• Tusk był nagrywany. Sześć sekund na podłodze. W sieci lawina komentarzy

    Tusk był nagrywany. Sześć sekund na podłodze. W sieci lawina komentarzy

    Chwilę po historycznym triumfie reprezentacji Polski w United Cup premier Donald Tusk opublikował w serwisie X krótkie, ale bardzo wymowne nagranie z własnym udziałem. Sześciusekundowy klip pokazuje szefa rządu wpatrzonego w ekran telewizora w trakcie decydującej akcji finałowego meczu ze Szwajcarią. Gdy piłka meczowa trafia na konto „Biało-Czerwonych”, napięcie ustępuje miejsca niczym nieskrępowanej eksplozji radości. Reakcje internautów były w większości entuzjastyczne, choć nie zabrakło też kąśliwych komentarzy z zupełnie prozaicznego powodu.

    Na nagraniu widać Donalda Tuska klęczącego tuż przed telewizorem. Przez moment premier z uwagą śledzi wydarzenia na korcie, by po chwili – gdy staje się jasne, że Polska sięga po zwycięstwo – dać upust ogromnym emocjom. W komentarzach pod wpisem wielu użytkowników podkreślało dumę z sukcesu polskiej drużyny, która po raz pierwszy w historii wygrała United Cup. Był to dopiero trzeci występ Polaków w tych rozgrywkach – wcześniejsze kończyły się finałem oraz półfinałem.

    Premier postanowił podzielić się tą chwilą z internautami, podkreślając wagę historycznego sukcesu osiągniętego na antypodach. Droga do triumfu nie była jednak łatwa. W finale Polska zmierzyła się ze Szwajcarią, a rywalizacja rozpoczęła się od niekorzystnego wyniku. Iga Świątek musiała uznać wyższość Belindy Bencic, przegrywając 6:3, 0:6, 3:6.

    Sytuację odwrócił jednak Hubert Hurkacz, który po trzysetowym boju pokonał doświadczonego, 40-letniego Stana Wawrinkę 6:3, 3:6, 6:3. O losach tytułu zadecydował mikst. Katarzyna Kawa i Jan Zieliński, niepokonani przez cały turniej, ponownie stanęli na wysokości zadania, wygrywając z Belindą Bencic i Jakubem Paulem 6:4, 6:3.

    – Hubert, to co zrobiłeś po kilku miesiącach przerwy, jest niesamowite. Brakuje mi słów, by to opisać. Twoja determinacja i to, co wniosłeś do swojej gry, robi ogromne wrażenie – mówiła po finale Iga Świątek, chwaląc również Katarzynę Kawę i Jana Zielińskiego.

    To właśnie po zwycięskiej piłce w meczu mikstów Donald Tusk wybuchł radością, a ten moment postanowił udostępnić w sieci. Nietrudno było przewidzieć, że obok gratulacji pojawią się także złośliwości. Część internautów skupiła się bowiem na tym, że widoczny na nagraniu telewizor… stoi bezpośrednio na podłodze. W komentarzach szybko zaroiło się od ironicznych uwag, a nawet żartobliwych propozycji zorganizowania zbiórki na szafkę pod odbiornik.

    Premier jednak zupełnie nie przejął się tego typu komentarzami, koncentrując się na świętowaniu sukcesu polskich tenisistów. Klip opatrzył wpisem: „Zawieje i zamiecie śnieżne i polityczne, a tu taka radość! Iga, Kasia, Hubi i Janek ❤️ Superteam”.

    Emocje związane z tenisowymi wydarzeniami szybko jednak nie opadną. Już w poniedziałek w Melbourne rozpocznie się Australian Open – jedyny turniej wielkoszlemowy, którego Iga Świątek wciąż nie ma jeszcze w swoim dorobku.

    https://x.com/donaldtusk/status/2010336272632680927?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2010336272632680927%7Ctwgr%5Efef012252e2485484d38d946ba3ff1ddb52fe461%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Fnews-tusk-byl-nagrywany-szesc-sekund-na-podlodze-w-sieci-lawina-knId22507394

  • Polacy świętują, nagranie hitem sieci. To się wydarzyło tuż po finale United Cup

    Polacy świętują, nagranie hitem sieci. To się wydarzyło tuż po finale United Cup

    Początek sezonu 2026 zapisze się w historii polskiego tenisa złotymi zgłoskami. Po latach prób i bliskich sukcesów reprezentacja Polski wreszcie sięgnęła po upragnione trofeum United Cup. W wielkim finale „Biało-Czerwoni” pokonali Szwajcarię 2:1, a po decydującym punkcie w Sydney rozpoczęła się euforia, której urywki szybko obiegły media społecznościowe i spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem kibiców.

    Była to już czwarta edycja drużynowych rozgrywek United Cup i od samego startu Polacy dawali jasny sygnał, że przyjechali walczyć o najwyższe cele. W debiucie dotarli do półfinału, a w dwóch kolejnych latach meldowali się w finale, za każdym razem ocierając się o końcowy triumf. Brakowało jednego, ostatniego kroku. Ten udało się wykonać dopiero teraz.

    11 stycznia 2026 roku drużyna prowadzona przez kapitana Mateusza Terczyńskiego dopięła swego. W finałowej rywalizacji z reprezentacją Szwajcarii losy tytułu ważyły się do samego końca, a decydujący okazał się mecz mikstowy. Duet Katarzyna Kawa – Jan Zieliński stanął naprzeciw pary Belinda Bencic – Jakub Paul i to właśnie to starcie postawiło symboliczna kropkę nad „i”. Chwila zakończenia meczu przyniosła eksplozję radości na polskiej ławce i na trybunach.

    https://x.com/UnitedCupTennis/status/2010338155984273523?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2010338155984273523%7Ctwgr%5Ea00683f96879f4fdd1bae202849c9d27927f3b0c%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-polacy-swietuja-nagranie-hitem-sieci-to-sie-wydarzylo-tuz-ponId22507375

    Po ceremonii dekoracji przyszedł czas na świętowanie w luźniejszej atmosferze. Zawodnicy i zawodniczki pozwolili sobie na moment beztroskiej radości, a nagranie z celebracji szybko trafiło do sieci. Organizatorzy United Cup opatrzyli je krótkim, ale wymownym komentarzem: „Reprezentacja Polski poszalała”. Filmik błyskawicznie zdobył tysiące reakcji i lawinę pozytywnych komentarzy. Kibice nie kryli wzruszenia i dumy, pisząc m.in.: „Brawo drużyno, jesteśmy z was dumni”, „Uwielbiam ich energię” czy „Taka radość to czysta przyjemność do oglądania”.

    https://www.instagram.com/reel/DTX54daEn7h/?utm_source=ig_web_copy_link

    Euforia po historycznym triumfie nie potrwa jednak długo. Sezon 2026 dopiero się rozkręca, a przed polskimi tenisistami już kolejne, niezwykle wymagające wyzwania. Na horyzoncie majaczy bowiem pierwszy turniej wielkoszlemowy w tym roku – Australian Open, który wystartuje 18 stycznia. Pozostaje mieć nadzieję, że sukces w United Cup doda „Biało-Czerwonym” skrzydeł i że znakomita forma przełoży się również na występy w Melbourne.

  • Ataku furii. Na trybunach rozpoznano kobietę. Czekała tylko na jedno

    Ataku furii. Na trybunach rozpoznano kobietę. Czekała tylko na jedno

    Piękna historia w Sydney zakończona biało-czerwonym triumfem. Po raz pierwszy w historii Polska wygrała United Cup, sięgając po główne trofeum za trzecim podejściem. Na trybunach nie zabrakło kibiców gorąco dopingujących naszych reprezentantów. Szczególną uwagę realizatora transmisji zwracała jedna postać. Absolutnie nietuzinkowa. Doskonale pamiętamy ją choćby z poprzedniej edycji turnieju.
    Tenisistka w białej czapce oraz stroju sportowym wykonuje dynamiczne uderzenie rakietą, skupiając się na precyzji i sile ruchu. Sylwetka zwraca uwagę energią i zaangażowaniem w grze.

    Iga Świątek SAEED KHANAFP

    Najpierw finałowa porażka z Niemcami, potem półfinałowa przegrana z USA. Ale trzecie podejście do United Cup wreszcie zakończyło się dla Polaków triumfem. Tenisowy sezon zaczyna się dla nas nad wyraz obiecująco.

    Kiedy w tegorocznej edycji uporaliśmy się z Amerykanami w boju o finał, wydawało się, że już nic nie może zatrzymać “Biało-Czerwonych” w drodze po główne trofeum. Finał ze Szwajcarią okazał się jednak arcytrudną batalią.

    Polska wygrywa United Cup. Euforia zakonnicy na trybunach hitem finału. Siostra Margaret skradła show

    – O mój boże. W końcu nam się udało, za trzecim razem. W końcu to zrobiliśmy. Nie mam słów. Do trzech razy sztuka. To nie było szczęście, bo ciężko na to zapracowaliśmy – mówiła zaraz po spotkaniu Iga Świątek.

    – Hubert, to co ty zrobiłeś, wracając po kilku miesiącach przerwy, to jest coś niesamowitego. Nie mam na to słów, żeby to opisać. Ta twoja determinacja, to co wprowadziłeś do swojej gry, jest niesamowite – chwaliła Iga starszego kolegę, nie szczędząc słów uznania również Kawie i Zielińskiemu.

    Uważni obserwatorzy zauważyli jednak, że osobne show rozgrywało się tuż obok kortu. Na trybunach pojawiła się bowiem siostra Margaret, gorąco kibicująca naszym zawodnikom. Stali bywalcy tenisowych turniejów w Australii znają ją już doskonale. To Małgorzata Kozub ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu, która na antypodach mieszka od ponad siedmiu dekad.

    Żywiołowe reakcje zakonnicy po raz kolejny stały się hitem internetu. Siostra nie kryła euforii po każdej wygranej piłce naszego zespołu. A po ostatniej akcji eksplodowała szczęściem, ocierając łzy. Potem przebrała się w czerwoną koszulkę z napisem “Polska Team” i celebrowała wiktorię wspólnie z Igą i resztą ekipy.

    – Polska drużyna po raz pierwszy wygrała duży turniej, duży event. Mam nadzieję, że to pomoże w rozwoju tej dyscypliny w naszym kraju i będzie wymiana pokoleń – skwitowała na koniec Świątek.

    Tymczasem sister Margaret przenosi się do Melbourne i już czeka na start Australian Open. Start wielkoszlemowej imprezy w najbliższy poniedziałek.

    Iga Świątek po wygraniu United Cup: Do trzech razy sztukaPolsat Sport
    Zawodniczka tenisowa w białej koszulce i czapce sportowej wyraża silne emocje po zakończonej akcji na korcie tenisowym. W tle jasnoniebieska nawierzchnia kortu, widoczny fragment rakiety.

    Iga ŚwiątekIZHAR KHANAFP
    Tenisista w białej koszulce z wyrażeniem triumfu na twarzy, ściskający pięść z rakietą w drugiej ręce na tle publiczności oraz polskiej flagi.

    Hubert HurkaczIZHAR KHANAFP
    Grupa siedmiu uśmiechniętych tenisistów w sportowych strojach z medalami na szyjach i dużym pucharem trzymanym centralnie, stojąca razem na korcie tenisowym po wygranym turnieju.

    Polska triumfatorem United Cup AD 2026IZHAR KHANAFP

  • Butelka szampana nad głową Świątek, Hurkacz uciekł. Sceny po finale Polaków

    Butelka szampana nad głową Świątek, Hurkacz uciekł. Sceny po finale Polaków

    Polacy świętują, nagranie hitem sieci. To się wydarzyło tuż po finale United Cup

    Początek roku okazał się naprawdę świetny dla polskiego tenisa – nasza reprezentacja bowiem po kilku latach starań w końcu dopięła swego i zatriumfowała w rozgrywkach United Cup, pokonując w finale Szwajcarię 2:1. Po zakończeniu zmagań przyszedł dla “Biało-Czerwonych” czas na zasłużoną celebrację, której fragmenty trafił do sieci i wywołały falę pozytywnego odzewu.
    Kobieta w białej koszulce i czerwonej spódniczce z akredytacją na szyi pozuje do zdjęcia na tle ścianki z logotypami, uśmiechając się. Na drugim fragmencie kadru ta sama osoba stoi przy barierce w budynku, również uśmiechnięta i ubrana na sportowo.

    Polacy świętują zwycięstwo w finale United CupUnited cupmateriały prasowe

    Za nami czwarta już edycja rozgrywek United Cup, w których od samego początku reprezentacja Polski prezentowała naprawdę wysoką formę. W pierwszej odsłonie UC “Biało-Czerwoni” dotarli do półfinału, a następnie dwukrotnie przedzierali się do finałów.

    Wciąż jednak brakowało im sięgnięcia po wymarzone trofeum – aż do teraz. 11 stycznia 2026 roku kadra pod wodzą kapitana Mateusza Terczyńskiego przypieczętowała historyczny sukces i ograła ostatecznie w finale Szwajcarię 2:1.

    Po raz pierwszy w historii! Polska wygrała United Cup!Polsat Sport

    Szampany w dłoń, Polacy świętują. Radosne obrazki po wygranej w United Cup

    Na tym jednak się oczywiście nie skończyło. Po ceremonii, na której uhonorowano nowych czempionów, nasi kadrowicze mogli już nacieszyć się wygraną w nieco luźniejszej atmosferze. Do sieci trafił sympatyczny filmik opatrzony przez organizatorów United Cup wymownym komentarzem: “Reprezentacja Polski poszalała”:

    Nagranie momentalnie zaczęło zbierać tysiące reakcji, a w komentarzach pojawiło się wiele ciepłych słów pod adresem sportowców. “Brawo drużyno. Jesteśmy z Was dumni”; “Kocham ich energię”; “Ale radość. Super się ogląda!” – to tylko niektóre z wpisów kibiców.

    Czas na nowe wielkie wyzwanie. Australian Open już niebawem

    To jednak dopiero początek sezonu 2026 – a przed naszymi zawodnikami i zawodniczkami już niebawem kolejne wielkie wyzwania, w tym pierwsza odsłona Wielkiego Szlema w bieżącej kampanii, Australian Open. Turniej ten zostanie zainaugurowany 18 stycznia i nie pozostaje nic innego jak ściskać kciuki, że nasze “Orły” niesione sukcesem w United Cup błysną również formą i na AO.
    Jan Zieliński

    Jan ZielińskiFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Tenisistka w białej koszulce i z widocznym logotypem Lotto energicznie okazuje emocje, zaciśnięta pięść sugeruje świętowanie zdobytego punktu podczas meczu, w tle widoczna rozmyta postać mężczyzny.

    Katarzyna KawaAndrzej Iwańczuk/ReporterReporter
    Tenisista w białej koszulce z wyrażeniem triumfu na twarzy, ściskający pięść z rakietą w drugiej ręce na tle publiczności oraz polskiej flagi.

    Hubert HurkaczIZHAR KHANAFP

  • Stoch płakał w ramionach żony, gorzkie słowa mistrza po ostatnim skoku. “Nie nadawałem się”

    Stoch płakał w ramionach żony, gorzkie słowa mistrza po ostatnim skoku. “Nie nadawałem się”

    Dla Kamila Stocha obecny sezon Pucharu Świata jest ostatnim w karierze. Choć 38-latek podkreśla, że stara się czerpać radość z każdego skoku, starty w Zakopanem zajmują w jego historii wyjątkowe miejsce. To na Wielkiej Krokwi, jako 12-latek, poszybował na 128 metrów, czym do dziś budzi zdumienie kibiców.

    W 2011 roku symbolicznie przejął pałeczkę po Adamie Małyszu, odnosząc przed własną publicznością pierwsze zwycięstwo w Pucharze Świata. W Zakopanem pięciokrotnie stawał na najwyższym stopniu podium, po raz ostatni w 2020 roku.

    “Wspomnienie wróciło i pojawiło się marzenie, żeby to wszystko wróciło w takim samym scenariuszu” – wyznał Stoch.

    Kamil Stoch pożegnał się z Zakopanem. Oddał ukłon w stronę kibiców

    Podczas niedzielnego konkursu indywidualnego Kamil oddał skok na odległość 119,5 m, co nie pozwoliło mu uzyskać awansu do drugiej serii. Był to więc ostatni skok Stocha na Wielkiej Krokwi w ramach Pucharu Świata. Skoczek po swojej próbie długo machał kibicom, oddając nawet w ich stronę ukłon.

    Ten weekend pod względem sportowym był dla mnie do niczego. Nie nadawałem się do wykonania najprostszych rzeczy. Marzyłem i wyobrażałem sobie, jak chciałbym oddawać tutaj skoki, jakie miałyby one być. Natomiast często z naszych marzeń, ambicji i chęci wynika zupełnie coś innego

    “Chciałem oddać piękny i daleki skok, cieszyć się ze zwycięstwa, zaśpiewać hymn z kibicami i tak się z nimi pożegnać, ale pożegnałem się w inny sposób.” – dodał.

    Po skoku na Stocha czekali bliscy, w tym jego żona – Ewa Bilan-Stoch. Skoczek ze łzami w oczach wpadł w jej ramiona, co pokazało, jak wiele znaczył dla niego ten konkurs. Uścisk otrzymał także od dyrektora Pucharu Świata – Sandro Pertile.

    Historyczne skoki do celu w Zakopanem. Małysz wśród legend, Schmitt triumfuje. WIDEOAP© 2025 Associated Press

    Karol Nawrocki na trybunach Wielkiej Krokwi. Zakopane pożegnało mistrza

    Już idąc ulicami Zakopanego, mijało się wielu kibiców z transparentami, na których znajdowały się miłe słowa pożegnania dla Stocha. Sam skoczek przyznał, że był wdzięczny kibicom, że przyjechali w tak dużej liczbie.

    “Pod względem emocjonalnym i wspomnień, które ze mną zostaną, ten weekend będzie niesamowity, dzięki tym tysiącom ludzi, którzy tutaj przyszli. Kiedy jechałam wyciągiem na górę i machali do mnie oraz krzyczeli miłe słowa, wtedy uświadomiłam sobie, że nie ma znaczenia, jaki skok oddam, bo najważniejsze jest to, że tutaj jestem, że dotarłam do tego momentu i w taki sposób mogę się pożegnać, mając możliwość zrobić ukłon do kibiców.” – opowiedział Stoch.

    Kibice nie musieli tutaj przyjeżdżać – nie musieli, bo wiedzieli, jak ta zima wygląda, ale chcieli być ze mną przy tym ostatnim skoku

    Na trybunach skoczni obecny był dziś także gość specjalny – prezydent RP, Karol Nawrocki.

    “Nie mam grafiku pana prezydenta, ale jest mi bardzo miło, że najważniejszy człowiek w Polsce zaszczycił nas swoją obecnością i nam kibicował.” – przyznał.

    Z Zakopanego – Natalia Kapustka, Interia Sport.
    Mężczyzna ubrany w czerwoną kurtkę z licznymi logotypami sponsorów oraz czapkę w barwach czerwono-czarno-białych niesie na ramieniu narty z widocznym napisem Fischer. Postać wygląda na zamyśloną, głowę trzyma lekko pochyloną.

    Kamil StochAndrzej Iwańczuk/ReporterEast News
    Zawodnik w stroju do skoków narciarskich stoi przygotowany do startu, ubrane gogle i kask, na piersi widoczne logo sponsorów oraz numer startowy, w tle rozmazany sylwetka innego uczestnika zawodów.

    Kamil StochLUKASZ SZELAG/REPORTERReporter
    Zawodnik w czerwonym kombinezonie narciarskim, trzymający narty, wtula głowę w ramię kobiety ubranej w grubą czapkę i szalik. W tle widać zaśnieżoną skocznię oraz innych uczestników wydarzenia sportowego.

    Kamil Stoch Grzegorz MamotPAP

  • Świątek dostała ataku furii. Na trybunach rozpoznano kobietę. Czekała tylko na jedno

    Świątek dostała ataku furii. Na trybunach rozpoznano kobietę. Czekała tylko na jedno

    Piękna historia w Sydney doczekała się biało-czerwonego finału. Reprezentacja Polski po raz pierwszy w dziejach triumfowała w United Cup, a droga do trofeum – choć wyboista – zakończyła się pełnym emocji zwycięstwem przy trzecim podejściu. Na trybunach nie brakowało polskich kibiców, którzy z całych sił wspierali naszych tenisistów. Kamery transmisji co chwilę wracały jednak do jednej, wyjątkowej postaci, doskonale znanej fanom z poprzedniej edycji turnieju.

    Najpierw była bolesna porażka w finale z Niemcami, potem półfinałowa przegrana z USA. Dopiero trzecia próba przyniosła upragniony sukces. Polska wreszcie sięgnęła po trofeum United Cup, a nowy sezon tenisowy rozpoczął się dla naszych zawodników w wymarzony sposób. Po zwycięstwie nad Amerykanami w półfinale wydawało się, że „Biało-Czerwoni” są nie do zatrzymania. Finał ze Szwajcarią szybko jednak udowodnił, że będzie to próba charakteru, nerwów i odporności psychicznej.

    Historyczny triumf Polaków. Euforia zakonnicy hitem finału. Siostra Margaret skradła całe show

    – O mój Boże, w końcu się udało. Za trzecim razem. Wreszcie to zrobiliśmy. Brakuje mi słów. Do trzech razy sztuka. To nie był łut szczęścia, tylko efekt ciężkiej pracy – mówiła tuż po zakończeniu rywalizacji Iga Świątek.

    Finał rozpoczął się jednak dla Polski bardzo trudno. Liderka światowego rankingu przegrała z Belindą Bencic 6:3, 0:6, 3:6. Porażka była dla niej wyjątkowo bolesna – emocje wzięły górę i po ostatniej piłce Świątek dała upust frustracji, z impetem ciskając rakietą o kort.

    Ciężar odpowiedzialności przejął wtedy Hubert Hurkacz. Wrocławianin, który niedawno wrócił do gry po dłuższej przerwie, stanął na wysokości zadania i pokonał doświadczonego Stana Wawrinkę 6:3, 3:6, 6:3. Decydujący punkt należał do miksta – Katarzyna Kawa i Jan Zieliński potwierdzili znakomitą formę i jako jedyna niepokonana para w turnieju ograli Belindę Bencic i Jakuba Paula 6:4, 6:3.

    – Hubert, to co zrobiłeś po kilku miesiącach przerwy, jest niesamowite. Nie potrafię tego opisać. Twoja determinacja i zmiany w grze robią ogromne wrażenie – komplementowała partnera z reprezentacji Świątek, nie zapominając także o słowach uznania dla Kawy i Zielińskiego.

    Uważnym widzom nie umknęło jednak to, co działo się tuż obok kortu. Na trybunach znów pojawiła się siostra Margaret – niezwykle żywiołowa kibicka polskiej drużyny. Dla bywalców turniejów w Australii to postać doskonale znana. To Małgorzata Kozub ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu, mieszkająca na antypodach od ponad 70 lat.

    Jej reakcje po raz kolejny podbiły internet. Po każdej wygranej piłce Polaków zakonnica wstawała, klaskała i krzyczała z radości. Po decydującym punkcie eksplodowała szczęściem, nie kryjąc łez wzruszenia. Chwilę później przebrała się w czerwoną koszulkę z napisem „Polska Team” i wspólnie z Igą Świątek oraz resztą zespołu celebrowała historyczny sukces.

    – Polska drużyna po raz pierwszy wygrała tak duży turniej, wielki tenisowy event. Mam nadzieję, że to pomoże w rozwoju tej dyscypliny w naszym kraju i przyczyni się do wymiany pokoleń – podsumowała Świątek.

    Tymczasem siostra Margaret przenosi się już do Melbourne, gdzie będzie wspierać Polaków podczas Australian Open. Wielkoszlemowy turniej rusza w najbliższy poniedziałek, a biało-czerwoni przystąpią do niego z ogromnym zastrzykiem wiary i energii po historycznym triumfie w Sydney.

  • Tak rywalka potraktowała Sabalenkę. Mówi wprost. “Nie obchodzi mnie to”

    Tak rywalka potraktowała Sabalenkę. Mówi wprost. “Nie obchodzi mnie to”

    Aryna Sabalenka nie dała żadnych szans Marcie Kostiuk w finale turnieju WTA 500 w Brisbane. Najlepsza tenisistka świata pewnie wygrała z Ukrainką 6:4, 6:3. Po meczu nie zabrakło kontrowersji, związanych z odmową podania ręki Białorusince przez Kostiuk.
    Sabalenka i Kostiuk po finale w Brisbane 2026

    Finał turnieju w Brisbane trwał godzinę i 20 minut. Sabalenka pokazała, że na początku sezonu jest mocna i będzie główną faworytką rozpoczynającego się już 12 stycznia Australian Open. Tymczasem po spotkaniu finałowym z Kostiuk nie zabrakło kontrowersji. Po meczu głos w tej sprawie zabrała Białorusinka.

    Zobacz wideo Boruc szczerze o swoich problemach: Mówię tutaj o jakichś dziwnych rzeczach i używkach

    Aryna Sabalenka reaguje na zachowanie Marty Kostiuk. “Co mogę zrobić? Nie przeszkadza mi to. Nie obchodzi mnie to”

    Sabalenka w Brisbane nie straciła choćby jednego seta. Nie inaczej było także w starciu na koniec rywalizacji przeciwko rewelacji turnieju, Marcie Kostiuk. Ta druga po spotkaniu w poruszającej przemowie poruszyła temat wojny w Ukrainie.

    – Chcę powiedzieć kilka słów o Ukrainie. Każdego dnia gram z bólem w sercu. Tysiące ludzi są teraz bez prądu i ciepłej wody. Na zewnątrz jest minus 20 stopni, więc życie w takiej rzeczywistości każdego dnia jest bardzo, bardzo trudne. A tutaj, w Brisbane, jest bardzo gorąco, więc trudno to sobie nawet wyobrazić. Moja siostra śpi pod trzema kocami, bo w domu jest tak zimno. Dlatego byłam bardzo wzruszona i szczęśliwa, widząc w tym tygodniu tak wielu ukraińskich kibiców i flag – zaznaczyła 26. rakieta świata.

    Do tych słów Kostiuk w żaden sposób nie odniosła się później Sabalenka. Białorusinka nieco bardziej wylewna była po zejściu z kortu. Na pomeczowej konferencji prasowej została zapytana o postawę ukraińskich sportowców, którzy po wywołaniu wojny przez Rosję (z pomocą Białorusi) odmawiają podania ręki sportowcom z krajów-agresorów. Co na to Sabalenka?

    – Cóż, takie jest ich stanowisko. Co mogę zrobić? Nie przeszkadza mi to. Nie obchodzi mnie to. Kiedy wchodzę na kort, skupiam się wyłącznie na tenisie i sporcie – powiedziała najlepsza tenisistka świata.

    – Kiedy wychodzę na kort, myślę o swoim tenisie i o tym, co muszę zrobić, żeby wygrać. Nie ma znaczenia, czy to Marta Kostiuk czy Jessica Pegula. Nadal wychodzę na kort, daję z siebie wszystko i walczę o trofeum. Nie mam nic do udowodnienia. Wychodzę i po prostu rywalizuję jak sportowiec – podkreśliła Sabalenka.

    Zobacz też: Tuż po finale Świątek podeszła do mikrofonu. Zabrakło słów

    Triumf Sabalenki w Brisbane był jej 22. zwycięstwem w głównym cyklu. Już 12 stycznia zaczyna się Australian Open, który potrwa do 26 stycznia. Czy Białorusinka trzeci raz w karierze wygra australijski turniej wielkoszlemowy?

  • Cały świat trąbi o sukcesie Polaków w United Cup! Nagle te słowa o Świątek

    Cały świat trąbi o sukcesie Polaków w United Cup! Nagle te słowa o Świątek

    Tenisowa reprezentacja Polski w niedzielę po raz pierwszy mogła cieszyć się ze zwycięstwa w United Cup. Chociaż w składzie biało-czerwonych znaleźli się Iga Świątek i Hubert Hurkacz, to światowe media w swoich relacjach szczególnie podkreślają wkłada w ten sukces pary mieszanej, Katarzyny Kawy i Jana Zielińskiego. Nie brakuje też obaw o stan zdrowia raszynianki.
    Polacy z pucharem United Cup

    Iga Świątek w półfinale i finale nie była sobą. Najpierw gładko uległa Coco Gauff, a następnie, po zwycięstwie w premierowej partii z Belindą Bencić 6:3, w dwóch kolejnych praktycznie nie istniała, ulegając 0:6, 3:6. Swoje zrobił za to Hubert Hurkacz, choć i on nie miał łatwej przeprawy z 40-letni Stanem Wawrinką. Wrocławianin wygrał ostatecznie 6:3, 3:6, 6:3 i umożliwił Biało-Czerwonym walkę do końca o sukces w United Cup.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany

    Na decydujące spotkanie na kort wyszli Katarzyna Kawa oraz Jan Zieliński. Helweci postawili zaś na Bencić, niepokonaną do tej pory w tej imprezie oraz Jakuba Paula. Polacy szybko pokazali, kto tu będzie rozdawał karty i triumfowali w dwóch odsłonach 6:4, 6:3. Dla naszej ekipy to pierwszy triumf w tych zawodach od debiutu przed czterema laty. W sezonie 2024 i 2025 Świątek i spółka ulegali w finale Amerykanom i Niemcom. Światowe media w swoich relacjach są zgodne – podczas gdy singliści miewali słabsze momenty, na wysokości zawsze stawała polska para mieszana!
    “L’Equipe”: Niezwykły sukces polskiego miksta

    “Po dwóch triumfach Stanów Zjednoczonych i sukcesie Niemców reprezentacja Polski dołączyła do grona zwycięzców United Cup, turnieju drużyn mieszanych rozgrywanego na początku sezonu. W finale biało-czerwoni pokonali Szwajcarię 2-1. O losach rywalizacji decydował mecz miksta” – napisano w relacji francuskiego “L’Equipe”.

    “Belinda Bencić zapewniła Szwajcarkom idealny start, pokonując Igę Świątek, jednak Hubert Hurkacz odpowiedział zwycięstwem ze Stanem Wawrinką. […] Następnie, w walce o tytuł, Katarzyna Kawa i Jan Zieliński ostatecznie pokonali Belindę Bencic i Jakuba Paula” – dodano, chwaląc naszego miksta.

    “W trakcie całego turnieju Katarzyna Kawa i Jan Zieliński osiągnęli niezwykły sukces, wygrywając wszystkie swoje mecze (dwa w fazie grupowej i trzy w fazie pucharowej), w tym trzy decydujące o tytule” – czytamy.

    Ciepłe słowa pod adresem pary mieszanej płyną też z serwisu tennis.com. “Po zajęciu dwóch drugich miejsce w poprzednich edycjach, Polska w końcu pokazał się z dobrej strony w finale i pokonała Szwajcarię 2-1. Kluczowa była postawa miksta Katarzyna Kawa – Jan Zieliński” – zauważono.
    Hurkacz gotowy na AO, Świątek z dwiema porażkami z rzędu

    Pod wrażeniem dyspozycji całej polskiej drużyny jest też portal straitstimes.com. “Polacy zwieńczyli zwycięstwem wspaniały turniej. W drodze po tytuł pokonali ubiegłorocznych mistrzów, Amerykanów. […] Hurkacz może się cieszyć, bo w Australian Open będzie mógł kontynuować swoją dobrą passę. Sześciokrotna mistrzyni Wielkiego Szlema, Iga Świątek, przystąpi zaś do inauguracyjnego wielkoszlemowego turnieju w Melbourne Park z dwiema porażkami z rzędu – po tym, jak przegrała z Bencić w niedzielę i Coco Gauff w półfinale. Mimo to będzie w gronie kandydatek do końcowego sukcesu” – wskazano.

    “Sky Sports” również przyjrzał się najlepszej polskiej tenisistce. “Świątek przegrała w weekend oba mecze singlowe – w niedzielę z Bencić i w sobotę z Gauff. Dla 24-latki była to już czwarta z rzędu przegrana z Amerykanką. Wcześniej triumfowała w 11 z 12 meczów” – przypomniano.
    Świątek pod obserwacją

    Portal au.news.yahoo.com zwraca uwagę przede wszystkim na wyniki Belindy Bencić, która była o krok od perfekcyjnego występu. Porażka w mikście z Janem Zielińskim i Katarzyną Kawą była jej jedyną wpadką w Perth i Sydney. Chwali też 40-letniego Stana Warwinkę, który swoimi gestami i efektownym jednoręcznym bekhendem rozpalił publiczność w rywalizacji z Hubertem Hurkaczem. Jednocześnie podkreśla tajemnicze problemy, z jakimi zmagała się Iga Świątek w trakcie imprezy. Polka płakała, rzucała rakietą, przyjmowała jakieś medykamenty.

    Zobacz także: “Absurdalny poziom!”. Szaleństwo po fantastycznym finale Polaków

    “Chociaż jej drużyna się cieszyła, Świątek w poniedziałek uda się do Melbourne, gdzie jej zdrowie i gra będą pod ścisłą obserwacją. To efekt załamań i słabszych występów w Sydney” – napisano.

    Czy jest się czego obawiać? – Ze zdrowiem Igi wszystko jest w porządku, nie ma żadnej kontuzji. Kibice mogą być spokojni – przekazała nam menedżerka tenisistki, Daria Sulgostowska po tym, jak 24-latka rozpłakała się w zderzeniu z Mayą Joint w ćwierćfinale United Cup. Polka wyszła potem jeszcze na dwa mecze singlowe, ale nie pokazała się z najlepszej strony. W obu meczach przegrała jednego z setów do 0, a to w całej jej dotychczasowej karierze zdarzało się niezwykle rzadko.

    Iga Świątek ma tydzień, by przygotować się do Australian Open. W turnieju singlistów wystąpi też Hubert Hurkacz. Początek zmagań w głównej drabince 18 stycznia.

  • Kopciuszek zawstydził potęgi. Świątek, Kawa, Hurkacz i Zieliński drużyną roku!

    Kopciuszek zawstydził potęgi. Świątek, Kawa, Hurkacz i Zieliński drużyną roku!

    Za nami piękny kawał niedzieli z tenisem. Były emocje, były zwroty akcji, a na koniec jest wielki sukces!

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany

    Najpierw w finale United Cup 2026 Iga Świątek uległa Belindzie Bencić 6:3, 0:6, 3:6 i Polska przegrywała ze Szwajcarią 0:1. Wtedy do akcji wkroczył Hubert Hurkacz i wyrównał, pokonując Stana Wawrinkę 6:3, 3:6, 6:3. O tytule nieoficjalnych drużynowych mistrzów świata decydowało więc starcie mikstów.

    Kapitan Polski Mateusz Terczyński kolejny raz podczas United Cup 2026 postawił na parę Katarzyna Kawa/Jan Zieliński. Ta dwójka w ostatnich dniach zdecydowanie wyszła z cienia największych postaci naszego tenisa, jakimi bezsprzecznie są Świątek i Hurkacz. Kawa i Zieliński w drodze do finału zagrali cztery mecze i wszystkie wygrali. Oni musieli dostać prawo występu w meczu o tytuł. I dostali. I znów spisali się rewelacyjnie! Fantastycznie było patrzeć i na ich grę, i na to, jak z polskiego boksu do walki zagrzewali ich Świątek i Hurkacz, którzy w minionych latach tworzyli w tym turnieju polską parę.

    Po zwycięstwie Kawy i Zielińskiego nad Bencić i Jakubem Paulem 6:4, 6:3 cała polska ekipa zaczęła na korcie w Sydney fetę.

    Wszyscy możemy dziś świętować, zdecydowanie mamy co! Ale jednocześnie warto zdać sobie sprawę z kilku spraw.

    Mniejsza o to, że wygrać United Cup Polsce mogłoby być trudniej, gdyby w 2023 roku organizatorzy nie zmienili zasad. W 2022 roku rozgrywano po dwa single damskie i męskie, a nie po jednym, jak teraz. Wtedy lepiej było widać siłę szerokiej drużyny. Ale w porządku, dziś moglibyśmy postawić jeszcze choćby na Magdalenę Fręch, Magdę Linette czy Maję Chwalińską oraz na Kamila Majchrzaka i oni też mogliby powygrywać swoje mecze.

    Drugie miejsca Polski w United Cup 2024 i 2025, a teraz zwycięstwo i tytuł nieoficjalnych drużynowych mistrzów świata jest ogromnym sukcesem i absolutnie nie ma sensu go w jakikolwiek sposób pomniejszać. Mamy świetną kadrę i po prostu ją doceniajmy. Ale jednocześnie warto uczciwie pokazać, że – wbrew wynikom nieoficjalnych drużynowych mistrzostw świata – polski tenis nie jest żadną globalną potęgą. Tak naprawdę jest raczej Kopciuszkiem, który potrafi wystroić się na bal i zrobić furorę. Ale bardzo potrzebne byłoby zbudowanie na tych pięknych chwilach czegoś trwałego. Żebyśmy błyszczeli na wielkich scenach przez wiele lat.
    Niemcy mają korty w każdej wsi

    Jeśli coś naprawdę pokazuje, które tenisowe nacje są najmocniejsze, to tym czymś są raczej rankingi ATP i WTA, a nie wyniki United Cup.

    W trakcie United Cup 2026 pokonaliśmy m.in. kadrę Niemiec. Niemcy w męskim rankingu mają 17 zawodników w top 500 i aż 42 w top 1000. Polaków jest w top 500 sześciu, a w top 1000 – jedenastu. W damskim rankingu jest dziś 20 Niemek w top 500 i są aż 43 Niemki w top 1000. Polek w top 500 mamy dziesięć, a w top 1000 – 17. Widać różnicę?

    Jeśli ktoś podniesie argument, że Niemcy mają ponad 80 milionów obywateli, a Polacy niecałe 40 milionów, to porównajmy się z innym z naszych sąsiadów – dużo mniejszymi Czechami, których jest tylko 10 milionów. Oni w top 500 rankingu ATP mają 21 zawodniczek w top 500 (z czego aż osiem w top 100) i 37 w top 1000. A zatem biją nas na głowę.

    O różnicach między naszym tenisem, a tenisem w krajach, które od lat w ten sport inwestują, krótko, ale dosadnie powiedział komentator Polsatu Dawid Olejniczak już podczas pierwszego finału United Cup z udziałem Polski. W 2023 roku przy okazji naszej potyczki z Niemcami były tenisista podkreślał, że Niemcy mają korty w każdej wsi, że od dawna są potęgą, że mieli takie ikony tenisa jak Steffi Graf czy Boris Becker.

    Olejniczak w 2008 roku był pierwszym Polakiem od czasów Wojciecha Fibaka, który zagrał w Wimbledonie. On doskonale pamięta te – wcale nie tak dawne – czasy, gdy na swojego tenisistę w najbardziej prestiżowym turnieju świata Polska czekała aż 22 lata. Gdy wielkim wydarzeniem było już przebicie się przez kwalifikacje.
    Czesi mówią: “Nie dogonicie nas”. I wiedzą, co mówią

    Dziś żyjemy w innej tenisowej rzeczywistości, lepszej. Ale jednak musimy patrzeć szerzej niż tylko na obrazek kadry, która świetnie spisuje się w United Cup.

    Tak naprawdę my tenisowo jesteśmy jedną z najuboższych nacji ze wszystkich, które grają w United Cup. Wśród 18 drużyn w tej edycji byli przecież Amerykanie, których pokonaliśmy w półfinale, i Australijczycy, od których byliśmy lepsi w ćwierćfinale, byli Hiszpanie, Brytyjczycy i Francuzi, byli Włosi, którzy mają świetnie zorganizowane szkolenie, byli wspomniani Niemcy, gorsi od nas w fazie grupowej, i byli Czesi, do których nasze porównywanie się szczególnie boli, a to dlatego, że mały kraj po prostu nas zawstydza. Pod każdym względem.

    Spójrzmy na listę czeskich legend i zwycięzców turniejów wielkoszlemowych. W początkach kariery Czechosłowację reprezentowała wielka Martina Navratilova, ale nawet jeśli jej sukcesy przypisywane są tylko amerykańskiemu tenisowi, to na liście triumfatorów wielkoszlemowych Czesi i tak mają: Hannę Mandlikovą, Janę Novotną, Petrę Kvitovą, Barborę Krejcikovą, Marketę Vondrousovą, Jana Kodesa, Ivana Lendla i Petra Kordę. My mamy tylko Igę Świątek.

    Czesi mistrzów mają od wielu lat, bo od dziesięcioleci tenis jest u nich jednym z najważniejszych sportów. Dwa lata temu prezes Polskiego Związku Tenisowego Dariusz Łukaszewski opowiadał w Onecie jak wiceprezes czeskiego związku, Martin Hynek, twierdzi, że polski tenis czeskiego nie dogoni. “Nie dogonicie, bo nie macie tradycji tenisa. U nas na każdej wsi jest kort. Od 60 lat, a nie od teraz. A w mieście przynajmniej dwukortowa hala, od lat 50., a nie od teraz. Jeśli ludzie z czeskiego tenisa idą do urzędu lub prywatnej firmy, to są zdecydowanie bardziej wiarygodni niż wy. Do tego w każdej rodzinie ktoś na pewno miał do czynienia z tenisem!” – takie słowa swojego czeskiego kolegi przytaczał prezes PZT. I dodawał: “Niestety się z tym zgadzam. – Pracuj na następne pokolenia – zakończył Czech”.

    Z tym nie da się nie zgodzić. A tak naprawdę trzeba jeszcze dodać zastrzeżenie, że wbrew słowom Łukaszewskiego, u nas nadal nie ma kortu na każdej wsi i hali w każdym mieście. Prawda jest taka, że do tych standardów nadal dużo nam brakuje. Jak dużo? Spójrzmy w raport, jaki European Tennis opracował za rok 2022 (za kolejne lata raporty nie powstały).

    W dokumencie czytamy, że Czechy mają 426 100 ludzi grających w tenisa, z czego aż 66 862 osoby są zrzeszone w klubach. Tych klubów jest tam 1 254, a w kraju naliczono 11 652 korty. Natomiast w Polsce w tenisa gra według tego raportu 350 tysięcy ludzi, ale Polski Związek Tenisowy podaje, że profesjonalnych graczy mamy tylko 2559, a klubów – 311 (stan na koniec 2025 roku). Europejski raport mówi, że pograć można u nas na 7 500 kortach.

    Jak widać, różnice są ogromne. Zwłaszcza gdy w pamięci mamy, że Czechy są krajem cztery razy mniejszym od Polski i mają prawie cztery razy mniej mieszkańców!

    Odnieśmy polskie dane jeszcze do danych z Niemiec, a zobaczymy, ile nam brakuje do prawdziwej potęgi. Otóż Niemcy mają aż 1 382 824 zawodników grających w tenisa w klubach! To najwięcej w Europie. A w tenisa w kraju grywa tam aż 3,5 miliona ludzi. Klubów Niemcy mają 8 794, a kortów 45 857! Tak, w Niemczech żyje o wiele więcej ludzi, ale już powierzchniowo nasze kraje są podobnie duże (357 tys. km kwadratowych powierzchni tam, a u nas 322 tysiące).

    Zróbmy jeszcze jedno porównanie. Ze Szwajcarią, z którą nasza kadra mierzyła się w finale United Cup 2026. Według cytowanego już raportu w kraju mającym niespełna dziewięć milionów mieszkańców w tenisa gra 620 tysięcy ludzi, z czego 46 417 osób jest zrzeszonych w klubach. Klubów działa tam 1077, a grać można na 3643 kortach. A zatem Polska ma mniej klubów, w Polsce mniej ludzi gra w tenisa. Mała – w porównaniu z naszym krajem – Szwajcaria choć nie ma już dziś na kortach legendarnego Rogera Federera, to ma 11 zawodników w top 500 światowego rankingu i 18 w top 1000. A tenisistek ze Szwajcarii w top 500 jest 12, a w top 1000 – 18.
    Musimy działać z rozmachem, jeśli chcemy gonić świat. Innej drogi nie ma

    Jak polski tenis próbuje zasypywać opisane różnice? Od 2021 roku mamy profesjonalną ligę wzorowaną na czeskich rozgrywkach. Od mniej więcej takiego samego czasu duże możliwości szkoleniowe oferuje akademia w podwarszawskich Kozerkach, gdzie PZT wreszcie może szkolić młodzież w warunkach podobnych do tych, jakie Czesi mają w swoich licznych centrach rozlokowanych w całym kraju (w samej Pradze mają dwa, a znane i cenione od lat jest to z Prościejowa).

    Wiemy, że PZT opracowuje nową strategię rozwoju. Że zbiera najlepsze pomysły, że się inspiruje i próbuje przeszczepić na nasz grunt te rozwiązania, które sprawdzają się u innych.

    Może z czasem zdolne polskie dzieciaki nie będą już musiały jeździć do Czech tak jak to kilka lat temu robiła Iga Świątek, chcąc porywalizować na odpowiednim poziomie. Piotr Sierzputowski, który prowadził Igę przez ponad pięć lat, i wiele razy jeździł z nią do Czech, po pierwszym wygranym przez Świątek turnieju wielkoszlemowym (Roland Garros 2020) mówił na Sport.pl o konieczności nie tylko inwestycji w infrastrukturę, ale zwłaszcza o tym, że trzeba zmienić polskie myślenie o tenisie.

    – Nam brakuje tenisowego wychowania. My w ogóle w każdym sporcie mamy taką mentalność, żeby się nie sprawdzać. A Czesi z rana mają trening, a po południu grają sparing. I dużo szybciej jadą w świat, żeby rywalizować z najlepszymi, z nimi się sprawdzać i się od nich uczyć. Jak takie młode zawodniczki wracają z zagranicznych turniejów i grają z innymi czeskimi dziewczynami, to i ich poziom się podnosi, wszystko się nakręca. U nas za dużo gramy we własnym gronie, nie jeździmy się sprawdzać. Czesi to bardzo mały kraj, naprawdę bez tenisowego supsersystemu – bo to jest bardzo prosty, nieskomplikowany system finansowania i zaangażowania zawodników – a mają ten sport na światowym poziomie. Kortów mają więcej od nas, u nas są braki, ale też nie przesadzajmy, nie szukajmy na siłę przeszkód. Nie tłumaczmy się tak, że u nas przez problemy z kortami nic się nie da zrobić – apelował trener.

    Jeśli coś ma zmieniać polskie myślenie o tenisie, to z pewnością takie sukcesy, jakich regularnie dostarcza Świątek i jakich polska kadra regularnie dostarcza w United Cup. Świątek, Hurkacz, Kawa czy Zieliński inspirują mnóstwo dzieci i kluczowe jest, żeby PZT potrafił wyjść do dzieci z ofertą. Związek chwali się, że w programie “Tenis 10” tego sportu uczą się dzieci w kilkuset klubach na terenie całego kraju, ale szkoda, że brakuje działań z większym rozmachem.

    Kilka lat temu na Stadionie Narodowym w Warszawie potrafiono organizować Narodowy Dzień Tenisa, w ramach którego dzieciaki mogły nie tylko pograć na 50 kortach ustawionych w wyjątkowej otoczce, ale też spotkać swoich idoli. Niestety, po pandemii koronawirusa do tego nie wrócono i dziś zamiast wielkiego święta i wielkiej promocji tenisa jego “narodowy dzień” obchodzony jest tylko lokalnie w kilkunastu miastach, w klubach tenisowych.

    Podsumowując: polski tenis ma sukcesy dzięki wybitnym jednostkom. Takim, które na szczyt doszły dzięki wysiłkom swoich rodzin a nie dzięki systemowi. Ale dłużej po prostu nie wolno naszemu tenisowi liczyć na to, że zawsze znajdą się jakieś jednostki i że dzięki nim jakoś to będzie. Dobrze, że rośnie grupa młodych tenisistów wspieranych przez PZT, dobrze, że powstają plany rozwojowe, ale najwyższa pora coraz mocniej przechodzić od planowania do działania. Czas karier nieoficjalnych drużynowych mistrzów świata musi być czasem, w którym ich sport przeżyje w Polsce rozwojowy skok. Po prostu to już teraz i w kilku najbliższych latach będzie się decydowała przyszłość naszego tenisa na kolejne dziesięciolecia.

  • Rosjanin w polskich barwach gromi rywali. Drugi medal, nowy gwiazdor kadry

    Rosjanin w polskich barwach gromi rywali. Drugi medal, nowy gwiazdor kadry

    Władimir Semirunnij ponownie zachwycił kibiców podczas mistrzostw Europy w łyżwiarstwie szybkim na dystansach, rozgrywanych w Arenie Lodowej w Tomaszowie Mazowieckim. Naturalizowany reprezentant Polski, który po wybuchu wojny opuścił Rosję, sięgnął po swój drugi medal w trakcie tego czempionatu, tym razem na dystansie 1500 metrów. Do ostatnich chwil pozostawał w grze o złoto, potwierdzając, że należy do ścisłej europejskiej czołówki.

    Semirunnij rywalizował w piątej parze, mierząc się z Belgiem Mathiasem Voste. Początek przejazdu nie zapowiadał aż tak znakomitego rezultatu – Polak rozpoczął spokojnie, koncentrując się na równej, taktycznej jeździe. Kluczowe okazało się jednak ostatnie okrążenie. Wówczas „Władek” wyraźnie przyspieszył, pokazując ogromne rezerwy sił i nie pozostawiając rywalowi żadnych złudzeń.

    Po przekroczeniu linii mety Semirunnij objął prowadzenie, wyprzedzając Holendra Louisa Hollaara o 0,59 sekundy. Chwilę później na lodzie pojawił się aktualny mistrz Polski na tym dystansie, Szymon Wojtakowski. Polak rozpoczął bardzo obiecująco i przez długi czas jechał tempem gwarantującym miejsce w czołówce. Z czasem jednak zarówno on, jak i jego rywal wyraźnie stracili impet, co sprawiło, że nie włączyli się do walki o podium.

    O losach złotego medalu decydowała dopiero ostatnia para. Przed finałowym biegiem Semirunnij wciąż figurował na pierwszym miejscu, a presja spoczywała na barkach Norwega Pedera Kongshauga oraz Holendra Wesly’ego Dijsa. Kongshaug zaprezentował się znakomicie i ostatecznie wyprzedził Polaka o 0,42 sekundy, sięgając po złoto. Brązowy medal przypadł Holendrowi Timowi Prinsowi, natomiast Wojtakowski zakończył rywalizację na 15. pozycji.

    Srebrny medal na 1500 metrów cieszy tym bardziej, że to właśnie na tym dystansie – obok 10 000 metrów – Semirunnij posiada już kwalifikację olimpijską, co czyni go jednym z filarów polskiej kadry w perspektywie igrzysk.

    Warto przypomnieć, że dzień wcześniej Władimir Semirunnij zdobył złoty medal na dystansie 5000 metrów, a Szymon Wojtakowski wspólnie z Piotrem Michalskim i Markiem Kanią triumfował w sprincie drużynowym. Polska reprezentacja, mimo zmienionego składu w porównaniu do poprzedniego roku (Wojtakowski zastąpił Żurka), ponownie udowodniła swoją siłę.

    Dzisiejszy medal Semirunnija był już ósmym krążkiem wywalczonym przez Polaków podczas tych mistrzostw Europy. Biało-czerwoni zdecydowanie prowadzą w klasyfikacji medalowej, mając na koncie pięć złotych, dwa srebrne i jeden brązowy medal.