, emocjonalny ciężar – mówi w rozmowie ze Sport.pl Piotr Jagiełło, dziennikarz TVP Sport, który z bliska obserwował mistrzostwa świata w Liverpoolu. Rygielska z Paryża wróciła bez medalu, przegrała wtedy w 1/8 finału. Była rozczarowana i zniechęcona. W jej głowie pojawiło się mnóstwo pytań i wątpliwości. Zrobiła sobie półroczną przerwę od boksu, odpoczęła fizycznie i psychicznie. Jak sama podkreśla, wykonała ogrom pracy mentalnej. Później wróciła do ciężkich treningów. Marzyła o sukcesie i to marzenie spełniło się w Liverpoolu. Za nią poszły koleżanki z reprezentacji Polski, choć Julia Szeremeta musiała się mierzyć z dużym problemem.
    “Czegoś takiego nigdy nie widziałem”

    – Nie możesz boksować – lekarz na SOR-ze nie miał wątpliwości. Chwilę później było słychać tylko ryk sportowej złości. – Gdy Julia usłyszała słowa lekarza, to wpadła w płacz – mówi Jagiełło. Szeremeta trafiła do szpitala po ćwierćfinałowej walce z Kariną Ibragimową. Kontuzji prawej ręki doznała już w pierwszej, przegranej rundzie. Nad ringiem w Liverpoolu unosiła się ogromna sensacja, Szeremeta zdołała jednak odwrócić losy pojedynku. Wywalczyła awans do półfinału, w którym przez kontuzję mogła nie wystąpić.

    Szeremeta (kat. 57 kg) nie chciała wycofać się z turnieju. Uznała, że skoro ręka nie jest złamana, tylko mocno zbita, to może walczyć. Zagryzła zęby i postanowiła, że choćby miała boksować tylko jedną ręką, to do walki półfinałowej i tak wyjdzie. To niestety nie był koniec problemów – Szeremeta musiała stoczyć nie tylko walkę z kontuzją, ale też z wagą.

    W boksie olimpijskim codziennie przed walką trzeba mieć zrobiony limit wagowy. – Wagi do zbicia nie było dużo, rozbijało się o kilkaset gramów, ale na bazie stresu, problemów zdrowotnych i braku regeneracji, ta waga schodziła mozolnie – tłumaczy dziennikarz TVP Sport. Wieczorem, kilkanaście godzin przed walką półfinałową, Szeremeta nałożyła na siebie ortaliony i zrobiła ciężki trening. To pomogło zbić jej wagę.

    – Dzień przed pojedynkiem półfinałowym widziałem u niej niepewność. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że czeka ją bardzo trudny pojedynek i że z Valerią Arboledą nie da się wygrać jedną ręką. Była doza niepewności, ale ta niepewność minęła mi w dniu walki. Spotkałem się z Julką po śniadaniu. Zobaczyłem wtedy kompletnie odmienioną zawodniczkę, która weszła już w tryb walki i mobilizacji. Zapomniała o wszystkich dolegliwościach i problemach zdrowotnych. Była nastawiona tylko na zwycięstwo. Chyba nigdy nie widziałem takiej metamorfozy w boksie – opowiada Jagiełło. Trener kadry kobiet Tomasz Dylak podkreślał po powrocie do kraju, że taka kontuzja uniemożliwiłaby start u większości dziewczyn.

    Po tych wszystkich perypetiach Szeremeta w końcu weszła do ringu. To nie była łatwa walka dla medalistki olimpijskiej. Nie dało się jej toczyć jedną ręką. Szeremeta musiała się mocno napracować, żeby pokonać Arboledę i wywalczyć awans do finału. Z Kolumbijką wygrała niejednogłośną decyzją sędziów.

    Szeremeta obok Rygielskiej była drugą Polką, która miała bić się o złoty medal mistrzostw świata. Ale to nie był koniec, bo swój półfinał miała stoczyć jeszcze Agata Kaczmarska (kat. 80 kg)
    Lucjan Trela w spódnicy

    Już pierwsza walka podczas mistrzostw świata w Liverpoolu pokazała, że Kaczmarska jest bardzo dobrze przygotowana do turnieju. – Sztab szkoleniowy od dłuższego czasu przekonywał mnie, że Agata jest świetnie wyszkolona technicznie. Potrzebowała tylko dowodu, żeby udowodnić swoją sportową klasę – mówi Jagiełło. Na ten dowód nie trzeba było długo czekać. Półfinałowa walka z Yeldaną Talipovą to był pokaz siły i umiejętności Kaczmarskiej. Sędziowie byli jednogłośni – 30:26 dla Polki. Deklasacja.

    – To było sportowe znęcanie się nad rywalką. Agata nie dała Talipovej cienia szans. A to był półfinał mistrzostw świata, czyli bardzo wysoki poziom sportowy – zachwyca się stylem Kaczmarskiej dziennikarz TVP Sport. Jagiełło przypomina sobie, że gdy oglądał w Liverpoolu jedną z walk Kaczmarskiej, to jego redakcyjny kolega Mateusz Fudala pokusił się o porównanie: “Patrz, to jest przecież Lucek Trela w spódnicy.” Wszystkim to się spodobało. Kaczmarska w Liverpoolu boksowała kapitalnie, w zawodowym stylu. Kibice to kochają i doceniają.
    Trener jak Cristiano Ronaldo

    Trzy Polki wywalczyły awans do finału bokserskich mistrzostw świata, więc Tomasz Dylak, trener kadry, mógł się uśmiechnąć i poczuć dumę. To on sprawił, że na szyjach naszych pięściarek zawisły medale, to on jest ojcem tego sukcesu. – Ma sporo cech podobnych do Cristiano Ronaldo. Jest opętany wizją sukcesu i chce osiągać wielkie rzeczy. Napędzają go historyczne wyniki. Napędza go pisanie tej historii. Oddaje całego siebie dziewczynom – mówi Jagiełło i dodaje: – Trener Dylak wszystko wie o rywalkach. Dzięki temu jest krok przed konkurencją i dzięki temu może osiągać wspaniałe wyniki. Mam nadzieję, że zbudował drużynę marzeń. Ma naturalną charyzmę i posłuch w drużynie – mówi Jagiełło.

    Z trzech polskich finałów swoją walkę o złoto wygrała już tylko Kaczmarska. Po bardzo zaciętym pojedynku pokonała niejednogłośną decyzją sędziów pochodzącą z Indii Nupur Nupur. Została drugą po Karolinie Michalczuk Polką, która zdobyła złoty medal w turnieju tej rangi. – Cieszę się, że na tym turnieju zaprezentowałam megastyl, że te walki nie były wyciągnięte, tylko naprawdę taktycznie dobrze rozpracowane. To był dojrzały boks. To otwiera mi teraz różne ścieżki i to na pewno zaprocentuje – tłumaczyła po powrocie do Polski Kaczmarska.

    Rygielska i Szeremeta walczyły w finałach dzielnie, ale sędziowie przyznali zwycięstwa ich rywalkom. – Na długo zostanie ze mną scena, która chwyciła mnie za serce. Rygielska po walce z uśmiechem dziękowała kibicom, ale gdy podeszła do mnie w strefie medialnej, to straszliwie się rozpłakała. Dopadła ją wściekłość i bezradność z przekonania, że zrobiła wystarczająco wiele, żeby zostać mistrzynią świata, a sędziowie nie dali jej tej możliwości – mówi Jagiełło. Dla Rygielskiej był to bardzo wymagający turniej. Stoczyła w Liverpoolu pięć walk i żadna z nich nie była łatwa.
    “Czemuś taka smutna?”

    Reprezentacja Polski jechała do Liverpoolu z dużymi nadziejami. Jednak turniej przerósł oczekiwania kibiców. Jeden złoty i dwa srebrne medale – to był olbrzymi sukces polskiego boksu. Gdy polskie medalistki wróciły do Polski, to w hali przylotów na lotnisku Okęcie odśpiewano im “Sto lat”.

    Na miejscu był Kacper Sosnowski, dziennikarz Sport.pl, który tak relacjonował to, co działo się na lotnisku: “Najmniej uśmiechnięta z całej medalowej grupy była Julia Szeremeta, która z Liverpoolu – podobnie, jak rok wcześniej z igrzysk w Paryżu – przywiozła srebro. – Czemuś taka smutna? – zapytaliśmy Julię w przerwie między zdjęciami i przyjmowaniem kwiatów i gratulacji. – Zmęczona – odparła zawodniczka.”

    – Julia po walce finałowej była emocjonalnie rozdygotana. Nie była w stanie z nami rozmawiać na gorąco, tuż po zejściu z ringu. Widzieliśmy emocjonalną huśtawkę. Ona jest szalenie ambitną zawodniczką i mimo że walczyła z kontuzją ręki, to nie traktowała srebrnego medalu mistrzostw świata jako sukcesu. To cecha wielkich mistrzów – mówi Jagiełło i podsumowuje jej występ w Liverpoolu: – To była postawa godna heroski polskiego boksu.

    Jakiś czas temu turnieje boksu olimpijskiego nie wzbudzały większego zainteresowania. Ale to się zmieniło. Starty polskich pięściarek w Liverpoolu były chętnie relacjonowane i komentowane w mediach. Przebiły się do mainstreamu. – Dziewczyny obudziły się w nowej rzeczywistości. Najfajniejsze jest to, że one się bardzo dobrze w tej rzeczywistości odnajdują – tłumaczy Jagiełło.

    Tomasz Dylak po srebrnym medalu Szeremety w Paryżu przewidywał, że pierwszy sukces otworzy drzwi kolejnym dziewczynom. Turniej w Liverpoolu potwierdził jego słowa. Po mistrzostwach świata wielki splendor spłynął na Agatę Kaczmarską, która do niedawna była postacią anonimową poza pięściarskim środowiskiem. We wrześniu usłyszała o niej praktycznie cała Polska.

    Polskie medalistki mistrzostw świata nie przestały marzyć. Dla nich celem nadrzędnym jest zdobycie medalu olimpijskiego. – Trener Dylak powtarza, że wszystkie turnieje są tylko, jak w przypadku samuraja, drogą, która ma doprowadzić do celu ostatecznego, czyli medalu olimpijskiego. Uważam, że boks może być najbardziej medalodajną dyscypliną w Los Angeles – kończy Jagiełło.

    Moment Roku 2025 w polskim sporcie możecie wybierać w poniższym sondażu od 22 do 30 grudnia. W ostatni dzień roku, 31 grudnia, przedstawimy wyniki plebiscytu.