• Marianna Schreiber grzmi po ataku na konferencji. Błyskawiczna reakcja internautów

    Marianna Schreiber grzmi po ataku na konferencji. Błyskawiczna reakcja internautów

    Marianna Schreiber ponownie znalazła się w ogniu medialnej burzy. Podczas konferencji prasowej poprzedzającej galę Prime MMA doszło do skandalicznego incydentu — celebrytka została niespodziewanie spryskana proszkiem z gaśnicy przez swoją rywalkę. Zdarzenie natychmiast obiegło internet, wywołując falę komentarzy, żartów i kpin. Schreiber nie zamierzała jednak milczeć i zdecydowała się na ostrą reakcję, która tylko podgrzała dyskusję.

    Od kilku lat Marianna Schreiber pozostaje jedną z najbardziej wyrazistych postaci polskiej sceny freak-fightów. Influencerka, celebrytka i była żona polityka PiS Łukasza Schreibera konsekwentnie buduje swoją rozpoznawalność, łącząc świat mediów społecznościowych z galami MMA. Jej udział w tego typu wydarzeniach niemal zawsze wywołuje skrajne emocje — od entuzjazmu fanów po otwartą niechęć krytyków.

    Dotychczasowe występy Schreiber w klatce były szeroko komentowane. Choć nie jest postrzegana jako zawodniczka o wysokich umiejętnościach technicznych, każda jej walka generowała ogromne zainteresowanie. Kluczową rolę odgrywały tu kontrowersje, napięcie oraz silna osobowość celebrytki. Sama Schreiber wielokrotnie podkreślała, że starty w MMA są dla niej sposobem na przełamywanie własnych słabości i konfrontację z hejtem, który — jak twierdzi — towarzyszy jej od lat.

    Tym razem emocje sięgnęły zenitu jeszcze przed samą galą. Podczas konferencji prasowej zapowiadającej nadchodzące wydarzenie doszło do szokującej sytuacji. Marianna Schreiber została znienacka zaatakowana przez swoją rywalkę, Sarę „Lasuczitę” Sise, która użyła gaśnicy i spryskała ją proszkiem. W sali zapanował chaos, a nagrania z incydentu błyskawicznie trafiły do sieci.

    Początkowo Schreiber zareagowała impulsywnie, jednak niedługo później opublikowała w mediach społecznościowych filmik, na którym wykonuje inhalację i z wyraźną ironią informuje obserwatorów, że „chyba żyje”. Ten wpis tylko dolał oliwy do ognia, bo internet wypełnił się prześmiewczymi komentarzami i memami.

    Celebrytka postanowiła więc odpowiedzieć hejterom w bardziej stanowczy sposób. Na Instagramie nie kryła rozgoryczenia, podkreślając, że to ona padła ofiarą ataku, a mimo to stała się obiektem masowego hejtu. W emocjonalnym wpisie pytała wprost, dokąd zmierza społeczeństwo, które potrafi czerpać satysfakcję z cudzej krzywdy. Zwracała uwagę na hipokryzję internautów, którzy — jej zdaniem — potępiają hejt dopiero wtedy, gdy dochodzi do tragedii, a na co dzień traktują publiczne lincze jako formę rozrywki.

    Reakcja internautów była jednak daleka od jednomyślnej. W komentarzach masowo przypominano Schreiber jej wcześniejsze kontrowersyjne zachowania, zarzucając jej brak konsekwencji i hipokryzję. Wielu użytkowników sieci wskazywało, że w przeszłości sama użyła gaśnicy wobec aktywistów, dlatego — ich zdaniem — obecne oburzenie jest nie na miejscu. Pojawiały się ironiczne wpisy w stylu „kto mieczem wojuje, od miecza ginie” oraz sugestie, że granice są dostrzegane dopiero wtedy, gdy role się odwracają.

    Jedno jest pewne — wokół Marianny Schreiber znów zrobiło się głośno, a kontrowersje z konferencji Prime MMA na długo pozostaną tematem internetowych dyskusji.

  • Linette triumfuje w starciu z Williams. Trzysetowa batalia w Auckland dla Polki

    Linette triumfuje w starciu z Williams. Trzysetowa batalia w Auckland dla Polki

    Poniedziałek przyniósł prawdziwy wysyp zwycięstw polskich tenisistów i tenisistek w turniejach głównego cyklu. Szansa na podtrzymanie tej passy pojawiła się już w środku nocy. Kilkanaście minut przed godziną 3:00 czasu polskiego na kort w Auckland wyszła Magda Linette, która walczyła o awans do drugiej rundy turnieju WTA 250. Jej rywalką była legenda światowego tenisa – siedmiokrotna mistrzyni wielkoszlemowa w grze pojedynczej, Venus Williams. Po ponad dwóch godzinach zaciętej rywalizacji górą była Polka, zwyciężając 6:4, 4:6, 6:2.

    Udany początek sezonu Linette

    Turniej w Auckland Magda Linette wybrała na inaugurację sezonu 2026. Jeszcze przed singlowym debiutem Poznanianka sprawdziła się w grze podwójnej. W duecie z Shuko Aoyamą dotarła do ćwierćfinału, pokonując parę Qianhui Tang/Sabrina Santamaria 6:3, 7:5. Szczególnie emocjonująca była końcówka drugiego seta, w której Polka i Japonka zachowały więcej zimnej krwi.

    Dobę później Linette rozpoczęła zmagania w singlu. Jako zawodniczka rozstawiona z numerem piątym trafiła w pierwszej rundzie na Venus Williams, która otrzymała od organizatorów dziką kartę. 45-letnia Amerykanka zapowiedziała intensywny początek sezonu – poza Auckland ma wystąpić również w Hobart oraz w Australian Open. Wcześniej zdążyła już zagrać w deblu, gdzie wspólnie z Eliną Switoliną przegrała z Alexandrą Ealą i Ivą Jović 6:7(7), 1:6.

    Trzecia próba i wreszcie zwycięstwo

    Dla Linette był to trzeci w karierze pojedynek z Venus Williams. Dwa wcześniejsze, rozegrane w 2016 roku, zakończyły się porażkami Polki – najpierw w dwóch setach, później po trzysetowej batalii. Tym razem faworytką była już 33-letnia Poznanianka, choć pytanie brzmiało, jak poradzi sobie mentalnie w starciu z ikoną światowego tenisa.

    Set pierwszy: przewaga Linette

    Mecz rozpoczął się od mocnego serwisu Williams, która utrzymała podanie do zera. Linette odpowiedziała jednak solidną grą i jako pierwsza zaczęła wywierać presję przy returnie. Przełom nastąpił w piątym gemie, gdy Polka wykorzystała błąd rywalki z bekhendu i zdobyła pierwsze przełamanie. Od tego momentu to Linette przejęła inicjatywę, konsekwentnie punktując mniej regularną Amerykankę.

    Choć Williams zdołała jeszcze odrobić część strat i przełamała Polkę przy stanie 2:5, końcówka seta należała do Linette. Poznanianka zachowała spokój przy własnym podaniu i po 46 minutach zapisała pierwszą partię na swoim koncie, wygrywając 6:4.

    Druga odsłona dla Venus

    Drugi set rozpoczął się podobnie jak pierwszy – Williams szybko złapała rytm przy własnym serwisie. Kluczowy moment nastąpił w szóstym gemie, gdy Linette prowadziła 40-15, ale straciła cztery punkty z rzędu. Przełamanie dodało skrzydeł doświadczonej Amerykance. Polka zdołała co prawda szybko odrobić stratę i doprowadzić do remisu 4:4, jednak końcówka należała już do Williams.

    Przy stanie 5:4 dla Amerykanki presja była po stronie Linette. Poznanianka nie wytrzymała napięcia, oddała własne podanie i tym samym set zakończył się wynikiem 6:4 dla Venus.

    Decydujący set pod dyktando Polki

    Trzecia partia przyniosła sporo nerwów na początku, ale kluczowe okazały się niewykorzystane okazje Williams. W piątym gemie Linette doczekała się aż trzech break pointów i przy trzecim z nich dopięła swego, obejmując prowadzenie. Choć chwilę później sama musiała bronić się przed stratą przewagi, wyszła z opresji obronną ręką.

    To był moment przełomowy. Od tego czasu Linette grała coraz pewniej, a Williams zaczęło brakować regularności. Dwa ostatnie gemy Polka wygrała zdecydowanie, tracąc zaledwie jeden punkt. Po ponad dwóch godzinach walki mogła unieść ręce w geście triumfu.

    Pierwsza wygrana z legendą

    Magda Linette po raz pierwszy w karierze pokonała Venus Williams, zwyciężając 6:4, 4:6, 6:2. Dzięki temu awansowała do drugiej rundy turnieju WTA 250 w Auckland, gdzie o miejsce w ćwierćfinale powalczy z Włoszką Elisabettą Cocciaretto.

  • Sensacja w meczu Gauff, 0:6 na koniec. Świątek już korzysta z problemów Amerykanki

    Sensacja w meczu Gauff, 0:6 na koniec. Świątek już korzysta z problemów Amerykanki

    Trwa czwarty dzień rywalizacji w United Cup 2026, a turniej przynosi kolejne niespodzianki. Zanim w Sydney na kort wyszła Iga Świątek, w Perth do gry przystąpiła trzecia rakieta świata – Coco Gauff. Amerykanka, która w premierowym meczu zaprezentowała się bardzo solidnie, tym razem była niemal nie do poznania. Jej pojedynek z Jessicą Bouzas Maneiro zakończył się sensacyjną i wyjątkowo dotkliwą porażką faworytki.

    Gauff była jedną z największych gwiazd ubiegłorocznej edycji United Cup. W singlu pozostawała niepokonana, nie straciła ani jednego seta, a po drodze ograła m.in. Igę Świątek. Z kompletem pięciu zwycięstw wywalczyła 500 punktów do rankingu WTA i wspólnie z reprezentacją USA sięgnęła po końcowy triumf. Nic więc dziwnego, że 21-latka także w tym sezonie przystąpiła do rozgrywek z ambicją obrony tytułu i powtórzenia znakomitego bilansu sprzed roku.

    Początek turnieju w jej wykonaniu nie zapowiadał żadnych problemów. W sobotę Coco bez najmniejszych kłopotów rozbiła Solanę Sierrę 6:1, 6:1 w niespełna godzinę. Do tego dołożyła zwycięstwo w mikście, grając w parze z Christianem Harrisonem. Dzięki temu reprezentacja Stanów Zjednoczonych pokonała Argentynę 2:1 i znalazła się w bardzo komfortowej sytuacji w walce o pierwsze miejsce w grupie. W kolejnym spotkaniu rywalem Amerykanki była jednak Jessica Bouzas Maneiro, a ten mecz otwierał starcie USA z Hiszpanią. Tym razem mistrzyni Roland Garros 2025 kompletnie zawiodła.

    Już od pierwszych piłek było widać, że Gauff ma ogromne problemy. Zupełnie nie funkcjonował jej serwis – własne gemy przegrywała gładko, mimo że w pierwszym secie miała aż cztery okazje na utrzymanie podania. Hiszpanka dominowała od samego początku i szybko wyszła na prowadzenie 5:0. Przy tej okazji Bouzas Maneiro serwowała po „bajgla” i miała cztery piłki setowe, lecz żadnej nie wykorzystała. Gauff zdołała zdobyć jednego gema, który – jak się później okazało – był jedynie honorowy. Chwilę później znów straciła podanie, a pierwsza partia zakończyła się wynikiem 6:1 dla zawodniczki z Półwyspu Iberyjskiego.

    Drugi set rozpoczął się równie źle dla Amerykanki – Bouzas Maneiro szybko objęła prowadzenie 3:0. Dopiero wtedy Gauff po raz pierwszy w meczu utrzymała serwis, wychodząc z opresji przy stanie 15–30. Nie był to jednak sygnał trwałej poprawy, bo Hiszpanka momentalnie odpowiedziała kolejnym wygranym gemem. Przy stanie 4:1 wydawało się, że wszystko zmierza ku szybkiej porażce faworytki, lecz wtedy nastąpił nagły zwrot. Coco wygrała cztery gemy z rzędu i stanęła przed szansą zamknięcia seta przy własnym podaniu. W kluczowym momencie znów zawiódł jednak jej serwis i o losach partii zadecydował tie-break. Ten padł łupem Gauff, która zwyciężyła 7–3 i wyrównała stan meczu.

    Wydawało się, że wygrany tie-break może odmienić przebieg spotkania, lecz kilkuminutowa przerwa przed trzecim setem przyniosła efekt odwrotny. Decydująca odsłona znów przebiegała pod pełną kontrolą Hiszpanki. Gauff szybko przegrała trzy pierwsze gemy, a następnie zmarnowała dwie okazje na przełamanie w czwartym rozdaniu – to był moment, który ostatecznie przesądził o losach pojedynku. Bouzas Maneiro nie zwolniła tempa i zakończyła mecz już w szóstym gemie, wykorzystując trzeciego meczbola.

    Jessica Bouzas Maneiro odniosła tym samym najcenniejsze zwycięstwo w swojej karierze, pokonując Coco Gauff 6:1, 6:7(3), 6:0. Porażka Amerykanki ma również konsekwencje rankingowe – nawet jeśli reprezentacja USA obroni tytuł w United Cup, Gauff nie zdobędzie już kompletu 500 punktów do rankingu WTA. Maksymalnie może liczyć na 325 „oczek”, co działa na korzyść Igi Świątek. Pozycja Polki jako wiceliderki światowego rankingu wydaje się w tym momencie bezpieczna.

  • Sabalenka urządziła demolkę. Sędzia ogłosiła koniec meczu po 48 minutach

    Sabalenka urządziła demolkę. Sędzia ogłosiła koniec meczu po 48 minutach

    Aryna Sabalenka rozpoczęła sezon w nietypowy dla siebie sposób, bo od występu w deblu. Tej nocy przyszedł już czas na pierwszy pojedynek Białorusinki w singlu. Liderka rankingu stanęła do walki o awans do trzeciej rundy WTA 500 w Brisbane. Broniąca tytułu zawodniczka zmierzyła się z Cristiną Bucsą. Mecz okazał się bardzo jednostronny – do tego stopnia, że sędziująca spotkanie pani Martina Baldi ogłosiła zakończenie już po 48 minutach. Oto co się wydarzyło w Australii.
    Tenisistka w czarnym stroju sportowym krzycząca z wyrazem intensywnych emocji, trzymająca rakietę tenisową na tle rozmytego, ciemnego tła.

    Aryna Sabalenka rywalizowała z Cristiną Bucsą w drugiej rundzie WTA 500 w BrisbaneAMR ALFIKYAFP

    Australia to miejsce, które w ostatnich latach bardzo dobrze kojarzy się do Arynie Sabalence. Białorusinka regularnie melduje się w finałach imprez rozgrywanych właśnie w tym kraju. W poprzednim sezonie wygrała turniej WTA 500 w Brisbane oraz otarła się o trzeci z rzędu tytuł w Australian Open. Ostatecznie przegrała w decydującym starciu z Madison Keys. W tym roku tenisistka z Mińska z pewnością zrobi wszystko, by opuścić ten kontynent w roli niepokonanej zawodniczki.

    Sabalenka wybrała identyczną ścieżkę – najpierw Brisbane, potem Melbourne. Tym razem Aryna zdecydowała się jednak na pewien dodatek. Podczas imprezy rangi “500” zgłosiła się także do debla, w duecie z Paulą Badosą. To właśnie od tej kategorii zainaugurowała nową kampanię rozgrywek. Razem z Hiszpanką pokonały po dwóch tie-breakach duet Ludmiła Samsonowa/Shuai Zhang.

    W nocy z poniedziałku na wtorek czasu polskiego przyszedł czas na pierwszy pojedynek Białorusinki w singlu w sezonie 2026. Rywalką liderki rankingu okazała się 50. rakieta świata – Cristina Bucsa. Tenisistka z Mińska zmierzyła się z Hiszpanką podczas ubiegłorocznego US Open. Wówczas numer jeden kobiecego tenisa triumfował 6:1, 6:4. Tym razem otrzymaliśmy jeszcze bardziej jednostronne spotkanie.

    WTA Brisbane: Aryna Sabalenka kontra Cristina Bucsa w drugiej rundzie

    Mecz rozpoczął się od serwisu Sabalenki. Turniejowa “1” przegrała pierwszy punkt, ale później nastąpiła dominacja Aryny. Już w drugim gemie doczekała się break pointów na swoją korzyść. Po drugiej okazji wywalczyła przełamanie i w ekspresowym tempie uciekała rywalce. W kolejnych trzech rozdaniach Białorusinka przegrała zaledwie jedną akcję. Powoli pachniało setem do zera. W trakcie szóstego gema Bucsa miała jednak swoje szanse, by tego uniknąć. Posiadała aż trzy piłki na premierowe “oczko”, ale nie wykorzystała żadnej z nich. Z kolei tenisistka z Mińska już po pierwszym setbolu zamknęła sprawę w całej partii.

    Obraz drugiej części pojedynku wyglądał bardzo podobnie. W początkowej fazie, poza drugim i trzecim gemem, Cristina miała problem z nawiązaniem wyrównanej walki. W pewnym momencie na tablicy wyników zrobiło się już 6:0, 5:0. Hiszpanka w ostatniej chwili uniknęła tzw. roweru, czyli porażki bez wygrania choćby jednego rozdania. Na więcej Sabalenka już jednak nie pozwoliła. Po 48 minutach gry pani sędzia Martina Baldi ogłosiła zwycięstwo Aryny 6:0. 6:1. Tenisistka z Mińska zanotowała efektowną inaugurację sezonu. Prawdziwe testy jednak dopiero przed nią. Już w batalii o ćwierćfinał WTA 500 w Brisbane czeka ją starcie z Soraną Cirsteą albo Jeleną Ostapenko.

    Hubert Hurkacz – Alexander Zverev. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
    Aryna Sabalenka powalczy o triumf w turnieju WTA 500 w Brisbane

    Aryna Sabalenka powalczy o triumf w turnieju WTA 500 w BrisbanePatrick HAMILTON / AFPAFP
    Cristina Bucsa

    Cristina BucsaRYAN LIMAFP
    Jelena Ostapenko

    Jelena OstapenkoNOUSHAD THEKKAYIL/NurPhoto via AFPAFP

  • Padła szokująca propozycja – Lewandowski nagle odchodzi z Barcelony. Sensacyjna wymiana

    Padła szokująca propozycja – Lewandowski nagle odchodzi z Barcelony. Sensacyjna wymiana

    Wszystko wskazuje na to, że Joao Cancelo lada moment trafi do FC Barcelona na zasadzie półrocznego wypożyczenia. Zielone światło dla transferu miał już podobno dać Hansi Flick. Teraz jednak pojawiła się kolejna sensacyjna informacja dotycząca przyjścia Portugalczyka do „Dumy Katalonii”. Istnieje bowiem możliwość, że w transakcję włączony zostanie Robert Lewandowski, co byłoby ogromnym zaskoczeniem.

    Finalizacja wypożyczenia Joao Cancelo z Al Hilal do Barcelony wydaje się coraz bliższa. Początkowo mówiło się wyłącznie o standardowym wypożyczeniu Portugalczyka, jednak według doniesień Sachy Tavolieriego sytuacja może przybrać nieoczekiwany obrót.

    – W obecnych rozmowach na temat transferu Cancelo, Al Hilal wpadło na pomysł włączenia do transakcji Roberta Lewandowskiego. Dzięki temu polski napastnik mógłby na pół roku przenieść się do Saudi Pro League zamiast kończyć sezon w LaLiga – podaje Tavolieri.

    Sensacyjne odejście Lewandowskiego? Pojawiła się szalona propozycja

    Dziennikarz, który ujawnił tę informację, już zdążył wywołać spore poruszenie w sieci, zwłaszcza na portalu „X”, gdzie ma ponad 200 tys. obserwujących.

    – Lewandowski uwolniłby Barcelonę od swojej wysokiej pensji na ostatnie sześć miesięcy sezonu, a sam mógłby otrzymać w Al Hilal jeszcze wyższe zarobki – dodaje Tavolieri.
    – Ostatecznie wszystko zależy od zgody „Lewego”. Na razie nie wiadomo, jakie jest jego stanowisko – podsumowuje dziennikarz.

    Na ten moment trudno sobie wyobrazić, że Lewandowski nagle opuści Barcelonę na rzecz Al Hilal. Warto jednak przypomnieć, że w ostatnich miesiącach w nieoczekiwanych okolicznościach z Camp Nou odchodzili m.in. Ousmane Dembele i Inigo Martinez. Początkowo również te transfery wydawały się mało realne, a finalnie doszło do nich w szybkim tempie – Francuz trafił do PSG, a Bask do Al Nassr, rywalizującego z Al Hilal o tytuł w lidze saudyjskiej.

    Obecnie Lewandowski przebywa w Arabii Saudyjskiej, koncentrując się na grze w Superpucharze Hiszpanii. Po powrocie do Barcelony temat jego ewentualnego półrocznego wypożyczenia z pewnością powróci. Na ten moment nie wiadomo jednak, czy polski napastnik jest zainteresowany takim rozwiązaniem i czy klub w ogóle rozważa tę opcję poważnie.

    https://x.com/sachatavolieri/status/2008254736466927883?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2008254736466927883%7Ctwgr%5E81e483618a8b4cbdb5112129696cd62fd30f8473%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Frobert-lewandowski%2Fnews-padla-szokujaca-propozycja-lewandowski-nagle-odchodzi-z-barcnId22505295

  • Rząd Tuska bierze się za polski sport. Jest projekt

    Rząd Tuska bierze się za polski sport. Jest projekt

    W środę Rada Ministrów zajmie się projektem ustawy zmieniającej ustawę o sporcie, który przedstawi minister sportu i turystyki. Już wiadomo, jakie problemy rząd chce rozwiązać w pierwszej kolejności – skorzystać mają m.in. sędziowie oraz kobiety. To jednak nie wszystko.

    Minister sportu i turystyki, Jakub Rutnicki, liczy na to, że nowe przepisy poprawią sytuację nie tylko sportowców, ale także arbitrów. Środa może okazać się przełomowa, bo rząd ma obradować nad projektem zmian w ustawie o sporcie.

    Główne wyzwania polskiego sportu
    Projekt ustawy uwzględnia m.in. przeciwdziałanie przemocy wobec sędziów sportowych. Piłkarscy arbitrzy mają być objęci ochroną na podobieństwo funkcjonariuszy publicznych, a wrogie zachowania ze strony zawodników czy kibiców mogą być surowo karane.

    Kolejnym istotnym tematem są stypendia sportowe dla kobiet po urodzeniu dziecka. Obecnie panie otrzymują połowę stypendium ministra przez sześć miesięcy od narodzin dziecka. Projekt zakłada poprawę tego rozwiązania.

    Ministerstwo chce także usprawnić procedury przekształcania związków w polskie związki sportowe oraz ogólnie poprawić kondycję sportu w kraju.

    Budżet i priorytety
    Jak podkreśla minister Rutnicki, celem zmian jest wsparcie rozwoju polskiego sportu. Obecnie wiele inwestycji dotyczy m.in. modernizacji orlików. W rozmowie z TVP Sport minister ujawnił, że budżet przeznaczony na sport wynosi około 2,6 miliarda złotych.

    – To znaczne środki, choć oczywiście wszystko zależy od obszaru wsparcia. Na infrastrukturę przeznaczamy ponad miliard złotych, a w 2025 roku na dofinansowanie związków sportowych wydaliśmy prawie 200 milionów złotych – mówi Rutnicki. – Sport profesjonalny jest bardzo ważny, ale inwestujemy także w sport powszechny. W ramach programu „Z Orlika na Stadion” w piłkę nożną grało aż 80 tysięcy chłopców i dziewczynek – podkreślił minister.

  • Polska prawie pewna! Oto potencjalni rywale Świątek i Hurkacza. Zaskakująca zmiana

    Polska prawie pewna! Oto potencjalni rywale Świątek i Hurkacza. Zaskakująca zmiana

    Efektowne zwycięstwo nad Niemcami przybliżyło Polskę do ćwierćfinału United Cup. Role Świątek i Hurkacza niespodziewanie się odwróciły

    Wysoka wygrana z Niemcami otworzyła polskim tenisistom szeroko drzwi do ćwierćfinału turnieju United Cup. Co więcej, w ostatnim meczu grupowym z Holandią biało-czerwoni mogą nawet pozwolić sobie na porażkę, a mimo to wciąż zachować realne szanse na awans. Znamy już także potencjalnych rywali Polaków w fazie pucharowej. Sukces odniesiony nad niemiecką drużyną – biorąc pod uwagę okoliczności – okazał się znacznie cenniejszy niż wskazywałby sam wynik. Największym zaskoczeniem było jednak to, że Iga Świątek i Hubert Hurkacz jakby… zamienili się rolami.

    Rewanż za finał i mocne otwarcie turnieju

    Reprezentacja Polski bardzo udanie rozpoczęła kolejną edycję drużynowego United Cup rozgrywanego w Australii. W poniedziałek nasi tenisiści rozbili Niemców 3:0, biorąc przy okazji rewanż za finał tych rozgrywek z 2024 roku. Wówczas Polacy przegrali 1:2, choć Hubert Hurkacz miał w meczu z Alexandrem Zverevem dwie piłki mistrzowskie (6:7, 7:6, 6:4).

    Tym razem scenariusz był zupełnie inny.

    Hurkacz wraca i wysyła sygnał rywalom

    Po blisko półrocznej przerwie spowodowanej kontuzją Hubert Hurkacz wrócił do gry w najlepszym możliwym stylu. W pojedynku z trzecim tenisistą świata Alexandrem Zverevem zagrał koncertowo, wygrywając 6:3, 6:4. To był występ, który musiał uspokoić zarówno kibiców, jak i samego zawodnika.

    Po urazie odniesionym na Wimbledonie 2024 Hurkacz przeszedł operację, ale początkowo wrócił do rywalizacji zbyt szybko. Tym razem zdecydował się na dłuższą przerwę i – jak widać – był to słuszny wybór. W lutym Polak skończy 29 lat i wciąż wierzy, że stać go na wielkie sukcesy, zwłaszcza w turniejach wielkoszlemowych. Jak dotąd jego najlepsze wyniki to półfinał Wimbledonu 2021 i ćwierćfinał Australian Open 2024.

    Wygrana z Zverevem – dopiero druga w ich bezpośrednich starciach – była dla Hurkacza jak powiew świeżego powietrza. Szczególnie imponował serwis: aż 21 asów i pełna kontrola w kluczowych momentach. Dziś Polak zajmuje dopiero 83. miejsce w rankingu ATP, co zupełnie nie pasuje do jego potencjału i dotychczasowych osiągnięć. Droga powrotna do czołówki będzie długa, ale takie mecze są jej fundamentem.

    Świątek w opałach, ale znów nie pęka

    Paradoksalnie to nie Hurkacz, lecz Iga Świątek miała większe problemy w singlu. Liderka polskiej drużyny trafiła na znakomicie dysponowaną Ewę Lys. 23-letnia Niemka ukraińskiego pochodzenia jest jednym z objawień sezonu 2025 i przeciwko Polce zagrała najlepszy mecz w karierze.

    Lys aż siedem razy przełamała Świątek i była bardzo blisko sensacji. W decydującym secie, przy stanie 3:3, Polka musiała bronić dwóch break pointów po tym, jak wcześniej roztrwoniła prowadzenie 3:1. Gdyby Niemka poszła za ciosem, losy spotkania mogłyby potoczyć się zupełnie inaczej.

    Świątek po raz kolejny pokazała jednak, że w reprezentacji potrafi zostawić na korcie całe serce. Rok temu, w drodze do finału United Cup, również miała trudne momenty – choćby w meczu z Katie Boulter, wygranym 6:7, 6:1, 6:4, gdy w końcówce balansowała na granicy przełamania. To właśnie cecha mistrzyń: umiejętność „wyszarpywania” zwycięstw w dni, gdy nie wszystko funkcjonuje idealnie.

    Cenny punkt w mikście i głębia składu

    Po zwycięstwie Świątek Polska miała już zapewnioną wygraną nad Niemcami, ale zgodnie z regulaminem United Cup rozegrano również miksta. Każdy mecz i każdy set może bowiem mieć znaczenie przy ustalaniu końcowych tabel.

    Kapitan Mateusz Terczyński dał odpocząć liderom i postawił na specjalistów od debla – Jana Zielińskiego i Katarzynę Kawę. Ten duet nie zawiódł, pokonując parę Alexander Zverev – Laura Siegemund 7:6, 6:3. To był kolejny dowód na to, że polska kadra ma szerokie zaplecze i potrafi wygrywać także w zmienionym składzie.

    Co dalej? Scenariusze przed meczem z Holandią

    W środę Polacy zmierzą się z Holandią, która wcześniej uległa Niemcom 0:3. Zwycięstwo zapewni biało-czerwonym pierwsze miejsce w grupie F i bezpośredni awans do ćwierćfinału. Wówczas rywalem Polski byłby najlepszy zespół z grupy D – Czechy lub Australia. Norwegowie po dwóch porażkach odpadli już z rywalizacji.

    Potencjalnie oznacza to pojedynki Igi Świątek z Barborą Krejcikovą lub Mayą Joint oraz Huberta Hurkacza z Jakubem Menšíkiem albo Alexem de Minaurem.

    Co istotne, Polsce do wygrania grupy wystarczy jedno zwycięstwo: Świątek w singlu, Hurkacza w singlu albo triumf w mikście. Nawet porażka 0:3 nie przekreśla jednak szans – wtedy o kolejności w tabeli decydowałby procent wygranych setów.

    Również drugie miejsce może dać awans do ćwierćfinału, ponieważ najlepsza drużyna z drugich miejsc w danym mieście (Sydney lub Perth) również przechodzi dalej.

    Wnioski są optymistyczne

    Zwycięstwo 3:0 nad Niemcami ma ogromną wartość. Hurkacz udowodnił, że wciąż stać go na wielkie granie, Świątek wyszła z poważnych tarapatów, a zmiennicy w mikście pokazali klasę. To wszystko sprawia, że szanse Polski na wyjście z grupy – i to z pierwszego miejsca – są bardzo duże.

    Teraz trzeba jedynie potwierdzić, że dwa kolejne finały United Cup nie były dziełem przypadku. Początek meczu Polska – Holandia w nocy z wtorku na środę o godz. 0:30 czasu polskiego. Transmisja w Polsacie Sport.

  • Nawrocki milczy, na Kremlu mogą świętować. Granice żenady przekroczone

    Nawrocki milczy, na Kremlu mogą świętować. Granice żenady przekroczone

    Wygląda na to, że FIFA może mówić o prawdziwym hat-tricku. Naloty na Wenezuelę i uprowadzenie przez USA prezydenta tego kraju, Nicolasa Maduro, dobitnie pokazały, że dziś warunkiem organizacji piłkarskich mistrzostw świata jest albo łamanie praw człowieka, albo deptanie prawa międzynarodowego. Najlepiej – jedno i drugie jednocześnie. Po mundialu w Rosji i turnieju w Katarze do grona „organizacyjnych twardzieli” dołączają Stany Zjednoczone. A patrząc na listę gospodarzy kolejnych edycji mundialu, można być pewnym, że na tym się nie skończy. To już nie będzie klasyczny hat-trick, ale „la manita” – pięć goli w jednym meczu, jak mawiają Hiszpanie.

    Można by oczywiście stwierdzić, że FIFA po raz kolejny się skompromitowała, gdyby samo pojęcie kompromitacji miało jeszcze jakiekolwiek znaczenie dla Gianniego Infantino. Wszystko wskazuje jednak na to, że prezydent światowej federacji nie odczuwa żadnego wstydu. Przeciwnie – przekraczanie kolejnych granic żenady wydaje się dla FIFA nie wypadkiem przy pracy, lecz standardowym trybem działania. To nie wyjątki, tylko „ustawienia fabryczne” tej organizacji.

    Nawrocki jak FIFA. Lepiej nie drażnić Trumpa

    Donald Trump w wyjątkowo ordynarny sposób zakpił z tzw. „Pokojowej Nagrody FIFA”, którą Infantino wręczył mu zaledwie miesiąc wcześniej. Na rozkaz prezydenta USA amerykańskie lotnictwo zbombardowało cele w Wenezueli, a siły specjalne zatrzymały i wywiozły do Stanów Zjednoczonych prezydenta Nicolasa Maduro. Dla 26 państw Unii Europejskiej była to oczywista, rażąca próba pogwałcenia prawa międzynarodowego, dlatego wspólnie zaprotestowały. Jedynym krajem UE, który nie podpisał się pod deklaracją sprzeciwu, okazały się Węgry.

    FIFA – zgodnie ze swoją tradycją – nie zareagowała w żaden sposób. Laureat jej pokojowej nagrody bombarduje inne państwo, a organizacja odpowiedzialna za mundial nawet nie apeluje o dialog czy deeskalację konfliktu. Milczy także wobec zapowiedzi Trumpa dotyczących kolejnych ataków, jeśli Wenezuela nie podporządkuje się planom zmiany reżimu.

    W podobnym tonie zachowuje się prezydent Karol Nawrocki, który jak dotąd nie zabrał głosu w sprawie amerykańskich nalotów ani porwania Maduro. Trudno się dziwić – lepiej nie narazić się prezydentowi USA, bo konsekwencje mogłyby być nieprzewidywalne. Z drugiej strony, w obecnym klimacie politycznym niemal każda wypowiedź grozi oskarżeniem o bycie „ruską onucą”.

    Nie pomaga fakt, że jako pierwsi odebrania mundialu Amerykanom domagali się… Rosjanie. Były prezes tamtejszej federacji piłkarskiej Wiaczesław Kołoskow oraz były wiceprezes Aleksander Tukmanow otwarcie mówili o tym w rosyjskich mediach. Ten drugi stwierdził w telewizji Match TV wprost: „FIFA nie odbierze USA mistrzostw świata, bo jest ślepa na tego typu wydarzenia. W turniej zainwestowano zbyt ogromne pieniądze”.

    Z każdej strony grozi „onucyzm”

    Rosja broni Maduro nieprzypadkowo – to jej najważniejszy sojusznik na zachodniej półkuli. Z drugiej strony ci, którzy chcieliby chwalić Trumpa za „zrobienie porządku” z przyjacielem Putina, także narażają się na oskarżenia. Przeciwnicy Trumpa podnoszą bowiem argument, że bombardowanie Wenezueli to prezent dla Kremla. W Moskwie zapewne strzelały korki od szampana, bo Zachód po raz kolejny obnażył własną hipokryzję i dostarczył Rosji gotowych argumentów do usprawiedliwiania jej imperialnych działań. Atak USA to woda na młyn rosyjskiej propagandy.

    Być może jedynym wyjściem z tej politycznej kwadratury koła jest brutalna diagnoza stawiana przez ekspertów z ośrodka Strategy&Future: stosunki międzynarodowe zawsze miały charakter anarchiczny, a hasła demokracji, praw człowieka i prawa międzynarodowego były przez mocarstwa – przede wszystkim USA – wygodnym narzędziem realizowania własnych interesów bez użycia siły. Gdy dominacja Ameryki została zakwestionowana przez Rosję i Chiny, świat po prostu wrócił do swoich „fabrycznych ustawień”.

    Sport zawsze patrzył w inną stronę

    Na sportowym podwórku polityczne wzmożenie to zjawisko stosunkowo nowe – liczy najwyżej 30–40 lat. Wcześniej Związek Radziecki mógł pacyfikować Węgry, Czechosłowację czy najechać Afganistan i nie spotykało się to z reakcją światowych federacji (choć część krajów Zachodu zbojkotowała igrzyska w Moskwie). Francja mogła prowadzić brutalne wojny w Algierii i Indochinach, Wielka Brytania krwawo tłumić powstania antykolonialne w Kenii, a Portugalia aż do lat 70. popełniać zbrodnie w koloniach. Ani MKOl, ani FIFA nie widziały w tym problemu.

    Była Rosja i Katar, będzie Maroko i Arabia Saudyjska

    FIFA prawdopodobnie szybciej niż inni wyczuła, że rodzi się nowy porządek świata. Dlatego bez skrupułów zorganizowała mundial w Rosji w 2018 roku, mimo że kraj ten już w 2014 roku zajął część Ukrainy. Bez oporów powierzyła turniej Katarowi w 2022 roku, ignorując systemowe łamanie praw człowieka. W USA również skutecznie będzie uciszać piłkarzy i przypominać im, że polityka nie jest mile widziana – tak jak robiła to wcześniej.

    Nie było też większych protestów, gdy współgospodarzem mundialu w 2030 roku – obok Hiszpanii i Portugalii – zostało Maroko. Mało kto przypomina, że od ponad 40 lat kraj ten nielegalnie okupuje Saharę Zachodnią, byłe terytorium hiszpańskie, które ogłosiło niepodległość w 1973 roku.

    Prawdziwym zwieńczeniem tej serii decyzji jest jednak przyznanie organizacji mistrzostw świata w 2034 roku Arabii Saudyjskiej – państwu, które systemowo odmawia obywatelom podstawowych praw i aktywnie uczestniczy w wojnie w sąsiednim Jemenie.

    Przy takiej sekwencji wydarzeń trudno już mówić o kolejnych kompromitacjach FIFA. Przekraczanie granic żenady nie jest jej problemem wizerunkowym. To element tożsamości tej organizacji. Jeśli chcesz, mogę też przygotować wersję bardziej publicystyczną, ostrzejszą albo łagodniejszą, np. pod konkretny portal.

  • Piłka idealna. Rywalka Igi Świątek rzuciła się, ale to wszystko na nic [WIDEO]

    Piłka idealna. Rywalka Igi Świątek rzuciła się, ale to wszystko na nic [WIDEO]

    Piłka idealna. Rywalka Igi Świątek rzuciła się, ale to wszystko na nic [WIDEO]

    Polka znalazła się w opałach w meczu z Evą Lys, ale poradziła sobie. Zepchnęła przeciwniczkę do defensywy między innymi takimi piłkami jak perfekcyjny bekhend po linii. To zagranie zdecydowanie warto zobaczyć raz jeszcze.

    Iga Świątek odrobiła stratę i w meczu z Evą Lys przechyliła na korzyść Polski szalę zwycięstwa w starciu z Niemcami w United Cup. Po nieudanym początku, przegranej 3:6 w pierwszym secie, a także przy wyniku 1:3 w drugim secie, liderka polskiego tenisa potrafiła przejąć inicjatywę i zwyciężyć w drugiej oraz trzeciej partii 6:3, 6:4.

    Wiceliderka rankingu WTA pokazała siłę mentalną i umiejętność reakcji w trudnej sytuacji. Iga Świątek, choć początek meczu należał do przeciwniczki, odpowiedziała tenisem na wyższym poziomie.

    Jedno z najpiękniejszych zagrań Igi Świątek było po niespełna dwóch godzinach meczu. Reprezentantka Polski popisała się rewelacyjnym bekhendem po linii. Choć okoliczności były niełatwe, to piłka została skierowana idealnie za kołnierz przeciwniczki.

    ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Gol z połowy boiska. Można oglądać i oglądać

    Eva Lys odważnie rzuciła się w kierunku piłki, ale nie była w stanie nic zdziałać. Iga Świątek zagrała za dobrze i po wygraniu akcji, mogła z zaciśniętą pięścią odwrócić się w kierunku boksu reprezentacji Polski.

    Zobacz efektowną akcję Igi Świątek w meczu z Evą Lys:

  • Oto ranking WTA po thrillerze Igi Świątek w United Cup

    Oto ranking WTA po thrillerze Igi Świątek w United Cup

    Oto ranking WTA po thrillerze Igi Świątek w United Cup
    Here’s the WTA ranking after the Iga Christmas thriller in the United Cup
    Iga Świątek
    Iga Świątek (Foto: live-tennis.eu, Robert Prange / Contributor / Getty Images)

    Nie było łatwo! Iga Świątek ma za sobą bardzo trudne spotkanie na start United Cup. Polka potrzebowała aż trzech setów, żeby pokonać genialnie dysponowaną Evę Lys, ale to się finalnie udało. Tym samym nasza rodaczka zdobyła pierwsze, cenne rankingowe punkty w nowym sezonie. A dokładnie 32. Jej strata do pierwszej Aryny Sabalenki wciąż jest jednak bardzo duża. Co istotne, zapunktował też Hubert Hurkacz. Tłumaczymy szczegóły.

    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    To był horror na korcie. O ile Hubert Hurkacz sprawił gigantyczną sensację i bardzo szybko pokonał trzeciego tenisistę świata Alexandra Zvereva, o tyle Iga Świątek, która była faworytką, miała znacznie więcej kłopotów. Reprezentantka Niemiec — Eva Lys — grała bardzo dobrze i widać było, że jest głodna zwycięstwa. Finalnie jednak to nasza rodaczka wygrała 3:6, 6:3, 6:4.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Pierwsze punkty na koncie Igi Świątek po thrillerze z Evą Lys w United Cup

    Tym samym zapewniła też pierwsze zwycięstwo naszej reprezentacji podczas United Cup. A samej sobie pierwsze punkty w rankingu WTA w nowym sezonie. Przed meczem w zestawieniu “na żywo” Świątek miała 8178 pkt, a pierwsza Aryna Sabalenka 10490. Co istotne, obu paniom odjęto już “oczka” za zeszłoroczne występy właśnie w United Cup (Polka) i w WTA 500 Brisbane (Białorusinka).

    Polecamy: Coco Gauff rozpętała burzę w United Cup. Tak się tłumaczy

    Po wygranej naszej rodaczki z Lys sytuacja się zmienia, ale tylko delikatnie. Za zwycięstwo otrzymuje ona bowiem 32 pkt. To daje 8210 “oczek” w rankingu live. Przewaga liderki rankingu jest więc bardzo duża i wynosi 2280 punktów. Wiadomo, że w trakcie United Cup Świątek będzie ją mogła tylko delikatnie zniwelować. Maksymalna liczba punktów do zdobycia w trakcie tych zawodów wynosi 500.
    Hubert Hurkacz również punktuje po sensacyjnej wygranej w United Cup

    Natomiast Sabalenka, która niedługo zacznie zmagania w Brisbane, również będzie mogła zdobyć tam 500 “oczek”. Sytuacja obu pań w styczniu jest więc bardzo podobna. Zmieni się to dopiero podczas Australian Open, bo na wielkoszlemowej imprezie Białorusinka będzie broniła większej liczby punktów. W tym wszystkim warto też pamiętać, że nie tylko Świątek zdobyła rankingowe punkty.

    Zobacz więcej: Cały świat mówi o tym, co zrobił Hubert Hurkacz. Tak nazwali jego występ

    Cenne “oczka” zainkasował też przywołany wcześniej Hurkacz. Dzięki wygranej ze Zverevem na konto naszego rodaka wpadło 45 punktów. W tym momencie w zestawieniu ATP Live może się on pochwalić rezultatem 755 pkt i 73. lokatą. W kolejnych meczach razem z reprezentacją Polski będzie walczył o to, aby piąć się w górę w światowym rankingu i wrócić do odpowiedniej dyspozycji po ponad półrocznej przerwie.