• Sabalenka bez wyjścia. Ostapenko na jej drodze. Wszystko jasne na WTA w Brisbane

    Sabalenka bez wyjścia. Ostapenko na jej drodze. Wszystko jasne na WTA w Brisbane

    Nowy sezon w kobiecym tenisie oficjalnie wystartował. Pierwsze mecze rozegrano w ramach drużynowego United Cup, a już od jutra do rywalizacji przystąpią także zawodniczki walczące w głównej drabince turnieju WTA 500 w Brisbane. Tytułu sprzed roku broni Aryna Sabalenka, a dziś w nocy – o godz. 1:30 czasu polskiego – poznaliśmy pełne losowanie turniejowej drabinki. Na drodze liderki światowego rankingu może stanąć m.in. Jelena Ostapenko. Sprawdzamy, co czeka Białorusinkę oraz jedyną Polkę w stawce – Magdalenę Fręch.

    Po kilkutygodniowej przerwie najlepsze tenisistki świata wracają do oficjalnej rywalizacji. Sezon 2026 rozpoczął się od United Cup, jednak już w najbliższych dniach uwaga kibiców skupi się na turnieju WTA 500 w Brisbane. Przed rokiem triumfatorką tych zawodów została Aryna Sabalenka, która w emocjonującym, trzysetowym finale pokonała Polinę Kudiermietową. Młodsza rywalka wygrała pierwszą partię, lecz w kolejnych setach doświadczenie i siła Białorusinki wzięły górę.

    W tym roku obrona tytułu może okazać się dla liderki rankingu znacznie trudniejsza. Do Brisbane przyjechała bowiem m.in. Jelena Rybakina – ostatnia zawodniczka, która potrafiła pokonać Sabalenkę na tych kortach. Dwa lata temu obie zmierzyły się w finale, w którym reprezentantka Kazachstanu zdominowała rywalkę, wygrywając 6:0, 6:3. Co więcej, Rybakina okazała się lepsza od Aryny także w decydującym meczu WTA Finals 2025.

    WTA Brisbane: możliwa droga Sabalenki do obrony tytułu

    Losowanie, które odbyło się w nocy, wyłoniło potencjalne scenariusze turniejowe. W imprezie bierze udział 48 zawodniczek, a najlepsza „16” – w tym Sabalenka – otrzymała wolny los w pierwszej rundzie. Liderka światowego rankingu rozpocznie zmagania od drugiej fazy, gdzie jej rywalką będzie Cristina Bucșa lub jedna z kwalifikantek.

    Już w 1/8 finału może dojść do niezwykle interesującego starcia. W tej części drabinki potencjalną przeciwniczką Sabalenki jest Jelena Ostapenko. Łotyszka ma z Białorusinką nierozliczone rachunki po zeszłorocznym finale w Stuttgarcie, w którym wygrała wyraźnie 6:4, 6:1. Jeśli Aryna myśli o awansie do ćwierćfinału w Brisbane, być może znów będzie musiała stawić czoła mistrzyni Roland Garros 2017. Warunkiem takiego pojedynku jest jednak zwycięstwo Ostapenko w drugiej rundzie nad Soraną Cîrsteą lub Anastazją Pawluczenkową.

    W ćwiartce Sabalenki znalazły się także Madison Keys oraz Diana Sznajder. Z kolei w ewentualnym półfinale mogą na nią czekać m.in. Jelena Rybakina, Jekatierina Aleksandrowa, Karolina Muchova czy Paula Badosa. Tym razem Sabalenka i Rybakina mogą trafić na siebie już w najlepszej „4” turnieju. Finał zaplanowano na niedzielę, 11 stycznia.

    Trudne losowanie Magdaleny Fręch

    Niełatwe zadanie stoi również przed jedyną Polką w głównej drabince – Magdaleną Fręch. Zawodniczka z Łodzi już w pierwszym meczu zmierzy się z mistrzynią Wimbledonu 2023, Marketą Vondrousovą. Jeśli Fręch zdoła sprawić niespodziankę i wyeliminować Czeszkę, w kolejnej rundzie czeka ją następna trudna rywalka – rozstawiona z numerem dziewiątym Linda Noskova. Droga do 1/8 finału wiedzie więc dla Polki przez niezwykle wymagające starcia z tenisistkami z Czech.

    Turniej w Brisbane zapowiada się wyjątkowo interesująco, a już pierwsze rundy mogą przynieść starcia na poziomie finałów największych imprez.

    https://x.com/z_kortu/status/2007331049735348556?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2007331049735348556%7Ctwgr%5E65a77a1b2db5d78f9d945fa57a08f545b68a86a1%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Fnews-sabalenka-bez-wyjscia-ostapenko-na-jej-drodze-wszystko-jasnenId22504647

  • “To nie było potrzebne”. Świątek wprost o “bitwie płci” z udziałem Sabalenki

    “To nie było potrzebne”. Świątek wprost o “bitwie płci” z udziałem Sabalenki

    Przed Igą Świątek występy w United Cup. Na konferencji prasowej Polka została zapytana o mecz Aryny Sabalenki z Nickiem Kyrgiosem. Nasza najlepsza tenisistka bez skrupułów określiła to wydarzenie. – To było po prostu widowisko, show, które przyciągnęło uwagę, ale nie miało nic wspólnego ze zmianami społecznymi ani niczym ważnym – oceniła.
    Iga Świątek
    https://www.youtube.com/watch?v=2A08oY8Zil8

    Aryna Sabalenka przegrała w Dubaju z Nickiem Kyrgiosem 3:6, 3:6 w pokazowym meczu z cyklu “bitwa płci”. Spotkanie odbyło się 28 grudnia, a pierwsza rakieta kobiecego rankingu nie była w stanie zagrozić Australijczykowi, który w męskim zestawieniu plasuje się obecnie na 671. pozycji. Wielu kibiców uznało to wydarzenie za bezsensowne.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Świątek wprost o meczu Sabalenki. “Nie interesują mnie takie rzeczy”

    Obecnie trwa już United Cup, turniej drużyn mieszanych. Na pierwsze spotkanie czeka reprezentacja Polski z Igą Świątek w składzie.

    24-latka została poproszona przez dziennikarzy na konferencji prasowej o opinię na temat pojedynku Sabalenka – Kyrgios. Świątek odpowiedziała szczerze. Z jej słów jasno wynika, że takie wydarzenia nie powinny mieć miejsca.

    – Nie oglądałam tego, bo nie interesują mnie takie rzeczy. To było po prostu widowisko, show, które przyciągnęło uwagę, ale nie miało nic wspólnego ze zmianami społecznymi ani niczym ważnym, co mogłoby wpłynąć na kobiecy tenis. Użyli tej samej nazwy, co mecz Billie Jean King w 1973 roku, ale to wszystko. My, kobiety, zdołałyśmy się wyróżnić i pokazać nasz tenis na własnych warunkach; mamy wspaniałe, indywidualne historie i nie musimy porównywać się z męskim tenisem – wyjaśniła polska zawodniczka cytowana przez serwis puntodebreak.com.

    Chwilę później Świątek nawiązała do idei rozgrywania United Cup. W ostatnich latach było widać, że rozgrywanie tego typu turnieju ma sens.

    – Nie sądzę, aby potrzebne były mecze takie jak ten, który rozegrali Sabalenka i Kyrgios, lecz wydarzenia takie jak to, w których oba cykle się jednoczą. To właśnie sprawia, że tenis staje się większy, lepszy i ciekawszy dla wszystkich – dodała.
    Z kim reprezentacja Polski zagra na United Cup?

    Biało-Czerwoni podczas United Cup wystąpią w Sydney, gdzie w grupie F zmierzą się z Niemcami i Holandią. W przypadku awansu do czołowej ósemki nasz zespół nie będzie musiał się przemieszczać, ponieważ faza pucharowa również odbędzie się w Sydney.

    W poniedziałek (5 stycznia) Polska zmierzy się z Niemcami. Dwa dni później zagramy z Holandią. Zwycięzcy sześciu grup awansują do ćwierćfinałów, a stawkę uzupełnią dwie najlepsze drużyny z drugich miejsc – po jednej z każdego miasta.

    Czytaj także: Tak Polka rozpoczęła sezon! 6:0 w 35 minut i awans do finału

    W naszej kadrze znalazł się poza Świątek m.in. Hubert Hurkacz. To dla niego powrót do gry po kilkumiesięcznej przerwie.

  • 6:0! Ależ początek sezonu w wykonaniu Polki! Zagra o awans

    6:0! Ależ początek sezonu w wykonaniu Polki! Zagra o awans

    6:0! Ależ początek sezonu w wykonaniu Polki! Zagra o awans
    Maja Chwalińska
    Maja Chwalińska (Foto: NurPhoto / Getty Images)

    Cztery gemy! Tyle Maja Chwalińska oddała swojej rywalce w pierwszym meczu nowego sezonu. Polka pokonała Chinkę Hanyu Guo 6:4, 6:0 i już tylko jednego zwycięstwa brakuje jej do awansu do turnieju głównego w Auckland.

    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym

    Maja Chwalińska ma za sobą przełomowy rok. W poprzednim sezonie Polka po raz pierwszy zagrała w pierwszej rundzie turnieju wielkoszlemowego (Australian Open), a dodatkowo awansowała na najwyższe w karierze 121. miejsce.

    Chociaż we wrześniu wygrała turniej w Montreux i zanotowała finał w Rende, to nie zdołała utrzymać rankingu. Obecnie Polka znajduje się na 150. miejscu, a w rankingu wirtualnym na 146. pozycji. Wszystko za sprawą udanego początku roku.

    Polecamy: Ruszył United Cup! Oto pierwsze wyniki. Kiedy gra Iga Świątek?

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    24-latka nowy sezon rozpoczęła od turnieju w Auckland, który ma być przygotowaniem do Australian Open. W dwuetapowych kwalifikacjach trafiła na Chinkę Hanyu Guo (171. WTA).

    Chwalińska już w pierwszym gemie przełamała rywalkę, oddając jej zaledwie jeden punkt. W końcówce seta Guo odrobiła stratę przełamania, ale po chwili Polka znów wygrała gema przy jej podaniu i całego seta 6:4.

    Końcówka pierwszego seta mocno wpłynęła na losy kolejnego. Rozbita Guo miała ogromne problemy z utrzymaniem serwisu w korcie, a Chwalińska czuła, że musi wykorzystać swój moment. Trzykrotnie przełamała Guo i wygrała seta 6:0.

    Do awansu Polce brakuje już tylko jednego meczu. Jej rywalką będzie Czeszka Gabriela Knutson (185. WTA), która pokonała Leyre Romero Gormaz 6:3, 6:4. Spotkanie odbędzie się w nocy z soboty na niedzielę polskiego czasu.

  • To już oficjalne. Polka kontra legendarna Williams. Nocny komunikat

    To już oficjalne. Polka kontra legendarna Williams. Nocny komunikat

    biegłoroczny powrót Venus Williams do tenisowych rozgrywek na najwyższym poziomie zaszokował wszystkich. 45-latka zagrała m.in. w turnieju WTA 500 w Waszyngtonie. Tam w drugiej rundzie trafiła na Polkę – Magdalenę Fręch. Tenisistka pochodząca z Łodzi nie dała szans legendzie, odnosząc pewne zwycięstwo w dwóch setach. Po ponad pięciu miesiącach znów dojdzie do starcia Amerykanki z naszą reprezentantką. Wszystko stało się jasne w nocy z piątku na sobotę.
    Uśmiechnięta tenisistka w czapce sportowej na pierwszym planie, ubrana w sportową odzież w brązowe i czarne wzory, w tle rozmyte sylwetki kibiców. W okrągłym kadrze w lewym górnym rogu dwie młode osoby w sportowych kurtkach z polską flagą, robiące wspó…

    Magda Linette zmierzy się Venus Williams podczas WTA 250 w AucklandMaddie Meyer / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP / Robert Prange / Getty ImagesAFP

    W trakcie zwycięskiego dla Igi Świątek Wimbledonu pojawił się sensacyjny komunikat, że wkrótce na zawodowych kortach ponownie zagości legendarna Venus Williams. Amerykanka zdecydowała się na start w kilku turniejach rozgrywanych w Stanach Zjednoczonych. 45-latka otrzymała dzikie karty do zmagań rangi WTA 500 w Waszyngtonie, tysięcznika w Cincinnati oraz wielkoszlemowego US Open.

    W trakcie tych pierwszych rozgrywek siostra Sereny miała okazję zmierzyć się z Polką – Magdaleną Fręch. W premierowej fazie Williams niespodziewanie pokonała Peyton Stearns, ale nasza reprezentantka nie dała się zaskoczyć niezwykle doświadczonej rywalce. Zawodniczka pochodząca z Łodzi zanotowała pewny triumf 6:2, 6:2. W dalszej fazie sezonu 2025 Venus postraszyła jeszcze podczas US Open. Tam urwała w singlu seta Karolinie Muchovej, a ponadto błysnęła w deblu. Razem z Leylah Fernandez dotarły do ćwierćfinału imprezy gry podwójnej.

    Po kolejnej nieco dłuższej przerwie 45-latka wraca do tenisowych rozgrywek na najwyższym poziomie. Amerykanka, która niedawno wzięła ślub, otrzymała kilka dzikich kart do styczniowych zmagań. Zobaczymy ją podczas WTA 250 w Auckland, imprezy tej samej rangi w Hobart oraz w trakcie wielkoszlemowego Australian Open. Najpierw siostra Sereny udała się do Nowej Zelandii. I wiemy już, że będzie miała możliwość do kolejnej bezpośredniej potyczki z naszą reprezentantką.

    WTA Auckland: Polka znów na drodze Venus Williams

    W nocy z piątku na sobotę czasu polskiego rozlosowano turniejową drabinkę w Auckland. Venus Williams trafiła w meczu otwarcia na… Magdę Linette. Co ciekawe, nie będzie to ich pierwszy bezpośredni pojedynek. Panie rywalizowały ze sobą już w 2016 roku. Wtedy dwukrotnie lepsza okazywała się Amerykanka. Zobaczymy, jak tym razem Poznanianka poradzi sobie z doświadczoną tenisistką ze Stanów Zjednoczonych.

    Jeśli nasza zawodniczka wygra swój premierowy pojedynek, w następnej fazie rozstawiona z “5” zmierzy się ze zwyciężczynią starcia Alycia Parks – Elisabetta Cocciaretto. W ćwiartce Linette znalazły się m.in. Alexandra Eala oraz Donna Vekić. W roli turniejowej “1” w Auckland zobaczymy Elinę Switolinę. Ukrainka na “dzień dobry” zmierzy się z Warwarą Graczewą. Zmagania w Nowej Zelandii potrwają do 11 stycznia.

    Iga Świątek rozpoczęła pobyt w Australii od prezentu. „Dobra kawa. Tego mi teraz potrzeba”© 2025 Associated Press
    Dwie tenisistki w trakcie gry na korcie, po lewej kobieta w jasnej czapce z daszkiem, z włosami splecionymi w warkocz, po prawej kobieta w jasnej opasce i sukience, trzymająca rakietę tenisową na tle niebieskiego kortu.

    Magdalena Fręch i Venus Williams walczyły o ćwierćfinał WTA 500 w WaszyngtonieDimitar DILKOFF / AFP / SCOTT TAETSCH / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Kobieta w sportowej odzieży uczestnicząca w meczu tenisowym, z widocznym wyrazem determinacji i zaangażowania, trzyma zaciśniętą pięść, na głowie ma biały daszek sportowy, a tło jest rozmyte.

    Magda LinetteScott TaetschAFP
    Tenisistka w czarnej koszulce i białej czapce z daszkiem stoi na korcie trzymając rakietę tenisową, skupiona podczas meczu, na tle rozmytej publiczności.

    Venus WilliamsScott TaetschAFP

  • Cały świat zobaczył cyrk z udziałem Sabalenki. “Żadnej wartości”

    Cały świat zobaczył cyrk z udziałem Sabalenki. “Żadnej wartości”

    Miało być wielkie wydarzenie, wyszło tylko show. Dlaczego mecz Sabalenka – Kyrgios nie spełnił oczekiwań?

    O pokazowym meczu Aryny Sabalenki z Nickiem Kyrgiosem mówiło się głośno na całym świecie, ale im więcej emocji opadło, tym wyraźniej widać było, że wydarzenie nie zostawiło po sobie trwałego śladu. – To po prostu nie wyglądało dobrze – ocenia w rozmowie ze Sport.pl Adam Addicott, brytyjski dziennikarz tenisowy związany z portalem Ubitennis.net. Co sprawiło, że spotkanie, które miało elektryzować i inspirować, rozczarowało?

    W niedzielę w Dubaju liderka światowego rankingu WTA przegrała z Kyrgiosem 3:6, 3:6 w meczu pokazowym. Starcie tenisistki numer jeden na świecie z zawodnikiem sklasyfikowanym dopiero w siódmej setce ATP od razu wywołało lawinę komentarzy. Rzadko bowiem zdarza się, by w singlowym meczu po przeciwnych stronach siatki stanęli kobieta i mężczyzna.

    Problem numer jeden: promocja

    Zdaniem Addicotta największym błędem organizatorów była sama narracja wokół wydarzenia. – Sięgnięto po hasło „Bitwa płci”, co automatycznie ustawiło ten mecz w jednym szeregu z historycznymi pojedynkami. Tymczasem tutaj mieliśmy do czynienia wyłącznie z czystą rozrywką – podkreśla dziennikarz. – To był pokaz, który tak naprawdę nie wniósł nic nowego do świata tenisa.

    Legendarny termin „Battle of the Sexes” nierozerwalnie kojarzy się z rokiem 1973 i meczem Billie Jean King z Bobbym Riggsem – symbolem walki o równość i prawa kobiet w sporcie. W Dubaju tego kontekstu zupełnie zabrakło. Pomysłodawcy wydarzenia, agencja Evolve współtworzona m.in. przez Naomi Osakę, próbowali nawiązać do historii, ale – zdaniem ekspertów – efekt był chybiony.

    – W klasycznych „bitwach płci” chodziło o coś znacznie więcej niż wynik. To była manifestacja społeczna, walka o równe traktowanie i wynagrodzenia. Tutaj tego elementu nie było wcale – zauważa Addicott. – Zawodnicy wiedzieli, w czym biorą udział, dlatego krytyka powinna być skierowana głównie do organizatorów, a nie do nich.

    Brak tempa i sportowego napięcia

    Choć w Wielkiej Brytanii mecz był szeroko zapowiadany i transmitowany przez BBC One, jego realizacja pozostawiała wiele do życzenia. – Przerwy w grze były bezcelowe, brakowało rytmu i dynamiki – wylicza Addicott. Zawodnicy mogli korzystać z przerw na żądanie, podobnie jak w siatkówce, ale rzadko wykorzystywali je na rozmowy z trenerami.

    Symbolicznym momentem była sytuacja, gdy Sabalenka – prowadząc 3:1 z przełamaniem i mając realną szansę na doprowadzenie do trzeciego seta – zamiast skupić się na rywalizacji, zatańczyła na korcie do „Macareny”. Dla jednych był to zabawny element show, dla innych dowód, że sportowy ciężar wydarzenia był drugorzędny.

    Do tego doszły problemy techniczne. BBC kilkukrotnie musiało przepraszać widzów za utratę sygnału, a dźwięk bywał niesynchronizowany z obrazem. Podobne kłopoty odnotowano także w innych krajach, w tym w Polsce. Jak się okazało, winę ponosił główny nadawca sygnału z Dubaju.

    Sabalenka walczyła, Kyrgios kontrolował mecz

    Mimo porażki liderka rankingu zebrała pochwały za swoje podejście. – Była zaangażowana, walczyła i naprawdę starała się wypaść jak najlepiej – mówi Addicott. Sama Sabalenka przed meczem zapowiadała w amerykańskich programach typu talk-show, że „skopie tyłek Nickowi”, podkręcając atmosferę wokół wydarzenia.

    Na zapowiedziach jednak się skończyło. Kyrgios, choć od marca nie rozegrał żadnego oficjalnego meczu, kontrolował przebieg rywalizacji i wygrał bez większego wysiłku, nawet nie serwując z pełną mocą. Po spotkaniu zapewniał, że rozgłos wokół pojedynku przyciągnie nowych kibiców do tenisa. – Nie sądzę, by ten mecz miał jakiekolwiek realne przełożenie na przyszłość dyscypliny – studzi entuzjazm Addicott. Podobnie ocenił to Adam Romer z magazynu „Tenisklub”, pisząc na platformie X: „Czy to było wydarzenie, które zapamiętamy? Raczej nie”.

    Frekwencja, pieniądze i znaki zapytania

    Organizatorzy nie ujawnili, ile zawodnicy zarobili za występ w Dubaju. Wiadomo jedynie, że mecz może doczekać się rewanżu – Sabalenka sugerowała to już na korcie. Najwcześniejszy możliwy termin to przerwa między sezonami 2026 a 2027.

    Coca-Cola Arena może pomieścić 17 tysięcy widzów, ale górne trybuny zostały zamknięte, co ograniczyło pojemność do około sześciu tysięcy miejsc. Według relacji BBC atmosfera była raczej letnia, a gdy Kyrgios przejmował kontrolę nad meczem, część kibiców zaczęła opuszczać swoje miejsca.

    Przed imprezą Australijczyk zapowiadał obecność wielu gwiazd sportu, a najdroższe bilety kosztowały nawet 800 dolarów. W rzeczywistości kamery wychwyciły głównie dwóch byłych brazylijskich piłkarzy – Ronaldo i Kakę. To kolejny element, w którym oczekiwania zdecydowanie rozminęły się z rzeczywistością.

    Dla porównania: gdy Billie Jean King i Bobby Riggs grali w Houston 50 lat temu, na trybunach zasiadło ponad 30 tysięcy widzów, a transmisję śledziło na całym świecie ponad 90 milionów osób. W przypadku meczu Sabalenka – Kyrgios organizatorzy do dziś nie chcą ujawnić danych oglądalności.

    Im więcej czasu mija od tego wydarzenia, tym wyraźniej widać, że zamiast przełomu mieliśmy do czynienia z jednorazowym show – głośnym, kontrowersyjnym, ale szybko zapominanym.

  • Żadna tajemnica, z kim zaręczyła się rywalka Świątek. Cały kraj będzie o tym mówił

    Żadna tajemnica, z kim zaręczyła się rywalka Świątek. Cały kraj będzie o tym mówił

    Maria Sakkari na rozpoczęcie roku w pięknym stylu pokonała Naomi Osakę i może z optymizmem podchodzić do wielkoszlemowego Australian Open. W życiu Greczynki tuż przed rozpoczęciem tego turnieju doszło do bardzo ważnego wydarzenia.
    Fot. Aaron Doster / IMAGN IMAGES via Reuters Connect

    832 – już tyle dni minęło, odkąd Maria Sakkari (52. WTA) cieszyła się z ostatniego turniejowego zwycięstwa. 23 września 2023 roku Greczynka triumfowała w imprezie w Guadalajarze, w finale pokonując 7:5, 6:3 Amerykankę Caroline Dolehide (109. WTA). W 2024 roku Sakkari grała w ostatnim finale turnieju rangi WTA, przegrywając 4:6, 0:6 w Indian Wells z Igą Świątek (2. WTA).

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Maria Sakkari po zaręczynach. Ślub w przyszłym roku

    Już za dziesięć dni rozpocznie się turniej wielkoszlemowy Australian Open. Wystąpi w nim również Sakkari. Zanim Greczynka weźmie udział w tym bardzo prestiżowym turnieju, zdecydowała się na arcyważny krok w swoim życiu. Według “Neoskosmos” Sakkari zaręczyła się z synem greckiego premiera i swoim wieloletnim chłopakiem – Konstantinosem Mitsotakisem.

    Para zaczęła się ze sobą spotykać pięć lat temu. Wtedy Greczynka mówiła, że jej chłopak jest bardzo wyluzowaną osobą i super się przy nim czuje. Dwa lata temu w jednym z wywiadów dodała, że jej partner jest bardzo wyrozumiały i nigdy nie wywierał na niej presji.

    – Świetnie się bawię z Konstantinosem. Nie ma znaczenia, ile dni jesteśmy razem. Jest nam bardzo dobrze, nawet jeśli musimy być osobno. Mam wielkie szczęście, że jest w moim życiu i że mam mężczyznę, który mnie rozumie i nigdy nie powiedział mi: “Dokąd zmierzasz, dokąd podróżujesz?”. To motywuje mnie do działania i stawania się lepszą – dodawała wtedy.

    Według informacji mediów para weźmie ślub w 2027 roku.

    “Choć Sakkari nie podzieliła się publicznie informacją o zaręczynach, informacja została ujawniona podczas rozmowy greckiego premiera z greckimi politykami na początku 2026 roku. Według Neoskosmos premier Mitsotakis opisał swoją przyszłą synową jako wyjątkową młodą kobietę i ujawnił, że ślub planowany jest w 2027 roku. Premier powiedział również, że jest absolutnie gotowy na zostanie dziadkiem” – pisze “Tennisworldusa.org”.

    Zobacz także: Wiktorowski nie dowierzał w to, co robi Osaka! Demolka w hicie United Cup

    Sakkari świetnie zaczęła ten rok na korcie. W pierwszym swoim meczu pokonała 6:4, 6:2 w United Cup Japonkę Naomi Osakę (16. WTA).

  • A jednak. Iga Świątek ogłosiła światu decyzję. “Jestem podekscytowana”

    A jednak. Iga Świątek ogłosiła światu decyzję. “Jestem podekscytowana”

    Iga Świątek potwierdziła swoje plany na pierwszą część nowego sezonu i ogłosiła, że tuż po Australian Open wystąpi w turnieju WTA 1000 w Dosze. Decyzja Polki zwraca uwagę, bo tegoroczny kalendarz WTA na początku roku został mocno zagęszczony, a działacze zdecydowali się na rozwiązanie rzadko spotykane w kobiecym tenisie.

    Nowy sezon tenisowy oficjalnie wystartował w piątek wraz z inauguracją United Cup, drużynowych zawodów rozgrywanych w australijskich Perth i Sydney. Dla czołowych tenisistek świata to kluczowy etap przygotowań przed Australian Open, które rozpocznie się 18 stycznia w Melbourne. Świątek skupia się na dobrym starcie w Australii, ale jednocześnie już teraz odsłoniła karty dotyczące kolejnych tygodni rywalizacji.

    Powrót do ulubionego miejsca

    – Cześć, tu Iga. Jestem bardzo podekscytowana, że w przyszłym roku wrócę na turniej w Dosze. Jak wiecie, uwielbiam tę imprezę. Cieszę się, że znów będę mogła tam zagrać i zaprezentować najlepszy tenis – powiedziała Świątek w nagraniu opublikowanym w sylwestra w mediach społecznościowych.

    Tym samym wiceliderka rankingu WTA potwierdziła udział w turnieju TotalEnergies Open, który odbędzie się w dniach 8–14 lutego. Będzie to pierwszy w sezonie turniej rangi WTA 1000, tradycyjnie rozgrywany na kortach twardych w Katarze. Decyzja Polki jest tym ciekawsza, że w tym roku kalendarz WTA uległ istotnym zmianom.

    Niezwykły układ kalendarza

    W sezonie 2026 rywalizacja w Dosze rozpocznie się zaledwie tydzień po zakończeniu Australian Open. Finał kobiecego turnieju wielkoszlemowego w Melbourne zaplanowano na 31 stycznia, co oznacza wyjątkowo krótki odstęp między Wielkim Szlemem a turniejem rangi WTA 1000. To prawdziwy ewenement w kobiecym tenisie.

    Dla porównania – po Roland Garros nie rozgrywa się żadnego turnieju tej rangi na trawie, po Wimbledonie zawodniczki zwykle mają około trzech tygodni przerwy przed startem „tysięcznika” w Kanadzie, a po US Open w tym sezonie minie aż 17 dni, zanim ruszą zawody w Pekinie.

    Jeszcze w 2023 roku przerwa między Australian Open a turniejem w Katarze wynosiła dwa tygodnie, a wcześniej zdarzało się, że była nawet trzytygodniowa. Skrócenie tego okresu oznacza spore wyzwanie zwłaszcza dla tenisistek, które dotrą do decydujących rund w Melbourne. Półfinały Australian Open zostaną rozegrane w czwartek, a finał dwa dni później – w sobotę. Cztery najlepsze zawodniczki będą miały więc wyjątkowo mało czasu na regenerację i podróż na Bliski Wschód.

    Doha sprzyja Świątek

    W tej grupie może znaleźć się także Świątek, która w ubiegłym roku po raz drugi w karierze dotarła do półfinału Australian Open. Wtedy była bardzo blisko awansu do finału – przegrała z Madison Keys 7:5, 1:6, 6:7, mimo że w decydującym secie miała piłkę meczową.

    Mimo intensywnego kalendarza zapowiedź startu w Dosze nie jest zaskoczeniem. To jeden z ulubionych turniejów Polki, który triumfowała już trzykrotnie – w latach 2022, 2023 i 2024. Jej imponującą serię zwycięstw przerwała dopiero Jelena Ostapenko, eliminując Świątek w półfinale ostatniej edycji.

    Katarskie warunki wyjątkowo sprzyjają Polce. Korty twarde w hali Khalifa nie należą do najszybszych, a Świątek doskonale radzi sobie również z wiatrem, który dla wielu rywalek bywa poważnym problemem. To właśnie tam wygrała 15 meczów z rzędu. Jak podkreślała na Sport.pl Agnieszka Niedziałek, w 25-letniej historii turnieju w Dosze żadna tenisistka nie miała tak długiej zwycięskiej serii, a Świątek jako jedyna triumfowała w trzech kolejnych edycjach. Choć w Katarze wygrywały wcześniej takie gwiazdy jak Aryna Sabalenka, Petra Kvitova, Karolina Plíšková, Simona Halep, Wiktoria Azarenka, Maria Szarapowa czy Martina Hingis, żadna z nich nie dominowała w Dosze w tak spektakularny sposób.

    Co z Dubajem?

    Tradycyjnie dzień po zakończeniu turnieju w Dosze rozpoczyna się kolejny „tysięcznik” – Dubai Duty Free Tennis Championships, zaplanowany na 15–21 lutego. Wciąż nie wiadomo, czy Świątek pojawi się także na liście startowej w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Zapytany o to zespół Polki odpowiedział, że na razie jest zbyt wcześnie na ostateczne deklaracje.

    Turniej w Dubaju pozostaje jednym z nielicznych imprez rangi WTA 1000 – obok zawodów w Wuhanie i Kanadzie – w których Świątek nigdy nie sięgnęła po tytuł. W poprzednim sezonie odpadła tam w ćwierćfinale po porażce z Mirrą Andriejewą 3:6, 3:6, a w 2023 roku dotarła do finału, gdzie lepsza okazała się Barbora Krejčíková. W środowisku tenisowym coraz częściej pojawiają się spekulacje, że Polka może w tym roku zrezygnować ze startu w Dubaju.

    Sama Świątek od dłuższego czasu krytycznie odnosi się do napiętego kalendarza WTA, podkreślając, że liczba turniejów jest zbyt duża. Podobne głosy płyną również od innych gwiazd, takich jak Aryna Sabalenka czy Coco Gauff. W rozmowie z „The Guardian” pod koniec listopada Polka zapowiedziała, że w 2026 roku może opuścić dwa obowiązkowe turnieje. Nie zdradziła, o które lokalizacje chodzi, ale nie można wykluczyć, że jedną z nich będzie właśnie Dubaj. Świątek wielokrotnie zaznaczała, że w Emiratach nie zawsze czuje się najlepiej pod względem zdrowotnym – dwa lata temu zmagała się tam z COVID-19, co miało wpływ na jej dyspozycję w półfinale z Anną Kalinską.

    Ostateczna decyzja w sprawie dalszych startów ma zapaść po Australian Open, gdy zespół tenisistki ogłosi szczegółowy plan na kolejne tygodnie.

    Na razie jednak uwagę skupia inauguracja sezonu. Pierwszy mecz w 2026 roku Iga Świątek rozegra już w poniedziałek 5 stycznia. Jej rywalką będzie Ewa Lys w spotkaniu Polska – Niemcy w ramach turnieju United Cup.

    https://x.com/z_kortu/status/2006485468742123734?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2006485468742123734%7Ctwgr%5E64ad897cd8d3b97e223ed48f4d8d2f3e5493106c%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732502690a-jednak-iga-swiatek-oglosila-swiatu-decyzje-jestem-podekscytowana.html

  • Lewandowski i spółka upokorzeni. Nagłe odejście. Ujawniono szokujące kulisy

    Lewandowski i spółka upokorzeni. Nagłe odejście. Ujawniono szokujące kulisy

    Porażka FC Barcelony z Chelsea FC na Stamford Bridge była jednym z najbardziej wstrząsających wydarzeń pierwszej części sezonu 2025/26. Londyńczycy rozbili „Dumę Katalonii” w sposób bezlitosny, wysyłając w świat jasny sygnał: ten zespół nie tylko się rozwija – on pędzi we właściwym kierunku i już wkrótce może stać się realnym kandydatem do największych trofeów. Dziś jednak tamten obraz jest już tylko wspomnieniem. W Chelsea doszło bowiem do prawdziwego trzęsienia ziemi, a kulisy, które właśnie ujrzały światło dzienne, są wręcz szokujące.

    Robert Lewandowski długo nie zapomni wieczoru z 25 listopada. To wtedy Chelsea rozbiła Barcelonę aż 3:0 – i był to najniższy możliwy wymiar kary. Gospodarze dominowali od pierwszej do ostatniej minuty, narzucając tempo, agresję i intensywność, z którymi zespół Hansiego Flicka kompletnie sobie nie poradził. Barcelona została w Londynie zwyczajnie zgnieciona, a tak dotkliwej deklasacji nie doświadczyła przez całą kadencję niemieckiego szkoleniowca.

    W tamtym momencie Chelsea jawiła się jako drużyna doskonale poukładana, zdyscyplinowana i głodna sukcesów. Wszystko wskazywało na to, że na Stamford Bridge rodzi się projekt zdolny rzucić wyzwanie największym potęgom europejskiego futbolu. Tym większe było zaskoczenie, gdy zaledwie kilka tygodni później klub ogłosił rozstanie z Enzo Mareską.

    Zwolnienie Włocha wprawiło piłkarski świat w osłupienie. Teraz jednak, dzięki doniesieniom „The Athletic”, poznajemy kulisy tej decyzji – i są one wyjątkowo niepokojące. Według ustaleń dziennikarzy, relacje pomiędzy trenerem a władzami klubu były napięte na wielu płaszczyznach. Maresca miał być poddawany naciskom ze strony osób trzecich, które oczekiwały wystawiania konkretnych zawodników, by sztucznie podtrzymywać ich wartość rynkową.

    Oznacza to, że decyzje personalne nie zawsze wynikały z wizji sportowej trenera, lecz z interesów ludzi stojących wyżej w klubowej hierarchii. Warto przypomnieć, że od czasu przejęcia Chelsea przez Todda Boehly’ego londyński gigant funkcjonuje w sposób, który wielu obserwatorów określa jako chaotyczny. Amerykański właściciel zainwestował gigantyczne środki w transfery, jednak znaczna część sprowadzonych piłkarzy nie odpowiadała koncepcji Mareski. Co więcej, transfer Alejandro Garnacho miał zostać przeprowadzony bez realnych konsultacji z trenerem.

    Maresca miał również pretensje do dyrekcji sportowej o brak wzmocnień w defensywie. Włoch od dłuższego czasu domagał się sprowadzenia klasowego obrońcy, jednak jego informacyjne sygnały pozostawały bez odpowiedzi. Narastająca frustracja, presja pozasportowa oraz niespełnione oczekiwania kadrowe sprawiły, że szkoleniowiec coraz poważniej myślał o odejściu.

    To jednak nie koniec problemów. Władze Chelsea miały być zaniepokojone doniesieniami, według których Enzo Maresca prowadził zakulisowe rozmowy z Manchesterem City na temat ewentualnego przejęcia zespołu po Pepie Guardioli. Na Stamford Bridge uznano, że te kontakty odciągają trenera od bieżącej pracy i podważają jego pełne zaangażowanie w projekt.

    W takich okolicznościach niezwykle obiecujący projekt w Londynie rozsypał się niemal z dnia na dzień. Coraz więcej wskazuje na to, że to właśnie Enzo Maresca był jego kluczowym elementem – architektem zespołu, który grał znacznie lepiej, niż sugerowałby to potencjał kadrowy. Jego odejście może okazać się dla Chelsea znacznie bardziej bolesne, niż w klubie początkowo przypuszczano.

  • Skowrońska nie miała zamiaru dłużej milczeć. Nikt nie miał pojęcia. “Wolna”

    Skowrońska nie miała zamiaru dłużej milczeć. Nikt nie miał pojęcia. “Wolna”

    Katarzyna Skowrońska, ikona polskiej siatkówki, rozpoczęła nowy rok wyjątkowo osobistym i szczerym wyznaniem. W noworocznym wpisie opublikowanym na Instagramie była reprezentantka Polski podsumowała ostatnie dwanaście miesięcy, nie ukrywając, że choć były one dla niej wartościowe, to jednocześnie wiązały się z dużymi emocjami i bolesnymi stratami.

    Skowrońska od lat uchodzi za jedną z najwybitniejszych postaci w historii żeńskiej siatkówki w Polsce. Przez wiele sezonów była filarem kadry narodowej, z którą sięgała po największe sukcesy – w tym dwa złote medale mistrzostw Europy w 2003 i 2005 roku. Jej dorobek obejmuje również występy na igrzyskach olimpijskich oraz mistrzostwach świata. Równolegle z karierą reprezentacyjną budowała silną pozycję w zagranicznych klubach, zwłaszcza we Włoszech, gdzie przez lata zdobywała uznanie kibiców i ekspertów. Po zakończeniu sportowej kariery nie zniknęła z przestrzeni publicznej, pozostając w stałym kontakcie z fanami za pośrednictwem mediów społecznościowych.

    Od pewnego czasu była siatkarka mieszka właśnie we Włoszech, gdzie rozpoczęła zupełnie nowy etap życia. W 2025 roku zdecydowała się na zakup zabytkowego młyna, który remontuje wspólnie z partnerem. Para od dwóch lat tworzy stabilny i szczęśliwy związek, a ich wspólnym marzeniem jest stworzenie w tym miejscu przestrzeni otwartej dla gości – miejsca łączącego urok włoskiej prowincji z osobistą historią Skowrońskiej. Sportsmenka chętnie dzieliła się w sieci kolejnymi etapami prac, a także symbolicznym momentem wymiany obrączek, który dla wielu obserwatorów stał się jasnym sygnałem, że ich relacja wkroczyła na bardzo poważny poziom.

    Końcówka roku skłania do refleksji, dlatego Skowrońska zdecydowała się na szczere podsumowanie minionych miesięcy. W noworocznym wpisie przyznała, że był to czas pełen sprzecznych emocji – z jednej strony dobry i ważny, z drugiej wymagający i obciążający.

    „To był dobry rok – niełatwy, ale dobry. Dużo przyszło, sporo odeszło. Dużo zyskałam, sporo straciłam. Mam dom, ale mój dom nie jest z cegieł i cementu. Ten dom jest wszędzie tam, gdzie jestem, bo ten dom to ja – to, co czuję i jak się czuję. Kocham i czuję się kochana. Najważniejsze jest to, że czuję się wolna. Wolna od przeszłości, od żali i złości, wolna od uprzedzeń, niechęci, zazdrości i złorzeczenia. To bardzo dużo” – napisała, nie kryjąc wzruszenia.

    Była reprezentantka podkreśliła również, że nie zamierza składać sobie pustych noworocznych obietnic ani zaczynać zmian od wielkich deklaracji. Jej zdaniem prawdziwe, trwałe przemiany rodzą się spokojnie, bez fajerwerków – z akceptacji, świadomości i wewnętrznej wolności, którą dziś ceni najbardziej.

  • Karol Nawrocki nie zgadza się na te ustawy. Tak tłumaczy swoją decyzję

    Karol Nawrocki nie zgadza się na te ustawy. Tak tłumaczy swoją decyzję

    Prezydentura jako realna władza, nie tylko symbol

    Karol Nawrocki jasno stawia granice współpracy z rządem

    Urząd prezydenta nie ogranicza się wyłącznie do funkcji reprezentacyjnej i ceremonialnych wystąpień na arenie międzynarodowej. To także jedno z kluczowych ogniw procesu legislacyjnego, dające realny wpływ na kształt prawa w Polsce. Karol Nawrocki w swoich ostatnich wypowiedziach bardzo wyraźnie podkreśla, że jego współpraca z rządem ma jasno określone ramy, a niektóre inicjatywy ustawodawcze z góry nie mogą liczyć na jego akceptację.

    Prezydent nie ukrywa, że prawo weta traktuje jako narzędzie odpowiedzialności, a nie element politycznej gry. W jego ocenie podpis pod ustawą nie jest formalnością, lecz decyzją wymagającą dogłębnej analizy skutków dla państwa i obywateli.

    —

    „Dobro Polski” jako nadrzędne kryterium decyzji

    W debacie publicznej prezydent często postrzegany bywa jako ostatnia zapora przed kontrowersyjnymi decyzjami większości parlamentarnej. Karol Nawrocki w rozmowie z „Gościem Niedzielnym” odniósł się do zarzutów, jakoby blokował prace rządu, przedstawiając konkretne dane ze swojej dotychczasowej działalności.

    Jak podkreślił, do tej pory podpisał 132 ustawy, a zawetował 20. Ten bilans – w jego opinii – dowodzi, że nie kieruje się interesem partyjnym, lecz merytoryczną oceną projektów. Każde weto ma być poprzedzone analizą skutków prawnych i społecznych oraz oceną bezpieczeństwa obywateli.

    Prezydent zaznacza, że odrzucane były te akty prawne, które niosły ryzyko dla obywateli lub zostały przygotowane w sposób niechlujny legislacyjnie. Jak sam mówi, ustawy służące Polsce podpisuje bez względu na to, kto był ich autorem. Taka postawa ma budować obraz głowy państwa jako arbitra stojącego ponad bieżącym sporem politycznym, choć przeciwnicy zarzucają mu arbitralność w definiowaniu „dobrej ustawy”.

    Warto przypomnieć, że weto prezydenckie w polskim systemie prawnym jest instrumentem o wyjątkowej sile. Jego odrzucenie wymaga większości trzech piątych głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów, co czyni z niego realny mechanizm blokujący wadliwe prawo.

    —

    Dialog z rządem, ale bez zgody na naciski

    Relacje między prezydentem a rządem, zwłaszcza w okresie koabitacji, od zawsze bywają napięte. Karol Nawrocki przyznaje, że rozmowy z przedstawicielami Rady Ministrów odbywają się regularnie, często jeszcze przed oficjalnym skierowaniem ustaw do podpisu.

    Te nieformalne konsultacje – jak zauważa – mają kluczowe znaczenie dla stabilności państwa. Jednocześnie prezydent wyraźnie podkreśla, że jego otwartość na dialog ma swoje granice. Jeśli projekt ustawy zagraża interesom obywateli lub fundamentom państwa, nie ma mowy o kompromisie.

    W tym kontekście weto staje się nie tylko instrumentem prawnym, ale również wyrazem politycznej niezależności. Nawrocki krytycznie odnosi się do strategii części klasy politycznej, która – jego zdaniem – próbuje wywierać presję medialną, licząc na zmianę jego stanowiska. Jak podkreśla, ponowne przesyłanie tej samej ustawy bez uwzględnienia prezydenckich zastrzeżeń nie jest drogą do porozumienia.

    —

    Asertywność w polityce zagranicznej

    Równie jednoznaczne stanowisko Karol Nawrocki prezentuje w sprawach międzynarodowych, zwłaszcza w relacjach z Ukrainą. Choć podkreśla znaczenie strategicznego partnerstwa i ogromne wsparcie, jakiego Polska udzieliła swojemu sąsiadowi, nie unika trudnych tematów.

    Prezydent wskazuje, że prawdziwe partnerstwo nie polega na przemilczaniu problemów. W jego ocenie istnieją kwestie w relacjach z Ukrainą, które wymagają rozwiązania, a jego obowiązkiem jest artykułowanie oczekiwań strony polskiej – niezależnie od tego, czy rozmowy dotyczą Kijowa, Berlina czy Tel Awiwu.

    Taka postawa spotyka się z aprobatą części opinii publicznej, która oczekuje od polskiej dyplomacji większej stanowczości i obrony interesów narodowych nawet w relacjach z najbliższymi sojusznikami.

    —

    Granica kompromisu i rola weta

    Z zapowiedzi Karola Nawrockiego wyłania się obraz prezydentury, w której prawo weta będzie jednym z kluczowych narzędzi negocjacyjnych. Prezydent zapowiada, że nie zawaha się zablokować żadnej ustawy, która – w jego ocenie – uderza w podstawy państwa, bezpieczeństwo prawne lub socjalne obywateli.

    Deklaracje te nabierają szczególnego znaczenia w kontekście planowanych reform wymiaru sprawiedliwości czy systemu podatkowego, od lat wywołujących silne emocje. Nawrocki jasno sygnalizuje, że jego podpis nie jest automatyczny, a rząd musi liczyć się z koniecznością przedstawienia solidnych argumentów – nie tylko politycznych, ale również eksperckich.

    Choć konsekwentne korzystanie z weta może spowolnić część reform, jednocześnie zmusza ustawodawcę do tworzenia bardziej dopracowanego prawa. Prezydent, powołując się na dotychczasowy bilans podpisanych i zawetowanych ustaw, przekonuje, że nie jest hamulcowym zmian, lecz strażnikiem jakości legislacji. W polityce zagranicznej zaś jego twarde stanowisko ma świadczyć o tym, że Polska chce prowadzić politykę podmiotową, opartą na jasno formułowanych oczekiwaniach i interesach narodowych.