• Piękna polska noc w Hobart. Tytuł WTA tuż przed startem Australian Open

    Piękna polska noc w Hobart. Tytuł WTA tuż przed startem Australian Open

    Już w nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego rozpocznie się Australian Open – pierwszy wielkoszlemowy turniej sezonu. Ostatnim sprawdzianem formy przed wyjazdem do Melbourne były zawody WTA w Adelajdzie i Hobart. I właśnie z Tasmanii napłynęły w niedzielny poranek znakomite informacje dla polskich kibiców. Katarzyna Piter, świeżo upieczona triumfatorka United Cup, dołożyła do kolekcji kolejny tytuł, tym razem w grze podwójnej turnieju rangi WTA 250. Co więcej – zrobiła to w imponującym stylu. Wspólnie z Janice Tjen potrzebowały zaledwie 61 minut, by sięgnąć po mistrzostwo.

    Jeszcze sześć dni wcześniej Piter zasiadała w polskim boksie podczas finału United Cup, zdzierając gardło i wspierając Igę Świątek, Huberta Hurkacza, Katarzynę Kawę oraz Jana Zielińskiego. Choć sama nie pojawiła się na korcie, była pełnoprawną częścią mistrzowskiej drużyny. Teraz przyszła pora na jej własny finał – w Hobart, w turnieju WTA 250 rozgrywanym na Tasmanii.

    Finałowy pojedynek prowadziła Marija Čičak – jedna z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych sędzi w kobiecym tourze, która niedawno arbitrowała finał United Cup w Sydney pomiędzy Igą Świątek a Belindą Bencic. Tym razem na korcie rywalizowały pary: Katarzyna Piter/Janice Tjen (Polska/Indonezja) oraz Magali Kempen/Anna Siskova (Belgia/Czechy).

    Mecz trwał niewiele ponad godzinę, ale emocji nie brakowało. Przy stanie 6:2, 5:2 i 40-40 Kempen serwowała do Tjen przy k w składzie. Presja okazała się zbyt duża – Belgijka popełniła podwójny błąd serwisowy, kończąc spotkanie. Piter i Tjen zwyciężyły 6:2, 6:2, zdobywając drugi tytuł w swoim drugim wspólnym starcie. Trzecia okazja nadejdzie już w przyszłym tygodniu – w Melbourne.

    Duet Piter–Tjen po raz pierwszy połączył siły jesienią podczas turnieju WTA 250 w Kantonie. Polka, starsza od partnerki o 11 lat, od kilku sezonów skupia się wyłącznie na deblu. Tjen z kolei przeżywała wtedy najlepszy okres w singlowej karierze, przebijając się do czołowej setki rankingu WTA. W Chinach wygrały wszystkie cztery mecze, każdy po trzysetowej walce, a finał prowadziła inna sędziowska legenda – Kader Nouni.

    W Hobart nie były rozstawione. Dwa pierwsze spotkania musiały „przepychać”, zwyciężając w super tie-breakach granych do 10 punktów. Dla Tjen był to sposób na odreagowanie słabszego początku sezonu w singlu. Przełom przyszedł w czwartek późnym wieczorem miejscowego czasu, gdy w zimnych, wietrznych i deszczowych warunkach pewnie pokonały w półfinale rozstawioną z numerem trzecim parę Eri Hozumi/Fang-Hsien Wu 2:0.

    W finale ich rywalkami były Belgijka Magali Kempen i Czeszka Anna Siskova. Kluczowy moment pierwszego seta nastąpił w szóstym gemie, przy serwisie Siskovej. Tjen imponowała zarówno z głębi kortu, jak i przy siatce. To właśnie ona popisała się znakomitą akcją przy stanie 0-40, dając pierwsze przełamanie. Chwilę później trzeba było potwierdzić przewagę – serwowała Piter. Gem był wyrównany, ale w decydującej wymianie to poznanianka wymusiła błąd Siskovej. Wynik 5:2 okazał się momentem zwrotnym.

    Od tego momentu na korcie rządził już tylko jeden duet. Piter i Tjen wygrały pierwszego seta 6:2, a w drugim szybko odskoczyły rywalkom, kontrolując wydarzenia aż do końca. Ostatecznie zwyciężyły 6:2, 6:2, notując najłatwiejszą wygraną w swojej dotychczasowej, krótkiej współpracy – już ósmej wspólnej potyczce.

    Dzięki triumfowi w Hobart Katarzyna Piter awansuje na 51. miejsce w deblowym rankingu WTA – zaledwie dwa oczka niżej od życiowego rekordu. Co istotne, w Australian Open nie broni żadnych punktów, więc w Melbourne może już tylko zyskać.

  • Iga Świątek poznała decyzję organizatorów Australian Open. Komunikat z Melbourne

    Iga Świątek poznała decyzję organizatorów Australian Open. Komunikat z Melbourne

    Niespełna 24 godziny pozostały do rozpoczęcia głównej rywalizacji w Australian Open, pierwszym turnieju wielkoszlemowym sezonu 2026. Zmagania na kortach w Melbourne zainaugurują mecze rozgrywane w nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego, choć na ten dzień nie zaplanowano jeszcze występów Biało-Czerwonych. Polscy tenisiści i tenisistki wkroczą do akcji dopiero drugiego dnia turnieju. Organizatorzy opublikowali już szczegółowy plan gier na poniedziałek, dzięki czemu wiemy, kiedy na kort wyjdą Iga Świątek, Magda Linette, Magdalena Fręch, Linda Klimovicova oraz Kamil Majchrzak.

    W tegorocznej edycji Australian Open w singlowych zmaganiach zobaczymy aż sześcioro reprezentantów Polski. Do grona zawodników mających zapewniony start w głównej drabince dzięki rankingowi należą: Iga Świątek, Magda Linette, Magdalena Fręch, Hubert Hurkacz oraz Kamil Majchrzak. W czwartek do tej piątki dołączyła Linda Klimovicova, która po raz pierwszy w karierze przebrnąła eliminacje turnieju wielkoszlemowego na poziomie zawodowym. 21-letnia tenisistka zrobiła to w imponującym stylu, nie przegrywając ani jednego seta. W decydującym meczu kwalifikacji pokonała rozstawioną z numerem 12 Greet Minnen, zapewniając sobie debiut w głównej drabince Szlema. Zawodniczka pochodząca z Ołomuńca stanie przed historyczną szansą zaprezentowania się na największej tenisowej scenie.

    Już w dniu losowania drabinki poznaliśmy wstępne informacje dotyczące terminów występów Polaków w pierwszej rundzie Australian Open. Wówczas stało się jasne, że żaden z naszych reprezentantów nie zagra w niedzielę, a swoje mecze w poniedziałek rozegrają Magda Linette, Magdalena Fręch, Linda Klimovicova oraz Kamil Majchrzak. Do niedawna nie było jednak pewne, kiedy na kort wyjdą Iga Świątek i Hubert Hurkacz. Ostatecznie w piątek potwierdzono, że wiceliderka rankingu WTA również zagra w poniedziałek, natomiast wrocławianin rozpocznie turniej dzień później, we wtorek.

    W nocy z piątku na sobotę czasu polskiego organizatorzy Australian Open opublikowali już szczegółowy plan gier na poniedziałkowe rozgrywki. Z informacji zamieszczonych na oficjalnej stronie turnieju wynika, że Iga Świątek wystąpi na głównej arenie imprezy – Rod Laver Arena. Jej spotkanie z Chinką Yue Yuan otworzy nocną sesję i rozpocznie się tuż po godzinie 9:00 czasu polskiego.

    Choć termin meczu Świątek jest bardzo dogodny dla polskich kibiców, emocji z udziałem naszych zawodników nie zabraknie już znacznie wcześniej. W nocy z niedzieli na poniedziałek, dokładnie o godzinie 1:00 czasu polskiego, rozpoczną się pojedynki Magdy Linette i Magdaleny Fręch. Poznanianka zmierzy się z Emmą Navarro na 1573 Arena, natomiast tenisistka urodzona w Łodzi zagra z Veroniką Erjavec na korcie numer 12.

    Ten sam kort będzie również areną rywalizacji Kamila Majchrzaka. Jego mecz z Jacobem Fearnleyem zaplanowano jako trzecie spotkanie dnia, licząc od godziny 1:00 czasu polskiego, po pojedynkach Fręch – Erjavec oraz Fabian Marozsan – Arthur Rinderknech. Z kolei Linda Klimovicova pojawi się na korcie numer 15, gdzie jej starcie z Francescą Jones wyznaczono jako drugie w kolejności, po meczu Quentin Halys – Alejandro Tabilo.

    Wszystko wskazuje więc na to, że poniedziałek w Melbourne upłynie pod znakiem polskich występów, a kibice nad Wisłą będą mieli wiele okazji do śledzenia losów naszych reprezentantów w pierwszej rundzie Australian Open.

  • Rusza Australian Open, a tu takie wieści o Andriejewej!

    Rusza Australian Open, a tu takie wieści o Andriejewej!

    Wystarczyła godzina. Tak gra największy talent kobiecego tenisa

    Jedna z największych nadziei światowego tenisa dała pokaz siły. Mirra Andriejewa, bo o niej mowa, w finale turnieju WTA w Adelajadzie pokonała Victorię Mboko 6:3, 6:1. To dla niej doskonały prognostyk przed zbliżającym się Australian Open.
    Mirra Andriejewa w wielkiej formie przed AO
    fot. screen https://www.youtube.com/watch?v=Z-erh7o_zvI

    Wielkimi krokami zbliżają się pierwsze mecze najlepszych tenisistek podczas inaugurującego wielkoszlemowe zmagania Australian Open. Wiemy już, że Iga Świątek rozpocznie rywalizację od starcia z Chinką Yue Yuan (130. WTA), zaś Aryna Sabalenka stanie w szranki z Tiantsoą Sarah Rakotomangą Rajaonah z Francji (118. WTA). W turnieju nie zabraknie także tenisowych perełek.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Rosjanka w wielkiej formie przed AO. Wystarczyła godzina

    Mirra Andriejewa i Victoria Mboko to dwie gwiazdy nowego, tenisowego pokolenia. Obie są jeszcze nastolatkami, ale obie pokazały się już szerszej publiczności z doskonałej strony. Rosjanka w Australian Open drogę do sukcesu rozpocznie od starcia z doświadczoną Chorwatką Donną Vekić (70. WTA), zaś Kanadyjkę los skojarzył z Australijką Emerson Jones (155. WTA).

    Czytaj też: Oni już wiedzą. Tak Świątek poradzi sobie w Australian Open

    Zanim jednak Andriejewa i Mboko rozpoczną grę podczas Wielkiego Szlema, obie zmierzyły się w bezpośrednim starciu w finale turnieju WTA w Adelajdzie. Trzeba przyznać, że był to pokaz sił Rosjanki, która w tym roku skończy 19 lat. Wydawało się, że spotkanie będzie dla niej wyzwaniem, ale przebieg meczy tylko potwierdził jej wielki talent.

    Mboko od pierwszych piłek była lepsza i wygrała dwa gemy serwisowe rywalki. Andriejewa od stanu 0:3 wygrała jednak w pierwszym secie sześć gemów z rzędu i w partii zwyciężyła 6:3. W drugim secie role się odwróciły. To Andriejewa prowadziła 3:0 i nie popełniła błędów Mboko. Oddała Kanadyjce tylko jednego gema i wygrała 6:1. Mecz trwał zaledwie godzinę i został odnotowany przez całe środowisko tenisowe.

    “Tyle talentu między tymi dwiema, ale Mirra wygrywa dzisiejszą bitwę nastolatek. Zdobywa swój czwarty tytuł WTA. Jedna w swoim rodzaju” – zachwycał się profil The Tennis Letter na portalu X.

    Dla Andriejewej to czwarty tytuł w karierze. Wcześniej wygrywała w Jassy, Dubaju i Indian Wells, gdzie pokonała Arynę Sabalenkę. 19-letnia Victoria Mboko w dotychczasowej karierze zanotowała dwie turniejowe wygrane – w Montrealu i Hongkongu.
    Finał turnieju w Adelajdzie:

    Mirra Andriejewa – Victoria Mboko 6:3, 6:1

  • Piękna polska noc w Hobart. Tytuł WTA tuż przed startem Australian Open

    Piękna polska noc w Hobart. Tytuł WTA tuż przed startem Australian Open

    Sześć dni temu Katarzyna Piter patrzyła z polskiego boksu, jak Iga Świątek, Hubert Hurkacz, Katarzyna Kawa oraz Jan Zieliński zdobywają na korcie mistrzostwo United Cup. Ona była częścią tej drużyny, krzyczała pewnie najgłośniej z boku, zachęcała do gry. I też zdobyła tytuł, mimo że nie pojawiła się w rywalizacji.

    Dziś sama stanęła do walki o mistrzostwo, ale turnieju WTA 250 w Hobart na Tasmanii. A na stołu siedziała Marija Čičak – już sędziowska legenda, jedna z najbardziej znanych postaci w tourze. W tamtym finale w Sydney prowadziła mecz Igi Świątek z Belindą Bencic. A dziś spotkanie duetów: Katarzyna Piter/Janice Tjen (Polska/Indonezja) – Magali Kempen/Anna Siskova (Belgia/Czechy).

    Minęło 61 minut, gdy przy stanie 6:2, 5:2 i 40-40 Kempen zagrywała na Tjen, przy decydującym punkcie. I drugiej piłce mistrzowskiej dla pary z Polką w składzie. Podopieczna Wima Fissette’a z reprezentacji Belgii nie wytrzymała presji, popełniła podwójny błąd serwisowy. A Piter z Tjen wygrały swój drugi tytuł w drugim wspólnym starcie.

    Kolejnny mają już w przyszłym tygodniu – w Melbourne.

    WTA 250 w Hobart. Katarzyna Piter zagrała o tytuł. Wspólnie z Janice Tjen

    Katarzyna Piter i Janice Tjen połączyły siły jesienią w Azji – wspólnie zagrały wtedy debla w WTA 250 w Kantonie. Starsza od Azjatki o 11 lat Polka od kilu sezonów nie gra już w singla, Tjen z kolei akurat wtedy notowała najlepszy czas w karierze, pewnie wskoczyła do najlepszej setki rankingu w grze pojedynczej. W Chinach wygrały wszystkie cztery mecze, wszystkie po 2:1. A finał prowadziła im inna sędziowska legenda – Kader Nouni.

    W Hobart nie zostały rozstawione, pierwsze dwa spotkania też “przepchnęły”, wygrały w trzecich setach, granych do 10 punktów. Tjen odreagowywała słabszy start sezonu w singlu.
    Rozgrywka deblowa kobiet na profesjonalnym korcie tenisowym, dwie pary zawodniczek w trakcie punktu, publiczność na trybunach, tablica wyników pokazuje przewagę zespołu K. Piter i J. Tjen.

    Ofensywne ustawienie Katarzyny Piter i Janice Tjenscreen za Canal+materiał zewnętrzny

    Przełom przyszedł w czwartek przed północą miejscowego czasu, gdy w zimnym, wietrznym i deszczowym Hobart pewnie wygrały półfinał 2:0 z parą rozstawioną z numerem trzy: Eri Hozumi/Fang-Hsien Wu.

    Dziś ich rywalkami były: Belgijka Magali Kempen oraz Czeszka Anna Siskova. Pierwszy przełomowy moment nastąpił w szóstym gemie, podawała Siskova. Świetnie spisywała się Tjen, tak na linii końcowej, jak i przy siatce. I to ona idealnie zagrała przy siatce przy stanie 0-40, dało to pierwszego breaka. Trzeba było jeszcze potwierdzić tę zaliczkę w kolejnym gemie. Serwowała Poznanianka, była równowaga i decydująca akcja. I to Katarzyna wymusiła błąd Siskovej, zrobiło się 5:2.
    Dwie kobiety w sportowych strojach trzymają paletki do tenisa plażowego i uśmiechając się, rozmawiają na tle kolorowej planszy.

    Janice Tjen i Katarzyna Piter z… nagrodami za triumf w Hobartscreeny za Canal+materiał zewnętrzny

    Ruszyła więc lawina, Piter i Tjen zaczęły zdecydowanie dominować. Wygrały tego pierwszego seta 6:2, w drugim też szybko odskoczyły. Skończyło się na 61 minutach i wyniku 6:2, 6:2. Ich najłatwiejszym we wspólnej grze, już ósmym.

    Poznanianka w rankingu WTA będzie teraz 51. – zaledwie o dwie pozycje niżej od swojego rekordu. A w Melbourne żadnych punktów nie broni, może tylko zyskać.
    Katarzyna Piter

    Katarzyna PiterFoto Olimpik/NurPhotoAFP
    Tenisistka w sportowym stroju podczas rozgrywki, wykonuje uderzenie rakietą w kierunku nadlatującej piłki tenisowej na niebieskim korcie.

    Janice TjenClive Brunskill/Getty Images via AFPAFP

    Zrobili to! Zobacz piłkę meczową na wagę zwycięstwa Piter i Zielińskigo.

  • W nocy dotarł komunikat Australian Open ws. Świątek. Bezpowrotna decyzja

    W nocy dotarł komunikat Australian Open ws. Świątek. Bezpowrotna decyzja

    Iga Świątek poznała decyzję organizatorów Australian Open. Komunikat z Melbourne

    Niespełna doba dzieli nas od rozpoczęcia głównych zmagań w Australian Open, czyli pierwszej wielkoszlemowej imprezie w sezonie 2026. Pierwsze mecze zostaną zainaugurowane w nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego, chociaż jeszcze bez udziału naszych reprezentantów. Ci wkroczą do akcji podczas drugiego dnia zmagań. Wiemy już, kiedy na kort wyjdą Iga Świątek, Magda Linette, Magdalena Fręch, Linda Klimovicova i Kamil Majchrzak. Oto plan gier na poniedziałek.
    Zbliżenie na sportowczynię o skupionym wyrazie twarzy trzymającą rękę przy głowie, ubrana w białą koszulkę sportową, w tle rozmyta publiczność.

    Iga Świątek poznała godzinę swojego pierwszego meczu w Australian Open 2026MARCIN CHOLEWINSKI/ NEWSPIX.PLNewspix.pl

    Aż sześciu naszych reprezentantów weźmie udział w singlowych zmaganiach podczas pierwszej wielkoszlemowej imprezy w tym sezonie, czyli Australian Open. Do naszej etatowej piątki, która ze względu na ranking ma zagwarantowany udział w głównej drabince rozgrywek (Iga Świątek, Magda Linette, Magdalena Fręch, Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak), w czwartek dołączyła Linda Klimovicova. 21-latka po raz pierwszy w karierze przeszła eliminacje Szlema na poziomie zawodowym. Dokonała tego w znakomitym stylu, nie tracąc choćby seta. W decydującej rundzie kwalifikacji pokonała rozstawioną z “12” Greet Minnen. Dzięki temu tenisistka pochodząca z Ołomuńca zadebiutuje w głównych zmaganiach.

    Jeszcze w dniu losowania drabinki poznaliśmy wstępny zarys dotyczący polskich meczów w pierwszej rundzie Australian Open. Wtedy dowiedzieliśmy się, że żaden nasz reprezentant nie zagra w niedzielę, a mecze Magdy Linette, Magdaleny Fręch, Lindy Klimovicovej oraz Kamila Majchrzaka odbędą się w poniedziałek. Do wczoraj nie było jasne, którego dnia wystąpią Iga Świątek i Hubert Hurkacz. W piątek okazało się, że Raszynianka również pojawi się na korcie podczas drugiego dnia zmagań, a Wrocławianin – dobę później, czyli we wtorek.

    Australian Open: Organizatorzy zaprezentowali plan gier na poniedziałek

    W nocy z piątku na sobotę czasu polskiego pojawił się już konkretny plan gier na poniedziałkowe rozgrywki w Melbourne. Organizatorzy wielkoszlemowej imprezy poinformowali o tym fakcie za pośrednictwem swojej strony internetowej. Na głównym obiekcie Australian Open zobaczymy Świątek. Jej spotkanie z Yue Yuan otworzy nocną sesję na Rod Laver Arena, czyli rozpocznie się tuż po godz. 9:00 czasu polskiego.

    Chociaż pojedynek Igi rozlokowano w dogodnym terminie z perspektywy naszych kibiców, to i tak nie zabraknie wczesnych emocji z udziałem Polaków. W nocy z niedzieli na poniedziałek o godz. 1:00 czasu polskiego wystartują starcia Magdy Linette i Magdaleny Fręch. Poznanianka zagra z Emmą Navarro na 1573 Arena, a zawodniczka urodzona w Łodzi zmierzy się z Veroniką Erjavec na korcie numer 12.

    Ten ostatni obiekt będzie też areną rywalizacji z udziałem Kamila Majchrzaka. Jego mecz z Jacobem Fearnley’em zaplanowano jako trzeci w kolejności od godz. 1:00 czasu polskiego (po starciach: Magdalena Fręch – Veronika Erjavec oraz Fabian Marozsan – Arthur Rinderknech). Z kolei Linda Klimovicova pojawi się na korcie numer 15. Jej pojedynek z Francescą Jones wyznaczono jako drugie starcie dnia (po spotkaniu Quentin Halys – Alejandro Tabilo). Szykuje się zatem polski poniedziałek w Melbourne.

    Iga Świątek – Belinda Bencic. Skrót meczuPolsat Sport
    Zawodniczka tenisowa w czapce i jasnym stroju pokazuje zaciśniętą pięść w geście triumfu na tle niebieskiego kortu.

    Iga ŚwiątekXiao YijiuAFP
    Kobieta w sportowej odzieży uczestnicząca w meczu tenisowym, z widocznym wyrazem determinacji i zaangażowania, trzyma zaciśniętą pięść, na głowie ma biały daszek sportowy, a tło jest rozmyte.

    Magda LinetteScott TaetschAFP
    Magdalena Fręch

    Magdalena Fręch Foto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP – Foto Olimpik/NurPhoto) (Photo by Foto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

  • McEnroe wydał wyrok ws. Igi Świątek. Niektórym otworzą się oczy

    McEnroe wydał wyrok ws. Igi Świątek. Niektórym otworzą się oczy

    Iga Świątek przed Australian Open. McEnroe uspokaja: „To może być sygnał alarmowy, który działa na korzyść”

    19 stycznia Iga Świątek rozpocznie rywalizację w Australian Open. Choć to pierwszy wielkoszlemowy turniej sezonu, wokół występu Polki narosło sporo znaków zapytania. Dwie porażki poniesione w United Cup – z Coco Gauff oraz Belindą Bencić – sprawiły, że forma wiceliderki rankingu WTA stała się tematem licznych dyskusji. A w Melbourne łatwiej nie będzie, bo drabinka Świątek zapowiada się wyjątkowo wymagająco. Jej aktualną dyspozycję w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” ocenił legendarny John McEnroe.

    11 stycznia reprezentacja Polski po raz pierwszy w historii sięgnęła po triumf w United Cup, co było ogromnym sukcesem całej drużyny. Kibice mieli jednak poczucie niedosytu – zabrakło zwycięstw Igi Świątek w starciach z najmocniejszymi rywalkami. Porażki z Gauff i Bencić wywołały pytania o to, na jakim etapie przygotowań jest obecnie najlepsza polska tenisistka. Teraz przed nią znacznie większe wyzwanie – Australian Open, turniej, w którym presja i stawka są nieporównywalnie wyższe.

    McEnroe o porażkach Świątek: „Nigdy nie wiesz, jak to się potoczy”

    John McEnroe podchodzi do ostatnich wyników Polki z dużym spokojem. Amerykanin podkreśla, że pojedyncze porażki tuż przed Wielkim Szlemem wcale nie muszą zwiastować problemów, a czasem wręcz działają mobilizująco. Odwołał się przy tym do własnych doświadczeń z czasów kariery.

    – Czasami to działa w drugą stronę. To bywa swego rodzaju sygnałem alarmowym, pobudką, ale w tenisie nigdy nie wiesz, jak sprawy się potoczą. Pamiętam mój najlepszy rok w karierze – przegrałem w pierwszej rundzie na tydzień przed US Open. A mimo to czułem, że nie wpłynie to na moją pewność siebie. Sam fakt przegranej nie oznacza, że w Wielkim Szlemie pojawi się problem, gdy przyjdzie grać o najwyższą stawkę – powiedział McEnroe w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”.

    Słowa legendy światowego tenisa sugerują, że nie warto wyciągać daleko idących wniosków z jednego turnieju drużynowego, zwłaszcza na tak wczesnym etapie sezonu.

    Obrona Fissette’a i nowego stylu gry Świątek

    McEnroe odniósł się także do zmian w grze Świątek, które wprowadza trener Wim Fissette. Nowy kierunek obrany przez Belgijskiego szkoleniowca ma zarówno zwolenników, jak i krytyków, szczególnie w kontekście większego ryzyka i modyfikacji serwisu. Amerykanin zdecydowanie stanął jednak po stronie trenera.

    – Nie ma tu prostej odpowiedzi, ale pamiętam, jak oglądałem ją na Wimbledonie. Pomyślałem wtedy, że serwuje potężniej i mocniej, niż kiedykolwiek wcześniej. To było zaledwie sześć miesięcy temu. Nie widzę powodu, dla którego nie mogłaby tego powtórzyć w Australian Open. Rok temu była bardzo blisko – zauważył McEnroe.

    Zdaniem siedmiokrotnego triumfatora turniejów wielkoszlemowych, potencjał wciąż jest ogromny, a zmiany wprowadzone w ostatnich miesiącach mogą zaprocentować właśnie w Melbourne.

    Początek rywalizacji i możliwe hity

    Iga Świątek swój pierwszy mecz w tegorocznym Australian Open rozegra 19 stycznia. Jej rywalką będzie Chinka Yue Yuan, która przeszła przez kwalifikacje. W dalszej fazie turnieju w części drabinki Polki może dojść do niezwykle interesującego starcia z Naomi Osaką, prowadzoną obecnie przez Tomasza Wiktorowskiego – byłego trenera Świątek.

    Australian Open zapowiada się więc dla Polki jako sprawdzian nie tylko formy sportowej, ale i odporności mentalnej. Jak przekonuje McEnroe, czasem właśnie w takich okolicznościach rodzą się najlepsze turnieje w karierze.

  • Świątek nawet nie zdążyła wyjść na kort. Stawia sprawę jasno: 6 miesięcy przerwy

    Świątek nawet nie zdążyła wyjść na kort. Stawia sprawę jasno: 6 miesięcy przerwy

    Iga Świątek zameldowała się już w Melbourne, gdzie finalizuje przygotowania do startu w pierwszym w sezonie turnieju wielkoszlemowym – Australian Open. Choć jeszcze nie wyszła na kort w meczu o stawkę, zdążyła wywołać niemałe poruszenie. Wszystko za sprawą jej wypowiedzi podczas spotkania z mediami, która natychmiast odbiła się szerokim echem. Liderka polskiego tenisa przyznała bowiem, że widzi przestrzeń do urozmaicenia i rozwoju swojego stylu gry, ale – jak sama podkreśliła – potrzebowałaby na to aż sześciu miesięcy przerwy.

    Polka walkę o triumf w Melbourne rozpocznie w nocy z niedzieli na poniedziałek czasu środkowoeuropejskiego. Jej pierwszą rywalką będzie Chinka Yue Yuan, obecnie sklasyfikowana na 84. miejscu w rankingu WTA. Już na starcie los postawi więc przed Świątek przeciwniczkę, z którą teoretycznie powinna sobie poradzić, choć w turniejach tej rangi nie ma miejsca na lekceważenie kogokolwiek.

    Nie jest tajemnicą, że przed tegorocznym Australian Open nad Igą Świątek unosi się aura szczególnej presji. Jeśli okaże się najlepsza na antypodach, dołoży do swojej kolekcji brakujący element i skompletuje Karierowego Wielkiego Szlema. Choć w turniejach tej rangi triumfowała już sześciokrotnie, to właśnie w Melbourne nigdy wcześniej nie sięgnęła po końcowy tytuł.

    Cel: złota kareta

    Pierwszy wygrany turniej pod wodzą nowego szkoleniowca, Wima Fissette’a, przyszedł po ponad półrocznym oczekiwaniu. Co więcej – od razu w wyjątkowym miejscu, bo na kortach Wimbledonu. Później Świątek potwierdziła znakomitą formę, triumfując także w Cincinnati oraz w Seulu. Wydawało się, że te sukcesy mogą definitywnie zamknąć dyskusję na temat rzekomych braków w jej tenisowym arsenale.

    Tymczasem pierwsza konferencja prasowa w Melbourne pokazała, że temat wciąż wraca. Druga rakieta świata została zapytana o możliwość dalszego rozwoju i urozmaicenia gry, a jej odpowiedź była zaskakująco szczera.

    – Okres przygotowawczy to moment na testowanie nowych rozwiązań, ale w moim przypadku trwa on zaledwie trzy tygodnie. To sprawia, że sprawa jest bardzo skomplikowana. Myślę, że gdybym miała sześć miesięcy przerwy, mogłabym naprawdę wiele poprawić. Zawsze jednak muszę szykować się do kolejnego turnieju, więc gram tym, co aktualnie mam – przyznała Świątek.

    Oczywiście półroczna pauza pozostaje w sferze czystej teorii. Wypowiedź Polki można jednak odczytywać jako sygnał narastającego znużenia ciągłymi sugestiami dotyczącymi jej rzekomych niedoskonałości, a także powtarzaną narracją o braku „planu B” w trudnych momentach spotkań.

    Czy mimo wszystko są powody do optymizmu przed rozpoczynającym się Australian Open? Sama zainteresowana studzi emocje i unika wielkich deklaracji.

    – To bardzo wymagający turniej, dlatego nie stawiam przed sobą żadnych konkretnych oczekiwań. Zdobycie tytułu byłoby spełnieniem marzeń, ale nie budzę się każdego dnia z myślą, że muszę go wygrać. Koncentruję się na tym, jak chcę grać i co mogę poprawiać z dnia na dzień – podkreśla.

    W turnieju głównym Australian Open, oprócz Igi Świątek, zobaczymy również trzy inne reprezentantki Polski w singlu: Magdę Linette, Magdalenę Fręch oraz Lindę Klimovicovą.

  • Cztery mecze i koniec. Brutalny werdykt dla Świątek. Wiktorowski triumfuje

    Cztery mecze i koniec. Brutalny werdykt dla Świątek. Wiktorowski triumfuje

    Australian Open startuje w niedzielę (18 stycznia). Polscy kibice będą bacznie obserwować Igę Świątek, która jest rozstawiona w Melbourne z numerem “2”. Raszynianka na początku sezonu dała jednak wiele powodów do niepokoju. W United Cup wygrała zaledwie 3 z 5 meczów, a porażki z Coco Gauff i Belindą Bencić były szeroko komentowane przez kibiców i ekspertów.

    Polka w pierwszej rundzie zagra z kwalifikantką Yue Yuan (WTA 130) i będzie murowaną faworytką. Schody mogą się zacząć w późniejszych rundach, o czym wprost piszą eksperci.

    To z nią przegra Iga Świątek. Brutalna analiza przed Australian Open

    Portal tennisconnected.com przeprowadził ciekawą, ale jednocześnie brutalną analizę dla Świątek.

    Ze względu na trudność losowania, nie sądzę, żeby to był czas dla Igi na zdobycie jej upragnionego tytułu Australian Open. Myślę, że Osaka ją zaskoczy, ale nie mam pojęcia o formie Naomi, bo wraca do zdrowia po wirusie

    To oznaczałoby, że 24-latka pożegna się z Melbourne na etapie 1/8 finału, co niewątpliwie byłoby sporym rozczarowaniem. Z jej rozważań Amy Lundy wynika, że w finale na Rod Laver Arena zmierzą się Aryna Sabalenka i Jelena Rybakina, a górą będzie Kazaszka.

    Nieco inaczej przewiduje hiszpańskojęzyczny portal puntodebreak.com. Ich zdaniem wiele na to wskazuje, że Świątek w ćwierćfinale zmierzy się z Rybakiną. – “Ćwierćfinałowy mecz Rybakiny i Świątek byłby legendarny, ale obie będą musiały się niesamowicie postarać, aby dotrzeć do tego etapu. Największą przeszkodą dla Polki może być Osaka, potencjalna przeciwniczka w 1/8 finału. Z kolei dla Rybakiny najtrudniejszą przeszkodą wydaje się być Belinda Bencić, która przyjechała pełna pewności siebie i może być groźna dla każdego” – analizują dziennikarze.

    Prestiżowy portal tennis.com opisując turniejową ćwiartkę, w której znajduje się Świątek zwraca największą uwagę na potencjalny mecz Polki z Rybakiną. – “Żadna z nich nie ma dobrej passy, ale nie bez powodu są mistrzyniami Wielkiego Szlema i od lat plasują się w pierwszej piątce” – czytamy.

    Dziennikarze podkreślają, że dla Świątek wielką motywacją będzie dotarcie pierwszy raz w karierze do finału w Melbourne i zdobycie Karierowego Wielkiego Szlema.

    Dziennikarze zauważają na drodze Świątek do ćwierćfinału są Naomi Osaka, Ludmiła Samsonowa i Anna Kalinska. – “Każda z nich mogłaby Polkę postraszyć” – czytamy. Ostatecznie tennis.com skłania się ku temu, że do półfinału dotrze Rybakina, a więc Świątek pożegnałaby się z turniejem najpóźniej na etapie ćwierćfinału.

    Mecz Świątek – Osaka to byłby hit. Zawodniczki łączy Tomasz Wiktorowski

    Świątek i Osaka mierzyły się ze sobą zaledwie trzykrotnie. Polka triumfowała dwukrotnie, a Japonka schodziła z kortu jako zwyciężczyni tylko raz. Ostatnie ich starcie miało miejsce w trakcie Roland Garros 2024. Świątek triumfowała 7:6, 1:6, 7:5. Od tamtej pory panie się nie spotkały w bezpośrednim pojedynku, choć wielokrotnie było bardzo blisko.

    Potencjalny pojedynek Świątek – Osaka będzie miał podtekst związany z osobą trenera Tomasza Wiktorowskiego. To właśnie on w latach 2021 – 2024 prowadził Świątek. Później na blisko rok zniknął z tenisowego touru, a pod koniec lipca 2025 rozpoczął współpracę z Japonką.

    Tomas Machac – Tommy Paul. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
    Tenisistka w sportowym stroju oraz czapce z daszkiem wykonuje gest ręką na ciemnym tle, skupiona na grze.

    Iga ŚwiątekAFP
    Młoda kobieta w sportowej odzieży i czapce z daszkiem z torbą na ramieniu znajduje się po lewej stronie zdjęcia, po prawej stronie mężczyzna z siwą brodą w zielonej koszulce i krótkich spodenkach trzyma w ręku rakietę tenisową oraz piłkę, oboje wygląda…

    Iga Świątek i Tomasz WiktorowskiMATTHEW STOCKMAN / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Dwoje ludzi na tle niebieskiego kortu tenisowego, mężczyzna w zielonej koszulce trzyma dwie piłki tenisowe oraz rakietę, kobieta w niebieskiej koszulce i czapce trzyma rakietę tenisową

    Tomasz Wiktorowski i Iga ŚwiątekMATTHEW STOCKMAN / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

  • Przyszłość Fissette’a przy Świątek wisiała na włosku. “Uratowany przez Wimbledon”

    Przyszłość Fissette’a przy Świątek wisiała na włosku. “Uratowany przez Wimbledon”

    Australian Open coraz bliżej. Ekspert bije na alarm przed startem Świątek w Melbourne

    Pierwszy wielkoszlemowy turniej sezonu 2026 zbliża się wielkimi krokami. Australian Open rusza już w niedzielę, 18 stycznia, a jednym z głównych tematów wśród polskich kibiców pozostaje forma Igi Świątek. Wiceliderka rankingu WTA ma już za sobą występ w United Cup, który tym razem nie przyniósł jednoznacznie optymistycznych wniosków. – Wyraźne porażki z Coco Gauff i Belindą Bencić są bardzo niepokojące – przyznaje w rozmowie z Interia Sport Dawid Olejniczak, komentator Polsatu Sport i Eurosportu.

    Sprawdzony schemat, ale bez dawnej pewności

    Od kilku lat początek sezonu w wykonaniu Igi Świątek wygląda bardzo podobnie. Polka tradycyjnie inauguruje rozgrywki podczas reprezentacyjnego United Cup w Australii, co ma pomóc jej zaaklimatyzować się do warunków panujących później w Melbourne. W poprzednich sezonach ten plan działał niemal idealnie – dobre występy w Sydney często były zapowiedzią mocnego wejścia w Australian Open.

    Tym razem jednak było inaczej. Choć sam turniej zakończył się triumfem reprezentacji Polski, indywidualna postawa liderki kadry pozostawiła sporo znaków zapytania. Tym bardziej że Australian Open pozostaje dla Świątek najmniej „przyjaznym” Wielkim Szlemem. Najdalej w Melbourne docierała do półfinału – dwukrotnie – i nigdy nie zdołała jeszcze wygrać tam tytułu, mimo że zazwyczaj przystępowała do rywalizacji w gronie głównych faworytek.

    Rok pracy Fissette’a pod lupą. „Wimbledon uratował sezon”

    Słabszy początek sezonu naturalnie rodzi pytania o współpracę Igi Świątek z Wimem Fissette’em, który pracuje z nią od ponad roku. Belg zapowiadał zmiany w grze Polki, większą różnorodność i mniejszą przewidywalność. – Szczerze mówiąc, ja nie widzę wyraźnej pieczęci trenera Fissette’a ani tenisowej rewolucji – ocenia Olejniczak. – Owszem, były zwycięstwa w Wimbledonie i Cincinnati, ale mam wrażenie, że poprzedni sezon został uratowany właśnie przez triumf w Londynie.

    Zdaniem komentatora, bez wimbledońskiego tytułu obraz całego roku mógłby wyglądać znacznie gorzej. – Wygrana w najważniejszym turnieju świata oczywiście wszystko zmienia. Trudno dziś jednoznacznie ocenić tę współpracę, ale kluczowy jest głos samej Igi. Skoro Fissette pozostaje trenerem, to znaczy, że ona jest zadowolona – dodaje.

    Do momentu triumfu na trawie Świątek nie wygrała żadnego turnieju pod wodzą Belga, a sezon zakończyła z trzema tytułami. – Gdyby nie Wimbledon, dziś być może rozmawialibyśmy o innym trenerze. Ten sukces spadł z nieba, i to jeszcze w imponującym stylu – finał bez straty gema mówi sam za siebie – podkreśla Olejniczak.

    Ekspert zwraca też uwagę na brak dawnej regularności w grze raszynianki. – Nie było tej powtarzalności, szczególnie na mączce, do której Iga nas przyzwyczaiła. Sezon był przewrotny: wygrywała tam, gdzie wcześniej przegrywała, a przegrywała tam, gdzie zwykle dominowała. Nie powiedziałbym jednak, że Fissette diametralnie odmienił jej tenis – podsumowuje.

    United Cup bez fajerwerków. „Może być tylko lepiej”

    Podczas United Cup kibice i media obiegły obrazki, na których Iga Świątek schodziła na ławkę ze łzami w oczach. – Jest już na tyle doświadczoną zawodniczką, że powinna radzić sobie z takimi emocjami – komentuje krótko były 185. tenisista świata.

    Indywidualnie turniej nie był dla Polki tak udany jak wcześniejsze edycje, pełne było słabszych momentów. – Najważniejszy jest jednak triumf reprezentacji. Jest sukces drużynowy i moim zdaniem to, co wydarzyło się w United Cup, nie musi rzutować na Australian Open – uważa Olejniczak.

    Nie da się jednak przejść obojętnie obok porażek z Belindą Bencić i Coco Gauff. – W Melbourne powinno być lepiej, ale te przegrane były dość wyraźne i to musi niepokoić. Z drugiej strony tydzień przerwy to bardzo dużo czasu. Można wiele poprawić, wyciągnąć wnioski i przekuć to na coś pozytywnego. Z tych porażek naprawdę może być tylko lepiej – zaznacza ekspert.

    Walka o historię i trudna drabinka

    Australian Open 2026 może przynieść historyczne rozstrzygnięcia. Iga Świątek oraz Carlos Alcaraz stoją przed szansą skompletowania karierowego Wielkiego Szlema. – To bardzo ciekawy temat. Nie stawiam ich w roli głównych faworytów – u panów numerem jeden jest dla mnie Sinner, a u pań Sabalenka – ale lubię być kontrowersyjny, więc powiem: tak, to się może wydarzyć. Nie zdradzę jednak, kto tego dokona – uśmiecha się Olejniczak.

    Świątek rozpocznie rywalizację w Melbourne w poniedziałek, 19 stycznia, od meczu z dużo niżej notowaną Yue Yuan. W dalszej części turnieju na jej drodze może stanąć m.in. Naomi Osaka, prowadzona przez Tomasza Wiktorowskiego. Do takiego starcia mogłoby dojść w czwartej rundzie – i byłby to jeden z najciekawszych pojedynków tej fazy turnieju.

  • A więc to prawda. Potwierdzenie ws. Świątek. Polka w łzach, oto dlaczego

    A więc to prawda. Potwierdzenie ws. Świątek. Polka w łzach, oto dlaczego

    Wspomniana sytuacja miała miejsce już na początku spotkania z Mayą Joint, otwierającego polsko-australijski bój w ćwierćfinale United Cup. Pierwszy gem tamtego pojedynku padł łupem serwującej reprezentantki gospodarzy. Potem swoje podanie obroniła także Iga Świątek, a następnie przełamała rywalkę, dzięki czemu schodziła z kortu na przerwę prowadząc 2:1.

    Iga Świątek udała się wówczas bezpośrednio do boksu przeznaczonego dla reprezentacji Polski i usiadła na ławce. A wtedy w jej oczach niespodziewanie zaczęły pojawiać się łzy. Obok 24-latki siedział jej trener Wim Fissette, który natychmiast zaczął dopytywać, o co chodzi, a następnie przybliżył się, pochylając się nad swoją podopieczną.

    Skąd wziął się płacz Igi Świątek? Trudno było powiedzieć. Początkowo mogło to wyglądać jak oznaki kontuzji, lecz tę nić domysłów przerwała kapitalna postawa 24-latki na korcie, dzięki której rozbiła swoją rywalkę 6:1, 6:1 w zaledwie 57 minut.

    Skąd łzy w oczach Igi Świątek? Kapitan reprezentacji Polski zabrał głos

    Swoją hipotezę na ten temat przedstawił w trakcie rozmowy z Markiem Furjanem na kanale “Break Point” Dawid Celt. Jego zdaniem była to reakcja organizmu na silne emocje i presję, jaka towarzyszyła i wciąż towarzyszy Idze Świątek.

    – Ludzie pisali dziwne scenariusze, o możliwej kontuzji. A moim zdaniem zeszło z niej po prostu przedmeczowe napięcie, ogólny stres. Właśnie po tym trzecim gemie – tłumaczył Dawid Celt.

    A po chwili dodał: – Myślę, że tu nie chodzi o Mayę Joint. To jest ogólne napięcie u Igi. Nowy sezon, Australia, ale z całym szacunkiem dla rywalki: Iga podeszła do tego, że musi wygrać, bo narzuciła sobie ciężar za całą drużynę, odpowiedzialność za zespół. To nie jest nic złego. Częściej zdarza się, że zawodnicy rozładowują te emocje rzucając rakietami czy wyzywając w kierunku zespołu. Idze to się zdarza rzadko, ale zdarza. Nic nadzwyczajnego.

    Tę wersję zdarzeń potwierdził teraz w rozmowie z portalem Sport.tvp.pl kapitan reprezentacji Polski – Mateusz Terczyński, który został zapytany o sprawę łez szklących się w oczach naszej najlepszej tenisistki.

    – Z tego co wiem, to łzy Idze pojawiły się z powodu emocji. Jak wiadomo, musi mierzyć się z dużą presją. To nie jest łatwe do udźwignięcia, że do każdego meczu podchodzisz w roli faworytki, a kibice oczekują samych zwycięstw. Musimy pamiętać, że wszyscy jesteśmy ludźmi. Mamy gorsze i lepsze momenty. Każdy może pęknąć i zamiast udawać twardziela, czasami warto, żeby emocje puściły, bo wtedy łatwiej sobie z tym wszystkim poradzić. Uspokajam, u Igi wszystko w porządku – ogłosił kapitan “Biało-Czerwonych”, który w Sydney sięgnęli po trofeum, pokonując w wielkim finale reprezentację Szwajcarii.

    Iga Świątek: Z tego jestem najbardziej zadowolona.
    Iga Świątek

    Iga Świątek