• Tak rywalka potraktowała Sabalenkę. Mówi wprost. “Nie obchodzi mnie to”

    Tak rywalka potraktowała Sabalenkę. Mówi wprost. “Nie obchodzi mnie to”

    Aryna Sabalenka nie dała żadnych szans Marcie Kostiuk w finale turnieju WTA 500 w Brisbane. Najlepsza tenisistka świata pewnie wygrała z Ukrainką 6:4, 6:3. Po meczu nie zabrakło kontrowersji, związanych z odmową podania ręki Białorusince przez Kostiuk.
    Sabalenka i Kostiuk po finale w Brisbane 2026

    Finał turnieju w Brisbane trwał godzinę i 20 minut. Sabalenka pokazała, że na początku sezonu jest mocna i będzie główną faworytką rozpoczynającego się już 12 stycznia Australian Open. Tymczasem po spotkaniu finałowym z Kostiuk nie zabrakło kontrowersji. Po meczu głos w tej sprawie zabrała Białorusinka.

    Zobacz wideo Boruc szczerze o swoich problemach: Mówię tutaj o jakichś dziwnych rzeczach i używkach

    Aryna Sabalenka reaguje na zachowanie Marty Kostiuk. “Co mogę zrobić? Nie przeszkadza mi to. Nie obchodzi mnie to”

    Sabalenka w Brisbane nie straciła choćby jednego seta. Nie inaczej było także w starciu na koniec rywalizacji przeciwko rewelacji turnieju, Marcie Kostiuk. Ta druga po spotkaniu w poruszającej przemowie poruszyła temat wojny w Ukrainie.

    – Chcę powiedzieć kilka słów o Ukrainie. Każdego dnia gram z bólem w sercu. Tysiące ludzi są teraz bez prądu i ciepłej wody. Na zewnątrz jest minus 20 stopni, więc życie w takiej rzeczywistości każdego dnia jest bardzo, bardzo trudne. A tutaj, w Brisbane, jest bardzo gorąco, więc trudno to sobie nawet wyobrazić. Moja siostra śpi pod trzema kocami, bo w domu jest tak zimno. Dlatego byłam bardzo wzruszona i szczęśliwa, widząc w tym tygodniu tak wielu ukraińskich kibiców i flag – zaznaczyła 26. rakieta świata.

    Do tych słów Kostiuk w żaden sposób nie odniosła się później Sabalenka. Białorusinka nieco bardziej wylewna była po zejściu z kortu. Na pomeczowej konferencji prasowej została zapytana o postawę ukraińskich sportowców, którzy po wywołaniu wojny przez Rosję (z pomocą Białorusi) odmawiają podania ręki sportowcom z krajów-agresorów. Co na to Sabalenka?

    – Cóż, takie jest ich stanowisko. Co mogę zrobić? Nie przeszkadza mi to. Nie obchodzi mnie to. Kiedy wchodzę na kort, skupiam się wyłącznie na tenisie i sporcie – powiedziała najlepsza tenisistka świata.

    – Kiedy wychodzę na kort, myślę o swoim tenisie i o tym, co muszę zrobić, żeby wygrać. Nie ma znaczenia, czy to Marta Kostiuk czy Jessica Pegula. Nadal wychodzę na kort, daję z siebie wszystko i walczę o trofeum. Nie mam nic do udowodnienia. Wychodzę i po prostu rywalizuję jak sportowiec – podkreśliła Sabalenka.

    Zobacz też: Tuż po finale Świątek podeszła do mikrofonu. Zabrakło słów

    Triumf Sabalenki w Brisbane był jej 22. zwycięstwem w głównym cyklu. Już 12 stycznia zaczyna się Australian Open, który potrwa do 26 stycznia. Czy Białorusinka trzeci raz w karierze wygra australijski turniej wielkoszlemowy?

  • Cały świat trąbi o sukcesie Polaków w United Cup! Nagle te słowa o Świątek

    Cały świat trąbi o sukcesie Polaków w United Cup! Nagle te słowa o Świątek

    Tenisowa reprezentacja Polski w niedzielę po raz pierwszy mogła cieszyć się ze zwycięstwa w United Cup. Chociaż w składzie biało-czerwonych znaleźli się Iga Świątek i Hubert Hurkacz, to światowe media w swoich relacjach szczególnie podkreślają wkłada w ten sukces pary mieszanej, Katarzyny Kawy i Jana Zielińskiego. Nie brakuje też obaw o stan zdrowia raszynianki.
    Polacy z pucharem United Cup

    Iga Świątek w półfinale i finale nie była sobą. Najpierw gładko uległa Coco Gauff, a następnie, po zwycięstwie w premierowej partii z Belindą Bencić 6:3, w dwóch kolejnych praktycznie nie istniała, ulegając 0:6, 3:6. Swoje zrobił za to Hubert Hurkacz, choć i on nie miał łatwej przeprawy z 40-letni Stanem Wawrinką. Wrocławianin wygrał ostatecznie 6:3, 3:6, 6:3 i umożliwił Biało-Czerwonym walkę do końca o sukces w United Cup.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany

    Na decydujące spotkanie na kort wyszli Katarzyna Kawa oraz Jan Zieliński. Helweci postawili zaś na Bencić, niepokonaną do tej pory w tej imprezie oraz Jakuba Paula. Polacy szybko pokazali, kto tu będzie rozdawał karty i triumfowali w dwóch odsłonach 6:4, 6:3. Dla naszej ekipy to pierwszy triumf w tych zawodach od debiutu przed czterema laty. W sezonie 2024 i 2025 Świątek i spółka ulegali w finale Amerykanom i Niemcom. Światowe media w swoich relacjach są zgodne – podczas gdy singliści miewali słabsze momenty, na wysokości zawsze stawała polska para mieszana!
    “L’Equipe”: Niezwykły sukces polskiego miksta

    “Po dwóch triumfach Stanów Zjednoczonych i sukcesie Niemców reprezentacja Polski dołączyła do grona zwycięzców United Cup, turnieju drużyn mieszanych rozgrywanego na początku sezonu. W finale biało-czerwoni pokonali Szwajcarię 2-1. O losach rywalizacji decydował mecz miksta” – napisano w relacji francuskiego “L’Equipe”.

    “Belinda Bencić zapewniła Szwajcarkom idealny start, pokonując Igę Świątek, jednak Hubert Hurkacz odpowiedział zwycięstwem ze Stanem Wawrinką. […] Następnie, w walce o tytuł, Katarzyna Kawa i Jan Zieliński ostatecznie pokonali Belindę Bencic i Jakuba Paula” – dodano, chwaląc naszego miksta.

    “W trakcie całego turnieju Katarzyna Kawa i Jan Zieliński osiągnęli niezwykły sukces, wygrywając wszystkie swoje mecze (dwa w fazie grupowej i trzy w fazie pucharowej), w tym trzy decydujące o tytule” – czytamy.

    Ciepłe słowa pod adresem pary mieszanej płyną też z serwisu tennis.com. “Po zajęciu dwóch drugich miejsce w poprzednich edycjach, Polska w końcu pokazał się z dobrej strony w finale i pokonała Szwajcarię 2-1. Kluczowa była postawa miksta Katarzyna Kawa – Jan Zieliński” – zauważono.
    Hurkacz gotowy na AO, Świątek z dwiema porażkami z rzędu

    Pod wrażeniem dyspozycji całej polskiej drużyny jest też portal straitstimes.com. “Polacy zwieńczyli zwycięstwem wspaniały turniej. W drodze po tytuł pokonali ubiegłorocznych mistrzów, Amerykanów. […] Hurkacz może się cieszyć, bo w Australian Open będzie mógł kontynuować swoją dobrą passę. Sześciokrotna mistrzyni Wielkiego Szlema, Iga Świątek, przystąpi zaś do inauguracyjnego wielkoszlemowego turnieju w Melbourne Park z dwiema porażkami z rzędu – po tym, jak przegrała z Bencić w niedzielę i Coco Gauff w półfinale. Mimo to będzie w gronie kandydatek do końcowego sukcesu” – wskazano.

    “Sky Sports” również przyjrzał się najlepszej polskiej tenisistce. “Świątek przegrała w weekend oba mecze singlowe – w niedzielę z Bencić i w sobotę z Gauff. Dla 24-latki była to już czwarta z rzędu przegrana z Amerykanką. Wcześniej triumfowała w 11 z 12 meczów” – przypomniano.
    Świątek pod obserwacją

    Portal au.news.yahoo.com zwraca uwagę przede wszystkim na wyniki Belindy Bencić, która była o krok od perfekcyjnego występu. Porażka w mikście z Janem Zielińskim i Katarzyną Kawą była jej jedyną wpadką w Perth i Sydney. Chwali też 40-letniego Stana Warwinkę, który swoimi gestami i efektownym jednoręcznym bekhendem rozpalił publiczność w rywalizacji z Hubertem Hurkaczem. Jednocześnie podkreśla tajemnicze problemy, z jakimi zmagała się Iga Świątek w trakcie imprezy. Polka płakała, rzucała rakietą, przyjmowała jakieś medykamenty.

    Zobacz także: “Absurdalny poziom!”. Szaleństwo po fantastycznym finale Polaków

    “Chociaż jej drużyna się cieszyła, Świątek w poniedziałek uda się do Melbourne, gdzie jej zdrowie i gra będą pod ścisłą obserwacją. To efekt załamań i słabszych występów w Sydney” – napisano.

    Czy jest się czego obawiać? – Ze zdrowiem Igi wszystko jest w porządku, nie ma żadnej kontuzji. Kibice mogą być spokojni – przekazała nam menedżerka tenisistki, Daria Sulgostowska po tym, jak 24-latka rozpłakała się w zderzeniu z Mayą Joint w ćwierćfinale United Cup. Polka wyszła potem jeszcze na dwa mecze singlowe, ale nie pokazała się z najlepszej strony. W obu meczach przegrała jednego z setów do 0, a to w całej jej dotychczasowej karierze zdarzało się niezwykle rzadko.

    Iga Świątek ma tydzień, by przygotować się do Australian Open. W turnieju singlistów wystąpi też Hubert Hurkacz. Początek zmagań w głównej drabince 18 stycznia.

  • Kopciuszek zawstydził potęgi. Świątek, Kawa, Hurkacz i Zieliński drużyną roku!

    Kopciuszek zawstydził potęgi. Świątek, Kawa, Hurkacz i Zieliński drużyną roku!

    Za nami piękny kawał niedzieli z tenisem. Były emocje, były zwroty akcji, a na koniec jest wielki sukces!

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany

    Najpierw w finale United Cup 2026 Iga Świątek uległa Belindzie Bencić 6:3, 0:6, 3:6 i Polska przegrywała ze Szwajcarią 0:1. Wtedy do akcji wkroczył Hubert Hurkacz i wyrównał, pokonując Stana Wawrinkę 6:3, 3:6, 6:3. O tytule nieoficjalnych drużynowych mistrzów świata decydowało więc starcie mikstów.

    Kapitan Polski Mateusz Terczyński kolejny raz podczas United Cup 2026 postawił na parę Katarzyna Kawa/Jan Zieliński. Ta dwójka w ostatnich dniach zdecydowanie wyszła z cienia największych postaci naszego tenisa, jakimi bezsprzecznie są Świątek i Hurkacz. Kawa i Zieliński w drodze do finału zagrali cztery mecze i wszystkie wygrali. Oni musieli dostać prawo występu w meczu o tytuł. I dostali. I znów spisali się rewelacyjnie! Fantastycznie było patrzeć i na ich grę, i na to, jak z polskiego boksu do walki zagrzewali ich Świątek i Hurkacz, którzy w minionych latach tworzyli w tym turnieju polską parę.

    Po zwycięstwie Kawy i Zielińskiego nad Bencić i Jakubem Paulem 6:4, 6:3 cała polska ekipa zaczęła na korcie w Sydney fetę.

    Wszyscy możemy dziś świętować, zdecydowanie mamy co! Ale jednocześnie warto zdać sobie sprawę z kilku spraw.

    Mniejsza o to, że wygrać United Cup Polsce mogłoby być trudniej, gdyby w 2023 roku organizatorzy nie zmienili zasad. W 2022 roku rozgrywano po dwa single damskie i męskie, a nie po jednym, jak teraz. Wtedy lepiej było widać siłę szerokiej drużyny. Ale w porządku, dziś moglibyśmy postawić jeszcze choćby na Magdalenę Fręch, Magdę Linette czy Maję Chwalińską oraz na Kamila Majchrzaka i oni też mogliby powygrywać swoje mecze.

    Drugie miejsca Polski w United Cup 2024 i 2025, a teraz zwycięstwo i tytuł nieoficjalnych drużynowych mistrzów świata jest ogromnym sukcesem i absolutnie nie ma sensu go w jakikolwiek sposób pomniejszać. Mamy świetną kadrę i po prostu ją doceniajmy. Ale jednocześnie warto uczciwie pokazać, że – wbrew wynikom nieoficjalnych drużynowych mistrzostw świata – polski tenis nie jest żadną globalną potęgą. Tak naprawdę jest raczej Kopciuszkiem, który potrafi wystroić się na bal i zrobić furorę. Ale bardzo potrzebne byłoby zbudowanie na tych pięknych chwilach czegoś trwałego. Żebyśmy błyszczeli na wielkich scenach przez wiele lat.
    Niemcy mają korty w każdej wsi

    Jeśli coś naprawdę pokazuje, które tenisowe nacje są najmocniejsze, to tym czymś są raczej rankingi ATP i WTA, a nie wyniki United Cup.

    W trakcie United Cup 2026 pokonaliśmy m.in. kadrę Niemiec. Niemcy w męskim rankingu mają 17 zawodników w top 500 i aż 42 w top 1000. Polaków jest w top 500 sześciu, a w top 1000 – jedenastu. W damskim rankingu jest dziś 20 Niemek w top 500 i są aż 43 Niemki w top 1000. Polek w top 500 mamy dziesięć, a w top 1000 – 17. Widać różnicę?

    Jeśli ktoś podniesie argument, że Niemcy mają ponad 80 milionów obywateli, a Polacy niecałe 40 milionów, to porównajmy się z innym z naszych sąsiadów – dużo mniejszymi Czechami, których jest tylko 10 milionów. Oni w top 500 rankingu ATP mają 21 zawodniczek w top 500 (z czego aż osiem w top 100) i 37 w top 1000. A zatem biją nas na głowę.

    O różnicach między naszym tenisem, a tenisem w krajach, które od lat w ten sport inwestują, krótko, ale dosadnie powiedział komentator Polsatu Dawid Olejniczak już podczas pierwszego finału United Cup z udziałem Polski. W 2023 roku przy okazji naszej potyczki z Niemcami były tenisista podkreślał, że Niemcy mają korty w każdej wsi, że od dawna są potęgą, że mieli takie ikony tenisa jak Steffi Graf czy Boris Becker.

    Olejniczak w 2008 roku był pierwszym Polakiem od czasów Wojciecha Fibaka, który zagrał w Wimbledonie. On doskonale pamięta te – wcale nie tak dawne – czasy, gdy na swojego tenisistę w najbardziej prestiżowym turnieju świata Polska czekała aż 22 lata. Gdy wielkim wydarzeniem było już przebicie się przez kwalifikacje.
    Czesi mówią: “Nie dogonicie nas”. I wiedzą, co mówią

    Dziś żyjemy w innej tenisowej rzeczywistości, lepszej. Ale jednak musimy patrzeć szerzej niż tylko na obrazek kadry, która świetnie spisuje się w United Cup.

    Tak naprawdę my tenisowo jesteśmy jedną z najuboższych nacji ze wszystkich, które grają w United Cup. Wśród 18 drużyn w tej edycji byli przecież Amerykanie, których pokonaliśmy w półfinale, i Australijczycy, od których byliśmy lepsi w ćwierćfinale, byli Hiszpanie, Brytyjczycy i Francuzi, byli Włosi, którzy mają świetnie zorganizowane szkolenie, byli wspomniani Niemcy, gorsi od nas w fazie grupowej, i byli Czesi, do których nasze porównywanie się szczególnie boli, a to dlatego, że mały kraj po prostu nas zawstydza. Pod każdym względem.

    Spójrzmy na listę czeskich legend i zwycięzców turniejów wielkoszlemowych. W początkach kariery Czechosłowację reprezentowała wielka Martina Navratilova, ale nawet jeśli jej sukcesy przypisywane są tylko amerykańskiemu tenisowi, to na liście triumfatorów wielkoszlemowych Czesi i tak mają: Hannę Mandlikovą, Janę Novotną, Petrę Kvitovą, Barborę Krejcikovą, Marketę Vondrousovą, Jana Kodesa, Ivana Lendla i Petra Kordę. My mamy tylko Igę Świątek.

    Czesi mistrzów mają od wielu lat, bo od dziesięcioleci tenis jest u nich jednym z najważniejszych sportów. Dwa lata temu prezes Polskiego Związku Tenisowego Dariusz Łukaszewski opowiadał w Onecie jak wiceprezes czeskiego związku, Martin Hynek, twierdzi, że polski tenis czeskiego nie dogoni. “Nie dogonicie, bo nie macie tradycji tenisa. U nas na każdej wsi jest kort. Od 60 lat, a nie od teraz. A w mieście przynajmniej dwukortowa hala, od lat 50., a nie od teraz. Jeśli ludzie z czeskiego tenisa idą do urzędu lub prywatnej firmy, to są zdecydowanie bardziej wiarygodni niż wy. Do tego w każdej rodzinie ktoś na pewno miał do czynienia z tenisem!” – takie słowa swojego czeskiego kolegi przytaczał prezes PZT. I dodawał: “Niestety się z tym zgadzam. – Pracuj na następne pokolenia – zakończył Czech”.

    Z tym nie da się nie zgodzić. A tak naprawdę trzeba jeszcze dodać zastrzeżenie, że wbrew słowom Łukaszewskiego, u nas nadal nie ma kortu na każdej wsi i hali w każdym mieście. Prawda jest taka, że do tych standardów nadal dużo nam brakuje. Jak dużo? Spójrzmy w raport, jaki European Tennis opracował za rok 2022 (za kolejne lata raporty nie powstały).

    W dokumencie czytamy, że Czechy mają 426 100 ludzi grających w tenisa, z czego aż 66 862 osoby są zrzeszone w klubach. Tych klubów jest tam 1 254, a w kraju naliczono 11 652 korty. Natomiast w Polsce w tenisa gra według tego raportu 350 tysięcy ludzi, ale Polski Związek Tenisowy podaje, że profesjonalnych graczy mamy tylko 2559, a klubów – 311 (stan na koniec 2025 roku). Europejski raport mówi, że pograć można u nas na 7 500 kortach.

    Jak widać, różnice są ogromne. Zwłaszcza gdy w pamięci mamy, że Czechy są krajem cztery razy mniejszym od Polski i mają prawie cztery razy mniej mieszkańców!

    Odnieśmy polskie dane jeszcze do danych z Niemiec, a zobaczymy, ile nam brakuje do prawdziwej potęgi. Otóż Niemcy mają aż 1 382 824 zawodników grających w tenisa w klubach! To najwięcej w Europie. A w tenisa w kraju grywa tam aż 3,5 miliona ludzi. Klubów Niemcy mają 8 794, a kortów 45 857! Tak, w Niemczech żyje o wiele więcej ludzi, ale już powierzchniowo nasze kraje są podobnie duże (357 tys. km kwadratowych powierzchni tam, a u nas 322 tysiące).

    Zróbmy jeszcze jedno porównanie. Ze Szwajcarią, z którą nasza kadra mierzyła się w finale United Cup 2026. Według cytowanego już raportu w kraju mającym niespełna dziewięć milionów mieszkańców w tenisa gra 620 tysięcy ludzi, z czego 46 417 osób jest zrzeszonych w klubach. Klubów działa tam 1077, a grać można na 3643 kortach. A zatem Polska ma mniej klubów, w Polsce mniej ludzi gra w tenisa. Mała – w porównaniu z naszym krajem – Szwajcaria choć nie ma już dziś na kortach legendarnego Rogera Federera, to ma 11 zawodników w top 500 światowego rankingu i 18 w top 1000. A tenisistek ze Szwajcarii w top 500 jest 12, a w top 1000 – 18.
    Musimy działać z rozmachem, jeśli chcemy gonić świat. Innej drogi nie ma

    Jak polski tenis próbuje zasypywać opisane różnice? Od 2021 roku mamy profesjonalną ligę wzorowaną na czeskich rozgrywkach. Od mniej więcej takiego samego czasu duże możliwości szkoleniowe oferuje akademia w podwarszawskich Kozerkach, gdzie PZT wreszcie może szkolić młodzież w warunkach podobnych do tych, jakie Czesi mają w swoich licznych centrach rozlokowanych w całym kraju (w samej Pradze mają dwa, a znane i cenione od lat jest to z Prościejowa).

    Wiemy, że PZT opracowuje nową strategię rozwoju. Że zbiera najlepsze pomysły, że się inspiruje i próbuje przeszczepić na nasz grunt te rozwiązania, które sprawdzają się u innych.

    Może z czasem zdolne polskie dzieciaki nie będą już musiały jeździć do Czech tak jak to kilka lat temu robiła Iga Świątek, chcąc porywalizować na odpowiednim poziomie. Piotr Sierzputowski, który prowadził Igę przez ponad pięć lat, i wiele razy jeździł z nią do Czech, po pierwszym wygranym przez Świątek turnieju wielkoszlemowym (Roland Garros 2020) mówił na Sport.pl o konieczności nie tylko inwestycji w infrastrukturę, ale zwłaszcza o tym, że trzeba zmienić polskie myślenie o tenisie.

    – Nam brakuje tenisowego wychowania. My w ogóle w każdym sporcie mamy taką mentalność, żeby się nie sprawdzać. A Czesi z rana mają trening, a po południu grają sparing. I dużo szybciej jadą w świat, żeby rywalizować z najlepszymi, z nimi się sprawdzać i się od nich uczyć. Jak takie młode zawodniczki wracają z zagranicznych turniejów i grają z innymi czeskimi dziewczynami, to i ich poziom się podnosi, wszystko się nakręca. U nas za dużo gramy we własnym gronie, nie jeździmy się sprawdzać. Czesi to bardzo mały kraj, naprawdę bez tenisowego supsersystemu – bo to jest bardzo prosty, nieskomplikowany system finansowania i zaangażowania zawodników – a mają ten sport na światowym poziomie. Kortów mają więcej od nas, u nas są braki, ale też nie przesadzajmy, nie szukajmy na siłę przeszkód. Nie tłumaczmy się tak, że u nas przez problemy z kortami nic się nie da zrobić – apelował trener.

    Jeśli coś ma zmieniać polskie myślenie o tenisie, to z pewnością takie sukcesy, jakich regularnie dostarcza Świątek i jakich polska kadra regularnie dostarcza w United Cup. Świątek, Hurkacz, Kawa czy Zieliński inspirują mnóstwo dzieci i kluczowe jest, żeby PZT potrafił wyjść do dzieci z ofertą. Związek chwali się, że w programie “Tenis 10” tego sportu uczą się dzieci w kilkuset klubach na terenie całego kraju, ale szkoda, że brakuje działań z większym rozmachem.

    Kilka lat temu na Stadionie Narodowym w Warszawie potrafiono organizować Narodowy Dzień Tenisa, w ramach którego dzieciaki mogły nie tylko pograć na 50 kortach ustawionych w wyjątkowej otoczce, ale też spotkać swoich idoli. Niestety, po pandemii koronawirusa do tego nie wrócono i dziś zamiast wielkiego święta i wielkiej promocji tenisa jego “narodowy dzień” obchodzony jest tylko lokalnie w kilkunastu miastach, w klubach tenisowych.

    Podsumowując: polski tenis ma sukcesy dzięki wybitnym jednostkom. Takim, które na szczyt doszły dzięki wysiłkom swoich rodzin a nie dzięki systemowi. Ale dłużej po prostu nie wolno naszemu tenisowi liczyć na to, że zawsze znajdą się jakieś jednostki i że dzięki nim jakoś to będzie. Dobrze, że rośnie grupa młodych tenisistów wspieranych przez PZT, dobrze, że powstają plany rozwojowe, ale najwyższa pora coraz mocniej przechodzić od planowania do działania. Czas karier nieoficjalnych drużynowych mistrzów świata musi być czasem, w którym ich sport przeżyje w Polsce rozwojowy skok. Po prostu to już teraz i w kilku najbliższych latach będzie się decydowała przyszłość naszego tenisa na kolejne dziesięciolecia.

  • Rosjanin w polskich barwach gromi rywali. Drugi medal, nowy gwiazdor kadry

    Rosjanin w polskich barwach gromi rywali. Drugi medal, nowy gwiazdor kadry

    Władimir Semirunnij ponownie zachwycił kibiców podczas mistrzostw Europy w łyżwiarstwie szybkim na dystansach, rozgrywanych w Arenie Lodowej w Tomaszowie Mazowieckim. Naturalizowany reprezentant Polski, który po wybuchu wojny opuścił Rosję, sięgnął po swój drugi medal w trakcie tego czempionatu, tym razem na dystansie 1500 metrów. Do ostatnich chwil pozostawał w grze o złoto, potwierdzając, że należy do ścisłej europejskiej czołówki.

    Semirunnij rywalizował w piątej parze, mierząc się z Belgiem Mathiasem Voste. Początek przejazdu nie zapowiadał aż tak znakomitego rezultatu – Polak rozpoczął spokojnie, koncentrując się na równej, taktycznej jeździe. Kluczowe okazało się jednak ostatnie okrążenie. Wówczas „Władek” wyraźnie przyspieszył, pokazując ogromne rezerwy sił i nie pozostawiając rywalowi żadnych złudzeń.

    Po przekroczeniu linii mety Semirunnij objął prowadzenie, wyprzedzając Holendra Louisa Hollaara o 0,59 sekundy. Chwilę później na lodzie pojawił się aktualny mistrz Polski na tym dystansie, Szymon Wojtakowski. Polak rozpoczął bardzo obiecująco i przez długi czas jechał tempem gwarantującym miejsce w czołówce. Z czasem jednak zarówno on, jak i jego rywal wyraźnie stracili impet, co sprawiło, że nie włączyli się do walki o podium.

    O losach złotego medalu decydowała dopiero ostatnia para. Przed finałowym biegiem Semirunnij wciąż figurował na pierwszym miejscu, a presja spoczywała na barkach Norwega Pedera Kongshauga oraz Holendra Wesly’ego Dijsa. Kongshaug zaprezentował się znakomicie i ostatecznie wyprzedził Polaka o 0,42 sekundy, sięgając po złoto. Brązowy medal przypadł Holendrowi Timowi Prinsowi, natomiast Wojtakowski zakończył rywalizację na 15. pozycji.

    Srebrny medal na 1500 metrów cieszy tym bardziej, że to właśnie na tym dystansie – obok 10 000 metrów – Semirunnij posiada już kwalifikację olimpijską, co czyni go jednym z filarów polskiej kadry w perspektywie igrzysk.

    Warto przypomnieć, że dzień wcześniej Władimir Semirunnij zdobył złoty medal na dystansie 5000 metrów, a Szymon Wojtakowski wspólnie z Piotrem Michalskim i Markiem Kanią triumfował w sprincie drużynowym. Polska reprezentacja, mimo zmienionego składu w porównaniu do poprzedniego roku (Wojtakowski zastąpił Żurka), ponownie udowodniła swoją siłę.

    Dzisiejszy medal Semirunnija był już ósmym krążkiem wywalczonym przez Polaków podczas tych mistrzostw Europy. Biało-czerwoni zdecydowanie prowadzą w klasyfikacji medalowej, mając na koncie pięć złotych, dwa srebrne i jeden brązowy medal.

  • Historyczny moment w Sydney. Królowa Katarzyna i król Jan. Polska z tytułem

    Historyczny moment w Sydney. Królowa Katarzyna i król Jan. Polska z tytułem

    Bez względu na to, jak zakończyłby się mecz mikstów Katarzyny Kawy i Jana Zielińskiego z Belindą Bencic oraz Jakubem Paulem, jedno było pewne – United Cup miał zyskać nowego mistrza. W Sydney zegary wskazywały już po 22.30, gdy na kort wyszli bohaterowie decydującego starcia finału Polska – Szwajcaria. Wynik całej rywalizacji brzmiał 1:1, a losy trofeum nie miały rozstrzygnąć się ani rakietą Igi Świątek, ani Huberta Hurkacza. O historycznym triumfie Biało-Czerwonych decydował duet, który przez cały turniej rósł w siłę. Kawa i Zieliński zagrali koncertowo, wygrali 6:4, 6:3 i zapewnili Polsce triumf w United Cup.

    Dwa lata temu, gdy finał United Cup również kończył się pojedynkiem mikstów, wybór był oczywisty – na kort przeciwko Niemcom wyszli Iga Świątek i Hubert Hurkacz. Podobnie wyglądałby zapewne scenariusz sprzed roku, gdyby Hurkacz zdołał doprowadzić do remisu 1:1 w starciu z USA po meczu z Taylorem Fritzem. Tegoroczny turniej napisał jednak zupełnie inną historię.

    Już na początku zmagań szansę otrzymał duet Katarzyna Kawa/Jan Zieliński – najpierw w spotkaniach z Niemcami i Holandią. Wykorzystali ją w pełni. Grali na tyle pewnie i dojrzale, że zostali desygnowani do walki także w kolejnych kluczowych starciach z Australią i USA, gdy ważyły się losy awansu. Za każdym razem przy stanie 1:1 to oni brali na siebie odpowiedzialność i przesądzali o zwycięstwie Polski.

    W finale scenariusz znów się powtórzył. Po dwóch singlach było 1:1, a Kawa i Zieliński stanęli przed szansą zapisania się w historii, podobnie jak Agnieszka Radwańska i Jerzy Janowicz, którzy dokładnie 10 stycznia 2015 roku wygrali decydujący mikst w finale Pucharu Hopmana z Sereną Williams i Johnem Isnerem. Tam również wynik był remisowy, a Polacy ograli ikonę kobiecego serwisu i „króla asów” 7:5, 6:3. United Cup w pewnym sensie przejął tradycję tamtych rozgrywek.

    Szwajcarzy ponownie postawili na sprawdzony duet – Belindę Bencic i Jakuba Paula. Mikst ten wygrał wcześniej wszystkie cztery swoje mecze, a Bencic dołożyła do tego aż pięć zwycięstw singlowych w turnieju. Finał zapowiadał się więc niezwykle wymagająco.

    Spotkanie rozpoczęło się od serwisu Paula i prowadzenia Szwajcarów, ale Zieliński szybko odpowiedział równie pewnie, wspierając się dwoma asami. Choć w mikście często kluczowe bywają gemy serwisowe kobiet, Polacy już wcześniej udowodnili, że potrafią przełamywać także najlepszych singlistów – jak Alexander Zverev czy Taylor Fritz.

    Tym razem pierwszy wybuch radości nastąpił już w trzecim gemie. Polacy przełamali serwis Bencic po znakomitej akcji przy siatce – Zieliński wyczekał ruch rywalki i zamknął wymianę precyzyjnym uderzeniem na środku kortu. Szwajcarzy szybko odpowiedzieli re-breakiem, lecz kolejne przełamanie, tym razem przy podaniu Paula, znów padło łupem Biało-Czerwonych i zostało potwierdzone przez pewny gem serwisowy Zielińskiego. Imponowało wyczucie i synchronizacja Polaków przy siatce, choć prowadzenie 4:2 wciąż nie dawało pełnego komfortu.

    Bardzo ważny okazał się gem serwisowy Kawy, który Polka utrzymała pod presją. Przy stanie 5:4 i 40–30 serwował Zieliński. Dwie piłki setowe – druga z nich oznaczała jednocześnie decydujący punkt. W wymianie Jana Zielińskiego z Paulem nagle wkroczyła Kawa, popisując się perfekcyjnym stop wolejem. Szwajcar nie zdołał dobiec – set padł łupem Polski.

    Do pełni szczęścia brakowało już tylko jednego seta, najlepiej wygranego bez konieczności dogrywki do 10 punktów. I druga partia rozpoczęła się idealnie – od przełamania serwisu Paula. Polacy konsekwentnie utrzymywali przewagę. Zieliński znakomicie serwował, a Kawa błyszczała przy siatce, imponując refleksem i wyczuciem. Co więcej, potrafiła wygrywać wymiany nawet z Bencic, która zaledwie dwie godziny wcześniej pokonała Igę Świątek.

    Przy stanie 4:2 pojawiła się szansa na kolejne przełamanie przy podaniu Bencic, lecz Szwajcarzy obronili decydujący punkt. Chwilę później Kawa dołożyła jednak gema na 5:3. Wydawało się, że wszystko rozstrzygnie serwis Jana Zielińskiego, ale okazało się, że nie będzie to potrzebne. W dziewiątym gemie „Królowa Katarzyna” popisała się znakomitym returnem przy stanie 30–30, a drugą piłkę mistrzowską Zieliński zakończył odważnym returnem w ciało Bencic.

    Polska wygrała finał United Cup 2:1 i sięgnęła po historyczne trofeum. Złotą drużynę tworzyli: Iga Świątek, Katarzyna Kawa, Katarzyna Piter, Hubert Hurkacz, Daniel Michalski, Jan Zieliński oraz kapitan Mateusz Terczyński.

    Finał United Cup: Polska – Szwajcaria 2:1
    • Iga Świątek – Belinda Bencic 6:3, 0:6, 3:6
    • Hubert Hurkacz – Stan Wawrinka 6:3, 3:6, 6:3
    • Katarzyna Kawa/Jan Zieliński – Belinda Bencic/Jakub Paul 6:4, 6:3

  • Iga Świątek reaguje po finale Polaków. Na te słowa czekała tyle lat

    Iga Świątek reaguje po finale Polaków. Na te słowa czekała tyle lat

    Iga Świątek reaguje po finale Polaków. Na te słowa czekała tyle lat
    Iga Świątek
    Iga Świątek (Foto: ANDY CHEUNG / Getty Images)

    — Zapamiętam to na zawsze — mówiła wzruszona Iga Świątek po horrorze w finale United Cup. Biało-Czerwoni musieli odrabiać straty po porażce wiceliderki rankingu WTA, a finał zakończyli wielką radością i wygranym mikstem ze Szwajcarią. Świątek nie kryła wielkich emocji i radości oraz dumy z gry drużyny. Jej wypowiedź na korcie tuż po meczu o tytuł mówi wszystko o ogromnych nerwach, jakie towarzyszyły jej w trakcie meczu.

    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    Tuż po wygranym meczu Katarzyny Kawy i Jana Zielińskiego Iga Świątek została zaproszona do mikrofonu wraz z kapitanem polskiej kadry Mateuszem Terczyńskim. Liderka Biało-Czerwonych opowiedziała o swoich emocjach tuż po finale United Cup, w którym Polska ograła Szwajcarię 2:1.

    — W końcu to zrobiliśmy, za trzecim razem. Pracowaliśmy bardzo ciężko. Gratuluję Szwajcarom, graliście niesamowity turniej, jestem pod wrażeniem każdego z Was. Nie było łatwo dostosować się do warunków po przyjeździe z Perth. Zrobiliście to bardzo dobrze. Dziękuję całej drużynie, czułam, że to wynik drużynowy, choć moje występy w singlu nie były najlepsze. Hubert, to, co zrobiłeś po powrocie, to coś niesamowitego, nie mam słów — rozpoczęła Świątek.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Oto reakcja Igi Świątek po finale United Cup

    — Wygraliśmy to, graliście wspaniale. Nasza drużyna mikstowa? Wow. Szczerze? Pokonaliście wszystkich, to było niesamowite. Pewność siebie, uśmiechy na twarzach. Byli też zawodnicy, którzy nie grali, ale byli z nami i nas wspierali. Dziękuję także sztabowi, bez was nie byłoby nas tutaj. Jestem bardzo szczęśliwa, że wygraliśmy jako zespół. Zapamiętam to na zawsze. Polska drużyna wygrała po raz pierwszy w historii tak duży turniej. Mam nadzieję, że to pozwoli na rozwój dyscypliny w naszym kraju i zainspiruje młodsze pokolenia — zakończyła reprezentantka Polski.

    Kilka słów od siebie dodał też kapitan Mateusz Terczyński.

    Zobacz także: Takiego horroru nie pokażą w żadnym kinie, co za finał Huberta Hurkacza i Polski!

    — Dziękuję organizatorom, australijskiej federacji, wszystkim, którzy zorganizowali ten turniej w tak wspaniały turniej. Powinniśmy pomyśleć, by takich turniejów było więcej. Trzymamy się razem, jak wspomniała Iga, nie wszystkie decyzje były łatwe. Myślimy o zespole, dziękuję moim współpracownikom za zaufanie. Wykonaliście wspaniałą pracę. Dziękuję kibicom z Polski — powiedział.

    Polscy tenisiści wrócą do gry podczas Australian Open, które rozpocznie się za tydzień.

    Źródło: Przegląd Sportowy Onet

    Data utworzenia:

    11 stycznia 2026 14:34

  • Szeremeta na Gali, i to z kim u boku. A potem rozczarowanie, to już oficjalne

    Szeremeta na Gali, i to z kim u boku. A potem rozczarowanie, to już oficjalne

    Jeszcze przed Galą Mistrzów Sportu Julia Szeremeta i jej trener Tomasz Dylak zdradzili, że zawarli nietypowy zakład dotyczący miejsca, jakie pięściarka zajmie w Plebiscycie „Przeglądu Sportowego”. Dziś wszystko jest już jasne. Dla 22-latki oznaczało to sportowe rozczarowanie, choć gorycz porażki szybko została osłodzona wyjątkową wiadomością związaną z jej szkoleniowcem, który pojawił się u jej boku podczas gali.

    Na kilka tygodni przed prestiżowym wydarzeniem Julia Szeremeta nie ukrywała, że przygotowuje się nie tylko sportowo, ale także wizerunkowo – szykowała formę i kreację na bal towarzyszący plebiscytowi. W rozmowie z TVP Sport Tomasz Dylak ujawnił wówczas kulisy zakładu z podopieczną.
    – Co do Julki, to się nawet założyliśmy o tysiąc złotych. Ja powiedziałem, że Julka nie będzie w dziesiątce, a Julka stwierdziła, że będzie – mówił trener.

    – Zakładzik poszedł. Zobaczymy. Liczę na was, kochani – odpowiadała z uśmiechem sama zawodniczka, mobilizując kibiców do głosowania.

    Gdy poznano oficjalne wyniki plebiscytu, stało się jasne, że tym razem rację miał szkoleniowiec. Julia Szeremeta nie znalazła się w czołowej dziesiątce i musiała pogodzić się z przegraną w zakładzie.

    Podczas Gali Mistrzów Sportu pięściarka zaprezentowała się jednak w niezwykle eleganckiej, kobiecej odsłonie. Na czerwonym dywanie pozowała m.in. u boku Tomasza Dylaka, który chwilę później przeżył jeden z najważniejszych momentów wieczoru. Trener Julii odebrał bowiem statuetkę dla Trenera Roku, co wywołało szeroki oddźwięk w środowisku sportowym.

    – Cudownie – Tomasz Dylak Trenerem Roku! Człowiek, który nie widzi ograniczeń, granic ani barier. Miałem przywilej odbyć z nim wiele rozmów, które pokazywały, jak wyjątkowym i nietuzinkowym jest fachowcem. Teraz kierunek jest jeden: pięściarskie niebo i złoto w Los Angeles – komentował Artur Gac z Interii Sport.

    To wyróżnienie było ogromnym sukcesem nie tylko dla samego szkoleniowca, lecz także dla całego zespołu, w tym Julii Szeremety. Choć zawodniczka liczyła na indywidualne docenienie w plebiscycie, triumf jej trenera z pewnością złagodził rozczarowanie.

    Na rozpamiętywanie niepowodzeń nie będzie jednak wiele czasu. Przed młodą pięściarką intensywny sezon i kolejne ambitne cele.
    – Moim głównym celem na pewno będą seniorskie mistrzostwa Europy we wrześniu. Ale wcześniej czekają nas jeszcze trzy Puchary Świata – w Brazylii, Uzbekistanie i Chinach. W tym roku chcę skupić się na mocnym rozwoju i poprawie techniki – zapowiedziała niedawno w „Dzień dobry TVN”.

    Rozczarowanie po plebiscycie szybko ustępuje więc miejsca motywacji i planom na przyszłość. A wszystko wskazuje na to, że zarówno Julia Szeremeta, jak i Tomasz Dylak jeszcze nie raz dadzą o sobie głośno znać.

  • Znacząca decyzja Nawrockiego, ukrywano to aż do teraz. Niespodzianka na mszy świętej

    Znacząca decyzja Nawrockiego, ukrywano to aż do teraz. Niespodzianka na mszy świętej

    Od kilku dni media spekulowały, czy Karol Nawrocki rzeczywiście pojawi się na Jasnej Górze podczas Pielgrzymki Kibiców. Wątpliwości rozwiał oficjalny komunikat Kancelarii Prezydenta, który potwierdził wizytę głowy państwa w Częstochowie. Jak się okazało, prezydent nie tylko wziął udział w uroczystościach, ale także przygotował dla Ojców Paulinów wyjątkowy dar. Informacja o nim była utrzymywana w tajemnicy aż do samej mszy, a niespodziankę ujawniono dopiero w kaplicy.

    Karol Nawrocki modlił się wspólnie z tysiącami wiernych podczas mszy świętej odprawianej w ramach XVIII Patriotycznej Pielgrzymki Kibiców na Jasną Górę. Jeszcze przed rozpoczęciem Eucharystii prezydent został uroczyście i serdecznie powitany przez gospodarzy sanktuarium. Z ambony padły słowa podkreślające rangę wizyty:
    — To dla nas wielki zaszczyt i honor gościć pana w Narodowym Sanktuarium Polaków. Pańska obecność jest wypełnieniem obietnicy, że jako prezydent Rzeczypospolitej Polskiej będzie pan pielgrzymował razem ze środowiskiem kibiców, prosząc o potrzebne łaski dla naszej Ojczyzny.

    W trakcie uroczystości ujawniono również, że prezydent nie przybył do Częstochowy z pustymi rękami. Zdecydował się ofiarować Ojcom Paulinom dar o szczególnym, symbolicznym znaczeniu.

    Oto co Karol Nawrocki podarował na Jasnej Górze. Symboliczny gest

    Przed rozpoczęciem mszy przypomniano, że Karol Nawrocki nie jest nową postacią na Pielgrzymce Kibiców. W poprzednich latach uczestniczył w niej jeszcze jako kandydat na urząd prezydenta. Zwrócono uwagę, że rok temu obiecał powrót na Jasną Górę w 2026 roku – już jako prezydent Rzeczypospolitej. Słowa dotrzymał.

    Jak ogłoszono z ołtarza, prezydent przekazał Ojcom Paulinom wotum dziękczynne w postaci mszalnego kielicha. — Już teraz dziękujemy za dotrzymanie słowa i za dar wotywny, jakim jest mszalny kielich — poinformował jeden z duchownych.

    Przedmiot ten ma głęboką wymowę symboliczną. W tradycji Kościoła kielich stanowi wotum dziękczynne, składane jako wyraz wdzięczności za otrzymane łaski. Co więcej, ma on również wymiar historyczny. W przeszłości był darem dla metropolity Edwarda Ozorowskiego, ofiarowanym z okazji ingresu do archidiecezji białostockiej 16 listopada 2006 roku przez Ryszarda Kaczorowskiego – ostatniego prezydenta RP na uchodźstwie, który zginął w katastrofie smoleńskiej.

    Także sam Karol Nawrocki nie opuścił Jasnej Góry bez pamiątki. Prezydencki kapelan, a zarazem organizator Pielgrzymki Kibiców, ksiądz Jarosław Wąsowicz, wręczył mu okolicznościowy szal z napisem:
    „XVIII Pielgrzymka Kibiców. Jasna Góra 10.01.2026”.

    Wizyta prezydenta oraz przekazane dary stały się jednym z najbardziej symbolicznych momentów tegorocznej pielgrzymki, podkreślając zarówno jej religijny, jak i patriotyczny charakter.

  • Karol Nawrocki na Jasnej Górze, a tu krytyka. Znany duchowny: “to jest złe”

    Karol Nawrocki na Jasnej Górze, a tu krytyka. Znany duchowny: “to jest złe”

    Karol Nawrocki wziął udział w pielgrzymce kibiców na Jasną Górę. Na miejscu podziękował kibicom i wsparł ich, twierdząc, że dla każdego z nich jest “miejsce pod biało-czerwoną flagą”. Po wydarzeniu swoje trzy grosze postanowił dodać znany duchowny, ks. Adam Boniecki – były redaktor naczelny “Tygodnika Powszechnego”. Skrytykował prezydenta i to, co działo się w częstochowskim sanktuarium.
    Starszy mężczyzna przemawia przy mównicy na tle ludzi i kompozycji kwiatowej, obok mężczyzna w czarnej marynarce i biało-czerwonym szaliku z godłem Polski i napisem ‘Biało Czerwoni’, uśmiechnięty, w jasnym oświetleniu.

    Ks. Adam Boniecki, Karol NawrockiJan Graczynski & Emilia KrawczykEast News

    “To dla nas wielki zaszczyt i honor gościć pana w Narodowym Sanktuarium Polaków. Pana obecność jest wypełnieniem obietnicy, że jako prezydent Polski będzie pan pielgrzymował ze środowiskiem kibiców, prosząc o potrzebne łaski dla naszej Ojczyzny” – mówili księża na przywitanie Karola Nawrockiego na Jasnej Górze. Ks. Adam Boniecki nie był przekonany, że coś takiego powinno dojść do skutku.

    Karol Nawrocki na pielgrzymce kibiców

    Karol Nawrocki postanowił w tym roku już jako polski prezydent wybrać się na pielgrzymkę kibiców na Jasną Górę. Jego obecność ucieszyła zarówno środowiska kibicowskie, jak i ojców paulinów, którzy serdecznie powitali Nawrockiego w częstochowskim sanktuarium. Nawrocki miał możliwość wygłoszenia mowy.

    Wiecie, że jestem jednym z was (…) Stadionów nie dotknęła propaganda i chwilowe ideologiczne mody. (…) Udało nam się obronić to hasło, które przywołujemy: Bóg, Honor i Ojczyzna. Tak, chcemy aby Polska była normalna, aby była silna, aby Polska była bezpieczna, aby bezpieczne były nasze granice, aby była państwem dobrobytu bez nielegalnych imigrantów. To udało nam się wspólnie wygrać 1 czerwca także dzięki waszej odwadze

    W swojej wypowiedzi prezydent postanowił też wziąć w obronę kibiców i skrytykować polityków oraz dziennikarzy, którzy krytykują środowiska kibicowskie. Zarzucił im przede wszystkim niesprawiedliwą ocenę.

    Ks. Adam Boniecki skrytykował działania Nawrockiego

    W rozmowie z “Faktem” ks. Adam Boniecki, były redaktor naczelny “Tygodnika Powszechnego” postanowił jasno wypowiedzieć się o tym, do czego doszło na Jasnej Górze. W jego słowach pobrzmiewała wyraźna nuta zawodu.

    “Jasna Góra jest częściowo upolityczniona” – zaczął i dodał, że według niego “z pełnym przekonaniem organizuje się tam wydarzenia o charakterze politycznym”. Od razu stwierdził, że nic dobrego nie wyszło z mariażu Kościoła z jakąkolwiek opcją polityczną.

    “Polityka nie powinna przenikać się z Kościołem, to jest złe rozwiązanie. Wielokrotnie przekonaliśmy się, że takie połączenie nie służy Kościołowi i jego prawdziwej misji. Kościół ma za zadanie łączyć, a nie dzielić, i powinien stać ponad polityką (…) Jasna Góra nie powinna być miejscem na wiece polityczne, jaki dzisiaj zobaczyliśmy z prezydentem Nawrockim” – podkreślił.
    Przeor Jasnej Góry wydał oświadczenie w sprawie spotkania kibiców w Częstochowie

    Przeor Jasnej Góry wydał oświadczenie w sprawie spotkania kibiców w CzęstochowieYouTube/Jasna Góra Klasztor Ojców Paulinów/Jacek SlomionReporter
    Mężczyzna w garniturze przemawia zza mównicy gestykulując dłońmi na tle rozmytej biało-czerwonej flagi Polski.

    Karol NawrockiKlaudia RadeckaAFP

  • Świątek wracała po 0:6 z Bencic. Losy finału rozstrzygnął trzeci set

    Świątek wracała po 0:6 z Bencic. Losy finału rozstrzygnął trzeci set

    Nie udało się w 2024 roku z Niemcami, choć Hubert Hurkacz miał dwie piłki mistrzowskie w potyczce z Alexandrem Zverevem. Nie udało się też rok temu, Amerykanie okazali się za mocni. A w tej edycji United Cup Polska pokonała tak jednych, jak i drugich. Mimo naprawdę trudnej ścieżki, awansowała do finału. By tu zmierzyć się ze Szwajcarią. Już na starcie było jasne, że klucz sukcesu to starcie Igi Świątek z niepokonaną w turnieju Belindą Bencic. Jedyną, która miała szansę na 500 punktów do rankingu.

    O ile w tourze Polka wygrała zdecydowanie więcej od Szwajcarki, to Idze brakuje tego, co osiągnęła Bencic występując w narodowej koszulce. Bo ona triumfowała w igrzyskach olimpijskich w Tokio, ogrywając zresztą po drodze Raszyniankę, ale też w Pucharze Hopmana i Billie Jean King Cup.

    Teraz pojawiła się okazja, by trochę jednak to po stronie Świątek się zmieniło.

    Iga Świątek kontra Belinda Bencic w finale United Cup. Starcie singlistek zaczynało walkę o puchar

    Iga znakomicie weszła tym razem w spotkanie – wybrała serwis po losowaniu, już na starcie wygrała kilka dłuższych wymian, trafiała w linie lub blisko nich. A to jest podstawą do sukcesu w starciu ze Szwajcarką, która stara się już po dwóch, najdalej trzech wymianach przejąć inicjatywę. I trudno jest ją ruszyć z linii końcowej kortu.
    Tenisistka uderzająca piłkę podczas meczu na korcie, ubrana w białą czapkę, białą koszulkę i czerwoną spódnicę, skupiona na akcji.

    Iga Świątek w meczu z Belindą BencicDan HimbrechtsPAP/EPA

    Tymczasem Iga grała precyzyjnie, wygrała swojego gema, a za moment przełamała rywalkę na 2:0. Zupełnie inaczej ustawiła sobie to spotkanie niż sobotnie z Gauff, gdy po kiepskim starcie pojawiły się nerwy. A w trzecim gemie Iga posłała dwa asy z rzędu, prowadziła 40-15 i… udała się na ławkę, Myślała, że jest już 3:0, dopiero sędzia Marija Čičak wyprowadziła ją z błędu. Publiczność w Ken Rosewall Arenie zareagowała śmiechem.

    A to 3:0 i tak się zrobiło, ale dopiero po grze na przewagi.

    Problemy Polki zaczęły się w jej kolejnym gemie serwisowym, nie funkcjonował pierwszy serwis, za moment było już 0-40. Dwa pierwsze break pointy Świątek obroniła, ale trzeciego już nie – po kapitalnej wymianie i świetnym bekhendzie rywalki.

    Iga wciąż jednak prowadziła, na dodatek znów przełamała Szwajcarkę, na 4:2. By za moment to jednak znów Szwajcarka cieszyła się z podobnego wyczynu, dokonała tego samego. Pierwszy set wkraczał w decydującą fazę, był podobnie zacięty jak ten pierwszy trzy miesiące temu w Wuhanie. Choć wtedy to Szwajcarka miała w nim przewagę. A teraz próbowała gonić Igę, na szczęście dla nas – nieskutecznie. Było 5:3 i 40-30, gdy Polka wywalczyła pierwszego setbola. Bencic obroniła go trochę szczęśliwie, już return ledwie przeleciał nad siatkę. Druga okazja, po świetnym bekhendzie w końcową linię, zakończyła jednak grę. Było 6:3 po 48 minutach.
    Tenisistka w czerwonym stroju i białej czapce odbija piłkę rakietą podczas meczu na korcie, w tle rozmyte logo sponsora.

    Belinda BencicDan HimbrechtsPAP/EPA

    Drugi set zaczął się jednak źle, na moment wróciły koszmary z soboty. Bencic wygrała pierwszych dziewięć akcji, przełamała Polkę “na sucho”. Na moment podcięło to skrzydła wiceliderce rankingu, ale zdołała się podnieść. Miała dwa break pointy w trzecim gemie, pierwszego zdołała wywalczyć w niesamowity sposób: upadła na kort po zagraniu, podniosła się, zdołała odbić kolejną piłkę. A Szwajcarka nie trafiła w kort. Niemniej to jednak Bencic domknęła tego gema, prowadziła już 3:0.

    Sytuacja dla Polki była więc nieciekawa, Iga grała źle, popełniała znów masę niewymuszonych błędów. Bencic miała dwie okazje na podwójne przełamanie (4:0), u Igi poważnie szwankował już nawet pierwszy serwis. Ale broniła się, choć nie na tyle skutecznie, by tego arcyważnego gema zapisać po swojej stronie. Zrobiło się więc ostatecznie – po trzecim break poincie – 0:4, a za chwilę 0:5. Już było dość klarowne, że losy tego spotkania rozstrzygną się w trzeciej partii. Chodziło jednak też o to, by Polka nie przegrała go do zera, co przecież w poprzednim sezonie wydarzyło się aż cztery razy.

    I teraz też się wydarzyło. Iga dostała bajgla, niczym w starciu z Rybakiną w WTA Finals.

    Próby powrotu Świątek po bajglu w drugim secie. Chwila

    Polka poszła do szatni na przerwę toaletową. Wyglądało to bardzo niepokojąco, także patrząc na przebieg drugiego seta. Bencic rozegrała w United Cup cztery spotkania singlowe (8:1 w setach), ale i cztery w meczach mikstów (8:3 w setach) – wygrała wszystkie. Grała dłużej od Polki, tu można było szukać jakichś szans. Warunkiem absolutnie koniecznym była jednak poprawa gry Raszynianki.

    Bencic nie zwalniała tempa, gema otwarcia wygrała do zera, za chwilą rywalizowały na przewagi. Dzięki serwisowi Idze udało się jednak przerwać serię rywalki.

    Niestety, tylko na moment.
    Dwie osoby w białych koszulkach stoją obok siebie i klaszczą, w tle widoczne są inne postacie, część z nich niewyraźnie. Atmosfera sportowego wydarzenia, skupienie i zaangażowanie na twarzach.

    Kapitan Mateusz Terczyński i zaniepokojony Wim Fissette w polskim boksieDan HimbrechtsPAP/EPA

    Jeszcze w trzecim gemie, przy podaniu Bencic, Świątek była w stanie walczyć, przegrała detalami, na przewagi. Wydawało się, że może będzie jednak w stanie grać na poziomie, jaki podyktowała Belinda. Nic bardziej mylnego, demony wróciły, Polka została znów przełamana – na 1:3. Na dodatek do zera. Iga znacznie gorzej się poruszała niż w początkowej fazie meczu, stąd też brały się kolejne błędy.

    Cud już nie nastąpił, Świątek przegrała to spotkanie 6:3, 0:6, 6:3. Choć w ósmym gemie obroniła dwa meczbole asami. Dzięki temu Bencic wróci do TOP 10 rankingu WTA

    Podobnie więc jak i w półfinale z USA trzeba liczyć na Huberta Hurkacza, a później na mecz par mieszanych. Tam zapewne znów wystąpią Katarzyna Kawa i Jan Zieliński. O ile w ogóle do niego dojdzie…

    Polska – Szwajcaria w finale United Cup: 0:1

    Iga Świątek – Belinda Bencic 6:3, 0:6, 6:3

    Hubert Hurkacz – Stan Wawrinka – ok godz. 10.00

    mecz par mieszanych

    Pełny zapis relacji “na żywo” ze spotkania Igi Świątek z Belindą Bencic można znaleźć TUTAJ.
    Tenisistka w sportowym stroju trzymająca rakietę na korcie podczas meczu, w tle rozmazana publiczność i niebieskie trybuny.

    Iga ŚwiątekPedro PARDOAFP
    Belinda Bencic

    Belinda BencicMinas Panagiotakis / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    Belinda Bencić – Iga Świątek – skrót meczu półfinałowego.