• Jest ogłoszenie ws. Tomasiaka. Tuż przed TCS. Wyrok został wydany

    Jest ogłoszenie ws. Tomasiaka. Tuż przed TCS. Wyrok został wydany

    Ruszyła 74. edycja Turnieju Czterech Skoczni. Polacy w komplecie, a jeden z nich szczególnie przyciąga uwagę

    74. Turniej Czterech Skoczni tradycyjnie otwiera najbardziej emocjonujący etap zimowego sezonu skoków narciarskich. Niedzielne kwalifikacje w Oberstdorfie przyniosły polskim kibicom sporo powodów do zadowolenia – wszyscy reprezentanci Polski zdołali wywalczyć awans do konkursu głównego i serii KO.

    W kwalifikacjach wystąpili Maciej Kot, Kamil Stoch, Piotr Żyła, Paweł Wąsek oraz Kacper Tomasiak i każdy z nich znalazł się w gronie 50 zawodników dopuszczonych do rywalizacji. Zgodnie z zasadami Turnieju Czterech Skoczni, skoczkowie zostali podzieleni na 25 par systemu pucharowego. W drugiej serii zobaczymy 30 zawodników – zwycięzców par oraz pięciu tzw. „szczęśliwych przegranych”.

    Tomasiak na czele polskich nadziei. Tajner widzi w nim potencjał na coś więcej

    Najwięcej uwagi po kwalifikacjach przyciąga jednak najmłodszy z Polaków. Kacper Tomasiak oddał w niedzielę skok na odległość 124 metrów, co dało mu solidny wynik i przepustkę do rywalizacji z Finem Niko Kytosaho w serii KO. 18-latek wyrasta w tym sezonie na najbardziej stabilny punkt biało-czerwonej kadry.

    Były prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner nie ukrywa, że właśnie w Tomasiaku upatruje największych szans Polaków na wysokie lokaty w klasyfikacji generalnej Turnieju Czterech Skoczni.
    – Na dziś wydaje się, że tylko Kacper jest zdolny mierzyć naprawdę wysoko. Widać u niego dużą powtarzalność. Owszem, zdarzają mu się słabsze próby, ale dzieje się to rzadko. Nawet wtedy są to skoki przyzwoite, którym po prostu czegoś brakuje – ocenił Tajner w rozmowie z „WP SportoweFakty”.

    Były sternik PZN zwrócił uwagę na techniczne detale. – Najczęściej problem pojawia się w drugiej fazie lotu. Samo odbicie z progu wygląda bardzo dobrze i trudno się tu do czegokolwiek przyczepić – podkreślał.

    Zdaniem Tajnera młody skoczek może okazać się jednym z największych zaskoczeń turnieju, choć jego niewielkie doświadczenie wciąż pozostaje znakiem zapytania. – Kacper może zakręcić się w okolicach czołowej szóstki. W ostatnim czasie ustabilizował formę mniej więcej na tym poziomie. Trzeba jednak pamiętać, że to bardzo młody zawodnik i jego dyspozycja może jeszcze falować. Na razie nie przeplata dobrych skoków słabszymi, co często zdarza się zawodnikom dopiero wchodzącym do Pucharu Świata – zaznaczył Tajner, dodając na koniec, że mimo wszystko „patrzy na to wszystko z umiarkowanym optymizmem”.

    Poniedziałkowy konkurs w Oberstdorfie pokaże, czy Tomasiak rzeczywiście potwierdzi miano polskiego lidera i czy biało-czerwoni będą w stanie włączyć się do walki o najwyższe cele w prestiżowym Turnieju Czterech Skoczni.

  • Wylądował w celi śmierci, później witali go jak króla. Polak bohaterem TCS

    Wylądował w celi śmierci, później witali go jak króla. Polak bohaterem TCS

    Jeszcze na długo przed erą “Małyszomanii” Polacy mieli w skokach narciarskich zawodników, którzy jak równy z równym rywalizowali z najlepszymi, trwale zapisując się na kartach historii tej dyscypliny. Do tego grona należy m.in. Stanisław Marusarz.

    Skoczek z Zakopanego od najmłodszych lat przejawiał zamiłowanie do gór i sportów zimowych. W 1926 roku wygrał juniorski konkurs na skoczni na Jaworzynce, zdobywając pierwsze profesjonalne narty. W wieku zaledwie 14 lat, mimo początkowego sprzeciwu organizatorów, wystartował w zawodach w Zakopanem. Skok na odległość 44 metrów, będący jego rekordem życiowym, dał mu trzecie miejsce i pozwolił wyprzedzić wielu bardziej doświadczonych rywali.

    Siał postrach na skoczniach. Nagle brutalnie przerwana kariera

    Na arenie międzynarodowej po raz pierwszy głośno zrobiło się o skoczku z Zakopanego w 1935 roku, kiedy zwyciężył w konkursie na skoczni w Planicy. Po zakończeniu rywalizacji ogłoszono chęć bicia rekordu świata – Marusarz uzyskał 97 metrów, co na krótko dało mu ten tytuł. Rok później podczas igrzysk olimpijskich w Garmisch-Partenkirchen rywalizację zakończył na 5. miejscu.

    Do najważniejszych sukcesów Stanisława Marusarza należy srebrny medal mistrzostw świata w Lahti z 1938 roku. Od złotego krążka dzieliło go jedynie 0,3 punktu, a werdykt sędziów wzbudził liczne kontrowersje w środowisku sportowym. Obiecująco rozwijającą się karierę skoczka nagle przerwał wybuch II wojny światowej.

    26-letni Marusarz zamienił narty na długie wyprawy górskie. Dzięki doskonałej znajomości terenu został kurierem tatrzańskim na trasie Zakopane-Budapeszt, przeprowadzając zarówno ludzi, jak i materiały konspiracyjne.

    “Smutne wrażenie robiło Zakopane – życie jakby zatrzymało się w miejscu. Na ulicach spotykało się mało mężczyzn. Początkowo uderzała stosunkowo niewielka liczba umundurowanych Niemców. W miarę upływu tygodni było ich coraz więcej”

    Podczas powrotu do Polski wiosną 1940 roku Marusarz został zatrzymany przez słowacki patrol i przewieziony na posterunek, gdzie funkcjonariusze znaleźli w jego plecaku sporą sumę pieniędzy. Miał zostać przekazany Gestapo, lecz ostatecznie zdołał uciec przez okno.

    Polski skoczek wylądował w celi śmierci. Ten skok uratował mu życie

    W obliczu narastającego terroru Marusarz z żoną próbował uciec na Węgry, lecz zostali zatrzymani na granicy. Po przesłuchaniach i torturach w willi “Palace” w Zakopanem trafił ostatecznie w maju 1940 roku do więzienia przy ul. Montelupich w Krakowie.

    Marusarzowi zaproponowano współpracę, która miała zapewnić mu wolność. W konsekwencji, gdy odmówił podjęcia roli trenera niemieckich skoczków narciarskich, został skazany na karę śmierci. “Nie precyzując dowodów winy, sędzia podał jako przyczynę wyroku śmierci działalność przeciw Rzeszy niemieckiej” – relacjonował we wspominanej książce.

    Polski skoczek zdawał sobie sprawę, że aby przeżyć, musi działać natychmiast. Wraz z Aleksandrem Bugajskim opracował śmiałą ucieczkę. Wygięli kraty w oknach na pierwszym piętrze, co umożliwiło więźniom wydostanie się na zewnątrz. Marusarz wykorzystał swoje umiejętności ze skoczni narciarskich, lądując pewnie na obie nogi i kontynuując ucieczkę. Inni towarzysze nie mieli tyle szczęścia – jeden z nich przy upadku złamał nogę, co zakończyło jego ucieczkę i przypieczętowało wyrok śmierci. Ostatecznie z całej grupy tylko dwóm więźniom udało się wydostać na wolność.

    Po udanej ucieczce Marusarz najpierw wrócił do Zakopanego, a potem przedostał się na Węgry, gdzie spędził resztę wojny, trenując tamtejszych skoczków. Do Polski powrócił w 1945 roku.

    Apoloniusz Tajner: Gdyby tak prosto było wychować skoczka, to mielibyśmy ich wieluPolsat Sport

    Turniej Czterech Skoczni. Stanisław Marusarz zaskoczył cały świat

    Po wojnie Stanisław Marusarz wznowił swoją karierę, dwukrotnie reprezentując Polskę na igrzyskach olimpijskich, choć nie odniósł znaczących sukcesów. W 1957 roku zdecydował się zakończyć sportową karierę.

    Za swoje osiągnięcia w 1966 roku został zaproszony jako gość honorowy na otwarcie konkursu Turnieju Czterech Skoczni w Garmisch-Partenkirchen. Miał wówczas 53 lata i nie brał udziału w oficjalnych zawodach od dziewięciu sezonów.

    “Chciałem przypomnieć Niemcom właśnie w Garmisch-Partenkirchen, pamiętnym z olimpiady w 1936 roku, że żyję, mimo skazania mnie przez okupanta na śmierć, po drugie brawurowym skokiem pragnąłem zdopingować polskich zawodników startujących w Turnieju Czterech Skoczni”

    “Podjąłem się ryzykownej sprawy – skoku bez treningu, bez poznania skoczni, w dodatku w nie swoich butach, na cudzych nartach i w garniturze, zamiast w wygodnym dresie narciarskim” – relacjonował dalej.

    Podczas śmiałej próby Marusarz osiągnął 66 m, wywołując burzę oklasków wśród licznie zgromadzonych widzów. Kibice, porwani emocjami, podbiegli i wynieśli go na rękach, świętując jego wyczyn.

    Wybitny polski skoczek narciarski zmarł w 1993 roku, nosząc pasję do skoków w sercu do samego końca.
    Stanisław Marusarz w locie

    Stanisław Marusarz w locieArchiwum Fundacji Stanisława Marusarzamateriały prasowe
    Stanisław Marusarz

    Stanisław MarusarzNarodowe Archiwum Cyfrowe
    Złoty orzeł jako trofeum w konkursie skoków narciarskich na pierwszym planie, wysoko lecący skoczek narciarski ubrany w niebieski kombinezon na tle gór oraz błękitnego nieba w tle.

    Turniej Czterech Skoczni KERSTIN JOENSSONAFP

  • Możdżonek włożył kij w mrowisko. Wszystko po tym, co zrobiła Sabalenka. “Standardy lewicy”

    Możdżonek włożył kij w mrowisko. Wszystko po tym, co zrobiła Sabalenka. “Standardy lewicy”

    W niedzielę w Dubaju doszło do tenisowej “Bitwy płci”, z której ostatecznie zwycięsko wyszedł Nick Kyrgios. Australijczyk pokonał Arynę Sabalenkę 6:3, 6:3 w pokazowym pojedynku. Dzień po spotkaniu o kąśliwy wpis pokusił się Marcin Możdżonek. Były kapitan siatkarskiej reprezentacji Polski nawiązał do… zarobków Kyrgiosa i Sabalenki, co wywołało liczne reakcje interneutów.
    Kobieta w sportowym stroju z zamkniętymi oczami i wyrazem rozczarowania na twarzy, w prawym górnym rogu okrągłe wstawione zdjęcie mężczyzny w mundurze patrzącego poważnie przed siebie.

    Marcin Możdżonek, Aryna SabalenkaChristopher Pike/Associated Press/East News / Adam Burakowski/East NewsEast News

    Jeden serwis, jedna strona kortu pomniejszona o 9 proc. – w takich warunkach Aryna Sabalenka rywalizowała z Nickiem Kyrgiosem w “Bitwie płci”. Białoruska zawodniczka finalnie zdołała ugrać po trzy gemy w obu setach. Spotkanie to budziło tyle samo zainteresowania, co kontrowersji.

    – On sam nazywa siebie nieprzewidywalnym zawodnikiem, ale szczerze mówiąc, byłam w stanie przewidzieć niemal wszystko. Różnica polegała na tym, że jego możliwości fizyczne są znacznie większe. Jest silniejszy, szybszy, miał lepszą dynamikę. Ale to była fajna zabawa i bardzo dobre przygotowanie do sezonu – mówiła pierwsza rakieta świata po ostatnim gemie.

    Klaudia Zwolińska: Czasami sobie myślę “co tu się dzieje?”Polsat Sport

    Możdżonek uaktywnił się po meczu Sabalenki z Kyrgiosem. “To teraz przewrotnie”

    Starcie Australijczyka z rywalką Igi Świątek zarówno przed, jak i po ostatnim gemie nie przypadło do gustu wielu ekspertom. Dawid Celt nazwał je “czysto komercyjnym eventem, który nie miał żadnego przesłania”. Inni dziennikarze pisali, że po takim meczu Sabalenka zrobiła “niedźwiedzią przysługę” kobiecemu tenisowi, którego środowisko domaga się wyrównania zarobków względem mężczyzn.

    Kwestię finansów w mediach społecznościowych poruszył… Marcin Możdżonek. Prezes Naczelnej Rady Łowieckiej i były siatkarz udostępnił wpis o treści: “Nick Kyrgios (ATP #671) pokonał liderkę rankingu WTA Arynę Sabalenkę (№1) 6-3, 6-3 w pokazowym meczu ‘Battle of the Sexes’ w Dubaju. Ciekawe co na to politycy Lewicy, którzy w imię poprawności politycznej wciskają facetów w sporty kobiece”.

    Oprócz tego dodał własny komentarz: “To teraz przewrotnie: czy Nick Kyrgios powinien od teraz otrzymywać takie samo wynagrodzenie, jak Aryna Sabalenka?” – napisał, odnosząc się do obecnego poziomu sportowego obu zawodników.

    Przypomnijmy, Białorusinka przystępowała do pojedynku z Kyrgiosem w pełnym przygotowaniu przed nowym sezonem, jako liderka światowego rankingu. Australijczyk natomiast czas świetności tenisowej najprawdopodobniej ma już za sobą. Obecnie najczęściej możemy zobaczyć go w pokazowych zawodach i pojedynczych turniejach z touru ATP, o czym świadczy jego 671. miejsce w rankingu.

    To jednak nie przeszkodziło mu w pokonaniu Sabalenki, która w ostatnim sezonie była najlepszą tenisistką w damskim tenisie i na korcie zgarnęła krocie. “Ona grała na korcie o 9% mniejszym, a więc wg standardów lewicy jego warunki pracy były gorsze od warunków jego przeciwniczki. Wykonał trudniejszą pracę = wyższe zarobki” – czytamy w jednym z komentarzu pod wpisem Możdżonka.
    Kobieta w sportowym stroju trzymająca piłkę tenisową oraz mężczyzna w sportowym ubraniu siedzący na ławce, oboje w otoczeniu widowni podczas wydarzenia sportowego.

    Aryna Sabalenka i Nick Kyrgios zmierzą się w “Bitwie Płci”DIMITAR DILKOFF / AFP, WILLIAM WEST/AFPEast News
    Tenisistka w czarnej sportowej sukience ze zmęczonym wyrazem twarzy stoi z zamkniętymi oczami i rękami opartymi na biodrach na korcie tenisowym, w tle rozmyte sylwetki widzów.

    Aryna Sabalenka podczas meczu z Nickiem KyrgiosemAmr Alfiky – Pool / Getty ImagesGetty Images
    Dwójka sportowców na tle kortu tenisowego. Mężczyzna w sportowym stroju i czapce skierowanej daszkiem do tyłu rozmawia lub komentuje, natomiast kobieta wyraża silne emocje, trzymając ręce przy twarzy i mając lekko załzawione oczy.

    Nick Kyrgios i Aryna Sabalenka rywalizowali ze sobą w DubajuAdrian DENNIS / AFP / AL BELLO / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

  • Djoković nie ukrywał wzruszenia po przemowie Ronaldo. “Spełnienie marzeń”

    Djoković nie ukrywał wzruszenia po przemowie Ronaldo. “Spełnienie marzeń”

    W niedzielę 28 grudnia w stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich odbyła się wielka gala Globe Soccer Awards. Podczas niej wręczono szereg nagród. Między innymi najlepszym piłkarzem świata został wybrany Ousmane Dembele, a jego klub PSG uznano za najlepszą drużyną mijającego roku. Ale ten wieczór należał nie tylko do piłkarzy. Show w Dubaju skradł Novak Djoković.
    Ronaldo/Dojković
    Screenshot beIN Sports YT

    Impreza nie była wydarzeniem wyłącznie piłkarskim. Wybitny serbski tenisista Novak Djoković został uhonorowany w specjalny sposób – to właśnie jemu przyznano pierwszą w historii Globe Soccer Awards nagrodę za całokształt dokonań sportowych. Wyróżnienie wręczał mu sam Cristiano Ronaldo.

    Zobacz wideo Oto cała prawda o talencie Lewandowskiego. “Ktoś, kto to mówił, po prostu kłamie”

    “To spełnienie marzeń”. Djoković i Ronaldo na jednej scenie

    Zarówno Djoković, jak i Cristiano Ronaldo to giganci współczesnego sportu. Ludzie, którzy wyznaczali – i robią to nadal – trendy w swoich dyscyplinach. Postacie nietuzinkowe, od których można się wiele nauczyć: determinacji w dążeniu do celu, chęci wygrywania bez względu na okoliczności, pracowitości.

    Wydarzenie w Dubaju podczas Globe Soccer Awards było wielkim ukłonem dla osiągnięć ich obu. Ale tego wieczoru to Djoković był jedną z ważniejszych postaci gali.

    – Dla mnie Novak jest przykładem długowieczności. Mamy podobną historię. Zasługuje na tę nagrodę, ponieważ jest przykładem dla poprzedniego pokolenia, obecnego i przyszłego – powiedział Ronaldo po wręczeniu nagrody serbskiemu tenisiście.

    Szacunek był obopólny, a Novak Djoković w komplementach nie pozostał dłużny Ronaldo, podkreślając “niezłomną motywację” piłkarza saudyjskiego Al-Nassr.

    – Jestem bardzo wdzięczny, że mogę usłyszeć te słowa od niego i nazwać go moim przyjacielem. Widzisz kogoś, kto wygrał wszystko, a mimo to wciąż chce więcej. Chociaż uprawiamy różne sporty, możemy się wspierać i pokazywać przyszłym pokoleniom, że nie ma granic.

    Djoković był wyraźnie wzruszony podczas odbierania specjalnego wyróżnienia. – To była niespodzianka. Otrzymanie nagrody od legendy sportu, takiej jak Cristiano, to spełnienie marzeń. Bardzo kocham piłkę nożną i jestem tutaj, aby świętować niesamowity rok ze wszystkimi gwiazdami, które tu są. Uwielbiam poważny wyraz twarzy Cristiano, kiedy mówił, że zdobędzie 1000 bramek. On naprawdę w to wierzy.

    38-letni Serb przyznał, że nagroda jest dla niego niezwykle cenna: – To wyróżnienie niesie ze sobą potężny przekaz. Sport może zmieniać życie. Kiedy Cristiano mówi, że osiągnie 1000 goli, widać siłę umysłu. Umysł kontroluje wszystko – podkreślił Djoković.

    4. tenisista świata w najnowszym rankingu ATP nadal bardzo poważnie podchodzi do rywalizacji na korcie. Jego celem jest wywalczenie 25. tytułu Wielkiego Szlema, a okazją będzie zbliżający się turniej Australian Open. Wcześniej, bo w dniach 12-17 stycznia Djoković powalczy o wygraną w pierwszym turnieju sezonu w Adelajdzie.

  • To już definitywny koniec, Szeremeta publicznie potwierdza. Zostały ostatnie dni

    To już definitywny koniec, Szeremeta publicznie potwierdza. Zostały ostatnie dni

    Zbliża się symboliczny moment w karierze Julii Szeremety. Utalentowana pięściarka wkrótce definitywnie pożegna się ze statusem młodzieżowca. Choć 23. urodziny obchodzi dopiero w sierpniu przyszłego roku, w sporcie liczy się cały rocznik – a to oznacza zamknięcie jednego etapu i pełne skupienie się wyłącznie na rywalizacji seniorskiej. O swoich planach i nadchodzących startach zawodniczka opowiedziała niedawno w programie „Dzień dobry TVN”.

    Końcówka mijającego roku była dla Szeremety wyjątkowo udana. Podczas młodzieżowych mistrzostw Europy w boksie, rozegranych na Węgrzech, sięgnęła po złoty medal, powtarzając sukces sprzed dwóch lat. Tym razem triumf miał jednak szczególny smak – był bowiem ostatnim młodzieżowym tytułem w jej karierze. Zbliżający się limit wieku sprawia, że więcej w juniorskich i młodzieżowych zawodach już nie wystąpi.

    – Fajnie, że jest to złoto na zakończenie – mówiła z radością w rozmowie z mediami Polskiego Związku Bokserskiego.

    Ten ważny kamień milowy Julia potwierdziła również na antenie telewizji. Tuż po świętach Bożego Narodzenia pojawiła się w „Dzień dobry TVN”, gdzie opowiedziała o zamykającym się rozdziale i zdradziła szczegóły dotyczące najbliższej przyszłości.

    Od stycznia Julia Szeremeta będzie już traktowana wyłącznie jako seniorka. To właśnie dlatego ostatnie złoto młodzieżowych mistrzostw Europy miało dla niej tak ogromne znaczenie. – Bardzo się cieszę z tych mistrzostw Europy, gdzie wróciłam po igrzyskach, po roku przerwy, i zdobyłam złoty medal. Tym bardziej, że to mój ostatni rok jako młodzieżowca – podkreśliła w programie śniadaniowym.

    Przejście do rywalizacji seniorskiej nie budzi w niej jednak obaw. Wręcz przeciwnie – to środowisko, do którego jest już doskonale przyzwyczajona. – Większość walk toczę z seniorkami, starszymi dziewczynami. Startuję w seniorskich mistrzostwach Europy i świata, więc nie jest to dla mnie nic nowego – wyjaśniła.

    Po intensywnym sezonie znalazł się też czas na chwilę oddechu. W maju oraz w grudniu Szeremeta pozwoliła sobie na krótką przerwę od ringu, a urlop spędziła w Egipcie, gdzie mogła zregenerować siły i „naładować baterie”. Teraz wraca do obowiązków – przed nią m.in. udział w Gali Mistrzów Sportu oraz przygotowania do kolejnych wyzwań.

    Najważniejszym celem na nadchodzący sezon będą seniorskie mistrzostwa Europy, zaplanowane na wrzesień. To jednak nie wszystko. W kalendarzu Julii znalazły się także trzy prestiżowe turnieje Pucharu Świata. – Przed nami zawody w Brazylii, Uzbekistanie i Chinach. W tym roku chcę skupić się na mocnym rozwoju, poprawie techniki i systematycznym budowaniu formy – zapowiedziała.

    Terminy tych startów są już znane. Puchar Świata w Brazylii odbędzie się w kwietniu, w Chinach – w czerwcu, natomiast rywalizacja w Uzbekistanie zaplanowana jest na listopad. Pierwsze ringowe starcia w nowym, w pełni seniorskim rozdziale kariery Julii Szeremety zbliżają się więc wielkimi krokami.

  • Nawrocki rozmawiał z Trumpem. Ujawniono kulisy rozmowy. “W ostatniej chwili”

    Nawrocki rozmawiał z Trumpem. Ujawniono kulisy rozmowy. “W ostatniej chwili”

    Kulisy rozmowy Karola Nawrockiego z Donaldem Trumpem. Wiceszef MSZ ujawnia szczegóły

    Wiceszef Ministerstwa Spraw Zagranicznych Marcin Bosacki ujawnił kulisy międzynarodowej wideokonferencji z udziałem prezydenta Karola Nawrockiego oraz Donalda Trumpa. Jak podkreślił, decyzja o tym, kto będzie reprezentował Polskę w rozmowie z Amerykanami, zapadła dosłownie w ostatniej chwili i nie była wcześniej uzgadniana ze stroną rządową.

    Nagła zmiana po stronie amerykańskiej

    Do rozmowy doszło 28 grudnia, dzień po spotkaniu prezydenta USA z Wołodymyrem Zełenskim. W programie „Gość poranka” na antenie TVP Info Marcin Bosacki relacjonował, że w zdecydowanej większości tego typu formatów Polskę reprezentuje premier Donald Tusk. Tym razem jednak Amerykanie postąpili inaczej.

    – W ponad 90 procentach takich rozmów uczestniczy Donald Tusk. Natomiast w przypadku strony amerykańskiej to już nie pierwszy, lecz bodaj trzeci raz, gdy zmieniono rozmówcę z Polski – mówił wiceszef MSZ. Jak dodał, jeszcze w sobotę premier brał udział we wszystkich przygotowaniach do planowanego szczytu, konsultował się z ukraińskimi i europejskimi partnerami, a także rozmawiał z Wołodymyrem Zełenskim.

    – Do soboty wieczorem to premier uczestniczył we wszystkich ustaleniach. Tymczasem w ostatniej chwili Amerykanie zadzwonili do prezydenta, a nie do premiera – podkreślił Bosacki.

    Brak pełnej koordynacji i notatki z rozmowy

    Zdaniem wiceszefa MSZ sytuacja ta pokazuje, że po stronie polskiej konieczna jest lepsza koordynacja działań pomiędzy najważniejszymi ośrodkami władzy. Bosacki zaznaczył również, że nie tylko Polska była reprezentowana w tym formacie inaczej niż zwykle – w rozmowie nie uczestniczyli m.in. premierzy Szwecji i Holandii.

    Na razie do Ministerstwa Spraw Zagranicznych nie trafiła jeszcze oficjalna notatka z rozmowy, w której brał udział Karol Nawrocki. – Trudno sobie wyobrazić, by jej nie było, bo były to bardzo istotne rozmowy. Ta wideokonferencja, choć krótka, miała znaczenie, ponieważ przekazano europejskim liderom informacje o ustaleniach ze spotkania Trump–Zełenski – zaznaczył Bosacki. Jak dodał, dokument może dotrzeć do MSZ jeszcze w poniedziałek.

    Rozmowy o pokoju w Ukrainie

    Wideokonferencja dotyczyła przede wszystkim trwających rozmów pokojowych, których celem jest zakończenie wojny wywołanej przez rosyjską agresję na Ukrainę. Europejscy przywódcy omawiali aktualny stan negocjacji oraz dalsze możliwe kroki dyplomatyczne.

    W wydanym oświadczeniu Kancelaria Prezydenta podkreśliła, że Karol Nawrocki zwrócił uwagę na duże zaangażowanie Donalda Trumpa w proces pokojowy. – Dzisiejsza rozmowa pokazuje, że wszelkie ustalenia dotyczące pokoju i bezpieczeństwa w regionie muszą zapadać w gronie wszystkich zainteresowanych stron. Determinacja strony amerykańskiej oraz jedność państw europejskich dają realną szansę na zakończenie wojny wywołanej przez Federację Rosyjską – przekazano w komunikacie.

    Co dalej? Plany Donalda Trumpa

    Donald Trump zapowiedział, że po zakończeniu rozmów z europejskimi liderami oraz po spotkaniu z Wołodymyrem Zełenskim planuje ponowny kontakt z Władimirem Putinem. Amerykański prezydent ma kontynuować negocjacje, których celem jest wypracowanie trwałego porozumienia pokojowego.

    Jak zapowiedziano, w styczniu w Waszyngtonie ma się odbyć spotkanie delegacji Stanów Zjednoczonych, państw europejskich oraz Ukrainy, które ma nadać dalszy bieg rozmowom dotyczącym przyszłości regionu i zakończenia wojny.

  • PiS wróci do władzy? Sondaż nie pozostawia wątpliwości. Politolog wskazał trzy czynniki

    PiS wróci do władzy? Sondaż nie pozostawia wątpliwości. Politolog wskazał trzy czynniki

    Czy PiS ma realne szanse na powrót do władzy? Nowy sondaż i opinia politologa

    Prawo i Sprawiedliwość może wygrać wybory parlamentarne w 2027 roku – tak wynika z najnowszego sondażu przeprowadzonego dla „Super Expressu”. Ponad połowa ankietowanych uważa, że partia Jarosława Kaczyńskiego ponownie przejmie stery rządów. Politolog prof. Kazimierz Kik wskazuje trzy czynniki, które mogą sprzyjać zmianie władzy, ale jednocześnie zwraca uwagę na poważne zagrożenie, które może zahamować ten scenariusz.

    Większość badanych wierzy w zwycięstwo PiS

    Instytut Badań Pollster w dniach 6–7 grudnia zapytał 1008 pełnoletnich Polaków, czy ich zdaniem Prawo i Sprawiedliwość wróci do władzy po wyborach parlamentarnych w 2027 roku. Odpowiedź „tak” wskazało 53 proc. respondentów, natomiast 47 proc. było przeciwnego zdania. Wynik ten pokazuje, że mimo utraty władzy PiS nadal pozostaje realnym graczem w walce o zwycięstwo wyborcze.

    Zdaniem prof. Kazimierza Kika istnieją trzy kluczowe czynniki, które mogą sprzyjać powrotowi PiS do rządzenia. Po pierwsze, trwająca wojna w Ukrainie wzmacnia w społeczeństwie poczucie zagrożenia i niepewności. Po drugie, rosnący wpływ ruchu MAGA w Stanach Zjednoczonych, promującego populistyczną narrację, może oddziaływać także na polskich wyborców, którzy tradycyjnie postrzegają USA jako strategicznego sojusznika. Po trzecie, politolog zwraca uwagę na słabą pozycję koalicjantów Koalicji Obywatelskiej, co może osłabiać cały obóz rządzący.

    Wewnętrzne konflikty mogą zaszkodzić PiS

    Ekspert podkreśla jednak, że zwycięstwo PiS wcale nie jest przesądzone. Jednym z największych zagrożeń dla partii są narastające konflikty wewnętrzne. Jak informowała „Gazeta Wyborcza”, w ostatnim czasie w PiS doszło do wyraźnego podziału na zwolenników Mateusza Morawieckiego oraz jego przeciwników.

    Spór stał się widoczny m.in. po wypowiedziach Jacka Kurskiego, który skrytykował zarówno wywiad byłego premiera dla Gazeta.pl, jak i działania części posłów PiS promujących Morawieckiego jako lidera prawicy i przyszłego szefa rządu. Kurski ironicznie skomentował te ambicje, pisząc: „Sny o powrocie na fotel premiera PMM to rzecz w polityce dopuszczalna. Mogą bawić, ale nie bolą”.

    Sondaże pokazują wzrost poparcia

    Dodatkowym argumentem przemawiającym za tym, że PiS liczy się w walce o władzę, są najnowsze sondaże partyjne. Badanie „Super Expressu” z początku grudnia pokazało, że poparcie dla PiS wzrosło w porównaniu z połową listopada o 2,08 punktu procentowego – z 28,86 do 30,94 proc.

    Liderem sondażu pozostaje jednak Koalicja Obywatelska, na którą chce głosować 34,64 proc. badanych (wzrost o 1,09 pkt proc.). Podobne wyniki przyniósł sondaż Ogólnopolskiej Grupy Badawczej dla Wirtualnej Polski. Zgodnie z nim zwycięstwo przypadłoby Koalicji Obywatelskiej (35,29 proc.), a PiS zajęłoby drugie miejsce z poparciem na poziomie 31,21 proc.

    Walka o władzę wciąż otwarta

    Choć sondaże i opinie ekspertów pokazują, że Prawo i Sprawiedliwość ma realne szanse na powrót do rządzenia, wiele zależy od tego, czy partia zdoła opanować wewnętrzne spory i zaprezentować spójną wizję przyszłości. Najbliższe miesiące mogą okazać się kluczowe dla układu sił na polskiej scenie politycznej.

  • Świątek ledwo dotarła do Australii, a tu takie sceny. Tak ją potraktowali

    Świątek ledwo dotarła do Australii, a tu takie sceny. Tak ją potraktowali

    Po intensywnym sezonie, krótkim urlopie i pokazowym występie w Chinach Iga Świątek rozpoczęła nowy rozdział swojej tenisowej podróży. Polska gwiazda dotarła do Sydney, gdzie na start czeka ją United Cup, a już na lotnisku została przywitana wyjątkowym prezentem, który wywołał uśmiech na jej twarzy.
    Tenisistka w białym topie i czerwonej spódniczce stoi na korcie z rakietą w dłoni, w tle widoczna publiczność. W lewym górnym rogu zdjęcie wstawione w kółku przedstawia kobiety trzymającą białego pluszowego misia.

    Iga Świątek zameldowała się w Australiivideo Associated Press, Tomasz JedrzejowskiReporter

    Ostatni sezon Igi Świątek był pełen intensywnych emocji, sportowych wyzwań i gry na najwyższym światowym poziomie. Liderka polskiego tenisa przez wiele miesięcy rywalizowała niemal bez wytchnienia, walcząc w najważniejszych turniejach i potwierdzając swoją pozycję w światowej czołówce. Długi i wymagający rok oznaczał setki godzin spędzonych na korcie, podróże między kontynentami oraz ogromną presję, z jaką mierzą się tylko najlepsi sportowcy globu.

    Po zakończeniu sezonu Świątek pozwoliła sobie jednak na krótką przerwę. Choć urlop nie był długi, dał jej moment na złapanie oddechu i regenerację przed kolejnymi wyzwaniami. Święta spędziła częściowo na pokładzie samolotu, a następnie w Chinach, gdzie wzięła udział w pokazowym turnieju WTCC w Shenzhen. Występ ten był nie tylko sportowym sprawdzianem, ale też okazją do podtrzymania rytmu meczowego przed startem nowego sezonu.

    Tak powitano Igę Świątek w Australii. Piękne obrazki

    Zaraz po pobycie w Azji Iga Świątek ponownie wsiadła do samolotu, tym razem obierając kierunek na Australię. Polska gwiazda dotarła już do Sydney, gdzie rozpocznie sezon 2025 startem w prestiżowych rozgrywkach United Cup. Po przylocie udzieliła krótkiego wywiadu, nie kryjąc radości z powrotu na antypody. Przyznała, że najbardziej potrzebuje teraz dobrej kawy, z której Sydney słynie. Nie było to jednak jedyne marzenie Polki.

    “Mam wrażenie, że powietrze jest tutaj inne. Cieszę się, że spędzę teraz dużo czasu na powietrzu, bo ostatni miesiąc spędziłam głównie w pomieszczeniach. W moim kraju jest teraz pewnie minus pięć stopni. Dlatego chcę teraz pocieszyć się słońcem i pogodą” – wyznała.

    Świątek po przylocie do Australii przekonała się, że kibice wciąż z zapartym tchem śledzą jej poczynania i pałają do niej sympatią. Już na lotnisku czekała na nią miła niespodzianka – nasza zawodniczka otrzymała bowiem sympatyczny prezent, a mianowicie pluszowego misia koalę o imieniu Cookie. Ten drobny gest wywołał u Polki szczery uśmiech i był ciepłym powitaniem przed kolejnym rozdziałem sezonu.

    Iga Świątek rozpoczęła pobyt w Australii od prezentu. „Dobra kawa. Tego mi teraz potrzeba”© 2025 Associated Press

    W Australii Świątek ponownie połączy siły z Hubertem Hurkaczem w reprezentacji Polski. Po dwóch finałach United Cup przegranych z Niemcami i USA Biało-Czerwoni znów spróbują sięgnąć po triumf. Pierwszy mecz rozegrają 5 stycznia, a apetyt na zwycięstwo jest większy niż kiedykolwiek.
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP / Foto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekAKPA
    Zawodniczka tenisowa w czarno-różowym stroju i różowej czapce okazuje radość po zdobyciu punktu, ściskając pięść i patrząc z determinacją w stronę boiska.

    Iga ŚwiątekAFP

  • Radosław Sikorski opublikował zdjęcie Karola Nawrockiego. “Ja bym nie pojechał”

    Radosław Sikorski opublikował zdjęcie Karola Nawrockiego. “Ja bym nie pojechał”

    Wystąpienie prezydenta Karola Nawrockiego na uroczystościach 107. rocznicy wybuchu powstania wielkopolskiego w Poznaniu wywołało kolejne spięcia z premierem Donaldem Tuskiem i szefem MSZ Radosławem Sikorskim. — Polska wspólnota narodowa jest otwarta na Zachód, ale też gotowa do obrony zachodniej granicy Rzeczpospolitej, o czym wiedzieli powstańcy wielkopolscy — mówił prezydent w Poznaniu.

    Na słowa te zareagował w niedzielę Donald Tusk. “Prezydent Nawrocki znowu wskazał Zachód jako główne zagrożenie dla Polski. To jest istota sporu między antyeuropejskim blokiem (Nawrocki, Braun, Mentzen, PiS) a naszą Koalicją. Sporu śmiertelnie poważnego, sporu o nasze wartości, bezpieczeństwo, suwerenność. Wschód albo Zachód” — napisał premier na platformie X.

    Co powiedział Karol Nawrocki w Poznaniu?

    Jak zareagował Donald Tusk na słowa Nawrockiego?

    Jakie zdjęcie opublikował Radosław Sikorski?

    Co Sikorski napisał o muzeum w Moskwie?

    Prezydent nie pozostał obojętny na wpis Tuska. “Panie Premierze, trudno uwierzyć, że kończyliśmy ten sam wydział — historyczny. Pan ma pretensje do Bolesława Chrobrego, że walczył na wschodzie i na zachodzie, i do Powstańców Wielkopolskich, że walczyli o Polskę z Niemcami (to też zachód)? Istota sporu jest raczej taka, że Premier nie potrafi słuchać ze zrozumieniem, albo celowo szuka konfliktu, bo Mu się budżet, służba zdrowia etc. nie spina. Aaa, o zagrożeniu ze wschodu to ja już mówiłem, jak Pan Premier spacerował po molo i tulił Rosję, jaką jest 😉 I mówię nadal — ale nie przy okazji Powstania Wielkopolskiego, to nie ten wątek” — odpowiedział Karol Nawrocki w serwisie X.
    Jak zareagował Radosław Sikorski?

    Teraz do sporu włączył się szef MSZ. Radosław Sikorski opublikował w sieci zdjęcie Karola Nawrockiego, gdy jako dyrektor Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku odwiedził Moskwę. Do wizyty w propagandowym Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej doszło w lipcu 2018 r.

    Minister fotografię z prezydentem opatrzył kąśliwym komentarzem. “Po Anschlussie Krymu ja bym nie pojechał do muzeum propagującego stalinowską wersję drugiej wojny światowej” — napisał.

    Zobacz także:

    Radosław Sikorski zwrócił się do Karola Nawrockiego. “Pragnę pana uspokoić”
    Nawrocki zabrał głos po rozmowie z Zełenskim i Trumpem. Zwrócił się do Tuska
    Wołodymyr Zełenski nie wytrzymał. Tak zareagował, gdy Trump mówił o Putinie [NAGRANIE]

  • Tak potraktowali Igę Świątek na lotnisku w Australii

    Tak potraktowali Igę Świątek na lotnisku w Australii

    Świątek ledwo zjawiła się na lotnisku w Australii. Tak ją potraktowali

    Iga Świątek zameldowała się w Australii! Nasza tenisistka doleciała na miejsce, gdzie wkrótce oficjalnie rozpocznie nowy sezon. Na lotnisku czekali na nią dziennikarze, z którymi witała się wyjątkowo ciepło. Nie zabrakło też dość zabawnej sceny. Na pytanie, za czym najbardziej tęskniła w Australii, odpowiedziała z brutalną szczerością. – Dobrą kawą. I właśnie teraz jej potrzebuję – śmiała się.
    Iga Świątek
    https://www.youtube.com/watch?v=2A08oY8Zil8

    Iga Świątek miniony weekend spędziła w Chinach, by już teraz przenieść się do Australii. W niedzielę nasza najlepsza tenisistka grała w parze z Valentiem Vacherotem przeciwko Jelenia Rybakinie i Andriejowi Rublowowi (przegrała 4:6, 4:6) w ramach pokazowego turnieju w Shenzhen, a niedługo później udała się na samolot. Na lotnisku czekało ją serdeczne przywitanie.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    Tak wyglądała Świątek po przylocie do Australii. “Pewnie to teraz widzicie”

    Nagraniem z przybycia Świątek podzieliła się redakcja SoTennis, której udało się zapytać ją, jak nasza tenisistka czuje się po podróży. – Dobrze. Nie mogę się doczekać powrotu do Sydney. Jestem szczęśliwa, że tu jestem, bo to coś jak powrót do domu po tylu latach przyjeżdżania tutaj. Chcę odwiedzić tu moje ulubione miejsca, trochę odpocząć i potrenować, zanim zaczniemy – powiedziała.

    W trakcie rozmowy padło też pytanie, za czym najbardziej tęskniła w Australii. – Dobrą kawą. I właśnie teraz jej potrzebuję. Pewnie to teraz po mnie widzicie – wypaliła wprost i zaczęła się śmiać. I rzeczywiście tenisistka wyglądała na trochę zmęczoną i miała lekko podkrążone oczy. Mimo to tryskała dobrym humorem.
    Świątek ma nowego “kolegę”. “Kocham go”

    Rzeczy, które podobają jej się w tym kraju, jest bowiem więcej. – Dobra kawa, dobre jedzenie i czuję, że powietrze jest tutaj jakieś inne. Nie mogłam się doczekać spędzania czasu na dworze, bo w ostatnich miesiącach byłam głównej wewnątrz. Gdy wróciłam do domu, było ok. -5 stopni, więc cieszę się słońcem i pogodą – odpowiedziała, wracając do tematu.

    W trakcie pobytu w Australii Świątek czeka przede wszystkim występ w wielkoszlemowym Australian Open. Rywalizacja w nim potrwa od 12 stycznia do 1 lutego. Wcześniej 24-latka wspólnie z reprezentacją Polski zagra w drużynowym turnieju United Cup. Będzie tam mogła liczyć na dodatkowe wsparcie. Jej “talizmanem”, będzie Cookie, czyli pluszowy koala. – Jeszcze nie przedstawiłam go zespołowi, ale zobaczymy, czy stanie się naszą maskotką drużyny. Kocham go i na pewno ze mną zostanie – powiedziała.