• Iga Świątek zadziwiła cały świat. “Największy sukces w jej karierze”

    Iga Świątek zadziwiła cały świat. “Największy sukces w jej karierze”

    Triumf Igi Świątek w Wimbledonie został jednogłośnie uznany za jej największe osiągnięcie minionego sezonu. Jurorzy plebiscytu „The best of Iga 2025”, organizowanego corocznie przez Sport.pl, nie mieli w tej kwestii żadnych wątpliwości. Po raz pierwszy od startu plebiscytu w 2022 roku wszyscy głosujący wskazali tę samą odpowiedź. – To największe osiągnięcie w karierze Igi – podkreśla komentator Eurosportu Tomasz Wolfke.

    W ramach plebiscytu „The best of Iga 2025” wybierane są: najlepszy mecz sezonu, największy sukces, najważniejsza wypowiedź oraz najlepszy występ rywalki przeciwko Polce. Pod uwagę brane są wyłącznie występy Świątek w sezonie zakończonym w połowie listopada.

    W tegorocznej edycji głos oddało 15 jurorów – dziennikarzy tenisowych z różnych krajów świata. W kategorii „największy sukces Igi” wszyscy bez wyjątku wskazali zwycięstwo w Wimbledonie. Nigdy wcześniej w historii plebiscytu nie doszło do tak pełnej jednomyślności.

    Wimbledon ponad wszystkim

    W lipcu Iga Świątek po raz pierwszy w karierze sięgnęła po wielkoszlemowy tytuł na kortach trawiastych w Londynie. W finale rozgromiła Amandę Anisimovą 6:0, 6:0, prezentując tenis absolutnie bezbłędny. W drodze do finału pokonała m.in. Belindę Bencic, Clarę Tauson, Danielle Collins oraz Ludmiłę Samsonową. Kilka tygodni wcześniej dotarła także do finału turnieju w Bad Homburg, gdzie musiała uznać wyższość Jessiki Peguli.

    Eksperci zgodnie wskazują, że kluczowe znaczenie miała poprawa serwisu, większa wiara w możliwość sukcesu oraz umiejętne dostosowanie stylu gry do specyfiki trawy. – Iga nigdy wcześniej nie była postrzegana jako zawodniczka wyróżniająca się na tej nawierzchni, ale w tym roku jej poruszanie się po korcie było zdecydowanie lepsze – zauważa brytyjski dziennikarz Adam Addicott. – Na trawie trzeba zupełnie inaczej się zatrzymywać i balansować ciałem, bo o poślizg nietrudno.

    Tym większe było zaskoczenie, że Świątek przystępowała do turnieju jako zawodniczka rozstawiona z numerem ósmym, po trudnej wiośnie, w trakcie której nie wygrała żadnego turnieju na swojej ulubionej nawierzchni ziemnej. – Wydawało mi się, że okres gry na trawie nigdy nie będzie dla Igi tak istotny jak sezon na mączce, ale w tym roku wszystko się zmieniło – przyznaje Andreas Thies z niemieckiego Sky Sport.

    – Myślę, że nawet sama Iga nie przewidywała takiego scenariusza. Była bezbłędna – dodaje komentator Canal+ Sport Maciej Zaręba. Do tej pory jej najlepszym wynikiem w Wimbledonie był ćwierćfinał w 2023 roku. Owszem, pięć lat wcześniej wygrała juniorską edycję turnieju, lecz takie sukcesy nie zawsze przekładają się na dorosłą karierę.

    Sukces bez precedensu

    Zdaniem Tomasza Wolfkego zwycięstwo w Wimbledonie to nie tylko największy sukces sezonu czy całej kariery Świątek, ale jedno z największych osiągnięć w historii polskiego sportu indywidualnego. – Można je porównywać jedynie z triumfami Ireny Szewińskiej w Montrealu w 1976 roku, zwycięstwami Adama Małysza, Kamila Stocha i Dawida Kubackiego w Turniejach Czterech Skoczni, tytułem mistrza świata Ryszarda Szurkowskiego czy Jerzego Szczakiela – wylicza. – Ale Wimbledon należy postawić wyżej, bo to mekka tenisa, turniej kultowy, najbardziej prestiżowy, o globalnym zasięgu.

    Polacy już wcześniej zaznaczali swoją obecność w Londynie – Agnieszka Radwańska grała w finale w 2012 roku, Jerzy Janowicz rok później w półfinale, a Hubert Hurkacz dotarł do najlepszej czwórki w 2021. Jeszcze większe sukcesy odnosiły tam Czeszki, o czym przypomina Karol Knap z czeskiego Canal+ Sport: – Żadna z naszych mistrzyń nie zamieniłaby triumfu w Wimbledonie na inne trofeum. W ostatnich latach wygrywały tam Barbora Krejcikova, Marketa Vondrousova, wcześniej Petra Kvitova czy Jana Novotna.

    Tytuł Sportowca Roku?

    Kamil Kołsut z Polskiego Związku Tenisowego, jeden z jurorów plebiscytu, nie ma wątpliwości: – Wygranie Wimbledonu zamyka dyskusję o tytule Sportowca Roku w Polsce. Nie zapraszam do debaty – stwierdza stanowczo. Zwycięzcę poznamy 10 stycznia podczas gali „Przeglądu Sportowego”. Wśród nominowanych są także m.in. Aleksandra Mirosław i Bartosz Zmarzlik.

    Choć Wimbledon zdecydowanie zdominował głosowanie, jurorzy docenili też inne sukcesy Świątek. Ben Rothenberg zwrócił uwagę na zwycięstwo w turnieju WTA 1000 w Cincinnati, rozgrywanym na bardzo szybkiej nawierzchni. – To było duże wyzwanie – zaznacza amerykański dziennikarz.

    Diego Barbiani przypomniał z kolei triumf w turnieju WTA 500 w Seulu. – To miasto ma dla Igi i jej rodziny szczególne znaczenie. A finał z Jekateriną Aleksandrową był prawdziwą próbą charakteru – mówi Włoch. Polka odwróciła losy meczu, wygrywając 1:6, 7:6, 7:5. Seul to także miejsce, w którym jej ojciec Tomasz Świątek startował w igrzyskach olimpijskich w 1988 roku w wioślarstwie.

  • Sabalenka bez ogródek. Oto co naprawdę myśli o meczu z Kyrgiosem

    Sabalenka bez ogródek. Oto co naprawdę myśli o meczu z Kyrgiosem

    Aryna Sabalenka po niedzielnym widowisku z Nickiem Kyrgiosem nie kryła sportowej złości, ale i dumy. Białorusinka zapowiada, że to jeszcze nie koniec ich rywalizacji. – Uwielbiam zemstę. Uwielbiam wyzwania. Chciałabym znowu zagrać – podkreślała tuż po porażce w tzw. „bitwie płci”.

    Przed meczem Sabalenka nie szczędziła odważnych zapowiedzi, ostrzegając Australijczyka, że musi być gotowy na prawdziwą walkę. Na korcie jednak górą był Kyrgios, który wygrał 6:3, 6:3. Choć liderka rankingu WTA walczyła ambitnie, zbyt duża liczba błędów przy serwisie znacząco ułatwiła zadanie rywalowi. Mimo wyniku oboje zapewnili kibicom ogromne emocje i tenisowe show na wysokim poziomie.

    Sabalenka nie powtórzyła historycznego wyczynu Billie Jean King z 1973 roku, gdy Amerykanka pokonała Bobby’ego Riggsa, ale po meczu nie była rozczarowana. Wręcz przeciwnie – podkreślała, że jest dumna z tego, iż podjęła rękawicę. – Czułam się świetnie. Dałam z siebie wszystko – mówiła w pomeczowym wywiadzie, dzieląc się wrażeniami z gry przeciwko Kyrgiosowi.

    Zwróciła uwagę, że Australijczyk momentami był wyraźnie spięty. – Cieszę się, kiedy widzę, że facet jest nerwowy, odbierając mój serwis. Myślę, że pokazaliśmy bardzo dobry tenis. Zagrałam wiele świetnych uderzeń, często podchodziłam do siatki – analizowała. Nie zabrakło też słów uznania pod adresem rywala. – Świetne drop shoty, Nick. Fantastyczny serwis. Naprawdę cieszę się, że daliśmy takie widowisko – dodała.

    Po meczu Sabalenka jasno dała do zrozumienia, że liczy na rewanż. Jej zdaniem kolejne starcie mogłoby wyglądać zupełnie inaczej. – Czuję, że następnym razem będę już znała odpowiednią taktykę. Znam jego mocne i słabe strony. To na pewno byłby lepszy mecz – oceniła z przekonaniem.

    Teraz liderka światowego rankingu planuje krótką regenerację przed startem nowego sezonu. Przed nią wymagający rok, w którym będzie bronić wielu punktów – obecnie ma na koncie niespełna 11 tysięcy „oczek” i wyraźnie wyprzedza drugą Igę Świątek. Już podczas Australian Open stanie przed wyzwaniem obrony punktów za finał, w którym w poprzednim sezonie uległa Madison Keys.

    – Mecz z Kyrgiosem był dla mnie znakomitym treningiem. Mam nadzieję, że przez kilka dni się zregeneruję i odpocznę. Po tym pojedynku czuję się praktycznie gotowa na nowy sezon – podsumowała Sabalenka, nie kryjąc, że liczy na dobrą grę i kolejne tenisowe emocje w nadchodzących miesiącach.

  • Tak wyszła na mecz z mężczyzną

    Tak wyszła na mecz z mężczyzną

    Sabalenka zrobiła show. Tak wyszła na mecz z mężczyzną

    Aryna Sabalenka weszła na pokazowy mecz z Nickiem Kyrgiosem jak gwiazda boksu. Błyszczący płaszcz, muzyka “Eye Of The Tiger”, show w Dubaju i wyjątkowe zasady. To widowisko wykraczające poza zwykły mecz.

    Aryna Sabalenka zrobiła prawdziwe show jeszcze zanim pojawiła się na korcie. Jej wejście na mecz z Nickiem Kyrgiosem przypominało galę bokserską – w błyszczącym płaszczu i przy dźwiękach “Eye Of The Tiger” porwała publiczność. Już pierwsze sekundy pokazały, że ten wieczór będzie wyjątkowy.

    Liderka światowego rankingu WTA przeszła przez trybuny jak gwiazda. Publiczność wstała z miejsc, a dziesiątki telefonów uniosły się w górę, by uchwycić moment. Stylizacja Sabalenki błyszczała w świetle reflektorów.

    ZOBACZ WIDEO: Fabiański zaskoczył historią z przeszłości. “Podbiegłem i go kopnąłem”

    Muzyczne tło znane z kultowego “Rocky’ego” dodało wejściu kinowego rozmachu. To zresztą ten sam utwór, przy którym przed laty do ringu wchodził Dariusz Michalczewski, a więc skojarzenia z boksem nie były przypadkowe.

    To wszystko było wprowadzeniem do głośnego pokazowego meczu zapowiedzianego jako “bitwa płci”. Spotkanie rozgrywane jest w Coca-Cola Arenie w Dubaju. Australijczyk zapowiadał je jako zabawę, ale i sportowe wyzwanie. – Myślę, że mam naprawdę duże szanse. To będzie świetna zabawa, ale też trochę się denerwuję – zaznaczył.

    Sabalenka podeszła do meczu z pełnym zaangażowaniem. – Uwielbiam stawiać sobie wyzwania i jest to ogromne wyzwanie, szczególnie gra przeciwko Nickowi – facetowi, który jest nieprzewidywalny i szalony – przyznała. Zaznaczyła też, że chce udowodnić swoją siłę, grając przeciwko mężczyźnie.

    Zasady meczu były zmodyfikowane, co podkreśla jego pokazowy charakter. Każdy z graczy ma do dyspozycji tylko pierwszy serwis. Dodatkowo kort po stronie Sabalenki został zmniejszony o 9 procent, by wyrównać różnice fizyczne. Rywalizacja toczy się do dwóch wygranych setów, a ewentualny remis rozstrzygnie super tie-break do 10 punktów.

    Kyrgios wygrał mecz 6:3, 6:3. Choć wynik tego starcia nie ma oczywiście wpływu na rankingi, trudno było przejść obojętnie obok emocji, jakie wywołał. Wideo z wejścia Aryny Sabalenki i jej show można zobaczyć poniżej:

  • Fenomenalny finał w meczu Igi Świątek, ludzie wstawali z miejsc!

    Fenomenalny finał w meczu Igi Świątek, ludzie wstawali z miejsc!

    Fenomenalny finał w meczu Igi Świątek, ludzie wstawali z miejsc!
    Iga Świątek
    Iga Świątek (Foto: IMAGO/NEWSPIX.PL / newspix.pl)

    Iga Świątek dwoiła się i troiła na zakończenie swojego udziału w World Tennis Continental Cup. Wraz z Valenetinem Vacherotem przegrała 4:6, 4:6 z Jeleną Rybakiną i Andriejem Rublewem. Mimo że Polka przez dłuższe fragmenty meczu ciągnęła grę swojego duetu, w szczególności w końcówce, to i tak ma sobie coś do zarzucenia.

    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym

    Polska tenisistka ostatnie trzy dni spędziła w Shenzen, gdzie przygotowuje się do nowego sezonu, który rozpocznie się już za niedługo w Australii. Rywalizuje w turnieju pokazowym World Tennis Continental Cup, w którym Drużyna Europy mierzy się z Drużyną Świata.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    Polecamy: Oto tajemnica Aryny Sabalenki. Aleksander Łukaszenko złożył ofertę nie do odrzucenia

    W piątek i sobotę wiceliderka rankingu WTA walczyła w singlu. Najpierw w hicie gładko poradziła sobie z Jeleną Rybakiną (6:3, 6:3), lecz w następnego dnia niespodziewanie przegrała 2:6, 3:6 z Wang Xinyu. Natomiast w niedzielę Świątek wraz z Valentinem Vacherotem walczyła z Jeleną Rybakiną i Andriejem Rublewem.
    Rywale wykorzystali słabość Igi Świątek

    Spotkanie dużo lepiej rozpoczęli przeciwnicy polsko-monakijskiego duetu. Rybakina i Rublew już na początku wykorzystali słabość Świątek w polu serwisowym i zdobyli przełamanie. Nie oddali go już do końca partii, choć w decydującym gemie para Świątek/Vacherot mieli okazję do doprowadzenia do remisu. Kazaszka i Rosjanin wygrali otwierającego seta 6:4.

    Po krótkiej przerwie rywalizacja znacznie się wyrównała. Oba duety skupiły się przede wszystkim na utrzymaniu własnego podania. Udało się to utrzymać do siódmego gema, kiedy serwowała Polka. Rybakina i Rublew imponowali returnami, z którymi Świątek i Vacherot sobie nie radzili. Kazaszka i Rosjanin wywalczyli przełamanie i byli tylko o krok od końcowego triumfu.

    Ostatecznie Świątek z Vacherotem nie zdołali już nadrobić straty, mimo że Polka w końcówce robiła wszystko, żeby przedłużyć to spotkanie. Po wielu akcjach kibice aż wstawali z miejsc z zachwytu. Natomiast zwycięstwo Rybakiny i Rublewa 6:4, 6:4 oznacza, że Drużyna Świata przed ostatnim starciem singlowym prowadzi z Drużyną Europy 12:7 i na pewno wygra całą rywalizację.

    Zobacz także: Oto co zrobili, żeby Aryna Sabalenka miała łatwiej. Wrze po decyzji o tym meczu

    Świątek już za kilka dni wróci do gry podczas United Cup. Reprezentacja Polski rywalizację w Australii rozpocznie w Sydney 5 stycznia z samego rana.
    Iga Świątek/Valentin Vacherot — Jelena Rybakina/Andriej Rublew 4:6, 4:6

  • Bitwa płci rozstrzygnięta. A tu werdykt 250. gracza ATP ws. Igi Świątek

    Bitwa płci rozstrzygnięta. A tu werdykt 250. gracza ATP ws. Igi Świątek

    O godz. 17 w Dubaju powinno rozpocząć się spotkanie Aryny Sabalenki z Nickiem Kyrgiosem – najlepszej dzisiaj tenisistki świata z zawodnikiem, który swoje wielkie chwile ma już za sobą. I z powodu różnych urazów gra niewiele i rzadko. Wciąż jednak jest cytowany na świecie, choćby za sprawą swoich kontrowersyjnych wypowiedzi po pozytywnych dopingowych testach Jannika Sinnera i Igi Świątek. Mimo że na korcie znaczy już niewiele.

    To wydarzenie zyskało jednak potężną marketingową otoczkę – głośno o nim od kilku miesięcy. Jak jakby miało pokazać, że Białorusinka jest w stanie na równi walczyć z mężczyznami, nawet jeśli warunki gry nie będą dla obu takie same.

    Z taką tezą rozprawia się jednak tenisista, któremu mecz proponowały w przeszłości Serena i Venus Williams.

    Oczy świata zwrócone na kort w Dubaju. Czy Aryna Sabalenka ma szansę w meczu z Nickiem Kyrgiosem?

    Francisco “Pato” Clavet to zawodnik z szeroko rozumianej czołówki przełomu XX i XXI wieku – bez wielkich atutów, najlepiej czujący się na mączce, ale generalnie na wszystkich nawierzchniach dochodził do trzeciej czy czwartej rundy w Wielkich Szlemach. Cieszył się też ze zdobycia Pucharu Davisa, w szczytowym momencie kariery był 18. na liście ATP.

    To właśnie on dostał na początku 1998 roku propozycję gry z siostrami Williams – Venus miała już pierwsze sukcesy, 16-letnia Serena chwilę wcześniej zadebiutowała w Szlemie (w deblu), a tym singlowym pierwszym startem był właśnie występ w Australian Open.

    Serena już wtedy była przekonana, że jest w stanie podbić świat, ale też: będzie potrafiła grać na równi z zawodowcami z męskiej strony touru. Tymi z pierwszej setki. Wybór padł na Claveta, bo… był stosunkowo przeciętny.

    – Dotarło to przez ATP. To Serena powiedziała: z Pato Clavetem. Musiała pomyśleć, że jestem słaby – przyznał Hiszpan w rozmowie z Claytenis. A wtedy był 32. zawodnikiem świata.

    On potraktował to jako żart – i odmówił.
    Zawodnik tenisowy w czerwonej koszulce i opasce na głowie wykonuje energiczny ruch podczas meczu, skupiony na uderzeniu piłki rakietą.

    Francisco ClavetRHONA WISEAFP

    Amerykanki jednak nie odpuściły, ostatecznie zagrały z Niemcem Karstenem Braaschem. Trzy lata wcześniej był jeszcze w TOP 50 rankingu singlistów, ale gdy w Australii dostał tę propozycję, znajdował się już na początku trzeciej setki. I skupiał niemal wyłącznie na deblu.

    Leworęczny 30-latek w Melbourne szybko odpadł, więc propozycję sióstr przyjął. Najpierw ograł 6:1 Serenę, a za chwilę – 6:2 Venus. Przed tym drugim meczem wypalił kilka papierosów, później przyznał, że w ogóle tego dnia pił piwo i grał w golfa. A jednak mecz łatwo wygrał.

    Clavet uważa, że jeśli Kyrgios będzie chciał wygrać z Sabalenką, to wygra. – W normalnej sytuacji ona nie ma szans. To prawda, że Kyrgios jest zawodnikiem, który się rozprasza i ciągle robi głupie rzeczy. W Dubaju będzie show, więc pewnie pojawi się tego więcej. To daje może Sabalence szansę na wygranie większej liczby gemów niż z innymi graczem ATP – twierdzi były hiszpański zawodowiec w Claytenis. I dodaje, że gdyby zdecydowała się na mecz z innym tenisistą, podał tu przykład Jaume Munara, jej szanse są zerowe.

    – Nie chodzi tu o umniejszanie kobiet ani Sabalenki. To świetna zawodniczka, która uderza niesamowicie, często mocniej niż wielu mężczyzn. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę wszystko, czym jest tenis, nie tylko siłę, różnica jest ogromna: mam na myśli budowę ciała, nogi, wytrzymałość, szybkość, powtarzalność uderzeń – twierdzi.
    Aryna Sabalenka

    Aryna SabalenkaAl Bello/Getty Images/AFP / Getty Images via AFP / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / AL BELLOAFP

    W 1973 roku Bobby Riggs, były lider rankingu i mistrz Wimbledonu, zmierzył się z wówczas najlepszą w tourze Margaret Court. Amerykanin miał wtedy… 55 lat, ich mecz został nazwany “wojną płci”. W USA śledziły to miliony osób, Riggs wygrał pierwsze starcie 6:2, 6:1, co nazwano “Masakrą w Dzień Matki”. W rewanżu w Houston lepsza okazała się zawodniczka z Australii, ale wiele osób podważało ten wynik, sugerowało… ustawienie spotkania. Sama Court nie chce nawet porównywać jej spotkania do obecnego Kyrgiosa z Sabalenką. Wtedy walczyła o społeczne zmiany i prawa kobiet.

    – Obie organizacje, ATP i WTA, rozwijały się w podobny sposób, cały tenis jest teraz mocniejszy, szybszy, bardziej fizyczny. Tyle że wciąż jest podobna różnica jak w chwili, gdy doszło do sytuacji z siostrami Williams w Australii – uważa Clavet.
    Iga Świątek i Daniel Michalski byli w składzie reprezentacji Polski podczas United Cup 2023 i 2024

    Iga Świątek i Daniel Michalski byli w składzie reprezentacji Polski podczas United Cup 2023 i 2024Bradley Kanaris / Getty Images / Tiziana FabiAFP

    A jakby potwierdzeniem tego są słowa Daniela Michalskiego, dziś zawodnika numer 250 w światowym rankingu. W przeszłości był już członkiem polskiej drużyny w United Cup, trenował wspólnie z Igą Świątek. I w najbliższym tygodniu będzie podobnie – jest w składzie rezerwowym singlistą, zmiennikiem Huberta Hurkacza.

    – Widziałem z bliska, jak (Iga – red.) profesjonalnie podchodzi do treningu – od pierwszej piłki daje z siebie 110 procent. Intensywność i precyzja jej gry są niesamowite. Naprawdę robi wrażenie. Nie wiem, czy jakiś tenisista byłby w stanie grać na takim tempie z taką dokładnością i starannością na krosach – mówi Michalski w rozmowie z Dominiką Pawlik z serwisu polski-tenis.pl.

    I dodaje: – W sensie technicznym i dynamicznym mogę być wsparciem dla takiej tenisistki, jak wiceliderka rankingu WTA. Oczywiście gram lepiej, bo jestem facetem, ale chodzi o to, by trening był wartościowy dla niej, chodzi o utrzymanie tempa, precyzji i reakcji. Będąc drugim singlistą, to naturalne, że jestem potrzebny do takich treningów, oczywiście poza wykonywaniem swoich. Gdyby nie Iga, to mnie by tam w ogóle nie było. Po tych dwóch latach będę mógł zobaczyć, czy nadążam za jej piłkami.

    Bo trening to jedno, a rywalizacja na korcie – drugie.

    Początek starcia Sabalenki z Kyrgiosem – w niedzielę ok godz. 17.
    Kobieta w sportowym żółtym stroju na korcie tenisowym z wyrazem emocji na twarzy. W tle widoczni rozmazani ludzie oraz nieostre światła.

    Aryna SabalenkaAFP

    Aryna Sabalenka po meczu z Laurą Siegemund: Publiczność dała mi tę energię.

  • “Wstyd”. Lawina komentarzy po meczu Sabalenki z Kyrgiosem

    “Wstyd”. Lawina komentarzy po meczu Sabalenki z Kyrgiosem

    Aryna Sabalenka kończy 2025 rok nie tylko jako liderka światowego rankingu WTA, ale także jako osoba, która stała się obiektem drwin. Wszystko z powodu kontrowersyjnego meczu z Nickiem Kyrgiosem. Na portalu X nie brakuje złośliwych komentarzy dotyczących “bitwy płci”, jak nazwano mecz Białorusinki z Australijczykiem.
    Nick Kyrgios – Aryna Sabalenka
    screen

    Nick Kyrgios przed laty był finalistą Wimbledonu, a obecnie zajmuje 673. miejsce w rankingu ATP. Niedziela 28 grudnia 2025 roku w jego karierze zapisze się szczególnie. Wszystko z powodu meczu z… najlepszą tenisistką świata. Aryna Sabalenka i Kyrgios wyszli na nietypowy kort w Dubaju, by rozegrać mecz, który określono jako “bitwę płci”. Miało to nawiązywać do meczu z 1973 roku, gdy Billie Jeans King pokonała Bobby’ego Riggsa. Zamiast pochlebstw skończyło się na drwinach. Świat tenisa – dziennikarze i kibice – wprost napisali, co sądzą o tym spotkaniu.

    Zobacz wideo To jest najlepsza praca. “Gadam o 22 gościach i mi za to płacą”
    Kibice zabrali głos. Oto co sądzą po “bitwie płci” z udziałem Sabalenki

    “Okej, ten kort wygląda absolutnie okropnie w telewizji…” – napisał portugalski dziennikarz tenisowy Jose Morgado, którego kibicom dyscypliny nie trzeba przedstawiać. Na swoim profilu na portalu X zacytował opublikowany wcześniej przez Tennis Channel fragment meczu. Widać na nim wyraźnie, że część kortu, na którym gra Sabalenka, jest mniejszy od pola gry rywala.

    “To jest jedna z najbardziej absurdalnych rzeczy, jakie kiedykolwiek widziałem, hańba… Oczywiście Sabalenka zarabia na tym sporo pieniędzy, ale to wstyd, że numer 1 na świecie robi to dla pieniędzy” – odpowiedział mu jeden z komentujących.

    “Byłem zaintrygowany, widząc bitwę płci. To tylko pokaz i to bez sensu. Nie jestem pewien, czy to pomaga tenisowi. Podanie Kyrgiosa z dołu, drop shot itp.” – krytykował były finalista US Open Greg Rusedski.

    “Tenisowa bitwa płci. Równe wynagrodzenie, ale mężczyźni grają pięć setów, a kobiety trzy w wielkoszlemowych turniejach. Mecz pomiędzy Kyrgiosem a Sabalenką. Jej strona kortu jest znacznie mniejsza, co utrudnia mu grę” – napisał jeden z kibiców.

    “Myślałem, że ludzie, zwłaszcza kobiety w sporcie, chcą być traktowane równo, a jednak macie tę bzdurę zwaną bitwą płci między Aryną Sabalenką a Nickiem Kyrgiosem, gdzie jedna strona kortu jest skrócona” – dodawał kolejny.

    “Jaki jest absolutny sens tego meczu Sabalenka kontra Kyrgios? Zrobili kiedykolwiek jej stronę kortu mniejszą. Absolutnie żałosne” – oceniał kibic.

    Mecz zakończył się wygraną Kyrgiosa. Australijczyk pokonał liderkę rankingu WTA w dwóch setach – 6:3, 6:3. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj.

  • Jak kula z armaty. Rekord Polski i najlepszy wynik na świecie pod dachem

    Jak kula z armaty. Rekord Polski i najlepszy wynik na świecie pod dachem

    Jak kula z armaty. Rekord Polski i najlepszy halowy wynik na świecie

    Jeszcze rok temu 15-letnia Kinga Jackowska z hukiem zakończyła sezon startem w Spale. Wówczas poprawiła rekord Polski młodziczek i juniorek młodszych, a w tej pierwszej kategorii osiągnęła drugi wynik w historii. Dziś rywalizuje już wyłącznie jako juniorka młodsza – i znów zrobiła coś wyjątkowego. Na finiszu 2025 roku dołożyła kolejne 31 centymetrów. Nowy halowy rekord Polski U-18 wynosi 17,65 m. Co więcej – żadna inna zawodniczka na świecie nie pchnęła w tym roku pod dachem dalej.
    – Ma to coś. Ten „klik” na końcu, który sprawia, że kula wylatuje z ręki jak z armaty – mówił niedawno o niej Konrad Bukowiecki.

    W męskim pchnięciu kulą polscy kibice wciąż mogą liczyć na Konrada Bukowieckiego, który znów poprawia swoje wyniki, a być może po kontuzji do wysokiej formy wróci też Michał Haratyk. W rywalizacji kobiet optymizmu jest jednak znacznie mniej. Owszem, potencjał pokazuje Zuzanna Maślana, lecz ostatni sezon nie przyniósł tak wielu powodów do nadziei. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że za kilka lat to właśnie Kinga Jackowska może stać się twarzą polskiego pchnięcia kulą.

    Zaledwie 16-letnia zawodniczka z Kieźlin pod Olsztynem, reprezentująca Juranda Szczytno, od dwóch lat wyraźnie wyprzedza swoją kategorię wiekową. W minionym sezonie startowała w Olimpijskim Festiwalu Młodzieży Europy w Skopje, rywalizując głównie z zawodniczkami o rok starszymi. Z kolei w mistrzostwach Europy U-20 mierzyła się z rywalkami nawet o trzy lata starszymi od siebie.

    Z Macedonii Północnej przywiozła srebrny medal, a w fińskim Tampere wystąpiła w 12-osobowym finale mistrzostw Europy U-20. To doświadczenie może okazać się bezcenne. W kolejnym roku celem podopiecznej Macieja Bukowieckiego będzie już zapewne medal mistrzostw Europy U-18 w Rieti, a także kwalifikacja do mistrzostw świata U-20, które odbędą się na legendarnym Hayward Field w Eugene.

    Początek sezonu halowego zapowiada się dla Jackowskiej znakomicie. Dokładnie 200 dni przed mistrzostwami Europy w Rieti znów przypomniała o swoim potencjale. Rok temu kończyła sezon w Spale wynikiem 17,34 m – był to rekord Polski młodziczek i juniorek młodszych oraz drugi najlepszy rezultat w historii wśród 15-latek. Jej trener, Maciej Bukowiecki, pisał wówczas o „pięknym sezonie” i wynikowej perełce na zakończenie roku. To on trzy lata temu dostrzegł talent Kingi podczas szkolnych zawodów i zaprosił ją do Szczytna. Od tego czasu wspólnie wykonali ogromną pracę.

    W maju tego roku Jackowska pchnęła trzykilogramową kulę w Białymstoku na 18,67 m – to dziś dziesiąty wynik w historii juniorek młodszych. W 2025 roku lepsza była jedynie Chinka Xinyao Chen, starsza od Polki o ponad rok. Właśnie wtedy Konrad Bukowiecki mówił w rozmowie z Tomaszem Kalembą z Interii: – Mam nadzieję, że brat zrobi dużą karierę trenerską. Kinga Jackowska, którą prowadzi, jest niesamowitym talentem. Dawno nie widziałem kogoś takiego w pchnięciu kulą. Oby tylko była zdrowa, bo ta dziewczyna może pchać bardzo daleko. Ma to coś, co ja miałem jako młody zawodnik – ten klik na końcu, który sprawia, że kula wylatuje z ręki jak z armaty.

    Końcówkę 2025 roku Jackowska ponownie spędziła w Spale, startując w zawodach „Jurand Cup”. Był to jej pierwszy występ po czterech miesiącach przerwy – swoisty wstęp do sezonu halowego, który potrwa do marca. I już w pierwszej próbie pchnęła kulę na 17,65 m. To nowy rekord życiowy w hali, rekord Polski U-18, a – jak podkreśla Tomasz Spodenkiewicz, ekspert i statystyk prowadzący profil Athletics News na platformie X – także najlepszy halowy wynik na świecie w tej kategorii wiekowej w całym 2025 roku.

  • Następca Lewandowskiego już w Barcelonie, nastąpił zwrot akcji. Decyzja zapadła

    Następca Lewandowskiego już w Barcelonie, nastąpił zwrot akcji. Decyzja zapadła

    Wraz z kolejnymi tygodniami coraz wyraźniej widać, że przyszłość Roberta Lewandowskiego w FC Barcelonie wisi na włosku. Zbliżający się wielkimi krokami 30 czerwca, czyli dzień wygaśnięcia kontraktu kapitana reprezentacji Polski z „Dumą Katalonii”, tylko potęguje atmosferę niepewności. Najnowsze doniesienia hiszpańskich mediów nie pozostawiają złudzeń – wszystko wskazuje na to, że umowa nie zostanie przedłużona. Co więcej, doszło do niespodziewanego zwrotu akcji: klub miał już wskazać następcę „Lewego”, a wybrany piłkarz przebywa obecnie w Barcelonie.

    Przez długi czas lista potencjalnych następców Lewandowskiego była imponująca. W kontekście gry w Barcelonie wymieniano takie nazwiska jak Dušan Vlahović, Erling Haaland, Julián Álvarez czy Serhou Guirassy. Z biegiem czasu kolejne kandydatury jednak odpadały. Jako pierwszy z tej listy wypadł Serb, który nie zachwyca formą w obecnym sezonie, przez co zainteresowanie ze strony „Blaugrany” wyraźnie osłabło.

    Sam Lewandowski wciąż czeka na ostateczną decyzję władz klubu i stara się udowodnić, że zasługuje na nowy kontrakt. Według doniesień jest gotów pójść na daleko idące ustępstwa – zaakceptować znaczną obniżkę pensji, a nawet pogodzić się z mniejszą rolą w drużynie.

    Jak jednak informuje „Diario AS”, los polskiego napastnika ma być już przesądzony. Barcelona miała zdecydować się na konkretne rozwiązanie i wybrać jego następcę. Co ciekawe, klub nie zamierza sprowadzać nowego, klasycznego napastnika.

    W tej roli ma występować Ferran Torres, obecnie najlepszy strzelec zespołu w trwającym sezonie. Hiszpańskie media podkreślają, że w przypadku odejścia Lewandowskiego to właśnie on ma zostać pierwszym wyborem na środku ataku. To spore zaskoczenie, bo jeszcze niedawno wydawało się, że Barcelona mimo wszystko sięgnie po nową gwiazdę, która wypełni lukę po 37-letnim Polaku.

    Taki scenariusz jest jednak ściśle związany z trudną sytuacją finansową mistrzów Hiszpanii. Priorytetem dla klubu jest obecnie wzmocnienie defensywy, a szczególnie sprowadzenie nowego stopera. Marzeniem Hansiego Flicka pozostaje Nico Schlotterbeck, lecz jego transfer wiązałby się z ogromnymi kosztami. Równie drogie byłoby ewentualne pozyskanie Joško Gvardiola z Manchesteru City – a na takie wydatki Barcelona nie może sobie teraz pozwolić.

    W tej sytuacji trudno wyobrazić sobie, by klub dodatkowo inwestował wielkie pieniądze w nowego napastnika. Tym bardziej że władze „Blaugrany” są skłonne zatrzymać na dłużej Marcusa Rashforda, który z powodzeniem może grać zarówno na skrzydle, jak i w środku ataku. Niemiecki szkoleniowiec już testował Anglika w tej roli, a jego argumentami są nie tylko liczby, ale także wyraźny rozwój pod okiem Flicka.

  • Na jaw wyszedł sekret Sabalenki. Taką ofertę złożył Łukaszenka. To był koniec

    Na jaw wyszedł sekret Sabalenki. Taką ofertę złożył Łukaszenka. To był koniec

    Przez długi czas Aryna Sabalenka unikała jednoznacznych deklaracji dotyczących wojny w Ukrainie. To milczenie sprawiło, że tenisistka z Mińska była regularnie oskarżana o sympatie wobec reżimu Aleksandra Łukaszenki, bliskiego sojusznika Władimira Putina. W oczach wielu kibiców i komentatorów brak otwartego potępienia agresji Rosji, a także roli Białorusi w tym konflikcie, był równoznaczny z cichym poparciem władz w Mińsku.

    Dopiero po wielu miesiącach liderka światowego rankingu WTA zdecydowała się przerwać ciszę. W 2023 roku, podczas jednej z emocjonalnych wypowiedzi, Sabalenka jasno podkreśliła, że nie popiera wojny i nie chce, by jej kraj był w nią w jakikolwiek sposób zaangażowany. Gdy padło pytanie o Aleksandra Łukaszenkę, tenisistka nie ukrywała wewnętrznego konfliktu.

    – Mówiłam to wiele razy: nie popieram wojny. Nie chcę, by mój kraj brał w niej udział. Czy popieram Aleksandra Łukaszenkę? To bardzo trudne pytanie… Skoro nie popieram wojny, to w obecnej sytuacji nie popieram też Aleksandra Łukaszenki – powiedziała wówczas zapłakana Sabalenka.

    Spotkanie z Łukaszenką, które zmieniło wszystko

    Milczenie Sabalenki nie było jednak przypadkowe. Jak się okazuje, tenisistka miała bardzo konkretny powód, by przez lata unikać ostrych deklaracji pod adresem białoruskiego prezydenta. W przeszłości sama musiała skorzystać z jego pomocy, a na Białorusi wciąż mieszka jej najbliższa rodzina. Publiczne atakowanie reżimu mogłoby więc przynieść dla niej i jej bliskich poważne konsekwencje.

    Kulisy tej historii ujawnił białoruski dziennikarz Jarosław Pisarenko w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet”. Jak relacjonował, na początku kariery Sabalenka wpadła w pułapkę wyjątkowo niekorzystnego kontraktu z rosyjskim agentem. Umowa, która miała pomóc w rozwoju sportowym, szybko stała się dla niej ogromnym problemem.

    – Kiedy Aryna była utalentowaną juniorką, desperacko szukała sponsorów, by móc jeździć na turnieje i rozwijać karierę. Wtedy poznała mężczyznę z Rosji, który obiecał finansowanie wyjazdów. Podpisali umowę – jak się później okazało, wieloletnią i pełną pułapek – opowiadał Pisarenko.

    Sabalenka zaczęła odnosić pierwsze sukcesy, wygrywać ważne mecze i turnieje. Problem polegał na tym, że pieniądze z nagród trafiały nie do niej, lecz wyłącznie do agenta. Próby rozwiązania sprawy na poziomie sportowym nie przynosiły efektów.

    – Zwróciła się o pomoc do działaczy białoruskiego związku tenisowego. Usłyszała, że spróbują skontaktować się z władzami – dodał dziennikarz.

    Pałac Niepodległości i „propozycja nie do odrzucenia”

    W 2018 roku Aryna Sabalenka spotkała się z Aleksandrem Łukaszenką w Pałacu Niepodległości. Rozmowa odbyła się w cztery oczy. Choć do mediów trafiły zdjęcia z wizyty, oficjalnie nigdy nie ujawniono, czego dotyczyło spotkanie. Przez lata sprawa owiana była tajemnicą.

    Jak twierdzi Pisarenko, reakcja władz była jednak błyskawiczna i – jak to określił – „w stylu Łukaszenki”.

    – Agent Sabalenki nie był postacią krystaliczną. Wcześniej miał problemy kryminalne w Rosji, a nawet wyrok. Z tego, co wiem, otrzymał jasną propozycję: albo natychmiast rozwiązuje umowę z Aryną, albo wraca do Rosji w kajdankach – ujawnił białoruski dziennikarz.

    Wkrótce potem współpraca została definitywnie zakończona, a Sabalenka odzyskała kontrolę nad swoją karierą.

    Dlaczego Sabalenka musiała milczeć?

    Nie ma wątpliwości, że wydarzenia z 2018 roku miały ogromny wpływ na dalszy rozwój kariery Aryny Sabalenki. Dziś jest jedną z największych gwiazd światowego tenisa i od wielu miesięcy pozostaje na szczycie rankingu WTA. Trudno jednak nie zadać pytania, czy bez interwencji Łukaszenki jej droga na tenisowy szczyt w ogóle byłaby możliwa.

    – Bez tej pomocy kariera Sabalenki mogła utknąć w martwym punkcie. Dlatego dziś Aryna ma ogromny problem z jednoznacznymi odpowiedziami na pytania o wojnę i o prezydenta Białorusi. Musi bardzo uważać na każde słowo – podkreślił Pisarenko.

    To właśnie ta zależność z przeszłości oraz realne obawy o bezpieczeństwo bliskich sprawiły, że Sabalenka przez długi czas wybierała milczenie. Dopiero po latach zdecydowała się na częściowe odsłonięcie swoich poglądów, choć – jak widać – nadal porusza się po wyjątkowo cienkim lodzie.

  • 1:6, 5:7. Porażka Igi Świątek z wielką rywalką. “Sygnał ostrzegawczy”

    1:6, 5:7. Porażka Igi Świątek z wielką rywalką. “Sygnał ostrzegawczy”

    1:6, 5:7. Iga Świątek’s defeat with a great rival. ‘Warning signal’

    Aż do lipca polscy kibice musieli czekać na pierwszy wygrany turniej przez Igę Świątek w sezonie 2025. Polka w wielkim stylu wygrała wtedy wielkoszlemowy Wimbledon. Jak się okazuje po czasie, jedna z wcześniejszych porażek była dla niej “sygnałem ostrzegawczym”. – Nawet nie chodzi o rywalkę, tylko o moment, w którym byłam i jak wyglądałam na korcie – tłumaczyła Świątek.

    Iga Świątek
    Screenshot Canal+Sport

    Aktualnie Iga Świątek występuje w turnieju pokazowym World Tennis Continental Cup w chińskim Shenzen. Polka ma za sobą mecze z Kazaszką Jeleną Rybakiną (wygrana 6:3, 6:3) i Chinką Xinyu Wang (porażka 2:6, 3:6). W niedzielę Świątek zagra jeszcze w mikście z Monakijczykiem Valentinem Vacherotem przeciwko parze Jelena Rybakina / Andriej Rublow. Świątek zakończyła poprzedni sezon z wygranym wielkoszlemowym Wimbledonem, a także z triumfami w turniejach WTA w Cincinnati oraz Seulu.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    “Zimny prysznic” dla Świątek. Wtedy grała z Danielle Collins

    Świątek pojawiła się w programie “Oko w Oko” w TVP Sport przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Iga wskazała kluczowy moment w poprzednim sezonie, który sprawił, że potem wygrała Wimbledon.

    – Bez dwóch zdań najtrudniejsza była porażka w Rzymie. Nawet nie chodzi o rywalkę, tylko o moment, w którym byłam i jak wyglądałam na korcie. No nie było to coś, do czego dążę i raczej był to zimny prysznic, ale prysznic niezbędny do tego, żeby potem zagrać półfinał na Rolandzie Garrosie i wygrać Wimbledon. Mogę tego żałować, ale myślę że nie doprowadziło by mnie to do tego, żebym faktycznie zaczęła… nie powiem, że ciężko pracować, bo pracowałam bardzo ciężko i bardzo chciałam tych zwycięstw w pierwszej części sezonu – powiedziała.

    Wtedy Świątek przegrała 1:6, 5:7 z Amerykanką Danielle Collins w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Rzymie. Wokół tych tenisistek było gorąco, zwłaszcza w trakcie igrzysk olimpijskich w Paryżu, gdy Collins nazwała Świątek “fałszywą i nieszczerą”. Po tamtej porażce w Rzymie media wprost pisały o “kryzysie w grze Polki”. – Myślę, że po prostu nie byłam gotowa, żeby walczyć i rywalizować – tłumaczyła wówczas Świątek.

    “Dotkliwa porażka z Collins była sygnałem ostrzegawczym” – pisze serwis sportskeeda.com.

    Zobacz też: Cały świat zobaczył, jak Sabalenka potraktowała hejtera Świątek
    Świątek wypowiedziała się nt. Fissette’a. “Dołożyłam sobie oczekiwań”

    Przy okazji meczu Świątek – Collins w Rzymie pojawiły się też czarne chmury nad Fissettem. Pojawiało się sporo opinii, że Belg do tamtego momentu nic nie zmienił w grze Igi. Jak o współpracy z Fissettem mówi sama tenisistka?

    – Wtedy dopiero zaczęłam pracować z Wimem i chciałam udowodnić, że z tak doświadczonym trenerem mogę wygrać jeszcze więcej. Sama dołożyłam sobie oczekiwań, które były niepotrzebne. Chęci były, ustalenia były, ale może nie do końca ukierunkowane tak, jak być powinny. Dopiero po Rzymie weszłam na odpowiedni tor, jeśli chodzi o taką konstruktywną pracę w tych aspektach – wytłumaczyła Świątek.