• Iga Świątek o łzach i stresie na korcie. “Nigdy nie zostanę robotem”

    Iga Świątek o łzach i stresie na korcie. “Nigdy nie zostanę robotem”

    Iga Świątek o łzach i stresie na korcie. “Nigdy nie zostanę robotem”
    Iga Świątek
    Iga Świątek (Foto: Marcin Cholewiński, ZUMA / newspix.pl)
    To jest treść premium dostępna w ramach pakietu

    — Warto, abyśmy trochę głośniej mówili o tym, że emocje są częścią sportu i życia. Ponieważ bardzo zależy nam sportowcom na tym, co robimy, czasami będziemy płakać, czasami głośno się cieszyć, a czasami złościć. Stres także jest nieodłączną częścią sportu, a ja z roku na rok jestem dojrzalsza, uczę się regulować emocje, zarządzać stresem. Nigdy jednak nie zostanę robotem — mówi nam Iga Świątek. Gwiazda polskiego sportu zdradza, czego się nauczyła, nad czym pracuje i na które turnieje czeka szczególne w 2026 r.

    Więcej ciekawych historii przeczytasz w serwisie premium “Przeglądu Sportowego”

    Rozmowa została przeprowadzona w czasie przerwy między sezonami. Pochodzi ze Skarbu Kibica “Wielki tenis 2026”

    Iga Świątek podzieliła się z nami refleksjami na temat popularności, odpowiedzialności i swojego charakteru. Opowiedziała też o lekcjach z przeszłości i celach na przyszłość.

    Piotr Chłystek: Co jest najprzyjemniejsze w byciu gwiazdą światowego formatu?

    Iga Świątek: Myślę, że najbardziej cieszy mnie to, że mogę w jakiś sposób inspirować ludzi — szczególnie dzieci. Kiedy słyszę, że ktoś zaczął grać w tenisa, “bo Iga”, to robi mi się naprawdę ciepło na sercu. No i oczywiście możliwość rywalizowania na najwyższym poziomie na kortach na całym świecie to ogromny przywilej.

    Polecamy także: Alarm przed Australian Open. To dlatego Iga Świątek została zdeklasowana

    Popularność wiąże się z odpowiedzialnością?

    Źródło: Przegląd Sportowy

    Data utworzenia:

    16 stycznia 2026 05:10
    Dziennikarz Przeglądu Sportowego

    Dziennikarz Przeglądu Sportowego
    Wydarzenie dnia
    Przeczytaj także

    ©

    2026

    Ringier Axel Springer Polska – Powered by Ring Publishing | Developed by RAS Tech

    Systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji z tej strony internetowej (web scraping), jak również eksploracja tekstu i danych (TDM) (w tym pobieranie i eksploracyjna analiza danych, indeksowanie stron internetowych, korzystanie z treści lub przeszukiwanie z pobieraniem baz danych), czy to przez roboty, web crawlers, oprogramowanie, narzędzia lub dowolną manualną lub zautomatyzowaną metodą, w celu tworzenia lub rozwoju oprogramowania, w tym m.in. szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez uprzedniej, wyraźnej zgody Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. (RASP) jest zabronione. Wyjątek stanowią sytuacje, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe.

  • Była 95. minuta. Oto co Yamal zrobił Lewandowskiemu. Od razu przeprosił

    Była 95. minuta. Oto co Yamal zrobił Lewandowskiemu. Od razu przeprosił

    Barcelona długo męczyła się z liderem La Liga 2, ekipą Racingu Santander. Katalończycy ostatecznie wygrali 2:0, a jedną z bramek mógł zdobyć Robert Lewandowski. Mógł, ale za każdym czegoś zabrakło.
    Yamal przeprasza Leweandowskiego w meczu z Racingiem Santander
    screen z X Eleven

    Kapitan reprezentacji Polski wszedł na plac gry w 68. minucie, zmieniając Ferrana Torresa. 25-latek chwilę wcześniej wpisał się na listę strzelców, otwierając wynik spotkania na El Sardinero. Lewandowski także mógł strzelić gola, ale finalnie do tego nie doszło. Po spotkaniu Polak zebrał jednak dobre recenzje. Hiszpańskie media chwaliły go przede wszystkim za wielką waleczność.

    Zobacz wideo Oto cała prawda o talencie Lewandowskiego. “Ktoś, kto to mówił, po prostu kłamie”

    Przepraszający gest Yamala. To miał być gol “Lewego”

    Barcelona nie miała na terenie lidera Segunda Division łatwego zadania. Racing już raz sprawił niespodziankę w tym sezonie w Pucharze Króla, eliminując ekipę Villarreal. Zawodnicy trenera Hansiego Flicka od początku spotkania mieli wielką przewagę, ale aż do 66. minuty za sprawą kapitalnego, prostopadłego podania Fermina Lopeza i skutecznego uderzenia Torresa nie byli w stanie jej zaznaczyć na tablicy wyników. Chwilę później do gry wszedł Lewandowski.

    Polak w 79. minucie próbował dobijać strzał Lopeza, ale jego próba z zaledwie 5 metrów spotkała się z kapitalną interwencją Jokina Ezkiety. 29-latek popisał się świetnym refleksem i wyczuciem, dzięki czemu uratował swój zespół przed utratą drugiego gola.

    To, czego nie udało się graczom Barcelony w 79., miało swój szczęśliwy finał w 95. minucie. Chwilę wcześniej jednak w szeregach Dumy Katalonii zrobiło się bardzo gorąco, ale na posterunku był niezawodny ostatnio Joan Garcia, broniąc strzał, wychodzącego sam na sam Manexa Lozano z około 12 metrów. Po paradzie Garcii, zawodnicy Blaugrany przeszli do kontry…:

    Gdyby tylko Lamine Yamal dobrze podał do Lewandowskiego, wówczas Polak miałby wielką szansę na zdobycie gola. 18-latek musiał zdawać sobie z tego sprawę tuż po tym, jak to on wpisał się na listę strzelców, bo niemal od razu skierował przepraszające gesty w stronę bardziej doświadczonego kolegi.

    – Nie spodziewaliśmy się, że będą tak twardym rywalem. Trochę nas zaskoczyło, że aż tak bardzo się zamknęli. Wiemy, że wszystko zależy od nas. Wiedzieliśmy, że musimy rozciągnąć grę, zachować spokój i ostatecznie to wypaliło. Ta ostatnia akcja meczu… całe szczęście, że mamy Joana – przyznał po spotkaniu Ferran Torres.

    FC Barcelona dołączyła do ośmiu najlepszych drużyn Pucharu Króla w tym sezonie. Losowanie par ćwierćfinałowych odbędzie się w poniedziałek, 19 stycznia. Wcześniej, bo w niedzielę 18 stycznia Duma Katalonii pojedzie na mecz ligowy do San Sebastian. Początek starcia z Realem Sociedad o 21.

  • Danielle Collins już uderza w Igę Świątek. Wróży jej marny los

    Danielle Collins już uderza w Igę Świątek. Wróży jej marny los

    Choć Danielle Collins nie zobaczymy w tym roku na kortach Australian Open, Amerykanka i tak nie daje o sobie zapomnieć. Często widujemy ją w roli ekspertki, a tym razem pojawiła się w programie na żywo na kanale “Tennis Channel”. Została tam zapytana m.in. o potencjalne największe niespodzianki nadchodzącego turnieju. Collins wspomniała o Idze Świątek. W negatywnym kontekście.
    Danielle Collins o Idze Świątek
    fot. Screen: https://x.com/TennisChannel/status/2011954502073491503 fot. REUTERS/Jeremy Piper

    O tym, że Danielle Collins odpuszcza pierwszą część sezonu na czele z Australian Open, wiemy już od grudnia. Amerykanka informowała poprzez media społecznościowe, że chce w pełni wyleczyć trapiący ją uraz pleców. To jednak absolutnie nie oznacza, że 31-latka pozwala, by było o niej cicho. Wręcz przeciwnie, Collins postanowiła zaangażować się mocno jako ekspertka. Odwiedziła m.in. podcast “The Big T” prowadzony przez byłych tenisistów Brada Gilberta i Coco Vandeweghe.

    Zobacz wideo Tak Maroko awansowało do finału PNA. Cudowna obrona karnego!
    Collins znów uderza w Świątek. Wskazała ją od razu

    Amerykanka stwierdziła tam m.in., że nie widzi obecnie Igi Świątek w gronie faworytów Australian Open. Przypomnijmy, iż Collins od lat ma z Polką na pieńku i wielokrotnie ją lekceważyła, zarówno na korcie, jak i poza nim. Wygląda jednak na to, że tym razem 31-latka naprawdę nie wróży naszej reprezentantce za dobrze. W programie na żywo na kanale “Tennis Channel” zawodniczka z USA znów wypowiedziała się o Polce i ponownie nie były to pochlebstwa. Collins stwierdziła, że szybkie odpadnięcie Świątek w ogóle jej nie zdziwi.

    – To zapewne nie jest niespodzianka, dla tych, którzy śledzą tenis, ale muszę wskazać Igę Świątek. Byłam trochę zaniepokojona jej grą podczas United Cup. Przegrała tam dwa mecze z rzędu. Zatem widać, że są u niej pewne kłopoty – powiedziała Amerykanka, zapytana o to, które zawodniczki z Top 10 rankingu WTA mogą odpaść w dwóch pierwszych rundach Australian Open.
    Polka nie przegrywa pierwszego meczu. Praktycznie nigdy. I nie jest to przesada

    Gdyby okazało się, że Collins ma rację, a Polka odpadłaby w pierwszej lub drugiej rundzie, stałoby się coś wręcz historycznego. Nasza reprezentantka nie przegrała swego pierwszego meczu na jakimkolwiek turnieju od Cincinnati w 2021 roku (II runda z Ons Jabeur). Za to ostatni raz, gdy Świątek odpadła z turnieju wielkoszlemowego przed III rundą miał miejsce w 2019 roku podczas US Open (II runda). Nasza reprezentantka będzie jednak rzecz jasna murowaną faworytką zarówno w pierwszej, jak i w drugiej rundzie. Zmagania w Melbourne zacznie od starcia z Chinką Yue Yuan (130. WTA), a jeśli wygra, to potem zmierzy się ze zwyciężczynią starcia między Marie Bouzkovą (45. WTA) a Renatą Zarazuą (84. WTA).

  • Radwańska zaryzykowała ws. WOŚP i się opłaciło. Powtórzyła eksperyment

    Radwańska zaryzykowała ws. WOŚP i się opłaciło. Powtórzyła eksperyment

    Agnieszka Radwańska od lat jest mocno związana z WOŚP i co roku stara się przekazywać na aukcje wartościowe przedmioty lub swój własny czas w postaci spotkań i treningów. Przez lata jej propozycje cieszyły się bardzo dużym powodzeniem. W pewnym momencie zdecydowała się na jedną formę wsparcia akcji charytatywnej Owsiaka i dzięki temu udało jej się zebrać sporą sumę.
    Dwóch dorosłych udzielających wywiadu dziennikarzom, każde w innym miejscu; mężczyzna w okularach i kolorowej koszulce z napisem, kobieta w jasnej czapce z daszkiem i żółtej koszulce sportowej z logotypami.

    Jurek Owsiak i Agnieszka RadwańskaFOT.TEDI & Mateusz BialczykNewspix.pl

    Jurek Owsiak co roku może cieszyć się sporym poparciem ze strony znanych sportowców. Udzielają mu go od lat m.in. Iga Świątek czy Robert Lewandowski. Od lat swoje robi również Agnieszka Radwańska, która dokłada kolejne cegiełki do dzieła WOŚP. W pewnym momencie zauważyła, że jeden rodzaj aukcji szczególnie się u niej sprawdza.

    Agnieszka Radwańska znalazła klucz do licytujących na WOŚP?

    Radwańska od lat oferowała różnego rodzaju aukcje dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Wystawiała rakiety z ważnych turniejów w jej karierze, ręczniki sygnowane jej imieniem i nazwiskiem, piłki z podpisami czy nawet własną suknię ślubną. Tenisistka zawsze lubiła się udzielać charytatywnie i chętnie współpracowała z różnymi inicjatywami, które zbierały pieniądze na ważne cele.

    100 dni do XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. WIDEOANDREA BERNARDI / AFPTV / AFPAFP

    W 2022 roku zdawało się, że Agnieszka Radwańska znalazła na siebie ostateczny sposób w ramach WOŚP. Była tenisistka postanowiła wtedy po raz pierwszy wystawić w ramach akcji spotkanie i trening z samą sobą. Okazało się to sporym sukcesem.

    Agnieszka Radwańska wystawiła trzykrotnie to samo na WOŚP

    Pierwsza aukcja tego typu, którą zorganizowała, zakończyła się uzyskaniem od licytującego 55 600 zł. Radwańska postanowiła spróbować tego samego jeszcze raz w roku następnym, czyli 2023. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę i udało jej się uzyskać nawet nieco większą sumę, czyli 56 700 zł.

    Zachęcona tym sukcesem była finalistka Wimbledonu spróbowała tego samego jeszcze raz w 2024 roku. Tym razem okazało się jednak, że zainteresowanie nie było już tak duże. Ostatecznie udało jej się zebrać 22 100 zł. Tak zakończył się jej eksperyment z tym formatem. Z WOŚP jednak wciąż blisko współpracuje.
    Agnieszka Radwańska

    Agnieszka RadwańskaFoto Olimpik/NurPhotoAFP
    Po lewej stronie kobieta ubrana w sportowy strój tenisowy z rakietą, na głowie biała czapka z daszkiem. Po prawej starszy mężczyzna w okularach o czerwonych oprawkach, ubrany w kolorową koszulkę z napisem, z zawieszką na szyi, wyrażający ekspresję twarzy.

    Agnieszka Radwańska i Jurek OwsiakŁukasz Gdak & Jakub SzametoEast News

  • Alarm ws. Igi Świątek. “Jest już wyczerpana”

    Alarm ws. Igi Świątek. “Jest już wyczerpana”

    Niepokojące sygnały płyną ze świata tenisa tuż przed startem Australian Open. W centrum uwagi ponownie znalazła się Iga Świątek, a jej zachowanie po niedawnej porażce z Belindą Bencic w United Cup wzbudziło wyraźne obawy wśród zagranicznych ekspertów. Jedną z osób, które otwarcie zabrały głos, była Coco Vandeweghe – była półfinalistka Australian Open i niegdyś dziewiąta rakieta świata.

    Amerykanka w trakcie programu na kanale Tennis Channel przyznała, że emocjonalne reakcje Polki na początku sezonu są dla niej powodem do niepokoju. W rozmowie z Bradem Gilbertem oraz Danielle Collins zwróciła uwagę nie tylko na same wyniki, ale przede wszystkim na widoczne oznaki psychicznego zmęczenia.

    Choć reprezentacja Polski triumfowała w United Cup, sama Świątek nie mogła uznać turnieju za udany. Liderka światowej czołówki zanotowała dwie singlowe porażki, a po niektórych spotkaniach – zarówno w trakcie meczu z Mayą Joint, jak i po starciu z Belindą Bencic – kamery uchwyciły jej łzy. Zdaniem Vandeweghe to sygnały, których nie da się zignorować.

    – Iga już na samym początku sezonu była wyraźnie rozbita emocjonalnie. Przegrała z Bencic w wyraźnym stylu, a wcześniej zanotowała kolejną porażkę z Coco Gauff. To niepokojące, bo styczeń powinien być momentem świeżości i mentalnej regeneracji – podkreślała Amerykanka. – Mam nadzieję, że poza kulisami nie dzieje się nic poważnego, o czym nie wiemy. Z perspektywy kogoś z zewnątrz wygląda to jednak alarmująco.

    Była tenisistka zaznaczyła, że jej obawy nie dotyczą wyłącznie sfery psychicznej. Zauważyła także pewne problemy w samej grze Świątek, zwłaszcza w starciach z najmocniejszymi rywalkami. Jej zdaniem Polka coraz częściej znajduje się pod ogromną presją, gdy rywalki są w stanie dorównać jej w grze z głębi kortu.

    – Bekhend Igi wciąż jest jej wielkim atutem, ale są zawodniczki, które potrafią jej się w tym elemencie przeciwstawić. Widzieliśmy to w meczach z Gauff, Bencic, Sabalenką czy Rybakiną. W takich momentach Iga zaczyna się cofać, wpada w pewien rodzaj paniki i unika gry bekhendem, co automatycznie przenosi całą presję na jej forhend – analizowała Vandeweghe.

    Na odpowiedź, czy te obawy są uzasadnione, nie trzeba będzie długo czekać. Już w przyszłym tygodniu Świątek rozpocznie rywalizację w Australian Open. W pierwszej rundzie zmierzy się z Chinką Yue Yuan, a ewentualna wygrana otworzy jej drogę do pojedynku z Czeszką Marie Bouzkovą lub Meksykanką Renatą Zarazuą.

    Start wielkoszlemowego turnieju w Melbourne pokaże, czy trudne chwile z początku sezonu były jedynie chwilowym kryzysem, czy też zapowiedzią poważniejszych problemów u jednej z najlepszych tenisistek świata.

  • Pięć goli w 34 minuty. Po wszystkim Lewandowski otrzymał bolesny cios

    Pięć goli w 34 minuty. Po wszystkim Lewandowski otrzymał bolesny cios

    Przed Robertem Lewandowskim kluczowe pół roku. W marcu będzie starał się poprowadzić reprezentację Polski do awansu na mistrzostwa świata. Przeciwnikiem “Biało-Czerwonych” w półfinale będzie Albania, a w potencjalnym finale Szwecja lub Ukraina. Awans na turniej finałowy i grupowe potyczki z Holandią, Japonią oraz Tunezją mogą być “ostatnim tańcem” Lewandowskiego w narodowych barwach.

    Na niwie klubowej może dojść do absolutnego przełomu. Kontrakt kapitana reprezentacji Polski z FC Barcelona wygaśnie już w czerwcu. Wciąż trwają dywagacje hiszpańskich mediów na temat potencjalnych rozmów o nowym kontrakcie. Sam Lewandowski chętnie pozostałby w Katalonii, lecz na ten moment nie wiadomo nic o rozpoczęciu negocjacji z mistrzem Hiszpanii.

    Nie ma wątpliwości, że 38-letni Lewandowski wzbudza ogromne zainteresowanie na rynku transferowym. W ostatnich tygodniach coraz częściej w mediach przewija się kierunek amerykański, a najbardziej zdeterminowany na sprowadzenie do siebie Polaka ma być Chicago Fire. Praktycznie niemożliwy za to wydaje się powrót do ojczyzny i zakończenie kariery na boiskach Ekstraklasy.

    Niecodzienny wyczyn Lewandowskiego. Pięć goli w derbach Warszawy

    Lewandowski do dzisiaj pozostaje wyrzutem sumienia dla Legii Warszawa. Napastnik trafił na Łazienkowską na samym starcie swojej kariery, gdy miał już za sobą występy w barwach stołecznych Varsovii oraz Delty. “Lewy” początkowo otrzymał swoją szansę w rezerwach, gdzie próbował przebić się do bram pierwszego zespołu.

    Jednym z jego efektowniejszych występów w barwach Legii była potyczka, której 20 rocznica wypadła na ostatnią środę. Przed południem 14 stycznia 2006 roku na stadionie Okęcia Warszawa naprzeciw siebie stanęły rezerwy Legii oraz Polonii Warszawa. Bohaterem derbów rozgrywanych w ramach Pucharu Prezydenta Warszawy był Lewandowski. Pochodzący z Leszna snajper zapewnił zwycięstwo 5:0 nad “Czarnymi Koszulami”, strzelając wszystkie bramki w przeciągu zaledwie 34 minut. Jak przed laty relacjonował portal “Legionisci.com” potyczka ta odbywała się na mocno zaśnieżonej murawie.

    Popis strzelecki w “małych derbach Warszawy” nie pomógł Lewandowskiemu, który wkrótce później musiał rozstać się z Legią. Jak przed laty wspominał, zmagał się wówczas z poważnymi problemami zdrowotnymi. W decydującym momencie musiał się pożegnać z klubem, a jako pierwszy poinformowała go o tym … sekretarka.

    – Naderwałem mięsień w przyczepie kości guza kulszowego. To dość ciężka kontuzja. Nie zdążyłem jeszcze do końca jej wyleczyć, a już jechałem na obóz z pierwszą drużyną. (…) Wtedy akurat kończył mi się kontrakt podpisany na rok z możliwością przedłużenia na dwa. Chciałem więc dowiedzieć się co dalej. Nikt nie był w stanie mi udzielić odpowiedzi. Aż w końcu trener rezerw powiedział mi, że nie przedłużą ze mną kontraktu. A tak naprawdę jako pierwsza powiedziała mi to sekretarka. Wyszedłem z klubu z kartą w ręku – opowiadał przed laty Lewandowski cytowany przez portal “kobieta.pl”.

    Dalsza historia Lewandowskiego jest doskonale znana polskim kibicom. Lewandowski trafił do drugoligowego wówczas Znicza Pruszków. Otarł się o awans do Ekstraklasy i został królem strzelców jej zaplecza. Szybko wyłowił go Lech Poznań, który wygrał walkę o jego usługi m.in. z Legią. W Poznaniu “Lewy” zdobył mistrzostwo Polski, by po dwóch latach przejść do Borussii Dortmund.

    Jaka przyszłość czeka Roberta Lewandowskiego? Tomasz Hajto komentuje. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
    Dwóch piłkarzy w trakcie dynamicznej walki o piłkę, jeden z nich wykonuje wślizg, drugi próbuje utrzymać równowagę w powietrzu nad piłką, w tle rzędy pustych zielonych krzeseł na stadionie.

    Robert Lewandowski w barwach rezerw Legii WarszawaMAREK BICZYK – AGENCJA PRZEGLAD SPORTOWYNewspix.pl
    Robert Lewandowski

    Robert Lewandowski Foto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP – Foto Olimpik/NurPhoto) (Photo by Foto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Mężczyzna w bordowej kurtce sportowej na ciemnym, rozmytym tle, lekko zwrócony w bok, z poważnym wyrazem twarzy.

    Robert LewandowskiGrzegorz Wajda/REPORTEREast News

  • Wielki sukces Polki, a teraz trudna rywalka. Od lat mierzy się z chorobą

    Wielki sukces Polki, a teraz trudna rywalka. Od lat mierzy się z chorobą

    Linda Klimovicova spisała się znakomicie w eliminacjach do Australian Open. Polka po raz pierwszy w karierze dostała się do drabinki głównej tego turnieju i niebawem zmierzy się z pierwszą przeciwniczką. Będzie nią 69. rakieta świata, Brytyjka Francesca Jones. Zawodniczka z Wysp Brytyjskich od lat zmaga się z bardzo rzadką genetyczną chorobą, która utrudnia jej grę. Przez lata udało jej się pokonać jednak wiele przeciwności, a wyniki mówią same za siebie.
    Tenisistka ubrana w czarną koszulkę i białą czapkę z logo adidas, zaciskająca pięść w geście triumfu, z wyrazem determinacji na twarzy. W tle rozmazana sylwetka sędziego na korcie.

    Australian Open: Francesca Jones, brytyjska tenisistka, zmierzy się w I rundzie z Lindą KlimovicovąMATTHIEU MIRVILLEAFP

    W eliminacjach do Australian Open brały udział jeszcze inne polskie zawodniczki, w tym Katarzyna Kawa i Maja Chwalińska. Ta pierwsza odpadła bardzo szybko, ale druga dotarła do ostatniego etapu eliminacji. W niej uległa jednak grającej bardzo dobrze Ukraince Anhelinie Kalininie.

    Australian Open. Linda Klimovicova w drabince głównej

    Linda Klimovicova po raz pierwszy znalazła się w drabince głównej Australian Open. 21-letnia reprezentantka Polski w eliminacjach pokonała trzy zawodniczki – Stefani Webb (6:2, 6:1), Lizette Cabrerę (6:4, 7:5) i Greet Minnen (6:4, 6:4). Tym samym jako jedyna z pozostałych polskich singlistek przeszła eliminacje do turnieju.

    Co za wymiana! Świątek zdominowała rywalkęPolsat Sport

    Wiadomo już, od czego swoją przygodę z główną drabinką rozpocznie Klimovicova. Jej pierwszą rywalką, z którą zagra już w niedzielę, 18 stycznia, będzie Brytyjka Francesca Jones, 69. rakieta świata. W Auckland Jones pokonała m.in. w zaciętym meczu Emmę Navarro (7:5, 2:6, 6:4) i dotarła do ćwierćfinału turnieju. Od lat Jones startuje w zawodach z powodzeniem mimo utrudnień, które zafundowała jej choroba genetyczna.

    Australian Open. Francesca Jones cierpi na rzadką chorobę

    Jones co sezon zmaga się z mniej lub bardziej poważnymi kontuzjami, które potrafią mocno wpływać na jej obecność na korcie w sezonie. Jest to spowodowane genetyczną chorobą, na którą cierpi od urodzenia – chodzi o zespół EEC (ektrodaktylia, dysplazja ektodermalna, rozszczep wargi i podniebienia). U chorych EEC objawia się na różnorakie sposoby.

    Francesca Jones przez chorobę w każdej ręce ma jedynie cztery palce, a łącznie, w obu nogach, siedem palców. Przez nietypowe trzymanie rakiety często doznaje skurczów rąk, problemy pojawiają się także przy utrzymywaniu równowagi. Jak przyznaje jednak sama tenisistka, to nie choroba ją definiuje i od lat pokazuje, że wciąż radzi sobie bardzo dobrze w zawodowym tenisie, nie ustępując pola rywalkom. Zwycięstwo z Navarro było jej największym w karierze. Teraz przyszedł czas na pierwszą rundę Australian Open, a w niej na walkę z młodą polską gwiazdą.
    Sportowiec w czapce z daszkiem i ciemnej koszulce, skupiona twarz, tło rozmyte z elementami zielonego koloru oraz cyfrą znajdującą się częściowo w kadrze.

    Francesca JonesMATTHIEU MIRVILLEAFP
    Tenisistka w czerwonym stroju sportowym wykonuje gest triumfu na korcie, trzymając rakietę tenisową. W tle widać rozmyte sylwetki kibiców.

    Linda KlimovicovaTomasz Jastrzębowski/Foto Olimpik/

  • Fatalne wieści ws. reprezentanta Polski! Komunikat klubu brzmi jak wyrok

    Fatalne wieści ws. reprezentanta Polski! Komunikat klubu brzmi jak wyrok

    Bardzo pechowo zakończył się ostatni sparing dla Kacpra Kozłowskiego. Reprezentant Polski w meczu Gaziantep z Arges złamał kość śródręczna i musiał przejść operację – poinformował turecki klub w raporcie medycznym.
    Kacper Kozłowski w meczu Portugalia – Polska na Euro U-21
    zrzut ekranu z TVP Sport

    Kacper Kozłowski jest podstawowym pomocnikiem Gaziantep. W tym sezonie rozegrał 18 meczów, w których zdobył trzy gole i zanotował asystę. Obecnie jego drużyna przygotowuje się do rundy rewanżowej. Niestety, w najbliższych dniach, a może tygodniach, będzie musiała radzić sobie bez reprezentanta Polski, który doznał kontuzji w sparingu rozegranym 9 stycznia z rumuńskim Arges. Problemy dopadły też jednego z jego kolegów.

    Zobacz wideo Jak zagra Legia na wiosnę? Papszun: Będziemy walczyć o życie
    Kozłowski przeszedł operację

    “Nasi zawodnicy, Kacper Kozłowski i Myenty Abena, przeszli udane operacje z powodu odniesionych urazów” – napisano w czwartkowym komunikacie. “Kacper Kozłowski doznał kontuzji podczas wślizgu w meczu z FC Arges, a badania i szczegółowe testy wykazały złamanie kości śródręcza w lewej ręce” – poinformowano.

    Nie wiadomo, jak długo potrwa przerwa Kozłowskiego. Gaziantep najbliższy mecz ligowy rozegra 17 stycznia, a rywalem będzie prowadzący w tabeli ligi tureckiej Galatasaray Stambuł. Drużyna Polaka plasuje się w połowie stawki, na 9. pozycji.
    Kozłowski wrócił do kadry

    22-letni ofensywny pomocnik po udanych występach w Turcji wrócił do reprezentacji Polski. Nie jest pierwszoplanową postacią, ale regularnie otrzymuje powołania od Jana Urbana. Ostatni mecz w koszulce z orzełkiem na piersi rozegrał 9 października 2025 roku z Nową Zelandią. Na murawie spędził 90 minut.

    Kadrę za dwa miesiące czekają ważne spotkania. Pod koniec marca odbędą się baraże o wyjazd na tegoroczne mistrzostwa świata. Rywalem biało-czerwonych będzie Albania, a w ewentualnym finale fazy play-off Szwecja lub Ukraina.

  • Nie minęła doba po meczu i gruchnęły wielkie wieści o Pajor. To nie pomyłka

    Nie minęła doba po meczu i gruchnęły wielkie wieści o Pajor. To nie pomyłka

    Nie minęła nawet doba od efektownego zwycięstwa FC Barcelony Femeni nad Atletico Madryt, a wokół Ewy Pajor znów zrobiło się głośno. Polska napastniczka, która od miesięcy jest jedną z kluczowych postaci zespołu ze stolicy Katalonii, doczekała się kolejnego prestiżowego wyróżnienia. Informacja o jej sukcesie błyskawicznie obiegła media i nie pozostawia żadnych wątpliwości – to kolejny dowód na jej ogromną klasę.

    Ewa Pajor wyrasta dziś na jedną z największych gwiazd nie tylko żeńskiej reprezentacji Polski, ale całej ligi hiszpańskiej. Jej regularność, wpływ na grę zespołu i liczby, które notuje w barwach Barcelony, sprawiają, że trudno wyobrazić sobie ofensywę Blaugrany bez Polki. Jeszcze kilka lat temu mało kto w Polsce przypuszczał, że w 2026 roku FC Barcelona będzie miała w swoich szeregach aż troje reprezentantów naszego kraju. Obok Roberta Lewandowskiego i Wojciecha Szczęsnego, niezwykle ważną rolę odgrywa właśnie Pajor.

    Kapitan reprezentacji Polski kobiet od początku pobytu w Barcelonie udowadnia, że transfer z Wolfsburga był strzałem w dziesiątkę. Jej znakomita postawa została niedawno doceniona w Hiszpanii – Pajor odebrała nagrodę dla najlepszej zawodniczki ligi za grudzień. Jak się okazuje, to był dopiero początek fali dobrych wiadomości.

    Zaledwie kilkanaście godzin po ligowym meczu z Atletico Madryt, wygranym przez Barcelonę aż 4:0, pojawiły się kolejne informacje potwierdzające, że forma Polki została zauważona także poza Europą. Choć w tym spotkaniu Pajor nie wpisała się na listę strzelczyń, jej całokształt gry i wpływ na drużynę nie umknęły uwadze ekspertów.

    Firma Electronic Arts, odpowiedzialna za popularną serię gier EA Sports FC (wcześniej FIFA), oficjalnie ogłosiła Ewę Pajor jedną z zawodniczek wybranych do prestiżowej drużyny Team of the Year. To ogromne wyróżnienie, przyznawane piłkarkom i piłkarzom na podstawie ich realnych osiągnięć na boisku w mijającym roku.

    Kanadyjski gigant od kilku lat coraz uważniej przygląda się żeńskim rozgrywkom, doceniając rozwój futbolu kobiet i indywidualne występy najlepszych zawodniczek świata. W tym kontekście obecność Pajor w gronie wyróżnionych nie jest żadnym zaskoczeniem. Polka w minionym sezonie sięgnęła z Barceloną po mistrzostwo, Puchar i Superpuchar Hiszpanii, a także dotarła do finału Ligi Mistrzów.

    Na dodatek Ewa Pajor została królową strzelczyń ligi hiszpańskiej, kończąc sezon z imponującym dorobkiem 25 bramek i 9 asyst. Takie liczby mówią same za siebie i jasno pokazują, dlaczego Polka znalazła się w elitarnym gronie najlepszych piłkarek świata. Jej kariera w Barcelonie nabiera rozpędu, a kolejne sukcesy zdają się być tylko kwestią czasu.

  • Organizatorzy nie czekali, już zdecydowali ws. Świątek. Informacja z Australian Open

    Organizatorzy nie czekali, już zdecydowali ws. Świątek. Informacja z Australian Open

    Australian Open jeszcze nie ruszyło, a już płyną wieści ws. Świątek. Jest komunikat organizatorów

    Iga Świątek do Australii kolejny rok z rzędu przyjeżdża z jasnym celem – skompletować karierowego Wielkiego Szlema. Do dopełnienia tego wybitnego osiągnięcia Polka potrzebuje tylko i aż triumfu w Melbourne. Tegoroczną edycję Iga rozpocznie od starcia z 84. w rankingu WTA Yue Yuan. Organizatorzy podali już wstępny plan gier. Pojawił się oficjalny komunikat.
    Młoda kobieta o prostych, brązowych włosach udziela wywiadu lub bierze udział w konferencji prasowej, siedząc przy mikrofonie na tle niebieskiej ściany ze wzorami i logotypami.

    Iga ŚwiątekAndrew Schwartz / SplashNews.com/Splash/East NewsEast News

    Australian Open pozostaje jedynym Wielkim Szlemem, którego Iga Świątek w swojej karierze jeszcze nie wygrała. Ten fakt może jeszcze bardziej dziwić, gdy przypomnimy sobie, jak wielki wyzwaniem miał być dla Polki triumf w Wimbledonie, który rozgrywany jest na nawierzchni trawiaste.

    Nasza gwiazda niespodziewanie szybciej poradziła sobie jednak z okiełznaniem warunków w Londynie, niż na kortach w Melbourne. Te teoretycznie powinny jej sprzyjać bardziej, niż trawa w Anglii. Tylko triumfu w Australii Idze brakuje do skompletowania swojego karierowego Wielkiego Szlema.

    Świątek musi czekać. Wiemy, kiedy wyjdzie na kort

    Do każdego kolejnego sezonu Polka podchodzi z nadzieją, że tym razem uda się to osiągnąć i nie inaczej jest także w tym roku. W nocy ze środy na czwartek polskiego czasu odbyło się losowanie drabinki i wiemy już, jaka potencjalna droga czeka Igę, aby zakończyć turniej wygraną.

    Polka rozpocznie rywalizację od spotkania z 84. w rankingu WTA Yue Yuan. Nie trzeba pisać, kto będzie faworytką tego meczu. Wiemy już, kiedy w przybliżeniu odbędzie się to spotkanie. Świątek oraz Chinka wyjdą na kort w poniedziałek lub wtorek. Dokładna data nie jest jeszcze znana.

    Z polskiej perspektywy ważne jest to, że w dniu otwarcia imprezy – w niedzielę 18 stycznia nie zobaczymy żadnego “polskiego meczu”. Świątek, Hurkacz, Majchrzak, Klimovicova, Fręch oraz Linette swoje pierwsze spotkania rozegrają właśnie w poniedziałek lub wtorek. Nie jest wykluczone, że wszystkie odbędą się jednego dnia.

    Tomas Machac – Jaume Munar. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
    Iga Świątek powalczy o swoj najlepszy wynik w Australian Open

    Iga Świątek powalczy o swoj najlepszy wynik w Australian OpenLUKE HALES / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Iga Świątek jest gotowa do startu w Australian Open

    Iga Świątek jest gotowa do startu w Australian OpenWILLIAM WEST / AFPAFP
    Iga Świątek zagra w czwartej rundzie Australian Open 2025

    Iga Świątek zagra w czwartej rundzie Australian Open 2025DAVID GRAY / AFPAFP