• A jednak. Iga Świątek ogłosiła światu decyzję. “Jestem podekscytowana”

    A jednak. Iga Świątek ogłosiła światu decyzję. “Jestem podekscytowana”

    Iga Świątek potwierdziła swoje plany na pierwszą część nowego sezonu i ogłosiła, że tuż po Australian Open wystąpi w turnieju WTA 1000 w Dosze. Decyzja Polki zwraca uwagę, bo tegoroczny kalendarz WTA na początku roku został mocno zagęszczony, a działacze zdecydowali się na rozwiązanie rzadko spotykane w kobiecym tenisie.

    Nowy sezon tenisowy oficjalnie wystartował w piątek wraz z inauguracją United Cup, drużynowych zawodów rozgrywanych w australijskich Perth i Sydney. Dla czołowych tenisistek świata to kluczowy etap przygotowań przed Australian Open, które rozpocznie się 18 stycznia w Melbourne. Świątek skupia się na dobrym starcie w Australii, ale jednocześnie już teraz odsłoniła karty dotyczące kolejnych tygodni rywalizacji.

    Powrót do ulubionego miejsca

    – Cześć, tu Iga. Jestem bardzo podekscytowana, że w przyszłym roku wrócę na turniej w Dosze. Jak wiecie, uwielbiam tę imprezę. Cieszę się, że znów będę mogła tam zagrać i zaprezentować najlepszy tenis – powiedziała Świątek w nagraniu opublikowanym w sylwestra w mediach społecznościowych.

    Tym samym wiceliderka rankingu WTA potwierdziła udział w turnieju TotalEnergies Open, który odbędzie się w dniach 8–14 lutego. Będzie to pierwszy w sezonie turniej rangi WTA 1000, tradycyjnie rozgrywany na kortach twardych w Katarze. Decyzja Polki jest tym ciekawsza, że w tym roku kalendarz WTA uległ istotnym zmianom.

    Niezwykły układ kalendarza

    W sezonie 2026 rywalizacja w Dosze rozpocznie się zaledwie tydzień po zakończeniu Australian Open. Finał kobiecego turnieju wielkoszlemowego w Melbourne zaplanowano na 31 stycznia, co oznacza wyjątkowo krótki odstęp między Wielkim Szlemem a turniejem rangi WTA 1000. To prawdziwy ewenement w kobiecym tenisie.

    Dla porównania – po Roland Garros nie rozgrywa się żadnego turnieju tej rangi na trawie, po Wimbledonie zawodniczki zwykle mają około trzech tygodni przerwy przed startem „tysięcznika” w Kanadzie, a po US Open w tym sezonie minie aż 17 dni, zanim ruszą zawody w Pekinie.

    Jeszcze w 2023 roku przerwa między Australian Open a turniejem w Katarze wynosiła dwa tygodnie, a wcześniej zdarzało się, że była nawet trzytygodniowa. Skrócenie tego okresu oznacza spore wyzwanie zwłaszcza dla tenisistek, które dotrą do decydujących rund w Melbourne. Półfinały Australian Open zostaną rozegrane w czwartek, a finał dwa dni później – w sobotę. Cztery najlepsze zawodniczki będą miały więc wyjątkowo mało czasu na regenerację i podróż na Bliski Wschód.

    Doha sprzyja Świątek

    W tej grupie może znaleźć się także Świątek, która w ubiegłym roku po raz drugi w karierze dotarła do półfinału Australian Open. Wtedy była bardzo blisko awansu do finału – przegrała z Madison Keys 7:5, 1:6, 6:7, mimo że w decydującym secie miała piłkę meczową.

    Mimo intensywnego kalendarza zapowiedź startu w Dosze nie jest zaskoczeniem. To jeden z ulubionych turniejów Polki, który triumfowała już trzykrotnie – w latach 2022, 2023 i 2024. Jej imponującą serię zwycięstw przerwała dopiero Jelena Ostapenko, eliminując Świątek w półfinale ostatniej edycji.

    Katarskie warunki wyjątkowo sprzyjają Polce. Korty twarde w hali Khalifa nie należą do najszybszych, a Świątek doskonale radzi sobie również z wiatrem, który dla wielu rywalek bywa poważnym problemem. To właśnie tam wygrała 15 meczów z rzędu. Jak podkreślała na Sport.pl Agnieszka Niedziałek, w 25-letniej historii turnieju w Dosze żadna tenisistka nie miała tak długiej zwycięskiej serii, a Świątek jako jedyna triumfowała w trzech kolejnych edycjach. Choć w Katarze wygrywały wcześniej takie gwiazdy jak Aryna Sabalenka, Petra Kvitova, Karolina Plíšková, Simona Halep, Wiktoria Azarenka, Maria Szarapowa czy Martina Hingis, żadna z nich nie dominowała w Dosze w tak spektakularny sposób.

    Co z Dubajem?

    Tradycyjnie dzień po zakończeniu turnieju w Dosze rozpoczyna się kolejny „tysięcznik” – Dubai Duty Free Tennis Championships, zaplanowany na 15–21 lutego. Wciąż nie wiadomo, czy Świątek pojawi się także na liście startowej w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Zapytany o to zespół Polki odpowiedział, że na razie jest zbyt wcześnie na ostateczne deklaracje.

    Turniej w Dubaju pozostaje jednym z nielicznych imprez rangi WTA 1000 – obok zawodów w Wuhanie i Kanadzie – w których Świątek nigdy nie sięgnęła po tytuł. W poprzednim sezonie odpadła tam w ćwierćfinale po porażce z Mirrą Andriejewą 3:6, 3:6, a w 2023 roku dotarła do finału, gdzie lepsza okazała się Barbora Krejčíková. W środowisku tenisowym coraz częściej pojawiają się spekulacje, że Polka może w tym roku zrezygnować ze startu w Dubaju.

    Sama Świątek od dłuższego czasu krytycznie odnosi się do napiętego kalendarza WTA, podkreślając, że liczba turniejów jest zbyt duża. Podobne głosy płyną również od innych gwiazd, takich jak Aryna Sabalenka czy Coco Gauff. W rozmowie z „The Guardian” pod koniec listopada Polka zapowiedziała, że w 2026 roku może opuścić dwa obowiązkowe turnieje. Nie zdradziła, o które lokalizacje chodzi, ale nie można wykluczyć, że jedną z nich będzie właśnie Dubaj. Świątek wielokrotnie zaznaczała, że w Emiratach nie zawsze czuje się najlepiej pod względem zdrowotnym – dwa lata temu zmagała się tam z COVID-19, co miało wpływ na jej dyspozycję w półfinale z Anną Kalinską.

    Ostateczna decyzja w sprawie dalszych startów ma zapaść po Australian Open, gdy zespół tenisistki ogłosi szczegółowy plan na kolejne tygodnie.

    Na razie jednak uwagę skupia inauguracja sezonu. Pierwszy mecz w 2026 roku Iga Świątek rozegra już w poniedziałek 5 stycznia. Jej rywalką będzie Ewa Lys w spotkaniu Polska – Niemcy w ramach turnieju United Cup.

    https://x.com/z_kortu/status/2006485468742123734?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2006485468742123734%7Ctwgr%5E64ad897cd8d3b97e223ed48f4d8d2f3e5493106c%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732502690a-jednak-iga-swiatek-oglosila-swiatu-decyzje-jestem-podekscytowana.html

  • Lewandowski i spółka upokorzeni. Nagłe odejście. Ujawniono szokujące kulisy

    Lewandowski i spółka upokorzeni. Nagłe odejście. Ujawniono szokujące kulisy

    Porażka FC Barcelony z Chelsea FC na Stamford Bridge była jednym z najbardziej wstrząsających wydarzeń pierwszej części sezonu 2025/26. Londyńczycy rozbili „Dumę Katalonii” w sposób bezlitosny, wysyłając w świat jasny sygnał: ten zespół nie tylko się rozwija – on pędzi we właściwym kierunku i już wkrótce może stać się realnym kandydatem do największych trofeów. Dziś jednak tamten obraz jest już tylko wspomnieniem. W Chelsea doszło bowiem do prawdziwego trzęsienia ziemi, a kulisy, które właśnie ujrzały światło dzienne, są wręcz szokujące.

    Robert Lewandowski długo nie zapomni wieczoru z 25 listopada. To wtedy Chelsea rozbiła Barcelonę aż 3:0 – i był to najniższy możliwy wymiar kary. Gospodarze dominowali od pierwszej do ostatniej minuty, narzucając tempo, agresję i intensywność, z którymi zespół Hansiego Flicka kompletnie sobie nie poradził. Barcelona została w Londynie zwyczajnie zgnieciona, a tak dotkliwej deklasacji nie doświadczyła przez całą kadencję niemieckiego szkoleniowca.

    W tamtym momencie Chelsea jawiła się jako drużyna doskonale poukładana, zdyscyplinowana i głodna sukcesów. Wszystko wskazywało na to, że na Stamford Bridge rodzi się projekt zdolny rzucić wyzwanie największym potęgom europejskiego futbolu. Tym większe było zaskoczenie, gdy zaledwie kilka tygodni później klub ogłosił rozstanie z Enzo Mareską.

    Zwolnienie Włocha wprawiło piłkarski świat w osłupienie. Teraz jednak, dzięki doniesieniom „The Athletic”, poznajemy kulisy tej decyzji – i są one wyjątkowo niepokojące. Według ustaleń dziennikarzy, relacje pomiędzy trenerem a władzami klubu były napięte na wielu płaszczyznach. Maresca miał być poddawany naciskom ze strony osób trzecich, które oczekiwały wystawiania konkretnych zawodników, by sztucznie podtrzymywać ich wartość rynkową.

    Oznacza to, że decyzje personalne nie zawsze wynikały z wizji sportowej trenera, lecz z interesów ludzi stojących wyżej w klubowej hierarchii. Warto przypomnieć, że od czasu przejęcia Chelsea przez Todda Boehly’ego londyński gigant funkcjonuje w sposób, który wielu obserwatorów określa jako chaotyczny. Amerykański właściciel zainwestował gigantyczne środki w transfery, jednak znaczna część sprowadzonych piłkarzy nie odpowiadała koncepcji Mareski. Co więcej, transfer Alejandro Garnacho miał zostać przeprowadzony bez realnych konsultacji z trenerem.

    Maresca miał również pretensje do dyrekcji sportowej o brak wzmocnień w defensywie. Włoch od dłuższego czasu domagał się sprowadzenia klasowego obrońcy, jednak jego informacyjne sygnały pozostawały bez odpowiedzi. Narastająca frustracja, presja pozasportowa oraz niespełnione oczekiwania kadrowe sprawiły, że szkoleniowiec coraz poważniej myślał o odejściu.

    To jednak nie koniec problemów. Władze Chelsea miały być zaniepokojone doniesieniami, według których Enzo Maresca prowadził zakulisowe rozmowy z Manchesterem City na temat ewentualnego przejęcia zespołu po Pepie Guardioli. Na Stamford Bridge uznano, że te kontakty odciągają trenera od bieżącej pracy i podważają jego pełne zaangażowanie w projekt.

    W takich okolicznościach niezwykle obiecujący projekt w Londynie rozsypał się niemal z dnia na dzień. Coraz więcej wskazuje na to, że to właśnie Enzo Maresca był jego kluczowym elementem – architektem zespołu, który grał znacznie lepiej, niż sugerowałby to potencjał kadrowy. Jego odejście może okazać się dla Chelsea znacznie bardziej bolesne, niż w klubie początkowo przypuszczano.

  • Skowrońska nie miała zamiaru dłużej milczeć. Nikt nie miał pojęcia. “Wolna”

    Skowrońska nie miała zamiaru dłużej milczeć. Nikt nie miał pojęcia. “Wolna”

    Katarzyna Skowrońska, ikona polskiej siatkówki, rozpoczęła nowy rok wyjątkowo osobistym i szczerym wyznaniem. W noworocznym wpisie opublikowanym na Instagramie była reprezentantka Polski podsumowała ostatnie dwanaście miesięcy, nie ukrywając, że choć były one dla niej wartościowe, to jednocześnie wiązały się z dużymi emocjami i bolesnymi stratami.

    Skowrońska od lat uchodzi za jedną z najwybitniejszych postaci w historii żeńskiej siatkówki w Polsce. Przez wiele sezonów była filarem kadry narodowej, z którą sięgała po największe sukcesy – w tym dwa złote medale mistrzostw Europy w 2003 i 2005 roku. Jej dorobek obejmuje również występy na igrzyskach olimpijskich oraz mistrzostwach świata. Równolegle z karierą reprezentacyjną budowała silną pozycję w zagranicznych klubach, zwłaszcza we Włoszech, gdzie przez lata zdobywała uznanie kibiców i ekspertów. Po zakończeniu sportowej kariery nie zniknęła z przestrzeni publicznej, pozostając w stałym kontakcie z fanami za pośrednictwem mediów społecznościowych.

    Od pewnego czasu była siatkarka mieszka właśnie we Włoszech, gdzie rozpoczęła zupełnie nowy etap życia. W 2025 roku zdecydowała się na zakup zabytkowego młyna, który remontuje wspólnie z partnerem. Para od dwóch lat tworzy stabilny i szczęśliwy związek, a ich wspólnym marzeniem jest stworzenie w tym miejscu przestrzeni otwartej dla gości – miejsca łączącego urok włoskiej prowincji z osobistą historią Skowrońskiej. Sportsmenka chętnie dzieliła się w sieci kolejnymi etapami prac, a także symbolicznym momentem wymiany obrączek, który dla wielu obserwatorów stał się jasnym sygnałem, że ich relacja wkroczyła na bardzo poważny poziom.

    Końcówka roku skłania do refleksji, dlatego Skowrońska zdecydowała się na szczere podsumowanie minionych miesięcy. W noworocznym wpisie przyznała, że był to czas pełen sprzecznych emocji – z jednej strony dobry i ważny, z drugiej wymagający i obciążający.

    „To był dobry rok – niełatwy, ale dobry. Dużo przyszło, sporo odeszło. Dużo zyskałam, sporo straciłam. Mam dom, ale mój dom nie jest z cegieł i cementu. Ten dom jest wszędzie tam, gdzie jestem, bo ten dom to ja – to, co czuję i jak się czuję. Kocham i czuję się kochana. Najważniejsze jest to, że czuję się wolna. Wolna od przeszłości, od żali i złości, wolna od uprzedzeń, niechęci, zazdrości i złorzeczenia. To bardzo dużo” – napisała, nie kryjąc wzruszenia.

    Była reprezentantka podkreśliła również, że nie zamierza składać sobie pustych noworocznych obietnic ani zaczynać zmian od wielkich deklaracji. Jej zdaniem prawdziwe, trwałe przemiany rodzą się spokojnie, bez fajerwerków – z akceptacji, świadomości i wewnętrznej wolności, którą dziś ceni najbardziej.

  • Karol Nawrocki nie zgadza się na te ustawy. Tak tłumaczy swoją decyzję

    Karol Nawrocki nie zgadza się na te ustawy. Tak tłumaczy swoją decyzję

    Prezydentura jako realna władza, nie tylko symbol

    Karol Nawrocki jasno stawia granice współpracy z rządem

    Urząd prezydenta nie ogranicza się wyłącznie do funkcji reprezentacyjnej i ceremonialnych wystąpień na arenie międzynarodowej. To także jedno z kluczowych ogniw procesu legislacyjnego, dające realny wpływ na kształt prawa w Polsce. Karol Nawrocki w swoich ostatnich wypowiedziach bardzo wyraźnie podkreśla, że jego współpraca z rządem ma jasno określone ramy, a niektóre inicjatywy ustawodawcze z góry nie mogą liczyć na jego akceptację.

    Prezydent nie ukrywa, że prawo weta traktuje jako narzędzie odpowiedzialności, a nie element politycznej gry. W jego ocenie podpis pod ustawą nie jest formalnością, lecz decyzją wymagającą dogłębnej analizy skutków dla państwa i obywateli.

    „Dobro Polski” jako nadrzędne kryterium decyzji

    W debacie publicznej prezydent często postrzegany bywa jako ostatnia zapora przed kontrowersyjnymi decyzjami większości parlamentarnej. Karol Nawrocki w rozmowie z „Gościem Niedzielnym” odniósł się do zarzutów, jakoby blokował prace rządu, przedstawiając konkretne dane ze swojej dotychczasowej działalności.

    Jak podkreślił, do tej pory podpisał 132 ustawy, a zawetował 20. Ten bilans – w jego opinii – dowodzi, że nie kieruje się interesem partyjnym, lecz merytoryczną oceną projektów. Każde weto ma być poprzedzone analizą skutków prawnych i społecznych oraz oceną bezpieczeństwa obywateli.

    Prezydent zaznacza, że odrzucane były te akty prawne, które niosły ryzyko dla obywateli lub zostały przygotowane w sposób niechlujny legislacyjnie. Jak sam mówi, ustawy służące Polsce podpisuje bez względu na to, kto był ich autorem. Taka postawa ma budować obraz głowy państwa jako arbitra stojącego ponad bieżącym sporem politycznym, choć przeciwnicy zarzucają mu arbitralność w definiowaniu „dobrej ustawy”.

    Warto przypomnieć, że weto prezydenckie w polskim systemie prawnym jest instrumentem o wyjątkowej sile. Jego odrzucenie wymaga większości trzech piątych głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów, co czyni z niego realny mechanizm blokujący wadliwe prawo.

    Dialog z rządem, ale bez zgody na naciski

    Relacje między prezydentem a rządem, zwłaszcza w okresie koabitacji, od zawsze bywają napięte. Karol Nawrocki przyznaje, że rozmowy z przedstawicielami Rady Ministrów odbywają się regularnie, często jeszcze przed oficjalnym skierowaniem ustaw do podpisu.

    Te nieformalne konsultacje – jak zauważa – mają kluczowe znaczenie dla stabilności państwa. Jednocześnie prezydent wyraźnie podkreśla, że jego otwartość na dialog ma swoje granice. Jeśli projekt ustawy zagraża interesom obywateli lub fundamentom państwa, nie ma mowy o kompromisie.

    W tym kontekście weto staje się nie tylko instrumentem prawnym, ale również wyrazem politycznej niezależności. Nawrocki krytycznie odnosi się do strategii części klasy politycznej, która – jego zdaniem – próbuje wywierać presję medialną, licząc na zmianę jego stanowiska. Jak podkreśla, ponowne przesyłanie tej samej ustawy bez uwzględnienia prezydenckich zastrzeżeń nie jest drogą do porozumienia.

    Asertywność w polityce zagranicznej

    Równie jednoznaczne stanowisko Karol Nawrocki prezentuje w sprawach międzynarodowych, zwłaszcza w relacjach z Ukrainą. Choć podkreśla znaczenie strategicznego partnerstwa i ogromne wsparcie, jakiego Polska udzieliła swojemu sąsiadowi, nie unika trudnych tematów.

    Prezydent wskazuje, że prawdziwe partnerstwo nie polega na przemilczaniu problemów. W jego ocenie istnieją kwestie w relacjach z Ukrainą, które wymagają rozwiązania, a jego obowiązkiem jest artykułowanie oczekiwań strony polskiej – niezależnie od tego, czy rozmowy dotyczą Kijowa, Berlina czy Tel Awiwu.

    Taka postawa spotyka się z aprobatą części opinii publicznej, która oczekuje od polskiej dyplomacji większej stanowczości i obrony interesów narodowych nawet w relacjach z najbliższymi sojusznikami.

    Granica kompromisu i rola weta

    Z zapowiedzi Karola Nawrockiego wyłania się obraz prezydentury, w której prawo weta będzie jednym z kluczowych narzędzi negocjacyjnych. Prezydent zapowiada, że nie zawaha się zablokować żadnej ustawy, która – w jego ocenie – uderza w podstawy państwa, bezpieczeństwo prawne lub socjalne obywateli.

    Deklaracje te nabierają szczególnego znaczenia w kontekście planowanych reform wymiaru sprawiedliwości czy systemu podatkowego, od lat wywołujących silne emocje. Nawrocki jasno sygnalizuje, że jego podpis nie jest automatyczny, a rząd musi liczyć się z koniecznością przedstawienia solidnych argumentów – nie tylko politycznych, ale również eksperckich.

    Choć konsekwentne korzystanie z weta może spowolnić część reform, jednocześnie zmusza ustawodawcę do tworzenia bardziej dopracowanego prawa. Prezydent, powołując się na dotychczasowy bilans podpisanych i zawetowanych ustaw, przekonuje, że nie jest hamulcowym zmian, lecz strażnikiem jakości legislacji. W polityce zagranicznej zaś jego twarde stanowisko ma świadczyć o tym, że Polska chce prowadzić politykę podmiotową, opartą na jasno formułowanych oczekiwaniach i interesach narodowych.

  • Julia Szeremeta ma dość, grzmi o oszustwie. Nie mogła powstrzymać łez

    Julia Szeremeta ma dość, grzmi o oszustwie. Nie mogła powstrzymać łez

    Wraca temat jednego z najbardziej kontrowersyjnych werdyktów sędziowskich podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu. Choć od tamtych wydarzeń minęło już sporo czasu, emocje wciąż są żywe – szczególnie u Julii Szeremety. Wicemistrzyni olimpijska nie kryje frustracji i mówi wprost o niesprawiedliwości, jaka spotkała Elżbietę Wójcik. W dniu, gdy jej koleżanka z reprezentacji żegnała się z marzeniami o medalu, ona sama zapewniła sobie miejsce na podium. Radości jednak nie było – pojawiły się łzy i poczucie krzywdy. W najnowszej wypowiedzi Szeremeta nie owija w bawełnę.

    W rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet” Julia Szeremeta wraca myślami do igrzysk olimpijskich w Paryżu, które diametralnie odmieniły jej życie i sportową karierę. Zdobycie srebrnego medalu sprawiło, że jej popularność eksplodowała, a dziś nazwisko pięściarki regularnie pojawia się w nagłówkach sportowych mediów w całej Polsce.

    W wywiadzie szeroko odnosi się również do burzy, jaka rozpętała się po jej olimpijskim finale. Rywalka Polki, Lin Yu-ting, wzbudziła ogromne kontrowersje – część opinii publicznej kwestionowała nawet jej prawo do startu w kobiecej rywalizacji, podważając tym samym wynik walki o złoto. Jak się okazuje, temat wciąż nie jest zamknięty, a w kuluarach mówi się o możliwych dalszych działaniach.

    – Nasz szef zapowiada, że zajmie się tą sprawą i będzie walczył o tamten złoty medal – zdradza Szeremeta, dając do zrozumienia, że sprawa może mieć jeszcze ciąg dalszy.

    Jednak równie mocno, jak własny finał, porusza ją to, co spotkało Elżbietę Wójcik. Szeremeta wraca do tamtych chwil bez emocjonalnego dystansu i jasno staje po stronie koleżanki z kadry.

    Choć dla wielu kibiców Julia Szeremeta stała się rozpoznawalna dopiero po igrzyskach w 2024 roku, środowisko bokserskie znało ją znacznie wcześniej. Eksperci dostrzegali jej potencjał, choć często przewidywali, że na największe sukcesy będzie musiała jeszcze poczekać. Sama zawodniczka miała jednak zupełnie inne podejście.

    – Poświęciłam boksowi absolutnie wszystko. Nie widziałam innej opcji niż medal – tu i teraz. Nie trenowałam po to, żeby to się zmarnowało. Był moment, gdy razem z Elą Wójcik niemal na każdym treningu siłowym płakałyśmy z wyczerpania. Trener dokładał kolejne kilogramy, a my nie miałyśmy już siły, ale mimo to robiłyśmy jeszcze dwa, trzy powtórzenia więcej – wspomina w rozmowie z Hubertem Kęską.

    Wypowiedzi Szeremety wielokrotnie wracają do postaci Elżbiety Wójcik, której olimpijski start zakończył się w cieniu ogromnych kontrowersji. W jej przypadku nie chodziło o kwestie formalne czy regulaminowe, lecz – zdaniem wielu – o rażąco niesprawiedliwy werdykt sędziów. W ćwierćfinale Polka przegrała niejednogłośną decyzją z Atheyną Bylon, choć zarówno kibice, jak i eksperci byli przekonani, że to Wójcik powinna awansować dalej. Trener Kamil Gorząd nie krył oburzenia, mówiąc wprost o skandalu i podkreślając, że trzecia runda zdecydowanie należała do Polki.

    Dzień tej decyzji był dla Julii Szeremety wyjątkowo trudny. Tego samego dnia sama stoczyła walkę, która zapewniła jej co najmniej brązowy medal olimpijski. Mimo historycznego sukcesu nie potrafiła jednak cieszyć się chwilą.

    – Kompletnie nie odczuwałam radości. Było mi po prostu strasznie smutno, że Eli się nie udało. Moim zdaniem wygrała ten pojedynek i powinna zwyciężyć u sędziów. Została oszukana. Decydującą rundę wygrała do jednej bramki. Byłam już w strefie medalowej igrzysk olimpijskich, a po policzkach ciekły mi łzy. Razem ze sztabem w ogóle się z tego nie cieszyliśmy – mówi bez ogródek.

    Słowa Julii Szeremety pokazują, jak głębokie emocje towarzyszyły polskim pięściarkom w Paryżu. Choć igrzyska przyniosły historyczny sukces, dla wielu z nich pozostawiły również poczucie niedosytu i sportowej niesprawiedliwości, która – jak widać – do dziś nie daje o sobie zapomnieć.

  • Bartosz Kurek potwierdził ws. małżeństwa z Anną. Nie zamierza kryć i otwarcie wyznaje

    Bartosz Kurek potwierdził ws. małżeństwa z Anną. Nie zamierza kryć i otwarcie wyznaje

    W oczach kibiców uchodzą za jedno z najbardziej zgodnych i wspierających się małżeństw w polskim sporcie. Teraz te przypuszczenia znalazły swoje potwierdzenie w drobnym, lecz niezwykle wymownym geście. Bartosz Kurek skomentował najnowszy wpis swojej żony Anny i w zaledwie dwóch słowach zawarł więcej treści, niż niejeden długi wywiad. Nie krył emocji ani tego, jak ogromną rolę odgrywa ona w jego życiu. A to dopiero część tej historii.

    Po pięciu latach spędzonych w Japonii Bartosz Kurek w 2024 roku wrócił do Polski, podpisując kontrakt z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Powrót do PlusLigi miał być nowym otwarciem, jednak okazał się krótkim epizodem. Po jednym sezonie zabrakło ofert, które spełniałyby oczekiwania doświadczonego siatkarza. Decyzja była trudna, ale ostatecznie zapadła – raz jeszcze Azja, raz jeszcze Japonia. Kulisy tego wyboru zdradziła jego żona.

    – To nie była łatwa decyzja ani dla mnie, ani dla Bartka. Każda zmiana klubu to zmiana miejsca zamieszkania, a wraz z nią niepewność: jak będzie wyglądała nasza przyszłość, czy sobie poradzimy. Czeka nas przeprowadzka, kolejne budowanie wszystkiego od zera – naszego życia i codziennego funkcjonowania – mówiła Anna Kurek w swoim vlogu na YouTubie.

    Dziś Anna wraca myślami do minionych dwunastu miesięcy i podsumowuje czas pełen wyzwań, zmian i emocji, już po kolejnej przeprowadzce do Japonii. Jej wpis w mediach społecznościowych nie przeszedł bez echa, a komentarz męża natychmiast przyciągnął uwagę fanów.

    „Podsumowanie 2025 roku. Wzloty i upadki, ale z odpowiednimi ludźmi u boku zawsze jest łatwiej” – napisała Anna, dołączając serię zdjęć, które najlepiej oddają charakter ostatnich miesięcy. Wśród fotografii znalazły się ujęcia z boiska w nowych barwach – obecnie Bartosz reprezentuje Tokyo Sunbeams – kadry z siłowni, ulic Tokio, wakacyjnych wyjazdów, ale przede wszystkim liczne zdjęcia z mężem. To one najdobitniej pokazują, jak ważną częścią jej życia jest Bartosz.

    I uczucie jest w pełni odwzajemnione. Świadczy o tym krótki, lecz bardzo osobisty komentarz siatkarza: „Moja inspiracja”, opatrzony czerwonym sercem. Dwa słowa, które mówią wszystko o ich relacji.

    Kurek wielokrotnie podkreślał, jak ogromnym wsparciem jest dla niego żona. W rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet” bez wahania przyznał, że tworzą „zgraną parę”, a fundamentem ich małżeństwa jest zrozumienie, a nie pretensje. – Życzę każdemu, żeby mógł bez problemu łączyć życie prywatne z zawodowym. U nas, choć nie zawsze było łatwo, nigdy nie usłyszałem z ust mojej żony żadnych wyrzutów, że coś dla mnie poświęciła – mówił szczerze.

    Jak podkreślał, już w dniu, w którym poznał Annę, czuł, że to kobieta jego życia, a kolejne doświadczenia tylko go w tym utwierdzały. Gdy nagle żegnał się z klubem z Hiroszimy, mogła to być jedna z trudniejszych chwil w jego karierze. Wtedy Anna znów stanęła za nim murem. – Moja żona za każdym razem udowadnia, że im trudniejsza przeszkoda, tym lepiej sobie z nią radzi. W tamtej sytuacji zachowała się fantastycznie i będę jej dłużnikiem do końca życia – przyznał bez ogródek.

    Na tym jednak historia się nie kończy. Jak zdradziła sama Anna, Bartosz był gotów pójść jeszcze dalej – nawet zakończyć sportową karierę, gdyby tego wymagała ich relacja. Przed ostatnim wyjazdem do Japonii to właśnie jej zdanie było dla niego kluczowe. – Szanuję to, że Barti pytał mnie sto tysięcy razy, czy na pewno jestem gotowa. Powiedział wprost, że jeśli ja powiem „nie”, to on – i to jest takie jego – zrezygnuje nawet z siatkówki dla mnie – wyznała.

    Ich historia pokazuje, że za sportowymi decyzjami, transferami i sukcesami często stoją relacje, zaufanie i wsparcie, których nie widać w statystykach. W przypadku Bartosza i Anny Kurek to właśnie one wydają się największym zwycięstwem.

  • Świątek w Australii, a tutaj aż huczy. Głośno o Polce i Hiszpanie. “Byliby pierwszą parą”

    Świątek w Australii, a tutaj aż huczy. Głośno o Polce i Hiszpanie. “Byliby pierwszą parą”

    Iga Świątek już za moment rozpocznie rywalizację w United Cup, gdzie wspólnie z Hubertem Hurkaczem poprowadzi reprezentację Polski w walce o historyczny triumf. Zanim jednak Polka wyjdzie na kort w barwach narodowych, zagraniczne media szeroko rozpisują się o niej w zupełnie innym, jeszcze bardziej przełomowym kontekście. Wszystko za sprawą możliwej historii, która może zostać napisana podczas nadchodzącego Australian Open – i to wspólnie z jedną z największych gwiazd męskiego tenisa.

    Świątek od kilku dni przebywa w Australii, gdzie wystartował już United Cup. Biało-Czerwoni zainaugurują zmagania w poniedziałek 5 stycznia, mierząc się z reprezentacją Niemiec. Cel jest ambitny – sięgnięcie po końcowe zwycięstwo w prestiżowym turnieju drużynowym, który stanowi ważny sprawdzian formy przed pierwszym w sezonie turniejem wielkoszlemowym.

    United Cup to jednak jedynie etap przygotowań do Australian Open, które rozpocznie się 18 stycznia. To właśnie w Melbourne może dojść do wydarzeń, które przejdą do historii światowego tenisa.

    Australian Open – brakujące ogniwo w kolekcji Świątek

    24-letnia zawodniczka z Raszyna ma już na koncie sześć triumfów wielkoszlemowych. Czterokrotnie wygrywała Roland Garros (2020, 2022–2024), sięgnęła po tytuł w US Open (2022) oraz triumfowała na Wimbledonie w 2025 roku. Jedynym turniejem Wielkiego Szlema, którego jeszcze nie zdobyła, pozostaje Australian Open.

    Ten fakt nie umknął uwadze zagranicznych dziennikarzy. Coraz częściej podkreślają oni, że Świątek staje przed wyjątkową szansą na skompletowanie tzw. Karierowego Wielkiego Szlema. Co więcej, podobna sytuacja dotyczy także Carlosa Alcaraza. Hiszpan również ma na koncie sześć tytułów wielkoszlemowych, lecz nigdy nie wygrał w Melbourne.

    Branżowy portal tennis365.com zadaje wprost pytanie:
    „Czy Iga Świątek i Carlos Alcaraz dokonają wyjątkowego wyczynu na Australian Open 2026?”

    Podwójna historia w jednym turnieju?

    Dziennikarze zwracają uwagę, że zarówno Świątek, jak i Alcaraz mogą w Melbourne sięgnąć po swój siódmy tytuł wielkoszlemowy, a jednocześnie zdobyć brakujące trofeum do Karierowego Wielkiego Szlema. Co czyni tę sytuację jeszcze bardziej wyjątkową – nigdy wcześniej kobieta i mężczyzna nie skompletowali Karierowego Wielkiego Szlema podczas tego samego turnieju.

    W erze open dokonało tego jedynie 12 tenisistów i tenisistek: Margaret Court, Rod Laver, Billie Jean King, Chris Evert, Martina Navratilova, Steffi Graf, Andre Agassi, Serena Williams, Roger Federer, Rafael Nadal, Maria Szarapowa oraz Novak Djoković. Ostatnim był Serb, który zapisał się w historii w 2016 roku.

    Świątek i Alcaraz coraz bliżej przełomu

    Dotychczas najlepszym wynikiem Świątek w Australian Open pozostaje półfinał, do którego docierała w 2022 i 2025 roku. Alcaraz z kolei dwukrotnie kończył rywalizację w Melbourne na ćwierćfinale – w 2024 i 2025 roku.

    Hiszpan może jednak zapisać się w historii również z innego powodu. Najmłodszym zawodnikiem, który skompletował Karierowego Wielkiego Szlema, pozostaje Rafael Nadal – dokonał tego w 2010 roku, mając 24 lata. Alcaraz ma obecnie zaledwie 22 lata i w przypadku triumfu w Australian Open pobiłby ten rekord.

    Warto dodać, że w 2026 roku o krok od Karierowego Wielkiego Szlema jest także Jannik Sinner. Włoch ma już triumfy w pozostałych turniejach wielkoszlemowych, a do pełnej kolekcji brakuje mu jedynie zwycięstwa w Roland Garros.

    Najbliższe tygodnie zapowiadają się więc niezwykle emocjonująco – zarówno dla Igi Świątek, jak i dla całego tenisowego świata. Jeśli scenariusze kreślone przez zagraniczne media się spełnią, Melbourne może stać się miejscem absolutnie historycznym.

  • Iga Świątek pod lupą. Zapadł werdykt na 5 lat. “To jakiś żart”

    Iga Świątek pod lupą. Zapadł werdykt na 5 lat. “To jakiś żart”

    Iga Świątek intensywnie przygotowuje się do tenisowej inauguracji sezonu 2026 na australijskich kortach. W czasie gdy wiceliderka światowego rankingu WTA szlifuje formę przed pierwszymi występami w nowym roku, w jej sprawie padły wyjątkowe słowa. Ich autorem jest prawdziwa legenda tenisa, a werdykt dotyczy nie tylko najbliższych tygodni, lecz aż pięciu kolejnych lat kariery Polki. – To jakiś żart – tak podsumowano to, czego dokonała 24-letnia zawodniczka z Raszyna.

    Świątek przebywa już na Antypodach, gdzie 18 stycznia rozpocznie się Australian Open. Zanim jednak Polka stanie do walki o skompletowanie karierowego Wielkiego Szlema, wystąpi w barwach reprezentacji Polski w turnieju United Cup w Sydney. Biało-Czerwoni w fazie grupowej zmierzą się z Niemcami oraz Holandią, a liderka kadry intensywnie trenuje przed inauguracyjnym meczem z Evą Lys.

    Choć kalendarz wskazuje już 2026 rok, a kibice żyją emocjami nowego sezonu, tenisowy świat wciąż podsumowuje wydarzenia minionych dwunastu miesięcy. Jednym z tych, którzy postanowili dokładnie przyjrzeć się ostatniemu rokowi, był Andy Roddick. Były lider rankingu ATP na swoim kanale omówił pięć czołowych tenisistek świata, a w dyskusji towarzyszyli mu Mike Hayden oraz Jon Wertheim.

    Roddick w niezwykle ciepłych słowach wypowiedział się o Idze Świątek. Szczególne wrażenie zrobiły na nim jej triumfy na Wimbledonie oraz w Cincinnati, znacząca poprawa serwisu, a także sposób, w jaki Polka potrafiła odwrócić losy sezonu, który ostatecznie okazał się dla niej bardzo udany.

    Amerykanin nie poprzestał jednak na podsumowaniu, wybiegając myślami daleko w przyszłość i wróżąc Świątek kolejne wielkie sukcesy.
    – Przez cały rok była numerem dwa. Spójrzmy na jej całkowity dorobek w turniejach wielkoszlemowych i na to, w jakim znajduje się towarzystwie. Potem wróćmy do tej rozmowy – mówił Roddick. – Ona znów będzie wygrywać Rolanda Garrosa, i to wielokrotnie. To wróci. Nie będzie co roku zmagała się z problemami mentalnymi na tym etapie sezonu – dodał.

    Zachwytu nad całokształtem kariery Polki nie krył także Mike Hayden, który przyznał, że liczby osiągane przez Świątek są wręcz trudne do uwierzenia.
    – Musiałem dwukrotnie sprawdzić jej statystyki, bo coś mi się nie zgadzało. Ona ma już 404 zwycięstwa w karierze i tylko 92 porażki – stwierdził.
    – A ma dopiero 24 lata – dorzucił Jon Wertheim.
    – To jakiś żart – podsumował Roddick, nie kryjąc podziwu. – Będzie lepsza niż większość członków Galerii Sław. W tym kierunku zmierza. Jest po prostu niesamowicie dobra – zaznaczył.

    Triumfator US Open z 2003 roku został zapytany również o to, czy widzi Igę Świątek w gronie głównych faworytek najbliższego Australian Open. Jego odpowiedź nie pozostawiła wątpliwości. Roddick podkreślił, że dotyczy to nie tylko turnieju w Melbourne, ale praktycznie każdej imprezy, jaka zostanie rozegrana w ciągu najbliższych pięciu lat.

    – Ona zawsze jest jedną z faworytek. Świetnie grała poprzednim razem w Australii. To nie jest tak, że źle weszła w poprzedni sezon – zaznaczył. Po czym dodał jeszcze mocniej:
    – Pójdę o krok dalej. Wskażcie dowolny turniej w ciągu najbliższych pięciu lat, a moja odpowiedź prawdopodobnie będzie brzmiała: „tak”. Taka jest Iga Świątek. Po prostu.

  • Wpadka Osaki na oczach Wiktorowskiego. Bolesne zakończenie dla Japonki

    Wpadka Osaki na oczach Wiktorowskiego. Bolesne zakończenie dla Japonki

    Podczas amerykańskiego swingu w sezonie 2025, Naomi Osaka przypomniała o swoim ogromnym potencjale. Poprawa wyników Japonki zsynchronizowała się z przybyciem Tomasza Wiktorowskiego do sztabu czterokrotnej mistrzyni imprez wielkoszlemowych. Już premierowy turniej tego duetu przyniósł świetny rezultat. 28-latka dotarła do finału WTA 1000 w Montrealu. Później przyszedł bardzo dobry występ Naomi w US Open. Pokonała po drodze m.in. Coco Gauff. Zatrzymała się dopiero na etapie najlepszej “4”, gdzie po blisko trzygodzinnej batalii uległa Amandzie Anisimovej. Końcówka poprzedniego roku była już nieco słabsza, ale wyniki osiągnięte we wcześniejszej fazie pozwoliły Japonce zadomowić się w drugiej dziesiątce kobiecego zestawienia.

    W tym sezonie Osaka ma chrapkę na jeszcze lepsze występy. 28-latka postanowiła zainaugurować zmagania od występu w United Cup. Już w pierwszym meczu czekało ją solidne wyzwanie. Po drugiej stronie siatki zameldowała się nieobliczalna Maria Sakkari, która przez lata znajdowała się w czołowej “10” kobiecego zestawienia. Obecnie Greczynka plasuje się na 52. miejscu, o 36 lokat niżej od Naomi. Mistrzyni z Guadalajary z 2023 roku pokazała jednak solidną dyspozycję w premierowym spotkaniu nowej kampanii rozgrywek.

    United Cup: Naomi Osaka kontra Maria Sakkari

    Mecz rozpoczął się od serwisu Sakkari. Pierwsze minuty spotkania należały do Greczynki. Po tym, jak utrzymała swoje podanie, po zmianie stron wkroczyła do akcji returnie. Po jednym z nich wypracowała sobie break pointa na 2:0. Wtedy Osaka wyszła jeszcze z opresji, ale niebawem Maria otrzymała kolejną szansę, tym razem po podwójnym błędzie serwisowym Osaki. Zawodniczka z Europy dopięła swego i wyszła na prowadzenie 2:0. Tenisistka z 52. miejsca w rankingu nie nacieszyła się tym faktem zbyt długo. Po chwili rozegrała bardzo słabego gema, a zakończyła go wyraźną pomyłką przy siatce. Podczas czwartego rozdania Naomi obroniła piłkę na przełamanie i wyrównała na 2:2.

    Kolejne minuty pojedynku toczyły się pod dyktando serwujących. To działało na korzyść Sakkari, która podawała jako pierwsza w kolejności. Dzięki temu przy stanie 5:4 mogła wywierać presję na Osace. Greczynka nie zwalniała tempa i wywalczyła sobie dwa setbole. Japonka wyratowała się w obu przypadkach serwisem, ale później Maria doczekała się jeszcze jednej okazji. Tym razem nie popisała się czterokrotna mistrzyni imprez wielkoszlemowych. Popełniła wyraźny błąd przy smeczu i w ten oto sposób premierowa partia trafiła w ręce niżej notowanej tenisistki wynikiem 6:4.

    Osaka na bieżąco otrzymywała wskazówki od trenera Tomasza Wiktorowskiego, który przebywał w boksie drużyny Japonii. W trzecim gemie drugiego seta pojawiła się nadzieja na lepszy początek dla Azjatki. Podopieczna polskiego szkoleniowca posiadała dwa break pointy. Jednego obroniła asem Sakkari, ale przy drugim piłka znalazła się już w grze. Naomi popełniła jednak błąd, później także kolejne akcje powędrowały na konto Greczynki i dzięki temu nadal nie widzieliśmy przełamań w tej części pojedynku. To nadeszło w trakcie czwartego rozdania. Japonka zanotowała słabszy moment i pozwoliła odskoczyć rywalce już na dystans dwóch “oczek”.

    Maria nie zamierzała na tym poprzestać. Zawodniczka z Europy poszła za ciosem i powiększyła przewagę. Już przy stanie 5:1 mogła zamykać pojedynek przy swoim serwisie. Wtedy Osaka zerwała się jeszcze na moment do walki, odrobiła jednego breaka. Po zmianie stron rywalizacja dobiegła jednak końca. Sakkari odzyskała to, co chwilę wcześniej straciła i wygrała spotkanie 6:4, 6:2.

    Iga Świątek rozpoczęła pobyt w Australii od prezentu. „Dobra kawa. Tego mi teraz potrzeba”© 2025 Associated Press
    Naomi Osaka

    Naomi OsakaJose Breton / NurPhoto / NurPhoto via AFP – Jose Breton/Pics Action/NurPhoto) (Photo by Jose Breton / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Zawodniczka podczas intensywnego uderzenia dwuręcznym backhandem tenisowym, skupiona twarz, sportowy strój, lotka piłki nad rakietą, dynamiczny ruch i tło z zielonym elementem graficznym.

    Maria SakkariJULIEN DE ROSAAFP
    Mężczyzna w średnim wieku o siwych włosach i brodzie siedzi za stołem, ubrany w koszulkę w odcieniach zieleni, tło rozmyte z ciemnym banerem.

    Tomasz WiktorowskiFoto Olimpik/Nur PhotoAFP

  • Iga Świątek pod lupą. Zapadł werdykt na 5 lat. “To jakiś żart”

    Iga Świątek pod lupą. Zapadł werdykt na 5 lat. “To jakiś żart”

    Iga Świątek przebywa już na Antypodach, gdzie niebawem (18 stycznia) wystartuje Australian Open. Zanim jednak Polka powalczy o skompletowanie karierowego Wielkiego Szlema, będzie broniła barw reprezentacji Polski w turnieju United Cup w Sydney. Nasza kadra zmierzy się w grupie z Niemcami oraz Holandią, a 24-latka już ostro trenuje przed premierowym bojem z Evą Lys.

    Choć nastał już 2026 rok, a przed nami emocje związane z nowym sezonem, wciąż trwają analizy tego, co wydarzyło się w ciągu poprzednich 12 miesięcy.

    Andy Roddick w rozmowie opublikowanej na swoim kanale wziął pod lupę pięć czołowych tenisistek światowego rankingu, a towarzyszyli mu Mike Hayden oraz Jon Wertheim.

    Były amerykański lider światowego w rankingu w niezwykle ciepłych słowa wypowiedział się na temat Igi Świątek, zachwycając się zwłaszcza jej triumfem na Wimbledonie oraz w Cincinnati, genialnym serwisem oraz tym, jak zdołała odwrócić losy swojego sezonu, który koniec końców był dla niej niezwykle udany.

    Przy okazji wybiegł przy tym myślami w przyszłość, wróżąc kolejne wielkie sukcesy naszej tenisistce.

    – Przez cały rok była numerem dwa. Spójrzmy, na jej całkowity dorobek w Wielkim Szlemie i na to, w jakim znajduje się towarzystwie. A potem wróćmy do tej rozmowy. (…) Ona znów wygra Rolanda Garrosa i to wielokrotnie. To wróci. Nie będzie borykała się z problemami mentalnymi rok w rok na tym etapie sezonu.

    Tenis. Iga Świątek chwalona za 2025 rok. Już wróżą kolejne sukcesy Polki

    Nad całokształtem kariery rozpływał się podczas rozmowy Mike Hayden, który wręcz nie mógł uwierzyć w liczby, które wykręca Iga Świątek.

    Dwukrotnie sprawdzałem statystyki, dotyczące jej kariery, bo coś mi tu nie pasowało. Ona już zanotowała 404 wygrane w karierze przy zaledwie 92 porażkach

    – A ma dopiero 24 lata – dodał Jon Wertheim.

    – To jakiś żart – spuentował całą sprawę Andy Roddick, nie kryjąc swojego zachwytu Polką.

    – Będzie lepsza niż większość członków Galerii Sław. W tę stronę zmierza. Jest tak dobra – podkreślił przy tym.

    Triumfator US Open z 2003 roku został zapytany także o to, czy widzi Igę Świątek wśród głównych faworytek najbliższego Australian Open. Odparł, że tak i dotyczy to nie tylko najbliższej wielkoszlemowej imprezy na Antypodach, ale też w zasadzie każdego turnieju, który zostanie rozegrany w ciągu najbliższych pięciu lat.

    – Zawsze jest jedną z faworytek. Świetnie grała poprzednim razem w Australii. To nie jest tak, że źle weszła w miniony rok – powiedział Andy Roddick. I dodał:

    Pójdę o krok dalej. Wskażcie dowolną imprezę w ciągu najbliższych pięciu lat, a moja odpowiedź będzie brzmiała prawdopodobnie “tak”. Taka dobra jest Iga Świątek. Po prostu

    Iga Świątek: Gra dla reprezentacji Polski to zawsze ogromna przyjemność. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
    Kobieta ubrana w różową bluzę z kapturem i czapkę w tym samym kolorze siedzi, gestykuluje dłońmi i prowadzi rozmowę, obok widoczny biały ręcznik.

    Iga ŚwiątekAFP
    Iga Świątek podczas konferencji prasowej

    Iga Świątek podczas konferencji prasowejFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekMatthieu Mirville / Matthieu Mirville / DPPI via AFPAFP