• PiS wróci do władzy? Sondaż nie pozostawia wątpliwości. Politolog wskazał trzy czynniki

    PiS wróci do władzy? Sondaż nie pozostawia wątpliwości. Politolog wskazał trzy czynniki

    Czy PiS ma realne szanse na powrót do władzy? Nowy sondaż i opinia politologa

    Prawo i Sprawiedliwość może wygrać wybory parlamentarne w 2027 roku – tak wynika z najnowszego sondażu przeprowadzonego dla „Super Expressu”. Ponad połowa ankietowanych uważa, że partia Jarosława Kaczyńskiego ponownie przejmie stery rządów. Politolog prof. Kazimierz Kik wskazuje trzy czynniki, które mogą sprzyjać zmianie władzy, ale jednocześnie zwraca uwagę na poważne zagrożenie, które może zahamować ten scenariusz.

    Większość badanych wierzy w zwycięstwo PiS

    Instytut Badań Pollster w dniach 6–7 grudnia zapytał 1008 pełnoletnich Polaków, czy ich zdaniem Prawo i Sprawiedliwość wróci do władzy po wyborach parlamentarnych w 2027 roku. Odpowiedź „tak” wskazało 53 proc. respondentów, natomiast 47 proc. było przeciwnego zdania. Wynik ten pokazuje, że mimo utraty władzy PiS nadal pozostaje realnym graczem w walce o zwycięstwo wyborcze.

    Zdaniem prof. Kazimierza Kika istnieją trzy kluczowe czynniki, które mogą sprzyjać powrotowi PiS do rządzenia. Po pierwsze, trwająca wojna w Ukrainie wzmacnia w społeczeństwie poczucie zagrożenia i niepewności. Po drugie, rosnący wpływ ruchu MAGA w Stanach Zjednoczonych, promującego populistyczną narrację, może oddziaływać także na polskich wyborców, którzy tradycyjnie postrzegają USA jako strategicznego sojusznika. Po trzecie, politolog zwraca uwagę na słabą pozycję koalicjantów Koalicji Obywatelskiej, co może osłabiać cały obóz rządzący.

    Wewnętrzne konflikty mogą zaszkodzić PiS

    Ekspert podkreśla jednak, że zwycięstwo PiS wcale nie jest przesądzone. Jednym z największych zagrożeń dla partii są narastające konflikty wewnętrzne. Jak informowała „Gazeta Wyborcza”, w ostatnim czasie w PiS doszło do wyraźnego podziału na zwolenników Mateusza Morawieckiego oraz jego przeciwników.

    Spór stał się widoczny m.in. po wypowiedziach Jacka Kurskiego, który skrytykował zarówno wywiad byłego premiera dla Gazeta.pl, jak i działania części posłów PiS promujących Morawieckiego jako lidera prawicy i przyszłego szefa rządu. Kurski ironicznie skomentował te ambicje, pisząc: „Sny o powrocie na fotel premiera PMM to rzecz w polityce dopuszczalna. Mogą bawić, ale nie bolą”.

    Sondaże pokazują wzrost poparcia

    Dodatkowym argumentem przemawiającym za tym, że PiS liczy się w walce o władzę, są najnowsze sondaże partyjne. Badanie „Super Expressu” z początku grudnia pokazało, że poparcie dla PiS wzrosło w porównaniu z połową listopada o 2,08 punktu procentowego – z 28,86 do 30,94 proc.

    Liderem sondażu pozostaje jednak Koalicja Obywatelska, na którą chce głosować 34,64 proc. badanych (wzrost o 1,09 pkt proc.). Podobne wyniki przyniósł sondaż Ogólnopolskiej Grupy Badawczej dla Wirtualnej Polski. Zgodnie z nim zwycięstwo przypadłoby Koalicji Obywatelskiej (35,29 proc.), a PiS zajęłoby drugie miejsce z poparciem na poziomie 31,21 proc.

    Walka o władzę wciąż otwarta

    Choć sondaże i opinie ekspertów pokazują, że Prawo i Sprawiedliwość ma realne szanse na powrót do rządzenia, wiele zależy od tego, czy partia zdoła opanować wewnętrzne spory i zaprezentować spójną wizję przyszłości. Najbliższe miesiące mogą okazać się kluczowe dla układu sił na polskiej scenie politycznej.

  • Świątek ledwo dotarła do Australii, a tu takie sceny. Tak ją potraktowali

    Świątek ledwo dotarła do Australii, a tu takie sceny. Tak ją potraktowali

    Po intensywnym sezonie, krótkim urlopie i pokazowym występie w Chinach Iga Świątek rozpoczęła nowy rozdział swojej tenisowej podróży. Polska gwiazda dotarła do Sydney, gdzie na start czeka ją United Cup, a już na lotnisku została przywitana wyjątkowym prezentem, który wywołał uśmiech na jej twarzy.
    Tenisistka w białym topie i czerwonej spódniczce stoi na korcie z rakietą w dłoni, w tle widoczna publiczność. W lewym górnym rogu zdjęcie wstawione w kółku przedstawia kobiety trzymającą białego pluszowego misia.

    Iga Świątek zameldowała się w Australiivideo Associated Press, Tomasz JedrzejowskiReporter

    Ostatni sezon Igi Świątek był pełen intensywnych emocji, sportowych wyzwań i gry na najwyższym światowym poziomie. Liderka polskiego tenisa przez wiele miesięcy rywalizowała niemal bez wytchnienia, walcząc w najważniejszych turniejach i potwierdzając swoją pozycję w światowej czołówce. Długi i wymagający rok oznaczał setki godzin spędzonych na korcie, podróże między kontynentami oraz ogromną presję, z jaką mierzą się tylko najlepsi sportowcy globu.

    Po zakończeniu sezonu Świątek pozwoliła sobie jednak na krótką przerwę. Choć urlop nie był długi, dał jej moment na złapanie oddechu i regenerację przed kolejnymi wyzwaniami. Święta spędziła częściowo na pokładzie samolotu, a następnie w Chinach, gdzie wzięła udział w pokazowym turnieju WTCC w Shenzhen. Występ ten był nie tylko sportowym sprawdzianem, ale też okazją do podtrzymania rytmu meczowego przed startem nowego sezonu.

    Tak powitano Igę Świątek w Australii. Piękne obrazki

    Zaraz po pobycie w Azji Iga Świątek ponownie wsiadła do samolotu, tym razem obierając kierunek na Australię. Polska gwiazda dotarła już do Sydney, gdzie rozpocznie sezon 2025 startem w prestiżowych rozgrywkach United Cup. Po przylocie udzieliła krótkiego wywiadu, nie kryjąc radości z powrotu na antypody. Przyznała, że najbardziej potrzebuje teraz dobrej kawy, z której Sydney słynie. Nie było to jednak jedyne marzenie Polki.

    “Mam wrażenie, że powietrze jest tutaj inne. Cieszę się, że spędzę teraz dużo czasu na powietrzu, bo ostatni miesiąc spędziłam głównie w pomieszczeniach. W moim kraju jest teraz pewnie minus pięć stopni. Dlatego chcę teraz pocieszyć się słońcem i pogodą” – wyznała.

    Świątek po przylocie do Australii przekonała się, że kibice wciąż z zapartym tchem śledzą jej poczynania i pałają do niej sympatią. Już na lotnisku czekała na nią miła niespodzianka – nasza zawodniczka otrzymała bowiem sympatyczny prezent, a mianowicie pluszowego misia koalę o imieniu Cookie. Ten drobny gest wywołał u Polki szczery uśmiech i był ciepłym powitaniem przed kolejnym rozdziałem sezonu.

    Iga Świątek rozpoczęła pobyt w Australii od prezentu. „Dobra kawa. Tego mi teraz potrzeba”© 2025 Associated Press

    W Australii Świątek ponownie połączy siły z Hubertem Hurkaczem w reprezentacji Polski. Po dwóch finałach United Cup przegranych z Niemcami i USA Biało-Czerwoni znów spróbują sięgnąć po triumf. Pierwszy mecz rozegrają 5 stycznia, a apetyt na zwycięstwo jest większy niż kiedykolwiek.
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP / Foto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekAKPA
    Zawodniczka tenisowa w czarno-różowym stroju i różowej czapce okazuje radość po zdobyciu punktu, ściskając pięść i patrząc z determinacją w stronę boiska.

    Iga ŚwiątekAFP

  • Radosław Sikorski opublikował zdjęcie Karola Nawrockiego. “Ja bym nie pojechał”

    Radosław Sikorski opublikował zdjęcie Karola Nawrockiego. “Ja bym nie pojechał”

    Wystąpienie prezydenta Karola Nawrockiego na uroczystościach 107. rocznicy wybuchu powstania wielkopolskiego w Poznaniu wywołało kolejne spięcia z premierem Donaldem Tuskiem i szefem MSZ Radosławem Sikorskim. — Polska wspólnota narodowa jest otwarta na Zachód, ale też gotowa do obrony zachodniej granicy Rzeczpospolitej, o czym wiedzieli powstańcy wielkopolscy — mówił prezydent w Poznaniu.

    Na słowa te zareagował w niedzielę Donald Tusk. “Prezydent Nawrocki znowu wskazał Zachód jako główne zagrożenie dla Polski. To jest istota sporu między antyeuropejskim blokiem (Nawrocki, Braun, Mentzen, PiS) a naszą Koalicją. Sporu śmiertelnie poważnego, sporu o nasze wartości, bezpieczeństwo, suwerenność. Wschód albo Zachód” — napisał premier na platformie X.

    Co powiedział Karol Nawrocki w Poznaniu?

    Jak zareagował Donald Tusk na słowa Nawrockiego?

    Jakie zdjęcie opublikował Radosław Sikorski?

    Co Sikorski napisał o muzeum w Moskwie?

    Prezydent nie pozostał obojętny na wpis Tuska. “Panie Premierze, trudno uwierzyć, że kończyliśmy ten sam wydział — historyczny. Pan ma pretensje do Bolesława Chrobrego, że walczył na wschodzie i na zachodzie, i do Powstańców Wielkopolskich, że walczyli o Polskę z Niemcami (to też zachód)? Istota sporu jest raczej taka, że Premier nie potrafi słuchać ze zrozumieniem, albo celowo szuka konfliktu, bo Mu się budżet, służba zdrowia etc. nie spina. Aaa, o zagrożeniu ze wschodu to ja już mówiłem, jak Pan Premier spacerował po molo i tulił Rosję, jaką jest 😉 I mówię nadal — ale nie przy okazji Powstania Wielkopolskiego, to nie ten wątek” — odpowiedział Karol Nawrocki w serwisie X.
    Jak zareagował Radosław Sikorski?

    Teraz do sporu włączył się szef MSZ. Radosław Sikorski opublikował w sieci zdjęcie Karola Nawrockiego, gdy jako dyrektor Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku odwiedził Moskwę. Do wizyty w propagandowym Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej doszło w lipcu 2018 r.

    Minister fotografię z prezydentem opatrzył kąśliwym komentarzem. “Po Anschlussie Krymu ja bym nie pojechał do muzeum propagującego stalinowską wersję drugiej wojny światowej” — napisał.

    Zobacz także:

    Radosław Sikorski zwrócił się do Karola Nawrockiego. “Pragnę pana uspokoić”
    Nawrocki zabrał głos po rozmowie z Zełenskim i Trumpem. Zwrócił się do Tuska
    Wołodymyr Zełenski nie wytrzymał. Tak zareagował, gdy Trump mówił o Putinie [NAGRANIE]

  • Tak potraktowali Igę Świątek na lotnisku w Australii

    Tak potraktowali Igę Świątek na lotnisku w Australii

    Świątek ledwo zjawiła się na lotnisku w Australii. Tak ją potraktowali

    Iga Świątek zameldowała się w Australii! Nasza tenisistka doleciała na miejsce, gdzie wkrótce oficjalnie rozpocznie nowy sezon. Na lotnisku czekali na nią dziennikarze, z którymi witała się wyjątkowo ciepło. Nie zabrakło też dość zabawnej sceny. Na pytanie, za czym najbardziej tęskniła w Australii, odpowiedziała z brutalną szczerością. – Dobrą kawą. I właśnie teraz jej potrzebuję – śmiała się.
    Iga Świątek
    https://www.youtube.com/watch?v=2A08oY8Zil8

    Iga Świątek miniony weekend spędziła w Chinach, by już teraz przenieść się do Australii. W niedzielę nasza najlepsza tenisistka grała w parze z Valentiem Vacherotem przeciwko Jelenia Rybakinie i Andriejowi Rublowowi (przegrała 4:6, 4:6) w ramach pokazowego turnieju w Shenzhen, a niedługo później udała się na samolot. Na lotnisku czekało ją serdeczne przywitanie.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    Tak wyglądała Świątek po przylocie do Australii. “Pewnie to teraz widzicie”

    Nagraniem z przybycia Świątek podzieliła się redakcja SoTennis, której udało się zapytać ją, jak nasza tenisistka czuje się po podróży. – Dobrze. Nie mogę się doczekać powrotu do Sydney. Jestem szczęśliwa, że tu jestem, bo to coś jak powrót do domu po tylu latach przyjeżdżania tutaj. Chcę odwiedzić tu moje ulubione miejsca, trochę odpocząć i potrenować, zanim zaczniemy – powiedziała.

    W trakcie rozmowy padło też pytanie, za czym najbardziej tęskniła w Australii. – Dobrą kawą. I właśnie teraz jej potrzebuję. Pewnie to teraz po mnie widzicie – wypaliła wprost i zaczęła się śmiać. I rzeczywiście tenisistka wyglądała na trochę zmęczoną i miała lekko podkrążone oczy. Mimo to tryskała dobrym humorem.
    Świątek ma nowego “kolegę”. “Kocham go”

    Rzeczy, które podobają jej się w tym kraju, jest bowiem więcej. – Dobra kawa, dobre jedzenie i czuję, że powietrze jest tutaj jakieś inne. Nie mogłam się doczekać spędzania czasu na dworze, bo w ostatnich miesiącach byłam głównej wewnątrz. Gdy wróciłam do domu, było ok. -5 stopni, więc cieszę się słońcem i pogodą – odpowiedziała, wracając do tematu.

    W trakcie pobytu w Australii Świątek czeka przede wszystkim występ w wielkoszlemowym Australian Open. Rywalizacja w nim potrwa od 12 stycznia do 1 lutego. Wcześniej 24-latka wspólnie z reprezentacją Polski zagra w drużynowym turnieju United Cup. Będzie tam mogła liczyć na dodatkowe wsparcie. Jej “talizmanem”, będzie Cookie, czyli pluszowy koala. – Jeszcze nie przedstawiłam go zespołowi, ale zobaczymy, czy stanie się naszą maskotką drużyny. Kocham go i na pewno ze mną zostanie – powiedziała.

  • Sabalenka zagrała na niekorzyść kobiecego tenisa. “Absolutna głupota”

    Sabalenka zagrała na niekorzyść kobiecego tenisa. “Absolutna głupota”

    Porażka Sabalenki w Dubaju. Czy „bitwa płci” faktycznie pomogła kobiecemu tenisowi?

    Pokazowy mecz w Dubaju, w którym Aryna Sabalenka przegrała z Nickiem Kyrgiosem 3:6, 3:6, od początku budził ogromne emocje i kontrowersje. Liderka światowego rankingu WTA podeszła do rywalizacji na serio, jednak nie zdołała pokonać Australijczyka sklasyfikowanego dopiero na 671. miejscu listy ATP. Choć wydarzenie miało charakter show, jego konsekwencje – zwłaszcza z perspektywy kobiecego tenisa – są znacznie poważniejsze, niż mogłoby się wydawać.

    Już przed pierwszą piłką było jasne, że nie będzie to klasyczna rywalizacja sportowa. Sabalenka zapowiadała walkę i rzeczywiście dała z siebie maksimum, co było widoczne w jej zaangażowaniu i intensywności poruszania się po korcie. Problem w tym, że cały mecz rozegrano na zasadach, które od początku stawiały go w niejednoznacznym świetle.

    Kyrgios bez pełnego zaangażowania

    Nick Kyrgios, który ostatni oficjalny mecz rozegrał w marcu i od dawna nie prowadzi regularnej kariery, nie musiał wchodzić na najwyższe obroty. Sprawiał wrażenie skoncentrowanego, lecz często wyraźnie „odpuszczał” – zwłaszcza przy serwisie. Zamiast potężnych podań wybierał wolniejsze kicki z rotacją, rzadko decydując się na uderzenia z pełną siłą. Mimo to kontrolował przebieg spotkania i wygrał w dwóch setach.

    Organizatorzy postanowili dodatkowo „wyrównać szanse”, wprowadzając nietypowe reguły. Część kortu po stronie Sabalenki była o około 9 procent mniejsza, a oboje zawodnicy mogli korzystać wyłącznie z pierwszego serwisu. Zabiegi te miały ograniczyć przewagę siły Kyrgiosa, ale w praktyce przyniosły odwrotny skutek wizerunkowy. Sam fakt, że rywalizacja nie odbywała się na równych zasadach, dla wielu obserwatorów był nie tylko dziwny, ale wręcz uwłaczający dla aktualnej liderki WTA.

    Podobnego zdania jest Alizé Cornet, była tenisistka i kapitan reprezentacji Francji w Pucharze Billie Jean King. W rozmowie z RMC Sport nie kryła krytyki: – Te nowe zasady, a szczególnie zmniejszenie kortu dla Sabalenki, to absolutny absurd. To nie buduje dobrego obrazu kobiecego tenisa. Takie rozwiązania umniejszają jej możliwości, a przecież z głębi kortu spokojnie mogłaby rywalizować z Kyrgiosem, który jest niemal na sportowej emeryturze, nie trenuje regularnie i zmaga się z problemami zdrowotnymi.

    Chaos w transmisji i mieszane reakcje

    Również od strony telewizyjnej wydarzenie pozostawiało wiele do życzenia. Nietypowe linie na korcie sprawiały, że obraz wyglądał nienaturalnie, co szybko zauważyli kibice i dziennikarze. – Ten kort w telewizji wygląda po prostu okropnie – napisał znany portugalski dziennikarz tenisowy Jose Morgado. Problemy nasiliły się na początku drugiego seta, gdy z winy lokalnego nadawcy sygnał był zaburzony lub całkowicie znikał w transmisjach do różnych krajów.

    Na korcie Sabalenka nadrabiała zaangażowaniem. Kyrgios częściej sięgał po techniczne rozwiązania, skróty i zagrania oparte na sprycie, zmuszając Białorusinkę do ciągłego biegania od prawej do lewej. Dawno nie było widać jej w meczu, w którym pokonałaby tak wiele metrów. Determinacja była bezdyskusyjna, ale Australijczyk – grający wyraźnie na „pół gwizdka” – nie pozwolił jej na realne nawiązanie walki o zwycięstwo.

    Show się udało, sport – już mniej

    Ten pojedynek można analizować na kilku poziomach. Z czysto sportowego punktu widzenia trudno uznać go za sensowny. Specjalne zasady zamiast niwelować różnice między kobietami a mężczyznami, jeszcze mocniej je uwypukliły. Sabalenka przegrała z zawodnikiem dalekim od czołówki ATP, nawet mimo teoretycznie korzystniejszych warunków. Nic dziwnego, że brytyjski „The Guardian” jeszcze przed meczem określił całe wydarzenie jako „absurdalne”.

    Dla organizatorów był to jednak sukces. Choć Kyrgios przesadził, twierdząc, że „przez pół roku wszyscy mówili tylko o tym meczu”, to bez wątpienia przyciągnął on uwagę mediów i kibiców. W Dubaju nie brakowało gwiazd, a całość miała charakter spektaklu: przerwy na tańce Sabalenki, wejście Białorusinki przy muzyce z „Rocky’ego”, Kyrgios pojawiający się na wielbłądzie, obecność takich ikon jak Cristiano Ronaldo czy Kaka. Show było dokładnie takie, jakiego oczekiwano.

    Problem w tym, że wydarzenie nazwano „bitwą płci”. To określenie ma w kobiecym tenisie znaczenie niemal symboliczne, nierozerwalnie związane z meczem Billie Jean King z Bobbym Riggsem w 1973 roku. Tamto zwycięstwo było walką o równość, szacunek i lepsze warunki dla tenisistek. Sama Billie Jean King przyznała ostatnio, że poza samym faktem rywalizacji kobiety z mężczyzną nie widzi żadnych podobieństw między swoim historycznym pojedynkiem a starciem Sabalenki z Kyrgiosem.

    Ryzyko, które się nie opłaciło

    Z perspektywy kobiecego tenisa dubajski eksperyment okazał się ryzykowny. Gdyby Sabalenka wygrała, jej sukces z pewnością byłby umniejszany – wskazywano by na specjalne zasady i pokazowy charakter meczu. Stało się jednak gorzej: przegrała, mimo ogromnego zaangażowania, a wynik już jest wykorzystywany jako kolejny argument przeciwko kobiecej rywalizacji w porównaniu z męską.

    To dokładnie takich narracji tenisistki nie potrzebują. Mecz w Dubaju nie rozwiązał żadnego z realnych problemów żeńskiego touru: przeładowanego kalendarza, hejtu w mediach społecznościowych czy wciąż nierównych nagród finansowych. Sabalenka zagrała przede wszystkim dla siebie i dla widowiska – trudno jednak uznać, by jej występ realnie przysłużył się kobiecemu tenisowi.

  • Oto tajemnica Aryny Sabalenki. Aleksander Łukaszenko złożył ofertę nie do odrzucenia

    Oto tajemnica Aryny Sabalenki. Aleksander Łukaszenko złożył ofertę nie do odrzucenia

    Oto tajemnica Aryny Sabalenki. Aleksander Łukaszenko złożył ofertę nie do odrzucenia
    Aryna Sabalenka i Aleksander Łukaszenko
    Aryna Sabalenka i Aleksander Łukaszenko (Foto: ADAM BERRY, Contributor, Matthew Stockman / Getty Images)
    To jest treść premium dostępna w ramach pakietu

    Aryna Sabalenka ma dług w stosunku do Aleksandra Łukaszenki. Skrywa to od lat. Gdyby nie nagła pomoc prezydenta, pewnie nie zaszłaby na szczyt światowego tenisa. Sekret wielkiej rywalki Igi Świątek i jej agenta zdradza nam białoruski dziennikarz, który uciekł przed reżimem do Polski. – Padła propozycja nie do odrzucenia, jak to u Łukaszenki – słyszymy od Jarosława Pisarenki. A to nie wszystko.

    Przypominamy jeden z najchętniej czytanych materiałów w Przeglądzie Sportowym Onet w 2025 r. Tekst pierwotnie został opublikowany w październiku.
    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    Był 2017 r., gdy Aryna Sabalenka zaczęła wygrywać turnieje i piąć się w rankingu WTA. Pojawiły się wreszcie pierwsze poważne pieniądze. Problem w tym, że trafiały na konto oszusta. To wtedy Białorusinka poprosiła o pomoc prezydenta Aleksandra Łukaszenkę. To musiało mieć konsekwencje.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    Tak powstał dług wielkiej rywalki Igi Świątek w stosunku do reżimu, który trzeba było spłacić. Pierwsza tenisistka rankingu WTA wolałaby ukryć to przed światem.

    Kulisy sprawy ujawnia jednak Przeglądowi Sportowemu Onet Jarosław Pisarenko, białoruski dziennikarz, który uciekł do Polski przed represjami.

    Tu przeczytasz więcej: Tak Białoruś złamała Jarosława. “Przyznaj, że finansuje cię Warszawa”

  • Nawrocki po telekonferencji z Trumpem i Zełenskim. “Kluczowa pozycja Polski”

    Nawrocki po telekonferencji z Trumpem i Zełenskim. “Kluczowa pozycja Polski”

    Nawrocki po telekonferencji z Trumpem i Zełenskim. Komunikat Kancelarii

    “Omówiono stan rozmów pokojowych, których celem jest doprowadzenie do zakończenia wywołanej przez Rosję wojny na Ukrainie. (…) Pozycja Polski w momencie podpisania porozumienia pokojowego będzie kluczowa” – przekazała kancelaria prezydenta Karola Nawrockiego po zakończeniu rozmów europejskich przywódców z Donaldem Trumpem i Wołodymyrem Zełenskim.
    Mężczyzna w garniturze siedzi przy biurku w eleganckim gabinecie, na blacie leżą dokumenty, telefon oraz dekoracyjne figurki, w tle regał z książkami.

    Karol Nawrocki skomentował rozmowę z Zełenskim i TrumpemKancelaria Prezydenta / Xmateriał zewnętrzny
    W skrócie

    Karol Nawrocki uczestniczył w telekonferencji z udziałem Donalda Trumpa i Wołodymyra Zełenskiego, dotyczącej rozmów pokojowych na temat wojny w Ukrainie.

    Kancelaria podkreśliła kluczową pozycję Polski przy ewentualnym podpisaniu porozumienia pokojowego, ze względu na znaczenie lotniska Rzeszów-Jasionka dla wsparcia dla Ukrainy.

    Rozmowa uwidoczniła jedność państw europejskich i USA oraz ich determinację w dążeniu do zakończenia konfliktu z Rosją.

    Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

    Kancelaria przekazała też, że prezydent Nawrocki podkreślił duże zaangażowanie Trumpa w proces pokojowy i podziękował za dzisiejszą rozmowę.

    “Zaznaczył, że od początku pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę lotnisko Rzeszów-Jasionka służy jako hub dla ponad 90 proc. pomocy dla Ukrainy. Stąd pozycja Polski w momencie podpisania porozumienia pokojowego będzie kluczowa” – czytamy we wpisie opublikowanym na platformie X.

    KPRP zwróciła także uwagę, że rozmowa ta pokazuje, że wszelkie ustalenia dotyczące pokoju i bezpieczeństwa w regionie muszą zapadać w gronie wszystkich zainteresowanych stron.

    “Determinacja strony amerykańskiej i jedność stanowiska państw europejskich daje realną szansę na zakończenie wojny wywołanej przez Federację Rosyjską” – dodano.

    Przywódcy USA i Ukrainy spotkali się tam w niedzielę wieczorem, aby omówić postępy w procesie negocjacji pokojowych. Negocjacje zostały poprzedzone przez rozmowę Trumpa z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.

    “Żenujące zarzuty”. Spięcie po pytaniu Rymanowskiego o prezydent

  • Niesamowite, co wyprawiał Piotr Żyła. Jest komentarz skoczka

    Niesamowite, co wyprawiał Piotr Żyła. Jest komentarz skoczka

    Katastrofa wisiała w powietrzu. Niesamowite, co wyprawiał Piotr Żyła. Jest komentarz skoczka

    Miejsca pod koniec stawki zajmował Piotr Żyła w treningach w Oberstdorfie przed kwalifikacjami do poniedziałkowego konkursu Turnieju Czterech Skoczni. Przecieraliśmy oczy ze zdumienia, widząc, co wyprawia nasz skoczek. Po tym najważniejszym skoku pojawiła się jednak u 38-latka dziecięca radość, a potem tłumaczył, co się działo.
    Zawodnik w kombinezonie narciarskim z nartami na ramieniu, sylwetka na tle gór oraz zachodzącego słońca, w oddali widoczne ośnieżone szczyty.

    Piotr ŻyłaTomasz MarkowskiNewspix.pl

    W pierwszym treningu na skoczni Schattenberg w Oberstdorfie Piotr Żyła był 61. Za nim było tylko trzech skoczków. W drugim był 52. Zapachniało katastrofą.

    Na szczęście na kwalifikacje nasz multimedalista mistrzostw świata przebudził się i zajął 22. miejsce. Jego rywalem w parze w poniedziałkowym konkursie będzie Estończyk Artti Aigro.

    100 dni do XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. WIDEOANDREA BERNARDI / AFPTV / AFPAFP

    Piotr Żyła: były trudne chwile, ale wyszedłem z tego obronną ręką

    – Piotrek skakał w treningach katastrofalnie. Miał duży problem z pozycją dojazdową – przyznał Maciej Maciusiak, trener kadry polskich skoczków, w rozmowie z Interia Sport.

    Żyła po skoku w kwalifikacjach cieszył się jak dziecko. I to wcale nie dziwi po jego wcześniejszych popisach.

    – Po tych świętach nie miałem trochę kontaktu głowy z nogami. I to był największy problem. Udało się jednak rozbudzić. Jestem zadowolony, bo wystąpię w konkursie. Były trudne chwile w Oberstdorfie, ale wyszedłem z tego obronną ręką – mówił Żyła.

    Po tych dwóch pierwszych skokach już brakowało mi cierpliwości. Pomyślałem: Jezus, Maryja, trzeba się obudzić! Po tym pierwszym skoku wiedziałem, że mój baniak nie działa, jak trzeba

    Żyła zapytany o to, z jakim celem przyjechał na Turniej Czterech Skoczni, odparł: – Walczyć! I pokonać samego siebie. W niedzielę mi się to udało. Chcę skakać naprawdę fajnie w tym turnieju. Chciałbym w każdym konkursie dawać z siebie tyle, ile mogę. To jest dla mnie ważne.

    Kwalifikacje wygrał Słoweniec Domen Prevc, a najlepszym z Polaków był Kamil Stoch, który zajął 14. miejsce.

    Z Oberstdorfu – Tomasz Kalemba, Interia Sport
    Skoczek narciarski wykonujący skok na tle zabudowań górskiego miasteczka, w oddali widać rozległy krajobraz, kościół oraz lekko zamglone wzgórza.

    Piotr ŻyłaEPA/ANNA SZILAGYIPAP
    Skocznia narciarska otoczona górskim krajobrazem, z ustawioną aparaturą fotograficzną oraz samochodem na platformie promocyjnej. Liczni kibice zgromadzeni wokół obiektu, trybuny wypełnione. Oświetlenie i telebimy dodają atmosfery sportowej imprezy.

    Skocznia Schattenberg w OberstdorfieTomasz KalembaINTERIA.PL
    Piotr Żyła

    Piotr ŻyłaMarcin Golba / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

  • Iga Świątek zadziwiła cały świat. “Największy sukces w jej karierze”

    Iga Świątek zadziwiła cały świat. “Największy sukces w jej karierze”

    Wygrana w Wimbledonie to największy sukces Igi Świątek w ostatnim sezonie – jurorzy “The best of Iga” nie mieli żadnych wątpliwości. Pierwszy raz w historii naszego plebiscytu wszyscy głosujący byli tak jednomyślni. – To największy osiągnięcie w karierze Igi – uważa komentator Tomasz Wolfke.
    Iga Świątek
    Screen – https://x.com/CeltDawid/status/1990344231987155061

    W plebiscycie “The best of Iga 2025”, który rokrocznie organizujemy na Sport.pl, wybieramy najlepszy mecz Igi Świątek, największe osiągnięcie, najważniejszą wypowiedź oraz najlepszy występ jej rywalki przeciwko Polce – ograniczamy się jedynie do startów naszej zawodniczki w ostatnim sezonie zakończonym w połowie listopada.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”

    W tegorocznym plebiscycie głosowało 15 jurorów – dziennikarzy tenisowych z całego świata. W kategorii “największy sukces Igi” wszyscy postawili na jej triumf w Wimbledonie. Pierwszy raz w naszym plebiscycie organizowanym od 2022 roku zdarzyło się, by głosujący byli tak jednomyślni.
    Wimbledon nie miał sobie równych

    Świątek w lipcu pierwszy raz wygrała turniej wielkoszlemowy rozgrywany w Londynie. W finale rozbiła Amandę Anisimową 6:0, 6:0. Wcześniej pokonała także m.in. Belindę Bencic, Clarę Tauson, Danielle Collins oraz Ludmiłę Samsonową. To jej debiutancki tytuł na kortach trawiastych. Chwilę przed Wimbledonem doszła do finału w Bad Homburg, gdzie przegrała z Jessiką Pegulą.

    Czytaj także: Jest kara dla Legii

    Co zadecydowało o sukcesie Polki? Na pewno cenna okazała się poprawa serwisu, wiara w możliwość wygrania Wimbledonu oraz dostosowanie swojego tenisa do kortów trawiastych. Zwraca na to uwagę brytyjski dziennikarz Adam Addicott: – Iga do tego roku nigdy nie wyróżniała się na trawie, ale tym razem jej sposób poruszania się na tej nawierzchni był dużo lepszy. Na trawie, w porównaniu do mączki, trzeba inaczej m.in. zatrzymywać się, bo łatwo o poślizg i upadek.

    Triumf naszej tenisistki nie był spodziewany, przystępowała do zawodów jako rozstawiona z numerem ósmym, po trudniejszym okresie wiosną, gdy nie wygrała żadnego turnieju na jej ukochanej mączce. – Myślałem, że okres na kortach trawiastych nigdy nie będzie dla Igi tak wartościowy jak na ziemnych, ale w tym roku wszystko się zmieniło – zauważa komentator niemieckiego Sky Sport Andreas Thies.

    – Myślę, że sama Iga tego nie przewidywała. Była bezbłędna – przyznaje Maciej Zaręba, który na co dzień komentuje tenis w stacji Canal+ Sport. Nikt nie mógł oczekiwać podobnego rezultatu w Wimbledonie, bo dotychczas w tych zawodach Świątek tylko raz doszła do ćwierćfinału – w 2023 roku. Co prawda pięć lat wcześniej wygrała w Londynie w rywalizacji juniorek, ale sukcesy na tak wstępnym etapie kariery nie zawsze mają przełożenie na dorosłe zmagania.

    Komentator Eurosportu Tomasz Wolfke uważa, że triumf w Wimbledonie to nie tylko “największy sukces Igi w sezonie czy jej całej dotychczasowej karierze, ale i największy osiągnięcie w historii polskiego sportu w dyscyplinach indywidualnych”.
    To da Idze tytuł w plebiscycie?

    Jego zdaniem to sukces porównywalny tylko ze zwycięstwami Ireny Szewińskiej w biegu na 400 m podczas igrzysk olimpijskich w Montrealu 1976, Adama Małysza, Kamila Stocha i Dawida Kubackiego w klasyfikacjach generalnych Turniejów Czterech Skoczni, Ryszarda Szurkowskiego w kolarskim wyścigu szosowym na mistrzostwach świata 1973 lub Jerzego Szczakiela w mistrzostwach świata na żużlu 1973 r. – Ale Wimbledon należy postawić wyżej, bo to mekka tenisa i kultowa, legendarna, najbardziej prestiżowa impreza w sporcie o prawdziwie globalnym zasięgu – wskazuje Wolfke.

    Polacy od lat imponowali w Londynie – Agnieszka Radwańska doszła do finału w 2012 roku, Jerzy Janowicz rok później do półfinału, Hubert Hurkacz także do najlepszej “czwórki” w 2021. Jeszcze większe sukcesy w Wimbledonie osiągały w ostatnich latach Czeszki i Karol Knap z czeskiego Canal+ Sport przyznaje: “Żadna z naszych mistrzyń nie zamieniłaby tego triumfu na inne trofeum”. W poprzednim roku w grze pojedynczej zwyciężyła Barbora Krejcikova, sezon wcześniej Marketa Vondrousova, w 2014 i 2011 roku Petra Kvitova, a w 1998 – Jana Novotna.

    Zdaniem przedstawiciela Polskiego Związku Tenisowego, Kamila Kołsuta, jednego z jurorów “The best of Iga 2025”, zwycięstwo naszej tenisistki nie miało sobie równych w polskim sporcie ostatnich 12 miesięcy. – Wygranie Wimbledonu zamyka temat tytułu Sportowca Roku w Polsce. Nie zapraszam do dyskusji – wskazuje Kołsut. 10 stycznia na gali “Przeglądu Sportowego” poznamy zwycięzcę corocznego plebiscytu. Wśród nominowanych są także m.in. mistrzyni świata we wspinaczce sportowej Aleksandra Mirosław czy mistrz świata na żużlu Bartosz Zmarzlik.

    Z Wimbledonem nic nie może się równać w ostatnim sezonie Świątek, ale nasi jurorzy chcieli także docenić inne osiągnięcia. Znany amerykański dziennikarz Ben Rothenberg wskazał na prestiżowy turniej rangi WTA 1000. – Muszę wspomnieć o jej zwycięstwie w Cincinnati w sierpniu, gdzie z uwagi na szybką nawierzchnię gra stała przed sporym wyzwaniem.

    Z kolei Diego Barbiani przypomniał wygraną Polki pod koniec września w zawodach WTA 500 w Seulu. – Wiele osób podkreślało wyjątkowe znaczenie tego miasta dla Igi i jej rodziny. A w finale musiała się bardzo postarać, żeby wrócić do gry przeciwko Jekaterinie Aleksandrowej – mówi Włoch. Świątek ograła Rosjankę 1:6, 7:6, 7:5, wychodząc ze sporych opałów. Stolica Korei Południowej to zaś miejsce, gdzie jej tata Tomasz Świątek startował w 1988 roku na igrzyskach olimpijskich w rywalizacji wioślarskiej.

  • Sabalenka zagrała na niekorzyść kobiecego tenisa. “Absolutna głupota”

    Sabalenka zagrała na niekorzyść kobiecego tenisa. “Absolutna głupota”

    Aryna Sabalenka przegrała w Dubaju z Nickiem Kyrgiosem 3:6, 3:6 w pokazowym meczu z cyklu “bitwa płci”. Pierwsza rakieta rankingu zagrała na poważnie, ale nie była w stanie pokonać 671. na świecie Australijczyka. Ten mecz jeszcze przed jego rozpoczęciem wywoływał kontrowersje, a w trakcie powstały kolejne wątpliwości. Czy z punktu widzenia kobiecego tenisa występ Sabalenki był korzystny?
    Aryna Sabalenka
    Fot. REUTERS/Amr Alfiky

    W Dubaju doszło do wyjątkowego spotkania tenisowego: Aryna Sabalenka wyszła na kort zmierzyć się z Nickiem Kyrgiosem. Białorusinka zapowiadała, że postawi się Australijczykowi i faktycznie widać było, że dała z siebie wiele – tym bardziej, gdy będziemy pamiętać o pokazowym charakterze rywalizacji.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Kyrgios nie musiał grać na maksa

    Skończyło się 6:3, 6:3 dla Kyrgiosa, który ostatni mecz rozegrał w marcu, od dłuższego czasu nie prowadzi poważnej kariery. Australijczyk sprawiał wrażenie skoncentrowanego, ale w wielu momentach zwalniał rękę, nie uderzał najmocniej. Najlepiej było to widać przy podaniu, gdy rzadko serwował z całej siły, a najczęściej stosował wolniejszego kicka, czyli serwis z rotacją awansującą.

    Czytaj także: Lewandowski wrzucił zdjęcie z siłowni

    Sabalenka miała mieć łatwiej, bo organizatorzy wprowadzili wyjątkowe zasady. Część kortu po jej stronie była o 9 proc. mniejsza, a dodatkowo oboje mogli wykorzystać tylko pierwszy serwis, co miało ograniczyć liczbę potężnych, ale i ryzykownych podań Kyrgiosa. Już sam fakt, że tenisiści nie rywalizowali na równych warunkach, był nieco uwłaczający dla aktualnej numer jeden.

    Były tenisistka Alize Cornet, kapitan reprezentacji Francji w Pucharze Billie Jean King, patrzy na to podobnie w rozmowie z RMC Sport. – Nowe zasady, zwłaszcza skrócenie kortu dla Sabalenki, to była absolutna głupota. Nie buduje to dobrego wizerunku tenisa kobiet. Zmniejszenie rozmiaru kortu to umniejszanie możliwości Sabalenki, która z łatwością mogłaby dotrzymać kroku Kyrgiosowi z głębi pola, tym bardziej że jest on prawie na emeryturze, nie trenuje i ma problem z kolanem.

    W obrazie telewizyjnym także nie wyglądało to dobrze, na co zwracali uwagę kibice i dziennikarze. – Ok, ten kort wygląda w telewizji okropnie – napisał znany portugalski dziennikarz tenisowy Jose Morgado, zwracając uwagę na różnie rozłożone linie. Jeszcze większy problem zapanował na początku drugiego seta, gdy z winy nadawcy lokalnego telewizje transmitujące mecz w różnych krajach miały problem z obrazem. Znikał albo był zaburzony.

    Nie można powiedzieć, że Australijczyk nie starał się, ale częściej korzystał z technicznych zagrań, zaskakiwał rywalkę skrótami. Dawno już Białorusinka nie przebiegła w trakcie spotkania tylu metrów po korcie. Pokazała determinację, ale nie potrafiła pokonać Kyrgiosa, który grał na 50 procent możliwości. Dominujący obrazek z tego spotkania to: ona biega od prawej do lewej, dwoi się i troi, a on posyła kolejne skróty i wyraźnie daje jej szanse w wymianach, nie starał się skracać akcji szybszych zagraniami.
    Organizatorzy wygrali, a tenis?

    Na ten mecz można patrzeć z trzech różnych punktów widzenia. Jako spotkanie czysto tenisowe nie miało większego sensu, gdy dla jednej ze stron ustalono specjalne warunki. Pomysłodawcy wydarzenia za wszelką cenę chcieli zminimalizować naturalne różnice między kobietami a mężczyznami, ale tylko je podkreślili. Tym bardziej że Sabalenka nawet w korzystniejszych okolicznościach nie była w stanie wygrać z zawodnikiem, który jest daleko od czołówki męskiego tenisa. To nie była “bitwa płci”, gdy kort po obu stronach siatki nie był równy. – Absurdalny mecz – pisał “The Guardian” jeszcze przed rozpoczęciem spotkania Sabalenka – Kyrgios.

    Z perspektywy organizatorów można mówić o sukcesie. Nie jest co prawda tak, jak powiedział po meczu Nick Kyrgios: “Przez ostatnie pół roku rozmawiało się głównie o tym pojedynku”. Bez przesady, ale przyciągnął uwagę mediów, kibiców na trybuny w Dubaju. Impreza wybitnie pokazowa, przerywana np. na tańce Aryny Sabalenki, z udziałem gwiazd sportu jak m.in. Ronaldo czy Kaka. Białorusinka wyszła do gry przy dźwiękach z Rocky’ego, Kyrgios na wielbłądzie. Miało być show i było show.

    Gdyby ograniczyć się do komercyjnej strony wydarzenia, spotkanie mogłoby tylko zyskać. W rzeczywistości jednak zdecydowano wykorzystać nazwę “bitwa płci”. Legendarną dla kobiecego tenisa, z nawiązaniem do Billie Jean King, która w ramach takiego meczu w 1973 roku pokonała Bobby’ego Riggs 6:4, 6:3, 6:3. Amerykanka walczyła wtedy na korcie nie tylko o wynik, ale i o uznanie dla tenisistek, które domagały się wyższych nagród i szacunku dla damskiej rywalizacji. W ostatnich dniach Billie Jean King zapytana o starcie Aryny Sabalenki z Nickiem Kyrgiosem przyznała, że nie widzi podobieństw do jej pojedynku z wyjątkiem założenia, że mężczyzna zagra z kobietą.

    Z punktu widzenia kobiecego tenisa niedzielne spotkanie w Dubaju stanowiło spore ryzyko. Gdyby aktualna numer jeden na świecie pokonała 671. w rankingu ATP Kyrgiosa, nie brakowałoby głosów umniejszających jej wyczyn. Gorzej, że stało się odwrotnie – Białorusinka przegrała, choć walczyła z całych sił. Wiele akcji było ciekawych, mecz mógł się podobać, ale jego wynik w komentarzach już jest wykorzystywany jako kolejny dowód na słabość kobiecej rywalizacji w relacji do męskiej. Tenisistki takich głosów nie potrzebują. To nie rozwiązuje żadnego z problemów, z jakim mierzy się obecnie żeński tour – zbyt intensywny kalendarz, hejt wobec tenisistek w social mediach, wciąż nierówne nagrody na wielu turniejach. Sabalenka zagrała w Dubaju głównie dla siebie, a nie dla kobiecego tenisa.