• Dwusetowy mecz Sabalenki o półfinał. Mistrzyni Australian Open za burtą

    Dwusetowy mecz Sabalenki o półfinał. Mistrzyni Australian Open za burtą

    Po zwycięstwie Karoliny Muchovej nad Jeleną Rybakiną stało się jasne, że turniej WTA 500 w Brisbane nie przyniesie kibicom rewanżu za finał WTA Finals 2025. To Czeszka, a nie reprezentantka Kazachstanu, awansowała do półfinału i musiała czekać na rozstrzygnięcie drugiego ćwierćfinału dnia. W nim liderka światowego rankingu Aryna Sabalenka zmierzyła się z aktualną mistrzynią Australian Open, Madison Keys. Losy spotkania rozstrzygnęły się po niespełna półtorej godzinie gry.

    Do czwartku wszystko układało się idealnie dla finalistek ubiegłorocznych WTA Finals. Zarówno Sabalenka, jak i Rybakina bez większych problemów przechodziły przez kolejne rundy w Brisbane, co zapowiadało ich bezpośrednie starcie w półfinale. Najpierw jednak na korcie centralnym pojawiła się zawodniczka z Kazachstanu. Triumfatorka turnieju w Rijadzie stanęła naprzeciw Karoliny Muchovej i po raz kolejny przekonała się, jak niewygodną rywalką potrafi być Czeszka. Tenisistka z Ołomuńca przerwała imponującą serię 13 zwycięstw Rybakiny w oficjalnych meczach, wygrywając 6:2, 2:6, 6:4.

    Ten rezultat oznaczał jedno – w Brisbane nie zobaczymy powtórki finału sprzed roku. To Muchova jako pierwsza zameldowała się w półfinale i oczekiwała na zwyciężczynię pojedynku Sabalenki z Keys. W gronie potencjalnych rywalek była liderka rankingu WTA, z którą Czeszka prowadzi w bezpośrednich starciach 3-1. Aryna musiała jednak najpierw uporać się z Amerykanką. Spotkanie to miało dodatkowy smaczek, bo było rewanżem za finał Australian Open z poprzedniego sezonu.

    WTA Brisbane: Sabalenka – Keys w walce o półfinał

    Mecz rozpoczęła serwisem Madison Keys. Już w pierwszym gemie Amerykanka znalazła się pod presją, musiała bronić break pointa, ale zrobiła to skutecznie i po grze na przewagi objęła prowadzenie. Przez kilka kolejnych gemów inicjatywa należała do podających. Emocje wzrosły w czwartym rozdaniu, gdy Keys wypracowała sobie szansę na przełamanie i prowadzenie 3:1. Sabalenka wyszła jednak z opresji obronną ręką.

    Decydujący moment pierwszego seta nadszedł w siódmym gemie. Mistrzyni Australian Open zaczęła wtedy popełniać błędy przy własnym podaniu. Po podwójnym błędzie serwisowym pojawił się break point dla Sabalenki, a liderka rankingu WTA wykorzystała go precyzyjnym returnem po ciasnej przekątnej. Keys nie była w stanie odpowiedzieć. Białorusinka szybko poszła za ciosem, a Amerykanka z każdą minutą coraz częściej myliła się przy serwisie. Pierwsza partia zakończyła się już w dziewiątym gemie – przy trzecim setbolu Sabalenka wywarła ogromną presję z returnu po drugim podaniu rywalki i zmusiła ją do błędu. Set padł jej łupem 6:3.

    Druga odsłona zaczęła się od problemów Sabalenki. Dwa podwójne błędy serwisowe dały Keys szanse na przełamanie i przy drugim break poincie Amerykanka dopięła swego, choć Aryna miała wcześniej trzy okazje na zamknięcie gema. Strata serwisu wyraźnie podrażniła liderkę rankingu. Białorusinka natychmiast ruszyła do odrabiania strat, a Keys ponownie nie pomogła sobie podwójnym błędem. Sabalenka wykorzystała trzecią okazję na przełamanie i szybko doprowadziła do remisu.

    Chwilę później tenisistka z Mińska objęła prowadzenie, choć znów musiała bronić break pointa. Od tego momentu mecz zamienił się w festiwal przełamań. Sabalenka rozpoczęła tę serię w czwartym gemie, a zakończyła ją w siódmym, budując przewagę trzech gemów. Taki zapas pozwolił jej spokojnie kontrolować końcówkę spotkania. Aryna nie oddała już inicjatywy i zamknęła mecz zwycięstwem 6:3, 6:3.

    Tym samym Sabalenka zameldowała się w półfinale turnieju WTA 500 w Brisbane, gdzie czeka ją starcie z Karoliną Muchovą. Dla liderki rankingu będzie to doskonała okazja, by przerwać niekorzystną serię i zrewanżować się Czeszce za trzy poprzednie porażki.

  • Szczęsny poza Barceloną, a tu takie wyróżnienie dla rywala. Polaka nie ma na liście

    Szczęsny poza Barceloną, a tu takie wyróżnienie dla rywala. Polaka nie ma na liście

    Wojciech Szczęsny kilka dni temu poleciał wraz z piłkarzami FC Barcelony do Arabii Saudyjskiej, gdzie rozgrywany jest Superpuchar Hiszpanii. „Duma Katalonii” w półfinale nie pozostawiła złudzeń Athleticowi Bilbao, wygrywając aż 5:0. Dla polskiego bramkarza nie był to jednak wieczór, który zapamięta z przyjemnością – całe spotkanie spędził bowiem na ławce rezerwowych. Niedługo po efektownym awansie do finału pojawiły się kolejne niepokojące informacje z perspektywy 35-latka. W przeciwieństwie do swojego rywala do gry, Joana Garcii, Szczęsny nie znalazł się na prestiżowej liście opublikowanej w mediach.

    Już dzień przed półfinałowym starciem Hansi Flick jasno zapowiedział, że między słupkami stanie Joan Garcia. Tym samym Polak stracił nadzieję na pierwszy występ w barwach Barcelony od początku listopada. Mecz z Athletikiem oglądał wyłącznie jako rezerwowy, podczas gdy jego konkurent po raz kolejny wykorzystał szansę.

    Joan Garcia w znakomitej formie. Szczęsny bez realnych perspektyw

    Garcia ponownie zaprezentował się znakomicie, zachowując czyste konto i dokładając swoją cegiełkę do wysokiego zwycięstwa 5:0. Barcelona spokojnie czeka już na rywala w finale, którego wyłoni starcie Atletico Madryt z Realem Madryt.

    W poprzednim sezonie Wojciech Szczęsny rozegrał łącznie 30 spotkań, wielokrotnie ratując „Blaugranę” w trudnych momentach. Nie ustrzegł się jednak błędów, które odbijały się szerokim echem. Tymczasem Joan Garcia takich wpadek niemal nie notuje, a mimo to wciąż pozostaje pomijany przez selekcjonera reprezentacji Hiszpanii Luisa de la Fuente.

    Rok 2026 Barcelona rozpoczęła od zwycięstwa 2:0 w derbach z Espanyolem. To właśnie w tym meczu Garcia rozegrał prawdopodobnie najlepsze spotkanie w barwach „Dumy Katalonii”, zbierając znakomite recenzje od dziennikarzy z całego świata.

    Lider La Ligi między słupkami. Szczęsny poza zestawieniem

    Od momentu powrotu do zdrowia były bramkarz Espanyolu stał się niekwestionowanym numerem jeden w bramce Barcelony. Regularnie potwierdza swoją wysoką formę, a przemawiają za nim także twarde statystyki.

    Jedno z najpopularniejszych profili poświęconych Barcelonie na platformie X opublikowało dzień po półfinale zestawienie dotyczące skuteczności interwencji bramkarzy La Ligi. Wynika z niego, że Joan Garcia jest pod tym względem najlepszy w całych rozgrywkach. Niestety, na liście zabrakło Wojciecha Szczęsnego, który do tej pory wystąpił jedynie w sześciu meczach ligowych.

    Garcia może pochwalić się imponującą skutecznością na poziomie 83,3 procent udanych interwencji. Minimalnie wyprzedza bramkarza Villarrealu Luiza Juniora, a dalej w zestawieniu znaleźli się Sergio Herrera (Osasuna), Aaron Escandell (Real Oviedo) oraz Thibaut Courtois z Realu Madryt.

    Wszystko wskazuje na to, że w najbliższych tygodniach zobaczenie Wojciecha Szczęsnego na boisku będzie niezwykle trudne. Potencjalną szansą mogą być rozgrywki Pucharu Króla, choć i tutaj sytuacja Polaka nie wygląda obiecująco – w meczu z Guadalajarą Hansi Flick postawił bowiem na Marca-André ter Stegena.

  • Huczy od doniesień ws. Nawrockiego. 2 dni na decyzję. O tym będzie głośno

    Huczy od doniesień ws. Nawrockiego. 2 dni na decyzję. O tym będzie głośno

    W mediach coraz głośniej mówi się o planach Karola Nawrockiego na najbliższy weekend, które w dużej mierze będą związane ze sportem. W sobotę prezydent RP ma pojawić się na Jasnej Górze, gdzie zaplanowano XVIII Ogólnopolską Patriotyczną Pielgrzymkę Kibiców. To jednak może być dopiero początek jego aktywności, bo wciąż otwartą kwestią pozostaje udział głowy państwa w dwóch wydarzeniach narciarskich na Podhalu. Do ich inauguracji pozostały zaledwie dwa dni, a organizatorzy nadal czekają na ostateczną decyzję z Pałacu Prezydenckiego. Jeśli będzie ona pozytywna, obecność prezydenta w Zakopanem z pewnością odbije się szerokim echem.

    W sobotę 10 stycznia Karol Nawrocki weźmie udział w XVIII Ogólnopolskiej Patriotycznej Pielgrzymce Kibiców na Jasnej Górze, odbywającej się pod hasłem „Ciebie Boga Wysławiamy”. Informację tę oficjalnie potwierdziła już Kancelaria Prezydenta. W programie wydarzenia przewidziano wspólną Mszę Świętą z udziałem kibiców z całej Polski, a także wystąpienie prezydenta. Niewykluczone jednak, że będzie to tylko jedna z jego publicznych aktywności w trakcie nadchodzącego weekendu.

    Równolegle zaplanowane są bowiem dwa prestiżowe wydarzenia sportowe, nad którymi Karol Nawrocki objął patronat. Chodzi o sobotnio-niedzielną rywalizację w Pucharze Świata w skokach narciarskich w Zakopanem oraz niedzielne charytatywne zawody narciarskie organizowane przez Fundację Handicap Zakopane. Oba wydarzenia czekają na decyzję prezydenta dotyczącą jego ewentualnej obecności.

    Jak podkreśla „Gazeta Wyborcza”, przez dziesięć lat swojej prezydentury Andrzej Duda regularnie pojawiał się na tego typu imprezach, a nawet sam stawał na starcie zawodów narciarskich. Nie wiadomo jeszcze, czy Karol Nawrocki zdecyduje się pójść śladami poprzednika, choć pojawiają się sygnały sugerujące, że taki scenariusz jest możliwy.

    – Powiedziano nam, że Karol Nawrocki szykuje się na narty z Andrzejem Dudą. Problem w tym, że nikt nie potrafi określić poziomu jego umiejętności technicznych. Wiadomo jednak, że kondycję ma całkiem dobrą – w trakcie kampanii wyborczej biegał przecież razem z żoną – przekazała „Gazecie Wyborczej” obsługa stacji narciarskiej Polana Szymoszkowa, gdzie mają odbyć się zawody charytatywne. – Jeśli chodzi o technikę, mogą pojawić się pewne ograniczenia, ale mamy też łagodniejsze trasy, na których dobrze radzą sobie nawet początkujący – dodano.

    Jak dotąd Kancelaria Prezydenta nie wydała oficjalnego komunikatu w sprawie narciarskich planów głowy państwa. Na sygnał z Pałacu Prezydenckiego czekają również organizatorzy zawodów Pucharu Świata na Wielkiej Krokwi. W czasie swojej kadencji Andrzej Duda często zasiadał tam na trybunach, dopingując polskich skoczków. Nie wiadomo jednak, czy Karol Nawrocki pojawi się w Zakopanem podczas szczególnego weekendu, który ma być symbolicznym pożegnaniem Kamila Stocha z legendarnym obiektem – mistrz na zakończenie obecnego sezonu planuje bowiem zakończyć sportową karierę.

    – Trybuna VIP będzie czekała na Karola Nawrockiego tak samo, jak przez lata czekała na Andrzeja Dudę. Teraz wszystko zależy od decyzji Pałacu Prezydenckiego – podkreślają na łamach „Gazety Wyborczej” przedstawiciele biura zawodów Pucharu Świata w Zakopanem.

  • Podwójny cios dla Świątek. Ale co teraz. Ostrzeżenie prosto z Rosji

    Podwójny cios dla Świątek. Ale co teraz. Ostrzeżenie prosto z Rosji

    Już w poprzednim sezonie wiceliderka światowego rankingu WTA Iga Świątek boleśnie przekonała się o ogromnym talencie Mirry Andriejewej. Rosyjska nastolatka dwukrotnie znalazła sposób na Polkę, a jej zwycięstwa odbiły się szerokim echem w tenisowym świecie. Teraz pytanie brzmi: czy 18-latka pójdzie za ciosem i stanie się prawdziwą zmorą czołówki kobiecego tenisa? Głos w tej sprawie zabrała była znakomita tenisistka Anna Czakwetadze, kierując wyraźne ostrzeżenie nie tylko w stronę Świątek, ale również Aryny Sabalenki i pozostałych liderek rankingu.

    Mirra Andriejewa, mimo nieco słabszej drugiej części poprzedniego roku, rozpoczyna sezon 2026 jako dziewiąta rakieta świata. Rosjanka potwierdza, że jej miejsce w ścisłej elicie nie jest przypadkowe. W ramach przygotowań do Australian Open wystartowała w turnieju WTA 500 w Brisbane, gdzie – choć nie obyło się bez problemów – prezentuje się solidnie i skutecznie.

    Już w drugiej rundzie Andriejewa znalazła się w poważnych tarapatach. Niespodziewanie przegrała pierwszego seta 4:6 z notowaną dopiero na 204. miejscu w rankingu WTA Australijką Olivią Gadecki. Rosjanka zdołała jednak opanować sytuację i odwrócić losy spotkania, wygrywając dwa kolejne sety i cały mecz.

    Bardzo podobny przebieg miał jej czwartkowy pojedynek z Lindą Noskovą. Po zaciętym boju Andriejewa zwyciężyła 5:7, 6:4, 7:5, meldując się w ćwierćfinale turnieju w Brisbane i po raz kolejny pokazując, że potrafi wychodzić obronną ręką z najtrudniejszych sytuacji.

    Postępy młodej Rosjanki z uznaniem obserwuje Anna Czakwetadze. Była czołowa tenisistka świata nie ma wątpliwości, że potencjał Andriejewej jest ogromny, a jej sufit znajduje się bardzo wysoko.

    – Mirra musi jedynie dopracować drobne detale w swojej grze. Już teraz jest bardzo silną zawodniczką o wysokiej jakości, nawet jeśli pod koniec poprzedniego sezonu zanotowała lekki spadek formy – oceniła 38-latka w rozmowie z portalem „Tennis365.com”.

    Czakwetadze zwróciła też uwagę na mentalność młodej tenisistki. – To, co najbardziej mi się w niej podoba, to jej wojowniczy charakter. Ona naprawdę nie znosi przegrywać, a to daje jej ogromną motywację do ciągłego rozwoju – podkreśliła była zawodniczka.

    W minionym sezonie Andriejewa sprawiła Idze Świątek dwie bardzo bolesne porażki, eliminując ją w ćwierćfinale turnieju w Dubaju oraz w półfinale prestiżowej imprezy w Indian Wells. Zdaniem Czakwetadze te zwycięstwa mogą być jedynie zapowiedzią problemów, jakie Rosjanka będzie w najbliższych latach sprawiać liderkom rankingu WTA.

    – Jej gra jest na razie solidna i bezpieczna, ale już widzieliśmy, że potrafi wygrywać z takimi zawodniczkami jak Iga Świątek czy Aryna Sabalenka, i to na dużych turniejach. To najlepiej pokazuje, jak wielki drzemie w niej potencjał. Wystarczy kilka poprawek, by zyskała jeszcze większą pewność siebie – zaznaczyła.

    Na zakończenie Czakwetadze nie kryła optymizmu wobec przyszłości młodej rodaczki. – Szczerze wierzę, że Mirra odnajdzie własną drogę i będzie błyszczeć na turniejach wielkoszlemowych – podsumowała.

  • Wściekłość w Rosji po decyzji Polski. Chcą dla nas takiej kary. “Nadszedł czas”

    Wściekłość w Rosji po decyzji Polski. Chcą dla nas takiej kary. “Nadszedł czas”

    Nie cichną kontrowersje wokół absencji Ariny Fiedorowcewej w meczu siatkarskiej Ligi Mistrzyń w Łodzi. Rosyjska gwiazda Fenerbahce Stambuł nie została wpuszczona do Polski z powodu restrykcyjnej polityki wizowej wobec obywateli Rosji. Decyzja polskich władz wywołała prawdziwą burzę w Moskwie. Najpierw ostro reagowała matka i agentka zawodniczki, teraz do sprawy włącza się była mistrzyni olimpijska i deputowana Dumy Państwowej, która domaga się surowych konsekwencji dla Polski.

    Mecz bez liderki, ale bez niespodzianki

    Spotkanie PGE Budowlanych Łódź z Fenerbahce Stambuł zakończyło się wyraźnym zwycięstwem tureckiego giganta 3:0 (25:16, 25:20, 25:11). Mecz trwał zaledwie 67 minut i od początku do końca to przyjezdne dyktowały warunki gry. Co istotne, Fenerbahce musiało radzić sobie bez jednej ze swoich kluczowych postaci – Ariny Fiedorowcewej. Mimo to różnica klas była aż nadto widoczna.

    Nieobecność rosyjskiej atakującej od początku wzbudzała duże emocje. Szybko stało się jasne, że jej absencja nie ma nic wspólnego z kontuzją czy decyzją trenera, a jest bezpośrednim skutkiem problemów wizowych.

    Polska bez wyjątków. Jasne stanowisko rządu

    Już na długo przed pierwszym gwizdkiem wiadomo było, że Fiedorowcewa nie poleci z drużyną do Łodzi. Polska konsekwentnie realizuje restrykcyjną politykę wobec obywateli Rosji, nie robiąc wyjątków również w sporcie. O tym stanowisku wcześniej mówił minister sportu i turystyki Jakub Rutnicki, odnosząc się do ewentualnego udziału rosyjskich zawodników w zawodach Pucharu Świata w Zakopanem.

    – Nie będziemy witać Rosjan w Polsce. Nie ma tutaj żadnych dywagacji. Państwo polskie ma pełne prawo decydować, kto może przebywać na jego terytorium – także w kontekście wydarzeń sportowych – podkreślał minister w wypowiedzi cytowanej przez „Przegląd Sportowy Onet”.

    Fenerbahce oficjalnie potwierdziło, że wniosek wizowy Ariny Fiedorowcewej został złożony za pośrednictwem innego kraju strefy Schengen, jednak również tam spotkał się z odmową. Dotychczasowa wiza zawodniczki wygasła z końcem roku i nie istniała realna możliwość jej odnowienia.

    Moskwa reaguje gniewem

    Decyzja Polski wywołała w Rosji lawinę krytycznych komentarzy. Jekaterina Fiedorowcewa, matka i jednocześnie agentka zawodniczki, zarzuciła polskim władzom łamanie zasad uczciwej rywalizacji sportowej. Jej zdaniem odmowa wydania wizy była nie tylko uderzeniem w samą zawodniczkę, ale również w klub z Turcji i prestiż międzynarodowych rozgrywek.

    Teraz do krytyków dołącza Swietłana Żurowa – była mistrzyni olimpijska w łyżwiarstwie szybkim, a obecnie deputowana Dumy Państwowej. Jej słowa są jeszcze ostrzejsze. Żurowa domaga się systemowych kar dla krajów, które nie wpuszczają rosyjskich i białoruskich sportowców.

    Groźby sankcji i odwołania do MKOl

    – Jeśli nie przyznajecie wiz Rosjanom i Białorusinom, wasze państwo nie powinno mieć prawa do organizowania międzynarodowych zawodów – grzmi Żurowa w wypowiedzi dla Match TV. – Nadszedł moment, aby jasno określić takie zasady na poziomie rekomendacji Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Kraj, który chce uczestniczyć w międzynarodowej rywalizacji, nie może odmawiać wjazdu sportowcom z powodów politycznych.

    Deputowana przyznaje, że potrafi zrozumieć odmowę wjazdu dla polityków czy przedstawicieli władz, jednak – jej zdaniem – sportowcy nie powinni ponosić konsekwencji decyzji rządowych.

    W jej opinii już sam fakt, że Fenerbahce musiało rozegrać mecz bez swojej gwiazdy, powinien skłonić Polskę do zmiany stanowiska. – To przypomina sytuację z Wimbledonem, gdy grożono organizatorom sankcjami za niedopuszczenie Rosjan. Wtedy problemy szybko zostały rozwiązane – podsumowuje.

    Sprawa Fiedorowcewej pokazuje, że sport coraz mocniej splata się z polityką, a decyzje wizowe mogą stać się kolejnym polem międzynarodowego konfliktu. I nic nie wskazuje na to, by emocje wokół tej historii miały szybko opaść.

  • 11-latek ruszył do Nawrockiego, ale co było potem. Burza na całą Polskę

    11-latek ruszył do Nawrockiego, ale co było potem. Burza na całą Polskę

    Jasna Góra od lat na początku stycznia staje się miejscem wyjątkowego spotkania środowisk kibicowskich z całej Polski. Co roku fani piłki nożnej pielgrzymują do maryjnego sanktuarium, gromadzą się na jasnogórskich Błoniach i wspólnie uczestniczą we Mszy Świętej. Tradycja ta, choć głęboko zakorzeniona, przed rokiem znalazła się w centrum ogólnopolskiej debaty. Wszystko za sprawą wydarzeń, w których główną rolę odegrał ówczesny kandydat na prezydenta Karol Nawrocki.

    Już w najbliższą sobotę, 10 stycznia, odbędzie się XVIII Ogólnopolska Pielgrzymka Kibiców na Jasną Górę. To jedno z najbardziej rozpoznawalnych wydarzeń tego typu w Polsce, przyciągające sympatyków klubów piłkarskich z różnych regionów kraju. Kulminacyjnym punktem pielgrzymki tradycyjnie jest wspólna Msza Święta odprawiana w jasnogórskim sanktuarium.

    Na razie nie wiadomo, czy w tegorocznych uroczystościach weźmie udział Karol Nawrocki – tym razem już jako prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Znany z sympatii do Lechii Gdańsk i deklarowanej pasji do futbolu polityk pojawił się na Jasnej Górze rok temu, jeszcze jako prezes Instytutu Pamięci Narodowej i kandydat w wyborach prezydenckich. Jego obecność zakończyła się jednak medialną burzą, która przez wiele dni była jednym z głównych tematów debaty publicznej.

    Kontrowersyjna sytuacja rozegrała się podczas spotkania z Nawrockim w sali o. Kordeckiego. Do mikrofonu podszedł wówczas 11-letni chłopiec, który – parafrazując – zapytał, czy jako przyszły prezydent nie dopuści on do wprowadzania lewicowej ideologii do szkół. Popierany przez Prawo i Sprawiedliwość kandydat złożył publiczną deklarację w tej sprawie, po czym podszedł do chłopca, uścisnął mu dłoń i zaprosił go na mównicę.

    W tym momencie na sali rozległy się głośne okrzyki kibiców, wśród których pojawiły się hasła o walce z „czerwoną hołotą”. To właśnie te sceny wywołały falę krytyki i zapoczątkowały szeroką dyskusję na temat granic obecności polityki w przestrzeni sakralnej.

    Po wydarzeniu w mediach pojawiło się wiele głosów oburzenia, zwłaszcza ze strony polityków. Jednym z krytyków był ówczesny minister sportu Sławomir Nitras.
    – Jasna Góra to coś więcej niż kościół. Sienkiewicz nie bez powodu pisał, że jest to symbol obrony godności i trwałości państwa polskiego. Dla każdego Polaka, nawet niewierzącego, to symbol – tak samo jak Wawel – mówił w rozmowie z TVP Info.
    Dodawał również, że to pytanie do ojców paulinów, czy chcą „kłaść wizerunek dobra narodowego na ołtarzu doraźnych interesów politycznych Nawrockiego czy Kaczyńskiego”.

    Do sprawy odniósł się także przeor Jasnej Góry, o. Samuel Pacholski.
    – Z ogromnym zrozumieniem przyjmuję liczne słowa zaniepokojenia, które docierają na Jasną Górę i wybrzmiewają w przestrzeni publicznej. Czuję się zobowiązany wyjaśnić, jaki jest stosunek jasnogórskich paulinów do tych wydarzeń – podkreślał. Zaznaczył jednocześnie, że Jasna Góra jest miejscem otwartym dla wszystkich pielgrzymów, o ile respektują oni obowiązujące w sanktuarium zasady. Dodał również, że nie zamknie drzwi przed żadną grupą, nawet jeśli jej obecność budzi kontrowersje, jednak organizatorzy pielgrzymek muszą przestrzegać regulaminu.

    Głos w sprawie zabrał także sam Karol Nawrocki, komentując całą sytuację podczas jednego z kampanijnych briefingów.
    – Chcecie już dzisiaj cenzurować X (dawny Twitter), zamykać telewizje komercyjne i jeszcze zachciało wam się cenzurować hasła na stadionach. To za dużo. Kibice są także obywatelami Rzeczypospolitej Polskiej. Spotykałem się z nimi i będę się z nimi spotykać – mówił.
    Podkreślał przy tym, że spotkanie odbywało się nie w kościele, lecz w jednej z przeznaczonych do tego sal, a on sam zapowiadał, że jeśli wygra wybory, pojawi się na Pielgrzymce Kibiców już jako prezydent.

    Czy rzeczywiście dojdzie do takiego scenariusza podczas tegorocznej pielgrzymki – okaże się w najbliższych dniach.

  • Ostatecznie potwierdzają się doniesienia ws. Nawrockiego. To już oficjalne

    Ostatecznie potwierdzają się doniesienia ws. Nawrockiego. To już oficjalne

    Oficjalnie potwierdziły się wcześniejsze informacje dotyczące udziału Karola Nawrockiego w XVIII Ogólnopolskiej Patriotycznej Pielgrzymce Kibiców na Jasną Górę. Kancelaria Prezydenta RP opublikowała szczegółowy harmonogram wizyty, z którego wynika, że obecność głowy państwa nie ograniczy się wyłącznie do udziału w nabożeństwie. W planie znalazło się także bezpośrednie spotkanie z uczestnikami pielgrzymki.

    Prezydent dotrzyma obietnicy. Nawrocki pojawi się na Jasnej Górze
    Karol Nawrocki spełni zapowiedź złożoną jeszcze w trakcie kampanii wyborczej i w sobotę 10 stycznia 2026 roku weźmie udział w XVIII Ogólnopolskiej Patriotycznej Pielgrzymce Kibiców. Informację tę oficjalnie potwierdziła Kancelaria Prezydenta RP.

    „10 stycznia 2026 roku (sobota) na Jasnej Górze w Częstochowie Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki weźmie udział w XVIII Ogólnopolskiej Patriotycznej Pielgrzymce Kibiców pod hasłem ‘Ciebie Boga wysławiamy’” – przekazano w komunikacie.

    Nie tylko modlitwa. Prezydent spotka się z kibicami
    Centralnym punktem pielgrzymki będzie uroczysta msza święta w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, która rozpocznie się o godzinie 12.00. Na tym jednak aktywność prezydenta się nie zakończy. O godzinie 15.15 zaplanowano jego spotkanie z kibicami na Szczycie Jasnogórskim. W programie przewidziano wystąpienie Karola Nawrockiego.

    Dla obecnego prezydenta nie jest to pierwsza wizyta na tym wydarzeniu. Na Jasnej Górze pojawiał się już wcześniej, również w ubiegłym roku, kiedy był jeszcze kandydatem na najwyższy urząd w państwie. Podczas jednego z wystąpień podkreślał wówczas wyjątkowy charakter pielgrzymki, zwracając uwagę na fakt, że kibice często skonfliktowanych klubów potrafią w tym miejscu jednoczyć się we wspólnym myśleniu o Polsce, wierze i duchowości.
    – Bardzo cenię kibicowski i stadionowy zmysł do podejmowania wielu tematów w sposób autonomiczny – mówił.

    Kontrowersje i jasne stanowisko
    Po jednym z wcześniejszych spotkań z kibicami, jeszcze jako prezes IPN, media relacjonowały, że w trakcie jego wejścia na mównicę pojawiły się okrzyki o „walce z czerwoną hołotą”. Nawrocki był później pytany, dlaczego nie odniósł się do tych haseł. Odpowiadał wprost, że nie zgadza się na cenzurowanie polityków ani obywateli.

    – Chcecie cenzurować platformę X, zamykać telewizje komercyjne i jeszcze zachciało wam się cenzurować hasła na stadionach. To za dużo. Kibice są obywatelami Rzeczypospolitej Polskiej. Spotkałem się z nimi i będę się z nimi spotykać – podkreślał.

    Bliskie relacje ze środowiskiem kibicowskim
    Udział w pielgrzymce to tylko jeden z przykładów przychylności Karola Nawrockiego wobec środowiska kibiców. Już jako prezydent wielokrotnie pojawiał się na trybunach stadionów, m.in. podczas meczów Lechii Gdańsk, której jest zagorzałym sympatykiem.

    Nieprzypadkowa była również decyzja o powołaniu na stanowisko kapelana prezydenckiego ks. Jarosława Wąsowicza – salezjanina silnie związanego ze światem kibiców. Duchowny jest autorem książki „Biało-zielona ‘Solidarność’: o fenomenie politycznym kibiców gdańskiej Lechii 1981–1989” i od lat współorganizuje Pielgrzymkę Kibiców na Jasną Górę.

    W jednej z ostatnich rozmów z Danielem Nawrockim ks. Wąsowicz przekonywał, że wsparcie kibiców miało istotne znaczenie w kampanii wyborczej.
    – Tata miałby ogromnie ciężko wygrać wybory bez zaplecza zwykłych ludzi, którzy się modlili i na stadionach wywieszali transparenty „Byle nie Trzaskowski”. Warto o tym dziś pamiętać – mówił.

    Wspominał także sierpniową wizytę prezydenta na meczu Lechii Gdańsk z Motorem Lublin.
    – To był moment wzruszający i historyczny. Głowa państwa weszła na młyn, gdzie doping jest na całego, a wszyscy skandują: „Karol Nawrocki!”. On jest jednym z nas i wiem, że o tym nie zapomni. To środowisko ukształtowało go w duchu zasad, które są w życiu naprawdę ważne – podsumował duchowny.

  • Wstrząs 10 dni przed Australian Open. Gwiazda wycofana. WTA potwierdza

    Wstrząs 10 dni przed Australian Open. Gwiazda wycofana. WTA potwierdza

    Na dziesięć dni przed rozpoczęciem Australian Open do kibiców kobiecego tenisa dotarły bardzo przykre informacje. Jedna z największych gwiazd światowego touru – mistrzyni olimpijska z Paryża 2024 Qinwen Zheng – nie wystąpi w pierwszym w tym roku turnieju wielkoszlemowym. Decyzję ogłosiła sama zawodniczka w mediach społecznościowych, a następnie potwierdziła ją w oficjalnym komunikacie organizacja WTA. Chinka otwarcie wyjaśniła powody rezygnacji, przyznając, że była to dla niej wyjątkowo bolesna decyzja. Dla Igi Świątek oznacza to utratę jednej z najgroźniejszych potencjalnych rywalek w Melbourne.

    Problemy zdrowotne Qinwen Zheng ciągną się już od dłuższego czasu. Zawodniczka zmaga się z urazem łokcia, który sprawił, że druga połowa poprzedniego sezonu była dla niej w dużej mierze stracona. Mimo to Australian Open zapowiadało się jako turniej, w którym – przy pełni zdrowia – Chinka mogła odegrać bardzo ważną rolę. Choć w 2025 roku sensacyjnie odpadła już w drugiej rundzie po porażce z Laurą Siegemund, to sezon wcześniej spisała się znakomicie. W 2024 roku, jeszcze przed sięgnięciem po olimpijskie złoto w Paryżu, dotarła aż do finału w Melbourne, gdzie jej marsz po tytuł zatrzymała dopiero Aryna Sabalenka.

    Pierwsze wątpliwości pojawiły się, gdy 23-latka nie zgłosiła się do żadnego turnieju poprzedzającego Australian Open. Jak się okazało, był to wyraźny sygnał, że jej występ stoi pod dużym znakiem zapytania. Ostatecznie scenariusz okazał się najgorszy z możliwych.

    Qinwen Zheng nie zagra w tegorocznej edycji Australian Open. Informację tę przekazała w oficjalnym oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych.
    – Po wnikliwej analizie sytuacji przez mój zespół oraz po konsultacjach medycznych, z ogromnym żalem muszę wycofać się z Australian Open 2026 – napisała Chinka.

    Tenisistka nie ukrywała emocji i podkreśliła, że Melbourne zajmuje w jej sercu szczególne miejsce.
    – Podjęcie tej decyzji było niezwykle trudne. Melbourne to moje „szczęśliwe miejsce”. To właśnie tutaj wygrałam swój pierwszy mecz w głównej drabince turnieju wielkoszlemowego i przeżyłam jedne z najlepszych momentów w mojej karierze. Mam z tym miejscem wyjątkową więź i bardzo chciałam rozpocząć nowy sezon właśnie w Melbourne Park – przyznała obecnie 24. zawodniczka światowego rankingu WTA.

    Zheng wyjaśniła również, że choć rehabilitacja przebiega prawidłowo, jej organizm nie jest jeszcze gotowy na ekstremalne obciążenia związane z rywalizacją wielkoszlemową.
    – Mój proces leczenia idzie w dobrą stronę, a okres przygotowawczy przebiegł bez większych problemów. Jednak gra w turnieju tej rangi wymaga absolutnie najwyższej formy fizycznej. Na ten moment nie osiągnęłam jeszcze poziomu przygotowania, który uznaję za wystarczający – zaznaczyła.

    Na zakończenie Chinka podziękowała kibicom za ogromne wsparcie i zapewniła, że zrobi wszystko, by jak najszybciej wrócić do rywalizacji. Zapowiedziała również, że liczy na mocny powrót na korty w dalszej części sezonu 2026.

    Wycofanie mistrzyni olimpijskiej z Australian Open zostało oficjalnie potwierdzone przez WTA, która w swoim komunikacie życzyła zawodniczce szybkiego powrotu do pełni zdrowia.

  • Rewanż na drodze Sabalenki do finału w Brisbane. Takiego wyniku nie było od 2019 roku

    Rewanż na drodze Sabalenki do finału w Brisbane. Takiego wyniku nie było od 2019 roku

    Aryna Sabalenka pewnie kontynuuje walkę o obronę tytułu w turnieju WTA 500 w Brisbane. Liderka światowego rankingu w trzeciej rundzie pokonała Soranę Cirsteę 6:3, 6:3 i bez większych problemów zameldowała się w ćwierćfinale imprezy rozgrywanej w Australii. Wiadomo już, że jeśli Białorusinka wygra kolejny mecz, w półfinale może dojść do jej hitowego starcia z Jeleną Rybakiną lub Karoliną Muchovą.

    Sabalenka turniej w Brisbane rozpoczęła w imponującym stylu. W pierwszym spotkaniu nie dała żadnych szans Cristinie Bucsie, oddając rywalce zaledwie jednego gema (6:0, 6:1). Znacznie więcej walki było w pojedynku z Cirsteą, jednak także tym razem faworytka kontrolowała przebieg wydarzeń na korcie i dwukrotnie triumfowała 6:3. Dzięki temu awansowała do ćwierćfinału, w którym jej rywalką będzie Diana Sznajder lub Madison Keys.

    W tej samej połówce drabinki znalazła się również rozstawiona z numerem trzecim Jelena Rybakina. Reprezentantka Kazachstanu, podobnie jak Sabalenka, rozpoczęła rywalizację od drugiej rundy. Najpierw wyeliminowała Shuai Zhang, a następnie poradziła sobie z Paulą Badosą. O to, kto stanie jej na drodze w ćwierćfinale, rywalizowały Jekaterina Aleksandrowa oraz Karolina Muchova.

    WTA Brisbane. Prawie dwie godziny zaciętej walki w meczu Muchova – Aleksandrowa

    Pojedynek Aleksandrowej z Muchovą zapowiadał się niezwykle interesująco i taki też był. Obie tenisistki przystąpiły do turnieju jako zawodniczki rozstawione. Rosjanka, która świetnie zakończyła poprzedni sezon (finał w Seulu we wrześniu i walka o tytuł w Ningbo w październiku), zajmuje 10. miejsce w rankingu WTA. Czeszka plasuje się dziesięć pozycji niżej, a mecz w Brisbane był dla niej okazją do przełamania niekorzystnej serii bezpośrednich starć.

    Do tej pory Aleksandrowa i Muchova mierzyły się pięciokrotnie, a aż cztery razy zwyciężała Rosjanka. Ostatnia wygrana Czeszki miała miejsce w październiku 2019 roku w Moskwie. Później Aleksandrowa triumfowała m.in. w Stuttgarcie w 2021 roku oraz w 2025 roku w Linzu. Szczególnie bolesna była porażka w Austrii, gdzie Muchova przegrała w półfinale 0:6, 4:6.

    Początek meczu w Brisbane był bardzo nerwowy. Obie zawodniczki miały problemy z utrzymaniem własnego serwisu, co szybko zaowocowało serią przełamań. Dopiero w piątym gemie Aleksandrowa zdołała obronić podanie, a chwilę później to samo uczyniła Muchova. Kluczowy moment seta nastąpił przy stanie 4:3 dla Czeszki – Muchova przełamała rywalkę, następnie obroniła dwa break pointy i objęła prowadzenie 5:3. Rosjanka zdołała jeszcze wygrać gema serwisowego, ale nie odrobiła straty przełamania. W dziesiątym gemie Muchova zagrała bezbłędnie i wygrała pierwszą partię 6:4.

    Drugi set również dostarczył wielu emocji. Muchova rozpoczęła go od przełamania, po czym pewnie utrzymała własne podanie. Aleksandrowa szybko jednak odpowiedziała – poprawiła serwis i po kilku minutach doprowadziła do wyrównania. Od tego momentu gra toczyła się gem za gem, a 10. rakieta świata miała realną szansę, by doprowadzić do decydującej partii.

    Przy stanie 5:5 to jednak Czeszka zadała decydujący cios. Muchova przełamała wyżej notowaną rywalkę, a w kolejnym gemie wykorzystała pierwszą piłkę meczową, pieczętując zwycięstwo 6:4, 7:5. Tym samym awansowała do ćwierćfinału, gdzie zmierzy się z Jeleną Rybakiną. Triumfatorka ostatniej edycji WTA Finals będzie zdecydowaną faworytką tego starcia, które wyłoni potencjalną półfinałową rywalkę Aryny Sabalenki w Brisbane.

  • Obrończyni tytułu AO pokazała, w jakiej jest formie. Trzygodzinny horror

    Obrończyni tytułu AO pokazała, w jakiej jest formie. Trzygodzinny horror

    Madison Keys będzie bronić tytułu podczas tegorocznego Australian Open. Przed tym wielkoszlemowym turniejem udała się do Brisbane, gdzie wzięła udział w pierwszym turnieju w nowym sezonie. W 1/8 finału Amerykanka mierzyła się z Dianą Sznajder. Na zwyciężczynię tego starcia czekała Aryna Sabalenka.
    Madison Keys
    Screen – https://x.com/josemorgado/status/2009169427057787337/photo/1

    Turniej WTA w Brisbane trwa w najlepsze. Jak burza przez ten turniej idzie Aryna Sabalenka, która rozbija kolejne rywalki, które stają jej na drodze. Pierwsza rakieta świata awansowała już do ćwierćfinału. W tej fazie turnieju zmierzy się z triumfatorką starcia Diana Sznajder (21. WTA) – Madison Keys (7. WTA).

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Problemy Madison Keys w Brisbane

    To spotkanie rozpoczęło się po godz. 6:30 polskiego czasu. Dla Madison Keys udział w tym turnieju to świetny sprawdzian przed Australian Open, gdzie będzie bronić tytułu. Przypomnijmy, że Amerykanka w półfinale ubiegłorocznych zmagań pokonała Igę Świątek, a następnie – niespodziewanie – triumfowała z Aryną Sabalenką.

    Rywalizację w WTA Brisbane Madison Keys rozpoczęła od drugiej rundy – w niej zmierzyła się z rodaczką McCartney Kessler. Z kolei Diana Sznajder w 1/16 finału mierzyła się z Anastazją Potapową.

    Zobacz też: Tak Dawid Celt podsumował to, co Sabalenka robi poza kortem

    Madison Keys kiepsko weszła w mecz z Dianą Sznajder. Rywalka już w pierwszym gemie pierwszego seta miała okazję ją przełamać, ale triumfatorce Australian Open udało się wybronić. Jednak Rosjanka dopięła swego w piątym gemie. Nie dała rywalce najmniejszych szans i przełamała ją, wychodząc na prowadzenie 3:2. Amerykanka próbowała odrobić straty, nawet odłamała przeciwniczkę na 4:4. Jednak poległa w tie-breaku, który zakończył się wynikiem 7:5 po festiwalu przełamań.
    Rosjanka nie przestała napierać na Keys

    Druga partia była już bardziej wyrównana, choć Diana Sznajder miała trzy break pointy (40:0) w drugim gemie, ale Madison Keys świetnie odpowiedziała. Jednak w szóstym gemie sytuacja się powtórzyła – Rosjanka wyszła szybko na prowadzenie 40:0, ale tym razem Amerykanka dała radę obronić tylko jednego break pointa. Dzięki temu Sznajder wyszła na prowadzenie 4:2 i była na najlepszej drodze do triumfu w tym meczu.

    Jednak i tym razem Amerykanka pokazała, dlaczego jest jedną z najlepszych tenisistek na świecie. Po niepowodzeniu nie załamała rąk, tylko szybko odłamała rywalkę i doprowadziła do remisu 4:4. Ostatecznie i w tym secie potrzebny był tie-break. Tym razem górą była Madison Keys, która mimo iż przegrywała 0:2, zatriumfowała 7:5.
    Keys i Sznajder ranne po tym thrillerze

    W trzecim secie lepsza okazała się Madison Keys. Nie było to łatwe, bo Amerykanka, kiedy tylko mogła, prosiła o pomoc fizjoterapeutki. Udała się nawet do szatni. Doskwierał jej ból w lewym udzie, ale nie był na tyle silny, by ją wykluczyć z tego spotkania. Z kolei Diana Sznajder miała później problemy z lewą ręką.

    Ostatecznie ta partia zakończyła się trzecim tie-breakiem, w którym lepsza była Madison Keys (7:4), a cały mecz Amerykanka wygrała 2:1 (6:7, 7:6, 7:6). Ten wyczerpujący thriller trwał równe trzy godziny. Rosjanka kończyła ten mecz z bandażem na ręce, a Keys z opatrunkiem na nodze. To kiepska wiadomość przed meczem z Aryną Sabalenka, z którą zmierzy się w ćwierćfinale i Australian Open, gdzie będzie bronić tytułu.