• Reakcja Świątek mówiła wszystko! Milion dolarów przeszedł jej koło nosa

    Reakcja Świątek mówiła wszystko! Milion dolarów przeszedł jej koło nosa

    Zanim zacznie się rywalizacja w Australian Open, organizatorzy wielkoszlemowej imprezy przygotowali specjalny turniej 1 Point Slam. Wzięła w nim udział Iga Świątek. Oto jak poszło naszej najlepszej tenisistce w tych pokazowych zawodach.
    Iga Świątek

    1 Point Slam to specjalna, pokazowa impreza, która odbyła się na kilka dni przed startem Australian Open. Gwiazdy światowego tenisa zagrały z amatorami, celebrytami i byłymi tenisistami, a stawką był milion dolarów australijskich. Jak sama nazwa turnieju wskazywała, grano tylko jedną akcję. Dla urozmaicenia rywalizacji, zawodowcy mogli serwować tylko raz, a amatorzy dwukrotnie. O tym, kto serwuje, decydowała gra kamień, papier, nożyce. Do tego mężczyźni mogli zagrać przeciwko kobietom. Trybuny Rod Laver Areny były wypełnione po brzegi.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany

    Na liście uczestników znalazła się Iga Świątek, a obok niej wiele innych gwiazd i wirtuozów tenisa. Wśród nich m.in. Frances Tiafoe, Jelena Rybakina, Jannik Sinner, Amanda Anisimova, Danił Miedwiediew, Carlos Alcaraz, Coco Gauff, Felix Auger-Alliasime, Naomi Osaka, Maria Sakkari, Jasmine Paolini, Alexander Zverev, Nick Kyrgios, Donna Vekić, McCartney Kessler, Aleksandr Bublik, Andriej Rublow i Marat Safin. Nie było Aryny Sabalenki i Novaka Djokovicia.
    Świątek wzięła udział w pokazowym turnieju

    Przed startem 1 Point Slam została utworzona turniejowa drabinka. W niej Iga Świątek miała wolny los w pierwszej rundzie. W drugiej zmierzyła się ze zwycięzcą starcia Flavio Cobolli – Calum Puttergill. Zwycięsko wyszedł z niego Cobolli po zepsutym serwisie rywala.

    W pojedynku z Włochem to Polka serwowała, choć przegrała w grze kamień, papier, nożyce. Cobolli wybrał return. Od początku to Świątek narzuciła tempo w wymianie i zmusiła go do błędu. Dzięki temu nasza najlepsza tenisistka wygrała i przeszła dalej.

    Kolejnym rywalem Świątek był Frances Tiafoe. Tym razem to Amerykanin serwował. Ale zepsuł swój serwis, nie zmieścił piłki w karo serwisowym. Polka awansowała do ćwierćfinału, nie dotykając piłki w swoim drugim pojedynku.

    Następnym przeciwnikiem Świątek był Hiszpan Pedro Martinez, serwowała Polka. To była dość długa wymiana. Świątek próbowała naciskać, ale popełniła niewymuszony błąd, posyłając piłkę z bekhendu poza kort. Przez to odpadła z rywalizacji. Ale z pewnością miała sporo frajdy z gry.

    Niestety, Świątek nie zgarnie głównej nagrody, którą był jeden milion dolarów australijskich (ponad 2,4 mln złotych przy obecnym kursie walut).

    Zobacz też: Sceny w Australii. Świątek już ma za sobą pierwszy mecz z Sabalenką
    Sensacja za sensacją w Melbourne

    Przebieg turnieju był po prostu sensacyjny. Wszyscy liczący się tenisiści na świecie nie doszli nawet do półfinału! W drugiej rundzie odpadli Zverev, Rybakina, Paolini oraz Gauff, która przegrała po własnym błędzie serwisowym. Później pożegnaliśmy Tiafoe, Augera-Aliassime’a, Kyrgiosa, Osakę, Miedwiediewa, Alcaraza i Sinnera, który zepsuł serwis w starciu z amatorem. W ćwierćfinale odpadły Świątek, Anisimova i Sakkari. Do półfinału doszła Vekić, wicemistrzyni olimpijska z Paryża, ale od czasu igrzysk nie zaszła nigdzie tak daleko.

    W sensacyjnym finale zagrali Joanna Garland, 24-letnia reprezentantka Tajwanu, 117. zawodniczka rankingu WTA, a także Jordan Smith, 29-letni Australijczyk, mający w turnieju status amatora. Garland wyrzuciła z turnieju Zvereva, Kyrgiosa, Sakkari i Vekić. Z kolei Smith wyeliminował Sinnera, Anisimovą i Martineza.

    Garland wygrała kamień, papier, nożyce i wybrała serwis. Ale zepsuła kontrę do returnu. Przy bekhendzie piłka zeszła jej z rakiety, przez to wyrzuciła ją poza kort. Triumf Smitha to absolutna sensacja.

    Mało brakowało, a Smith zdobyłby dziś dublet. W turnieju amatorów przegrał w finale, lepszy okazał się Alec Reverente i to on wyjedzie z Melbourne z nowym samochodem marki Kia.

    Organizatorzy mogą śmiało mówić o sukcesie pokazowej imprezy. Trybuny kortu wyprzedane, publika świetnie się bawiła, była też zapewne spora widownia przed telewizorami i w sieci. Wszyscy oglądali efektowne wymiany i zaskakująco szybkie wpadki faworytów.

  • Dokładne wyniki plebiscytu na sportowca roku. O tyle głosów Zwolińska wyprzedziła Świątek

    Dokładne wyniki plebiscytu na sportowca roku. O tyle głosów Zwolińska wyprzedziła Świątek

    Sportowcem 2025 roku w plebiscycie Przeglądu Sportowego Onet została Klaudia Zwolińska. Poznaliśmy już dokładne wyniki głosowania, które pokazują, że dwukrotna mistrzyni świata odniosła bardzo pewne zwycięstwo.

    Sobotnia Gala Mistrzów Sportu dostarczyła mnóstwo emocji. Z grona 25 nominowanych do miana najlepszego sportowca 2025 roku zwycięzca mógł być tylko jeden. Okazała się nim Klaudia Zwolińska, która brylowała na mistrzostwach świata w kajakarstwie górskim. W Perth wywalczyła bowiem dwa złota i jeden brąz.

    Opublikowane wyniki plebiscytu Przeglądu Sportowego Onet pokazują, że zwycięstwo Zwolińskiej było bezapelacyjne. Dwukrotna mistrzyni świata otrzymała bowiem aż 442 735 głosów. Drugą Igę Świątek, która w oczach sportowych fanów była zdecydowaną faworytką, kajakarka zdystansowała prawie o 100 tys. głosów (346 491).

    ZOBACZ WIDEO: Tak nasza ekipa świętowała zwycięstwo w United Cup!

    Podium uzupełnił mistrz Polski i brązowy medalista czempionatu globu w siatkówce, Wilfredo Leon (323 081). Aby znaleźć się w czołowej dziesiątce, trzeba było uzbierać z kolei 273 519 głosów. Z takim wynikiem 10. lokatę zajął bowiem Mikołaj Marczyk, rajdowy mistrz Europy.

    Ku zaskoczeniu wielu kibiców w top10 nie znalazło się miejsce dla Julii Szeremety. Wicemistrzyni świata w boksie olimpijskim zajęła 15. lokatę, gromadząc 197 516 głosów. Co ciekawe wyżej od niej znalazła się inna srebrna medalistka pięściarskiego czempionatu z Londynu. Aneta Rygielska, bo o niej mowa, uplasowała się na 13. pozycji (230 395).

    Ostatnie miejsce w plebiscycie za 2025 roku przypadło Władimirowi Semirunnijowi. Łyżwiarz, który jest jedną z największych polskich nadziei na medal igrzysk olimpijskich w Mediolanie, uzbierał 84 825 głosów.

    Wyniki plebiscytu na sportowca 2025 roku w Polsce:

    1. Klaudia Zwolińska (kajakarstwo górskie) – 442 735 głosów
    2. Iga Świątek (tenis) – 346 491
    3. Wilfredo Leon (siatkówka) – 323 081
    4. Bartosz Zmarzlik (żużel) – 322 685
    5. Robert Kubica (automobilizm) – 294 422
    6. Maria Żodzik (lekkoatletyka) – 294 370
    7. Robert Lewandowski (piłka nożna) – 294 058
    8. Mateusz Ponitka (koszykówka) – 286 958
    9. Aleksandra Mirosław (wspinaczka sportowa) – 274 179
    10. Mikołaj Marczyk (automobilizm) – 273 519
    11. Martyna Klatt, Anna Puławska (kajakarstwo) – 256 603
    12. Krzysztof Chmielewski (pływanie) – 232 440
    13. Aneta Rygielska (boks olimpijski) – 230 395
    14. Zuzanna Cieślar (szermierka) – 220 469
    15. Julia Szeremeta (boks olimpijski) – 197 516
    16. Ewa Pajor (piłka nożna) – 170 354
    17. Mateusz Biskup, Mirosław Ziętarski (wioślarstwo) – 166 885
    18. Natalia Maliszewska (short track) – 155 208
    19. Aleksandra Król-Walas (snowboard) – 137 445
    20. Katarzyna Niewiadoma-Phinney (kolarstwo) – 132 829
    21. Agnieszka Korneluk (siatkówka) – 130 818
    22. Kamil Majchrzak (tenis) – 121 427
    23. Agata Barwińska (żeglarstwo) – 92 951
    24. Agata Kaczmarska (boks olimpijski) – 91 637
    25. Władimir Semirunnij (łyżwiarstwo szybkie) – 84 825

  • Kuriozum w Australii. Triumf Świątek w 16 sekund. Na stole milion dolarów

    Kuriozum w Australii. Triumf Świątek w 16 sekund. Na stole milion dolarów

    W środę na Rod Laver Arenie – głównym korcie Australian Open w Melbourne – rozegrano pokazowy turniej „1 Point Slam”, w którym udział wzięła Iga Świątek. Polka rozpoczęła rywalizację od drugiej rundy i trafiła na Flavio Cobollego. Sam mecz trwał zaledwie 16 sekund i zakończył się zwycięstwem 24-latki, jednak spore zainteresowanie wzbudziło również to, co wydarzyło się jeszcze przed pierwszym i jedynym punktem spotkania. Doszło bowiem do kuriozalnej, a zarazem zabawnej sytuacji związanej z wyborem serwującego.

    Organizatorzy Australian Open, na kilka dni przed oficjalnym startem wielkoszlemowej rywalizacji, przygotowali dla kibiców tenisową atrakcję w postaci turnieju „1 Point Slam”, który po raz pierwszy zaprezentowano już w ubiegłym roku. Tegoroczna edycja przeszła jednak kilka istotnych zmian. Zasada pozostała niezmienna – każdy mecz rozgrywany jest do jednego punktu – ale połowę stawki uczestników stanowią amatorzy. Zwiększono również liczbę zawodników do 48, a pula nagród urosła do imponującego miliona dolarów.

    Na liście startowej nie mogło zabraknąć Igi Świątek. Druga rakieta świata wśród kobiet rozpoczęła zmagania od drugiej rundy, w której zmierzyła się z Flavio Cobollim, aktualnie 22. zawodnikiem rankingu ATP. Tuż przed wyjściem na kort Polka nie kryła emocji.

    – Pełne trybuny na „1 Point Slam”? Szczerze mówiąc, to wygląda niesamowicie. Jestem bardzo podekscytowana, że tu jestem. To świetny start turnieju – mówiła Świątek przed rozpoczęciem rywalizacji.

    O tym, kto rozpocznie jedyną wymianę serwisem, tradycyjnie miała zdecydować gra w „papier, kamień, nożyce”. Właśnie wtedy doszło do zabawnej sceny. Iga Świątek i Flavio Cobolli zupełnie nie mogli się zgrać – najpierw Polka była spóźniona z ruchem, potem oboje nie nadążali za tempem narzuconym przez sędziego. Dopiero przy trzeciej próbie udało się rozstrzygnąć pojedynek, który wygrał Włoch. Ku zaskoczeniu wielu kibiców Cobolli zdecydował się jednak na return.

    Świątek serwowała na jego bekhendową stronę. W trakcie krótkiej, ale intensywnej wymiany Włoch biegał za jej zagraniami wzdłuż linii końcowej, próbując utrzymać się w akcji. Gdy wydawało się, że ma sytuację pod kontrolą, nie zdołał przebić jednego z uderzeń Polki. Punkt – a zarazem cały mecz – padł łupem 24-latki. Całe starcie zamknęło się w 16 sekundach.

    – Nie wiem, co się stało. Po prostu w to poszłam. Chciałam, żeby jak najwięcej biegał – mówiła po zwycięstwie uśmiechnięta Iga Świątek.

    Polka tym samym udanie rozpoczęła swój udział w „1 Point Slam”, dając kibicom zarówno sportowe emocje, jak i sporą dawkę rozrywki jeszcze przed oficjalnym startem Australian Open.

    https://x.com/Eurosport_PL/status/2011372643149373734?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2011372643149373734%7Ctwgr%5Ea156b93f5d53ad641162337f278b24fbc34bbb1d%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-kuriozum-w-australii-triumf-swiatek-w-16-sekund-na-stole-milnId22508716

  • Świątek już po starciu z Sabalenką na Rod Laver Arena. 60 minut walki na korcie

    Świątek już po starciu z Sabalenką na Rod Laver Arena. 60 minut walki na korcie

    Australian Open to kluczowy punkt styczniowego kalendarza tenisowego i pierwszy wielkoszlemowy sprawdzian w nowym sezonie. Nic więc dziwnego, że czołowi zawodnicy i zawodniczki dokładają wszelkich starań, by właśnie na ten turniej osiągnąć optymalną formę. Do Melbourne dotarła już Iga Świątek, która przed rokiem była o krok od awansu do finału. Teraz z pewnością liczy na jeszcze lepszy rezultat. W środę raszynianka miała okazję przetestować swoją dyspozycję w wyjątkowych warunkach – podczas treningu z Aryną Sabalenką na Rod Laver Arena.

    Początek sezonu 2026 w wykonaniu Świątek można określić jako słodko-gorzki. Ogromnym powodem do radości był triumf reprezentacji Polski w United Cup. Jak sama tenisistka podkreślała, na taki sukces pracowała przez lata, a wcześniej niewiele brakowało, by sięgnąć po końcowe zwycięstwo. Po dwóch przegranych finałach tym razem „Biało-Czerwoni” dopięli swego i w decydującym meczu pokonali Szwajcarię 2:1.

    Z drugiej strony pewien niepokój mogły budzić fragmenty spotkań Świątek z Coco Gauff oraz Belindą Bencic. W obu pojedynkach wiceliderka rankingu WTA notowała serie aż siedmiu przegranych gemów z rzędu, co znacząco komplikowało jej sytuację. O ile w starciu z Amerykanką udało się w ostatniej chwili uniknąć seta przegranego do zera, o tyle mistrzyni olimpijska z Tokio zdołała już taką partię wygrać. To sygnał, że przed startem Australian Open Polka wciąż ma elementy do poprawy. Główna część turnieju rusza w niedzielę, 18 stycznia.

    Po zakończeniu rywalizacji w Sydney Świątek przeniosła się do Melbourne. Wtorek był jeszcze dniem odpoczynku, natomiast w środę rozpoczęła pierwsze treningi na kortach Australian Open. Najpierw pojawiła się na obiekcie numer 22, gdzie odbyła standardową rozgrzewkę. Zajęcia obserwowało wielu kibiców, a frekwencja – jak co roku – robiła wrażenie.

    Kulminacyjnym punktem dnia był jednak trening na głównym obiekcie turnieju. Po godzinie 1:30 czasu polskiego raszynianka wyszła na Rod Laver Arena, by przez godzinę trenować z Aryną Sabalenką. To nie pierwszy raz, gdy dwie najwyżej notowane tenisistki świata decydują się na wspólne zajęcia podczas turnieju wielkoszlemowego – podobna sytuacja miała miejsce choćby przed ubiegłorocznym Roland Garros.

    Po krótkiej rozgrzewce obie zawodniczki przystąpiły do intensywnych wymian. Tempo i jakość gry stały na bardzo wysokim poziomie, a żadna z nich nie zamierzała odpuszczać. W jednej z akcji to Sabalenka zagrała krótszą piłkę, zmuszając Świątek do podejścia pod siatkę i dynamicznego zakończenia wymiany.

    Trening z Białorusinką to dla Polki niezwykle wartościowy sprawdzian, zwłaszcza że Sabalenka prezentuje znakomitą formę na starcie sezonu. Kilka dni temu obroniła tytuł w turnieju WTA 500 w Brisbane, nie tracąc ani jednego seta w pięciu meczach. Dwukrotna triumfatorka Australian Open będzie w Melbourne jedną z głównych faworytek do końcowego zwycięstwa. Przed rokiem przegrała finał z Madison Keys i teraz z pewnością marzy o odzyskaniu korony.

    Świątek i Sabalenka mogą trafić na siebie najwcześniej w finale, ponieważ znajdą się po przeciwnych stronach drabinki. Losowanie odbędzie się w czwartek o godzinie 4:30 czasu polskiego. Główna część Australian Open potrwa od 18 stycznia do 1 lutego, a najważniejsze informacje z Melbourne tradycyjnie będzie można śledzić w specjalnej zakładce poświęconej turniejowi.

    https://x.com/kostekcanu/status/2011225080026771508?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2011225080026771508%7Ctwgr%5Ebad11c22054b7256323accdb6acf9bbed3461a4c%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-swiatek-juz-po-starciu-z-sabalenka-na-rod-laver-arena-60-minnId22508423

  • Sceny w Australii. Świątek już ma za sobą pierwszy mecz z Sabalenką

    Sceny w Australii. Świątek już ma za sobą pierwszy mecz z Sabalenką

    Australian Open, czyli pierwszy Wielki Szlem w kalendarzu WTA oraz ATP zbliża się wielkimi krokami. Do Melbourne zjechały już niemalże wszystkie najlepsze zawodniczki na świecie, wśród których nie może zabraknąć oczywiście Igi Świątek. Wiceliderka rankingu w ubiegłym roku otarła się o finał. U progu imprezy, na kortach w Australii mogliśmy oglądać wspólny trening Polki oraz Aryny Sabalenki.
    Iga Świątek oraz Aryna Sabalenka, trening przed Australian Open 2026
    Fot. Screen/X.com

    Iga Świątek rozpoczęła rok 2026 mocnym akcentem. Polka wraz z drużyną narodową, w której składzie oglądaliśmy m.in. Huberta Hurkacza, triumfowała po raz pierwszy w historii w turnieju United Cup. Biało-Czerwoni pokonali w wielkim finale Szwajcarów 2:1. Choć sukces naszej drużyny to zasługa wszystkich członków zespołu, była liderka rankingu WTA w decydujących spotkaniach nie zdołała pokonać swoich singlowych przeciwniczek. W półfinałowym starciu z Coco Gauff górą była Amerykanka, natomiast w finale lepsza od Igi okazała się być mistrzyni olimpijska z Tokio, Belinda Bencic. W obydwu spotkaniach nasza zawodniczka zanotowała niechlubną serię aż siedmiu gemów przegranych z rzędu, czym utrudniała sobie rywalizację z przeciwniczkami.

    Zobacz wideo “Rugby na wózkach to nie jest miękki sport. To jest murdeball”
    Świątek i Sabalenka razem na korcie w Melbourne

    Bez wątpienia wydarzenia, które obserwowaliśmy na korcie w Sydney, musiały dać pochodzącej z Raszyna tenisistce wiele do myślenia. Tuż przed rozpoczynającym się 18 stycznia Australian Open są w grze Polki elementy, które wymagają poprawy. 24-latka zameldowała się już w Melbourne, gdzie rozpoczęła końcowe przygotowania do pierwszego w tym sezonie turnieju wielkoszlemowego.

    Świątek, która w ubiegłym roku dotarła do półfinału imprezy, gdzie uległa późniejszej triumfatorce Madison Keys, odbyła pierwszy trening w Melbourne Park w środę. Po drugiej stronie siatki mogliśmy obejrzeć nie byle kogo, bo samą Arynę Sabalenkę. Białorusinka w ubiegłym roku była bliska trzeciego z rzędu triumfu w australijskim turnieju, lecz jej marzenia przerwała wspomniana Keys.

    W sieci pojawiły się nagrania ze wspólnej sesji obydwu zawodniczek. Widać na nim, iż obydwie panie z pełną intensywnością przystępowały do kolejnych uderzeń. Opisywaną akcję zakończyła Polka, która pojawiła się pod siatką po uderzeniu wykonanym przez liderkę rankingu.

    Sabalenka oraz Świątek nie po raz pierwszy spotkały się ze sobą w ramach treningu przed Wielkim Szlemem. Podobna sytuacja miała miejsce w ubiegłym roku przed Roland Garros.

    Zobacz też: Tenisistka przekroczyła wszelkie granice. Cały świat przeciera oczy na to, co robi

    Środowa szansa na sprawdzenie się ze sobą w wykonaniu Polki oraz Białorusinki była możliwa dzięki temu, iż obydwie zawodniczki otrzymały od organizatorów 60-minutowy czas na zapoznanie się z kortem centralnym (Rod Laver Arena).

    Dla polskiej tenisistki szansa na bezpośrednie zmierzenie się w treningowym starciu Sabalenką było z pewnością cennym wydarzeniem przed początkiem rywalizacji w drabince głównej turnieju. 27-latka z Mińska bez straty seta triumfowała w zakończonym w niedzielę turnieju WTA 250 w Brisbane, broniąc tym samym tytułu wywalczonego przed rokiem.

    Początek Australian Open już w niedzielę 18 stycznia. Losowanie drabinki głównej turnieju odbędzie się w czwartek 15 stycznia o godzinie 4:30 czasu polskiego. Iga Świątek oraz Aryna Sabalenka z racji najwyższego rozstawienia mogą na siebie trafić dopiero w wielkim finale turnieju.

  • Iga Świątek już wie, z kim się zmierzy na start imprezy w Melbourne!

    Iga Świątek już wie, z kim się zmierzy na start imprezy w Melbourne!

    Iga Świątek czeka na rozpoczęcie rywalizacji w wielkoszlemowym Australian Open. Zanim to jednak nastąpi, przystąpi do nietypowego turnieju – Australian Open 1 Point Slam, w którym zwycięzca zgarnie aż milion dolarów. W drodze do finału musi jednak mierzyć się nawet z… mężczyznami. I właśnie mężczyzna będzie jej pierwszym rywalem. Na kogo padło?
    TENNIS-UNITEDCUP/
    Fot. REUTERS/Jeremy Piper

    Iga Świątek przed startem w tradycyjnym Australian Open weźmie udział w wyjątkowej zabawie. Chodzi o Australian Open 1 Point Slam, czyli turniej, w którym o zwycięstwie w pojedynczym meczu decyduje tylko jeden rozegrany punkt. W imprezie biorą udział profesjonaliści i amatorzy. A z kim na starcie przyjdzie rywalizować Polce?

    Zobacz wideo Polskie skoki w kryzysie? Byliśmy na Pucharze Świata w Zakopanem
    Świątek poznała rywala. Tak wygląda jej drabinka

    Informacje w tej sprawie podał w środę dziennikarz Ben Rothenberg. – Po wolnym losie Świątek może rozpocząć swoją kampanię 1 Point Slam meczem z Flavio Cobollim – podał na portalu X. Przeciwnikiem Świątek może być także Calum Puttergill. Zadecyduje o tym bezpośrednie starcie między nimi w pierwszej rundzie. Faworyta trudno jednak wskazać, skoro do rozegrania jest tylko jeden punkt.

    Zamieścił też turniejową drabinkę. – Oto drabinka turnieju 1 Point Slam! Frances Tiafoe dołączyła do nas późno, podobnie jak Laura Pigossi (która została rozstawiona w męskim slocie, zastępując Darderiego, podczas gdy Cobolli jest wciąż nierozstawiony?). Zapowiada się bardzo ciekawy wieczór! – zaznaczył.

    Co ciekawe do turnieju został dopuszczony także Rosjanin – Marat Safin. Były lider rankingu ATP, a później poseł do rosyjskiej Dumy Państwowej może nawet bardzo szybko zmierzyć się z Igą Świątek. Aby tak się stało, oboje muszą awansować do III rundy. W przypadku Safina wiąże się to z pokonaniem 31. obecnie na światowych listach Francesa Tiafoe.

    Rywalizacja w 1 Point Slam odbędzie się w środę 14 stycznia od godz. 9:30 polskiego czasu na Rod Laver Arena.

  • Kapitalny powrót Linette w starciu z Rosjanką! A było już 1:6

    Kapitalny powrót Linette w starciu z Rosjanką! A było już 1:6

    Magda Linette has successfully started competing in the WTA 250 tournament in Hobart. Our tennis player defeated Russian Oksana Sielechmetyeva in three sets 6:3, 1:6, 6:1. The meeting lasted almost two hours. Interestingly, it was the qualifier from Russia who was indicated as the favorite of this match, but it was Linette who better endured the hardships of competition.

    Magda Linette
    Imagn Images/Aaron Doster via Reuters

    Magda Linette ma za sobą przyzwoity turniej w Auckland, gdzie dotarła do ćwierćfinału po pokonaniu legendarnej Amerykanki Venus Williams i Włoszki Elisabetty Cocciaretto. Przegrała z Filipinką Alexandrą Ealą. W Hobart Polka może pokusić się co najmniej o powtórzenie wyniku z Nowej Zelandii.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    Trzy sety w meczu Linette z Rosjanką. Kapitalny powrót

    Pierwszą rywalką naszej reprezentantki była 23-letnia Rosjanka Oksana Sielechmietjewa. W tym sezonie poległa w kwalifikacjach do turnieju w Brisbane już w pierwszym meczu. Ale kwalifikacje do turnieju w Hobart przeszła bez straty seta. Kursy przedmeczowe wskazywały, że minimalnie większe szanse na zwycięstwo daje się Rosjance.

    Pierwszy set układał się po myśli Linette, choć łatwo o to nie było, bowiem Sielechmietjewa całkiem dobrze wyglądała w defensywie. W czwartym gemie rywalka zdołała obronić dwa break pointy. Rosyjska tenisistka straciła podanie na rzecz Polki w szóstym gemie, ale natychmiast udało się jej odłamać i złapać kontakt. Było 4:3 dla Linette.

    Kluczowy okazał się ósmy gem pierwszej partii, najdłuższy w secie. W nim Linette miała aż cztery break pointy, udało się ten ostatni wykorzystać. W kolejnym zamknęła sprawę po drugim setbolu, wygrała seta 6:3. Lepiej funkcjonowały serwis i return polskiej tenisistki.

    W drugim secie role się odwróciły. Sielechmietjewa grała szybciej i agresywniej, precyzyjniej serwowała. Za to Linette całkowicie zgubiła rytm. Popełniła trzy podwójne błędy serwisowe. O ile start seta w jej wykonaniu był dobry, bo przełamała rywalkę w otwierającym gemie, tak potem nie była w stanie zbyt wiele zdziałać. Polka została trzykrotnie przełamana i przegrała tę partię 1:6.

    Zobacz też: Jako pierwszy piłkarz wyznał światu, że jest gejem. Tak potraktował go klub

    Wydawało się, że Rosjanka będzie w stanie pójść za ciosem i zacznie coraz bardziej dominować na korcie. Ale nic z tych rzeczy. Linette zdołała się odbudować i wróciła do skutecznej gry prezentowanej w pierwszym secie. Sielechmietjewa była zaskoczona takim obrotem spraw, mecz całkowicie wymknął się jej spod kontroli, której nie była w stanie odzyskać.

    Polka zmiotła rywalkę z kortu, wygrywając pięć kolejnych gemów z rzędu. Rosjanka zdobyła w tym czasie zaledwie trzy punkty przy własnym podaniu. Do tego dołożyła kilka podwójnych błędów serwisowych. Nieco lepiej jej szło, gdy returnowała, ale to było niewielkie pocieszenie.

    W końcówce Sielechmietjewa zaliczyłą drobny zryw, wygrywając szóstego gema seta. Ale to było jedynie odłożenie wyroku w czasie. Linette wygrała ostatniego gema meczu do zera, trzeciego seta 6:1 i cały mecz 2:1. W kapitalnym stylu odbudowała się po słabszym drugim secie. Mecz trwał 118 minut.

    W 1/8 finału turnieju w Hobart Linette zmierzy się z Chinką Xinyu Wang.

  • Wielki triumf Świątek, a potem przelew na ponad półtora miliona. Nieoczekiwany zakup Polki

    Wielki triumf Świątek, a potem przelew na ponad półtora miliona. Nieoczekiwany zakup Polki

    Iga Świątek w tym momencie bez wątpienia jest już ambasadorką Polski na arenie międzynarodowej. Raszynianka swój pierwszy tenisowy wielki krok postawiła na jesieni 2020 roku, gdy w Europie panowały jeszcze restrykcje związane z pandemią. Wówczas Iga wygrała pierwszy raz w karierze turniej rangi Wielkiego Szlema, a konkretnie ten na kortach imienia Rolanda Garrosa. Dostała za to nieco ponad półtora miliona euro. To na co Świątek zdecydowała się wydać pieniądze, jest przynajmniej zaskakujące.
    Dokładnie trzy lata temu Iga Świątek po raz pierwszy w karierze została liderką rankingu WTA

    Iga ŚwiątekMATTHEW STOCKMAN / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    Iga Świątek swoją karierę profesjonalną rozpoczęła w październiku 2016 roku. Dokładnie po czterech latach Polka osiągnęła pierwszy wielki sukces w swojej już wielkiej tenisowej karierze. Nasza gwiazda sprawiła jedną z największych tenisowych sensacji w ostatnich kilku latach.

    Nastolatka urodzona w Warszawie podchodziła do turnieju rangi Wielkiego Szlema na kortach imienia Rolanda Garrosa bez rozstawienia. W ówczesnym rankingu WTA zajmowała dokładnie 54. miejsce. Wcześniejsze występy też raczej nie wskazywały na to, że Iga może wygrać imprezę.

    Nietypowy zakup Świątek. Na to wydała pierwszą wielką wygraną

    Tak się jednak stało, a droga do pierwszego paryskiego triumfu była naprawdę imponująca. Wystarczy napisać, że w samym finale imprezy Polka pokonała triumfatorkę Australian Open właśnie z 2020 roku – Sofię Kenin. Wcześniej wyrzuciła z rywalizacji także rozstawioną z “jedynką” Simonę Halep.

    Wygrana w Roland Garros oznaczała dla Igi pierwszą wielką wypłatę w tenisowej karierze. Organizatorzy za triumf w turnieju gwarantowali dokładnie 1,6 miliona euro. Najciekawsze jest to, na co wówczas wydała te pieniądze Polka. Okazuje się bowiem, że pierwszą wielką wygraną w pewnej niewielkiej części wydała na… gumowe kaczki do kąpieli.

    Wszystkim pochwaliła się w swoich mediach społecznościowych. “Wiele osób pytało mnie, co było pierwszą rzeczą, którą kupiłam po wygraniu Rolanda… cóż, oto odpowiedź” – napisała Polka w październiku 2020 roku, publikując zdjęcie dokładnie dziewięciu gumowych kaczek w różnych konfiguracjach.

    Juventus – Cremonese. Skrót meczu. WIDEO (Eleven Sports)Eleven Sports
    Gumowe kaczuszki w różnych przebraniach, między innymi pielęgniarki, sportowca i jednorożca, ustawione w grupie na jasnej powierzchni. Nad kaczuszkami znajduje się tekst w językach polskim i angielskim, w którym wyjaśniono, że były to pierwsze rzeczy k…

    Kaczki kupione przez Igę Świątekmateriał zewnętrzny
    Iga Świątek otworzyła sobie drogę do wielkiej kariery po wygraniu Roland Garros 2020

    Iga Świątek otworzyła sobie drogę do wielkiej kariery po wygraniu Roland Garros 2020MARTIN BUREAU / AFPAFP
    Iga Świątek z trofeum z kortów Rolanda Garrosa

    Iga Świątek z trofeum z kortów Rolanda GarrosaAFP
    Tenis. Iga Świątek będzie walczyła o przełamanie na kortach Rolanda Garrosa

    Tenis. Iga Świątek będzie walczyła o przełamanie na kortach Rolanda GarrosaBURAK AKBULUT / ANADOLU / Anadolu via AFPAFP

  • 159 minut walki Chwalińskiej w Melbourne. Turniejowa “10” pokonana przez Polkę

    159 minut walki Chwalińskiej w Melbourne. Turniejowa “10” pokonana przez Polkę

    Noc z wtorku na środę przyniosła polskim kibicom tenisowym kolejną porcję wielkich emocji podczas Australian Open. Na korcie numer 8 o awans do decydującej rundy eliminacji walczyła Maja Chwalińska. Przed reprezentantką Polski stanęło wyjątkowo trudne wyzwanie – po drugiej stronie siatki znalazła się turniejowa „10”, Rebeka Masarova. Spotkanie od pierwszych piłek trzymało w napięciu, a jego losy ważyły się aż przez 159 minut intensywnej walki.

    Chwalińska przyjechała do Melbourne z jasno określonym celem: po raz drugi z rzędu zameldować się w głównej drabince Australian Open. Eliminacje rozpoczęła bardzo obiecująco, mierząc się z doświadczoną Amerykanką Madison Brengle. W pierwszym secie Polka prowadziła już 5:3, jednak wtedy inicjatywę przejęła rywalka, która doprowadziła do stanu 6:5 i serwowała po wygranie partii. O wszystkim przesądził tie-break, w którym zawodniczka BKT Advantage Bielsko-Biała zachowała więcej spokoju. Zwycięstwo 7:6(3) dodało jej pewności siebie, a w drugim secie poszła za ciosem, triumfując 6:3.

    W drugiej rundzie eliminacji poprzeczka powędrowała jeszcze wyżej. Notowana na 145. miejscu w rankingu WTA Chwalińska zmierzyła się z Rebeką Masarovą, sklasyfikowaną o 30 pozycji wyżej i rozstawioną z numerem 10. Szwajcarka w przeszłości niejednokrotnie udowadniała, że potrafi rywalizować z czołówką światowego tenisa – w poprzednim sezonie stoczyła chociażby zacięty pojedynek z Aryną Sabalenką w Berlinie. Do środowego starcia przystępowała jednak po morderczym boju w pierwszej rundzie eliminacji, gdzie po 3 godzinach i 29 minutach pokonała Alinę Czarajewą. Także konfrontacja z Polką szybko nabrała bardzo wyrównanego charakteru.

    Mecz rozpoczął się od serwisu Masarovej, a już pierwszy gem zapowiadał ogromne emocje. Szwajcarka prowadziła 40:15, lecz po podwójnym błędzie serwisowym pojawił się break point dla Chwalińskiej. Pierwsza szansa przepadła, ale przy kolejnej Polka dopięła swego i przełamała rywalkę. Po chwili miała nawet trzy okazje, by objąć prowadzenie 2:0, jednak Masarova zdołała odrobić straty i po trzecim gemie wyszła na prowadzenie, broniąc się jeszcze przed kolejnym przełamaniem.

    Break pointy pojawiły się ponownie w piątym gemie, lecz tym razem Chwalińska nie wykorzystała swoich szans. Kilka minut później była już jednak skuteczna – przełamała serwis rywalki, a następnie dołożyła własne podanie, zbliżając się do wygrania seta. Masarova nie zamierzała jednak składać broni. Utrzymała serwis i wywarła presję na Polce, która ponownie miała problemy z zamknięciem partii. Zbyt zachowawcza gra została szybko wykorzystana przez Szwajcarkę, która doprowadziła do wyrównania i w dwunastym gemie miała nawet piłkę setową.

    Ostatecznie Chwalińska przerwała serię trzech gemów z rzędu przegranych i doprowadziła do tie-breaka. W decydującej rozgrywce długo dominowały serwujące. Pierwsze mini-przełamanie pojawiło się dopiero przy stanie 4:4 i było dziełem Polki. Masarova natychmiast odrobiła jednak stratę i aż do wyniku 8:8 żadna z zawodniczek nie potrafiła przechylić szali na swoją stronę. Przy stanie 9:8 Chwalińska miała trzeciego setbola. Stanęła spokojnie na środku kortu, czekając na ruch przeciwniczki. Forhend Masarovej wylądował na aucie – po 75 minutach walki Polka wygrała seta 7:6(8), broniąc wcześniej dwóch piłek setowych.

    Druga partia rozpoczęła się od pewnie wygranych gemów serwisowych, po czym obie zawodniczki zanotowały po jednym przełamaniu. Przy stanie 5:4 dla Chwalińskiej Masarova serwowała, by pozostać w meczu, i wytrzymała presję. Końcówka seta należała już zdecydowanie do Szwajcarki, która wygrała trzy kolejne gemy, tracąc w nich łącznie zaledwie trzy punkty. Dzięki temu triumfowała w drugiej odsłonie 7:5 i doprowadziła do trzeciego, decydującego seta.

    Przed finałową partią zawodniczki skorzystały z dłuższej przerwy. Zdecydowanie lepiej wpłynęła ona na Chwalińską. Po Masarovej było widać zmęczenie – zarówno środowym bojem, jak i długim spotkaniem z pierwszej rundy. Polka błyskawicznie wykorzystała tę sytuację, obejmując prowadzenie 5:0. Szwajcarka zdołała jeszcze zdobyć jedno „oczko” przy własnym podaniu i próbowała zagrozić serwisowi rywalki, dochodząc do stanu 30:15. Ostatnie słowo należało jednak do Chwalińskiej, która wygrała trzy kolejne punkty i przypieczętowała zwycięstwo.

    Ostatecznie Maja Chwalińska pokonała Rebekę Masarovą 7:6(8), 5:7, 6:1 i po niemal trzech godzinach walki zameldowała się w decydującej rundzie eliminacji Australian Open. O awans do głównej drabinki turnieju wielkoszlemowego w Melbourne powalczy teraz z Anheliną Kalininą.

  • A więc to prawda. Potwierdzenie ws. Świątek. Polka we łzach, oto dlaczego

    A więc to prawda. Potwierdzenie ws. Świątek. Polka we łzach, oto dlaczego

    Iga Świątek już na samym starcie sezonu 2026 zrealizowała jeden z kluczowych celów, jaki sobie stawiała – wraz z reprezentacją Polski sięgnęła po triumf w prestiżowym United Cup. Turniej rozgrywany w Sydney zakończył się dla „Biało-Czerwonych” wielkim sukcesem, choć dla wiceliderki rankingu WTA nie był pozbawiony momentów trudnych i bardzo emocjonalnych. Jednym z nich była scena z piątkowego meczu z Mayą Joint, gdy podczas jednej z przerw 24-letnia tenisistka niespodziewanie zalała się łzami. Teraz wiadomo już, co było przyczyną tej reakcji.

    Do niepokojącej sytuacji doszło na samym początku ćwierćfinałowego starcia Polski z Australią. Spotkanie otwierał pojedynek singlowy Świątek z Mayą Joint. Pierwszy gem, przy serwisie Australijki, padł łupem gospodyni. Chwilę później Polka pewnie utrzymała własne podanie, a następnie przełamała rywalkę. Po trzecim gemie, przy prowadzeniu 2:1, Iga zeszła na przerwę.

    Wtedy kamery uchwyciły moment, który zaniepokoił kibiców. Świątek podeszła do boksu reprezentacji Polski, usiadła na ławce i nagle w jej oczach pojawiły się łzy. Obok niej znajdował się trener Wim Fissette, który od razu zaczął dopytywać, co się stało, po czym nachylił się nad swoją zawodniczką, próbując ją uspokoić.

    Początkowo trudno było ocenić, co jest powodem takiej reakcji. W sieci natychmiast pojawiły się spekulacje o możliwej kontuzji lub problemach zdrowotnych. Te domysły szybko jednak straciły sens, gdy tylko Polka wróciła na kort. Świątek zaprezentowała tenis na najwyższym poziomie i kompletnie zdominowała rywalkę, wygrywając 6:1, 6:1 w zaledwie 57 minut. Również PR menadżerka zawodniczki, Daria Sulgostowska, zapewniła później, że ze zdrowiem tenisistki wszystko jest w najlepszym porządku.

    Skąd więc wzięły się łzy? Jedną z pierwszych osób, które spróbowały wyjaśnić tę sytuację, był Dawid Celt. W rozmowie z Markiem Furjanem na kanale „Break Point” były reprezentant Polski wskazał na ogromne napięcie i presję, z jaką Świątek mierzy się na co dzień.

    – Pojawiały się różne scenariusze, nawet o kontuzji. Moim zdaniem po prostu zeszło z niej przedmeczowe napięcie i stres. Właśnie po tym trzecim gemie – tłumaczył Celt. – To nie była kwestia Mayi Joint. To jest ogólne napięcie u Igi: nowy sezon, Australia, duże oczekiwania. Iga narzuciła sobie ogromną odpowiedzialność za całą drużynę. Chciała wygrać za wszelką cenę. To normalne. Jedni rozładowują emocje, rzucając rakietami czy krzycząc w stronę boksu. U Igi zdarza się to rzadziej, ale też się zdarza. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego – dodał.

    Teraz tę interpretację potwierdził także kapitan reprezentacji Polski, Mateusz Terczyński. W rozmowie z portalem Sport.tvp.pl jasno wyjaśnił, że łzy Świątek były efektem nagromadzonych emocji, a nie jakichkolwiek problemów zdrowotnych.

    – Z tego, co wiem, łzy pojawiły się z powodu emocji. Iga musi mierzyć się z ogromną presją. To nie jest łatwe, gdy do każdego meczu podchodzi się w roli zdecydowanej faworytki, a kibice oczekują wyłącznie zwycięstw. Musimy pamiętać, że wszyscy jesteśmy ludźmi – podkreślił Terczyński. – Każdy ma lepsze i gorsze momenty, każdy może pęknąć. Czasem lepiej pozwolić emocjom wyjść, zamiast udawać twardziela. To pomaga sobie z tym wszystkim poradzić. Uspokajam: u Igi wszystko jest w porządku – zapewnił.

    Reprezentacja Polski zakończyła turniej w Sydney w najlepszy możliwy sposób, sięgając po końcowe trofeum po zwycięstwie nad Szwajcarią w wielkim finale. Dla Igi Świątek był to nie tylko sportowy sukces, ale także dowód, jak ogromną presję i odpowiedzialność bierze na siebie, będąc liderką drużyny narodowej.