• 7:0 dla Świątek, potem szalony zwrot akcji. Tak Gauff nazwała Polkę

    7:0 dla Świątek, potem szalony zwrot akcji. Tak Gauff nazwała Polkę

    Coco Gauff ma już za sobą pierwszy w tym sezonie mecz na kortach Australian Open. W pierwszej rundzie wielkoszlemowej rywalizacji w Melbourne trzecia obecnie rakieta świata trafiła na 93. w rankingu WTA Kamillę Rachimową, która pod koniec minionego roku postanowiła zmienić obywatelstwo, występując od tej pory pod flagą Uzbekistanu. I nie pozostawiła wątpliwości względem tego, kto zasłużył na awans.

    Mecz rozpoczął się po myśli zawodniczki z USA, która już na początku premierowej partii dwukrotnie przełamała rywalkę. I choć potem sama straciła serwis, ostatecznie pewnie wygrała tę odsłonę meczu 6:2. W drugiej partii Kamilla Rachimowa ugrała o jednego gema więcej. Ale to było zbyt mało na na genialną 21-latkę.

    Australian Open. Coco Gauff wprost o Idze Świątek

    Po spotkaniu Amerykanka udała się na konferencję prasową, po której została zapytana o Igę Świątek. A dokładniej rzecz ujmując o bilans bezpośrednich starć z polską tenisistką.

    Jeszcze w 2023 roku po triumfie naszej obecnej wiceliderki rankingu WTA 6:4, 6:2 na Rolandzie Garrosie wynosił on 7:0 na jej korzyść. Lecz potem nastąpił zwrot akcji.

    Jeszcze w tym samym roku Coco Gauff przełamała fatalną serię w Cincinnati, a ostatnio sama zaczęła dominować w starciach z Igą Świątek, wygrywając 4 ostatnie spotkania w cyklu WTA oraz na United Cup. Ostatnie z nich w tegorocznym półfinale.

    Reprezentantka Stanów Zjednoczonych odniosła się do sprawy, wprost przyznając, że dominacja Igi Świątek wywoływała u niej początkowo spore problemy natury mentalnej. Dopiero premierowe zwycięstwo pozwoliło jej je przełamać.

    Nie miałam żadnej innej klasyfikacji bezpośrednich pojedynków, przez którą czułabym się tak źle. W przeszłości sporo o tym myślałam, ponieważ chcesz po prostu zanotować pierwsze zwycięstwo. Gdy już je osiągnęłam, wymazałam resztę spotkań z pamięci

    I dodała: – Oczywiście, to świetna zawodniczka i zasłużyła na te zwycięstwa. Ale czułam, że część z moich porażek… może nie dużo, bo po prostu mnie ogrywała, ale część z nich, przynajmniej początkowo, wynikała z deficytów mentalnych. Gdy już je usunęłam, byłam w stanie grać swobodnie.

    Obecnie łączny bilans na stronie WTA wynosi 11 do 5 na korzyść Igi Świątek. Ale sama Coco Gauff w końcu zaczęła wierzyć, że jest w stanie notować kolejne zwycięstwa.

    – Oczywiście, w naszym bilansie wciąż występuje duża różnica. Ale wyrzuciłam ją z mojej głowy. Nie mogę zmienić przeszłości. Uczę się z niej. Zobaczymy, jak to się skończy na finiszu naszych karier. Ale przynajmniej już wiem, że naszych przyszłych spotkań nie będę rozpoczynała ten sposób, z problemem mentalnym – deklaruje Coco Gauff, która podczas tegorocznego Australian Open na Igę Świątek może trafić dopiero w potencjalnym finale.

    Iga Świątek – Coco Gauff. Skrót meczuPolsat Sport
    Coco Gauff i Iga Świątek

    Coco Gauff i Iga ŚwiątekPAUL CROCK/DAVID GRAYAFP
    Dwie zawodniczki tenisowe podczas rywalizacji, ujęte w dynamicznych pozach z rakietami tenisowymi, po lewej stronie kobieta w jasnej czapce, po prawej z opaską na głowie.

    Iga Świątek i Coco GauffNurPhoto / NurPhoto via AFP – Artur Widak / ANADOLU / Anadolu via AFPAFP

  • Świątek zaczyna Australian Open. Gra z kwalifikantką [NA ŻYWO]

    Świątek zaczyna Australian Open. Gra z kwalifikantką [NA ŻYWO]

    Świątek zaczyna Australian Open. Gra z kwalifikantką [NA ŻYWO]
    Witamy Państwa bardzo serdecznie i zapraszamy do relacji na żywo z pierwszego w tym roku meczu Igi Świątek w Australian Open. Jej rywalką jest kwalifikantka z Chin: Yue Yuan.

    Było już po meczu, gdy Coco Gauff zaczęła mówić o Świątek. Tak nazwała Polkę

    Coco Gauff dobrze zaczęła Australian Open i pokonała Kamillę Rachimową (6:2, 6:3). Amerykanka jest jedną z tych zawodniczek, z którą Iga Świątek będzie mogła zagrać dopiero w finale tego turnieju. W trakcie konferencji prasowej Gauff otrzymała pytanie dotyczące bilansu jej spotkań z reprezentantką Polski – ten do niedawna był tragiczny. “Naprawdę wiele o tym myślałam” – przyznała reprezentantka USA.
    Coco Gauff i Iga Świątek
    Screenshot TT: https://x.com/TheTennisLetter/status/2013140119172092022 REUTERS/Hollie Adams

    Jeszcze niedawno Iga Świątek górowała nad Coco Gauff. Po Roland Garros 2024 bilans ich spotkań wynosił 11:1 dla reprezentantki Polski. Tylko że od tego czasu coś się zmieniło. Gauff zaczęła wygrywać kolejne starcia z Igą Świątek. Obecnie ten bilans jest już mniej jednostronny – 11:5 dla Igi Świątek – a Amerykanka wygrała cztery kolejne mecze przeciwko polskiej tenisistce.

    Zobacz wideo Kuriozalne sceny w finale Pucharu Narodów Afryki! Senegal mistrzem! [SKRÓT MECZU]
    Tak Gauff poradziła sobie ze Świątek. “Wiele o tym myślałam”

    Obecnie trwa Australian Open i amerykańska tenisistka otrzymała pytanie dotyczące właśnie jej bilansu przeciwko Idze Świątek. Przyznała, że nie było jej łatwo.

    – Nie było drugiego bilansu, z którym czułabym się tak źle. W przeszłości naprawdę wiele o tym myślałam, bo po prostu chcesz wygrać ten jeden mecz. Gdy w końcu to się udało, to w jakiś sposób wykasowało to te poprzednie spotkania. Oczywiście jest świetną zawodniczka i zasługiwała na te zwycięstwa. Ale przynajmniej przy niektórych porażkach – nie powiem, że przy wielu, bo po prostu mnie deklasowała – ale przy niektórych czułam już na początku, że jestem w mentalnym dołku. Gdy się tego mentalnego dołka pozbyłam, to zyskałam wolność – powiedziała Coco Gauff.

    – Nie miałam drugiego takiego bilansu w tenisie, więc bardzo trudno było mi nawigować w tej sytuacji. Teraz mam poczucie, że mogę grać swobodnie. Oczywiście wciąż wiele nas dzieli, ale pozbyłam się tego z mojej głowy. Nie mogę zmienić przeszłości. Uczę się na niej. Jak to się skończy? Będę wiedziała, gdy będziemy kończyć kariery. Ale teraz przynajmniej wiem, że nie będę naszych przyszłych meczów zaczynać w mentalnym dołku – zaznaczyła.

    Za Coco Gauff już pierwszy mecz na Australian Open. Reprezentantka USA pokonała Kamillę Rachimową (6:2, 6:3). Amerykanka zagra z Igą Świątek najwcześniej w finale. Reprezentantka Polski dopiero rozegra swoje pierwsze spotkanie na tym turnieju – rozpocznie się ono w poniedziałek 19 stycznia około godziny 9:10. Zachęcamy do śledzenia tego meczu w Sport.pl oraz w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

  • Polki świętowały, a obok rozegrał się dramat. 3:5 i trybuny zamarły. Rywalka ruszyła na pomoc

    Polki świętowały, a obok rozegrał się dramat. 3:5 i trybuny zamarły. Rywalka ruszyła na pomoc

    Na jednym z kortów w Melbourne doszło do dramatycznych scen, które wstrząsnęły kibicami. Spotkanie pomiędzy Mariną Stakusic (WTA 127) a Priscillą Hon (WTA 121) zakończyło się w atmosferze niepokoju i łez. W 111. minucie pojedynku Kanadyjka nagle osunęła się na kort, sygnalizując poważne problemy zdrowotne. Chwilę później, wyraźnie poruszona, opuściła arenę zmagań.

    W niedzielę, 18 stycznia, oficjalnie rozpoczęła się rywalizacja w głównej drabince Australian Open. Już pierwsza runda przyniosła kilka niespodzianek. Z turniejem szybko pożegnały się m.in. Marta Kostiuk, sensacyjnie pokonana przez Elsę Jacquemot, oraz Jekaterina Aleksandrowa, która musiała uznać wyższość Zeynep Sonmez. Znakomicie zaprezentowały się natomiast reprezentantki Polski. W nocy z niedzieli na poniedziałek awans do drugiej rundy wywalczyły Magda Linette, Magdalena Fręch oraz debiutująca w głównej drabince Linda Klimovicova.

    Prawdziwy dramat rozegrał się jednak na ANZ Arena, gdy swoje mecze zakończyły już Linette i Fręch. W drugim spotkaniu dnia naprzeciw siebie stanęły Priscilla Hon i Marina Stakusic — tenisistki sąsiadujące ze sobą w światowym rankingu. Pierwszy set zdecydowanie należał do Kanadyjki, która wygrała 6:1. W drugiej partii role się odwróciły i to Australijka, występująca z dziką kartą, zwyciężyła 6:4.

    Decydujący set układał się po myśli Hon, która prowadziła już 5:3. Wtedy doszło do niepokojącego zdarzenia — 21-letnia Stakusic położyła się na korcie, dając znak, że nie jest w stanie kontynuować gry. Natychmiast zareagowali fizjoterapeuci, a przy rywalce pojawiła się także Hon. Szybko stało się jasne, że Kanadyjka nie będzie mogła dokończyć spotkania. Z kortu została odwieziona na wózku inwalidzkim, a całej sytuacji towarzyszyły łzy i duże emocje.

    Warto podkreślić postawę Priscilli Hon, która wykazała się ogromną empatią i klasą. Australijka pomogła rywalce wstać i zejść z kortu, zbierając zasłużone brawa od publiczności. Dzięki temu zwycięstwu 27-letnia tenisistka po raz pierwszy od 2020 roku zameldowała się w drugiej rundzie Australian Open.

    W kolejnym meczu Hon zmierzy się z Ivą Jović, która na inaugurację turnieju pewnie pokonała Karie Volynets 6:2, 6:2. Jeśli Australijka wygra także to spotkanie, w trzeciej rundzie może dojść do jej pojedynku z Magdaleną Fręch, o ile Polka w drugiej rundzie upora się z rozstawioną Jasmine Paolini.

  • Historyczna noc w Melbourne. Wymarzony debiut. Polka kontra Switolina

    Historyczna noc w Melbourne. Wymarzony debiut. Polka kontra Switolina

    Po udanych występach Magdaleny Fręch i Magdy Linette nadszedł czas na trzeci polski akcent drugiego dnia Australian Open. Na korcie numer 15 zaprezentowała się Linda Klimovicova, która po raz pierwszy w karierze wystąpiła w głównej drabince turnieju wielkoszlemowego. Jej rywalką była zdecydowanie wyżej notowana Francesca Jones. Młoda Polka rozpoczęła spotkanie znakomicie – wygrała pierwszego seta 6:2 i prowadziła 3:2 w drugiej partii, gdy Brytyjka z powodu problemów zdrowotnych była zmuszona poddać mecz. W nagrodę Klimovicova awansowała do drugiej rundy, gdzie zmierzy się z tenisową gwiazdą.

    Poniedziałek w Melbourne od samego początku układał się po myśli Biało-Czerwonych. Najpierw Magdalena Fręch bez większych problemów uporała się z Veroniką Erjavec, a następnie Magda Linette dokonała imponującego powrotu w meczu z Emmą Navarro. Poznanianka odwróciła losy spotkania i po trzysetowej batalii wyeliminowała rozstawioną Amerykankę, przerywając przy tym niechlubną serię ośmiu kolejnych porażek w pierwszych rundach turniejów wielkoszlemowych.

    Szansę na podtrzymanie znakomitej passy Polek miała Linda Klimovicova. 21-letnia zawodniczka po raz pierwszy w karierze przebrnąła eliminacje Wielkiego Szlema i zameldowała się w głównej drabince Australian Open. W kwalifikacjach spisała się bezbłędnie, nie tracąc ani jednego seta, a w decydującym meczu pokonała Greet Minnen. Dzięki temu mogła dziś zadebiutować w docelowych rozgrywkach, walcząc o premierowe zwycięstwo na tym poziomie. Po drugiej stronie siatki stanęła Francesca Jones.

    Brytyjka zajmuje 71. miejsce w rankingu WTA, czyli aż o 63 pozycje wyżej od reprezentantki Polski. Co ciekawe, również dla niej był to pierwszy w karierze występ w głównej drabince turnieju wielkoszlemowego. 25-latka od lat wzbudza ogromny szacunek w środowisku tenisowym – urodziła się bowiem z rzadką chorobą genetyczną, przez którą brakuje jej jednego palca u każdej dłoni oraz trzech palców u stóp. Mimo tych ograniczeń z powodzeniem rywalizuje na najwyższym poziomie, udowadniając, że determinacja i ciężka praca potrafią przezwyciężyć nawet największe trudności. Zapowiadało się więc interesujące starcie o awans do drugiej rundy Australian Open.

    Pojedynek rozpoczął się od serwisu Jones. Już w pierwszym gemie oglądaliśmy długą walkę na przewagi, jednak Brytyjka zdołała utrzymać podanie, nie broniąc ani jednego break pointa. Po zmianie stron to ona miała okazję do przełamania – prowadząc 1:0, wypracowała break pointa, lecz Klimovicova zachowała spokój i wyszła z opresji. Przez kolejne minuty obie tenisistki pewnie wygrywały swoje gemy serwisowe.

    Przełom nastąpił w piątym gemie. Wówczas Linda po raz pierwszy doczekała się okazji na przełamanie. Choć początkowo wydawało się, że Jones wybroni się po niezbyt precyzyjnym skrócie Polki, Klimovicova znakomicie zareagowała przy siatce i to ona zapisała na swoim koncie pierwsze przełamanie meczu. Od tego momentu wydarzenia na korcie toczyły się już pod dyktando 21-latki. Najpierw potwierdziła przewagę własnym serwisem, a następnie po raz kolejny odebrała rywalce podanie. Przy stanie 5:2 Jones popełniła podwójny błąd serwisowy, a Polka stanęła przed szansą zamknięcia seta.

    Choć w ostatnim gemie pojawiły się pewne nerwy i kolejne podwójne błędy, które dały Brytyjce break pointa, w kluczowych momentach Klimovicova zachowała większą precyzję. Ostatecznie 134. zawodniczka rankingu WTA wygrała pierwszą partię 6:2.

    Po zakończeniu seta Francesca Jones poprosiła o przerwę medyczną. Po kilku minutach rywalizacja została wznowiona, a Polka od razu próbowała pójść za ciosem. Już w pierwszym gemie drugiej odsłony wypracowała break pointa po efektownej akcji zakończonej forhendowym winnerem, jednak Jones zdołała się obronić i objęła prowadzenie. Przez kolejne gemy obie zawodniczki pewnie utrzymywały swoje podania, aż do piątego gema.

    Wtedy Klimovicova ponownie podkręciła tempo. Zagrała bardzo agresywnie, przełamała rywalkę do zera i wyszła na prowadzenie 3:2. Niestety dla kibiców, na tym emocje się zakończyły. Zmagająca się z problemami zdrowotnymi Francesca Jones zdecydowała się skreczować, uznając, że nie jest w stanie kontynuować rywalizacji na odpowiednim poziomie.

    Tym samym Linda Klimovicova zanotowała zwycięstwo w swoim debiucie w głównej drabince turnieju wielkoszlemowego. Polska ma już trzy reprezentantki w drugiej rundzie Australian Open, a jeszcze tego samego dnia o awans powalczy Iga Świątek. Dla Klimovicovej turniej w Melbourne będzie miał ciąg dalszy w środę – wówczas zmierzy się z rozstawioną z numerem 12 Eliną Switoliną.

  • Paolini czekała na ruch Fręch. 6:1 dla Polki, pogrom w Australian Open

    Paolini czekała na ruch Fręch. 6:1 dla Polki, pogrom w Australian Open

    Drugi dzień rywalizacji w głównej drabince Australian Open 2026 obfitował w polskie akcenty – kibice mogli śledzić aż pięć meczów z udziałem Biało-Czerwonych. Emocje zaczęły się bardzo wcześnie, bo już o godz. 1:00 czasu polskiego. W tym samym momencie, gdy na kort wychodziła Magda Linette, na jednym z bocznych obiektów swoje spotkanie rozpoczynała także Magdalena Fręch. Stawką tego pojedynku była nie tylko wygrana w pierwszej rundzie, ale również perspektywa starcia z wysoko rozstawioną Jasmine Paolini. Aby do niego doszło, Polka musiała uporać się z niżej notowaną Veroniką Erjavec – i zrobiła to w imponującym stylu, zwyciężając 6:1, 6:1.

    Przygotowania Magdaleny Fręch do Australian Open nie należały do najłatwiejszych. 28-latka wystartowała wcześniej w dwóch turniejach. Najpierw pojawiła się w Brisbane, gdzie już w pierwszym meczu sprawiła dużą niespodziankę, eliminując Marketę Vondrousovą. Spotkanie było niezwykle zacięte – Polka wygrała po tie-breaku w decydującym secie, broniąc po drodze aż trzech piłek meczowych. W kolejnym starciu znów zmierzyła się z Lindą Noskovą. Ponownie obejrzeliśmy pojedynek na pełnym dystansie, lecz tym razem górą była Czeszka.

    Kolejnym przystankiem na trasie Fręch był Hobart. Tam łodzianka rozpoczęła turniej bardzo pewnie, pokonując Elsę Jacquemot 6:4, 6:0. Niestety, w trakcie tego spotkania pojawiły się problemy zdrowotne – Polka doznała urazu uda i kilkukrotnie korzystała z przerwy medycznej. W efekcie wycofała się z dalszej rywalizacji, co wzbudziło pewne obawy dotyczące jej występu w Melbourne. Na szczęście szczegółowe badania nie wykazały poważnej kontuzji. Fręch wróciła do normalnych treningów jeszcze przed startem Australian Open, co pozwalało z optymizmem patrzeć na jej poniedziałkowy mecz pierwszej rundy.

    Jej rywalką została Veronika Erjavec, zajmująca 99. miejsce w rankingu WTA. Faworytką tego starcia była oczywiście Polka i od pierwszych minut było widać, że zamierza potwierdzić swoją wyższość.

    Mecz rozpoczął się od serwisu Fręch, ale początek nie był dla niej idealny. Już w pierwszym gemie musiała bronić kilku break pointów, głównie na skutek własnych niewymuszonych błędów. Polka potrzebowała chwili, by złapać odpowiedni rytm i precyzję uderzeń. Kluczowe piłki rozgrywała jednak na swoją korzyść – obroniła trzy szanse na przełamanie i objęła prowadzenie. Kolejne gemy również były wyrównane, a obie zawodniczki musiały walczyć na przewagi przy własnym podaniu.

    Przełom nastąpił w czwartym gemie. To wtedy Fręch wypracowała pierwsze break pointy i bez straty punktu przełamała serwis rywalki, wychodząc na prowadzenie 3:1. Erjavec próbowała jeszcze odpowiedzieć, jednak Polka potrafiła obronić się dobrym serwisem w kluczowych momentach i potwierdziła przewagę przełamania. Jak się później okazało, był to decydujący fragment pierwszego seta. Fręch całkowicie przejęła kontrolę nad wydarzeniami na korcie – wróciła ze stanu 0–30 przy serwisie Słowenki w szóstym gemie, a następnie wykorzystała własne podanie, by zamknąć partię wynikiem 6:1.

    Druga odsłona spotkania rozpoczęła się od kolejnego mocnego akcentu Polki, która już w pierwszym gemie wywalczyła break pointa. Tym razem Erjavec zdołała się obronić, a po zmianie stron sama spróbowała zagrozić serwisowi Fręch. Słowenka wygrała dwa pierwsze punkty, ale na tym jej ofensywa się skończyła – Polka szybko opanowała sytuację i doprowadziła do remisu 1:1.

    Od tego momentu na korcie istniała już tylko jedna zawodniczka. Magdalena Fręch całkowicie zdominowała rywalkę, wygrywając sześć kolejnych gemów z rzędu. Grała bardzo solidnie, cierpliwie budowała akcje i wykorzystywała słabości przeciwniczki. Ostatecznie zwyciężyła 6:1, 6:1, pewnie meldując się w drugiej rundzie Australian Open.

    W kolejnym meczu Polkę czeka znacznie trudniejsze wyzwanie – starcie z Jasmine Paolini. Wszystko wskazuje na to, że pojedynek ten odbędzie się na jednym z głównych kortów Melbourne Park i zapowiada się jako jedno z ciekawszych spotkań tej fazy turnieju.

  • Sensacyjna porażka, a teraz taki komunikat. Dramat rywalki Świątek

    Fatalnie potoczył się tegoroczny Australian Open dla Marty Kostiuk. Ukrainka, finalistka niedawnego turnieju WTA 500 w Brisbane, w pierwszej rundzie wielkoszlemowej rywalizacji sensacyjnie odpadła z Francuzką Elsą Jacquemot. Choć była wyraźną faworytką tego starcia, po trwającym aż 211 minut niezwykle zaciętym pojedynku musiała pogodzić się z porażką. Jak się szybko okazało, była to dopiero zapowiedź znacznie poważniejszych problemów. Niedługo po meczu podopieczna polskiej trenerki Sandry Zaniewskiej wydała komunikat, który rzuca nowe światło na jej sytuację.

    Australian Open przez długie lata kojarzył się Kostiuk z sukcesami. To właśnie w Melbourne w 2017 roku, mając zaledwie 14 lat, sięgnęła po tytuł mistrzyni juniorek, zapowiadając wielką karierę. Również w rywalizacji seniorskiej Australia była dla niej szczęśliwa. W 2024 roku osiągnęła tam najlepszy jak dotąd wynik w Wielkim Szlemie, docierając do ćwierćfinału singla, gdzie po wyrównanej walce uległa Coco Gauff.

    Przed rozpoczęciem tegorocznego Australian Open 23-letnia Ukrainka prezentowała się znakomicie. W silnie obsadzonym turnieju WTA 500 w Brisbane szła jak burza, eliminując kolejne rywalki i zatrzymując się dopiero w finale, w którym musiała uznać wyższość liderki rankingu WTA Aryny Sabalenki. Jej forma sprawiała, że w Melbourne była typowana jako jedna z zawodniczek mogących sprawić niespodziankę. Tym bardziej że na otwarcie turnieju trafiła na notowaną na 58. miejscu w rankingu WTA Elsę Jacquemot.

    Starcie z Francuzką okazało się jednak prawdziwym tenisowym maratonem i ogromnym wyzwaniem dla rozstawionej z numerem 20 Kostiuk. Każdy z setów był skrajnie wyrównany i kończył się tie-breakiem. Ostatecznie to Jacquemot wyszła zwycięsko z tej batalii, triumfując 6:7 (4), 7:6 (4), 7:6 (7).

    Ukrainka miała w tym meczu swoje wielkie szanse. W drugim secie prowadziła już 5:3 i serwowała na zwycięstwo w spotkaniu. Później, przy stanie 6:6, dysponowała nawet piłką meczową, której nie zdołała wykorzystać. Chwilę po porażce Kostiuk przekazała jednak informację, która wyjaśniała wiele wydarzeń z kortu.

    „Niestety, podczas dzisiejszego meczu doznałam kontuzji kostki. Po dalszych badaniach potwierdzono zerwanie więzadła” – poinformowała tenisistka w specjalnym oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych. „Teraz nadszedł czas, by skupić się na powrocie do zdrowia. Nie mogę się doczekać, aż jak najszybciej wrócę na kort” – dodała.

    Uraz oznacza dla Kostiuk przedwczesne zakończenie udziału w Australian Open. Ukrainka musiała wycofać się również z rywalizacji deblowej, w której miała wystąpić w parze z Eleną Gabrielą Ruse. Przypomnijmy, że w 2023 roku Ukrainka i Rumunka dotarły wspólnie do półfinału turnieju w Melbourne, przegrywając dopiero z rozstawionymi z numerem pierwszym Czeszkami Barborą Krejcikovą i Kateriną Siniakovą.

    Tymczasem najbliższa noc i poranek zapowiadają się bardzo intensywnie dla polskich kibiców. Na kortach w Melbourne zobaczymy w akcji aż cztery reprezentantki Polski. Magda Linette zmierzy się z Emmą Navarro, Magdalena Fręch spróbuje swoich sił w pojedynku z Veroniką Erjavec, a Linda Klimovicova zagra z Francescą Jones. Nie wcześniej niż o godzinie 9:00 czasu polskiego swój pierwszy mecz w turnieju rozegra Iga Świątek, której rywalką będzie Chinka Yue Yuan. Relacje ze wszystkich spotkań tradycyjnie będzie można śledzić w serwisie Interia Sport.

  • Głośna “kradzież” w świecie tenisa. Tak potraktowała swoją koleżankę

    Głośna “kradzież” w świecie tenisa. Tak potraktowała swoją koleżankę

    Zmiana barw narodowych przez kolejne rosyjskie tenisistki w 2025 roku ponownie wywołała duże emocje w tenisowym środowisku. Jedną z najbardziej komentowanych decyzji była ta podjęta przez Anastasiję Potapową. Kontrowersje wzbudził nie tylko sam fakt zmiany obywatelstwa, lecz przede wszystkim sposób, w jaki zawodniczka to ogłosiła. Jej oświadczenie niemal słowo w słowo powielało wcześniejszy komunikat Darii Kasatkiny. Sama Potapowa nie widzi jednak w tym żadnego problemu.

    Od grudnia ubiegłego roku Potapowa oficjalnie reprezentuje Austrię. Decyzja ta zaskoczyła nie tylko kibiców, ale także samych Austriaków. Wątpliwości budziła zarówno jej dotychczasowa postawa na korcie, jak i udział w turniejach sponsorowanych przez Gazprom. Mimo to władze państwowe zdecydowały się przyznać tenisistce obywatelstwo, co wywołało burzliwą dyskusję w mediach.

    Największe poruszenie wywołał jednak komunikat, którym Potapowa poinformowała o swojej decyzji. Treść oświadczenia była niemal identyczna z tym, które wcześniej opublikowała Daria Kasatkina, ogłaszając zmianę reprezentacji na Australię.
    „Z radością informuję wszystkich, że mój wniosek o nadanie obywatelstwa został przyjęty przez rząd austriacki. Austria to kraj, który kocham, jest niezwykle gościnny i czuję się w nim jak w domu. Uwielbiam przebywać w Wiedniu i nie mogę się doczekać, aby uczynić go moim drugim domem. W związku z tym z dumą ogłaszam, że od 2026 roku będę reprezentować moją nową ojczyznę, Austrię, w profesjonalnej karierze tenisowej” – napisała Potapowa w mediach społecznościowych na początku grudnia.

    Podczas Australian Open tenisistka została zapytana o zarzuty dotyczące kopiowania oświadczenia. W odpowiedzi przyznała, że świadomie wykorzystała słowa Kasatkiny, ponieważ – jej zdaniem – idealnie oddawały sens całej sytuacji. Zdecydowanie odrzuciła oskarżenia o plagiat.

    – Nie widzę w tym nic złego. Nie dało się tego lepiej ująć. Dlaczego miałabym z tego nie skorzystać? To były idealne słowa, bardzo mi się spodobały, podobnie jak mojemu zespołowi. Media rozdmuchały sprawę, bo mnie po prostu nie lubią. Nikt normalnie nie przejmuje się takimi postami – tłumaczyła Potapowa na konferencji prasowej po zwycięskim meczu pierwszej rundy Australian Open z Holenderką Suzan Lamens (3:6, 7:5, 6:2).

    Dziennikarze dopytywali również, czy cała sytuacja wpłynęła na jej relacje z Kasatkiną. Potapowa zapewniła, że między nimi nie doszło do żadnego konfliktu.

    – Dużo rozmawiamy, jesteśmy dobrymi przyjaciółkami. O tym oświadczeniu nawet nie rozmawiałyśmy, bo nikt nie uznał tego za problem. Nie mam nic więcej do dodania w tej sprawie – zakończyła.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/2012868864368058753?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2012868864368058753%7Ctwgr%5E61dbbf4c0077f32d797f921c907f8c8d7a5ec169%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732536466glosna-kradziez-w-swiecie-tenisa-tak-potraktowala-swoja-kolezanke.html

  • Kiedy gra Iga Świątek? O której mecz z Yue Yuan? [TRANSMISJA NA ŻYWO, TV]

    Kiedy gra Iga Świątek? O której mecz z Yue Yuan? [TRANSMISJA NA ŻYWO, TV]

    W drugim dniu Australian Open 2026 do gry wejdzie Iga Świątek. Wiceliderka światowego rankingu przywita się z pierwszym turniejem wielkoszlemowym w sezonie konfrontacją z Chinką Yue Yuan. O której godzinie gra Iga Świątek? Gdzie obejrzeć mecz Świątek – Yuan? Transmisja na żywo, stream. Relacja tekstowa i wynik w Interia Sport.
    Iga Świątek podczas Australian Open 2025

    Iga Świątek podczas Australian Open 2025ADRIAN DENNISEast News

    Mecz Iga Świątek – Yue Yuan w ramach 1. rundy Australian Open 2026 zostanie rozegrany w poniedziałek 19 stycznia o godzinie 9:00. Transmisję na żywo z tego spotkania będzie można obejrzeć na kanale Eurosport 1, a także w HBO Max i Polsat Box Go. Relacja tekstowa i wynik w Interia Sport.

    Iga Świątek – Coco Gauff. Skrót meczuPolsat Sport

    Iga Świątek rozpoczęła sezon 2026 od triumfu z drużyną Polski w United Cup. Podczas tych rozgrywek pokonała Evę Lys, Suzan Lamens i Mayę Joint, ale przegrała z Coco Gauff i Belindą Bencić. Kibice są więc ciekawi, jaką formę zaprezentuje z mocniejszymi rywalkami w ewentualnej późniejszej części turnieju w Melbourne. Do niej trzeba jednak jeszcze awansować. Pierwszym krokiem będzie rywalizacja z Chinką.

    Obie zawodniczki dotychczas zmierzyły się ze sobą zaledwie raz – we wrześniu 2025 roku w Pekinie. Nasza rodaczka była górą, wygrała 6:0, 6:3 w godzinę i 16 minut. Teraz prestiż spotkania będzie większy, otworzy ono sesję wieczorną na najważniejszym obiekcie imprezy – Rod Laver Arenie.

    Świątek – Yuan w AO 2026. Transmisja w TV i online stream. Gdzie oglądać? [RELACJA, WYNIK NA ŻYWO]

    Mecz Iga Świątek – Yue Yuan w ramach Australian Open zostanie rozegrany w poniedziałek o 9:00 polskiego czasu. Relacja tekstowa i wynik w Interia Sport.

    Transmisję na żywo z tego spotkania będzie można obejrzeć na kanale Eurosport 1. Dostępny będzie także stream online w HBO Max i Polsacie Box Go.

    Co za wymiana! Świątek zdominowała rywalkęPolsat Sport
    Iga Świątek podczas meczu z Madison Keys, Australian Open 2025

    Iga Świątek podczas meczu z Madison Keys, Australian Open 2025Yuichi YamazakiAFP
    Yue Yuan

    Yue YuanMichael Owens / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Iga Świątek podczas Australian Open 2025

    Iga Świątek podczas Australian Open 2025WILLIAM WEST / AFPAFP

  • Barcelona świętowała, ale co stało się z Pajor. Niecodzienne sceny z udziałem Polki

    Barcelona świętowała, ale co stało się z Pajor. Niecodzienne sceny z udziałem Polki

    18 stycznia piłkarki kobiecej Barcelony zrobiły to, co potrafią najlepiej – zwyciężyły kolejne spotkanie Ligi F. Tym razem triumf z Alhamą nie był jednak zbyt okazały. Wszystko przez niecodzienne ustawienie, które tego dnia zastosował szkoleniowiec “Dumy Katalonii” Pere Romeu. Ewa Pajor dostała od niego rolę, w której raczej nieczęsto obserwujemy kapitan reprezentacji Polski.
    Kobieta o jasnych oczach i ciemnych włosach spogląda zamyślona w bok, widoczna z bliska, ujęcie skupia się na jej twarzy z neutralnym wyrazem emocji.

    Ewa PajorUrbanandsportEast News

    W ramach opisanych wyżej spotkań Ewa Pajor zanotowała dwa skrajnie różniące się od siebie występy. W jednym meczu była ona bowiem wiodącym “goleadorem” swojej drużyny, natomiast kilka dni później kapitan reprezentacji Polski nie dała rady zmieścić ani jednej piłki w siatce rywalek.

    18 stycznia FC Barcelona rozegrała spotkanie z Alhamą, a więc 14. drużyną Ligi F. W tym meczu piłkarka z kraju nad Wisłą została sprowadzona przez trenera do niecodziennej roli.

    Regeneracja sił przed ważnym meczem. Pajor posadzona na ławce

    Już 21 stycznia “Duma Katalonii” będzie rozgrywać półfinałowy mecz w ramach tegorocznej edycji Superpucharu Hiszpanii. Z tego też powodu Pere Romeu postanowił, iż w niedzielnym spotkaniu ligowym swoją szansę dostaną zawodniczki, które na co dzień pełnią funkcję rezerwowych. Rotacja nie ominęła również Ewy Pajor. Polka przesiedziała cały mecz z Alhamą na ławce, ustępując miejsca w składzie 19-letniej Martine Fenger.

    Mimo niecodziennego składu “Duma Katalonii” wyraźnie zdominowała spotkanie. Tego dnia zawodniczki Romeu zanotowały posiadanie piłki na poziomie Claudii Piny… 90 procent. Już w pierwszej połowie objęły one prowadzenie za sprawą trafienia . Był to jednak jedyny gol w tej części spotkania. Dopiero w drugiej połowie kolejną bramkę zdobyła wprowadzona na plac gry Caroline Graham Hansen. Gol Norweżki zamknął mecz z Alhamą na wyniku 2:0.

    Zwycięstwo to miało dwa bardzo ważne następstwa. Oczywistym było pozyskanie kolejnych 3 “oczek” umacniających Barcelonę na pozycji liderek tabeli Ligi F. Bardzo ważnym aspektem była również możliwość odpoczynku kluczowych zawodniczek, które już 21 stycznia zmierzą się z piłkarkami Athleticu Bilbao. Stawką tego spotkania będzie awans do finału damskiego Superpucharu Hiszpanii.
    Pięć zawodniczek drużyny piłkarskiej w granatowo-bordowych strojach z herbem i logo sponsora skupionych na boisku, w tle trybuny stadionu.

    Ewa Pajor (na pierwszym planie)NurPhotoGetty Images
    Caroline Graham Hansen i Claudia Pina

    Caroline Graham Hansen i Claudia PinaEric AlonsoGetty Images
    Dwie piłkarki w strojach FC Barcelony stoją podczas meczu na boisku, jedna z nich wskazuje coś ręką, druga patrzy w tym samym kierunku.

    Ewa Pajor i Patri GuijarroRonny HartmannAFP

    Piłkarska analiza Pauliny Czarnoty-Bojarskiej (10.01.2026) WIDEOINTERIA.PL

  • Szaleństwo Świątek w Australian Open. A potem ten wpis, tuż przed szóstą. Hit sieci

    Szaleństwo Świątek w Australian Open. A potem ten wpis, tuż przed szóstą. Hit sieci

    Iga Świątek wciąż czeka na przełom w Australian Open. Choć jest jedną z największych gwiazd światowego tenisa, Melbourne jak dotąd nie stało się dla niej ziemią obiecaną. Najlepszym wynikiem Polki w Australii pozostaje półfinał, osiągnięty dwukrotnie – rezultat solidny, ale wyraźnie poniżej jej ambicji i sportowych oczekiwań. Mimo to Australian Open zapisało się w jej karierze kilkoma absolutnie pamiętnymi spotkaniami. Jedno z nich przeszło do historii nie tylko ze względu na przebieg meczu, ale też na symboliczny gest Igi tuż po jego zakończeniu.

    Warunki panujące w Melbourne – wysoka temperatura, specyficzna nawierzchnia i długie, wyczerpujące pojedynki – do tej pory nie sprzyjały liderce światowego rankingu. Świątek dwukrotnie docierała tu do półfinału, jednak za każdym razem turniej kończył się dla niej niedosytem. Szczególnie bolesne było starcie z Madison Keys w styczniu 2025 roku. Tamten mecz miał ogromny ładunek emocjonalny i zakończył się super tie-breakiem do dziesięciu punktów. O zwycięstwie Amerykanki przesądziły dosłownie dwa małe punkty, co tylko spotęgowało poczucie niespełnienia po stronie Polki.

    Nie brakuje jednak w Melbourne spotkań, które pokazały najpiękniejszą stronę charakteru Świątek. Jednym z nich był thriller rozegrany w nocy z 17 na 18 stycznia 2024 roku. Już w drugiej rundzie Australian Open Iga trafiła na Danielle Collins. Wówczas relacje między obiema tenisistkami nie były jeszcze tak napięte, jak stały się później, ale na korcie emocji i dramaturgii zdecydowanie nie brakowało.

    Choć wynik 6:4, 3:6, 6:4 może sugerować wyrównany, lecz „klasyczny” trzysetowy pojedynek, rzeczywistość była znacznie bardziej intensywna. W całym meczu doszło aż do 13 przełamań serwisu, a losy spotkania zmieniały się jak w kalejdoskopie. Kluczowy moment nastąpił w trzecim secie, gdy Świątek przegrywała już 1:4, tracąc dwa własne podania. Po ponad dwóch godzinach gry wydawało się, że odwrócenie losów meczu graniczy z cudem.

    A jednak. Iga po raz kolejny udowodniła, że jej siła mentalna jest jedną z największych broni. Od stanu 1:4 wygrała wszystkie kolejne gemy, zamykając spotkanie po dwóch godzinach i pięćdziesięciu siedmiu minutach walki. Mecz zakończył się dosłownie kilka minut przed godziną szóstą rano czasu polskiego.

    Tuż po ostatniej piłce Świątek sięgnęła po telefon i opublikowała wpis, który momentalnie obiegł świat. „To nie jest koniec, dopóki się nie skończy” – napisała. Proste zdanie, ale idealnie oddające jej mentalność, determinację i niezgodę na porażkę. Wpis stał się symbolem wytrwałości i sportowego charakteru Polki, a w krótkim czasie zgromadził niemal dwa miliony wyświetleń. W komentarzach pojawiły się gratulacje od kibiców z całego świata, a także od znanych sportowców, w tym mistrzyni olimpijskiej Aleksandry Mirosław.

    Ten duch walki nie wziął się znikąd. Świątek wielokrotnie podkreślała, że jej ogromnym idolem jest Rafael Nadal – tenisista, który w Australii przeżywał podobne dramaty i triumfy, na czele z legendarnym finałem Australian Open. W Melbourne Iga wciąż czeka na swój wielki moment, ale już teraz jedno jest pewne: jej mecze w Australii na długo zostają w pamięci kibiców.