• Prezydent zawetował kolejne ustawy. W nagraniu przekonuje, że “presja weta działa”

    Prezydent zawetował kolejne ustawy. W nagraniu przekonuje, że “presja weta działa”

    W czwartek późnym wieczorem prezydent poinformował o ustawach, które podpisał, oraz o tych, które zdecydował się zawetować. W długim nagraniu tłumaczył swoje decyzje i zaapelował do rządu: – Rządzie, pracujcie lepiej i mądrzej. To najprostszy sposób, aby uniknąć wet.

    Które ustawy zawetował Karol Nawrocki?

    Prezydent Karol Nawrocki podpisał 15 ustaw, a weto zastosował wobec trzech z nich. Wśród zawetowanych znalazła się nowelizacja Prawa oświatowego, nowelizacja ustawy o zdrowiu publicznym oraz ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, a także nowelizacja ustawy o podatku akcyzowym. – Jako prezydent RP mam obowiązek mówić „tak”, gdy ustawy służą obywatelom, i „nie”, gdy im szkodzą. Z tego obowiązku będę się skutecznie wywiązywał – podkreślił prezydent, komentując swoje decyzje.

    Prezydent wyjaśnia sens weta

    W nagraniu opublikowanym przez Kancelarię Prezydenta Nawrocki poinformował, że dotychczas podpisał 115 ustaw, a 17 zawetował. – Weto nie jest gestem politycznym, lecz wyrazem odpowiedzialności i głosem obywateli. To moment, w którym trzeba jasno powiedzieć: prawo zostało źle przygotowane i musi zostać poprawione. Każde moje weto ma jeden cel – zatrzymać złe prawo i zobowiązać rząd do jego poprawy. Zawsze dokładnie wskazuję powody moich decyzji, a często proponuję też alternatywne projekty ustaw, które w danej sprawie są lepsze i korzystniejsze dla Polek i Polaków – tłumaczył.

    Apel do rządu: pracujcie mądrzej

    Nawrocki zwrócił się do rządu, aby „skończyć z legislacyjnymi wrzutkami i przepisami na doczepkę”. – Tak było m.in. w przypadku tzw. ustawy ukraińskiej czy tarczy prądowej, do których doklejano przepisy lobby wiatrakowego, a także w ustawie o magazynowaniu zapasów strategicznych. Po moim wecie każda z tych ustaw wracała do mnie po usunięciu wątpliwych zapisów. To dowód, że presja weta działa i przynosi efekty. Rząd musi zrozumieć, że weta służą obywatelom. Oczywiście rządowi nie są one na rękę, bo wymagają większego wysiłku. Powiem jasno: rządzie, pracujcie lepiej i mądrzej – to najprostsza droga, aby uniknąć wet. Dobre prawo będzie podpisane, złe – spotka się z wetem – podsumował prezydent.

    https://x.com/prezydentpl/status/2001754501234233414?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2001754501234233414%7Ctwgr%5Ee9ec779379f9119df754a5c646396e1f03d15c1b%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwiadomosci.gazeta.pl%2Fpolityka%2F719801232481928prezydent-zawetowal-kolejne-ustawy-w-nagraniu-przekonuje-ze.html

  • “Totalna kompromitacja” w Pentagonie. Ludzie prezydenta wyprosili polskiego attaché obrony

    “Totalna kompromitacja” w Pentagonie. Ludzie prezydenta wyprosili polskiego attaché obrony

    Wizyta delegacji Biura Bezpieczeństwa Narodowego w Waszyngtonie miała być elementem wzmacniania relacji strategicznych Polski ze Stanami Zjednoczonymi. Zamiast dyplomatycznego sukcesu zakończyła się jednak — jak nieoficjalnie mówią wojskowi rozmówcy Onetu — „totalną kompromitacją”. Powodem był bezprecedensowy incydent w Pentagonie, gdzie z rozmów wykluczono polskiego attaché obrony.

    Spotkanie przygotowywane od tygodni

    Do zdarzenia doszło na początku grudnia podczas oficjalnej wizyty delegacji BBN w stolicy USA. Na jej czele stał wiceszef Biura Bezpieczeństwa Narodowego gen. Andrzej Kowalski. W skład delegacji weszli również dyrektor Departamentu Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi gen. Adam Rzeczkowski oraz doradca szefa BBN Nikodem Rachoń.

    Program wizyty obejmował rozmowy z kluczowymi przedstawicielami amerykańskiej administracji, w tym spotkanie w Pentagonie. Całość od wielu tygodni przygotowywał polski attaché obrony w Waszyngtonie gen. Krzysztof Nolbert — doświadczony oficer, weteran misji w Iraku i Afganistanie, pełniący funkcję attaché od 2021 roku.

    Scena, która zszokowała gospodarzy

    Tuż przed wejściem na rozmowy w Pentagonie doszło do sytuacji, która — jak relacjonują źródła Onetu — wywołała konsternację nie tylko po stronie polskiej, ale również amerykańskiej. Gen. Adam Rzeczkowski miał osobiście poinformować gen. Nolberta, że nie weźmie on udziału w spotkaniu.

    Attaché, który zorganizował wizytę i odpowiadał za jej przygotowanie, został de facto wyproszony. — Żadna delegacja nie wchodzi do Pentagonu bez wsparcia attaché. To on wszystko ustalił, a mimo to nie dopuszczono go do rozmów. W oczach Amerykanów wygląda to fatalnie — mówił wysoki rangą oficer związany z dyplomacją wojskową, cytowany przez Onet.

    Według rozmówców portalu strona amerykańska, przywiązująca ogromną wagę do procedur i hierarchii, odebrała to jako rażące naruszenie dyplomatycznych standardów.

    Wątpliwości po stronie USA

    Konsekwencje tej decyzji okazały się poważniejsze, niż początkowo zakładano. Amerykanie mieli dopytywać, czy gen. Krzysztof Nolbert nadal cieszy się zaufaniem polskich władz, skoro został odsunięty od oficjalnych rozmów w Pentagonie.

    W środowisku wojskowym sytuację określano wprost jako „totalną kompromitację”. W nieoficjalnych rozmowach pojawiały się również wyjątkowo ostre komentarze pod adresem delegacji BBN. — O tym, że ludzie prezydenta Nawrockiego atakują za granicą polski rząd, wiadomo od dawna. Ale co im zawiniło Wojsko Polskie? — skomentował doniesienia Onetu Jan Grabiec, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, we wpisie w serwisie X.

    Spór o odpowiedzialność

    Jak ustalił Onet, po powrocie delegacji do kraju gen. Adamowi Rzeczkowskiemu zwrócono uwagę na skandaliczne skutki podjętej decyzji. On sam miał jednak tłumaczyć się wytycznymi otrzymanymi od przełożonych.

    Według informatorów z Pałacu Prezydenckiego to szef delegacji, gen. Andrzej Kowalski, miał odpowiadać za wykluczenie gen. Nolberta z rozmów. Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, odpowiadając na pytania Onetu, ograniczyło się do lakonicznego stwierdzenia, że skład delegacji należał wyłącznie do kompetencji BBN. Identyczną odpowiedź otrzymała również stacja TVN24.

    „Granica chamstwa została przekroczona”

    Sprawę skomentował publicznie minister obrony narodowej i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. — Chamstwem i złym działaniem jest niewpuszczenie naszego attaché w Stanach Zjednoczonych na spotkanie w Pentagonie, które sam przygotował — powiedział 17 grudnia na antenie TOK FM.

    Zdaniem szefa MON zachowanie przedstawicieli Pałacu Prezydenckiego przekroczyło „granicę chamstwa”. — Wszystkie te sprawy wyjaśniłem i mam nadzieję, że podobne sytuacje więcej się nie powtórzą — dodał.

    Paraliż w BBN i rosnące napięcia

    Incydent w Pentagonie to jednak tylko jeden z elementów szerszego kryzysu wokół kierownictwa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Jak wynika z relacji rozmówców Onetu, narastające konflikty personalne oraz brak realnej współpracy z rządem i Ministerstwem Obrony Narodowej doprowadziły do faktycznego zablokowania prac nad nową Strategią Bezpieczeństwa Narodowego.

    Wojskowi i urzędnicy nie mają wątpliwości, że wewnętrzne spory w obszarze bezpieczeństwa zaczynają realnie szkodzić interesom państwa. — Przestrzeń do kompromisu jest minimalna. To człowiek trudny, uparty, który wszędzie generował problemy. Brakuje mu elastyczności i strategicznej wiedzy niezbędnej w dyplomacji — mówi anonimowe źródło z MON, odnosząc się do gen. Adama Rzeczkowskiego.

    Onet opisuje obecną sytuację w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego wprost jako „otwartą wojnę”.

  • Plotka jednak stała się faktem. Świątek na liście już razem z Kyrgiosem

    Plotka jednak stała się faktem. Świątek na liście już razem z Kyrgiosem

    Tenisowy sezon 2026 zbliża się wielkimi krokami. Już za nieco ponad dwa tygodnie Iga Świątek rozegra swój pierwszy mecz o rankingowe punkty, oficjalnie rozpoczynając kolejną kampanię. Głównym celem wiceliderki światowego rankingu pozostaje Australian Open, a ważnym etapem przygotowań do tej imprezy będzie jej występ w United Cup. To jednak nie koniec planów Polki na australijską część sezonu. Pojawił się bowiem intrygujący wątek, który sprawił, że nazwisko Świątek znalazło się na liście obok takich gwiazd jak Jannik Sinner czy Nick Kyrgios.

    W jednym z ostatnich wywiadów Świątek podkreślała, jak bardzo cieszy ją możliwość spędzenia trzech tygodni w Polsce – co w jej napiętym kalendarzu zdarza się niezwykle rzadko. Ten czas dobiega jednak końca. Już wkrótce 24-letnia tenisistka wraz ze swoim zespołem wyruszy do Shenzhen, gdzie weźmie udział w pokazowym turnieju World Tennis Continental Cup 2025 (26–28 grudnia). Następnie cała ekipa przeniesie się do Australii. 2 stycznia rywalizacja wystartuje w Perth, a dzień później w Sydney – tam rozpocznie się United Cup, pierwszy w sezonie turniej wliczany do rankingów WTA i ATP.

    Pierwszy oficjalny mecz Świątek zaplanowano na 5 stycznia – jej rywalką będzie Niemka Eva Lys. Później Polka zmierzy się jeszcze z Holenderką Suzan Lamens, a dalszy przebieg rywalizacji będzie już zależny od wyników reprezentacji Polski. Podobnie jak w poprzednich latach, zawodniczka z Raszyna nie zgłosiła się do turnieju WTA 500 w Adelajdzie. Po zakończeniu zmagań w United Cup przeniesie się bezpośrednio do Melbourne, gdzie spędzi tydzień bezpośrednio poprzedzający Australian Open.

    Tymczasem w nocy napłynęły informacje potwierdzające wcześniejsze doniesienia o możliwym dodatkowym starcie podopiecznej Wima Fissette’a w trakcie wielkoszlemowego turnieju. Organizatorzy Australian Open zapowiedzieli kolejną edycję nietypowej rywalizacji „AO 1 Point Slam”, która ma dostarczyć kibicom dodatkowych emocji.

    Australian Open wystartuje 18 stycznia, a pomiędzy zakończeniem United Cup a początkiem turnieju Świątek będzie miała sporo czasu na spokojne przygotowania. W tygodniu poprzedzającym Wielki Szlem odbędą się kwalifikacje, w których wystąpią trzy Polki: Linda Klimovicova, Katarzyna Kawa i Maja Chwalińska. Organizatorzy zadbali jednak również o inne atrakcje, skierowane zarówno do fanów, jak i samych zawodników.

    „AO 1 Point Slam” to inicjatywa, która zadebiutowała podczas tegorocznego Australian Open. W styczniu 2025 roku wzięły w niej udział 32 osoby – bez podziału na płeć, przy czym połowę stawki stanowili amatorzy. Zasady były niezwykle proste: cały „mecz” składał się z jednej wymiany, a o tym, kto serwuje, decydowała gra w „papier, kamień, nożyce”. Numerem jeden w drabince był Hubert Hurkacz, który zmierzył się z Australijką Jaimee Fourlis. Polak popełnił błąd serwisowy, posyłając piłkę w siatkę, co oznaczało natychmiastowy koniec rywalizacji – w tym formacie nie ma bowiem powtórek serwisu.

    Całe zmagania wygrał Omar Jasika, inkasując czek na 60 tysięcy dolarów. Sporym echem odbił się też występ 56-letniego Paula Fitzgeralda – najlepszego z amatorów, który dotarł aż do półfinału, notując po drodze trzy zwycięstwa zdobyte… asami serwisowymi.

    Teraz organizatorzy postanowili pójść o krok dalej. W nowej edycji wystąpi 48 uczestników, z czego ponownie połowę będą stanowili amatorzy. Tym razem stawka jest jednak nieporównywalnie wyższa – zwycięzca otrzyma aż milion dolarów.

    Już wcześniej dyrektor Australian Open Craig Tiley ogłosił, że w wydarzeniu weźmie udział Carlos Alcaraz. Wkrótce do tej listy dołączył Nick Kyrgios, który w ostatnich tygodniach głośno komentował sprawę pozytywnych testów dopingowych Igi Świątek i Jannika Sinnera. Teraz Australijczycy ujawnili kolejne nazwiska gwiazd, które pojawią się na Rod Laver Arena. Wśród nich znaleźli się właśnie Iga Świątek, Jannik Sinner oraz Coco Gauff.

    – To, że w tej zabawie biorą udział takie gwiazdy jak Świątek, Sinner i Gauff, a jednocześnie szansę gry mają zwykli Australijczycy, doskonale oddaje ideę tego wydarzenia. Chcemy łączyć ludzi poprzez tenis w ekscytujący i nowatorski sposób – podkreślił Craig Tiley. Amatorzy rywalizują wcześniej w eliminacjach stanowych, a ich zwycięzcy mają zapewnione przeloty do Melbourne i możliwość gry z najlepszymi zawodnikami świata.

    Rywalizacja „1 Point Slam Driven by Kia” odbędzie się 14 stycznia na głównym korcie Melbourne Park – Rod Laver Arena.

  • Kolejne weto prezydenta. “Rząd sięga po pieniądze Polaków”

    Kolejne weto prezydenta. “Rząd sięga po pieniądze Polaków”

    Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę, która miała podnieść akcyzę na alkohol w latach 2026–2027 – poinformowała jego kancelaria. Według prezydenta, rząd tą ustawą po raz kolejny „sięga po pieniądze Polaków”. Była to jedna z trzech ustaw, które w czwartek spotkały się z wetem głowy państwa.

    – Nie mogę zgodzić się na podwyżkę akcyzy wprowadzanej w pośpiechu, bez czasu na przygotowanie się przedsiębiorców i konsumentów. To chaos i dowód złego zarządzania finansami państwa – mówił Nawrocki w nagraniu opublikowanym przez jego kancelarię. – Zamiast walczyć z mafiami VAT-owskimi, rząd wybiera najprostsze rozwiązanie, sięgając po pieniądze obywateli – dodał.

    Prezydent zaznaczył, że gdyby celem ustawy była rzeczywista poprawa zdrowia publicznego, znalazłby się w niej zapis, że „każda złotówka z dodatkowych wpływów trafia wyłącznie na ochronę zdrowia”. – Tego zapisu nie ma w ustawie o podwyżce akcyzy. To mówi więcej niż tysiąc deklaracji – stwierdził. Ponadto podkreślił, że nie podpisze ustaw podnoszących podatki dla Polaków.

    Weto ustawy o podatku akcyzowym

    Nowelizacja ustawy o podatku akcyzowym zakładała zwiększenie skali podwyżek akcyzy na alkohol w latach 2026–2027 – z dotychczasowych 5 proc. rocznie do 15 proc. w 2026 r. i 10 proc. w 2027 r. Resort finansów szacował, że podwyżka przyniosłaby w przyszłorocznym budżecie dodatkowe 1,96 mld zł. Nowe przepisy miały wejść w życie 1 stycznia 2026 r.

    Weto ustawy podnoszącej opłatę cukrową

    Prezydent zawetował także ustawę, która zwiększała podatek od cukru oraz podatek od wygranych w grach losowych, zmieniając m.in. ustawę o zdrowiu publicznym oraz ustawę o podatku dochodowym od osób fizycznych. – W moim planie 21 zapowiedziałem, że nie podpiszę ustaw podnoszących podatki dla Polaków. Cel tej nowelizacji jest oczywisty: zasypanie ogromnej dziury budżetowej, za którą odpowiada rząd. Po 11 miesiącach mamy ponad 240 mld zł deficytu. Zamiast uszczelniać system podatkowy, rząd sięga do kieszeni obywateli – mówił Nawrocki.

    Prezydent zwrócił uwagę, że podatek od naturalnych cukrów w sokach uderza bezpośrednio w rolników i sadowników oraz w polską wieś. Polska, jako największy producent jabłek w UE, może odczuć ograniczenie inwestycji, zahamowanie innowacji i wzrost importu kosztem krajowego kapitału. – Nie można mówić o zdrowiu publicznym, jeśli polskie rodziny nie będą stać na zdrowe, krajowe produkty. Trzeba uczciwie zapytać, czy drożej naprawdę znaczy zdrowiej – podkreślił.

    Nowe przepisy miały podnieść stawki opłaty cukrowej, m.in. z 0,50 zł do 0,70 zł za litr napoju zawierającego do 5 g cukru na litr lub słodzik oraz z 0,10 zł do 1,00 zł za dodatki kofeiny lub tauryny. Zawetowana ustawa przewidywała też podniesienie podatku od wygranych z 10 proc. do 15 proc.

    Weto nowelizacji Prawa oświatowego

    Trzecią zawetowaną ustawą była nowelizacja Prawa oświatowego, umożliwiająca etapowe wprowadzanie reformy programowej w szkołach oraz przesunięcie egzaminu ósmoklasisty na kwiecień. – Po konsultacjach z ekspertami, nauczycielami, organizacjami oświatowymi i rodzicami nie mogę wyrazić zgody na taką ustawę – podkreślił prezydent.

    Według niego nowelizacja prowadziłaby do chaosu w szkołach, ideologizacji edukacji i „eksperymentowania na całych rocznikach dzieci”. – Polska szkoła potrzebuje spokoju, wiedzy i stabilności, a nie chaotycznych zmian, które trzeba będzie poprawiać tuż po wprowadzeniu – dodał.

    Nowelizacja zmieniała m.in. definicję podstawy programowej wychowania przedszkolnego i kształcenia ogólnego, wprowadzając metody pracy takie jak doświadczenie edukacyjne, tydzień projektowy oraz moduły medialny, filozoficzny i finansowy. Prezydent podkreślił, że szkoła potrzebuje reform systemowych, dobrze przemyślanych i służących obywatelom.

  • Obsadza się w roli patrona tylko i wyłącznie jednej strony”. Rafał Trzaskowski uderza w Karola Nawrockiego

    Obsadza się w roli patrona tylko i wyłącznie jednej strony”. Rafał Trzaskowski uderza w Karola Nawrockiego

    Rafał Trzaskowski krytycznie o Karolu Nawrockim: prezydent nie może być stroną każdego konfliktu

    Rafał Trzaskowski ostro ocenia sposób sprawowania urzędu przez prezydenta Karola Nawrockiego. W jego opinii głowa państwa zamiast pełnić rolę arbitra i patrona porozumienia, coraz częściej angażuje się po jednej stronie politycznego sporu. — Prezydent nie powinien być uczestnikiem każdej awantury politycznej. Jego zadaniem jest patronowanie dobrym rozwiązaniom, a nie zaostrzanie konfliktów — podkreśla prezydent Warszawy.

    W Porannej rozmowie w RMF FM Trzaskowski zwraca uwagę, że w ostatnich tygodniach szczególnie wyraźnie widać, kto inicjuje polityczne ataki, zwłaszcza w momentach kluczowych z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa. — Dzisiaj prezydent obsadza się w roli patrona tylko i wyłącznie jednej strony. To nie służy ani stabilności państwa, ani jego wiarygodności na arenie międzynarodowej — ocenia.

    Spór między rządem a Pałacem Prezydenckim narasta także na tle relacji personalnych. Premier Donald Tusk sugerował ostatnio, że prezydent Karol Nawrocki nie jest zainteresowany spotkaniami i nie odpowiada na próby kontaktu. Do tych zarzutów odniósł się jednak szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki, który przekonuje, że takie spotkania miały miejsce. — Gdyby premier rzeczywiście chciał się spotkać z prezydentem, do takiego spotkania by doszło — mówił.

    Trzaskowski podkreśla, że różnica zdań między najważniejszymi osobami w państwie jest czymś naturalnym. — Ja nie zabraniam panu prezydentowi mieć innego poglądu. To jest normalne w demokracji — zaznacza. Jednocześnie stawia pytanie o sens publicznych ataków w kluczowych momentach. — Jeżeli premier jedzie negocjować warunki pokoju, to czemu ma służyć podważanie jego działań właśnie wtedy? — pyta.

    Zdaniem prezydenta Warszawy Polska powinna dziś wysyłać na zewnątrz jeden, spójny sygnał, szczególnie w kwestiach bezpieczeństwa i polityki międzynarodowej. — W takich sprawach nie ma miejsca na wewnętrzne wojny. Potrzebna jest jedność i odpowiedzialność — podkreśla.

    W tym kontekście Trzaskowski porównuje obecną sytuację do prezydentury Andrzeja Dudy. — Cokolwiek by o nim mówić, w sprawach fundamentalnych, takich jak bezpieczeństwo czy relacje z Ukrainą, starał się być patronem pewnego porozumienia — ocenia. Jego zdaniem właśnie taką rolę powinien pełnić prezydent: stać ponad bieżącymi sporami i dbać o strategiczne interesy państwa.

    — Prezydent nie jest od tego, by dolewać oliwy do ognia. Jest od tego, by w najtrudniejszych momentach szukać wspólnego mianownika — podsumowuje Rafał Trzaskowski.

  • A jednak to nie plotki o Lewandowskim. Sensacja potwierdzona. Ogłosili to w środku nocy

    A jednak to nie plotki o Lewandowskim. Sensacja potwierdzona. Ogłosili to w środku nocy

    A jednak to nie plotki o Lewandowskim. Sensacja potwierdzona. Ogłosili to w środku nocy

    Potwierdzają się sensacyjne informacje o możliwym transferze Roberta Lewandowskiego. Jak podaje “Mundo Deportivo”, powołując się na doniesienia BBC, jeden z klubów zza Oceanu poważnie interesuje się polskim napastnikiem, a rozmowy w tej sprawie już się odbyły. 37-latek miał spotkać się z przedstawicielem potencjalnego pracodawcy, który przedstawił mu lukratywną ofertę, porównywalną z tą, jaką wcześniej w Stanach Zjednoczonych otrzymał Leo Messi.

    Dotychczas spekulowano, że po wygaśnięciu kontraktu z FC Barceloną, obowiązującego do końca sezonu, Lewandowski mógłby podążyć śladem Argentyńczyka. Najnowsze doniesienia wskazują jednak, że polski kapitan reprezentacji Polski ma inny cel w MLS – klub Chicago Fire.

    Włodarze Chicago Fire prowadzili konstruktywne rozmowy z Lewandowskim w sprawie transferu. Źródła BBC Sport informują, że piłkarz jest otwarty na przeprowadzkę, a kwestia wynagrodzenia prawdopodobnie nie będzie stanowiła problemu.

    Według katalońskiego dziennika, sam Gregg Berhalter – były selekcjoner reprezentacji Stanów Zjednoczonych i obecny trener Chicago Fire – odwiedził Barcelonę, gdzie spotkał się z Lewandowskim i jego agentem, Pini Zahavim. Berhalter przedstawił napastnikowi bardzo atrakcyjny projekt, który, podobnie jak w przypadku Messiego w Inter Miami, przewiduje dodatkowe dochody z kontraktów z amerykańskimi markami.

    “Mundo Deportivo” podkreśla, że Lewandowski przyjął propozycję pozytywnie, choć wciąż potrzebuje czasu, aby podjąć decyzję o swojej dalszej karierze. Niezależnie od wyboru sportowego, przyszłość jego rodziny pozostanie związana z Barceloną – Lewandowscy są szczęśliwi w stolicy Katalonii, gdzie Anna Lewandowska prowadzi również własne przedsięwzięcia biznesowe.

  • Niebywałe, co zrobił Nawrocki. Decyzja już zapadła. Wujek prezydenta składał weto

    Niebywałe, co zrobił Nawrocki. Decyzja już zapadła. Wujek prezydenta składał weto

    Karol Nawrocki dziś sprawuje najwyższy urząd w państwie, ale jeszcze kilka lat temu był dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej. To właśnie w tamtym okresie zrodził się pomysł, który mógł zelektryzować nie tylko świat sportu, ale i opinię publiczną. Związany był z jego wielką pasją — boksem. Choć plan wywoływał spore emocje, a w najbliższym otoczeniu przyszłego prezydenta nie brakowało głosów sprzeciwu, decyzja zapadła. Ostatecznie jednak z tego „hitu” nic nie wyszło. Kulisy tej historii do dziś budzą zainteresowanie.

    Sport wciąż ważny, nawet na najwyższym urzędzie

    „Wielbicielem sportu się jest, a prezydentem bywa” — z lekkim przymrużeniem oka można opisać podejście Karola Nawrockiego do aktywności fizycznej. Nawet po objęciu urzędu prezydenta RP nie porzucił on dbałości o formę. Najlepszym tego dowodem było zdjęcie z siłowni, którym pochwalił się w mediach społecznościowych tuż przed wylotem na Łotwę, gdzie spotkał się z prezydentem Edgarsem Rinkēvičsem.

    Jednak to nie trening siłowy, a boks od lat zajmuje szczególne miejsce w jego życiu. Nawrocki w młodości intensywnie trenował tę dyscyplinę, odnosząc sukcesy — między innymi zdobywając tytuł mistrza Wybrzeża. Choć później obrał zupełnie inną drogę zawodową, rękawic na kołek nigdy tak naprawdę nie odwiesił. I właśnie ta niespełniona sportowa tęsknota doprowadziła do pomysłu, który mógł zakończyć się jego wyjściem do ringu z prawdziwym gigantem polskiego boksu.

    Nawrocki kontra Wach. Walka, która miała się odbyć

    Rok 2020. Karol Nawrocki pełni funkcję dyrektora Muzeum II Wojny Światowej. Wtedy pojawia się informacja, która szybko obiega media: Nawrocki ma stoczyć walkę bokserską z Mariuszem Wachem, nazywanym „Polskim Olbrzymem”. Wach to były mistrz WBC International i TWBA w wadze ciężkiej oraz pretendent do mistrzowskich pasów organizacji IBF, WBA i WBO. Różnica gabarytów była gigantyczna — ponad dwa metry wzrostu i około 130 kilogramów wagi po stronie zawodowca.

    Pojedynek miał mieć charakter charytatywny i zostać zorganizowany przez Biznes Boxing Polska, największą w kraju organizację promującą tzw. boks białych kołnierzyków. Nie chodziło więc o brutalną, zawodową walkę na wyniszczenie, ale o sportowe widowisko z jasnym, społecznym celem. Mimo to sama konfrontacja zapowiadała się niezwykle interesująco.

    Co istotne, walka została oficjalnie ogłoszona. Temat był realny, a decyzja zapadła. Jednak los okazał się bezlitosny.

    Pandemia i polityka zamknęły temat

    Gala została odwołana z powodu wybuchu pandemii COVID-19. Choć wydawało się, że to jedynie tymczasowa przeszkoda, temat stopniowo tracił na aktualności. Teoretycznie pojedynek mógł jeszcze dojść do skutku, ale późniejsze wydarzenia definitywnie zamknęły sprawę. Karol Nawrocki wkroczył na najwyższy szczebel kariery politycznej, obejmując urząd prezydenta RP.

    Co ciekawe, temat walki wrócił jeszcze na moment po drugiej turze wyborów. Sam Mariusz Wach żartobliwie odniósł się do sprawy w mediach społecznościowych. „Nie tak dawno było bardzo blisko, żeby temat wrócił, ale od niedzieli chyba już nieaktualny” — napisał z uśmiechem.

    Wujek mówił „nie”

    Od samego początku przeciwnikiem tego pomysłu był Waldemar Nawrocki, wujek obecnego prezydenta RP i człowiek, który zaprowadził go na pierwszy trening bokserski. W rozmowie z „Super Expressem” nie krył, że stanowczo odradzał swojemu siostrzeńcowi wejście do ringu z tak potężnym rywalem.

    — Karol cały czas wspomina o walce pokazowej. Ja się tylko śmieję i mu to odradzam. Po co mu to? Co i komu miałby udowodnić? Nic by na tym nie zyskał. Piastuje zbyt poważną funkcję, by robić coś takiego — mówił Waldemar Nawrocki.

    Jak dodał, w pewnym momencie było naprawdę blisko realizacji tego pomysłu. — Przecież Wach ma ponad dwa metry wzrostu i waży około 130 kilogramów. Powiedziałem tylko: „Karolku, proszę cię, odpuść, to nie byłoby poważne”. Ale widać, że on tęskni za boksem. Ten sport daje mu power — podkreślił.

    Biznes Boxing Polska wciąż na fali

    Choć do pojedynku Nawrockiego z Wachem nigdy nie doszło, sama organizacja Biznes Boxing Polska po pandemicznej przerwie rozwija się bardzo dynamicznie. Niedawno odbyła się jubileuszowa, setna gala, która również miała charakter charytatywny.

    Na ringu pojawił się m.in. Krzysztof „Diablo” Włodarczyk — były mistrz świata federacji WBC i IBF. Ku zaskoczeniu wielu, przegrał on na punkty z popularnym komikiem Piotrkiem Szumowskim, znanym z zamiłowania do boksu i regularnych treningów.

    Historia niedoszłej walki Karola Nawrockiego pokazuje, że sportowe pasje potrafią wracać nawet wtedy, gdy życie prowadzi w zupełnie innym kierunku. W tym przypadku zwyciężył rozsądek — i powaga urzędu. Ale wspomnienie bokserskiego marzenia wciąż pozostaje ciekawym epizodem z biografii obecnej głowy państwa.

  • Coraz głośniej o nowym klubie Lewandowskiego. Znakomity wybór. Tu albo nigdzie

    Coraz głośniej o nowym klubie Lewandowskiego. Znakomity wybór. Tu albo nigdzie

    Na pierwszy rzut oka ta informacja mogła uchodzić za jedną z wielu mało istotnych plotek transferowych. Z czasem okazało się jednak, że scenariusz przeprowadzki Roberta Lewandowskiego do Chicago Fire jest jak najbardziej realny. Najwcześniej do zmiany barw mogłoby dojść latem przyszłego roku.

    — Nie chcę wchodzić w głowę Roberta i mówić mu, co jest dla niego dobre lub złe, ale to byłby bardzo dobry koniec kariery. Z punktu widzenia marki i wizerunku jest to rynek, którego jeszcze nie podbił — ocenia w rozmowie z WP SportoweFakty Janusz Michalik, były reprezentant Stanów Zjednoczonych.

    Jasna, choć niekomfortowa sytuacja „Lewego”

    Aktualna sytuacja kapitana reprezentacji Polski jest klarowna, choć z pewnością nie w pełni komfortowa. Do końca sezonu Lewandowski pozostaje piłkarzem FC Barcelony. Kluczowe pytanie brzmi jednak: co wydarzy się po 30 czerwca 2026 roku? Jedno jest pewne — zakończenie kariery nie wchodzi w grę. „Lewy” zamierza grać dalej, czy to na Camp Nou, czy już poza Hiszpanią. Gdyby decyzja zależała wyłącznie od niego, bez wahania postawiłby na pozostanie w Barcelonie.

    Chicago Fire na radarze. MLS kuszącą opcją?

    Jeśli jednak władze „Blaugrany” nie zdecydują się na przedłużenie kontraktu z napastnikiem, rozpocznie się prawdziwy wyścig po jego podpis. Latem przyszłego roku Lewandowski będzie miał 38 lat, a w gronie najbardziej prawdopodobnych kierunków wymienia się Serie A, Arabię Saudyjską oraz amerykańską MLS.

    — Milan to oczywiście znacznie większa marka sportowa niż Chicago Fire, ale w tym wieku patrzyłbym szerzej. Pod względem potencjału marketingowego żaden kraj nie może równać się ze Stanami Zjednoczonymi. To mógłby być naprawdę fajny koniec kariery — podkreśla Michalik. I dodaje jasno: — Temat ze strony Chicago istnieje i nie jest wyssany z palca.

    Zainteresowanie Lewandowskim ze strony klubu z MLS jako pierwszy ujawnił korespondent BBC. Początkowo doniesienia nie wzbudziły większych emocji, jednak z każdym kolejnym dniem nabierają coraz większej wiarygodności.

    — Jeśli chodzi o markę i wizerunek, to największy rynek, którego Robert jeszcze nie zdobył — powtarza były reprezentant USA. — A będąc na porównywalnym poziomie strzeleckim co Leo Messi czy Cristiano Ronaldo, mógłby właśnie tam rozpocząć kolejny etap swojej kariery — dodaje.

    W trwającym sezonie Lewandowski wystąpił w barwach Barcelony w 17 spotkaniach, strzelił osiem goli i zanotował dwie asysty. Jak twierdzą osoby zbliżone do sprawy, napastnik ma już za sobą wstępne rozmowy z amerykańskim klubem, co tylko podsyca spekulacje o możliwym transferze do MLS.

  • Przepytali Sabalenkę. Nagle dwukrotnie padło: Świątek. Można się zdziwić

    Przepytali Sabalenkę. Nagle dwukrotnie padło: Świątek. Można się zdziwić

    Aryna Sabalenka od lat jest jedną z najlepszych tenisistek na świecie. 27-latka rok 2025 zakończyła na pierwszym miejscu w rankingu WTA ze sporą przewagą nad Igą Świątek – w tej chwili różnica między Białorusinką a Polką wynosi 2475 punktów. “Saba” zwyciężyła w czterech turniejach głównego cyklu, a największym jej sukcesem w ostatnich 12 miesiącach był triumf w US Open.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    Świątek w jednym szeregu z ikoną. Takie słowa Sabalenki

    Białoruska tenisistka w rozmowie ze stacją TNT Sports w formie krótkich pytań została poproszona o wymienienie swoich najlepszych momentów w karierze, a także o wybranie najtrudniejszej rywalki, przeciwko której grała. Początkowo nic nie wskazywało, że wybór padnie na Świątek.

    – Grałam przeciwko Serenie Williams, więc muszę ją wskazać – zaczęła. Po chwili jednak dodała: – I jeszcze Iga Świątek.

    Polka została wyróżniona przez rywalkę także w pytaniu o najlepszy mecz Sabalenki na kortach WTA. “Saba” wskazała na rywalizację z raszynianką podczas Madrid Open 2024. Wówczas w finale Świątek zwyciężyła po zaciętym boju 7:5, 4:6, 7:6(7).

    Ponadto Sabalenka przyznała, że jej najlepszą partnerką deblową była Belgijka, Elise Mertens. Za największe sukcesy w karierze uznała triumfy w Australian Open i US Open. Ulubionym turniejem w kalendarzu Białorusinki jest ten rozgrywany w Rzymie. Za najlepszego tenisistę w historii uważa Novaka Djokovicia.

    Aryna Sabalenka i Iga Świątek do tej pory mierzyły się trzynastokrotnie. Osiem razy górą była reprezentantka Polski, zaś pięć spotkań wygrała pierwsza rakieta świata.

    Zobacz też: Decyzja Alcaraza wstrząsnęła światem tenisa. Ujawnili powody

  • Niebywałe, co zrobił Nawrocki. Decyzja już zapadła. Wujek prezydenta składał weto

    Niebywałe, co zrobił Nawrocki. Decyzja już zapadła. Wujek prezydenta składał weto

    Karol Nawrocki dziś sprawuje najwyższy urząd w państwie, ale jeszcze kilka lat temu był dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej. To właśnie w tamtym okresie zrodził się pomysł, który mógł zelektryzować nie tylko świat sportu, ale i opinię publiczną. Związany był z jego wielką pasją — boksem. Choć plan wywoływał spore emocje, a w najbliższym otoczeniu przyszłego prezydenta nie brakowało głosów sprzeciwu, decyzja zapadła. Ostatecznie jednak z tego „hitu” nic nie wyszło. Kulisy tej historii do dziś budzą zainteresowanie.

    Sport wciąż ważny, nawet na najwyższym urzędzie

    „Wielbicielem sportu się jest, a prezydentem bywa” — z lekkim przymrużeniem oka można opisać podejście Karola Nawrockiego do aktywności fizycznej. Nawet po objęciu urzędu prezydenta RP nie porzucił on dbałości o formę. Najlepszym tego dowodem było zdjęcie z siłowni, którym pochwalił się w mediach społecznościowych tuż przed wylotem na Łotwę, gdzie spotkał się z prezydentem Edgarsem Rinkēvičsem.

    Jednak to nie trening siłowy, a boks od lat zajmuje szczególne miejsce w jego życiu. Nawrocki w młodości intensywnie trenował tę dyscyplinę, odnosząc sukcesy — między innymi zdobywając tytuł mistrza Wybrzeża. Choć później obrał zupełnie inną drogę zawodową, rękawic na kołek nigdy tak naprawdę nie odwiesił. I właśnie ta niespełniona sportowa tęsknota doprowadziła do pomysłu, który mógł zakończyć się jego wyjściem do ringu z prawdziwym gigantem polskiego boksu.

    Nawrocki kontra Wach. Walka, która miała się odbyć

    Rok 2020. Karol Nawrocki pełni funkcję dyrektora Muzeum II Wojny Światowej. Wtedy pojawia się informacja, która szybko obiega media: Nawrocki ma stoczyć walkę bokserską z Mariuszem Wachem, nazywanym „Polskim Olbrzymem”. Wach to były mistrz WBC International i TWBA w wadze ciężkiej oraz pretendent do mistrzowskich pasów organizacji IBF, WBA i WBO. Różnica gabarytów była gigantyczna — ponad dwa metry wzrostu i około 130 kilogramów wagi po stronie zawodowca.

    Pojedynek miał mieć charakter charytatywny i zostać zorganizowany przez Biznes Boxing Polska, największą w kraju organizację promującą tzw. boks białych kołnierzyków. Nie chodziło więc o brutalną, zawodową walkę na wyniszczenie, ale o sportowe widowisko z jasnym, społecznym celem. Mimo to sama konfrontacja zapowiadała się niezwykle interesująco.

    Co istotne, walka została oficjalnie ogłoszona. Temat był realny, a decyzja zapadła. Jednak los okazał się bezlitosny.

    Pandemia i polityka zamknęły temat

    Gala została odwołana z powodu wybuchu pandemii COVID-19. Choć wydawało się, że to jedynie tymczasowa przeszkoda, temat stopniowo tracił na aktualności. Teoretycznie pojedynek mógł jeszcze dojść do skutku, ale późniejsze wydarzenia definitywnie zamknęły sprawę. Karol Nawrocki wkroczył na najwyższy szczebel kariery politycznej, obejmując urząd prezydenta RP.

    Co ciekawe, temat walki wrócił jeszcze na moment po drugiej turze wyborów. Sam Mariusz Wach żartobliwie odniósł się do sprawy w mediach społecznościowych. „Nie tak dawno było bardzo blisko, żeby temat wrócił, ale od niedzieli chyba już nieaktualny” — napisał z uśmiechem.

    Wujek mówił „nie”

    Od samego początku przeciwnikiem tego pomysłu był Waldemar Nawrocki, wujek obecnego prezydenta RP i człowiek, który zaprowadził go na pierwszy trening bokserski. W rozmowie z „Super Expressem” nie krył, że stanowczo odradzał swojemu siostrzeńcowi wejście do ringu z tak potężnym rywalem.

    — Karol cały czas wspomina o walce pokazowej. Ja się tylko śmieję i mu to odradzam. Po co mu to? Co i komu miałby udowodnić? Nic by na tym nie zyskał. Piastuje zbyt poważną funkcję, by robić coś takiego — mówił Waldemar Nawrocki.

    Jak dodał, w pewnym momencie było naprawdę blisko realizacji tego pomysłu. — Przecież Wach ma ponad dwa metry wzrostu i waży około 130 kilogramów. Powiedziałem tylko: „Karolku, proszę cię, odpuść, to nie byłoby poważne”. Ale widać, że on tęskni za boksem. Ten sport daje mu power — podkreślił.

    Biznes Boxing Polska wciąż na fali

    Choć do pojedynku Nawrockiego z Wachem nigdy nie doszło, sama organizacja Biznes Boxing Polska po pandemicznej przerwie rozwija się bardzo dynamicznie. Niedawno odbyła się jubileuszowa, setna gala, która również miała charakter charytatywny.

    Na ringu pojawił się m.in. Krzysztof „Diablo” Włodarczyk — były mistrz świata federacji WBC i IBF. Ku zaskoczeniu wielu, przegrał on na punkty z popularnym komikiem Piotrkiem Szumowskim, znanym z zamiłowania do boksu i regularnych treningów.

    Historia niedoszłej walki Karola Nawrockiego pokazuje, że sportowe pasje potrafią wracać nawet wtedy, gdy życie prowadzi w zupełnie innym kierunku. W tym przypadku zwyciężył rozsądek — i powaga urzędu. Ale wspomnienie bokserskiego marzenia wciąż pozostaje ciekawym epizodem z biografii obecnej głowy państwa.