• Ostatecznie potwierdzają się doniesienia ws. Nawrockiego. To już oficjalne

    Ostatecznie potwierdzają się doniesienia ws. Nawrockiego. To już oficjalne

    Oficjalnie potwierdziły się wcześniejsze informacje dotyczące udziału Karola Nawrockiego w XVIII Ogólnopolskiej Patriotycznej Pielgrzymce Kibiców na Jasną Górę. Kancelaria Prezydenta RP opublikowała szczegółowy harmonogram wizyty, z którego wynika, że obecność głowy państwa nie ograniczy się wyłącznie do udziału w nabożeństwie. W planie znalazło się także bezpośrednie spotkanie z uczestnikami pielgrzymki.

    Prezydent dotrzyma obietnicy. Nawrocki pojawi się na Jasnej Górze
    Karol Nawrocki spełni zapowiedź złożoną jeszcze w trakcie kampanii wyborczej i w sobotę 10 stycznia 2026 roku weźmie udział w XVIII Ogólnopolskiej Patriotycznej Pielgrzymce Kibiców. Informację tę oficjalnie potwierdziła Kancelaria Prezydenta RP.

    „10 stycznia 2026 roku (sobota) na Jasnej Górze w Częstochowie Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki weźmie udział w XVIII Ogólnopolskiej Patriotycznej Pielgrzymce Kibiców pod hasłem ‘Ciebie Boga wysławiamy’” – przekazano w komunikacie.

    Nie tylko modlitwa. Prezydent spotka się z kibicami
    Centralnym punktem pielgrzymki będzie uroczysta msza święta w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, która rozpocznie się o godzinie 12.00. Na tym jednak aktywność prezydenta się nie zakończy. O godzinie 15.15 zaplanowano jego spotkanie z kibicami na Szczycie Jasnogórskim. W programie przewidziano wystąpienie Karola Nawrockiego.

    Dla obecnego prezydenta nie jest to pierwsza wizyta na tym wydarzeniu. Na Jasnej Górze pojawiał się już wcześniej, również w ubiegłym roku, kiedy był jeszcze kandydatem na najwyższy urząd w państwie. Podczas jednego z wystąpień podkreślał wówczas wyjątkowy charakter pielgrzymki, zwracając uwagę na fakt, że kibice często skonfliktowanych klubów potrafią w tym miejscu jednoczyć się we wspólnym myśleniu o Polsce, wierze i duchowości.
    – Bardzo cenię kibicowski i stadionowy zmysł do podejmowania wielu tematów w sposób autonomiczny – mówił.

    Kontrowersje i jasne stanowisko
    Po jednym z wcześniejszych spotkań z kibicami, jeszcze jako prezes IPN, media relacjonowały, że w trakcie jego wejścia na mównicę pojawiły się okrzyki o „walce z czerwoną hołotą”. Nawrocki był później pytany, dlaczego nie odniósł się do tych haseł. Odpowiadał wprost, że nie zgadza się na cenzurowanie polityków ani obywateli.

    – Chcecie cenzurować platformę X, zamykać telewizje komercyjne i jeszcze zachciało wam się cenzurować hasła na stadionach. To za dużo. Kibice są obywatelami Rzeczypospolitej Polskiej. Spotkałem się z nimi i będę się z nimi spotykać – podkreślał.

    Bliskie relacje ze środowiskiem kibicowskim
    Udział w pielgrzymce to tylko jeden z przykładów przychylności Karola Nawrockiego wobec środowiska kibiców. Już jako prezydent wielokrotnie pojawiał się na trybunach stadionów, m.in. podczas meczów Lechii Gdańsk, której jest zagorzałym sympatykiem.

    Nieprzypadkowa była również decyzja o powołaniu na stanowisko kapelana prezydenckiego ks. Jarosława Wąsowicza – salezjanina silnie związanego ze światem kibiców. Duchowny jest autorem książki „Biało-zielona ‘Solidarność’: o fenomenie politycznym kibiców gdańskiej Lechii 1981–1989” i od lat współorganizuje Pielgrzymkę Kibiców na Jasną Górę.

    W jednej z ostatnich rozmów z Danielem Nawrockim ks. Wąsowicz przekonywał, że wsparcie kibiców miało istotne znaczenie w kampanii wyborczej.
    – Tata miałby ogromnie ciężko wygrać wybory bez zaplecza zwykłych ludzi, którzy się modlili i na stadionach wywieszali transparenty „Byle nie Trzaskowski”. Warto o tym dziś pamiętać – mówił.

    Wspominał także sierpniową wizytę prezydenta na meczu Lechii Gdańsk z Motorem Lublin.
    – To był moment wzruszający i historyczny. Głowa państwa weszła na młyn, gdzie doping jest na całego, a wszyscy skandują: „Karol Nawrocki!”. On jest jednym z nas i wiem, że o tym nie zapomni. To środowisko ukształtowało go w duchu zasad, które są w życiu naprawdę ważne – podsumował duchowny.

  • Wstrząs 10 dni przed Australian Open. Gwiazda wycofana. WTA potwierdza

    Wstrząs 10 dni przed Australian Open. Gwiazda wycofana. WTA potwierdza

    Na dziesięć dni przed rozpoczęciem Australian Open do kibiców kobiecego tenisa dotarły bardzo przykre informacje. Jedna z największych gwiazd światowego touru – mistrzyni olimpijska z Paryża 2024 Qinwen Zheng – nie wystąpi w pierwszym w tym roku turnieju wielkoszlemowym. Decyzję ogłosiła sama zawodniczka w mediach społecznościowych, a następnie potwierdziła ją w oficjalnym komunikacie organizacja WTA. Chinka otwarcie wyjaśniła powody rezygnacji, przyznając, że była to dla niej wyjątkowo bolesna decyzja. Dla Igi Świątek oznacza to utratę jednej z najgroźniejszych potencjalnych rywalek w Melbourne.

    Problemy zdrowotne Qinwen Zheng ciągną się już od dłuższego czasu. Zawodniczka zmaga się z urazem łokcia, który sprawił, że druga połowa poprzedniego sezonu była dla niej w dużej mierze stracona. Mimo to Australian Open zapowiadało się jako turniej, w którym – przy pełni zdrowia – Chinka mogła odegrać bardzo ważną rolę. Choć w 2025 roku sensacyjnie odpadła już w drugiej rundzie po porażce z Laurą Siegemund, to sezon wcześniej spisała się znakomicie. W 2024 roku, jeszcze przed sięgnięciem po olimpijskie złoto w Paryżu, dotarła aż do finału w Melbourne, gdzie jej marsz po tytuł zatrzymała dopiero Aryna Sabalenka.

    Pierwsze wątpliwości pojawiły się, gdy 23-latka nie zgłosiła się do żadnego turnieju poprzedzającego Australian Open. Jak się okazało, był to wyraźny sygnał, że jej występ stoi pod dużym znakiem zapytania. Ostatecznie scenariusz okazał się najgorszy z możliwych.

    Qinwen Zheng nie zagra w tegorocznej edycji Australian Open. Informację tę przekazała w oficjalnym oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych.
    – Po wnikliwej analizie sytuacji przez mój zespół oraz po konsultacjach medycznych, z ogromnym żalem muszę wycofać się z Australian Open 2026 – napisała Chinka.

    Tenisistka nie ukrywała emocji i podkreśliła, że Melbourne zajmuje w jej sercu szczególne miejsce.
    – Podjęcie tej decyzji było niezwykle trudne. Melbourne to moje „szczęśliwe miejsce”. To właśnie tutaj wygrałam swój pierwszy mecz w głównej drabince turnieju wielkoszlemowego i przeżyłam jedne z najlepszych momentów w mojej karierze. Mam z tym miejscem wyjątkową więź i bardzo chciałam rozpocząć nowy sezon właśnie w Melbourne Park – przyznała obecnie 24. zawodniczka światowego rankingu WTA.

    Zheng wyjaśniła również, że choć rehabilitacja przebiega prawidłowo, jej organizm nie jest jeszcze gotowy na ekstremalne obciążenia związane z rywalizacją wielkoszlemową.
    – Mój proces leczenia idzie w dobrą stronę, a okres przygotowawczy przebiegł bez większych problemów. Jednak gra w turnieju tej rangi wymaga absolutnie najwyższej formy fizycznej. Na ten moment nie osiągnęłam jeszcze poziomu przygotowania, który uznaję za wystarczający – zaznaczyła.

    Na zakończenie Chinka podziękowała kibicom za ogromne wsparcie i zapewniła, że zrobi wszystko, by jak najszybciej wrócić do rywalizacji. Zapowiedziała również, że liczy na mocny powrót na korty w dalszej części sezonu 2026.

    Wycofanie mistrzyni olimpijskiej z Australian Open zostało oficjalnie potwierdzone przez WTA, która w swoim komunikacie życzyła zawodniczce szybkiego powrotu do pełni zdrowia.

  • Rewanż na drodze Sabalenki do finału w Brisbane. Takiego wyniku nie było od 2019 roku

    Rewanż na drodze Sabalenki do finału w Brisbane. Takiego wyniku nie było od 2019 roku

    Aryna Sabalenka pewnie kontynuuje walkę o obronę tytułu w turnieju WTA 500 w Brisbane. Liderka światowego rankingu w trzeciej rundzie pokonała Soranę Cirsteę 6:3, 6:3 i bez większych problemów zameldowała się w ćwierćfinale imprezy rozgrywanej w Australii. Wiadomo już, że jeśli Białorusinka wygra kolejny mecz, w półfinale może dojść do jej hitowego starcia z Jeleną Rybakiną lub Karoliną Muchovą.

    Sabalenka turniej w Brisbane rozpoczęła w imponującym stylu. W pierwszym spotkaniu nie dała żadnych szans Cristinie Bucsie, oddając rywalce zaledwie jednego gema (6:0, 6:1). Znacznie więcej walki było w pojedynku z Cirsteą, jednak także tym razem faworytka kontrolowała przebieg wydarzeń na korcie i dwukrotnie triumfowała 6:3. Dzięki temu awansowała do ćwierćfinału, w którym jej rywalką będzie Diana Sznajder lub Madison Keys.

    W tej samej połówce drabinki znalazła się również rozstawiona z numerem trzecim Jelena Rybakina. Reprezentantka Kazachstanu, podobnie jak Sabalenka, rozpoczęła rywalizację od drugiej rundy. Najpierw wyeliminowała Shuai Zhang, a następnie poradziła sobie z Paulą Badosą. O to, kto stanie jej na drodze w ćwierćfinale, rywalizowały Jekaterina Aleksandrowa oraz Karolina Muchova.

    WTA Brisbane. Prawie dwie godziny zaciętej walki w meczu Muchova – Aleksandrowa

    Pojedynek Aleksandrowej z Muchovą zapowiadał się niezwykle interesująco i taki też był. Obie tenisistki przystąpiły do turnieju jako zawodniczki rozstawione. Rosjanka, która świetnie zakończyła poprzedni sezon (finał w Seulu we wrześniu i walka o tytuł w Ningbo w październiku), zajmuje 10. miejsce w rankingu WTA. Czeszka plasuje się dziesięć pozycji niżej, a mecz w Brisbane był dla niej okazją do przełamania niekorzystnej serii bezpośrednich starć.

    Do tej pory Aleksandrowa i Muchova mierzyły się pięciokrotnie, a aż cztery razy zwyciężała Rosjanka. Ostatnia wygrana Czeszki miała miejsce w październiku 2019 roku w Moskwie. Później Aleksandrowa triumfowała m.in. w Stuttgarcie w 2021 roku oraz w 2025 roku w Linzu. Szczególnie bolesna była porażka w Austrii, gdzie Muchova przegrała w półfinale 0:6, 4:6.

    Początek meczu w Brisbane był bardzo nerwowy. Obie zawodniczki miały problemy z utrzymaniem własnego serwisu, co szybko zaowocowało serią przełamań. Dopiero w piątym gemie Aleksandrowa zdołała obronić podanie, a chwilę później to samo uczyniła Muchova. Kluczowy moment seta nastąpił przy stanie 4:3 dla Czeszki – Muchova przełamała rywalkę, następnie obroniła dwa break pointy i objęła prowadzenie 5:3. Rosjanka zdołała jeszcze wygrać gema serwisowego, ale nie odrobiła straty przełamania. W dziesiątym gemie Muchova zagrała bezbłędnie i wygrała pierwszą partię 6:4.

    Drugi set również dostarczył wielu emocji. Muchova rozpoczęła go od przełamania, po czym pewnie utrzymała własne podanie. Aleksandrowa szybko jednak odpowiedziała – poprawiła serwis i po kilku minutach doprowadziła do wyrównania. Od tego momentu gra toczyła się gem za gem, a 10. rakieta świata miała realną szansę, by doprowadzić do decydującej partii.

    Przy stanie 5:5 to jednak Czeszka zadała decydujący cios. Muchova przełamała wyżej notowaną rywalkę, a w kolejnym gemie wykorzystała pierwszą piłkę meczową, pieczętując zwycięstwo 6:4, 7:5. Tym samym awansowała do ćwierćfinału, gdzie zmierzy się z Jeleną Rybakiną. Triumfatorka ostatniej edycji WTA Finals będzie zdecydowaną faworytką tego starcia, które wyłoni potencjalną półfinałową rywalkę Aryny Sabalenki w Brisbane.

  • Obrończyni tytułu AO pokazała, w jakiej jest formie. Trzygodzinny horror

    Obrończyni tytułu AO pokazała, w jakiej jest formie. Trzygodzinny horror

    Madison Keys będzie bronić tytułu podczas tegorocznego Australian Open. Przed tym wielkoszlemowym turniejem udała się do Brisbane, gdzie wzięła udział w pierwszym turnieju w nowym sezonie. W 1/8 finału Amerykanka mierzyła się z Dianą Sznajder. Na zwyciężczynię tego starcia czekała Aryna Sabalenka.
    Madison Keys
    Screen – https://x.com/josemorgado/status/2009169427057787337/photo/1

    Turniej WTA w Brisbane trwa w najlepsze. Jak burza przez ten turniej idzie Aryna Sabalenka, która rozbija kolejne rywalki, które stają jej na drodze. Pierwsza rakieta świata awansowała już do ćwierćfinału. W tej fazie turnieju zmierzy się z triumfatorką starcia Diana Sznajder (21. WTA) – Madison Keys (7. WTA).

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Problemy Madison Keys w Brisbane

    To spotkanie rozpoczęło się po godz. 6:30 polskiego czasu. Dla Madison Keys udział w tym turnieju to świetny sprawdzian przed Australian Open, gdzie będzie bronić tytułu. Przypomnijmy, że Amerykanka w półfinale ubiegłorocznych zmagań pokonała Igę Świątek, a następnie – niespodziewanie – triumfowała z Aryną Sabalenką.

    Rywalizację w WTA Brisbane Madison Keys rozpoczęła od drugiej rundy – w niej zmierzyła się z rodaczką McCartney Kessler. Z kolei Diana Sznajder w 1/16 finału mierzyła się z Anastazją Potapową.

    Zobacz też: Tak Dawid Celt podsumował to, co Sabalenka robi poza kortem

    Madison Keys kiepsko weszła w mecz z Dianą Sznajder. Rywalka już w pierwszym gemie pierwszego seta miała okazję ją przełamać, ale triumfatorce Australian Open udało się wybronić. Jednak Rosjanka dopięła swego w piątym gemie. Nie dała rywalce najmniejszych szans i przełamała ją, wychodząc na prowadzenie 3:2. Amerykanka próbowała odrobić straty, nawet odłamała przeciwniczkę na 4:4. Jednak poległa w tie-breaku, który zakończył się wynikiem 7:5 po festiwalu przełamań.
    Rosjanka nie przestała napierać na Keys

    Druga partia była już bardziej wyrównana, choć Diana Sznajder miała trzy break pointy (40:0) w drugim gemie, ale Madison Keys świetnie odpowiedziała. Jednak w szóstym gemie sytuacja się powtórzyła – Rosjanka wyszła szybko na prowadzenie 40:0, ale tym razem Amerykanka dała radę obronić tylko jednego break pointa. Dzięki temu Sznajder wyszła na prowadzenie 4:2 i była na najlepszej drodze do triumfu w tym meczu.

    Jednak i tym razem Amerykanka pokazała, dlaczego jest jedną z najlepszych tenisistek na świecie. Po niepowodzeniu nie załamała rąk, tylko szybko odłamała rywalkę i doprowadziła do remisu 4:4. Ostatecznie i w tym secie potrzebny był tie-break. Tym razem górą była Madison Keys, która mimo iż przegrywała 0:2, zatriumfowała 7:5.
    Keys i Sznajder ranne po tym thrillerze

    W trzecim secie lepsza okazała się Madison Keys. Nie było to łatwe, bo Amerykanka, kiedy tylko mogła, prosiła o pomoc fizjoterapeutki. Udała się nawet do szatni. Doskwierał jej ból w lewym udzie, ale nie był na tyle silny, by ją wykluczyć z tego spotkania. Z kolei Diana Sznajder miała później problemy z lewą ręką.

    Ostatecznie ta partia zakończyła się trzecim tie-breakiem, w którym lepsza była Madison Keys (7:4), a cały mecz Amerykanka wygrała 2:1 (6:7, 7:6, 7:6). Ten wyczerpujący thriller trwał równe trzy godziny. Rosjanka kończyła ten mecz z bandażem na ręce, a Keys z opatrunkiem na nodze. To kiepska wiadomość przed meczem z Aryną Sabalenka, z którą zmierzy się w ćwierćfinale i Australian Open, gdzie będzie bronić tytułu.

  • Tusk blokuje sztandarową reformę, w tle duże środki. “Sabotuje negocjacje”

    Tusk blokuje sztandarową reformę, w tle duże środki. “Sabotuje negocjacje”

    Opracowany w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej projekt ustawy dotyczący reformy Państwowej Inspekcji Pracy zakładał m.in. umożliwienie okręgowym inspektorom zmiany umowy o dzieło, umowy-zlecenia czy B2B na umowy o pracę. Na początku grudnia regulacja została przyjęta przez Stały Komitet Rady Ministrów.

    Jednak we wtorek premier Donald Tusk oświadczył, że prace nad reformą PIP nie będą kontynuowane. Jak wyjaśnił, przesadna władza dla urzędników, wprowadzana reformą, byłaby destrukcyjna dla firm i oznaczałaby utratę pracy przez wielu ludzi. “I dlatego w sposób bardzo twardy i z uzasadnionymi emocjami o tym mówiłem i tłumaczyłem paniom i panom ministrom, dlaczego widzę ryzyka z tym związane i podjąłem decyzję, żeby nie kontynuować pracy nad tego typu reformą. Tak że sprawę uważam z mojego punktu widzenia za zamkniętą” – stwierdził Tusk podczas paryskiego szczytu tzw. koalicji chętnych.

    Premier blokuje reformę PIP. Jest kamieniem milowym KPO

    Reforma Państwowej Inspekcji Pracy, szczególnie możliwość przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę, wzbudziła duże dyskusje. Przeciwko tej zmianie byli przedsiębiorcy, broniły jej związki zawodowe. O zgodę, co do ostatecznego kształtu umowy trudno było również w samej koalicji rządzącej.

    Reforma PIP jest jednym z kamieni milowych, których realizacja wiąże się z wypłatą pieniędzy z KPO. Co więcej, wynegocjował go poprzedni rząd i zastąpił wcześniejszy kamień wypracowany przez PiS, który mówił o ozusowaniu umów zleceń i o dzieło.

    Jak podaje money.pl, w Lewicy trwają rozważania, co do tego, czy i w jaki sposób odegrać się na Koalicji Obywatelskiej, dlatego, że projekt był jednym ze sztandarowych lewicowej minister Agnieszki Dziemianowicz-Bąk. Pretensje mają być także kierowane pod adresem szefa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza, które w tej sprawie ma trzymać wspólnym front z szefem rządu.

    Reforma PIP wstrzymana. Polska straci nawet 20 mld zł z KPO?

    Z kolei problemem dla Polski 2050 ma być fakt, że trzeba znowu usiąść do stołu negocjacyjnego z Komisją Europejską. Nie wiadomo jednak, czy ta będzie chętna, po tym jak o sprawie – wiele na to wskazuje – dowiedziała się z mediów, a czasu na takie działania jest coraz mniej. “To nam kompletnie sabotuje negocjacje i wszystkie sprawy związane z KPO” – powiedział rozmówca money.pl.

    Szacunki w sprawie potencjalne utraconych środków z KPO, jeśli nie udałoby się osiągnąć porozumienia, są różne. Money.pl podaje, że Lewica mówi o około 11 mld zł. Rozstrzał jest jednak spory i mowa o kwotach od 4 do nawet 20 mld zł.

    “Wyliczenie tego nie jest proste, bo przy naliczaniu tej korekty finansowej obowiązuje skomplikowany algorytm, który ma mocno uznaniowy charakter, a w dodatku sama Komisja jeszcze nie miała okazji z niego skorzystać” – powiedział serwisowi rozmówca z rządu.

    Lewica nie zamierza odpuszczać w sprawie reformy PIP

    Minister pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk oświadczyła w środę, że będzie rozmawiać z koalicjantami na temat skutecznego narzędzia do walki z “patologią umów śmieciowych”. Wiele zatem wskazuje, że Lewica nie zamierza odpuszczać w sprawie reformy PIP. “Rozmawiamy o kształcie skutecznego narzędzia do przeciwdziałania patologii, która trawi polski rynek pracy, czyli patologii umów śmieciowych. Co do tego nie ma żadnych dyskusji, żadnego sporu” – powiedziała minister pracy w rozmowie z dziennikarzami.

    Szefowa resortu podkreśliła, że to ważna sprawa dla milionów pracowników m.in. kobiet w ciąży, które pracując na tzw. umowie śmieciowej mogą być pozbawione pracy z dnia na dzień. “To problem, z którym Lewica chce walczyć, to problem, z którym Lewica walczyć będzie, ale za pomocą jakiego konkretnie narzędzia, jaki kształt to narzędzie będzie miało, to oczywiście będziemy ustalać z koalicjantami. Jeżeli jest takie oczekiwanie, żeby coś doprecyzować, coś zmienić, to ta rozmowa będzie prowadzona” – zadeklarowała Dziemianowicz-Bąk.

    Z kolei lider Nowej Lewicy Włodzimierz Czarzasty pytany w środę w Radiu Zet, czy decyzja premiera była dla niego zaskoczeniem, odpowiedział, że nie odczytuje jej jako końca prac nad tą ustawą. Według niego, premier powiedział, że nie godzi się na proponowane rozwiązania “w tym kształcie”, dlatego należy zaproponować inne i – jak zapewnił – Lewica takie rozwiązania zaproponuje.

    Czarzasty podkreślił, że jego partia “na pewno nie zgodzi się na dalszy kształt funkcjonowania umów śmieciowych” i będzie dążyć do tego, by je zlikwidować. Pytany, czy jeżeli premier nie zgodzi się na żadną reformę PIP, to Nowa Lewica wyjdzie z koalicji rządowej, Czarzasty odpowiedział, że nie bierze tego pod uwagę. W środę wieczorem miało dojść do spotkania marszałka Sejmu i szefa rządu m.in. w tej sprawie.

    Gwiazdowski mówi Interii: Teoria, której założenia “wzięły w łeb”

  • Rosjanka nie wytrzymała. Apeluje o ukaranie Polski

    Rosjanka nie wytrzymała. Apeluje o ukaranie Polski

    Rosjanie domagają się walkowera dla Budowlanych Łódź. Burza po odmowie wizy dla Ariny Fiedorowcewej

    Arina Fiedorowcewa, 22-letnia gwiazda Fenerbahce Stambuł, nie mogła wystąpić w meczu Ligi Mistrzyń przeciwko PGE Budowlanym Łódź. Rosyjska siatkarka nie otrzymała wizy na wjazd do Polski, co wywołało ogromne poruszenie – szczególnie w Rosji. Choć turecki gigant wygrał w Łodzi 3:0, sprawa szybko przeniosła się poza parkiet. Deputowana Dumy Państwowej Swietłana Żurowa domaga się nawet ukarania polskiego klubu walkowerem.

    Trudna sytuacja polskich klubów w Lidze Mistrzyń

    Poza Developresem Rzeszów, polskie zespoły nie zachwycają w tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń. ŁKS Commercecon Łódź po dwóch meczach pozostaje bez punktów i zajmuje ostatnie miejsce w grupie D. Niewiele lepiej wygląda sytuacja PGE Budowlanych Łódź, które w trzech spotkaniach zdobyły zaledwie jeden punkt.

    We wtorkowy wieczór zespół Macieja Biernata przegrał u siebie z Fenerbahce Stambuł 0:3 (16:25, 20:25, 11:25). Jednak jeszcze na kilkadziesiąt godzin przed pierwszym gwizdkiem znacznie więcej mówiło się nie o sporcie, lecz o problemach wizowych jednej z największych gwiazd tureckiej drużyny.

    Fiedorowcewa bez wizy. Rosjanie reagują ostro

    Brak Ariny Fiedorowcewej w składzie Fenerbahce wywołał falę komentarzy w rosyjskich mediach i środowisku sportowym. Najostrzej zareagowała Swietłana Żurowa – mistrzyni olimpijska w łyżwiarstwie szybkim, a obecnie deputowana Dumy Państwowej.

    Jej zdaniem odmowa wydania wizy powinna skutkować walkowerem dla polskiego klubu.
    – Rosjanom i Białorusinom odmawia się wiz na turnieje. Jeśli jakiś kraj stosuje takie praktyki, nie powinien mieć prawa do organizacji zawodów międzynarodowych. Można zakazać wjazdu politykom, ale nie sportowcom. Jeden taki walkower wystarczyłby, by Polacy zaczęli wydawać wizy rosyjskim zawodnikom – stwierdziła Żurowa.

    Deputowana dodała, że Fiedorowcewa otrzymała wsparcie m.in. od kapitan Fenerbahce, Edy Erdem. Przypomniała także sytuację z Wimbledonu, gdzie – jej zdaniem – problem wykluczania Rosjan został szybko rozwiązany przez organizatorów.

    Głos matki i menadżerki zawodniczki

    Wcześniej do całej sprawy odniosła się także matka siatkarki, Jekaterina Fiedorowcewa, pełniąca jednocześnie rolę jej menadżerki. Podkreśliła, że zarówno Arina, jak i cały klub są zaskoczeni decyzją polskich władz.

    – Trudno znaleźć racjonalne uzasadnienie tej odmowy, zwłaszcza że w 2025 roku Arina kilkukrotnie podróżowała do krajów strefy Schengen. Odmowa przyznania wizy na mecz fazy grupowej Ligi Mistrzyń godzi w zasady fair play i stanowi wyraz braku szacunku – przekonywała.

    Włoskie media: „To uderza w uczciwość rozgrywek”

    Sprawa odbiła się także szerokim echem poza Rosją. Włoski portal ivolleymagazine.it ocenił, że nieprzyznawanie wiz rosyjskim siatkarkom podważa uczciwość europejskich rozgrywek. Dziennikarze zwracają uwagę na sprzeczność między sportową dyplomacją a krajowymi regulacjami wizowymi.

    „W momencie, gdy podejmowane są próby przywracania rosyjskim zawodnikom neutralnego statusu, decyzje administracyjne prowadzą do nierównego traktowania sportowców tej samej narodowości” – czytamy we włoskim serwisie.

    Kim jest Arina Fiedorowcewa?

    Fiedorowcewa występuje w barwach Fenerbahce od 2021 roku. Wcześniej reprezentowała Dynamo Kazań. Z tureckim klubem dwukrotnie sięgała po mistrzostwo kraju, dwa Superpuchary Turcji oraz Puchar Turcji. Dla wielu ekspertów to jedna z najbardziej utalentowanych siatkarek młodego pokolenia.

    Choć sportowo Fenerbahce poradziło sobie w Łodzi bez swojej gwiazdy, spór wokół wizy Ariny Fiedorowcewej wciąż narasta. Niewykluczone, że temat jeszcze wróci – nie tylko w mediach, ale i na szczeblu międzynarodowych federacji.

  • Było 5:0 dla Linette, a tu taka końcówka! Niebywały bój o ćwierćfinał

    Było 5:0 dla Linette, a tu taka końcówka! Niebywały bój o ćwierćfinał

    Kolejny trzysetowy bój Magdy Linette w WTA 250 w Auckland! Tym razem zafundowała show australijskim kibicom wraz z Elisabettą Cocciaretto. Panie stoczyły dość wyrównane starcie, pełne zwrotów akcji. Ostatecznie zwycięsko wyszła z niego nasza rodaczka. Dominację pokazała w trzecim secie, choć przez chwilę musiała drżeć o wynik.
    Magda Linette
    Screen z TV

    Sezon 2026 wystartował! Rozpoczęła go m.in. Magda Linette. W tym tygodniu rywalizuje w WTA 250 w Auckland. Na start zmierzyła się z legendarną Venus Williams. Ostatecznie wygrała, ale nie bez problemów. Potrzebowała trzech setów, by ograć 45-letnią Amerykankę. Spore wyzwanie stało przed nią również w 1/8 finału. Jej rywalką była Elisabetta Cocciaretto.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Wyrównany pierwszy set w mecz Linette – Cocciaretto

    Faworytką do zwycięstwa była nasza rodaczka. Wskazywał na to ranking WTA – Polka jest 52., a Włoszka 81. – a także bilans bezpośrednich meczów. Panie mierzyły się trzykrotnie i dwa z tych spotkań wygrała Linette. Patrząc jednak na poprzednie pojedynki – dwa z trzech były trzysetowe – zapowiadało się na dość wyrównane starcie. I takie też było.

    Mecz znakomicie rozpoczęła nasza rodaczka. Już w pierwszym gemie przełamała rywalkę. Długo z prowadzenia się jednak nie cieszyła. Trzy odsłony później sama utraciła serwis, przez co na tablicy wyników było 2:2. Ba, w 11. gemie Linette znalazła się pod wielką presją. Przy własnym podaniu przegrywała 0:40. Przeciwniczka miała trzy break pointy, ale Polka utrzymała nerwy na wodzy. Nie popełniła błędu i wyszła z opresji. A już chwilę później sama przełamała Włoszkę, co zakończyło ten set – 7:5.

    Linette nie poszła jednak za ciosem. Drugą partię rozpoczęła koszmarnie, bo od utraty serwisu. W kolejnych minutach wcale nie było lepiej. Miała ogromne problemy przy własnym podaniu. Z tego korzystała rywalka. Przełamała ją jeszcze dwukrotnie, a sama tylko raz straciła serwis, dzięki czemu wygrała ten set 6:2 i doprowadziła do trzeciej odsłony.

    Zobacz też: Łzy cisną się do oczu. Oto co Polak napisał po meczu.
    Rollercoaster w Auckland

    Trzecia partia to kolejny zwrot w tym meczu. Pięć pierwszych gemów? Dwa przełamania i pięć wygranych Linette. Polka prowadziła już 5:0. Zwycięstwo wydawało się formalnością. A jednak rywalka była w stanie urwać naszej rodaczce jeszcze trzy gemy. W dziewiątej odsłonie tego seta Linette udało się postawić kropkę nad “i”. Nie pomyliła się przy własnym podaniu. Wygrała 6:3 i cały mecz 2:1.
    Magda Linette – Elisabetta Cocciaretto 7:5, 2:6, 6:3

    O półfinał turnieju Polka się z 53. w rankingu WTA Alexandrą Ealą. Będzie to trzecie starcie pań w historii. Jak dotąd zwycięstwa odnosiła tylko Linette. I za każdym razem mecze kończyły się w dwóch setach.

  • Rosjanie wściekli po decyzji Polski. Takiego wsparcia się nie spodziewali

    Rosjanie wściekli po decyzji Polski. Takiego wsparcia się nie spodziewali

    Arina Fiedorowcewa uchodzi za jedną z największych gwiazd światowej siatkówki. Utalentowana Rosjanka, reprezentująca barwy Fenerbahce Medicana Stambuł, miała wystąpić w Polsce w meczu Ligi Mistrzyń przeciwko PGE Budowlanym Łódź. Ostatecznie jednak nie pojawi się na parkiecie – nie otrzymała bowiem wizy uprawniającej ją do wjazdu na terytorium naszego kraju. Decyzja polskich władz wywołała burzliwą reakcję w Rosji, a co ciekawe, Rosjanie niespodziewanie zyskali także wsparcie z Włoch.

    We wtorek 6 stycznia zaplanowano spotkanie siatkarskiej Ligi Mistrzyń pomiędzy zespołami z Łodzi i Stambułu. Już wiadomo, że turecka drużyna będzie musiała radzić sobie bez jednej ze swoich kluczowych zawodniczek. Fiedorowcewa, mimo starań klubu, nie otrzymała wizy Schengen. Jak poinformował Fenerbahce Medicana Stambuł w oficjalnym komunikacie opublikowanym na platformie X, wniosek wizowy został złożony za pośrednictwem innego europejskiego kraju, ze względu na ograniczenia obowiązujące w Polsce wobec obywateli Rosji. Procedura zakończyła się jednak odmową, która zapadła tuż przed terminem meczu.

    „Arina Fiedorowcewa nie będzie mogła dołączyć do drużyny na jutrzejsze spotkanie z PGE Budowlanymi Łódź. Wniosek wizowy, złożony przez inny kraj strefy Schengen, został odrzucony” – przekazał turecki klub w swoim oświadczeniu.

    Burzliwa reakcja w Rosji

    Decyzja ta odbiła się szerokim echem w rosyjskich mediach. Głos zabrała m.in. matka siatkarki, Jekaterina Fiodorowcewa, która jest jednocześnie jej menadżerką. W ostrych słowach skrytykowała działania polskich władz, określając je jako przejaw antyrosyjskich uprzedzeń i ingerencję polityki w sport.

    – Arina, podobnie jak cały klub, jest głęboko zaskoczona zaistniałą sytuacją. Trudno znaleźć racjonalne uzasadnienie tej decyzji, zwłaszcza że w 2025 roku kilkukrotnie podróżowała do krajów strefy Schengen – stwierdziła. Jej zdaniem odmowa przyznania wizy zawodniczce na udział w fazie grupowej Ligi Mistrzyń godzi w zasady fair play i jest brakiem szacunku nie tylko wobec samej siatkarki i Fenerbahce, ale również wobec Turcji jako kraju. – Wygląda na to, że dla niektórych decydentów uprzedzenia antyrosyjskie są ważniejsze niż zdrowy rozsądek – dodała.

    Zaskakujące wsparcie z Włoch

    Niespodziewanie po stronie Rosjan stanęli także Włosi. Dziennikarze portalu „ivolleymagazine.it” opublikowali artykuł poświęcony problemom, z jakimi borykają się rosyjskie siatkarki podczas meczów rozgrywanych w Polsce. Ich zdaniem takie działania mogą podważać uczciwość i równość europejskich rozgrywek klubowych.

    Włoscy komentatorzy zwracają uwagę, że w czasie gdy sportowa dyplomacja podejmuje próby przywrócenia rosyjskim zawodnikom neutralnego statusu, krajowe regulacje wizowe prowadzą w praktyce do nierównego traktowania sportowców tej samej narodowości. O udziale w meczu nie decydują bowiem umiejętności czy przynależność klubowa, lecz posiadane dokumenty pobytowe.

    Jako przykład wskazano Tatianę Tołok – inną rosyjską siatkarkę, która mogła wystąpić w spotkaniu Igor Gorgonzola Novara z PGE Budowlanymi Łódź. Dzięki włoskiemu zezwoleniu na pobyt miała możliwość swobodnego poruszania się po strefie Schengen, z pominięciem polskich restrykcji wizowych obowiązujących od 2022 roku wobec rosyjskich sportowców.

    Sprawa Ariny Fiedorowcewej ponownie rozpaliła dyskusję o granicach polityki w sporcie i o tym, czy obecne przepisy rzeczywiście sprzyjają idei równej rywalizacji w europejskich pucharach.

  • Co za wieści dla Pajor, w Hiszpanii zawrzało. Szykują się na wielki “wstrząs”

    Co za wieści dla Pajor, w Hiszpanii zawrzało. Szykują się na wielki “wstrząs”

    Hit w Pucharze Królowej! FC Barcelona z Ewą Pajor zagra z Realem Madryt

    7 stycznia był dla kibiców FC Barcelony dniem wyjątkowym. Gdy męska drużyna „Blaugrany” rozpoczynała rywalizację w Superpucharze Hiszpanii, żeńska ekipa katalońskiego klubu poznała swoje kolejne przeciwniczki w równie prestiżowych rozgrywkach – Pucharze Królowej. Los nie mógł być bardziej spektakularny. Ewa Pajor i jej koleżanki staną bowiem przed absolutnym hitem, na który z pewnością czekali wszyscy fani FCB. Już na początku lutego futbolowy świat w Hiszpanii może zadrżeć.

    Początek 2026 roku zapowiada się w Hiszpanii niezwykle intensywnie pod względem zmagań pucharowych. W męskim futbolu uwagę przyciągają Superpuchar Hiszpanii z udziałem czterech zespołów oraz 1/8 finału Copa del Rey. Na brak emocji nie mogą jednak narzekać również piłkarki. Półfinały Supercopa Femenina zaplanowano na 20–21 stycznia, natomiast ćwierćfinały Copa de la Reina zostaną rozegrane na początku lutego.

    Losowanie Pucharu Królowej odbyło się 7 stycznia i od razu stało się jasne, że czekają nas niezwykle atrakcyjne konfrontacje. Atlético Madryt zmierzy się z Athletikiem Bilbao, Real Sociedad podejmie Levante Badalonę, a Madrid CF zagra z CD Tenerife. Prawdziwą perłą tego etapu rozgrywek będzie jednak starcie Realu Madryt z FC Barceloną.

    Dla Ewy Pajor i jej koleżanek z „Dumy Katalonii” nie będzie to pierwsza potyczka z „Las Blancas” w obecnym sezonie. W połowie listopada obie drużyny spotkały się w rozgrywkach ligowych, a mecz zakończył się zdecydowanym zwycięstwem Barcelony 4:0. Bohaterką tamtego spotkania była właśnie reprezentantka Polski, która zdobyła dwie bramki i potwierdziła swoją znakomitą formę.

    Ćwierćfinałowe mecze Pucharu Królowej zaplanowano na dni 3–5 lutego. Co więcej, to może nie być jedyne „El Clásico” w kobiecym wydaniu w najbliższych miesiącach. Niewykluczone, że FC Barcelona i Real Madryt spotkają się także w Lidze Mistrzyń na przełomie marca i kwietnia – choć „Królewskie” muszą najpierw wyeliminować Paris FC. Do tego dochodzi jeszcze ligowy klasyk, który ma się odbyć 29 marca.

    Forma Ewy Pajor pozostaje jednym z największych atutów Barcelony. Kataloński klub pewnie prowadzi w tabeli Ligi F, mając na koncie 39 punktów. Polka jest natomiast liderką klasyfikacji strzelczyń – do tej pory zdobyła 11 bramek i nic nie wskazuje na to, by miała się na tym zatrzymać. Przed nami tygodnie pełne wielkich emocji, a starcia Barcelony z Realem Madryt zapowiadają się jako prawdziwe święto kobiecego futbolu.

  • Mistrz świata zobaczył wpis Tuska i nie wytrzymał. Chodzi o WOŚP i Owsiaka

    Mistrz świata zobaczył wpis Tuska i nie wytrzymał. Chodzi o WOŚP i Owsiaka

    Marcin Możdżonek, były kapitan reprezentacji Polski w siatkówce, zdecydowanie zareagował na wpis Donalda Tuska dotyczący obrony Jerzego Owsiaka i Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Mistrz świata i Europy publicznie odpowiedział premierowi, wskazując na – jego zdaniem – kluczowy problem związany z łączeniem działalności charytatywnej z polityką.

    Możdżonek to jedna z ikon złotej ery polskiej siatkówki. Jako lider kadry narodowej sięgał po największe sukcesy, w tym mistrzostwo świata w 2014 roku oraz mistrzostwo Europy pięć lat wcześniej. Przez lata był nie tylko filarem drużyny, ale też jej twarzą – symbolem charyzmy, charakteru i odpowiedzialności na boisku. Po zakończeniu sportowej kariery nie wycofał się z życia publicznego. Wręcz przeciwnie – coraz częściej angażuje się w debatę polityczną i społeczną, otwarcie prezentując swoje poglądy.

    Były siatkarz regularnie komentuje bieżące wydarzenia, także te najbardziej kontrowersyjne. Jednym z tematów, które od lat wywołują emocje, jest działalność Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Z roku na rok wokół fundacji narasta coraz większe napięcie, a głównym powodem jest – zdaniem krytyków – coraz silniejsze uwikłanie WOŚP w spór polityczny. Dla części społeczeństwa inicjatywa Jerzego Owsiaka przestaje być postrzegana wyłącznie jako akcja pomocowa, a zaczyna funkcjonować jako element politycznej narracji, co budzi sprzeciw i zniechęcenie.

    Iskrą do kolejnej odsłony tej dyskusji był wpis Donalda Tuska w mediach społecznościowych. Premier, odnosząc się do krytyki kierowanej pod adresem Owsiaka i WOŚP, napisał na platformie X: „Chcą zniszczyć Jerzego Owsiaka i Orkiestrę, tak jak próbowali zniszczyć Lecha Wałęsę i prawdziwą polską solidarność. Chyba na to nie pozwolicie?”. Słowa te szybko obiegły internet i wywołały falę komentarzy – wśród nich znalazła się również reakcja Marcina Możdżonka.

    Były kapitan kadry, dziś związany z Konfederacją i otwarcie wspierający Sławomira Mentzena, nie krył krytycznego stanowiska wobec słów premiera. Cytując wpis Tuska, zarzucił mu pogłębianie społecznych podziałów oraz wykorzystywanie WOŚP do celów politycznych. „Premier jak zwykle ochoczo przyłącza się do podsycania społecznych sporów. Wiem, że to na korzyść partii, ale czy na korzyść państwa?” – napisał Możdżonek. Dodał również, że jego zdaniem wielu obywateli dostrzegało zaangażowanie Jerzego Owsiaka po stronie obecnej koalicji rządzącej, m.in. poprzez finansowanie billboardów z pieniędzy fundacji. „Nieczyste zagranie, które odciąga coraz więcej osób od – jakby nie patrzeć – ciekawej i wieloletniej inicjatywy” – ocenił były siatkarz.

    W dalszej części swojej wypowiedzi Możdżonek podkreślił, że działalność charytatywna powinna pozostać całkowicie wolna od polityki. Jego zdaniem tylko apolityczność jest w stanie zapewnić, że inicjatywy społeczne będą łączyć Polaków, a nie stawać się kolejną osią konfliktu. „WOŚP to jedna z wielu fundacji i stowarzyszeń w Polsce. Byłoby bardzo dobrze dla wszystkich obywateli – niezależnie od ich poglądów – aby polityki do działalności społecznej nie mieszać” – zaznaczył. Według niego tylko wówczas pomoc potrzebującym może zachować swój uniwersalny, wspólnotowy charakter.