• Sabalenka zagrała na niekorzyść kobiecego tenisa. “Absolutna głupota”

    Sabalenka zagrała na niekorzyść kobiecego tenisa. “Absolutna głupota”

    Porażka Sabalenki w Dubaju. Czy „bitwa płci” faktycznie pomogła kobiecemu tenisowi?

    Pokazowy mecz w Dubaju, w którym Aryna Sabalenka przegrała z Nickiem Kyrgiosem 3:6, 3:6, od początku budził ogromne emocje i kontrowersje. Liderka światowego rankingu WTA podeszła do rywalizacji na serio, jednak nie zdołała pokonać Australijczyka sklasyfikowanego dopiero na 671. miejscu listy ATP. Choć wydarzenie miało charakter show, jego konsekwencje – zwłaszcza z perspektywy kobiecego tenisa – są znacznie poważniejsze, niż mogłoby się wydawać.

    Już przed pierwszą piłką było jasne, że nie będzie to klasyczna rywalizacja sportowa. Sabalenka zapowiadała walkę i rzeczywiście dała z siebie maksimum, co było widoczne w jej zaangażowaniu i intensywności poruszania się po korcie. Problem w tym, że cały mecz rozegrano na zasadach, które od początku stawiały go w niejednoznacznym świetle.

    Kyrgios bez pełnego zaangażowania

    Nick Kyrgios, który ostatni oficjalny mecz rozegrał w marcu i od dawna nie prowadzi regularnej kariery, nie musiał wchodzić na najwyższe obroty. Sprawiał wrażenie skoncentrowanego, lecz często wyraźnie „odpuszczał” – zwłaszcza przy serwisie. Zamiast potężnych podań wybierał wolniejsze kicki z rotacją, rzadko decydując się na uderzenia z pełną siłą. Mimo to kontrolował przebieg spotkania i wygrał w dwóch setach.

    Organizatorzy postanowili dodatkowo „wyrównać szanse”, wprowadzając nietypowe reguły. Część kortu po stronie Sabalenki była o około 9 procent mniejsza, a oboje zawodnicy mogli korzystać wyłącznie z pierwszego serwisu. Zabiegi te miały ograniczyć przewagę siły Kyrgiosa, ale w praktyce przyniosły odwrotny skutek wizerunkowy. Sam fakt, że rywalizacja nie odbywała się na równych zasadach, dla wielu obserwatorów był nie tylko dziwny, ale wręcz uwłaczający dla aktualnej liderki WTA.

    Podobnego zdania jest Alizé Cornet, była tenisistka i kapitan reprezentacji Francji w Pucharze Billie Jean King. W rozmowie z RMC Sport nie kryła krytyki: – Te nowe zasady, a szczególnie zmniejszenie kortu dla Sabalenki, to absolutny absurd. To nie buduje dobrego obrazu kobiecego tenisa. Takie rozwiązania umniejszają jej możliwości, a przecież z głębi kortu spokojnie mogłaby rywalizować z Kyrgiosem, który jest niemal na sportowej emeryturze, nie trenuje regularnie i zmaga się z problemami zdrowotnymi.

    Chaos w transmisji i mieszane reakcje

    Również od strony telewizyjnej wydarzenie pozostawiało wiele do życzenia. Nietypowe linie na korcie sprawiały, że obraz wyglądał nienaturalnie, co szybko zauważyli kibice i dziennikarze. – Ten kort w telewizji wygląda po prostu okropnie – napisał znany portugalski dziennikarz tenisowy Jose Morgado. Problemy nasiliły się na początku drugiego seta, gdy z winy lokalnego nadawcy sygnał był zaburzony lub całkowicie znikał w transmisjach do różnych krajów.

    Na korcie Sabalenka nadrabiała zaangażowaniem. Kyrgios częściej sięgał po techniczne rozwiązania, skróty i zagrania oparte na sprycie, zmuszając Białorusinkę do ciągłego biegania od prawej do lewej. Dawno nie było widać jej w meczu, w którym pokonałaby tak wiele metrów. Determinacja była bezdyskusyjna, ale Australijczyk – grający wyraźnie na „pół gwizdka” – nie pozwolił jej na realne nawiązanie walki o zwycięstwo.

    Show się udało, sport – już mniej

    Ten pojedynek można analizować na kilku poziomach. Z czysto sportowego punktu widzenia trudno uznać go za sensowny. Specjalne zasady zamiast niwelować różnice między kobietami a mężczyznami, jeszcze mocniej je uwypukliły. Sabalenka przegrała z zawodnikiem dalekim od czołówki ATP, nawet mimo teoretycznie korzystniejszych warunków. Nic dziwnego, że brytyjski „The Guardian” jeszcze przed meczem określił całe wydarzenie jako „absurdalne”.

    Dla organizatorów był to jednak sukces. Choć Kyrgios przesadził, twierdząc, że „przez pół roku wszyscy mówili tylko o tym meczu”, to bez wątpienia przyciągnął on uwagę mediów i kibiców. W Dubaju nie brakowało gwiazd, a całość miała charakter spektaklu: przerwy na tańce Sabalenki, wejście Białorusinki przy muzyce z „Rocky’ego”, Kyrgios pojawiający się na wielbłądzie, obecność takich ikon jak Cristiano Ronaldo czy Kaka. Show było dokładnie takie, jakiego oczekiwano.

    Problem w tym, że wydarzenie nazwano „bitwą płci”. To określenie ma w kobiecym tenisie znaczenie niemal symboliczne, nierozerwalnie związane z meczem Billie Jean King z Bobbym Riggsem w 1973 roku. Tamto zwycięstwo było walką o równość, szacunek i lepsze warunki dla tenisistek. Sama Billie Jean King przyznała ostatnio, że poza samym faktem rywalizacji kobiety z mężczyzną nie widzi żadnych podobieństw między swoim historycznym pojedynkiem a starciem Sabalenki z Kyrgiosem.

    Ryzyko, które się nie opłaciło

    Z perspektywy kobiecego tenisa dubajski eksperyment okazał się ryzykowny. Gdyby Sabalenka wygrała, jej sukces z pewnością byłby umniejszany – wskazywano by na specjalne zasady i pokazowy charakter meczu. Stało się jednak gorzej: przegrała, mimo ogromnego zaangażowania, a wynik już jest wykorzystywany jako kolejny argument przeciwko kobiecej rywalizacji w porównaniu z męską.

    To dokładnie takich narracji tenisistki nie potrzebują. Mecz w Dubaju nie rozwiązał żadnego z realnych problemów żeńskiego touru: przeładowanego kalendarza, hejtu w mediach społecznościowych czy wciąż nierównych nagród finansowych. Sabalenka zagrała przede wszystkim dla siebie i dla widowiska – trudno jednak uznać, by jej występ realnie przysłużył się kobiecemu tenisowi.

  • Oto tajemnica Aryny Sabalenki. Aleksander Łukaszenko złożył ofertę nie do odrzucenia

    Oto tajemnica Aryny Sabalenki. Aleksander Łukaszenko złożył ofertę nie do odrzucenia

    Oto tajemnica Aryny Sabalenki. Aleksander Łukaszenko złożył ofertę nie do odrzucenia
    Aryna Sabalenka i Aleksander Łukaszenko
    Aryna Sabalenka i Aleksander Łukaszenko (Foto: ADAM BERRY, Contributor, Matthew Stockman / Getty Images)
    To jest treść premium dostępna w ramach pakietu

    Aryna Sabalenka ma dług w stosunku do Aleksandra Łukaszenki. Skrywa to od lat. Gdyby nie nagła pomoc prezydenta, pewnie nie zaszłaby na szczyt światowego tenisa. Sekret wielkiej rywalki Igi Świątek i jej agenta zdradza nam białoruski dziennikarz, który uciekł przed reżimem do Polski. – Padła propozycja nie do odrzucenia, jak to u Łukaszenki – słyszymy od Jarosława Pisarenki. A to nie wszystko.

    Przypominamy jeden z najchętniej czytanych materiałów w Przeglądzie Sportowym Onet w 2025 r. Tekst pierwotnie został opublikowany w październiku.
    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    Był 2017 r., gdy Aryna Sabalenka zaczęła wygrywać turnieje i piąć się w rankingu WTA. Pojawiły się wreszcie pierwsze poważne pieniądze. Problem w tym, że trafiały na konto oszusta. To wtedy Białorusinka poprosiła o pomoc prezydenta Aleksandra Łukaszenkę. To musiało mieć konsekwencje.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    Tak powstał dług wielkiej rywalki Igi Świątek w stosunku do reżimu, który trzeba było spłacić. Pierwsza tenisistka rankingu WTA wolałaby ukryć to przed światem.

    Kulisy sprawy ujawnia jednak Przeglądowi Sportowemu Onet Jarosław Pisarenko, białoruski dziennikarz, który uciekł do Polski przed represjami.

    Tu przeczytasz więcej: Tak Białoruś złamała Jarosława. “Przyznaj, że finansuje cię Warszawa”

  • Nawrocki po telekonferencji z Trumpem i Zełenskim. “Kluczowa pozycja Polski”

    Nawrocki po telekonferencji z Trumpem i Zełenskim. “Kluczowa pozycja Polski”

    Nawrocki po telekonferencji z Trumpem i Zełenskim. Komunikat Kancelarii

    “Omówiono stan rozmów pokojowych, których celem jest doprowadzenie do zakończenia wywołanej przez Rosję wojny na Ukrainie. (…) Pozycja Polski w momencie podpisania porozumienia pokojowego będzie kluczowa” – przekazała kancelaria prezydenta Karola Nawrockiego po zakończeniu rozmów europejskich przywódców z Donaldem Trumpem i Wołodymyrem Zełenskim.
    Mężczyzna w garniturze siedzi przy biurku w eleganckim gabinecie, na blacie leżą dokumenty, telefon oraz dekoracyjne figurki, w tle regał z książkami.

    Karol Nawrocki skomentował rozmowę z Zełenskim i TrumpemKancelaria Prezydenta / Xmateriał zewnętrzny
    W skrócie

    Karol Nawrocki uczestniczył w telekonferencji z udziałem Donalda Trumpa i Wołodymyra Zełenskiego, dotyczącej rozmów pokojowych na temat wojny w Ukrainie.

    Kancelaria podkreśliła kluczową pozycję Polski przy ewentualnym podpisaniu porozumienia pokojowego, ze względu na znaczenie lotniska Rzeszów-Jasionka dla wsparcia dla Ukrainy.

    Rozmowa uwidoczniła jedność państw europejskich i USA oraz ich determinację w dążeniu do zakończenia konfliktu z Rosją.

    Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

    Kancelaria przekazała też, że prezydent Nawrocki podkreślił duże zaangażowanie Trumpa w proces pokojowy i podziękował za dzisiejszą rozmowę.

    “Zaznaczył, że od początku pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę lotnisko Rzeszów-Jasionka służy jako hub dla ponad 90 proc. pomocy dla Ukrainy. Stąd pozycja Polski w momencie podpisania porozumienia pokojowego będzie kluczowa” – czytamy we wpisie opublikowanym na platformie X.

    KPRP zwróciła także uwagę, że rozmowa ta pokazuje, że wszelkie ustalenia dotyczące pokoju i bezpieczeństwa w regionie muszą zapadać w gronie wszystkich zainteresowanych stron.

    “Determinacja strony amerykańskiej i jedność stanowiska państw europejskich daje realną szansę na zakończenie wojny wywołanej przez Federację Rosyjską” – dodano.

    Przywódcy USA i Ukrainy spotkali się tam w niedzielę wieczorem, aby omówić postępy w procesie negocjacji pokojowych. Negocjacje zostały poprzedzone przez rozmowę Trumpa z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.

    “Żenujące zarzuty”. Spięcie po pytaniu Rymanowskiego o prezydent

  • Niesamowite, co wyprawiał Piotr Żyła. Jest komentarz skoczka

    Niesamowite, co wyprawiał Piotr Żyła. Jest komentarz skoczka

    Katastrofa wisiała w powietrzu. Niesamowite, co wyprawiał Piotr Żyła. Jest komentarz skoczka

    Miejsca pod koniec stawki zajmował Piotr Żyła w treningach w Oberstdorfie przed kwalifikacjami do poniedziałkowego konkursu Turnieju Czterech Skoczni. Przecieraliśmy oczy ze zdumienia, widząc, co wyprawia nasz skoczek. Po tym najważniejszym skoku pojawiła się jednak u 38-latka dziecięca radość, a potem tłumaczył, co się działo.
    Zawodnik w kombinezonie narciarskim z nartami na ramieniu, sylwetka na tle gór oraz zachodzącego słońca, w oddali widoczne ośnieżone szczyty.

    Piotr ŻyłaTomasz MarkowskiNewspix.pl

    W pierwszym treningu na skoczni Schattenberg w Oberstdorfie Piotr Żyła był 61. Za nim było tylko trzech skoczków. W drugim był 52. Zapachniało katastrofą.

    Na szczęście na kwalifikacje nasz multimedalista mistrzostw świata przebudził się i zajął 22. miejsce. Jego rywalem w parze w poniedziałkowym konkursie będzie Estończyk Artti Aigro.

    100 dni do XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. WIDEOANDREA BERNARDI / AFPTV / AFPAFP

    Piotr Żyła: były trudne chwile, ale wyszedłem z tego obronną ręką

    – Piotrek skakał w treningach katastrofalnie. Miał duży problem z pozycją dojazdową – przyznał Maciej Maciusiak, trener kadry polskich skoczków, w rozmowie z Interia Sport.

    Żyła po skoku w kwalifikacjach cieszył się jak dziecko. I to wcale nie dziwi po jego wcześniejszych popisach.

    – Po tych świętach nie miałem trochę kontaktu głowy z nogami. I to był największy problem. Udało się jednak rozbudzić. Jestem zadowolony, bo wystąpię w konkursie. Były trudne chwile w Oberstdorfie, ale wyszedłem z tego obronną ręką – mówił Żyła.

    Po tych dwóch pierwszych skokach już brakowało mi cierpliwości. Pomyślałem: Jezus, Maryja, trzeba się obudzić! Po tym pierwszym skoku wiedziałem, że mój baniak nie działa, jak trzeba

    Żyła zapytany o to, z jakim celem przyjechał na Turniej Czterech Skoczni, odparł: – Walczyć! I pokonać samego siebie. W niedzielę mi się to udało. Chcę skakać naprawdę fajnie w tym turnieju. Chciałbym w każdym konkursie dawać z siebie tyle, ile mogę. To jest dla mnie ważne.

    Kwalifikacje wygrał Słoweniec Domen Prevc, a najlepszym z Polaków był Kamil Stoch, który zajął 14. miejsce.

    Z Oberstdorfu – Tomasz Kalemba, Interia Sport
    Skoczek narciarski wykonujący skok na tle zabudowań górskiego miasteczka, w oddali widać rozległy krajobraz, kościół oraz lekko zamglone wzgórza.

    Piotr ŻyłaEPA/ANNA SZILAGYIPAP
    Skocznia narciarska otoczona górskim krajobrazem, z ustawioną aparaturą fotograficzną oraz samochodem na platformie promocyjnej. Liczni kibice zgromadzeni wokół obiektu, trybuny wypełnione. Oświetlenie i telebimy dodają atmosfery sportowej imprezy.

    Skocznia Schattenberg w OberstdorfieTomasz KalembaINTERIA.PL
    Piotr Żyła

    Piotr ŻyłaMarcin Golba / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

  • Iga Świątek zadziwiła cały świat. “Największy sukces w jej karierze”

    Iga Świątek zadziwiła cały świat. “Największy sukces w jej karierze”

    Wygrana w Wimbledonie to największy sukces Igi Świątek w ostatnim sezonie – jurorzy “The best of Iga” nie mieli żadnych wątpliwości. Pierwszy raz w historii naszego plebiscytu wszyscy głosujący byli tak jednomyślni. – To największy osiągnięcie w karierze Igi – uważa komentator Tomasz Wolfke.
    Iga Świątek
    Screen – https://x.com/CeltDawid/status/1990344231987155061

    W plebiscycie “The best of Iga 2025”, który rokrocznie organizujemy na Sport.pl, wybieramy najlepszy mecz Igi Świątek, największe osiągnięcie, najważniejszą wypowiedź oraz najlepszy występ jej rywalki przeciwko Polce – ograniczamy się jedynie do startów naszej zawodniczki w ostatnim sezonie zakończonym w połowie listopada.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”

    W tegorocznym plebiscycie głosowało 15 jurorów – dziennikarzy tenisowych z całego świata. W kategorii “największy sukces Igi” wszyscy postawili na jej triumf w Wimbledonie. Pierwszy raz w naszym plebiscycie organizowanym od 2022 roku zdarzyło się, by głosujący byli tak jednomyślni.
    Wimbledon nie miał sobie równych

    Świątek w lipcu pierwszy raz wygrała turniej wielkoszlemowy rozgrywany w Londynie. W finale rozbiła Amandę Anisimową 6:0, 6:0. Wcześniej pokonała także m.in. Belindę Bencic, Clarę Tauson, Danielle Collins oraz Ludmiłę Samsonową. To jej debiutancki tytuł na kortach trawiastych. Chwilę przed Wimbledonem doszła do finału w Bad Homburg, gdzie przegrała z Jessiką Pegulą.

    Czytaj także: Jest kara dla Legii

    Co zadecydowało o sukcesie Polki? Na pewno cenna okazała się poprawa serwisu, wiara w możliwość wygrania Wimbledonu oraz dostosowanie swojego tenisa do kortów trawiastych. Zwraca na to uwagę brytyjski dziennikarz Adam Addicott: – Iga do tego roku nigdy nie wyróżniała się na trawie, ale tym razem jej sposób poruszania się na tej nawierzchni był dużo lepszy. Na trawie, w porównaniu do mączki, trzeba inaczej m.in. zatrzymywać się, bo łatwo o poślizg i upadek.

    Triumf naszej tenisistki nie był spodziewany, przystępowała do zawodów jako rozstawiona z numerem ósmym, po trudniejszym okresie wiosną, gdy nie wygrała żadnego turnieju na jej ukochanej mączce. – Myślałem, że okres na kortach trawiastych nigdy nie będzie dla Igi tak wartościowy jak na ziemnych, ale w tym roku wszystko się zmieniło – zauważa komentator niemieckiego Sky Sport Andreas Thies.

    – Myślę, że sama Iga tego nie przewidywała. Była bezbłędna – przyznaje Maciej Zaręba, który na co dzień komentuje tenis w stacji Canal+ Sport. Nikt nie mógł oczekiwać podobnego rezultatu w Wimbledonie, bo dotychczas w tych zawodach Świątek tylko raz doszła do ćwierćfinału – w 2023 roku. Co prawda pięć lat wcześniej wygrała w Londynie w rywalizacji juniorek, ale sukcesy na tak wstępnym etapie kariery nie zawsze mają przełożenie na dorosłe zmagania.

    Komentator Eurosportu Tomasz Wolfke uważa, że triumf w Wimbledonie to nie tylko “największy sukces Igi w sezonie czy jej całej dotychczasowej karierze, ale i największy osiągnięcie w historii polskiego sportu w dyscyplinach indywidualnych”.
    To da Idze tytuł w plebiscycie?

    Jego zdaniem to sukces porównywalny tylko ze zwycięstwami Ireny Szewińskiej w biegu na 400 m podczas igrzysk olimpijskich w Montrealu 1976, Adama Małysza, Kamila Stocha i Dawida Kubackiego w klasyfikacjach generalnych Turniejów Czterech Skoczni, Ryszarda Szurkowskiego w kolarskim wyścigu szosowym na mistrzostwach świata 1973 lub Jerzego Szczakiela w mistrzostwach świata na żużlu 1973 r. – Ale Wimbledon należy postawić wyżej, bo to mekka tenisa i kultowa, legendarna, najbardziej prestiżowa impreza w sporcie o prawdziwie globalnym zasięgu – wskazuje Wolfke.

    Polacy od lat imponowali w Londynie – Agnieszka Radwańska doszła do finału w 2012 roku, Jerzy Janowicz rok później do półfinału, Hubert Hurkacz także do najlepszej “czwórki” w 2021. Jeszcze większe sukcesy w Wimbledonie osiągały w ostatnich latach Czeszki i Karol Knap z czeskiego Canal+ Sport przyznaje: “Żadna z naszych mistrzyń nie zamieniłaby tego triumfu na inne trofeum”. W poprzednim roku w grze pojedynczej zwyciężyła Barbora Krejcikova, sezon wcześniej Marketa Vondrousova, w 2014 i 2011 roku Petra Kvitova, a w 1998 – Jana Novotna.

    Zdaniem przedstawiciela Polskiego Związku Tenisowego, Kamila Kołsuta, jednego z jurorów “The best of Iga 2025”, zwycięstwo naszej tenisistki nie miało sobie równych w polskim sporcie ostatnich 12 miesięcy. – Wygranie Wimbledonu zamyka temat tytułu Sportowca Roku w Polsce. Nie zapraszam do dyskusji – wskazuje Kołsut. 10 stycznia na gali “Przeglądu Sportowego” poznamy zwycięzcę corocznego plebiscytu. Wśród nominowanych są także m.in. mistrzyni świata we wspinaczce sportowej Aleksandra Mirosław czy mistrz świata na żużlu Bartosz Zmarzlik.

    Z Wimbledonem nic nie może się równać w ostatnim sezonie Świątek, ale nasi jurorzy chcieli także docenić inne osiągnięcia. Znany amerykański dziennikarz Ben Rothenberg wskazał na prestiżowy turniej rangi WTA 1000. – Muszę wspomnieć o jej zwycięstwie w Cincinnati w sierpniu, gdzie z uwagi na szybką nawierzchnię gra stała przed sporym wyzwaniem.

    Z kolei Diego Barbiani przypomniał wygraną Polki pod koniec września w zawodach WTA 500 w Seulu. – Wiele osób podkreślało wyjątkowe znaczenie tego miasta dla Igi i jej rodziny. A w finale musiała się bardzo postarać, żeby wrócić do gry przeciwko Jekaterinie Aleksandrowej – mówi Włoch. Świątek ograła Rosjankę 1:6, 7:6, 7:5, wychodząc ze sporych opałów. Stolica Korei Południowej to zaś miejsce, gdzie jej tata Tomasz Świątek startował w 1988 roku na igrzyskach olimpijskich w rywalizacji wioślarskiej.

  • Sabalenka zagrała na niekorzyść kobiecego tenisa. “Absolutna głupota”

    Sabalenka zagrała na niekorzyść kobiecego tenisa. “Absolutna głupota”

    Aryna Sabalenka przegrała w Dubaju z Nickiem Kyrgiosem 3:6, 3:6 w pokazowym meczu z cyklu “bitwa płci”. Pierwsza rakieta rankingu zagrała na poważnie, ale nie była w stanie pokonać 671. na świecie Australijczyka. Ten mecz jeszcze przed jego rozpoczęciem wywoływał kontrowersje, a w trakcie powstały kolejne wątpliwości. Czy z punktu widzenia kobiecego tenisa występ Sabalenki był korzystny?
    Aryna Sabalenka
    Fot. REUTERS/Amr Alfiky

    W Dubaju doszło do wyjątkowego spotkania tenisowego: Aryna Sabalenka wyszła na kort zmierzyć się z Nickiem Kyrgiosem. Białorusinka zapowiadała, że postawi się Australijczykowi i faktycznie widać było, że dała z siebie wiele – tym bardziej, gdy będziemy pamiętać o pokazowym charakterze rywalizacji.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Kyrgios nie musiał grać na maksa

    Skończyło się 6:3, 6:3 dla Kyrgiosa, który ostatni mecz rozegrał w marcu, od dłuższego czasu nie prowadzi poważnej kariery. Australijczyk sprawiał wrażenie skoncentrowanego, ale w wielu momentach zwalniał rękę, nie uderzał najmocniej. Najlepiej było to widać przy podaniu, gdy rzadko serwował z całej siły, a najczęściej stosował wolniejszego kicka, czyli serwis z rotacją awansującą.

    Czytaj także: Lewandowski wrzucił zdjęcie z siłowni

    Sabalenka miała mieć łatwiej, bo organizatorzy wprowadzili wyjątkowe zasady. Część kortu po jej stronie była o 9 proc. mniejsza, a dodatkowo oboje mogli wykorzystać tylko pierwszy serwis, co miało ograniczyć liczbę potężnych, ale i ryzykownych podań Kyrgiosa. Już sam fakt, że tenisiści nie rywalizowali na równych warunkach, był nieco uwłaczający dla aktualnej numer jeden.

    Były tenisistka Alize Cornet, kapitan reprezentacji Francji w Pucharze Billie Jean King, patrzy na to podobnie w rozmowie z RMC Sport. – Nowe zasady, zwłaszcza skrócenie kortu dla Sabalenki, to była absolutna głupota. Nie buduje to dobrego wizerunku tenisa kobiet. Zmniejszenie rozmiaru kortu to umniejszanie możliwości Sabalenki, która z łatwością mogłaby dotrzymać kroku Kyrgiosowi z głębi pola, tym bardziej że jest on prawie na emeryturze, nie trenuje i ma problem z kolanem.

    W obrazie telewizyjnym także nie wyglądało to dobrze, na co zwracali uwagę kibice i dziennikarze. – Ok, ten kort wygląda w telewizji okropnie – napisał znany portugalski dziennikarz tenisowy Jose Morgado, zwracając uwagę na różnie rozłożone linie. Jeszcze większy problem zapanował na początku drugiego seta, gdy z winy nadawcy lokalnego telewizje transmitujące mecz w różnych krajach miały problem z obrazem. Znikał albo był zaburzony.

    Nie można powiedzieć, że Australijczyk nie starał się, ale częściej korzystał z technicznych zagrań, zaskakiwał rywalkę skrótami. Dawno już Białorusinka nie przebiegła w trakcie spotkania tylu metrów po korcie. Pokazała determinację, ale nie potrafiła pokonać Kyrgiosa, który grał na 50 procent możliwości. Dominujący obrazek z tego spotkania to: ona biega od prawej do lewej, dwoi się i troi, a on posyła kolejne skróty i wyraźnie daje jej szanse w wymianach, nie starał się skracać akcji szybszych zagraniami.
    Organizatorzy wygrali, a tenis?

    Na ten mecz można patrzeć z trzech różnych punktów widzenia. Jako spotkanie czysto tenisowe nie miało większego sensu, gdy dla jednej ze stron ustalono specjalne warunki. Pomysłodawcy wydarzenia za wszelką cenę chcieli zminimalizować naturalne różnice między kobietami a mężczyznami, ale tylko je podkreślili. Tym bardziej że Sabalenka nawet w korzystniejszych okolicznościach nie była w stanie wygrać z zawodnikiem, który jest daleko od czołówki męskiego tenisa. To nie była “bitwa płci”, gdy kort po obu stronach siatki nie był równy. – Absurdalny mecz – pisał “The Guardian” jeszcze przed rozpoczęciem spotkania Sabalenka – Kyrgios.

    Z perspektywy organizatorów można mówić o sukcesie. Nie jest co prawda tak, jak powiedział po meczu Nick Kyrgios: “Przez ostatnie pół roku rozmawiało się głównie o tym pojedynku”. Bez przesady, ale przyciągnął uwagę mediów, kibiców na trybuny w Dubaju. Impreza wybitnie pokazowa, przerywana np. na tańce Aryny Sabalenki, z udziałem gwiazd sportu jak m.in. Ronaldo czy Kaka. Białorusinka wyszła do gry przy dźwiękach z Rocky’ego, Kyrgios na wielbłądzie. Miało być show i było show.

    Gdyby ograniczyć się do komercyjnej strony wydarzenia, spotkanie mogłoby tylko zyskać. W rzeczywistości jednak zdecydowano wykorzystać nazwę “bitwa płci”. Legendarną dla kobiecego tenisa, z nawiązaniem do Billie Jean King, która w ramach takiego meczu w 1973 roku pokonała Bobby’ego Riggs 6:4, 6:3, 6:3. Amerykanka walczyła wtedy na korcie nie tylko o wynik, ale i o uznanie dla tenisistek, które domagały się wyższych nagród i szacunku dla damskiej rywalizacji. W ostatnich dniach Billie Jean King zapytana o starcie Aryny Sabalenki z Nickiem Kyrgiosem przyznała, że nie widzi podobieństw do jej pojedynku z wyjątkiem założenia, że mężczyzna zagra z kobietą.

    Z punktu widzenia kobiecego tenisa niedzielne spotkanie w Dubaju stanowiło spore ryzyko. Gdyby aktualna numer jeden na świecie pokonała 671. w rankingu ATP Kyrgiosa, nie brakowałoby głosów umniejszających jej wyczyn. Gorzej, że stało się odwrotnie – Białorusinka przegrała, choć walczyła z całych sił. Wiele akcji było ciekawych, mecz mógł się podobać, ale jego wynik w komentarzach już jest wykorzystywany jako kolejny dowód na słabość kobiecej rywalizacji w relacji do męskiej. Tenisistki takich głosów nie potrzebują. To nie rozwiązuje żadnego z problemów, z jakim mierzy się obecnie żeński tour – zbyt intensywny kalendarz, hejt wobec tenisistek w social mediach, wciąż nierówne nagrody na wielu turniejach. Sabalenka zagrała w Dubaju głównie dla siebie, a nie dla kobiecego tenisa.

  • Iga Świątek zadziwiła cały świat. “Największy sukces w jej karierze”

    Iga Świątek zadziwiła cały świat. “Największy sukces w jej karierze”

    Triumf Igi Świątek w Wimbledonie został jednogłośnie uznany za jej największe osiągnięcie minionego sezonu. Jurorzy plebiscytu „The best of Iga 2025”, organizowanego corocznie przez Sport.pl, nie mieli w tej kwestii żadnych wątpliwości. Po raz pierwszy od startu plebiscytu w 2022 roku wszyscy głosujący wskazali tę samą odpowiedź. – To największe osiągnięcie w karierze Igi – podkreśla komentator Eurosportu Tomasz Wolfke.

    W ramach plebiscytu „The best of Iga 2025” wybierane są: najlepszy mecz sezonu, największy sukces, najważniejsza wypowiedź oraz najlepszy występ rywalki przeciwko Polce. Pod uwagę brane są wyłącznie występy Świątek w sezonie zakończonym w połowie listopada.

    W tegorocznej edycji głos oddało 15 jurorów – dziennikarzy tenisowych z różnych krajów świata. W kategorii „największy sukces Igi” wszyscy bez wyjątku wskazali zwycięstwo w Wimbledonie. Nigdy wcześniej w historii plebiscytu nie doszło do tak pełnej jednomyślności.

    Wimbledon ponad wszystkim

    W lipcu Iga Świątek po raz pierwszy w karierze sięgnęła po wielkoszlemowy tytuł na kortach trawiastych w Londynie. W finale rozgromiła Amandę Anisimovą 6:0, 6:0, prezentując tenis absolutnie bezbłędny. W drodze do finału pokonała m.in. Belindę Bencic, Clarę Tauson, Danielle Collins oraz Ludmiłę Samsonową. Kilka tygodni wcześniej dotarła także do finału turnieju w Bad Homburg, gdzie musiała uznać wyższość Jessiki Peguli.

    Eksperci zgodnie wskazują, że kluczowe znaczenie miała poprawa serwisu, większa wiara w możliwość sukcesu oraz umiejętne dostosowanie stylu gry do specyfiki trawy. – Iga nigdy wcześniej nie była postrzegana jako zawodniczka wyróżniająca się na tej nawierzchni, ale w tym roku jej poruszanie się po korcie było zdecydowanie lepsze – zauważa brytyjski dziennikarz Adam Addicott. – Na trawie trzeba zupełnie inaczej się zatrzymywać i balansować ciałem, bo o poślizg nietrudno.

    Tym większe było zaskoczenie, że Świątek przystępowała do turnieju jako zawodniczka rozstawiona z numerem ósmym, po trudnej wiośnie, w trakcie której nie wygrała żadnego turnieju na swojej ulubionej nawierzchni ziemnej. – Wydawało mi się, że okres gry na trawie nigdy nie będzie dla Igi tak istotny jak sezon na mączce, ale w tym roku wszystko się zmieniło – przyznaje Andreas Thies z niemieckiego Sky Sport.

    – Myślę, że nawet sama Iga nie przewidywała takiego scenariusza. Była bezbłędna – dodaje komentator Canal+ Sport Maciej Zaręba. Do tej pory jej najlepszym wynikiem w Wimbledonie był ćwierćfinał w 2023 roku. Owszem, pięć lat wcześniej wygrała juniorską edycję turnieju, lecz takie sukcesy nie zawsze przekładają się na dorosłą karierę.

    Sukces bez precedensu

    Zdaniem Tomasza Wolfkego zwycięstwo w Wimbledonie to nie tylko największy sukces sezonu czy całej kariery Świątek, ale jedno z największych osiągnięć w historii polskiego sportu indywidualnego. – Można je porównywać jedynie z triumfami Ireny Szewińskiej w Montrealu w 1976 roku, zwycięstwami Adama Małysza, Kamila Stocha i Dawida Kubackiego w Turniejach Czterech Skoczni, tytułem mistrza świata Ryszarda Szurkowskiego czy Jerzego Szczakiela – wylicza. – Ale Wimbledon należy postawić wyżej, bo to mekka tenisa, turniej kultowy, najbardziej prestiżowy, o globalnym zasięgu.

    Polacy już wcześniej zaznaczali swoją obecność w Londynie – Agnieszka Radwańska grała w finale w 2012 roku, Jerzy Janowicz rok później w półfinale, a Hubert Hurkacz dotarł do najlepszej czwórki w 2021. Jeszcze większe sukcesy odnosiły tam Czeszki, o czym przypomina Karol Knap z czeskiego Canal+ Sport: – Żadna z naszych mistrzyń nie zamieniłaby triumfu w Wimbledonie na inne trofeum. W ostatnich latach wygrywały tam Barbora Krejcikova, Marketa Vondrousova, wcześniej Petra Kvitova czy Jana Novotna.

    Tytuł Sportowca Roku?

    Kamil Kołsut z Polskiego Związku Tenisowego, jeden z jurorów plebiscytu, nie ma wątpliwości: – Wygranie Wimbledonu zamyka dyskusję o tytule Sportowca Roku w Polsce. Nie zapraszam do debaty – stwierdza stanowczo. Zwycięzcę poznamy 10 stycznia podczas gali „Przeglądu Sportowego”. Wśród nominowanych są także m.in. Aleksandra Mirosław i Bartosz Zmarzlik.

    Choć Wimbledon zdecydowanie zdominował głosowanie, jurorzy docenili też inne sukcesy Świątek. Ben Rothenberg zwrócił uwagę na zwycięstwo w turnieju WTA 1000 w Cincinnati, rozgrywanym na bardzo szybkiej nawierzchni. – To było duże wyzwanie – zaznacza amerykański dziennikarz.

    Diego Barbiani przypomniał z kolei triumf w turnieju WTA 500 w Seulu. – To miasto ma dla Igi i jej rodziny szczególne znaczenie. A finał z Jekateriną Aleksandrową był prawdziwą próbą charakteru – mówi Włoch. Polka odwróciła losy meczu, wygrywając 1:6, 7:6, 7:5. Seul to także miejsce, w którym jej ojciec Tomasz Świątek startował w igrzyskach olimpijskich w 1988 roku w wioślarstwie.

  • Sabalenka bez ogródek. Oto co naprawdę myśli o meczu z Kyrgiosem

    Sabalenka bez ogródek. Oto co naprawdę myśli o meczu z Kyrgiosem

    Aryna Sabalenka po niedzielnym widowisku z Nickiem Kyrgiosem nie kryła sportowej złości, ale i dumy. Białorusinka zapowiada, że to jeszcze nie koniec ich rywalizacji. – Uwielbiam zemstę. Uwielbiam wyzwania. Chciałabym znowu zagrać – podkreślała tuż po porażce w tzw. „bitwie płci”.

    Przed meczem Sabalenka nie szczędziła odważnych zapowiedzi, ostrzegając Australijczyka, że musi być gotowy na prawdziwą walkę. Na korcie jednak górą był Kyrgios, który wygrał 6:3, 6:3. Choć liderka rankingu WTA walczyła ambitnie, zbyt duża liczba błędów przy serwisie znacząco ułatwiła zadanie rywalowi. Mimo wyniku oboje zapewnili kibicom ogromne emocje i tenisowe show na wysokim poziomie.

    Sabalenka nie powtórzyła historycznego wyczynu Billie Jean King z 1973 roku, gdy Amerykanka pokonała Bobby’ego Riggsa, ale po meczu nie była rozczarowana. Wręcz przeciwnie – podkreślała, że jest dumna z tego, iż podjęła rękawicę. – Czułam się świetnie. Dałam z siebie wszystko – mówiła w pomeczowym wywiadzie, dzieląc się wrażeniami z gry przeciwko Kyrgiosowi.

    Zwróciła uwagę, że Australijczyk momentami był wyraźnie spięty. – Cieszę się, kiedy widzę, że facet jest nerwowy, odbierając mój serwis. Myślę, że pokazaliśmy bardzo dobry tenis. Zagrałam wiele świetnych uderzeń, często podchodziłam do siatki – analizowała. Nie zabrakło też słów uznania pod adresem rywala. – Świetne drop shoty, Nick. Fantastyczny serwis. Naprawdę cieszę się, że daliśmy takie widowisko – dodała.

    Po meczu Sabalenka jasno dała do zrozumienia, że liczy na rewanż. Jej zdaniem kolejne starcie mogłoby wyglądać zupełnie inaczej. – Czuję, że następnym razem będę już znała odpowiednią taktykę. Znam jego mocne i słabe strony. To na pewno byłby lepszy mecz – oceniła z przekonaniem.

    Teraz liderka światowego rankingu planuje krótką regenerację przed startem nowego sezonu. Przed nią wymagający rok, w którym będzie bronić wielu punktów – obecnie ma na koncie niespełna 11 tysięcy „oczek” i wyraźnie wyprzedza drugą Igę Świątek. Już podczas Australian Open stanie przed wyzwaniem obrony punktów za finał, w którym w poprzednim sezonie uległa Madison Keys.

    – Mecz z Kyrgiosem był dla mnie znakomitym treningiem. Mam nadzieję, że przez kilka dni się zregeneruję i odpocznę. Po tym pojedynku czuję się praktycznie gotowa na nowy sezon – podsumowała Sabalenka, nie kryjąc, że liczy na dobrą grę i kolejne tenisowe emocje w nadchodzących miesiącach.

  • Tak wyszła na mecz z mężczyzną

    Tak wyszła na mecz z mężczyzną

    Sabalenka zrobiła show. Tak wyszła na mecz z mężczyzną

    Aryna Sabalenka weszła na pokazowy mecz z Nickiem Kyrgiosem jak gwiazda boksu. Błyszczący płaszcz, muzyka “Eye Of The Tiger”, show w Dubaju i wyjątkowe zasady. To widowisko wykraczające poza zwykły mecz.

    Aryna Sabalenka zrobiła prawdziwe show jeszcze zanim pojawiła się na korcie. Jej wejście na mecz z Nickiem Kyrgiosem przypominało galę bokserską – w błyszczącym płaszczu i przy dźwiękach “Eye Of The Tiger” porwała publiczność. Już pierwsze sekundy pokazały, że ten wieczór będzie wyjątkowy.

    Liderka światowego rankingu WTA przeszła przez trybuny jak gwiazda. Publiczność wstała z miejsc, a dziesiątki telefonów uniosły się w górę, by uchwycić moment. Stylizacja Sabalenki błyszczała w świetle reflektorów.

    ZOBACZ WIDEO: Fabiański zaskoczył historią z przeszłości. “Podbiegłem i go kopnąłem”

    Muzyczne tło znane z kultowego “Rocky’ego” dodało wejściu kinowego rozmachu. To zresztą ten sam utwór, przy którym przed laty do ringu wchodził Dariusz Michalczewski, a więc skojarzenia z boksem nie były przypadkowe.

    To wszystko było wprowadzeniem do głośnego pokazowego meczu zapowiedzianego jako “bitwa płci”. Spotkanie rozgrywane jest w Coca-Cola Arenie w Dubaju. Australijczyk zapowiadał je jako zabawę, ale i sportowe wyzwanie. – Myślę, że mam naprawdę duże szanse. To będzie świetna zabawa, ale też trochę się denerwuję – zaznaczył.

    Sabalenka podeszła do meczu z pełnym zaangażowaniem. – Uwielbiam stawiać sobie wyzwania i jest to ogromne wyzwanie, szczególnie gra przeciwko Nickowi – facetowi, który jest nieprzewidywalny i szalony – przyznała. Zaznaczyła też, że chce udowodnić swoją siłę, grając przeciwko mężczyźnie.

    Zasady meczu były zmodyfikowane, co podkreśla jego pokazowy charakter. Każdy z graczy ma do dyspozycji tylko pierwszy serwis. Dodatkowo kort po stronie Sabalenki został zmniejszony o 9 procent, by wyrównać różnice fizyczne. Rywalizacja toczy się do dwóch wygranych setów, a ewentualny remis rozstrzygnie super tie-break do 10 punktów.

    Kyrgios wygrał mecz 6:3, 6:3. Choć wynik tego starcia nie ma oczywiście wpływu na rankingi, trudno było przejść obojętnie obok emocji, jakie wywołał. Wideo z wejścia Aryny Sabalenki i jej show można zobaczyć poniżej:

  • Fenomenalny finał w meczu Igi Świątek, ludzie wstawali z miejsc!

    Fenomenalny finał w meczu Igi Świątek, ludzie wstawali z miejsc!

    Fenomenalny finał w meczu Igi Świątek, ludzie wstawali z miejsc!
    Iga Świątek
    Iga Świątek (Foto: IMAGO/NEWSPIX.PL / newspix.pl)

    Iga Świątek dwoiła się i troiła na zakończenie swojego udziału w World Tennis Continental Cup. Wraz z Valenetinem Vacherotem przegrała 4:6, 4:6 z Jeleną Rybakiną i Andriejem Rublewem. Mimo że Polka przez dłuższe fragmenty meczu ciągnęła grę swojego duetu, w szczególności w końcówce, to i tak ma sobie coś do zarzucenia.

    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym

    Polska tenisistka ostatnie trzy dni spędziła w Shenzen, gdzie przygotowuje się do nowego sezonu, który rozpocznie się już za niedługo w Australii. Rywalizuje w turnieju pokazowym World Tennis Continental Cup, w którym Drużyna Europy mierzy się z Drużyną Świata.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    Polecamy: Oto tajemnica Aryny Sabalenki. Aleksander Łukaszenko złożył ofertę nie do odrzucenia

    W piątek i sobotę wiceliderka rankingu WTA walczyła w singlu. Najpierw w hicie gładko poradziła sobie z Jeleną Rybakiną (6:3, 6:3), lecz w następnego dnia niespodziewanie przegrała 2:6, 3:6 z Wang Xinyu. Natomiast w niedzielę Świątek wraz z Valentinem Vacherotem walczyła z Jeleną Rybakiną i Andriejem Rublewem.
    Rywale wykorzystali słabość Igi Świątek

    Spotkanie dużo lepiej rozpoczęli przeciwnicy polsko-monakijskiego duetu. Rybakina i Rublew już na początku wykorzystali słabość Świątek w polu serwisowym i zdobyli przełamanie. Nie oddali go już do końca partii, choć w decydującym gemie para Świątek/Vacherot mieli okazję do doprowadzenia do remisu. Kazaszka i Rosjanin wygrali otwierającego seta 6:4.

    Po krótkiej przerwie rywalizacja znacznie się wyrównała. Oba duety skupiły się przede wszystkim na utrzymaniu własnego podania. Udało się to utrzymać do siódmego gema, kiedy serwowała Polka. Rybakina i Rublew imponowali returnami, z którymi Świątek i Vacherot sobie nie radzili. Kazaszka i Rosjanin wywalczyli przełamanie i byli tylko o krok od końcowego triumfu.

    Ostatecznie Świątek z Vacherotem nie zdołali już nadrobić straty, mimo że Polka w końcówce robiła wszystko, żeby przedłużyć to spotkanie. Po wielu akcjach kibice aż wstawali z miejsc z zachwytu. Natomiast zwycięstwo Rybakiny i Rublewa 6:4, 6:4 oznacza, że Drużyna Świata przed ostatnim starciem singlowym prowadzi z Drużyną Europy 12:7 i na pewno wygra całą rywalizację.

    Zobacz także: Oto co zrobili, żeby Aryna Sabalenka miała łatwiej. Wrze po decyzji o tym meczu

    Świątek już za kilka dni wróci do gry podczas United Cup. Reprezentacja Polski rywalizację w Australii rozpocznie w Sydney 5 stycznia z samego rana.
    Iga Świątek/Valentin Vacherot — Jelena Rybakina/Andriej Rublew 4:6, 4:6