• Koniec serii “Zmory Świątek” w Melbourne. Dwa sety. To połówka Polki

    Koniec serii “Zmory Świątek” w Melbourne. Dwa sety. To połówka Polki

    Gdy po drugiej stronie siatki staje Iga Świątek, Jelena Ostapenko zamienia się w “tenisową bestię”. Rozbija Polkę jak chce, ma sposób na jej topspiny, kapitalnymi serwisami na zewnątrz na stronę równowagi zyskuje inicjatywę już na starcie akcji we własnych gemach. Pokazała to w zeszłym roku w dwóch ulubionych turniejach Polki: w Dosze i Stuttgarcie. A w tym ostatnim w finale rozbiła jeszcze 6:4, 6:1 samą Arynę Sabalenkę.

    Te dwa turnieje trzymają dziś Łotyszkę “przy życiu” w rankingu WTA – zdobyła w nich 1150 punktów, to 2/3 jej obecnego dorobku. Weryfikacja przyjdzie już wkrótce: w lutym i kwietniu. Jeśli Ostapenko będzie grać tak jak przez większą część poprzedniego sezonu, może wypaść nawet z najlepszej setki.

    Chyba że zagra tak jak we wtorek w Melbourne. Gdy w drugim secie kończył się piąty gem, w końcu wygrany przez Rebeccę Sramkovą, Łotyszka miała w tej partii bilans: 11 wygrywających uderzeń, jeden niewymuszony błąd.

    Australian Open. Jelena Ostapenko kontra Rebecca Sramkova. Jedno z ciekawszych spotkań pierwszej rundy

    Gwiazda tenisa z Łotwy w poprzednim roku zaliczyła bowiem negatywny bilans: więcej spotkań przegrała (20) niż wygrała (18). Mimo tych dwóch świetnych występów wiosną – w Dosze i Stuttgarcie triumfowała przecież w 10 potyczkach, cztery z nich były starciami z zawodniczkami z TOP 10.
    Zawodniczka tenisa w sportowej koszulce i opasce na nadgarstku wykonuje gest triumfu z zaciśniętą pięścią i skupionym wyrazem twarzy, na tle rozmytego kortu.

    Jelena Ostapenko, Melbourne 2026Darrian TraynorGetty Images

    W innych turniejach doznawała jednak kompromitujących czasem wpadek, ostatni mecz wygrała z US Open – z chińską kwalifikantką Xiyu Wang. A później były porażki: pamiętna z awanturą na końcu w meczu z Taylor Townsend w Nowym Jorku, z Mariną Stakusic w Guadalajarze, z Priscillą Hon w Peklinie oraz Soraną Cirsteą w Wuhanie. Sytuację ratowały trochę występy w deblu, bo tu Ostapenko jest czołową zawodniczką świata, grała więc w półfinałach WTA 1000 w Pekinie czy WTA Finals.

    Tyle że początek tego sezonu nie wskazywał na jakieś głębsze zmiany: porażki w singlu w Brisbane (znów z Cirsteą) i Adelajdzie (z Terezą Valentovą, mecz zakończony kreczem), ale też komplet zwycięstw w grze podwójnej i tytuł WTA 500 w Brisbane.

    Losowanie Australian Open też było dla Łotyszki niebezpieczne, jako dla tenisistki rozstawionej. Rebecca Sramkova ze Słowacji, mimo dość niskiej pozycji w rankingu, potrafi grać mocno, bywa niebezpieczna dla faworytek. Choć akurat z Jeleną trzy ostatnie starcia przegrała, w tym na mączce w Rzymie, gdy Ostapenko miała już trudny okres.

    Łotyszka zagrała dziś jednak dobrze, momentami nawet bardzo dobrze. W pierwszej partii miała momenty “zawieszenia”, straciła przewagę przełamania. Potrafiła jednak grać precyzyjnie, blisko linii końcowej czy bocznej. A jej rywalka z niedowierzaniem kręciła głową.

    Pierwszego seta wygrała 6:4, w drugim prowadziła już 4:0. Była niemal perfekcyjna, pokazywały to statystyki. A później na kwadrans wróciła “Penko” z poprzedniego sezonu: uderzająca na wiwat. Zachowała jednak cierpliwość, nie było oznak irytacji. I gdy została jej ostatnia szansa serwisowa, wykorzystała ją. Wygrała po 77 minutach 6:4, 6:4 – awansowała do drugiej rundy. Seria sześciu porażek z rzędu została przerwana.

    W niej Jelena zagra w czwartek z Xinyu Wang.
    Jelenie Ostapenko w meczu z Barborą Krejcikovą puściły nerwy

    Jelenie OstapenkoGLYN KIRK / AFPAFP
    Rebecca Sramkova

    Rebecca SramkovaFoto Olimpik/NurPhoto) (Photo by Foto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP – FABRICE COFFRINI / AFPAFP

    Iga Świątek – Belinda Bencic. Skrót meczu

  • “Wspierają wojnę”. Ukrainka ostro o Rosjankach w trakcie Australian Open

    “Wspierają wojnę”. Ukrainka ostro o Rosjankach w trakcie Australian Open

    Oleksandra Olijnikowa przegrała z Madison Keys i odpadła z Australian Open. 92. zawodniczka rankingu i tak pokazała się jednak z dobrej strony, a w międzyczasie udzieliła głośnego wywiadu. Podkreśliła w nim, że tenisistki z Rosji nie powinny mieć prawa startu w międzynarodowych zawodach. – Za tymi ludźmi kryją się naprawdę okropne rzeczy – powiedziała Ukrainka.
    Oleksandra Olijnkowa
    Screen – X.com

    25-latka nie zdołała pokonać Keys, czyli jednej z faworytek do końcowego triumfu w Melbourne, ale nie ma powodów do wstydu. W pierwszym secie wtorkowego meczu była o krok od zaskoczenia Amerykanki – prowadziła z nią nawet 4:0 w tiebreaku. Ostatecznie Keys zdołała się wybronić i zamknąć mecz w dwóch partiach, natomiast Olijnikowa i tak zaprezentowała poziom, którego mało kto oczekiwał po zawodniczce z jej pozycji rankingowej.

    Zobacz wideo Mocne spięcie na linii Kosecki-Skorża. “Ty się, k***a, to przedszkola nadajesz!”

    Ukrainka powiedziała głośno prawdę o Rosji

    Co ciekawe, Oleksandra Olijnikowa jeszcze parę lat temu znajdowała się bardzo daleko od czołówki WTA. Przełom w jej karierze nastąpił w momencie, gdy jej ojciec trafił na front, aby wspomóc Ukrainę w wojnie z Rosją. Tenisistka poczuła wówczas, że gra w tenisa nie tylko dla siebie. Od tamtego czasu dokłada wszelkich starań, aby zbierać pieniądze na pomoc swoim rodakom. Jej nazwa użytkownika na Instagramie – “_drones4ua.org_” – też absolutnie nie jest przypadkowa.

    Olijnikowa opowiedziała swoją historię w rozmowie ze znanym dziennikarzem Benem Rothenbergem.

    – Teraz czuję się bardzo zmotywowana, żeby grać. Wcześniej nie miałam wystarczająco dużo pewności siebie. W sumie dalej w pełni nie mam. Ale sprawa jest taka, że mój ojciec dobrowolnie wstąpił do wojska w lato 2024 roku. I zyskałam poczucie, że muszę tutaj być, na największych turniejach, żeby opowiadać moją historię. Bo wiem, że to może pomóc ludziom. Mogę pomóc ojczyźnie, dzieląc się moją historią, bo wiem, że wiele dziewczyn w Ukrainie znajduje się w takiej samej sytuacji jak ja. Również czekają na swoich rodziców, mężów, braci, którzy są na froncie. Powiedziałam sobie, że muszę się tym dzielić. Zaczęłam naprawdę pracować. Wcześniej pracowałam na 100 procent, teraz pracuję na 300 procent – zdradziła ukraińska tenisistka.

    ZOBACZ TEŻ: Sceny na konferencji Igi Świątek. Naprawdę ją o to zapytali

    Olijnikowa nie ma też wątpliwości, jak świat sportu powinien podchodzić do startów Rosjan oraz Białorusinów w międzynarodowych zawodach.

    – Wierzę w to, że ci zawodnicy powinni zostać zdyskwalifikowani z imprez sportowych […] Mają ładne sukienki, nagrywają tiktoki, tworzą posty na Instagrama i wyglądają jak normalne dziewczyny. I ludzie nie czują, że one są nie niebezpieczne. Ale kiedy zrobisz pewien research, dowiesz się, że wiele z nich wspiera Putina czy Łukaszenkę. To coś, co jest bardzo łatwe do znalezienia – podkreśliła 25-latka.

    Po chwili Olijnikowa dodała jeszcze:

    – Za tymi ludźmi kryją się naprawdę okropne rzeczy. To nie jest dobre, że ludzie to ignorują. Z powodu ich opinii, z powodu rzeczy, które robią, są niebezpieczni. Ci zawodnicy również są powodem, dlaczego mój apartament się trząsł, zanim tu przyjechałam. A teraz jestem w Melbourne i widzę, że traktuje się ich tak samo jak mnie. Przecież oni płacili za drony Shahed. Wspierali działania swojej armii. I to nie jest okej – podsumowała Ukrainka.

  • Były mistrz UFC wypalił wprost ws. walki z Nawrockim! “Jestem gotów”

    Były mistrz UFC wypalił wprost ws. walki z Nawrockim! “Jestem gotów”

    Pomysły na walki celebrytów, gwiazdorów czy nawet artystów w ostatnich czasach pojawiają się bardzo często. Nawet w naszym kraju rzadko spotyka się jednak propozycje pojedynków z prezydentem. Taka padła podczas rozmowy Grzegorza Krychowiaka z Janem Błachowiczem, któremu w żartach została złożona oferta zmierzenia się z Karolem Nawrockim.
    Karol Nawrocki
    Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

    Grzegorz Krychowiak w trakcie rozmowy z Janem Błachowiczem chciał wysondować, czy były mistrz wagi półciężkiej UFC jest zainteresowany starciem z prezydentem. Mowa nie o walce, a o treningu lub sparingu. – Wchodzi Karol Nawrocki do klatki – zagadnął Krychowiak, a Błachowicz odpowiedział krótko: – Boksuję. -Kto by wygrał? – dopytał były reprezentant Polski. – Wiadomo, że ja, ale widziałem jak tarczę robił. Jest dobrze – podsumował Błachowicz.

    Zobacz wideo Walczył z Usykiem, był mistrzem świata. “Przedstawiano mnie jak mięso armatnie”
    Walka Nawrocki – Błachowicz. Zawodnik MMA: “Nie zawalczyłbyś z prezydentem?”

    Krychowiak zapytał jeszcze Błachowicza, czy chciałby zmierzyć się z prezydentem w walce charytatywnej. – Dlaczego nie? Jeżeli prezydent wyrazi zgodę, jestem gotów. Nie zawalczyłbyś z prezydentem? Czy go lubisz czy nie, ile ludzi może to o sobie mówić: idziesz walczyć z prezydentem. Prezydent Karol Nawrocki widać, że boksuje. Pewnie byśmy się próbowali. Finalnie to walka, sparing, więc może zdarzyć się wszystko.

    Nawrocki wcześniej otrzymywał już nieoficjalne propozycje walk, jednak publicznie je wyśmiewał. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zadeklarował w żartach, że chętnie zmierzyłby się z prezydentem, jednak wcześniej musiałby zrzucić wagę. Nawrocki ostro ripostował.

    – Ostatnio widziałem człowieka, który jak aligator albo jak bohater stał w gronie kobiet z ręką w kieszeni i mówił nawet, że jest gotowy do tego, żeby się ze mną zmierzyć w sensie fizycznym. Myślę, że mamy przed sobą z ministrem sprawiedliwości dużo poważniejsze sprawy niż moje zgaszenie światła ministrowi. To nie o to chodzi. Przede wszystkim musimy trzymać się polskiej Konstytucji – mówił Nawrocki podczas rozmowy w Kanale Zero.

    Karol Nawrocki przez lata łączył karierę naukową, pracę w IPN-ie, z uprawianiem sportu. Zaczynał jako piłkarski junior u trenera Michała Globisza, później na chwilę wrócił do sportów walki, by ćwiczyć w RKS Stoczniowiec, a potem wznowił treningi piłkarskie w KKS Gedania. Ostatnim klubem prezydenta i jednocześnie tym, w którym spędził najwięcej czasu, były EX Siedlce Gdańsk, drużyna z B-klasy, która później awansowała na wyższe poziomy rozgrywkowe. – Przez lata myślałem, że będę sportowcem. (…) Boksersko rozbijałem się wyłącznie sparingowo, ale za to we wszystkich możliwych klubach w Gdańsku. Zrozumiałem, że sport pozostanie tylko pasją – mówił Nawrocki w rozmowie z portalem lechiahistoria.pl.

    Zobacz też: Karol Nawrocki zaczynał w B-klasie. “Do dziś jest zawodnikiem klubu”

    Nawrocki grał w Ex Siedlce Gdańsk przez blisko 15 lat. Jak mówił prezes tego klubu Jarosław Kujawski, pod koniec 2024 roku, gdy trwała już na dobre kampania wyborcza, Nawrocki dalej był zawodnikiem tego klubu. – Dołączył do seniorskiej drużyny Ex Siedlce Gdańsk we wrześniu 2001 i grał nieprzerwanie do roku 2016. Do dziś jest zarejestrowanym zawodnikiem naszego klubu, aczkolwiek od roku 2016 gra z nami już tylko sporadycznie – informował działacz rok temu.

  • Zwrot w meczu ze Świątek, a teraz powtórka “z rozrywki”. Finał po 130 minutach

    Zwrot w meczu ze Świątek, a teraz powtórka “z rozrywki”. Finał po 130 minutach

    Eva Lys jest doskonale znana polskim kibicom. Niemiecka tenisistka kilka razy rywalizowała z Igą Świątek. 24-latka w pierwszej rundzie Australian Open zmierzyła się z Soraną Cirsteą. Spotkanie trwało ponad dwie godziny i łudząco przypominało ostatni mecz pomiędzy Niemką, a Polką.
    Młoda kobieta w sportowym stroju tenisowym i białej czapce trzyma czerwoną rakietę do tenisa, stojąc na tle ciemnego boiska, z uniesioną ręką jakby tłumaczyła lub wyjaśniała sytuację podczas meczu.

    Eva Lys odpadła w 1. rundzie Australian Open 2026Frank MolterDPA

    Eva Lys (WTA 39) doskonale jest znana kibicom z Polski. Niemka aż czterokrotnie rywalizowała z Igą Świątek. Za każdym razem górą była Polka, ale ostatni mecz pomiędzy tymi tenisistkami miał sporą dramaturgię.

    Panie spotkały się w tegorocznym United Cup w Sydney. Niemka wygrała pierwszego seta 6:3 i prezentowała bardzo dobry tenis. W drugim secie prowadziłą 3:1 i miała szansę na 4:2. Świątek się obroniła i dzięki pięciu “oczkom” z rzędu wygrała drugiego seta 6:3. W trzecim secie Raszynianka wykorzystała wszystkie swoje szanse i triumfowała 6:4.

    Ponad dwugodzinny bój w Melbourne. Eva Lys ma czego żałować

    Po tamtym spotkaniu Lys była chwalona przez tenisowych ekspertów i jechała z dużymi nadziejami na Australian Open. W pierwszej rundzie los przydzielił jej niemalże sąsiadkę ze światowego rankingu – Soranę Cirsteę (WTA 41).

    Niemka w inauguracyjnym secie szybko wyszła na prowadzenie 3:0. W siódmym gemie Rumunka wykorzystała drugiego break pointa i zanotowała przełamanie powrotne. Tyle, że Niemki to nie podłamało. Chwilę później wygrała dwa gemy “na sucho” i zapisała pierwszą partię na swoim koncie (6:3).

    Początek drugiego seta także należał do 24-letniej Niemki, która z przewagą przełamania prowadziła 3:1. Cirstea odwróciła jednak losy partii i meczu. Najpierw doprowadziła do wyrównania (3:3), a w kluczowym momencie wykorzystała drugiego break pointa i zapisała seta na swoim koncie, wygrywając go 6:4.

    W trzeciej, decydującej odsłonie doszło do kilku przełamań, ale lepiej nerwy na wodzy utrzymała Cirstea. Rumunka w ósmym gemie znalazła sposób na serwis rywalki, a chwilę później wykorzystała pierwszą piłkę meczową.

    Tym samym to Cirstea zmierzy się w 2. rundzie Australian Open ze zwyciężczynią pojedynku Naomi Osaka – Antonia Ruzic.
    Tenisistka w sportowym stroju i opasce, z dłońmi zakrywającymi usta, wyraża silne emocje, prawdopodobnie zaskoczenie lub wzruszenie. Tło jest jednolite, granatowe, nic nie rozprasza uwagi od postaci.

    Eva LysAndy Wong/Associated PressEast News
    Eva Lys

    Eva LysGreg BAKERAFP
    Tenisistka uderzająca piłkę rakietą podczas meczu na korcie, skupienie na twarzy zawodniczki, dynamiczny moment gry.

    Eva LysMinas PanagiotakisAFP

    Asy serwisowe w meczu Moya Radomka Radom – ŁKS Commercecon Łódź.

  • Mistrzyni świata wypadła z drogi Świątek do tytułu. Niespodzianka w Australian Open

    Mistrzyni świata wypadła z drogi Świątek do tytułu. Niespodzianka w Australian Open

    Iga Świątek ma za sobą pierwszy, wcale niełatwy krok w tegorocznym Australian Open. Wiceliderka światowego rankingu musiała się sporo napracować w starciu z Yue Yuan, ale ostatecznie wyszła z opresji i zameldowała się w drugiej rundzie turnieju w Melbourne. Kłopoty spotkały również jedną z tenisistek, która mogła znaleźć się na potencjalnej drodze Polki w trzeciej fazie rywalizacji. Dwukrotna drużynowa mistrzyni świata i świeża triumfatorka turnieju WTA pożegnała się z singlowymi zmaganiami już na otwarcie.

    Pierwsza runda Australian Open powoli dobiega końca, a wśród zawodniczek, które zapewniły sobie awans, jest już Iga Świątek. Raszynianka w poniedziałek przeszła wymagający test, choć niewielu spodziewało się, że tyle problemów sprawi jej notowana daleko Yue Yuan. Chinka długo prezentowała się bardzo odważnie i w premierowym secie prowadziła nawet 5:3. W kluczowym momencie Świątek zdołała jednak podnieść poziom gry, odrobiła straty, doprowadziła do tie-breaka i rozstrzygnęła go na swoją korzyść. Druga partia była już bardziej kontrolowana, co pozwoliło Polce zakończyć spotkanie w dwóch setach. W kolejnej rundzie 24-latka zmierzy się z Marie Bouzkovą.

    We wtorek na kortach w Melbourne pojawiły się tenisistki, które mogły stanąć na drodze Świątek w trzeciej rundzie turnieju. W tym gronie znalazła się m.in. Elisabetta Cocciaretto – aktualna drużynowa mistrzyni świata w Billie Jean King Cup. Co ciekawe, do rozpoczęcia Australian Open jedyną zawodniczką, która pokonała Włoszkę w tym sezonie, była Magda Linette. Poznanianka dokonała tego podczas turnieju WTA 250 w Auckland. Później Cocciaretto przeniosła się do Hobart, gdzie sięgnęła po tytuł, wygrywając w finale z Ivą Jović.

    Triumf na Tasmanii okazał się jednak kosztowny. Intensywne zmagania dały o sobie znać już w pierwszym meczu Australian Open, w którym Włoszka – jako wyraźna faworytka – zmierzyła się z Julią Grabher.

    Spotkanie rozpoczęło się od serii przełamań. Najpierw serwis rywalki odebrała Cocciaretto, lecz chwilę później Grabher odpowiedziała tym samym, mimo że Włoszka miała piłkę na prowadzenie 2:0. Austriaczka, broniąc aż pięciu break pointów, objęła prowadzenie tuż przed zmianą stron. Cocciaretto miała swoje szanse także w piątym gemie, lecz Grabher po raz kolejny wyszła z opresji, odrabiając straty od stanu 15–40. Gdy wszystko wskazywało na tie-breaka, w dwunastym gemie 95. rakieta świata wykorzystała moment słabości rywalki i za drugim setbolem zamknęła partię wynikiem 7:5.

    Drugi set przebiegał już według innego scenariusza. Cocciaretto szybko objęła prowadzenie 2:0 i miała nawet okazje na podwójne przełamanie. Choć po zmianie stron musiała bronić piłek na 2:2, tym razem zdołała utrzymać przewagę. Od tego momentu na korcie oglądaliśmy prawdziwy festiwal przełamań, który zakończyła Włoszka, wygrywając ósmego gema. Chwilę później utrzymała serwis do 15 i zamknęła seta rezultatem 6:2.

    Decydująca partia znów rozpoczęła się od prowadzenia Cocciaretto 2:0, jednak tym razem nie potrafiła ona utrzymać kontroli nad wydarzeniami. Grabher stopniowo odrabiała straty i po pięciu gemach wyszła na prowadzenie. Kluczowy okazał się ósmy gem, w którym Austriaczka wróciła ze stanu 0–30 i przełamała rywalkę. Przy wyniku 5:3 stanęła przed szansą zamknięcia meczu. Cocciaretto nie składała broni – najpierw przełamała Grabher, a następnie prowadziła 30–15 w gemie, który mógł doprowadzić do wyrównania.

    Ostatecznie decydujące punkty padły jednak łupem reprezentantki Austrii. Grabher wykorzystała pierwszego meczbola, popisując się agresywnym returnem, po którym Włoszka nie była w stanie skutecznie odpowiedzieć. Tym samym mistrzyni turnieju WTA 250 w Hobart sensacyjnie pożegnała się z Australian Open już w pierwszej rundzie.

    Julia Grabher wygrała 7:5, 2:6, 6:4 i to ona zameldowała się w drugiej rundzie, pozostając potencjalną rywalką Igi Świątek w trzeciej fazie turnieju. Wcześniej jednak Polka musi uporać się z Marie Bouzkovą, a Austriaczka wygrać kolejne spotkanie z Anną Kalinską lub Sonay Kartal.

  • Koniec serii “Zmory Świątek” w Melbourne. Dwa sety. To połówka Polki

    Koniec serii “Zmory Świątek” w Melbourne. Dwa sety. To połówka Polki

    Zmora czy koszmar? Ostapenko znów straszy rywalki. W Melbourne wysłała wyraźny sygnał

    „Zmora” – a może wręcz „koszmar”. Tak polscy kibice najczęściej określają Jelenę Ostapenko, gdy mowa o jej rywalizacji z Igą Świątek. Bilans jest dla Polki bezlitosny: sześć meczów, sześć porażek, na różnych nawierzchniach. Łotyszka zawsze znajdowała sposób na liderkę światowego tenisa. W tegorocznym Australian Open obie znów trafiły do dolnej połówki drabinki. Różnica polegała na tym, że Ostapenko przyjechała do Melbourne po serii singlowych niepowodzeń – jej ostatnie zwycięstwo w tej rywalizacji pochodziło jeszcze z US Open. We wtorek pokazała jednak, że nie wolno jej skreślać.

    Gdy po drugiej stronie siatki staje Iga Świątek, Ostapenko potrafi przeobrazić się w prawdziwą „tenisową bestię”. Jej agresywna gra kompletnie rozbija topspinowy rytm Polki, a serwisy na zewnątrz z prawej strony dają jej inicjatywę od pierwszego uderzenia. Udowodniła to w zeszłym sezonie w dwóch ulubionych turniejach Świątek – w Dosze i w Stuttgarcie. W tym drugim, w wielkim finale, bezlitośnie ograła także Arynę Sabalenkę, zwyciężając 6:4, 6:1.

    To właśnie te dwa turnieje wciąż „utrzymują ją przy życiu” w rankingu WTA. Zdobyte tam 1150 punktów stanowi dziś aż dwie trzecie jej całego dorobku. Prawdziwa weryfikacja nadejdzie jednak szybko – w lutym i kwietniu. Jeśli Łotyszka zaprezentuje formę z większości poprzedniego sezonu, grozi jej nawet wypadnięcie z czołowej setki świata.

    Chyba że będzie grała tak, jak we wtorek w Melbourne. Gdy w drugim secie kończył się piąty gem, wygrany przez Rebeccę Sramkovą, statystyki Ostapenko robiły wrażenie: 11 uderzeń kończących i zaledwie jeden niewymuszony błąd w całej partii.

    Dla mistrzyni French Open z 2017 roku poprzedni sezon był trudny – zanotowała więcej porażek (20) niż zwycięstw (18). Jasnymi punktami były wiosenne występy w Dosze i Stuttgarcie, gdzie wygrała łącznie 10 meczów, w tym cztery przeciwko tenisistkom z TOP 10. Poza tymi turniejami przydarzały się jednak bolesne i momentami kompromitujące wpadki.

    Ostatnie zwycięstwo w singlu przed Melbourne odniosła jeszcze na US Open, pokonując chińską kwalifikantkę Xiyu Wang. Później przyszły porażki: głośna awantura po meczu z Taylor Townsend w Nowym Jorku, przegrane z Mariną Stakusic w Guadalajarze, Priscillą Hon w Pekinie oraz Soraną Cirsteą w Wuhanie. Sytuację ratowały występy deblowe – Ostapenko należy do światowej czołówki w tej konkurencji, grała m.in. w półfinale WTA 1000 w Pekinie oraz w WTA Finals.

    Początek nowego sezonu także nie zapowiadał przełomu. Porażki w singlu w Brisbane (ponownie z Cirsteą) i Adelajdzie (z Terezą Valentovą, mecz zakończony kreczem) kontrastowały z sukcesami w deblu – komplet zwycięstw i tytuł WTA 500 w Brisbane.

    Losowanie Australian Open również nie było dla Łotyszki łaskawe. Jako zawodniczka rozstawiona trafiła na Rebeccę Sramkovą. Choć Słowaczka zajmuje dość odległe miejsce w rankingu, potrafi grać bardzo mocno i bywa groźna dla faworytek. Co prawda trzy ostatnie pojedynki z Ostapenko przegrała – w tym na mączce w Rzymie, gdy Łotyszka była w słabszej dyspozycji – ale lekceważenie jej byłoby błędem.

    Tym razem Ostapenko od początku prezentowała solidny, momentami bardzo wysoki poziom. W pierwszym secie zdarzały jej się chwile dekoncentracji i straciła przewagę przełamania, lecz potrafiła grać precyzyjnie, tuż przy liniach końcowych i bocznych. Sramkova często reagowała na to jedynie niedowierzającym kręceniem głową.

    Pierwszą partię Łotyszka wygrała 6:4, a w drugiej szybko odskoczyła na 4:0. Przez długi czas była niemal bezbłędna, co potwierdzały statystyki. Później na kilkanaście minut wróciła jednak „Penko” z poprzedniego sezonu – uderzająca na oślep i ryzykująca za dużo. Tym razem zachowała jednak spokój, nie było widać frustracji. Gdy nadeszła ostatnia szansa przy własnym serwisie, wykorzystała ją bez wahania.

    Po 77 minutach gry zwyciężyła 6:4, 6:4 i awansowała do drugiej rundy Australian Open. Co równie ważne – przerwała serię sześciu porażek z rzędu i wysłała rywalkom czytelny sygnał: Jelena Ostapenko znów potrafi być groźna.

  • Szok w środku nocy w Australian Open! Oto co cię ominęło. Nie dowierzała

    Szok w środku nocy w Australian Open! Oto co cię ominęło. Nie dowierzała

    Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

    Błyskawicznie z turniejem pożegnała się finalistka US Open sprzed pięciu lat, która wciąż utrzymuje się w szerokiej czołówce kobiecego tenisa. Mowa o Kanadyjce Leylah Fernandez, która niespodziewanie przegrała z Indonezyjką Janice Tjen 2:6, 6:7(1). Kłopotów z awansme nie miała za to Katerina Siniakova, która gładko ograła Pannę Udvardy 6:1, 6:2.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Kto dokonał sensacji w Australian Open?

    Jakie problemy miała Madison Keys w meczu?

    Kto jest najwyżej notowaną Australijką w turnieju?

    Z kim wygrała Taylah Preston w pierwszej rundzie?
    Australia straciła wielką nadzieję! Oto co cię ominęło w nocy w Australian Open

    Sporym rozczarowaniem dla Australijczyków jest porażka Mai Joint. To najwyżej notowana reprezentantka gospodarzy w rankingu WTA, ale w pierwszej rundzie uległa Terezie Valentovej 4:6, 4:6. Więcej o tym meczu przeczytać można tutaj >>>.

    Niespodziewane kłopoty miała mistrzyni Australian Open Madison Keys. Amerykanka grała na korcie centralnym z kwalifikantką, debiutującą na tym szczeblu Oleksandrą Olyjnikową. I niespodziewanie to Ukrainka prowadziła 4:0 po kilkunastu minutach gry. Potem jednak doszło do zwrotu i tie-breaka. Tu przeczytasz więcej o kłopotach Amerykanki >>>.

    W tym momencie fani Madison Keys nie wierzyli własnym oczom:

    Tak Madison Keys odrobiła straty w pierwszym secie:

    Zobacz także: Chaos w Australian Open! “To żart”. Kibice nie mogli wejść na kort

    Największym zaskoczeniem nocy jest triumf Taylah Preston. Australijka występuje w turnieju poprzez dziką kartę do głównej drabinki od organizatorów, a w pierwszej rundzie po raz pierwszy wygrała mecz w najważniejszym turnieju w swojej ojczyźnie. 161. rakieta świata w trzech setach ograła wyżej notowaną Chinkę Shuai Zhang, a po wszystkim nie mogła uwierzyć we własny sukces. Tu przeczytasz więcej o tym spotkaniu >>>.

    Zobacz radość Taylah Preston po wielkiej sensacji:

    Z turniejem niespodziewanie pożegnał się też Tallon Griekspoor. Holender mógł być potencjalnym rywalem dla Huberta Hurkacza w drugiej rundzie Australian Open, ale w rozczarowującym stylu przegrał z Ethanem Quinnem 2:6, 3:6, 2:6. Więcej o tym meczu przeczytasz w tym miejscu >>>.

    Do gry po 509 dniach przerwy od wielkoszlemowej rywalizacji wróciła była liderka rankingu WTA Karolina Pliskova. Czeszka w dwóch setach poradziła sobie z byłą mistrzynią US Open Sloane Stephens. Druga partia była pokazem siły wracającej Pliskovej, która ma realne szanse na dobry wynik w Melbourne. Tu znajdziesz szczegóły >>>.

    Tu znajdziesz komplet wyników z nocy w Australian Open:

  • Polska legenda dosadnie podsumowała Nawrockiego. Błachowicz wcale się nie krył

    Polska legenda dosadnie podsumowała Nawrockiego. Błachowicz wcale się nie krył

    Przeszłość Karola Nawrockiego, a przede wszystkim jego zamiłowanie do piłki nożnej i boksu sprawia, że prezydent już wielokrotnie miał okazję być wywoływany do tablicy przez polskich sportowców, którzy chcieliby się z nim zmierzyć. Teraz do tego grona dołączył Jan Błachowicz. Były mistrz UFC jasno dał do zrozumienia, że byłby chętny na starcie z Nawrockim, bo niewiele osób na świecie mogłoby pochwalić się walką z głową państwa. “Cieszyński Książe” na potwierdzenie tej tezy znalazł tylko przykład Kadyrowa.
    Mężczyzna w garniturze przemawia przy mównicy na tle flagi Polski i dużych cyfr 2020 oraz napisu PL+

    Karol NawrockiAndrzej IwańczukEast News

    Kiedy podczas kampanii wyborczej głośno zaczęły pojawiać się informacje o zamiłowaniu Karola Nawrockiego do boksu, ówczesny kandydat na prezydenta już wtedy zaczął otrzymywać pierwsze propozycje skrzyżowania rękawic z byłymi i wciąż aktywnymi sportowcami. Wszystko nasiliło się już po objęciu przez niego urzędu główy państwa.

    Następca Andrzeja Dudy z pewnością w przyszłości nie będzie mógł odpędzić się od kolejnych ofert, bowiem kolejka chętnych do zawalczenia z nim na charytatywnym wydarzeniu jest coraz dłuższa i właśnie dołączył do niej Jan Błachowicz.

    Były mistrz kategorii półciężkiej UFC w rozmowie z Grzegorzem Krychowiakiem w jego nowym podkaście, miał okazję odpowiedzieć na pytanie, czy widziałby się w takim starciu i nad odpowiedzią nie musiał zastanawiać się przesadnie długo.

    Polska legenda dosadnie podsumowała Nawrockiego. Błachowicz wcale się nie krył

    – Dlaczego nie?! Zawsze można zrobić. Jeżeli Pan prezydent wyrazi zgodę, jestem gotów. Nie zawalczyłbyś z prezydentem? Czy go lubisz, czy go nie lubisz… Walczysz z prezydentem! Ilu ludzi może tak powiedzieć na świecie? Pewnie nikt – dopytywał “Cieszyński Książę” jasno dając do zrozumienia, że wyjątkowość takiego wydarzenia jeszcze bardziej podbija jego prestiż. Chwilę później przyszła mu do głowy pewna postać. – Nie, jest ten prezydent Czeczenii, Kadyrow – dodał z uśmiechem.

    Co więcej, jeden z najbardziej zasłużonych polskich zawodników w historii MMA nie ukrywał, że miał okazję widzieć próbkę umiejętności Karola Nawrockiego i ocenia je naprawdę dobrze.

    – Podoba mi się, wiesz… Tarcze widziałem, jak robi – jest dobrze – podsumował krótko Błachowicz.

    Póki co, Jan Błachowicz może jednak skupiać się przede wszystkim na swojej karierze w federacji UFC. Jego ostatnia walka, która odbyła się na początku grudnia, zakończyła się ogłoszeniem remisu. Ostatnie zwycięstwo Polaka w amerykańskiej federacji miało miejsce w maju 2022 roku. Od tamtej pory “Cieszyński Książę” zanotował 2 remisy i 2 porażki.
    Jan Błachowicz

    Jan BłachowiczMARCELLO ZAMBRANA / AGIF / AGIF via AFPAFP
    Mężczyzna z brodą w sportowej bluzie z logotypami UFC, Reebok i Volkswagena siedzi przy stole z mikrofonem w ręce i gestykuluje, za nim widoczna ściana z logotypami sponsorów.

    Jan Błachowicz zawalczy na gali UFC w grudniuJason SilvaAFP
    Mężczyzna w garniturze przemawia zza mównicy gestykulując dłońmi na tle rozmytej biało-czerwonej flagi Polski.

    Karol NawrockiKlaudia RadeckaAFP

    Bloki w meczu Moya Radomka Radom – ŁKS Commercecon Łódź.

  • Legenda tenisa nie ma złudzeń ws. Świątek. “Kiedy oglądałem jej grę…”

    Legenda tenisa nie ma złudzeń ws. Świątek. “Kiedy oglądałem jej grę…”

    Jest zestresowana – mówi wprost Jim Courier o tym, jak prezentuje się Iga Świątek. W pierwszej rundzie Australian Open 2026 polska wiceliderka światowego rankingu dopiero po dwóch godzinach twardej walki pokonała 130. na liście WTA Chinkę Yue Yuan 7:6, 6:3.
    TENNIS-AUSOPEN/
    Fot. REUTERS/Tingshu Wang

    Iga Świątek zaczęła Australian Open od zwycięstwa, bo inaczej być nie mogło. Polka jest za dobrą tenisistką, żeby odpadać na tym etapie turniejów wielkoszlemowych. To się jej nie zdarzyło od Wimbledonu 2019 roku. Wtedy Iga zaliczyła jedyną porażkę w pierwszej rundzie imprezy wielkoszlemowej w całej swojej karierze. Pokonując Yue Yuan Świątek wygrała już 27 z 28 pierwszych rund w turniejach tej rangi.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany

    Ale po poniedziałkowym wejściu Polki w Australian Open nie słychać zachwytów nad jej grą. Poprosiliśmy o eksperckie opinie byłych mistrzów, którzy pracują w Melbourne dla Eurosportu. Krótka wypowiedź Jima Couriera nie pozostawia wątpliwości.

    – Świątek jest zestresowana i próbuje znaleźć formę. Zwycięstwo w Australian Open dałoby jej Karierowego Wielkiego Szlema – zauważa były numer jeden światowego rankingu ATP.
    Były mistrz wskazuje kluczową rzecz w grze Świątek

    Courier nie podejmuje się typowania czy nasza mistrzyni Roland Garros (z 2020, 2022, 2023 i 2024 roku) oraz US Open (2022) i Wimbledonu (2025) może wygrać tegoroczny turniej w Melbourne. Ale Amerykanin wskazuje, co Świątek powinna poprawić. – Kiedy oglądałem jej grę w United Cup, widziałem, że nie potrafiła znaleźć równowagi między atakiem a obroną. Będę na to zwracał uwagę w tym turnieju – mówi dwukrotny mistrz Australian Open (z 1992 i 1993 roku).

    – Czego Iga potrzebuje? Musi wyjść i mieszać, musi łączyć atak z obroną tak, żeby stworzyć z tego idealną kombinację. Musi uważać na moment, w którym trzeba się cofnąć i wykorzystać swoje niesamowite umiejętności defensywne. Musi używać nóg i przedłużać wymiany. Jest niesamowitą zawodniczką i prawdopodobnie potrzebuje tylko trochę świadomości w ważnych momentach – punktuje Courier.

    Absolutnie nie dziwi, że legenda tenisa zwraca też uwagę na forhend Polki. To uderzenie Świątek jest niepewne, w meczu z Yuan oglądaliśmy wiele niewymuszonych forhendowych błędów Igi. – Piłka odbija się tu wysoko, jest szybka i to będzie stanowić wyzwanie dla jej forhendu – takimi słowami Courier podkreśla konieczność poprawienia przez Świątek tego uderzenia.

    Kolejny mecz w Australian Open Świątek zagra najpewniej w środę. Jej rywalką w drugiej rundzie będzie Czeszka Marie Bouzkova (44 WTA).

    Transmisje z Australian Open w Eurosporcie, na platformie HBO MAX i w Playerze. Relacje na Sport.pl.

  • Sceny na konferencji Igi Świątek. Naprawdę ją o to zapytali

    Sceny na konferencji Igi Świątek. Naprawdę ją o to zapytali

    Iga Świątek nie ukrywa, że jest wielką fanką Taylor Swift. Podczas konferencji prasowych zdarza jej się otrzymywać pytania na temat amerykańskiej gwiazdy muzyki i tak też było w Melbourne. 24-latka wypowiedziała się na temat jej ostatniego albumu, który nie zebrał wybitnych recenzji. Polka stanęła jednak w obronie Swift.
    Iga Świątek
    Fot. REUTERS/Hollie Adams

    O tym, że Świątek uwielbia słuchać utworów Amerykanki, wie nawet sama zainteresowana. W październiku nasza tenisistka otrzymała od Swift osobisty list oraz parę prezentów związanych z premierą jej albumu. Polak pochwaliła się tym na social mediach. – Kilka lat temu nawet nie marzyłabym o takich momentach. Jestem taka wdzięczna – napisała 24-latka.

    Zobacz wideo Mocne spięcie na linii Kosecki-Skorża. “Ty się, k***a, to przedszkola nadajesz!”

    Świątek skomentowała album Swift

    Taylor Swift ma oczywiście miliony wielbicieli na całym świecie. Śmiało można uznać ją za największą obecnie gwiazdę muzyki pop, która sukcesy odnosi od kilkunastu lat. Jej album, który miał premierę w październiku, czyli “The Life of a Showgirl”, prawdopodobnie nie wyszedł jej jednak tak jak poprzednie. Podczas konferencji prasowej w Melbourne Świątek została właśnie o to zapytana. Czy również jest rozczarowana albumem Swift, czy może jednak przypadł jej do gustu?

    – Tak, lubię go – odpowiedziała Polka. – Szczerze, ludzie będą krytykować wszystko. Myślę, że był świetny. Choć co prawda dość krótki. To nie tak, że znajdziesz jakieś nowe, zaskakujące rzeczy, kiedy posłuchasz go kilka razy. Ale piosenki są chwytliwe. Myślę to jest to, czego chciała. To, o czym mówiła od początku. Każda piosenka jest hitem. Myślę jednak, że w sztuce i muzyce można mieć swoje własne przemyślenia – stwierdziła Świątek.

    Po chwili 24-latka została jeszcze zapytana o ulubiony utwór z albumu Amerykanki. – Szczerze, trudno jest wybrać, bo ona zawsze utrzymuje wysoki poziom. Cały album na takim jest. Lubię “Elizabeth Taylor”, ale nie powiedziałabym, że ta piosenka odstaje mocno od innych w moim rankingu – podsumowała tenisistka.

    Iga Świątek kolejny mecz rozegra 22 stycznia. Jej rywalką będzie Marie Bouzkova.