• Szczęśliwy kraj, w którym Iga Świątek nie zwycięża w plebiscycie na najpopularniejszego sportowca

    Szczęśliwy kraj, w którym Iga Świątek nie zwycięża w plebiscycie na najpopularniejszego sportowca

    Bycie kajakarzem nie przypomina kolorowej bajki o dalmatyńczykach ani opowieści o hawajskiej księżniczce. Wiem to z własnego doświadczenia. Pewnej zimy, wiele lat temu, trener Puchalski, prowadząc motorówkę, doprowadził do mojej wywrotki na częściowo zamarzniętym Kanale Żerańskim. Efekt? Trzy kilometry wiosłowania do bazy w przemoczonej odzieży, która z każdą minutą twardniała na mrozie. To wspomnienie wraca dziś jak bumerang – i nie bez powodu.

    Nie chcę brzmieć ani egocentrycznie, ani jak sportowy kombatant, ale trudno – kajakarze i kajakarki naprawdę zasługują na ogromny szacunek. Także ci, których kariery zakończyły się przedwcześnie. Tak, mówię również o sobie.

    Tym większe było moje zdziwienie, gdy dowiedziałem się, że reprezentantka właśnie tej dyscypliny została uznana za najpopularniejszą sportsmenkę minionego roku w Polsce w plebiscycie „Przeglądu Sportowego”, który akurat obchodził setne urodziny. A właściwie – nie zdziwienie, lecz konsternacja granicząca z niedowierzaniem. Jakby nagle Krzyżacy wygrali pod Grunwaldem. Gdybym wiedział, że kajakarstwo może dawać aż taką popularność, moje treningi wyglądałyby zupełnie inaczej. Satysfakcja z wiosłowania byłaby większa, a opalenizna – jeszcze intensywniejsza.

    Dla pewności popytałem jednak tu i ówdzie. I niestety – nie, większość osób wciąż nie kojarzy Klaudii Zwolińskiej, mimo że zdobyła trzy medale mistrzostw świata w kajakarstwie górskim, w tym dwa złote. To mówi samo za siebie.

    Drugie miejsce w plebiscycie zajęła Iga Świątek. Osoba znana nie tylko w całej Polsce, ale i w sporej części globu. Tenisistka jednak – paradoksalnie – ma pecha do tego typu głosowań. Być może dlatego, że zarabia ogromne pieniądze, co w sposób całkowicie niezawiniony sprawiło, iż zgromadziła wokół siebie elektorat co najmniej chłodny, a nierzadko wręcz niechętny.

    Przybysz z Francji czy Anglii mógłby w takiej sytuacji zapytać z niedowierzaniem: cóż to za kraj, w którym triumfatorka Wimbledonu nie wygrywa plebiscytu na najpopularniejszego sportowca? Jakie sukcesy muszą odnosić pozostali, skoro nawet taki wynik nie wystarcza?

    Na tle tych rozstrzygnięć co roku odżywa znany konflikt: między młodymi ludźmi uprawiającymi sporty niekomercyjne a tymi, którzy robią dokładnie to samo – trenują, poświęcają życie sportowi, walczą o wyniki – lecz mają to „szczęście”, że ich dyscyplina generuje ogromne pieniądze. O ile są wystarczająco dobrzy.

    Gdy w styczniu 2022 roku plebiscyt za 2021 rok wygrał Robert Lewandowski, Paweł Fajdek – pięciokrotny mistrz świata i medalista olimpijski – skomentował to krótko: „Wstyd. Nie pozdrawiam”. W tej lakonicznej wypowiedzi dało się wyczuć sugestię, że piłkarzowi-milionerowi takie wyróżnienie się nie należy, a piłkarze w gruncie rzeczy niewiele robią. Lewandowski, wiadomo, olimpijskich medali nie zdobywa. Świątek ma na koncie jeden – brązowy – za to jej zarobki sięgają około 40 milionów euro. Gdyby tylko miała odpowiednie podejście do życia, nie musiałaby się zastanawiać, czy jeździć ferrari czy lamborghini. Wystarczyłoby jej porsche. Albo nawet trzy*.

    Iga Świątek bez tej nagrody spokojnie sobie poradzi.

    Przy zwycięstwie Klaudii Zwolińskiej podobnych złośliwości już nie było. Być może zadziałała tu schadenfreude – satysfakcja z cudzego „potknięcia” faworytki. A może po prostu poczucie, że sprawiedliwości stało się zadość, a kosmiczna równowaga została przywrócona. Sama Zwolińska, znana z błyskotliwych wypowiedzi, i tym razem nie zawiodła. W Kanale Sportowym powiedziała: – Idze zawsze należy się takie wyróżnienie, zwłaszcza gdy wygrywa się Wimbledon. Ale myślę, że przez to, co możemy zrobić dzięki tej nagrodzie w mojej dyscyplinie i w sportach niszowych, Iga przeżyje, jeśli raz jej nie dostanie.

    I trudno się z tym nie zgodzić. Może nie same dyscypliny niszowe, ale ich reprezentantki realnie skorzystają na takim rozstrzygnięciu. Wystarczy spojrzeć na Aleksandrę Mirosław, zawodniczkę innej „niszowej” konkurencji – wspinaczki sportowej na czas. Złoto olimpijskie w Paryżu w 2024 roku, a potem zwycięstwo w plebiscycie „Przeglądu Sportowego” otworzyły jej drzwi do świata reklamy. Dzięki spotom emitowanym w najlepszym czasie antenowym stała się prawdopodobnie bardziej rozpoznawalna niż wcześniej, gdy zdobywała kolejne sportowe laury.

    Stąd mój postulat, by uniknąć corocznego weltschmerzu, schadenfreude i całej gamy niemieckich słów opisujących frustrację. Niech „Przegląd Sportowy” stworzy kategorię „poza konkurencją”, niczym specjalne klasyfikacje na górskich etapach Tour de France. Dla piłkarzy, tenisistów, golfistów, kierowców wyścigowych czy siatkarzy – wszystkich tych, którzy mają ten „problem”, że zarabiają ogromne pieniądze.

    * Świątek wygrała dwa porsche w Stuttgarcie, gdzie w kolejnych edycjach turnieju główną nagrodą był właśnie ten samochód. Czy nadal je posiada? Tego nie wiemy.

  • Nawrocki zdecydował! Dalej będą kraść na potęgę

    Nawrocki zdecydował! Dalej będą kraść na potęgę

    Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o świadczeniu usług cyfrowych, która w debacie publicznej była przedstawiana głównie jako narzędzie ochrony dzieci i sposób na zdyscyplinowanie globalnych gigantów technologicznych. W cieniu tych argumentów znalazł się jednak jeszcze jeden, niezwykle istotny wątek – walka z piractwem, zwłaszcza tym dotyczącym transmisji sportowych. Decyzja głowy państwa sprawiła, że to właśnie sport i nadawcy telewizyjni mogą dziś mówić o „rykoszecie”.

    Bilans decyzji prezydenta i zawetowana ustawa

    Osiem ustaw podpisanych, trzy zawetowane – tak wygląda dotychczasowy bilans legislacyjnych decyzji prezydenta Karola Nawrockiego. Wśród dokumentów, które nie uzyskały jego akceptacji, znalazła się ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Dla nadawców telewizyjnych był to akt prawny wyczekiwany od lat, ponieważ miał wprowadzić w Polsce unijny Akt o usługach cyfrowych (Digital Services Act – DSA).

    To właśnie DSA, w zależności od krajowych rozwiązań, daje państwom realne narzędzia do walki z nielegalnym obiegiem treści w internecie. W praktyce oznacza to możliwość szybkiego reagowania na pirackie transmisje sportowe, które generują ogromne straty finansowe dla legalnych nadawców.

    „Nie jestem notariuszem rządu”

    Prezydent Nawrocki w uzasadnieniu swojej decyzji nie pozostawił wątpliwości co do motywów weta.
    – Są granice, których przekraczać nie wolno. Rządzący muszą zrozumieć, że nie jestem ich notariuszem – napisał na oficjalnej stronie internetowej.

    Choć przyznał, że ustawa jest potrzebna i ważna, ocenił, iż w zaproponowanym kształcie może naruszać konstytucję i działać przeciwko obywatelom. Jego zdaniem do korzystnych rozwiązań „doklejono przepisy nie do obrony”, które niosą ze sobą ryzyko nadużyć.

    Szeroki zakres regulacji

    Projekt ustawy obejmował bardzo szeroki katalog zagadnień. Z jednej strony miał chronić dzieci przed patologicznymi treściami w internecie, z drugiej – umożliwić skuteczniejszą kontrolę nad platformami takimi jak Facebook, Google czy TikTok. Przewidywał możliwość monitorowania i wyłączania treści nieodpowiednich, ale także reagowania w sytuacjach naruszenia praw autorskich.

    To właśnie w tym ostatnim obszarze kluczowe znaczenie miała ustawa dla nadawców sportowych. Chodziło o szybkie blokowanie stron oferujących nielegalne transmisje meczów i wydarzeń sportowych, które są coraz większym problemem w całej Europie, również w Polsce.

    Piractwo znów rośnie

    Po okresie względnej stabilizacji rynek pirackich transmisji w 2025 roku ponownie zaczął się rozrastać. Nadawcy w Polsce potwierdzają, że skala zjawiska jest coraz większa.
    – Rocznie odnotowujemy setki nielegalnych transmisji wydarzeń sportowych, do których Telewizja Polsat posiada prawa. Łącznie czterech największych nadawców rejestruje ponad osiem tysięcy takich przypadków rocznie – przekazało biuro prasowe Cyfrowego Polsatu.

    Spór o kompetencje i „Ministerstwo Prawdy”

    Jednym z najbardziej kontrowersyjnych zapisów ustawy była możliwość blokowania określonych treści w internecie na podstawie decyzji administracyjnej. Kompetencje w tym zakresie miały otrzymać m.in. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji oraz Urząd Komunikacji Elektronicznej. W praktyce oznaczałoby to, że dostawcy internetu musieliby blokować wskazane treści lub strony.

    To właśnie ten mechanizm wzbudził największy sprzeciw prezydenta. Jego zdaniem oddawał on zbyt dużą władzę urzędnikom podległym rządowi, zamiast niezależnym sądom.
    – Sytuacja, w której o tym, co wolno w internecie, decyduje urzędnik podległy rządowi, przypomina konstrukcję Ministerstwa Prawdy z powieści „Rok 1984” George’a Orwella – argumentował Nawrocki.

    Nadawcy: to nie cenzura

    Prawnicy reprezentujący nadawców telewizyjnych odpierają zarzuty o cenzurę. Podkreślają, że ustawa dotyczyła wyłącznie zamkniętego katalogu czynów już dziś uznawanych za przestępstwa.
    – Nie chodzi o ograniczanie wolności słowa, lecz o możliwość szybkiej reakcji na ewidentne naruszenia prawa – tłumaczyła Ewa Wzięch z działu prawnego Canal+.

    W przypadku pirackich transmisji mechanizm byłby prosty: strona udostępniająca nielegalny stream trafiałaby do rejestru stron blokowanych, podobnie jak ma to miejsce w przypadku nielicencjonowanych bukmacherów. Kluczowa jest tu szybkość – mecz trwa około dwóch godzin, a jeśli nielegalne źródło nie zostanie wyłączone w ciągu kilkudziesięciu minut, straty dla nadawcy są już nieodwracalne.

    Sport w jednym worku z innymi problemami

    Z perspektywy nadawców sportowych kwestia piractwa jest zero-jedynkowa: albo ktoś ma prawa do transmisji, albo je łamie. Problem w tym, że projekt ustawy wrzucał ten mechanizm do jednego worka z innymi, znacznie bardziej niejednoznacznymi zagadnieniami – jak obrażanie w sieci, nękanie czy kontrowersyjne wypowiedzi w mediach społecznościowych. To właśnie te obszary budziły obawy o możliwe nadużycia i arbitralność decyzji.

    Polska w ogonie Europy

    Mechanizmy szybkiego blokowania nielegalnych transmisji działają już m.in. we Włoszech, Hiszpanii, Portugalii czy Grecji. We Włoszech nakaz blokady potrafi zostać wydany nawet w 30 minut. W Polsce nadawcy są dziś w dużej mierze zdani sami na siebie, zwłaszcza gdy pirackie serwery znajdują się w egzotycznych lokalizacjach poza UE.

    Tymczasem termin wdrożenia unijnego DSA minął w lutym 2024 roku, a Polska pozostaje jednym z ostatnich państw członkowskich bez odpowiednich regulacji. Z tego powodu Komisja Europejska wszczęła wobec naszego kraju formalne postępowanie.

    Co dalej?

    Prezydent zapowiedział, że nowy, poprawiony projekt ustawy może powstać szybko.
    – W ciągu miesiąca możemy przygotować uczciwy projekt, a w dwa miesiące uchwalić ustawę, która będzie chronić dzieci i respektować konstytucję – zapowiedział.

    W realiach polskiego procesu legislacyjnego są to jednak bardzo optymistyczne założenia. Do tego czasu nadawcy sportowi muszą radzić sobie z piractwem bez narzędzi, które w wielu krajach Europy już dawno stały się standardem.

  • Za dwa tygodnie finał WOŚP, a tu taka decyzja Świątek. Owsiak już to wie

    Za dwa tygodnie finał WOŚP, a tu taka decyzja Świątek. Owsiak już to wie

    Przez długi czas brakowało informacji o tym, czy Iga Świątek wesprze tegoroczny Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Wątpliwości zostały jednak rozwiane. Oficjalnie potwierdzono, że liderka światowego tenisa podjęła ważną decyzję i przekazała na licytację dwa absolutnie wyjątkowe przedmioty. O wszystkim poinformowano Jerzego Owsiaka oraz sztab WOŚP.

    Do 34. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy pozostało już niespełna dwa tygodnie. Trwają aukcje, dzięki którym można wesprzeć jedną z największych akcji charytatywnych w Polsce. Tradycyjnie do inicjatywy przyłączają się także sportowcy. Jeremy Sochan zaoferował 45-minutową kolację online w swoim towarzystwie, Mikołaj Marczyk zaprosił na przejazd rajdówką, Roman Biliński przekazał swój kombinezon wyścigowy, a prawdziwym hitem może okazać się wspólny bieg na Giewont z Justyną Kowalczyk-Tekieli. Teraz do tego grona dołączyła również Iga Świątek.

    To Iga Świątek przekazała na WOŚP. Takiej aukcji jeszcze nie było

    Wszystko jest już jasne. Wiadomo, co w tym roku będą mogli wylicytować kibice najlepszej polskiej tenisistki. Na aukcję WOŚP trafiły rakieta oraz ręcznik z Wimbledonu 2025 – przedmioty absolutnie unikatowe.

    „Wyjątkowa gratka dla fanów tenisa i sportowych emocji! Na aukcję WOŚP trafia rakieta, którą Iga Świątek wygrała historyczny Wimbledon 2025, opatrzona jej własnoręcznym podpisem, a także oryginalny ręcznik z tego legendarnego turnieju” – czytamy w oficjalnym opisie licytacji.

    Jak podkreślono, są to autentyczne pamiątki związane z jednym z największych sukcesów w historii polskiego sportu. To niepowtarzalna okazja, by stać się właścicielem fragmentu tenisowej historii, a jednocześnie wesprzeć szczytny cel.

    Takich przedmiotów na licytacjach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy jeszcze nie było. Zarówno rakieta, jak i ręcznik z Wimbledonu niosą ze sobą ogromny ładunek emocjonalny – nie tylko dla samej Igi Świątek, ale również dla jej kibiców. Mają też swoją wyjątkową historię. Latem światowe media szeroko rozpisywały się bowiem o tym, jak Polka „podkradała” wimbledońskie ręczniki, a nagrania dokumentujące te sceny błyskawicznie podbijały internet.

    Sama tenisistka wielokrotnie podkreślała, że ręczniki z londyńskiego Wielkiego Szlema mają dla niej szczególną wartość sentymentalną i że lubi przywozić kilka z nich do domu. „Szczerze mówiąc, myślę, że za jakieś 30 lat to będzie najlepsza możliwa pamiątka” – mówiła w jednym z wywiadów. Teraz pojawiła się unikalna szansa, by taki przedmiot trafił w ręce kibica.

    W poprzednich edycjach WOŚP na licytacjach pojawiały się już m.in. rakieta i piłka z French Open, rakieta z turnieju w Rzymie, prywatny trening z Igą Świątek, rakieta z Roland Garros wraz z zaproszeniem na jej mecz pierwszej rundy w Paryżu w 2023 roku i spotkaniem za kulisami, elegancka suknia z sesji podczas WTA Finals w Cancun, a także zestaw klocków i rakieta z sezonu 2024.

    Łącznie wszystkie dotychczasowe aukcje WOŚP z przedmiotami przekazanymi przez Igę Świątek przyniosły imponującą kwotę 761 tysięcy złotych. Wszystko wskazuje na to, że tegoroczna licytacja może jeszcze znacząco podnieść ten wynik.

  • Ależ informacje. Będzie “starcie” Świątek z Sabalenką. Jest godzina

    Ależ informacje. Będzie “starcie” Świątek z Sabalenką. Jest godzina

    Australian Open będzie pierwszym turniejem w 2026 roku, w którego drabince znajdą się Iga Świątek i Aryna Sabalenka. Panie aktualną dyspozycję sprawdzą podczas wspólnego treningu, co będzie nie lada gratką dla kibiców tenisa.

    Obie tenisistki mają już za sobą pierwsze występy w tym roku. Iga Świątek odniosła trzy zwycięstwa w ramach United Cup, a dodatkowo poniosła porażki z Coco Gauff i Belindą Bencić. Aryna Sabalenka zanotowała z kolei komplet pięciu wygranych w turnieju WTA 500 w Brisbane, co pozwoliło jej obronić tytuł w tych zmaganiach.

    Dwie najlepsze zawodniczki świata szykują się obecnie do występu w pierwszych wielkoszlemowych zmaganiach sezonu na kortach Australian Open. Białorusinka powalczy w Melbourne o trzeci tytuł, a Polka postara się skompletować wygrane we wszystkich turniejach Wielkiego Szlema. Zanim jednak przystąpią do rywalizacji, w której tle będzie batalia o fotel liderki rankingu WTA, sprawdzą swoją aktualną formę na wspólnym treningu.

    ZOBACZ WIDEO: Tak nasza ekipa świętowała zwycięstwo w United Cup!

    Specjalizujący się w tematyce tenisowej Michał Samulski opublikował na platformie X plan środowych sesji treningowych. Wynika z niego, że Świątek i Sabalenka pojawią się na korcie Rod Laver Areny o 11:45 czasu lokalnego, co w Polsce będzie odpowiadało godzinie 1:45 nad ranem. Spotkanie tych zawodniczek będzie wielką gratką dla fanów kobiecego tenisa.

    Wspólne treningi Świątek i Sabalenki wcześniej były rzadkością, ale od 2024 roku uległo to zmianie. Właśnie dwa lata temu przed WTA Finals w Rijadzie panie spotkały się na korcie. Efektem był nie tylko trening, ale też nagrany tik tok, który stał się prawdziwym wiralem w internecie.

    Później Polka i Białorusinka trenowały również w Abu Zabi, co sama Sabalenka wspominała jako miłe doświadczenie. – Poprosiłam ją o wspólny trening i tak zrobiłyśmy. Potem robiłam ćwiczenia po naszym odbijaniu. Powiedziała, że może dołączyć. Sfilmowaliśmy to i opublikowaliśmy filmik. Muszę powiedzieć, że jest naprawdę miłą osobą. Fajnie było się poznać. Nasza relacja jest coraz bardziej wyluzowana – skwitowała w rozmowie z agencją AFP.

    Rywalizacja w Australian Open wystartuje już w niedzielę, 18 stycznia. W roli obrończyni tytułu do zmagań w Melbourne podejdzie Madison Keys. Amerykanka w półfinale wyeliminowała Świątek, a w meczu o tytuł pokonała Sabalenkę, która walczyła o trzecie trofeum z rzędu.

  • Ojciec Świątek ogłasza ws. Igi. Nie ma już żadnych złudzeń, klamka zapadła

    Ojciec Świątek ogłasza ws. Igi. Nie ma już żadnych złudzeń, klamka zapadła

    Już wszystko jasne. To kajakarka Klaudia Zwolińska, która na mistrzostwach świata sięgnęła po dwa złota (w kategoriach K-1 i C1) oraz jeden brąz (w kategorii cross), zdobyła tytuł Sportowca Roku 2025 w Plebiscycie “Przeglądu Sportowego”.

    “Trochę trzęsie mi się głos. Tego się nie spodziewałam. Naprawdę jestem w szoku. Jak byłam dzieckiem, oglądałam zawsze ten Bal Mistrzów Sportu i marzyłam o wygranej. Oglądałam Justynę Kowalczyk, która nieraz wygrywała ten plebiscyt. I sobie myślałam, że też chciałabym go wygrać” – mówiła po ogłoszeniu wyników.

    Okazało się, że ostatecznie wszystko rozstrzygnęło się pomiędzy nią a Igą Świątek, która zajęła drugie miejsce. Tenisistki na Gali Mistrzów Sportu zabrakło, a statuetkę w jej imieniu odebrał ojciec. Po wszystkim Tomasz Świątek wypowiedział się w sprawie córki i nie pozostawił złudzeń, co do udziału Igi w tego typu imprezach.

    Zdecydowane słowa ojca Świątek po ogłoszeniu wyników

    “W imieniu Igi dziękuję za tę nagrodę. Oczywiście gratuluję tego wyróżnienia wszystkim, laureatom i nominowanym. Najlepiej, żeby sama Iga wypowiedziała się w swoim imieniu” – powiedział Tomasz Świątek ze sceny, odbierając statuetkę dla córki. Chwilę później na ekranie pojawiła się tenisistka, która na odległość podziękowała za nagrodę.

    Przyznała, że jak co roku nie ma możliwości uczestniczenia w Gali Mistrzów Sportu. W tym terminie ma zawsze ważne zobowiązania zawodowe. Na początku stycznia grała w United Cup w Sydney, teraz przenosi się do Melbourne, gdzie niebawem wystartuje Australian Open. W krótkiej przemowie wspomniała m.in. o swoim zeszłorocznym zwycięstwie na Wimbledonie.

    Tata wiceliderki rankingu WTA sądził, że taki triumf może być wystarczający do sięgnięcia po tytuł Sportowca Roku. “Jadąc na Galę Mistrzów Sportu, wydawało mi się, że zwycięstwo w Wimbledonie jest na tyle konkretne, że wystarczy do zwycięstwa w Plebiscycie ‘Przeglądu Sportowego’” – ocenił dla WP SportowychFaktów.

    Otwarcie wypowiedział się o nagrodzie także w rozmowie z Łukaszem Kadziewiczem. Wyjaśnił, jak się czuje, gdy reprezentuje córkę. “Generalnie to jest dziwne uczucie, jakbym za siebie odbierał. To już któryś raz za nią odbieram, bo jest w Australii w tym czasie. Dopóki będzie grała, będzie uczestniczyła w swoich poczynaniach, to jej na pewno nie będzie na takich imprezach” – oświadczył.

    Dodał, że Iga jest doceniania za swoje dokonania, a on jest dumny z tego, co osiągnęła w minionym roku. Odniósł się również do wygranej Klaudii Zwolińskiej. “Zwyciężczyni zrobiła niesamowity wynik i nigdy bym nie podejrzewał, że sporty wodne tak zdominują. Sam byłem wioślarzem, więc wiem, ile to jest wysiłku” – podsumował.

    Iga Świątek po wygraniu United Cup: Do trzech razy sztukaPolsat Sport
    Iga Świątek, Wimbledon 2025

    Iga Świątek, Wimbledon 2025GLYN KIRKAFP
    Młoda kobieta z krótkimi, falowanymi włosami, ubrana w jasny garnitur i niebieską koszulę, patrzy w bok z delikatnym uśmiechem. W tle znajduje się niebieski, abstrakcyjny wzór.

    Iga ŚwiątekPIOTR GRZYBOWSKI/AGENCJA SE/East NewsEast News
    Grupa trzech osób w czułym uścisku, z których jedna ubrana jest w białą koszulkę i czapkę, a druga w sukienkę w kwiaty. W tle widoczne rozmazane postacie i fragment trybun.

    Iga Świątek z siostrą i ojcemJohn Walton East News

  • Zapadła kluczowa decyzja ws. reprezentacji Polski. Dwa dni po tytule

    Zapadła kluczowa decyzja ws. reprezentacji Polski. Dwa dni po tytule

    Dawid Celt jest związany z polską reprezentacją kobiecą, grającą w Billie Jean King Cup, od ośmiu lat, przynajmniej formalnie. Jesienią 2017 roku podpisał umowę z PZT, zastąpił w roli kapitana Klaudię Jans-Ignacik, od 1 stycznia to od niego zależały już powołania. I jedną z pierwszych decyzji było zaproszenie do drużyny młodziutkiej wtedy Igi Świątek, która już była czołową juniorką świata i przebijała się w górę w rankingu WTA poprzez turnieje ITF.

    Od razu dał też szansę 16-latce do debiutu w narodowej koszulce w eliminacjach ówczesnego Fed Cup – Iga pokonała w Tallinie Bułgarkę Petię Arszinkową 6:0, 6:4. A w drużynie grały w Estonii m.in. Magdalena Fręch i Magda Linette, tak jak dzisiaj.

    Choć już wcześniej Celt, także z uwagi na swój związek z Agnieszką Radwańską, wspierał przy kadrze Tomasza Wiktorowskiego.

    Reprezentacji Polski nie udało się dotąd wygrać seniorskich rozgrywek Fed Cup, przemianowanych później na Billie Jean King Cup. Czy to za czasów Agnieszki Radwańskiej, czy teraz już gdy w ścisłej światowej czołówce znajduje się Iga Świątek. Najbliżej Biało-Czerwone były w listopadzie 2024 roku w Maladze – przegrały jednak 1:2 półfinał z Włoszkami, które później w boju o tytułu rozbiły Słowację. Decydował mecz deblowy, Iga Świątek i Katarzyna Kawa minimalnie uległy parze Sara Errani/Jasmine Paolini.

    Dawid Celt z konwym kontraktem. Rozwiane wątpliwości ws. dalszej pracy kapitana kadry BJK Cup

    Już w ubiegłym roku, w programie Break Point, prowadzonym przez Celta wspólnie z Markiem Furjanem, kapitan naszej drużyny BJK Cup sugerował, że to mogą być jego ostatnie miesiące w tej roli. I nie chodziło o wyniki sportowe, bo tu żadnych zastrzeżeń być nie może. Mimo że mecze reprezentacji Polski odbywają się tylko dwa razy w roku, to on sam uczestniczy w wielu innych projektach.
    Mężczyzna w białej sportowej kurtce z napisem ‘Polska’ na plecach, stojący bokiem na tle rozmytej flagi Polski oraz napisu ‘POL’, sugerujących oficjalną reprezentację kraju.

    Dawid Celt podczas meczu Polska – Ukraina w turnieju eliminacyjnym Billie Jean King Cup, 11.04.2025 r.ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTEREast News

    Mało tego, jako kapitan brał udział w rozmowach z zawodniczkami, dla których kwietniowe czy listopadowe terminy BJK Cup są niekorzystne, choćby dla Igi Świątek. Wiosną zeszłego roku w Radomiu zabrakło Świątek i Fręch, a Linette rozchorowała się w trakcie zgrupowania. Jesienią w Gorzowie Iga zagrała, ale brakowało Fręch czy Linette. Mimo tego Polska uzyskała pewny awans i w kwietniu zagra o miejsce w finałowym turnieju – ten odbędzie się we wrześniu w Shenzhen. A z kim, zdecyduje losowanie.

    Wiadomo już, że drużynę dalej prowadzić będzie Dawid Celt. I to jest informacja dla polskiego tenisa znakomita. 40-latek podpisał umowę z Polskim Związkiem Tenisowym na kolejne dwa sezony. – Mam poczucie, że nie powiedzieliśmy ostatniego słowa i powalczymy o zwycięstwo w BJK Cup – powiedział Dawid Celt, cytowany przez redaktora naczelnego Tenisklubu Adama Romera.

    A to wszystko zaledwie dwa dni po historycznym zwycięstwie Polski w United Cup.
    Agnieszka Radwańska, Dawid Celt

    Agnieszka Radwańska, Dawid CeltWojciech KubikEast News
    Tenisistka w białej czapce i stroju sportowym trzyma rakietę tenisową na tle trybun pełnych widzów.

    Iga ŚwiątekFoto OlimpikAFP

    Maja Chwalińska, Martyna Kubka i Dawid Celt po meczu Polska – Szwajcaria.

  • Po triumfie nad Świątek jest na ustach całej Polski. Nie do wiary, czym się zajmuje

    Po triumfie nad Świątek jest na ustach całej Polski. Nie do wiary, czym się zajmuje

    Klaudia Zwolińska sprawiła jedną z największych niespodzianek w historii plebiscytu „Przeglądu Sportowego”. Mistrzyni olimpijska z Paryża wygrała 91. edycję głosowania na Najlepszego Sportowca Polski, wyraźnie pokonując m.in. Igę Świątek. Tuż po gali kajakarka górska była gościem „Kanału Sportowego”, gdzie opowiedziała nie tylko o sukcesach, ale też o swoim życiu poza sportem. To, czym zajmuje się na co dzień, dla wielu kibiców może być dużym zaskoczeniem.

    Od kilku lat polskie kajakarstwo górskie kojarzy się przede wszystkim z jedną postacią. Klaudia Zwolińska, pochodząca z niewielkiej miejscowości Kłodne w powiecie limanowskim, konsekwentnie budowała swoją pozycję w światowej czołówce. Przez lata ciężkiej pracy stopniowo zbliżała się do absolutnego topu, aż w ostatnich dwóch sezonach jej kariera eksplodowała w najlepszy możliwy sposób.

    Zanim jednak o Zwolińskiej zaczęła mówić cała Polska, zawodniczka miała już za sobą olimpijski debiut. Podczas igrzysk w Tokio była o krok od medalu – rywalizację w konkurencji K1 zakończyła na piątym miejscu, tracąc zaledwie 2,25 sekundy do brązu. Trzy lata później los się odwrócił. W Paryżu Polka popłynęła znakomicie i sięgnęła po srebrny medal olimpijski, zapisując się na stałe w historii rodzimego sportu.

    Prawdziwą furorę Zwolińska zrobiła jednak w 2025 roku podczas mistrzostw świata w australijskim Penrith. 27-latka była bezkonkurencyjna – zdobyła złote medale w konkurencjach K1 i C1, a do tego dorzuciła brąz w crossie. Tym samym przeszła do historii kajakarstwa górskiego jako pierwsza zawodniczka, która podczas jednego światowego czempionatu wywalczyła aż trzy medale.

    Te spektakularne sukcesy znalazły swoje odzwierciedlenie podczas sobotniej Gali Mistrzów Sportu, podsumowującej 91. plebiscyt „Przeglądu Sportowego”. Choć wielu spodziewało się triumfu Igi Świątek, tym razem to nie wiceliderka rankingu WTA była bohaterką wieczoru. Najlepsza polska tenisistka musiała zadowolić się drugim miejscem.

    Statuetka dla Najlepszego Sportowca Polski trafiła w ręce Klaudii Zwolińskiej, która z ogromnym wzruszeniem odbierała swoje największe indywidualne wyróżnienie. Jak ujawnił później redaktor naczelny „Przeglądu Sportowego” Paweł Wołosik, przewaga kajakarki nad Świątek była ogromna – wyniosła dokładnie 96 tysięcy 244 głosy. Różnica okazała się wręcz miażdżąca.

    Tuż po zakończeniu gali Zwolińska pojawiła się w „Kanale Sportowym”. W trakcie rozmowy opowiadała o kulisach swojej dyscypliny, intensywnym sezonie oraz – jak sama to określiła – „kampanii”, która pomogła jej wygrać plebiscyt. W pewnym momencie zeszła jednak na bardziej prywatne tematy i zdradziła, czym zajmuje się poza sportem.

    – Ja jeszcze robię projekty z dzieciakami, podjęłam próbę studiowania kolejnego kierunku. Skończyłam magistra pedagogiki i chciałam wzmocnić swoje kompetencje z zakresu psychologii. Niestety zawaliłam już jeden semestr, bo nie dało się tego wszystkiego pogodzić – przyznała szczerze Zwolińska.

    Jak się okazuje, medalistka olimpijska od dawna stawia na rozwój także poza sportem. Studia pedagogiczne rozpoczęła niedługo po ukończeniu Zespołu Szkół Ekonomicznych w Nowym Sączu. Co więcej, pracę licencjacką broniła w wyjątkowych okolicznościach – zdalnie, będąc w Tokio, tuż przed swoim debiutem na igrzyskach olimpijskich.

    – Gdy byłam w Tokio, jeszcze przed wyjazdem do wioski olimpijskiej, udało mi się zdalnie obronić pracę na uczelni w Nowym Sączu. Jestem ogromnie wdzięczna, że w ogóle miałam taką możliwość. Władze uczelni stanęły na wysokości zadania, żebym mogła ukończyć studia na najwyższym poziomie i jednocześnie realizować się sportowo – wspominała w 2021 roku w rozmowie z Radiem RDN Nowy Sącz.

    Historia Klaudii Zwolińskiej pokazuje, że sukces na najwyższym sportowym poziomie może iść w parze z rozwojem osobistym i edukacją. Jej droga na szczyt to nie tylko medale i statuetki, ale także konsekwencja, ambicja i umiejętność łączenia wielu ról – nawet wtedy, gdy wydaje się to niemal niemożliwe.

    https://x.com/PWolosik/status/2010654029269844285?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2010654029269844285%7Ctwgr%5E11e4dd18594f23eee0dcc92d2c5195c45e776088%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fsportowe-zycie%2Fnews-po-triumfie-nad-swiatek-jest-na-ustach-calej-polski-nie-do-wnId22508043

  • Potwierdzają się doniesienia o Szeremecie i jej trenerze. To już oficjalne

    Potwierdzają się doniesienia o Szeremecie i jej trenerze. To już oficjalne

    Julia Szeremeta i Tomasz Dylak wreszcie dopięli sprawę, którą odkładali od wielu miesięcy. W mediach społecznościowych pojawił się oficjalny komunikat, w którym potwierdzono, że zarówno wicemistrzyni olimpijska, jak i jej trener odebrali wyjątkowe wyróżnienie. „Z dumą informujemy, że Julia Szeremeta oraz jej trener Tomasz Dylak odebrali swoje diamenty” – przekazano na wstępie. To jednak był dopiero początek ogłoszenia.

    Jeszcze przed Galą Mistrzów Sportu i ogłoszeniem wyników Plebiscytu „Przeglądu Sportowego” pięściarka i jej szkoleniowiec zawarli między sobą żartobliwy zakład. Tomasz Dylak ujawnił na antenie TVP Sport, że stawką było tysiąc złotych. – Ja twierdziłem, że Julka nie znajdzie się w pierwszej dziesiątce, a ona była przekonana, że jednak się uda – mówił trener. Sama Szeremeta potwierdziła te słowa, prosząc kibiców o wsparcie i głosy.

    Ostatecznie podczas gali w Teatrze Wielkim statuetka nie trafiła do zawodniczki, lecz do jej mentora. Tomasz Dylak został bowiem wybrany Trenerem Roku, a przy okazji wygrał zakład z podopieczną, której nazwisko nie znalazło się w czołowej dziesiątce głosowania.

    Po uroczystości Julia Szeremeta nie kryła wdzięczności. „Bal 100-lecia Plebiscytu Przeglądu Sportowego. Wyjątkowe wydarzenie, piękne miejsce i wspaniała atmosfera. Dziękuję serdecznie za wszystkie oddane na mnie głosy” – napisała w mediach społecznościowych. Niedługo później wróciła jednak do codziennych obowiązków i – jak się okazało – w końcu znalazła czas na sprawę, którą przez długi czas odkładała.

    Po zdobyciu srebrnego medalu na igrzyskach olimpijskich w Paryżu w 2024 roku życie Julii Szeremety zmieniło się diametralnie. Zyskała ogromną rozpoznawalność, a jej sytuacja finansowa znacząco się poprawiła. Zamieszkała w apartamencie udostępnionym przez sponsora, kupiła także własne mieszkanie, które – jak przyznała – planuje przeznaczyć na wynajem. – Nie opłaca mi się tam mieszkać, skoro w domu jestem tylko cztery–pięć dni w miesiącu – tłumaczyła.

    W jej garażu pojawił się prywatny samochód oraz Suzuki S-Cross oklejony wizerunkami sportsmenki. Po igrzyskach otrzymała również szereg nagród i premii: 25 tysięcy złotych z urzędu miasta, 75 tysięcy od ministerstwa, samochód i 100 tysięcy od Polskiego Związku Bokserskiego, a także obraz, voucher wakacyjny i 200 tysięcy złotych od Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Wśród wyróżnień był też diament – nagroda, po którą długo nie mogła sięgnąć.

    Pod koniec 2025 roku Szeremeta przyznawała, że sprawa wciąż pozostaje otwarta. – Diamentu od PKOl jeszcze nie odebrałam. Próbowaliśmy się umówić, ale nie zgraliśmy terminów – wyjaśniała w rozmowie z Hubertem Kęską.

    Teraz wszystko zostało sfinalizowane. Za pośrednictwem mediów społecznościowych poinformowano, że Julia Szeremeta odebrała diament oraz dyplom uznania. Co ważne, wyróżnienie trafiło również do jej trenera. „Z dumą informujemy, że Julia Szeremeta oraz jej trener Tomasz Dylak odebrali swoje diamenty. To wyjątkowa nagroda za zdobycie srebrnego medalu podczas Letnich Igrzysk Olimpijskich Paryż 2024” – przekazała Ewelina Tobiasz, prezes firmy będącej partnerem PKOl.

    W komunikacie podkreślono także znaczenie współpracy zawodniczki z trenerem. „Podziwiamy ogromną waleczność Julii, jej determinację i charakter mistrzyni, a także fantastyczną relację z trenerem, która doprowadziła do jednego z najważniejszych sportowych sukcesów ostatnich lat. To kolejny dowód na to, że największe cele osiąga się zespołowo. Samemu można zajść daleko, ale prawdziwy sukces buduje się z ludźmi, którzy potrafią wskazać właściwy kierunek i wspierają na każdym etapie drogi” – podsumowano.

  • Kłopoty Świątek na 8 frontach. 11 dowodów. Gorąco przed Australian Open

    Kłopoty Świątek na 8 frontach. 11 dowodów. Gorąco przed Australian Open

    Do oficjalnej inauguracji tegorocznego Australian Open pozostało już tylko 5 dni. Tymczasem forma Igi Świątek pozostaje niewiadomą, co potwierdziły jej występy na United Cup. O ile z niżej notowanymi rywalkami radziła sobie bezbłędnie – choć nie bez problemów – tak z zawodniczkami z czołówki rankingu WTA nie potrafiła wygrać. Ba, to tendencja utrzymująca się już od zeszłego roku, na co dziennikarze portalu Tennis365.com znaleźli 11 “dowodów”.
    Zbliżenie na twarz kobiety w czapce z daszkiem, z widocznym okiem i ustami. W kółku po prawej stronie dynamiczny kadr tej samej kobiety grającej w tenisa, skupionej na uderzeniu rakietą.

    Iga Świątek – wiceliderka rankingu WTAArtur Widak / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

    Iga Świątek będzie walczyć na Antypodach o skompletowanie wszystkich 4 trofeów składających się na Wielki Szlem. Polka ma już na koncie cztery triumfy na Rolandzie Garrosie i po jednym na kortach US Open oraz Wimbledonu. Do dopełnienia kwartetu pozostał już tylko ten jeden, ostatni.

    Nie będzie jednak o to łatwo, choć w minionym sezonie oraz w 2022 roku obecna wiceliderka światowego rankingu ocierała się już o finał, zatrzymując na półfinałach.

    By jednak myśleć o końcowym zwycięstwie, konieczna będzie skuteczna gra z tenisistkami z absolutnego topu, a z tym w ostatnim czasie Iga Świątek ma spore problemy.

    Najlepszym tego przykładem jest Coco Gauff, która wcześniej nie była wręcz w stanie nawiązać rywalizacji z naszą reprezentantką. Sytuacja jednak zmieniła się o 180 stopni. Teraz – po tegorocznym United Cup – to Amerykanka ma na koncie cztery wygrane mecze z rzędu.

    Niestety, spadkowa tendencja u Igi Świątek jest zauważalna także w starciach z innymi zawodniczkami z TOP 10 rankingu WTA, co wylicza portal Tennis365.com.

    Iga Świątek kontra TOP 10 WTA. Niepokojące statystyki

    Wspomniana redakcja opublikowała listę tenisistek z czołowej dziesiątki światowego zestawienia, z którymi Polka przegrała swoje ostatnie pojedynki. Niestety, znalazło się na niej aż 8 nazwisk. Zabrakło tylko Madison Keys. Poza tym Iga Świątek przegrała:

    Ostatnie dwa mecze z numerem 1 na świecie Aryną Sabalenką

    Ostatnie cztery mecze z numerem 3 na Świecie Coco Gauff

    Ostatnie dwa mecze z numerem 4 na świecie, Amandą Anisimovą

    Ostatni mecz z numerem 5 na świecie Jeleną Rybakiną

    Ostatnie dwa mecze z Jessicą Pegulą, numerem 6 na świecie

    Ostatni mecz z Jasmine Paolini, numerem 7 na świecie

    Ostatnie dwa mecze z Mirrą Andriejewą, ósmą zawodniczką świata

    Ostatni mecz z Belindą Bencic, numerem 10 na świecie

    Wymienione spotkania można potraktować jako 15 dowodów na problemy naszej tenisistki w starciach ze światową czołówką. Wprost potwierdzają to także statystyki.

    Tennis365 wylicza także, że łączny bilans Igi Świątek w całej karierze z rywalkami z TOP10 wynosi 53-28, co daje odsetek zwycięstw wynoszący 65,43 procent. W ostatnim czasie jednak znacząco spadł.

    Od początku sezonu tenisowego 2025 Świątek ma bilans 9-9 w meczach z przeciwnikami z czołowej dziesiątki jej skuteczność w meczach z przeciwnikami wyniosła 50%, co jest znacznie niższym wynikiem niż w całej jej karierze

    Iga Świątek – Eva Lys. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
    Kobieta siedząca przy stole podczas konferencji prasowej, trzymająca mikrofon, w tle logo WTA Tour oraz BNP Paribas, sportowe ubranie

    Iga Świątek AFP
    Młoda kobieta z krótkimi, falowanymi włosami, ubrana w jasny garnitur i niebieską koszulę, patrzy w bok z delikatnym uśmiechem. W tle znajduje się niebieski, abstrakcyjny wzór.

    Iga ŚwiątekPIOTR GRZYBOWSKI/AGENCJA SE/East NewsEast News
    Tenisistka w sportowym stroju i czapce z daszkiem trzyma rakietę tenisową, unosząc ramiona w geście niezrozumienia lub frustracji, w tle widoczna widownia na stadionie tenisowym.

    Iga ŚwiątekFoto OlimpikAFP

  • Wszyscy czekali na to, co zrobił Iga Świątek. Podjęła decyzję ws. WOŚP

    Wszyscy czekali na to, co zrobił Iga Świątek. Podjęła decyzję ws. WOŚP

    W ostatnich tygodniach wielu znanych sportowców ogłosiło zaangażowanie w Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, ale nie robiła tego Iga Świątek. Jak się jednak okazuje: polska tenisistka nie rozczarowała Jurka Owsiaka oraz jego sztabu. Wiadomo już, w jaki sposób wspomoże szczytną inicjatywę.
    Iga Świątek jest analizowana – także pod kątem swoich emocji
    Fot. Jakub Porzycki / Agencja Wyborcza.pl

    Iga Świątek wróciła do występów w tourze, więc w najbliższych miesiącach będą czekać ją nieustanne podróże. Z tego względu nie pojawiła się na Gali Mistrzów Sportu i nie skorzysta też z pewnie wielu innych zaproszeń, ale to nie znaczy, że nie angażuje się w wydarzenia w naszym kraju. Świadczy o tym m.in. właśnie to, co zamierza zrobić na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

    Zobacz wideo Jak zagra Legia na wiosnę? Papszun: Będziemy walczyć o życie

    Świątek ogłosiła. Wszystko jasne ws. jej udziału w WOŚP

    Największe gwiazdy polskiego sportu tradycyjnie dorzucają swoją cegiełkę do Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W ostatnich tygodniach dowiedzieliśmy się na przykład, że Jeremy Sochan przekazał na aukcję 45-minutową kolację online ze sobą, a Justyna Kowalczyk-Tekiel zaoferowała wspólny bieg na Giewont. 12 stycznia stało się jasne, co takiego przygotowała Iga Świątek.

    Okazuje się, że fani będą mogli wylicytować rakietę oraz ręcznik polskiej tenisistki z Wimbledonu. Pieniądze trafią oczywiście na rzecz pomocy potrzebującym.

    “Wyjątkowa gratka dla fanów tenisa i sportowych emocji! Na aukcję WOŚP trafia rakieta, którą Iga Świątek wygrała historyczny Wimbledon 2025, opatrzona jej własnoręcznym podpisem oraz oryginalny ręcznik z tego legendarnego turnieju. To autentyczne pamiątki związane z jednym z największych sukcesów w historii polskiego sportu. Niepowtarzalna okazja, by stać się właścicielem fragmentu tenisowej historii i jednocześnie wesprzeć szczytny cel” – czytamy na aukcji WOŚP.

    ZOBACZ TEŻ: Ojciec Świątek bez ogródek po odebraniu nagrody. “Nie będzie jej na takich imprezach”

    Iga Świątek już wkrótce rozpocznie rywalizację w Australian Open. Dotychczas w tym turnieju najlepiej poradziła sobie w 2022 oraz 2025 roku, kiedy udawało jej się dojść do półfinału.