• W co gra Ołeksandr Usyk? Saleta przejrzał Ukraińca na wylot. “Chce go dopaść”

    W co gra Ołeksandr Usyk? Saleta przejrzał Ukraińca na wylot. “Chce go dopaść”

    Usyk wybiera Wildera, dramat Soczyńskiego i granice odpowiedzialności. Przemysław Saleta bez owijania w bawełnę

    Sytuacja na szczycie wagi ciężkiej znów budzi ogromne emocje. Ołeksandr Usyk po raz kolejny zdecydował się na ruch, który wywołał lawinę komentarzy – zrezygnował ze statusu zunifikowanego mistrza świata, zwakował pas WBO i zamiast obowiązkowej obrony obrał kurs na walkę z Deontayem Wilderem. Zdaniem Przemysława Salety trudno mówić tu o kontrowersji. To raczej logiczny krok pięściarza, który w swojej karierze udowodnił już absolutnie wszystko.

    – Są zawodnicy, którzy są więksi niż federacje – mówi były mistrz Europy. – Usyk do nich należy. Podobnie jak Terence Crawford, który wcześniej zwakował pas, a później po prostu zakończył wielką karierę. Dla Ukraińca walka z Wilderem to nie tylko sport, ale też domknięcie historii. Jeśli go pokona, będzie mógł powiedzieć, że wygrał z całą elitą wagi ciężkiej ostatnich lat – Furym, Joshuą i właśnie Wilderem.

    Choć Fabio Wardley wzbudził sensację, sięgając po mistrzowski pas, Saleta nie ma wątpliwości, że w hierarchii nazwisk to Amerykanin pozostaje znacznie wyżej. – Wardley to ciekawa historia, wręcz fenomen, bo jego droga z „white collar boxing” do mistrzostwa świata jest czymś absolutnie wyjątkowym. Ale Wilder to marka globalna. Taka walka generuje większe pieniądze, większe zainteresowanie i większą wagę sportową.

    W tle pojawia się również Moses Itauma – młody, piekielnie utalentowany pięściarz, który w opinii Salety jest wręcz podręcznikowo wyszkolony. – To aż nieprawdopodobne, jak na 21-latka. Szybki, agresywny, bardzo mocno bije i praktycznie nie popełnia błędów. Dla Usyka to ryzyko bez realnej nagrody. W takich starciach można tylko stracić – zdrowie, reputację albo „zero” w rekordzie.

    Nokaut, który zmienił wszystko

    Znacznie mocniejsze emocje Saleta wzbudza temat niedawnej walki Michała Soczyńskiego, zakończonej dramatycznym nokautem. Choć pięściarz wybudził się po ciosach, sam przyznał, że poniósł ogromne konsekwencje zdrowotne.

    – Zatrzymanie walki to zawsze koszmarnie trudna decyzja – podkreśla Saleta. – Presja jest ogromna, publiczność, gala, walka wieczoru, zawodnik gospodarzy… Ale nie wolno zapominać, że zarówno sędzia, jak i narożnik są po to, by chronić zdrowie zawodnika. Moim zdaniem w tym przypadku zabrakło odwagi. Zarówno sędziemu, jak i sekundantom.

    Były mistrz Europy przywołuje tu symboliczny przykład z kariery Władimira Kliczki. – W Kijowie, jeszcze zanim został mistrzem świata, jego trener Fritz Sdunek wbiegł do ringu i przerwał walkę z Rossem Purittym. Ciśnienie było potężne, Kliczko był bohaterem narodowym, a mimo to trener podjął właściwą decyzję. Stracił pas, ale zachował zdrowie zawodnika. I historia pokazała, że to był moment kluczowy.

    Zdaniem Salety w przypadku Soczyńskiego sytuacja była aż nadto czytelna. – Te kryzysy były widoczne. On ledwo przetrwał kilka rund, zbierał bardzo ciężkie ciosy. Tu nie chodzi o wynik sportowy, tylko o życie i zdrowie. Lepiej zatrzymać pięć walk za wcześnie niż jedną za późno.

    „Nie przerywaj, cokolwiek się stanie”

    Szczególne poruszenie wywołała informacja, że Soczyński miał zawrzeć z trenerem ustną umowę, iż walka nie zostanie przerwana bez względu na okoliczności. – Rozumiem psychikę zawodnika – tłumaczy Saleta. – Każdy bokser wierzy, że się odbuduje, że „to jeszcze nie koniec”. Tylko że później przychodzą konsekwencje, których nie da się cofnąć. I nagle nie wiemy, czy ktoś w ogóle będzie jeszcze w stanie wrócić do ringu.

    Były pięściarz przyznaje, że nie zna podobnych przypadków z pierwszej ręki, ale ostrzega przed ich skutkami. – Po takim nokaucie może zostać blokada mentalna. A w boksie ułamek sekundy zawahania oznacza porażkę.

    Sędziowie też są ludźmi

    Saleta odnosi się również do kontrowersyjnego przerwania walki Pawła Stępnia z Kajetanem Kalinowskim. – Tu akurat uważam, że decyzja była błędna. Oko wyglądało źle, ale Stępień nie był zdominowany, widział jedno, a Kalinowski był wyraźnie bardziej zmęczony. Paradoksalnie ta walka została zatrzymana, a wcześniejsza – zbyt późno.

    – Trzeba pamiętać, że sędziowie też są ludźmi – dodaje. – Po ciężkim nokaucie Rafała Dudka emocje były ogromne i to mogło wpłynąć na kolejne decyzje.

    WOŚP: „To powinno łączyć, nie dzielić”

    Na koniec rozmowa schodzi na zupełnie inny temat – Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Przemysław Saleta od lat angażuje się w finały i nie kryje zdumienia skalą hejtu.

    – Psy szczekają, karawana jedzie dalej – mówi krótko. – Te same zarzuty słyszymy od lat, a fakty mówią same za siebie. Jeśli ktoś tak bardzo krytykuje WOŚP, to powinien potem w szpitalu powiedzieć, że nie chce korzystać ze sprzętu kupionego przez Orkiestrę. Oczywiście nikt tak nie zrobi.

    Dla Salety liczby są jednoznaczne – miliardy zebranych złotych, dziesiątki tysięcy urządzeń, realna pomoc. – To inicjatywa, z której powinniśmy być dumni. Nie wiem, czy na świecie jest coś na podobną skalę, trwające tak długo i przynoszące tak wymierne efekty.

    Z pełnym przekonaniem zgadza się też ze słowami Dariusza Michalczewskiego o Jerzym Owsiaku. – Stworzył coś wyjątkowego. Bez względu na hejt i nienawiść, dla mnie to postać absolutnie legendarna.

    A komentarze w stylu „ile ci za to zapłacili”? – Słyszę to często – przyznaje Saleta. – Ale to mówi więcej o tych ludziach niż o mnie. Jeśli ktoś zakłada, że za każde dobre działanie trzeba dostać pieniądze, to po prostu mierzy innych swoją miarą. I dlatego hejt mnie nie dotyka.

  • Niemal milion dla Świątek za przyjazd. Sabalenka? Może tylko pomarzyć

    Niemal milion dla Świątek za przyjazd. Sabalenka? Może tylko pomarzyć

    Tenisowy sezon WTA oficjalnie ruszył. Pierwsze turnieje rozgrywane są równolegle w Auckland, Brisbane, Perth i Sydney. W inauguracyjnym tygodniu tylko dwie imprezy mają rangę 500 – United Cup oraz Brisbane International – i tylko tam triumfatorki mogą zgarnąć po 500 punktów rankingowych. Gdy jednak spojrzymy na kwestie finansowe, różnice okazują się ogromne. Paradoks polega na tym, że Aryna Sabalenka, nawet jeśli wygra turniej w Brisbane, zarobi mniej niż Iga Świątek za sam przyjazd do Sydney. Australijczycy ujawnili już stawki obowiązujące w United Cup, a budżet tej imprezy ponownie został znacząco podniesiony.

    Tak jak w trzech poprzednich sezonach, Iga Świątek rozpoczyna rok od rywalizacji w United Cup. I ponownie – podobnie jak wcześniej – nie dojdzie tam do jej bezpośredniego starcia z Aryną Sabalenką, która wybrała start w Brisbane. To bowiem jedyny moment w całym sezonie, gdy czołowe tenisistki świata mogą występować w dwóch różnych turniejach tej samej rangi. W kobiecym tourze to rzadkość, podczas gdy w ATP podobne sytuacje są czymś zupełnie normalnym.

    United Cup to wyjątkowa, mieszana rywalizacja reprezentacji narodowych, współorganizowana przez ATP i WTA. W tym roku pula nagród ponownie wzrosła – organizatorzy przeznaczyli na nią 11,806 mln dolarów amerykańskich, czyli 17 mln dolarów australijskich. Co istotne, kwota ta została podzielona po równo: 5,903 mln dolarów trafi do kobiet, a tyle samo do mężczyzn.

    Inaczej wygląda kwestia punktów rankingowych. W przypadku pań sprawa jest jasna – zawodniczka, która wygra pięć spotkań w United Cup, otrzyma komplet 500 punktów. U panów system jest bardziej skomplikowany i wciąż zależy od pozycji rankingowych rywali.

    Iga Świątek już na starcie może liczyć w Sydney na bardzo poważne pieniądze. Za sam udział w turnieju otrzyma blisko milion złotych, a w sprzyjających okolicznościach jej łączna wypłata może sięgnąć niemal miliona dolarów.

    Dla porównania – w Brisbane, gdzie rozgrywany jest turniej WTA 500, organizatorzy od razu opublikowali szczegółowe informacje finansowe. Budżet imprezy wzrósł względem poprzedniego sezonu. Rok temu Aryna Sabalenka, wygrywając pięć meczów i sięgając po tytuł, zarobiła ponad 192 tys. dolarów. W tym sezonie triumfatorka może liczyć na 214 tys. dolarów. To kwota wysoka jak na turniej tej rangi, choć wciąż daleka od stawek oferowanych w United Cup. Warto przypomnieć, że Świątek za zwycięstwo w WTA 500 w Seulu we wrześniu 2025 roku otrzymała 164 tys. dolarów brutto.

    W United Cup sytuacja finansowa wygląda jednak zupełnie inaczej, choć tym razem organizatorzy nie opublikowali szczegółowego rozpisania nagród na swojej stronie – w przeciwieństwie do poprzednich lat. Podano jedynie łączną pulę, informację o podziale po połowie między WTA i ATP oraz ogólne zasady: wynagrodzenie za sam udział, premie za wygrane mecze indywidualne oraz środki do podziału dla zespołu za zwycięstwa w fazie grupowej i pucharowej.

    W przewodniku WTA na sezon 2026 wciąż widnieją dane skopiowane z ubiegłego roku, które już wtedy były nieaktualne. Na stronie WTA pojawiły się natomiast kwoty dotyczące zwycięstw w meczach singlowych – zarówno w fazie grupowej, jak i pucharowej – oraz premie zespołowe. Są one identyczne z tymi zapisanymi w aktualnym „Rulesbooku” ATP na sezon 2026.

    Z dokumentów tych wynika, że liderzy reprezentacji zajmujący miejsca 1–10 w światowym rankingu otrzymują po 250 tys. dolarów za sam udział w turnieju. Im niższa pozycja, tym mniejsza kwota: 125 tys. dolarów za miejsca 11–20, 100 tys. za 21–30, 60 tys. za 31–50, 40 tys. za 51–100, 30 tys. za 101–250 oraz 20 tys. dolarów dla zawodników sklasyfikowanych jeszcze niżej. Hubert Hurkacz skorzystał z tzw. zamrożonego rankingu, dzięki czemu otrzyma 60 tys. dolarów zamiast 40.

    Znacznie mniej dostają „drugie rakiety” drużyn – i to jest jedna z nowości. W poprzednim roku w reprezentacji USA taką rolę pełniła Danielle Collins, która choć nie grała i była jedynie zmienniczką Coco Gauff, zarobiła łącznie ponad ćwierć miliona dolarów. Była to jej najwyższa wypłata w całym sezonie. Teraz analogiczna zawodniczka – dotyczy to wyłącznie USA – mogłaby liczyć już tylko na 80 tys. dolarów.

    Niższe są również stawki bazowe dla specjalistów od gry podwójnej. Jan Zieliński i Katarzyna Piter mogą liczyć na 16,5 tys. dolarów za udział.

    Dla Igi Świątek oznacza to, że już sam przyjazd do Sydney gwarantuje jej 250 tys. dolarów, czyli około 900 tys. złotych. To więcej, niż Aryna Sabalenka może zarobić za triumf w Brisbane. A to dopiero początek.

    Kolejne pieniądze Polka może zgarnąć za indywidualne zwycięstwa: po 45 tys. dolarów za wygrane single w fazie grupowej (z Evą Lys i Suzan Lamens), 82 tys. za ewentualny triumf w ćwierćfinale, 155,9 tys. w półfinale oraz aż 296,2 tys. dolarów za zwycięstwo w finale. Do tego dochodzą jeszcze premie za wygrane mecze całej reprezentacji Polski. W idealnym scenariuszu Świątek mogłaby więc opuścić Sydney z czekiem na niemal milion dolarów brutto.

    Rok temu zarobiła w United Cup 600,9 tys. dolarów. W kobiecej stawce była to druga najwyższa wypłata, ustępująca jedynie niepokonanej Coco Gauff.

  • Sceny po kwalifikacjach w Innsbrucku. Polak zdyskwalifikowany, kuriozalny powód

    Sceny po kwalifikacjach w Innsbrucku. Polak zdyskwalifikowany, kuriozalny powód

    Kwalifikacje do konkursu Turnieju Czterech Skoczni w Innsbrucku przyniosły polskim kibicom sporo emocji – i to nie tylko sportowych. Choć pięciu reprezentantów Polski wywalczyło awans do niedzielnego konkursu na skoczni Bergisel, radość szybko została zmącona przez niespodziewaną decyzję sędziów. Kilkanaście minut po zakończeniu rywalizacji pojawiła się informacja o dyskwalifikacji jednego z Biało-Czerwonych. Powód? Jak podkreślają przedstawiciele kadry, całkowicie zaskakujący.

    W sobotę, 3 stycznia, na starcie kwalifikacji w Innsbrucku stanęło pięciu Polaków i wszyscy sportowo wywalczyli miejsce w konkursie głównym. Najlepiej zaprezentował się Kacper Tomasiak, który zajął 19. miejsce. Paweł Wąsek uplasował się na 26. pozycji, Kamil Stoch był 27., Maciej Kot 32., a Dawid Kubacki zakończył kwalifikacje na 40. lokacie. Najdłuższy skok dnia oddał Jan Hoerl, który wygrał kwalifikacje.

    Tuż po ich zakończeniu gruchnęła jednak sensacyjna wiadomość – Paweł Wąsek został zdyskwalifikowany. Powodem miała być obecność fluoru w smarach użytych przy jego sprzęcie. Jak poinformował Tomasz Kalemba z Interii, nie chodziło o śladowe ilości substancji, lecz o wyraźne przekroczenie norm. Dziennikarz, przebywający na miejscu w Innsbrucku, oczekuje na szczegółowe stanowisko Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) w tej sprawie.

    Informację o dyskwalifikacji potwierdził także Polski Związek Narciarski. W obozie reprezentacji panuje zdumienie, ponieważ – jak podkreślają trenerzy – fluorowe smary od dawna nie są przez Polaków stosowane.

    – Jesteśmy bardzo zaskoczeni, bo takich smarów nie posiadamy od dłuższego czasu. Obowiązuje nas nawet zakaz ich kupowania. Tymczasem z pomiarów wynika, że fluoru musiało być sporo, to nie były ilości śladowe. Najbardziej szkoda Pawła Wąska. Przynieśliśmy smar do dodatkowego sprawdzenia, chcemy dokładnie wyjaśnić całą sytuację i skontrolować sprzęt pozostałych zawodników. W Ga-Pa używaliśmy tego samego smaru i nie było żadnych problemów – powiedział trener kadry, Maciej Maciusiak.

    Sprawa dyskwalifikacji Pawła Wąska rzuca cień na rywalizację w Innsbrucku i rodzi wiele pytań, na które odpowiedzi mają przynieść kolejne godziny i stanowisko FIS.

    https://x.com/pzn_pl/status/2007476097970016346?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2007476097970016346%7Ctwgr%5E75c067185ac48b44083e2415119fc8455c2c5cec%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fskoki-narciarskie%2Ftcs%2Fnews-sceny-po-kwalifikacjach-w-innsbrucku-polak-zdyskwalifikowanynId22504747

  • Wszyscy widzieli, co zrobiła Sabalenka. Świątek bez litości dla Białorusinki

    Wszyscy widzieli, co zrobiła Sabalenka. Świątek bez litości dla Białorusinki

    Mecz Aryny Sabalenki z Nickiem Kyrgiosem, promowany jako „Bitwa Płci”, odbił się szerokim echem w tenisowym świecie. Pokazowe wydarzenie zorganizowane w Dubaju wywołało skrajne emocje – jedni traktowali je jako ciekawą formę rozrywki i sposób na promocję dyscypliny, inni krytykowali samą ideę oraz kontekst sportowy takiego starcia. O opinię zapytano także Igę Świątek. Polka, odpowiadając na pytania dziennikarzy przed startem United Cup, nie owijała w bawełnę i jasno dała do zrozumienia, co sądzi o tego typu inicjatywach. Jej słowa mogą nie przypaść do gustu Sabalence, która już zapowiedziała chęć rozegrania kolejnej „Bitwy Płci”.

    Sabalenka w ramach przygotowań do nowego sezonu, który oficjalnie rozpocznie turniejem WTA 500 w Brisbane, rozegrała kilka spotkań pokazowych. Najpierw pojawiła się w Stanach Zjednoczonych, gdzie sprawdziła swoją formę m.in. w rywalizacji z Naomi Osaką, a następnie przeniosła się do Dubaju. To właśnie tam doszło do głośnego meczu z Nickiem Kyrgiosem, reklamowanego jako starcie kobiecego i męskiego tenisa.

    Wydarzeniu od początku towarzyszyły kontrowersje. Kyrgios, finalista Wimbledonu z 2022 roku, od lat uchodzi za jedną z najbardziej niejednoznacznych postaci w światowym tenisie. Australijczyk wielokrotnie wypowiadał się krytycznie na temat kobiecego touru, a w przeszłości ostro atakował także Igę Świątek po jej zawieszeniu związanym z wpadką dopingową. To wszystko sprawiło, że część środowiska patrzyła na dubajski pokaz z dużą rezerwą.

    Sportowy kontekst spotkania również budził pytania. Na korcie stanęła aktualna liderka rankingu WTA oraz zawodnik zajmujący dopiero 671. miejsce w zestawieniu ATP. Tak odległa pozycja Kyrgiosa to efekt długotrwałych problemów zdrowotnych i nieregularnych startów w ostatnich trzech latach. Organizatorzy zdecydowali się nawet na modyfikację zasad – kort Sabalenki został zmniejszony o 9 procent. Mimo to Australijczyk wygrał dość pewnie, triumfując 6:6, 6:3.

    Po meczu Sabalenka zapowiedziała, że chętnie zagra rewanż, co tylko podsyciło dyskusję o sensie i przyszłości takich wydarzeń. Głos w tej sprawie zabrała także Iga Świątek. Podczas konferencji prasowej przed United Cup Polka została zapytana, po której stronie sporu się opowiada.

    – Nie oglądałam tego, bo nie oglądam takich rzeczy. Myślę, że na pewno przyciągnęło to sporo uwagi. To była rozrywka, ale nie powiedziałabym, że miało to cokolwiek wspólnego z jakimiś ważnymi tematami czy zmianami społecznymi – stwierdziła bez ogródek.

    Świątek zwróciła też uwagę na symbolikę samej nazwy wydarzenia, nawiązującej do legendarnej „Bitwy Płci” z 1973 roku, gdy Billie Jean King zmierzyła się z Bobbym Riggsem. Jej zdaniem na tym podobieństwa się kończą.

    – Chyba nazwa była taka sama jak ta z meczu Billie Jean King w 1973 roku. I tyle. Nie było już żadnych innych podobieństw, bo czuję, że kobiecy tenis opiera się na własnych zasadach. Mamy tak wiele wspaniałych zawodniczek i historii do opowiedzenia, że nie musimy porównywać się do męskiego tenisa – podkreśliła wiceliderka rankingu WTA.

    Polka jasno dała do zrozumienia, że według niej organizowanie takich meczów nie jest konieczne. Jako przykład lepszego sposobu łączenia światów kobiecego i męskiego tenisa wskazała United Cup – drużynowy turniej, w którym zawodniczki i zawodnicy rywalizują ramię w ramię.

    – Oglądanie singlistów, którzy na co dzień nie mają okazji grać razem w mikście, a tutaj występują w jednej drużynie, właśnie to sprawia, że nasz sport jest ciekawszy i lepszy – podsumowała Świątek.

    Jej stanowisko jest jasne: zamiast widowiskowych, lecz kontrowersyjnych pokazów, tenis kobiecy nie potrzebuje porównań z męskim, bo broni się sam – jakością, historiami i sportowym poziomem.

  • Sabalenka bez wyjścia. Ostapenko na jej drodze. Wszystko jasne na WTA w Brisbane

    Sabalenka bez wyjścia. Ostapenko na jej drodze. Wszystko jasne na WTA w Brisbane

    Nowy sezon w kobiecym tenisie oficjalnie wystartował. Pierwsze mecze rozegrano w ramach drużynowego United Cup, a już od jutra do rywalizacji przystąpią także zawodniczki walczące w głównej drabince turnieju WTA 500 w Brisbane. Tytułu sprzed roku broni Aryna Sabalenka, a dziś w nocy – o godz. 1:30 czasu polskiego – poznaliśmy pełne losowanie turniejowej drabinki. Na drodze liderki światowego rankingu może stanąć m.in. Jelena Ostapenko. Sprawdzamy, co czeka Białorusinkę oraz jedyną Polkę w stawce – Magdalenę Fręch.

    Po kilkutygodniowej przerwie najlepsze tenisistki świata wracają do oficjalnej rywalizacji. Sezon 2026 rozpoczął się od United Cup, jednak już w najbliższych dniach uwaga kibiców skupi się na turnieju WTA 500 w Brisbane. Przed rokiem triumfatorką tych zawodów została Aryna Sabalenka, która w emocjonującym, trzysetowym finale pokonała Polinę Kudiermietową. Młodsza rywalka wygrała pierwszą partię, lecz w kolejnych setach doświadczenie i siła Białorusinki wzięły górę.

    W tym roku obrona tytułu może okazać się dla liderki rankingu znacznie trudniejsza. Do Brisbane przyjechała bowiem m.in. Jelena Rybakina – ostatnia zawodniczka, która potrafiła pokonać Sabalenkę na tych kortach. Dwa lata temu obie zmierzyły się w finale, w którym reprezentantka Kazachstanu zdominowała rywalkę, wygrywając 6:0, 6:3. Co więcej, Rybakina okazała się lepsza od Aryny także w decydującym meczu WTA Finals 2025.

    WTA Brisbane: możliwa droga Sabalenki do obrony tytułu

    Losowanie, które odbyło się w nocy, wyłoniło potencjalne scenariusze turniejowe. W imprezie bierze udział 48 zawodniczek, a najlepsza „16” – w tym Sabalenka – otrzymała wolny los w pierwszej rundzie. Liderka światowego rankingu rozpocznie zmagania od drugiej fazy, gdzie jej rywalką będzie Cristina Bucșa lub jedna z kwalifikantek.

    Już w 1/8 finału może dojść do niezwykle interesującego starcia. W tej części drabinki potencjalną przeciwniczką Sabalenki jest Jelena Ostapenko. Łotyszka ma z Białorusinką nierozliczone rachunki po zeszłorocznym finale w Stuttgarcie, w którym wygrała wyraźnie 6:4, 6:1. Jeśli Aryna myśli o awansie do ćwierćfinału w Brisbane, być może znów będzie musiała stawić czoła mistrzyni Roland Garros 2017. Warunkiem takiego pojedynku jest jednak zwycięstwo Ostapenko w drugiej rundzie nad Soraną Cîrsteą lub Anastazją Pawluczenkową.

    W ćwiartce Sabalenki znalazły się także Madison Keys oraz Diana Sznajder. Z kolei w ewentualnym półfinale mogą na nią czekać m.in. Jelena Rybakina, Jekatierina Aleksandrowa, Karolina Muchova czy Paula Badosa. Tym razem Sabalenka i Rybakina mogą trafić na siebie już w najlepszej „4” turnieju. Finał zaplanowano na niedzielę, 11 stycznia.

    Trudne losowanie Magdaleny Fręch

    Niełatwe zadanie stoi również przed jedyną Polką w głównej drabince – Magdaleną Fręch. Zawodniczka z Łodzi już w pierwszym meczu zmierzy się z mistrzynią Wimbledonu 2023, Marketą Vondrousovą. Jeśli Fręch zdoła sprawić niespodziankę i wyeliminować Czeszkę, w kolejnej rundzie czeka ją następna trudna rywalka – rozstawiona z numerem dziewiątym Linda Noskova. Droga do 1/8 finału wiedzie więc dla Polki przez niezwykle wymagające starcia z tenisistkami z Czech.

    Turniej w Brisbane zapowiada się wyjątkowo interesująco, a już pierwsze rundy mogą przynieść starcia na poziomie finałów największych imprez.

    https://x.com/z_kortu/status/2007331049735348556?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2007331049735348556%7Ctwgr%5E65a77a1b2db5d78f9d945fa57a08f545b68a86a1%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Fnews-sabalenka-bez-wyjscia-ostapenko-na-jej-drodze-wszystko-jasnenId22504647

  • “To nie było potrzebne”. Świątek wprost o “bitwie płci” z udziałem Sabalenki

    “To nie było potrzebne”. Świątek wprost o “bitwie płci” z udziałem Sabalenki

    Przed Igą Świątek występy w United Cup. Na konferencji prasowej Polka została zapytana o mecz Aryny Sabalenki z Nickiem Kyrgiosem. Nasza najlepsza tenisistka bez skrupułów określiła to wydarzenie. – To było po prostu widowisko, show, które przyciągnęło uwagę, ale nie miało nic wspólnego ze zmianami społecznymi ani niczym ważnym – oceniła.
    Iga Świątek
    https://www.youtube.com/watch?v=2A08oY8Zil8

    Aryna Sabalenka przegrała w Dubaju z Nickiem Kyrgiosem 3:6, 3:6 w pokazowym meczu z cyklu “bitwa płci”. Spotkanie odbyło się 28 grudnia, a pierwsza rakieta kobiecego rankingu nie była w stanie zagrozić Australijczykowi, który w męskim zestawieniu plasuje się obecnie na 671. pozycji. Wielu kibiców uznało to wydarzenie za bezsensowne.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Świątek wprost o meczu Sabalenki. “Nie interesują mnie takie rzeczy”

    Obecnie trwa już United Cup, turniej drużyn mieszanych. Na pierwsze spotkanie czeka reprezentacja Polski z Igą Świątek w składzie.

    24-latka została poproszona przez dziennikarzy na konferencji prasowej o opinię na temat pojedynku Sabalenka – Kyrgios. Świątek odpowiedziała szczerze. Z jej słów jasno wynika, że takie wydarzenia nie powinny mieć miejsca.

    – Nie oglądałam tego, bo nie interesują mnie takie rzeczy. To było po prostu widowisko, show, które przyciągnęło uwagę, ale nie miało nic wspólnego ze zmianami społecznymi ani niczym ważnym, co mogłoby wpłynąć na kobiecy tenis. Użyli tej samej nazwy, co mecz Billie Jean King w 1973 roku, ale to wszystko. My, kobiety, zdołałyśmy się wyróżnić i pokazać nasz tenis na własnych warunkach; mamy wspaniałe, indywidualne historie i nie musimy porównywać się z męskim tenisem – wyjaśniła polska zawodniczka cytowana przez serwis puntodebreak.com.

    Chwilę później Świątek nawiązała do idei rozgrywania United Cup. W ostatnich latach było widać, że rozgrywanie tego typu turnieju ma sens.

    – Nie sądzę, aby potrzebne były mecze takie jak ten, który rozegrali Sabalenka i Kyrgios, lecz wydarzenia takie jak to, w których oba cykle się jednoczą. To właśnie sprawia, że tenis staje się większy, lepszy i ciekawszy dla wszystkich – dodała.
    Z kim reprezentacja Polski zagra na United Cup?

    Biało-Czerwoni podczas United Cup wystąpią w Sydney, gdzie w grupie F zmierzą się z Niemcami i Holandią. W przypadku awansu do czołowej ósemki nasz zespół nie będzie musiał się przemieszczać, ponieważ faza pucharowa również odbędzie się w Sydney.

    W poniedziałek (5 stycznia) Polska zmierzy się z Niemcami. Dwa dni później zagramy z Holandią. Zwycięzcy sześciu grup awansują do ćwierćfinałów, a stawkę uzupełnią dwie najlepsze drużyny z drugich miejsc – po jednej z każdego miasta.

    Czytaj także: Tak Polka rozpoczęła sezon! 6:0 w 35 minut i awans do finału

    W naszej kadrze znalazł się poza Świątek m.in. Hubert Hurkacz. To dla niego powrót do gry po kilkumiesięcznej przerwie.

  • 6:0! Ależ początek sezonu w wykonaniu Polki! Zagra o awans

    6:0! Ależ początek sezonu w wykonaniu Polki! Zagra o awans

    6:0! Ależ początek sezonu w wykonaniu Polki! Zagra o awans
    Maja Chwalińska
    Maja Chwalińska (Foto: NurPhoto / Getty Images)

    Cztery gemy! Tyle Maja Chwalińska oddała swojej rywalce w pierwszym meczu nowego sezonu. Polka pokonała Chinkę Hanyu Guo 6:4, 6:0 i już tylko jednego zwycięstwa brakuje jej do awansu do turnieju głównego w Auckland.

    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym

    Maja Chwalińska ma za sobą przełomowy rok. W poprzednim sezonie Polka po raz pierwszy zagrała w pierwszej rundzie turnieju wielkoszlemowego (Australian Open), a dodatkowo awansowała na najwyższe w karierze 121. miejsce.

    Chociaż we wrześniu wygrała turniej w Montreux i zanotowała finał w Rende, to nie zdołała utrzymać rankingu. Obecnie Polka znajduje się na 150. miejscu, a w rankingu wirtualnym na 146. pozycji. Wszystko za sprawą udanego początku roku.

    Polecamy: Ruszył United Cup! Oto pierwsze wyniki. Kiedy gra Iga Świątek?

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    24-latka nowy sezon rozpoczęła od turnieju w Auckland, który ma być przygotowaniem do Australian Open. W dwuetapowych kwalifikacjach trafiła na Chinkę Hanyu Guo (171. WTA).

    Chwalińska już w pierwszym gemie przełamała rywalkę, oddając jej zaledwie jeden punkt. W końcówce seta Guo odrobiła stratę przełamania, ale po chwili Polka znów wygrała gema przy jej podaniu i całego seta 6:4.

    Końcówka pierwszego seta mocno wpłynęła na losy kolejnego. Rozbita Guo miała ogromne problemy z utrzymaniem serwisu w korcie, a Chwalińska czuła, że musi wykorzystać swój moment. Trzykrotnie przełamała Guo i wygrała seta 6:0.

    Do awansu Polce brakuje już tylko jednego meczu. Jej rywalką będzie Czeszka Gabriela Knutson (185. WTA), która pokonała Leyre Romero Gormaz 6:3, 6:4. Spotkanie odbędzie się w nocy z soboty na niedzielę polskiego czasu.

  • To już oficjalne. Polka kontra legendarna Williams. Nocny komunikat

    To już oficjalne. Polka kontra legendarna Williams. Nocny komunikat

    biegłoroczny powrót Venus Williams do tenisowych rozgrywek na najwyższym poziomie zaszokował wszystkich. 45-latka zagrała m.in. w turnieju WTA 500 w Waszyngtonie. Tam w drugiej rundzie trafiła na Polkę – Magdalenę Fręch. Tenisistka pochodząca z Łodzi nie dała szans legendzie, odnosząc pewne zwycięstwo w dwóch setach. Po ponad pięciu miesiącach znów dojdzie do starcia Amerykanki z naszą reprezentantką. Wszystko stało się jasne w nocy z piątku na sobotę.
    Uśmiechnięta tenisistka w czapce sportowej na pierwszym planie, ubrana w sportową odzież w brązowe i czarne wzory, w tle rozmyte sylwetki kibiców. W okrągłym kadrze w lewym górnym rogu dwie młode osoby w sportowych kurtkach z polską flagą, robiące wspó…

    Magda Linette zmierzy się Venus Williams podczas WTA 250 w AucklandMaddie Meyer / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP / Robert Prange / Getty ImagesAFP

    W trakcie zwycięskiego dla Igi Świątek Wimbledonu pojawił się sensacyjny komunikat, że wkrótce na zawodowych kortach ponownie zagości legendarna Venus Williams. Amerykanka zdecydowała się na start w kilku turniejach rozgrywanych w Stanach Zjednoczonych. 45-latka otrzymała dzikie karty do zmagań rangi WTA 500 w Waszyngtonie, tysięcznika w Cincinnati oraz wielkoszlemowego US Open.

    W trakcie tych pierwszych rozgrywek siostra Sereny miała okazję zmierzyć się z Polką – Magdaleną Fręch. W premierowej fazie Williams niespodziewanie pokonała Peyton Stearns, ale nasza reprezentantka nie dała się zaskoczyć niezwykle doświadczonej rywalce. Zawodniczka pochodząca z Łodzi zanotowała pewny triumf 6:2, 6:2. W dalszej fazie sezonu 2025 Venus postraszyła jeszcze podczas US Open. Tam urwała w singlu seta Karolinie Muchovej, a ponadto błysnęła w deblu. Razem z Leylah Fernandez dotarły do ćwierćfinału imprezy gry podwójnej.

    Po kolejnej nieco dłuższej przerwie 45-latka wraca do tenisowych rozgrywek na najwyższym poziomie. Amerykanka, która niedawno wzięła ślub, otrzymała kilka dzikich kart do styczniowych zmagań. Zobaczymy ją podczas WTA 250 w Auckland, imprezy tej samej rangi w Hobart oraz w trakcie wielkoszlemowego Australian Open. Najpierw siostra Sereny udała się do Nowej Zelandii. I wiemy już, że będzie miała możliwość do kolejnej bezpośredniej potyczki z naszą reprezentantką.

    WTA Auckland: Polka znów na drodze Venus Williams

    W nocy z piątku na sobotę czasu polskiego rozlosowano turniejową drabinkę w Auckland. Venus Williams trafiła w meczu otwarcia na… Magdę Linette. Co ciekawe, nie będzie to ich pierwszy bezpośredni pojedynek. Panie rywalizowały ze sobą już w 2016 roku. Wtedy dwukrotnie lepsza okazywała się Amerykanka. Zobaczymy, jak tym razem Poznanianka poradzi sobie z doświadczoną tenisistką ze Stanów Zjednoczonych.

    Jeśli nasza zawodniczka wygra swój premierowy pojedynek, w następnej fazie rozstawiona z “5” zmierzy się ze zwyciężczynią starcia Alycia Parks – Elisabetta Cocciaretto. W ćwiartce Linette znalazły się m.in. Alexandra Eala oraz Donna Vekić. W roli turniejowej “1” w Auckland zobaczymy Elinę Switolinę. Ukrainka na “dzień dobry” zmierzy się z Warwarą Graczewą. Zmagania w Nowej Zelandii potrwają do 11 stycznia.

    Iga Świątek rozpoczęła pobyt w Australii od prezentu. „Dobra kawa. Tego mi teraz potrzeba”© 2025 Associated Press
    Dwie tenisistki w trakcie gry na korcie, po lewej kobieta w jasnej czapce z daszkiem, z włosami splecionymi w warkocz, po prawej kobieta w jasnej opasce i sukience, trzymająca rakietę tenisową na tle niebieskiego kortu.

    Magdalena Fręch i Venus Williams walczyły o ćwierćfinał WTA 500 w WaszyngtonieDimitar DILKOFF / AFP / SCOTT TAETSCH / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Kobieta w sportowej odzieży uczestnicząca w meczu tenisowym, z widocznym wyrazem determinacji i zaangażowania, trzyma zaciśniętą pięść, na głowie ma biały daszek sportowy, a tło jest rozmyte.

    Magda LinetteScott TaetschAFP
    Tenisistka w czarnej koszulce i białej czapce z daszkiem stoi na korcie trzymając rakietę tenisową, skupiona podczas meczu, na tle rozmytej publiczności.

    Venus WilliamsScott TaetschAFP

  • Cały świat zobaczył cyrk z udziałem Sabalenki. “Żadnej wartości”

    Cały świat zobaczył cyrk z udziałem Sabalenki. “Żadnej wartości”

    Miało być wielkie wydarzenie, wyszło tylko show. Dlaczego mecz Sabalenka – Kyrgios nie spełnił oczekiwań?

    O pokazowym meczu Aryny Sabalenki z Nickiem Kyrgiosem mówiło się głośno na całym świecie, ale im więcej emocji opadło, tym wyraźniej widać było, że wydarzenie nie zostawiło po sobie trwałego śladu. – To po prostu nie wyglądało dobrze – ocenia w rozmowie ze Sport.pl Adam Addicott, brytyjski dziennikarz tenisowy związany z portalem Ubitennis.net. Co sprawiło, że spotkanie, które miało elektryzować i inspirować, rozczarowało?

    W niedzielę w Dubaju liderka światowego rankingu WTA przegrała z Kyrgiosem 3:6, 3:6 w meczu pokazowym. Starcie tenisistki numer jeden na świecie z zawodnikiem sklasyfikowanym dopiero w siódmej setce ATP od razu wywołało lawinę komentarzy. Rzadko bowiem zdarza się, by w singlowym meczu po przeciwnych stronach siatki stanęli kobieta i mężczyzna.

    Problem numer jeden: promocja

    Zdaniem Addicotta największym błędem organizatorów była sama narracja wokół wydarzenia. – Sięgnięto po hasło „Bitwa płci”, co automatycznie ustawiło ten mecz w jednym szeregu z historycznymi pojedynkami. Tymczasem tutaj mieliśmy do czynienia wyłącznie z czystą rozrywką – podkreśla dziennikarz. – To był pokaz, który tak naprawdę nie wniósł nic nowego do świata tenisa.

    Legendarny termin „Battle of the Sexes” nierozerwalnie kojarzy się z rokiem 1973 i meczem Billie Jean King z Bobbym Riggsem – symbolem walki o równość i prawa kobiet w sporcie. W Dubaju tego kontekstu zupełnie zabrakło. Pomysłodawcy wydarzenia, agencja Evolve współtworzona m.in. przez Naomi Osakę, próbowali nawiązać do historii, ale – zdaniem ekspertów – efekt był chybiony.

    – W klasycznych „bitwach płci” chodziło o coś znacznie więcej niż wynik. To była manifestacja społeczna, walka o równe traktowanie i wynagrodzenia. Tutaj tego elementu nie było wcale – zauważa Addicott. – Zawodnicy wiedzieli, w czym biorą udział, dlatego krytyka powinna być skierowana głównie do organizatorów, a nie do nich.

    Brak tempa i sportowego napięcia

    Choć w Wielkiej Brytanii mecz był szeroko zapowiadany i transmitowany przez BBC One, jego realizacja pozostawiała wiele do życzenia. – Przerwy w grze były bezcelowe, brakowało rytmu i dynamiki – wylicza Addicott. Zawodnicy mogli korzystać z przerw na żądanie, podobnie jak w siatkówce, ale rzadko wykorzystywali je na rozmowy z trenerami.

    Symbolicznym momentem była sytuacja, gdy Sabalenka – prowadząc 3:1 z przełamaniem i mając realną szansę na doprowadzenie do trzeciego seta – zamiast skupić się na rywalizacji, zatańczyła na korcie do „Macareny”. Dla jednych był to zabawny element show, dla innych dowód, że sportowy ciężar wydarzenia był drugorzędny.

    Do tego doszły problemy techniczne. BBC kilkukrotnie musiało przepraszać widzów za utratę sygnału, a dźwięk bywał niesynchronizowany z obrazem. Podobne kłopoty odnotowano także w innych krajach, w tym w Polsce. Jak się okazało, winę ponosił główny nadawca sygnału z Dubaju.

    Sabalenka walczyła, Kyrgios kontrolował mecz

    Mimo porażki liderka rankingu zebrała pochwały za swoje podejście. – Była zaangażowana, walczyła i naprawdę starała się wypaść jak najlepiej – mówi Addicott. Sama Sabalenka przed meczem zapowiadała w amerykańskich programach typu talk-show, że „skopie tyłek Nickowi”, podkręcając atmosferę wokół wydarzenia.

    Na zapowiedziach jednak się skończyło. Kyrgios, choć od marca nie rozegrał żadnego oficjalnego meczu, kontrolował przebieg rywalizacji i wygrał bez większego wysiłku, nawet nie serwując z pełną mocą. Po spotkaniu zapewniał, że rozgłos wokół pojedynku przyciągnie nowych kibiców do tenisa. – Nie sądzę, by ten mecz miał jakiekolwiek realne przełożenie na przyszłość dyscypliny – studzi entuzjazm Addicott. Podobnie ocenił to Adam Romer z magazynu „Tenisklub”, pisząc na platformie X: „Czy to było wydarzenie, które zapamiętamy? Raczej nie”.

    Frekwencja, pieniądze i znaki zapytania

    Organizatorzy nie ujawnili, ile zawodnicy zarobili za występ w Dubaju. Wiadomo jedynie, że mecz może doczekać się rewanżu – Sabalenka sugerowała to już na korcie. Najwcześniejszy możliwy termin to przerwa między sezonami 2026 a 2027.

    Coca-Cola Arena może pomieścić 17 tysięcy widzów, ale górne trybuny zostały zamknięte, co ograniczyło pojemność do około sześciu tysięcy miejsc. Według relacji BBC atmosfera była raczej letnia, a gdy Kyrgios przejmował kontrolę nad meczem, część kibiców zaczęła opuszczać swoje miejsca.

    Przed imprezą Australijczyk zapowiadał obecność wielu gwiazd sportu, a najdroższe bilety kosztowały nawet 800 dolarów. W rzeczywistości kamery wychwyciły głównie dwóch byłych brazylijskich piłkarzy – Ronaldo i Kakę. To kolejny element, w którym oczekiwania zdecydowanie rozminęły się z rzeczywistością.

    Dla porównania: gdy Billie Jean King i Bobby Riggs grali w Houston 50 lat temu, na trybunach zasiadło ponad 30 tysięcy widzów, a transmisję śledziło na całym świecie ponad 90 milionów osób. W przypadku meczu Sabalenka – Kyrgios organizatorzy do dziś nie chcą ujawnić danych oglądalności.

    Im więcej czasu mija od tego wydarzenia, tym wyraźniej widać, że zamiast przełomu mieliśmy do czynienia z jednorazowym show – głośnym, kontrowersyjnym, ale szybko zapominanym.

  • Żadna tajemnica, z kim zaręczyła się rywalka Świątek. Cały kraj będzie o tym mówił

    Żadna tajemnica, z kim zaręczyła się rywalka Świątek. Cały kraj będzie o tym mówił

    Maria Sakkari na rozpoczęcie roku w pięknym stylu pokonała Naomi Osakę i może z optymizmem podchodzić do wielkoszlemowego Australian Open. W życiu Greczynki tuż przed rozpoczęciem tego turnieju doszło do bardzo ważnego wydarzenia.
    Fot. Aaron Doster / IMAGN IMAGES via Reuters Connect

    832 – już tyle dni minęło, odkąd Maria Sakkari (52. WTA) cieszyła się z ostatniego turniejowego zwycięstwa. 23 września 2023 roku Greczynka triumfowała w imprezie w Guadalajarze, w finale pokonując 7:5, 6:3 Amerykankę Caroline Dolehide (109. WTA). W 2024 roku Sakkari grała w ostatnim finale turnieju rangi WTA, przegrywając 4:6, 0:6 w Indian Wells z Igą Świątek (2. WTA).

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Maria Sakkari po zaręczynach. Ślub w przyszłym roku

    Już za dziesięć dni rozpocznie się turniej wielkoszlemowy Australian Open. Wystąpi w nim również Sakkari. Zanim Greczynka weźmie udział w tym bardzo prestiżowym turnieju, zdecydowała się na arcyważny krok w swoim życiu. Według “Neoskosmos” Sakkari zaręczyła się z synem greckiego premiera i swoim wieloletnim chłopakiem – Konstantinosem Mitsotakisem.

    Para zaczęła się ze sobą spotykać pięć lat temu. Wtedy Greczynka mówiła, że jej chłopak jest bardzo wyluzowaną osobą i super się przy nim czuje. Dwa lata temu w jednym z wywiadów dodała, że jej partner jest bardzo wyrozumiały i nigdy nie wywierał na niej presji.

    – Świetnie się bawię z Konstantinosem. Nie ma znaczenia, ile dni jesteśmy razem. Jest nam bardzo dobrze, nawet jeśli musimy być osobno. Mam wielkie szczęście, że jest w moim życiu i że mam mężczyznę, który mnie rozumie i nigdy nie powiedział mi: “Dokąd zmierzasz, dokąd podróżujesz?”. To motywuje mnie do działania i stawania się lepszą – dodawała wtedy.

    Według informacji mediów para weźmie ślub w 2027 roku.

    “Choć Sakkari nie podzieliła się publicznie informacją o zaręczynach, informacja została ujawniona podczas rozmowy greckiego premiera z greckimi politykami na początku 2026 roku. Według Neoskosmos premier Mitsotakis opisał swoją przyszłą synową jako wyjątkową młodą kobietę i ujawnił, że ślub planowany jest w 2027 roku. Premier powiedział również, że jest absolutnie gotowy na zostanie dziadkiem” – pisze “Tennisworldusa.org”.

    Zobacz także: Wiktorowski nie dowierzał w to, co robi Osaka! Demolka w hicie United Cup

    Sakkari świetnie zaczęła ten rok na korcie. W pierwszym swoim meczu pokonała 6:4, 6:2 w United Cup Japonkę Naomi Osakę (16. WTA).