• Łzy na korcie. Tak tłumaczy się Świątek

    Łzy na korcie. Tak tłumaczy się Świątek

    Iga Świątek w rozmowie z “Przeglądem Sportowym” opowiedziała o silnych emocjach, jakie często towarzyszą jej podczas meczów. – Ponieważ bardzo nam zależy na tym, co robimy, czasami płaczemy, czasami głośno się cieszymy, a czasami złościmy – mówiła.

    W ostatnich miesiącach kilkukrotnie mogliśmy oglądać płacz Iga Świątek na korcie. Tenisistka nawiązała do swoich emocjonalnych reakcji w rozmowie z “Przeglądem Sportowym”.

    – Emocje są częścią sportu i życia. Ponieważ bardzo nam zależy na tym, co robimy, czasami płaczemy, czasami głośno się cieszymy, a czasami złościmy. Stres jest nieodłączną częścią sportu. Z roku na rok jestem dojrzalsza i uczę się regulować emocje, ale nigdy nie zostanę robotem – podkreśliła.

    ZOBACZ WIDEO: Tak nasza ekipa świętowała zwycięstwo w United Cup!

    Przypomnijmy, że tego typu sytuacja miała miejsce m.in. w trakcie reprezentacyjnego turnieju United Cup. Podczas meczu z Australijką Mayą Joint kamery telewizyjne uchwyciły Polkę siedzącą na swojej ławce, z twarzą ukrytą w dłoniach. Trener Wim Fissette szybko podszedł do podopiecznej, a ta ostatecznie rozbiła rywalkę 6:1, 6:1.

    Część komentujących uznała, że może to wskazywać na problemy fizyczne zawodniczki. Dawid Celt stwierdził natomiast, że było to spowodowane towarzyszącym jej przed meczem napięciem.

    Polka już wkrótce przystąpi do rywalizacji w pierwszym wielkoszlemowym turnieju tego roku – Australian Open. W poprzedniej edycji dotarła tam do półfinału, gdzie musiała uznać wyższość Madison Keys.

  • Napięta atmosfera na konferencji Świątek. “To nie jest żart”

    Napięta atmosfera na konferencji Świątek. “To nie jest żart”

    Iga Śwątek nie była zadowolona, gdy podczas konferencji prasowej przed startem Australian Open jeden z dziennikarzy poruszył temat jej drabinki. – Dzięki za “uprzedzenie” – wypaliła lekko zdenerwowana Polka.

    W nocy ze środy na czwartek czasu polskiego odbyło się losowanie drabinki tegorocznego Australian Open. Tym samym dowiedzieliśmy się, jakie zawodniczki mogą stanąć na drodze Igi Świątek do tytułu.

    Polka należy do grona tenisistek, które nie lubią analizować tej kwestii. Dała temu wyraz, gdy podczas konferencji prasowej jeden z dziennikarzy zwrócił uwagę, że w jej części drabinki znalazły się Naomi Osaka (ich pojedynek może mieć miejsce w czwartej rundzie) i Jelena Rybakina, z którą może spotkać się w ćwierćfinale. Iga nie była zadowolona, że zostało jej to ujawnione.

    ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Zobacz, co zrobił bramkarz. To był spektakularny gol!

    – Nie patrzę na drabinkę. Dzięki za “uprzedzenie” – powiedziała, wskazując palcem w stronę dziennikarza.

    – To nie jest żart. Naprawdę tego nie robię. Proszę więc, nie psujcie mi tego. Chcę być zaskakiwana po każdym meczu. Nie, nie myślałam o tym, bo nie wiedziałam. I tyle – stanowczo ucięła temat.

    Sytuacja miała miejsce na samym początku konferencji, później jednak atmosfera znacznie się rozluźniła. Świątek z dużą swobodą mówiła m.in. o swoim występie w pokazowych zmaganiach One Point Slam.

    – Było świetnie. To była ogromna frajda. Szczerze mówiąc, wszyscy to oglądali. Nawet poza kortem ludzie mówili mi, że bardzo to przeżywali, że było to dla nich emocjonalne – odpowiadała z uśmiechem.

    Dodajmy, że wiceliderka rankingu WTA rozpocznie zmagania Australian Open od meczu z chińską kwalifikantką Yue Yuan. Świątek powalczy o swój pierwszy triumf na kortach w Melbourne. To jedyny seniorski singlowy turniej wielkoszlemowy, którego jeszcze nigdy nie wygrała. Dwukrotnie dochodziła tu do półfinału – w ubiegłym sezonie i w 2022 roku.

  • Politycy PiS z nadzieją o przyszłości koalicji. “Dla każdego premiera to koszmar”

    Politycy PiS z nadzieją o przyszłości koalicji. “Dla każdego premiera to koszmar”

    PiS wyraża nadzieję na kryzys w koalicji rządzącej w związku z problemami w Polsce 2050.

    Decyzje o powtórzeniu wyborów na przewodniczącego w Polsce 2050 mogą wpłynąć na przyszłość lidera partii Szymona Hołowni.

    W PiS prowadzone są spekulacje o możliwym rozłamie w PSL i wyjściu Polski 2050 z koalicji, co mogłoby prowadzić do kryzysu rządowego.

    Jeśli jednak politycy i działacze dojdą do wniosku, że powtórzyć trzeba całe wybory, to kwestia tego, kto stanie na czele partii pozostaje otwarta. Wszystko przez to, że startu w nowych wyborach nie wykluczył Szymon Hołownia.

    Hołownia pytany wprost przez dziennikarzy w Sejmie odpowiedział, że “nie podjął obecnie decyzji”. – Jeżeli się okaże, że to będzie rozwiązanie, które ma pomóc Polsce 2050, to ja się od żadnego rozwiązania uchylał nie będę – dodał.

    Kłopoty Polski 2050 Szymona Hołowni. PiS się cieszy

    Jego zapowiedź rozpaliła emocje nie tylko w samej Polsce 2050, która jest mocno podzielona w ocenie powtórzenia całych wyborów i ewentualnego startu Hołowni, ale także w największej partii opozycyjnej.

    – Ja mam taką głęboką nadzieję, że Donald Tusk upadnie wcześniej (przed kwietniowymi wyborami na Węgrzech – red.), że Szymon Hołownia stanie na czele Polski 2050 i wyjdzie z tej koalicji nieszczęsnej – tej fatalnej koalicji, która źle rządzi, która doprowadziła do krachu finansów publicznych, do tego, że zbankrutował Narodowy Fundusz Zdrowia – wyliczał szef klubu PiS.

    Zaraz jednak dodał, że to jedynie jego projekcja, a nie tajna wiedza.

    To, co publicznie powiedział Błaszczak nie jest wcale odosobnioną opinią. Wręcz przeciwnie, politycy PiS snują daleko idące spekulacje dotyczące tego, co może się stać w związku z zamieszaniem w Polsce 2050.

    PiS kreśli dwa scenariusze. Oba złe dla rządu

    Pierwszy scenariusz, który spowodowałby wystrzelenie korków szampana przy ulicy Nowogródzkiej, gdzie mieści się siedziba PiS, to właśnie ten zarysowany przez Błaszczaka. Wyjście Polski 2050 z koalicji oznaczałoby kryzys rządowy.

    Nawet jeśli w partii nastąpiłby rozłam i część posłów zostałaby przy Donaldzie Tusku, to opozycja przekonuje, że długofalowo dla rządu oznaczałoby to kłopoty.

    – Nawet jeśli po rozłamie w Polsce 2050 koalicja utrzyma większość, to będzie wisiała na kilku głosach, a to jest zawsze dla rządu trudne. Wiemy coś o tym – mówi nam jeden z rozmówców, wspominając drugą kadencję rządów PiS. – Jak większość wisi na kilku głosach, to przed każdym ważniejszym głosowaniem rozpoczynają się pielgrzymki posłów, którzy się czegoś domagają w zamian za swój głos. Dla każdego premiera to koszmar – dodaje.

    Drugi scenariusz, o którym dyskutują politycy to zdecydowane działanie Szymona Hołowni i części PSL. Czy oznacza to wyjście z koalicji?

    Jeden z polityków PiS opowiada nam o niedawnym spotkaniu ludowców na Mazowszu, na którym to Michał Kamiński miał powiedzieć, że “PSL, trwając u boku Tuska coraz mocniej przesuwa się w lewo, podczas gdy ich wyborcy stoją w miejscu lub przesuwają się w prawo” i że to jest diagnoza kiepskich notowań. – Działacze bili brawo i kiwali głowami, więc w PSL też zaczynają rozumieć, że bezczynne trwanie w koalicji oznacza dla nich wyprowadzenie sztandaru w 2027 – uważa nasz rozmówca.

    Co zrobi PSL? W PiS zdania podzielone

    W PiS co jakiś czas wraca opowieść o tym, że część PSL mogłaby wypowiedzieć posłuszeństwo Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi, co mogłoby namieszać w koalicji rządzącej. Sęk w tym, że te dywagacje jak dotąd miały się nijak do rzeczywistości.

    – Gdyby PSL chciał w jakiejkolwiek formie współpracy z PiS, to miał milion okazji do tego, bo ofert na stole na różnych etapach było od nas wiele. Nikt się nigdy na to nie zdecydował, więc jakiekolwiek nadzieje na to, że koalicja rozpadnie się z powodu buntu w PSL można między bajki włożyć – opowiada jeden z ważnych polityków PiS.

    Są jednak także inne głosy.

    – Sytuacja polityczna PSL się zmieniła na gorszą. Muszą niebawem odpowiedzieć sobie na pytanie, jak przygotować się do przyszłych wyborów. Nie wszyscy się zmieszczą na listach Koalicji Obywatelskiej, nie wszyscy też chcą iść z Tuskiem. To decyzja, która przed nimi i wcale nie jest łatwa – uważa nasz rozmówca z PiS.

    Kolejny mówi bardziej dosadnie: – Przecież wszyscy widzą, co z PSL i Polską 2050 robi Tusk. Ludowcy tak bardzo zapierali się, że nie chcą koalicji z PiS, bo PiS zjada przystawki, że nie zauważyli, że zjadł ich Tusk. Teraz ich jedyna szansa na przetrwanie pod własnym szyldem to jakaś forma uniezależnienia się od Tuska. Na spokojnie obserwujemy rozwój tej sytuacji – mówi inny z polityków.

    PiS ma jeszcze jeden powód do zadowolenia przy okazji kłopotów w Polsce 2050.

    – Przynajmniej mamy chwilę przerwy, bo media z relacjonowania podziałów w PiS, przerzucili się na relacjonowanie podziałów i rozłamów w Polsce 2050. To zawsze coś – śmieje się polityk PiS.

    Kamila Baranowska

    Azyl dla Ziobry. Czarnek o kulisach decyzji byłego ministraPolsat NewsPolsat News

  • Tak Świątek ocenia swoją formę przed AO. Jaśniej się nie da

    Tak Świątek ocenia swoją formę przed AO. Jaśniej się nie da

    Iga Świątek w Australian Open stanie przed szansą zdobycia Karierowego Wielkiego Szlema. Polka jest już w Melbourne, czeka na starcie pierwszej rundy z Yue Yuan i trenuje, by wyzbyć się błędów z United Cup w Sydney. – Gram dobrze, ale wiadomo, że na tym poziomie wszyscy grają dobrze – oceniła 24-latka z rozmowie z Eurosportem.
    Iga Świątek
    Fot. REUTERS/Jeremy Piper

    Iga Świątek rozegrała w tym sezonie pięć meczów. Wygrała trzy – z Evą Lys, Suzan Lamens oraz Mayą Joint. Problemy pojawiły się w rywalizacjach z zawodniczkami z TOP 10. W półfinale drużynowego turnieju United Cup w Sydney polska tenisistka przegrała najpierw z Coco Gauff, a następnie z Belindą Bencić. Mimo to biało-czerwoni triumfowali w tej imprezie dzięki zwycięstwom Huberta Hurakacza oraz pary mieszanej Katarzyna Kawa – Jan Zieliński.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany

    Z Sydney 24-latka udała się do Melbourne, gdzie 18 stycznia rozpocznie się Australian Open. Wiceliderka rankingu WTA swój pierwszy mecz rozegra w poniedziałek, a jej przeciwniczką będzie chińska kwalifikantka Yue Yuan. Za sobą ma za to trening z najlepszą obecnie tenisistką świata, Aryną Sabalenką oraz pokazowy turniej 1 Point Slam. “Zabawa” skończy się za kilka dni, gdy podopieczna Wima Fissette’a ruszy po Karierowego Wielkiego Szlema. W dorobku ma bowiem triumfy w Paryżu, Londynie i Nowym Jorku. Brakuje czwartego skalpu z Australii.
    Świątek: “Małe różnice będą miały znaczenie”

    Świątek ofensywnie prezentuje się nie tylko na korcie, zwłaszcza od chwili, gdy jej trenerem został Wim Fissette, ale także na konferencjach prasowych. W piątek skarciła jednego z dziennikarzy za ujawnienie drabinki. Zawodniczka tego nie sprawdza, interesuje ją tylko jej gra. A ta – jej zdaniem – na początkowym etapie sezonu jest dobra, choć odbiega jeszcze od standardu, do jakiego przezwyczaiła w ostatnich 4-5 latach.

    – Te mecze w Sydney nie były idealne, nie wszystko szło jak po maśle. Jest parę rzeczy, które chciałabym potrenować i dopracować. Miałam już w Melbourne parę godzin na korcie treningowym. Idziemy do przodu – oceniła w rozmowie z Eurosportem.

    – Jak wychodzi się na kort meczowy, to historia jest zupełnie inna. Na razie skoncentruję się na pierwszej rundzie, zobaczę, jak będę się czuła na korcie. Teraz głównie dostosowaliśmy się do warunków, bo jednak są inne niż w Sydney. Sama nawierzchnia też wydaje się inna. Gram dobrze, ale wiadomo, że na tym poziomie wszyscy grają dobrze. Małe różnice będą miały znaczenie – dodała.
    Wiele tenisistek może wygrac AO

    Iga Świątek należy do grona kandydatek do końcowego sukcesu w Australii. Drabinka Polki nie jest łatwa, a schody powinny rozpocząć się od czwartej rundy. Innego zdania jest Danielle Collins, która twierdzi, że jej “przyjaciółka” – jak zwykła nazywać 24-latkę – nie przejdzie nawet drugiego etapu.

    ZOBACZ TAKŻE: Legenda tenisa mówi wprost, co sądzi o Świątek. “Widać to po niej”

    Polka ma czego bronić, bo przed rokiem dotarła do półfinału. Raszynianka w wywiadzie podkreśliła jednak, że poziom tenisa kobiet się wyrównał i o zwycięstwo mogą pokusić się nie tylko Sabalenka czy Gauff, ale także inne tenisistki. Nazwisk nie wymieniła. Chrapkę na wielkoszlemowy sukces z pewnością mają m.in. Amanda Anisimova, broniąca tytułu Madison Keys, Jessica Pegula czy Jelena Rybakina. A może będzie niespodzianka, np. w osobach Victorii Mboko lub Emmy Navarro? Finał singla kobiet zaplanowano na 31 stycznia.

  • Cztery mecze i koniec. Brutalny werdykt dla Świątek. Wiktorowski triumfuje

    Cztery mecze i koniec. Brutalny werdykt dla Świątek. Wiktorowski triumfuje

    Na co stać Igę Świątek w tegorocznym Australian Open? To pytanie coraz częściej pojawia się wśród kibiców i ekspertów, choć coraz rzadziej Polka wymieniana jest w gronie głównych faworytek do końcowego triumfu. Zagraniczne media z uwagą przeanalizowały turniejową drabinkę, a jeden z portali wskazał nawet konkretny mecz, który może okazać się dla wiceliderki rankingu WTA przeszkodą nie do przejścia.

    Australian Open rusza w niedzielę, 18 stycznia, a oczy polskich kibiców tradycyjnie skierowane będą na Igę Świątek. Rozstawiona z numerem drugim raszynianka przystępuje do turnieju z ogromnymi ambicjami, ale też z bagażem pytań o dyspozycję. Początek sezonu nie przyniósł bowiem jednoznacznie optymistycznych sygnałów. W United Cup Świątek wygrała trzy z pięciu spotkań, a porażki z Coco Gauff i Belindą Bencić wywołały szeroką dyskusję w tenisowym środowisku.

    Wątpliwości nie ukrywają także eksperci. – Czasami mam wrażenie, że Iga stresuje się absolutnie wszystkim. Na tym poziomie nie chodzi już wyłącznie o tenis. Ogromną rolę odgrywa psychologia – to, jak reagujesz i jakie decyzje podejmujesz w kluczowych momentach – mówiła na łamach „Faktu” Barbara Schett, była tenisistka, a obecnie ekspertka Eurosportu.

    Pierwsza runda nie powinna stanowić dla Świątek większego problemu. Polka zmierzy się z kwalifikantką Yue Yuan, zajmującą 130. miejsce w rankingu WTA, i będzie zdecydowaną faworytką. Prawdziwe wyzwania mogą jednak pojawić się później – i to dość szybko.

    W drugiej rundzie potencjalnymi rywalkami Polki są Renata Zarazúa lub Marie Bouzková. Trzecia faza może oznaczać starcie z Anną Kalinską, natomiast w 1/8 finału w grę wchodzi pojedynek z Naomi Osaką lub Ludmiłą Samsonową. W ćwiartce turniejowej Świątek znalazły się również Jelena Rybakina oraz Belinda Bencić, a w całej połówce nie brakuje groźnych nazwisk, takich jak Amanda Anisimova, Jessica Pegula, Madison Keys, Linda Noskova czy Jelena Ostapenko.

    Jedną z najbardziej pesymistycznych prognoz przedstawił portal tennisconnected.com. W analizie autorstwa Amy Lundy wprost wskazano, że trudne losowanie może przekreślić marzenia Świątek o triumfie w Melbourne. – Ze względu na układ drabinki nie sądzę, by to był moment dla Igi na zdobycie upragnionego tytułu Australian Open. Myślę, że Osaka może ją zaskoczyć, choć trudno ocenić formę Naomi po problemach zdrowotnych – czytamy. Taki scenariusz oznaczałby odpadnięcie Polki już w 1/8 finału, co byłoby sporym rozczarowaniem. Według Lundy w finale zmierzą się Aryna Sabalenka i Jelena Rybakina, a tytuł trafi w ręce reprezentantki Kazachstanu.

    Nieco inne spojrzenie prezentuje hiszpańskojęzyczny portal puntodebreak.com. Tamtejsi dziennikarze zakładają, że Świątek może dotrzeć do ćwierćfinału, gdzie jej rywalką byłaby właśnie Rybakina. – Ćwierćfinał Rybakina – Świątek byłby meczem legendarnym, ale obie zawodniczki muszą wznieść się na najwyższy poziom, by do niego dotrzeć. Największym zagrożeniem dla Polki wydaje się Osaka w 1/8 finału, natomiast Rybakina może mieć ogromne problemy z rozpędzoną i pewną siebie Belindą Bencić – analizują Hiszpanie.

    Z kolei prestiżowy tennis.com, opisując turniejową ćwiartkę Świątek, skupia się przede wszystkim na potencjalnym starciu Polki z Rybakiną. – Żadna z nich nie jest obecnie w idealnej formie, ale nie bez powodu obie są mistrzyniami Wielkiego Szlema i od lat utrzymują się w ścisłej czołówce rankingu – zauważają dziennikarze. Podkreślają również, że dla Świątek ogromną motywacją będzie szansa na pierwszy w karierze finał w Melbourne i skompletowanie Karierowego Wielkiego Szlema.

    Jednocześnie wskazują, że droga do ćwierćfinału wcale nie jest usłana różami. Naomi Osaka, Ludmiła Samsonowa czy Anna Kalinska to rywalki, które – w sprzyjających okolicznościach – mogą sprawić Polce ogromne problemy. Ostatecznie tennis.com prognozuje, że to Rybakina dotrze do półfinału, co oznaczałoby pożegnanie Świątek z turniejem najpóźniej na etapie ćwierćfinału.

    Szczególne emocje wzbudza potencjalny mecz Świątek z Osaką, który mógłby być jednym z hitów całego turnieju. Obie tenisistki grały ze sobą dotychczas trzykrotnie – dwa razy triumfowała Polka, raz górą była Japonka. Ich ostatnie starcie miało miejsce podczas Roland Garros 2024, gdy Świątek wygrała po zaciętym boju 7:6, 1:6, 7:5.

    Dodatkowego smaczku ewentualnemu pojedynkowi dodaje postać Tomasza Wiktorowskiego. Były trener Igi Świątek prowadził Polkę w latach 2021–2024, a po krótkiej przerwie od pracy szkoleniowej, pod koniec lipca 2025 roku rozpoczął współpracę właśnie z Naomi Osaką. Taki kontekst sprawia, że możliwe starcie w Melbourne elektryzuje kibiców jeszcze przed pierwszą piłką.

    Australian Open zapowiada się więc dla Świątek jako turniej pełen wyzwań, pytań i potencjalnych hitów. Odpowiedź na to, jak daleko zajdzie Polka, poznamy już w najbliższych dniach.

  • Aż huczy wokół Świątek. A teraz Polka ogłasza. 2 dni przed Australian Open

    Aż huczy wokół Świątek. A teraz Polka ogłasza. 2 dni przed Australian Open

    Występ Igi Świątek podczas United Cup rozgrzał dyskusję do czerwoności i sprawił, że atmosfera przed Australian Open stała się jeszcze bardziej napięta. Kibice i eksperci zaczęli zadawać pytanie, które powraca jak bumerang: czy aktualna forma wiceliderki rankingu WTA pozwoli jej realnie myśleć o walce o brakujący w dorobku tytuł wielkoszlemowy? Opinie są podzielone, a medialna burza narastała z każdym kolejnym dniem. Na dwa dni przed startem turnieju w Melbourne głos w tej sprawie zabrała jednak sama zainteresowana, otwarcie komentując swoją dyspozycję.

    Turniej United Cup okazał się w tym sezonie wyjątkowo udany dla reprezentacji Polski. Po dwóch przegranych finałach biało-czerwoni wreszcie sięgnęli po końcowy triumf, pokonując w decydującym meczu Szwajcarię. Sukces zespołu był źródłem ogromnej radości także dla Igi Świątek, która miała swój istotny wkład w końcowe zwycięstwo.

    Raszynianka znakomicie rozpoczęła rywalizację w fazie grupowej. Najpierw bez większych problemów poradziła sobie z Niemką Evą Lys, a następnie potwierdziła wysoką formę w pojedynkach z Suzan Lamens oraz – już w ćwierćfinale – z utalentowaną Mayą Joint. Wydawało się, że wszystko zmierza w idealnym kierunku. Później jednak pojawiły się trudności.

    W półfinale zmagań, w starciu z reprezentacją Stanów Zjednoczonych, Świątek uległa w dwóch setach Coco Gauff (4:6, 2:6). Jeszcze bardziej niepokojący okazał się finał ze Szwajcarią, w którym Polka po wygranym pierwszym secie przegrała z Belindą Bencic 6:3, 0:6, 3:6. Dwie porażki z rzędu wywołały falę komentarzy i analiz dotyczących aktualnej dyspozycji byłej liderki światowego rankingu. Portal Tennis365.com zwrócił uwagę na spadek jej skuteczności w meczach z czołowymi zawodniczkami touru, co tylko dolało oliwy do ognia.

    Wątpliwości nie kryła także jedna z najbardziej wyrazistych rywalek Świątek – Danielle Collins. Amerykanka, goszcząc w podcaście „The Big T”, podkreślała, że dwie kolejne porażki to coś rzadko spotykanego w przypadku Polki. Jej zdaniem kluczowe będzie to, jak Świątek poradzi sobie z tą sytuacją od strony mentalnej. Collins zaznaczyła, że gdy Polka jest w pełni skupiona i czuje się dobrze, potrafi grać jak numer jeden na świecie, jednak w obecnych okolicznościach nie widzi jej w roli głównej faworytki Australian Open.

    Jak jest naprawdę? Na to pytanie odpowiedziała sama Iga Świątek w rozmowie z Eurosportem, udzielonej na dwa dni przed startem turnieju w Melbourne.

    – Te mecze w Sydney nie były idealne, nie wszystko układało się tak, jakbym chciała. Jest kilka elementów, które muszę jeszcze potrenować i dopracować. W Melbourne miałam już kilka godzin na korcie treningowym i pracujemy dalej. Wiadomo jednak, że kiedy wychodzi się na mecz, wszystko może wyglądać zupełnie inaczej – przyznała 24-latka.

    Polska tenisistka zaznaczyła, że na razie koncentruje się wyłącznie na pierwszej rundzie Australian Open. – Zobaczę, jak będę się czuła na korcie. Skupiliśmy się głównie na dostosowaniu do warunków, bo są inne niż w Sydney. Sama nawierzchnia również wydaje się nieco inna. Czuję, że gram dobrze, ale na tym poziomie wszyscy prezentują wysoki poziom. Detale będą miały ogromne znaczenie – podkreśliła.

    W rozmowie z Pawłem Kuwikiem Świątek zwróciła także uwagę na to, jak bardzo na przestrzeni ostatnich lat zmienił się kobiecy tenis. – Poziom bardzo się podniósł. Od 2021 roku jestem w czołówce WTA i wyraźnie czuję, jak tour się rozwija. Gra jest coraz szybsza, rywalki są coraz lepiej przygotowane fizycznie. Mało kto zdaje sobie z tego sprawę. Poziom się wyrównał i dziś wiele zawodniczek ma potencjał, by wygrać turniej wielkoszlemowy. Dlatego o sukcesach decydują naprawdę drobne szczegóły – podsumowała.

    Australian Open rozpocznie się już za moment, a odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące formy Igi Świątek przyniosą pierwsze mecze na kortach w Melbourne. Jedno jest pewne – emocji nie zabraknie.

  • Świątek dostała pierwsze pytanie i nie wytrzymała. Nie mogła tego tak zostawić

    Świątek dostała pierwsze pytanie i nie wytrzymała. Nie mogła tego tak zostawić

    Iga Świątek już w poniedziałek rozpocznie rywalizację w Australian Open, ale zanim wyjdzie na kort w pierwszej rundzie, wzięła udział w dniu medialnym. Jej konferencja prasowa była krótka – trwała niespełna 15 minut – jednak od samego początku nie brakowało w niej zaskakujących momentów. Już po pierwszym pytaniu Polka postanowiła jasno zareagować i zwróciła się do dziennikarzy z wyraźną prośbą, by w przyszłości unikali jednego tematu.

    W tegorocznej edycji Australian Open w singlu kobiet zobaczymy cztery reprezentantki Polski: Igę Świątek, Magdę Linette, Magdalenę Fręch oraz Lindę Klimovicovą, która przeszła przez kwalifikacje. Mimo to zdecydowana większość uwagi kibiców skupia się na wiceliderce rankingu WTA i na tym, jak poradzi sobie na starcie turnieju. Rok temu dotarła w Melbourne aż do półfinału – teraz pytanie brzmi, czy w tym sezonie będzie w stanie pójść jeszcze dalej.

    Powody do optymizmu po United Cup

    Świątek ma za sobą udany występ w United Cup, gdzie wreszcie mogła świętować zwycięstwo z reprezentacją Polski. Bezbłędnie spisywała się para mieszana Katarzyna Kawa – Jan Zieliński, bardzo dobrze po siedmiomiesięcznej przerwie zaprezentował się Hubert Hurkacz. Sama Iga nie zawsze miała szczęście, ale w większości spotkań pokazała solidny tenis, a jej zwycięstwo z Evą Lys w meczu, który wydawał się już przegrany, było jednym z najbardziej charakterystycznych momentów turnieju.

    Nie ulega jednak wątpliwości, że przed Australian Open Świątek wraz z trenerem Wimem Fissette miała jeszcze kilka elementów do dopracowania. Podczas konferencji prasowej przed startem wielkoszlemowej imprezy nie mówiło się jednak o aspektach czysto tenisowych. Największe poruszenie wywołał… temat drabinki turniejowej.

    Jasna reakcja Świątek na pierwsze pytanie

    Pierwsze pytanie, jakie usłyszała Polka, dotyczyło ewentualnych zmian w jej grze pod kątem potencjalnych pojedynków z Naomi Osaką i Jeleną Rybakiną, które znalazły się w jej części drabinki. Świątek już w trakcie zadawania pytania zorientowała się, dokąd zmierza rozmowa i nie kryła lekkiego zniecierpliwienia.

    – Nie patrzyłam na losowanie, więc… dzięki za cynk. Nie, to nie żart. Naprawdę tego nie robię, więc proszę, nie spoilerujcie mi drabinki. Lubię się zaskakiwać po każdym meczu – powiedziała stanowczo, jasno wyznaczając granicę.

    Chwilę później, odpowiadając już wprost na pytanie, dodała krótko: – Nie, bo nawet nie wiedziałam. To wszystko.

    Świątek dała tym samym do zrozumienia, że woli skupiać się wyłącznie na najbliższym rywalu, bez wybiegania myślami kilka rund do przodu.

    W pierwszej rundzie Australian Open jej przeciwniczką będzie Chinka Yue Yuan, która wcześniej musiała przebijać się przez wymagające kwalifikacje. Mecz zaplanowano na poniedziałek, 19 stycznia, nie wcześniej niż o godzinie 1:00 w nocy czasu polskiego. To właśnie od tego spotkania Iga Świątek rozpocznie kolejną próbę sięgnięcia po jedyny wielkoszlemowy tytuł, którego wciąż brakuje w jej imponującej kolekcji.

  • Sabalenka ma marzenie związane ze Świątek. Szczere wyznanie Białorusinki. I to 2 dni przed Australian Open

    Sabalenka ma marzenie związane ze Świątek. Szczere wyznanie Białorusinki. I to 2 dni przed Australian Open

    Aryna Sabalenka przystępuje do Australian Open 2026 jako główna kandydatka do końcowego triumfu. Liderka światowego rankingu już w pierwszej rundzie zmierzy się z Francuzką Tiantsoa Rakotomanga Rajaonah, ale jeszcze przed startem turnieju głośno zrobiło się o jej wypowiedzi dotyczącej rywalizacji z Igą Świątek. Słowa Białorusinki jasno pokazują, jak wyjątkowa – i momentami frustrująca – jest relacja dwóch najlepszych tenisistek świata.

    Wielkoszlemowe zmagania w Melbourne ruszają w niedzielę, 18 stycznia. Sabalenka, która triumfowała na kortach Australian Open w 2023 i 2024 roku, doskonale zna smak sukcesu w Australii. Przed rokiem była o krok od trzeciego tytułu z rzędu, jednak w finale musiała uznać wyższość Madison Keys. Amerykanka wygrała po trzysetowym boju 6:3, 2:6, 7:5, a porażka ta długo siedziała w głowie liderki rankingu.

    – Przegrana w zeszłorocznym finale z Keys była bardzo bolesna. Grała znakomicie, a ja długo nie mogłam się z tym pogodzić. Przez pewien czas było mi naprawdę ciężko, ale wierzę, że w tym roku będzie lepiej – przyznała Sabalenka na dwa dni przed rozpoczęciem turnieju.

    Sabalenka o Świątek: „Chciałabym grać z nią częściej” W sezonie 2025 wielu kibiców liczyło na wielki finał Australian Open pomiędzy Sabalenką a Igą Świątek. Do takiego starcia jednak nie doszło – Polka odpadła w półfinale po porażce z Madison Keys. W obecnej edycji turnieju teoretycznie obie tenisistki mogą zmierzyć się ze sobą dopiero w finale, co tylko podgrzewa atmosferę wokół ich rywalizacji.

    Podczas rozmów z dziennikarzami Sabalenka została zapytana wprost o pojedynki ze Świątek i nie ukrywała swojego zdziwienia.

    – To szaleństwo, że w zeszłym roku zagrałyśmy ze sobą tylko raz. Oczywiście nie chodzi tylko o nas, bo jest wiele świetnych tenisistek zdolnych do wygrywania wielkich turniejów, ale prawda jest taka, że chciałabym grać z Igą częściej – powiedziała 27-letnia Białorusinka.

    Te słowa mówią wiele o rywalizacji Sabalenki i Świątek, które od kilku sezonów toczą zacięty bój o pozycję numer jeden na świecie. Paradoksalnie, mimo dominacji obu zawodniczek w tourze, ich bezpośrednie pojedynki należą do rzadkości, co sprawia, że trudno jednoznacznie wskazać, która z nich ma wyraźną przewagę.

    Dotychczas tenisistki spotkały się 13 razy – bilans tych starć to 8:5 na korzyść Świątek. W całym 2025 roku doszło jednak tylko do jednego takiego meczu. Był to półfinał Roland Garros, w którym lepsza okazała się Sabalenka, wygrywając 7:6, 4:6, 6:0.

    Aryna Sabalenka swój mecz pierwszej rundy Australian Open rozegra w niedzielę, 18 stycznia, o godzinie 9:00 czasu polskiego. Tekstową relację „na żywo” będzie można śledzić w Interii Sport. Iga Świątek natomiast rozpocznie zmagania w Melbourne w poniedziałek lub we wtorek.

  • Świątek odpowiada na słowa ojca. A jednak, zmiana. Polka ujawnia

    Świątek odpowiada na słowa ojca. A jednak, zmiana. Polka ujawnia

    Iga Świątek coraz bardziej zbliża się do swojego pierwszego wielkoszlemowego startu w nowym sezonie, który tradycyjnie otworzy Australian Open. Turniej rozgrywany w Melbourne może mieć dla Polki wyjątkowe znaczenie — to właśnie tam wiceliderka rankingu WTA stanie przed szansą skompletowania karierowego Wielkiego Szlema. Jak sama podchodzi do tej perspektywy i jak dziś patrzy na cele, o których mówiło się już kilka lat temu? O tym opowiedziała w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onetem”, odnosząc się również do słów swojego ojca Tomasza Świątka sprzed trzech lat.

    Losowanie drabinki Australian Open odbyło się w czwartek i nie ułożyło się dla Igi Świątek szczególnie korzystnie. Już teraz wiadomo, że droga do finału — zwłaszcza w drugim tygodniu turnieju — będzie wymagająca. W przypadku Wielkiego Szlema trudno jednak liczyć na łatwe scenariusze.

    W pierwszej rundzie Polka zmierzy się z kwalifikantką. Ostatecznie rywalką Świątek została Yue Yuan, która stanie przed okazją do rewanżu za porażkę poniesioną przed rokiem w Pekinie. Jeśli wiceliderka rankingu WTA upora się z Chinką, w kolejnym etapie może trafić na Renatę Zarazuę lub Marie Bouzkovą. Potencjalną przeciwniczką w trzeciej rundzie jest Anna Kalinska, a im dalej w turniej, tym poprzeczka będzie zawieszona coraz wyżej.

    Dla 24-letniej tenisistki tegoroczny start w Australii ma szczególny wymiar. Po raz pierwszy w karierze stanie bowiem przed realną szansą zdobycia brakującego tytułu wielkoszlemowego i skompletowania całego zestawu. Do tej pory jej najlepszym wynikiem na kortach w Melbourne był półfinał. Jak jednak podkreśla sama zainteresowana, jej spojrzenie na wielkie cele znacząco się zmieniło.

    – Patrzę na swoje ambicje trochę inaczej niż kilka lat temu. Oczywiście Australian Open czy złoto olimpijskie są gdzieś na mojej liście marzeń, ale nie traktuję ich jak Świętego Graala. To cele, które realizuję krok po kroku – zaznaczyła druga rakieta świata.
    – Dziś znacznie bardziej skupiam się na procesie, zdrowiu i ciągłym rozwoju. Wyniki są ważne, bo uprawiamy zawodowy sport, ale nie są jedyną miarą satysfakcji, zwłaszcza w codziennej pracy. Mówiłam to kilka lat temu i powtarzam również teraz: to maraton, a nie sprint. I wierzę, że jeszcze wiele przede mną – dodała.

    W trakcie rozmowy Iga Świątek odniosła się także do słów swojego ojca, Tomasza Świątka, który w 2023 roku wskazywał upór jako kluczową cechę charakteru córki, stojącą za jej spektakularnymi sukcesami na światowych kortach.

    Tenisistka przyznała, że determinacja wciąż jest ważnym elementem jej mentalności, ale jednocześnie podkreśliła, że z biegiem lat nauczyła się większej równowagi.
    – Upór i determinacja, a właściwie wytrwałość i determinacja, zawsze były częścią mnie, szczególnie w trudnych momentach, gdy nie wszystko układało się po mojej myśli. Z czasem jednak nauczyłam się większej elastyczności oraz zaufania — zarówno do siebie, jak i do całego zespołu, który mnie otacza. Czasem trzeba mocniej przycisnąć, a czasem odpuścić i zaufać procesowi – wyjaśniła wiceliderka rankingu WTA.

    Takie podejście ma jej pomóc nie tylko w walce o kolejne trofea, ale także w zachowaniu równowagi i długofalowym rozwoju kariery, która — jak sama podkreśla — wciąż jest daleka od finiszu.

  • Dwie najlepsze nastolatki świata w finale! Są na językach przed Australian Open

    Dwie najlepsze nastolatki świata w finale! Są na językach przed Australian Open

    Dwie najlepsze nastolatki świata w finale! Są na językach przed Australian Open
    Mirra Andriejewa
    Mirra Andriejewa (Foto: ZUMA / newspix.pl)

    Będzie nastoletni finał w turnieju WTA rangi 500 w Adelajdzie! W nocy czasu polskiego Victoria Mboko pokonała gładko reprezentantkę gospodarzy Kimberly Birrell 6:2, 6:1, a nad ranem dołączyła do niej Mirra Andriejewa, która ograła swoją rodaczkę, prezentując niesamowity tenis. Sobotni finał będzie miał drugie, na pierwszy rzut oka niewidoczne znaczenie, zwłaszcza dla Kanadyjki.

    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym

    Mboko zdecydowanie zdominowała Birrell, serwując osiem asów. 19-latka musiała bronić jedynie jednego break pointa przez całe spotkanie, a sama pięć razy odebrała serwis rywalce. W sobotę stanie przed historyczną szansą.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Mirra Andriejewa zagra z Victorią Mboko w finale w Adelajdzie

    W drugim półfinale Mirra Andriejewa mierzyła się ze swoją deblową partnerką, Dianą Sznajder. To starsza z Rosjanek lepiej rozpoczęła spotkanie, przełamując rywalkę na 3:1, ale Andriejewa odpowiedziała serią aż sześciu gemów wygranych z rzędu i prowadziła 6:3, 1:0.

    W drugim secie leworęczna tenisistka miała swoje szanse, starała się rozrzucać 18-latkę po korcie, ale ta zdołała odgrywać niemal z każdej pozycji. Pod koniec meczu widać było po Sznajder rezygnację i uznanie wyższości rywalki tego dnia.

    Zobacz także: Iga Świątek o łzach i stresie na korcie. “Nigdy nie zostanę robotem”

    W przededniu Australian Open w finale w Adelajdzie zagrają 19-letnia Mboko i 18-letnia Andriejewa. Kanadyjka już teraz w rankingu WTA live jest na 16. miejscu, które jest dla niej najlepsze w karierze. Gdyby sięgnęła po triumf w całym turnieju, to przesunie się na 14. pozycję. Rosjanka z kolei już na pewno będzie siódmą rakietą świata.

    W pierwszej rundzie Australian Open Andriejewa zagra z doświadczoną wicemistrzynią olimpijską z Paryża Donną Vekić, a Mboko zmierzy się z 17-letnią Emerson Jones.

    Źródło: Przegląd Sportowy

    Data utworzenia:

    16 stycznia 2026 07:23
    Dziennikarz Przeglądu Sportowego

    Dziennikarz Przeglądu Sportowego
    Wydarzenie dnia
    Przeczytaj także

    ©

    2026

    Ringier Axel Springer Polska – Powered by Ring Publishing | Developed by RAS Tech

    Systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji z tej strony internetowej (web scraping), jak również eksploracja tekstu i danych (TDM) (w tym pobieranie i eksploracyjna analiza danych, indeksowanie stron internetowych, korzystanie z treści lub przeszukiwanie z pobieraniem baz danych), czy to przez roboty, web crawlers, oprogramowanie, narzędzia lub dowolną manualną lub zautomatyzowaną metodą, w celu tworzenia lub rozwoju oprogramowania, w tym m.in. szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez uprzedniej, wyraźnej zgody Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. (RASP) jest zabronione. Wyjątek stanowią sytuacje, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe.