• Uderza w Świątek po tym, co Polka zrobiła w pierwszym meczu Australian Open

    Uderza w Świątek po tym, co Polka zrobiła w pierwszym meczu Australian Open

    Iga Świątek w pierwszej rundzie Australian Open wygrała 7:6, 6:3 z Yue Yuan. Premierowe przetarcie z turniejem było dla Polki dużo bardziej wymagające, niż można było się spodziewać. Wątpliwości ekspertów budzi agresywna taktyka wiceliderki rankingu WTA. Oto co o grze Świątek powiedziała jedna z byłych tenisistek.
    Iga Świątek
    Eurosport

    Iga Świątek w pierwszej rundzie wielkoszlemowego Australian Open zmierzyła się z Yue Yuan. Polka pokonała Chinkę w dwóch setach, 7:6, 6:3. Pierwsza przeszkoda okazała się dużo bardziej wymagająca niż można było się spodziewać. Postawa Polki na korcie zaskoczyła ekspertów.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    Świątek walczy o pierwszej zwycięstwo w Australian Open. To pozwoliłoby jej skompletować szlema

    Iga Świątek w meczu z Yue Yuan spędziła na korcie niecałe dwie godziny. Wyprowadziła 24 zwycięskie piłki. Popełniła 35 niewymuszonych błędów. Aż 21 w pierwszym secie. Właśnie ta część spotkania z znajdującą się na 130. miejscu w rankingu WTA Chinką sprawiła wiceliderce rankingu WTA najwięcej problemów. Do wyłonienia zwyciężczyni był potrzebny tie-break. Australian Open to ostatni turniej wielkoszlemowy, którego nie wygrała Świątek. W przypadku triumfu skompletowałaby Karierowego Wielkiego Szlema. Oto co powiedziała po meczu.

    – Na początku byłam trochę spięta, więc musiałam się trochę rozruszać i skupić na swojej grze. Po prostu musiałem zareagować trochę szybciej, nie dać się zepchnąć i naprawdę dać z siebie wszystko. Nie zagrałam idealnie, dlatego jestem zadowolona. Wygrywanie meczów nie jest trudne, kiedy wszystko idzie dobrze. Dzisiaj nie było i udało mi się wygrać – powiedziała po meczu Iga Świątek.

    Zobacz też: Kasa płynie na konto. Tyle muszą zapłacić Świątek
    Była tenisistka komentuje mecz Świątek. “Nie musi być tak śmiała i agresywna”

    Spotkanie Igi Świątek dla TNT Sports skomentowała była brytyjska tenisistka Anne Keothavong, swego czasu najwyżej notowana w kraju. Ekspertka dość krytycznie podeszła do nadmiernie agresywnego stylu gry Polki w pierwszych gemach meczu z Chinką.

    – Nie sądziłam, że kiedykolwiek dojdzie do niespodzianki, ale byłam zaskoczona tym, jak Świątek zaczęła, jak podeszła do meczu i jak chciała trafić każdą piłką. Uważam, że nie musi być tak śmiała i agresywna na początku każdego spotkania. Widzimy ją na początku meczów – tempo jest o wiele szybsze w pierwszych trzech, czterech gemach niż przez resztę gry. Za bardzo stara się zmiażdżyć przeciwniczki – twierdzi Anne Keothavong.

    W drugiej rundzie Australian Open Iga Świątek zagra z Marie Bouzkovą. Czeszka wygrała z Renatą Zarazuę 6:2, 7:5. Spotkanie odbędzie się w środę, 21 stycznia.

    Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
    Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok

  • Minus 710 pkt u Igi Świątek. Oto ranking WTA po starcie Australian Open

    Minus 710 pkt u Igi Świątek. Oto ranking WTA po starcie Australian Open

    Zaczynamy! Iga Świątek ma już za sobą pierwszy krok w tegorocznym Australian Open. Zwycięstwo na otwarcie turnieju oznacza nie tylko awans do kolejnej rundy, ale też symboliczny start w rankingowym pościgu za Aryną Sabalenką, która wciąż zajmuje fotel liderki światowego zestawienia WTA. Na tym etapie sezonu kluczowe jest jednak coś innego – obrona punktów zdobytych przed rokiem. A tu sytuacja Polki wcale nie jest komfortowa, bo w rankingowych zestawieniach na czerwono widnieje przy jej nazwisku minus 710 punktów. Co ciekawe, jeszcze trudniejsze zadanie stoi przed Sabalenką. Wyjaśniamy te zawiłości w możliwie prosty sposób.

    Były kłopoty, ale cel został osiągnięty

    Pierwszy mecz w Melbourne nie był dla Igi Świątek spacerkiem. Yue Yuan, sklasyfikowana dopiero na 130. miejscu w rankingu WTA, zagrała bez kompleksów i przez długi czas potrafiła postawić się faworytce. Polka musiała wznieść się na wyższy poziom, zwłaszcza w pierwszym secie, by ostatecznie wygrać 7:6(5), 6:3 i zameldować się w drugiej rundzie Australian Open.

    To zwycięstwo ma znaczenie nie tylko sportowe, ale też rankingowe. Każdy wygrany mecz na kortach w Melbourne wpływa na układ sił w światowym tenisie, a w przypadku Świątek i Sabalenki gra toczy się o naprawdę duże liczby.

    Świątek ma co bronić. Sabalenka – jeszcze więcej

    Do tegorocznego Australian Open Iga Świątek przystępowała z dorobkiem 7548 punktów. Wynikało to z faktu, że z jej konta odjęto już 780 punktów zdobytych w poprzedniej edycji turnieju, kiedy dotarła do półfinału. Po zwycięstwie w pierwszej rundzie Polka dopisała do swojego bilansu 70 punktów – 10 za sam udział w turnieju i 60 za wygraną z Yuan – co dało jej aktualnie 7618 punktów.

    Mimo to w rankingu WTA Live przy nazwisku Świątek wciąż widnieje –710 punktów. Oznacza to, że Polka „wyjdzie na zero” dopiero w momencie, gdy ponownie awansuje do półfinału. Jeśli chce realnie poprawić swój rankingowy dorobek, musi co najmniej zagrać w finale, a najlepiej – sięgnąć po tytuł.

    Liderka też pod presją

    Choć to Iga Świątek często postrzegana jest jako ta, która „goni”, sytuacja Aryny Sabalenki wcale nie jest łatwiejsza. Białorusinka przed rokiem dotarła w Melbourne aż do finału, co oznacza, że w tym sezonie broni aż 1300 punktów. Aktualnie liderka rankingu WTA ma 9760 punktów, a po awansie do drugiej rundy – podobnie jak Polka – wciąż pozostaje daleka od spokojnej sytuacji.

    Sabalenka musi jeszcze „odrobić” 1230 punktów, by wyjść na zero względem zeszłorocznego wyniku. To sprawia, że każdy kolejny mecz ma dla niej ogromne znaczenie, a ewentualna wpadka na wczesnym etapie turnieju mogłaby bardzo skomplikować jej położenie w rankingu.

    Walka od pierwszej piłki

    Australian Open dopiero się rozkręca, ale już teraz widać, że zarówno Świątek, jak i Sabalenka nie mają marginesu błędu. Obie muszą wygrywać praktycznie każde spotkanie, by nie stracić cennych punktów i utrzymać się w grze o najwyższe cele.

    Tak właśnie wygląda sytuacja w rankingu WTA Live po pierwszym meczu Igi Świątek – emocje dopiero się zaczynają, a rankingowa matematyka będzie towarzyszyć nam aż do samego finału w Melbourne.

  • Zaskakujące plany tenisistki. Ogłosiła tuż po porażce w Australian Open Oprac.: Amanda Gawron

    Zaskakujące plany tenisistki. Ogłosiła tuż po porażce w Australian Open Oprac.: Amanda Gawron

    W Australii trwa właśnie kolejna edycja Australian Open, a o wielkoszlemowy tytuł walczyła między innymi Tatjana Maria. Doświadczona Niemka niestety szybko pożegnała się z turniejem, jeśli chodzi o grę pojedynczą. W pierwszej rundzie została wyeliminowana przez Petrę Marcinko, przegrywając 6:3, 7:5. Choć sportowo nie był to dla niej udany start sezonu, tuż po meczu Maria zaskoczyła kibiców wyjątkową deklaracją dotyczącą swojej przyszłości.
    Tenisistka w niebieskim stroju sportowym i opasce na głowie poprawia nakrycie głowy podczas rozgrywki na korcie tenisowym.

    Tatjana MariaSimon BarberGetty Images

    18 stycznia Melbourne stało się światową stolicą tenisa. To właśnie tam rozgrywana jest 114. edycja Australian Open, a o wielkoszlemowy tytuł walczyła między innymi Tatjana Maria. Doświadczona Niemka nie zaliczy jednak tego występu do udanych. Już w pierwszej rundzie turnieju singlowego została wyeliminowana przez Petrę Marcinko, która wygrała 6:3, 7:5. Sportowe rozczarowanie szybko zeszło jednak na dalszy plan, ponieważ tuż po meczu 38-letnia tenisistka złożyła deklarację, która poruszyła kibiców.

    Tatjana Maria planuje zagrać w deblu Australian Open z córką. Padła data

    Od dawna było jasne, że Tatjana Maria planuje zakończyć karierę w wyjątkowy sposób. Numer dwa wśród niemieckich tenisistek i 42. zawodniczka rankingu WTA wielokrotnie podkreślała, że jej wielkim marzeniem jest wspólny występ z córką Charlotte. Nikt wówczas nie podejrzewał jednak, że będzie to plan możliwy do zrealizowania. Jak się jednak teraz okazało, Niemka nie miała zamiaru rzucać słów na wiatr – po porażce z Chorwatką Petrą Marcinko Niemka potwierdziła, że plany wreszcie nabrały konkretnych ram czasowych. “Za dwa lata chcę grać tutaj w debla z Charlotte. Wtedy będzie miała 14 lat i będzie mogła wystąpić w turnieju” – oznajmiła, cytowana przez BILD.

    Występ matki i córki w turnieju Wielkiego Szlema byłby wydarzeniem bez precedensu i trudno dziś wskazać podobny przypadek w historii tenisa. Termin nie jest przypadkowy. Za dwa lata Tatjana Maria skończy 40 lat i, jak sama przyznaje, dalsze odkładanie tego pomysłu nie wchodzi w grę. “Gdybyśmy to przełożyły, musiałabym grać jeszcze przez kilka lat” – wyjaśniła niemiecka zawodniczka.

    Debel Maria/Maria w Melbourne w 2028 roku brzmi jak spełnienie sportowego marzenia, choć pojawiają się pytania o ewentualny wspólny występ na igrzyskach olimpijskich w Los Angeles. Ten scenariusz nie dojdzie jednak do skutku. Charlotte będzie reprezentować Francję, a na igrzyskach olimpijskich nie ma możliwości gry w parach o mieszanej narodowości. Wybór barw narodowych przez córkę Tatjany Marii wynika z lepszych struktur szkoleniowych we Francji. Ojciec dziewczynki, Charles-Édouard Maria, jest Francuzem o kolumbijskich korzeniach, dlatego rozważane były także Niemcy, Kolumbia oraz Stany Zjednoczone, gdzie mieszka rodzina. Ostateczna decyzja zapadła latem 2024 roku.

    Jeśli chodzi o tegoroczną edycję Australian Open, Niemka wciąż ma szansę na wygranie turnieju deblowego. O trofeum walczy w parze z Simoną Waltert.
    Tatjana Maria

    Tatjana MariaFRANK MOLTER/DPA Picture-Alliance via AFPAFP
    Tatjana Maria

    Tatjana MariaAFP
    Tenisistka w jasnozielonej sukience sportowej odbijająca piłkę rakietą na tle czarnej ściany z białym logo.

    Tatjana MariaMorgan HancockGetty Images

    Naomi Osaka zaspokaja swoją potrzebę prędkości na torze gokartowym w Australii

  • Świątek wygrała z Chinką, ale co się stało po meczu. “Dziwne i niezdrowe”

    Świątek wygrała z Chinką, ale co się stało po meczu. “Dziwne i niezdrowe”

    Świątek wygrała, a potem została zaatakowana. “Dziwne i niezdrowe”

    Pierwszy set potrwał zaledwie 23 minuty, a Iga Świątek wygrała go 6:0. W całym meczu Polka pokonała Chinkę Yue Yuan 6:0, 6:3 tak pewnie i bezdyskusyjnie, że na konferencji prasowej musiała się tłumaczyć z… nadmiernej agresji. W grze Świątek widział ją jeden z dziennikarzy.
    Iga Świątek
    Reuters oraz screen z https://www.youtube.com/watch?v=_w3VJsWMvXc&t=251s

    Iga Świątek zmierzy się ze 130. w światowym rankingu Chinką Yue Yuan w pierwszej rundzie wielkoszlemowego Australian Open. Z tą rywalką nasza wiceliderka listy WTA grała niedawno w Pekinie. We wrześniu ubiegłego roku w drugiej rundzie tamtejszego tysięcznika Polka była dużo lepsza i szybko wygrała.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany

    Kilka miesięcy temu Yue Yuan dała nam się poznać jako tenisistka waleczna i dosyć silna. Uwagę zwracały jej serwisy przekraczające prędkość 180 km/h. Ale choć Chinka była w formie – co pokazała, wygrywając w pierwszej rundzie z Julią Putincewą 6:3, 6:3 – to i tak niewiele była w stanie zdziałać przeciw dobrze dysponowanej Polce.
    Kamera pokazała Fissette’a i Abramowicz. To było wymowne

    Świątek grała w Pekinie tuż po swoim triumfie w turnieju w Seulu. Zaledwie sześć dni po wygranym finale w Korei Południowej Iga zaczęła grę w Chinach. I błyskawicznie wygrała pierwszego seta. Partia zakończona wynikiem 6:0 dla Polki potrwała zaledwie 23 minuty. W punktach było aż 27:9. Już po 11 minutach w gemach było 3:0. I już wtedy kamera pokazywała nam trenera Wima Fissette’a i psycholożkę Darię Abramowicz oglądających spotkanie z absolutnym spokojem. – Tu absolutnie nie ma się do czego przyczepić w grze Igi. Jest wzorowo – mówił komentujący mecz w stacji Canal+ Dawid Celt, czyli trener, który Igę świetnie zna z reprezentacji Polski.

    Koniec końców Yue Yuan powalczyła w drugim secie z dużo lepszym powodzeniem niż w pierwszym. Dzięki temu nie odjechała na rowerze, jak mówi się w tenisie o kimś, kto przegrywa 0:6, 0:6. Ale po zwycięstwie Świątek 6:0, 6:3 i tak wszyscy widzowie w Pekinie czuli, że miejscowa tenisistka miała niewiele do powiedzenia.
    Świątek została totalnie zaskoczona. Dziwiła się, że musi to tłumaczyć

    Mimo wszystko zaskakujące, a wręcz dziwne, było to, co na konferencji prasowej po meczu zrobił jeden z dziennikarzy. – Nawet nie wiem, jak na to odpowiedzieć – powiedziała Świątek, słysząc pytanie reportera. Dziennikarz postanowił przeanalizować zachowanie tenisistki. Stwierdził, że jest bardziej agresywna niż kiedyś i pytał, czy powodem jest fakt, że Świątek straciła prowadzenie w światowym rankingu. – No cóż, dziękuję za nadmierną analizę, za nadinterpretację – odpowiedziała w pierwszej chwili Iga. A za moment dodała: – Nawet nie wiem, jak na to odpowiedzieć, bo nie, nie jestem inną osobą z powodu bycia numerem dwa. Nie zachowuję się inaczej dlatego, że jestem numerem dwa. Przecież nie myślę o tym codziennie, nie myślę o tym, zwłaszcza podczas pojedynku z rywalką, gdy mam pracę do wykonania. Uważam, że nigdy nie będzie tak, że osobowość na korcie zmieni się z powodu czegoś takiego. To byłoby dziwne i niezdrowe.

    Dziś Świątek wciąż jest numerem dwa w światowym rankingu. I w Melbourne nie ma szans awansować na pierwsze miejsce, które zajmuje Aryna Sabalenka. Ale w Australian Open Iga może osiągnąć inną wielką rzecz, jeszcze większą. Jeśli wygra ten turniej, skompletuje tzw. Karierowego Wielkiego Szlema. Po tym jak wygrała Roland Garros (w 2020, 2022, 2023 i 2024 roku), US Open (2022) i Wimbledon (2025) Polka nigdy nie została mistrzynią tylko jednego turnieju wielkoszlemowego – właśnie Australian Open (w 2022 i 2025 była w półfinałach).

    Mecz Iga Świątek – Yue Yuan w pierwszej rundzie Australian Open 2026 odbędzie się w poniedziałek o godzinie 9.00. Transmisja w Eurosporcie, na platformie HBO MAX i w Playerze. Relacja na żywo na Sport.pl.

  • Cezary Kucharski o procesie z Lewandowskim. “Szantaż? To zmyślona bzdura!”

    Cezary Kucharski o procesie z Lewandowskim. “Szantaż? To zmyślona bzdura!”

    Jestem zdeterminowany, tak jak oni byli w knuciu intryg. Chcę pokazać, że tę bzdurę o szantażu zmyślili – przekonuje Cezary Kucharski. Były agent Roberta Lewandowskiego zabrał głos ws. procesu z gwiazdą światowego futbolu.

    Cezary Kucharski i Robert Lewandowski rozpoczęli trwającą ponad dekadę współpracę, gdy przyszły kapitan Biało-Czerwonych był jeszcze nastolatkiem. Kucharski reprezentował “Lewego” przy transferach ze Znicza Pruszków do Lecha Poznań i później do Borussii Dortmund i Bayernu Monachium. Ich drogi rozeszły się w 2018 roku.

    Wciąż pozostawali jednak wspólnikami w spółce RL Management, która zarządza wizerunkiem piłkarza. We wrześniu 2020 roku Kucharski pozwał Lewandowskiego o zapłatę blisko 40 mln zł za udziały w firmie. Miesiąc później natomiast agent został aresztowany w związku z domniemanym szantażem, którego miał dopuścić się względem piłkarza w trakcie negocjacji dotyczących swojego wyjścia z RL Management.

    Dariusz Tuzimek, WP Sportowe Fakty: Może pan w ogóle rozmawiać o procesie z Robertem Lewandowskim, skoro jest wyłączona jawność?

    Cezary Kucharski, były agent Roberta Lewandowskiego: Mogę. Niejawność rozumiem w ten sposób, że nie mogę relacjonować dokładnie przebiegu rozpraw, ale moje opinie mogę wygłaszać.

    Wyjaśnijmy, bo nie wszyscy to wiedzą, że równocześnie trwają dwa procesy Kucharski vs. Lewandowski. Jeden to sprawa karna z oskarżeniem pana o szantaż, a drugi to cywilna, w której z kolei pan domaga się od piłkarza rozliczenia finansowego na prawie 40 mln złotych za wyjście ze wspólnej spółki RL Management. Jak łączą się te dwa procesy?

    Oba dotyczą tego samego, czyli rozliczenia finansowego mojego wyjścia ze spółki RL Management, do której wniosłem wyłączne prawa do 2030 roku dotyczące komercjalizacji wizerunku Roberta Lewandowskiego. To moje roszczenie im – mam tu na myśli drugą stronę – się nie podobało, więc poszli w 2020 roku do upolitycznionej, PiS-owskiej prokuratury, złożyli na mnie doniesienie, aby mnie przestraszyć i abym to roszczenie oddał za niewielką kwotę.

    ZOBACZ WIDEO: Boruc wkręcił Fabiańskiego w szatni Legii. “Weź wstań…”

    Uważa pan, że to był jakiś rodzaj nacisku?

    To była ich kontra na to, że w procesie cywilnym domagałem się od wspólnika rozliczenia z majątku spółki i tego, co ona wypracowała. Nie mam żadnych wątpliwości, że ówczesna PiS-owska prokuratura dlatego tak ochoczo przystąpiła do działań, bo został im wystawiony były poseł PO. Można było to propagandowo rozegrać i tak się stało, bo już podczas zatrzymania była na miejscu kamera TVP Info, a słynne paski informacyjne na ekranie pojawiły się w tej stacji chwilę po wkroczeniu służb do mojego domu. Przypadku w tym nie ma, to była dobrze skoordynowana akcja. Uważam, że to nie są dwie różne sprawy i tak ten spór trzeba rozumieć.

    Mówi pan o PiS-owskiej prokuraturze, ale przecież od dwóch lat ta partia już w Polsce nie rządzi.

    Ale w prokuraturze niewiele się zmieniło. Nie zadawali im trudnych pytań. Można powiedzieć, że w praktyce to mecenas Lewandowskiego prowadził to śledztwo.

    Wtedy prokuratura była zainteresowana jedynie szukaniem haków na mnie, jako byłego posła Platformy Obywatelskiej. Uważam, że do dziś prokuratura to nadal jest państwo w państwie.

    W krótkiej wypowiedzi dla Sport.pl powiedział pan, że miał kryć Lewandowskiego do końca życia, a teraz do końca życia będzie z nim walczył. Czy to nie jakaś obsesja? Ta sprawa pana zżera, płaci pan zdrowiem.

    Jakoś daję radę… Nigdy nie odpuszczę komuś, kto próbował zniszczyć mój wizerunek. Ludzie, którzy mnie nie znają, mylą obsesję z determinacją i konsekwencją, a ci, co mnie znają, wiedzą, że od zawsze taki byłem.

    OK, a to niech pan mi przypomni, ile dni był pan w śpiączce na początku 2022 roku? Sześćdziesiąt?

    Trzydzieści.

    Otarł się pan wtedy o śmierć. Nie sądzi pan, że ówczesna choroba to efekt tego, że przez kilka lat zajmował się pan tylko konfliktem z Lewandowskim?

    Ja tego nie łącze. Ale moja żona – na przykład – tak. W tamtym okresie miałem po prostu poważniejsze prywatne problemy, niż sprawa z Lewandowskim. Wtedy odchodził mój tata, umierał na raka.

    I nic? Żadnej refleksji, że życie jest krótkie, że nie warto go spędzić w salach sądowych?

    Właśnie dlatego, że to wszystko się w moim życiu wydarzyło, jestem przekonany, że muszę to teraz odwrócić w coś pozytywnego. Dlatego jestem tak zdeterminowany. Tak samo jak oni byli zdeterminowani w knuciu intrygi przeciwko mnie. Chcę pokazać, że tę bzdurę o szantażu zmyślili.

    Na czym konkretnie miała polegać ta intryga?

    Prawnicy Lewandowskiego umówili nas w Monachium na negocjacje po tym, jak już uzgodnili porozumienie. Spotkaliśmy się wyłącznie po to, by ustalić kwotę, którą trzeba było wpisać w umowie. Ale rozmowa dziwnie przebiegała, ja dążę do porozumienia, a Lewandowski mówi jakieś absurdy, nie proponuje żadnej rozsądnej kwoty, torpeduje próby porozumienia. Jak wszyscy wiemy, przyszedł tam nagrywać, by zebrać jak najwięcej materiału, żeby później spróbować na jego bazie uzasadnić tezę o szantażu.

    Ale przecież na nagraniach słychać, jak Lewandowski pyta: ”To za co Czarek chcesz te pieniądze?”. A pan odpowiada: ”Za to, że do końca życia będę krył ciebie i twoją żonę, że jesteście oszustami podatkowymi”. I właśnie to zdanie pozwoliło zbudować hipotezę, że chodziło o szantaż.

    To jest manipulacja, nic więcej. Moja odpowiedź na pytanie Lewandowskiego, za co chcę pieniądze, brzmiała: ”Przeczytaj sobie porozumienie”, a nie tylko, że będę ich krył do końca życia.

    No ale jest takie pana zdanie na nagraniu.

    Ja w tej przytoczonej przez pana wypowiedzi odwołuję się do treści wynegocjowanego porozumienia, w którym prawnicy Lewandowskiego wymagali ode mnie, że mam milczeć przez 30 lat, czyli do końca życia. A jeśli ujawnię jakieś informacje, miałbym zapłacić karę umowną 2 mln zł.

    I nieprawdą jest, że podałem jedynie kwotę 20 mln euro za zrzeczenie się tych praw. W naszej rozmowie padały różne kwoty, najczęściej 3,5 mln, co dotyczyło wartości wkładu, jaki wniosłem do spółki.

    Uważam, że w ogóle nie ma wątpliwości, że to była pułapka. Lewandowski tak mnie naprowadzał w rozmowie, żeby uprawdopodobnić tezę o szantażu

    W stenogramach jest też fragment, kiedy to pan zarzuca Robertowi szantaż!

    Zaczął mówić jakieś totalne głupoty pod moim adresem, że przemycałem jakieś pieniądze, że wyłudziłem kredyt w banku, nie złożyłem oświadczenia majątkowego, straszył mnie prokuratorem. Powiedziałem mu, że gada bzdury i zapytałem, czy on mnie szantażuje? Dzisiaj rozumiem, po co robił takie “wrzutki”, że to było specjalnie powiedziane pod nagranie.

    Szykuje się jakiś przełom?

    Sędzia ma już zapewne pogląd na sprawę po 30 godzinach przesłuchań. W sądzie Lewandowscy i ich świadkowie nie mieli rozpostartego czerwonego dywanu, tak jak to było u prokuratorów. Sędzia nie prosił gwiazdy futbolu o autograf, jak to miało miejsce w prokuraturze regionalnej w Warszawie.

    Odniosłem wrażenie, że to jest sąd bardziej nad Lewandowskimi i ich ludźmi. Teraz to oni muszą odpowiadać na trudne pytania i wyjaśniać swoje oskarżenia.

    W konflikcie z Robertem jesteście już od niemal 10 lat, proces trwa już od dawna. Warto tracić kolejne lata?

    Nie mam z tym problemu. Bardzo się cieszę, gdy się z nimi spotykam w sądzie.

    Proces z Robertem Lewandowskim nie jest jawny, ale pan zaprosił w roli obserwatorów rozpraw dwóch dziennikarzy: Pawła Wilkowicza ze Sport.pl oraz dziennikarza śledczego TVN24 Roberta Zielińskiego. Po co, jaka jest ich rola?

    Proces jest utajniony na wniosek Lewandowskiego i prokuratury, ale każdy ma prawo powołać dwóch niezależnych obserwatorów, aby byli obecni na rozprawach. Zdecydowałem się na tych ludzi, bo oni świetnie znają tę sprawę, a Zieliński nie raz opisywał działania prokuratury, poznał dobrze te mechanizmy.

    Ale co pan chciał tym osiągnąć? Przecież ich też obowiązuje dochowanie tajemnicy procesu, nie mogą niczego publikować.

    Na razie nie mogą.

    Wie pan, że chcą to zrobić za jakiś czas?

    Może ja opublikuję wszystko z detalami? Powiem tylko tyle, że prawnicy Lewandowskiego chcieli uniemożliwić udział dziennikarzy, ale sąd się nie zgodził. I nie mogę powiedzieć, jakie były argumenty.

    Ma pan satysfakcję, że doprowadził Lewandowskiego przed sąd?

    Przecież ja chciałem podpisać porozumienie wynegocjowane przez prawników. To oni sami doprowadzili się na salę sądową. Uważam, że dobrze się stało, bo może zrozumieją, że nie można od tak skrzywdzić innego człowieka, oskarżając go niesłusznie.

    Wygląda na to, że ten proces jest najważniejszym meczem pana życia.

    Ja to wszystko traktuję jako dalszy ciąg negocjacji. Tyle że teraz te negocjacje toczą się z udziałem aparatu państwa. Na ostatniej rozprawie sędzia zapowiedział, że w przyszłym roku zakończy proces w sprawie karnej i wyda wyrok, tak więc finał jest blisko.

  • Aż huczy w Chinach po meczu Światek – Yuan. I te słowa o bólu. Napisali wprost

    Aż huczy w Chinach po meczu Światek – Yuan. I te słowa o bólu. Napisali wprost

    W Chinach głośno po meczu Świątek. I te słowa o bólu. Dosadny komentarz

    Iga Świątek rozpoczęła Australian Open 2026 od zwycięstwa nad Yue Yuan. Chinka zaprezentowała się jednak bardzo przyzwoicie i szczególnie w pierwszym secie sprawiła wiele problemów naszej reprezentantce. Chińskie media nie przeszły obok tego występu obojętnie.
    Dwie tenisistki w trakcie gry na korcie, po lewej dynamiczna reakcja po zagraniu, po prawej zawodniczka podczas uderzenia forhendem, obie w sportowych strojach, intensywna rywalizacja

    Głośno w Chinach po meczu Świątek – YuanPAP/EPA/LUKAS COCHPAP/EPA

    Iga Świątek rozstawiona jest w Australian Open z numerem “2”. Polka na inaugurację zmierzyła się z kwalifikantką Yue Yuan. Chinka na początku meczu przełamała Polkę, a później prowadziła 5:3. Ostatecznie o losach pierwszej partii decydował tie-break, w którym Świątek spisała się bez zarzutu. W drugim secie Raszynianka dopełniła formalności, choć nie bez problemów. Całe spotkanie trwało dwie godziny.

    – Byłam trochę zardzewiała na początku. Chinka wykorzystała swoje okazje. Byłam jednak pewna, że ciężką pracą odrobię straty. W tym spotkaniu miałam sporo wzlotów i upadków. Wiem na czym mogę się skoncentrować – mówiła Świątek tuż po zejściu z kortu.

    Głośno w Chinach po meczu Świątek

    Mecz pomiędzy Świątek, a Yuan nie umknął chińskim mediom. Portal news.cn docenił postawę 130. rakiety świata.

    Yuan przekroczyła barierę bólu, ale przegrała z drugą w rakietą świata w Australian Open

    Dziennikarze nawiązali do przerwy medycznej, o którą poprosiła Chinka w drugim secie. Yuan miała problemy z plecami, które mogły mieć spory wpływ na jej grę.

    – Przerwa medyczna pomogła Yuan i ponownie mieliśmy zaciętą walkę. W związku z tym Świątek rozegrała swój drugi najdłuższy mecz pierwszej rundy w karierze – czytamy.
    Tenisistka w stroju sportowym z rakietą w ręku podczas meczu na korcie, z wyrazem emocji na twarzy, w tle rozmyte elementy hali z widocznym fragmentem napisu.

    Iga ŚwiątekAFP
    Tenisistka w sportowym stroju i czapeczce z daszkiem z wyciągniętymi ramionami, z intensywnym wyrazem twarzy. W tle rozmyta publiczność na trybunach.

    Iga ŚwiątekMATTHEW STOCKMAN / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP / ELSA / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    Aleksandra Szczygłowska: Znów na naszym meczu było kilka smutnych obrazków.

  • Prawda o Sabalence wyszła na jaw. “Przekracza granice”

    Prawda o Sabalence wyszła na jaw. “Przekracza granice”

    Aryna Sabalenka od lat zachwyca na korcie, ale jak się okazuje, równie mocne wrażenie robi poza nim. Po meczu pierwszej rundy Australian Open pytanie o Białorusinkę otrzymała Amanda Anisimova, która od jakiegoś czasu jest w gronie przyjaciółek liderki światowego rankingu w tourze. Amerykanka ujawniła, jaka tak naprawdę jest Sabalenka poza kortem.
    Aryna Sabalenka

    Aryna SabalenkaDIMITAR DILKOFFAFP

    Aryna Sabalenka od lat należy do ścisłej światowej czołówki kobiecego tenisa i obecnie pełni rolę liderki rankingu WTA. Białorusinka imponuje siłą, pewnością siebie i konsekwencją, a jej nazwisko od dawna wymieniane jest w gronie głównych faworytek najważniejszych turniejów. W Melbourne Sabalenka walczy o swój piąty tytuł wielkoszlemowy w karierze, potwierdzając wysoką formę już na samym początku rywalizacji. W pierwszej rundzie Australian Open bez większych problemów pokonała Tiantsoę Rakotomangę Rajaonah, wysyłając rywalkom wyraźny sygnał, że znów jest gotowa na walkę o najwyższe cele.

    W Australian Open rywalizuje także Amanda Anisimova, która w ostatnich miesiącach nawiązała przyjacielską relację z liderką światowego rankingu. Amerykanka w rozmowie z mediami uchyliła rąbka tajemnicy na temat tego, jaka Aryna Sabalenka jest naprawdę poza kortem, pokazując jej mniej znane oblicze.

    Amanda Anisimova ujawnia prawdę o Arynie Sabalence. Taka jest poza kortem

    Amanda Anisimova w poniedziałek rozpoczęła swoje zmagania w Australian Open, bez problemów pokonując Simonę Waltert 6:3, 6:3. Zajmująca czwarte miejsce w rankingu WTA Amerykanka jest gotowa do rywalizacji o cenne trofeum, a po meczu chętnie odpowiadała na pytania dziennikarzy. Jedno z nich dotyczyło nagrania filmiku na TikToka z Aryną Sabalenką. Anisimova nie miała problemów, by opowiedzieć o relacji, jaka łączy ją z Białorusinką.

    “Tak, lubię się dobrze bawić z zawodniczkami. Czuję, że mam wiele dobrych relacji w tourze i myślę, że to dla mnie osobiście bardzo ważne. Mam na myśli to, że spędzamy ze sobą więcej czasu niż z rodziną i przyjaciółmi. Myślę, że ważne jest, aby utrzymywać te relacje i móc dobrze się bawić poza kortem” – przyznała Anisimova, cytowana przez “The Tennis Gazette”.

    Amerykanka zwróciła też uwagę na atmosferę, jaką Sabalenka potrafi stworzyć wokół siebie. “Bardzo mi się to podoba w Arynie i Pauli, że potrafią stworzyć przyjemną atmosferę poza meczami, kiedy możemy po prostu poćwiczyć i być blisko siebie. To bardzo lekkie i przyjemne” – dodała, nawiązując również do przyjaźni Białorusinki z Paulą Badosą. Anisimova nie ukrywała, że imponuje jej to, iż Sabalenka, mimo pozycji liderki rankingu WTA, potrafi zachować balans między profesjonalizmem a radością z gry. “Mam wrażenie, że przekracza pewne granice, jeśli chodzi o zachowanie równowagi. Uwielbiam to” – podsumowała Amerykanka, przed którą mecz drugiej rundy Australian Open.
    Kobieta w sportowym żółtym stroju na korcie tenisowym z wyrazem emocji na twarzy. W tle widoczni rozmazani ludzie oraz nieostre światła.

    Aryna SabalenkaAFP
    Aryna Sabalenka

    Aryna SabalenkaDIMITAR DILKOFF / AFPAFP
    Zawodniczka tenisa w fioletowej sukience sportowej skupiona w trakcie meczu na korcie tenisowym, z rakietą w dłoniach i gotowością do odbioru piłki

    Amanda AnisimovaMinas PanagiotakisAFP

    Tomas Machac – Ugo Humbert. Skrót meczu. WIDEOPolsat

  • Świątek tylko spojrzała na Fissette’a i Abramowicz. Te miny mówiły wszystko

    Świątek tylko spojrzała na Fissette’a i Abramowicz. Te miny mówiły wszystko

    Mecz z Yue Yuan w pierwszej rundzie Australian Open nie przyniósł Idze Świątek pełnego spokoju. Choć Polka wygrała 7:6, 6:3 i awansowała dalej, nie była to odpowiedź, która zamknęłaby usta krytykom – w tym kontrowersyjnej Danielle Collins – ani taka, która całkowicie uspokoiłaby jej kibiców. W trakcie spotkania z chińską kwalifikantką kilkukrotnie mogły zapalić się sygnały ostrzegawcze.

    Gdy notowana dopiero na 130. miejscu w rankingu WTA Yue Yuan odważnie rozpoczęła pojedynek i w pierwszym secie prowadziła już 2:0, a potem 3:1, realizator transmisji kilkakrotnie pokazywał trenera Świątek, Wima Fissette’a. Belg z kamienną twarzą obserwował wydarzenia na korcie. Trudno było nie odnieść wrażenia, że w jego spojrzeniu kryje się niepokój – był to bowiem moment, w którym druga rakieta świata znalazła się pod realną presją.

    Świątek przetrwała napór rywalki, a w pewnym momencie znacząco spojrzała w stronę swojego boksu. Komentatorzy Eurosportu podsumowali ten gest pół żartem, pół serio, ale wkrótce atmosfera znów zrobiła się napięta. Ulga mieszała się z niepokojem, a słowa „uff”, „było blisko” czy „możemy odetchnąć” regularnie pojawiały się w relacji.

    – Tak to działa psychologicznie. Zawodniczki widzą, że Iga nie jest już nietykalna, jak przez pewien czas. Coraz więcej dziewczyn pokazuje, że można z nią walczyć, że bywa nerwowa i popełnia błędy. Te niżej notowane wychodzą dziś na kort bez dawnego strachu – mówił niedawno w rozmowie ze Sport.pl kapitan reprezentacji Polski w Billie Jean King Cup, Dawid Celt.

    Dokładnie z takim nastawieniem na Rod Laver Arenę wyszła Yue Yuan. Chinka nigdy wcześniej nie przeszła w Melbourne pierwszej rundy, a jej najlepszym wielkoszlemowym wynikiem pozostaje trzecia runda. Różnica klas – zwłaszcza w zestawieniu z sześcioma tytułami Wielkiego Szlema Świątek – wydawała się ogromna. A jednak już po kilkunastu minutach Yuan miała na koncie tyle samo gemów, ile w całym poprzednim meczu z Polką, rozegranym w ubiegłym roku w Pekinie.

    Przypominało to nieco przypadek Evy Lys. Niemka, zanim w styczniowym United Cup stoczyła ze Świątek trzysetowy bój, wcześniej potrafiła urwać jej maksymalnie cztery gemy – i to tylko raz na trzy spotkania. Yuan poszła tą samą drogą: świetny timing na returnie, odważny serwis i gra na granicy ryzyka. Pod presją Polka zaczęła się mylić – scenariusz znany z wcześniejszych występów.

    Z czasem jednak intensywność gry zaczęła zbierać żniwo po stronie Chinki. Przy stanie 0:3 w drugim secie skorzystała z przerwy medycznej, a wielu obserwatorów było przekonanych, że jest już na skraju wyczerpania. Mimo to potrafiła jeszcze wrócić do walki, co tylko podkreślało, że Świątek tego dnia nie miała łatwego zadania.

    Nie był to pierwszy nerwowy początek turnieju wielkoszlemowego w wykonaniu Polki. Świątek często potrzebuje czasu, by wejść w rytm rywalizacji. Zdarzało się, że początkowa niepewność znikała po kilku dniach, ale bywało też inaczej. Trzy lata temu w Melbourne z trudem ograła w pierwszej rundzie Jule Niemeier 6:4, 7:5, by później odpaść w 1/8 finału po pełnym napięcia meczu z Jeleną Rybakiną.

    Czy tym razem spokój przyjdzie szybciej? Na razie trudno to jednoznacznie ocenić. Owszem, należą się brawa dla Yuan za odwagę i jakość gry, ale nie sposób pominąć faktu, że Świątek kilkakrotnie sama zapraszała rywalkę do gry. Znów próbowała kończyć akcje zbyt szybko, celowała w linie i mnożyła niewymuszone błędy. Ten sam problem był widoczny niedawno w United Cup, w przegranych meczach z Coco Gauff i Belindą Bencic.

    Wciąż więc brakuje w Melbourne wyraźnej odpowiedzi na pojawiające się wątpliwości. Przed meczem Jon Wertheim w podcaście Andy’ego Roddicka sugerował, że forma fizyczna Świątek na treningach nie wygląda najlepiej, a same zajęcia są skracane. Tym doniesieniom stanowczo zaprzeczył na platformie X Maciej Ryszczuk, trener przygotowania fizycznego wiceliderki rankingu WTA. I rzeczywiście – w spotkaniu z Yuan kwestie fizyczne nie budziły obaw. Pojawiły się jednak znaki zapytania innej natury.

    Szerokim echem odbiła się także wypowiedź Danielle Collins. Amerykanka, która w przeszłości oskarżała Świątek o nieszczerość i wielokrotnie wzbudzała kontrowersje, wskazała Polkę jako jedną z kandydatek do przedwczesnego odpadnięcia z Australian Open.

    – To może nie być zaskoczenie, ale wskazuję Igę Świątek. Jej gra w United Cup była niepokojąca, przegrała tam dwa mecze z rzędu. Widać, że są u niej pewne problemy – stwierdziła Collins, zapytana o zawodniczki z Top 10, które mogą pożegnać się z turniejem już w pierwszych rundach.

    Z jednej strony Świątek udowodniła w poniedziałek, że potrafi przetrwać trudne chwile – a odporność psychiczna nieraz ratowała ją w sytuacjach granicznych. Z drugiej jednak trudno uznać ten występ za stanowcze zaprzeczenie tezy Collins.

    Pocieszało, że na korcie znów było słychać charakterystyczne „Jazda!”, szczególnie gdy Polka odrabiała straty w pierwszym secie i dobrze rozpoczęła drugiego. Ale pojawiały się też gesty frustracji, nerwowe spojrzenia w stronę boksu i liczne wskazówki taktyczne od Fissette’a. W pewnym momencie kamery uchwyciły, jak psycholożka Daria Abramowicz wymienia uwagi z Ryszczukiem, a Świątek, szykując się do serwisu, odwraca się i spogląda w ich stronę wymownie.

    – Gdyby wzrok mógł zabić – żartowali komentatorzy.

    Niepokój jednak szybko wrócił, bo pojawiło się pytanie, czy Polka rzeczywiście zdoła szybko zamknąć to spotkanie. Chciałoby się, by jedynym problemem Świątek był niewygodny strój, który w pewnym momencie ją rozpraszał. – Nie wygląda to najlepiej – oceniał komentator, gdy 24-latka wróciła na kort po przerwie. Niestety, podobne słowa chwilami pasowały nie tylko do podwiniętej spódnicy, ale i do jej gry.

    W drugiej rundzie dwukrotna półfinalistka Australian Open (2022 i 2025) zmierzy się z Marie Bouzkovą. Choć mało prawdopodobne, by notowana na 44. miejscu Czeszka sprawiła sensację – Świątek wygrała oba dotychczasowe pojedynki – kibice Polki z pewnością liczą na znacznie bardziej przekonującą odpowiedź. Taką, która nie pozostawi wątpliwości i definitywnie uciszy głosy w rodzaju tych, które dochodzą z obozu Danielle Collins.

  • Świątek ledwo zeszła z kortu. A WTA ogłasza. Yuan nie mogła uwierzyć

    Świątek ledwo zeszła z kortu. A WTA ogłasza. Yuan nie mogła uwierzyć

    Choć nie obyło się bez trudnych momentów, obyło się bez sensacji. Iga Świątek po wymagającym i momentami bardzo zaciętym meczu z Yue Yuan wywalczyła awans do drugiej rundy Australian Open. Zwycięstwo Polki odbiło się szerokim echem w światowych mediach, a oficjalny portal WTA zwrócił uwagę, że tym razem starcie obu tenisistek miało zupełnie inny charakter niż ich poprzednia konfrontacja. Podkreślono również klasę i opanowanie wiceliderki rankingu, która w kluczowych fragmentach spotkania potrafiła wejść na najwyższy poziom, wprawiając Chinkę w wyraźne osłupienie.

    Poniedziałkowy pojedynek pierwszej rundy w Melbourne nie był dla Igi Świątek łatwą przeprawą. Szczególnie pierwszy set dostarczył wielu emocji i trwał znacznie dłużej, niż mogło się wydawać przed rozpoczęciem spotkania. Zamiast szybkiego rozstrzygnięcia kibice obejrzeli blisko dwugodzinną, wyrównaną walkę, w której Polka musiała sięgnąć po pełnię swoich umiejętności. Ostatecznie to jednak 24-letnia raszynianka udowodniła swoją wyższość, triumfując 7:6(5), 6:3.

    Dzięki temu Świątek bez przykrej niespodzianki zameldowała się w drugiej rundzie Australian Open, gdzie jej rywalką będzie Marie Bouzkova. Czeszka udanie rozpoczęła turniej, pokonując Renatę Zarazuę z Meksyku 6:2, 7:5 i zapowiada się na wymagającą przeciwniczkę.

    Australian Open. WTA docenia klasę Igi Świątek
    Na inauguracyjne zwycięstwo Polki na australijskich kortach zareagował oficjalny serwis WTA. Organizacja przypomniała, że poniedziałkowy mecz znacząco różnił się od ubiegłorocznego starcia Świątek z Yuan w Pekinie. Wówczas Polka nie dała rywalce żadnych szans, wygrywając 6:0, 6:3 w zaledwie 74 minuty. Tym razem Chinka postawiła znacznie twardsze warunki, zmuszając faworytkę do większego wysiłku. Mimo to Świątek potrafiła odpowiedzieć w najlepszy możliwy sposób, stopniowo przejmując kontrolę nad wydarzeniami na korcie.

    WTA zwróciła szczególną uwagę na opanowanie i dojrzałość Polki w decydujących momentach pierwszego seta. Yuan była o krok od jego wygrania i w tie-breaku długo dotrzymywała kroku wiceliderce rankingu. Wtedy jednak Świątek zaczęła dyktować warunki gry, co przełożyło się na serię precyzyjnych uderzeń kończących. Jak podkreślono, Polka zapisała na swoim koncie sporą część z 24 winnerów właśnie w kluczowych fragmentach meczu.

    – Yuan chwilami nie mogła uwierzyć, gdzie lądowały piłki posyłane przez Świątek. To najlepiej świadczy o precyzji i jakości jej gry – napisano na oficjalnej stronie WTA.

    Portal dodał również, że na początku drugiego seta Iga Świątek płynnie przeniosła impet z końcówki pierwszej partii, szybko obejmując prowadzenie i kontrolując przebieg spotkania do samego końca. Zwycięstwo w Melbourne było dla niej już 25. z rzędu wygraną w meczach pierwszej rundy turniejów wielkoszlemowych, co tylko potwierdza jej niezwykłą regularność.

    – Spokój, siła i precyzja – tak WTA podsumowała główne atuty Igi Świątek, które przesądziły o jej triumfie nad Yue Yuan. Pozostaje liczyć na to, że ten arsenał będzie skuteczny również w kolejnych rundach, a forma Polki będzie rosła wraz z rozwojem turnieju. Tym bardziej że podczas tegorocznego Australian Open Świątek po raz pierwszy w karierze staje przed realną szansą skompletowania Karierowego Wielkiego Szlema.

  • Niemiła niespodzianka ze Świątek w Australian Open. Nie tak to miało wyglądać

    Niemiła niespodzianka ze Świątek w Australian Open. Nie tak to miało wyglądać

    Przygodę z tegorocznym Australian Open Iga Świątek rozpoczęła z pewnymi problemami. W meczu pierwszej rundy to Yue Yuan wygrała dwa pierwsze gemy, a w pewnym momencie na tablicy wyników wyświetlił się wynik 5:3 na korzyść Chinki. Polka musiała odrabiać straty, ruszyła w pościg i ostatecznie wygrała pierwszego seta 7:6 (5). W drugim także nie obyło się bez kłopotów. Yuan miała nawet break pointa na 3:3, lecz nie wykorzystała okazji. Finalnie drugi set skończył się wynikiem 6:3 dla wiceliderki rankingu WTA. To zatem ona melduje się w drugiej rundzie wielkoszlemowego turnieju, gdzie spotka się z Marie Bouzkovą. Jednak echa starcia z Chinką jeszcze przez chwilę nie zamilkną.

    Apel po meczu Świątek w Autralian Open. “Doceniajmy to”

    Po zakończonym meczu akcja przeniosła się do studia Eurosportu, gdzie gośćmi Piotra Karpińskiego byli Piotr Sierzputowski i Dawid Celt. Ostatni z panów na wstępie podkreślił, że Świątek pojedynek wygrała i to jest najważniejsza rzecz. Trudno jednak było nie zauważyć, w jakim stylu zatriumfowała.

    “Nie było to łatwe, przekonujące zwycięstwo, jakiego mogliśmy oczekiwać, ale cały czas to jest zwycięstwo. Doceniajmy to” – zaapelował Celt. A następnie pokusił się o ocenę tego, co mogło przyczynić się do problemów Igi na korcie.

    “Myślę, że wynikało to z dwóch czynników. Z tego, że Iga zagrała troszeczkę słabiej niż nas do tego przyzwyczaiła, zwłaszcza początek meczu miała dużo słabszy, niż można było zakładać. Ale też z niezłej dyspozycji rywalki, która zaadaptowana do tych warunków, które panują w Melbourne, wygrała trzy mecze w eliminacjach, zadowolona, bo plan minimum zrealizowała, nie mająca nic do stracenia, mająca narzędzia do tego, by trochę postraszyć przeciwniczkę. To była 36. tenisistka rankingu, która rozegrała świetny sezon w 2024 roku” – przypomniał.

    Wszystko było w jej rękach, aby zaatakować. I zrobiła to, poszukała swojej szansy, wykorzystując na początku słabszą dyspozycję Igi. Stąd taki wyrównany pojedynek

    W podobnym tonie wypowiedział się Sierzputowski, notabene w przeszłości współpracujący ze Świątek. Zasygnalizował, że teraz wiele zależy od samej tenisistki oraz jej zespołu. Na dalsze losy Igi w turnieju w Melbourne wpłynie to, jak cały team przepracuje mecz z Chinką, do jakich wniosków dojdzie i gdzie poszuka przyczyny słabszej dyspozycji Polki w pierwszej rundzie Australian Open. Jeśli lekcja zostanie odrobiona, Świątek może grać z meczu na mecz lepiej, ponieważ nie tylko wyciągnie konstruktywne wnioski i poprawi grę, lecz także stopniowo będzie schodzić z niej presja.

    Zgodził się z tym Celt, który dorzucił coś jeszcze. “Myślę, że Iga będzie miała do siebie zastrzeżenia pod względem jakości gry dzisiaj. Można to było trochę wyczuć między wierszami w rozmowach po meczu. Natomiast trzeba wyciągnąć wnioski, ale też nie sprowadzać swojej dyspozycji do tego co było w ostatnim spotkaniu, bo każdy mecz to inne rozdanie” – podsumował.

    Iga Świątek, Australian Open 2026

    Iga Świątek, Australian Open 2026David GrayAFP
    Yuan Yue i Iga Świątek

    Yuan Yue i Iga ŚwiątekDavid GrayAFP
    Iga Świątek, Australian Open 2026

    Iga Świątek, Australian Open 2026Fred LeeGetty Images