• Nawrocki milczy, na Kremlu mogą świętować. Granice żenady przekroczone

    Nawrocki milczy, na Kremlu mogą świętować. Granice żenady przekroczone

    Wygląda na to, że FIFA ustrzeliła hat-tricka. Nalot na Wenezuelę i porwanie przez USA prezydenta tego kraju Nicolasa Maduro ostatecznie pokazało, że aby organizować mundial, trzeba łamać prawa człowieka lub prawo międzynarodowe. Najlepiej jedno i drugie. Po Rosji mieliśmy Katar, teraz USA dołączają w roli kolejnego rozbójnika. A z racji organizatorów kolejnych dwóch mistrzostw świata to już nie będzie hat-trick, a “la manita”, jak w Hiszpanii nazywają pięć goli w meczu –
    Karol Nawrocki z wizytą w Białym Domu
    Fot. SAUL LOEB / AFP / EAST NEWS

    Można by powiedzieć, że FIFA się po raz kolejny skompromitowała, gdyby słowo “kompromitacja” miało rzeczywiście jakieś znaczenie dla jej szefa, Gianniego Infantino. Wygląda jednak, że żenady prezydent Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej nie czuje wcale i przekracza kolejne jej granice, bo to ustawienia fabryczne jego organizacji, a nie żadne wybryki.

    Zobacz wideo Kto jest najlepszym komentatorem? “Ktoś powie, że Pełka, ktoś, że Święcicki, ktoś, że ja. Każdy ma rację”
    Nawrocki jak FIFA. Lepiej się Trumpowi nie narazić

    Donald Trump właśnie w ordynarny sposób zakpił z “Pokojowej Nagrody FIFA”, którą wręczył mu Infantino raptem miesiąc temu. Amerykańskie lotnictwo na rozkaz prezydenta kraju zbombardowało cele w Wenezueli, a siły specjalne ujęły i uprowadziły do USA prezydenta Nicolasa Maduro. 26 krajów Unii Europejskiej zaprotestowało przeciwko tak jawnemu pogwałceniu prawa międzynarodowego. Jedynym krajem z europejskiej wspólnoty, który nie podpisał się pod deklaracją, były Węgry.

    Oczywiście FIFA w żaden sposób nie zareagowała na wieść, że laureat jej pokojowej nagrody i gospodarz piłkarskich mistrzostw świata bombarduje inny kraj. Nie prosi nawet o pokojowe rozwiązanie konfliktu i powstrzymanie kolejnych ataków, które Trump zapowiada na wypadek, gdyby Wenezuela nie współpracowała przy zmianie reżimu. Infantino postępuje zupełnie jak prezydent Karol Nawrocki, który na razie nie wyraził stanowiska w sprawie amerykańskich nalotów na Wenezuelę i porwania Maduro.

    Wiadomo, lepiej się prezydentowi USA nie narazić, bo konsekwencje mogą być szalone. Z drugiej strony ciężko zabrać głos, gdy z każdej strony można dostać “ruską onucą”. Pierwsi, którzy wezwali od odebrania Amerykanom mundialu byli przecież Rosjanie. Mówili o tym były prezes rosyjskiej federacji piłkarskiej Wiaczesław Kołoskow i były wiceprezes Aleksander Tukmanow. “FIFA nie odbierze Amerykanom mundialu, bo jest ślepa na tego typu wydarzenia. Ogromne pieniądze zainwestowano w organizację turnieju” –stwierdził ten ostatni w telewizji Match TV.
    Z każdej strony można dostać “ruską onucą”

    Rosjanie stoją murem za Maduro, bo to był ich największy sojusznik na półkuli zachodniej. Z drugiej strony ci, którzy chcieliby chwalić Trumpa za zrobienie porządku z kolegą Putina, narażają się również na “onucyzm”. Bo przecież – jak odczytują to antagoniści Trumpa – gdy Amerykanie bombardowali Wenezuelę, na Kremlu z pewnością strzelały korki od szampana, bo Zachód w pełni obnażył swoją hipokryzję i ułatwił Rosji usprawiedliwianie jej imperialistycznych zapędów. Atak na Wenezuelę to woda na młyn rosyjskiej propagandy.

    Być może ratunkiem z tej kwadratury koła jest to, co mówią eksperci ze Strategy&Future: stosunki międzynarodowe od zawsze miały charakter anarchiczny, a zaprowadzanie demokracji, prawa człowieka i prawa międzynarodowe były wygodnym narzędziem dla mocarstw (przede wszystkim USA) do realizacji swoich interesów bez przemocy. Gdy światowa hegemonia Amerykanów została zakwestionowana przez Rosję i Chiny, świat wrócił do swoich ustawień fabrycznych.

    Wracając na sportowe podwórko: polityczne wzmożenie wokół boisk to kwestia ostatnich 30-40 lat. Wcześniej Sowieci mogli pacyfikować Węgry czy Czechosłowację, wkraczać do Afganistanu i nikt ich ze sportowych organizacji nie usuwał (choć po inwazji na Afganistan niektóre państwa z obozu amerykańskiego zbojkotowały igrzyska w Moskwie). Francuzi też mogli dopuszczać się krwawych zbrodni w Algierii i Indochinach, a nikt nie myślał, żeby bojkotować ich na boisku. Tak samo było z Brytyjczykami, którzy we krwi skąpali antykolonialne powstania w Kenii i innych krajach. Portugalczycy zbrodnie w koloniach popełniali aż do lat 70. Żaden MKOl., żadna FIFA na to nie reagowała.
    Była Rosja i Katar, będzie Maroko i Arabia Saudyjska

    I wydaje się, że FIFA wcześniej niż inni wyczuła, że tworzy się nowy porządek świata. Dlatego bez wstydu zorganizowała mundial w Rosji w 2018 roku, choć ten kraj w rozbójniczy sposób zajął część Ukrainy w 2014 roku. Nie miała też problemu z łamiącym podstawowe prawa człowieka Katarem w 2022 roku. W USA też będzie skutecznie zamykać piłkarzom usta i przywoływać ich do porządku, jak to robiła cztery lata wcześniej. Cichosza, choćby Amerykanie zbombardowali jeszcze parę krajów.

    Tak samo nie było protestów, żeby turniej za cztery lata powierzyć – obok Portugalii i Hiszpanii – Maroku. Kto by pamiętał, że ten ostatni kraj od ponad 40 lat nielegalnie i wbrew prawu międzynarodowemu okupuje ogromną część Sahary Zachodniej, byłej kolonii hiszpańskiej, która ogłosiła niepodległość w 1973 roku.

    A już wyjątkowym ukoronowaniem tej serii jest organizacja mundialu w 2034 roku w Arabii Saudyjskiej, czyli w kraju, który odmawia mieszkańcom podstawowych praw człowieka i jeszcze angażuje swoje siły zbrojne w wojnę domową w sąsiednim Jemenie.

    Przy takiej serii naprawdę nie można już mówić, że FIFA się kompromituje. Ona przekraczanie granic żenady ma wpisane w swój statut.

  • Burza po meczu Sabalenki. “Żałosny i arogancki”. Natychmiastowa odpowiedź

    Burza po meczu Sabalenki. “Żałosny i arogancki”. Natychmiastowa odpowiedź

    28 grudnia Aryna Sabalenka zmierzyła się z Nickiem Kyrgiosem w “Bitwie płci”. Białorusinka poległa 3:6, 3:6 w meczu, o którym mówił cały tenisowy świat. Bardzo krytyczną opinię – szczególnie w stosunku do Australijczyka – przedstawiła niedawno Sarah Pitkowski-Malcor. Jej słowa dotarły do Kyrgiosa, który w swoim stylu odpowiedział za pośrednictwem mediów społecznościowych.
    Kobieta z emocjonalnym wyrazem twarzy, wzruszona, trzyma dłonie przy policzkach, w tle niewyraźna publiczność. Wstawka w lewym górnym rogu pokazuje mężczyznę w sportowej koszulce i czapce, wyrażającego zaskoczenie lub intensywne emocje.

    Aryna Sabalenka i Nick Kyrgios rywalizowali ze sobą w DubajuWILLIAM WEST / AFP / AL BELLO / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    Pod koniec zeszłego roku doszło do wyczekiwanej “Bitwy płci”. W Dubaju Aryna Sabalenka zmierzyła się z Nickiem Kyrgiosem. Zasady były nieco inne niż w przypadku klasycznych meczów tenisowych. Strona kortu Białorusinki była o 9 proc. mniejsza od standardowego rozmiaru placu gry. Oprócz tego oboje mieli do dyspozycji tylko jeden serwis.

    Ostatecznie to były finalista Wimbledonu cieszył się z wygranej 6:3, 6:3. – Czułam się świetnie. Myślę, że stoczyłam bardzo dobrą walkę. On miał problemy, był naprawdę zmęczony. Cieszy mnie, że rywal zaczyna się spinać, gdy odbiera jeden z moich serwisów. Uważam, że poziom był bardzo wysoki – mówiła Sabalenka zaraz po zakończeniu pojedynku. Pierwsza rakieta świata nie ukrywa, że chciałaby rozegrać rewanż.

    Iga Świątek jasno o „Bitwie płci”. „To była tylko rozrywka [WIDEO]© 2025 Associated Press

    Nazwała Kyrgiosa “aroganckim i żałosnym”. Takiej reakcji się nie spodziewała. Ostro

    Dla jednych damsko-męskie starcie Sabalenki z Kyrgiosem było ciekawą odskocznią od standardowych spotkań w tourze oraz elementem show, którego czasami brakuje w tenisie. Inni zaś traktują je jako profanację tego sportu oraz niepotrzebną chęć porównywania damskiego i męskiego poziomu.

    Zdecydowanie do drugiej grupy należy Sarah Pitkowski-Malcor. Francuska zawodniczka, była 29. tenisistka w tourze WTA w rozmowie z “RMC” mocno skrytykowała Nicka Kyrgiosa za jego nonszalanckie podejście do meczu z Aryną Sabalenką. 50-latka użyła bardzo ostrych słów.

    – W tej rozrywce, którą stworzono, postawa i zachowanie Nicka Kyrgiosa były absolutnie odrażające; ten facet jest odrażający. Jest tak arogancki, aż nie do zniesienia. Wyrządza więcej szkody męskiemu tenisowi niż Sabalenka, która próbuje poważnie grać przeciwko żałosnemu facetowi, który próbuje ożywić swoją karierę, a jedyne, co robi, to prowokować ludzi – stwierdziła.

    – Był tak nonszalancki, że to nawet brak szacunku dla tych, którzy inwestują pieniądze w tego typu pokazy. Nie rozumiem nawet, jak mogli go wybrać – dodała. Okazuje się, że jej słowa dotarły do… samego Australijczyka.

    Krygios udostępnił wpis z wypowiedzią Pitkowski-Malcor oraz dodał jedynie: “Kto?”. W ten sposób 30-latek dosadnie podkreślił anonimowość 50-latki, która zmieszała go z błotem. Jego post zgromadził ponad 600 tys. wyświetleń na platformie “X”.
    Kobieta w sportowym stroju trzymająca piłkę tenisową oraz mężczyzna w sportowym ubraniu siedzący na ławce, oboje w otoczeniu widowni podczas wydarzenia sportowego.

    Aryna Sabalenka i Nick Kyrgios zmierzą się w “Bitwie Płci”DIMITAR DILKOFF / AFP, WILLIAM WEST/AFPEast News
    Dwie osoby stoją naprzeciwko siebie, patrząc sobie w oczy, po środku znajduje się duży srebrny puchar z napisem Battle of the Sexes. Kobieta ma długie blond włosy związane w kucyk i ubrana jest na czarno, mężczyzna ma brodę i zieloną czapkę z daszkiem …

    Nick Kyrgios, Aryna SabalenkaFADEL SENNAAFP
    Nick Kyrgios

    Nick KyrgiosANDREJ ISAKOVIC / AFPAFP

  • Sceny w meczu Igi Świątek, rywalka zszokowana. To naprawdę się stało

    Sceny w meczu Igi Świątek, rywalka zszokowana. To naprawdę się stało

    Kibice śledzący spotkanie Igi Świątek z Evą Lys w United Cup byli świadkami scen, które trudno było przewidzieć jeszcze przed pierwszą piłką. Niemka weszła w mecz w imponującym stylu i przez długi czas całkowicie dominowała nad wiceliderką rankingu WTA. Po niespełna godzinie gry sensacyjnie wygrała pierwszego seta 6:3, a jej zaskoczona mina najlepiej oddawała skalę tego, co działo się na korcie. Dla Świątek był to dopiero drugi taki przypadek w całej karierze.

    Nowy sezon Iga Świątek rozpoczęła od występu w United Cup. Już pierwsze mecze turnieju przyniosły polskim kibicom sporo emocji, głównie za sprawą Huberta Hurkacza. Wrocławianin, który wrócił do rywalizacji po ponad 200 dniach przerwy, zaprezentował się znakomicie i pokonał 6:3, 6:4 trzeciego tenisistę świata – Alexandra Zvereva. Był to sygnał, że reprezentacja Polski może w Australii namieszać.

    Po występie Hurkacza na korcie pojawiła się Świątek, a po drugiej stronie siatki stanęła Eva Lys. Dotychczasowe pojedynki obu zawodniczek nie zapowiadały problemów dla Polki – w poprzednim sezonie Raszynianka dwukrotnie wygrywała z Niemką bez straty seta. Tym razem jednak scenariusz meczu okazał się zupełnie inny.

    Notowana na 39. miejscu w rankingu WTA Lys od pierwszych piłek grała niezwykle odważnie. Prezentowała bogaty wachlarz zagrań, była bardzo precyzyjna i popełniała minimalną liczbę błędów. Tych po stronie Świątek było natomiast zdecydowanie za dużo. To Niemka kontrolowała wydarzenia na korcie i w pełni zasłużenie sięgnęła po zwycięstwo w pierwszym secie 6:3.

    Tak dobra postawa Evy Lys nie umknęła uwadze ekspertów i dziennikarzy. Tuż po zakończeniu pierwszej partii głos w mediach społecznościowych zabrał znany tenisowy komentator Jose Morgado, który nie krył zachwytu nad grą Niemki.

    – Lys sama wygląda na zszokowaną poziomem, jaki prezentuje. Niesamowite sceny – napisał.

    Drugi set przyniósł jednak zmianę obrazu gry. Świątek zaczęła stopniowo odzyskiwać rytm, lepiej poruszała się po korcie i skuteczniej wykorzystywała swoje okazje. Polka wygrała partię 6:3, choć nadal wyraźnie było widać problemy przy własnym serwisie. W dwóch pierwszych setach z siedmiu gemów serwisowych aż sześć razy została przełamana, co tylko potęgowało zaskoczenie obserwatorów. Z drugiej strony sama również często odbierała podanie rywalce, co sprawiało, że mecz był niezwykle chaotyczny.

    Zdziwienie towarzyszyło nie tylko kibicom, ale i ekspertom. Dla Igi Świątek była to bowiem dopiero druga sytuacja w karierze, gdy przegrała pierwszego seta w swoim inauguracyjnym meczu sezonu. Wcześniej przydarzyło jej się to jedynie w 2021 roku, podczas turnieju WTA Melbourne, gdy uległa Kai Juvan.

    Decydująca partia była już prawdziwym testem charakteru. Po ponad dwóch godzinach gry Świątek zachowała więcej spokoju, lepiej radziła sobie w kluczowych momentach i ostatecznie przechyliła szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Po trwającym blisko 2,5 godziny boju Polka wygrała z Evą Lys 3:6, 6:3, 6:4, a reprezentacja Polski podwyższyła prowadzenie w rywalizacji z Niemcami w United Cup.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/2008106352795619748?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2008106352795619748%7Ctwgr%5E258e98b36ffa6574e3a3665cd6e880af47dce7fd%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-sceny-w-meczu-igi-swiatek-rywalka-zszokowana-to-naprawde-sienId22505073

  • Niebywałe sceny w meczu Świątek. Gest Polki wyrażał więcej niż tysiąc słów

    Niebywałe sceny w meczu Świątek. Gest Polki wyrażał więcej niż tysiąc słów

    Iga Świątek aż zakryła usta po jednym ze błędów w meczu z Evą Lys w United Cup. Wyszły wtedy na wierzch jej wszystkie tenisowe grzechy, które dawały o sobie znać w poprzednim sezonie. Polka zmazała je, gdy była trzy kroki od sensacyjnej porażki, wygrywając 3:6, 6:3, 6:4. A reakcje trenera Wima Fissette’a nie zostawiały żadnych wątpliwości.
    Iga Świątek

    – Znów można odetchnąć – skwitował w trzecim secie komentator Polsatu Sport, gdy w trudnej sytuacji Eva Lys popełniła błąd. Bo wtedy wszyscy już dobrze wiedzieli, że Niemka niespodziewanie okazała się bardzo trudną przeszkodą dla Igi Świątek w pierwszym meczu w sezonie. Po zakończeniu dwuipółgodzinnego pojedynku wszyscy fani Polki i Biało-Czerwonych po raz kolejny mogli odetchnąć głęboko z ulgą, bo niespełna 24-letnia rywalka do końca stawiała mocny opór.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Rywalka Świątek sama nie mogła uwierzyć w to, co robiła

    Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności przed meczem Polska – Niemcy, realnym scenariuszem wydawał się remis po rywalizacji singlistów. Tyle że w tym scenariuszu większość wskazywałaby na przegraną Huberta Hurkacza i pewne zwycięstwo Świątek. Tymczasem wracający do rywalizacji po 208-dniowej przerwie tenisista z Wrocławia sprawił sensację w spotkaniu z trzecim w światowym rankingu Alexandrem Zverevem, a fani drugiej rakiety świata mogli być mocno zaniepokojeni. Skończyło się na strachu, bo mistrzyni Wimbledonu 2025 przypomniała tego dnia nie tylko o swoich słabościach, ale i o jednej z najlepszych cech.

    Lys przez niektórych była skazywana w poniedziałek wręcz na pożarcie. Debiut w United Cup zaliczyła dzień wcześniej, a w żadnych z trzech wcześniejszych pojedynków ze Świątek nie była w stanie zapisać na swoim koncie więcej niż cztery gemy. A tuż przed ich czwartym spotkaniem pokazywano powtórkę ujęcia z niedzielnego występu, gdy nadwyrężyła kolano. Teraz też od początku meczu uwagę zwracało zabezpieczenie prawej nogi urodzonej w Ukrainie Niemki. Ale potem już uwagę przykuwała jedynie świetna gra 40. zawodniczki rankingu WTA.

    Podczas serii przełamań po obu stronach z pierwszej części seta otwarcia komentator Polsatu Sport zachwycał się zabójczymi returnami, którymi nieraz już w przeszłości popisywała się Świątek.

    – Prędkość, precyzja. Rywalka absolutnie bezradna – relacjonował.
    Bolesne 14:1. Wielkie odrodzenie Świątek

    O problemach faworytki skutkujących stratą podania mówił na początku meczu, że ma nadzieję, iż okażą się tylko wypadkiem przy pracy. Ale potem coraz częściej wyliczał coraz liczniejsze błędy Polki, a efekt wzmacniały prezentowane przez realizatora transmisji grafiki ze statystykami. Jedną z wymowniejszych było 14:1 w błędach z forhendu. W minionych sezonie, gdy Świątek radziła sobie gorzej, to wtedy również często zawodziło ją to uderzenie. Podobnie jak wtedy było to często efektem zbytniego pośpiechu i nerwowości. Mająca znacznie mniejsze doświadczenie Lys zaś znacznie lepiej radziła sobie w wygrywaniu kluczowych akcji.

    Niemka została nagrodzona za odważną grę, której efekty czasem ją samą zaskakiwały. Kilka razy uśmiechała się wtedy z niedowierzaniem, a niemiecka ekipa oklaskiwała ją na stojąco. W polskiej drużynie zaś miny były coraz posępniejsze, zwłaszcza przy stanie 1:3 w drugiej partii.

    Nieco wcześniej Świątek w dłuższej wymianie posłała niedokładny skrót, z czego skorzystała rywalka. Polka podskoczyła wówczas kilka razy i zakryła twarz dłonią, zdając sobie sprawę z kosztownego błędu. Kilka razy też nieco sfrustrowana machała rękami. Operatorzy początkowo regularnie robili zbliżenie co jakiś czas na Wima Fissette’a. Trener wiceliderki światowego rankingu miał kamienny wyraz twarzy. Był to jednak spokój. Dokładnie z taką samą powagą obserwował bowiem potem, jak jego zawodniczka przełamuje kryzys.

    W ubiegłym roku Świątek miała kilka meczów, w których dała się „złamać” i nie odrabiała strat. Teraz jednak przypomniała, że nie bez powodu w przeszłości chwalono ją nieraz za waleczność i odporność psychiczną. Sama ograniczyła błędy, a Lys na pewien czas obniżyła loty. Ale ta ostatnia w trzecim secie też pokazała, że nie rezygnuje do samego końca, czego efektem było jeszcze kilka widowiskowych akcji. Górą jednak było doświadczenie – Polka po raz pierwszy od września odwróciła losy spotkania, w którym przegrała pierwszą partię. Dzięki temu Biało-Czerwoni są już – jeszcze przed rywalizacją mikstów – pewni zwycięstwa w meczu z Niemcami. W środę, w drugim pojedynku grupowym, zmierzą się z Holendrami.

  • Grał z Lewandowskim. Wskazał najlepszego piłkarza, z którym był w Bayernie

    Grał z Lewandowskim. Wskazał najlepszego piłkarza, z którym był w Bayernie

    Joshua Kimmich to człowiek, który doskonale zna Roberta Lewandowskiego. Obaj przez kilka lat dzielili szatnię w Bayernie Monachium. Niemiecki zawodnik wskazał najlepszego zawodnika, z którym przyszło mu grać. Czy wskazał na reprezentanta Polski?
    CWreczenie Miedzynarodowego Orderu Usmiechu Robertowi Lewandowskiemu
    Fot. Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl

    Bayern Monachium pewnie zmierza po mistrzostwo Niemiec. Ma dziewięć punktów przewagi nad drugą w tabeli Borussią Dortmund. Wygląda na to, że drużyna Vincenta Kompany’ego obroni tytuł. Tym samym Joshua Kimmich po raz 10. zostanie mistrzem Niemiec. To piłkarz, który nie tak dawno wypowiedział się na temat tego, kto był najlepszym zawodnikiem, z jakim przyszło mu zagrać.

    Zobacz wideo Nazywani są milionerami. Osiedlowy klub robi furorę. “Wszyscy są przeciwko nam” [Reportaż]
    Joshua Kimmich zdecydował. To najlepszy piłkarz, z którym grał w Bayernie

    – Najlepszy piłkarz, z którym grałem w Bayernie? Biorąc pod uwagę wszystkie aspekty, wybrałbym Davida Alabę. To wspaniały piłkarz i człowiek. Ma wyjątkową mentalność. Poza tym, co robił na boisku, był też bardzo ważną postacią w szatni – powiedział Kimmich. Jego słowa dla “Bilda” cytuje portal Meczyki.pl.

    Trzeba przyznać, że konkurencja dla Austriaka była ogromna. Kimmich, który do Bayernu trafił w 2015 roku, grał w gigancie z Bawarii z Robertem Lewandowskim, Arjenem Robbenem, Thomasem Muellerem, Franckiem Riberym czy Manuelem Neuerem.

    Ze wspomnianym wyżej Lewandowskim rozegrał łącznie aż 272 mecze. Częściej w Bayernie występował jedynie z Muellerem (386), Neuerem (326), Kingsleyem Comanem (291) i Serge’em Gnabrym (276).

    Sprawdź także: Bułka zarabia miliony. Zdradził, na co wyda pieniądze. Wieczny szacunek

    Joshua Kimmich to 106-krotny reprezentant Niemiec. W Bayernie Monachium zdobył aż 22 trofea. Nigdy nie wywalczył jednak medalu z seniorską kadrą swojego kraju. Zagrał na dwóch mundialach (2018, 2022) i trzech mistrzostwach Europy (2016, 2021, 2024), ale w 2014 roku – gdy Niemcy zdobywali złoto mistrzostw świata – był jeszcze zbyt młody. W kadrze zadebiutował dopiero dwa lata później – w maju 2016 roku zagrał w towarzyskim starciu ze Słowacją.

    Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
    Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok

  • Donald Tusk zaapelował do Europy. “Inaczej jesteśmy skończeni”

    Donald Tusk zaapelował do Europy. “Inaczej jesteśmy skończeni”

    “Nikt nie potraktuje poważnie słabej i podzielonej Europy: ani wrogowie, ani sojusznicy. To już teraz jest jasne. (…) Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Inaczej jesteśmy skończeni” – napisał premier Donald Tusk. Polityk dodał, że Europa “musi uwierzyć we własne siły”.
    Mężczyzna w garniturze siedzący przy biurku, przed laptopem i mikrofonem, w tle widoczne flagi Polski oraz Unii Europejskiej.

    Donald Tusk zaapelował do Europy. “Inaczej jesteśmy skończeni”Andrzej IwańczukReporter
    W skrócie

    Premier Donald Tusk apeluje o jedność i siłę Europy w obliczu światowych napięć.

    Unia Europejska wydała wspólne oświadczenie, wyrażając poparcie dla pokoju i prawo międzynarodowe, z wyjątkiem Węgier.

    Europejscy liderzy angażują się także w negocjacje związane z wojną w Ukrainie i bezpieczeństwem kontynentu.

    Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

    “Nikt nie potraktuje poważnie słabej i podzielonej Europy: ani wrogowie, ani sojusznicy. To już teraz jest jasne” – napisał na platformie X Donald Tusk.

    Premier zaapelował do Europejczyków: “musimy w końcu uwierzyć we własną siłę, musimy się dalej zbroić, musimy pozostać zjednoczeni jak nigdy dotąd”.

    “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Inaczej jesteśmy skończeni” – zakończył swój wpis szef rządu.

    Donald Tusk zaapelował do Europy. “Inaczej jesteśmy skończeni”

    Apel szefa rządu ma prawdopodobnie związek z coraz bardziej napiętą sytuacją na arenie międzynarodowej. W ostatnich dniach wspólnota europejska wydała wspólny komunikat dotyczący interwencji Stanów Zjednoczonych w Wenezueli.

    “Unia Europejska wzywa wszystkie strony do zachowania spokoju i powściągliwości, aby uniknąć eskalacji konfliktu i zapewnić pokojowe rozwiązanie kryzysu” – podano w oświadczeniu szefowej unijnej dyplomacji Kai Kallas.

    Pod dokumentem podpisały się wszystkie państwa Unii Europejskiej z wyjątkiem Węgier.

    26 krajów UE zapewniło, że popierają walkę z międzynarodowymi organizacjami terrorystycznymi zajmującymi się m.in. handlem narkotykami, lecz musi być ona prowadzona “w pełnym poszanowaniu prawa międzynarodowego oraz zasad integralności terytorialnej i suwerenności”.

    Europejscy przywódcy angażują się także w proces pokojowy dotyczący wojny w Ukrainie. Część z nich wzięła udział w negocjacjach między Donaldem Trumpem a Wołodymyrem Zełenskim, do których doszło w Mar-a-Lago pod koniec grudnia.

    Miller w ”Prezydentach i premierach” o ataku USA na Wenezuelę: Trump ma poważne kłopoty wewnętrzne, więc pokazał skuteczność

  • Świątek pogrążyła Niemców w Sydney. Komentarze nie mogły być inne

    Świątek pogrążyła Niemców w Sydney. Komentarze nie mogły być inne

    Najpierw Hubert Hurkacz niespodziewanie pokonał Alexandra Zvereva 6:3, 6:4 w pierwszym meczu fazy grupowej United Cup. To oznaczało, że Iga Świątek stanęła przed szansą na zapewnienie wygranej Polsce z Niemcami. Jej rywalką była o rok młodsza Eva Lys.

    Ku zaskoczeniu kibiców i ekspertów Niemka na tle drugiej rakiety świata spisała się świetnie. Wygrała pierwszego seta 6:3, a w drugiej partii prowadziła już 3:1. Koniec końców to Świątek wykazała się doświadczeniem i opanowaniem. Ostatecznie triumfowała 3:6, 6:3, 6:4 po niezwykle zaciętym, ponad dwugodzinnym boju. Polska ma już zapewnione zwycięstwo z Niemcami, obecnie trwa mecz w mikście pomiędzy Janem Zielińskim i Katarzynie Kawie a Zvrevovi i Siegemund.

    Artur Gac: Pojedynek Igi Świątek z Aleksandrą Mirosław był bardzo zacięty. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

    Eksperci zabrali głos po meczu Świątek. Oto wnioski

    Zaraz po zakończeniu starcia Świątek i Lys eksperci uaktywnili się w mediach społecznościowych.

    “Iga Świątek wygrała ten mecz. Eva Lys zagrała jeden z najlepszych meczów w karierze. Była dziś twardą ścianą, która zwracała każdą piłkę. Nie na środek, nie były to łatwe piłki. Wielkie brawa dla obu tenisistek” – pisze Dawid Żbik.

    “Iga Świątek najpierw przypomniała o swoich grzechach z poprzedniego sezonu, potem o jednym z największych atutów. Eva Lys z kolei pokazała, że ma potencjał, by sprawiać faworytkom duże kłopoty” – analizuje Agnieszka Niedziałek.

    “Iga Świątek długo szukała swojego dobrego tenisa. Przegrywała już 3:6, 1:3, ale odwróciła losy meczu i zapewniła Polsce zwycięstwo nad Niemcami” – czytamy na profilu “Z kortu – informacje tenisowe”.

    “Po niezwykle emocjonującym meczu Iga Świątek wygrywa 3:6, 6:3, 6:4 z Ewą Lys, a Polska prowadzi z Niemcami 2-0. Gra Igi trochę falowała, ale Niemka zagrała doskonałe spotkanie a koniec końców i tak lepsza okazała się Polka” – dodaje Adam Romer.

    “Eva Lys rozegrała świetny mecz. Cenne, że Iga Świątek zdołała go odwrócić” – podkreśla Łukasz Jachimiak.

    “Brawo Iga! Udało się to odwrócić, wyszarpać. Łatwo nie było. Dużo błędów, świetnie grająca Lys. Jest zwycięstwo 3:6, 6:3, 6:4. Jest zwycięstwo Polski nad Niemcami. Rewanż za finał UnitedCup 2024” – odnotował Rafał Smoliński.

    “Co za mecz! Brawo Iga, że potrafiła odpowiednio zareagować na to co wyprawiała Eva Lys, która grała jak w transie – niesamowity czas reakcji, świetnie czytała serwis Igi i wytrzymywała tempo intensywnych wymian. A Iga w tych ciężarach nie pękła, zimna głowa do końca” – ocenił Michał Chojecki.
    Iga Świątek stanowi o sile reprezentacji Polski podczas United Cup

    Iga Świątek stanowi o sile reprezentacji Polski podczas United CupFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekAFP
    Młoda kobieta o prostych, brązowych włosach udziela wywiadu lub bierze udział w konferencji prasowej, siedząc przy mikrofonie na tle niebieskiej ściany ze wzorami i logotypami.

    Iga ŚwiątekAndrew Schwartz / SplashNews.com/Splash/East NewsEast News

  • Świątek aż zakryła usta. Mina Fissette’a mówiła wszystko

    Świątek aż zakryła usta. Mina Fissette’a mówiła wszystko

    Iga Świątek w trakcie meczu z Evą Lys w United Cup nie potrafiła ukryć emocji. Po jednym z błędów aż zasłoniła usta dłonią, jakby sama nie mogła uwierzyć w to, co się wydarzyło. W tym spotkaniu jak w soczewce skupiły się wszystkie tenisowe mankamenty, które doskwierały jej w poprzednim sezonie. Polka zdołała się jednak z nich otrząsnąć w kluczowym momencie – będąc o krok od sensacyjnej porażki, odwróciła losy pojedynku i wygrała 3:6, 6:3, 6:4. Wymowne były także reakcje trenera Wima Fissette’a, które jasno pokazywały, że sytuacja była naprawdę poważna.

    – Znów można odetchnąć – padło z ust komentatora Polsatu Sport w trzecim secie, gdy Eva Lys popełniła błąd w trudnym momencie. Wtedy wszyscy mieli już świadomość, że Niemka niespodziewanie stała się dla Świątek bardzo wymagającą rywalką w jej pierwszym meczu nowego sezonu. Po ponad dwóch i pół godzinach walki kibice Polki i całej reprezentacji Polski mogli wreszcie odetchnąć z ulgą. Niespełna 24-letnia przeciwniczka do samego końca stawiała jednak twarde warunki.

    Rywalka Świątek zaskoczyła samą siebie

    Przed spotkaniem Polska – Niemcy najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydawał się remis po singlach. W takim układzie wielu ekspertów zakładało porażkę Huberta Hurkacza i pewne zwycięstwo Igi Świątek. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Wracający do rywalizacji po 208 dniach przerwy tenisista z Wrocławia sensacyjnie pokonał trzeciego zawodnika świata, Alexandra Zvereva. W efekcie to kibice drugiej rakiety globu mogli czuć się najbardziej zaniepokojeni.

    Ostatecznie wszystko skończyło się szczęśliwie, bo mistrzyni Wimbledonu 2025 pokazała tego dnia nie tylko swoje słabości, ale również jedną z największych zalet. Eva Lys była bowiem przez część obserwatorów niemal skazywana na porażkę jeszcze przed wyjściem na kort. Dzień wcześniej zaliczyła debiut w United Cup, a w trzech wcześniejszych starciach ze Świątek nie ugrała łącznie więcej niż czterech gemów. Dodatkowo tuż przed ich czwartym meczem realizatorzy przypomnieli nagranie z niedzielnego występu Niemki, gdy nadwyrężyła kolano. Także teraz uwagę zwracało solidne zabezpieczenie prawej nogi zawodniczki urodzonej w Ukrainie. Szybko jednak okazało się, że to nie uraz, a jej świetna gra będzie głównym tematem tego spotkania.

    Forhend jak z koszmaru, a potem przełom

    W początkowej fazie meczu, przy serii przełamań z obu stron, komentator Polsatu Sport zachwycał się agresywnymi returnami Świątek.
    – Prędkość, precyzja. Rywalka absolutnie bezradna – podkreślał.

    Z czasem narracja zaczęła się jednak zmieniać. Początkowo straty serwisowe Polki tłumaczono „wypadkiem przy pracy”, ale liczba błędów zaczęła niepokojąco rosnąć. Realizatorzy transmisji regularnie prezentowali statystyki, a jedna z nich była wyjątkowo wymowna: 14:1 w liczbie błędów z forhendu. Właśnie to uderzenie zawodziło Świątek także w trudniejszych momentach poprzedniego sezonu. Przyczyną była nerwowość i pośpiech – dokładnie tak samo jak w tym meczu. Znacznie mniej doświadczona Lys lepiej radziła sobie w decydujących akcjach.

    Odważna gra Niemki przynosiła efekty, które momentami zdawały się zaskakiwać nawet ją samą. Po niektórych wygranych punktach uśmiechała się z niedowierzaniem, a jej sztab nagradzał ją owacjami na stojąco. Po drugiej stronie siatki atmosfera była zupełnie inna – w polskim zespole miny robiły się coraz bardziej posępne, szczególnie przy stanie 1:3 w drugim secie.

    Chwilę wcześniej Świątek w długiej wymianie zagrała niedokładny skrót, co bezlitośnie wykorzystała rywalka. Polka kilkukrotnie podskoczyła, a następnie zakryła twarz dłonią, doskonale zdając sobie sprawę z wagi tego błędu. Były też nerwowe gesty i machanie rękami z frustracji. Kamery często pokazywały Wima Fissette’a, który z kamienną twarzą obserwował wydarzenia na korcie. Nie był to jednak brak reakcji, a spokój – dokładnie z taką samą powagą trener przyglądał się później, jak jego podopieczna stopniowo wychodzi z kryzysu.

    W poprzednim roku Świątek miała kilka spotkań, w których po przegranym secie nie potrafiła się podnieść. Tym razem przypomniała jednak, dlaczego przez lata uchodziła za jedną z najbardziej walecznych i odpornych psychicznie tenisistek świata. Ograniczyła liczbę błędów, a Lys na moment straciła pewność siebie. W decydującej partii Niemka znów jednak pokazała charakter, walcząc do ostatniej piłki i popisując się kilkoma efektownymi zagraniami.

    Ostatecznie górę wzięło doświadczenie. Po raz pierwszy od września Świątek odwróciła losy meczu po przegranym pierwszym secie. To zwycięstwo sprawiło, że reprezentacja Polski – jeszcze przed rywalizacją mikstów – zapewniła sobie triumf nad Niemcami. W środę Biało-Czerwoni zagrają drugi mecz grupowy, w którym ich rywalami będą Holendrzy.

  • Było tuż po meczu. Tak Świątek podsumowała Niemkę

    Było tuż po meczu. Tak Świątek podsumowała Niemkę

    Iga Świątek udanie rozpoczęła sezon 2026, choć sama po meczu nie ukrywała, że jej występ pozostawiał sporo do życzenia. Liderka polskiej reprezentacji pokonała Evę Lys w trzysetowym pojedynku i tym samym przypieczętowała zwycięstwo biało-czerwonych nad Niemcami w United Cup. Spotkanie było jednak znacznie trudniejsze, niż mogłyby sugerować wcześniejsze statystyki.

    24-letnia raszynianka pojawiła się na korcie w Sydney jako druga z Polek i Polaków. Kilkadziesiąt minut wcześniej wraz z całym zespołem mogła podziwiać znakomity występ Huberta Hurkacza. Wrocławianin sprawił sporą niespodziankę, pokonując Alexandra Zvereva – trzeciego tenisistę światowego rankingu – 6:3, 6:4 w niespełna półtorej godziny. Zwycięstwo Hurkacza postawiło Polskę w bardzo korzystnej sytuacji, ale kropkę nad „i” musiała postawić Świątek.

    Jej rywalką była Eva Lys, zajmująca 39. miejsce w rankingu WTA. Niemka ukraińskiego pochodzenia od pierwszych piłek narzuciła bardzo intensywne tempo i zaskoczyła Polkę agresywną, odważną grą. W efekcie to Lys wygrała pierwszego seta 6:3, a Świątek sprawiała wrażenie wyraźnie spiętej. Problemy z utrzymaniem własnego serwisu i nerwowość w kluczowych momentach sprawiały, że faworytka miała sporo kłopotów.

    Z czasem Polka zaczęła jednak odnajdywać swój rytm. Druga partia padła jej łupem w stosunku 6:3, a decydujący set przyniósł jeszcze więcej walki. Ostatecznie Świątek zwyciężyła 6:4, kończąc trwający blisko dwie i pół godziny pojedynek i zapewniając reprezentacji Polski triumf w całym meczu z Niemcami.

    – To był naprawdę trudny mecz. Czułam, że ona cały czas wywiera presję i gra bardzo ofensywnie, szczególnie w pierwszym secie. Prezentowała się niesamowicie. To była bardzo wymagająca rywalka jak na początek sezonu. Cieszę się, że potrafiłam wprowadzić zmiany i odwrócić losy spotkania – mówiła Świątek tuż po zakończeniu meczu, nie szczędząc też pochwał pod adresem Huberta Hurkacza.

    Polka przyznała, że kluczowe okazały się korekty taktyczne. – W drugim secie starałam się być bardziej energiczna. Ona wykorzystywała moją siłę i odgrywała piłki jeszcze mocniej. Zwiększyłam rotację, dzięki czemu piłki wracały wyżej i mogłam lepiej kontrolować grę – wyjaśniła.

    Było to czwarte starcie Świątek z Lys w karierze. W trzech wcześniejszych meczach Niemka ugrała łącznie zaledwie siedem gemów, tymczasem w Sydney już w pierwszym secie niemal podwoiła ten dorobek, pokazując, że zrobiła duży postęp.

    Po spotkaniu Świątek nie kryła również sympatii do miejsca rozgrywania turnieju. – Uwielbiam grać w Sydney. To moje ulubione miasto w całym tourze. Mogłabym tu mieszkać – przyznała z uśmiechem.

    Teraz przed reprezentacją Polski dzień przerwy. Biało-czerwoni wrócą do rywalizacji w środę, 7 stycznia, kiedy w nocy czasu polskiego zmierzą się z Holandią. W singlach spodziewane są pojedynki Tallona Griekspoora oraz Suzan Lamens.

    Warto przypomnieć, że Polska wystąpiła we wszystkich dotychczasowych edycjach United Cup. W 2023 roku zakończyła zmagania na półfinale, natomiast w dwóch kolejnych sezonach docierała aż do finału, w których musiała uznać wyższość kolejno Niemców i Amerykanów.

  • Ksiądz potwierdza ws. Nawrockiego i jego żony. A jednak to nie plotki

    Ksiądz potwierdza ws. Nawrockiego i jego żony. A jednak to nie plotki

    Jednym z pierwszych miejsc, jakie Karol Nawrocki odwiedził tuż po objęciu prezydentury, był stadion Lechii Gdańsk. Taki wybór to absolutnie nie przypadek. Głowa państwa od lat kibicuje “Biało-Zielonym” i niejako utożsamia się z piłkarskimi fanami z Trójmiasta. Publiczność zasiadająca na trybunach podczas meczu z Motorem Lublin przywitała prezydenta z honorami – entuzjastycznymi okrzykami oraz specjalnym transparentem z wizerunkiem Nawrockiego i hasłem:

    Byłeś, jesteś, będziesz zawsze kibicem Lechii

    Temat kibicowskich powiązań Karola Nawrockiego właśnie powraca. A to za sprawą wywiadu, jakiego prezydencki kapelan ksiądz Jarosław Wąsowicz udzielił Danielowi Nawrockiemu. W rozmowie pada wiele interesujących zdań.

    Oto co dzieje się w Pałacu Prezydenckim i Belwederze. Ksiądz Wąsowicz opowiada

    Po objęciu urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki był zobowiązany do podjęcia wielu ważnych decyzji, w tym mianowania nowego kapelana. Wybór padł na księdza Jarosława Wąsowicza, salezjanina, wielkiego kibica Lechii Gdańsk, autora książki “Biało-zielona Solidarność. O fenomenie politycznym kibiców gdańskiej Lechii 1981-1989”.

    Dziś Wąsowicz, w rozmowie z najstarszym synem prezydenta, nie ma wątpliwości, że to właśnie wsparcie piłkarskich fanów pomogło Nawrockiemu w drodze po prezydenturę. “Tata by miał ciężko, żeby wygrać wybory bez zaplecza zwykłych ludzi, którzy modlili się, którzy na stadionach wywieszali transparenty ‘Byle nie Trzaskowski’. Warto to sobie dzisiaj przypominać. Że możemy się kłócić, bo można mieć różne poglądy, ale trzeba mieć taki świat wartości, który jest bezdyskusyjny. Od kibiców też można się nauczyć, że są takie wartości, które nas wszystkich jednoczą, mimo animozji i klubów, którym kibicujemy, partii, w które się angażujemy” – wyjaśnia Danielowi Nawrockiemu.

    Jest jedna Polska, jesteśmy Polakami, musimy dbać o naszą ojczyznę, żeby była niepodległym, wolnym i zamożnym krajem. I to powinno być ważne dla każdego

    Jego zdaniem, gdyby Karol Nawrocki przegrał wybory prezydenckie, Polska znalazłaby się w słabszym położeniu. “To była walka o wszystko. Jakbyśmy te wybory przegrali, to byśmy Polskę stracili. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Pan Bóg nas ocalił. Właśnie dlatego, że polscy patrioci, ci, którym zależy na ojczyźnie, potrafili się zjednoczyć. Oraz, że mieliśmy takiego, a nie innego kandydata” – mówi ksiądz Wąsowicz.

    Dodaje, że podczas kampanii rykoszetem dostali i bliscy Nawrockiego, i ludzie z dalszych kręgów jego znajomych i wręcz obcy mu ludzie. “Dużo oberwali kibice, ale akurat to są twardzi ludzie i oni, jak już poszli w bój, poszli, licząc się z konsekwencjami” – tłumaczy.

    Kapelan potwierdza również doniesienia mówiące o głębokiej wierze prezydenta RP. Ze wspólnotą Kościoła mocno związany jest jednak nie tylko Karol Nawrocki, ale także jego żona oraz dzieci. Uczestniczą w mszach świętych organizowanych na terenie Pałacu Prezydenckiego i w Belwederze.

    “Staramy się tworzyć wspólnotę także modlitwy. Może to niektórych dziwić, ale tutaj codziennie odprawia się Eucharystia. Przychodzą na nią pracownicy. (…) Przychodzą panowie ministrowie, jak pan prezydent jest, to też się pojawia na modlitwie, mama twoja, twoja siostra, twój brat, który został prezesem ministrantów w Belwederze. Życie duchowe kwitnie” – zapewnia, zwracając się do Daniela Nawrockiego.

    KGHM Zagłębie Lubin – Enea MKS Gniezno. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
    Mężczyzna w garniturze przemawia do mikrofonu na tle biało-czerwonej flagi, prezentując poważny wyraz twarzy.

    Prezydent Karol NawrockiAndrzej IwańczukReporter
    Uśmiechnięty mężczyzna w garniturze macha dłonią do tłumu, obok stoi nastolatek w czarnej bluzie, a po lewej mężczyzna z aparatem robi zdjęcie, w tle widoczny jest fragment zielonego baneru.

    Karol Nawrocki na stadionie Lechii Gdańsk, 11.08.2025 r.Przemek SwiderskiEast News
    Karol Nawrocki, Marta Nawrocka

    Karol Nawrocki, Marta Nawrocka Andrzej IwanczukReporter